Tragiczna układanka

19.01.11, 02:47
blog.rp.pl/ziemkiewicz/2011/01/18/za-szafe/
GW zainteresowanie pulsem Polski przypomina wyciaganie trupa z szafy
    • lese_majeste im więcej się dowiaduję, tym bardziej 19.01.11, 03:18
      stosowna wydaje się być stara opowiastka o ekskrementach, wieśniaku i chronometrze (gó... chłopu nie zegarek)
    • g00sman Ileż można!? 19.01.11, 04:07
      Jasny gwint, Panie Redaktorze, ileż można w kółko pytać o to samo, i to jeszcze mając odpowiedzi na pytania we własnej gazecie!?

      1. "Dlaczego kontrolerzy kategorycznie nie zabronili Tu-154 podjęcia próby lądowania?"

      Po pierwsze dlatego, że biedne chłopki roztropki przytargane na specjalną okazję na to zapyziałe lotnisko wolały nawet nie myśleć, co by było, gdyby niechcący spowodowali międzynarodowy skandal dyplomatyczny. Doświadczenie uczy, że w takich sytuacjach uruchamia się strategię minimalizacji działań - "im mniej będę robił, tym mniejsza szansa, że coś spieprzę". Więc bąknęli coś o pogodzie, ale nie naciskali za bardzo, żeby nie było na nich. A potem może jeszcze przełożeni przytaknęli, że "z tym samolotem lepiej nie zadzierać - niech robi co chce".

      2. "Jaki wpływ na ich decyzje mieli przełożeni, z którymi rozmawiali?"

      Tego jeszcze nie wiemy, ale wszystko wskazuje na to, że: patrz wyżej.

      3. "I dlaczego kontrolerzy mówili załodze tupolewa, że maszyna jest na kursie i ścieżce, skoro tak nie było?"

      Bo mieli dodupny, za przeproszeniem, radar, ale przeca przed zagraniczną delegacją nie wypadało się przyznać. Dopiero by mieli za swoje, jakby zagranicy powiedzieli, że sprzęt Matuszki Rosji szwankuje.

      "Po drugie, członkowie komisji ministra Jerzego Millera do dziś nie wiedzą, jaki był stan urządzeń naprowadzających na lotnisku w Smoleńsku. Nie wiedzą więc, czy radar pokazywał dokładną pozycję Tu-154, czy mocno przybliżoną, bo Rosjanie nie przekazali nam oficjalnie tych informacji."

      Bankowo pokazywał dokładną. Dlatego właśnie mówili "na kursie i ścieżce", jak nie było ani na kursie, ani na ścieżce.

      "To o tyle dziwne, że płk Edmund Klich, akredytowany przy MAK, już kilka tygodni temu mówił, że radar w Smoleńsku jest bardzo niedokładny."

      To może zamiast stać z otwartą japą i pytać o to w kółko, można by podbić do Klicha i zapytać, skąd wie?

      "Załoga powinna o tym wiedzieć, bo 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego lądował tam wielokrotnie."

      Załoga wiele rzeczy powinna była, a nie zrobiła, więc efekt był, jaki był. Większość kierowców powodujących wypadki też powinna pewne rzeczy wiedzieć, a nawet wie, tylko akurat na chwilę się im zapominają. Innymi słowy: "thank you, Captain Hindsight!"

      "[...] Takie założenie mogło osobom, które nie śledzą sprawy dokładnie, wypaczyć obraz katastrofy."

      Są w tym kraju takie osoby? A są osoby, które jeszcze nie mają swojego obrazu katastrofy i można na nie w jakikolwiek sposób wpłynąć?

      "To nie Rosjanie zmusili załogę Tu-154 do wielokrotnego złamania podstawowych zasad bezpieczeństwa - począwszy od próby lądowania. Dowódca załogi miał uprawnienia do lądowania na takim lotnisku przy widoczności poziomej 1,8 tys. m i pionowej 120 m. Każde przekroczenie jednej z tych wartości powinno zakończyć się konsekwencjami służbowymi, jeśli nie prokuratorskimi. A warunki w Smoleńsku były znacznie gorsze - co raportowała na bieżąco także załoga Jaka-40, który wylądował tam wcześniej - widoczność wynosiła zaledwie 200 i 50 m!"

      BINGO! I po co było cały artykuł pisać, jak jeden akapit wystarczy?

      4. "dlaczego załoga po swej decyzji "odchodzimy" przerwała zniżanie maszyny ze sporym opóźnieniem."

      Też było mówione, o ile pamiętam. Odejście miało być na autopilocie, więc pstryknęli go w tryb odejścia. Ale niestety zapomnieli, że z braku sprzętu na lotnisku ten tryb nie zadziała. Opóźnienie stąd, że ekipa na kilka sekund "zawiesiła się", czekając na reakcję autopilota, która nie mogła zaistnieć. I tych sekund niestety zabrakło do wyprowadzenia maszyny ręcznie.

      Jeszcze jakieś "nowe światło na sprawę", "nowa perspektywa", albo "nieuwzględniona kwestia"? Dobrze, że chociaż te nagrania z "wieży" wyskoczyły, bo prasa już całkiem to samo by w kółko wałkowała, z braku nowych danych...
      • jwasz1952 Re: Ileż można!? 19.01.11, 09:57
        Brakuje mi do tego wywodu"Ląduj dziadu po trupach-do celu".
        Uwaga! dzisiaj w TVPinfo,TVN24,Polsat news kolejny dzień dni otwartych dla uciekinierów z psychiatryków.Oglądając ten cyrk dochodzę do wniosku że to nie media są IV władzą ale ich sponsorzy czyli reklamodawcy.A więc reklamodawcy do dzieła jeżeli chcecie żeby wasze produkty były twarzami psychicznie chorych polityków
      • rexus.bis Re: Ileż można!? 20.01.11, 14:31
        gOOsman - super to podsumowales. Nic dodac, nic ujac!!
    • sal11 Hipoteza o znaczeniu bliższego APM 19.01.11, 04:21
      Nie wiem, czy taki wątek był już dyskutowany, proszę mnie nakierować.

      Fragment rozmów z kokpitu Tu-154:
      [...]
      8.29.10 Jak-40: Jeszcze jedno, APM-y są oddalone od progu pasa jakieś 200 m.
      8.29.19 2 Pilot: Dzięki.
      8.29.20 2 Pilot: APM-y rozstawili od progu pasa 200 m.
      8.29.22 Nawigator: (?) 200 metrów od progu.
      8.29.05 2 Pilot: A! Na 500 m nad chmurami. Dobra, dobra. Dzięki.
      8.29.25 1 Pilot: Spytaj czy Rosjanie przylecieli.
      [...]

      Raport MAK (eng), strona 51 (mapka): bliższy APM jest 1100 m od pasa. (!)

      Czy waszym zdaniem ma podstawy hipoteza, iż pilot nie kwapił się do odchodzenia wystarczająco szybko ponieważ znajdował się zaraz przed bliższym APM? Można podejrzewać, iż pamiętając rozmowę z Jak-40 spodziewał się, że ma pas 200-300m przed sobą?

      Niezależnie: dlatego właśnie są zasady - nie widzisz, nie lądujesz.
      Dlatego też łamanie przepisów jest podwójnie złe. Może się uda, ale co jeśli ktoś Was podpatrzy i będzie próbował tak samo i się zabije?
      • bmarq Re: Hipoteza o znaczeniu bliższego APM 19.01.11, 23:13
        co masz na myśli mówiąc, że pilot znajdował się przed bliższym APM? Nie było żadnych bliższych APM-ów, aba stały 200 metrów od progu pasa, po obu jego stronach.
    • wojtekd38 Tragiczna układanka 19.01.11, 06:55
      Jaki pilot laduje na automacie ? Tylko polski pilot samobojca. Dyskusja krotka i owocna.
    • apodemik GW-układanka 19.01.11, 07:50
      Najlepsze jest ostatnie zdanie, biedny red. musi podtrzymać koncepcję Nadred.Michnika o winie Polaków, zwłaszcza PIS-u. Mimo że zadaje tyle pytań, nie dziwi go, że tychże pytań przez 9 miesiecy nie zadawał rząd Tuska, mocno zajętego podkopywaniem krzyża. Ciekawe czy po znalezieniu odpowiedzi Michnik z Tuskiem bedą nadal betonować swoją układankę?
    • dorzbi Tragiczna układanka 19.01.11, 08:01
      Polityka Polski realizowana przez Kaczyńskich zdecydowała o technicznych szczegółach lotu,polityka Rosji zdecydowała o szczegółach technicznych porzyjęcia na lotnisku.Tyle i tylko tyle.
      • apodemik Re: Tragiczna układanka 19.01.11, 08:34
        Za techniczne szczegóły lotu samolotu rządowego teoretycznie odpowiada premier tegoż rządu (tak jest wszędzie poza Polską) czyli raczej Tusk i jego polityka wobec Kaczyńskich. Nawet oszalała nienawiść do Prezydenta nie zwalnia premiera i rządu z jego odpowiedzialności
        • dorzbi Re: Tragiczna układanka 19.01.11, 08:45
          W żadnym dobrze zorganizowanym państwie za techniczne szczegóły lotu nie odpowiada premier,nie odpowiada nawet minister.W państwie PIS-u oczywiście jest inaczej.Tragedia tego lotu na tym właśnie polega.
          • drupal Re: Tragiczna układanka 19.01.11, 14:37
            No tak, w państwie pisowskim minister sprawiedliwości decyduje o winie oskarżonego lekarza a prezydent lepiej od pilota wie czy można czy nie lądować w Tbilisi.
            W państwie pisowskim prezydent i premier muszą się konsultować z prezesem w sprawie negocjacji z Unią. Wszyscy premierzy i prezydenci Europy muszą grzecznie czekać, co powie prezes.
            Na pokładzie tupolewa wciąż jeszcze było państwo pisowskie a nie Polska.

            Dlatego wyjaśniać sprawę katastrofy należy zgodnie z regułami państwa pisowskiego a nie przepisów lotniczych.
        • pis_busters Re: Za co odpowiadał Kaczyński, gdy był premierem? 19.01.11, 09:37
          Tusk ma odpowiadać nawet za pogodę. Za co odpowiadał Kaczyński, gdy był premierem? Czy tylko za decyzje kogo aresztować?
        • jwasz1952 Re: Tragiczna układanka 19.01.11, 10:16
          Nawet oszalała nienawiść do ruskich nie zwalnia Zwierzchnika Sił Zbrojnych od myślenia i poczucia chociaż odrobiny odpowiedzialności.
          "Ląduj dziadu po trupach,do celu na Wawelu".
        • malwo Re: Tragiczna układanka 19.01.11, 13:36
          Dlatego wlasnie rzadowa komisja i ministrowie rzadu p. Tuska skupili obecnie swoja uwage na tym co dzialo sie w Smolensku. Pomaga im p. Maciarewicz, ktory mowi o spisku.
    • zbyszek.bejach Re: Tragiczna układanka 19.01.11, 08:10
      Znowu pomylony nick. Kurewski.
    • dorzbi Tragiczna układanka 19.01.11, 09:13
      Media powinny poinformować jakie procedury i odpowiedzialności są stosowane w lotach prezydenta USA.Wiele by to dało naszej opinii publicznej.
    • jurber1 Tragiczna układanka 19.01.11, 09:20
      Szaleństwa Kaczyńskich związane z TU154 i ich finał potwierdzają przysłowie: "dopóty dzban wodę nosi, dopóki sie ucho nie urwie". Awantury wywoływane przez Lecha przy okazji lotu do Gruzji, późniejsze sejmowe obrażanie pilotów (Gosiewski i reszta), kłótnie z Tuskiem o loty do Brukseli (oszukany Sarkozy wydał Lechowi "extra" zaproszenie) i finałowa katastrofa w której wielu "awanturników" zginęło, to okrutna konsekwencja losu.Tylko dlaczego tylu niewinnych zginęło ? I dlaczego główny winowajca, zamiast posypać głowę popiołem i z rozpaczy odsunąć się w cień, ciągle zrzuca winę na innych ?!
    • wing2009 Tragiczna układanka 19.01.11, 09:21
      Panie Imlielski, nie wstyd Panu pisać takie glupoty?
      Pamięta Pan swój tekst?:

      Celem zespołu PiS ds. wyjaśnienia katastrofy w Smoleńsku jest dyskredytowanie wszystkiego, co mogłoby okazać się niezgodne z"właściwymi odpowiedziami", na które czeka Jarosław Kaczyński. Utwierdza mnie w tym przekonaniu główny specjalista tej partii od wydarzeń z 10 kwietnia Jarosław Zieliński.

      I jak Pan teraz wygląda? Czyje wiadomości były właściwe?
      • pis_busters Re: A o czym mówisz? 19.01.11, 09:39
        A o czym mówisz? O faktach (bo te pozostały niezmienne) czy o wstrętnej wypowiedzi Maciorenki?
    • pis_busters Re: Ten trup z szafy to Ziemkiewicz? 19.01.11, 09:30
      Ten trup z szafy to Ziemkiewicz?
    • kociewiak2 Tragiczna układanka 19.01.11, 09:35
      ...pilot zawsze odpowiada za bezpieczenstwo lotu,widzial a raczej nic nie widzial i slyszal co slyszal a ryzykowal i bummm,TO WINA PILOTA KAPITANA
    • wuzuwela Tragiczna układanka 19.01.11, 10:21
      z kim i o czym rozmawiali kontrolerzy (nie wszystko nagrało się na magnetofonie w wieży, bo jedna z osób rozmawiała przez komórkę, czasami z wieży

      no tak i powracała po rozmowie do wnętrza wieży i dyspozycje otrzymane na zwnątrz językiem migowy przekazywała dyspozytorom!
      Mam kolejny hak na stronę rosyjską dla PiSdzielców;nie było zapisu wideo na wieży!na pal z nimi:)))
    • aekielski Tragiczna układanka 19.01.11, 10:35
      Tragiczną układankę należy rozpocząć tam,gdzie ona się zaczęła. Narastanie napięcia aż do momentu odmowy prezydenta wskazania lotniska zapasowego. Dopiero wtedy możemy rozpatrywać sprawy techniczne oraz popełnione błędy. Za początek uznał bym noc Olszewskiego i Macierewicza w sejmie i ich wiekopomne odkrycie,że prezydent Lech Wałęsa to Bolek. Po tym nastąpiły dalsze dziesiątki przekrętów politycznych. Warto by było policzyć ilu ludzi bezpodstawnie opluto, ilu pożegnało się z tym światem z rekomendacji wielkich sprawiedliwych i prawych. Lista ofiar jeszcze nie jest zamknięta. Jak to wszystko się skończy to nawet sam Pan Bóg nie wie, bo nie ma wpływu na ludzi nieobliczalnych.
      • 314zda Re: Tragiczna układanka 28.01.11, 05:27
        aekielski napisał:

        > Tragiczną układankę należy rozpocząć tam, gdzie ona się zaczęła. Narastanie napi
        > ęcia aż do momentu odmowy prezydenta wskazania lotniska zapasowego. Dopiero wte
        > dy możemy rozpatrywać sprawy techniczne oraz popełnione błędy.

        Masz racje wszystko zaczęło się w biurze Donalda Tuska i Tomasza Arabskiego, a ich współpraca z Vladymirem Gryninem POtwierdza ze to był ZAMACH!


        Prezydent nie miał zadnego wpływu ani kontroli nad działaniami zanmachowców (bandy Tuska i Putina i nie był swiadomy z e zamach był opracowany od pół roku!!



        Gdy nastąpił zanik zasilania FMS, polski Tu-154 M znajdował się około 80 m przed miejscem pierwszego zderzenia z drzewami, 600 m od progu pasa. Tak wynika z obliczeń po zniwelowaniu błędu odchylenia i przedłużenia prostej linii podanych przez MAK błędnych współrzędnych – mówi „GP” K.M. (nazwisko i imię do wiadomości redakcji), mieszkający dziś za granicą wojskowy związany z kontrolą radiolokacyjną przestrzeni powietrznej, ekspert sejmowego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza.
        Te obliczenia jeszcze bardziej podważają wersję MAK, według której w czasie, gdy „wysiadł” komputer, samolot roztrzaskał się o ziemię. Skoro zanik zasilania FMS nastąpił 80 m przed pierwszym zderzeniem tupolewa z drzewami, należałoby – trzymając się wersji Rosjan – przyjąć, że samolot najpierw uległ zniszczeniu, a dopiero potem... zderzył się z drzewami.
        – Co więcej, podane przez MAK współrzędne miejsca, w którym rozbił się samolot, i współrzędne zatrzymania się komputera pokładowego FMS dzieli różnica ok. 800 m, choć powinno to być to samo miejsce – dodaje K.M.
        Współrzędne miejsca, w którym rozbił się samolot (dokładnie: współrzędne środka tej strefy), to według MAK 54ľ49.450'N i 32ľ03.041'E (str. 88 tłumaczenia polskiego raportu MAK). Natomiast współrzędne miejsca zatrzymania się komputera pokładowego FMS – 54°49,483” N i 032°03,161” E (str. 117 polskiego tłumaczenia raportu MAK).
        Informacje te odczytali Amerykanie, bo w rządowym tupolewie zainstalowany był FMS produkcji USA.



        Dziś o godz. 15 w kancelarii premiera zaprezentowali je przedstawiciele polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy.

        - Komisja nie zajmuje się szukaniem winnych, tylko wyjaśnieniem okoliczności katastrofy z 10 kwietnia - podkreślał Jerzy Miller, szef MSWiA.

        Konferencja miała pokazać, że odrzucenie przez MAK polskich zastrzeżeń do raportu było bezzasadne.

        Przypomnijmy, że szefowie MAK uznali polskie zastrzeżenia za dotyczące oceny a nie ustalenia przebiegu lotu i katastrofy.

        Przede wszystkim polska strona podnosiła zignorowanie przez MAK tego co działo się w wieży, wpływu decyzji i komend rosyjskich kontrolerów na wydarzenia nad lotniskiem tego dnia.

        Na prezentacji pokazano najpierw wcześniejsze wydarzenia w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r.

        Najpierw ląduje polski JAK - 40 z dziennikarzami, w fatalnych warunkach pogodowych, bez zgody wieży. Zdenerwowany kierownik wieży z ulgą mówi "Zuch" ("Mołodziec").


        Za chwilę do lądowania podchodzi rosyjski transportowy IL-76, próbuje lądować mimo gęstej mgły, o mało się nie rozbija i odlatuje na inne lotnisko. Na wieży latają w powietrzu przekleństwa, pod koniec gdy samolot odchodzi - wypowiadane z ulgą.



        - Mamy nagranie, że kapitan chciał na wysokości 100 m odejść. Oni nie chcieli tam wylądować, byli przekonani po rozmowie z jakiem, że tam nie wylądują. Ale dlaczego zeszli poniżej setki? Nie wiem. I to będzie pewnie największy dylemat: Czy podpisać ten raport bez rozeznania, dlaczego zeszli poniżej 100 m?

        Mniej więcej w tym momencie w rozmowie między kontrolerami pada " Polakom trzeba powiedzieć, że nie maja po co startować". Polski Tu 154M stoi jeszcze wtedy na lotnisku w Warszawie.

        O 7.40 czasu polskiego obecny w wieży zastępca dowódcy bazy, płk Krasnokutski, dzwoni do centrali lotów o kryptonimie LOGIKA. z przytoczoonych zdań wynika m.in. że Smoleńsk przykryła mgła, że w prognozie jej nie było, że trzeba szukać zapasowego lotniska "chyba Wnukowo" (pod Moskwą), i że Polacy o zgodę [na lądowanie] nie pytali. Po chwili przekazuje kontrolerom polecenie otrzymane od rozmówcy telefonicznego - sprowadzić Polaków na 100 m i kazać im odlecieć na drugi krąg.

        Potem słyszymy jak kierownik lotów dziwi się, że ktoś, służba meteo obsługa zwana METAR, podała Tupolewowi dane o widoczności - 800 metrów, ("Czy on jest niepoczytalny") podczas gdy faktycznie wynosiła 200 metrów.

        Ale piloci TU154M i tak mają pełną wiedzę o widoczności na lotnisku, bo rozmawiają w tym samym czasie z załogą stojącego na płycie lotnika polskiego JAK-40.

        Tupolew zaczyna podchodzić do lądowania.
        Cały czas nie ma żadnej informacji czy wyznaczono lotnisko zapasowe, mimo tego, że wieża próbuje uzyskać o tym informacje od przełożonych.

        Polska komisja pokazała dwa zasadnicze fragmenty przebiegu lotu na animacji podobnej do tej, którą w ubiegłą środę przedstawił w Moskwie MAK.

        Wyraźnie widać, że na ostatnim odcinku najpierw polski samolot zniżał się znacznie powyżej wyznaczonej ścieżki podejścia do pasa startowego, a potem- znacznie niżej.

        W obu przypadkach wieża informowała, że samolot jest na właściwym kursie i ścieżce.

        Najpierw samolot jest o 130 metrów za wysoko i zbacza o 80 metrów z kursu w lewo, a wieża nie podaje mu tej informacji.

        Po chwili samolot schodzi jeszcze bardziej z kursu, nadal nie ma reakcji wieży.

        O godzinie 8:40:02 pojawia się w kokpicie pierwsza komenda TERRAIN AHEAD, automatyczne ostrzeżenie systemu TAWS o niebezpiecznym zbliżaniu się do ziemi.

        Godzina 8:40:10

        - Kierownik strefy lądowania cały czas podaje, że wszystko jest w porządku.
        Samolot nadal jest nad ścieżką, i o 130 metrów w lewo od prawidłowego kursu.
        Piloci nadal nie mają takiej informacji z wieży.

        Na 2 kilometry od lotniska samolot znajduje się już 20 metrów poniżej ścieżki.
        Nadal brak reakcji wieży.

        Komenda kontrolera "Horyzont" - nakazująca przerwanie próby lądowania i odejścia na drugi krąg, pada, gdy samolot znajduje się poniżej ścieżki, na wysokości 70 m .

        Samolot nie powinien był zejść poniżej 100 metrów.
        W dodatku te słowa padają kilka sekund po tym gdy pierwszy pilot decyduje o przerwaniu lądowania i odejściu.

        Polska rekonstrukcja tego fragmentu lotu pokazuje też, jak w kluczowym momencie podejścia nagle zmienia się wskazanie wysokościomierza w kabinie, zaczyna błędnie pokazywać o 130 m wyżej niż prawdziwa wysokość.

        - Czy kontrolerzy zdawali sobie sprawę, że samolot jest na niewłaściwej ścieżce i wysokości? - pytali dziennikarze. - Czy ich urządzenia pozwalały na taką ocenę?
        - Tego nie wiemy, i chcieliśmy by rosyjska strona zbadała urządzenia w wieży i na to pytanie odpowiedziała - odparł min. Miller.

        Nie chciał przesądzać, czy błędy kontrolerów zaważyły na feralnym skutku lotu.
        - To cały system czynników, jeśli jeden czy drugi zawiedzie, to na pewno pilotom nie pomogło - odparł dyplomatycznie.

        Strona rosyjska zapewnia, że polscy śledczy będą mogli wkrótce p
        rzesłuchać ponownie świadków katastrofy, ale nie wiadomo czy będą to kontrolerzy.

        - Czy kontrolerzy zdawali sobie sprawę, że samolot jest na niewłaściwej ścieżce i wysokości? - pytali dziennikarze. - Czy ich urządzenia pozwalały na taką ocenę?

        - Tego nie wiemy, i chcieliśmy by rosyjska strona zbadała urządzenia w wieży i na to pytanie odpowiedziała - odparł min. Miller.

        Nie chciał przesądzać, czy błędy kontrolerów zaważyły na feralnym skutku lotu.

        - To cały system czynników, jeśli jeden czy drugi zawiedzie, to na pewno pilotom nie pomogło - odparł dyplomatycznie.

        • 314zda Tragiczna układanka cd 28.01.11, 06:11
          Przypomnijmy, że w aktach śledztwa znajduje się – według naszych informatorów – zeznanie świadczące o zakłóconym działaniu bliższej radiolatarni.

          Artur Wosztyl, opisując swoje lądowanie w Smoleńsku Jakiem-40, powiedział, że zbliżając się do niej, zauważył, iż po przełączeniu na nią automatycznego radiokompasu (ARK) nie ma jednoznacznych wskazań.

          Wskazówka ARK na głównym wskaźniku nawigacyjnym w jaku wychylała się ok. 10 stopni – raz w prawo, raz w lewo. „To świadczyło, moim zdaniem, o nieprawidłowej pracy radiolatarni” – zeznał Wosztyl. O błędnych wskazaniach radiolatarni piszą także autorzy polskich uwag do raportu MAK.

          Istnieją także poważne wątpliwości w tej kwestii wiążące się z wiarygodnością stenogramów. – Według opublikowanych przez MAK rosyjskich stenogramów z odczytów rejestratora lotu CVR, czas trwania sygnału markera bliższej NDB wynosił 2,1 s. To oznacza, że według charakterystyki systemu radiolatarni karty lotniska oraz instrukcji Tu-154 samolot był wówczas na wysokości ok. 80–100 m.

          Komisja MAK twierdzi jednak, że samolot leciał wówczas na wysokości ok. 8 m obok bliższej NDB.
          Typowa kabina Tu-154M ze swoim wyposażweniem.

          Dwa z wysokościomierze - [b]jeden radio, drugi mierzy wysokość za pośrednictwem ciśnienia atmosferycznego powietrza .

          W tym fatalnym rejsie instrument monitorujący ciśnienie atmosferyczne powietrza został zaprogramowany/ustawiony według instrukcji kontrolerów z wierzy na standardowe ciśnienie atmosferyczne 760 mm (torr), a powinien zostać ustawiony na ciśnienie 745mm (torr).

          To spowodowało błąd wysokości samolotu wskazując ze samolot jest 170 metrów wyżej niz był !

          Te dwie informacje są sprzeczne. Jeśli by tak było, jak twierdzi MAK, to nie mógłby odbierać sygnału tego markera aż przez 2,1 s.

          To niemożliwe – powiedział „GP” K.M. (nazwisko i imię do wiadomości redakcji), mieszkający dziś za granicą wojskowy związany z kontrolą radiolokacyjną przestrzeni powietrznej, ekspert sejmowego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza.



          Polska rekonstrukcja tego fragmentu lotu pokazuje też, jak w kluczowym momencie podejścia nagle zmienia się wskazanie wysokościomierza w kabinie, zaczyna błędnie pokazywać o 130 m wyżej niż prawdziwa wysokość.


          Według gazety, z opisu nauczycielki wynika, że mgła wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku szosy w stronę lotniska Siewiernyj. Opary ustąpiły równie szybko, jak się pojawiły.

          Nauczycielka zapewnia, że przebywała tuż obok lotniska, w bezpośredniej bliskości miejsca, w którym upadł Tu-154M. Była naocznym świadkiem wydarzeń, jakie rozegrały się tego dnia. Kobieta dorabiała bowiem w jednym z zakładów usytuowanych w pobliżu Siewiernego. Gazeta nie ujawnia jej imienia i nazwiska.
          "Nasz Dziennik" pisze: "Jak relacjonuje kobieta, 10 kwietnia już o 7.00 rano była w pracy.
          Była wtedy słoneczna pogoda, nie było żadnej mgły.
          Pojawiła się dopiero po godzinie, więc ok. godziny 8.00 rano czasu moskiewskiego (ok. 10.00 czasu polskiego). Jak tłumaczy, w pewnym momencie zaczęła gwałtownie gęstnieć, jakby >wychodziła z ziemi<. Kładła się gęstymi płatami wyraźnie od strony jaru".

          Zdaniem kobiety, około godziny 10.00 wiadomo było, że coś złego się dzieje, ludzie, usłyszeli wybuch, zaczęli biec w kierunku pobliskiej szosy. Kobieta ruszyła za nimi.

          Kiedy wszyscy dobiegli do szosy, co nastąpiło zaledwie kilkanaście minut od upadku polskiej maszyny, stał tam już kordon funkcjonariuszy OMON, którzy nikogo na miejsce katastrofy nie dopuszczali. W kordonie odgradzającym stali też młodzi kadeci ze smoleńskiej szkoły oficerskiej. Najbliższa tego typu szkoła, znajduje się w odległości około 7 kilometrów od lotniska Siewiernyj. Czy można pokonać taką odległość w kwadrans?
          - retorycznie pyta "Nasz Dziennik" i odpowiada, że teoretycznie tak, "aczkolwiek trzeba też wziąć pod uwagę, że jakiś czas musiałoby zająć im przygotowanie się do wymarszu, a więc musieliby się ubrać czy też zabrać niezbędny sprzęt".
          "Nasz Dziennik" nie wnika w meteorologiczne dywagacje, czy taka mgła jest czymś niezwykłym, za to przytacza opinię gen. bryg. rez. Jan Baranieckiego, byłego zastępcy dowódcy Wojsk Lotniczych Obrony Powietrznej. Jego zdaniem, już w latach 60. Rosjanie stosowali różne metody maskowania lotnisk. Jedną z nich było zadymianie: baki samolotów napełniano specjalnym olejem, po uruchomieniu silników z maszyny wydobywały się gęste opary, które na pewien czas zadymiały lotniska.

    • pis_busters Wojna zaczęła się w momencie wpuszczenia dziennika 19.01.11, 12:00
      Wojna zaczęła się w momencie wpuszczenia dziennikarzy do Sejmu. To był tragiczny w skutkach błąd. Dziś polityków nie obchodzi interes kraju i zdrowy rozsądek tylko mozliwość pokazania się na ekranach telewizorów. Przytłaczająca wiekszość idiotycznych wypowiedzi polityków jest robiona "pod publiczkę" do kamery. Jedna głupia wypowiedź wymusza równie głupią odpowiedź drugiej strony a efekt tego jest taki, że ani Sejm ani rząd nie mają czasu na normalną pracę. Ten stan trzeba przerwać bo dochodzimy do paranoi! Może dziennikarze stracą bo nie będą mieli tylu "newsów" ale będzie to dobre dla kraju i to w końcu jest najważniejsze.
      • jurber1 Re: Wojna zaczęła się w momencie wpuszczenia dzie 19.01.11, 12:40
        Trafiłeś w sedno ! To jest w tej chwili najgorsze !
    • pzgr Re: Tragiczna układanka 19.01.11, 13:05
      akwizytorom dziękujemy.
      stanowczo.
    • marian391 Powtórka załatwienia jak sprawy Cassy? 19.01.11, 13:28
      Podzielam uwagi zawarte w komentarzu, ale dostrzegam w tym próbę załatwienia tej sprawy w sposób identyczny do zamknięcia katastrofy Cassy. Tam konsekwencje poniosły „płotki”, tutaj stara się ktoś zrzucić winę na kontrolerów ze Smoleńska. Multimedialna konferencja polskiej komisji była bezprzykładną manipulacją. Postawione na niej tezy były, co najmniej sceptycznie przyjęte przez doświadczonych pilotów – ich głosy są jednak jakby niezauważane prze właściwe organa i przez media. W szczególności prezentujący z satysfakcją odchylenia pomiędzy komunikatami z wieży a rzeczywistym położeniem samolotu względem ścieżki, zapomniał dodać, że:
      1. Załoga nie kwitowała tych komunikatów podawaniem wyrskości, co pozwoliłoby także kontrolerowi zorientować się o błędnych wskazaniach radaru.
      2. W warunkach braku sytemu precyzyjnego naprowadzania obowiązkiem załogi jest określanie położenia samolotu w przestrzeni, a nie zdawaniem się na „orientacyjne dane” podawane z wieży.
      3. Załoga posługując się radiowysokościomierzem faktycznie nie znała rzeczywistego położenia samolotu – drobnostka podanie 2 razy wysokości 100 m w warunkach szybkiego zniżania.
      Powstaje pytanie czy to przypadek lub niewiedza prezentera? Nie to celowy zamysł. Wszak zastępca przewodniczącego komisji płk Grochowski od 2007r jest odpowiedzialny w MON za bezpieczeństwo lotów sądzi, więc we własnej sprawie. Dziwne, że jakoś uchodzi to uwadze tak wnikliwych dziennikarzy. Nie jest to pierwszy przypadek mataczenia. Ambasador Bahr w wywiadzie dla „GW” jednoznacznie stwierdza, że strona rosyjska poprzez niego złożyła zapytanie czy nie potrzebujemy nawigatorów i odpowiedź Polski była odmowna. Jest to w rażącej sprzeczności z przedstawionym wcześniej w tejże „GW” sprawy tzw. „liderów”. Może należałoby pociągnąć także ten temat.
      Co najmniej skandaliczna jest wypowiedź min Millera, że gen Błasik był tylko pasażerem samolotu. Nie był to samolot liniowy, ale należał od do sił powietrznych RP. To nie pasażer, ale dowódca SP złożył prezydentowi meldunek o gotowości do lotu. Wchodząc na pokład Tu 154 gen. Błasik nie przestał być dowódcą SP i przełożonym załogi, odpowiedzialnym za stan SP a także za bezpieczeństwo lotów. To gen. Błasik miał nie tylko prawo, ale i obowiązek reagowania na łamanie procedur zez załogę i zakazanie lądowania w tamtych warunkach.
      Nie jestem za „rozgrzeszaniem” min Klicha, ale domaganie się jego dymisji przez PiS uważam za szczyt obłudy. Zwłaszcza, kiedy ci sami ludzie jednym tchem staja w obronie honoru gen. Błasika. Nie tylko oni, ale komentatorzy i dziennikarze pomijają to, że za stan Sił Powietrznych w tym za bezpieczeństwo lotów w pierwszym rzędzie odpowiada dowódca SP, że to Prezydent RP nie dopuścił do dymisji gen Błasika po katastrofie Cassy.
      • malwo Re: Powtórka załatwienia jak sprawy Cassy? 19.01.11, 13:58
        Ja rowniez uwazam, ze rzad p. Tuska niczego nie wyjasni. Moze jest tak, ze nikomu nie zalezy na wyjasnieniu przyczyn zlamania procedur, poniewaz kare poniesc musieliby ludzie, ktorych PIS usadowil na stanowiskach i bronil p. Prezydent Kaczynski.
        Pan Tuski broni swoich, p. Maciarewicz swoich a fachowcow i lotnikow nikt nie slucha, poniewaz nie sa politykami i znaja sie nz rzeczy, wiec moga wszystkie watpliwosci rozwiac bardzo sybko. Tylko z czego beda zyli dziennikarze?
        Na OFE sie nie znaja, na podatkach sie nie znaja, wiec o czym tu pisac?
        Majaczenia politykow-to jest najlepszy temat.
    • drupal Wszyscy jesteśmy winni 19.01.11, 15:11
      Winni za katastrofę smoleńską są wszyscy wyborcy, którzy w wyborach roku 2005 głosowali na Lecha Kaczyńskiego. Winni są również pośrednio ci, którzy mogli a nie głosowali wtedy w wyborach.
      Zatem winni jesteśmy wszyscy. I dlatego wyrzuty sumienia wszystkich nas będą teraz dręczyć.
      Bo gdyby nie tragiczny wynik ówczesnych wyborów prezydenckich i parlamentarnych Polska uniknęłaby wielu nieszczęść, tych chodzących jak Macierewicz i Fotyga i tych latających jak Karski, Gosiewski i Błasik.
      A główne polskie nieszczęście - prezes Kaczyński nie psułoby relacji między Polakami.
      Sami jesteśmy winni tego, co się stało w Smoleńsku. Organizatorzy tego "kuligu" - Tusk i Kaczyński - zostali przez nas wybrani. I tak to poszło jak pójść musiało.

      Mamy wszyscy na sumieniu to, że wybieramy do rządzenia osoby takie jak Kaczyński i Tusk.
      • 314zda Wszyscy jesteśmy winni 28.01.11, 06:19
        dupal napisał:

        > Winni za katastrofę smoleńską są wszyscy wyborcy, którzy w wyborach roku 2005 g
        > łosowali na Lecha Kaczyńskiego. Winni są również pośrednio ci, którzy mogli a n
        > ie głosowali wtedy w wyborach.
        > Zatem winni jesteśmy wszyscy. I dlatego wyrzuty sumienia wszystkich nas będą te
        > raz dręczyć.

        Winni za katastrofę smoleńską są wszyscy wyborcy, którzy w wyborach roku 2005 g
        łosowali PRZECIWKO PiS i Lechowi Kaczyńskiemu DEBILU!


        Gdyby dziś Lech Kaczyński był PREZYDENTEM to nie pozwolił by aby Polsak został spoliczkowana jeszcze raz przez lachociaga Putina żyda z Bełchatowa Donald Tuska.

        A do Belvederu nigdy nie wprowadził by się sowiecki KNUR ze swoja LOCHĄ!

        A teraz drupalu weź swoje pigułki i idz walic konia!
    • pablobodek Tragiczna układanka 19.01.11, 19:06
      Panie redaktorze- proszę przeczytać raport.

      "dlaczego kontrolerzy kategorycznie nie zabronili Tu-154 podjęcia próby lądowania"
      Zgodnie z rosyjskimi przepisami piloci prowadzący obce statki powietrzne sami podejmują decyzje o starcie i lądowaniu.

    • ache1432 Tragiczna układanka 19.01.11, 22:34
      Z tekstu wynika, że zatroskany pan redaktor ma blade pojęcie o sprawie. Jestem przekonany, że jak większość polskich dziennikarzy, raportu MAK nie czytał, tak samo jak nie zadał sobie trudu, aby przeczytać całość stenogramów rozmów kontrolerów, opublikowanych przez MAK.
      Polecam czytelnikom, aby pomogli sobie i panu redaktorowi i zapoznali się z opiniami specjalistów, pilotów i nawigatorów, nie związanych z komisją ministra Millera. Opinie te są zamieszczane na profesjonalnych forach lotniczych.
    • wirus-7 Tragiczna układanka 20.01.11, 14:30
      Jedynym mówcą, który na wczorajszym posiedzeniu Sejmu powiedział logiczną i rozsądną
      prawdę był p. Marek Borowski. Jego wypowiedź na temat katastrofy, powinna być
      rozpowszechniona przez wszystkie media polskie.
    • 314zda Kolejny kretyn: Roman Imielski 28.01.11, 04:52
      Jak to jest mozliwe ze z takich półgłówków jak Roman Imielski robi sie felietonistów?


      Polska musi dążyć do wyjaśnienia wszystkich okoliczności katastrofy smoleńskiej, to fakt.

      Ale tego typu pytania jak "... dlaczego kontrolerzy kategorycznie nie zabronili Tu-154 podjęcia próby lądowania. .." wskazuja że ludzie kracza tylko dlatego bo nie znaja protokołów i podstawowych procedur lotnictwa ... !

      Przede wszystkim na lotnisku w Smoleńskim nie ma żadnej WIEZY, jest buda dla psów w której siedza stróże lotniska.

      1. Kontrolerzy kieruja ruchem lotniczym i nie podejmuja zadnych decyzji takich jak "zabranianie lądowania". Kontrolerzy ustalają tylko kolejność dopuszczania samolotów do wszystkich korytarzy powietrznych.

      2. Nikt nie może pilotowi NIE pozwolic na ladowanie!

      3. Piloci nie moga lądowac tylko w przypadkach kiedy LOTNISKO jest ZAMKNIĘTE i zgodnie z procedurami ustanowionymi w standartach lotów.

      4. Jeżeli lotniosko jest zamknięte to mui być wydany NOTAM (Noticee To Airmen)

      5. Istnieja lotniska na których nie ma wieży kontrolnych i piloci samodzielnie laduja na VISIUAL bez współpracy z kontrolerami których n a lotnisku nie ma!

      Na lotnisku w Siewiernyj w Smoleńsku wszyscy wiedzieli ze 10 kwietnia pogoda była słoneczna i doskonałą dopóki IŁ-76 nie zaczął celowo zasiewać chmury!

      To nie byłą mgła to były chmury!

      Tekst linka

      Jaki wpływ na ich decyzje mieli przełożeni, z którymi rozmawiali?

      Dlaczego kontrolerzy mówili załodze tupolewa, że maszyna jest na kursie i ścieżce, skoro tak nie było?


      Bo tak kazała im powiedzieć Moskwa!

      To był ZAMACH a wojskowi kontrolerzy na wojskowym lotnisku mieli wykonywac rozkazy a nie mysleć!

    • 314zda Tragiczna układanka 28.01.11, 06:39

      MAK o wprowadzeniu błędnych danych do wysokościomierza
      2011-01-12 19:07
      Fragment raportu MAK dotyczącego przyczyn katastrofy smoleńskiej. Rozdział 2 zatytułowany "Analiza" - opis okoliczności i następstw domniemanego wprowadzenia błędnych danych do pokładowego wysokościomierza:
      "O godzinie 10:40:06 po raz pierwszy włączyło się ostrzeżenie TAWS (Terrain Awareness and Warning System - systemu ostrzegania o bliskości ziemi) w formie TERRAIN AHEAD (ziemia przed tobą), któremu towarzyszyło zarejestrowanie odpowiedniego sygnału dźwiękowego. Analiza rozszyfrowanych zapisów TAWS wykazała, że pomimo braku w bazie danych systemu lotniska Smoleńsk Siewiernyj funkcja wczesnego ostrzegania przed zbliżaniem się do powierzchni ziemi nie była, wbrew ograniczeniom uzupełnienia do instrukcji eksploatacyjnej Tu-154M, wyłączona przez załogę (reżym TERR INHIBIT (ZAKAZ)). Barometryczna wysokość lotu, zarejestrowana w tym momencie przez TAWS, wynosiła 1080 stóp (~330 metrów), co dobrze pasuje do wysokości przepisanej.

      Nie było żadnych komentarzy ani działań załogi w reakcji na zadziałanie tej sygnalizacji.

      Sygnalizacja pracowała przez około 6 sekund. Zanik sygnalizacji TAWS nastąpił równocześnie (z dokładnością do jednego zapytania) z pojawieniem się jednorazowej komendy, świadczącej o nastawieniu standardowego ciśnienia (760 mm słupa rtęci) na wysokościomierzu WBE-SWS (wysokościomierz barometryczny elektroniczny/system sygnałów powietrznych) kapitana samolotu. Analiza dalszych parametrów, zarejestrowanych przez TAWS, potwierdza fakt nastawienia standardowego ciśnienia na wysokościomierzu kapitana samolotu, który dostarcza danych systemowi TAWS. W ten sposób wszystkie wskazania wysokości barometrycznej, zarejestrowane przez TAWS przy jego dalszym działaniu, dobrze pasują do wartości przepisanych przy odjęciu 165-170 metrów, co odpowiada zmianie ciśnienia o 15 mm słupa rtęci.
      REKLAMA

      Analiza danych systemu kierowania lotem wykazała, że różnica korygowanych barycznie wskazań między wysokościomierzami barometrycznymi kapitana samolotu i drugiego pilota w momencie utraty zasilania wynosiła w przybliżeniu 170 metrów, co odpowiada różnicy ciśnień około 15 mm słupa rtęci i potwierdza nastawienie ciśnienia 745 mm słupa rtęci na wysokościomierzu WBE/SWS drugiego pilota.

      Uwaga: Przeprowadzone badania wysokościomierzy barometrycznych - WM-15PB, umieszczonego w prawym dolnym rogu tablicy przyrządów drugiego pilota, i UWO-15M1B, umieszczonego na tablicy przyrządów kapitana samolotu, na prawo od WBE/SWS - również potwierdzają nastawienie na nich ciśnienia 745 mm słupa rtęci.

      Jednoznaczne określenie, kto i w jakim celu nastawił standardowe ciśnienie na wysokościomierzu kapitana samolotu, nie jest przy posiadanych informacjach możliwe. Przestawienie ciśnienia doprowadziło do gwałtownej zmiany wskazań wysokościomierza kapitana samolotu - zwiększenia o ~165 metrów. Okoliczność ta mogła dezinformować kapitana samolotu pod warunkiem, że to on kontrolował wysokość. Jednak gdyby kapitan samolotu śledził wskazania wysokościomierza , to nie mógł nie zauważyć gwałtownej zmiany jego wskazań. Doświadczenia z badań wypadków lotniczych wskazują, iż podobne sytuacje zdarzają się, gdy pilotujący lotnik, odrywając się od przyrządów, "przenosi swój wzrok i uwagę w przestrzeń pozakabinową" w celu poszukiwania pasa startowego lub jego punktów orientacyjnych.

      Fragmenty rozdziału 3 raportu, podrozdział 3.1. zatytułowany "Wnioski":

      3.1.53 Odczytywanie wysokości od 300 metrów nawigator prowadził według wskazań radiowysokościomierza, co stanowi naruszenie technologii pracy załogi i dezinformowało załogę co do wysokości lotu w warunkach skomplikowanego profilu podłoża. (...)

      3.1.55 W odległości 4700 metrów od progu pasa 26 i na wysokości około 300 metrów na wysokościomierzu WBE-SWS kapitana samolotu nastawiono standardowe ciśnienie 760 mm słupa rtęci, co doprowadziło do zawyżenia wskazań wysokościomierza WBE-SWS o ~165 metrów i przerwania sygnału dźwiękowego systemu TAWS. Na wysokościomierzach UWO-15M1B kapitana samolotu i WBE-SWS drugiego pilota zachowano ciśnienie lotniska 745 mm słupa rtęci. (...)

      3.1.60 Zadziałanie w radiowysokościomierzu na wysokości rzeczywistej ~60 metrów sygnalizatora wysokości niebezpiecznej i informacja drugiego pilota "odchodzimy" nastąpiły przed dotarciem do bliższej radiolatarni, 400 metrów od miejsca pierwszego uderzenia, na wysokości 15-20 metrów względem progu pasa 26. Podjęcie przez załogę zdecydowanych działań w celu odejścia w tym momencie na drugi krąg z największym prawdopodobieństwem pozwoliłoby uniknąć katastrofy".


      TO KONTROLERZY przecież WYDALI INSTRUKCJE ABY USTAWIC CISNIENIOMIERZ NA 760 mm Hg! (Torr)!
Pełna wersja