Dodaj do ulubionych

Lisbeth pragnie miłości

14.01.12, 04:05
Nowe Millenium w wersji dla leniwych.

Szwedzki oryginal jest bardzo dobry.
Rutynowe przerabianie dobrych/kasoweych europejskich filmow przez Amerykanow jest wynikiem ich lenistwa...po prostu nie cierpia czytania napisow.
Zreszta czego mozna oczekiwac od narodu, ktory nie potrafi znalesc Polski na mapie swiata...?

Pamietam dobrych pare lat temu podniecalismy sie mozliwoscia amerykanskiej przerobki naszego KILERA...niestety nic z tego nie wyszlo.
Obserwuj wątek
    • kosmat3usz Re: Lisbeth pragnie miłości 14.01.12, 10:06
      przecież to nie jest remake szwedzkiego filmu, tylko osobna ekranizacja oparta na całkowicie autonomicznym scenariuszu.

      stosując takie uproszczenia trzeba by było automatycznie uznać Władcę Pierścieni Jacksona za remake animowanej ekranizacji Tolkiena z lat '70
      • youngcontrarian Point taken...but... 14.01.12, 13:12
        kosmat3usz napisał:

        > przecież to nie jest remake szwedzkiego filmu, tylko osobna ekranizacja oparta
        > na całkowicie autonomicznym scenariuszu.
        >
        > stosując takie uproszczenia trzeba by było automatycznie uznać Władcę Pierścien
        > i Jacksona za remake animowanej ekranizacji Tolkiena z lat '70

        Dosc selektywnie przeczytales i zinterpretowales moj komentarz.
        Glowna rzecza, ktora chcialem zasygnalizowac jest fakt kompletnego zagubienia wiekszosci widzow amerykanskich przy ogladaniu filmow nie-anglojezycznych z napisami. Lenistwo zwiazane z ich (napisow) czytaniem a szczegolnie podzielnosc uwagi sa powaznym przeszkodami w odbiorze takich filmow.
        Mieszkam w USA od prawie 30 lat wiec cos na ten temat wiem.

        Nie wiem jak Ciebie ale mnie amerykanskie remejki nudza.

        • fretkanelson Re: Point taken...but... 15.01.12, 09:36
          youngcontrarian, dziwi mnie w takim razie to, że mieszkając w Ameryce, powielasz takie stereotypy. Coś o tym kraju wiem, bo łączą mnie z nim bliskie związki - jakie, nie będę się rozpisywać; w każdym bądź razie nie chodzi o fakt posiadania dalszej rodziny w Chicago.

          Jak w każdym społeczeństwie, znajdziemy w Ameryce osoby bardziej światłe i mniej światłe. Mówisz, że nie potrafią wskazać Polski na mapie świata Amerykanie. A ja Ci gwarantuję, że gdybyś wziął losowo wybranego gimnazjalistę z Pcimia, albo urzędnika pracującego na poczcie w Wąchocku, i poprosił go o wskazanie na mapie świata Arabii Saudyjskiej, Urugwaju czy - nawet bliżej - Albanii, to rzeczony gimnazjalista czy urzędnik miałby z tym problemy. Dlatego taki argument to broń obosieczna, bo, jak powiadam, w każdym społeczeństwie znajdziesz jednostki mniej i bardziej "zorientowane".

          Nie wiem zupełnie, dlaczego uważasz, że podłożem kręcenia przez Amerykanów remake'ów europejskich produkcji jest niechęć do czytania napisów. Jest to dla mnie dziwny argument.

          Nie jestem amerykanofilem; poznałam ten naród na tyle, że dostrzegam zarówno jego wady i jak i zalety, oczywiście w ujęciu ogólnym. Ale drażni mnie to jeżdżenie po Amerykanach przy każdej okazji. Jak to się zatem dzieje, że kraj ten wydaje wybitnych naukowców i artystów; że to tam są najlepsze uczelnie świata; że powstają tam filmowe arcydzieła (i nie mam bynajmniej na myśli hollywoodzkich superprodukcji)?

          Przypomina mi to wszystko złośliwą rozmowę jednego z dziennikarzy "wiodącej" stacji informacyjnej, który tuż przed katastrofą smoleńską śmiał się z listu, jaki napisał do Lecha Kaczyńskiego Obama w związku z rocznicą zbrodni katyńskiej. "I Obama wiedział, co to jest Katyń?" Mój znajomy Amerykanin skwitował to następująco - zwracając się do dziennikarza, a raczej do telewizora :) - "Obama got his diploma at Harvard, where did you get yours?"

          Pozdrawiam, może kiedyś miniemy się na ulicy w Ameryce ;) Nie taka ona znowu duża.
          • mol_chemiczny Re: Point taken...but... 15.01.12, 15:25
            > Nie wiem zupełnie, dlaczego uważasz, że podłożem kręcenia przez Amerykanów rema
            > ke'ów europejskich produkcji jest niechęć do czytania napisów. Jest to dla mnie
            > dziwny argument.

            Pośrednio - owszem. Spójrz na wyniki finansowe oryginału w Europie i USA. Gdyby tam był hitem, nie byłoby amerykańskiej wersji. Skoro mało kto zobaczył (bo na zagraniczne filmy nieanglojęzyczne z zasady mało kto chodzi), to i opłaca się wydać kilkadziesiąt milionów na nową wersję.
      • watersnakes2 Re: Lisbeth pragnie miłości 14.01.12, 15:56
        > przecież to nie jest remake szwedzkiego filmu, tylko osobna ekranizacja oparta
        > na całkowicie autonomicznym scenariuszu.

        Tylko ze jakims cudem Salander wedlug Finchera jest wierna kopia postaci zagranej przez Rapace, a nie tej stworzonej przez Larssona:)
        • abs_ik Re: Lisbeth pragnie miłości 14.01.12, 16:49
          No to chyba widzieliśmy inny film. Bo amerykańska Salander ze szwedzką ma jeszcze mniej wspólnego niż z książkową.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka