Dodaj do ulubionych

Misja za tysiąc zł

28.07.10, 18:28
bardzo to jest zabawna propozycja - 3000 lub 4000 zł stypendium dla
doktoranta. czyli dostawałby on miesięcznie na rękę tyle ile na niektórych
uczelniach dostaje dr hab. z kilkunastoletnim stażem pracy. gratuluje
doktorantom znajomości realiów polskich uczelni ;)
Obserwuj wątek
    • kontakt-gw Misja za tysiąc zł 29.07.10, 09:02
      Glownym polskim problemem zwiazanym z praca nad doktoratem jest JAKOSC tej
      pracy i waznosc tematyki. Naraze sie wielu doktorantom piszac, ze pieniadze sa
      w tym procesie mimo wszystko wtorne.

      Ba calymn swiecie okres pracy nad doktoratem to okres wyrzeczen i zaciskania
      pasa (jak w okresie studenckim). Roznica polega na persepektywach jakie sie ma
      po uzyskaniu stopnia doktora, a to wlasnie z tym w kraju jest bardzo zle.

      Zanim zaczniemy rozmawiac o pieniadzach nalezy sie wczesniej dobrze
      przygladnac promotorom, procesowi recenzji, samym "studiom" doktoranckim,
      ktore w zbyt wielu przypadkach sa zrodlem latwych i nie wymagajacych wysilku
      dydaktycznego godzin dla wybranej kadry!!!

      Wielu doktorantow od samego poczatku jest na pozycji straconej gdyz ich
      promotorzy nie maja zadnego kontaktu z nauka swiatowa, nie znaja the state of
      the art w swojej dziedzinie. Krotko: nie sa w stanie merytorycznie
      zaproponowac czegokolwiek co dawalo by doktorantom jakakolwiek perspektywe.
      Trzykrotnie wieksze stypendium nic tutaj nie zmieni.

      Podobnie, obecny (i proponowany) system oceny "etapowej" w miejsce calosciowej
      w powiazaniu z chowem wsobnym generuje same patologie. Doktorat nalezy zrobic
      jak najmniejszym wysilkiem (wspolny cel promotora porzebierajacego nogami do
      Belwederu i doktoranta) tak by ewentualne cenne wyniki wykorzystac juz po
      doktoracie (zaliczyc je na poczet dorobku habilitacyjnego) bo jakosc doktoratu
      i zwiazane z nim publikacje nie licza sie do uzyskania "samodzielnosci" naukowej.

      Chocholi taniec trwa dalej, a my rozmawiamy tylko o wysokosci stypendium...

      A moze wreszcie stworzyc system, w ktorym nieodlaczna czescia zespolowych
      grantow badawczych beda etaty dla doktorantow i postdokow?
      Wowczas
      przyznanie grantu bylo by jakas werfyfikacji jakosci tematyki badawczej,
      doktorant pracowal by w zespole i nie bylo by problemu glodowych stypendiow...

      Natomiast tam gdzie ktos chce robic doktorat hobbystycznie to niech to czyni w
      godzinach wolnych od pracy bez udzialu podatnikow
    • elektryczny.klecznik doktoranci za granicą 29.07.10, 14:09
      Dziwię się kolegom z kraju, że nie wywierają wpływu na uczelnie... nogami.
      Za granicą dostajecie miejsca w akademikach, stypendia niejednokrotnie wyższe
      niż w kraju.
      O tym, że nie jesteście traktowani jako siła robocza w uczelnianym, feudalnym
      ustroju, nie muszę wspominać. Standardy w Holandii czy Danii są inne niż tu.
      Warunek to oczywiście język. Wystarczy angielski, bo współpracuje się z kadrą
      międzynarodową, co więcej, literatura przedmiotu, ta aktualna, pisana jest
      właśnie po angielsku. Dlaczego? Żeby mogło ją przeczytać większe grono, niż
      krajowe.

      Nie wiem, na ile warto naciskać na uczelnie w kraju. W dużej mierze są to
      skostniałe folwarki grupki podstarzałych profesorów, ukrytych za mechanicznie,
      bezmyślnie działającym dziekanatem. Ludzi w większości zasiedziałych, bez
      pojęcia o możliwościach jakie dają zagraniczne granty, granty, o które trzeba
      się postarać, których trzeba poszukać i o jakie trzeba powalczyć.

      I tak się dziwię i dziwię...
    • ar.co Misja za tysiąc zł 30.07.10, 09:33
      Pomysł szczytny, tylko ciekawe, jak będzie wyglądało przyznawanie
      tych stypendiów. Bo z własnych doświadczeń pamiętam, jak trzy razy
      bezskutecznie usiłowałam dostać stypendium "dla młodych naukowców" z
      FNP, mając (na studiach doktoranckich) całkiem niezły dorobek (dwie
      wydane książki, udział w paru projektach, kilkanaście dużych
      artykułów itp) - ale i tak stypendia dostawali ludzie, którzy
      dorobku co prawda nie mieli, ale za to potrafili ładnie opowiadać o
      swoich wielkich planach. Przynajmniej część z nich nigdy tych planów
      nie zrealizowała, a co poniektórzy - mimo upływu prawie 10 lat - nie
      zrobili również doktoratu.
    • pjpb Misja za tysiąc zł 30.07.10, 14:53
      W Polsce na doktorat idą pasjonaci i zbyt słabi, aby dostać pracę. Rozdział
      pieniędzy pomiędzy te grupy bardziej często zależy od tego jak z społeczności
      umocowany jest promotor (-> w szczególności: pieniądze z grantów przyznawanych
      wg 'interesujących' kryteriów). I owszem 1000PLN to nie są duże pieniądze -
      zanim zaczniemy sie jednak porównywać z innymi krajami kwotowo, spójrzmy ile
      wynoszą tam średnie pensje. I tu już zaczyna byc dość porównywalnie: studia
      doktoranckie są po prostu kolejnym etapem studiów, przygotowującym w sposób
      usystematyzowany do pracy samodzielnej (oczywiście, w pełni samodzielnej
      dopiero po kilku post-docach). Pieniądze doktoranci do ręki dostają albo za
      konkretną pracę na rzecz uczelni (teaching assistants) albo z grantów
      propmotorów (research assistants). I są to pieniądze raczej podłe na lokalne
      warunki - pozwalające na zaspokojenie podstawowych potrzeb i tyle. W warunkach
      warszawskich odpowiednik zapewne 1.5-2k.
      Zgadzam się, że model kształcenia wyższego trzeba zreformować - obecna
      struktura produkuje w większości młodych-starych, którzy po uzyskaniu
      doktoratu zazwyczaj nie wnoszą nic nowego, albo badań nie prowadząc (rozgrywki
      uczelniane są bardziej dochodowe, niż publikowanie i badania) albo w oderwaniu
      od rozwoju dziedziny w której pracują. Często zresztą doktorat, a potem
      habilitacja, jest przepustką do roli licencjonowanego producenta dyplomów
      (wykładowcy na pięciu uczelniach, promotorzy setek magistrantów) - również bez
      żadnych skutków dla Polskiej nauki.
      Odgórne podwyższenie stypendiów byłoby w większości wyrzuceniem pieniędzy w
      błoto - przybyłoby miernych doktorantów i w jakimś stopniu odpływ zdolnych za
      granicę (który to zresztą nie byłby zły, gdyby mieli oni potem do czego
      wracać), profesorowie-wyjadacze ucieszyliby się mając więcej 'od głowy do
      ręki'. W pierwszym kroku zreformować naukę tak, aby naukowcy byli w sposób
      niezależny mierzeni i dysponowali pieniędzmi na swe badania - sami zaczną być
      zainteresowani, aby z trudem wyszarpniętych pieniędzy nie dawać wszystkim po
      równo, a dobrych doktorantów kształcić i hołubić (dodatkowe publikacje ->
      większa szansa na nastepne granty).
    • drojb (czego wielu nie chciało) 31.07.10, 00:43
      znaczy się - do PZPR. Niby. To skąd się brał komunizm w Polsce, skoro nikt go
      nie chciał, wszyscy go ie chcieli -a trwał i trwał?
      Może to wzięło się z lat po 1945 r. - komunizm wówczas mniej zabijał?
      Och te mity heroiczne!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka