haakpaak
07.02.10, 21:35
"Mocarstwową i w ogóle jakąkolwiek pozycję w świecie buduje się za pomocą trzech czynników. Wpływów gospodarczych - od pomocy przez inwestycje po sojusze handlowe - lub wojny. Twardej siły - od sprzedaży broni przez wojny wywiadów po wojny klasyczne."
To jest niewątpliwie prawda, wojny bardzo wzmacniają i co tu dużo gadać Europa kilka lat temu przespała swoją mocarstwową szansę w Iraku zaś obecnie prawie przesypia ją w Afganistanie.
Teraz Stany nie ukończywszy jeszcze w pełni operacji w Iraku eskaluje swoje zaangażowanie pod Hindukuszem. Teraz z dwiema wojnami na karku grają samotnie w pierwszej lidze, ale jak rozpoczną kolejne działania zbrojne, powiedzmy przeciw Iranowi błyskawicznie awansują do klasy zero...
Jak bardzo prowadzenie wojny w Iraku i Afganistanie wzmocniło pozycję USA wobec Rosji, przekonali się doskonale Gruzini. A po trosze również Polacy i Czesi.
A inni? Chiny, Europa tracą swoje historyczne szanse i niebawem zostaną daleko, daleko w tyle. Europa zawsze była w pewnych miejscach USA uważana za podejrzanie przeintelektualizowaną i dekadencką. Ale że Chińczycy okazują się takimi żałosnymi głupcami? Mogli by przecież wykręcić jakąś nową awanturę z Wietnamem czy choć Mongolią, by wzmocnić swoją pozycję, że o tak upragnionej nad Wisłą inwazji Syberii nie wspomnę. Jednak wolą spokojnie tłuc na masową skalę wszelkie możliwe produkty. Gdzie im tam do krzepkich i bogobojnych farmerów z Kansas znających doskonale cudowne możliwości awansu jakie niosą ze sobą przewlekłe konflikty zbrojne. Daj ich Panie Boże Ameryce jak najwięcej. Niech zgodnie z receptą swych największych wielbicieli dalej umacnia się nimi na potęgę.