Dodaj do ulubionych

Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t...

13.09.12, 16:21
BZDURY, BZDURY, BZDURY, Nie w dzisijszym skomputeryzowanym swiecie.. Dobry dowcip.

Facio na inerview, po dovrej uczelni. pytanie: bateria i dwa oporniki polaczone szeregowo. Jaki jest rozklad napiec? Odpowiedz: Tak z glowy to nie wiem . Musialbtm miec dostep do komputera.

Politechnika to nie Technikum, drogi Kolego,

Wykladowca Starszego Pokolenia. I Chief Scientist w duzej firmie
Obserwuj wątek
    • mamula66 Politechnika to nie Technikum. 13.09.12, 17:02
      Kontunuujac moj wywod...

      Drogi Kolego, inzynier, a zwlaszcza inzynier w tak zmatematyzowanych dyscyplinach jak automatyka i robotyka, musi posiasc odpowiedni zasob wiedzy teoretycznej stanowiacej jego "umyslowy toolbox". Musi umiec rozwiazywac rownania rozniczkowe tak jak slusarz musi umiec sie polsugiwac wiertarka. Do czego te rownania? Do tego do czego mu sie przydadza w pozniejszej pracy zawodowej. Gdy uczy sie w szkole tabliczki mnozenia, tez sie nie mowi "po co to sie przyda".

      Ja akurat jakis czas temu uczylem (co prawda w USA a nie w Polsce) przedmiotu "Advanced Numerical Methods". Na wydziale wlasnie zajmujacym sie automatyka i robotyka. Jednym z glownych tematow tego przedmiotu to byla "spektralna teoria stabilnosci schematow dyskretyzacyjnych dla roznan rozniczkowych czastkowych". Studenci napisali na mnie donos do Dziekana ze ucze "rzeczy niepotrzebnych". Pzreciez w czasach gdy mamy takie wspaniale narzedzia jak Mathematica i Matlab i takie wspaniale ksiazki jak Numerical Recipes, takich bzdur nie tzreba nauczac. No i pracodawca nie bedzie polacil im za to ze wiedza jak algorytm dziala a za to ze umieje algorytm zaprogramowac.

      Dziekan byl na tyle przytomny ze ich wykopal za drzwi.

      Po jakichs dwoch latach dostalem e-majla od jednego z inicjatorow protestu. Kajal sie i dziekowal. Okazalo sie ze zostal gwiazda firmy w ktorej pracowal. Miejscowy "guru" wymyslil algorytm ktory nei chcial dzialac, i nikt nei wiedzial dlaczego. Moj byly student wykrzesal resztki wiedzy o stabilnosci z mojego wykladu, pokazal ze algorytm nie moze dzialac i pokazal jak go naprawic. Wysadzil "guru" z siodelka.

      Slynne amerykanskei uczelnie - MIT itede nie dlatego sa slynne ze ucza studentoiw zawodu. Slynne sa dlatego ze ucza studentow teorii w nalezyty sposob. Dzieki czemu abslowent umie sie natychmisat znalezc w kazdym srodowisku i zaatakowac problem o ktorym przedtem nie slyszal.


      Tak wlasnie uczylismy kiedys na Politechnice Warszawskiej skad sie wywodze. Nasi absolwenci nie mieli probmemu z przemieszczaniem sie miedzy roznymi dziedzinami zastosowan, albowiem posiedli wlasnie owa wiedze ogolna. Niestety, z niejakim smutkiem patrze jak niegdys porzadna uczelnia przeksztalca sie w szkole zawodowa, a przedmioty teoretyczne zastepowane sa wykladami w rodzaju "jak trzymac pilnik". A mlodzi wykladowcy czasem niewiele wiecej wiedza poza szuka prawidlowego trzymania pilnika.
      • zmichalg1 Re: Politechnika to nie Technikum. 14.09.12, 11:24
        Baaardzo ładnie napisane...
        Od siebie dodam, że list owego studenciny V roku PWr mnie zaskoczył. I to bardzo!
        Dotychczas myślałem, że idiotów na rynek pracy wypuszczają tylko uczelnie i pseudouczelnie humanistyczne.
        Szanującej się uczelni technicznej o to bym nie podejrzewał. A tu proszę... !

        A studencinie z V roku PWr przypomnę, że abecadłem na każdej uczelni:
        - prawniczej jest prawo rzymskie, które w realnym użyciu ostatnio było chyba jakieś 1000 lat temu. Ciekawe, kto i po co uczy tego teraz?
        - morskiej są rejsy żaglowcem szkolnym mimo, że żaden współczesny tankowiec/frachtowiec/liniowiec nie używa napędu żaglowego. Ciekawe, kto i po co uczy tego teraz?
      • alamakotalive Re: Politechnika to nie Technikum. 14.09.12, 11:58
        Zgadzam się całkowicie. To wiedza wyniesiona ze studiów na PW pomogła mi zrobić karierę za granicą o jakiej można tylko marzyć i to w konkurencji z absolwentami M.I.T.
        Szkoda, że moja Alma Mater wydaje się schodzić na psy.
      • epieniek Re: Politechnika to nie Technikum. 14.09.12, 22:06
        O ile zgadzam się z wypowiedzią - matematyka jest niezbedna - niestety wypowiedź studenta była na inny temat. W pewien sposób znamienna pomyłka. Prosilbym o ponowną lekturę...

        Student w wspomniał o tym, że nie chce uczyć się niektórych metod, proszę sprawdzić - nawet nie jest to 10% jego wypowiedzi! Dodam, że mając doświadczenie z mit, matematyki można uczyć inaczej. Nasz student jest znudzony, nie widzi celu, krytykuje. Najwyraźniej zajęcia nie są porywające a dodatkowo student jest zniesmaczony tym co widzi wokół siebie. Szkoda, bo powinien aspirowac do starszych w wierze naukowców, a ten już traci zapał.

        Jednym z głównych problemów naszych uczelni jest brak otwartości. Nie tylko wobec peer review, ale również wobec własnych studentów. Pana reakcja jest tego przykładem: jaką to matematyka jest ważna, niech student nie komentuje niczego, tylko liczy różniczki bo o to chodzi na kierunku technicznym. Szkoda tylko, że musi rozwiązać więcej równań niż faktycznie potrzebuje, bo nic innego uczelnia mu nie jest w stanie zaproponować.

        Nic się szybko nie zmieni, ale porozmawiać że studentami może jednak warto, zaczynając od zrozumienia jego wypowiedzi.
        • alexpark Re: Politechnika to nie Technikum. 16.09.12, 13:03
          Ciekawy agrument, niestety bledny.
          Otoz wiedze o tym do czego sie przydaje matematyka w tym matematyka wyzsza student przynosi ze szkoly sredniej; zreszta wiekszosc studentow intuicyjnie to wyczuwa lub po prostu o tym czyta - tak, sa tacy studenci, jest ich wielu.
          Rzeczywiscie, wykladanie i nauczanie matematyki nie jest efektowne i kolorowe, bo matematyka nie po to jest. Na wyzszej uczelni zakladamy ze studenci maja pewien poziom - i rzeczywiscie go maja - na ktorym kolorowe obrazki i efektowne zabawy nie sa juz potrzebne.
          • epieniek Re: Politechnika to nie Technikum. 16.09.12, 15:57
            alexpark napisał:

            > Ciekawy agrument, niestety bledny.

            Który argument? Że student tylko wspomniał o matematyce a niektórzy tylko to zrozumieli i na ten temat peroruja?

            > Otoz wiedze o tym do czego sie przydaje matematyka w tym matematyka wyzsza stud
            > ent przynosi ze szkoly sredniej; zreszta wiekszosc studentow intuicyjnie to wyc
            > zuwa lub po prostu o tym czyta - tak, sa tacy studenci, jest ich wielu.
            > Rzeczywiscie, wykladanie i nauczanie matematyki nie jest efektowne i kolorowe,
            > bo matematyka nie po to jest. Na wyzszej uczelni zakladamy ze studenci maja pew
            > ien poziom - i rzeczywiscie go maja - na ktorym kolorowe obrazki i efektowne za
            > bawy nie sa juz potrzebne.

            Dzięki, wiemy że matematyka jest potrzebna.Moglibyśmy wrócić do tematu listu?
        • gwiezdny_kupiec epieniek - bardzo dobry komentarz 16.09.12, 17:12
          Nikt rozsądny nie neguje tego, że matematyka i wiedza teoretyczna to niezbędny "umyslowy toolbox". Problemem jest to jak się ich na polskich uczelniach i politechnikach naucza. Wielu wykładowców wykłada suchą teorię, bez odwołania się do intuicji, podania przykładów i zastosowań z realnego świata.

          Najlepsi Profesorowie, wprowadzenie nowego pojęcia lub twierdzenia, rozpoczynają od podania przykładu lub problemu z rzeczywistego świata. Dopiero po przekazaniu intuicji przechodzą to teorii.

          Dobrym przykładem takiego podejścia jest świetna książka "Matematyka konkretna" (Graham, Knuth, Patashnik). Pokazuje, że wykładanie i nauczanie matematyki może być efektowne i kolorowe.

          Niestety taki sposób nauczania wymaga o wiele większej i głębszej wiedzy oraz zaangażowania od prowadzących zajęcia. Przydaje się też doświadczenie praktyczne z omawianego obszaru, którego często naszym "naukowcom" brakuje. O wiele łatwiej jest w trakcie "wykładu" przepisywać przez 2 godziny pożółkły skrypt (w wersji uwspółcześnionej rzucać slajdy), a w czasie egzaminu oblać połowę zdających i chwalić się "wysokim poziomem".
          • q-ku Re: epieniek - bardzo dobry komentarz 16.09.12, 21:13
            wydaje mi się, że student powinien umieć się obejść bez "kolorowych przykładów" - podobnie jak bez wycinanek i plasteliny
            • eryn_7 Re: epieniek - bardzo dobry komentarz 17.09.12, 05:26
              "wydaje mi się, że student powinien umieć się obejść bez "kolorowych przykładów" - podobnie jak bez wycinanek i plasteliny"

              I tak, i nie. Każdą nawet bardzo abstrakcyjną ideę trzeba umieć "sprzedać" i nie zaszkodziłoby, gdyby tą umiejętność studenci mogli podpatrywać u wykładowców. Zdolność motywowania jest potrzebana wykładowcom, jak i absolwentom - brak skutecznej komunikacji to najczęstszy winowajca gdy coś szwankuje w dowolnym przedsięwzięciu lub organizacji, a samotni geniusze rzadko wiele osiągają, zwłaszcza dziś.
              Poniżej jest link do wykładu motywacyjnego przeprowadzonego przez dziecięcego geniusza Jakuba Barnetta. Chłopiec ten ukończył już uniwersytet i jest wybitnym matematykiem z własnym dorobkiem naukowym. Początkowo nic nie wskazywało na taką jego przyszłość, bo jego rozwój umysłowy, zdolność do mówienia, wydawały się być opóźnione. Zadiagnozowano u niego autyzm. Szczęśliwie zadziwił postępami rodziców i nauczycieli. Jego rodzice i wychowawcy nie pozwolili mu jednak osiąść na laurach i zamknąć się w świecie własnych abstrakcji. Szczególnie ze względu na trudność, z jaką osobom autystycznym przychodzi wchodzenie w relacje z innymi, nalegali by ćwiczył się w retoryce i umiejętnościach komunikacji - stąd jego występ z wykładem motywacyjnym, skądinąd bardzo ciekawy - polecam.
              www.youtube.com/watch?v=Uq-FOOQ1TpE&feature=related
              Polecam również wykładowcom, by potraktowali poważnie wykładanie, jako metodę komunikacji i dołożyli starań, by ich przekaz docierał do studentów.

              Z drugiej strony też się zgadzam, że jak ktoś nie chce się uczyć różniczek, to może powinien zostać technikiem, lub technologiem, a nie inżynierem - tacy też są bardzo potrzebni na rynku pracy.
      • tirinti Re: Politechnika to nie Technikum. 16.09.12, 12:32
        Być może na automatyce równania różniczkowe są bardziej przydatne.
        Natomiast ja sietego badziewia musiałem uczyć na informatyce. Wielu kolegów odpadło przez analizę.
        Pracuję od 8 lat jako programista i radzę sobie w zawodzie całkiem nieźle. Naromiast równań różniczkowych nie uzyłem ani razu. Natomiast wiedzy potrzebnej do pracy programisty musiałem sięuczyć w pierwszej pracy bo na uczelni poznałęm tylko podstawy i to na przykładzie językó programowania przestarzałych. Nawet programowanie znałęm tak teoretycznie, że dopiero w pracy pojąłem o co w tym chodzi. O wzorcach projektowych na uczelni nawet nie wspomnieli.
        • tymon99 Re: Politechnika to nie Technikum. 16.09.12, 14:56
          tobie wystarczyłoby technikum. znacznie lepiej pasowałoby zarówno do twojej pracy, jak i cech umysłu..
          • epieniek Re: Politechnika to nie Technikum. 16.09.12, 15:40

            Mało kto w jest w stanie wierzyć, ale sprawdź wymagania wstępne do pierwszego kursu informatycznego na mitx - kiedyś ten kurs był w scheme, to się chyba zmieniło, ale wymagania są takie:

            high school pre calculus.

            U nas wiele uczelni byłoby w stanie uczyć wcześniej mechaniki kwantowej czy co akurat jakiś profesor zna.

            Znowu, nikt nie twierdzi, że matematyka jest zbędna bo nie jest, ale poziom nie polega na tym, żeby znać X haseł na których wzmiankę szaraczkowie podwijaja ogony, ale żeby nauczyć myślenia. Jak można uczyć myślenia jednocześnie twierdząc, że metody numeryczne są istotne jakkolwiek do dziedzin informatyki nie związanych z odliczeniami? Nie są i to pohukiwanie jest śmieszne.

        • q-ku na księżyc laczej nie poleciałbyś... 16.09.12, 21:27
          to co piszesz o swojej pracy po studiach oznacza że powinieneś mieć skończone technikum informatyczne - bo inżynier to jednak osoba wykształcona technicznie - wszechstronnie

          tak jak wykształceni inżyniersko byli astronauci z Apollo - dlatego mogli polecieć na Księżyc oraz pokonać przeciwieństwa
          a przecież wystarczyłoby umieć pilotować prawda?

          Armstrong posiadał wykształcenie wyższe i tytuł inżyniera aeronautyki, zdobyty na Uniwersytecie Purdue w 1955r, drugi tytuł z inżynierii kosmicznej zdobył na Uniwersytecie Południowej Kalifornii w 1970r. Żonaty, troje dzieci. Aldrin posiadał wyższe wykształcenie, doktorat z dziedziny astronautyki zrobił w Massachusetts Institute of Technology. Żonaty, czworo dzieci. Collins jest dziś emerytowanym generałem, posiada tytuł Bachelor of Science Akademii Wojskowej w West Point. Żonaty, ma dwie córki i syna.
      • eeemil Re: Politechnika to nie Technikum. 16.09.12, 12:41
        Na MIT jak np uczysz się np. o filtrze Kalmana to uczysz się teorii , potem utrwalasz wiedzę na ćwiczeniach aplikacji w oprogramowaniu a na koniec wykorzystujesz to i całą resztę wiedzy w praktycznie wykonywanym projekcie zaliczeniowym.
        Na PWr Uczysz się tylko suchej teorii którą masz zakuć i zdać, żadnej aplikacji w oprogramowaniu czy we własnym projekcie, chyba że masz masę czasu by walczyć z uczelnianą biurokracją i zrealizować projekt w ramach koła naukowego.
        Na szczęście materiały MIT (online courses) są dostępne w sieci więc jak w pracy człowiek się natknie na problem teoretyczny można do nich zajrzeć i są znacznie lepiej przyswajalne od wykładów z PWr...

        Druga sprawa to na zachodnich uczelniach studenci wybierają kursy które chcą realizować, w Polsce kursy studentom wybiera dziekan tak żeby zapewnić zatrudnienie kadrze uczelni. Więc studenci zamiast uczyć się rzeczy przydatnych w pracy uczą się tego co akurat od 40stu lat wykłada zabetonowany na wydziale profesor, bliski przyjaciel aktualnego dziekana.
      • mrrrwrrr Re: Politechnika to nie Technikum. 16.09.12, 12:41
        ..i to jest właśnie problem starszej kadry naukowej.
        BRAK UMIEJĘTNOŚCI CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM.
        Starsza kadra naukowa nie musi czytać, ona WIE.
        Z góry, jeszcze zanim przeczyta i zrozumie co student miał do powiedzenia. Stąd się bierze kompletny brak innowacyjności polskiej nauki. Tacy starsi wykładowcy każdy pomysł studenta z góry skreślają, no bo "jak ten gó...arz mógł wymyśleć coś, czego ja nie wymyśliłem".
        Koszmar. Kompletna kompromitacja "mamuli66". Zresztą - co ciekawe - nawet nie zauważył, że w akapicie "Slynne amerykanskei uczelnie - MIT itede nie dlatego sa slynne ze ucza studentoiw zawodu. Slynne sa dlatego ze ucza studentow teorii w nalezyty sposob"
        niemal w 100% zgodził się z istotą listu studenta. Polskie uczelnie ŻLE UCZĄ.
        Rankingi aż tak nie kłamią. Dwie najlepsze polskie uczelnie są piątej setce światowego rankingu. A Polska ostatnio dostała ostatnio z EU (ERC) 1 grant na 536 przyznanych.
        Gratuluję dobrego samopoczucia.
      • calkiemserio Re: Politechnika to nie Technikum. 16.09.12, 14:16
        polskie uczelnie to dno... i kropka, winny jest system dożywocia, nepotyzm, i wiele by tu jeszcze wymieniać

        nie winni są tylko studenci - bo to "materiał" wybrać najlepszych i ich edukować POPRAWNIE

        proste ale u nas nie wykonalne

        najlepszy przykład to to że Autorowi listu nikt nie wyjaśnili do czego mu te obliczenia są potrzebne, tylko masz wryć i kropka + 10 innych zupełnie nie potrzebnych przedmiotów , które wykłada synowa dziekana ......
      • rokko Re: Politechnika to nie Technikum. 19.09.12, 22:01
        Miałem właśnie napisać, że autorowi listu pomyliła się Politechnika z zajęciami ZPT. Ale mnie Pan uprzedził. :)
    • trzy.14 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 13.09.12, 17:07
      Zamiast merytorycznie polemizować z młodym człowiekiem, wyśmiał go Pan.
      Bo co taki "chief "scientist" z gó...arzem będzie dyskutował?

      1. Co Pan sądzi o opinii studenta, że uczelnie techniczne powinny realizować projekty wspólnie z przemysłem, być ośrodkami know-how, tworzyć technologie, opatentowywać je i sprzedawać? Co Pan sądzi o jego opinii, że przyczyną słabości naszych uczelni są "ciepłe posady", które od naukowców nie wymagają wysilania się, szukania kontaktów z przemysłem, bo i tak mają pensje zagwarantowane?

      2. A jeśli już jest Pan jednocześnie wykładowcą akademickim i chiefem scientistem w dużej firmie, to czy sytuacja ta odbywa się za wiedzą i błogosławieństwem władz uczelni? Czyż nie jest tak, że spora część (większość?) pracowników nauk-dyd politechnik, a PWr w szczególności, ma jakieś fuchy w przemyśle, albo własne firmy, ale to wszystko niejako poza uczelnią, która jest traktowana w wielu przypadkach jak płatnik składek ZUS-owskich?

      3. A co Pan sądzi o systemie brytyjskim czy fińskim, gdzie od studentów studiów magisterskich politechnik wymaga się kilkuletniego stażu zawodowego, by w ogóle ich na te studia przyjąć?
      • mamula66 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 13.09.12, 17:59
        trzy.14 napisał:

        > Zamiast merytorycznie polemizować z młodym człowiekiem, wyśmiał go Pan.
        > Bo co taki "chief "scientist" z gó...arzem będzie dyskutował?
        >

        Nikogo nie wysmialem. Wyrazilem swa opinie.

        > 1. Co Pan sądzi o opinii studenta, że uczelnie techniczne powinny realizować pr
        > ojekty wspólnie z przemysłem, być ośrodkami know-how, tworzyć technologie, opat
        > entowywać je i sprzedawać? Co Pan sądzi o jego opinii, że przyczyną słabości na
        > szych uczelni są "ciepłe posady", które od naukowców nie wymagają wysilania się
        > , szukania kontaktów z przemysłem, bo i tak mają pensje zagwarantowane?
        >

        Opinia co do pierwsze jczesci jest negatywna. To nie powinna byc GLOWNA dzialanosc uczelni. Uczelnie powinny sie zajmowac badaniami naukowymi oraz edukacja. Owszem, kontakty miedzy uczelniami i pzremyslem powinny istniec (i na ogol istnieja) ale to, jak podkreslam, nie powinna byc GLOWNA forma dzialanosci.

        Zas jak idzie o "cieple posady"... Tak, to jest problem. Dopoki nie wprowadzi sie tego co w USA - "umow smieciowych dla naukowcow" - polska nauka bedzie w zapasci. W amerykanskiej uczelni naukowcy sa na 3 letnick kontraktach; kontrakty sie pzredluza na podstawie analizy dorobku naukowego i (tak!) wspolparcy z przemyslem. Kontrakt mzona ponawiac 3 razy. Jezeli po 3 kontraktach naukowiec nie dostaje "tenury" czyli zatrudnienie na stale, to musi niestety pzrestac byc nauczycielem akademickim i zajac sie czyms innym. Zadna inan uczelnia go nie zatrudni. Okolo 20% dostaje tenure. Polskim naukowcom rzeczywiscie sie nei chce.

        > 2. A jeśli już jest Pan jednocześnie wykładowcą akademickim i chiefem scientist
        > em w dużej firmie, to czy sytuacja ta odbywa się za wiedzą i błogosławieństwem
        > władz uczelni? Czyż nie jest tak, że spora część (większość?) pracowników nauk
        > -dyd politechnik, a PWr w szczególności, ma jakieś fuchy w przemyśle, albo włas
        > ne firmy, ale to wszystko niejako poza uczelnią, która jest traktowana w wielu
        > przypadkach jak płatnik składek ZUS-owskich?
        >

        Moje doswiadczenia sa nietypowe dls styuacji w Polsce bo pracuje w USA i odszedlem z akademii aby pracowac w pzremysle. Prace na uczelni traktuje jako prace dodatkowa za zgoda zainteresowanych. Wszakze, na ogol parcownik akademiski dostaje zgode na niepelne zatrudnienie w przemysle, czy na zalozenie wlasnej firmy (to ostatnie jest bardzo popularne). Jak idzie o tujejszy ZUS i podatki, to placi sie ow od CALOSCI dochodow obywatela, niezaleznie gdzie sa one uzyskane. Z tym ze jezeli ktos ma wlasna firma to palci podwojnie: jako pracodawca i jako parcobiorca.


        > 3. A co Pan sądzi o systemie brytyjskim czy fińskim, gdzie od studentów studiów
        > magisterskich politechnik wymaga się kilkuletniego stażu zawodowego, by w ogól
        > e ich na te studia przyjąć?

        Pierwsze slysze. Natomiast wsrod studentow amerykanskich bardzo silny jest trend do zdobywania wiedzy praktycznej w trakcie studiow poprzez praktyki (internships) czy zatrudnienie na czesci etatu. Student ktory nie ma za soba paru internships traktowany jest pzrez pracodawcow podejrzliwie i ma spore klopoty ze znalezieniem pracy. Moj kuzynek ukonczyl wlasnie dwustopniowe studia w niezlym uniwersytecie, pierwsze wakacje - takie zeby gdzies pojechac i odpoczac - mial po dyplomie. I to tylko 2 tygodnie bo pracodawca naciskal zeby zaczal jak najwczesniej. "Balangowanie" takie jak w Polsce nie miesci sie w glowie

        Tak na marginesie, wszystkim zwolennikom "marketyzacji" i "praktycyzacji" wyzszej edukacji polecam kapitalna ksiazke "Universities in the Marketplace: The Commercialization of Higher Education", Dere Bok. Bok jest bylym Preztdentem Harvardu, i wie co mowi. Fragment recenzji (przetlumaczony przez Google)

        Bok twierdzi, że uniwersytety, w obliczu tych pokus, są zagrozone w spelnianiu ich podstawowych misji widazeniu do tego aby zarobić jak najwiecej przyjmując kompromisy wzgledem coraz wiekszej ilosci podstawowych wartości akademickich. Zagrożenia stwarzane sa przez zwiększoną tajemnice badab finansowanych przez przemysl...

        Amerykanie twierdza ze komercjalizacja uczelni wyszla im bokiem; ciekawe dlaczego w Polsce odkrywa sie kolo....

        Link do informacji o ksiazce

        press.princeton.edu/titles/7484.html
        • trzy.14 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 13.09.12, 21:51
          W zasadzie w pełni się zgadzam z Pana wypowiedzią. Jeśli poprzednio wystąpiłem za ostro, to przepraszam.

          U nas niczym niezwykłym nie jest np. sytuacja, gdy 1 osoba prowadzi na raz ponad 100 (!) prac dyplomowych - na szczęście nie dotyczy to kierunków technicznych, ale nawet te studia niszczy plaga umasowienia studiów magisterskich. Autorowi listu na pewno łatwiej byłoby zrozumieć, po co nęka się go abstrakcją, gdyby ktoś włączył go do swoich badań naukowych. To niestety jest rzadkość, bo w pogoni za pieniądzem już dawno nie liczy się jakość, tylko ilość.

          Jest też jasne, ze szkoła wyższa nie jest biurem konstrukcyjnym i szaleństwem jest wymagać od niej, by jej głównym zajęciem było obmyślanie technologii czy też zdobywanie patentów. Naukowcy nie powinni też - za fundusze publiczne - pracować na rzecz konkretnych firm. Niemniej szkoła wyższa powinna być włączona w życie regionu, powinna w jakiś sposób koordynować z potencjalnymi pracodawcami profil kształcenia, albo jeszcze lepiej - kształcić przyszłych pracodawców. A to leży kompletnie. Specyfiką krajów takich jak Polska jest praktyczny brak finansowania R&D ze środków prywatnych. Badania (a to coś więcej niż nauka) są finansowane niemal wyłącznie z budżetu, co je degeneruje, spycha na pozycje biurokratyczne. Stopień przeregulowania ustawowego nauki polskiej jest niewyobrażalny, ale jest to konsekwencję głęboko utrwalonego w świadomości społecznej przekonania, że jedynym podmiotem odpowiedzialnym za badania naukowe jest państwo. Brak finansowania pozabudżetowego sektora R&D, to niestety zaszłość cywilizacyjna w skali całego społeczeństwa. której to zaszłości nie będzie łatwo nadrobić w czasie krótszym niż pokolenie.
          Pozdrawiam,
          • mamula66 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 13.09.12, 22:45
            trzy.14 napisał:
            > U nas niczym niezwykłym nie jest np. sytuacja, gdy 1 osoba prowadzi na raz pon
            > ad 100 (!) prac dyplomowych - na szczęście nie dotyczy to kierunków technicznyc

            Gdy pracowale mna Politechnice Warszawskiej, maksymalnie mozna bylo miec 3 dyplomantow w ciagu semestru. A i to bylo obciazenie potezne, bo byly cotygodniowe spotkania, seminaria i tak dalej.

            > h, ale nawet te studia niszczy plaga umasowienia studiów magisterskich. Autorow
            > i listu na pewno łatwiej byłoby zrozumieć, po co nęka się go abstrakcją, gdyby
            > ktoś włączył go do swoich badań naukowych. To niestety jest rzadkość, bo w pogo
            > ni za pieniądzem już dawno nie liczy się jakość, tylko ilość.
            >

            Wlaczanie studentow do prac przemyslowych tez w owych czasach bylo normalne. Politechnika miala dosyc dobre kontakty z pzremyslem i prace magisterskie byly wykonywane w ramach tych kontaktow.

            > Jest też jasne, ze szkoła wyższa nie jest biurem konstrukcyjnym i szaleństwem j
            > est wymagać od niej, by jej głównym zajęciem było obmyślanie technologii czy te
            > ż zdobywanie patentów. Naukowcy nie powinni też - za fundusze publiczne - praco
            > wać na rzecz konkretnych firm. Niemniej szkoła wyższa powinna być włączona w ży
            > cie regionu, powinna w jakiś sposób koordynować z potencjalnymi pracodawcami pr
            > ofil kształcenia, albo jeszcze lepiej - kształcić przyszłych pracodawców.

            Powinna

            > leży kompletnie. Specyfiką krajów takich jak Polska jest praktyczny brak finans
            > owania R&D ze środków prywatnych. Badania (a to coś więcej niż nauka) są finan
            > sowane niemal wyłącznie z budżetu, co je degeneruje, spycha na pozycje biurok
            > ratyczne.

            Wbrew pozorom, w USA przemysl tez sie nie pcha do finansowania badan na uczelni. Powodow jest sporo: poczynajac od "haraczu" pobieranego przez uczelnie (rzedu 70% w czasach mojego doswiadczenia) po watpliwa przydatnosc wynikow badan dla przemyslu. Cele pracownikow akademickich i przemyslu nie sa bynajmniej zbiezne. Dotyczy to na przyklad publikacji - pzremysl z reguly nie publikuje wynikow badan aby nie udostepniach ich konkurencji za darmo, dla profesora publikwoanie jest "byc albo nie byc". Wiele z problemow ktore przemysl chce rozwiazac sa z punktu widzenia akademicko/publikacyjnego "nienaukowe" i poza zainteresowaniem profesora. Mozna wyliczac wiele innych czynnikow. W kazdym razie, problem wspolpracy miedzy pzremyslem a uczelniami jest poruszany na kazdej wiekszej konferencji naukowej, i na horyzoncie nie widac rozwiazania ktore by satysfakcjonowalo obie strony.

            > Stopień przeregulowania ustawowego nauki polskiej jest niewyobrażalny
            > , ale jest to konsekwencję głęboko utrwalonego w świadomości społecznej przekon
            > ania, że jedynym podmiotem odpowiedzialnym za badania naukowe jest państwo. Bra
            > k finansowania pozabudżetowego sektora R&D, to niestety zaszłość cywilizacyjna
            > w skali całego społeczeństwa. której to zaszłości nie będzie łatwo nadrobić w
            > czasie krótszym niż pokolenie.

            Owszem, pzremysl MA swoja role do odegramia, i ow pzremysl odgrywa role "pompy ssacej". Przynajmniej tam gdzie jest normalnie. Nie byloby MIT gdyby nie bylo owego ssania. W bezposredniej wspolpracy czy posredniej, amerykanski pzremysl potzrebuje innowacji, i bez uczelni innowacji by nie bylo. A bez owego "ssania" nie byloby uczelni. Zachodzi tu gleboka symbioza.

            Jakis cas temu byla w Wyborczej dyskusja pod tytulem "Zrobmy sobie Oxford". Oxfordu w Polsce zrobic sie nie da, wlasnie z tego powodu ze produkty takiej uczelni jak Oxford sa polskiemu przemyslowi niepotrzebne.

            A jak idzie o "przeregulowanie"... Przeregulowanei ma zgubne skutki dla innowacyjnosci. Tym razem tez polecam ksiazke "The Rainforest: The Secret to Building the Next Silicon Valley", Victor W. Hwang. Autor sie zastanawia co jest potzrebne aby powstalo cos takiego jak Silicon Valley, i wskazuje ze w warunkach nadmiernej administracyjnej i biurokratyczno/rzadowej kontroli cos takiego powstac nie moze. Innymi slowy, nie da sie "zadekretowac" innowacji. A "oddolna", spontaniczna innowacyjnosc w Polsce jest nijaka

            > Pozdrawiam,

            Rowniez pozdrawiam
            • sqro Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 13.09.12, 23:08
              Zacznijmy od tego - jakiego przemysłu..? Po masowych wyprzedażach ? Przecież nie montowniom.
              Małych firm na badania banalnie nie stać. a zachodnie mają swoje RnD u siebie w domu i raczej nie interesuje ich wyprowadzanie do 'dzikiego kraju'

              Tam gdzie istnieje jeszcze autentyczny przemysł z własną "myślą techniczną" tam współpraca ma sie nieźle.
              • epieniek Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 14.09.12, 23:20
                Na polskim rynku wystarczy pomysł, umiejętność implementacji znanej wiedzy, paru sprzedawców i kilku ludzi, którzy są w temacie biegli. Polski rynek przeszedł pierwszą fale nowobogackich, a dzisiaj wciąż jest pusty i chlonny, tyle że na innym poziomie.

                Jest wiele firm robiących gips, strony www czy marketing, ale wiedzę rynek potrafi ssac jak spragniony łoś przy wodopoju. Tyle, że po większości uczelni ludzie są przeciętni. Mamy takie kiepskie uczelnie jak stany, nie mamy takich dobrych jak stany,poza jak to niektórzy określają "wyspami", które jakoś wyrwaly się z ukladzikow i robią jak przystało na naukowców to co lubią i jak lubią.
              • walkaklas Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 19:30
                gdyby chociaż pozwalali odpisywać wydatki na R+D od podatku (nie podstawy) coś by się poprawiło
          • calkiemserio ponad 100 prac? 16.09.12, 14:19
            ponad 100 prac? żarty !!

            znam profesora na co ma w semestrze ok 130 prac + 2 gi etat w innej szkole ....
        • mentice Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 14:42
          "Z tym ze jezeli ktos ma wlasna firma to placi podwojnie: jako pracodawca i jako pracobiorca."
          - to moze byc zle zrozumiane, ze ktos kto ma wlasna firme placi 2x wieksze podatki.
          A przeciez tak nie jest.
        • mistrzu_2 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 18:29
          > Jak idzie o tujejszy ZUS i podatki, to plac
          > i sie ow od CALOSCI dochodow obywatela, niezaleznie gdzie sa one uzyskane. Z ty
          > m ze jezeli ktos ma wlasna firma to palci podwojnie: jako pracodawca i jako par
          > cobiorca.

          Drobna poprawka. Podatku Social Security (odpowiednik ZUS) nie płaci się od całości dochodów, ale "tylko" od pierwszych $110,100 w skali roku. Myślę że skoro pracuje pan na "dwóch etatach" to jednak od części swoich dochodów nie płaci Pan podatku Social Security.
      • tornson Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 14.09.12, 18:48
        trzy.14 napisał:

        > 1. Co Pan sądzi o opinii studenta, że uczelnie techniczne powinny realizować pr
        > ojekty wspólnie z przemysłem, być ośrodkami know-how, tworzyć technologie, opat
        > entowywać je i sprzedawać? Co Pan sądzi o jego opinii, że przyczyną słabości na
        > szych uczelni są "ciepłe posady", które od naukowców nie wymagają wysilania się
        > , szukania kontaktów z przemysłem, bo i tak mają pensje zagwarantowane?
        Z jakim przemysłem człowieku?? W Polsce?
        Zagraniczne firmy specjalistów szukają na uczelniach w swoich krajach, do montowni w Polsce wystarczy garstka ludków w utrzymaniu ruchu plus trochę poganiaczy dla roboli.
    • sokolasty Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 13.09.12, 22:37
      Z jednej strony pcha się studentom do głowy setki wzorów, produkują dziesiątki setek obliczeń, a nie mają zajęć, dzięki którym nauczyliby się intuicji, czucia materii. Z obliczeń im coś wychodzi, nie wiedzą, że gdzieś popełnili błąd, a po wyniku go nie widzą. Komputer im wypluje jakiś wynik, i to jest święte, mimo, że nie pasuje. Wg mnie i intuicja, i umiejętność policzenia na piechotę są niezbędne.

      Z drugiej strony pracodawcy wymagają dyplomu do obsługi maszyny pomiarowej 3D. Do programowania PLC też chcą inżyniera. Od tego są technicy.
      • mamula66 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 13.09.12, 22:52
        sokolasty napisał:

        > Z jednej strony pcha się studentom do głowy setki wzorów, produkują dziesiątki
        > setek obliczeń, a nie mają zajęć, dzięki którym nauczyliby się intuicji, czucia
        > materii. Z obliczeń im coś wychodzi, nie wiedzą, że gdzieś popełnili błąd, a p
        > o wyniku go nie widzą. Komputer im wypluje jakiś wynik, i to jest święte, mimo,
        > że nie pasuje. Wg mnie i intuicja, i umiejętność policzenia na piechotę są nie
        > zbędne.
        >

        Tak. Gdy uczylem "circuit theory" zlikwidowano laboratorium, takie gdzie studenci przeprowadzali eksperymenty z ukladami elektrycznymi. "No bo wszystko mozna zasymulowac na komputerze". Co pozbawilo studentow kompletnie "inzynierskiego wyczucia". Aby to udowodnic, wprowadzilem blad do programu symulacyjnego. Prosty dzielnik napiecia dawal na wyjsciu napiecie wieksze niz SEM zrodla. Na 200 osob tylko cos z 5 zauwazylo ze wynik jest nie taki.

        Niestety, poglad ze "to musi byc prawidlowe bo to policzyl komputer" jest wsrod mlodziezy powszechne. I nie tylko wsrod mlodziezy

        > Z drugiej strony pracodawcy wymagają dyplomu do obsługi maszyny pomiarowej 3D.
        > Do programowania PLC też chcą inżyniera. Od tego są technicy.
        >

        Coz, wiara w "papier" jest powszechna... Prawie taka ja kwiara w nieomylnosc komputera :)
    • apas13 Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 14.09.12, 09:48
      Czytając tekst tego pana dochodzę do wniosku, że jednak wykształcenie humanistyczne jest niezbędne - przynajmniej listy do gazety autorstwa inżyniera dało by się czytać bez zwichnięcia oczu i nadwyrężenia aparatu logicznego...
      Zaś co do samego problemu - żeby coś wynaleźć i opantentować, a potem sprzedać i zarobić - to trzeba umieć te cholerne "równania różniczkowe itp" umieć rozwiązać przy tablicy, bo postęp nauki polega na eksplorowaniu tego, co jeszcze nieznane. Jeśli w tym celu będziemy używać tylko tych narzędzi, które już stworzono (oprogramowania komputerowego), to mogą umknąć rzeczy nowe. Bo każdy program "umie" tylko tyle, ile umiał jego autor. Zatem czasem ktoś musi stanąć przy tablicy i policzyc złożone problemy "na piechotę", by znaleźć nowe podejście, nowe rozwiązanie, nową metodę...
      • epieniek Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 14.09.12, 22:20
        żeby coś wynaleźć i opantentować, a potem sprzedać > i zarobić - to trzeba umieć te cholerne "równania różniczkowe itp" umieć rozwią > zać przy tablicy, bo postęp nauki polega na eksplorowaniu tego, co jeszcze niez > nane.

        Jeżeli ktoś tu ma problem z aparatem logicznym, to niestety nie student - cytat powyższy jest bzdurą. Owszem, matematyka jest koniecznym narzędziem, ale nie celem samym w sobie, poza samą nauką jaką jest matematyka, tutaj mowa jest o technice.
    • rozwado To jednostronna opinia 14.09.12, 09:51
      Wiele lat pracowalem jako teoretyk i rownoczesnie koordynowalem projekty energetyczne europejskie w ramach uniwersytetu i naukowego oddzialu wielkiego koncernu. Uzywalismy zaawansowanej matematyki, moi wspolpracownicy (i ja) programowalismy w zakresie modelowamnia, obliczen i grafiki i wdrazalismy (co bylo naszym obowiazkiem wobec naszych przemyslowych sponsorow i KE). Dzis zas mamy w Polsce uniwersytet ktory ma takie motto "Minimum matematyki, maksimum informatyki". Czyli co robia? Programuja wlasne widzimisie?
      • mamula66 Re: To jednostronna opinia 14.09.12, 16:10
        rozwado napisał:

        >Dzis zas mamy w Polsce
        > uniwersytet ktory ma takie motto "Minimum matematyki, maksimum informatyki". Cz
        > yli co robia? Programuja wlasne widzimisie?

        Wedle "informatykow popularnych", matematyka informatykowi nie jest potrzebna. Problem polega na tym ze wiekszosc idacych na studia takie jak wlasnie "automatyka i robotyka" wcale nie chce sie zajmowac ani robotyka, ani informatyka. Oni chca byc programistami. Na informatyke sie nie dostali, wiec poszli na byle co. A tam im laduja roznania rozniczkowe (zreszta, podstawowe narzedzie i robotyka i automatyka).

        Na pewnej uczelni w ktorej nauczale, 98% roku nie zaliczylo przedmiotu "Uklady Elektroniczne". Dziekan powolal komisje ktorej bylem czlonkiem. Rezultat: Studenci ozrzeki: Nam zadne uklady elektroniczne nie beda potzrebne, bo my chcemy programowac komputery.

        Rezultat? Spektakularne upadki projektow i firm tylko z tego powodu ze domorosli informatycy bez matematyki nie znali matematyki.
        • maugorzata2008 Re: To jednostronna opinia 16.09.12, 19:42
          Ludzie broniący matematyki jak niepodległości chyba nie znają skali zjawiska. Ja na informatyce miałam 7 (słownie: siedem) różnych matematyk, prowadzonych przez matematyków z katedry matematyki. Ci ludzie sami nie mieli kompletnie pojęcia po co nas tego uczą, ale za to mieli ambicje, autentyczny podsłuchany cytat z pani od analizy "ja tego zadania z matematykami nie będę robić, bo to dla nich za trudne, ale informatyka da sobie radę". Ja nie mówię, że matematyka nie jest do niczego informatykowi potrzebna, ale wszyscy by zyskali gdyby ograniczyć matematykę do 4 semestrów, a resztę czasu i energii studentów poświęcić na takie zagadnienia jak kontrola jakości, metodologie, coś na temat ergonomii interfejsów użytkownika, bo tego akurat na moich (skądinąd nie najgorszych) studiach informatycznych bardzo brakowało. Klnę się na wszystkie świętości w 80% miejsc pracy do których trafiają absolwenci informatyki umiejętność napisania dobrego testu jednostkowego, albo zaprojektowania w miarę sensownego okienka użytkownika jest potrzebna, a liczenie całek powierzchniowych nie. A najlepszy dowód jest taki, że większość studentów informatyki V roku już dawno zapomniała jak się liczy całki i żyje, pracuje, daje radę.
          W ogóle uważam, że gdyby matematyki na informatyce uczyli pracownicy katedry informatyki, to od razu zrobiłaby się bardziej użyteczna. Teraz to wygląda tak, że bierze się jakiegoś odklejonego pana profesora matematyki, mówi mu się "równania różniczkowe", daje studentów na jeden semestr i nikt o nic więcej nie pyta. Skąd on ma wiedzieć co nam się w ogóle może z tych równań różniczkowych przydać?
          • mamula66 Re: To jednostronna opinia 17.09.12, 17:47
            maugorzata2008 napisała:
            > resztę czasu i energii studentów poświęcić na takie
            > zagadnienia jak kontrola jakości, metodologie, coś na temat ergonomii interfej
            > sów użytkownika, bo tego akurat na moich (skądinąd nie najgorszych) studiach in
            > formatycznych bardzo brakowało.

            No wlasnie. Przerobic uniwerek na zawodowke i wszyscy beda szczesliwi

            > Klnę się na wszystkie świętości w 80% miejsc pr
            > acy do których trafiają absolwenci informatyki umiejętność napisania dobrego te
            > stu jednostkowego, albo zaprojektowania w miarę sensownego okienka użytkownika
            > jest potrzebna, a liczenie całek powierzchniowych nie.

            Klne sie ze w zadnym miejscu pracy nie wymagaja znajomosci tworczosci Szkekspira na przyklad. Po cholere ucza tego w szkole sredniej, skoro to sie nikomu nie przyda do niczego ani pracodawca za te wiedze nie zaplaci?

            >A najlepszy dowód jest t
            > aki, że większość studentów informatyki V roku już dawno zapomniała jak się lic
            > zy całki i żyje, pracuje, daje radę.

            A ja juz dawno zapomniajem czego mnie uczyli na historii i tez jakos zyje i pracuje

            > W ogóle uważam, że gdyby matematyki na informatyce uczyli pracownicy katedry in
            > formatyki, to od razu zrobiłaby się bardziej użyteczna.

            To by byla "taka sobie matematyka"

            >Teraz to wygląda tak, ż
            > e bierze się jakiegoś odklejonego pana profesora matematyki, mówi mu się "równa
            > nia różniczkowe", daje studentów na jeden semestr i nikt o nic więcej nie pyta.
            > Skąd on ma wiedzieć co nam się w ogóle może z tych równań różniczkowych przyda
            > ć?

            One nie maja sie "przydac". Ten wykald jest po to zeby student WIEDZIAL ze sa rownania rozniczkowe. Tak samo jak uczen w szkole sredniej musi WIEDZIEC ze isntnial Szekspir i mniej wiecej wiedziec co on napisal. Nie dlatego ze to sie PRZYDA. Dlatego ze taki jest kanon WIEDZY OGOLNEJ.

            Jeszcze raz: uczelnie WYZSZA nie ogranicza sie do nauczanie tego co jest UZYTECZNE, i nie jest to bynajmniej pzrez przypadek, a takie jest wlasnie zalozenie. Inzynier - dowolnej specjalnosci - ktory nie wie co to sa rownania rozniczkowe nie jest inzynierem a cwiercinteligentem. I posiadanie tej wiedzy - niepotrzebnej - to jest wlasnei roznica miedzy inzynierem i technikiem

            Ach te marzenia... Pzreksztalcic uniwerek w zawodowke... No ale nie kazdy musi isc na uniwerek
            • zmichalg1 Re: To jednostronna opinia 18.09.12, 16:59
              Zgadzam się, że brakuje nam "zawodówek informatycznych", ale z nimi to też różnie bywa... Wiem z doświadczenia...
              Będąc studentem (dziś już od dawna absolwentem) informatyki stosowanej PW udzielałem korepetycji z matematyki pewnemu licealiście, którego można by scharakteryzować następująco:
              1. śmierdzący leń
              2. zamiłowanie to grafika komputerowa rozumiana jako obsługa (raczej: zabawa) pakietów do obróbki grafiki
              Miał spore problemy z matematyką, aczkolwiek wynikały one z jego lenistwa niż braku predyspozycji. Swoje zajęcia z nim wspominam jako nakłanianie go, aby zechciał trochę popracować. I tak męczyliśmy się obaj tj. on z matematyką, a ja z nim, aż do jego matury, do której zresztą nawet nie podszedł.
              Po liceum poszedł do policealnej szkoły informatycznej na kierunek grafiki komputerowej. Można by powiedzieć, że to taka właśnie zawodówka.
              Wydawało się, że jego męczarnie z matematyką na tym się kończą i zaraz nauczy się obsługi pakietów graficznych i zostanie "grafikiem komputerowym", o czym marzył.
              Ale nic z tego, bo zaraz na pierwszym semestrze okazało się, że jest matematyka i trzeba było dzwonić do korepetytora po pomoc...

              A czym naprawdę jest grafika komputerowa, sam przekonałem się niebawem, albowiem takowy przedmiot miałem na czwartym roku. I nie była to zabawa pakietami (jak wydawało się mojemu uczniowi), ale nauka o algorytmach graficznych, co jednak wyszło mi zdecydowanie na dobrze niż źle.
              • epieniek Re: To jednostronna opinia 18.09.12, 17:54
                W takim razie znane musi być słownictwo:

                oxforddictionaries.com/definition/english/tangential?q=tangential
                Jeżeli przeoczylem właściwy fragment artykułu, prosilbym o cytat.
            • epieniek Re: To jednostronna opinia 18.09.12, 18:02
              One nie maja sie "przydac". Ten wykald jest po to zeby student WIEDZIAL ze sa rownania rozniczkowe. Tak
              samo jak uczen w szkole sredniej musi WIEDZIEC ze isntnial Szekspir i mniej wiecej wiedziec co on napisal.
              Nie dlatego ze to sie PRZYDA. Dlatego ze taki jest kanon WIEDZY OGOLNEJ.

              Cieszę się z tej opinii. Czy mógłby Pan wskazać odpowiedni fragment artykułu? Widzę jedynie wzmiankę na temat jednej z metod rozwiązywania równań
      • epieniek Re: To jednostronna opinia 14.09.12, 23:05
        Informatyka nie kończy się na modelowaniu i obliczeniach numerycznych. W części informatyki nie ma w ogóle numer yki, z matematyki bardziej istotna jest algebra, teoria zbiorów i pozostałe dziedziny logiki poza numerycznymi.

        Zgadzam się, że część kierunków Informatyka-gastronomia i inne tego typu jest dęta,modnykierunek i nic poza tym, ale części studentów warto jednak słuchać i niewylewac dziecka z kąpielą.

        > Programuja wlasne widzimisie?

        Nie wiem, która to uczelnia i hasło nie jest najmadzrejsze, ale jestem w stanie je przyjąć w tym sensie, że "ograniczymy zbędne metody czyniąc je opcjonalnymi". Poleciałbym na to zaczynając dzisiaj studia, bo jest tosymptom wielu polskich uczelni - program wypełniony balastem umiejętności wykładowców.

        Dodam, że mówię o systemie, znam wielu myślących ludzi albo robiących "straszliwą kasę" albo doktoraty albo nawet czasami jedno łączących z drugim.
    • stupid_writer Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 14.09.12, 11:05
      O czym tu gadac, tysiace "olepionych po uszy" tytulami psorkow, suto oplacanych, dozywotnich, a ka mac nawet hulajnogi nie wymyslili! Kto rozgoni to towarzystwo zabawiajace sie w "badania"?
      • zitterbewegung Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 14.09.12, 11:28
        Oblepionych po uszy? U nas Można być maks. prof. dr hab. inż. lek. n. med., to jest 7. Na "Zachodzie" natomiast, z pierwszej lepszej wizytówki, którą właśnie czytałem: BSc, ARCS, ARCM, DIC, PhD (London), FIMA, FInstP, FRSS, FIET, FIMechE, FBCS, FCGI, FILM, FCMI, FACEEE, FEI, FEI, CMath, CPhys, CStat, CEng, CItp, CMgr, CSci.
        • mamula66 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 14.09.12, 16:21
          zitterbewegung napisał:

          > Oblepionych po uszy? U nas Można być maks. prof. dr hab. inż. lek. n. med., to
          > jest 7. Na "Zachodzie" natomiast, z pierwszej lepszej wizytówki, którą właśnie
          > czytałem: BSc, ARCS, ARCM, DIC, PhD (London), FIMA, FInstP, FRSS, FIET, FIMechE
          > , FBCS, FCGI, FILM, FCMI, FACEEE, FEI, FEI, CMath, CPhys, CStat, CEng, CItp, CM
          > gr, CSci.

          Moj znajomy profesor z Niemiec; Dr. Rer. Nat Hab
    • alamakotalive Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 14.09.12, 11:47
      1. To oczywiste, że mając kłopoty z zaliczaniem "trudnych" przedmiotów nie warto myśleć o doktoracie, czy nawet studiach drugiego stopnia.
      2. Nie ma nieużytecznej wiedzy. Samo pojęcie wiedzy nieżytecznej jest tworem zadufanego w sobie miernego intelektu cierpiącego w dodatku na brak wyobrażni.
      3. Komputer intelektu nie zastąpi choć będzie stawiał coraz większe wymagania w stosunku do tych, którzy będą w stanie efektywnie się nim posługiwać.

      Twój promotor dobrze Ci radzi młody człowieku. Idż do przemysłu tam się o tym sam przekonasz. W tym stanie ducha dalsze studia to kiepskie rozwiązanie.

      • epieniek Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 15.09.12, 01:34
        alamakotalive napisał:

        > 1. To oczywiste, że mając kłopoty z zaliczaniem "trudnych" przedmiotów nie wart
        > o myśleć o doktoracie, czy nawet studiach drugiego stopnia.

        Nie odniosłem wrażenia, że jest mowa trudnościach z zaliczeniem. Raczej o polskim systemie egzaminowania: zróbmy trudny egzamin i pozwólmy podchodzić do skutku. Poziom pozornie wyższy, reguły metne, uwalic po uznaniu też się da.

        > 2. Nie ma nieużytecznej wiedzy. Samo pojęcie wiedzy nieżytecznej jest tworem z
        > adufanego w sobie miernego intelektu cierpiącego w dodatku na brak wyobrażni.

        Nie wiem kto tu cierpi na brak wyobraźni, podejrzewalbym raczej wąskie horyzonty, które nie obejmują nauczania uwzględniającego inną wiedzę, lub inny sposób przekazaniawiedzy.

        > 3. Komputer intelektu nie zastąpi choć będzie stawiał coraz większe wymagania w
        > stosunku do tych, którzy będą w stanie efektywnie się nim posługiwać.
        >
        > Twópromotor dobrze Ci radzi młody człowieku. Idż do przemysłu tam się o tym
        > sam przekonasz. W tym stanie ducha dalsze studia to kiepskie rozwiązanie.

        Nie ocenialbym pochopnie stanu ducha i jak powyżej umiejętności po jednej krytycznej wypowiedzi. Moja szklana kula nic nie mówi o tym osobniku, poza tym, że mówi o podobnych spostrzeżeniami do moich z uczelni. Nie określiłbym siebie mianem ówczesnych słabego studenta, więc może to być podobny przypadek.

        Nie wiem co za technolog projektował pomoce do ekranowej klawiatury, przepraszam za jakość tekstu.
        • samiec_omega Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 15.09.12, 10:17
          >Nie odniosłem wrażenia, że jest mowa trudnościach z zaliczeniem. Raczej o polsk
          > im systemie egzaminowania: zróbmy trudny egzamin i pozwólmy podchodzić do skutk
          > u. Poziom pozornie wyższy, reguły metne, uwalic po uznaniu też się da.

          Nie rozumiem pojęcia "polski system egzaminowania". Jestem absolwentem polibudy i system był bardzo prosty: I termin, następnie poprawkowy, jak nie pomogło-tzw. komis i wylot. Jakie znowu zdawanie do skutku?

          Przez całe studia nie widziałem i nie słyszałem o uwaleniu " po uznaniu". Zawsze uwalano gamonii
          • epieniek Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 15.09.12, 12:32

            > Nie rozumiem pojęcia "polski system egzaminowania". Jestem absolwentem polibu
            > dy i system był bardzo prosty: I termin, następnie poprawkowy, jak nie pomogło-
            > tzw. komis i wylot. Jakie znowu zdawanie do skutku?

            To nie jest jedyny możliwy zwyczaj. Egzamin służy ocenie wiedzy i umiejętności studenta, więc można dopuszczać poprawkę po ponownym przejściu przedmiotu na kolejnym semestrze - ma to większy sens niż poprawka,która być może na Pana uczelni jest jedną, ale niektóre uczelnię czasami dopuszczają kilkakrotne próby.

            > Przez całe studia nie widziałem i nie słyszałem o uwaleniu " po uznaniu". Zaws
            > ze uwalano gamonii

            Raczej sądzę, że przepychano gamoni. Mój post sprowadza się do tego, że powinny być jasne reguły - poprawki do nich niespecjalnie pasują.
    • stupid_writer Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 14.09.12, 11:49
      Ale jeden taki "niemiec lub anglik" to 1000 naszych "psorow", to proporcja ich mozgow!
      Zapomniales o ostatnio modnym u nas "multi doktor Humoris Causa", to bedzie 8!!!
    • kontakt-gw prawda lezy posrodku 14.09.12, 14:51
      W wypowiedzi studenta jest wiele prawdziwych watpliwosci i rownoczesnie brak zrozumienia dla istoty problemow. Tak podpisze sie obiema rekami pod stwierdzeniem, ze matematycy na uczelniach technicznych zbyt czesto ucza studentow rozwiazywania wydumanych teoretycznych zagadnien i to jest demotywujace, bledne i niewatpliwa strata czasu. Nie oznacza to jednak, ze nie nalezy tego uczyc - trzeba to tylko robic z glowa i dobierac konkretne zagadnienia brzegowe i poczatkowe bedace opisem fizycznych praktycznych zjawisk. Student ma w jednym calkowita racje. Dobry wykladowca winien na poczatku wskazac czemu to ma w przyszlosci sluzyc!!!

      Do tego zdecydowanie brakuje koordynacji miedzy przedmiotami. Uczenia studentow wiazania miedzy soba faktow, wykorzystywania na kolejnych zajeciach umiejetnosci i wiedzy zdobytej na wczesniejszych przedmiotach.

      Tak to prawda. Dydaktyka na polskich uczelniach traci myszka.

      Natomiast tezy o starych vs mlodych wykladowcych sa absolutnie bledne.
      To prawda, ze mlodzi sa bez kompleksow, pelni entuzjazmu, moze i bardziej zaangazowani w proces dydaktyczny.

      Jest tylko jedno ale co do obecnego mlodego pokolenia - moj ulubiony cytat. Wiekszosc z nich nawet nie ma pojecia o istnieniu pewnych obszarow wiedzy. I nie ma w tym ich winy - sa przeciez tylko owocem kulawego systemu edukacji i szkolnictwa wyzszego.

      Starsi mentorzy? Najbardziej przykre jest przegladanie materialow dydaktycznych przygotowywancyh przez "entuzjastyczna" mloda kadre lub wrecz studentow. Mnostwo bledow merytorycznych, zero metodyki i umiejetnosci oddzielenia informacji waznych i mniej istotnych. Tutaj starsi mentorzy na pewno zawodza.

      Sytuacja z materialami internetowymi jest tak kuriozalna, ze ja wrecz ostrzegam studentow, ze sa to w wiekszosci materialy nierecenzjonowane i w przypadku popelnianych bledow nie moge sie na nie powolywac.
    • prawdziwy_ptr Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 14.09.12, 15:07
      Tak, te zaawansowane, trudne obliczenia przydają się rzadko, ale na ogół jest to kluczowy moment, kiedy wszystko się już skaszaniło i standardowe metody nie przynoszą rozwiązania. Albo gdy trzeba zrobić coś naprawdę trudnego (np. bardzo nowatorskiego) i potrzebna jest dogłębna analiza problemu.

      Ale broniłbym opinii autora o "nieprzydatności". Jeżeli on tego nie rozumie, to znaczy, że nikt na uczelni nie umiał mu tego uzasadnić. I to samo mogę powiedzieć wobec mamula66. Jeżeli studenci pisali donos na "bezużyteczność" jego przedmiotu, to oznacza, że ludzie odpowiedzialni za układanie programu studiów nie umieją uzasadnić obecności tegoż przedmiotu w programie.

      I tu jest clou mojego zarzutu. Programy nauczania są sztywne, "zatwierdzane" przez ministerstwo NiSW. A powinny być układane przez uczelnie, ministerstwo co najwyżej niech da swoje rekomendacje, niech prowadzi ranking. Ba! Niech student sam sobie dobiera przedmioty (uczelnia/wydział niech prowadzi poważne biuro karier, które pomoże w wyborze programu studiów). I wtedy nie będzie mieć pretensji, że coś jest zbędne. Dostanie prackę w jakiejś firemce poligraficznej szwagra i nie będzie mógł mieć pretensji do uczelni, że jego kumpel z piątką z całek wielowymiarowych kosi kokosy jako główny inżynier producenta procesorów.

      Aneks do mojego dyplomu magisterskiego (z polski) zawiera rozpiskę jakie przedmioty zaliczyłem i z jakimi ocenami, gdzie miałem praktyki zawodowe, czy i w jakiś kołach naukowych działałem. Nikt, nigdy o ten aneks nie prosił...
      • mamula66 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 14.09.12, 16:27
        >
        > Ale broniłbym opinii autora o "nieprzydatności". Jeżeli on tego nie rozumie, t
        > o znaczy, że nikt na uczelni nie umiał mu tego uzasadnić. I to samo mogę powied
        > zieć wobec mamula66. Jeżeli studenci pisali donos na "bezużyteczność" jego prze
        > dmiotu, to oznacza, że ludzie odpowiedzialni za układanie programu studiów nie
        > umieją uzasadnić obecności tegoż przedmiotu w programie.
        >

        Z calym szacunkiem, nonsens. Soora czesc wykladu - zarowno mojego jak i popzrednika - bo wyklad skladal sie z dwoch czesci - to pokazanie gdzie w praktyce inzynierskiej metody numeryczne sa potzrebne i jak. Oraz, jak nieznajomosc tych metod moze skutkowac.

        Studenci po prostu uwazali ze jedyne wyklady jakie im sa NAPRAWDE potzrebne to programwoanie w jezyku Java i C++. A reszta to zbedny balast i zlosliwosc. Acha, no i po co wyklady skoro wszystko jest na wikipedii.

        > I tu jest clou mojego zarzutu. Programy nauczania są sztywne, "zatwierdzane" pr
        > zez ministerstwo NiSW. A powinny być układane przez uczelnie, ministerstwo co n
        > ajwyżej niech da swoje rekomendacje, niech prowadzi ranking. Ba! Niech student
        > sam sobie dobiera przedmioty (uczelnia/wydział niech prowadzi poważne biuro kar
        > ier, które pomoże w wyborze programu studiów). I wtedy nie będzie mieć pretensj
        > i, że coś jest zbędne.

        Tak bylo na Politechnice Warszawskiej w latach 80. Komu to preszkadzalo?

        > Aneks do mojego dyplomu magisterskiego (z polski) zawiera rozpiskę jakie przedm
        > ioty zaliczyłem i z jakimi ocenami, gdzie miałem praktyki zawodowe, czy i w jak
        > iś kołach naukowych działałem. Nikt, nigdy o ten aneks nie prosił...

        Bedzie normalnie, jak bez takiego aneksu nie przyjma do parcy. Ale to chyba nie za mego zycia
        • prawdziwy_ptr Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 14.09.12, 17:58
          > Z calym szacunkiem, nonsens. Spora czesc wykladu - zarowno mojego jak i popzred
          > nika - bo wyklad skladal sie z dwoch czesci - to pokazanie gdzie w praktyce inz
          > ynierskiej metody numeryczne sa potzrebne i jak /ciach/
          > Studenci po prostu uwazali ze jedyne wyklady jakie im sa NAPRAWDE potzrebne to
          > programwoanie w jezyku Java i C++.

          Ja podtrzymuję moje zdanie. Zapewne są potrzebne, ale nie do tego co oni chcieli robić po studiach. Mieli w głowach pewien wzorzec kariery i nikt nie umiał im wyjaśnić, że jest zły, albo, że im ograniczy zarobki. Ten student, co się po latach pokajał, to rodzynek w cieście. Reszta pewnie nigdy z tego materiału nie skorzystała. I teraz piszą gierki na smartfony... w Javie. I jakoś z tego żyją.
          Nie atakuję sensu "trudnych, teoretycznych" przedmiotów. Tylko po co przeciętniaków zmuszać do ich zaliczania? Po polskim uniwerku 3 lata studiowałem w UK i muszę powiedzieć, że różnica między piątkowym a trójkowym studentem w UK, jest taka, jak w PL między piątkowym, a takim co wyleciał z uczelni za złe stopnie. A to brytyjskie uniwerki tłuką nasze we wszelkich rankingach.

          > > Ba! Niech student sam sobie dobiera przedmioty
          > > (uczelnia/wydział niech prowadzi poważne biuro
          > > karier, które pomoże w wyborze programu studiów).
          > > I wtedy nie będzie mieć pretensji, że coś jest zbędne.
          >
          > Tak bylo na Politechnice Warszawskiej w latach 80. Komu to preszkadzalo?

          Tak, tak... a trawa była bardziej zielona.... NIE! Nie uwierzę, że uczelnia w komunistycznym kraju pozwalała studentom układać sobie studia po swojemu! Nie było tak! Był jeszcze większy zamordyzm niż teraz. Profesorowie traktowali studentów z góry, studia były 5-cio letnie jednolite i nawet na inną uczelnię nie było łatwo przenieść ocen z przedmiotów. Nie było biur karier, bo bezrobocia przecież w komunistycznym kraju oficjalnie po prostu nie było.
          Co najwyżej nie było centralnego układania programów studiów w ministerstwie, bo to raczej wymysł ostatnich 15 lat.

          > Bedzie normalnie, jak bez takiego aneksu nie przyjma do parcy. Ale to chyba nie
          > za mego zycia
          >
          Ale to nie jest wina mojej uczelni, ale pracodawców. Ludzie, którzy pokończyli polskie uczelnie po bodaj 2007 roku MUSZĄ mieć takie aneksy. Skoro tam pracodawcy nie zaglądają, to może jednak te przedmioty nie są takie jakieś dla nich zbyt przydatne, hę?
          • mamula66 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 14.09.12, 20:37
            prawdziwy_ptr napisał:
            > Ja podtrzymuję moje zdanie. Zapewne są potrzebne, ale nie do tego co oni chciel
            > i robić po studiach. Mieli w głowach pewien wzorzec kariery i nikt nie umiał im
            > wyjaśnić, że jest zły, albo, że im ograniczy zarobki. Ten student, co się po l
            > atach pokajał, to rodzynek w cieście. Reszta pewnie nigdy z tego materiału nie
            > skorzystała. I teraz piszą gierki na smartfony... w Javie.

            Tak wlasnie. Do pisanie na smartfony nie poztzreba studiow. Po c osie pchaja na studia, na studiach nazrekaja a po studiach bezskutecznie szukaja pracy? Brak jest niestety szkol technicznych na poziomie srednim. W Polsce, bo w USA nie brak

            > Tak, tak... a trawa była bardziej zielona.... NIE! Nie uwierzę, że uczelnia w k
            > omunistycznym kraju pozwalała studentom układać sobie studia po swojemu! Nie by
            > ło tak! Był jeszcze większy zamordyzm niż teraz. Profesorowie traktowali studen
            > tów z góry, studia były 5-cio letnie jednolite i nawet na inną uczelnię nie był
            > o łatwo przenieść ocen z przedmiotów. Nie było biur karier, bo bezrobocia przec
            > ież w komunistycznym kraju oficjalnie po prostu nie było.

            Z czlym szacunkiem, ale w latach 1980 - 1985 bylem dyrektorem do sparw dydaktyki na pewnej sporej uczelni w Polsce (nie, nie z nomenklatury, wtybrnym w pierwszych wolnych wyborach) wiec wiem co mowie. Uczelnia ukladala plany studiow, a KAZDY student mial program indywidualny i indywidualnego opiekuna, poczawszy od 3 roku studiow.

            > Ale to nie jest wina mojej uczelni, ale pracodawców. Ludzie, którzy pokończyli
            > polskie uczelnie po bodaj 2007 roku MUSZĄ mieć takie aneksy. Skoro tam pracodaw
            > cy nie zaglądają, to może jednak te przedmioty nie są takie jakieś dla nich zby
            > t przydatne, hę?

            Pracodawcy widac nie obchodze kwalifikace pracownika. Pewnie miedzy innymi dlatego w Polsce jest tak jak jest
            • prawdziwy_ptr Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 14.09.12, 21:39
              > Tak wlasnie. Do pisanie na smartfony nie poztzreba studiow. Po c osie pchaja na
              > studia, na studiach nazrekaja a po studiach bezskutecznie szukaja pracy? Brak
              > jest niestety szkol technicznych na poziomie srednim. W Polsce, bo w USA nie br
              > ak

              Mówiąc inaczej, że ci malkontenci znaleźli się na studiach wyższych to był błąd. Oni potrzebowali treningu, aby szybko przejść do zadań z jakich będą żyć. No moim zdaniem, ktoś im sprzedał (jeśli to USA, to za cięęęężką kasę) iluzję. Kilku się połapało, że mogą na tym bardziej skorzystać niż planowali, ale reszta po prostu przepłaciła... dość typowe dla anglosaskiego uniwersytetu. Oczywiście uniwerek im tego nie powie, bo wtedy straci płatników :-) To samo dzieje się w PL. Chętnych na studia urodziło się teraz mniej. Więc bierze się wszystkich, byle tylko dotację ściągnąć.

              > Pracodawcy widac nie obchodze kwalifikace pracownika. Pewnie miedzy innymi dlat
              > ego w Polsce jest tak jak jest

              No nie wiem... zaraz po magisterce, zanim pojechałem na dalsze studia, złożyłem aplikację do pewnej firmy w branży biomedycznej. Zaprosili mnie na rozmowę. Firma wyglądała na dobrze prosperującą, prezes chwalił się, że na rynku polskim muszą się z nimi liczyć giganci rynku (w księgi rachunkowe im oczywiście nie zajrzałem). Spytałem ich co w moim CV (wtedy składającym się głównie z edukacji) jest dla nich interesujące. Powiedzieli, że w sumie nic. Tylko widać z niego, że mam szerokie zainteresowania (liznąłem biologii i fizyki), więc szybko się nauczę technologii firmy. Dla nich dyplom nauk ścisłych czy inżynieryjnych to był tylko dowód, że ktoś umie się uczyć. Na konkretną wiedzę, czy umiejętności nie liczyli.
        • epieniek Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 14.09.12, 22:36
          > > Studenci po prostu uwazali ze jedyne wyklady jakie im sa NAPRAWDE potzrebne to > programwoanie w jezyku Java i C++. A reszta to zbedny balast i zlosliwosc. Acha > , no i po co wyklady skoro wszystko jest na wikipedii.

          Co do wiki i dostępu w sieci: dlaczego mit oferuje swój program w mitx i nawet daje dyplom? Nikt nie twierdzi, że dyplom sieciowy odpowiada zwyklemu, no ale....

          Wbrew anegdocie, do wielu dziedzin informatyki nie jest potrzebna część matematyki. Powiedzalbym, że różniczki są średnio przydatne, jak i metody numeryczne, choć tu już wypada znać podstawy i przede wszystkim wiedzieć, gdzie szukać i jak użyć kartki czy tablicy. Aktualny program nauczania jest nadmiarowy w wiedzy odtworczej a ma braki w nauczaniu umiejętności. To nie prawo ani medycyna.
    • tornson Stek ordynarnych łgarstw! Czas by uczelnie 14.09.12, 18:43
      zaczęły wytaczać procesy gnojom którzy je szkalują.
      Brak zajęć praktycznych? Pewnie ta łajza co to pisze odpadła po pierwszym roku kiedy większość zajęć to fizyka i matematyka w różnych postaciach, na wyższych semestrach około połowa zajęć to laboratoria, do tego dochodzą projekty które się na ogół robi w domu. Osobiście znam większość kadry dydaktycznej na Politechnice Gdańskiej i to co pieprzy ten "student" o osobach pozostających na uczelni to najzwyklejsze brednie. Od razu widać że to jakaś zakompleksiona łajza która ostro dostała po dupie i teraz wylewa swoje żałosne frustracje. Jedyne co można zarzucić uczelniom technicznych to zbyt słaby przesiew studentów jeśli takie śmiecie dochodzą do V roku.
      Współpraca uczelni z przemysłem? Z jakim qrwa przemysłem, przemysł został w Polsce zaciukany po 1989 roku, a zagraniczne montownie wszystkie co bardziej zaawansowane technicznie podzespoły sprowadzają ze swoich krajów.
      • maj16 Chamstwo na uczelniach 14.09.12, 22:33
        Brawo! Czytając czułam przez skórę, że autor jest jakoś związany właśnie z Politechniką Gdańską. Bingo! Wulgarny język w jakim wypowiedział się tornson to swoiste świadectwo upadku moralnego niektórych uczelni technicznych. Pisze: "osobiście znam większość kadry dydaktycznej na Politechnice Gdańskiej". Czyżby sprawdzało się powiedzenie "z kim przestajesz takim się stajesz?". Nie dziwię się wcale, że znajomymi tornsona okazują się pracownicy właśnie Politechniki Gdańskiej! Z opowieści jakie słyszałam o tej uczelni wynika, że traktowanie studentów w sposób w jaki wypowiada się o autorze listu tornson, to niezaprzeczalne zjawisko. Pogarda, lekceważenie, traktowanie studentów jak zło konieczne - to domena niemałej liczby pracowników PG. Ich ulubiona maksyma to: "studia są po to, żeby samemu zgłębiać i przyswajać wiedzę". Dobrze, tylko co oni robią na uczelni, czemu się nie zwolnią? Może pracują nad wynalazkiem na miarę nagrody Nobla? Wkurza ich, gdy student, nie daj Boże, o coś ich zapyta. Student szybko nabiera przekonania, że lepiej nie pytać (zupełnie jak w "Imperium" Kapuścińskiego), bo po co ma sobie narobić kłopotów. U tych arogantów nie można popełniać błędów na laboratorium, bo za to zostaje się z niego z hukiem wywalonym. Nie można u nich wykazać się niewiedzą, błądzić, zadać pytania , bo natychmiast zostanie się wyśmianym, wyszydzonym. Piotr Cieśliński napisał w tym roku w Wyborczej świetny artykuł pt. "Pytaj głupio. Zmienisz świat". Chciałabym by pan Cieśliński spróbował wcielić się w rolę studenta na PG i np. na jakimś wykładzie czy laboratorium zadał pytanie (najlepiej "głupie"), następnie nagrał reakcję prowadzącego... Pewna grupa pracowników PG uważa, że student nie ma pytać, nie wolno mu popełniać błędów - on ma już wszystko wiedzieć! Istnieją takie osoby na PG, które egzamin przeprowadzić potrafią najprawdopodobniej na zasadzie losowania. Bo jak po 20 minutach po skończonym egzaminie można stwierdzić, że na ok. 100 osób kilkanaście zdało, reszta do poprawki? I że owszem, można wejść, obejrzeć swoją pracę, ale pan doktor "szczerze odradza"...
        Nieraz się słyszy pochwałę zamordyzmu wobec studentów: że to uczy ich życia, samodzielności, wzmacnia charaktery, że to normalne iż wykładowca poniewiera studentami. Bzdura! To nie jest normalne, to PATOLOGIA, która tylko może ukształtować kolejnego zamordystę.
        Studia skończyłam już dawno i na szczęście na innej uczelni niż PG. Opowieści o tym co się dzieje na PG znam od aktualnie studiującej tam młodzieży. Już widzę, jak tornson wyzwie ich od "gnoi, łajz, śmieci". Wystawi wtedy świadectwo sobie i swoim znajomym. Młodzież ta nie narzeka na wymagania. To co im doskwiera to BRAK KOMUNIKACJI między nimi a kadrą. To niechęć pracowników do zwyczajnego uczenia. To wyraźny brak pasji do wykładanego przez siebie przedmiotu. To arogancja i nieraz chamstwo w stosunku do studentów. To brak wyraźnego określenia, czego się od studiujących wymaga. W końcu od wykładowcy można wymagać minimum znajomości pedagogiki i psychologii.

        Oczywiście piszę tylko o pewnej grupie zgorzkniałych pracowników, wrogo nastawionych do studentów. Na szczęście na PG jest też sporo wspaniałych wykładowców, pełnych zaangażowania (m. in. dużym uznaniem cieszyli się pracownicy wydziału matematyki). Szkoda tylko, że ich entuzjazm nie zaraża tych mentalnie siedzących w komunie.
        • tornson A na którym wydziale studiowałaś? 15.09.12, 02:13
          Co ty wiesz o PG, wywalili ciebie po pierwszym roku bo się nie nadawałaś i teraz wylewasz swoje frustracje. Z tego słowotoku z którego nic nie wynika widać odrazu że bardziej nadajesz się na uniwerek. Po co szłaś na PG, bo to modne, bo tak rodzice chcieli? Każdy powinien robić to do czego się nadaje, a nie na siłę pchaś się tam gdzie się nie nadaje.
          Z którego laboratorium ciebie wywalono? Przez cały okres studiów nie spotkałem ani nie słyszałem o takiej sytuacji. Musiałaś coś naprawdę totalnie schrzanić jeśli coś takiego ciebie spotkało. Nie wiem na którym wydziale studiowałaś, pewnie ktoś nie chciał żeby przez twoje gapiostwo i totalną indolencję prąd ciebie popieścił albo byś się jakimś kwasem nie polała.
          Widzę też, że byś chciała by jak w szkółce prowadzić ciebie za rączkę jak małą dziewczynkę, ale niestety na studiach wymagana też jest spora domieszka pracy własnej i zgłębiania wiedzy którą nakreślają na wykładach.
          20% osób zdało egzamin w pierwszym terminie? Ojejku!! A czego ty się spodziewałaś, piąteczek za piękny uśmiech jak w szkole? Przesiew jest właśnie po to by byle kto uczelni nie kończył. Ale politechnika daje zwykle dużo więcej niż dwa terminy, bywało że i siedem. Albo uczysz się systematycznie i zdajesz odrazu, albo na dzień przed egzaminem a wtedy niestety trzeba się trochę dłużej pomęczyć. Sam czasem ze 4 razy podchodziłem do egzaminu, ale nie mazałem się jak ba.... no właśnie... i w końcu zdawałem.

          Byłaś za słaba na PG i leczysz tutaj swoje frustracje, a to jest naprawdę żałosne! Powiedz jeszcze jaki wydział kończyłaś.
          • laptokowiec Re: A na którym wydziale studiowałaś? 19.09.12, 14:46
            A ja w połowie lat 90-tych poszedłem na PG ETI na konsultacje z bodajże teorii obwodów i Pan X był łaskaw mni opier...ć, że przychodzę z problemami, które powinienem sam rozwązać.
        • samiec_omega Re: Chamstwo na uczelniach 15.09.12, 11:05
          >Pogarda, lekceważenie, traktowanie studentów jak zło
          > konieczne - to domena niemałej liczby pracowników PG.

          Totalna bzdura!!!

          Jestem absolwentem PG i nigdy, ale to nigdy nie zetknąłem się z czymś takim.

          Żle traktowano leni i nieuków, tzn wywalano ich.

          >Wkurza ich, gdy student, nie daj Boże, o coś ich zapyta. Stud
          > ent szybko nabiera przekonania, że lepiej nie pytać (zupełnie jak w "Imperium"
          > Kapuścińskiego), bo po co ma sobie narobić kłopotów.

          Wkurza mnie, gdy ktoś tak szkaluje moją Kochaaną Polibudę!!!!!!!


          >Pogarda, lekceważenie, traktowanie studentów jak zło
          > konieczne - to domena niemałej liczby pracowników PG.


          maj16 wstydż się!!! Pracownikom PG do końca życia będę wdzięczny, za to co od nich dostałem na dalszą drogę życia wraz z dyplomem. Było ciężko, to fakt. Uczą ciężkiej pracy



          >Opowieści o
          > tym co się dzieje na PG znam od aktualnie studiującej tam młodzieży. Już widzę
          > , jak tornson wyzwie ich od "gnoi, łajz, śmieci". Wystawi wtedy świadect
          > wo sobie i swoim znajomym. Młodzież ta nie narzeka na wymagania. To co im doskw
          > iera to BRAK KOMUNIKACJI między nimi a kadrą. To niechęć pracowników do zwyczaj
          > nego uczenia. To wyraźny brak pasji do wykładanego przez siebie przedmiotu. To
          > arogancja i nieraz chamstwo w stosunku do studentów. To brak wyraźnego określen
          > ia, czego się od studiujących wymaga.


          Ja też znam studiującą tam młodzież i mnóstwo absolwentów PG. Narzekali tylko ci (ze znanych mi studentów), którzy po prostu nie dawali sobie rady, bo byli za słabi. Wielu z nich przenosiło się np na UG i tam już było OK, snując jednocześnie opowieści jacy ci wykładowcy są be




    • grzelcio Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 15.09.12, 11:24
      Witam,

      w skrócie:
      1. jestem studentem AGH w Krakowie, kierunek Robotyka (na etapie studiów inżynierskich Automatyka i Robotyka), od października piąty rok studiów, wydział Inżynierii Mechanicznej i Robotyki
      2. list studenta PWr wyraża w większości powszechne opinie wśród studentów kierunków technicznych, nie zgadzam się w pełni w dziedzinie starszej kadry, ponieważ przynajmniej u nas na uczelni jest wielu starszych profesorów czy doktorów którzy dobrze uczą, chociaż oczywiście nie wszyscy
      3. opinia, że na studia doktoranckie idą osoby, które kiepsko sobie radzą w życiu i nie umieją się odnaleźć w jakiejkolwiek innej pracy jest wśród studentów powszechna - czy to się komuś podoba czy nie
      4. @mamula66 kierunek Automatyka i Robotyka prowadzony jest zazwyczaj na wydziałach mechanicznych i na wydziałach informatycznych. Są to dwa kierunki, które znacznie różnią się od siebie. U nas na wydział na pewno większość osób nie przyszło po to, żeby się nauczyć tylko programowania.
      5. dziękuję za komentarze wielu użytkowników, w szczególności mamula66, natomiast z komentarzami użytkowników takich jak "tornson" nie zamierzam dyskutować, ponieważ moim zdaniem są poniżej jakiejkolwiek krytyki i świadczą wyłącznie o bardzo niskim poziomie kultury osobistej "tornsona". Proponuję, żeby "tornson" podpisał się imieniem i choćby pierwszą literą z nazwiska - ciekawe czy na codzień, przy braku anonimowości też jest taki kulturalny i odważny.

      6. pragnę zwrócić uwagę na jedną bardzo istotną rzecz -
      podejście części kadry dydaktycznej do studentów.
      Prawdą jest, że jeśli doktor studenta nie szanuje, to nie będą go szanowali studenci.
      Są niestety przypadki, gdy podejście do studentów i jakość realizowanej pracy dydaktycznej są tragiczne, nie szanując w jakkolwiek ani osoby ani tym bardziej czasu studenta, wyładowywując na studentach swoje kompleksy i poczucie ogromnej wyższości nad nimi. Także prowadzenie wykładów z istotnych tematów w sposób skrajnie nieinteresujący, gdy na pierwszym wykładzie jest pełna aula (np. 150 osób), a na trzeci wykład przychodzą dosłownie trzy osoby, nie świadczy wyłącznie o lenistwie studentów. Na dobrze prowadzonych wykładach frekwencja była wysoka przez cały semestr. Podobnie jest z niektórymi zajęciami z istotnych tematów. Oczywiście są także prowadzący, którzy prowadzą zajęcia i wykłady bardzo dobrze. System oceny prowadzących na podstawie ankiet wśród studentów raz na dłuższy czas nie sprawdza się, szczególnie wśród studentów pierwszych lat.

      Z poważaniem,
      Marek G.
      • mamula66 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 15.09.12, 16:54
        grzelcio napisał:
        > 4. @mamula66 kierunek Automatyka i Robotyka prowadzony jest zazwyczaj na wydzia
        > łach mechanicznych i na wydziałach informatycznych. Są to dwa kierunki, które z
        > nacznie różnią się od siebie. U nas na wydział na pewno większość osób nie przy
        > szło po to, żeby się nauczyć tylko programowania.

        Jako automatyk z wyksztalcenia, wiem na czym polaga automatyka. Sam reprezentuje automatyke "elektroniczha". Chcialem tylko zauwazyc ze jeden z najlepszych wydzialow automatyki w Polsce do nazwy "automatyka" dodoal "i technik informacyjnych". Niestety, sama "automatyka" nie przyciagala studentow ktorzy sa zainteresowani glownie "technikami informacyjnymi", a konkretnie - programowaniem.

        Dodawanie "informatyki" do nazwy jednosyki uczelnianej jest procederem powszechnym. Ekstremalnym przypadkiem jest Katedra Rownan Rozniczkowych i Informatyki. Prosze sobie wygoglowac.

        Tak na zakonczenie - cos w edukacji Oryginalnego Postera jest nei tak. Na dowolnym wydziale automatyki - czy to mechanicznej czy jakiejkolwiek innej - jest (powinien byc?...) przedmiot Dynamika Procesow. Na owym pzredmiocie rownania rozniczkowe sa podstawaowym nazredziem. Zdziwienie budzi fakt ze zaawansowany student automatyki ma watpliwosci po co mu sa (beda) rownania rozniczkowe
    • dystansownik Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 15.09.12, 20:02
      Także skończyłem Politechnikę, z tym, że krakowską, ale na kierunku budownictwo. Problem edukacji leży niestety po obu stronach. Zarówno uczelni, jak i studentów. Później ten problem także przekłada się na pracodawców narzekających na brak odpowiedniej kadry. Zacznijmy jednak od początku.

      Podejście wykładowców, to niestety w wielu wypadkach wyklepanie n-ty rok z rzędu ten sam wykład, na podstawie podręczników sprzed 30 lat. Obecne podręczniki zresztą wcale nie są lepsze, a niekiedy i gorsze. O wyższości tych starszych nad nowszymi jednak za chwile.
      Program studiów ma teoretycznie jakiś "wyższy sens", ale większość przedmiotów to wymagane minimum programowe ułożone semestr po semestrze od przedmiotu A przez B, C... itd. Przykład: Zaczyna się przedmiotami mechanicznymi, np. mechaniką, potem przychodzi wytrzymałość materiałów, później teoria sprężystość, itd. Dopiero koło końca 2 i początku 3 roku (w czasach 5 letnich magisterek) przychodziły przedmioty na których student się dowiadywał do czego mu to tak naprawdę miało być potrzebne. Choćby na konstrukcjach żelbetowych.
      Tu też jednak masa teorii, którą 90% studentów olewa, bo uważają, że kując na pamięć normę, wystarczy im to w przyszłej pracy. Obecne podręczniki to bardziej rozbudowane omówienie normowych rozwiązań niż rzeczywista skarbnica wiedzy. Gdy człowiek chce dowiedzieć się jak zaprojektować i zazbroić konkretną, mniej typową konstrukcję, okazuje się, że jedyne informacje na ten temat można znaleźć w podręczniku z lat 70-tych.

      Wchodzimy więc w kolejną tematykę, czyli oderwanie wykładowców i "naukowców" od praktyki. Studia powinny przede wszystkim uczyć myślenia, a zazwyczaj tego próbowali uczyć wykładowcy, którzy byli typowymi praktykami, a nie teoretykami. Studenci nieprzyzwyczajeni do takiego podejścia, często pokazywali do czego byli zdolni.
      Znów przykład z żelbetu: na egzaminie najpierw odbyła się część teoretyczna ze znajomości zagadnień technicznych, głównie normowych. Wykucie materiału gwarantowało zaliczenie tej części, więc mało kto ją oblał. Następnie było zadanie praktyczne z obliczenia wymaganego zbrojenia belki statycznie wyznaczalnej o przekroju teowym, tyle że odwróconym półką do dołu. Mogliśmy korzystać z wszystkich materiałów, normy oraz notatek, które zawierały rozwiązania przykładowych zadań.
      Efekt? Spora grupa ludzi oblała, bo bezmyślnie policzyła dokładnie tak jak w przykładzie z ćwiczeń dla normalnego przekroju teowego (z półką do góry).

      Studia powinny przede wszystkim uczyć myślenia oraz rozwiązywania problemów, a nie kucia i kombinowania. Wiele oczywiście zależy od samych studentów, ale pracownicy uczelni nie powinni całkiem umywać od rąk od nauczania twierdząc (jak czasem bywa), że to nie oni mają nauczać, tylko studenci mają się uczyć.
      • mamula66 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 15.09.12, 23:01
        Niestety, wiekszosc studentow studiuje metoda ZZZ - zakuc, zdac, zapomniec.

        Tak na marginwsie, moj stary profesor, juz nie zyjacy, z tych Prawdziwych Profesorow, tak definiowl proces nauczania: jrst to rzucanie falszywych perel przed prawdziwe wieprze :)
        • epieniek Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 15.09.12, 23:59
          mamula66 napisał:

          > Niestety, wiekszosc studentow studiuje metoda ZZZ - zakuc, zdac, zapomniec.
          >
          > Tak na marginwsie, moj stary profesor, juz nie zyjacy, z tych Prawdziwych Profe
          > sorow, tak definiowl proces nauczania: jrst to rzucanie falszywych perel przed
          > prawdziwe wieprze :)

          Znam parę profesorskich dowcipów tego rodzaju, łatwiej nauczyć świnie latać niż nakłonić takich do prowadzenia bloga.
          • mamula66 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 01:49
            epieniek napisał(a):

            > mamula66 napisał:
            >
            > > Niestety, wiekszosc studentow studiuje metoda ZZZ - zakuc, zdac, zapomnie
            > c.
            > >
            > > Tak na marginwsie, moj stary profesor, juz nie zyjacy, z tych Prawdziwych
            > Profe
            > > sorow, tak definiowl proces nauczania: jrst to rzucanie falszywych perel
            > przed
            > > prawdziwe wieprze :)
            >
            > Znam parę profesorskich dowcipów tego rodzaju, łatwiej nauczyć świnie latać niż
            > nakłonić takich do prowadzenia bloga.

            A co, jest obowiazek prowadzenia bloga?
            • epieniek Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 02:11

              > > > Niestety, wiekszosc studentow studiuje metoda ZZZ - zakuc, zdac, za
              > pomnie
              > > c.

              Część wykładowców mamle i nie zwraca uwagi kto śpi, jak pojawia się pytanie "na której tablicy się pomylilem" nikt nie pamięta o czym śnił.

              > A co, jest obowiazek prowadzenia bloga?

              No ale z taką erudycja i dowcipem można dotrzeć do szerszego grona a nawet stać się sławnym. Jak profesora wyprzedza sława studenci przychodzą na wykład z czystej ciekawości, i nie śpią!
        • sokolasty Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 16:11
          mamula66 napisał:

          > Niestety, wiekszosc studentow studiuje metoda ZZZ - zakuc, zdac, zapomniec.


          Wiedza bezużyteczna wyparowuje, tak samo jak nieużywany mięsień ulega atrofii. Dawno temu nieźle zdałem egzamin z Analizy Matematycznej. Miesiąc później nie potrafiłbym tego dokonać. Gdyby była mi ta Analiza potrzebna, to bym nie miał trudności i dzisiaj.

          I czego to dowodzi? Studenci i uczniowie są ogólnie źli czy serwowana im wiedza jest zbędna?
          • mbpro07 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 16:22
            Nauczyles sie dzieki temu myslec. Rozwiazywac abstrakcyjne problemy. Twoj mozg zmienil sie, nawet tego nie zauwazyles. Jesli teraz odnosisz sukcesy w pracy - to wlasnie dzieki temu. Jesli nie - coz, widocznie kiepska uczelnia byla. Pewnie nie UW.
            • sokolasty Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 20:36
              Myśleć umiałem wcześniej, dziękuję za komplement. Poza tym funkcja uczelnia -> sukces w pracy nie jest liniowa, ani nawet monotoniczna.
              • sokolasty Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 20:40
                Dodam, że sukces w pracy jest funkcją wielu zmiennych, a to, jaką i jak kto skończył uczelnię, ma mały udział w wyniku.
    • maj16 "tornson", naucz się czytać ze zrozumieniem 15.09.12, 23:33
      Nie dość, że agresywny język, to jeszcze albo nie rozumie tekstu, albo uważa, że lepiej ode mnie wie gdzie studiowałam i jakie były moje losy. Reakcja czysto PiSowska: wszelka krytyka partii czy prezesa to atak człowieka, który coś musi mieć na sumieniu. Wyraźnie napisałam, że nie kończyłam PG, więc uczelnia ta nie miała okazji do wywalenia mnie. Napisałam też skąd mam wieści o traktowaniu studentów z buta. Ponieważ masz skłonności do przypisywania ludziom cech, których nie posiadają, uprzedzę, że osoby, od których mam informacje wcale nie są nieukami, egzaminy zaliczają, choć nie wszystkie od razu (4 razy jak dotąd im się nie zdarzyło), nie razi ich wysoko podniesiona poprzeczka tylko upokarzające traktowanie studentów przez pewną grupę wykładowców. Chodzi o fatalną komunikację, o tworzenie atmosfery zniechęcającej do stawiania pytań (bo jak się palnie coś głupiego, to wykładowca nie omieszka upokorzyć), o relacje nie do wyobrażenia na zachodnich uczelniach.

      20% osób zdało egzamin w pierwszym terminie? Ojejku!! A czego ty się spodziewałaś, piąteczek za piękny uśmiech jak w szkole? Przesiew jest właśnie po to by byle kto uczelni nie kończył.
      Wniosek zupełnie nie na temat. Nigdzie nie napisałam, że mam pretensje iż 20% zaliczyło egzamin w pierwszym terminie! Chodzi o sposób sprawdzenia egzaminu: ok. 100 prac w 20 minut! I o sugestię, że owszem, można do pracy zajrzeć, sprawdzić czy rzeczywiście głupoty się napisało, ale pan doktor "szczerze odradza" - tak wykładowca "zachęca" do otwartości i kreatywności.

      Ja rozumiem, że niektórzy lubią być sponiewierani i potem się szczycą, że dostali po krzyżu, ale przetrwali. Myślę jednak, że jeżeli student zdaje ten sam przedmiot po cztery czy więcej razy, to albo wykładowca ma problem z przekazywaniem wiedzy i pracodawca powinien mu podziękować, albo powinno się życzliwie (tak!) zaproponować studentowi inny kierunek czy inny rodzaj uczelni. Wiadomym przecież jest, że za powtarzanie przedmiotu płaci się określoną sumkę pieniędzy, więc ciśnie się na myśl teoria spiskowa, że może uczelni jest na rękę dawanie studentom nieskończonej ilości szans.

      Wydział, o którym sporo się nasłuchałam, to Elektrotechnika i Automatyka.
    • maj16 samiec_omega 16.09.12, 00:06
      Totalna bzdura!!! Jestem absolwentem PG i nigdy, ale to nigdy nie zetknąłem się z czymś takim. Źle traktowano leni i nieuków, tzn wywalano ich.

      Czyli jednak kogoś ŹLE traktowano :) A tak serio, to wcale nie tak łatwo wywalają. Dają wiele szans, ale jednocześnie niektórzy wykładowcy dają mocno odczuć, że student jest nikim. Świetnie, że ty się nigdy z takim traktowaniem nie spotkałeś, zapewniam cię jednak, że są tacy (wcale nie lenie), którzy ze zdumieniem odkryli, że w mieście Wolności, wydawałoby się, że w prestiżowej uczelni - wśród pracowników istnieją ludzie o wrażliwości ekonoma.

      Ja też znam studiującą tam młodzież i mnóstwo absolwentów PG. Narzekali tylko ci (ze znanych mi studentów), którzy po prostu nie dawali sobie rady, bo byli za słabi. Wielu z nich przenosiło się np na UG i tam już było OK, snując jednocześnie opowieści jacy ci wykładowcy są be

      OK, ale w cywilizowanym kraju słabi studenci też zasługują na ludzkie traktowanie. Jeśli rzeczywiście sobie nie radzą, to wykładowca z tzw. klasą nie wyszydza, nie kpi ze studenta tylko proponuje mu przeniesienie się na inny kierunek, czy inną uczelnię.
    • maj16 Cała prawda 16.09.12, 00:25
      grzelcio
      "Są niestety przypadki, gdy podejście do studentów i jakość realizowanej pracy dydaktycznej są tragiczne, nie szanując w jakkolwiek ani osoby ani tym bardziej czasu studenta, wyładowywując na studentach swoje kompleksy i poczucie ogromnej wyższości nad nimi. Także prowadzenie wykładów z istotnych tematów w sposób skrajnie nieinteresujący, gdy na pierwszym wykładzie jest pełna aula (np. 150 osób), a na trzeci wykład przychodzą dosłownie trzy osoby, nie świadczy wyłącznie o lenistwie studentów. Na dobrze prowadzonych wykładach frekwencja była wysoka przez cały semestr. Podobnie jest z niektórymi zajęciami z istotnych tematów. Oczywiście są także prowadzący, którzy prowadzą zajęcia i wykłady bardzo dobrze. System oceny prowadzących na podstawie ankiet wśród studentów raz na dłuższy czas nie sprawdza się, szczególnie wśród studentów pierwszych lat."
      -----------------------------------------
      Dzięki grzelcio, że to napisałeś. Przydałaby się szersza debata o relacjach kadra - studenci, poziomie wykładów, kuriozalnych sytuacjach na laboratoriach. Być może list Piotra E. coś rozrusza w tej kwestii.
      • the_michael Re: Cała prawda 16.09.12, 12:12
        Istnieje bardzo skuteczny sposób weryfikacji jakości wykładu: wejście na aule - koszt 1zł. Tyle wykładowca zarobi ile studentów uzna, że powinien zarobić. Ja miałem wykłady z analizy matematycznej gdzie przez cały semestr była pełna sala. ( prof. Mochnacki ), miałem też takie gdzie z litości dla wykładowców przychodziło 6-10 osób. Gdybym miał 6 godzin tak wartościowych i ciekawych wykładów jak z analizy to dzień na uczelni kosztowałby mnie 6 zł. Zapłaciłbym :)

        p.s. wiem że to nie proste rozwiązanie, bo podatki itd, ale to chyba w tym kierunku trzeba podążać
    • zapomorski Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 16.09.12, 12:00
      zaraz pewnie mnie zjedzą jakieś mózgi, ale np. na informatyce matematyka jest za trudna. studenci zamiast na nauce programowania, grafiki itd całą energię koncentrują na zaliczaniu matematyki teoretycznej i odpadają, mimo, że są dobrymi informatykami. a potem to świadczy o tym niby "wysokim poziomie" bo wiele osób odpada
      • konradko Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 14:04
        W takim razie nie odpadają dlatego, że są dobrymi informatykami, tylko co najwyżej niezłymi programistami. Bo informatyk kolego, to przede wszystkim wyspecjalizowany matematyk. Matematyka teoretyczna bardzo rozwija umysł, zmienia sposób myślenia i jest nieoceniona w pracy.
        • mbpro07 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 14:16
          konradko napisał:

          > W takim razie nie odpadają dlatego, że są dobrymi informatykami, tylko co najwy
          > żej niezłymi programistami. Bo informatyk kolego, to przede wszystkim wyspecjal
          > izowany matematyk. Matematyka teoretyczna bardzo rozwija umysł, zmienia sposób
          > myślenia i jest nieoceniona w pracy.

          O, łał. Widze ze kolega nadal studiuje ... Powodzenia w realnym zyciu po studiach!
          • konradko Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 14:23
            Pudło.
        • epieniek Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 16:06
          konradko napisał:

          > W takim razie nie odpadają dlatego, że są dobrymi informatykami, tylko co najwy
          > żej niezłymi programistami. Bo informatyk kolego, to przede wszystkim wyspecjal
          > izowany matematyk. Matematyka teoretyczna bardzo rozwija umysł, zmienia sposób
          > myślenia i jest nieoceniona w pracy.

          Pełna zgoda. Nie jestem natomiast pewien, czy akurat 200 metod rozwiązywania równań rozwija najlepiej.
    • antey tak rodzi się wtórny analfabetyzm... 16.09.12, 12:07
      uczelnie maja mnóstwo wad, ale to NIE SĄ zawodówki !
      A jak kolega uważa, że można być inżynierem bez równań różniczkowych... a kto, kolego stworzy te komputery i oprogramowanie inżynierskie dla klepmałpek, które równań różniczkowych (niegdyś - materiał technikum i dobrego LO) nie potrafią rozwiązać ?
      A potem jeszcze będzie marudził ,że Polska to kraj montowni....
      • epieniek Re: tak rodzi się wtórny analfabetyzm... 16.09.12, 17:26
        Coq jest narzędziem dla m.in. matematyków i informatyków. Na czym się opiera zasada jego działania, na rozniczkach? Plz.
    • zapomorski Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 16.09.12, 12:08
      jeszcze tylko dodam - skoro ta wiedza teoretyczna jest taka konieczna i taka wspaniała na polskich uczelniach i nie da się spuścić z tonu to dlaczego ci wielcy wspaniali polscy profesorowie teoretycy niczego k... nie potrafią wynaleźć i opatentować ? niczego co by zrobiło jakiekolwiek wrażenie na świecie ? super, że mamy takich wielkich matematyków, ale odpuśćmy tym studentom, dajmy im szansę na naukę praktyczną zawodu i znalezienia pracy. przecież są studia o nazwie "matematyka" i tam powinno się na niej koncentrować
    • zapomorski Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 16.09.12, 12:13
      z w Polsce zrobiono z matematyki potwora, na dźwięk tego słowa licealiści i studenci truchleją i to nie tylko jest ich wina. to także arogancja i zadufanie w sobie profesorów. doprowadzono do tego, że nie uczymy w sposób przystępny matematyki tylko wymagamy nie wiadomo czego ze szkodą dla społeczństwa
    • aeromonas Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 16.09.12, 12:16
      Proszę nie mieć pretensji do uczelni, tylko do państwa, które od 20 lat chyłkiem, bokiem i w kapciach wycofuje się z finansowania edukacji i nauki. Proszę mi wierzyć, pracownicy uczelni żyły z siebie wypruwają, żeby studenci mieli praktyczne zajęcia, tylko za co mają je zorganizować??? Ja do każdych ćwiczeń laboratoryjnych (które stopniowo mi się okrawa z 6 do 3 godzin albo z 4 do 1) dopłacam z pieniędzy na badania, bo odczynniki, sprzęt i żarcie dla zwierząt kosztują, a na dydaktykę (około 1500 godzin, w większości laboratoria) dostaję 4000 zł na rok.
      • mamula66 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 17:24
        aeromonas napisała:

        > Proszę nie mieć pretensji do uczelni, tylko do państwa, które od 20 lat chyłkie
        > m, bokiem i w kapciach wycofuje się z finansowania edukacji i nauki. Proszę mi
        > wierzyć, pracownicy uczelni żyły z siebie wypruwają, żeby studenci mieli prakty
        > czne zajęcia, tylko za co mają je zorganizować??? Ja do każdych ćwiczeń laborat
        > oryjnych (które stopniowo mi się okrawa z 6 do 3 godzin albo z 4 do 1) dopłacam
        > z pieniędzy na badania, bo odczynniki, sprzęt i żarcie dla zwierząt kosztują,
        > a na dydaktykę (około 1500 godzin, w większości laboratoria) dostaję 4000 zł na
        > rok.

        Z przerazeniem dowiedzialem sie ze na Czolowej Uczelni Tecwnicznej zespoly laboratoryjne licza 12 osob. Przed laty byly maksymalnie 3 osobowe . Nie ma pieniedzy na laboratoria.
    • gronostaj8 Z częścią można się zgodzić, ale nie ze wszystkim 16.09.12, 12:17
      Ogólnie styl nauczania na polskich politechnikach to tragedia porównując to do uczelni technicznych w Irlandii (z którymi miałem styczność).

      Sam kończyłem parę lat temu AiR, pracuję w zawodzie i wiem jak bardzo nieżyciowo podchodzą do niektórych tematów. Zamiast jakoś wyjaśnić jak wykorzystać dany algorytm w rzeczywistości, tłuką tylko część teoretyczną - co nie zmienia faktu, że ta teoria się PRZYDAJE.

      A co do doktorantów to prawda - na uczelni zostają albo pasjonaci (niewielu) albo totalni nieudacznicy.
    • tirinti Sama prawda 16.09.12, 12:23
      Sam studiowałem informatykę na Politechnice Warszawskiej i uważam studia magisterskie za stracony czas. W ich trakcie nie nauczyłem się absolutnie niczego przydatnego w pracy i uczyłem siejakis głupo kiedy koledzy już pracowali i zdobywali praktyczną wiedzę.
      Na rozmowie kwalifikacyjnej programistę pytają o znajomość wzorców projektowych a nie maszyny Turinga.
      Zastanawiałęm się nad doktoratem ale na szczęście zrezygnowałem.
      • alexpark Sama bzdura. 16.09.12, 12:55
        Nie powinienies byl studiowac na magisterskich, bo sie do tego nie nadajesz. Wlasnie tym sie ma roznic - miedzy wieloma innymi oczywiscie - magister od byle programisty ze ten pierwszy wie co to jest maszyna Turinga i co ona robi.
        • mbpro07 Re: Sama bzdura. 16.09.12, 13:17
          > magister od byle p
          > rogramisty ze ten pierwszy wie co to jest maszyna Turinga i co ona robi.

          Wytlumacz to pracodawcom. Poki co wzorce projektowe = dobrze platna praca, maszyna turinga = bezrobocie. Zgadnij co wybierze rozsadnie myslacy czlowiek ...
          • wwwagent Re: Sama bzdura. 16.09.12, 13:37
            Dokładnie! Ale niektórzy lubią wiedzę dla samej wiedzy. Tyle że jeśli ona nie za bardzo rozwija umysł, a do tego jest niepraktyczna - po co to komu jeszcze?
        • tirinti Re: Sama bzdura. 16.09.12, 15:00
          Tyle, że w gospodarce potrzebni są programiści a nie teoretycy, którzy nie mają praktycznej wiedzy.
          • lucyperek2 Re: Sama bzdura. 16.09.12, 16:35
            > Tyle, że w gospodarce potrzebni są programiści a nie teoretycy, którzy nie mają
            > praktycznej wiedzy.

            By nauczyć się jakiegoś głupawego C++ czy Javy nie są potrzebne żadne studia ! To gigantyczne pomylenie pojęć. Książkę telefoniczną można sobie przyswoić siedząc na dworcu i popijając denaturat.
            Swoją drogą nie spotkałem jeszcze NIGDY tzw. "informatyka" który byłby :
            a. profesjonalny
            b. odpowiedzialny
            c. słowny
            d. kreatywny

            w efekcie kopnąłem wszystkich w cztery litery i oprogramowanie robię sam (powyższe języki można opanować w stopniu wystarczającym w 3 miesiące). Przynajmniej działa.

            A czy gospodarce potrzebni są "programiści" (jak rozumiem chodziło o fachowców) ? Nie, nie są. Jak przyjdzie co do czego to wszystko, włącznie z masłem i tak zostanie zaimportowane.
      • epieniek Re: Sama prawda 16.09.12, 16:15

        > Na rozmowie kwalifikacyjnej programistę pytają o znajomość wzorców projektowych
        > a nie maszyny Turinga.

        Akurat maszyna Turinga to nic ciekawego. Niemniej znając teorię łatwiej i dużo szybciej zrozumie się dowolne konstrukcje, w tym te biedne wzorce projektowe. To, że część rekruterow nic nie kuma nie powinno nikogo tak od razu zniechęcać - trzeba mieć dystans

        > Zastanawiałęm się nad doktoratem ale na szczęście zrezygnowałem.

        Jasne, taak....
    • lucyperek2 Uczą wręczania łapówek ? Nie ? A to dziękuję... 16.09.12, 12:44
      Pamiętam zajęcia (ćwiczenia) na warszawskiej elektronice z rysunku technicznego. Był pierwszy rok, byliśmy totalnie świeżutcy w tej materii. Każdy dostał jakiś przedmiot mniej lub bardziej dziwny do rozrysowania. Wielu, w tym i ja mieliśmy wątpliwości czy przekrój poprowadzić tędy czy owędy. Na każde pytanie o sugestię prowadzący odpowiadał "proszę państwa, państwo macie Wocjana (tak się chyba nazywał autor podręcznika do rysunku) i se przeczytajcie". Na wielu innych przedmiotach było podobnie, odniosłem więc wrażenie że najwyraźniej przeszkadzamy kadrze dydaktycznej w robieniu fuch. Dlatego na jednym ze spotkań z dziekanem rzuciłem prostą propozycję :
      Na wała, mamy tu przyłazić i odstawiać farsę. Niech każdemu po egzaminie wstępnym dadzą temat pracy magisterskiej i adieu ! Widzimy się za pięć lat na obronie, no bo skoro są książki.... Wszyscy zaoszczędzą, a kadra będzie mogła tłuc te swoje fuchy (np. alarmy do szklarń dla badylarzy).

      A tak swoją drogą... Całe to Wasze narzekanie z lewa czy z prawa. Niech każdy się rozejrzy tak dokładnie wokół. Co w zasadzie się liczy w tym żałosnym postchłopskim kraiku ? Wiedza, talent, zdolności, pomysłowość, innowacyjność ? Nie, liczy się koleś, dojście, łapówka i cwaniactewko cinkciarza. Po co więc KTOKOLWIEK ma zostać dobrym, twórczym inżynierem ? Nawet jeśli skonstruuje coś na miarę perpetuum mobile przegra z importowanym włoskim (francuskim, hiszpańskim, itd.) badziewiem. Bo dla przeciętnej polskiej decydenciny pierdnięcie Francuza pachnie aromatem Coco Chanel.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka