Dodaj do ulubionych

Gra w Chińczyka po polsku

28.02.12, 15:24
Jeżeli zabieram swój mały głos, to zawsze towarzyszy mi myślenie kategoriami Państwa. Dzisiaj też tak chciałbym to uczynić. Uczynić nie po to by wbijać jakikolwiek strumień nienawiści między nasze Państwa, lecz po to by zabezpieczyć mój kraj przed nieprzewidzianymi skutkami związanymi z zalewaniem nas tanimi towarami wytwarzanymi na bazie PCV. Nieśmiało ten wywód chcę skierować do młodych adeptów sztuki operacyjnej, czyli do tych komórek w służbach specjalnych, które zajmują się ochroną polskiej gospodarki przed zagrożeniami. Mówiąc o nieprzewidzianych skutkach mam na myśli rzecz najistotniejszą w przedmiocie sprawy, a mianowicie zadaję pytanie, czy ktokolwiek pokusił się na sprawdzenie, jaką ilość wolnych monomerów zawierają przedmioty sprowadzane z Chin.
Otóż już w 1975 roku kraje należące wówczas do EWG podjęły znamienną uchwałę, że nie będą sprowadzać do siebie towarów z PCV w których ilość tych monomerów będzie przekraczała 1 ppm. Większa zawartość tychże jest bowiem rakotwórcza. Kiedy w 1975 roku ówczesna Rada Ministrów podejmowała znamienną w późniejszych skutkach Uchwałę dot. budowy zakładów PCV we Włocławku, zobowiązując trzech ministrów do realizacji tego przedsięwzięcia na zasadach "pod klucz" i "na warunkach pełnej samospłaty", nie było możliwym spełnienie żadnego z tych warunków. Nie było możliwym, bowiem podpisany przez Centralę Handlu Zagranicznego Polimex - Cekop kontrakt został oceniony przez wyśmienitego znawcę problematyki zawierania kontraktów, Pana Profesora Hołowińskiego z Poznania, powołanego przez jednostkę Służby Bezpieczeństwa zajmującą się ochroną gospodarki narodowej jednym zdaniem, w którym Profesor zawarł cały marazm funkcjonującego systemu. Oto ocena Pana Profesora Hołowińskiego: "Tego typu kontrakty udawało się Anglikom podpisywać tylko do roku 1925 i to tylko z krajami półkolonialnymi".
Jeszcze przez długie lata, chciano utrzymać zasadność rzekomo dobrze zawartej transakcji, a w rzeczywistości była to nieudolna próba ochrony człowieka, będącego na kontakcie wysokiego funkcjonariusza służb specjalnych. Małostkowość, a może po prostu taka zwyczajna ludzka głupota, podyktowana obawą utraty intratnego stanowiska.
A więc do roboty moi młodzi adepci zajmujący się w służbach specjalnych ochroną polskiej gospodarki w szerokim tego słowa znaczeniu. Nie pozwólcie by Wasze dzieci i wnuki nafaszerowano związkami chemicznymi, skutkującymi chorobami, nie obawiam się użyć słowa rakowymi. Nie obawiajcie się, drążcie temat konsekwentnie, nawet mając na uwadze utratę stanowiska. Dobro naszych przyszłych pokoleń jest wartością najważniejszą.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka