szampon.do.wlosow
19.07.10, 00:23
Nijakosc tego arytkulu o pomste do nieba wola: "Jarocin zawsze był dla jego
uczestników czymś więcej niż tylko imprezą muzyczną. Ustrój totalitarny, brak
perspektyw zawodowych, konflikt pokoleń w domu, konserwatywni nauczyciele w
szkole - przez kilka dni to wszystko było nieistotne. Festiwal stawał się
kolorowym karnawałem, na którym można było odreagować beznadzieję otaczającej
PRL-owskiej rzeczywistości."
Nooooo autorze podobnej bzdury to dawno nie czytalem, ja rozumiem ze placa od
slowa, ale bez przesady, takie komunaly to dobre sa dla politykow, myslalem ze
od dziennikarzy to sie sensu i pracy wymaga. Zwlaszcza jak pisza w "Duzym
Formacie".
Jakos nie kojarze zeby Jarocin mial dla mnie jakiekolwiek konotacje
okoloustrojowe, co mnie wtedy obchodzil PRL czy stan wojenny jak mialem 17
lat, moze to dzis yntelygenci z IPNu oderwani od rzeczywistosci tak to widza,
na pewno malo kto z uczestnikow tak na to patrzyl.
Poza tym wystarczy zmienic "Jarocin" na (Przystanek) Woodstock, albo Opener,
ech, nawet Sopot (!), "totalitarny" na demokratyczny i cud! zdanie ma tyle
samo sensu w 2010 r.
Mam w ogole dziwne wrazenie ze autor festiwal w Jarocinie zna z opowiadan albo
wikipedii, zrozumiale ze jezeli urodzilo sie w np. 1985 to doswiadczen
wlasnych sie nie posiada, ale ja bym oczekiwal ze sie autor tematem
zainteresuje a tu infantylnie i cieniutko.