Dodaj do ulubionych

Skodyfikować internet

14.03.10, 18:12
Pomysł "skodyfikowania internetu" ma taki sam sens jak skodyfikowanie
obyczajowości seksualnej i z zasady jest pomysłem szkodliwym. Z punktu
widzenia prawa, internet powinien być (i jest) narzędziem publikacji poglądów
i materiałów, natomiast odpowiedzialność za ich upublicznianie podlega ocenie
na gruncie prawa istniejącego od dawna i w zupełności do tego wystarczającego.
Sprawa jest w gruncie rzeczy szalenie prosta: jeżeli ktoś kogoś lży, poniża,
obraża, nawołuje do nienawiści, rasizmu, zbrodni i tak dalej, to podlega
określonym sankcjom na zasadach ogólnych, bez względu na to, jaką metodą
rozpowszechnił takie treści. Problemem specyficznym dla internetu jest
natomiast coś zupełnie innego. Po pierwsze problemem jest rozmycie
odpowiedzialności w przypadku medium o takiej skali oddziaływania. Właściciel
serwera, na którym umieszczono lżący kogoś materiał powiada, że nie bierze
odpowiedzialności za to, co na jego serwerze umieszczają anonimowi internauci,
a samych anonimowych internautów trudniej znaleźć niż sprawcę znanego z
imienia, nazwiska i adresu. To jednak problem pozorny, ponieważ w większości
krajów funkcjonują przepisy pozwalające ustalić kto ponosi odpowiedzialność w
takich przypadkach. Polskie prawo także na to pozwala. Drugi problem jest już
poważniejszy i dotyczy poziomu świadomości społecznej i szeroko rozumianej
kultury prawnej w kontekście działalności internetowej. Faktycznie zachodzi
zjawisko traktowania tego samego czynu jako mniej groźnego, czy mniej
"poważnego" gdy narzędziem upublicznienia jakichś treści jest internet, niż w
przypadku gdy jest nim gazeta, ogłoszenie wywieszone na słupie czy osobista
publiczna wypowiedź. Zjawisko to wynika jednak z faktu, że internet jest
rzeczą nową, a jego miejsce w życiu współczesnego człowieka wciąż się jeszcze
kształtuje. Sprawy jednak idą w pomyślnym kierunku. O ile 10-15 lat temu do
rzadkości należały przypadki poważnego potraktowania przez policję czy
prokuraturę doniesienia o rozpowszechnianiu przez internet treści godzących w
sfery chronione prawem, to obecnie nie jest to już niczym nadzwyczajnym i
niespotykanym. Przybywa także spraw wytaczanych na gruncie prawa cywilnego
indywidualnie przez osoby pokrzywdzone treściami opublikowanymi w internecie
(w tym na blogach). Okazuje się więc, że przed nadużywaniem wolności przez
blogerów można walczyć przy użyciu istniejących narzędzi prawnych i żadna
dodatkowa kodyfikacja nie jest tu potrzebna. Potrzebna jest natomiast
świadomość społeczeństwa, że czyn popełniony via internet niczym się nie różni
pod względem kwalifikacji prawnej od czynu popełnionego inną drogą
upubliczniania określonych treści. Jednak na braki w sferze kultury prawnej
społeczeństwa, nie ma lekarstwa w postaci uchwalania nowych przepisów.
Lekarstwem jest tu wyłącznie edukacja. Zamiast więc nawoływać do tworzenia
nowego gąszczu zbędnych przepisów, proszę poważniej potraktować misję mediów,
którą jak Pan twierdzi, jest ochrona wolności. Tradycyjne media mają potężne
możliwości uświadamiania ludzi, że nie są bezbronni wobec sieciowego
wandalizmu niektórych blogerów.
Obserwuj wątek
    • wazzon Nie pojmuję argumentu że internet nie ma nic 14.03.10, 18:24
      wspólnego z wolnością ponieważ "wyprodukowała go armia amerykańska" i zarabiają na nim koncerny. To nie jest argument. Wolna prasa również w dużej części jest kontrolowana przez korporacje. Również niszczy ona ludzi - i ci ludzie mają jeszcze mniejszą szansę obrony wobec potęgi prasowych koncernów. Dodatkowo wolność słowa w prasie i telewizji to wolność słowa kilku tysięcy osób na kilkadziesiąt milionów mieszkających w tym kraju. Wobec istnienia internetu - medium całkowicie demokratycznego - głosy dobiegające z instytucji tak elitarnych jak masowe media drukowane że "internet to nie wolność" automatycznie wywołują wrażenie całkowitej stronniczości. I dodatkowo podkopują zaufanie do mediów tradycyjnych bo jeśli są one w stanie działać tak interesownie, atakując medium które całkowicie zmienia układ sił w społeczeństwie - dając wreszcie "power to the people" - to na jakiej podstawie mam sądzić że nie wykorzystują one swojej władzy równie stronniczo w innych sprawach. Internet to przyszłość naszej cywilizacji. Jest w nim wiele złego i zapewne zawsze da się wyciągnąć jakąś sprawę z Włoch, napomknąć o Anonymous'ach z ich psychopatycznymi zagrywkami czy wspomnieć o nieparlamentarności sieciowych wypowiedzi. Ale to wszystko jest cena za możliwość, po raz pierwszy w historii ludzkości, dania KAŻDEMU możliwości publikacji. I sądzę że jeśli w jakimkolwiek zakresie czujemy się blisko idei "demokracji" (wiecie, od demos - lud) a nie jedynie liberalnych wzorców zarządzania "człowiekiem masowym" to internet musi nam się wydawać spełnieniem snów.
    • timoszyk Re: Skodyfikować internet 14.03.10, 18:40
      Zadajacym kodyfikacji interneru wcale nie chodzi o chronienie
      prywatnosci zwyklego zjadacza chleba, ani w ogole ochrony przed
      sciganymi przez prawo niecnosciami. Do tego wystarczaja obecne
      przepisy.
      Problem polega na czym innym. Prezydent Sarkozy jakis czas temu
      wyrazil gleboki niepokoj o przetrwanie czolowych przekaziorow,
      francuskich i nie tylko. Martwi sie on bowiem, ze jak tych wielkich
      przekaziorow nie stanie, to nie bedzie komu kontrolowac politykow.
      Sluchajcie, sluchajcie! Sarkozy martwi sie o skutecznosc
      kontrolowania politykow!
      Rzecz sie ma oczywiscie zupelnie odwrotnie. To politykom i innym
      grupom interesu latwo kontrolowac media, gdy sa one skoncetrowane w
      kilku rekach. Jesli ulegna decentralizacji, ta kontrola bedzie duzo
      trudniejsza, a zapewne w ogole niemozliwa.
      Wiec staraja sie politycy, grupy interesu i w koncu same supermedia
      wprowadzic przepisy przynajmniej utrudniajace samozwanczym
      interenetowym konkurentom wejscie na rynek medialny.
      Wedlug mnie internet, ze swoja mnogoscia blogow, staje sie powoli
      bardzo cennym elementem tworzenia sie autentyczneego rynku opinii i
      idei, zamiast sterowanego przez niewielkie, ale silne finansowo
      medialne konglomeraty bedace na uslugach "wielkich platnikow".

      Waclaw Timoszyk
    • maruda.r Skodyfikować internet 14.03.10, 19:40

      "Jako prasę z jej ustawowymi prawami i obowiązkami? Ale jaki jest sens
      obdarzać nimi 14-letnią dziewczynkę prowadzącą upstrzonego serduszkami
      blogaska o swym życiu osobistym?"

      ***************************

      To prawda - żaden. Ale, ale, może się przecież okazać, że owa 14-latka jest
      tylko przykrywką dla koncernu produkującego ubrania dla nastolatek. Co wtedy?

      Podobne przykłady można mnożyć - w jedną i drugą stronę. Nie wydaje się
      jednak, by w najbliższym czasie udało się przeprowadzić tego rodzaju
      kodyfikację. Z prostego względu: w dziedzinie wymiany informacji zaszła zmiana
      fazowa i stare prawa nie działają. Orędownicy kodyfikacji wciąż jednak próbują
      wtłoczyć nową jakość w stare schematy.

      Czy mam jakiś pomysł? Nie, bo i ja jestem mentalnym dinozaurem myślącym
      schematami sprzed przełomu.

      • quant34 Re: Skodyfikować internet 14.03.10, 20:05
        Ciekawe spostrzeżenie z tą zmianą fazową. Obawiam się jednak, że jeszcze do
        takiej zmiany nie doszło. Na razie mamy nowe medium i kształtujące się na
        naszych oczach zjawisko społeczne. Zmianą fazową nazwałbym sytuację, w której
        społeczeństwo globalne nauczy się używać nowego medium w taki sposób, aby
        uzyskać nieosiągalny wcześniej poziom wiedzy o otaczającej rzeczywistości.
        Obecnie człowiek jest skazany na przyswajanie informacji w ten czy inny sposób
        obrobionej przez profesjonalne media (a także bardzo często zmanipulowanej). Pod
        tym względem nic się nie zmieliło od tysiącleci. Kiedyś był koleś odczytujący
        komunikaty władcy na rynku starożytnego czy średniowiecznego miasta, później
        gazety, w których ktoś dobierał tematy i sposób ich przedstawiania, w końcu
        radio i telewizja, w których działo się dokładnie to samo. Dopiero internet,
        przez swoją powszechność i decentralizację, może złamać informacyjny monopol
        władzy jako takiej (w tym sensie władzą są także wielkie koncerny medialne).
        Jednak społeczeństwo jeszcze nie umie wykorzystać tej możliwości. Przeciętny
        obywatel czerpie wiedzę o faktach wciąż z gazet i TV i pomimo, że istnieje już
        nowe medium, manipulacja informacją wciąż ma się dobrze. Niewielu ludzi czerpie
        wiedzę o wydarzeniach w świecie z internetu. Przede wszystkim dlatego, że w
        internecie takich informacji trzeba najpierw poszukać, a następnie odsiać je od
        informacyjnych śmieci. Ale pewnego dnia to się zmieni w skali masowej i koncerny
        medialne oraz rządy na zawsze utracą władzę na ludzkimi głowami. To będzie
        prawdziwe przejście fazowe. Zmiana, po której relacja człowiek - władza, już po
        prostu nie będzie mogła być taka sama. Rozumieją to wszelkiej maści macherzy od
        losu, stąd pomysłów na założenie kagańca internetowi, będzie przybywać. Jestem
        jednak optymistą i sądzę, że tego się już nie da zrobić. Sprawy zaszły za daleko
        i zakładając, że w najbliższych dziesięcioleciach nie urzeczywistni się spiskowa
        teoria o rządzie światowym, żadne państwo i żaden koncern nie będzie w stanie
        szczelnie cenzurować całej światowej sieci. A tylko taka cenzura miałaby sens.
        • maruda.r Re: Skodyfikować internet 14.03.10, 22:40
          quant34 napisał:

          Na razie mamy nowe medium i kształtujące się na
          > naszych oczach zjawisko społeczne.

          ****************************

          Teoretycy zajmujący się systemami informacyjnymi (nie: informatycznymi)
          twierdzą, że każda zmiana techniczna w sposobie przesyłania informacji powoduje
          sprzężenie zwrotne objawiające się nie tylko szybkością i objętością przesyłanej
          informacji, ale również jej zawartością merytoryczną. To nic odkrywczego.
          Dowodzą również, że na skutek zmian w sposobie obiegu informacji zmienia się
          również działanie człowieka. Dopasowuje on swoje zachowanie do zachodzących zmian.

          Prosty przykład: informatyzacja firm pozwala na szybsze obliczenie wyniku
          finansowego firmy. To oczywiste. Na tym rozwój się nie kończy. Jeżeli możemy od ręki
          oszacować wynik firmy w dowolnym dniu miesiąca, to możemy jeszcze podjąć akuratne
          decyzje - np. zmniejszające należności podatkowe. Inny przykład: kiedyś
          dziennikarz pisał wręcz dowolną bzdurę i redakcja mu za to płaciła. Dziś musi się
          liczyć z krytycznymi recenzjami internautów. Zmienia swoje zachowanie -
          przykłada się do pracy.

          Istota zmiany nie tkwi więc w czysto technicznym przetwarzaniu informacji, ale
          przede wszystkim w stymulacji zmian w społeczeństwie.

          Dotychczas strumień informacji mógł być łatwo kontrolowany. Zarządzanie
          informacją było kosztowne. Siła oficjalnych ośrodków medialnych była tak wielka,
          że podziemna bibuła była praktycznie bez znaczenia. Gdyby jednak ktoś niezależny
          chciał coś więcej rozgłaszać, to zawsze można było go utemperować: koncesją i
          opłatą za jednostkę informacji.

          Od zarania cywilizacji oficjalna informacja biegła głównie w jednym kierunku.
          Głosił ją kapłan, herold, powieściopisarz, dziennikarz gazety, potem radia czy
          telewizji. Było szybciej i więcej, ale zawsze w tym samym kierunku i mniej
          więcej w tej samej proporcji do obiegu nieformalnego.

          I tu jest ta dramatyczna zmiana. Twój post ma potencjalnie porównywalną siłę
          rażenia, co komentowany artykuł Wojciecha Orlińskiego. Nie musisz się dzielić
          swoimi przemyśleniami z rodziną czy znajomymi w pracy i liczyć na to, że choć
          jedna osoba wykaże cień zainteresowania. Tu przelewasz swoją myśl na wirtualny
          papier i masz grono odbiorców często większe, niż niejeden zawodowy dziennikarz.
          Interesujesz się lotami kosmicznymi. Ile czasu musisz poświęcić, by w realu
          zebrać grono podobnych sobie entuzjastów, określić czas spotkania, by wszystkim
          pasowało, znaleźć miejsce oraz zorganizować kawę i krakersy? Jeżeli Ci się uda,
          to zrobisz kosztem innych zajęć: domowych czy zawodowych. W sieci możesz pisać,
          kiedy dusza zapragnie.

          Zmiana się dokonała i wciąż dokonuje: w proporcjach i kierunkach przesyłu
          informacji.

          A że jej nie widzimy? To chyba nic niezwykłego. Czy dinozaury po upadku bolidu
          nagle zaczęły sporządzać testamenty, w których powierzyły Ziemię ptakom i ssakom?



    • fr_ee Re: Skodyfikować internet 14.03.10, 20:02
      "Pomysł "skodyfikowania internetu" ma taki sam sens jak
      skodyfikowanie
      obyczajowości seksualnej i z zasady jest pomysłem szkodliwym."


      Oczywiście. Gwałty w ogóle nie są skodyfikowane :)
      • quant34 Re: Skodyfikować internet 14.03.10, 20:26
        fr_ee napisała:

        > "Pomysł "skodyfikowania internetu" ma taki sam sens jak
        > skodyfikowanie
        > obyczajowości seksualnej i z zasady jest pomysłem szkodliwym."

        >
        > Oczywiście. Gwałty w ogóle nie są skodyfikowane :)

        Jeżeli dla Ciebie gwałcenie jest częścią obyczajowości seksualnej, to nie
        chciałbym abyś mieszkał gdzieś w okolicy ;) A tak poważnie, "obyczajowość" jest
        pojęciem określającym całokształt zwyczajów w danej sferze aktywności ludzi i
        jest uwarunkowana przez tradycję i kulturę danej zbiorowości. Obyczajowość
        obejmuje całe spektrum zachowań, które w danej grupie społecznej są uważane za
        dopuszczalne. Ty piszesz o czynie, który od zarania dziejów ludzkości był
        traktowany jako wykroczenie poza granice obyczajowości, a w obecnych czasach
        stanowi przestępstwo sensu stricte. Podsumowując, penalizacja gwałtu nie jest
        kodyfikacją obyczajowości, ale przestępstwa przeciwko obyczajowości. Istniały
        jednak w historii próby objęcia całej obyczajowości seksualnej normami prawnymi.
        Próby takie podejmowane były przez wieki przez organizacje religijne (w Europie
        przede wszystkim Kościół Katolicki), państwa wyznaniowe (np. Iran), a także w
        pewnym zakresie przez państwa totalitarne (np. III Rzeszę). We wszystkich
        przypadkach, próby te okazały się nieskuteczne. Jako przykład podam katolicką
        normę obyczajową dopuszczającą współżycie wyłącznie w celach prokreacji. Tak
        samo w średniowieczu, jak i w czasach współczesnych, norma ta nie jest
        przestrzegana. Przede wszystkim dlatego, że godzi w obyczajowość uwarunkowaną
        psycho-fizjologiczną naturą człowieka. Wracając do gwałtu, tego rodzaju czyn nie
        jest i nigdy nie był zgodny z obyczajowością żadnej kultury istniejącej w
        historii. I nie zmieniają tego fale gwałtów dokonywanych podczas wojen czy
        pogromów, ponieważ także wówczas były traktowane jako delikt (tyle, że
        tolerowany przez sprawców). Właśnie z powodu sprzeczności z obyczajowością,
        gwałty i inne przestępstwa o podłożu seksualnym należało objąć stosownymi
        regulacjami prawnymi. Ale już regulacje prawne dotyczące przykładowo
        dopuszczalnej częstotliwości współżycia przez małżonków, byłyby z góry skazane
        na porażkę i nie zostałyby zaakceptowane w kulturze zachodu, która nadaje ton
        współczesnemu światu.
        • fr_ee Re: Skodyfikować internet 14.03.10, 20:43
          Jeżeli dla Ciebie gwałcenie jest częścią obyczajowości
          seksualnej, to nie
          chciałbym abyś mieszkał gdzieś w okolicy


          Jeśli nie rozumiesz, że tzw. blogerzy to właśnie gwałcenie prasy, to
          nie chciałbym abyś mieszkał gdzieś w okolicy (źle się czuję w
          otoczeniu głupców).
          • jaroslaw.zielinski Re: Skodyfikować internet 15.03.10, 00:27
            "blogerzy to właśnie gwałcenie prasy" -> a możesz to rozwinąć?
          • quant34 Re: Skodyfikować internet 15.03.10, 20:49
            fr_ee napisała:

            > Jeśli nie rozumiesz, że tzw. blogerzy to właśnie gwałcenie prasy, to
            > nie chciałbym abyś mieszkał gdzieś w okolicy (źle się czuję w
            > otoczeniu głupców).

            Tu nie ma czego rozumieć, ponieważ takie założenie jest kwestią poglądów, a nie
            zrozumienia. Ty twierdzisz, że działalność blogerów jest "gwałceniem prasy", a
            ja twierdzę, że działalność blogerów jest zróżnicowanym zjawiskiem obejmującym
            zarówno działalność pozytywną, jak i szkodliwą i to nie tylko dla tradycyjnej
            prasy. Jednak twierdzenia o zagrożeniu prasy ze strony blogerstwa jest takim
            samym truizmem, jak stwierdzenie, że dla prasy szkodliwe jest zamordowanie
            dziennikarza. Jest, i co z tego? Mordercę należy wsadzić do paki i to wszystko,
            co można zrobić. Bloger działa w granicach prawa i poszanowania praw innych
            ludzi i chwała mu za to. Bloger przekracza granice i uderza w cudze prawa,
            postawić go przed sądem. Nie ma sensu pchać do tego komunałów na temat wolności
            prasy czy jej gwałcenia. Jeżeli ktoś nie umie korzystać z wolności słowa i jej
            nadużywa, to należy pociągnąć go do odpowiedzialności, bez względu na to czy
            jest dziennikarzem czy blogerem.

            > nie chciałbym abyś mieszkał gdzieś w okolicy (źle się czuję w
            > otoczeniu głupców).

            Doświadczenie życiowe uczy, że ludzie, którym z łatwością przychodzi nazywanie
            innych głupcami, najczęściej sami nimi są. Twoja postawa to klasyczny przykład
            zjawiska nadrabiania agresją braku argumentów merytorycznych. Ja się z Tobą nie
            zgadzam, ale nie nazwę Cie z tego powodu głupcem. Dostrzegasz różnicę?
        • fr_ee Re: Skodyfikować internet 14.03.10, 20:50
          "A tak poważnie, "obyczajowość" jest..."

          A tak poważnie, od kiedy to pojęcie "obyczajowość" (lub czegokolwiek
          innego) nie obejmuje jej patologi?

          Musisz przyjąć poprawne założenia, bo inaczej całe twoje dłuuugaśne
          komentarza robią się bezsensowne już na dzień_dobry.
          • quant34 Re: Skodyfikować internet 15.03.10, 20:40
            fr_ee napisała:

            > A tak poważnie, od kiedy to pojęcie "obyczajowość" (lub czegokolwiek
            > innego) nie obejmuje jej patologi?
            >
            > Musisz przyjąć poprawne założenia, bo inaczej całe twoje dłuuugaśne
            > komentarza robią się bezsensowne już na dzień_dobry.

            Twoja uwaga na temat konieczności przyjmowania poprawnych założeń, tak uroczo
            pasuje do Twoich własnych wypowiedzi, że nie mogę opanować uśmiechu na ten
            paradoks :) O to właśnie chodzi, że pojęcie opisujące dane zjawisko NIE OBEJMUJE
            patologii tego zjawiska. Jeżeli przykładowo chcesz zdefiniować "uczciwy obrót
            handlowy" to nie włączasz do tej definicji złodziejstwa, ponieważ jest ono
            zaprzeczeniem definiowanego pojęcia. Podobnie ma się sprawa z obyczajowością.
            Ale mniejsza o metodologię, obaj wiemy o co chodzi, więc darcie kotów nie ma sensu.

            ps. nikt Ci nie karze czytać moich "dłuuugaśnych komentarzy". A skoro są dla
            Ciebie bezsensowne, to może po prostu nie powinieneś na nie odpowiadać? ;)
    • wolny-wybor To kiedy znowu wprowadzamy cenzurę ... :) 14.03.10, 22:13
      Poprzyj skutecznych polityków oni wprowadzą zmiany, nie kieruj się
      wyglądem i uprzedzeniami - wpisz w wyszukiwarkę Google "Pierwszy
      Wolny Sondaż Wyborczy", wyszukaj lub kliknij wolny sondaż wyborczy i
      zagłosuj.

      Wyniki głosowania przez internatów są zupełnie inne od oficjalnie
      prezentowanych, już zagłosowało ponad 23722 Polaków i ciągle głosują.

      Drogi wyborco pamiętaj, jaka jest różnica pomiędzy obietnicą, a jej
      realizacją, czym się różni obiecanie pieniędzy od dania pieniędzy,
      czym odróżnia się mówienie od robienia.
    • tornson Wyborczej i innym pismakom z tzw. mainstreamu 14.03.10, 22:53
      mam do powiedzenia jedno:

      Die motherfuckers DIE!!

      Mam nadzieję że wkrótce te wszystkie zakłamane Wyborcze, Rzepy, srakty-Frakty,
      Rydzyjka i reszta zakłamanej korporacyjnej i kościelnej prasy zdechnie pod
      naporem internetu!
      • tomek854 Re: Wyborczej i innym pismakom z tzw. mainstreamu 15.03.10, 03:50
        tornson napisał:

        > mam do powiedzenia jedno:
        >
        > Die motherfuckers DIE!!
        >
        > Mam nadzieję że wkrótce te wszystkie zakłamane Wyborcze, Rzepy, srakty-Frakty,
        > Rydzyjka i reszta zakłamanej korporacyjnej i kościelnej prasy zdechnie pod
        > naporem internetu!

        A co będzie w tym internecie? Co wtedy będziesz komentować? Strony miłośników
        UFO czy WyPaŚnE BlOgAsEcZkI?
    • mrmouse Skodyfikować internet 14.03.10, 23:51
      Nie rozumiem czemu nagle wszystkim zaczęło przeszkadzać, że Internet
      wolny nieuregulowany, że nie trzeba zezwolenia i posiada się w nim
      pewną (bo przecież niewielką anonimowość). Tak internet jest wolny i
      może w nim wymieniać poglądy każdy. Zaś karanie Google za
      zamieszczenia filmiku jest równie głupie jak karanie producenta noży
      za to, że ktoś kogoś jednym zaszalachtował. Tropcie sobie panowie
      redaktorzy korupcję, reformujcie służbę zdrowia politycy, a od
      Internetu się odwalcie!
    • jaroslaw.zielinski Odpowiedzialność 15.03.10, 00:41
      Najpilniejszym problemem do rozwiązania jest regulacja radosnej
      twórczości blogowo-forowej, którą w wolnych chwilach uprawia spora
      część populacji, w tym niżej podpisany. Jak to traktować? Jako prasę
      z jej ustawowymi prawami i obowiązkami? Ale jaki jest sens obdarzać
      nimi 14-letnią dziewczynkę prowadzącą upstrzonego serduszkami
      blogaska o swym życiu osobistym?


      Na blogach mamy autora/twórcę bloga i autorów komentarzy. Czy autor
      ma odpowiadać z każdy komentarz na jego blogu? Czy ma stosować
      cenzurę prewencyjną i każdy komentarz oglądać ze wszystkich stron
      przed zatwierdzeniem? Na popularnych blogach skutecznie zbiłoby to
      dyskusję.

      Na forach mamy właściciela platformy* (na przykład GoldenLine),
      założyciela forum, moderatorów i autorów postów. Czy właściciel
      platformy ma odpowiadać za każdą wypowiedź na niej umieszczoną? Czy
      ma się radzić prawników co do każdej z nich? Czy założyciel forum ma
      być wzywany do sądu?

      Podobnie jest z każdym serwisem Web 2.0, w tym i YouTube. Oskarżanie
      twórcy platformy, twórcy bloga czy forum to jak oskarżanie miasta o
      to, że ktoś złamał nogę schodząc po schodach.

      Odpowiedzialność powinn leżeć po stronie bezpośrednich autorów –
      notek na blogu, komentarzy, autorów postów, wrzucających filmy czy
      nielegalne pliki. Wykonawców a nie narzędzi.

      *na blogach też, na przykład Wordpress.com.
      • raj001 Re: Odpowiedzialność 15.03.10, 13:10
        jaroslaw.zielinski napisał:

        > Odpowiedzialność powinn leżeć po stronie bezpośrednich autorów –
        > notek na blogu, komentarzy, autorów postów, wrzucających filmy czy
        > nielegalne pliki. Wykonawców a nie narzędzi.

        Oczywiście masz stuprocentowa rację, tylko Orliński uparcie tego nie rozumie
        albo nie chce zrozumieć, i miesza jedno z drugim. Oto jak odpowiada dokładnie na
        ten argument - podniesiony przeze mnie - na swoim blogu:

        "Zwisa mi to. Jeśli Google prowadzi swój biznes z góry zakładając, że będą
        takimi filmikami kogoś krzywdzić - no to mnie to cieszy, że menadżerowie Googla
        będą musieli planować wakacje z mapą ekstradycji. Spróbuj sobie, drogi chłopcze,
        wyobrazić kalafior dyndający na jedenastowymiarowej superstrunie. Udało się?
        Super. No to już wiesz, jak bardzo mi zwisają ich problemy techniczne z
        prowadzeniem Google Video."
    • kylax1 Wyjdzie jak zwykle po Polsku. 15.03.10, 00:45
      Nie ma sie czym przejmowac.
    • jaroslaw.zielinski Plac zabaw 15.03.10, 00:46
      Nie powinna dalej trwać obecna sytuacja, w której w sieci
      praktycznie bezkarne są zachowania, za które w mediach tradycyjnych
      ktoś poszedłby za kratki. Społeczność internetowa oburzona jest na
      przykład wyrokiem wydanym przez mediolański sąd na trzech menedżerów
      z koncernu Google.


      Czyli skazuje się plac zabaw z to, że ktoś rozbił komuś innemu n nim
      nos...
    • jaroslaw.zielinski Kara za wypowiedź na żywo 15.03.10, 00:51
      ...to niech podlegają ograniczeniom takim jak tradycyjna
      telewizja, którą zrujnowałyby kary za emisję takiego filmiku


      A czy stacj radiowa albo telewizyjna powinna być karana za to, co
      powiedział jej gość albo słuchacz w audycji na żywo? Bo tego
      odpowiednikiem s komentarze na blogach, wypowiedzi na forum czy
      filmy wrzucane na YouTube...
      • jaroslaw.zielinski Re: Kara za wypowiedź na żywo 15.03.10, 01:41
        " Każdego dnia zasoby tego serwisu powiększają się o 85 tys. nowych
        nagrań. YouTube stara się systematycznie usuwać materiały
        naruszające prawa autorskie. Nie jest jednak w stanie na bieżąco
        kontrolować całej swojej zawartości. Działalność opartą na
        materiałach naruszających prawo autorskie bez trudu można zarzucić
        mu w dowolnym momencie".

        Niezła glossa.
    • pazdziernik2009 Wojciech Orliński to... 15.03.10, 11:59
      Wojciech Orliński to typowy polski lewak, i tyle. Jego komunistyczne poglady zmuszaja go do wylewania takiego szamba, jak powyzej.
    • raj001 Orliński nie rozumie tematu 15.03.10, 13:04
      Orliński - jak to bardzo często bywa w jego przypadku - po raz kolejny
      kompletnie nie zna się na tym, o czym pisze.

      Więcej tutaj: www.ap.krakow.pl/~raj/notka.php3?id=236
      • pazdziernik2009 Re: Orliński nie rozumie tematu 15.03.10, 14:49
        A czego wymagasz od takiego lewaka? :)
    • geckoon e-bibuła :) 16.03.10, 18:29
      "Od XVI wieku także na polskich ziemiach drukarze cieszyli się przywilejami
      chroniącymi ich wolność w zamian za dostosowanie się do pewnych zasad."
      Hehe
      Nawet tyrani maja takich drukarzy co to dostaja "pewne" przywileje za
      dostosowanie sie do "pewnych" zasad :D -

      Mam nadzieje ze autor szlyszal chocby o takim czyms jak bibula.
      Jedni drukarze sie godzili inni nie, a i czesto dystrybucje tresci pisanych
      byly zabronione i od kiedy jest druk jest tez druk nielegalny/niewygodny.
      Jasne ze kazdy by chcial zeby o nim w superlatywach pisano dlatego zawsze
      bedzie jakas odmiana cenzury.
      Internet daje jeszcze szanse na tanie publikowanie tresci do ktorych dostep
      jest slabo ograniczany i trudno to tez cenzurowac - i o to chodzilo od zawsze
      wszystkim piszacym i drukujacym. Treba byc skrajnym oportunista zeby jako
      autor tresci pisanej nie krytykowac wszelkich form ograniczania takiej wolnosci.
      I oczywiscie nijak sie to ma do prawa, bo jak juz ktos wczesniej napisal,
      prawa jakie sa kazdy wie i ich lamanie czy to na ulicy czy w sieci moze byc i
      jest karane.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka