a_teraz_cos_powiem Re: Skazani na bylejakość? 29.03.05, 21:35 "Wprowadzenie powszechnej odpłatności za studia ureguluje też problem naszych absolwentów podejmujących pracę za granicą.". Coś mi chyba umknęło, bo nie zrozumiałem pana Profesora. Jak zapłacę jakieś 50k pln za studia, odechce mi się wyjeżdżać? Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Umknęło ci 29.03.05, 21:40 a_teraz_cos_powiem napisał: > "Wprowadzenie powszechnej odpłatności za studia ureguluje też problem naszych > absolwentów podejmujących pracę za granicą.". > Coś mi chyba umknęło, bo nie zrozumiałem pana Profesora. > Jak zapłacę jakieś 50k pln za studia, odechce mi się wyjeżdżać? Tak, umknelo ci. Bedziesz mial jeszcze wieksza ochote na wyjazd zeby splacic dlugi za studia. Ale twoje studia nie beda obciazaly biednego polskiego podatnika. Odpowiedz Link Zgłoś
dyplomata Nareszcie kawa na lawe 29.03.05, 21:37 jagfel napisał: > Brawo Panie Profesorze! Brawo, brawo i jeszcze raz brawo! Odpowiedz Link Zgłoś
pele12 Re: Hm 30.03.05, 04:24 "(...)a potem praca do emerytury w tych samych murach." I dlatego taki Noam Chomsky od 1955 wciaz wyklada na MIT. Hm, hm, hm... Odpowiedz Link Zgłoś
p.hadam Re: Hm 30.03.05, 21:32 > "(...)a potem praca do emerytury w tych samych murach." I dlatego taki Noam > Chomsky od 1955 wciaz wyklada na MIT. Hm, hm, hm... Ale Ph.D. dostal gdzie indzie, i pracowal w miedzy czasie na innych uniwersytetach. His undergraduate and graduate years were spent at the University of Pennsylvania where he received his PhD in linguistics in 1955. web.mit.edu/linguistics/www/biography/noambio.html Hadzio Odpowiedz Link Zgłoś
rm01 Arystoteles bez szans 30.03.05, 08:39 Kilka słusznych uwag autor przeplata pomysłami delikatnie mówiąc nieprzemyślanymi. > lecz przede wszystkim od istnienia zdrowych mechanizmów wymiany kadr wewnątrz uczelni "Przede wszystkim" - na pewno nie. Nawet największa rotacja nie zastapi finansowania. Nauka: KBN odrzuca ogromną większość projektów badawczych, w tym takie, które dostały celujące recenzje. Krótka kołdra, korupcja (przez małe k, bo chodzi o małe pieniążki), kumoterstwo. Dydaktyka: jak zrobić praktyczne, obowiązkowe zajęcia z immunologii dla dziesiątków studentów za kilkaset złotych? > należy skoncentrować się na badaniach, które bezpośrednio przyczyniają się do rozwoju kraju. A co szanowny autor powie o np. embriologii zwierząt? Bezpośrednio przydatne? Chyba nie, prawda? A może jednak warto zwrócić uwagę na tę branże, skoro były tu niemałe osiągnięcia uhonorowane prestiżowymi nagrodami międzynarodowymi? Może autor chciałby jakiejś komisji, która oceni w stopniach od 0 do 10 przydatność kierunku badań dla rozwoju kraju? Rozumiem, że badania z dziedziny telekomunikacji dostałyby 10... Czy autor nie słyszał o badaniach podstawowych? I naprawdę nie rozumie wagi wszechstronnego kształcenia uniwersyteckiego? A jak dobrze i nowocześnie kształcić w danej dziedzinie, jeśli nie prowadzi się zarazem badań? Uniwersytet (czy jego wydział) zajmujący się wyłącznie edukacją przestaje być uniwersytetem. Gdyby wprowadzono wizję autora, cytowany przez autora Arystoteles nie miałby żadnych szans. > Ustalenie dwóch czy trzech priorytetów powinno być zadaniem rządu wspieranego przez zewnętrznych ekspertów. Kto miałby być tym "zwenętrznym ekspertem"? Polityk? Może Lepper? Naukowiec z zagranicy? Chyba jakiś "ogólny", żeby nie był stronniczy... Widać tu wyraźnie niedojrzałość i utopijny charakter przedstawianych przez autora propozycji. > Opowiadam się za jeszcze większą koncentracją środków na najlepszych uczelniach. Świetnie. Tylko wtedy trzeba się liczyć z tym, że wiele miast wojewódzkich i przez to całych regionów zostanie de facto pozbawionych ośrodków akademickich. A wtedy dostępność przyzwoitego kształcenia - na czym zdaje się autorowi zależy - pogorszy się dramatycznie. > Najlepiej byłoby, gdyby o wyborze decydowali wyłącznie profesorowie. Rozumiem, że autor nie widzi w wymogu habilitacji istotnego problemu polskiej nauki. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: Arystoteles bez szans 30.03.05, 09:46 Wspomnialem tylko o zlym finasowaniu. To sprawa oczywista. Z powodu ograniczen objetosci (moj oryginalny tekst byl dwa razy dluzszy) musialem sila rzeczy operowac znacznymi skrotami myslowymi i haslami. Wszystkie badania sa wazne. Ale ZADNEGO panstwa nie stac na finansowanie wszystkich. Celowo nie pisalem co powinno byc priorytetem. Jezeli chodzi o moja telekomunikacje, to prawde powiedziawszy nie uwazam, ze powinna byc na liscie priorytetow. I tak sfinasuje ja przemysl i operatorzy. Tak a propos, Arystotelesa nie finasowalo panstwo. Jezeli chodzi o zewnetrznych ekspertow, to oczywiscie nie mialem miejsca by sie rozpisywac. Uwazam jednak, ze od ustalania polityki naukowej panstwa jest rzad, a nie sami naukowcy. Dziala to w krajach, ktore osiagaja najwieksze sukcesy naukowe. Jezeli chodzi o koncentracje srodkow, to "dawanie po rowno" i "zasade takich smaych zoladkow" w roznych dziedzinach juz przrabialismy. Zawsze prowadzi to do katastrofy. W oryginalnej wersji artykulu pisalem o habilitacji. Uwazam, ze jest niepotrzebna wtedy, gdy w nauce istnieja mechanizmy rynkowe i zdrowe mechanizmy oceny wewnatrz srodowiska. Z pozdrowieniami, Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
rm01 Re: Arystoteles bez szans 30.03.05, 12:02 > Jakość szkół wyższych zależy nie tylko od poziomu finansowania, > lecz przede wszystkim od istnienia zdrowych mechanizmów wymiany kadr wewnątrz uczelni. Napisał Pan (lub napisano za Pana) "lecz przede wszystkim". Wg reguł znaczeniowych naszego języka większą wagę przykłada Pan do mechanizmów rotacji niż finansowania. To absurd, ale za to wytłuszczony. > Wszystkie badania sa wazne. Ale ZADNEGO panstwa nie stac na finansowanie > wszystkich. Nie chodzi o finansowanie wszystkich badań. Ale Pan zdaje się głosić konieczność preferowania całych dyscyplin kosztem innych. > Celowo nie pisalem co powinno byc priorytetem. Całe szczęście, bo otarłby się Pan o groteskę. > Jezeli chodzi o moja > telekomunikacje, to prawde powiedziawszy nie uwazam, ze powinna byc na liscie > priorytetow. I tak sfinasuje ja przemysl i operatorzy. Otóż to. Patrzy Pan na naukę przez pryzmat własnej branży. Tymczasem w przypadku wielu badań podstawowych główne fundusze ida z agencji rządowych, a przemysł zgłasza zaninteresowanie nimi często dopiero po wielu latach od publikacji wyników. Przykład: finansowanie podstawowych badań biochemicznych przez NIH. > Tak a propos, Arystotelesa nie finasowalo panstwo. Oczywiście, oczywiście... Celowe przejaskrawienie, żeby zwrócić uwagę na to, iż skazywanie pewnych dyscyplin na obumarcie grozi intelektualną degrengoladą prawie 40-milionowego narodu. Stać nas na naukę, nie tylko technologię. Jeśli brak środków - a brak ze hej - trzeba chocby podtrzymywac przy zyciu. Bysmy mogli choc sledzic to, co robi się na swiecie. > Jezeli chodzi o zewnetrznych ekspertow, to oczywiscie nie mialem miejsca by sie > rozpisywac. Uwazam jednak, ze od ustalania polityki naukowej panstwa jest rzad, > a nie sami naukowcy. Dziala to w krajach, ktore osiagaja najwieksze sukcesy naukowe. Rząd może dać mniej lub więcej srodków. Ale nie wyobrazam sobie bezposredniej ingerencji. Ze np. od 1 maja nie finansuje sie z zalozenia badan takich-a- takich, bo ministrom wydaje sie, iz nie będą one miały BEZPOŚREDNIEGO wpływu na rozwój kraju. I gdzie tu rynek, o który Pan woła? Przecież to typowe ręczne sterowanie i to przez ludzi... sam Pan wie jakich. Czy to tekst primaaprilisowy? > Jezeli chodzi o koncentracje srodkow, to "dawanie po rowno" i "zasade takich > smaych zoladkow" w roznych dziedzinach juz przrabialismy. Zawsze prowadzi to do > katastrofy. Jeśli pisze Pan o wzmacnianiu kilku najsilniejszych uczelni, to na pewno nie ma Pan na myśli np. Uniwersytetu Szczecińskiego. Czy to znaczy, że to miasto i młodzi ludzie tam mieszkający nie zasługują na tej rangi uczelnię? Czy środki budżetu centralnego mają być alokowane tylko do dawnej i obecnej stolicy? Co wiecej, znam Instytuty i Zaklady, ktore maja znakomite osiagniecia naukowe, sa wspolfinansowane z grantow europejskich i fundacji prywatnych. Ale warunkiem sine qua non uzyskania tych srodków jest jakiś wklad wlasny. Przesuinęcie ich i tak skromnych srodkow do W-wy lub Krakowa grozi calkowita ich marginalizacją i zahamowaniem rozwoju wielu regionow. Centralizacja i w tym wypadku nie wychodzi na zdrowie. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: Arystoteles bez szans 30.03.05, 12:21 > > Jakość szkół wyższych zależy nie tylko od poziomu finansowania, > > lecz przede wszystkim od istnienia zdrowych mechanizmów wymiany kadr wewn > ątrz uczelni. > Napisał Pan (lub napisano za Pana) "lecz przede wszystkim". Wg reguł > znaczeniowych naszego języka większą wagę przykłada Pan do mechanizmów rotacji > niż finansowania. To absurd, ale za to wytłuszczony. Oswiadczam, ze tego nie napisalem. Tekst nad tytulem pochodzi od redakcji i jest niezbyt szczesliwym zlepieniem moich mysli. Zawsze bylem daleki od pogladow, ze jeden czynnik decyduje o wszystkim. W moim, bardzo skroconym w stosunku do pierwszej wersji artykulu, tekscie wymieniam szereg takich czynnikow. Podobnie uwazam, ze trudno wymagac, by w krotkim artykule opisac szczegolowo dojrzala koncepcje finasowania nauki z pieniedzy podatnikow. Chodzilo mi tylko o zwrocenie uwagi na fakt, ze nawet najbogatsze kraje nie sa w stanie finasowac wszystkiego, a co dopiero kraj stosunkowo ubogi. I nic tu nie pomoze fakt, ze wielu tych pieniedzy potrzebuje. > Jeśli pisze Pan o wzmacnianiu kilku najsilniejszych uczelni, to na pewno nie ma> Pan na myśli np. Uniwersytetu Szczecińskiego. Czy to znaczy, że to miasto i > młodzi ludzie tam mieszkający nie zasługują na tej rangi uczelnię? Czy środki > budżetu centralnego mają być alokowane tylko do dawnej i obecnej stolicy? A dlaczego nie? Niech pieniadze dostaja najlepsi. Sadze, ze nalezy finansowac najlepsze zespoly (nie uczelnie). Jezeli beda dzialaly mechanizmy, o ktorych pisze w artykule, to w dluzszym okresie, doprowadzi to pewnie do koncentracji najlepszych zespolow w wybranych uczelniach. Moze to tez byc Uniwersytet Szczecinski, ktory z racji znakomitego polozenia (blisko Berlina) ma szanse na przyciagniecie studentow i funduszy na badania z Niemiec. O ile oczywiscie jego pracownicy postawia na jkosc i ciezka prace, a nie na bezpieczenstwo socjalne... Poza tym miasto i region powinny wspierac miejscowe uczelnie, a nie czekac tylko na centralne dotacje. Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
rm01 Re: Arystoteles bez szans 30.03.05, 12:37 > Czy środki > budżetu centralnego mają być alokowane tylko do dawnej i obecnej stolicy? > A dlaczego nie? Niech pieniadze dostaja najlepsi. Że najlepsi - zgadzam się. Problem w tym, że ci najlepsi czasem nie są z Krakowa, ani z W-wy. I żaden sponsor pozarządowy nie da pieniędzy na przywoływane już badania biochemiczne, jeśli się dowie, że uczelnia nie ma pieniędzy na zainstalowanie wyciągu lub klimatyzację pomieszczenia badawczego. A wymuszanie emigracji kadry naukowej nie jest sposobem na równomierny rozwój kraju, ani tym bardziej na wyrównywanie dysproporcji. Zwracam uwagę, że w USA branych często przez nas za wzór, szkolnictwo wyższe i nauka są w oczywisty sposób zdecentralizowane. Zgadzam sie z Panem, że bardzo istotne jest łączenie źródeł finansowania. I zgoda także na to, że powinny być możliwości i chęci współfinansowania przez gminy. Ale i tu brak środków... Sygnalizuję przy okazji rozrost biurokracji uczelnianej, która chwilami zdaje się egzystować sama dla siebie. I tragiczną ustawę o zamówieniach publicznych, która sprawia, że tu i ówdzie nie można kupić długopisu z wolnej ręki... Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
1maruti1 Re: Arystoteles bez szans 30.03.05, 21:57 Bardzo dziekuje prof. Jaszczykowi za uczestnictwo w dialogu. Stukrotne brawo i szacunek. I choc nie zgadzam sie z panem Jaszczykiem i sklaniam sie raczej ku drugiej stronie w tej wymianie zdan: naprawde chcialbym panu pogratulowac artykulu i faktu, ze 'znizyl' sie pan prof. do dyskusji z nami na forum Dziekuje Odpowiedz Link Zgłoś
mkopek Re: Arystoteles bez szans 31.03.05, 14:29 Mysle, ze panu Jaszczykowi chodzi o to, zeby pieniadze nie byly dla uczelni zapewnione niezaleznie czy sie stoi czy sie lezy. Jesli tylko najlepsze zespoly beda dostawac wieksze pieniadze, to nie bedzie raczej prowadzic do migracji kadr, tylko do rywalizacji miedzy nimi i do zatrudniania przez uczelnie tylko najlepszych, bo beda dla uczelni najbardziej oplacalni (w tym sensie moze to doprowadzic do migracji kadr). Ja uwazam, ze to wlasnie konkurencja moze doprowadzic do wyrownania poziomow w roznych regionach kraju. Dzis nikt nie oczekuje by w Szczecinie byl taki poziom jak w Warszawie czy Krakowie, bo to uczelnia o mniejszej randze. Uczelni nie zalezy na tym by rownac do tych najlepszych, tylko wystarcza im tak jak jest. Odpowiedz Link Zgłoś
jolunia01 Re: Arystoteles bez szans 06.04.05, 21:40 taternik1 napisał: (...)Tak a propos, Arystotelesa nie finasowalo panstwo.(...) Bo państwo jakie takie wówczas nie finansowało nikogo. Ale bedą doradcą i lekarzem Hermeasa, a następnie nauczycielem Aleksandra Macedońskiego opłacany był ze szkatuły królewskiej - cio dzisiaj byłoby budżetem państwa. Tak więc można by polemizować z Twoim stanowiskiem Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 nie zgadzam sie z diagnoza, ze 30.03.05, 09:21 glowna przyczyna zlego stanu naszej nauki sa niskie naklady na nia; twierdze, ze nie ma sensu pompowanie jeszcze wiekszych pieniedzy w socjalistyczny (panstwowy) a zatem nieefektywny worek bez dna. Najpierw trzeba wprowadzic motywacyjne i komercyjne mechanizmy motywacyjne na panstwowe jeszcze uczelnie; czegoz mozna sie spodziewac od od "naukowcow", ktorzy nie umieja obsluzyc komputera nie mowiac o jezykach obcych (wstyd!) a piastuja (piekne slowo, bo poza piastowaniem niewiele robia) przerozne stanowiska w polskiej nauce? Odpowiedz Link Zgłoś
makary21 Re: nie zgadzam sie z diagnoza, ze 30.03.05, 11:19 Panie profesorze z calym szacunkiem ale pare pytan: 1)ile razy Pan zmienil uczelnie i miejsce pracy ( nie mowie o wykladach zleconychczasowych stypendiach itp) i jak ze wzgledu na kwestie trudnosci znalezienia pracy, zakupu mieszkania, stabilizacji zyciwej wyobraza sobie Pan podroze naukowcow po roznych uczelniach? Czy nasi naukowcy na uczelniach maja tak wysokie pensje, że bedzie ich stac na zakup nowego mieszkania ( a przynajmiej doplaty do różnicy w cenie) oraz na utrzymanie ewentualnego współmałżonka nim ten znajdzie nowa prace? 2) >Polskie uniwersytety cierpią na sklerozę związaną z brakiem wymiany kadr. >Typowy model kariery to zdobywanie stopni - od magistra, przez doktora, >doktora habilitowanego, aż do profesora, a potem praca do emerytury w tych >samych murach. Brak ruchliwości kadr powoduje przywiązanie do zastanych >rozwiązań, uwiąd dyskusji i ułatwia tworzenie się trwałych, nie zawsze >pozytywnych układów personalnych. Sprzyja temu fikcja konkursów na stanowiska. >Na ogół warunki konkursu są tak sformułowane, że zgłasza się i wygrywa z góry >znany kandydat. >Dramatyczne konsekwencje ma socjalne podejście do zatrudnienia. Bardzo trudno >jest zwolnić asystenta, gdy po dwóch latach pracy okaże się, że dana osoba nie >nadaje się do zawodu. Jeżeli asystent wykonuje swoje elementarne obowiązki, >choćby na najniższym poziomie, można go zwolnić dopiero po ośmiu latach - o >ile oczywiście nie zrobi w tym czasie doktoratu. Na szczęście ostatnio >uczelnie radzą sobie z tym problemem, ograniczając zatrudnianie absolwentów na >stanowiskach asystentów - w zamian za to przyjmują ich na studia doktoranckie. tak Pan napisal.i co z tego wynika? nic można zrobi doktora i to marny to mozna też sie dostać na etat a potem jak Pan opisywal x lat na habilitacje bedąc jednocześnie i marnym naukowcem i marnym dydaktykiem. poza tym aby zrobic doktora z mojej dziedziny (historia) na uniwersytecie gdzie studiowałem to albo trzeba mieć pracę gdzie 3 razy w tygodniu zwolnię z pracy ( 2 razy zajęcia doktoranckie raz zajecia które na 3 i czwartym roku prowadzi sie ze studentami. albo 10000 tysięcy zł na kwestie przygotowania obrony (otwarcie przewodu recenzje itp). w obu przypadkach trzeba miec zabezpieczenie finasowe ze strony rodziny gdyż w pierwszym przypadku w grę wchodzi praca jedynie w szkolnictwie ( a tam na poczatku zarabia sie bardzo malo i etatów wolnych też jest mało), stypendium jest małe a doktorant nie ma nawet zniżek na komunikacje miejska ( i jakoś nie slyszalem żeby lobby profesroskie zgłaszało takie zmiany w prawie o transporcie publicznym ktore by wproadzily ulgi dla młodych naukowców) w drugim te pieniadze trzeba zdobyc biarac pod uwage niewysokie pensje chęć zalozenia rodziny i zakupu choćby małego mieszkania to... jest Pan umyslem ścisłym dalej chyba w tej kwesti pisac nie musze. no i potem oczywiscie jeszcze kestia tego konkursu ktora sam Pan poruszyl. Wiec 4 lata pracyt wyrzeczen a potem nic. I jak to ma zachęcać do ryzykowania inwestowania nie mówiąc o proponowanym wyjeździe na inna uczelnie. 3)mowi Pan >Musimy uzmysłowić sobie brutalną prawdę - należy skoncentrować się na >badaniach, które bezpośrednio przyczyniają się do rozwoju kraju. Tak postępują >od wielu lat państwa dużo od nas bogatsze. Należy oczywiście zrobić wyjątek >wobec badań, których nikt poza nami nie zrobi - dotyczących polskiej historii, >kultury czy geografii. a co z historią naszych sąsiadow. jej znajomość ma poważny wplyw na popełnianie pewnych gaf. Proste pytanie: Jaka byłaby i dlaczego rekacja Litwiów gdyby prezydent Kwasniewski w Wilnie chwalil poczynania gen. Zeligowskiego? nie jkestesmy na tyle bogatym krajem zebyśmy mogli sobie pozwolić na takie gary jak Amerykanie kiedy przedstawiciele ich władz Warszawę umiejscawiają w Azji. po drugie co za badania maja się przyczynić do rozwoju kraju kiedy w Polsce praktycznie są montownie a bardzo malo wlasniej produkcji i rozwoju. nawet wspomniana telokomunikacja jest w rękach obcego kapitalu i czy zyski zostaja w kraju? I czy obcy wlasciciel zainwestuje w badania na polskjiej czy na obcej uczelni? poza tym jest jedna kwestia o ktorej Pan nie pisze a która moze byc bardzo ważna. Mianowicie czy jest prawda ze u nas wykladowaca na uczelni może byc zatrudniony do 75 roku zycia? tak dlugie etaty to blokada do rozwuju dla innych. >System wyboru organów jednoosobowych, w tym rektorów i dz>iekanów, w wielu >uczelniach nie działa tak, by wybierano ludzi najlepszych. Mimo to uważam, że >zmiana tego systemu powinna pozostać w kompetencji uniwersytetów. Najlepiej >byłoby, gdyby o wyborze decydowali wyłącznie profesorowie no coz a czy to Pana zdaniem nie spowoduje, że rektorzy bedą dbali o interesy kadry a nie studentów? Dzisiaj praktycznie studenci maja mały wpływ na zatrudnienie kadry ( co powoduje ze marny wykładowca nadal wykłada) i będa mieli jeszcze mneijszy? Tym bardziej ze uczelnie są dla sudentów. a plcówki naukowe zajmuja się ściśle pracą naukowa. Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: nie zgadzam sie z diagnoza, ze 30.03.05, 11:51 > Panie profesorze z calym szacunkiem ale pare pytan: > 1)ile razy Pan zmienil uczelnie i miejsce pracy ( nie mowie o wykladach > zleconychczasowych stypendiach itp) Oto moje miejsca zatrudnienia (zawsze na tylko jednej uczelni): 1974 – 1993 – Politechnika Poznańska 1993 – 1996 – Francusko-Polska Wyższa Szkola Nowych Technik Informatyczno-Komunikacyjnych w Poznaniu (uczelnia niepubliczna) 1996 – 1999 Akademia Techniczno-Rolnicza w Bydgoszczy Od 1999 Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie Do tego dochodzą: 1 rok w Australii, 2 lata w Kanadzie, 1/2 roku we Francji (na uniwersytetach). Przenosiny do Krakowa wymagaly ode mnie sprzedazy domu. Kupilem za to dwukrotnie mniejszy (ale dwukrotnie drozszy) dom w Krakowie. Ale nie zaluje. Rynek nieruchomosci pozwala juz na przenosiny, ale zgadzam sie ze wymaga to poswiecen. Jezeli chodzi o studia doktoranckie, to wymagaja one poswiecen, jako kolejny etap ksztalcenia. Jestem za podwyzszeniem stypendiow doktoranckich i zwiekszeniem ich dostepnosci. Ale musze tez przyznac, ze doktoranci, z ktorymi pracowalem w Kanadzie dostawali minimalne stypendia, pracowali nad doktoratami dzien i w nocy (nie bylo mowy o dodatkowej pracy w czasie roku akademickiego) i zyli super skromnie. > a co z historią naszych sąsiadow. jej znajomość ma poważny wplyw na popełnianie > pewnych gaf. Proste pytanie: Jaka byłaby i dlaczego rekacja Litwiów gdyby > prezydent Kwasniewski w Wilnie chwalil poczynania gen. Zeligowskiego? Jest mnostwo waznych tematow. Ale Panstwo nie jest w stanie finansowac wszystkich rowno. Niestety trzeba wybierac. Byc moze badanie historii sasiadow trzeba finansowac selektywnie. Np. historie Czech na jednym (najlepszym w tej tematyce uniwersytecie), a historie Litwy na innym. Oczywiscie nie przeszkadza to finasowaniu dowolnych badan ze srodkow wlasnych uczelni, pieniedzy sponsorow, czy organizacji zainteresowanych dana tematyka. > po drugie co za badania maja się przyczynić do rozwoju kraju kiedy w Polsce > praktycznie są montownie a bardzo malo wlasniej produkcji i rozwoju. > nawet wspomniana telokomunikacja jest w rękach obcego kapitalu i czy zyski > zostaja w kraju? I czy obcy wlasciciel zainwestuje w badania na polskjiej czy > na obcej uczelni? Ha, to dobre pytanie, jakie obrac priorytety. Jak juz w tej dyskusji mowilem, wcale nie jestem za finansowaniem telekomunikacji - my sobie poradzimy i bez pomocy Panstwa. Wazne by finansowanie wynikalo ze spojnej polityki i jasno zdefiniownych celow. > poza tym jest jedna kwestia o ktorej Pan nie pisze a która moze byc bardzo > ważna. Mianowicie czy jest prawda ze u nas wykladowaca na uczelni może byc > zatrudniony do 75 roku zycia? tak dlugie etaty to blokada do rozwuju dla > innych. Wiek emerytalny profesora to 70 lat. Jestem za jego skroceniem. > no coz a czy to Pana zdaniem nie spowoduje, że rektorzy bedą dbali o interesy > kadry a nie studentów? Jezeli beda dzialaly mechanizmy, o ktorych pisze w artykule, rektorzy byliby samobojcami, gdyby nie dbali o studentow. Po prostu do takiej uczelni nikt by nie przyszedl (szczegolnie jezeli bedzie to uczelnia droga). Teraz, niestety, studenci, jako wyborcy, sa podatni na manipulacje i tanie obietnice. Oczywiscie powinni miec mozliwosc opiniowania stanowisk zwiazanych ze studentami (np. prorektora ds. studenckich). Odpowiedz Link Zgłoś
makary21 riposta. 30.03.05, 12:26 taternik1 napisał: > > Panie profesorze z calym szacunkiem ale pare pytan: > > 1)ile razy Pan zmienil uczelnie i miejsce pracy ( nie mowie o wykladach > > zleconychczasowych stypendiach itp) > > Oto moje miejsca zatrudnienia (zawsze na tylko jednej uczelni): > 1974 – 1993 – Politechnika Poznańska > 1993 – 1996 – Francusko-Polska Wyższa Szkola Nowych Technik > > Informatyczno-Komunikacyjnych w Poznaniu (uczelnia niepubliczna) > 1996 – 1999 Akademia Techniczno-Rolnicza w Bydgoszczy > Od 1999 Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie > Do tego dochodzą: 1 rok w Australii, 2 lata w Kanadzie, 1/2 roku we Francji (na > uniwersytetach). > Przenosiny do Krakowa wymagaly ode mnie sprzedazy domu. Kupilem za to dwukrotni > e > mniejszy (ale dwukrotnie drozszy) dom w Krakowie. Ale nie zaluje. > Rynek nieruchomosci pozwala juz na przenosiny, ale zgadzam sie ze wymaga to > poswiecen. > Panie profesorze z cały szacunkiem ale w pierwszym miejscu pracowal Pan 19 lat. Zgodnie z systemem niemieckim (ktory o ile ja dobrze pamietam przytaczal w artykule) byloby to nie do pomyslenia. Ja ma 27 lat. Po skonczeniu magsisterni zgodnie z tym systemem mialbym, pojechac do krakowa i tam zrobic doktora a nastepnie do warszawy aby dalej pracowac naukowo. W wieku 35 lat bylbym po 2 przeprowadzkach. Pan sie przeprowadzil w wieku 43 lat pierwszy raz zakladajac ze zaczal pan prace w wieku 24 lat. Prosze wzskazac gdzie mialbym zarobic na to mieszkanie. I jaki bank chciabym (po ewentualnym zaciagnieciu kredytu ) abym co chwila sprzedawal zadluzone hipoteka mieszkanie ( 4 lata do stosunkowo krótki okres przy 20 25 latach splaty kredytu nie mowiac o braku poczucia stabilnosci tak potrzebnej przy splacie kredytu.). rynek umozliwa przeniesienie jezeli sie juz dysponuje mieszkaniem. No chyba ze ironicznie rzecz ujmujac jako zwolennik migracji miedzy uczelniami zafunduje mi Pan mieszkanie w Krakowie nawet kawalerke. Jako dobry poczatek na start. > Jezeli chodzi o studia doktoranckie, to wymagaja one poswiecen, jako kolejny > etap ksztalcenia. Jestem za podwyzszeniem stypendiow doktoranckich i > zwiekszeniem ich dostepnosci. Ale musze tez przyznac, ze doktoranci, z ktorymi > pracowalem w Kanadzie dostawali minimalne stypendia, pracowali nad doktoratami > dzien i w nocy (nie bylo mowy o dodatkowej pracy w czasie roku akademickiego) > i zyli super skromnie. owszem ale po studiach miei oglna gwarancje znalezienia pracy ktora im rekompesowala ten wysilek. Jakos sprytnie Pan pominal fakt jak sa potem ci doktorancji przyjmowani na etaty na uczelni. Gdybym mial gwarancje ze po zrobieniu bardzo dobrego doktoratu bede mial szanse na prace na uczelni a nie wyprzedzi mnie w konkursie syn kogos. W takim wypadku to owszem poswiecilibym sie. Prosze przyjzec sie rekrutacji na prawo na jedyem z pomorskich uniwerkow. i jak tutaj ufac ze konkurs na jedno stanowisko astystenckiej ( gdzie powiedzmy bedzie konkurowalo 30 osob) bedzie ucziwy skoro rekrutacja na kierunek gdzie konkuruje 1 na 12 jest obarczony grzechem? poza tym pomja Pan inny fakt. doktorant na uczelni zachodzniej ma np dostep do uczelninego sprzetu w tym laptopow(przenosni komputer w pracy historyka to naprawde rzecz potrzebna). U nas jest problem z dostepem do zwyklego komputera a nawet wydruku paru stron. i chcialbym poznac co to znaczy skromnie. > > > a co z historią naszych sąsiadow. jej znajomość ma poważny wplyw na popeł > nianie > > pewnych gaf. Proste pytanie: Jaka byłaby i dlaczego rekacja Litwiów gdyby > > prezydent Kwasniewski w Wilnie chwalil poczynania gen. Zeligowskiego? > > Jest mnostwo waznych tematow. Ale Panstwo nie jest w stanie finansowac > wszystkich rowno. Niestety trzeba wybierac. Byc moze badanie historii sasiadow > trzeba finansowac selektywnie. Np. historie Czech na jednym (najlepszym w tej > tematyce uniwersytecie), a historie Litwy na innym. Oczywiscie nie przeszkadza > to finasowaniu dowolnych badan ze srodkow wlasnych uczelni, pieniedzy sponsorow , > czy organizacji zainteresowanych dana tematyka. > takie myslenie ma sens. sadzilem ze Pan jest zupelnie ze nie prowadzeniem tego typu badan. > > po drugie co za badania maja się przyczynić do rozwoju kraju kiedy w Pols > ce > > praktycznie są montownie a bardzo malo wlasniej produkcji i rozwoju. > > nawet wspomniana telokomunikacja jest w rękach obcego kapitalu i czy zysk > i > > zostaja w kraju? I czy obcy wlasciciel zainwestuje w badania na polskjiej > czy > > na obcej uczelni? > > Ha, to dobre pytanie, jakie obrac priorytety. Jak juz w tej dyskusji mowilem, > wcale nie jestem za finansowaniem telekomunikacji - my sobie poradzimy i bez > pomocy Panstwa. Wazne by finansowanie wynikalo ze spojnej polityki i jasno > zdefiniownych celow. telekomunikacja to pprzykal. Przemyslu motoryzacyjnego swojego nie mamy hutniczy i gorniczy ledwo przeda ( jak sie skonczy bum w Chinach moze byc powazny problem) stoczniowy i portowy tez nie najlepiej, podobnie z drogowym. Zostaly a tylko wysokie technologie ale tutaj po zodobyciu wyksztaklcenia ludziki wyjezdzaja. i jak to zrobic? co Pan proponuje? Rolnictwo na kotroe unia naurzuca limity produkcji? moze wojskowy ale to wiaze sie wlasnie z rozwojem telkomunikacji informatyki elektroniki itp > > > poza tym jest jedna kwestia o ktorej Pan nie pisze a która moze byc bardz > o > > ważna. Mianowicie czy jest prawda ze u nas wykladowaca na uczelni może by > c > > zatrudniony do 75 roku zycia? tak dlugie etaty to blokada do rozwuju dla > > innych. > > Wiek emerytalny profesora to 70 lat. Jestem za jego skroceniem. > a do ilu? > > no coz a czy to Pana zdaniem nie spowoduje, że rektorzy bedą dbali o inte > resy > > kadry a nie studentów? > > Jezeli beda dzialaly mechanizmy, o ktorych pisze w artykule, rektorzy byliby > samobojcami, gdyby nie dbali o studentow. Po prostu do takiej uczelni nikt by > nie przyszedl (szczegolnie jezeli bedzie to uczelnia droga). Teraz, niestety, > studenci, jako wyborcy, sa podatni na manipulacje i tanie obietnice. >Oczywiscie > powinni miec mozliwosc opiniowania stanowisk zwiazanych ze studentami (np. > prorektora ds. studenckich). nie wiem, czy sa podatni wiem jedno ze na uczelni o ktorej wspomnialem wlasnie studenci zablokowali wybor na rektora na druga kadencje czlowieka za kadencji kotrego doszlo do dziwnej rektutacji na prawo. i co o tym sadzic? Poza tym do czasu kiedy uczelnie nie beda funkcjinowac na zasadzie konkurencji ( a wiec przyjmowanie poracownikow badan itp) to leiej zeby studneci mieli tez prawo glosu. Takie jest moje zdanie. posze o odpowiedz. Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: riposta. 30.03.05, 12:57 > Panie profesorze z cały szacunkiem ale w pierwszym miejscu pracowal Pan 19 lat. > Zgodnie z systemem niemieckim (ktory o ile ja dobrze pamietam przytaczal w > artykule) byloby to nie do pomyslenia. Zapewniam Pana, ze wolalbym system amerykanski i szanse na doktorat w innej uczelni niz ta, w ktorej robilem magisterke. > owszem ale po studiach miei oglna gwarancje znalezienia pracy ktora im > rekompesowala ten wysilek. Jakos sprytnie Pan pominal fakt jak sa potem ci > doktorancji przyjmowani na etaty na uczelni. Gdybym mial gwarancje ze po > zrobieniu bardzo dobrego doktoratu bede mial szanse na prace na uczelni a nie Niech Pan zapomni o gwarancjach zatrudnienia po doktoracie! W Stanach Pan tego nie ma, a juz najmniejsze szanse sa na zostanie na uczelni, szczegolnie tej samej, na ktorej robilo sie doktorat. Tu dochodzimy do sedna sprawy - czy Polsce potrzebni sa wyksztalceni ludzie (i co zrobic by tak bylo)? Ale to temat na osobny artykul (a wlasciwie ksiazke). > co Pan proponuje? Rolnictwo na kotroe unia > naurzuca limity produkcji? moze wojskowy ale to wiaze sie wlasnie z rozwojem > telkomunikacji informatyki elektroniki itp Zdaje sie, ze nasze rolnictwo radzi sobie w Unii znakomicie. A co do priorytetow, to nie da sie ich wytrzepac z rekawa. Do tego potrzebna jest sensowna polityka rzadu, dotyczaca rozwoju calego kraju. > > Wiek emerytalny profesora to 70 lat. Jestem za jego skroceniem. > a do ilu? Mysle, ze mozna by sprobowac 65 lat, czyli tyle ile standardowy wiek emerytalny mezczyzn. Osobiscie ograniczylbym dodatkowo limit wieku sprawowania funkcji kierowniczych (np. kierownikow katedr, dziekanow itp.) - ale to zostawilbym uczelniom. > nie wiem, czy sa podatni wiem jedno ze na uczelni o ktorej wspomnialem wlasnie > studenci zablokowali wybor na rektora na druga kadencje czlowieka za kadencji Uniwersytet Gdanski to pozytywny przyklad (o ile dobrze znam sprawe), ale jest mnostwo kontrprzykladow. I boje sie, ze one dominuja. Stad moja propozycja. Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
makary21 Re: riposta. 30.03.05, 14:01 taternik1 napisał: > > Panie profesorze z cały szacunkiem ale w pierwszym miejscu pracowal Pan 1 > 9 lat. > > Zgodnie z systemem niemieckim (ktory o ile ja dobrze pamietam przytaczal > w > > artykule) byloby to nie do pomyslenia. > > Zapewniam Pana, ze wolalbym system amerykanski i szanse na doktorat w innej > uczelni niz ta, w ktorej robilem magisterke. no coz nie wiem czy to nie jest mowienie do glodnego z pozycji sytego, że chleb z szynka jest naprawde ale to naprawde dobry. tym bardziej ze jakoś nie ustosunkował sie Pan kwesti zamieszkania splaty kredytu itp. Prosze jaso powiedzieć jak na to zdobyc pieniadze. Komus kogo stac na lot samolotem powiedzmy z Wawy d Gdanska łatwo jest powiedziec innym ze tluczenie sie samochodem czy pociagiem nie jest komfortowe. Ja tez jezl mioalbym mozliwość awansu z Trojmiasta do Warszawy a wiazaloby sie to z zmiana 3 pokojowego mieszkania na 2 pokojowe zmienilbym. O ile to 3 pokojwe mialbym i byloby moje i splacone. poza tym nie twierdzac kto ma lepiej, jednakze chcialbym zauwazy ze w czasach kiedy Pan robil doktorat stabilizacja socjalna byla wieksza. na małym poziomie owszem. > > > owszem ale po studiach miei oglna gwarancje znalezienia pracy ktora im > > rekompesowala ten wysilek. Jakos sprytnie Pan pominal fakt jak sa potem c > i > > doktorancji przyjmowani na etaty na uczelni. Gdybym mial gwarancje ze po > > zrobieniu bardzo dobrego doktoratu bede mial szanse na prace na uczelni a > nie > > Niech Pan zapomni o gwarancjach zatrudnienia po doktoracie! W Stanach Pan tego > nie ma, a juz najmniejsze szanse sa na zostanie na uczelni, szczegolnie tej > samej, na ktorej robilo sie doktorat. Tu dochodzimy do sedna sprawy - czy Polsce > potrzebni sa wyksztalceni ludzie (i co zrobic by tak bylo)? Ale to temat na > osobny artykul (a wlasciwie ksiazke). nie mowie o gwarancjach typu podpisujemuy umowe dokotrat = etat asystenta. Ale gwarancja bardzo dobry doktorat, jestes najlepszy w konkursie wygrywasz. no i jasne zasady konkursow. chyba bo bardzo jasno okreslilem. a jak nie to mowie teraz. zreszta ten problem dotyczy tez innych dziedzin, mozesz miec doktora z prawa powiedzemy z ubezpieczen i problem ze znalezieniem pracy w tej dziedzinie. poza tym Pan sie przeslizgnal nad tematem skoromnosci zycia doktorantow w Kanadzie. Wiec jakie to skromne zycie? Czy doktoranci w Kanadzie za wlasne pieniadze musza kupowac najnowe pozycje na rynku z dziedziny z ktorej sie doktoryzuja? Maja problem z dostepem do internetu komputerow, miedzynarodowych periodykow itp?Bo ja powiem Panu jak jest na uniwesytekie ktory konczylem najnowszych dziel nie ma dostepnych ( albo sa jeszcze nie kupione, albo w opracowaniu bibilotecznym a jak ono sie skonczy pozycza je zazwyczaj jakis profesor i szukaj wiatru w polu. Czy w Kanadzie doktorancji sami musza szukac grantow, wlaczyc jak lwy o odczynniki, ksiazki, skanery itp? Czy w kanadzie doktornata stac na pjscie raz w miesiacu do teatru, kina, kupienie coidziennej gazety przy jedoczesnym nie odmawniaiu sobie posilku? > > > co Pan proponuje? Rolnictwo na kotroe unia > > naurzuca limity produkcji? moze wojskowy ale to wiaze sie wlasnie z rozwo > jem > > telkomunikacji informatyki elektroniki itp > > Zdaje sie, ze nasze rolnictwo radzi sobie w Unii znakomicie. owszem ma sie dobrze ale na ile rozwojow? przy limitach? > A co do > priorytetow, to nie da sie ich wytrzepac z rekawa. Do tego potrzebna jest > sensowna polityka rzadu, dotyczaca rozwoju calego kraju. > jasne najlepiej na rzad. a mi sie zdaje ze to wlasnie madre glowy (profesorowei) roznych dziedzi powinni sie zgromadzic io ustalic w czym nam najlatwiej osiagnac sukces w tym finasowy oczywiscie. > > > Wiek emerytalny profesora to 70 lat. Jestem za jego skroceniem. > > a do ilu? > > Mysle, ze mozna by sprobowac 65 lat, czyli tyle ile standardowy wiek emerytalny > mezczyzn. Osobiscie ograniczylbym dodatkowo limit wieku sprawowania funkcji > kierowniczych (np. kierownikow katedr, dziekanow itp.) - ale to zostawilbym > uczelniom. 65 lat to owszem sensowna decyzja. > > nie wiem, czy sa podatni wiem jedno ze na uczelni o ktorej wspomnialem wl > asnie > > studenci zablokowali wybor na rektora na druga kadencje czlowieka za kade > ncji > > Uniwersytet Gdanski to pozytywny przyklad (o ile dobrze znam sprawe), ale jest > mnostwo kontrprzykladow. I boje sie, ze one dominuja. Stad moja propozycja. a jakie to przyklady mozna konkrety? Bo ja jako studnet widzialem zogdy na przedluzenie czasu na habilitacje czy doktorat wyrazna osobom kotre byly i marymi wykladowacmi i dosyc mrne pracer naukowe mialy. A ktos te zgody podpisywal wydawal itp/ Boje sie jedneo. Ze zostawnienie wyborow w gestii tylko jednej grupy doprowadzi to patologii.Mianowicie ja ci prezedluze czas na publikacje ty na mnie zaglosujesz. Jestem daleki od twierdzenia ze wszedzie tak bedzie, ale jednocześnie mam wrazenie patrzac na to co sie dzieje i co Pan pisze na temat konkursów Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: riposta. 30.03.05, 14:52 > no coz nie wiem czy to nie jest mowienie do glodnego z pozycji sytego, że > chleb z szynka jest naprawde ale to naprawde dobry. tym bardziej ze jakoś nie > ustosunkował sie Pan kwesti zamieszkania splaty kredytu itp. Prosze jaso > powiedzieć jak na to zdobyc pieniadze. Komus kogo stac na lot samolotem > powiedzmy z Wawy d Gdanska łatwo jest powiedziec innym ze tluczenie sie > samochodem czy pociagiem nie jest komfortowe. Ja tez jezl mioalbym mozliwość > awansu z Trojmiasta do Warszawy a wiazaloby sie to z zmiana 3 pokojowego > mieszkania na 2 pokojowe zmienilbym. O ile to 3 pokojwe mialbym i byloby moje i > splacone. Nie mam czasu na szczegolowe odpowiedzi. Nie wszystkie odpowiedzi tez znam. W artykule staralem sie tylko zwrocic uwage na niebezpieczenstwa degradacji naszych uczelni. Obawiam sie, ze utrzymywanie patologii, o ktorych pisze skonczy sie katastrofalnie. Kuracja tez chyba powinna byc zdecydowana i bedzie chyba bolesna (o ile ja ktokolwiek podejmie). 50 lat idiotycznego systemu doprowadzilo nas do stanu, w ktorym jestesmy i nie ma cudownych sposobow wyjscia z niego. Na pewno nie jest nim wylacznie pompowanie pieniedzy. Naklady nalezy znacznie zwiekszyc, ale tez dbac o ich dobre spozytkowanie. Ze tez trzeba pisac takie proste rzeczy... Waznym przeslaniem mego artykulu, ktore po skrotach nie jest moze zbyt widoczne, jest teza, ze zadne regulacje nie pomoga jezeli srodowisko samo nie bedzie eliminowalo nieuczciwych i niemoralnych. Nie mozemy przeciez nakazac, aby konkursy byly przeprowadzane uczciwie. To oczywiste, ze tak musi byc. > poza tym nie twierdzac kto ma lepiej, jednakze chcialbym zauwazy ze w czasach > kiedy Pan robil doktorat stabilizacja socjalna byla wieksza. na małym poziomie > owszem. Jestem wdzieczny Bogu, ze dozylem wolnej i demokratycznej Polski. Jeszcze pare lat "stabilizacji socjalnej", o ktorej Pan pisze i pewnie bysmy jedli korzonki jak w Korei Polnocnej (ze nie wspomne jaki mielismy wtedy dostep do literatury, czy komputerow). Z pozdrowieniami, Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
fredas Re: riposta. 30.03.05, 15:11 Panie Profesorze! Po co dyskutować z historykiem?! Co można "odkryć" w historii, żeby uzyskać doktorat? NIC co mogłoby się przydać w przyszłości! Widać, że oprócz "lania wody" bez sensu studenci-humaniści nie potrafią nic. Może by tak zlikwidować kierunki humanistyczne i przeznaczyć środki na nauki stosowane? Pozdrawiam, Fredas Odpowiedz Link Zgłoś
makary21 Re: riposta. 30.03.05, 15:39 fredas: Gdyby posłuchano historykow ktory juz dawno apelowali zeby zwiekszyc naklady na nauke to.. bysmy moglbyc rozwinieci tak jak Filandia. I gdyby sluchano historykowkotrzy pokazuja Polske XVIII wieczna gdzie kazda grupa ciagnela w swoja strone a jak to sie skonczylo to tez by sie inaczej dzialo. to tak na marginesie. po za tym pokaz mi gdzie leje wode? czy nie zadalem konkretnych pytan? Odpowiedz Link Zgłoś
wuj_ignacy Re: riposta. 30.03.05, 18:01 Fredas - to ja Ci gratuluję dobrego samopoczucia. Obejrzyj sobie takie filmy jak "Brazil" Terryego Gilliama czy "Metropolis" - zobaczysz jak wygląda społeczeństwo bez humanistów i wszechwładną "nauką stosowaną" (a na marginesie - czy historia nie może być nauką "stosowaną"?). Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Konkursy 30.03.05, 15:54 taternik1 napisał: > zadne regulacje nie pomoga jezeli srodowisko samo nie bedzie > eliminowalo nieuczciwych i niemoralnych. Nie mozemy przeciez nakazac, aby > konkursy byly przeprowadzane uczciwie. To oczywiste, ze tak musi byc. Środowisko nie będzie samo eliminowało nieuczciwych i niemoralnych, jeżeli nie będzie miało w tym interesu. Uczciwość powinny wymuszać określone instrumenty prawne. "European Charter for Researchers" wydana ostatnio przez Komisję Europejską precyzuje szczegółowo warunki przeprowadzania konkursów. Wystarczyłoby tylko przetłumaczyć i wydać jako rozporządzenie do ustawy. Niestety, u nas wszystko idzie w dokładnie odwrotnym kierunku - obowiązek przeprowadzania konkursów zniknął nawet z projektu ustawy. Będzie można legalnie zatrudniać zięciów i wnuków. Odpowiedz Link Zgłoś
makary21 Re: riposta. 30.03.05, 16:07 > Nie mam czasu na szczegolowe odpowiedzi. Nie wszystkie odpowiedzi tez znam. W > owszem czasu brakl a nie wszyskie odpowiedzi sie zna ale ja powtorze pytanietamatu nad kotrym sie przeslizgnal Pan, skoromnosci zycia doktorantow w Kanadzie. Wiec jakie to skromne zycie? Czy doktoranci w Kanadzie za wlasne pieniadze musza kupowac najnowe pozycje na rynku z dziedziny z ktorej sie doktoryzuja? Maja problem z dostepem do internetu komputerow, miedzynarodowych periodykow itp?Bo ja powiem Panu jak jest na uniwesytekie ktory konczylem najnowszych dziel nie ma dostepnych ( albo sa jeszcze nie kupione, albo w opracowaniu bibilotecznym a jak ono sie skonczy pozycza je zazwyczaj jakis profesor i szukaj wiatru w polu. Czy w Kanadzie doktorancji sami musza szukac grantow, wlaczyc jak lwy o odczynniki, ksiazki, skanery itp? Czy w kanadzie doktornata stac na pjscie raz w miesiacu do teatru, kina, kupienie coidziennej gazety przy jedoczesnym nie odmawniaiu sobie posilku? Skoro POan tam był sadzę ze zna Pan odpowiedz na takie pytanie. CVhocby z obserwacji. nie zadam naukowej ekspertyzy. odpowiedz inaczej sredno mi satysfakcjonuje.Dlaporownania to tak jakby zapytac studenta telekomunikacj czym rozni sie wybieranie tonowe od impulsowego. Sadze ze odpowiedz jest inne nie byla by wystarczajaca do zaliczenia. > Waznym przeslaniem mego artykulu, ktore po skrotach nie jest moze zbyt >widoczne > jest teza, ze zadne regulacje nie pomoga jezeli srodowisko samo nie bedzie > eliminowalo nieuczciwych i niemoralnych. Nie mozemy przeciez nakazac, aby > konkursy byly przeprowadzane uczciwie. To oczywiste, ze tak musi byc. szczerze? jakos nie syłszałem potepienia ze strony srodowiska naukowców za chocby rekrutacje na wspomniany wydzial prawa pewnej pomorskiej uczelni. Tak samo widzialem prof. ktora pracowala (teraz nie wiem nie ma kontaktu z tym wydzialem) dalej mimo ze jej doktorantce na obronie zarzucono plagiat. Ijakos nie slyszalem zeby osoba kotra plagiat zarzucila zostala pozwana cywilnie do sadu za klamstwo przegrala sprawe i musiala odwolac to co powiedzila wyplacic odszkodowania itp wiec mozna domniemywac ze cos bylo na rzeczy. niekt publicznie plagiatu od tak sobie nie zarzuca. tym bardziej jezeli ma pewnien dorobek naukowy i pozycje. Kto wiec ma eliminowac? > > poza tym nie twierdzac kto ma lepiej, jednakze chcialbym zauwazy ze w cza > sach > > kiedy Pan robil doktorat stabilizacja socjalna byla wieksza. na małym poz > iomie > > owszem. > > Jestem wdzieczny Bogu, ze dozylem wolnej i demokratycznej Polski. Jeszcze pare > lat "stabilizacji socjalnej", o ktorej Pan pisze i pewnie bysmy jedli korzonki > jak w Korei Polnocnej (ze nie wspomne jaki mielismy wtedy dostep do >literatury, czy komputerow). > rozczaruje Pana. Sa w Polsce miejca gdzie ludzie jedza korzonki, bo swiat o nich zapomnial. Dostep do literetury? Nie wiem jak nazwac dostep do jednej ksiazki czy dwóch na caly osrodek jakim jest trojmiasto ale skoro Pan nazywa to dostepem.... nie przecze ze sysem byl wadliwy jednakze kiedy Pan zaczynal kariere nie widnialo nad Panem widmo bezrobocia rzedu 30%. a to wazne. napisal Pan w poscie ze doktorant w Kanadzie klepie biede(inna) a potem pracuje na kontrakcie. wiec poraz koleejny apeluje prosze opisac co to za bieda i jaki on w porownaniu z naszymi doktorantami ma dostep do materialow sprzetu itp. a do kontraktu. Prosze nie zapominac ze tam jest inny system ekonomiczny. Tam czlowiek na kontrakcie dostanie kredyt na mieszkanie a u nas nie. a to jest roznica. Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: riposta. 30.03.05, 16:23 W Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i wielu innych bogatych krajach, finansowanie, z pieniedzy podatnikow, badan historycznych, etnograficznych, filologii klasycznej itp. jest znikome. Mordercza jest tez konkurencja o stanowiska profesorskie w tych dziedzinach. Nie znaczy to oczywiscie, ze uniwersytety i ich sponsorzy sami nie finansuja takich badan. Doktoranci, z telekomunikacji, z ktorymi pracowalem w Kanadzie, mieszkali w substandardowych mieszkankach, wspoldzielonych przez kilka osob. Jadali byle co. Mieli dostep do literatury i komputerow, chociaz z papieru do drukarek musieli sie bardzo szczegolowo rozliczac. W Kanadzie chodzilem regularnie na koncerty dyplomowe, czy takiez wernisaze - byly bezplatne. Ale zapewniam Pana, ze tylko bardzo nieliczni doktoranci mieli 50 czy 100 dolarow by pojsc do dobrego teatru. Na jedzeniu tez niestety musieli oszczedzac. Gazety codziennej nie kupowali nigdy - po prostu czytali ja w czytelni. Trzeba przede wszystkim pamietac, ze nie mieszkamy w Kanadzie. My po prostu jestesmy duzo biedniejsi! Niestety pieniadze na badania nie biora sie znikad. > szczerze? jakos nie syłszałem potepienia ze strony srodowiska naukowców A o czym ja pisze w moim artykule? Chyba o tym, ze srodowisko nie jest zdrowe. > rozczaruje Pana. Sa w Polsce miejca gdzie ludzie jedza korzonki, bo swiat o > nich zapomnial. Dostep do literetury? Nie wiem jak nazwac dostep do jednej > ksiazki czy dwóch na caly osrodek jakim jest trojmiasto ale skoro Pan nazywa > > to dostepem.... nie przecze ze sysem byl wadliwy jednakze kiedy Pan zaczynal > kariere nie widnialo nad Panem widmo bezrobocia rzedu 30%. a to wazne. \\ Bezrobocie bedzie u nas wynosilo i 40%, jak dalej bedziemy uwazali, ze kazdemu sie nalezy... Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
makary21 Re: riposta. 31.03.05, 08:22 taternik1 napisał: > W Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i wielu innych bogatych krajach, > finansowanie > , > z pieniedzy podatnikow, badan historycznych, etnograficznych, filologii > klasycznej itp. jest znikome. Mordercza jest tez konkurencja o stanowiska > profesorskie w tych dziedzinach. Nie znaczy to oczywiscie, ze uniwersytety ich > i sponsorzy sami nie finansuja takich badan. > Doktoranci, z telekomunikacji, z ktorymi pracowalem w Kanadzie, mieszkali w > substandardowych mieszkankach, wspoldzielonych przez kilka osob. Jadali byle > co. > Mieli dostep do literatury i komputerow, chociaz z papieru do drukarek musieli > sie bardzo szczegolowo rozliczac. W Kanadzie chodzilem regularnie na koncerty > dyplomowe, czy takiez wernisaze - byly bezplatne. Ale zapewniam Pana, ze tylko > bardzo nieliczni doktoranci mieli 50 czy 100 dolarow by pojsc do dobrego > teatru >a jedzeniu tez niestety musieli oszczedzac. > Gazety codziennej nie kupowali nigdy - po prostu czytali ja w czytelni. nie mowie ze powiunno sie zodobywac granty. Boto jest pewne wyjscie z sytuacj, z tym ze wiele osob z kady nie wie jak to sie robi. Wiec jeszcze doktorant ma to robic? Czy li co ma pisac doktorat zdobywac granty prowadzic zajecia, a dodatkowo dorabiac bo za stypendium o ile je ma nie sposob sie utrzymac? W mieszkaniach substandartowych nie ma jak mieszkac bo tych mieszkani nie ma. u nas za mieszkanie uznajemsie juz 1 pokoj z aneksem kuchennym. A miejsce w akdemiku zabieraz znaczna czesc stypendium ( o ile to stypendium wogle jest) Koncertów o ktorych pan mowil nie ma, o teatrze wcale nie mowie o jamkims spuere bo takiego na wybrzezu tez nie ma. nie mowiac ze trudno tutaj mowic o jakis przedstawienioach dyplomowych skoro w trojmiescie nie ma szkoly teatralnej, a przedstawienia studium sa w takich godzinach kiedy sa wyklady.Podobni sprawa ma sie z ASP. Prosze tez pamietac ze z tych 1000 czy 1300 zlotych doktorant musi kupic ksiazki do ktorych nie ma dostepu (jak jest stan biblioteczny to wiadmo nie mowiac ze biblioteki u nas zamykane sa o 20 a np w Anglii o 23). za wlasne pieniadze musi kserowac materialy, wyporzyczanie miedzybiblioteczne funkcjonuje bardzo slabo ze wzgledu na male ksiegozbiory, dostepu do komputerow nie ma ( 20 kompow na 4 tysieczy wydzial biorac pod uwage ze sa zajecia studiow dziennych zaocznych podyplomowych oraz fakt, ze pracownia zamykana jest o 16 to zaden dostep). Do gazet codziennych tez jest problem sie dostac, bo owszem sa kupowane ale sa w jednej bibiotece wiec trzeba miec czas aby tam pojechac ( a prosze zauwazyc ze sporo polskich uczelni nie ma kampus. Nie mowie juz o czasie ale nawet o pieniadzach. TYym bardziej ze komunikacja jest droga a srodowisko profesoprskie do tej pory nie wystapilo z wniskiem abvy doktorantom przyznano znizki. No coz przypuszczam ze poprostu nie maja w tym bezposrednio interesu. Jezeli sie myle prosze sprostowac. co do jedzenia jezeli doktoran ma 1000 zl stpendium z czego od 300 do 500 pochlaniaja same oplaty za stancje czy akademik. zosstaje wiec usrednijmy 600 zl. z tego okolo 100 zl trzeba liczyc na wydatki komunikacji miejskiej. zostaje 500. Policzmy ze stawka zywieniowa to 10 zl dziennie ( sniadanie, obiad w barze mlecznym ,kolacja.) to miesiecznie koszt okolo 300 zl. zostaje 200. ksero to wydaket od 50 do 100 zl (liczac ze jedna strona a4 to koszt okolo 0.20 gr a tyle czesto na uczelniach czy bibliotekach to kosztuje. A prosze pamiateac ze przy naszym stanie bibliotek casami trzeba kserowac cale ksiazki bo sa tak slabo dostepne. zostaje 100 -150 zl. w cos sie trzeba jeszcze ubac czasami wypadnie lekarz czy dentysta. Prosze mi wzkazac gdzier tutaj da sie zaoszczedzic. A nie mowilem o kosztach np zakupu sprzetu komputerowego do ktorego dostepu nie ma, czy koniecznosci wyjazdu na konferencje czy do innego osrodka nawet na 2 -3 dni. > Trzeba przede wszystkim pamietac, ze nie mieszkamy w Kanadzie. My po prostu > jestesmy duzo biedniejsi! Niestety pieniadze na badania nie biora sie znikad. owszem ale 1) kadra na uczelniach dosyc slabo umie zodbywavc granty ( chociaz widac poprawe) 2) doktorant formalnie nie jest pracownikiem uczelni weic grant go nie obejmuje 3) srodowisko profesrsokie jak wspominalem ani razu nie zajknelo sieo znizkach na komunikacje dla doktorantow, dzeiki czemu zyjemy w paranoi gdzie 50 letni student studiow zaocznych majacy zajecia raz na miesiac w uczelni 1 -2 kierunakach dodatkowo na licencjacie ma ulge a doktorant pwoiedzmu na UJ nie ma. jednoczesnie nie przsluguja mu znizki jakie z komunikacja miejska negosuja uczelnie dla pracownkow. kwesta nalezy sie to jewdno,ale kwestia braku rozwiazan systemowych to drugie. Pana artykul jakze potrzebny bo wzbudzajcy dyskusje skrytykowal sysyem ,ale w tym skrocie ( nie znam closci ) nie przedstawil jasnej wizji nowego sysemu w ktorym 1) okreslono by zasady finasowania nauki (dotatracje, granty itp) 2) okreslonoby system eliminiacji z srodowiska naukowcow -nienaukowcoa. ( chociaz to i w tym systemi moglby juz sie dziac. 3) pisanie o tym ze cos takiego sie dzieje to treoche za malo.TO jak glos jednek osoby w tlumie 1000 innych dodatkowo krzyczaczyc. Czemu nkit z tego gremim nie zgloscil profjektu ustawy ze czlowiek zlapnay na plagiacie nie moze przez powiedzmy 10-15 lat wykladac na zadanej uczleni pracowac w instytucie anukowym itp. Moze to drakonskiemprawo , ale jakos ne slyszalem zeby zlodziej mogl pracowac w polcji. A plagiat jest zlodziejstem. 4) poza tym ja sie pytam gdzie publiczne oglne potepienie dla np rekrutacji na wydzial prawa na wspomniajej przeze mnie uczelni? I tutaj nie poszlo ze dzieci z dobrze ustlownaych rodzin lepsze licea itp. Poszlo o co innego. I obawiam sie ze system tych stypendiow bedzie podobnie. Patrz na obecny system doktoratow.Poniewaz problem tutaj jest latwiejszy do opanownaia (ze wzgledu na saklenzjawiska) moze najpierw go rozwiazmy. 5) kwestia migracji kadry to juz osobny temat zwiazny z pkt. 1 finasowanie. 6) zatrudnianie ludzi najlepszych to nie koniecznosc nowych uwarunkowacn prawnych ale da sie to osiagnac w momencie uczciewgo konkusru i jasnego wymagania czasu na doktorat i habilitacje. Juz teraz jest na to 8 lat ale co z tego jak rada wydzialu ma mozliwosc wydluzenia termin o kolejne lata powolujac sie na wazne czynnyki ludzkie spoleczne itp. A dany czlowiek to marny naukowiec i mierny wykladowca? to uczciwosc decyduje. Moize w takim razie wprowadzic audyt? z tym ze to naurszy autonomie uczelni wyzszej. 7) czemu tez nie wproadzic zasady ze jezeli rada wydzialu przesowa termin a ktos sie z niego nie wywiaze to ci co glosowali za przesunieciem zaplaca kare z wlasnych pieniedzy? kazdy sie zastanowi wtedy trzy razy czy byc dobrym kolega. a tak wogle milego dnia:) Odpowiedz Link Zgłoś
dawid.kingloff makary, nie przesadzaj 31.03.05, 09:43 1000 zl dla doktoranta w polsce to duzo pieniedzy. ja mialem mniej. w stanach, na moim uniwerku to ok. $1200-1300 na misiac (moze chicago, LA, czy NY to troche wiecej). niektorzy placa sobie sami ubezpieczenie medyczne. wiecej zarobisz na stacji benzynowej czy sprzedajac hamburgery. na mieszkanie idzie im $250-350 (dzielone z kolegami) wiec taki doktorant w stanach tez moze czuc sie biedny. nic wiec dziwnego, ze inteligentny amerykanin nie robi PhD tylko idzie do pracy. doktoranci (w naukach scislych przynajmniej) to chinczycy, hindusi, byle zsrr czy np. polacy (ci coraz mniej sie garna), ktorzy w sumie i tak maja tu lepiej niz u siebie. polska jest ok. 3 razy biedniejsza wiec jak masz 1000 zl to sie ciesz, nie jest zle. a ze za to malo mozna kupic? z proznego i salamon nie naleje, jak mawial tow. wieslaw. praca w nauce nigdzie na swiecie nie jest latwa, wiec albo zapomnij o szybkim mieszkaniu, dobrym samochodzie i wielkich pieniadzach albo zmien prace. Odpowiedz Link Zgłoś
makary21 Re: makary, nie przesadzaj 31.03.05, 10:33 alez owssem ale czy z tegfo co miales musiales oplacac ksiazki dostep do komputerow pomocy naukowych? musiales sam calkowicie sam zabiegac o granty? juz widze ze w proporcji do pieniedzy mniej placz za mieszkanie. (dwoja droga ciekawe jakie jest to znaczy ilu pokojowe) poza tym jedneo czego nie powiedziale, ale to 1000 zl to maja owszem sypendium ci co doktoryzuja sie na naukach scislcyh zwiazanych z laboratoriami. humana ma okolo 700 zl na 4 roku przedej do 500. Wladza bowiem wychodzi z zalozenia ze humanista nie musi caly dzien siedziec w laborce. A reszta moze sobie dorobic. i nie mowie o kokosach. chcialbym jasnego systemu awansow i systemu ktory gwarantowalby mi nieco wiekszy konfort psychiczny niz ma saper w szerokich butach na polu minowym. Odpowiedz Link Zgłoś
skrzydlaczek Re: makary, nie przesadzaj 31.03.05, 11:00 U mnie na wydziale (UWarsz.) doktoranci NIE MAJA stypendiow, podobnie jest przynajmniej na kilku innych wydzialach. No i teraz mi powiedzcie, jak mam sie z tego utrzymac? Dobrze chociaz, ze mamy znizke na autobus :) Odpowiedz Link Zgłoś
akuku5 Re: makary, nie przesadzaj 31.03.05, 17:16 makary21 napisał: > i nie mowie o kokosach. chcialbym jasnego systemu awansow i systemu ktory > gwarantowalby mi nieco wiekszy konfort psychiczny niz ma saper w szerokich > butach na polu minowym. Zawód naukowca nie daje stabilizacji ani poczucia bezpieczeństwa - daje za to masę frajdy. Coś za coś. Kryteria oceniania nie mogą być przejrzyste ani zunifikowane, bo każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie. I generalnie nowatorskie pomysły i pasja są jednak premiowane. Jeszcze nie spotkałem się z przypadkiem młodego, zdolnego naukowca-humanisty, któremu zawiść środowiska zablokowałaby karierę (teraz - bo w PRL to było, niestety, częste). Prawdziwy talent zawsze się przebije - nie w tej, to w innej katedrze, instytucie, uniwersytecie, akademii. Zaplecze biblioteczne jest, wiadomo, fatalne, ale od jojczenia się nie poprawi. Próbowałeś wziąć grant promotorski albo stypendium FNP? Jest tyle ofert dla doktorantów. Można też prowadzić kursy dla maturzystów, pisać artykuły popularyzatorskie, dorabiać w mediach, tłumaczyć. Życzę więcej optymizmu, bo czarnowidztwo to samospełniająca się przepowiednia Odpowiedz Link Zgłoś
itd-gw Re:akuku5 - zartujesz 31.03.05, 17:26 akuku5 napisał: > Prawdziwy > talent zawsze się przebije - nie w tej, to w innej katedrze, instytucie, > uniwersytecie, akademii. przepraszam, ale jakie sa mozliwosci zatrudnienia sie w tym kraju POZA macierzysta uczelnia bez posiadania hab.? Wiecej, powrotu z zagranicy w celu pracy Judyma na rzecxz przyszlosci narodu i jego mlodego pokolenia? W tym kraju jest DOKLADNIE ODWROTNIE. Otoczenie zrobi WSZYSTKO by zdolnego konkurenta zniszczyc. Wyjatki tylko potwierdzaja regule, gdyz system jest nastawiony NA OCHRONE interesow GTW > Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: makary, nie przesadzaj 31.03.05, 18:53 akuku5 napisał: > Kryteria oceniania nie mogą być przejrzyste ani > zunifikowane, bo każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie. Jasne. Żeby można było inaczej ocenić córkę dziekana, a inaczej jakiegoś tam doktora X. Kryteria oceniania MUSZĄ być przejrzyste i zunifikowane w obrębie jednej dyscypliny. Generalnie wszyscy pracownicy danego wydziału lub instytutu powinni być oceniani według TAKICH SAMYCH kryteriów. > I generalnie > nowatorskie pomysły i pasja są jednak premiowane. To ja poproszę adres tej instytucji. > Jeszcze nie spotkałem się z > przypadkiem młodego, zdolnego naukowca-humanisty, któremu zawiść środowiska > zablokowałaby karierę Humanisty? Przecież w humanistyce można podważyć wszystko, każdą interpretację, każdy wynik. Gratuluję naiwności, bo znam blokowanych adiunktów i profesorów też. > Prawdziwy > talent zawsze się przebije - nie w tej, to w innej katedrze, instytucie, > uniwersytecie, akademii. Zwłaszcza za granicą. U nas przebijanie muru może grozić poważnym urazem głowy. > Próbowałeś wziąć grant promotorski Grant promotorski jest na promotora, nie na doktoranta. > Można też prowadzić kursy dla maturzystów, pisać artykuły > popularyzatorskie, dorabiać w mediach, tłumaczyć. > Życzę więcej optymizmu, bo czarnowidztwo to samospełniająca się przepowiednia Można brać dużo różnych chałtur, tylko że wtedy nie zostaje wiele czasu na pracę naukową. Odpowiedz Link Zgłoś
ekostar Re: efekty indoktrynacji 31.03.05, 19:39 > makary21 napisał stek haseł propagandowych: > > Zawód naukowca nie daje stabilizacji ani poczucia bezpieczeństwa - daje za to > masę frajdy. Coś za coś. Trudno powiedziec czy praca naukowa daje frajdę. Wysiłek jest tak duży jeśli się sprawę traktuje serio, że o frajdzie to można istotnie usłyszeć w hasłach propagandy. Przeważająca liczba osób z rzeczywistymi osiagniciami naukowymi - to pracoholicy. Pracoholizm i frajda to naprawdę skojarzenie niefortunne. Kryteria oceniania nie mogą być przejrzyste ani > zunifikowane, bo każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie. Regulacje Komisji Europejskiej z dnia 2005-03-11 wprowadzają Kartę dla Naukowców oraz Kodeks Postępowania w sprawie Zatrudniania szczególny nacisk kładą na problemy, które nauka polska za wszelka cenę pragnie pominąć, torująvc sobie drogę dla umysłowo zsowietyzowanych pochlebców: 1.jawność dorobku naukowego 2. otwartość oceny 3. mobilność kadry naukowej 4. mediator akademicki w kwestiach spornych Więcej: www.nauka-edukacja.p4u.pl/ >I generalnie > nowatorskie pomysły i pasja są jednak premiowane. Polecam: www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=16 www.naukowcy.republika.pl/ekspert.html www.debata.ukie.gov.pl/WWW/dp.nsf/DocByResponse/9A55ED5E2CEE7F06C1256FAD0037C74A?OpenDocument Odpowiedz Link Zgłoś
dawid.kingloff Re: makary, nie przesadzaj 01.04.05, 02:43 makary21 napisał: > alez owssem ale czy z tegfo co miales musiales oplacac ksiazki dostep do baza jest lepsza, to oczywiste. lecz w polsce do literatury taz milem jakis tam dostep, takze z internetem nie bylo problemu. > komputerow pomocy naukowych? musiales sam calkowicie sam zabiegac o granty? coz zlego jest w zabieganiu o granty? jezeli zostaniesz w nauce do konca zycia naukowego bedziesz to robil. w usa profesor poswieca na to 60% czasu. 30 % to dogladanie swoich doktorantow a 10% dydaktyka. kiedy sie chcesz nauczyc granty pisac? grant promotorski w polsce to akurat swietne rozwiazanie. > juz widze ze w proporcji do pieniedzy mniej placz za mieszkanie. (dwoja droga > ciekawe jakie jest to znaczy ilu pokojowe). %500-700 to mieszkanie dwupokojowe w normalnej dzielnicy, duze miasto stanu ohio. zapomnialem dodac wczesniej, ze ubezpieczenie medyczne to 200-300 amerykanskich pesos. > poza tym jedneo czego nie powiedziale, ale to 1000 zl to maja owszem sypendium > ci co doktoryzuja sie na naukach scislcyh zwiazanych z laboratoriami. humana ma robilem doktorat w polsce, mialem 800, moja zona 600. oboje scisli, ogromne panstwowe uczelnie. > > okolo 700 zl na 4 roku przedej do 500. Wladza bowiem wychodzi z zalozenia ze > humanista nie musi caly dzien siedziec w laborce. A reszta moze sobie dorobic. coraz wiecej uczelni (w tym ich wydzialy przyrodnicze) przestaje w ogole dawac stypendia doktorantom, wiec uwazam, ze przesadzasz. > > i nie mowie o kokosach. chcialbym jasnego systemu awansow i systemu ktory > gwarantowalby mi nieco wiekszy konfort psychiczny niz ma saper w szerokich > butach na polu minowym. duzo bys chcial, a komfortu psychicznego w pracy brakuje chyba wiekszosci, takze (a moze zwlaszcza) w stanch. bycie mlodym naukowcem typu doktorant, postdoc czy ktos na "tenure track" to jest stres, najwiekszy dla tego ostatniego. nie ma mowy o zadnej stabilizacji przed 35 rokiem zycia. proponuje zejsc na ziemie. niestety musze sie zgodzic z taterniczka, ze sporo doktorantow przejawia postawe zbyt roszczeniowa. poziom zycia doktoranta we francji czy usa jest oczywiscie wyzszy niz ich polskiego kolegi. Porownujac go jednak do pozimu zycia przecietnego francuza czy amerykanina jest niski lub bardzo niski. w paru miejscach bylem, zylem, i widzialem wiec wiem, o czym mowie. wpominales chyba tez cos o dobrach kulturalnych: bilet do teatru nie jest w polsce jakis koszmarnie drogi, do filharmonii jest w cenie biletu kinowego (tak bylo w moim miescie). za 12-17 zl mozna cos zobaczyc czy uslyszec. w stanach filharmonia to koszt $35-50 i jeszcze ci wredni kapitalisci zdzieraja z piataka za parking. Odpowiedz Link Zgłoś
makary21 Re: makary, nie przesadzaj 01.04.05, 13:06 wlasnie baza jest znacznie lepsza. dostaep do jednej ksiazki na 4000- 5000 osob to zaden dostep.wiec ilosc pieniedzy potrzebna na ksero jest po prostu ogromna. a z dostepme? jak sobie sam w domu nie zalozysz to masz spory problem. Jak mowilem na wydziale mumany 20 kompt na pre tysiecy osob w tym jeszcze zajecia rowniez zaczne i podyplomowe) a pracownia otwarta od 8 do 15. szanse marne. w sporawie grantow to owszem masz racje ze cale zycie zabiegasz z ty ze jak zdobyc grant nie bedac pracowanikem uczelni? czesto nie spelniasz warunkow formalnych. i to jest wlasnie bol obecnego systemu. dodatkowo spotkales sie z prowadzenie wykladow za prof ? i to nie rzadko. jezeli chodzi o stabilizacje moimy o dwoch roznycvh sprawach. nie twierdze ze robiac dokotra ma zarabiac krocie a potem gwarancje zatrudnienia. p[oprostu chce aby po zrobiwenu doktorau nyly jasne zasady przyjmowania do pracy. A tego nie ma. Gdybym mial gwarancje ze rozibie doktorat i przystepujac do konkursu bedzie brane pod uwage to jaki on jest jakie opublikowalem artykuly itp a nie bedzie tak ze konkurs bedzie ustawiony pod konkretna osobe to... mialbym stabilizacje. ryzyko zawsze istenieje owszem wie o tym. nie zadam podpiusania umowy robie doktorat dostaje prace. Ale to tez wymaga zaiany w porzepisach czyli mozliwosci znizek, obiecia ubezpieczniem studencki itp. tak jestrem zawieszony nie jestem studentem i nie jestem pracownikiem. tym bardziej ze jako ktos napisal na niekotrych uniwerystetach doktorancji wogle nier maja stypendiow. co do cen buletu jezel dla ciebie rpzy wiliczeniu jakie zrobilem od 1000 zlo kiedy zostaje 100 do 200 zl 30-70 zl za bilet ( w zaleznosci od teatru i sztuki) nie jest duzo to.... kino zgadzam sie jest tansze a za parking tez trzeba placic albo dojechac komunikacja miejska na ktora wiekszosc doktorantow nizek nie ma (no chyba ze jednoczesnie pracuja w insytucji np szkola gdzie samorzad znizki im wykupil) mozna sie oczywiscie licytowac ktos ma gorzej. pieniadze ze stypendiow byc moze sa porownywalen standrad zycia tez ale dostep do bazy jest w Polsce znacznie gorzy i doktorant sa za swoje pienidze musi to nadraibac. tym bardziej ze system grantow, ulig itp nie widzi czegos takiego na doktorant. Odpowiedz Link Zgłoś
brombor Re: riposta. 01.04.05, 06:09 Szanowny Panie Profesorze, Pracuje a wlasciwie tulam sie po uczelniach zachodnich. Jestem 4 lata po japonskim doktoracie- (branza inzynieryjna) doktoracie dobrym, ktory otrzymal rozne nagrody. Mam 31 lat, w tym czasie przenosilem sie juz 6 razy i konca nie widac. Kontrakty sa glownie roczne. Bez widokow na stala prace. Brak "pchaczy" w ojczyznie natomiast na uczelni zagranicznej obiektywizm i brak kumoterstwa rowniez jest fikcja. Jesli jest stala posada to daje sie ja wlasnemu wychowankowi a nie komus z zewnatrz. Murzyn zrobil swoje, Murzyn moze odejsc... Rok to bardzo malo na zamkniecie eksperymentu. W tym czasie czlowiek powinien nie tylko miec pomysl by dostac grant i posade ale i dac z siebie wszystko, bo oczywiscie potrzebne sa listy rekomendacyjne na dalsza podroz ;) Czy taka wlasnie mobilnosc ma Pan na mysli? Bo taka mobilnosc to czysty wyzysk: tania sila robocza, brak dodatkow emerytalnych (niestety post-dok to nie praca...), ciagla niepewnosc, zycie na walizkach, brak wlasnego mieszkania, brak rodziny- kto normalny i majacy swoja prace jest w stanie przeprowadzic sie razem ze mna tyle razy?!? Lubie swoja prace, jest ciekawa nie powiem. Moi znajomi mowia, ze mi zazdroszcza ale sami jednak, majac stala prace na uczelni nawet za kiepskie pieniadze jakos nie pala sie do wyjazdu... A mnie coraz bardziej marzy sie mala stabilizacja, jakis projekt, lprzy ktorym moznaby popracowac minimum 4-5 lat- wtedy dopracowyje sie to do konca a nie oddaje pomysly nastepcom... Zaczynam miec dosc gadania o podrozach, zwlaszcza wtedy gdy takie opinie wyglaszaja ludzie, ktorzy podrozowali niewiele (a jesli na stypendia zagraniczne to zachowujac swoja pozycje na uczelni i biorac urlop (ciaglosc skladek emerytalnych, bezpieczny powrot wiec i luzna turystyczna atmosfera na wyjezdzie ;) i maja ciepla, dozywotnia posadke. Prosze nie brac tego osobiscie do siebie ale teorie o mobilnosci kadr naukowych powtarzaja sie ciagle w prasie i wyglaszaja je niekiedy osoby, ktore w zyciu sie z danej uczelni nie ruszyly... Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: riposta. 01.04.05, 08:35 Pracowałem dostatecznie długo za granicą, a także współpracuję z wieloma osobami, głównie w Stanach, żeby nie wiedzieć, że i tam nie wszystko gra. Widziałem na własne oczy bezwzglednie wyzyskiwanych doktorantów i postdoków. Byłem w Kanadzie w czasie, gdy sfrustrowany "wyrobnik", po kolejnym, wyraźnie niesprawiedliwym odmówieniu mu tenure zastrzelił w Concordia University w Montrealu czterech profesorów, w tym dziekana. I widziałem później jak całe "środowisko" zmówiło się, by sprawę tuszować i nie pozwolić mediom na ujawnienie prawdy o sytuacji na tamtejszych uniwersytetach. Ale oczywiście nie sposób było napisać o wszystkim w jednym krótkim artykule. Uważam jednak, że mimo wszystko, model kompletnego bezruchu kadrowego, który utrwalił się w Polsce, jest destrukcyjny. Oczywiście receptą nie jest wyłącznie mobilność, o czym zresztą piszę w całym artykule. Proszę też zwrócić uwagę, co zapewne umknęło wielu dyskutantom, że wyraźnie sprzeciwiam się nieusuwalności profesorów. Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
brombor Re: riposta. 01.04.05, 09:53 Wiem, ze nie da sie napisac wszystkiego w krotkim artykule. Moim zdaniem wzgledna mobilnosc (tzn. stypendia w ramach programow europejskich podczas studiow badz krotki staz zagraniczny) moze byc przygoda wieku mlodzienczego, zbieraniem doswiadczen i jest jeszcze znosna, lecz model amerykanski to czysty wyzysk- sam Pan widzial. Co do profesorow- swietny naukowiec moze byc beznadziejnym dydaktykiem i na odwrot ciezko bedzie ustalic jakies jasne kryteria pracy na uniwersytetach. Co do dozywotniej posady zas- to uwazam ze powinna byc uwarunkowana wynikami naukowymi i dydaktycznymi tzn nie kontrakty kilkuletnie ale normalne zatrudnienie z mozliwoscia ostrzeezenia lub nagany w przypadku braku takowych a potem zwolnienia. Kto jednak mialby to robic w powiazanym roznymi ukladami i ukladzikami swiecie polskiej nauki i kogo naprawde by zwalniano- czy tych nazbyt ambitnych i niewygodnych dla zastalego bagienka naukowcow? Juz samo zrobienie tu habilitacji przez kogos "znikad" to chyba cud... Uwazam, ze gdyby zaczac od oczyszczenia terenu od tzw. "krewnych i znajomych krolika", ludzi, ktorzy nauka sie nie interesuja, nie prowadza badan, nie wnasza niczego, nie przykladaja sie do zajec a jedynym ich atrybutem jest fakt ze znaja kogo trzeba- wtedy mielibysmy moze i odchudzona ale za to zaangazowana i kompetentna kadre naukowa i mysle ze i pieniadze na badania by sie znalazly... Ale to chyba marzenie scietej glowy. Cale nasze spoleczenstwo przezarte jest korupcja w niewyobrazalnym stopniu. Watpliwa pociecha jest fakt, ze nie ono jedno... Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Re: riposta. 01.04.05, 10:21 brombor napisał: > Cale nasze spoleczenstwo > przezarte jest korupcja w niewyobrazalnym stopniu. Owszem, korupcja jest plagą w Polsce, ale w innych sferach życia jednak się z nią walczy. Bohaterowie innych afer są sądzeni: Rywin ma iść 17 kwietnia do więzienia, Dochnal siedzi, wreszcie posadzono ludzi odpowiedzialnych za aferę FOZZ, siedzi nawet jeden poseł i kilku prezydentów/burmistrzów. A bohaterom afer w środowisku naukowym żadna krzywda się nie dzieje, ba, ich podwładni proszą ich wręcz, żeby dalej robili to co robią - vide ponowny wybór prof. Ceynowy na stanowisko rektora UG. Inne przykłady w wątku: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752 Świadczy to wszystko o tym, że to środowisko jest bardziej zdemoralizowane i wyjęte spod kontroli państwa i obywateli (którzy na nie łożą) niż inne. Jeden z jego przedstawicieli w przypływie szczerości wyjaśnił kiedyś dlaczego: "Przeciez jest abolutnie jasne ze ludzie w grajdole [tzn. na uczelniach i w instytutach] to nie jacys prymitywni idiosci tylko zaprawieni w kombinowaniu super-cwaniacy. " forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11786647 To są naprawdę wyższe szkoły cynizmu i łajdactwa. Odpowiedz Link Zgłoś
maniek_the_porcupine Re: riposta. 01.04.05, 21:34 > brak rodziny- > kto normalny i majacy swoja prace jest w stanie przeprowadzic sie razem ze mna > tyle razy?!? No wlasnie, pisalem juz o tym. To dobrze funkcjonowalo wtedy, gdy prezydentem byl Eisenhower a niepracujaca zona byla norma. Postdoki sa relatywnie nowym dodatkiem do systemu amerykanskiego. Z tego co czytalem, to wymyslono je w latach siedemdziesiatych dla upchniecia nadmiaru doktorow. Kiedy mowimy o modelu amerykanskim, trzeba dobrze sie zastanowic ktory okres czasu mamy na mysli. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: nie zgadzam sie z diagnoza, ze 31.03.05, 01:27 > Najpierw trzeba wprowadzic motywacyjne > i komercyjne mechanizmy motywacyjne na > panstwowe jeszcze uczelnie; = uwłaszczyć profesorów na swoich katedrach kosztem mienia państwowego, skoro tyle piastowali, więc zapewne im się należy. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Skazani na bylejakość? 30.03.05, 09:32 Najlepsi absolwenci szkół średnich już uciekają na studia za granicę. W Berlinie czy Londynie można studiować za darmo (stypendia), tylko koszta utrzymania są wyższe niż w Polsce. Wprowadzenie powszechnej odpłatności przyspieszy ucieczkę najzdolniejszych, którym polskie uczelnie i tak mają mało do zaoferowania. Odpowiedz Link Zgłoś
itd-gw wyczytane miedzy wierszami... 30.03.05, 10:27 moja wypowiedz przeniesiona z forum NAUKA najwazniejsza teza artykulu to: "Jakość szkół wyższych zależy nie tylko od poziomu finansowania, lecz przede wszystkim od istnienia zdrowych mechanizmów wymiany kadr wewnątrz uczelni. " rozwiniecie to: "Polskie uniwersytety cierpią na sklerozę związaną z brakiem wymiany kadr. (...) Sprzyja temu fikcja konkursów na stanowiska. Na ogół warunki konkursu są tak sformułowane, że zgłasza się i wygrywa z góry znany kandydat." "Niepokoją poselskie poprawki do nowej ustawy o szkolnictwie wyższym, które zmierzają do utrudnienia zwolnień złych pracowników naukowych przez ograniczenie możliwości zatrudniania na kontraktach. Profesorów, nawet gdy rażąco zaniedbują swe obowiązki, nie da się właściwie zwolnić. " komentarz: poprawki poselskie oczywiscie poszly w zlym kierunku - mianowicie UTRZYMANO NIEUSUWALNOSC PROFESOROW. W tej sytuacji koniecznym wydaje sie zapewnienie przynajmniej kiluletniej stabilnosci dla nizszej kadry naukowej - w przeciwnym razie profesorstwo dobije tlace sie resztki jakiejkolwiek dyskusji naukowej i konstruktywnej krytyki. Dokladnie tak wlasnie postepuja Pana koledzy z uczelni, ktorzy skadinad kreuja sie na reformatorow nauki i Wielkich Moralizatorow. POza tym nieusuwalnosc asystentow i adiunktow bierze sie z KRYTERIOW OCENY. Wystarczy je podwyzszyc i po problemie. Tylko pytanie kto ma to zrobic. Na pewno nie profesorowie, ktorzy sami by ich nie spelnili (wymog swiatowych cytowan). "Zanika krytyka naukowa. Napisanie surowej recenzji doktoratu czy wniosku habilitacyjnego uchodzi coraz częściej za nietakt. W wyborze recenzentów pomija się uznanych - niekiedy w skali światowej - ekspertów, a powołuje osoby, o których wiadomo, że "nikomu nie zrobią krzywdy"." "Nie jest tajemnicą, że duże uczelnie umawiają się, by w tajnych (a jakże!) głosowaniach wybrać swoich przedstawicieli. Profesorowie spoza układu, nawet najbardziej godni, nie mają żadnych szans na wybór." "Po drugie, trzeba zmniejszać ograniczenia towarzyszące podejmowaniu decyzji kadrowych w uczelniach. Jeśli uniwersytety chcą coś znaczyć na globalnym rynku nauki i edukacji, powinny zatrudniać wyłącznie ludzi najlepszych." komentarz i pytanie: Jakie sa ograniczenia w podejmowaniu decyzji kadrowych w uczelniach? Czy mial Pan na mysli fakt, ze jezeli dostanie Pan pieniadze z grantu to nie moze Pan zatrudnic nikogo bez zgody Wielce Szacownej Rady Wydzialu i tym samym jest Pan 'trzymany w szachu' na wypadek gdyby mial Pan zapedy reformatorskie wykraczajace poza pisanie artykulow? :-) Ja akurat wprowadzilbym WIEKSZE OGRANICZENIE w podejmowaniu decyzji kadrowych w uczelniach poprzez USTAWOWY obowiazek przeprowadzania OTWARTYCH konkursow dla osob zatrudnianych ze srodkow budzetowych i przez wprowadzenie zewnetrznych ekspertow do komisji konkursowych. "Trzeba pamiętać, że w uniwersytetach z czołówki rankingów światowych nie zatrudnia się na stanowiskach profesorskich własnych doktorantów (chyba że w międzyczasie odnieśli sukcesy gdzieś indziej). W krajach, gdzie te mechanizmy nie działają w sposób naturalny, próbuje się je wymuszać drogą administracyjną - np. w Niemczech nie wolno przez okres kilku lat zatrudniać doktorantów wypromowanych we własnej uczelni." komentarz: to juz jest wyraznie 'przemycone'. Uzupelniam, ze kiedys wczeniej postulowal Pan w biuletynie AGH by 50% zatrudnianych adiunktow mialo doktoraty INNYCH uczelni. "System wyboru organów jednoosobowych, w tym rektorów i dziekanów, w wielu uczelniach nie działa tak, by wybierano ludzi najlepszych." "W wyborze najlepszych jednostek należy uwzględniać opinie instytucji spoza kraju bądź uznanych ekspertów zagranicznych wyspecjalizowanych w ocenianiu uczelni." Ogolnie pozytywny glos - dziekujemy za niego Odpowiedz Link Zgłoś
robak_010 studia doktoranckie 30.03.05, 10:51 Chciałbym zwrócić uwagę na sposób przyjmowania kandydatów na studia doktoranckie. Doktoranci podobno mają być właśnie tą nową kadrą, ale jak widzę jakie osoby się przyjmuje i jakie układy tym rządzą to jest to czysta farsa. Znam wydział na którym na studia doktoranckie przyjmuje się osoby, które powtarzały rok na studiach oraz takie, które miały kłopoty z zaliczeniem ważnych egzaminów (warunki z przedmiotów) wię zastanawiam się jaki poziom wiedzy reprezentują przed studentami gdy prowadzą zajęcia. Na koniec nadmienię iż dzieje się to właśnie na jednej z tych dwóch szkół wyższych które znalazły się w tym zagranicznym rankingu. Odpowiedz Link Zgłoś
itd-gw Re: studia doktoranckie a socjal 30.03.05, 11:25 o tym tez jest w artykule - tylko ze 'nie wprost' "Dramatyczne konsekwencje ma socjalne podejście do zatrudnienia. " Studia doktoranckie to pierwszy etap zatrudniania rodziny, znajomych. Stypendium doktoranckie przy bezrobociu to metoda na przechowywanie sie. Potem jest 'nieco trudniej' przy przepychaniu przez konkursy, ale nie az takie trudne szczegolnie gdy nazwisko nie sugeruje wprost powiazan rodzinnych. Przyjmuje sie tez tak 'dzieci decydentow z przemyslu' - szczegolnie na wydzialach AGH, ktore z tego przemyslu otrzymuja spore zlecenia. Prof. Jajszczyk tej wiedzy nie posiada, bo telekomunikacja to zupelnie inny swiat... Odpowiedz Link Zgłoś
wmaker Tytuł powinien brzmieć 30.03.05, 13:42 "Zdeprawowane społeczeństwo,a sposoby uzyskania moralnie czystych uczelni" Punkt pierwszy (1) Student ma płacić Punkt drugi (2) Student ma płacić Punkt trzeci (3) Sutdent ma płacić ------- Aneks Ogólnie to na rynku pracy i tak trzeba znać angielski ,niemiecki itd. To może lepiej już płacić zagranicą Odpowiedz Link Zgłoś
zkoza Re: studia doktoranckie a socjal 31.03.05, 09:12 Sa wydzialy, ktore na studia doktoranckie przyjmuja *wszystkich* chetnych. Bo to sie oplaca (uczelni). I sa chetni na te studia (by uciec przed bezrobociem). W sumie system jest mocno patologiczny - jednoczesnie rozrzutny, nieefektywny i oparty na wyzysku. Liczbe doktorantow nalezaloby w Polsce zredukowac co najmniej o polowe, a zaoszczedzone srodki przeznaczyc na poprawe warunkow studiowania/pracy (chocby na ubezpieczenie emerytalne czy doplaty do akademika w innym miescie). Odpowiedz Link Zgłoś
viperinus Re: Skazani na bylejakość? 30.03.05, 10:58 nareszcie! Czysta prawda!Brawo za artukuł! Tylko zeby nasza kadra naukowa miała siły sie zjednoczyć i "przepchac" swoje pomysły! Byc moze , jest to nawet realne i mozliwe, jesli chodzi o duże szkołe, a co sie dzieje na prowincji.......szkoda gadać, tam dopiero obraz nędzy i rozpaczy, zarówno organizacyjnej jak i naukowej! No właśne, a tak by sie chciało, jak mówi PAn Profesor, żeby kazdy mysłał w kategoriach przyszłosci swojej szkoły, a nie swojego stołka! marzenie ścietej głowy.....:::((( Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej System anglosaski z habilitacją to kiepski pomysł 30.03.05, 11:01 Diagnoza sytuacji przedstawiona w artykule prof. Jajszczyka jest bardzo dobra. Pokrywa się zresztą z tym, co piszemy od dłuższego czasu na Forum GW Nauka: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=32&op.x=0 oraz w Niezależnym Forum Akademickim: www.nauka-edukacja.p4u.pl/index.php Warto odnotować, że prof. Jajszczyk jest drugim profesorem z Polski po prof. Józefie Kaliszu, a trzecim uwzględniając przebywajacego w USA Cezarego Wójcika, który otwarcie krytykuje obecny system prawie w całości i postuluje przyjęcie rozwiązań anglosaskich, które wprowadzają właściwie wszyscy w Europie (zaleca je także Komisja Europejska: europa.eu.int/eracareers/pdf/Recommendation_code_charter_EN_final.pdf ) Mam tylko dwie uwagi co do proponowanych rozwiązań: 1) Nie wszędzie w krajach anglosaskich studia są płatne (np. w Irlandii i Szkocji nie są): www.oasis.gov.ie/education/third_level_education/fees.html#id3124267 www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw_full_article&news_id=49541&news_cat_id=1030 www.edulandia.pl/edu.cm?id=400094&idc=6379624&F_SERWIS=edul 2) (jest to uwaga bardziej do komentarza prof. Jajszczyka: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=22170080&a=22184084 ) > W oryginalnej wersji artykulu pisalem o habilitacji. Uwazam, ze jest > niepotrzebna wtedy, gdy w nauce istnieja mechanizmy rynkowe i zdrowe > mechanizmy oceny wewnatrz srodowiska. niż do artykułu (w ogóle to wielka szkoda że ten fragment został wycięty). Nie bardzo rozumiem, na czym polegają w nauce "mechanizmy rynkowe". Czy chodzi o patenty? Kontakty z przemysłem? Oczywiście ilość publikacji "na wagę" nie jest dobrym kryterium, ale zawsze przy awansowaniu oceniać je powinno grono osób kompetentnych. Tak w systemie z habilitacją nie jest, gdzie ocenia wieloosobowa Rada Wydziału/Naukowa na podstawie krótkiego show i ogólnego wrażenia. Wartości naukowej rozprawa habilitacyjna wielkiej nie ma, bo jest najczęściej pisana po polsku i publikowana w niewielkim nakładzie. To co cenne w niej ukazało się wcześniej w ważnych czasopismach. I jeszcze nie rozumiem, jak w jednostkach, dziedzinach nauki w Polsce, w których nie ma "zdrowych mechanizmów oceny", czyli tam gdzie samodzielni zachowują się niezgodnie z etyką, innymi słowy obowiązują mechanizmy selekcji negatywnej, do habilitacji będą popychani i dzięki niej promowani wartościowi i uczciwi naukowcy? Ten zły system będzie się raczej samopodtrzymywał. Nie tędy droga! Model proponowany przez prof. Jajszczyka - "system anglosaski z habilitacją" - nie zadziała. Jakby habilitacja była taka dobra, to by ją inteligentni i praktyczni Anglosasi już dawno wprowadzili. Półśrodki nie prowadzą do niczego dobrego, jak wspomniany w artykule system punktowy KBN. Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: System anglosaski z habilitacją to kiepski po 30.03.05, 11:22 Powiem to wyraznie: jestem za zniesieniem habilitacji. Ale obawiam sie, ze zniesienie jej teraz jeszcze bardziej ulatwiloby zycie naukowym cwaniaczkom. Przez mechanizmy rynkowe rozumiem to, ze dobra uczelnia mialaby najlepszych chetnych do studiowania, a takze chetnych do finasowania badan, jak rowniez fundowania stypendiow dla studentow. Zla uczelnia musialaby sie zadowolic gorszymi kandydatami (i zapewne mniej placacymi). Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
itd-gw Re: System anglosaski z habilitacją to kiepski po 30.03.05, 11:44 Z moich doswiadczen stawiam teze, ze w AGH MARNUJE SIE MLODZIEZ, przynajmniej na czesci wydzialow. Jakosc studiujacej mlodziezy bynajmniej nie przeklada sie na poziom uczelni. Problem habilitacji jest wazny, ale w pewnym sensie zastepczy. Prawda jest taka, ze system sam sie nie zreformuje, bo socjal, wieloetatowosc i cwaniactwo naukowe sa zbyt powszechne i to moze bardziej na 'najlepszych uczelniach' niz w malych osrodkach. Na 'prowincji' przynajmniej nikt niczego nie udaje... Polska nauka i szkolnictwo wyzsze potrzebuje ZEWNETRZNIE NARZUCONEGO systemu pozytywnego naboru kadry. Jedyna droga prowadzi przez OTWARTE, OGOLNOPOLSKIE KONKURSY o jasnych kryteriach i procedurach odwolawaczych + wymog mobilnosci. Powinna dojsc do tego gwarancja kilkuletniej stabilnosci zawodowej po wygraniu konkursu i znmienione kryteria oceny pracownikow polskiej nauki - cytowania, patenty, wdrozenia zamiast kadzenia seminaryjno-konferencyjnego. Odpowiedz Link Zgłoś
9ton Re: System anglosaski z habilitacją to kiepski po 30.03.05, 12:15 Byłbym wdzięczny za ustosunkowanie sie Profesora do wypowiedzi doktoranta historii. Poruszył on temat szczególnie ważny dla młodych naukowców. Krytykuje Pan stanowisko asystenta, jako złe rozwiązanie uniemożliwiające wyrzucenie z pracy nieudacznika. W zamian proponuje się roczne kontrakty, albo studia doktoranckie. Jak Pan sobie wyobraża życie młodego człowieka po studiach, dostającego stypendium 1000 zł i starającego się zacząć samodzielne życie? Jak widzi Pan możliwość założenia rodziny będąc asystentem zarabiającym 1320 zł netto i mającym roczny kontrakt (oznacza to brak zdolności kredytowej - a co z mieszkaniem?). Czy jest pan przekonany, że świetnych naukowców mozna tym przyciąnąć?? No może poza nielicznymi zapaleńcami i dziećmi bogatch rodziców. Mam szczęscie, że dziedzina którą się zajmje pozwala mi dorobić do pensji asystenckiej i utrzymać godnie rodzinę. A co z naukami "niekomercyjnymi"? Jestem bardzo zaskoczony sugestią Pana Profesora dotyczącą szczególnego traktowania nauk mogących wpłynąć na rozwój gospodarczy kraju. Oznacza to, ze w naukowy niebyt powinni trafić np. etnografowie. Z pewnościa jest wiele dziedzin, które mają charakter "naukawy", ale jak oodzielić je od innych? kto bedzie decydował na co przekazać pieniądze - nasz sejm?? Reforma szkolnictwa wyższego jest niesłychanie trudna. nie ma tutaj prostych sposobów. Sprawdza się tylko przysłowie: punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia... Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: System anglosaski z habilitacją to kiepski po 30.03.05, 12:39 Zgadzam sie, ze nie ma prostych recept. Celem mojego artykulu bylo zwrocenie uwagi na pewne patologie (z ktorych na ogol wszyscy zdajemy sobie sprawe) i przedstawienie szkicowego programu naprawy. Ten program nie jest moim pomyslem. To po prosu rozwiazania, ktore sprawdzily sie w krajach z przodujaca nauka. > doktoranckie. Jak Pan sobie wyobraża życie młodego człowieka po studiach, > dostającego stypendium 1000 zł i starającego się zacząć samodzielne życie? Jak Doktoranci w Stanach czy Kanadzie klepia biede (i to niezaleznie od tego, ze ta bieda wyglada tam nieco inaczej). Potem pracuja na kontraktach. Tego nie przeskoczymy. Praca poza uczelnia tez nie jest teraz stabilna. Mozna nad tym ubolewac, ale socjalistyczne recepty chyba sie juz dostatecznie skompromitowaly. Sam robilem doktorat w hotelu asystenta, w pokoju o pow. 12 m kw., w ktorym bylo lozko, lozeczko dziecka, lodowka, pralka, szafa, stol na ktorym pracowalem (na uczelni warunki mialem nie lepsze). Dwa natryski przypadaly na 40 osob, podobnie ubikacje. Problem w tym, ze nawet gdybysmy pekli, Polski nie stac na godziwe pensje dla wszystkich naukowcow, w tym obibokow, i na finasowanie wszystkich badan. Udawanie, ze moze byc inaczej, grozi degradacja Polski. > Jestem bardzo zaskoczony sugestią Pana Profesora dotyczącą szczególnego > traktowania nauk mogących wpłynąć na rozwój gospodarczy kraju. Oznacza to, ze > w naukowy niebyt powinni trafić np. etnografowie. Etnografia jest bliska memu sercu, bo w klasie maturalnej wahalem sie, czy isc na Politechnike, czy na etnografie na UAM (chcialem studiowac u prof. Burszty). Ale cos trzeba wybrac. Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Do taternika: o cwaniaczkach i supercwaniakach 30.03.05, 15:41 taternik1 napisał: > Powiem to wyraznie: jestem za zniesieniem habilitacji. Ale obawiam sie, ze > zniesienie jej teraz jeszcze bardziej ulatwiloby zycie naukowym cwaniaczkom. Zniesienie habilitacji będzie miało sens, jeżeli będzie powiązane z innymi reformami. Nie mogę jednak zgodzić się z argumentem, że nie jesteśmy w jakiś sposób gotowi do zniesienia habilitacji. Równie dobrze można powiedzieć, że nie jesteśmy gotowi do zreformowania czegokolwiek w tym systemie. Mam wrażenie, być może mylne, że operuje Pan stereotypem leniwego adiunkta, co to nic nie musi, byle by się zdążył habilitować na 5 lat przed emeryturą. 40-letnie zatrudnienie na stanowisku adiunkta to nie jest wymysł samych adiunktów!!! To autonomicznie uchwaliły senaty uczelni złożone w większości z profesorów!!! Dlaczego? Bo jeżeli adiunkt nie musi pracować naukowo, to instytut czy zakład nie musi finansować jego badań. Prosty sposób na ograniczenie konkurencji - naukowej i w walce o fundusze na badania. Leniwych adiunktów mamy dlatego, że komuś na uczelniach opłacało się ich utrzymywanie. Kiedy wprowadzono tzw. minima kadrowe utrzymywanie faktycznie bezrobotnych (i często nieźle już rozleniwionych brakiem zajęcia) adiunktów przestało się uczelniom opłacać. Ale nie na tyle, żeby ktokolwiek zauważył potrzebę finansowania ich działalności naukowej. Adiunkt na uczelni to ostatnie ogniwo w kolejce chętnych po fundusze na badania. To także ktoś, kogo traktuje się na zasadzie: a co ty dziecko możesz wiedzieć o Nauce, słuchaj starszych i ucz się. Jedyne, co proponuje się obecnie adiunktom, to skrócenie zatrudnienia lub kontrakty terminowe, ale bez gwarancji otrzymania jakichkolwiek pieniędzy na badania. Adiunkt ma wykazać się samodzielnością naukową, przygotowując rozprawę habilitacyjną, ale de facto nie jest na tyle samodzielny, by otrzymać jakiekolwiek fundusze na przeprowadzenie niezbędnych badań. Krótko mówiąc: pracuj, ale sfinansuj to sobie sam. Przypadki adiunktów, którzy samodzielnie finansują całość prac nad habilitacją są coraz częstsze, choć z pewnością nie we wszystkich dyscyplinach. Bez uczciwego rozwiązania problemu adiunktów nie będzie żadnej reformy. Czy natychmiastowe zniesienie habilitacji da szansę cwaniaczkom naukowym? Być może jakieś słabe uczelnie chętnie skorzystają z okazji, żeby zwiększyć liczbę profesorów w łatwy sposób. I co z tego? O wiele poważniejszy problem to cwaniactwo większego kalibru, które pozwala przepchnąć (lub utrącić) każdy wniosek w CK i w KBN, jeżeli wie się jak. Przykładem niech będzie głośna ostatnio sprawa prof. Trojana. Pomijając kwestię handlowania lekiem eksperymentalnym, która nie ma tu nic do rzeczy, zwrócę uwagę na fakt, że ten pan w ostatnim czasie otrzymał co najmniej trzy granty z KBN na swoje badania, ale tylko jeden na swoje nazwisko. Kierownikiem grantu nad immunoterapią (dziedzina Trojana) został neurochirurg z Bydgoszy, gdzie Trojan jest zatrudniony. Ktoś przecież te wnioski recenzował, ktoś je zatwierdzał!!! Nie chcę się szczegółowo na ten temat rozpisywać, to wszystko jest do sprawdzenia w bazie projektów finansowanych przez MNiI. Nie widzę powodu, by przejmować się awansem jednego czy drugiego cwaniaczka, w sytuacji, gdy wykształciła się spora grupa supercwaniaków, którzy od lat dzielą między sobą stołki i fundusze. Naukowe pozoranctwo kwitnie na wszystkich szczeblach - superwspaniałe wyniki zespołu Trojana zostały opublikowane w Białymstoku, a nie w Science. Nie jest też rzadkością sytuacja, w której promotor namawia doktoranta do rozluźnienia rygorów eksperymentalnych, bo przecież i tak wiadomo, że zaprzyjaźnieni recenzenci wszystko przełkną. Ryba psuje się od głowy, nie od ogona. Paradoksalnie, natychmiastowe uczynienie profesorów nawet ze wszystkich zatrudnionych adiunktów bez względu na dorobek mogłoby też przynieść pozytywne skutki: Kilkakrotnie zwiększyłaby się grupa osób uprawnionych do występowania o fundusze na badania w ramach uczelni i zasiadania w organach kolegialnych. Poza wszelkimi możliwymi konsekwencjami negatywnymi, z pewnością przyczyniłoby się to do rozbicia przynajmniej niektórych skostniałych układów na uczelniach. Wystarczy dać adiunktom prawo mówienia własnym głosem. Odpowiedz Link Zgłoś
sfaggam Re: System anglosaski z habilitacją to kiepski po 30.03.05, 16:50 Autor parokrotnie odnosi sie w tekscie (jak sam potwierdza - pocietego artykulu) do mizerii finansowej naszych uczelni (wszystkich). Jedna z glownych tez artykulu sprowadza sie jednak do stwierdzenia, ze odpowiednie finansowanie nie uleczyloby polskiej nauki ani polskich uczelni: "Często przedstawia się prostą receptę: więcej pieniędzy z budżetu. Rzeczywiście, poziom finansowania szkolnictwa wyższego i nauki jest w Polsce żenująco niski. Ale nawet wpompowanie dużo większych środków w nasze uczelnie nie pozwoli, moim zdaniem, zbliżyć się znacząco do najwyższego poziomu światowego. Z wielu przyczyn." Teza ta (udowadniana w tresci artykulu - choc w sposob wycinkowy, zapewne ze wzgledu na owo "pociecie" tekstu) jest tylez sluszna, co nietrafiona. Sluszna jest, albowiem mizeria nauki i uczelni naszego kraju, choc bez watpienia korzenie swe majaca w generalnym ubostwie naszego panstwa, nie jest skutkiem jedynie braku srodkow finansowych. Czesc elementow, skladajacych sie na stan rzeczy, jaki autor opisuje, ma rozwiniety "system korzeniowy" siegajacy tradycji i historii nauki w naszym kraju, losow naszego panstwa i spoleczenstwa itd. itd. Nietrafiona jest jednak, gdyz przez swe sformulowanie pomija i usuwa z obrebu rozwazan to, co pominiete byc nie moze: bez zasadniczej zmianu poziomu finansowania nauki i uczelni *zadne* inne zmiany, zadne zonglowanie ustawami, konstytucja, zasadami i regulami, nie moga w *zaden sposob* same doprowadzic do radykalnej zmiany pozycji polskich uczelni i polskiej nauki w swiecie. Nie moge zgodzic sie ze sformulowaniem "[...]poziom finansowania szkolnictwa wyższego i nauki jest w Polsce żenująco niski." On nie jest NISKI ! On jest SKANDALICZNY ! I Autor swietnie o tym wie - wszak znajomy mu jest taki cytat: "Overall, the fraction of its domestic product that Germany spends on education at all levels is smaller than the OECD average, which is 5.6 percent, and far smaller than that in countries like the United States and South Korea, where it is 7.3 percent and 8.2 percent, respectively." [IEEE Spectrum, 01.2005] A ile procent PKB Polska wydaje na nauke ? Autor wie, ale usuwa ten aspekt sprawy z obszaru swoich rozwazan... Jezeli nauka polska otrzymuje "zasilek socjalny" (a zatem rowniez na poziomie zasilku socjalnego sa pensje wiekszosci kadry naukowej i dydaktycznej) to trudno oczekiwac, by to nie wplywalo na jej kondycje. I wszelkie poszukiwania sposobu na uzdrowienie "chorego" na nic sie nie zdadza, bo jest on skrajnie oslabiony przez niedozywienie... Stad tez niektore daleko idace pomysly autora na poprawe rozmaitych aspektow funkcjonowania uczelni i nauki, a zwlaszcza wskazywane przyczyny niektorych patologii, nie wydaja sie trafne. Pisze Pan Profesor Jajszczyk: "Jeszcze gorzej wygląda sprawa z adiunktami. [...] Nawet jeśli są kiepskimi dydaktykami i pozorują pracę naukową, publikując od czasu do czasu jakiś marny artykuł, zwolnienie ich graniczy z cudem. Nie przeszkadza im to niekiedy w pracy na innych uczelniach czy prowadzeniu własnego biznesu." Gdyby nie mizeria finansowa pracownikow uczelni, uczelnie prywatne nie rozwinelyby sie w naszym kraju, bo nie byloby chetnych do zarabiania nuzacym odtwarzaniem dydaktycznej papki w drugorzednych uczelniach prywatnych, ani uganianiem sie za kontraktami dla swoich prywatnych (mikro)biznesow. Nie byloby tez trzeba stosowac jakichs nadzwyczajnych mechanizmow usuwania kiepskich dydaktykow i nierokujacych rozwoju naukowcow. Z mojego rozeznania (z pewnoscia nie tak szerokiego, jak Autora artykulu, jednak tez zdobytego w trakcie pobytow za granica), jasno wynika, ze nigdzie kadra naukowa nie jest zlozona w stu procentach z najlepszych. Najlepsi w swojej masie ida do przemyslu, bo tam sa pieniadze i szanse na szybkie uzyskanie pozycji. Na uczelniach kariery upatruja tylko ci z najlepszych absolwentow, ktorzy sa zapalencami, czy wrecz fanatykami nauki. Reszta kadry - to "drugi sort". W naszym kraju wiele lat temu samo pozostanie na uczelni bylo nobilitacja, a ze pensje na "panstwowej posadzie" byly rownie niskie co na uczelni, odsetek najlepszym absolwentow, probujacych sil w nauce byl znacznie wyzszy niz dzisiaj. Potem przyszly zmiany i wszystko zaczelo dzialac jak "na Zachodzie". Tyle, ze przy systematycznym "zagladzaniu nauki na smierc" na uczelnie trafia dzis nie "drugi" (jak w krajach, o ktorych mowi wyzej podany cytat) a "trzeci sort". I to w wiekszosci nie po to by "robic nauke", lecz po to, by miec w cv "epizod uczelniany". W innym miejscu Autor gromi zle zasady rozdzialu srodkow i zaleca: "Musimy uzmysłowić sobie brutalną prawdę - należy skoncentrować się na badaniach, które bezpośrednio przyczyniają się do rozwoju kraju." Ale o jakich srodkach tu mowa ? I czy mozna poswiecac potencjal umyslowy, zgromadzony w nacznej mierze jeszcze w okresie, gdy wsrod kandydatow na naukowcow przewazali entuzjasci, nie patrzacy na pieniadze i żądni mozliwosci osiagniecia czegos w sferze niematerialnej ? Priorytet oznacza pierwszenstwo w dostepie - ale taki, o jakim mowi autor, oznacza pozbawienie calej reszty jakiegokolwiek dostepu do srodkow. Bo wszak tajemnica poliszynela jest, ze jak dzisiaj jedna duza, znana i z tradycjami uczelnia dostaje srodki na budowe kampusu, to inna duza, znana i z tradycjami uczelnia zostaje pozbawiona srodkow (i oczywiscie cale grono innych - mniejszych, z mniejszymi tradycjani choc moze niemniej znanych...). Gdyby pojsc za rada Autora *przy obecnym poziomie* finasowania nauki polskiej trzeba byloby zlikwidowac dzialalnosc (chocby tylko obliczona na przetrwanie) badawcza a pewnie i dydaktyczna w wielu, wielu jednostkach. Co innego, gdyby dysponowac srodkami na poziomie polowy przecietnej europejskiej - prawda, ze niezle mozna byloby ustawic priorytety, gdyby budzet nauki polskiej wzrosl nagle te 6-7 razy ... ? Nie wierze, ze zadziala proponowane przez Prof. Jajszczyka rozwiazanie, gdy pisze on: "Opowiadam się za jeszcze większą koncentracją środków na najlepszych uczelniach. Tylko wtedy mamy szansę na powstanie kilku uczelni mogących konkurować z najlepszymi uniwersytetami w Europie i na świecie, a także na stworzenie zaplecza intelektualnego dla naszej gospodarki i kultury. W wyborze najlepszych jednostek należy uwzględniać opinie instytucji spoza kraju bądź uznanych ekspertów zagranicznych wyspecjalizowanych w ocenianiu uczelni." Zaplecze w znacznej mierze mamy, tylko nie ma ono mozliwosci byc wykorzystane, wlasnie z braku srodkow. Tam, gdzie te mozliwosci sie pojawiaja, okazuje sie, ze nasza pozycja jest lepsza niz sie wydawalo. [vide: artykul o biotechnologiach w BusinessWeek lub we Wprost w ostatniego tygodnia] A zlikwidowac latwo, gorzej z reaktywacja. Co do zas pochodzacych z zagranicy ocen i opinii "na zamowienie" sadze, ze trzeba byc ostroznym... A moze dla oceny jakosci uczelni (przynajmniej od strony dydaktyki) sledzic losy ich absolwentow, w szczegolnosci zbadac dokad - do jakich osrodkow i na jaki stanowiska - wedruja emigrujacy absolwenci i jakie robia kariery, ile placa za nich agencjom headhunterskim ich pozniejsi pracodawcy ? Oczywiscie zgadzam sie ze stwierdzeniem: "Nasza przyszłość w dużej mierze zależy od tego, jakie będziemy mieli szkoły wyższe. Ich jakość będzie zależała nie tylko od poziomu finansowania, lecz przede wszystkim od istnienia zdrowych mechanizmów wewnątrz uczelni i całego środowiska akademickiego." Tyle, ze smiem twierdzic, iz bez przyzwoitego (czyt. kilkakrotnie wyzszego niz obecnie) poziomu finansowania nie da sie uruchomic zadnych zdrowych mechanizmow ani wewnatrz ani w otoczeniu uczelni. A co do wiary w wartosc habilitacji jako czynnika hamujacego dostep do karier naukowych "cwaniaczkom" - bo przeciez tego dotyczy wypowiedz autora, pod ktora podpinam ten list - moge powiedziec ty Odpowiedz Link Zgłoś
sfaggam Re: System anglosaski z habilitacją to kiepski po 30.03.05, 17:02 Z niewiadomych owodow "obcielo" zakonczenie mojej wypowiedzi, wiec jeszcze ostatni fragment w calosci: A co do wiary w wartosc habilitacji jako czynnika hamujacego dostep do karier naukowych "cwaniaczkom" - bo przeciez tego dotyczy wypowiedz autora, pod ktora podpinam ten list - moge powiedziec tyle: zapewne sa dziedziny nauki i osrodki, gdzie mogloby to zadzialac, ale ja nic o nich nie wiem, a przyklady Autora moim zdaniem sugeruja raczej cos przeciwnego... sfaggam Odpowiedz Link Zgłoś
kozaczek09 Re: System anglosaski z habilitacją to kiepski po 30.03.05, 17:27 Jesli sie nie myle w Niemczech i USA duza czesc pieniedzy przeznaczonych na universytety pochodzi z prywatnych i korporacyjnych zrodel, oplaty za badania, patenty etc. Pakazuje to ze nie powinno sie czekac tylko i wylacznie na pomoc panstwa ale trzeba aktywnie zabiegac o fundusze takze w sektorze prywatnym. Wyglada jednak na to ze w ten caly sytem jest zbyt skostnialy i brakuje mu inicjatywy. Oczywiscie lepiej jest siedziec i czekac z zalozonymi rekami na pomoc niz zrobic cos samemu Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: System anglosaski z habilitacją to kiepski po 31.03.05, 08:01 Alez ja uwazam, ze znaczaco lepsze finansowanie uczelni z budzetu jest niezbedne! Nie pisze o tym wiecej, poniewaz jest to dla wszystkich oczywiste. Zwracam tylko uwage, sila rzeczy bardzo pobieznie, ze z powodu wystepujacych patologii same pieniadze nie wystarcza. Dobrze wiemy, ze nie ma takich pieniedzy, ktorych nie daloby sie zmarnowac. Sa na to przyklady z ostatnich lat, gdy na niektore projekty celowe wydano bardzo grube miliony, a ich skutek byl zaden. Czyli podsumowujac: Znaczne zwiekszenie srodkow i JEDNOCZESNIE tworzenie warunkow, aby byly spozytkowane we wlasciwy sposob. Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
sfaggam Re: System anglosaski z habilitacją to kiepski po 31.03.05, 09:41 taternik1 napisał: > Alez ja uwazam, ze znaczaco lepsze finansowanie uczelni z budzetu jest > niezbedne! Nie pisze o tym wiecej, poniewaz jest to dla wszystkich oczywiste. Niestety, moze mial Pan taka intencje, albo pelna wersja Pana artykulu ja artykulowala... To, co jest do przeczytania ma inna wymowe i moze komus przypominac "zastepcze dyskusje" z minionej epoki. > Zwracam tylko uwage, sila rzeczy bardzo pobieznie, ze z powodu wystepujacych > patologii same pieniadze nie wystarcza. Dobrze wiemy, ze nie ma takich > pieniedzy, ktorych nie daloby sie zmarnowac. Sa na to przyklady z ostatnich lat > , > gdy na niektore projekty celowe wydano bardzo grube miliony, a ich skutek byl > zaden. Czyli podsumowujac: Znaczne zwiekszenie srodkow i JEDNOCZESNIE tworzenie > warunkow, aby byly spozytkowane we wlasciwy sposob. > Ludzie nie zmieniaja sie skokowo, zaraz gdy tylko powstaja przeslanki do zmiany sposobu myslenia i dzialania. Z podworka, na ktorym Pan dziala (od zbyt niedawnego okresu niestety...), moglby Pan miec dobry przyklad, w jaki sposob mozna (przez lata!) tak dzielic srodki, aby jednym (co zarabiaja) zabierac, a drugim dawac (tym "potrzebujacym"). I cale gremium decyzyjne takie postepowanie akceptowalo... Zeby postulowane przez Pana zmiany w uczelniach i nauce jako calosci mialy *szanse* zajsc, trzeba: (i) doprowadzic do wzrostu finsnsowania az do poziomu, przy ktorym poprawa warunkow zycia kadry (=> pensje) i warunkow pracy (=>wyposazenie, srodki na dzialalnosc podstawowa - wlasna, granty na badania w kierunkach rozwojowych) spowoduje, ze kadrze *przestanie oplacac sie* i stanie sie *niepotrzebne* dorabianie na dodatkowych etatach, pozorowanie dzialalnosci, aby tylko zyskac finasowanie itp.; (ii) potem przywrocic rozsadne zasady finansowania dydaktyki, aby nie byla to nieoplacalna dzialalnosc (jak jest dzisiaj) i wprowadzic *czesciowa* odplatnosc na studiach w uczelniach panstwowych plus efektywny system stypendialny; jedno i drugie oczywiscie dopiero po pierwszym kroku, bo inaczej znowu beda patologie typu 1200 studentow na I roku prawa albo "studia wieczorowe w trybie dziennym" (oczywiscie odplatne bo "wieczorowe") - jedno i drugie z krakowskich uczelni; (iii) nie pozniej niz rownolegle z (ii) rozpoczac realizacje refom organizacyjnych - przede wszystkim likwidacji habilitacji jako *podstawowej* drogi do profesury, choc moze z dopuszczeniem tej drogi jako sciezki prowadzacej do uzyskania uprawnien do udzialu w RW, recenzowania prac doktorskich itp. (decyzje i rozwiazania prawne - oczywiscie wczesniej, czyli juz). O innych dzialaniach, ktore nalezaloby podjac, celem likwidacji skrajnych patologii w szkolnictwie wyzszym pisac nie bede, bo nie ma tu zadnych generalnych recept ni zasad. Warto tylko zauwazyc, ze znaczna czesc tych patologii jest *szeroko* rozprzestrzeniona nie ze wzgledu na to, iz cala (czy prawie cala) kadra jest pozbawiona jakichkolwiek zasad, lecz dlatego, ze niewielka jej czesc nie natrafia na opor ze strony reszty, ktora nie akceptuje ale nie walczy (efektywnie tolerujac naganne dzialania). Ten brak oporu to nie tylko skutek wygodnictwa ("ja na tym nie trace, a walczyc nie bede, bo i tak nic nie zmienie"), czy erozji zasad ("nie patrze, wiec nie widze"), ale skutek braku jakiejkolwiek alternatywy, prowadzacej do poprawy sytacji, czy w ogole brak perpektyw poprawy. Oczywiscie, niezaleznie od reform w samym szkolnictwie wyzszym, koniweczne sa dzialania zmierzajace do wyrownania szans mlodziezy z malych osrodkow. Warto wszakze zauwazyc, ze z chwila udroznienia kanalow przeplywu kadry, kadra odchodzaca z najlepszych uczelni bedzie zasilac te slabsze, a skoro juz teraz wielu nauczycieli akademickich pracuje w najlepszych liceach, to zmiany zasad finansowania rowniez w tym segmencie edukacji (nieuniknione skadinad i co wiecej - mozliwe w okresie demograficznego nizu) moga spowodowac poprawe kasztalcenia na poziomie srednim. Do tego wszystkiego potrzeba paru rzeczy, z ktorych pierwsze trzy to: pieniadze, pieniadze i pieniadze... Zatem, Panie Profesorze, wszelkie pisanie o reformach trzeba zaczynac od jednej z tych trzech rzeczy - rowniez dlatego, ze wcale nie jest to oczywiste, przynajmniej dla tych z Wiejskiej... sfaggam Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: System anglosaski z habilitacją to kiepski po 31.03.05, 10:10 Zdecydowanie zgadzam się z Profesorem, że nie ma takich pieniędzy, których obecne układy uczelniane nie byłyby w stanie ordynarnie przeżreć. Najpierw reformy strukturalne i zmiana systemu finansowania, a potem zwiększenie nakładów. Odpowiedz Link Zgłoś
miriale Nie tylko kasa 30.03.05, 12:19 Wyższa Szkoła Handlowa w Radomiu nie jest uczelnią biedną!!Studentów traktuje się tam jak wrogów a wykładowcy -nie wszyscy oczywiście- prezentują raczej niezbyt wysoki poziom!!Należy tu zauważyć,że jest to chyba najlepiej rozreklamowana prywatna uczelnia w Radomiu.Ale nie dajcie się zmylić!!!Sama tam studiuję od kilku lat i bardzo żałuję wyboru!!! Odpowiedz Link Zgłoś
costam09 hmmm 30.03.05, 13:04 Mamy pełno szkół publicznych, finansowanych przez państwo, które studentó traktują jak zarazę konieczną, przeszkadzającą im w badaniach. Rzeczywiście na studiach płatnych studenci traktowani są sporo lepiej, mają cośkolwiek do powiedzenia, traktuje się ich bardziej jak partnerów w dążeniu do wiedzy, niż zło konieczne jak w państwowych.. Odpowiedz Link Zgłoś
dawid.kingloff serio? 31.03.05, 10:01 w polsce to chyba w tych 5 najlepszych szkolach prywatnych. Odpowiedz Link Zgłoś
imprezagt BARDZO TRAFNA DIAGNOZA. Zgadzam się w 90% 30.03.05, 13:42 To bardzo cenne spostrzeżenia na temat polskiego szkolnictwa wyższego. Obnażają brutalną prawdę z którą nie da się polemizować. Niestety w szkolnictwie wyższym, mamy do czynienia z wieloma patologiami. Nie jest to wyjątek, tak dzieje się w wielu innych, pozostających w finansowaniu państwowym instytuacjach (jak zdrowie czy edukacja). Z perspektywy studenta łatwo zauważyć te "skostniałe uczelniane układy". Choć muszę przyznac że z moich obserwacji akurat w naszej katedrze (telekomunikacji na AGH, miałem przyjemność mieć zajęcia z autorem artykułu) są one mało bolesne i niezbyt rozległe. Ale odnoszę wrażenie że to jeden z nielicznych wyjątków wynikających ze specyfiki katedry. Prawda jest taka, że "społeczna gospodarka rynkowa" wdrożona na poczatku lat 90 pokazała kilka znaczących mankamentów. A mianowicie: Nie da się wyjąć spod mechanizmów rynkowych takich dziedzin jak nauka czy ochrona zdrowia. A jeśli już się to robi to efekty są jak widać. Jestem za płatnymi studiami i płatną służbą zdrowia. Trzeba uniemożliwić roztrwanianie pieniedzy podatników poprzez nieracjonalne wydatki. Najlepsi muszą dostawac najwięcej i tylko użytkownicy (potencjalni studenci i pacjenci) są w stanie to obiektynie weryfikować a nie mniejsz czy większe grupy nacisku. Odpowiedz Link Zgłoś
gobi03 Re: Skazani na bylejakość? 30.03.05, 13:48 Brak ruchliwości kadr jest efektem zbyt wygodnej pozycji wyższych uczelni - nikomu nie zależy na podnoszeniu jakości nauczania i przekazaniu wiedzy użytecznej. Od dziesiątków lat nasi naukowcy robią to samo i tak samo, i nie pytają na ile pożyteczna jest ich nauka. Maja swoje zasady, podstawy wyższych nauk, które muszą wpoić studentom tak, jak im wpajali ich profesorowie. Nie będą przecież rezygnować z pryncypiów! Uważam, że własna działalność biznesowa kadr wyższych uczelni jest oniecznością, tak samo, jak koniecznością jest prowadzenie badań _użytecznych_. Profesor nie wychodzący z laboratorium to ideał XIX wieku, kiedy każde odkrycie było potrzebne. Teraz naukowcy muszą wiedzieć, na czym się da zarobić i wiedzę tą przekazywać studentom. KBN to tymczasowa łata, która nie może wyręczać normalnych ministrów w ich odpowiedzialności. Fundusze KBN są poważnym nadużyciem wobec MENiS. . . Chciałbym więcej dowiedzieć się o tych "różnorodnych systemach stypendialnych" przy tak wielkim bezrobociu i podatkach. Ostatnie - uważam, że w Polsce wyższe uczelnie są zbyt duże, mają zbyt wielu studentów. Oczywiście nie chodzi mi o jakieś urzędowe limity, ale raczej o kontrolę jakości. Uczelnie (nawet te prestiżowe) przyjmują nieprzyzwoite ilości kandydatów z myślą o napchaniu sobie kasy, a nie dają im odpowiednich warunków nauki. Tu powinny interweniować władze, ponieważ na takie oszustwa nie można pozwalać. Odpowiedz Link Zgłoś
archiwariusz1 Re: Skazani na bylejakość? 30.03.05, 13:58 faktycznie ... bravo.. kolejny zwolennik niewidocznej ręki rynku która wszystko ureguluje... tak jak uregulowała nam już całą Polskę... tak na marginesie... wrzucenie do jednego wora np. nauk humanistycznych z technicznymi i medycznymi wykaże nam niezawodnie które dyscypliny państwo powinno sobie odpuścić (czytaj przestać na nie łożyć bo są zbędne i nieproduktywne)a które zgodne z niewidzialną ręką... ps. dlaczego mam wrażenie że to jest niewidzialna ręka z dawnego peerelowskiego jeszcze Teleranka :? :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
mayta zysk ponad ludzi - to juz niemodne 30.03.05, 16:03 Doktorant historii obnazyl calkowicie bufonade szanownego pana profesora. Nagle pan profesor przestal miec czas na udzielanie odpowiedzi na podstawowe pytania. A pisac bufoniaste artykuly mial czas. Swietna recepta: zlikwidowac wszystko, co nie daje bezposredniego zysku. Tylko jakby malo odkrywcza i malo madra. I nieprawda jest, ze zostala zrealizowana "na calym swiecie". Malo pan profesor tego swiata zna. Zachlysnal sie Kanada i wymyslil genialna recepte - a na pytanie o szczegoly swego genialnego planu nie ma czasu odpowiadac. Takim reformatorom z bozej laski serdecznie dziekujemy. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: zysk ponad ludzi - to juz niemodne 30.03.05, 16:07 Jeżeli nie podpisujesz się własnym imieniem i nazwiskiem, to przynajmniej wyrażaj się grzeczniej. Bez względu na to, czy masz rację, czy nie. Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Doceńcie to że autor dyskutuje podpisując się 30.03.05, 20:46 khmara napisał: > Jeżeli nie podpisujesz się własnym imieniem i nazwiskiem, to przynajmniej > wyrażaj się grzeczniej. Bardzo słuszna uwaga khmary. Co bardziej krewcy dyskutanci nie zauważają, że mają komfort bezpośredniej wymiany poglądów z autorem tekstu występującym pod własnym nazwiskiem. To w ogóle jest drugi taki przypadek na Forum GW o którym wiem; wcześniej zrobił to Lech Wałęsa. Uważam, że należy tak się zachowywać żeby obydwie strony miały równe szanse, bo ta druga, ujawniając się, jest automatycznie na słabszej pozycji. Po prostu nie na wszystko sobie można pozwolić podpisując się pod postem. To bardzo dobry i ważny artykuł, choć można mieć różne uwagi. Doceńmy odwagę prof. Jajszczyka i to podwójną: że głosi prawdy niezbyt popularne wśród zadowolonych z siebie profesorów i że dyskutuje na forum podpisując się imieniem i nazwiskiem. Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: zysk ponad ludzi - to juz niemodne 30.03.05, 16:09 W receptach na rozdawanie nie jestem w stanie konkurowac z p. Lepperem i jemu podobnymi. Dlatego prosze tez wybaczyc, ze nie wlaczam sie w te watki dyskusji. Poza tym, moj artykul nie jest zadna recepta. Mial tylko pobudzic dyskusje (mam nadzieje, ze merytoryczna). Jezeli ktos wierzy, ze jedna strona artykulu z gazety codziennej moze podac rozwiazania wszystkich problemow, to znaczy, ze jest w stanie uwierzyc we wszystko. Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
olo20051 Z życia adiunkta 30.03.05, 16:20 "Ze zbieraniem punktów wiąże się rozwój turystyki naukowej. Często prezentuje się prace na trzeciorzędnych konferencjach - a punkty za publikacje zagraniczne lecą .... " 1. Jestem adiunktem na Politechnice Krakowskiej. W ciągu ostatniego roku napisałem dwa artykuły przyjete na miedzynarodowe konferencje firmowane przez IEEE oraz IFAC. Oba artykuły zostaly przyjęte. Nie mogłem ich wygłosić ponieważ odmówiono mi sfinansowania wyjazdu i opłaty konferencyjnej. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że na tą samą konferencję pojechało czterch panów, współautorów jednego artykułu. Różnica polegała na tym, że ja nie mam hab. przed nazwiskiem. Jak w takiej sytuacji żądać od pracowników naukowych publikacji na światowym poziomie? 2. Wedle mojej wiedzy w AGH (i nie tylko) został przeforsowany system oceniania pracowników naukowych promujący byle jakie publikacje. Wystarczy napisać kilka gniotów na marne polskie konferencje aby uzyskać ocenę 5.0. Reguły oceniania są tak dobrane, że przy uzyskaniu dużej liczby puktów za publikacje zagraniczne (np. 12 tak jak w moim przypadku) i tak należy do formulaża wpisać 6.0. W ocenie okresowej nie uwzględnia się wogóle współczynnika impact factor. 3. Nie zgadzam się z poglądami autora dotyczącymi zmian miejsca pracy. Bardzo chętnie przeniosę się na inny uniwersytet pod warunkiem, że będzie mnie na to stać. Za moją obecną pensję z trudem mogę się utrzymać w Krakowie i nie wyobrażam sobie wynajmu mieszkania, utrzymania dziecka i urządzania się w nowym miejscu za 1500 PLN/mies. Wiem, że w USA czy Niemczech takie problemy nie występują, jednak swoje propozycje musi pan prof. odnosić do tego kraju. Pozdrawiam Adiunkt Odpowiedz Link Zgłoś
olo20051 Re: Z życia adiunkta 30.03.05, 16:38 Jeszcze kilka pytań. 1. Jakie pan prof. ma kryteria wyboru najlepszych kandydatów do zatrudnienia na uczelniach? Może warto było o tym powiedzieć w artykule. 2. Przyjęcie założenia, że działalność naukowa ma tylko przynosić zysk i "dobry produkt" prowadzi do degeneracji nauki i ograniczenia zakresu badań. Z jednej strony Einstein nie miałby szans, z drugiej strony poglądy autora wykasowałyby Einsteina, bo przecież był non profit i nie współpracował z przemysłem. Adiunkt Odpowiedz Link Zgłoś
dawid.kingloff agh jest zabawne :) 31.03.05, 08:18 tam wszyscy maja imponujaca ilosc publikacji, w ktore wliczaja takze np. wystapienia z posterem na konferencji w psciolkach czy artykuly w zeszytach naukowych politechniki w lipkach wielkich. ;) a ja naiwny myslalem, ze publikacje to artykuly w czasopismach z listy filadelfijskiej czy wystapienia na powaznych konferencjach ktore sa odnotowywane w bazach danych. :) jak laik spojrzy na taki dorobek w cyferkach to sie moze wydawac, ze agh to MIT niemalze. :) Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: Z życia adiunkta 31.03.05, 08:23 olo20051 napisał: > Jeszcze kilka pytań. > 1. Jakie pan prof. ma kryteria wyboru najlepszych kandydatów do zatrudnienia > na uczelniach? Może warto było o tym powiedzieć w artykule. Moj oryginalny tekst byl dwa razy dluzszy, ale i tak przeciez nie byl w stanie wyczerpac tematyki. Sila rzeczy, bo takie sa wymagania prasy codziennej, musialem poprzestac na haslach i skrotach myslowych. Nie miejsce w takim artykule na szczegolowe kryteria wyboru kandydatow. To zreszta nie jest prosta sprawa. Wbrew temu co sadza niektorzy, bez sensu sa sztywno zapisane kryteria, poniewaz ludzie, kierunki badan itd. sa rozni. Wazne jest aby kandydat mial "iskre boza", czyli chec i mozliwosci intelektualne odkrywania prawdy, bo o to chodzi w nauce. Przeslaniem mojego artykulu bylo to, ze jezeli srodowisko naukowe bedzie zdrowe, a podejmowane decyzje beda zwiazane z rynkiem (nauki i edukacji), ulatwi to eliminowanie patologii polegajacych na przyjmowaniu np. czlonkow rodziny, czy znajomych, a nie najlepszych kandydatow. Rowniez latwosc zwalniania tych co sie nie sprawdzili (to sie zdarza) ulatwi przyjmowanie na to miejsce wlasciwych ludzi. Czesc czytelnikow odczytala moj artykul jako atak profesury na mloda kadre. Tak oczywiscie nie jest. Tak jak w innych, zdrowo zarzadzanych, przedsiebiorstwach nalezy zwalniac ludzi, ktorzy sie nie sprawdzili, tak w uczelniach nalezy robic to samo (jak pomoc takim ludziom to juz zupelnie inna historia - oczywiscie tez wazna, ale zdecydowanie poza obszarem kompetencji uczelni wyzszych). Gdy jest inaczej, krzywdzimy tych, ktorzy sa dobrzy, a ich miejsce blokuja np. leniuchy. > 2. Przyjęcie założenia, że działalność naukowa ma tylko przynosić zysk i "dobry > produkt" prowadzi do degeneracji nauki i ograniczenia zakresu badań. Z jednej > strony Einstein nie miałby szans, z drugiej strony poglądy autora wykasowałyby > Einsteina, bo przecież był non profit i nie współpracował z przemysłem. > Adiunkt Pisalem to juz kilka razy: z proznego i Salomon nie naleje. Nawet gdybysmy zwiekszyli dziesieciokrotnie naklady z budzetu na nauke, nie da sie finansowac wszystkich badan (nie ma takiego kraju, ktory to moglby zrobic). Czyli trzeba wybierac. Jak? Z glowa. Celowo nie nie podaje dziedzin, ktore szczegolnie nalezy finasowac przede wszystkim, bo to sprawa na oddzielna dyskusje. Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Z życia adiunkta 31.03.05, 10:05 taternik1 napisał: > Przeslaniem mojego artykulu bylo to, ze jezeli srodowisko > naukowe bedzie zdrowe, a podejmowane decyzje beda zwiazane z rynkiem (nauki i > edukacji), ulatwi to eliminowanie patologii polegajacych na przyjmowaniu np. > czlonkow rodziny, czy znajomych, a nie najlepszych kandydatow. Jeżeli środowisko będzie zdrowe, to będzie się samo oczyszczało, ale na razie zatraciło całkowicie zdolność samooczyszczania się. Wprowadzenie mechanizmów rynkowych bez zabezpieczeń kontrolnych przyniesie efekt taki sam jak niekontrolowana prywatyzacja gospodarki - pogłębi patologie i doprowadzi do faktycznego uwłaszczenia się profesorów na katedrach. Proszę tej wypowiedzi nie traktować jako atak na kadrę profesorską w ogóle, ale "spółdzielnie" wzajemnie popierających się profesorów są faktem. Zdrowa samoregulacja to w obecnej sytuacji pobożne życzenia. Tego systemu nie da się uzdrowić bez szargnięcia się na świętość, jaką jest autonomia uczelni. Brakuje obowiązkowego, zewnętrznego audytu i zewnętrznej kontroli procedur związanych z zatrudnianiem i awansowaniem pracowników. Problem w tym, że obecne instytucje kontrolne (PKA, CK) zupełnie nie spełniają funkcji, do której zostały powołane. Zbyt wiele istotnych kwestii pozostawiono w gestii senatów, które z natury rzeczy nie są zainteresowane zmianą status quo. Nie traktuję Pana wypowiedzi jako ataku na młodą kadrę. Myślę, że pewne uproszczenia w Pańskiej wypowiedzi wynikają przede wszystkim z nieznajomości realiów z życia doktoranta czy adiunkta. W ten sposób docieramy do kolejnego stereotypu. Uważa się powszechnie, że uczelnią powinni kierować profesorowie (senat) i oni powinni zajmować się reformowaniem nauki, bo mają w tej dziedzinie najwięcej wiedzy i doświadczenia. To akurat jest guzik prawda, bo wypowiadający się na tym forum doktoranci walą trochę na oślep, ale ich pretensje są jak najbardziej zasadne. Tylko te doktorancko-doktorskie pretensje to walenie grochem o ścianę, bo rektorsko-profesorscy reformatorzy ani myślą ich słuchać. Odpowiedz Link Zgłoś
itd-gw Re: Z życia adiunkta 31.03.05, 17:46 olo20051 napisał: > 1. Jestem adiunktem na Politechnice Krakowskiej. W ciągu ostatniego roku napisa > łem dwa artykuły przyjete na miedzynarodowe konferencje firmowane przez IEEE or > az IFAC. Oba artykuły zostaly przyjęte. Nie mogłem ich wygłosić ponieważ odmówi > ono mi sfinansowania wyjazdu i opłaty konferencyjnej. Ze zdziwieniem stwierdził > em, że na tą samą konferencję pojechało czterch panów, współautorów jednego artykułu. Różnica polegała na tym, że ja nie mam hab. przed nazwiskiem. > Jak w takiej sytuacji żądać od pracowników naukowych publikacji na światowym poziomie? > recepta jest prosta - wysylac do journali a nie na konferencje. Oddzwiek bedzie wiekszy jezeli praca jest wartosciowa. Poza tym recenzje artykulow konferencyjnych (jezeli w ogole sa) w wiekszosci przypadkow pozostawiaja wiele do zyczenia... > 2. Wedle mojej wiedzy w AGH (i nie tylko) został przeforsowany system oceniania > pracowników naukowych promujący byle jakie publikacje. Wystarczy napisać kilka > gniotów na marne polskie konferencje aby uzyskać ocenę 5.0. Reguły oceniania s > ą tak dobrane, że przy uzyskaniu dużej liczby puktów za publikacje zagraniczne > (np. 12 tak jak w moim przypadku) i tak należy do formulaża wpisać 6.0. W oceni > e okresowej nie uwzględnia się wogóle współczynnika impact factor. System jest dostosowany do 'poziomu samodzielnych'. Stad opisywane przez autora artykulu trudnosci ze zwalnianiem pracownikow. Wysoki poziom naukowy AGH ta sa najzwyklejsze MITY (nie mylic z Bostonem). Oczywiscie sa wyjatki, np. autor artykulu... > > 3. Nie zgadzam się z poglądami autora dotyczącymi zmian miejsca pracy. Bardzo c > hętnie przeniosę się na inny uniwersytet pod warunkiem, że będzie mnie na to st > ać. Za moją obecną pensję z trudem mogę się utrzymać w Krakowie i nie wyobraża > sobie wynajmu mieszkania, utrzymania dziecka i urządzania się w nowym miejscu > za 1500 PLN/mies. Wiem, że w USA czy Niemczech takie problemy nie występują, je > dnak swoje propozycje musi pan prof. odnosić do tego kraju. bzdura, trzeba bylo jezdzic wczesniej. Polowa Polski jezdzi gdzies za praca, adiunkci tez moga wracac do domu na weekend jak nie chca dzieciom zmieniac szkoly. Brak mobilnosci i ograniczenie sie do jednego srodowiska to SMIERC NAUKOWA. Odpowiedz Link Zgłoś
selfish Re: Skazani na bylejakość? 30.03.05, 16:46 Drogi Taterniku, problem z nauka jest i Twoja diagnoza jest sluszna. Patologie wszechobecne, pozycja swiatowa zadna. Woli reformowania nauki nie widac. Mam dwa pomysly: 1. Profesorowie oceniani co 4 lata przez swiatowe autorytety w ich dziedzinach. Za ocena ida kwoty z KBN (kumoterstwo malo prawdopodobne). Koniec z kadra mianowana. 2. Granty KBN oceniane za granica - tematy nieistotne naukowo eliminowane. Inaczej nic sie nie zmieni. (ITPW_a) Odpowiedz Link Zgłoś
dotrox Re: Skazani na bylejakość? 30.03.05, 16:57 Moim zdaniem autor artykulu ma racje. Nie jest to panaceum na wszystko, ale zeby cos zrobic nalezy jakos zaczac. Polska nauka pochlania ogromne pieniadze, nie dajac wiele w zamniam. Co do opłat za studia zgadzam sie calkowicie ze powinny one zostac wprowadzone, przy czym dla osob ktorych na to nie stac powinien zostac wprowadzony program stypendiow. Efekty tego bedziemy widziec szybciej niz sie wydaje. Przyklad AGH - traktowanie studentow studiów dziennych i studentow np. studiow podyplomowych (katedra Informatyki). Nagle okazuje sie ze mozna sie umowic na konkretna godzine i nie siedzi sie i nie czeka 5 dzien z rzedu po kilka godzin. I zaczyna znikac mnostwo innych problemow. Glos studenta sie naprawde liczy - mozna wymusic zmiane prowadzacego, a nie jak na studiach dziennych kiedy wyniki ankiet zostaja utajnione zeby sie nagle nie okazalo ze mnostwo osob powninno odejsc, lub przynajmniej zostac odsunietych od pracy dydaktycznej. dotRoX Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Akademia to nie uniwersytet!!! 30.03.05, 19:23 Prof. Andrzej Jajszczyk jest obecnie pracownikiem AGH, a wcześniej pracował w różnych szkołach technicznych. Zaś wypowiada się o uniwersytetach. Jakie on ma doświadczenie w sprawach pracy na uniwersytecie? Co on wie o tym, jak pracuje się w dyscyplinach nietechnicznych? Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: Akademia to nie uniwersytet!!! 31.03.05, 08:35 > Prof. Andrzej Jajszczyk jest obecnie pracownikiem AGH, a wcześniej pracował w różnych szkołach technicznych. Zaś wypowiada się o uniwersytetach. Jakie on ma d > oświadczenie w sprawach pracy na uniwersytecie? Co on wie o tym, jak pracuje się w dyscyplinach nietechnicznych? Ad vocem: Dwa lata pracowalem w Queens University, Kingston, Ontario, Canada Rok pracowalem w University of Adelaide, Department of Mathematics, Australia Z roznych powodow znam niezle metodyke pracy np. historykow. A AGH to tez Uniwersytet, tyle ze wyspecjalizowany. Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Akademia to nie uniwersytet!!! 31.03.05, 19:25 Z całym szacunkiem wobec AGH, ale akademia to nie uniwersytet, a uniwersytet to nie akademia: nie można jednocześnie dobrze kształcić uniwersalnie i specjalistycznie. To jest tak, jakby uczyć przyszłego hydraulika o tym, że będzie przyczyniał się do obniżenia zagrożenia epidemiologicznego na świecie, i że przyczyni się przez to do zbawienia swojej duszy po śmierci. Albo przyszłego teologa o tym, żeby uczył się introligartorstwa, bo przecież czyta książki. Co ma piernik do wiatraka? To samo dotyczy również naukowców: czy naukowiec zajmujący się hydrauliką wykłada o zbawieniu duszy dzięki stosowaniu hydrauliki? Albo, czy rolą profesora teologii jest oświecanie swych studentów w kwestii technik oprawy ksiąg? Oba modele wykształcenia - uniwersalny i specjalistyczny są godne szacunku, o ile nie będzie się ich mieszało. Podział szkół wyższych na uniwersytety i nie-uniwersytety, czyli różnego rodzaju akademie, szkoły główne itd. jest wyrazem Europejskiej tradycji intelektualnej, od której nie można się odciąć bez konsekwencji, by zaadaptować w sumie odległe wzorce anglosaskie. Eksperyment łączenia przeciwieństw można zaryzykować, ale jedynie w sytuacji, gdy nie będzie groził kulturalną zapaścią na dziesięciolecia. Opowiadam się za reformowaniem humboltiańskiej tradycji szkolnictwa wyższego, jako już sprawdzonego (przełom 19. / 20. wieku - rozkwit nauki Niemieckiej) w naszej części świata. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Co ma piernik do wiatraka? 31.03.05, 19:45 W naszej części Europy na uniwersytetach kształci się również lekarzy (UJ, UMK), a to JEST kształcenie specjalistyczne, tak samo jak kształcenie nauczycieli na innych kierunkach uniwersyteckich. Świat anglosaski to również Europa - tradycje uniwersytetów angielskich sięgają XII wieku. Czemu na litość boską tradycja humboldtowska, a nie platońska? To też krąg kultury europejskiej. Nauka niemiecka przeżywała okres rozkwitu 100 lat temu, a obecnie odchodzi od tradycji humboldtowskiej, bo ta tradycja nie przystaje do rzeczywistości początku XXI wieku. Po prostu mamy inne społeczeństwo niż w Niemczech przed I wojną światową i inne potrzeby cywilizacyjne. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Co ma piernik do wiatraka? 31.03.05, 20:18 khmara napisał: > W naszej części Europy na uniwersytetach kształci się również lekarzy (UJ, UMK) > , > a to JEST kształcenie specjalistyczne, tak samo jak kształcenie nauczycieli na > innych kierunkach uniwersyteckich. Tradycja fakultetu medycznego na uniwersytecie sięga średniowiecza i jest dobrze uzasadniona - dobry lekarz nie może widzieć w pacjencie tylko ciała, ale całego człowieka, podobnie jak przyszły nauczyciel. > świat anglosaski to również Europa - tradycj > e > uniwersytetów angielskich sięgają XII wieku. Odrębności kulturowe Europy kontynentalnej i anglosaskiej są znaczenie większe; nie dotyczą wyłącznie szkolnictwa wyższego, ale na przykład również systemu prawnego (system precedensów) i nikt z prawników nie wierzy w możliwość przeniesienia rozwiązań anglosaskich na kontynent. > Czemu na litość boską tradycja > humboldtowska, a nie platońska? To też krąg kultury europejskiej Platon założył Akademię, a nie uniwersytet. Akademia Platona i akademia jako szkoła wyższa to chyba jednak coś innego, tak jak piernik i wiatrak. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Co ma piernik do wiatraka? 31.03.05, 21:06 Akademia Platońska była szkołą, która istniała ok. 150 lat. Miała charakter związku gromadzącego uczonych i ich uczniów. Z tradycji Akademii Platońskiej czerpią dzisiejsze towarzystwa naukowe (PAN, PAU). Z tradycji platońskiej czerpią też wyższe uczelnie. Relacja mistrz-uczeń, obecna w czasach Platona, przetrwała średniowiecze. Stąd pochodzi też przymiotnik 'akademicki', a w czasie akademickich uroczystości śpiewamy 'vivat academia'. Uczelnia akademicka to taka, która ma prawo nadawania stopni naukowych, w odróżnieniu od uczelni zawodowych, które nadają jedynie zawodowy tytuł licencjata. Słowo 'akademia' występuje również w nazwie uczelni takich jak Akademia Bydgoska czy Pomorska Akademia Pedagogiczna. Uczelnie brytyjskie, nawet całkiem nowe, zachowały więcej z tradycji platońskiej niż uczelnie niemieckie. Angielski college to tradycyjnie miejsce, gdzie się śpi, je, modli, studiuje i pracuje. Wspólnota uczonych i nauczanych wciąż realnie istnieje w świecie anglosaskim, system niemiecki doprowadził do rozpadu i nadmiernego zhierarchizowania tej wspólnoty. W Polsce nastąpiła jej całkowita degeneracja i rozpad na odmienne grupy interesów: studentów, doktorantów, adiunktów, profesorów, co widać też po dyskusji na tym forum. Może jednak warto wrócić do tradycji platońskiej. PS. Piernik do wiatraka ma tyle, że wiatrak wyprodukował mąkę, z której piernik zrobiono. Warto znać różne tradycje, a nie tylko "w uwiędłych laurów liść z uporem stroić głowę", bo tak "zawsze" było. Nie zawsze. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Co ma piernik do wiatraka? 31.03.05, 22:32 > [1] Akademia Platońska była szkołą, (...) Stąd pochodzi też [2] przymiotnik > 'akademicki', (...) [3] Słowo 'akademia'występuje również w nazwie uczelni takich > jak Akademia Bydgoska czy Pomorska Akademia Pedagogiczna. Poplątanie z pomieszaniem jest bardzo poetyckie, ale bynajmniej nie akademickie: wyklepane jednym tchem słowa na "a" mają aż trzy różne znaczenia. Walor "akademickości" należałoby odróżnić od rzeczywistych akademii, tak jak odróżniamy przymiot "dobry" od "dobra" jako produktu służące do zaspokajania naszych potrzeb. Oczywiście słusznie współczesne instytucje naukowe używają tego określenia w swoich nazwach, niemniej jednak Polska Akademia Nauk to nie to samo, co Akademia założona przez Platona, zaś obie różnią się zasadniczo od określenia cnoty każdego naukowca. Zaś pensjonarskie wypisy z Asnyka nie połączą tego, co w istocie się różni. Wzruszenia pięknoducha, który tak czarująco rozpisuje się o platońskiej (a dlaczego nie Arystotelesowskiej?) tradycji anglosaskiej, należy skonfrontować z aktualną historią naszego pięknego zakątka Europy i wziąc pod uwagę fakt destrukcyjnego wpływu różnej maści totalitaryzmów (czy Platon nie maczał w tym swoich paluszków?), które - chciałbym przypomnieć - szalały tutaj wcale nie tak dawno. Krakowscy historycy mają dowody na to, że 10 % kadry akademickiej w Krakowie była uwikłana we współpracę z komunistami. Niemieckie uniwersytety również nie funkcjonowały w próżni. Jakie efekty przyniosą zmaiany na niemiecckich uniwersytetach, to się dopiero okaże. Wniosek, że wina za degrengoladę polskiego szkolnictwa wyższego obciąża humboldtiański model uniwersytetu, wypływa raczej z naiwnego sentymentalizmu Pani(a) khmary. Platońskie idealizowanie systemu anglosaskiego bierze się z zupełnego oderwania od realiów, w których przyszło nam uprawiać naukę tu i teraz. Poetyckie łączenie piernika z wiatrakami nie wyjdzie na dobre nauce; trzeba realnie oceniać wady i zalety różnych rozwiązań, zaś rozwiązanie, które określa się mianem humboldtowskim już kiedyś sprawdziło się u nas, czyli w Europie, a więc dlaczego - oczywiście w dostosowanej do potrzeb i oczekiwań Europejczyków, a nie Amerykanów formie - nie miałoby zafunkcjonować w przyszłości. PS. Warto by było nie tylko powoływać się na Platona, ale również poczytać jego dialogi, żeby nauczyć się tego, że należy starannie rozważać znaczenia wypowiadanych słów. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Co ma piernik do wiatraka? 31.03.05, 23:10 "And you know sometimes words have two meanings" (Page-Plant "Stairway to heaven"). Czasami nawet więcej niż dwa, więc o akademii możemy rozmawiać na różne sposoby. W angielskim 'academic' oznacza nauczyciela akademickiego, ale 'academy' to już może być co najwyżej szkoła policyjna. To gwoli uzupełnienia wywodów o akademickości AGH. > Wniosek, że wina za degrengoladę polskiego szkolnict > wa wyższego obciąża humboldtiański model uniwersytetu, wypływa raczej z > naiwnego sentymentalizmu Pani(a) khmary. Model humboldtowski wspaniale nadawał się do przeróbek w stylu sowieckim i z taką tradycją mamy obecnie w Polsce do czynienia. Dziękuję, ale takiej tradycji kontynuować nie chcę. Cała reforma ustrojowa w polskiej nauce po upadku komunizmu ograniczyła się do zlikwidowania wymogu: "Tytuł naukowy może być nadany osobie, która w pełni akceptuje konstytucyjne zasady ustrojowe PRL i kieruje się nimi w swojej działalności". Ale tytuły nadal nadają osoby, które w pełni akceptowały zasady ustrojowe PRL i nadają je tym ze swoich uczniów, którzy tymi zasadami nadal się kierują, choć często robią to nieświadomie. Takie praktyki w edukacji określa się po angielsku mianem 'the hidden agenda'. Jeżeli mamy patrzeć, co Niemcy u siebie zrobili, to proponuję zacząć od zwolnienia całej kadry i zatrudniania wszystkich na nowo na nowych warunkach. To akurat się Niemcom sprawdziło. Tradycja humboldtowska w Niemczech realizuje się dokładnie tak samo jak u nas. Od kilku lat obserwuję na konferencjach parę mistrz i uczeń z Niemiec. Profesor wygłasza absolutnie niepublikowalne banialuki i nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe pytania dotyczące treści swoich wywodów. Doktor jest zawsze bardzo kompetentny i bardzo dobrze przygotowany w czasie swoich prezentacji, tylko posługuje się dość mocno przestarzałym modelem teoretycznym. Najciekawiej jest w czasie przeznaczonym na tak zwane życie konferencyjno-towarzyskie - profesor bryluje, doktor usłużnie skacze na dwóch łapkach i generalnie stara się nie wychodzić z cienia. Oczywiście najbardziej ekstrawaganckie życzenia profesora są również przez doktora spełniane, ale raczej nie nadaje się to do opisania. To są te tradycje warte kontynuowania? Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Co ma piernik do wiatraka? 01.04.05, 00:37 Wątek Platoński uświadamia mi, że w głosach, które pojawiały się na forum, brak jest wypracowanej koncepcji uniwersytetu: brak wyobrażenia, jak miałby wyglądać. Zamiast tego pojawiają się kalki przeidealizowanych szkół anglosaskich, które ani takie idealne nie są, ani tak do końca nadają się do naszych warunków, ani wreszcie nie odpowiadają na nasze potrzeby. Różne sztuczki, które - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - mają z dnia na dzień zmienić rzeczywistość polskiej nauki. khmara napisał(a): > Jeżeli > mamy patrzeć, co Niemcy u siebie zrobili, to proponuję zacząć od zwolnienia > całej kadry i zatrudniania wszystkich na nowo na nowych warunkach. To akurat się > Niemcom sprawdziło. Dopóki nie ma określonego wyobrażenia, jak ma wyglądać docelowo uniwersytet, podejmowanie radykalnych kroków do niczego niedoprowadzi. > Model humboldtowski wspaniale nadawał się do przeróbek w stylu sowieckim i z > taką tradycją mamy obecnie w Polsce do czynienia. Dziękuję, ale takiej tradycji > kontynuować nie chcę. Nie ma się co oszukiwać, uniwersytety nie zostały powołane do tego, żeby walczyć z totalitaryzmami i nic dziwnego, że im ulegały. Czy można powołać uniwersytet "totalitaryzmoodporny" - należałoby się nad tym dopiero zastanowić. Nie wydaje mi się, żeby była jakaś szansa na to, by uniwersytet anglosaski spełnił w Polsce rolę taką, jaką odegrał za komuny Kościół. > Tradycja humboldtowska w Niemczech realizuje się dokładnie tak samo jak u nas. > Od kilku lat obserwuję na konferencjach parę mistrz i uczeń z Niemiec. Profesor > wygłasza absolutnie niepublikowalne banialuki i nie potrafi odpowiedzieć na > podstawowe pytania dotyczące treści swoich wywodów. Doktor jest zawsze bardzo > kompetentny i bardzo dobrze przygotowany w czasie swoich prezentacji, tylko > posługuje się dość mocno przestarzałym modelem teoretycznym. Najciekawiej jest w > czasie przeznaczonym na tak zwane życie konferencyjno-towarzyskie - profesor > bryluje, doktor usłużnie skacze na dwóch łapkach i generalnie stara się nie > wychodzić z cienia. Oczywiście najbardziej ekstrawaganckie życzenia profesora są > również przez doktora spełniane, ale raczej nie nadaje się to do opisania. > To są te tradycje warte kontynuowania? Przykład jest przejaskrawiony. Podobne obserwacje można dokonać na każdej konferencji niezależnie od narodowości jej uczestników - karierowiczów można znaleźć wszędzie. Niezależnie od przyjętego modelu, oczywistą sprawą jest to, że uniwerytet ma być strukturą hierarchiczną; nawet w anglosaskim raju akademickim to nie profesorzy przychodzą do studentów na wykłady, ale odwrotnie - studenci do profesorów. Tam, gdzie chodzi o wiedzę i kompetencje nie ma miejsca na demokracje i równouprawnienie: wiedzę albo się posiada, albo się jej nie posiada. Pod tym względem róznica między modelem anglosaskim sprowadza się jedynie do ilości szczebli, które należy pokonać - my mamy o jeden szczebel więcej, za to różnice poziomów, które są do pokonania mogą być mniejsze. Humboldtowska idea kształcenia nie sprowadzała się jednak - tak jak pisze khmara - do hierarchi na uniwersytetach. Lecz jak to wyraził w swych "Ideen..." sam Humboldt >Der wahre Zweck des Menschen – nicht der, welchen die wechselnde Neigung, sondern welchen die ewig unveränderliche Vernunft ihm vorschreibt – ist die höchste und proportionierlichste Bildung seiner Kräfte zu einem Ganzen.< I to jest coś, czego brakuje w wypowiedziach zwolenników anglosaskich "kejsów" - idea pełnego i proporcjonalnego rozwinięcia danych człowiekowi możliwości twórczych. Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." itp. 01.04.05, 01:51 ton9 napisał: > Wątek Platoński uświadamia mi, że w głosach, które pojawiały się na forum, > brak jest wypracowanej koncepcji uniwersytetu: Wydaje mi się, że poza Panem każdy z dyskutantów na tym forum ma jakąś koncepcję uniwersytetu, a na pewno ma ją khmara. Miesza Pan wszystko ze wszystkim: naukę z polityką, system anglosaski nauki z kościołem, studentów z niesamodzielnymi czy pomocniczymi (wg polskiej nomenklatury) pracownikami naukowymi. Ma Pan niezły mętlik w głowie. > Tam, gdzie chodzi o wiedzę i kompetencje nie ma miejsca na demokracje i > równouprawnienie: wiedzę albo się posiada, albo się jej nie posiada. Ten z pozoru efektowny slogan jest w gruncie rzeczy pusty i głupi. Wiedzy naukowców w dzisiejszych czasach nikt nie ocenia binarnie. Chyba że w przypadkach skrajnych, gdy ktoś się kompromituje i go się wyrzuca (w normalnych krajach, u nas wyrzuca się także tych, którzy swoimi kompetencjami zagrażają pozycji szefów). System niedemokratyczny, w którym działają osoby do pewnego stopnia kiedyś jednak kompetentne, prowadzi do stagnacji, negatywnej selekcji i utrwalania patologii (takich jak np. druga kadencja rektora Ceynowy). Polecam wątek: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752 > Pod tym względem róznica między modelem anglosaskim sprowadza się jedynie > do ilości szczebli, które należy pokonać - my mamy o jeden szczebel więcej, > za to różnice poziomów, które są do pokonania mogą być mniejsze. Jest to kompletna bzdura. Właśnie u nas różnica poziomów między samodzielnym i niesamodzielnym jest kolosalna. Pod każdym względem - np. tym, że nie można prowadzić/recenzować doktoratów (a niedługo i prac magisterskich), w praktyce nie ma się żadnego wpływu na decyzje, wkrótce nie będzie można prowadzić wykładów, a poza tym dużo mniej się zarabia. Na Zachodzie to wszystko jest możliwe od pierwszego zatrudnienia po doktoracie. Najgorsze jest jednak to, że mimo posiadania dużej wiedzy potwierdzonej chociażby publikacjami w najlepszych czasopismach jest się zależnym od głupszych od siebie, a przynajmniej tych, których jakoś pechowo świat nie docenił a nawet nie zauważył. My nie mamy czasu, żeby wymyślać od nowa własną "koncepcję uniwersytetu". Trzeba gonić świat i zaimportować to co najlepsze w tej dziedzinie, czyli system anglosaski. Wszyscy na niego przechodzą. Nagrody Nobla, wynalazki i produkty "Made in USA", czy "Made in Japan" mówią same za siebie. Tygrysy azjatyckie wszystkie zaczęły gonić czołowkę, bo wprowadziły u siebie system amerykański. Gospodarkę rynkową, prawo unijne wprowadziliśmy także na wzór zachodni. Chyba z sukcesem. A niepowodzenia raczej dlatego że ktoś uznał że te zasady "nie są, ani tak do końca nadają się do naszych warunków, ani wreszcie nie odpowiadają na nasze potrzeby". Eksperymenty zostawmy innym, albo sobie jak się znudzimy sukcesami i dobrobytem. > I to jest coś, czego brakuje w wypowiedziach zwolenników > anglosaskich "kejsów" - idea pełnego i proporcjonalnego rozwinięcia danych > człowiekow i możliwości twórczych. Jeśli Pan uważa że w polskim systemie te możliwości twórcze są tak wspaniale rozwijane, to radzę przestać pisać (szczególnie w tym wątku odnoszącym się do bardzo krytycznego artykułu prof. Jajszczyka) i udać się do psychiatry. Ma Pan zaburzoną ocenę rzeczywistości. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 01.04.05, 13:29 itakdalej.itakdalej napisał: > Jeśli Pan uważa że w polskim systemie te możliwości twórcze są tak wspaniale > rozwijane, to radzę przestać pisać (szczególnie w tym wątku odnoszącym się do > bardzo krytycznego artykułu prof. Jajszczyka) i udać się do psychiatry. > Ma Pan zaburzoną ocenę rzeczywistości. Zdaje sobie sprawę z tego, że to co piszę jest niewygodne dla wielu osób. Jednak nie ulegnę cenzorskim zapędom Pana itakdalej.itakdalej - choć mieni się zwolennikiem demokracji - i nadal będę demaskował pustkę koncepcyjną (antykoncepcje) naszych rodzimych reformatorów systemu edukacyjnego. > Wydaje mi się, że poza Panem każdy z dyskutantów na tym forum ma jakąś > koncepcję uniwersytetu, a na pewno ma ją khmara. Miesza Pan wszystko ze > wszystkim: naukę z polityką, system anglosaski nauki z kościołem, studentów z > niesamodzielnymi czy pomocniczymi (wg polskiej nomenklatury) pracownikami > naukowymi. Ma Pan niezły mętlik w głowie. Widzę, że Pańska koncepcja polega na wyrywaniu myśli z kontekstu. Ale, żeby Pan itakdalej.itakdalej nie musiał trudzić się studiowaniem całego wątku powiem, że nie dyskutuję z faktami przedstawionymi przez prof. Jajszczyka. Mizeria systemu szkolnictwa wyższego jest widoczna gołym okiem. Polemikę podejmuję z proponowanymi przez niego i niektórych uczestników forum środkami zaradczymi w szczególności koncepcją ustalania priorytetów nauki przez polityków, odłatności za studia, czy koncentracji środków na najlepszych uczelniach. Pan itakdalej.itakdalej powinien nauczyć się odróżniać diagnozę rzeczywistości od wyobrażenia stanu pożądanego, do którego należy dążyć - sztuka odróżniania rzeczywistości od celu, do którego się dąży jest naprawdę pożyteczna. > My nie mamy czasu, żeby wymyślać od nowa własną "koncepcję uniwersytetu". > Trzeba gonić świat i zaimportować to co najlepsze w tej dziedzinie, czyli > system anglosaski. Wszyscy na niego przechodzą. Nagrody Nobla, wynalazki i > produkty "Made in USA", czy "Made in Japan" mówią same za siebie. Tygrysy > azjatyckie wszystkie zaczęły gonić czołowkę, bo wprowadziły u siebie system > amerykański. Gospodarkę rynkową, prawo unijne wprowadziliśmy także na wzór > zachodni. Chyba z sukcesem. A niepowodzenia raczej dlatego że ktoś uznał że te > zasady "nie są, ani tak do końca nadają się do naszych warunków, ani wreszcie > nie odpowiadają na nasze potrzeby". > Eksperymenty zostawmy innym, albo sobie jak się znudzimy sukcesami i > dobrobytem. Od dawna wiadomo, że Polacy są mistrzami improwizacji, jednak partyzantka to nie jest dobry sposób na organizacje struktur, które maja działać latami. Proponowane "gonienie świata" ma charakter doraźny i nie jest zorientowane na wieloletnie tworzenie podstaw rzetelnej nauki i kultury; w sam raz może posłużyć dobremu przygotowaniu kadr pracujących w przyszłych restauracjach Mc Donaldsa, ale nie dla nowoczesnego kraju. Nowej koncepcji nie ma sensu wymyślać, bo zostały już wymyślone na przykład przez Wilhelma von Humboldta; wystarczy sięgnąc do źródeł i poczytać coś więcej niż literaturę swojego przedmiotu. > Gospodarkę rynkową, prawo unijne wprowadziliśmy także na wzór > zachodni. Chyba z sukcesem. Niektórym jedzenie z Mc Donaldsa najwyraźniej szkodzi na skuteczny pomyślunek: 1 maja 2004 roku nie zostaliśmy kolejnym stanem Stanów Zjednoczonych Ameryki, lecz przystąpiliśmy do Uni Europejskiej i u nas obowiązują standarty europejskie a nie amerykańskie. Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 01.04.05, 15:28 > Niektórym jedzenie z Mc Donaldsa najwyraźniej szkodzi na skuteczny pomyślunek: > 1 maja 2004 roku nie zostaliśmy kolejnym stanem Stanów Zjednoczonych Ameryki, > lecz przystąpiliśmy do Uni Europejskiej i u nas obowiązują standarty > europejskie a nie amerykańskie. Nie rozumiem w takim razie, jeżeli system niemiecki jest tak dobry, dlaczego kanclerz Schroeder, na skutek szoku wywołanego słabym wynikiem niemieckich uczelni w rankingu, o którym wspominam na poczatku mego artykułu (najlepszy uniwersytet niemiecki - Uniwersytet Monachijski - jest w rankingu na 48 pozycji) zapowiedział reformę systemu na wzór amerykański, w tym powołanie elitarnych uczelni? Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 01.04.05, 23:06 taternik1 napisał: > Nie rozumiem w takim razie, jeżeli system niemiecki jest tak dobry, dlaczego > kanclerz Schroeder, na skutek szoku wywołanego słabym wynikiem niemieckich > uczelni w rankingu, o którym wspominam na poczatku mego artykułu (najlepszy > uniwersytet niemiecki - Uniwersytet Monachijski - jest w rankingu na 48 pozycji > ) zapowiedział reformę systemu na wzór amerykański, w tym powołanie elitarnych > uczelni? Gerhard Schröder jest może zręcznym politykiem, a w swoim czasie mogł być nawet dobrze zapowiadającym się adwokatem, ale na sprawach nauki to on się chyba nie zna. Słowa kanclerza Niemiec należy chyba raczej wiązać z bieżącym kierunkiem polityki zbliżenia z prezydentem USA, ale nie z reformą nauki. Z politykami już tak jest, że jedno mówią, a co innego myślą i robią. (Dobry argument przeciwko oddawaniu sprawy nauki w ręce polityków.) Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 01.04.05, 17:25 ton9 napisał: > Jednak nie ulegnę cenzorskim zapędom Pana itakdalej.itakdalej - choć mieni > się zwolennikiem demokracji - i nadal będę demaskował pustkę koncepcyjną > (antykoncepcje) naszych rodzimych reformatorów systemu edukacyjnego. ... > Od dawna wiadomo, że Polacy są mistrzami improwizacji, jednak partyzantka > to nie jest dobry sposób na organizacje struktur, które maja działać latami. > Proponowane "gonienie świata" ma charakter doraźny i nie jest zorientowane > na wieloletnie tworzenie podstaw rzetelnej nauki i kultury; w sam raz może > posłużyć dobrem u przygotowaniu kadr pracujących w przyszłych restauracjach > Mc Donaldsa, ale nie dla nowoczesnego kraju. Koncepcja jest bardzo prosta i kompletna: wprowadzić u nas system anglosaski. Niekoniecznie taki dokładnie jak w USA, mi osobiście bardziej odpowiada model irlandzki lub szkocki z bezpłatnymi studiami. Jeśli Pan uważa, że Ameryka to tylko Mc Donald's, to Pan niewiele wie o świecie i niewiele rozumie. To na przykład, że Pan może ten swój pseudohumanistyczny bełkot tutaj prezentować i nawet bardzo poważni ludzie z Panem dyskutują (jak autor artykułu w GW) zawdzięcza Pan także Ameryce. To nie Niemcy wymyślili Internet, tylko Amerykanie! > Nowej koncepcji nie ma sensu wymyślać, bo zostały już wymyślone na przykład > przez Wilhelma von Humboldta; wystarczy sięgnąc do źródeł i poczytać coś > więcej niż literaturę swojego przedmiotu. Poza czytaniem staroci warto też sięgnąć po nowsze źródła oraz trochę pomyśleć. Humboldt żył 200 lat temu. Czy naprawdę Pan uważa, że po nim nic ciekawego nie wymyślono? I że to co wtedy powstało jest najlepszym rozwiązaniem w wieku globalizacji, szybkiej wymiany informacji - naukowej także, integracji europejskiej, łatwego przemieszczania się oraz możliwości podejmowania pracy za granicą, lepiej wykształconych oraz poinformowanych, demokratycznie rządzonych społeczeństw. Panie! Mamy XXI wiek. Trzeba brać ze świata to co najlepsze, najlepiej się sprawdziło i potem ewentualnie poprawiać. I nie iść pod prąd zmian wprowadzanych w Unii, do któej weszliśmy, co Pan słusznie wychwala. Niech Pan nie robi w Polsce Parku Jurajskiego, albo eksperymentów społecznych. Już to przerabialiśmy z opłakanymi skutkami. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 02.04.05, 00:07 itakdalej.itakdalej napisał: > Koncepcja jest bardzo prosta i kompletna: wprowadzić u nas system anglosaski. .. > To na przykład, że Pan może ten swój pseudohumanistyczny bełkot tutaj > prezentować i nawet bardzo poważni ludzie z Panem dyskutują (jak autor artykułu > w GW) zawdzięcza Pan także Ameryce. To nie Niemcy wymyślili Internet, tylko > Amerykanie! Pozwole sobię nadal prezentować swój "pseudohumanistyczny bełkot" i zwrócić uwagę na luki w Pańskiej myśli. Gdybyśmy mieli oddawać cześć każdej prometejskiej cywilizacji na ziemi, to już dawno musielibyśmy przyciąć sobie oczy na skos i pomalować się na żółto, żeby wyglądać jak Chińczycy, którzy wynaleźli (między innymi) papier i druk, bez których nawet najlotniejszy kowboj nie wymyśliłby na swoim ranczo internetu. Ponadto warto zwrócić uwagę na fakt, że Amerykanie nie byli tacy głupi jak tego chcą zwolennicy anglosasowania świata. Gdyby chcieli, zatrzymali by internet do wykorzystania wyłącznie w celach militarnych, jednak oddali go światu, bo wiedzieli, że zyskają na wymianie; nie byłoby czego wymieniać, gdyby wszyscy stali się anglosasami. > Poza czytaniem staroci warto też sięgnąć po nowsze źródła oraz trochę pomyśleć. > Humboldt żył 200 lat temu. Czy naprawdę Pan uważa, że po nim nic ciekawego nie > wymyślono? (..) Panie! Mamy XXI wiek. Trzeba brać ze świata to co najlepsze, najlepiej się sprawdziło i potem ewentualnie poprawiać. I nie iść pod prąd zmian > wprowadzanych w Unii, do któej weszliśmy, co Pan słusznie wychwala. > Niech Pan nie robi w Polsce Parku Jurajskiego, albo eksperymentów społecznych. > Już to przerabialiśmy z opłakanymi skutkami. Po 21. wieku nastąpi 22., a później jeszcze 23 i tak dalej. Argument o tym, że pewne wartości są przestarzałe jak na nasze czasy powtarzali jak mantrę Lenin, Stalin, Hitler i jeszcze paru innych im podobnych. Czy chce Pan do nich dołączyć? Nie rozumiem, dlaczego nasze czasy są takie wyjątkowe? A poza tym, jak na ideologa uanglosasowienia świata, wykazuje Pan zadziwiającą ignorancję na temat historii państw ideałów. Demokracja amerykańska rodziła się 'pod prąd' w czasach bynajmniej nie demokratycznych - w okresie dominacji monarchii absolutnych, kiedy ustrój demokratyczny był przez niektórych zwolenników absolutyzmu oświeceniowego obśmiewany właśnie z powodu jego archaiczności. Wracając do Humboldta, to jego idea jest młodsza od - wynoszonego przez Pana na ołtarze - systemu anglosaskiego, którego początki na Wyspach Brytyskich sięgają średniowiecza - to one są Parkiem Juraskim współczesnego uniwersytetu i bardzo dobrze, że takie są. Zapytam się retorycznie, czy od czasów Rogera Bacona (ok. 1214-1294), Williama Ockama (1300-1349) Franciszka Bacona (1561 - 1626), czy Isaaca Newtona (1643 - 1727) niczego nie wymyślono? Miniona epoka musiała Panu nieźle przeflancować mózgownice, skoro dzisiaj upiera się Pan przy jedynym możliwym modelu kultury; monokultura była i jest wyrazem prostactwa intelektualnego. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 02.04.05, 00:50 ton9 napisał: > Wracając do Humboldta, to jego idea jest młodsza od - wynoszonego przez Pana > na ołtarze - systemu anglosaskiego, którego początki na Wyspach Brytyskich > sięgają średniowiecza - to one są Parkiem Juraskim współczesnego uniwersytetu > i bardzo dobrze, że takie są. Zapytam się retorycznie, czy od czasów Rogera > Bacona (ok. 1214-1294), Williama Ockama (1300-1349) Franciszka Bacona (1561 - > 1626), czy Isaaca Newtona (1643 - 1727) niczego nie wymyślono? To akurat nie jest prawda. Jeżeli ktokolwiek w Polsce mówi o systemie anglosaskim to ma na myśli system amerykański. System brytyjski istotnie różni się od systemu amerykańskiego, chociażby tym, że w Wielkiej Brytanii o wiele trudniej jest zostać profesorem niż w USA. Liczba katedr profesorskich w Wielkiej Brytanii jest bardzo mała, nowych raczej nie tworzy się, chyba że powstaje nowa uczelnia lub od podstaw tworzy się nowy wydział. Inne są zupełnie stanowiska na uczelniach i inne związane z nimi uprawnienia. Pracownikiem samodzielnym w Wielkiej Brytanii jest np. wykładowca (lecturer). Istotne podobieństwa między systemem brytyjskim a amerykańskim to podobny model kształcenia - bakalaureat, magisterium, doktorat - i brak habilitacji. Za park jurajski współczesnego uniwersytetu można uznać jedynie Oxford i Cambridge z kontynuowanymi od średniowiecza tradycjami. Różnice, które wykształciły się między systemem brytyjskim i amerykańskim w ciągu 200 lat separacji świadczą o tym, że jest to system żywy i zdolny adaptować się do zmieniających się uwarunkowań społeczno-cywilizacyjnych. O ile Wielka Brytania znana jest z przywiązania do tradycji, to warto zauważyć, że prężnie rozwijająca się Irlandia również przeszła na system amerykański. System anglosaski, o którym tu rozmawiamy, czyli system amerykański, faktycznie wywodzi się ze średniowiecza, tak samo jak cała kultura zachodnia wywodzi się z kręgu cywilizacji śródziemnomorskiej. W rzeczywistości jest jednak rówieśnikiem systemu niemieckiego. Jeżeli jesteśmy przy historycznych porównaniach, to wypada zapytać, którą tradycję wybieramy: amerykańską demokrację zrodzoną w czasach XIX-wiecznych pionierów czy pruski absolutyzm? Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 02.04.05, 12:10 khmara napisał: > System anglosaski, o którym tu rozmawiamy, czyli system amerykański, faktycznie > wywodzi się ze średniowiecza, tak samo jak cała kultura zachodnia wywodzi się z > kręgu cywilizacji śródziemnomorskiej. W rzeczywistości jest jednak rówieśnikiem > systemu niemieckiego. Z jednego pnia rozwinęły się dwa typy uniwersytetów: (1) kontynentalny (euroazjatycki - idee humboltowskie oddziaływały od Gibraltaru po Władywostok) oraz (2) wyspiarski, do którego można zaliczyć podtypy: brytyjski i amerykański. Taka jest geneza, lecz daleko jej do uzasadnienia wyższości jednego z tych modeli. A już na pewno nie ma znaczenia, który z nich zaistniał wcześniej, a który później. > Jeżeli jesteśmy przy historycznych porównaniach, to wypada > zapytać, którą tradycję wybieramy: amerykańską demokrację zrodzoną w czasach > XIX-wiecznych pionierów czy pruski absolutyzm? Dziękuje, ale demokracja kolonizatorów i morderców rdzennej ludności Ameryki mnie nie odpowiada, wolę oświecony absolutyzm króla Prus, który potrafił nauczyć - w humboldtowskim systemie oświaty - swych poddanych przedsiębiorczości i inicjatywy gospodarczej; także dziś możemy być mu wdzięczni za infrastrukturę komunikacyjną, która jest najlepiej rozwinęta właśnie w byłym zaborze pruskim. W przeciwieństwie do odmóżdżonych pod carskim knutem warszawskich decydentów, ci ludzie naprawdę wiedzieli, jak stworzyc podstawy rozwoju społeczeństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Amerykańska demokracja czy pruski absolutyzm? 02.04.05, 19:27 ton9 napisał: > > Jeżeli jesteśmy przy historycznych porównaniach, to wypada > > zapytać, którą tradycję wybieramy: amerykańską demokrację zrodzoną w czasach > > XIX-wiecznych pionierów czy pruski absolutyzm? > > Dziękuje, ale demokracja kolonizatorów i morderców rdzennej ludności Ameryki > mnie nie odpowiada, wolę oświecony absolutyzm króla Prus, który potrafił > nauczyć - w humboldtowskim systemie oświaty - swych poddanych > przedsiębiorczości i inicjatywy gospodarczej; także dziś możemy być mu > wdzięczni za infrastrukturę komunikacyjną, która jest najlepiej rozwinęta > właśnie w byłym zaborze pruskim. W przeciwieństwie do odmóżdżonych pod carskim > knutem warszawskich decydentów, ci ludzie naprawdę wiedzieli, jak stworzyc > podstawy rozwoju społeczeństwa. Za Bismarcka i hakatę też będzie Pan dziękował? Za bunt dzieci Wrześni przeciwko humboldtowskiemu systemowi oświaty? Czy naprawdę chce Pan ciągnąć te edukacyjne porównania do lat 30. XX wieku i dalej? Czy potrafi Pan wybierać tylko między jednym a drugim zaborcą? Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Amerykańska demokracja czy pruski absolutyzm? 03.04.05, 13:30 khmara napisał: > Za Bismarcka i hakatę też będzie Pan dziękował? Za bunt dzieci Wrześni przeciwko > humboldtowskiemu systemowi oświaty? Proszę poczytać pisma Humboldta i wskazać mi, gdzie pisał, że jedynym dopuszczalnym językiem kształcenia jest język niemiecki. Owszem, obiektywnie rzecz borąc polityka bismarckowskich Prus była antypolska, a tak właściwie to antykatolicka, ale równie obiektywnie należy stwierdzić, że system edukacyjny się sprawdzał i skorzystali na tym również kształceni w nim Polacy. > Czy naprawdę chce Pan ciągnąć te edukacyjne > porównania do lat 30. XX wieku i dalej? System edukacyjny II. Rzeczpospolitej - w przeciwieństwie do fantazji zwolenników amerykanizacji - funkcjonował u nas w rzeczywistości i należy przyznać, że przyniósł wiele dobrych rezultatów: niewiele grup społecznych było tak tępionych przez okupantów, jak ludzie wykształceni właśnie na przedwojennych uniwersytetach, zaś ich miejsce zajęli zwolennicy postępu (przedtem pod egidą ZSRR, a teraz - USA) za wszelką cenę. Myśle, że odwołanie do dobrych doświadczń okresu międzywojnia jest jak najbardziej na miejscu. > Czy potrafi Pan wybierać tylko między > jednym a drugim zaborcą? Okres zaborów - historycznie rzecz biorąc - zdeterminował okres porozbiorowy, dlatego nie ma innego wyjścia, jak świadome odniesienie się do niego, które obejmuje także ocenę dorobku cywilizacyjnego i kulturowego państw zaborczych: ten dorobek stał się później kapitałem inwestycyjnym Wolnej Polski. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Tempora mutantur et nos mutamur in illis. 03.04.05, 14:07 1918 odzyskanie niepodległości - 87 lat temu 1939 utrata niepodległości - 66 lat temu 1980 bunt społeczeństwa przeciw władzy - 25 lat temu 1989 początek budowy dzisiejszej Polski - 16 lat temu 2004 przystąpienie Polski do struktur europejskich - rok temu Tylko trzy ostatnie wydarzenia miały miejsce za mojego życia, a Pan każe mi się cofać do 1918. Ostatnie 16 lat to okres nieudolnych, niedokończonych i spóźnionych reform systemu edukacji i szkolnictwa wyższego. System humboldtowski przeżył się, podobnie jak idea współczesnej szkoły, zrodzona w wieku pary i elektryczności. Nawet formuła liceum ogólnokształcącego, jakie znamy w Polsce, też się przeżyła - w ciągu najbliższych 10 lat, a być może o wiele wcześniej, takie licea, jakie znamy z własnych doświadczeń szkolnych, przestaną istnieć, ponieważ oferują dramatycznie anachroniczny model kształcenia. O tradycje, które warto kontynuować, nie trzeba się martwić, bo one przetrwają bez szczególnych zabiegów ochronnych. Zamiast patrzeć wstecz, trzeba iść naprzód i brać, co najlepsze z teraźniejszości. Powtórzę jeszcze raz, operując zlepkiem cytatów: System humboldtowski zdegenerował się, a szczególnie w polskim szkolnictwie wyższym uległ pokracznym wynaturzeniom. Jego okres świetności minął i nie pora w uwiędłych laurów liść z uporem stroić głowę. Nie można dwa razy wstąpić do tej samej rzeki. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Tempora mutantur et nos mutamur in illis. 03.04.05, 21:15 khmara napisał: > Powtórzę jeszcze raz, operując zlepkiem cytatów: > System humboldtowski zdegenerował się, a szczególnie w polskim szkolnictwie > wyższym uległ pokracznym wynaturzeniom. Nie przecze, że konkretna forma tego system uległa degeneracji, jednak z ideami rzecz ma się w ten sposób, że nawet mocno przybrudzone nie giną, wystarczy je podnieść i oczyścić by znowu nadawały się do użycia. Oczywiście zawsze znajdą się zwolennicy "jednorazowych idei", którzy powiedzą, że stary pomysł już się wyczerpał, więc należy go wyrzucić na śmietnik i kupić w to miejsce nowy. Pytanie retoryczne, czy stać nas na wyrzucanie nieco przytartych, ale sprawdzonych pomysłów? Czy nie lepiej "odremontować" starą ideę? Jesteśmy niezbyt bogatym państwem na dorobku i nie stać nas na realizowanie mrzonek. Zwolennicy amerykanizacji polskiego szkolnictwa wyższego domagają się odrzucenia "przestarzałych" pomysłów, przewrotnie argumentując, że nie ma czasu na eksperymenty. Ta argumentacja jest bardzo przewrotna, bo czym jest inkorporacja amerykańskich doświadczeń, jak nie operacją na żywej tkance, eksperymentem, który może się nie powieść i doprowadzić do jeszcze większej zapaści pacjenta. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Tempora mutantur et nos mutamur in illis. 03.04.05, 21:43 ton9 napisał: > khmara napisał: > > System humboldtowski zdegenerował się, a szczególnie w polskim szkolnictwie > > wyższym uległ pokracznym wynaturzeniom. > > Nie przecze, że konkretna forma tego system uległa degeneracji, jednak z > ideami rzecz ma się w ten sposób, że nawet mocno przybrudzone nie giną, Nowe idee zaczynają jako herezje (wprowadzić system anglosaski), a kończą jako przesądy (reanimować humboldtowski uniwersytet). > wystarczy je podnieść i oczyścić by znowu nadawały się do użycia. Operacja bardzo ryzykowna. Komunizm też był słuszny z założenia. Czy to oznacza, że warto go reanimować? > bo czym jest inkorporacja amerykańskich doświadczeń, jak nie operacją na żywej > tkance, eksperymentem, który może się nie powieść i doprowadzić do jeszcze > większej zapaści pacjenta. Do czego doprowadziły idee humboldtowskie na progu XXI wieku to już wiemy. Reanimowanie humboldtowskiego uniwersytetu też jest zabiegiem na żywej tkance, który może się nie powieść. A następnej operacji pacjent może nie dożyć. > Jesteśmy niezbyt bogatym państwem na dorobku i nie stać nas na realizowanie > mrzonek. Biedaka nie stać na to, by kupować tanio. Kto płaci mało, płaci dwa razy. To są prawdy znane w ekonomii, choć może wyparte z powszechnej świadomości w czasach supermarketów. Skórzane buty starczą na wiele sezonów, tanie po kilku miesiącach trzeba wyrzucić. Żeby dojechać do nowoczesności, trzeba zbudować porządną autostradę, a nie wiecznie łatać wąską, krętą i dziurawą drogę krajową. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Tempora mutantur et nos mutamur in illis. 04.04.05, 00:05 khmara napisał: > > wystarczy je podnieść i oczyścić by znowu nadawały się do użycia. > Operacja bardzo ryzykowna. Komunizm też był słuszny z założenia. Czy to oznacza, > że warto go reanimować? Komunizm był zatrutą ideą; chorym pomysłem na organizacje społeczeństwa. Odrzucenie go nie może być uzasadnieniem, odrzucania każdej koncepcji, która ulegała z biegiem czasu degeneracji. Wspomniana na początku myśl Platona była wielokrotnie w toku rozwoju Europejskiej myśli odnawiana i przypominana: degeneracji uległa jeszcze w szkole filzoficznej - Akademii - założonej przez Platona, lecz po jakimś czasie zyskała kontynuatora w osobie Plotyna, który restytuował ja w formię neoplatonizmu, później był Augustyn, platonicy średniowieczni i renesansowi, aż dotrwała ona do naszych czasów w formie filozofii matematyki, do której przyznaje się większość matematyków. Idee nie giną... Idee Humboldta nie są szkodliwe, funkcjonowały i funkcjonują nadal, niezależnie od ustroju politycznego i społecznego w różnych państwach Europy. > Biedaka nie stać na to, by kupować tanio. Kto płaci mało, płaci dwa razy. To są > prawdy znane w ekonomii, choć może wyparte z powszechnej świadomości w czasach > supermarketów. Skórzane buty starczą na wiele sezonów, tanie po kilku miesiącacach > trzeba wyrzucić. Żeby dojechać do nowoczesności, trzeba zbudować porządną > autostradę, a nie wiecznie łatać wąską, krętą i dziurawą drogę krajową. Właśnie dlatego należy zdecydować się na system sprawdzony w naszych warunkach, a nie przereklamowane nowości. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Tempora mutantur et nos mutamur in illis. 04.04.05, 00:29 ton9 napisał: > khmara napisał: > > > wystarczy je podnieść i oczyścić by znowu nadawały się do użycia. > > Operacja bardzo ryzykowna. Komunizm też był słuszny z założenia. Czy to > > oznacza, że warto go reanimować? > > Komunizm był zatrutą ideą; Ideą zatrutą przez Lenina i Stalina. Autorami Manifestu komunistycznego byli Marks i Engels. Z ideą humboldtowską było podobnie i trudno mieć o to pretensje do Humboldta. Obecną sytuację na uczelniach można też zinterpretować w kategoriach filozofii marksistowskiej: nadbudowa nie nadąża za rozwojem bazy, albo nastąpią szybko zmiany w nadbudowie, albo dojdzie do rewolucji. > > Właśnie dlatego należy zdecydować się na system sprawdzony w naszych > warunkach, a nie przereklamowane nowości. Sprawdzony dokładnie tak samo, jak komunizm. Więź mistrz-uczeń została zerwana, kadra profesorska wyalienowała się od reszty społeczności akademickiej. Tu już nie ma czego odbudowywać. Gruzy. Dokładnie ten sam etap rozwoju osiągnął komunizm w Europie w latach 80-tych. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzony22 Re: Tempora mutantur et nos mutamur in illis. 04.04.05, 11:46 Przywoływanie tradycji humboldtowskiej jest dziś niepoważne. To sie nie wzięło znikąd. Najwiekszy rozkwit niemieckich uniwerków, to okres bezpośrednio po niemieckim romantyźmie (a nawet częściowo sie z nim pokrywający), gdy zupełnie inna była mentalnośc nie tylko ludzi nauki, ale i reszty społeczeństwa. Ujawnienie takich skandakli jakie mamy dziś skutkowaloby na pewno wywaleniem winnych z uniwersytetu, a być może nawet jakims samobójstwem. To byli po prostu inni ludzie. Dziś złapany na "przekretach" uczony, jeśli jest nieusuwalny, nie pomysli zwykle o tym, aby przynajmniej przeprosić (jeden pozytywny przykład, chyba z Gdańska nie zmienia całościowego, zlego, obrazu środowiska). Gdyby dziś byli tacy ludzie jak na uczelniach XIX - wiecznych Niemiec, to możnaby sensownie o pomysłach Humboldta rozmawiać. Nie wiem czy byłoby to na pewno dobre, bo tak sie dziwnie składa, ze naród "poetów i myslicieli" zapisał sie nie tylko nazwiskami Gaussa, Hilberta czy Grassmanna, ale również np. Hoessa i Mengele, o naszym doktorze Franku nie wspominając. Wspólczesne społeczeństwo jest, mimo często bardzo hierarchicznej struktury, bardziej podobne (mentalnie) do greckich Polis niz silnie narodowych państw XIX wieku. Możemy oczywiście napisac sobie na czapkach czy pasach "Wissenschafft mit uns", ale wyniknie z tego tylko wielki burdel. Być może większy niz zafundowali nam Niemcy bardziej nam wspólczesni niż np. Cantor. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Tempora mutantur et nos mutamur in illis. 06.04.05, 08:59 khmara napisał: > Ideą zatrutą przez Lenina i Stalina. Autorami Manifestu komunistycznego byli > Marks i Engels. Z ideą humboldtowską było podobnie i trudno mieć o to pretensje do Humboldta. Obecną sytuację na uczelniach można też zinterpretować w kategoriach filozofii marksistowskiej: nadbudowa nie nadąża za rozwojem bazy, > albo nastąpią szybko zmiany w nadbudowie, albo dojdzie do rewolucji. Gratuluję wiedz historycznej (ironia!) w sam raz na poziomie wymaganym od kasiera w McDonald's: słyszałem o marksizmie, czy leninizmie, ale nigdy o żadnym "humboldtyzmie". Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Tempora mutantur et nos mutamur in illis. 06.04.05, 20:41 ton9 napisał: > khmara napisał: > > Ideą zatrutą przez Lenina i Stalina. Autorami Manifestu komunistycznego byli > > Marks i Engels. Z ideą humboldtowską było podobnie i trudno mieć o to > > pretensje do Humboldta. Obecną sytuację na uczelniach można też > > zinterpretować w kategoriach filozofii marksistowskiej: nadbudowa nie nadąża > > za rozwojem bazy, albo nastąpią szybko zmiany w nadbudowie, albo dojdzie do > > rewolucji. > > Gratuluję wiedz historycznej (ironia!) w sam raz na poziomie wymaganym od > kasiera w McDonald's: słyszałem o marksizmie, czy leninizmie, ale nigdy o > żadnym "humboldtyzmie". Gratuluję zdolności lingwistycznych. I to u osoby, która pisze: "Warto by było nie tylko powoływać się na Platona, ale również poczytać jego dialogi, żeby nauczyć się tego, że należy starannie rozważać znaczenia wypowiadanych słów." forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=22170080&a=22258635 Rozmawiamy przecież o ideach, nie o ideologiach. Kto pisał o systemie humboldtiańskim: "z ideami rzecz ma się w ten sposób, że nawet mocno przybrudzone nie giną, wystarczy je podnieść i oczyścić by znowu nadawały się do użycia. " forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=22170080&a=22351948 Warto chyba czasami poczytać własne posty - przynajmniej, żeby nie pogubić się we własnych poglądach. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Tempora mutantur et nos mutamur in illis. 07.04.05, 18:09 khmara napisał: > Rozmawiamy przecież o ideach, nie o ideologiach. Dokładnie, dyskutujemy o ideach, a nie o ideologiach. Komunizm był ideologią w przeciwieństwie do humboldtowskich poglądów na temat tego, jak powinien wyglądać uniwersytet, które są jedynie ideą. PS. Chyba przeceniłem inteligencje interlokutora, sądząć, że zwykła literówka nie przeszkodzi mu w zrozumieniu znaczenia kierownych do niego słów. Zwracam honor i przyznaje się do błędu: mój dyskutant jest głupszy niż myślałem. Na swoje usprawiedlienie dodam, że człowiek nie jest nieomylny. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Tempora mutantur et nos mutamur in illis. 07.04.05, 18:38 Do obelg się sięga, kiedy brakuje argumentów. A w XIX w. to komunizm czym był? Religią? (Niezorientowanemu czytelnikowi objaśniam, że za religię był czasami uważany komunizm w wydaniu stalinowskim). A te wszystkie partyjki komunistyczne na całym świecie, które zdecydowanie odcinały się od kominternu, kontynuowały ideę czy ideologię? Nie mam ani komunistycznego rodowodu, ani komunistycznych sympatii. Moje poglądy i sympatie polityczne kierują się raczej w prawo, a zdecydowanie nie w lewo. O komunizmie rozmawiam tu tylko jako idei, podczas gdy mój rozmówca nie tyle ideologizuje, co demagogizuje. Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 02.04.05, 00:51 ton9 napisał: > > Po 21. wieku nastąpi 22., a później jeszcze 23 i tak dalej. Argument o tym, > że pewne wartości są przestarzałe jak na nasze czasy powtarzali jak mantrę > Lenin, Stalin, Hitler i jeszcze paru innych im podobnych. Czy chce Pan do > nich dołączyć? Nie rozumiem, dlaczego nasze czasy są takie wyjątkowe? > Coraz bardziej szkoda mi czasu na dyskusje z Panem. Wymienił Pan największych europejskich oprawców i demagogów XX wieku, którzy kłamali, żeby zapanować nad społeczeństwem. To natomiast co ja stwierdziłem, że teraz mamy XXI wiek a Humboldt żył 2 wieki temu, gdy świat był zupełnie inny, jest niezaprzeczalną prawdą. Jak i to, że po nim urodziło się wielu utalentowanych ludzi, którzy posunęli cywilizację do przodu. Także w dziedzinie nauki i edukacji. Gdyby ludzie kierowali się Pana logiką nie byłoby żadnego postępu, o ile w ogóle zeszliby z drzew. A przyrównywanie Polski, kraju zacofanego do kraju bardzo prężnego i dynamicznego, przodującego cywilizacyjnie, jest po prostu głupotą. > Miniona epoka musiała Panu nieźle przeflancować mózgownice, skoro dzisiaj > upiera się Pan przy jedynym możliwym modelu kultury; monokultura była > i jest wyrazem prostactwa intelektualnego. Dla mnie zaś umiejętność wyboru najlepszego rozwiązania, oparta na głębokiej znajomości tematu, jest wyrazem prawdziwej mądrości. Bajdurzenie zaś od Sasa do lasa jest wyrazem jej braku. Społeczeństwa współczesne raczej dążą do tego żeby wszystko upraszczać oraz ujednolicać, np. systemy podatkowe, walutowe. Liczy się wygoda, jasność i skuteczność, a nie zawiłość intelektualna. Ona prawdopodobnie przykrywa chaos w głowie lub pustkę. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 02.04.05, 11:19 itakdalej.itakdalej napisał: > Coraz bardziej szkoda mi czasu na dyskusje z Panem. Oczywiście, prosze nie marnować czasu na wymyślanie chybionych argumentów. > Wymienił Pan największych europejskich oprawców i demagogów XX wieku, którzy > kłamali, żeby zapanować nad społeczeństwem. To natomiast co ja stwierdziłem, że > teraz mamy XXI wiek a > Humboldt żył 2 wieki temu, gdy świat był zupełnie inny, jest niezaprzeczalną > prawdą. Jak i to, że po nim urodziło się wielu utalentowanych ludzi, którzy > posunęli cywilizację do przodu. Także w dziedzinie nauki i edukacji. > Gdyby ludzie kierowali się Pana logiką nie byłoby żadnego postępu, o ile w > ogóle zeszliby z drzew. Cały postęp, w który Pan tak święcie wierzy sprowadza się do dwóch kroków do przodu, po których nastąpiły dwa kroki do tyłu: owszem wymyślona parę fajnych rzeczy, ale na tym nie poprzestano i od razu wykorzystano je do tego, żeby zabić i upokorzyć innych, tylko dlatego, że byli innego wyznania, narodowości, klasy lub warstwy społecznej etc. Postępowi cywilizacyjnemu nie towarzyszy rozwój kultury ani w 21. wieku, ani wtórował mu w 19. wieku i należy wyrazić - mam nadzieję, że chybioną - obawę, że oba postępy nie będzą szły w parze również w 25. > A przyrównywanie Polski, kraju zacofanego do kraju bardzo prężnego i > dynamicznego, przodującego cywilizacyjnie, jest po prostu głupotą. W swoim czasie krajami "bardzo prężnymi i dynamicznymi, przodującymi cywilizacyjnie" były Chiny, Indie, Grecja, Rzym (Włochy), Francja, Niemcy, ZSRR i pewnie jeszcze wiele innych, których - zapewne z wrodzonej swej głupoty - nie wymieniłem. Gdzie są teraz te przodujące kraje? Co pozostało z ich prężności i dynamiczności? > Społeczeństwa współczesne raczej dążą do tego > żeby wszystko upraszczać oraz ujednolicać, np. systemy podatkowe, walutowe. > Liczy się wygoda, jasność i skuteczność, a nie zawiłość intelektualna. Ona > prawdopodobnie przykrywa chaos w głowie lub pustkę. Społeczeństwa niech sobie dążą do uproszczeń i standaryzacji, muszą jednak mieć macherów od od tych tych wszystkich "zawiłości intelektualnych", bo świat nie jest prosty i nieskomplikowany; upraszczanie jest rzeczą zbyt skomplikowaną, żeby oddać je w ręce przypadkowych ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 02.04.05, 20:33 ton9 napisał: > Cały postęp, w który Pan tak święcie wierzy sprowadza się do dwóch kroków do > przodu, po których nastąpiły dwa kroki do tyłu: owszem wymyślona parę fajnych > rzeczy, ale na tym nie poprzestano i od razu wykorzystano je do tego, żeby > zabić i upokorzyć innych, tylko dlatego, że byli innego wyznania, > narodowości, klasy lub warstwy społecznej etc. Ależ największy obłęd w XX wieku, prowadzacy do największych, masowych zbrodni na tle rasowym, narodowościowym, itp., wystąpił właśnie w ojczyźnie Humboldta. Najwyraźniej panujący tam system edukacyjny znakomicie sprzyjał jego rozwojowi. A karne, zhierarchizowane elity uniwersyteckie w większości go poparły. > Postępowi cywilizacyjnemu nie towarzyszy rozwój kultury ani w 21. wieku, > ani wtórował mu w 19. wieku i należy wyrazić - mam nadzieję, > że chybioną - obawę, że oba postępy nie będzą szły w parze również w 25. Nie wiem co Pan rozumie przez "rozwój kultury". Być może dla Pana ideałem pod tym względem były lata cenzury i kontroli państwa nad wszystkim w PRL. Odnoszę wrażenie że tzw. kultura masowa ma się świetnie, oferta kultury "wysokiej" jest także bogatsza niż kiedykolwiek. Zresztą nie o kulturze w 25 wieku tu dyskutujemy, tylko o nauce na początku XXI wieku. > W swoim czasie krajami "bardzo prężnymi i dynamicznymi, przodującymi > cywilizacyjnie" były Chiny, Indie, Grecja, Rzym (Włochy), Francja, Niemcy, > ZSRR i pewnie jeszcze wiele innych, których - zapewne z wrodzonej swej > głupoty - nie wymieniłem. Gdzie są teraz te przodujące kraje? Co pozostało z > ich prężności i dynamiczności? Nie wiem co na tej liście robią Indie a już zupełnym nieporozumieniem jest obecność na niej ZSRR, który nigdy nie przodował cywilizacyjnie, choć miał przez kilka lat izolowane osiągnięcia typu pierwszy sputnik czy pierwszy kosmonauta. Niezależnie od tego kto jest w danym momencie najlepiej rozwinięty w danej dziedzinie, trzeba brać ze swiata to co najlepiej się sprawdza, ewentualnie udoskonalając po kilku latach. Na razie najlepsze jest to, co jest z USA. Dlatego stamtąd świat wziął Internet i kupuje komputery oraz programy. I stamtąd bierze standardy. My mamy szansę ewentualnie coś udoskonalić, ale nie wymyślić od zera. > Społeczeństwa niech sobie dążą do uproszczeń i standaryzacji, muszą jednak > mieć macherów od od tych tych wszystkich "zawiłości intelektualnych", bo > świat nie jest prosty i nieskomplikowany; upraszczanie jest rzeczą zbyt > skomplikowaną, że by oddać je w ręce przypadkowych ludzi. Społeczeństwo byłoby jednak niezwykle głupie, gdyby oddało najważniejsze dla rozwoju sprawy w ręce ludzi którzy teraz niezwykle intensywnie myślą o wieku XXV tak jak i XIX i uważają że ZSRR był krajem przodującej cywilizacji. Mam nadzieję, że tego błędu nie popełni. Mechanizm demokratyczny, wolne media, wykształcenie społeczeństwa w jakimś stopniu zapewniają to, że nie dostają władzy ludzie całkiem przypadkowi. Ma on znane wady, ale cywilizacji przewodzą obecnie kraje demokratyczne i należy oczekiwać, że im bardziej rozwiązania ustrojowe, prawne, organizacyjne, itp. stosowane w naszym kraju będą przypominać te w krajach przodujących, tym na wyższym poziomie i my będziemy jako państwo. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 03.04.05, 14:55 itakdalej.itakdalej napisał: > Ależ największy obłęd w XX wieku, prowadzacy do największych, masowych zbrodni > na tle rasowym, narodowościowym, itp., wystąpił właśnie w ojczyźnie Humboldta. > Najwyraźniej panujący tam system edukacyjny znakomicie sprzyjał jego rozwojowi. Kręgu oddziaływania idei humboldtowskich nie da się ograniczyć do uniwersytetów niemieckich: równie humboldtowskie były szkoły wyższe przedwojennej Polski. Choć prawdą jest, że Niemcy - choć nie wszyscy - ulegli hitleryzmowi, należy być sprawiedliwym w ocenie dorobku kulturowego. > Nie wiem co Pan rozumie przez "rozwój kultury". Być może dla Pana ideałem pod > tym względem były lata cenzury i kontroli państwa nad wszystkim w PRL. Odnoszę > wrażenie że tzw. kultura masowa ma się świetnie, oferta kultury "wysokiej" jest > także bogatsza niż kiedykolwiek. Zresztą nie o kulturze w 25 wieku tu > dyskutujemy, tylko o nauce na początku XXI wieku. Przez rozwój kulturowy Polski rozumiem to, co się działo w tym kraju przed wojną: nauka, literatura i sztuka. Przykład II. RP - w przeciwieństwie do mrzonek anglosaskich fantastów - jest całkowicie realny i sprawdzony. > Nie wiem co na tej liście robią Indie a już zupełnym nieporozumieniem jest > obecność na niej ZSRR, który nigdy nie przodował cywilizacyjnie, choć miał > przez kilka lat izolowane osiągnięcia typu pierwszy sputnik czy pierwszy > kosmonauta. Zgadzam się w ocenie dorobku cywilizacyjnego ZSRR. W swoim poście niezbyt dobitnie dałem wyraz ironi. Lista miała zawierać państwa, które słusznie lub nie uchodziły lub uchodzą za kraje postępowe. Żałuje, że nie udało mi się dość wyraźnie wyśmiać idei postępu, która do mnie nie przemawia. > Niezależnie od tego kto jest w danym momencie najlepiej rozwinięty w danej > dziedzinie, trzeba brać ze swiata to co najlepiej się sprawdza, ewentualnie > udoskonalając po kilku latach. Na razie najlepsze jest to, co jest z USA. > Dlatego stamtąd świat wziął Internet i kupuje komputery oraz programy. I > stamtąd bierze standardy. My mamy szansę ewentualnie coś udoskonalić, ale nie > wymyślić od zera. Uczelnia to nie hardware, który można dowolnie wymieniać. Owszem można zakupić licencje na Mc Donaldas'a i otworzyć w Polsce sieć restauracji, ale to się nie sprawdzi w przypadku struktur, które mają odpowadać na nieco bardziej złożone zapotrzebowanie niż hamburger. Widzę, że dyskutuję z komputerowcem, więc użyję porównania komputerowego. Niech uczelnia to będzie twardy dysk, których chcemy wymienić w naszym nieco przestarzałym komputerze (komputer odpowiada społeczeństwu danego kraju). Kupujemy najnowszy dysk na rynku, o najlepszych parametrach pojemności i szybkości. Montujemy do komputera i okazuje się, że nie działa, bo nasze cudo techniki nie jest kompatybilne z pozostałymi składnkami komputera. W końcu jakimś cudem udaje się nam uruchomić naszego PC-ta, ale ten niewidzięcznik wiesza się z częstotliwością 10 zwisów na godzinę, co skutecznie uniemożliwia pracę. Cóż za niewdzięczny komputer, dostaje super dysk i tak oto odwdzięcza się nam za naszą troskę... (Uwaga ironia!) Wracając do przedmiotu naszej dyskusji: amerykański system edukacyjny nie jest "kompatybilny" z naszym "przestarzałym" społeczeństwem. Pan itakdalej.itakdalej rozczarowany nieskuteczną inkorporacją modelu amerykańskiego zawiedzie się na społeczeństwie i powie: Wszystko jest OK, tylko nie ci ludzie. Zapytam zupełnie retorycznie, co ma komu służyć: społeczeństwo uniwersytetowi, czy uniwersytet społeczeństwu? Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 03.04.05, 15:46 ton9 napisał: > Kręgu oddziaływania idei humboldtowskich nie da się ograniczyć do > uniwersytetów niemieckich: równie humboldtowskie były szkoły wyższe > przedwojennej Polski. To prawda, ale te idee wyewoluowały w kierunku absurdu i groteski. Powtórzę przykład podany w innym miejscu. Banach został we Lwowie profesorem, mimo że formalnie nigdy nie był magistrem. Politechnika Lwowska miała wszystkiego 4 profesorów. Według dzisiejszych standardów ani Banach nie zrobiłby nawet doktoratu, ani politechnika nie miałaby uprawnień do kształcenia magistrów. Gdyby Banachowi udało się w dzisiejszych czasach zrobić jakimś cudem habilitację (bardzo szybko po doktoracie), zostałaby odrzucona przez CK ze względu na zbyt mały dorobek publikacyjny habilitanta. W ten sposób wielkie idee kończą jako przesądy. > Przez rozwój kulturowy Polski rozumiem to, co się działo w tym kraju przed > wojną: nauka, literatura i sztuka. Przykład II. RP - w przeciwieństwie do > mrzonek anglosaskich fantastów - jest całkowicie realny i sprawdzony. Na powtórzenie cudu odbudowy II R.P. jest za późno o 16 lat. II R.P. zawdzięcza swój rozwój w dużej mierze Polakom, którzy zjeżdżali do odrodzonej Polski z całego świata, zaszczepiając na gruncie polskim zdobyte za granicą doświadczenia. Po 1989 r. też mieliśmy falę powrotów. Niestety, wielu z nich rozczarowanych wróciło tam, skąd przyjechali. Jeżeli chcemy powtórzyć tamte doświadczenia, to należy tak zreformować uniwersytety, żeby Polacy pracujący na uczelniach zagranicznych chcieli i mogli tu wrócić i pracować. A to wymaga szybkiego zniesienia habilitacji. > Wracając do przedmiotu naszej dyskusji: amerykański system edukacyjny nie jest > "kompatybilny" z naszym "przestarzałym" społeczeństwem. > Zapytam zupełnie retorycznie, co ma komu służyć: społeczeństwo uniwersytetowi, > czy uniwersytet społeczeństwu? Z kim nie jest ten system kompatybilny? Z profesurą wychowaną na PZPR-owskich wzorach? Niezdolną do samodzielnego myślenia i podejmowania decyzji, póki "góra" nie powie, jaka jest obecnie linia postępowania? Przywykłą do załatwiania, układów i znajomości, zupełnie jak w PRL? Do pozorowania pracy, byle by się na papierze zgadzało "wyrobienie normy"? Proponuje Pan czekać aż ci profesorowie wymrą, a w międzyczasie znaleźć takie rozwiązania, które będą kompatybilne z nawykami zdemoralizowanych "naukowców"? Jeżeli uniwersytet ma służyć szeroko pojętemu społeczeństwu, to warto zauważyć, że to "społeczeństwo" właśnie jest w trakcie przemian wywołanych przystąpieniem do Unii i uniwersytet nie może zamknąć szczelnie swych murów przed tymi przemianami. Na razie widzę na swojej uczelni dwie nowości: na studiach zaocznych pojawili się Polacy mieszkający i pracujący za granicą, bo jest to dla nich tania możliwość zdobycia wyższego wykształcenia, a zaczęli znikać zdolni studenci dzienni i doktoranci, którzy znajdują lepsze warunki do kontynuowania studiów za granicą. W pierwszym roku członkostwa w UE to są na razie dwa cienkie strumyczki, ale jeżeli te tendencje nasilą się w najbliższych latach, to wróży to rozwojowi polskich uniwersytetów jak najgorzej. "Społeczeństwo" artykułuje swoje potrzeby nogami, ocenę polskich uniwersytetów też. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 03.04.05, 21:53 khmara napisał: > To prawda, ale te idee wyewoluowały w kierunku absurdu i groteski. Powtórzę > przykład podany w innym miejscu. Banach został we Lwowie profesorem, mimo że > formalnie nigdy nie był magistrem. Politechnika Lwowska miała wszystkiego 4 > profesorów. Według dzisiejszych standardów ani Banach nie zrobiłby nawet > doktoratu, ani politechnika nie miałaby uprawnień do kształcenia magistrów. > Gdyby Banachowi udało się w dzisiejszych czasach zrobić jakimś cudem habilitację > (bardzo szybko po doktoracie), zostałaby odrzucona przez CK ze względu na zbyt > mały dorobek publikacyjny habilitanta. W ten sposób wielkie idee kończą jako > przesądy. Stefan Banach nie miał magisterium, ale zrobił zarówno doktorat jak i habilitacje (sic!) na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Przykład Banacha doskonale świadczy o tym, że człowiek, którego warto docenić może znaleźć swoje miejsce nawet w mocno shierarchizowanej strukturze. Austryjackie uczelnie są shierarchizowane niemniej niż Niemieckie; do dziś wśród Austryjaków, panuje przykładowa tytułomania. > Na powtórzenie cudu odbudowy II R.P. jest za późno o 16 lat. II R.P. zawdzięcza > swój rozwój w dużej mierze Polakom, którzy zjeżdżali do odrodzonej Polski z > całego świata, zaszczepiając na gruncie polskim zdobyte za granicą > doświadczenia. Po 1989 r. też mieliśmy falę powrotów. Niestety, wielu z nich > rozczarowanych wróciło tam, skąd przyjechali. Jeżeli chcemy powtórzyć tamte > doświadczenia, to należy tak zreformować uniwersytety, żeby Polacy pracujący na > uczelniach zagranicznych chcieli i mogli tu wrócić i pracować. A to wymaga > szybkiego zniesienia habilitacji. Porównanie II i III RP wymagało by nieco głębszych studiów. Myśle jednak, że nie ma powodu, by dołączać do ludzi pokroju Leppera, Kaczyńskiego, Giertycha, czy Rydzyka. Ludzie z mojego otoczenia, którzy domagają się zniesienia habilitacji to zwykle tacy szemrani doktorzy. Udało im się w połowie lat 90-tych zrobić doktorat, ponieważ w wyniku zwiększenia naboru na studia było duże zapotrzeboiwanie na kadrę. Brano ludzi, którzy nie ukończyli studiów kierunkowych, ale wykazywli zainteresowanie przedmiotem. W sumie uzyskali tytuł pod warunkiem, że uzupełnią swoje braki metodologiczne, a czasami również merytoryczne. Niestety, z tytułem w kieszeni poczulu się "Banachami" polskiego szkolnictwa wyższego i teraz - po kilku nieudanych podejściach - domagają się amerykanizacji systemu wraz ze zniesienia habilitacji. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 03.04.05, 22:36 ton9 napisał: > khmara napisał: > > To prawda, ale te idee wyewoluowały w kierunku absurdu i groteski. Powtórzę > > przykład podany w innym miejscu. Banach został we Lwowie profesorem, mimo że > > formalnie nigdy nie był magistrem. Politechnika Lwowska miała wszystkiego 4 > > profesorów. Według dzisiejszych standardów ani Banach nie zrobiłby nawet > > doktoratu, ani politechnika nie miałaby uprawnień do kształcenia magistrów. > > Gdyby Banachowi udało się w dzisiejszych czasach zrobić jakimś cudem > > habilitację bardzo szybko po doktoracie), zostałaby odrzucona przez CK ze > > względu na zbyt mały dorobek publikacyjny habilitanta. W ten sposób wielkie > > idee kończą jako przesądy. > > Stefan Banach nie miał magisterium, ale zrobił zarówno doktorat jak i > habilitacje (sic!) na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Przykład > Banacha doskonale świadczy o tym, że człowiek, którego warto docenić może > znaleźć swoje miejsce nawet w mocno shierarchizowanej strukturze. Przecież piszę wyraźnie, że habilitację zrobił bardzo szybko po doktoracie. W rzeczywistości zrobienie habilitacji zajęło mu mniej czasu niż zrobienie doktoratu. Tylko wtedy: 1. nie było CK, 2. inna zupełnie była funkcja habilitacji. Banach zrobił doktorat na Politechnice Lwowskiej, gdzie pracował jako asystent. Natomiast habilitację OTRZYMAŁ, nie zrobił, od Uniwersytetu Jana Kazimierza, gdzie został zatrudniony jako docent w 1922 roku. Habilitacja dawała mu, jako wychowankowi innej uczelni, prawo wykładania na uniwersytecie. Przedwojenna habilitacja nie była więc obowiązkowym stopniem naukowym, ale formą potwierdzenia kwalifikacji w przypadku zatrudnienia po raz pierwszy na uczelni. Przykładem Banacha posługują się wszyscy jak leci, by udowodnić swoje racje, natomiast mało kto zadaje sobie trud sprawdzenia, jak to rzeczywiście z Banachem było. Przykład Banacha dowodzi, że przedwojenne uczelnie nie były tak zhierarchizowane i tak zbiurokratyzowane, jak dzisiejsze. W dzisiejszej Polsce nie tylko Banach, ale nawet Einstein nie miałby żadnych szans. > > należy tak zreformować uniwersytety, żeby Polacy pracujący na > > uczelniach zagranicznych chcieli i mogli tu wrócić i pracować. A to wymaga > > szybkiego zniesienia habilitacji. > > Ludzie z mojego otoczenia, którzy domagają się zniesienia habilitacji to > zwykle tacy szemrani doktorzy. > W sumie uzyskali tytuł pod warunkiem, że uzupełnią swoje > braki metodologiczne, a czasami również merytoryczne. To do kogo pretensje, jeżeli się doktoraty dawało za nic? I CK takich praktyk nie zakwestionowała, nie zawiesiła prawa do nadawania stopnia doktora? Poziom doktoratów świadczy o poziomie uczelni. Czy ze względu na taki argument należy uniemożliwić zatrudnianie na stanowiskach samodzielnych Polaków, którzy mają doktoraty (i tylko doktoraty) z porządnych zagranicznych uczelni? Albo polskie doktoraty i zagraniczny dorobek publikacyjny? Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 03.04.05, 22:48 ton9 napisał: > Ludzie z mojego otoczenia, którzy domagają się zniesienia habilitacji to > zwykle tacy szemrani doktorzy. Są dwie możliwości: 1) Szemrani doktorzy zostali wypromowani przez cynicznych i jeszcze bardziej szemranych profesorów (na pewno nie przez adiunktów). To ich koledzy, inni szemrani profesorowie, recenzowali te prace oraz nadawali szemrane stopnie. 2) Profesorowie, byli promotorzy, czują się zagrożeni przez swoich byłych doktorantów, którzy zdążyli zobaczyć jak jest w normalnym świecie, i umiejąc korzystać z zasobów sieci (dla profesorów sieć to tylko trochę inny fax), lepiej widzą jak niski poziom reprezentują ich szefowie i jakim skansenem są ich katedry/zakłady/instytuty/uczelnie. I coraz trudniej jest im się z tym pogodzić. Bardzo mi przykro, ale to Pan i Pana koledzy ponosicie za wszystko odpowiedzialność! Pan lubi porównania, więc teraz zegarmistrzowskie: lepiej niech zegarka nie naprawia ten kto go zepsuł! Najpełniejsza w Internecie, ciągle uzupełniana, lista szemranych profesorów: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=12951752 Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 03.04.05, 18:08 ton9 napisał: > Przez rozwój kulturowy Polski rozumiem to, co się działo w tym kraju przed > wojną: nauka, literatura i sztuka. Przykład II. RP - w przeciwieństwie do > mrzonek anglosaskich fantastów - jest całkowicie realny i sprawdzony. To są takie same mrzonki, jak myślenie o obaleniu komuny w Polsce w latach 80- tych lub o wejściu do Unii czy NATO na początku 90-tych. Literatura polska, a nawet literatura w Polsce, rozwijała się doskonale nie tylko w II RP. W ciągu ostatnich 25 lat aż 2 razy dostaliśmy literacką Nagrodę Nobla. Że sztuką, muzyką, sądzę, że jest podobnie. A co do świata nauki w II RP, to mam wątpliwości, czy świat ten cechowała tak wysoki poziom kultury. Nie słyszał Pan o getcie ławkowym, numerus clausus, ekscesach Młodzieży Wszechpolskiej (przedwojennej)? Albo o blokowaniu karier naukowców niewłaściwego pochodzenia? Normalną rzeczą była arogancja i chamstwo w stosunku do podwładnych, budzące zażenowanie nawet w "dzikiej" Ameryce. Z artykułu o Tarskim: "Zdaniem Fefermanów był typowym profesorem w stylu europejskim - mistrzem otoczonym świtą lojalnych "czeladników". Na ów styl dodatkowo rzutował autorytarny charakter Tarskiego i jego talent do delegowania pracy. Chętnie akceptował nowych uczniów, ale sztuką było zdobyć doktorat pod jego skrzydłami. Trwało to zwykle sześć-osiem lat, a w rekordowym wypadku - nawet dwadzieścia! W tym czasie doktorant poświęcał masę energii na przygotowywanie do druku artykułów mistrza, czynności organizacyjne, dyskusje nad zagadnieniami obocznymi dla tematu. Frederick Thompson w trakcie pisania doktoratu wymalował nawet Tarskim jadalnię i położył kafelki w łazience. On akurat nigdy nie czuł się wykorzystywany: "Ostatecznie, kiedy zmieniałem korki, rozmawialiśmy o ostatnim teoremacie Fermata". Nie wszyscy jednak byli równie wyrozumiali. Richard Montague, później wybitny matematyk i filozof języka, po telefonie od Tarskiego westchnął: "O rany, muszę iść. Papcio Tarski chce, żebym przyszedł i lizał znaczki". Dodatkową trudność stanowił tryb życia Tarskiego. Sowa Minerwy wylatywała do niego po zmierzchu. Współpracowników zapraszał do domu, zamykał się z nimi w gabinecie i do świtu wędził ich w dymie przypalanych jeden od drugiego papierosów. Mało kto zauważał, że niewyczerpaną energię i świdrujące spojrzenie rozszerzonych źrenic Tarski zawdzięczał czasem amfetaminie. Charyzmatyczny i czarujący wykładowca przy bliższym poznaniu okazywał się egotycznym tyranem absorbującym innych swoimi sprawami. Swym uczniom fundował emocjonalną huśtawkę - od pochwał i zaproszeń na alkoholowe bibki po lodowatą krytykę i napady niezadowolenia. Musieli go uwielbiać i musieli być przekonani o jego wyjątkowości. " Więcej w artykule: serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,2609508.html?as=1&ias=4 Geniuszowi takiemu jak Tarski (który profesury w Polsce się nie doczekał) można wiele wybaczyć. Ale tacy geniusze to rzadkość, a nawet i geniusz więcej by dał z siebie jakby nie był taki obcesowy. Natomiast arogancja i autorytaryzm przełożonego, który nie ma żadnych istotnych osiągnięć, jest destrukcyjna dla jednostki za którą odpowiada. > Wracając do przedmiotu naszej dyskusji: amerykański system edukacyjny nie > jest "kompatybilny" z naszym "przestarzałym" społeczeństwem. Pan > itakdalej.itakdalej rozczarowany nieskuteczną inkorporacją modelu > amerykańskiego zawiedzie się na > społeczeństwie i powie: Wszystko jest OK, tylko nie ci ludzie. Pan mówi tak jak komuniści kiedyś że system wolnorynkowy jest niekompatybilny z polskim społeczeństwem. Ale ludzie nie byli głupi i wiedzieli jak świetnie sobie radzą nasi rodacy na Zachodzie, jak doskonale potrafią tam pracować i robić kariery. Tak samo jest z nauką. Polacy świetnie się sprawdzają, są niezwykle produktywni w normalnym, konkurencyjnym systemie, takim jak anglosaski. To system stalinowsko-feudalny jaki panuje w Polsce w prawie niezmienionej postaci od 60 lat jest niekompatybilny z aktywnymi i ambitnymi polskimi naukowcami, szczególnie młodymi, znającymi świat. To ten system trzeba zmianić, bo on ma być dla nich, a nie na odwrót. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 03.04.05, 23:03 itakdalej.itakdalej napisał: > A co do świata nauki w II RP, to mam wątpliwości, czy świat ten cechowała tak > wysoki poziom kultury. Nie słyszał Pan o getcie ławkowym, numerus clausus, > ekscesach Młodzieży Wszechpolskiej (przedwojennej)? Albo o blokowaniu karier > naukowców niewłaściwego pochodzenia? Normalną rzeczą była arogancja i chamstwo > w stosunku do podwładnych, budzące zażenowanie nawet w "dzikiej" Ameryce. Oszołomstwo i zawiść, czy wreszcie arogancja i zawiść to zachowania bardzo ludzkie, niezależne od ustroju i struktur organizacyjnych. Trudno jednak zaprzeczyć osiągnięciom ludzi takich jak Stefen Banach, Alfred Tarski, Stanisław Ulam i inni. Nawet pozostali, być może nieco mniej wybitni, też zasługują na szacunek, z racji rzetelnego podejścia do swoich badań. Myślę, że nie ma powodu przyjmować geniuszocentrycznej orientacji; geiusze się zdarzają, jednak istotniejsza jest dobra przeciętna poziomu naukowych kadr, zaś tego nie da się osiągnąć po partyzancku w jednym doskoku. > Pan mówi tak jak komuniści kiedyś że system wolnorynkowy jest niekompatybilny z > polskim społeczeństwem. Ale ludzie nie byli głupi i wiedzieli jak świetnie > sobie radzą nasi rodacy na Zachodzie, jak doskonale potrafią tam pracować i > robić kariery. Tak samo jest z nauką. Polacy świetnie się sprawdzają, są > niezwykle produktywni w normalnym, konkurencyjnym systemie, takim jak > anglosaski. To system stalinowsko-feudalny jaki panuje w Polsce w prawie > niezmienionej postaci od 60 lat jest niekompatybilny z aktywnymi i ambitnymi > polskimi naukowcami, szczególnie młodymi, znającymi świat. To ten system trzeba > zmianić, bo on ma być dla nich, a nie na odwrót. Owszem Polacy dobrze pracuja za granicą, ale należy zwrócić uwagę na to, jakim kosztem. Znam kilku emigrantów i widzę, że ich siły są na skraju wyczerpania. Niestety, adaptacja do odmiennych uwarunkowań kulturowych jest wyczerpująca i płaca za to poważnym rozstrojem nerwowym. Próba adaptacji obcych wzorców w kraju przyniesie podobny skutek na szerszą skalę. Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 03.04.05, 23:12 ton9 napisał: > Niestety, adaptacja do odmiennych uwarunkowań kulturowych jest wyczerpująca i > płaca za to poważnym rozstrojem nerwowym. Próba adaptacji obcych wzorców w > kraju przyniesie podobny skutek na szerszą skalę. Ale my chcemy tego rozstroju nerwowego oraz stresów chcrakterystycznych dla naukowców amerykańskich! Pragniemy tego z całego serca. Jesteśmy dorośli i odpowiadamy za siebie. Niech Pan nas, proszę, nie broni przed nimi na siłę. Odpowiedz Link Zgłoś
sendivigius Uwazajcie.... 03.04.05, 23:41 > Ale my chcemy tego rozstroju nerwowego oraz stresów chcrakterystycznych dla > naukowców amerykańskich! Pragniemy tego z całego serca. Jesteśmy dorośli i > odpowiadamy za siebie. Jak pan Bog chce kogos pokarac to spelnia jego marzenia.... Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 06.04.05, 09:01 itakdalej.itakdalej napisał: > Ale my chcemy tego rozstroju nerwowego oraz stresów chcrakterystycznych dla > naukowców amerykańskich! Pragniemy tego z całego serca. Jesteśmy dorośli i > odpowiadamy za siebie. Niech Pan nas, proszę, nie broni przed nimi na siłę. Niech Pan pisze za siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 06.04.05, 20:48 ton9 napisał: > itakdalej.itakdalej napisał: > > Ale my chcemy tego rozstroju nerwowego oraz stresów chcrakterystycznych dla > > naukowców amerykańskich! Pragniemy tego z całego serca. Jesteśmy dorośli i > > odpowiadamy za siebie. Niech Pan nas, proszę, nie broni przed nimi na siłę. > > Niech Pan pisze za siebie. Proszę zauważyć łaskawie, jaki jest poziom desperacji osób, które świadomie pragną pogorszenia własnych warunków życiowych, ponieważ w ostatecznym rachunku może się ono okazać dla nich korzystne. Syty głodnego nie zrozumie, a Panu widocznie za dobrze się powodzi. Tylko liczba tych desperatów rośnie coraz szybciej. A Pan chce im dawać ciasteczka zamiast chleba. Byle do emerytury, a po nas choćby potop. Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 06.04.05, 21:43 Motto: "Naturalnie żaden władca nie powie wprost, że nie wprowadzi demokracji, bo na tronie jest mu wygodnie. " (Z artykułu Roberta Stefanickiego "Demokracja i świat islamu": serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,2609275.html?as=1&ias=3) Niech Pan przeczyta uważnie artykuł prof. Jajszczyka oraz listy w tym wątku i zrobi statystykę. Przekona się Pan, że poza kilkoma osobami, wszyscy uważają że system jaki u nas panuje jest anachroniczny. I, co ciekawe, panuje pod tym względem całkowita zgodność z opinią Polaków z najlepszych uczelni świata. Polecam dzisiejszą wypowiedź Polaka z Harvardu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=22455725&a=22456518 Wartościowi i uczciwi profesorowie nie mają się czego obawiać. Natomiast profesorowie szemrani, którzy np. promują szemranych doktorów, powinni zostać ukarani za swoje łajdactwa i odsunięci od władzy. Żeby nie blokowali młodych, zdolnych ludzi w sposób coraz bardziej bezczelny i żeby polska nauka, w tej chwili pogrążona w patologiach, zaczęła zdrowieć. Odpowiedz Link Zgłoś
sendivigius Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 07.04.05, 14:58 A ja proponuje "itakdalej" zrobic taki eksperyment, na ktory mozesz postarac sie o grant. Kupic bilet do Bostonu, odwiedzic POlakaMAlego, ktorego opinie tak popierasz, i zaproponowac aby poszedl do swojego dziekana i wyglosil mu swoj post (z cala wiernoscia emocjonalna przekladu). Z grantu tez proponuje kupic bandaze, worki z lodem i opatrunki gipsowe. Potem nam napiszcie jak bylo. Ale juz niestety z domeny .pl. Nic tak nie uczy jak wlasne doswiadczenie. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 07.04.05, 15:33 Nostalgia zżera za rajem utraconym. Był u nas w instytucie taki Polak, po dwudziestu latach tułaczki po obcych uniwersytetach, gdzie go nie chcieli docenić, przyjechał do nas jako visiting professor. Przekopał się dokładnie przez całą bibliotekę, a potem chodził i pytał ludzi, gdzie są czasopisma, bo nie może znaleźć materiałów na zajęcia. Po jednym semestrze wrócił, skąd przyjechał, przeszła mu tęsknota i chęć do współpracy. Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 07.04.05, 23:33 A niby dlaczego? Zdanie PolakaMalego na temat Harwardu jest nad wyraz pozytywne. A że polskie uczelnie są beznadziejne, to dziekan na Harwardzie wie doskonale, bo na pewno zna rankingi. Poza tym czyta czasopisma i jeździ na konferencje i wie co Polacy sobą reprezentują. Więc dlaczego miałby się zdenerwować? Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Zamknijmy ten podwątek bo się robi bałagan 07.04.05, 23:51 itakdalej.itakdalej napisał: > A niby dlaczego? Zdanie PolakaMalego na temat Harwardu jest nad wyraz > pozytywne. A że polskie uczelnie są beznadziejne, to dziekan na Harwardzie wie > doskonale, bo na pewno zna rankingi. Poza tym czyta czasopisma i jeździ na > konferencje i wie co Polacy sobą reprezentują. Więc dlaczego miałby się > zdenerwować? Powyższa odpowiedź dotyczy posta sendivigiusa: > A ja proponuje "itakdalej" zrobic taki eksperyment, na ktory mozesz postarac > sie o grant. Kupic bilet do Bostonu, odwiedzic POlakaMAlego, ktorego opinie tak > > popierasz, i zaproponowac aby poszedl do swojego dziekana i wyglosil mu swoj > post (z cala wiernoscia emocjonalna przekladu). Z grantu tez proponuje kupic > bandaze, worki z lodem i opatrunki gipsowe. Potem nam napiszcie jak bylo. Ale > juz niestety z domeny .pl. Nic tak nie uczy jak wlasne doswiadczenie. Chyba nie ma sensu dalej dyskutować w tym podwątku, bo nie wiadomo kto na co odpowiada. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 07.04.05, 18:36 Do czego ma mnie przekonac post faceta z Massachusetts General Hospital w Harvardzie? Znam kilku Polaków pracujących jako pielęgniarze w zagranicznych szpitalach. Z całym szacunkiem dla tego zawodu, ale co oni mogą mieć do powiedzenia o nauce? Tekst prof. Jajszczyka był warty przeczytania, dobrze wskazał bolączki polskiej nauki, ale nie zgadzam się z jego zaleceniami; tą drogą nigdzie nie dojdziemy. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 07.04.05, 23:17 ton9 napisał: > Do czego ma mnie przekonac post faceta z Massachusetts General Hospital w > Harvardzie? Znam kilku Polaków pracujących jako pielęgniarze w zagranicznych > szpitalach. Z całym szacunkiem dla tego zawodu, ale co oni mogą mieć do > powiedzenia o nauce? A nie wie Pan, że w szpitalach, zwłaszcza dużych, pracują również profesorowie? Nawet w Polsce. Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Typowa profesorska arogancja 07.04.05, 23:41 ton9 napisał: > Do czego ma mnie przekonac post faceta z Massachusetts General Hospital w Harva > rdzie? Znam kilku Polaków pracujących jako pielęgniarze w zagranicznych szpital > ach. Z całym szacunkiem dla tego zawodu, ale co oni mogą mieć do powiedzenia o > nauce? > > Na szczęście to nie Pan decyduje o tym, gdzie kto pracuja na Harwardzie. Najlepiej jak każdy sam oceni czy PolakMaly to osoba wykształcona i ze środowiska naukowego, czy nie. Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości. A że pracuje jako pielęgniarz? Żadna praca nie hańbi, widocznie tak się tam ocenia poziom polskich uczelni. > Tekst prof. Jajszczyka był warty przeczytania, dobrze wskazał bolączki > polskiej nauki, ale nie zgadzam się z jego zaleceniami; tą drogą nigdzie nie > dojdziemy. > Uważa Pan zapewne, że najdalej dojdziemy stojąc w miejscu. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 03.04.05, 23:21 ton9 napisał: > Myślę, że nie ma powodu przyjmować geniuszocentrycznej orientacji; geiusze się > zdarzają, jednak istotniejsza jest dobra przeciętna poziomu naukowych kadr, > zaś tego nie da się osiągnąć po partyzancku w jednym doskoku. Od lat mówi się o spadku poziomu doktoratów i nic się nie robi, żeby zapobiec SPADKOWI przeciętnego poziomu kadr. Za to co kilka miesięcy wybucha kolejny skandal związany z profesorskim plagiatem (prawnik w Gdańsku, historyk w Szczecinie itd.). A ostatnio skandal związany z przyznawaniem KBN-owskich grantów grupie kombinatorów z wydziałów lekarskich z Krakowa i Bydgoszczy. Bez terapii szokowej tej degrengolady nie da się już zatrzymać. > Próba adaptacji obcych wzorców w kraju > przyniesie podobny skutek na szerszą skalę. Jeżeli ktoś się od pracy odzwyczaił, bo jak się ma tytuł, to już wystarczy tylko przychodzić raz w miesiącu do kasy po wypłatę, to faktycznie jakiekolwiek zmany mogą doprowadzić do poważnego rozstroju nerwowego. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 06.04.05, 09:08 khmara napisał: > Od lat mówi się o spadku poziomu doktoratów i nic się nie robi, żeby zapobiec > SPADKOWI przeciętnego poziomu kadr. (...) Bez terapii szokowej tej degrengolady nie da się już zatrzymać. "Terapia szokowa" w strukturach naukowych doprowadzi do nowego podziału władzy na zasadzie T K M (Teraz Ku.wa My). Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 06.04.05, 20:53 ton9 napisał: > khmara napisał: > > Od lat mówi się o spadku poziomu doktoratów i nic się nie robi, żeby > > zapobiec SPADKOWI przeciętnego poziomu kadr. (...) Bez terapii szokowej tej > > degrengolady nie da się już zatrzymać. > > "Terapia szokowa" w strukturach naukowych doprowadzi do nowego podziału władzy > na zasadzie T K M (Teraz Ku.wa My). Jasne, lepiej niech nadal wszystko gnije. Nie chcę władzy, chcę móc wreszcie KU.WA NORMALNIE PRACOWAĆ. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 07.04.05, 19:31 khmara napisał: > ton9 napisał: > > khmara napisał: > > > Od lat mówi się o spadku poziomu doktoratów i nic się nie robi, żeb > y > > > zapobiec SPADKOWI przeciętnego poziomu kadr. (...) Bez terapii szok > owej tej > > > degrengolady nie da się już zatrzymać. > > > > "Terapia szokowa" w strukturach naukowych doprowadzi do nowego podziału w > ładzy > > na zasadzie T K M (Teraz Ku.wa My). > > Jasne, lepiej niech nadal wszystko gnije. > Nie chcę władzy, chcę móc wreszcie KU.WA NORMALNIE PRACOWAĆ. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: "Brak wypracowanej koncepcji uniwersytetu..." 07.04.05, 23:31 ton9 napisał: > Cieszmy się z tego, że jest źle, bo jutro będzie gorzej, a pojutrze przyniesie > nam prawdziwy koszmar. Różnimy się w ocenie sytuacji. Ja ten koszmar widzę zdecydowanie bliżej niż pojutrze. Dlatego uważam, że na łagodne środki zapobiegawcze jest już zwyczajnie za późno. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Co ma piernik do wiatraka? 01.04.05, 16:49 ton9 napisał: > khmara napisał: > > Jeżeli > > mamy patrzeć, co Niemcy u siebie zrobili, to proponuję zacząć od zwolnien > > ia całej kadry i zatrudniania wszystkich na nowo na nowych warunkach. To aku > > rat się Niemcom sprawdziło. > > Dopóki nie ma określonego wyobrażenia, jak ma wyglądać docelowo uniwersytet, > podejmowanie radykalnych kroków do niczego niedoprowadzi. Proszę wybaczyć, to miała być w zamierzeniu gryząca ironia, a nie recepta naprawy uniwersytetów (akademii). Jednak obserwując, co się stało na Uniwersytecie Gdańskim też zaczynam się wahać, czy takiej propozycji nie należałoby potraktować serio. > Nie ma się co oszukiwać, uniwersytety nie zostały powołane do tego, żeby > walczyć z totalitaryzmami i nic dziwnego, że im ulegały. Problem raczej w tym, że uniwersytet humboldtowski jest bardzo mało odporny na wszelkie totalitaryzmy. A jeszcze większy problem w tym, że te wszystkie pozostałości totalitaryzmu mają się na polskich uczelniach bardzo dobrze w 15 lat po upadku komunizmu. > > Tradycja humboldtowska w Niemczech realizuje się dokładnie tak samo jak u > > nas. Od kilku lat obserwuję na konferencjach parę mistrz i uczeń z Niemiec. > > Profesor wygłasza absolutnie niepublikowalne banialuki i nie potrafi > > odpowiedzieć na podstawowe pytania dotyczące treści swoich wywodów. Doktor > > jest zawsze bardzo kompetentny i bardzo dobrze przygotowany w czasie swoich > > Przykład jest przejaskrawiony. Podobne obserwacje można dokonać na każdej > konferencji niezależnie od narodowości jej uczestników - karierowiczów można > znaleźć wszędzie. Ten przykład nie jest przejaskrawiony, dyplomatycznie staram się pominąć bardziej pikantne szczegóły, bo kto tego na własne oczy nie widział i tak nie uwierzy. Polecam za to artykuł w najnowszej Polityce o rektorze, który publicznie oznajmiał, że jego doktorantki myślą intymną częścią ciała. Takich akademików znam nie tylko z gazet. Doktorów w towarzystwie niemieckiego profesora jest dwóch, tylko ten drugi trochę jakby mniej zdolny, ale widać, że boi się szefa jeszcze bardziej niż ten pierwszy. > Niezależnie od przyjętego modelu, oczywistą sprawą jest to, że uniwe > rytet ma być strukturą hierarchiczną; nawet w anglosaskim raju akademickim to > nie profesorzy przychodzą do studentów na wykłady, ale odwrotnie - studenci do > profesorów. Fakt, że ktoś do kogoś przychodzi na zajęcia nie oznacza, że profesor nie może również czegoś nauczyć się od swoich studentów. Przynajmniej w systemie anglosaskim. Nie idealizuję, pewnych reguł przestrzega się tam o wiele bardziej rygorystycznie niż u nas, mimo to jest to system zdecydowanie bardziej demokratyczny niż w jakiejkolwiek niemieckiej uczelni. > róznica między modelem anglosaskim sprowadza się jedynie do ilości s > zczebli, które należy pokonać - my mamy o jeden szczebel więcej, za to różnice > poziomów, które są do pokonania mogą być mniejsze. To zależy jak liczyć. Rzecz nie w ilości szczebli, tylko w tym, że jest to system o wiele bardzie elastyczny, a zaliczanie wszystkich kolejnych szczebelków nie jest obowiązkowe: doktorat można zacząć robić od razu po licencjacie, można też zostać profesorem od razu po doktoracie. W zależności od indywidualnych uwarunkowań. > I to jest coś, czego brakuje w wypowiedziach zwolenników anglos > askich "kejsów" - idea pełnego i proporcjonalnego rozwinięcia danych > człowiekowi możliwości twórczych. Idea piękna w założeniu. Komuniści proponowali każdemu w zależności od potrzeb, Pan proponuje każdemu w zależności od możliwości. Tylko kto ma te możliwości oceniać i na jakiej podstawie? Mój bezpośredni przełożony na podstawie subiektywnych doznań? Dziękuję, obejdzie się. Możliwości rozwijania własnych możliwości twórczych w miejscu zatrudnienia oceniam na coś ok. 10%, albo poniżej. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Co ma piernik do wiatraka? 02.04.05, 00:57 khmara napisał: > Fakt, że ktoś do kogoś przychodzi na zajęcia nie oznacza, że profesor nie może > również czegoś nauczyć się od swoich studentów. Przynajmniej w systemie > anglosaskim. Nie idealizuję, pewnych reguł przestrzega się tam o wiele bardziej > rygorystycznie niż u nas, mimo to jest to system zdecydowanie bardziej > demokratyczny niż w jakiejkolwiek niemieckiej uczelni. Fakt, zdarzaja się wyjątkowo zdolni studenci, jest to jednak wyjątek od ogólnej reguły, iż większość jednak nie ma niczego szczególnego do powiedzenia nauczycielowi. Nie można stawiać wszystkiego na głowie, tylko dla jednej osoby; uczelnia powinna być wspólnotą i trochę socjalizacji przyda się rówież geniuszowi. Ponadto warto zauważyć, że w istniejącym modelu jest wiele niewykorzystywanych możliwości: słuchanie studentów należy do obowiązków dydaktycznych akademika i do tego właśnie powinien służyć egzamin. > To zależy jak liczyć. Rzecz nie w ilości szczebli, tylko w tym, że jest to > system o wiele bardzie elastyczny, a zaliczanie wszystkich kolejnych szczebelkó > w nie jest obowiązkowe: doktorat można zacząć robić od razu po licencjacie, można > też zostać profesorem od razu po doktoracie. W zależności od indywidualnych > uwarunkowań. Elastyczność systemu kształcenia powinna być uzależniona od społeczeństwa, w którym dany system funkcjonuje. Społeczeństwa naturalnie izolowane tak jak na Wyspach Brytyjskich, czy w USA mogą sobie pozwolić na większą elastyczność, zaś spłeczeństwa, które geograficznie oddzielają wcale nie tak głąbokie rzeki, tak jak na kontynencie, muszą mieć szywniejszy system, ponieważ możliwości nadużyć są w nich znacznie większe. Mało to jest przypadków zdobywania tytułów w zaprzyjaźnionych krajach. > Idea piękna w założeniu. Komuniści proponowali każdemu w zależności od potrzeb, > Pan proponuje każdemu w zależności od możliwości. Tylko kto ma te możliwości > oceniać i na jakiej podstawie? Mój bezpośredni przełożony na podstawie > subiektywnych doznań? Dziękuję, obejdzie się. Możliwości rozwijania własnych > możliwości twórczych w miejscu zatrudnienia oceniam na coś ok. 10%, albo poniże > j. Idąc tym tokiem myślenia, może się okazać, że nikt nie jest w stanie ocenić naszych zdolności, no może poza kochaną mamusią, babcią, tatusiem... Wtedy nie jest tak trudno znaleźć winnych marnowania "własnych możliwości twórczych" poza sobą, no i naturalnie najbliższą rodzinką. A może by tak, na początek szczerze zapytać siebie, czy kiedyś nie przeceniliśmy swoich możliwości? Myślę, że wiele przypadków "zmarnowanych talentów", ma swe źródło w samookłamywaniu się. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Co ma piernik do wiatraka? 02.04.05, 01:35 ton9 napisał: > Fakt, zdarzaja się wyjątkowo zdolni studenci, jest to jednak wyjątek od > ogólnej reguły, iż większość jednak nie ma niczego szczególnego do powiedzenia Pycha i zarozumialstwo. Na uniwersytetach amerykańskich możliwość zadawania pytań z sali i prowadzenia dyskusji dopuszczana jest również W CZASIE wykładu (a nie po jego zakończeniu). Egzamin nie służy dyskusji lecz sprawdzeniu wiedzy, dlatego egzaminy są z reguły pisemne. Inne tradycje należy poznać zanim potępi się je w czambuł. > zaś społeczeństwa, które geograficznie oddzielają wcale nie tak głąbokie > rzeki, tak jak na kontynencie, muszą mieć szywniejszy system, ponieważ > możliwości nadużyć są w nich znacznie większe. Mało to jest przypadków > zdobywania tytułów w zaprzyjaźnionych krajach. No przecież w tym rzecz, żeby nie oceniać na podstawie tytułu lecz na podstawie wiedzy i umiejętności oraz mierzalnych dokonań. Dlaczego tytuły z zaprzyjaźnionych krajów wciąż są uznawane, a dorobek publikacyjny uzyskany na zgniłym zachodzie nie jest żadnym atutem dla kogoś kto nie ma tego magicznego hab. przed nazwiskiem? A jakie znaczenie ma głębokość oceanu w dobie internetu? Posługiwanie się argumentami geograficznymi w czasach rewolucji informacyjnej nie świadczy o przywiązaniu do jakiejkolwiek tradycji, ale o prowincjonalnym zacofaniu. > Idąc tym tokiem myślenia, może się okazać, że nikt nie jest w stanie ocenić > naszych zdolności, no może poza kochaną mamusią, babcią, tatusiem... Wtedy nie > jest tak trudno znaleźć winnych marnowania "własnych możliwości twórczych" > poza sobą, no i naturalnie najbliższą rodzinką. Podążamy zupełnie odmiennymi tokami myślenia. To Pan proponuje oceniać naukowców według "możliwości twórczych" zapewniając im takie warunki pracy, na jakie na podstawie tej oceny zasłużyli. Ja bardzo proszę, żeby aktualny pracodawca NIE ZAJMOWAŁ SIĘ oceną moich zdolności, tylko konkretnych dokonań zawodowych. I bardzo proszę, żeby ta ocena była oparta na jasno sprecyzowanych kryteriach JEDNAKOWYCH dla określonej grupy pracowników. I bardzo proszę, żeby kryteria przydziału środków na badania własne i statutowe były OBOWIĄZKOWO jawne, a nie zależne od mądrości miłościwie panującego władcy, jeżeli tak postanowi autonomiczna uczelnia. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Co ma piernik do wiatraka? 02.04.05, 10:51 khmara napisał: > Pycha i zarozumialstwo. Na uniwersytetach amerykańskich możliwość zadawania > pytań z sali i prowadzenia dyskusji dopuszczana jest również W CZASIE wykładu ( > a nie po jego zakończeniu). Egzamin nie służy dyskusji lecz sprawdzeniu wiedzy, > dlatego egzaminy są z reguły pisemne. Inne tradycje należy poznać zanim potępi > się je w czambuł. Arogancja i chamstwo. Nie przerywa się komuś, kto mówi, o ile oczywiście sam na to nie pozwoli. W sytemie kontynentalnym na dyskusje są przeznaczone różnego rodzaju seminaria, w czasie których dyskusja jest jak najbardziej na miejscu (jeżeli ktoś ma coś do powiedzenia). Zgadzam się z tym, że należy znać tradycje zanim się ją potępi w czambuł. > No przecież w tym rzecz, żeby nie oceniać na podstawie tytułu lecz na podstawie > wiedzy i umiejętności oraz mierzalnych dokonań. Dlaczego tytuły z > zaprzyjaźnionych krajów wciąż są uznawane, a dorobek publikacyjny uzyskany na > zgniłym zachodzie nie jest żadnym atutem dla kogoś kto nie ma tego magicznego > hab. przed nazwiskiem? Tytuł ma być - choć niestety często tak nie jest - wyrazem kompetencji; nie ma sposobu na to, żeby go zastąpić inną formą uznanawania kompetencji. > A jakie znaczenie ma głębokość oceanu w dobie internetu? > Posługiwanie się argumentami geograficznymi w czasach rewolucji informacyjnej > nie świadczy o przywiązaniu do jakiejkolwiek tradycji, ale o prowincjonalnym > zacofaniu. Bez przesady - jak na mój "prowinconalnie zacofany" rozum - internet to tylko trochę ulepszony telefax, a od niego do kartki i ołówka wcale nie jest tak daleko. Owszem internet daje duże możliwości zdobycia informacji, ale o sposobie korzystania z nich nadal decydują społeczeństwa, w których wychował się internauta i tak pozostanie: proszę zwrócić uwagę na rozwój serwisów lokalnych różnych osiedli, miast, miasteczek, kampusów etc. - kiedyś ludzie spotykali się na targu, rynku lub pod budką z piwem, żeby poplotkować, dziś mogą robić to samo nie wychodząc z domu. Zaś plotka, nadal pozostaje plotką i nadal wypiera rzetelną wiedzę. > Podążamy zupełnie odmiennymi tokami myślenia. To Pan proponuje oceniać naukowcó > w według "możliwości twórczych" zapewniając im takie warunki pracy, na jakie na > podstawie tej oceny zasłużyli. Ja bardzo proszę, żeby aktualny pracodawca NIE > ZAJMOWAŁ SIĘ oceną moich zdolności, tylko konkretnych dokonań zawodowych. I > bardzo proszę, żeby ta ocena była oparta na jasno sprecyzowanych kryteriach > JEDNAKOWYCH dla określonej grupy pracowników. I bardzo proszę, żeby kryteria > przydziału środków na badania własne i statutowe były OBOWIĄZKOWO jawne, a nie > zależne od mądrości miłościwie panującego władcy, jeżeli tak postanowi > autonomiczna uczelnia. Zaletą rozwiązania humboldtowskiego jest właśnie przejrzystość zasad i kryteriów; wszyscy muszą przejść określone etapy, żeby zostać profesjonalistami. Jasno widać, co ma zrobić adept określonej sztuki, żeby osiągnąć mistrzostwo. Jawność i równość zasad nie są sprzeczne z założeniami tego systemu. Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: Co ma piernik do wiatraka? 02.04.05, 11:11 Ale dlaczego w takim razie najlepszy niemiecki uniwersytet w rankingu, opracowanym na podstawie "przejrzystych zasad i kryteriów", jest dopiero na 48 pozycji wyprzedzany przez prawie pięćdziesiąt uniwersytetów amerykańskich i brytyjskich? I nic do tego nie ma "proamerykańska", jak Pan śmiesznie sugeruje, polityka Schroedera. Również na brak pieniędzy uniwersytety niemieckie nie mogą narzekać. Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Co ma piernik do wiatraka? 02.04.05, 13:02 taternik1 napisał: > Ale dlaczego w takim razie najlepszy niemiecki uniwersytet w rankingu, > opracowanym na podstawie "przejrzystych zasad i kryteriów", jest dopiero na 48 > pozycji wyprzedzany przez prawie pięćdziesiąt uniwersytetów amerykańskich i > brytyjskich? I nic do tego nie ma "proamerykańska", jak Pan śmiesznie sugeruje, > polityka Schroedera. Również na brak pieniędzy uniwersytety niemieckie nie mogą > narzekać. Nie znam się na rankingach, rzadko je czytam, a jeszcze rzadziej się nimi kieruję. Na przywoływanym przez Pana rankingu (ed.sjtu.edu.cn/rank/2004/top500(1-100).htm) najlepsza niemiecka szkoła wyższa - Technische Universität Münichen znajduje się na 45 a nie na 48 miejscu, ale nawet jeżeli by tak było tak, jak Pan pisze, to nie mógłby być poprzedzony wyłącznie przez szkoły anglosaskie, bo są wśród nich japońskie, francuske, szwajcarskie i inne szkoły wyższe, a już tym bardziej nie mógłby być poprzedzony 50-cioma innymi, bo jest ich jedynie 44 lub - jak można wyliczyć na podstawie Pańskiej informacji - 47. Niezależnie od rankingów uważam, że na pewne uczelnie anglosaskie i kontynentalne wartoby było pojechać, żeby nauczyć się czegoś wartościowego lub zebrać materiał do badań. Mam swój własny ranking, który powstaje w oparciu o doświadczenia zebrane nie tyle przeze mnie, ale przede wszystkim przez ludzi, na których polegam. Istotniejszą sprawą jest kwestia, na ile uzasadnione było przyjęcie tych a nie innych "przejrzystych zasad i kryteriów"; zasady mogą być jasno i klarownie przedstawione, ale to, czy zostały trafnie dobrane, pozostaje kwestią do dyskusji. Dyskusja nad doborem zestawu kryteriów musi opierać się na określonej wizji roli, jaką ma spełniać w społeczeństwie uniwersytet. Dopiero, gdy będziemy taką wizją dysponować, łatwo można będzie wskazać potrzebne kryteria. Argument z zajmowanego miejsca w rankingu, na rzecz określonej wizji szkoły wyższej, jest chybiony. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Co ma piernik do wiatraka? 02.04.05, 19:56 ton9 napisał: > khmara napisał: > > Pycha i zarozumialstwo. Na uniwersytetach amerykańskich możliwość zadawania > > pytań z sali i prowadzenia dyskusji dopuszczana jest również W CZASIE > > wykładu (a nie po jego zakończeniu). Inne tradycje należy poznać zanim > > potępi się je w czambuł. > > Arogancja i chamstwo. Nie przerywa się komuś, kto mówi, o ile oczywiście sam > na to nie pozwoli. No właśnie o to chodzi, że takie postępowanie jest sankcjonowane tradycją. Student ma prawo zapytać, jeżeli nie rozumie. Zakłada Pan, że wszyscy Amerykanie to nieokrzesane chamy i aroganci? > Tytuł ma być - choć niestety często tak nie jest - wyrazem kompetencji; nie ma > sposobu na to, żeby go zastąpić inną formą uznanawania kompetencji. Nie ma innego sposobu oceny kompetencji? Czy uważa Pan w związku z tym, że naukowcy amerykańscy, którzy nie posiadają tytułu profesorskiego ani nawet stopnia doktora habilitowanego są niekompetentni? > Bez przesady - jak na mój "prowinconalnie zacofany" rozum - internet to tylko > trochę ulepszony telefax ... kiedyś ludzie spotykali się na targu, > rynku lub pod budką z piwem, żeby poplotkować, dziś mogą robić to samo nie > wychodząc z domu. Używa Pan internetu tylko i wyłącznie do prowadzenia forumowych dyskusji? Moja studentka, nie mogąc poradzić sobie z zadaniem domowym, wyszukała w internecie adres i wysłała maila z zapytaniem do największego światowego autorytetu, pracującego na najbardziej prestiżowej uczelni amerykańskiej. W pracy magisterskiej napisze: jak powiedziała Wielka Sława - przypis: osobista komunikacja. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Co ma piernik do wiatraka? 03.04.05, 15:33 khmara napisał: > No właśnie o to chodzi, że takie postępowanie jest sankcjonowane tradycją. > Student ma prawo zapytać, jeżeli nie rozumie. Zakłada Pan, że wszyscy Amerykanie > to nieokrzesane chamy i aroganci? Niektórzy Amerykanie, z kórymi rozmawiałem byli nieokrzesanymi chamami i arogantami: żuli gumę, trzymali ręce w kieszeniach i wchodzili w słowo. Mam prawo, żeby ich tak ocenić. Nie róbmy ze studentów nieuspołecznionych zwierzaków, którym się zdaje, że mogą wszystko, zawsze i wszędzie. Studenci mają prawo zapytać i otrzymać odpowiedz, ale w zwyczajowo określonej sytuacji: po wykładzie, na seminarium lub na dyżurze. Chyba, że wykładowca wyraźnie dozwoli na wchodzenie sobie w słowo. Nie widzę, nic złego w naszych zwyczajach. > Nie ma innego sposobu oceny kompetencji? Czy uważa Pan w związku z tym, że > naukowcy amerykańscy, którzy nie posiadają tytułu profesorskiego ani nawet > stopnia doktora habilitowanego są niekompetentni? Daleki byłbym od oceniania kompetencji kogoś o innej specjalności. Nieznam się, więc nic nie mogę powiedzieć. Jednka nie da się uniknąć w ramach wspólnoty akademickiej kontaktów z innymi specjalistami. Informacja o stopniu lub tytule naukowym służy do oceny nie tyle jego kompetencji, co stopnia uznania jakie znajduje w swoim środowisku. Ocene kompetencji należy pozostawić tym, którzy się na tym znają. W przypadku amerykańskiego naukowca należy wziąć poprawkę na specyfikę tego systemu kształcenia: doktorat amerykański to nie to samo, co doktorat kontynentalny. > Używa Pan internetu tylko i wyłącznie do prowadzenia forumowych dyskusji? Moja > studentka, nie mogąc poradzić sobie z zadaniem domowym, wyszukała w internecie > adres i wysłała maila z zapytaniem do największego światowego autorytetu, > pracującego na najbardziej prestiżowej uczelni amerykańskiej. W pracy > magisterskiej napisze: jak powiedziała Wielka Sława - przypis: osobista komunik > acja. Ludzie poznali zalety korespondencji nieco wcześniej i nie wydaje mi się, żeby internet coś zasadniczo zmienił w tej materii. Kwestia roli internetu wykracza poza przedmiot naszej dyskusji. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Kwestia przemian cywilizacyjnych 03.04.05, 16:21 ton9 napisał: > khmara napisał: > > No właśnie o to chodzi, że takie postępowanie jest sankcjonowane tradycją. > > Student ma prawo zapytać, jeżeli nie rozumie. Zakłada Pan, że wszyscy > > Amerykanie to nieokrzesane chamy i aroganci? > > Nie róbmy ze studentów nieuspołecznionych zwierzaków, którym się zdaje, że > mogą wszystko, zawsze i wszędzie. Studenci mają prawo zapytać i otrzymać > odpowiedz, ale w zwyczajowo określonej sytuacji: po wykładzie, na seminarium > lub na dyżurze. Chyba, że wykładowca wyraźnie dozwoli na wchodzenie sobie w > słowo. Nie widzę, nic złego w naszych zwyczajach. > Potępia Pan inne obyczaje, zamiast uczynić minimalny wysiłek, by je zrozumieć. Przemiany cywilizacyjne polegają na ułatwieniu kontaktów międzykulturowych. Współpraca z przedstawicielami innych narodowości to standard w nauce i w biznesie. Pan proponuje szczelnie zamknąć się przed obcymi wpływami, a najlepiej narzucić nasze obyczaje reszcie świata. Niech na całym świecie wojna... > Informacja o stopniu lub tytule naukowym służy do oceny nie tyle jego > kompetencji, co stopnia uznania jakie znajduje w swoim środowisku. Podobnie jak tytuł hrabiowski. > doktorat amerykański to nie to samo, co doktorat kontynentalny. Z pewnością nie to samo co doktorat polski. Jednak są na tym kontynencie kraje, nie tylko anglojęzyczne, w których przyznaje się rzetelnie doktoraty. > > > Używa Pan internetu tylko i wyłącznie do prowadzenia forumowych dyskusji? > > Moja studentka, nie mogąc poradzić sobie z zadaniem domowym, wyszukała w > > internecie adres i wysłała maila z zapytaniem do największego światowego > > autorytetu, pracującego na najbardziej prestiżowej uczelni amerykańskiej. W > > pracy magisterskiej napisze: jak powiedziała Wielka Sława - przypis: > > osobista komunikacja. > > Ludzie poznali zalety korespondencji nieco wcześniej i nie wydaje mi się, żeby > internet coś zasadniczo zmienił w tej materii. Kwestia roli internetu wykracza > poza przedmiot naszej dyskusji. Kwestia roli internetu nie wykracza poza przedmiot dyskusji, ponieważ internet jest ważnym nośnikiem przemian cywilizacyjnych. 20 lat temu adres Wielkiej Sławy byłby znany jedynie wąskiej grupie wtajemniczonych, a list wędrowałby przez ocean przez kilka tygodni. Teraz przeciętny student ma takie same możliwości dotarcia do informacji co jego utytułowany nauczyciel. Internet wprowadził równość w dostępie do informacji. Ambitny student może zdobyć wiedzę większą niż jego nauczyciel, ponieważ biblioteka instytutowa przestała być miejscem, w którym zgromadzone są wszystkie dostępne w danym miejscu mądrości, a profesor uniwersytetu przestał być najwyższym dostępnym dla studenta autorytetem. Kwestionować rolę internetu w przemianach społecznych i cywilizacyjnych to tak, jakby powiedzieć, że wynalazek Gutenberga w zasadniczy sposób nie wpłynął na rozwój kultury europejskiej, a na rozwój europejskich uniwersytetów to już nie miał w ogóle żadnego wpływu. Proszę zauważyć łaskawie, że dzisiejszy świat zmienia się szybciej niż świat naszych dziadków. Negując te zmiany stworzymy sobie cywilizacyjny skansen. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Kwestia przemian cywilizacyjnych 03.04.05, 22:27 khmara napisał: > Potępia Pan inne obyczaje, zamiast uczynić minimalny wysiłek, by je zrozumieć. > Przemiany cywilizacyjne polegają na ułatwieniu kontaktów międzykulturowych. > Współpraca z przedstawicielami innych narodowości to standard w nauce i w > biznesie. Pan proponuje szczelnie zamknąć się przed obcymi wpływami, a najlepiej > narzucić nasze obyczaje reszcie świata. Niech na całym świecie wojna... Zrozumięć mogę, ale pierwsze muszę nazwać po imieniu. Zawsze moge sobie powiedzieć o takim nie wychowanym Amerykaninie: "Prostak, bo przyjechał z Ameryki, a tam mają inne wzorce zachowana." Ale na pewno nie powiem: "Superowo jezzowe luzactwo!", bo to nie mój język. > > Informacja o stopniu lub tytule naukowym służy do oceny nie tyle jego > > kompetencji, co stopnia uznania jakie znajduje w swoim środowisku. > > Podobnie jak tytuł hrabiowski. Nie jestem zwolennikiem tytułomani, jednak należy zauważyc drobną różnicę, polegającą na tym, że tutuły naukowe nie są dziedziczne i każdy musi je zdobywać na własny rachunek od najniższego. > Z pewnością nie to samo co doktorat polski. Jednak są na tym kontynencie kraje, > nie tylko anglojęzyczne, w których przyznaje się rzetelnie doktoraty. A jednak, nie tylko w Ameryce, żyja prawdziwi doktorzy... (Ironia!) > Kwestia roli internetu nie wykracza poza przedmiot dyskusji, ponieważ internet > jest ważnym nośnikiem przemian cywilizacyjnych. 20 lat temu adres Wielkiej Sławy > byłby znany jedynie wąskiej grupie wtajemniczonych, a list wędrowałby przez > ocean przez kilka tygodni. Teraz przeciętny student ma takie same możliwości > dotarcia do informacji co jego utytułowany nauczyciel. Internet wprowadził > równość w dostępie do informacji. Ambitny student może zdobyć wiedzę większą niż > jego nauczyciel, ponieważ biblioteka instytutowa przestała być miejscem, w > którym zgromadzone są wszystkie dostępne w danym miejscu mądrości, a profesor > uniwersytetu przestał być najwyższym dostępnym dla studenta autorytetem. > Kwestionować rolę internetu w przemianach społecznych i cywilizacyjnych to tak, > jakby powiedzieć, że wynalazek Gutenberga w zasadniczy sposób nie wpłynął na > rozwój kultury europejskiej, a na rozwój europejskich uniwersytetów to już nie > miał w ogóle żadnego wpływu. Nigdy nie kwestionowałem rzeczywistej roli internetu. Chciałem się jedynie przeciwstawić swoistej fetyszyzacji tych środków, czyli traktowania ich jako panaceum na wszystkie bolączki tego świata. Być może nie dość wyraźnie to wyraziłem, ale dla mnie komputer i internet był prawie od zawsze, tak samo jak telefon, czy fax. > Proszę zauważyć łaskawie, że dzisiejszy świat zmienia się szybciej niż świat > naszych dziadków. Negując te zmiany stworzymy sobie cywilizacyjny skansen. Jeżeli ktoś stopniuje przymiotniki takie jak szybki, wysoki etc,. które są określeniami dla wymiernych fizycznych właściwości, to mam prawo domagać się podania wielkości, o którą nastąpiła zmiana. Jeżeli pewien budynek jest wyższy od innego, to da się podać tą wielkość w metrach, centymetrach. Oczywiście anglofile mogą posłuzyć się anglosaskimi miarami, tj. stopy, mile etc. Prosze mi powiedzieć: jaka była wielkość przyspieszenia dzisiejszego świata? Oczywiście może być w milach na sekundę, jakoś poradzę sobie z przeliczeniem mil na kilometr... (Ironia!) Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Kwestia przemian cywilizacyjnych 03.04.05, 22:58 ton9 napisał: > khmara napisał: > > ton9 napisał: > > > Informacja o stopniu lub tytule naukowym służy do oceny nie tyle jego > > > kompetencji, co stopnia uznania jakie znajduje w swoim środowisku. > > > > Podobnie jak tytuł hrabiowski. > > Nie jestem zwolennikiem tytułomani, jednak należy zauważyc drobną różnicę,pole > gającą na tym, że tutuły naukowe nie są dziedziczne i każdy musi je zdobywać > na własny rachunek od najniższego. > Zdobywać? Tytuły i wszelkie inne dobra nadaje zwierzchnik (król, władca feudalny). Zwykle za coś i nie koniecznie za osiągnięcia naukowe. To jest jak relacja między lennikiem a wasalem. Pan feudalny ma też duże możliwości zablokowania możliwości uzyskania tytułu. To przecież Pan w innym poście mówi o doktoratach dawanych za nic, bo taka była potrzeba chwili. > > Proszę zauważyć łaskawie, że dzisiejszy świat zmienia się szybciej niż świat > > naszych dziadków. Negując te zmiany stworzymy sobie cywilizacyjny skansen. > > Jeżeli ktoś stopniuje przymiotniki takie jak szybki, wysoki etc,. które są > określeniami dla wymiernych fizycznych właściwości, to mam prawo domagać się > podania wielkości, o którą nastąpiła zmiana. > Prosze mi powiedzieć: jaka była wielkość przyspieszenia dzisiejszego świata? List do Ameryki podróżował 3 tygodnie, drugie tyle odpowiedź. Email podróżuje w jedną stronę w mniej niż minutę. To jest miara przyspieszenia. Świat się skurczył, a do Ameryki zrobiło się bliżej. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Kwestia przemian cywilizacyjnych 06.04.05, 09:24 khmara napisał: > Zdobywać? Tytuły i wszelkie inne dobra nadaje zwierzchnik (król, władca > feudalny). (...) To jest jak relacja między lennikiem a wasalem. Pan feudalny ma też duże możliwości zablokowania możliwości uzyskania tytułu. Nie lennik i wasal, ale mistrz i uczeń. > To przecież Pan w innym poście mówi o doktoratach dawanych za nic, bo taka > była potrzeba chwili. Mówiłem o motywacjach zwolenników zniesienia habiltacji; nic nie mówiłem o doktoratach za nic. > List do Ameryki podróżował 3 tygodnie, drugie tyle odpowiedź. Email podróżuje > w jedną stronę w mniej niż minutę. To jest miara przyspieszenia. Świat się > skurczył, a do Ameryki zrobiło się bliżej. Czytanie listu i e-mail'a zajmuje dokładnie tyle samo czasu, jakieś 80-100 słów na minutę (zależy jak szybko ktoś czyta). Takie "przyspieszenie" oznacza tylko, że zamiast jednego listu na trzy tygodnie mogę otrzymać ich w tym czasie ponad 30 tysięcy: 1 e-mail na minutę x 60 minut (godzina) x 24 godziny (dzień) x 7 dni (tydzień) x 3 tygodnie = 30240 Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Hipokryzja czy naiwność? 06.04.05, 20:26 ton9 napisał: > khmara napisał: > > Zdobywać? Tytuły i wszelkie inne dobra nadaje zwierzchnik (król, władca > > feudalny). (...) Pan feudalny ma też duże możliwości zablokowania możliwości > > uzyskania tytułu. > > Nie lennik i wasal, ale mistrz i uczeń. Cała naukowa Polska jest zorganizowana na zasadzie feudalnych ksiąstw. Jak ktoś ma problemy z historią, to można powiedzieć, używając bardziej współczesnej terminologii - podzielona na strefy wpływów. Taki rodzaj organizacji występuje na poziomie zakładu, instytutu, uczelni i wyżej też. W nauce nie ma partii politycznych, są strefy wpływów. Każdy udzielny książę ma swoją, w której (a) jest udzielnym władcą (głównie na niższych poziomach organizacji, (b) rozdając przywileje i korzyści pozyskuje stronników. Senior rozdaje dobra i korzyści. Wasal zobowiązany jest do składania seniorowi hołdu, posłuszeństwa i świadczeń na rzecz seniora. Wasal sam może być seniorem w stosunku do swoich wasali. Zbiór relacji mistrz-uczeń jest całkowicie zawarty w zbiorze relacji senior-wasal. > > > To przecież Pan w innym poście mówi o doktoratach dawanych za nic, bo taka > > była potrzeba chwili. > > Mówiłem o motywacjach zwolenników zniesienia habiltacji; nic nie mówiłem o > doktoratach za nic. To skąd wzięli się w pańskim środowisku ci "szemrani doktorzy, którzy nagle poczuli się Banachami nauki polskiej"? Za co dostali te doktoraty, skoro wykazywali poważne braki merytoryczne? Pozwolę sobie zacytować słowa szanownego interlokutora in extenso: "Ludzie z mojego otoczenia, którzy domagają się zniesienia habilitacji to zwykle tacy szemrani doktorzy. Udało im się w połowie lat 90-tych zrobić doktorat, ponieważ w wyniku zwiększenia naboru na studia było duże zapotrzeboiwanie na kadrę. [...] W sumie uzyskali tytuł pod warunkiem, że uzupełnią swoje braki metodologiczne, a czasami również merytoryczne. Niestety, z tytułem w kieszeni poczulu się "Banachami" polskiego szkolnictwa wyższego [...] domagają się amerykanizacji systemu wraz ze zniesienia habilitacji." forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=22170080&a=22353236 Zapewniam Pana, że skoro można dać doktorat osobie, która wykazuje poważne braki metodologiczne, a nawet merytoryczne, to można też takiej osobie dać habilitację, a nawet tytuł. To zależy tylko i wyłącznie: (a) od intencji dającego, (b) od miejsca, jakie zajmuje w drabinie feudalnej opisanej powyżej. Między (a) a (b) zachodzi koniunkcja. > > List do Ameryki podróżował 3 tygodnie, drugie tyle odpowiedź. Email > > podróżuje w jedną stronę w mniej niż minutę. To jest miara przyspieszenia. > > Świat się > > skurczył, a do Ameryki zrobiło się bliżej. > > Czytanie listu i e-mail'a zajmuje dokładnie tyle samo czasu, jakieś 80-100 > słów na minutę (zależy jak szybko ktoś czyta). Takie "przyspieszenie" oznacza > tylko, że zamiast jednego listu na trzy tygodnie mogę otrzymać ich w tym > czasie ponad 30 tysięcy: 1 e-mail na minutę x 60 minut (godzina) x 24 godziny > (dzień) x 7 dni (tydzień) x 3 tygodnie = 30240 Proszę wybaczyć, ale w podanym przykładzie chodziło o łatwość dostępu do informacji, a nie indywidualny poziom alfabetyzmu. Nawet, gdyby Pan sylabizował w tempie 12 słów na minutę i tak email Pan wcześniej odcyfruje niż list wysłany zza oceanu, bo skończy Pan czytać nim tradycyjny list nadejdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Rozsądek i doświadczenie... 07.04.05, 19:18 khmara napisał: > Zbiór relacji mistrz-uczeń jest całkowicie zawarty w zbiorze relacji senior- > wasal. A moim zdaniem podzbiór relacji mistrz-uczeń jest podzbiorem wyróżnonym i wartym zachowania z całej tradycji średnowiecza, ponieważ sprawdził się. Dyskutujemy na temat tego, jak ma wyglądać uniwersytet. Jedyną intytucją, która w miarę nienaruszona przetrwała ustroje totalitarne był Kościół Katolicki; instytucja z gruntu niedemokratyczna, feudalna i hierarchiczna. Myślę, że warto z tej lekcji wyciągnąć wnioski dla naszego sporu o kształt uniwersytetu. > Proszę wybaczyć, ale w podanym przykładzie chodziło o łatwość dostępu do > informacji, a nie indywidualny poziom alfabetyzmu. Nawet, gdyby Pan > sylabizował w tempie 12 słów na minutę i tak email Pan wcześniej odcyfruje > niż list wysłany zza oceanu, bo skończy Pan czytać nim tradycyjny list > nadejdzie. Dostępność do informacji nie kończy się w momencie, gdy ląduje ona na naszym biurku, ale w naszych głowach. Odpowiedz Link Zgłoś
khmara Re: Rozsądek i doświadczenie... 07.04.05, 23:25 ton9 napisał: > khmara napisał: > > Zbiór relacji mistrz-uczeń jest całkowicie zawarty w zbiorze relacji senior- > > wasal. > > A moim zdaniem podzbiór relacji mistrz-uczeń jest podzbiorem wyróżnonym i > wartym zachowania z całej tradycji średnowiecza, ponieważ sprawdził się. Zdegenerował się. Paradoksalnie, uzdrowienie tej relacji mogłoby przynieść właśnie rozluźnienie ścisłej zależności ucznia od nauczyciela, a przede wszystkim skrócenie czasu jej trwania. > Dyskutujemy na temat tego, jak ma wyglądać uniwersytet. Jedyną intytucją, > która w miarę nienaruszona przetrwała ustroje totalitarne był Kościół > Katolicki; instytucja z gruntu niedemokratyczna, feudalna i hierarchiczna. Interesy kościoła katolickiego różnią się od interesów uniwersytetu. Porównanie trąci megalomanią. Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Re: Co ma piernik do wiatraka? 02.04.05, 20:59 ton9 napisał: > Bez przesady - jak na mój "prowinconalnie zacofany" rozum - internet to tylko > trochę ulepszony telefax, a od niego do kartki i ołówka wcale nie jest tak > daleko. Wie Pan, na tej zasadzie to najnowszy Boeing czy Airbus to tylko nieco ulepszony rower. Internet to przede wszystkim szybkość, taniość, interakcyjność, powszechna dostępność, globalny zasięg, i ogromna oferta. Miejsce zamieszkania przestaje mnieć znaczenie - w każdym zakątku Ziemi może Pan korzystać z najnowszych osiągnięć cywilizacji. Rownież w dziedzinie tak ważnej dla Pana kultury. Faxem Pan nie prześle koncertu czy filmu. > Owszem internet daje duże możliwości zdobycia informacji, ale o > sposobie korzystania z nich nadal decydują społeczeństwa, w których wychował > się internauta i tak pozostanie: To co Pan pisze to kompletna bzdura. Właśnie żadne inne medium nie daje takiego poczucia WOLNOŚCI jak Internet. Sam Pan wybiera miejsca w któych Pan bywa i towarzystwo z jakim Pan spędza czas. O tym jak z niego korzystam decyduję tylko ja. > proszę zwrócić uwagę na rozwój serwisów > lokalnych różnych osiedli, miast, miasteczek, kampusów etc. - kiedyś ludzie > spotykali się na targu, rynku lub pod budką z piwem, żeby poplotkować, dziś > mogą robić to samo nie wychodząc z domu. Ależ ma się wybór! Można będąc w Polsce spotkać się z kimś z Australii. > Zaś plotka, nadal pozostaje plotką i > nadal wypiera rzetelną wiedzę. Z tego co Pan napisał, tylko w tym zdaniu jest trochę racji. Nie wszystko w Internecie jest rzetelne, jest wielu oszustów a nawet zboczeńców. Ale tacy są ludzie i w "realu", elektronika tego nie odfiltruje. W wirtualu tak jak w realu trzeba nauczyć się odróżniać ziarno od plew. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Co ma piernik do wiatraka? 03.04.05, 15:58 Jak już napisałem kwestia roli internetu wykracza poza naszą dyskusje. Jednak odpowiem na post: > Wie Pan, na tej zasadzie to najnowszy Boeing czy Airbus to tylko nieco > ulepszony rower. Internet to przede wszystkim szybkość, taniość, > interakcyjność, powszechna dostępność, globalny zasięg, i ogromna oferta. > Miejsce zamieszkania przestaje mnieć znaczenie - w każdym zakątku Ziemi może > Pan korzystać z najnowszych osiągnięć cywilizacji. Rownież w dziedzinie tak > ważnej dla Pana kultury. Faxem Pan nie prześle koncertu czy filmu. Podane przez Pana cechy takie jak "szybkość, taniość, interakcyjność, powszechna dostępność, globalny zasięg, i ogromna oferta" z pewnośią nie są definicją tego zjawiska. Brzmia raczej jak slogany reklamy jakiegoś produktu lub usługi. Mam jedynie nadzieję, że nie chodzi Panu o szybkość przyswajane informacji przez internautę. Z taniością bym również nie przesadzał, bo, żeby wysłać list wystarczy zainwestować w papeterię i znaczki (ok. 10 PLN - oczywiście może Pan zaproponwać inne sumy), żeby wysłać e-maila muszę mieć komputer i sieć (min. 1000 PLN - jw.). W Jazie na Końcu Świata nadal nie mam dostepu do internetu, a ogromna oferta pornografii jest mało ciekawa. > Właśnie żadne inne medium nie daje takiego > poczucia WOLNOŚCI jak Internet. Sam Pan wybiera miejsca w któych Pan bywa i > towarzystwo z jakim Pan spędza czas. O tym jak z niego korzystam decyduję tylko > ja. Kiedyś miałem sen o tym, że mogę latać; towarzyszyło mu również niesamowite poczucie wolności. To była oczywście ironia! A teraz na serio: pisze Pan o POCZUCIU wolności, a może porozmawiamy właśnie o WOLNOŚCI? Odpowiedz Link Zgłoś
itakdalej.itakdalej Re: Co ma piernik do wiatraka? 03.04.05, 18:18 ton9 napisał: > Podane przez Pana cechy takie jak "szybkość, taniość, interakcyjność, powszechn > a dostępność, globalny zasięg, i ogromna oferta" z pewnośią nie są definicją te > go zjawiska. Brzmia raczej jak slogany reklamy jakiegoś produktu lub usługi. Ma > m jedynie nadzieję, że nie chodzi Panu o szybkość przyswajane informacji przez > internautę. Z taniością bym również nie przesadzał, bo, żeby wysłać list wystar > czy zainwestować w papeterię i znaczki Tak brzmią jak reklama, tylko że w odróżnieniu od reklamy to jest prawda. W mojej wypowiedzi z pośpiechu zabrakło na końcu "przesyłania informacji". Co do taniości Internetu i przewagi nad pocztą zwykłą to nie będę dyskutował bo to jest dla mnie oczywiste i szkoda mi czasu. > Kiedyś miałem sen o tym, że mogę latać; towarzyszyło mu również niesamowite poc > zucie wolności. To była oczywście ironia! > A teraz na serio: pisze Pan o POCZUCIU wolności, a może porozmawiamy właśnie o > WOLNOŚCI? Nie ma Pan argumentów i zaczyna czepiać się słówek. Niech będzie zamiast "poczucia" - "potwierdzenia". Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Co ma piernik do wiatraka? 03.04.05, 22:37 itakdalej.itakdalej napisał: > > A teraz na serio: pisze Pan o POCZUCIU wolności, a może porozmawiamy właśnie > o WOLNOŚCI? > > Nie ma Pan argumentów i zaczyna czepiać się słówek. Niech będzie > zamiast "poczucia" - "potwierdzenia". Czy uważa Pan, że nie ma różnicy między poczuciem a potwierdzeniem? Czy poczucie wolności, znaczy to samo, co jej potwierdzenie? Odpowiedz Link Zgłoś
nick.crestone Nastapi odplyw kadr? Ja juz dawno temu odplynalem. 30.03.05, 16:58 Pan profesor Jajszczyk odkrywa Ameryke? Ja zrobilem doktorat w wieku 27 lat i habilitacje w wieku 36, co na owczesne warunki PRL-u bylo niezlym wynikiem, po czym powiedziano mi, ze docentem nie zostane, bo jestem jeszcze mlody i moge poczekac. Zabralem 2 walizki i naprawde nie zaluje. Zycze powodzenia w reformowaniu nauki polskiej. NC Odpowiedz Link Zgłoś
taterniczka merytoryczna dyskusja - zaproszenie 30.03.05, 17:29 Cieszę się, że zdecydował się Pan zabrać głos i rozpocząć dyskusję publiczną. Zapraszam do lektury: www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=73 I proste pytania: Czy podpisał by się Pan pod tym stanowiskiem? Jeżeli nie, to które postulaty uważa Pan za niesłuszne? Co Pan sądzi o propozycji likwidacji adiunktów w Polsce i zastąpienia ich kilkuletnimi postdocami? Mam świadomość, że pod apelem są podpisane osoby uważane za kontrowersyjne i z poglądami których nie zawsze się zgadzam. Stąd uściślenie - nie chodzi mi o poparcie tego konkretnego srodowiska (NFA) tylko o opinię o samym tekście. Pozdrawiam serdecznie Małgorzata Stojek PS dla historyka, adiunkta and company Napiszę coś co Wam się nie spodoba. Otóż z moich obserwacji młode pokolenie jest nastawione ROSZCZENIOWO. Własne mieszkanie, samochód, środki do utrzymania rodziny i to na odpowiednim poziomie. Wszystko natychmiast i przed 30ką. Do tego mity o bezpieczeństwie socjalnym wcześniejszych pokoleń. Ryzyko, mobilność - nie dziękujemy. Zaryzukuję więcej: egoizm, bezczelność, załamanie przy pierwszym niepowodzeniu, brak ideałów, łatwizna, konformizm prawie od kolebki - oto połączenie mentalności homo sovieticus z rozbestwioną konsumpcją. Takie mam statystyczne wrażenie. Na szczęście są wyjątki. A o domach asystenckich nie słyszeliście? Możliwości własnego rozwoju w dobie Sokratesa, paszportów w domu, internetu są takie jak nigdy wcześniej. Apel do historyka - zanim zgłosisz pretensje do ważności swoich badań międzynarodowych, zapoznaj się z historią swojego narodu, jak to drzewiej bywało i jak skromnie ludzie 'przy rodzicach' żyli... Pytania o moje CV i mobilność uprzedzę. 3 polskie uczelnie państwowe, cztery europejskie, doktorat z uczelni z pierwszej 10ki europejskiej. Mam własne mieszkanie, ale pracuję w innym mieście i tam dodatkowo płacę dość sporo za nieumeblowany pokój asystencki bez własnej łazienki. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Stare pokolenie się uwłaszczyło na państwowym!!! 31.03.05, 01:12 Z tymi hotelami to jednak przesada. Mam doświadczenie na ten temat z różnych polskich ośrodków akademickich i wiem, że albo są one drogie, tak że lepiej wynająć kawalerkę na mieście, albo, gdy są tanie, są zablokowane przez starych wyjadaczy mieszkających w nich razem z całymi rodzinami, tak że kolejka oczekujących na wolne miejsce nierzadko liczy 100 osób. Odpowiedz Link Zgłoś
makary21 Re: merytoryczna dyskusja - zaproszenie 31.03.05, 10:18 taterniczka napisała: > PS dla historyka, adiunkta and company > > Napiszę coś co Wam się nie spodoba. Otóż z moich obserwacji młode pokolenie > jest > nastawione ROSZCZENIOWO. Własne mieszkanie, samochód, środki do utrzymania > rodziny i to na odpowiednim poziomie. Wszystko natychmiast i przed 30ką. Do > tego > mity o bezpieczeństwie socjalnym wcześniejszych pokoleń. Ryzyko, mobilność - > nie > dziękujemy. Zaryzukuję więcej: egoizm, bezczelność, załamanie przy pierwszym > niepowodzeniu, brak ideałów, łatwizna, konformizm prawie od kolebki - oto > połączenie mentalności homo sovieticus z rozbestwioną konsumpcją. Takie mam > statystyczne wrażenie. Na szczęście są wyjątki. > alez owszem ryzyko. Szczegolnie wtedy kiedy uczysz sie w LO 4 lata (traz 3) kujesz po nocach a na koncu nie dostajesz sie na studia bo zabrakolo ci jednego punktu jest odwolanie i nic. a komus komu zabraklo 20 punktow dostaje sie bo... i juz. egoizm, bezczelność, brak ideałów, łatwizna, konformizm prawie od kolebki tego ucza nas profesorowei nie przychodzac na wyklady i nie bedac za to karanymi, publikujac w trzeciozednych gazetach zeby miec publikacje i wiele innych. Ryzyko owszem ale wtedy kiedy sa szanse ze jezeli sie dobrze pracuje to nie zadecyduja inne wzgledy. Porownoujac obecne robienie kariery do sportu to czesc sciga sie po idealnej prostej 1000 metrowej biegnac a inni jadac autem. zwyciezce zasadniczo nie trudno wytypowac. Gdybym wiedzial ze bede uciwie pracowal przyloze sie i za 4 lat jha stane do konkursu to bede mial szanse ( nie mowie o gwarancjach) takie same jak syn dziekan, ze zostanie doceniona praca a nie nazwiko prosze bardzo. mozna sie posiecac. tylko tyle, i az tyle. >A o domach asystenckich nie słyszeliście? alez owszem slyszeismy z tym ze nioe sa dla studentow studiow doktoranckich a dla asystenow. a to roznica. Student doktoranckich musi tam ponoscic calkowicie pelna odplatnosc. >Możliwości własnego rozwoju w dobie > Sokratesa, paszportów w domu, internetu są takie jak nigdy wcześniej. tak napewno pigmej z Aryki ma takie szanse.Obecnie szanse nie sa zwiazane z pracowitoscia talentem uporem itp ale oglniajac z innymiaspektami wracajac do ryzyka? tez powie pani saperwoi koty pojdzie na pole minowe bez sprzetu ze jest nastawiony roszczeniowo? bo przeciez arimia nie ma pieniedzy a 100 lat temy miny wykrywano patykami? > Apel do historyka - zanim zgłosisz pretensje do ważności swoich badań > międzynarodowych, zapoznaj się z historią swojego narodu, jak to drzewiej bywał > o > i jak skromnie ludzie 'przy rodzicach' żyli... Owszem zapoznalem sie. Bo akurat zajmujem sie historia naszego kraju. I widze ze ludzie walczacy w czasie II wojny swiatowej na zachodnim froncie po wojnie worcili do krtaju nie byli w grupie do ktorej Pani chyba i mnie zaliczyla. I co? poszli do wiezienia a teraz jezeli zyja to maja male emerytury a czesto gloduja. NO nieco inaczej wygladaja emerytury tych co wladze uznali i jej wiernie sluzyli. Ijakos nie widze zeby doskonale sie wiodlo tym co to w szerecha solidarnosci walczyli ( nie mowie o tych co byli u steru) narazajac swoje zycie, utrudniajac zycieswojej rodziny kariere dzieciom. Tez zostali docenienii poprzez odebranie swiadczen itp itd. A rodziny po zabitych w kopalni Wojek i ta sprawa. Tak to wlasnie dawnej bywalo w Polsce. Az za nadto znam historie tego krsju azeby. codo osiagniec jestem pod wrazeiem, ale jeden przypadek na 1000 (mowie o puli osob kotre chce i maja mozliwości intelektualne) to troche malo. z powazaniem. Odpowiedz Link Zgłoś
wuj_ignacy w sumie - popieram 30.03.05, 17:54 Nie z wszystkimi teazmi Pana Profesora się zgadzam (np. koncentracja kapitału w najlepszych uczelniach czy niezatrudnianie własnych doktorantów - rzecz kompletnie nie na polskie warunki) ale w sumie zgadzam się, że do daleko idących i głąbokich zmian dojść powinno. Tylko dopóki zależeć to będzie od chłopów pańszczyźnianych z parlamentu, kiepsko to widzę... Odpowiedz Link Zgłoś
sfaggam Re: w sumie - popieram 30.03.05, 20:04 wuj_ignacy napisał: > Nie z wszystkimi teazmi Pana Profesora się zgadzam (np. koncentracja kapitału Z bardzo znaczna czescia stwierdzen Pana Profesora sie nie zgadzam (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=904&w=22170080&a=22202090) > ale w sumie zgadzam się, że do daleko > idących i głąbokich zmian dojść powinno. Tylko dopóki zależeć to będzie od > chłopów pańszczyźnianych z parlamentu, kiepsko to widzę... Niestety to nie jest tak prosto, bo nawet gdyby byli tam sami geniusze (a nie sa, nie sa...) to i tak pozostanie problem pieniedzy ["Do prowadzania wojny potrzeba trzech rzeczy: pieniedzy, pieniedzy i pieniedzy" :-)] sfaggam Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: Skazani na bylejakość? 30.03.05, 19:19 Nie rozumiem, jak ktoś, kto odebrał wykształcenie od żłobka do profesora za państwowe, czyli nasze pieniądze może domagać się odpłatnośći za studia. Dla mnie jest to po prostu próba uwłaszczenia się na państwowym majątku. Tak jak lekarze "sprywatyzowali" się na państwowych ośrodkach zdrowia, tak teraz profesura, chce odcinać kupony od nie-swojego majątku. Odpowiedz Link Zgłoś
mlody_doktorek Re: Skazani na bylejakość? 30.03.05, 19:19 Stek nonsensów. Parę trafnych uwag. Pan profesor, będąc beneficjentem obecnego systemu, chce go reformować kosztem młodszych pracownników. Jak większość profesury i autorzy rektorskiego projektu ustawy. Płaczą nad odpływem młodych za granicę i jednocześnie robią wszystko, by w Polsce zostały już same miernoty. Byle miały habilitacje. Pan profesor pisze o tym, że krytyczna recenzja jest niegrzecznością. A kto pisze te bezkrytyczne recenzje kolegom? Doktorzy? Profesura profesurze! Według postulatów pana profesora wpływ na całokształt działalności uczelni powinni mieć też tylko profesorowie. A jak jest teraz? Kto ma zagwarantowane ustawowo większości w senatach i radach wydziałów? Nie profesura, przypadkiem? Pisze pan profesor o układach panujących w uczelniach, promujących miernotę, utrzymujących jednostki bez dorobku i znaczenia. Kto te układy zawiera? Nie profesura, przypadkiem? Skostniały, faraoński układ panujący w polskich uczelniach, układ, który pan profesor krytykuje, zbudowała dla siebie profesura i walczy jak lew, by go jeszcze wzmocnić. Ten artykuł to kolejne wystąpienie mające na celu wzmocnienie patogennego systemu szkolnictwa wyższego w Polsce. Jeśli nowa ustawa zostanie przyjęta, to już się nie podniesiemy z załamania naukowego. Będzie już tylko gorzej. PS: Ktoś na forum napisał, że zatrudniony na kontrakcie będzie miał spory problem ze sprzedażą mieszkania obciążonego hipoteką. Głupie pytanie: który bank w Polsce udzieli długoterminowego kredytu na mieszkanie osobie zatrudnionej czasowo? Ja takiego banku nie znam. Ba, taki młody doktor nie kupi sobie nawet telefonu komórkowego na abonbament. Więc o czym tu mówimy? Trochę o sobie: jestem obecnie w Polsce (doktorat robiłem w UE), ale mając do wyboru telefon na kartę w Plusie i np. w Vodaphone wybieram ten drugi. Zamiast klepać biedę tu, będę to robił za Odrą. Oczywiście standard mojej biedy tam, będzie inny niż w Polsce. I zrobi tak większość młodych naukowców, którzy coś umieją. O to chyba chodzi profesurze i autorowi tego artykułu. Bo co im tam jakiś gó..arz będzie podskakiwał. Niech spier... Smutne to. Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: Skazani na bylejakość? 31.03.05, 08:38 Pan chyba nie czytal mojego artykulu. Przeciez jego glownym watkiem sa patologie wsrod profesury. Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
mlody_doktorek Re: Skazani na bylejakość? 31.03.05, 18:34 Ależ czytałem! Owszem, wytyka Pan niektóre patologie, ale recepty na ich zwalczanie wydają się trochę dziwne. Bo jak można odebrać stwierdzenie, że w kolegiach elektorskich, czy innych organach wieloosobowych powinni zasiadać tylko profesorowie? Jasne jest, że wiele patologii wynika z zadekretowanych przywilejów profesury. Nawet jak totalny matoł, ale z habilitacją, ma zagwarantowane: nieusuwalność, miejsce w radzie wydziału, możliwość promowania i recenzowania no i ... rację. To twórcy wszechobecnej patologii powinni odczuć kosekwencje systemu, którzy stworzyli. Wydaje się, że jest Pan zwolennikiem zamiatania pod dywan. Bo odsunięcie od udziału w decyzjach 70% pracowników uczelni spowoduje oczywiście, że wiele brudów nigdy nie wyjdzie na jaw. Niby kto miałby je ujawniać? Ci co sami sobie piszą te nieszczęsne recenzje, co jeżdżą na konferencje, na których nie mają nic do powiedzenia? Oczyszczenie tego środowiska jest niemożliwe bez jego otwarcia. Pan proponuje hermetyzację. I tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
tadluzny Re: Skazani na bylejakość? 30.03.05, 20:47 Zdaje sie ze Einstein byl slabym uczniem i przerwal nauke, ale nie pamietam w ktorej klasie... Odpowiedz Link Zgłoś
izula3 100 % odpłatnie :( 30.03.05, 20:56 Nie pochodzę z małej miejscowości, nie miałąm drogich korków ani kursów przygotowawczych przed egzaminami i wiem jedno - gdybym miała płacić za studia, nie poszłabym na studia wogóle. Tyle, że wiem to już od końcowych klas podstawówki a to jednak zmienia podejście do nauki. W kwestii odpłatności za studia pan profesor za bardzo generalizuje i upraszcza. Odpowiedz Link Zgłoś
ton9 Re: 100 % odpłatnie :( 30.03.05, 21:16 Nie rozumiem, jak ktoś, kto odebrał wykształcenie od żłobka do profesora za państwowe, czyli nasze pieniądze może domagać się odpłatnośći za studia. Dla mnie jest to po prostu próba uwłaszczenia się na państwowym majątku. Tak jak lekarze "sprywatyzowali" się na państwowych ośrodkach zdrowia, tak teraz profesura, chce odcinać kupony od nie-swojego majątku. Odpowiedz Link Zgłoś
taternik1 Re: 100 % odpłatnie :( 31.03.05, 08:47 izula3 napisała: > Nie pochodzę z małej miejscowości, nie miałąm drogich korków ani kursów > przygotowawczych przed egzaminami i wiem jedno - gdybym miała płacić za studia, > nie poszłabym na studia wogóle. Tyle, że wiem to już od końcowych klas > podstawówki a to jednak zmienia podejście do nauki. W kwestii odpłatności za > studia pan profesor za bardzo generalizuje i upraszcza. Droga Pani. Jestem pewien, ze gdyby istnial zdrowy system, z oplatami za studia, to tez by Pani studiowala. To, ze teraz nie placi Pani czesnego, nie oznacza to, ze studia nic nie kosztuja. Placa za to wszyscy podatnicy. Placa w dodatku rowniez za osoby, ktorym takie publiczne dofinansowanie sie nie nalezy. Wprowadzenie powszechnej odplatnosci i JEDNOCZESNE zbudowanie sensownego i zroznicowanego systemu stypendialnego umozliwiloby studiowanie wszystkim, ktorzy tego chca. A jednoczesnie zmusiloby uczelnie do konkurowania o studentow, tym samym podnioslaby sie jakosc ksztalcenia i poprawilaby sie pozycja studentow, ktorzy staliby sie klientami (mocna pozadanymi). P.S. W "pieknych czasach gierkowskich", gdy wszystkie studia byly bezplatne, studiowal mniejszy procent osob ze wsi i malych miasteczek niz za "okropnej" sanacji, gdzy wszystkie studia byly platne (nie mowie juz o sytuacji obecnej). Andrzej Jajszczyk Odpowiedz Link Zgłoś
viperinus Re: 100 % odpłatnie :( 31.03.05, 09:58 Wszyscy się czepiacie niemilosiernie szczegolow, bo każdy przeklada ten artkul na wlasna pozycje i wytyka to, co mu nie pasuje z wlasnego punktu widzenia. Ale autor nie podaje gotowych rozwiazan, tylko rysuje ogolne patologie szkolnictwa wyzszego w naszym kraju i pokazuje sprawdzone rozwiazania, ktore możnaby zastosowac w naszym szkolnictwie. Nie mówi JAK, tylko CO trzeba zrobic, a przeciez wiadomo ze sam tego nie zrobi, bo nie ma takich możliwosci ani uprawnien (ewentualnie na wlasnym podworku, i to tylko w ramach okreslonych przez obecny system). Wiadomo tylko ze: - szkolnictwo MUSI być odplatne, bo każdy wie - nie ma zupy za darmo - pieniadz MUSI isc za najlepszymi, nie każdy musi być profesorem ani doktorem, a nawet nie każdy musi konczyc studia wyzsze A co do finansowania, to przypominam sobie, jak Balcerowicz bedac ministrem finansow, powiedzial, ze na nauke idzie dosc pieniedzy, bo i tak duza czesc z nich jest trwoniona. Wszyscy oczywiście byli wielce oburzeni. No ale powiedzcie, czy tak nie jest???? Dzis, wydaje się, to nie jest nawet kwestia pieniedzy, tylko zlej organizacji i zlego systemu. A njagorsze jest to, ze wiekszosc „uczonych” dobrze się w tym czuje. Tylko jak patrze ile pieniedzy idzie na pseudokonferencje w egzotycznych krajach, ile pieniedzy wyplywa przy przetargach, ile pieniedzy idzie na roznego rodzaju zjazdy (polaczone oczywiście zazwyczaj z wyjazdami krajoznawczymi, balami, hotelami itd.) rektorow, dziekanow, dyrektorow itp., nie wspomne o „drobniejszych” wydatkach, które w skali roku ida w miliony zlotych, to o jakich nakladach na nauke my mowimy?! Żeby moc wiecej zmarnowac?ukrasc?roztrwonic? No bo przeciez „ wsio kolchoznoje, wsio nasze”, wiec marnujmy ile się da! Natomiast, jeśli chodzi o glosy humanistow na tym forum, to tylko przypominam, ze towar jest tyle wart ile za niego chce zaplacic klient. Przeciez nie robi się czegos, co niczemu nie sluzy, nie robi się czegos ot tak po prostu,- tylko w jakims celu. Mam racje? A Taterniczce dziekuje za piekne podsumowanie , z którym calkowicie się zgadzam: „PS dla historyka, adiunkta and company Napiszę coś co Wam się nie spodoba. Otóż z moich obserwacji młode pokolenie jest nastawione ROSZCZENIOWO. Własne mieszkanie, samochód, środki do utrzymania rodziny i to na odpowiednim poziomie. Wszystko natychmiast i przed 30ką. Do tego mity o bezpieczeństwie socjalnym wcześniejszych pokoleń. Ryzyko, mobilność - nie dziękujemy. Zaryzukuję więcej: egoizm, bezczelność, załamanie przy pierwszym niepowodzeniu, brak ideałów, łatwizna, konformizm prawie od kolebki - oto połączenie mentalności homo sovieticus z rozbestwioną konsumpcją.”” Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś