quant34
14.03.10, 18:12
Pomysł "skodyfikowania internetu" ma taki sam sens jak skodyfikowanie
obyczajowości seksualnej i z zasady jest pomysłem szkodliwym. Z punktu
widzenia prawa, internet powinien być (i jest) narzędziem publikacji poglądów
i materiałów, natomiast odpowiedzialność za ich upublicznianie podlega ocenie
na gruncie prawa istniejącego od dawna i w zupełności do tego wystarczającego.
Sprawa jest w gruncie rzeczy szalenie prosta: jeżeli ktoś kogoś lży, poniża,
obraża, nawołuje do nienawiści, rasizmu, zbrodni i tak dalej, to podlega
określonym sankcjom na zasadach ogólnych, bez względu na to, jaką metodą
rozpowszechnił takie treści. Problemem specyficznym dla internetu jest
natomiast coś zupełnie innego. Po pierwsze problemem jest rozmycie
odpowiedzialności w przypadku medium o takiej skali oddziaływania. Właściciel
serwera, na którym umieszczono lżący kogoś materiał powiada, że nie bierze
odpowiedzialności za to, co na jego serwerze umieszczają anonimowi internauci,
a samych anonimowych internautów trudniej znaleźć niż sprawcę znanego z
imienia, nazwiska i adresu. To jednak problem pozorny, ponieważ w większości
krajów funkcjonują przepisy pozwalające ustalić kto ponosi odpowiedzialność w
takich przypadkach. Polskie prawo także na to pozwala. Drugi problem jest już
poważniejszy i dotyczy poziomu świadomości społecznej i szeroko rozumianej
kultury prawnej w kontekście działalności internetowej. Faktycznie zachodzi
zjawisko traktowania tego samego czynu jako mniej groźnego, czy mniej
"poważnego" gdy narzędziem upublicznienia jakichś treści jest internet, niż w
przypadku gdy jest nim gazeta, ogłoszenie wywieszone na słupie czy osobista
publiczna wypowiedź. Zjawisko to wynika jednak z faktu, że internet jest
rzeczą nową, a jego miejsce w życiu współczesnego człowieka wciąż się jeszcze
kształtuje. Sprawy jednak idą w pomyślnym kierunku. O ile 10-15 lat temu do
rzadkości należały przypadki poważnego potraktowania przez policję czy
prokuraturę doniesienia o rozpowszechnianiu przez internet treści godzących w
sfery chronione prawem, to obecnie nie jest to już niczym nadzwyczajnym i
niespotykanym. Przybywa także spraw wytaczanych na gruncie prawa cywilnego
indywidualnie przez osoby pokrzywdzone treściami opublikowanymi w internecie
(w tym na blogach). Okazuje się więc, że przed nadużywaniem wolności przez
blogerów można walczyć przy użyciu istniejących narzędzi prawnych i żadna
dodatkowa kodyfikacja nie jest tu potrzebna. Potrzebna jest natomiast
świadomość społeczeństwa, że czyn popełniony via internet niczym się nie różni
pod względem kwalifikacji prawnej od czynu popełnionego inną drogą
upubliczniania określonych treści. Jednak na braki w sferze kultury prawnej
społeczeństwa, nie ma lekarstwa w postaci uchwalania nowych przepisów.
Lekarstwem jest tu wyłącznie edukacja. Zamiast więc nawoływać do tworzenia
nowego gąszczu zbędnych przepisów, proszę poważniej potraktować misję mediów,
którą jak Pan twierdzi, jest ochrona wolności. Tradycyjne media mają potężne
możliwości uświadamiania ludzi, że nie są bezbronni wobec sieciowego
wandalizmu niektórych blogerów.