Dodaj do ulubionych

Palma kaczora

13.03.05, 14:29
Palmy kaczora

Jan Maltecki
W centrum stolicy naszego dumnego narodu, na reprezentacyjnym Trakcie
Królewskim, jest rondo, które poprzednie władze fantazyjnie przyozdobiły
okazałą sztuczną palmą. Gdy tzw. napływowi warszawiacy (którzy stanowią tu
większość) wybrali sobie na prezydenta Warszawy napływowego polityka z
głębokiej prowincji, palmie opadły liście. Ponoć z rozpaczy. Od tego czasu,
już ponad rok, liczne wycieczki i przyjezdni mogą podziwiać pokaźny, pokryty
łuskami, liszajowaty, sterczący kikut. Przewodnicy i taksówkarze na pytanie:
co to jest?, odpowiadają zgodnie – fiut kaczora. Mówi się, że gdy wieść o tym
dotarła do Ratusza, zainteresowany zapytał o wielkość monumentu i pokraśniał
z zadowolenia. Gdyby bowiem wzrost tego polityka był proporcjonalny do jego
wyobrażenia o sobie – pień palmy byłby w sam raz. Wiadomo, że liderom
polskich partii roślina ta odbija powszechnie, ale prawica dzierży jednak
palmę pierwszeństwa. Postępki Kaczyńskiego w roli prezydenta stolicy mogą
służyć za podręcznikowy wzorzec. Po pierwsze, jak każdy partyjniak,
po „zdobyciu” władzy zaczął od czystek kadrowych. Ale z jakim rozmachem! Na
początek wywalił ok. tysiąca urzędników – nie bacząc na prawo pracy, zasługi
i kompetencje. Wadą wyrzuconych był fakt, że przyjął ich kto inny. Gdy w
Wawrze wybrano burmistrza z innej niż kacza paczki, prezydent postanowił
mu... nie płacić. Dopiero sąd go do tego zmusił. Ta „polityka kadrowa”
wywołała pokaźny wzrost wydatków miasta na administrację (o ok. 5 milionów
złotych w 2004 roku). Kilkuset bezprawnie wyrzuconych odwołało się do sądu
pracy. Często wygrywają z Kaczyńskim, a ten płaci im kary z budżetu stolicy.
W zamian za to mógł sobie przyjąć „swoich”, kaczorowatych. Otaczają go we
władzach stolicy wyłącznie partyjni kumple z prawicy. Co ciekawe, polityk
wyprawiający takie brewerie, na co dzień plecie coś o prawie i
sprawiedliwości.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka