skubi6
08.03.12, 07:07
Potentaci własności intelektualnej są tej własności masowo pozbawiani
przez piratów. To prawda. I ACTA miała być odpowiedzią na ten problem.
Ale ci potentaci nie są tylko ofiarami kradzieży. Oni są jednocześnie
złodziejami, którzy bardzo skutecznie okradają społeczeństwo. Oto
kilka przykładów.
(Zobacz też: jak ochrona prawna DRM (przewidziana w ACTA) szkodzi
przemysłowi informatycznemu: www.skubi.net/acta.html )
Pierwsza metoda kradzieży: zmowy i monopole, które pozwalają windować ceny.
Przykład pierwszy: ZAiKS (inne podobne organizacje działają tak samo,
zarówno w Polsce, jak gdzie indziej)
ZAiKS wymaga od swoich członków, aby WSZYSTKIE utwory powierzali
ZAiKSowi. Artysta, który na to się nie godzi, musi zrezygnować z
członkostwa, przez co traci całą masę praw (na przykład: nie dostanie
pomocy socjalnej od ZAiKSu, nie może zasiadać we władzach i, co chyba
najważniejsze, ZAiKS nie będzie wypłacał mu tantiemów z użytkowania
jego dzieł za granicą). Autor, który napisał dwieście piosenek i chce
powierzyć ZAiKSowi 199 z nich, a jedną rozpowszechniać na jakichś
innych zasadach, poza ZAiKSem - nie może być członkiem ZAiKSu.
Poza organizacjami takimi, jak ZAiKS, czyli zarządzającymi prawami,
nikt nie ma prawa tak się zachowywać, nikt nie ma prawa żądać
wyłączności w taki sposób, aby usunąć z rynku innych graczy. Auchan,
Real czy Carrefour zostałyby surowo ukarane, gdyby dawały jakikolwiek
przywilej, jakąkolwiek nagrodę tym klientom, którzy kupują tylko w
danej sieci. Real nie ma prawa doprowadzić do upadłości innego sklepu
wprowadzając promocję "tylko klienci, którzy nie kupują nic u
konkurencji mają takie a takie przywileje u nas". A ZAiKS ma prawo to
robić i to robi (podobnie jak inne organizacje zarządzające prawami
autorskimi). Ustawa Prawo Autorskie daje mu prawo do niszczenia rynku
w ten sposób.
Przykład drugi: Microsoft. Ta firma ma niemal pełny monopol na
oprogramowanie systemowe na komputerach osobistych. Uzyskała go
stosując całą serię nieczystych zagrań. Pierwsza z brzegu: licencje
pozwalające instalować Windows na komputerach są wyceniane według
ogłonej liczby komputerów produkowanych przez danego producenta. Jeśli
część z tych komputerów nie ma zainstalowanego Windowsa - to i tak
trzeba płacić. Skutkiem tego producenci sprzętu nie mają interesu w
tym, aby sprzedawać jakikolwiek inny system. Bo Windows i tak jest już
opłacony dla każdego komputera. Komputer z Linuxem (Linux, to
bezpłatny system operacyjny, który konkuruje z Windowsem) powinien,
według wszelkiej logiki, być o co najmniej 150 złotych tańszy niż
komputer z Windowsem. Ale nie jest, bo producent musi zapłacić za
Windowsa nawet na tych komputerach, na których Windowsa nie instaluje.
W telekomunikacji rządy prowadzą specjalne działania, aby rozbić
monopole. W oprogramowaniu (a więc w dziedzinie, w której króluje
własność intelektualna) tego nie ma. Skutkiem tego w telekomunikacji
konkurencja jest, w oprogramowaniu została w znacznym stopniu
zniszczona.
Druga metoda kradzieży: bezsensowne rozszerzanie własności
intelektualnej.
W ciągu ostatnich lat, prawa autorskie przedłużono o 20 lat (było:
czas życia autora + 50 lat + czas obu wojen światowych; jest: czas
życia autora + 70 lat + czas obu wojen światowych). Tym sposobem
odebrano możliwość swobodnego umieszczania w internecie starych
książek, starej muzyki, starych filmów. Najśmieszniejszym efektem tego
bezsensownego przedłużenia praw autorskich było obciążenie kosztami
producenta niszowego filmu, w którym robotnik-komunista gwiżdże
fragment Międzynarodówki. Bo czas, jaki upłynął od śmierci kompozytora
Międzynarodówki, jest mniejszy, niż 70 lat + czas obu wojen
światowych. Producent filmu bynajmniej nie został obciążony przez
spadkobierów autora, tylko przez SACEM (francuski odpowiednik ZAiKSu),
który z automatu każe płacić, nie zastanawiając się nawet, czy
prawowity właściciel praw sobie tego rzeczywiście życzy.
Inny sposobem, przy pomocy którego stworzono nowe, szkodliwe rodzaje
własności intelektualnej, jest rozszerzenie patentów na wszelkie
dziedziny "industry". Piszę po angielsku "industry" (tak jak jest w
oryginale), po polsku często tłumaczy się "industry" na przemysł, ale
dokładniej "industry" oznacza wszelką ludzką działalność.
Patenty są szczególnie szkodliwym rodzajem własności intelektualnej,
gdyż każdy patent daje (na okres 20 lat) monopol na takie czy inne
działania, na tworzenie produktów o takich czy innych własnościach. W
niektórych dziedzinach patenty odgrywają pozytywną rolę (plusy
przeważają nad minusami), bo pozwalają sfinansować wynalazców: kto
wymyślił coś technicznie nowego, ten ma na swój wynalazek monopol
przez 20 lat, a monopol daje duże zyski, które wynagrodzą nakłady na
prace badawcze. To działa od wielu lat w rozmaitych dziedzinach
technicznych (m. in. mechanika, elektronika, chemia farmacja). Ale nie
ma nawet cienia powodu, by myśleć, że patenty mają sens we wszelkich
dziedzinach ludzkiej działalności. Możnaby myśleć o rozszerzeniu
patentów na jakieś nowe dziedziny, gdyby udało się ekenomicznie
wykazać, że w danych dziedzinach ten mechanizm będzie w sumie
pozytywny. Ale nie hurtowo na wszystkie dziedziny ludzkiej
działalności!
W Stanach Zjednoczonych można dziś patentować metody biznesowe. W
Europie to też powinno być dozwolone, gdyż państwa europejskie (w tym
Polska) ratyfikowały traktaty zobowiązujące do tego (traktaty moim
zdaniem dużo bardziej szkodliwe niż ACTA). W USA można dziś
opatentować na przykład udzielanie rabatów na takich czy innych
zasadach, taką czy inną organizację przedsiębiorstwaa. To blokuje
handel. Teraz każdy sklepikarz musi sprawdzić, czy przypadkiem nie
prowadzi handlu w jakiś sposób od wczoraj opatentowany przez
konkurenta. A przedsiębiorstwo musi sprawdzić, czy przypadkiem jego
organizacja nie popada pod jakiś patent.
To jest chore. Głęboko chore i niszczące gospodarkę.
Jeśli chcemy walczyć z szeroko rozumianym złodziejstwem, to przede
wszystkim zwalczajmy nadużycia potentatów własności intelektualnej:
monopole i zmowy, bezsensowne i społecznie szkodliwe rozszerzanie
własności intelektualnej, które dokonuje się na skutek ich lobbingu. A
dopiero w drugiej kolejności zajmijmy się piratami, którzy, owszem,
kardną, ale bardzo często kradną złodziejom.
ACTA jest pełna wad. Zawiera wyrażenia nieprecyzyjne (ta słynna skala
handlowa), wchodzi w szczegóły, które powinny być zarezerwowane dla
prawa wewnętrznego, narusza prywatność internautów. Dlatego nie może
być mowy o ratyfikacji ACTA, choćby nawet pan Bromski i inny filmowcy
uważali tę umowę za bardzo potrzebną.
Ale czy możnaby pomyśleć o ratyfikowaniu innego traktatu, lepiej
napisanego, który szedłby w tym samym kierunku?
Owszem, ale pod warunkiem, że chodziłoby o rozwiązanie globalne,
zwalczające oba rodzaje złodziejstwa: zarówno złodziejstwo piratów,
jak złodziejstwo ze strony właścicieli własności intelektualnej.
Ścigajmy pirackie kopie filmów, ale w zamian niech prawa autorskie do
filmu trwają na przykład 30 lat, a więc niech stare filmy będą
dostępne legalnie za darmo. Ścigajmy pirackie oprogramowanie, ale
dopiero po rozbiciu monopolu Microsoftu. Ścigajmy piracką muzykę, ale
najpierw rozbijmy monopol ZAiKSu, tak aby każdy artysta mógł
publikować co chce na swoich warunkach (na przykład wszystko za darmo;
albo część swojej twórczości za darmo, aby przyciągnąć klientów do
reszty twórczości).
"Skuteczna ochrona filmu przez 30 lat od jego publikacji, a potem
całkowity koniec jego ochrony". Czy Pan Bromski poszedłby na coś takiego?
Inny aspekt sprawy: jak ochrona prawna DRM (przewidziana w ACTA)
szkodzi przemysłowi informatycznemu: www.skubi.net/acta.html