hubar
06.03.05, 14:45
Łódzcy związkowcy przemysłu lekkiego apelują do Brukseli o ponowne
wprowadzenie zniesionych 20 stycznia ceł dla chińskich producentów odzieży.
Obawiają się, że import tanich ciuchów z Dalekiego Wschodu wykończy rodzime
zakłady.
– Nie jestem przeciwny wejściu Chińczyków na polski rynek, ale niech zostaną
zachowane cła jeszcze przynajmniej przez trzy lata. Inaczej nie mamy szans na
konkurencję z nimi, bo tam państwo dotuje połowę produkcji, a robotnicy szyją
za miskę ryżu – mówi Bolesław Bartnik, wiceprzewodniczący Federacji Związków
Zawodowych Przemysłu Lekkiego w Łodzi. – I niech Chińczycy przestrzegają
europejskich norm, bo importowane ubrania nie mają atestów, metek, nazw
producentów. Przywożone są koszule, które powinny mieć 70 procent bawełny, a
mają 30 procent.
Łódzka federacja podpisała się pod pismem skierowanym do europejskiej
centrali związków zawodowych w Brukseli, skupiającej branże włókienniczą,
odzieżową i skórzaną, która teraz będzie próbowała wymusić na Komisji
Europejskiej zmianę przepisów celnych wobec chińskich producentów. Związkowcy
liczą też, że petycję podpisze polski rząd.
Podobne akcje podejmują łódzcy przedsiębiorcy, choć spodziewanego już w
styczniu zalewu taniej chińszczyzny jeszcze nie odczuli.
– Sprzedaż spadła nam minimalnie, ale na rynku wyczuwa się psychozę. Szefowie
firm spodziewają się najgorszego, dlatego przestali podejmować strategiczne,
długookresowe decyzje – mówi Stanisław Marzec, prezes firmy odzieżowej Inter-
Mar, który zbierał w Łodzi podpisy pod petycją Izby Bawełny do Komisji
Europejskiej. – Podpisało się około dwustu przedsiębiorców z województwa
łódzkiego, na razie jednak nie ma żadnego odzewu z Brukseli.
(pb) - Dziennik Łódzki
www.lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/454894.html
Może ktoś wreszcie zainteresuje się przemysłem lekkim??!!??
Włókniarki nie przyjadą do stolycy z motykami, kilofami czy petardami, jak
inni ze śląska czy kolei, z tego powodu powinno się olewac przemysł lekki?