norvek 29.07.05, 19:12 wiele nie zrozumialem, ale moze to kwestia laski:) wiecej takich artykulow prosze. obiecuje ze zrozumiem, tylko musze pomyslec i sie wykapac. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
iwonaborucka Re: Dla mnie to bełkot. 30.07.05, 10:19 Owszem, bełkot, ale uczony i natchniony :-) Odpowiedz Link Zgłoś
karina_jarzynska Re: Dla mnie to bełkot. 30.07.05, 14:17 Elementy zargonu naukowego nie sa rowne belkotowi. Jesli zas jest w tym odrobina "natchnienia" - moze warto wylaczyc logike i czytac ten tekst z tych samych pozycji, z jakich zostal napisany? Osobiscie uwazam, ze prawdziwie warto, a to, co mozna z niego wyczytac, mozna zapisac jedynie w taki wlasnie sposob. Odpowiedz Link Zgłoś
jekl Re: Dla mnie to bełkot. 01.08.05, 16:43 Żargon naukowy ma to do siebie, że jest zrozumiały jedynie dla wąskiego grona osób z danej dziedziny. Jeśli się pisze dla szerszej publiczności to powinno pisać się jaśniej. Jeśli ktos tego nie robi, to znaczy że nie prawdopodobnie nie potrafi i z jego pisania pożytek żaden, bo nikt tego i tak nie zrozumie. Druga, gorsza możliwość to taka że autor nie ma nic mądrego do powiedzenia i niezrozumiałym żargonem ten brak maskuje, mając nadzieję że oglupiały czytelnik pomyśli "Nic nie rozumiem, bardzo mądrze brzmi, więc musi to być bardzo mądre...". Na to się chyba moja poprzedniczka złapała... Ponadto taka uwaga mi się nasunęła: tekst filozoficzny, więc w zasadzie naukowy, i to z dziedziny ktora szczyci się być wynalazcą logiki, a tu ktoś mi proponuje wyłączenie logiki przy jego czytaniu? pozdr/JK Odpowiedz Link Zgłoś
sokratejczyk Re: Dla mnie to bełkot. 02.08.05, 09:38 [...] > tekst filozoficzny, więc w zasadzie > naukowy, i to z dziedziny ktora szczyci się być wynalazcą logiki, a tu ktoś > mi proponuje wyłączenie logiki przy jego czytaniu? [...] Logika została "wynaleziona" grubo przed powstaniem teologii chrześcijańskiej; niektóre osiągnięcia starożytnej logiki wchodzą do uznawanej współcześnie wiedzy. sokratejczyk Odpowiedz Link Zgłoś
nonprofit Re: Dla mnie to bełkot. 02.08.05, 22:56 > Druga, gorsza możliwość to taka > że autor nie ma nic mądrego do powiedzenia i niezrozumiałym żargonem > ten brak maskuje, mając nadzieję że oglupiały czytelnik pomyśli "Nic nie > rozumiem, bardzo mądrze brzmi, więc musi to być bardzo mądre...". Co do niezrozumiałego żargonu - zgoda. Oponowałbym jednak przed uznaniem go za naukowy, chyba że z dziedziny MNIEMANOLOGII. Teologia bowiem, to "nauka" o bycie mniemanym, co musi przyznać każdy uczciwy człowiek. Odpowiedz Link Zgłoś
przemek05 Re: Wiara po śmierci Boga 30.07.05, 01:18 Ja odczytuje ten tekst jako postulat nadania priorytetu milosci (a wiec naszemu postepowaniu wobec innych ludzi), przed wiara (a wiec przyjeciu takich czy innych dogmatow). Z tym postulatem moge sie zgodzic. To, czy wyrzadzamy innym krzywde, daje sie stwierdzic rozumem, natomiast zgodnosc z rzeczywistoscia okreslonych dogmatow (stanowiacych credo okreslonej religii) jest niemozliwa do stwierdzenia. Dlatego osmielam sie przypuszczac, ze ponosimy odpowiedzialnosc (i, jesli ktos tak wierzy, bedziemy z tego rozliczeni) za nasze czyny wzgledem innych. Odpowiedzialnosc za przyjecie takich czy innych dogmatow (a wiec okreslonego wyznania a nawet ateizmu, jesli ktos nie dostapil laski wiary) bylaby czyms nielogicznym. Mysl, ze Bog dal nam za malo rozumu, aby przyjac lub zakwestionowac okreslone dogmaty, ale za wybor niezgodny ze stanem faktycznym (niemozliwym przeciez przez nas do ustalenia) bedzie nas karal, jest chyba czyms w rodzaju bluznierstwa. Co to za wizja Boga, ktory gralby z nami w taka gre... Odpowiedz Link Zgłoś
iwonaborucka Re: Wiara po śmierci Boga 30.07.05, 10:27 > ... Co to za wizja Boga, ktory gralby z nami w taka gre... Bardzo trafne spostrzeżenie. Szkoda, że autor listu nie widzi dla niego zastosowania w kwestii Boga, jako takiego i nie zapyta: a do czego Bogu w ogóle taki "eksperyment" jak człowiek? Czyż Bóg nie zna z góry wyników tego "doświadczenia"? Odpowiedz Link Zgłoś
przemek05 Re: Wiara po śmierci Boga 02.08.05, 19:42 Chodzi o sprzecznosc miedzy Boza wszechwiedza a ludzka wolna wola? Ja sklaniam sie ku mysleniu, ze Bog swiadomie sie ogranicza, rezygnujac z wiedzy o przyszlych postepkach czlowieka i w ten sposob ofiarowuje czlowiekowi wolna wole. Odpowiedz Link Zgłoś
nonprofit Re: Wiara po śmierci Boga 02.08.05, 23:07 > ... Bog swiadomie sie ogranicza, rezygnujac z wiedzy o > przyszlych postepkach czlowieka ... Ogranicza się i rezygnuje. A to dobre! To, że Ty najwyraźniej ograniczasz się i rezygnujesz z myślenia nie znaczy, iż takie same cechy posiada Bóg. Zapewne jeszcze do tego wszystkiego jest ciekawski i przecherny. Cóż, "nobody is perfect". Odpowiedz Link Zgłoś
przemek05 Re: Wiara po śmierci Boga 03.08.05, 19:40 A czymze innym jak nie ograniczeniem sie i czasowa rezygnacja z boskich atrybutow bylo wcielenie sie Boga w postac czlowieka? Jesli wierzysz, ze takie samoograniczenie mialo miejsce, to dlaczego wydaje Ci sie absurdalnym ograniczenie sie Boga w kwestii wiedzy o przyszlych ludzkich zachowaniach? I dlaczego moje dywagacje maja byc dowodem rezygnacji z myslenia, za to Twoje dowcipkowanie ma byc tego myslenia dowodem? Jesli znasz inne i jedynie sluszne rozwiazanie dylematu: wszechwiedza Boga i ludzka wolna wola, to prosze, przedstaw je. I jeszcze jedno: w mojej pierwszej wypowiedzi wyrazilem moj sprzeciw wobec koncepcji Boga, jak Ty to piszesz, "przechernego", ktory rozlicza nas z wyboru wyznania, z akceptacji dogmatow, a nie daje nam przeslanek do stwierdzenia, ktory zestaw dogmatow (katolicki, prawoslawny, moze ktorys z protestanckich, a moze nawet islamski) jest zgodny z rzeczywistoscia. Bog, tak jak ja staram sie Go wyobrazic, (i w pewnym stopniu autor artykulu, jesli go wlasciwie rozumiem) rozlicza nas ze stosunku do innych (z milosci) a nie z przyjecia takich czy innych dogmatow. Nie gra z nami w totolotka, przygladajac sie czy wybralismy wlasciwe numery. Nie jest wiec "ciekawski i przecherny" jak Ty to imputujesz. Odpowiedz Link Zgłoś
nonprofit Re: Wiara po śmierci Boga 03.08.05, 22:54 > A czymze innym jak nie ograniczeniem sie i czasowa rezygnacja z boskich > atrybutow bylo wcielenie sie Boga w postac czlowieka? Jesli wierzysz, ze takie > samoograniczenie mialo miejsce, to dlaczego wydaje Ci sie absurdalnym > ograniczenie sie Boga w kwestii wiedzy o przyszlych ludzkich zachowaniach? Nie, nie wierzę w nic takiego jak wcielenie się Boga w ludzką postać, bo to bzdura, która nie ma żadnego logicznego uzasadnienia. A w ogóle tzw. samoograniczenie się Boga to identyczny sofizmat jak pytanie: czy wszechmocny Bóg może stworzyć taki kamień, którego sam nie mógłby podnieść? Czy zatem wszechmocny (wszechwiedzący) Bóg może zrobić tak, aby czegoś nie mógł (nie wiedział)? > I dlaczego moje dywagacje maja byc dowodem rezygnacji z myslenia, za to Twoje > dowcipkowanie ma byc tego myslenia dowodem? Jeśli sam uczciwie nazywasz swoje rozważania dywagacjami, to ja przez grzeczność nie protestuję. Słownik Wyrazów Obcych: DYWAGACJE - odstępowanie, odbieganie od tematu w piśmie lub mowie, rozwlekłe pisanie lub mówienie nie na temat. Dywagować - mówić (pisać) nie na temat, od rzeczy, pleść bzdury. <fr. divagation> Odpowiedz Link Zgłoś
przemek05 Re: Wiara po śmierci Boga 04.08.05, 19:56 Co do tych nieszczesnych dywagacji, to zauwaz, ze problem predestynacji nie byl poruszany w artykule, w zwiazku z tym dyskusja na ten temat jest odejsciem od glownego watku artykulu, a wiec jest dywagacja. To odejscie od tematu zapoczatkowala dyskutantka piszac: <<do czego Bogu w ogóle taki "eksperyment" jak człowiek? Czyż Bóg nie zna z góry wyników tego "doświadczenia"?>>. Ja staralem sie odpowiedziec, czyli dywagowalem dalej. Nie zgadzam sie z nadawaniem pojeciu "dywagacja" pejoratywnego znaczenia. Czy kurczowe trzymanie sie tematu jest zawsze niezbedne? A czy wariacje w muzyce sa produktem chorego umyslu? :-) Co do meritum to zasadniczo zgadzam sie z tym, ze atrybuty przypisywane Bogu (wszechmoc, wszechwiedza) i czlowiekowi (wolna wola) wydaja sie wewnetrznie sprzeczne. Mozna jednak probowac usunac niektore sprzecznosci. Przyklad z kamieniem to sztuczna konstrukcja, majaca wykazac ze wszechmoc jako taka jest pojeciem wewnetrznie sprzecznym. Z punktu widzenia czlowieka ten problem jest malo interesujacy. Co innego problem wolnej woli. "Moja" (pisze w cudzyslowie, bo zapewne gdzies o tym czytalem) propozycja to potraktowanie wolnej woli jako daru od Boga. Dar umniejsza stan posiadania darczyncy, a wiec w tym wypadku Bog rezygnuje z zapoznawania sie z informacja o przyszlych czynach czlowieka. Dlaczego nie moglby tego uczynic? Czy nie moze dysponowac swoja wszechwiedza? Gdyby nie mogl tego uczynic, bylby tej wszechwiedzy niewolnikiem, byloby to dla Niego ograniczeniem, tym razem nie swiadomie i dobrowolnie przyjetym, lecz narzuconym. Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Re: Wiara po śmierci Boga 31.07.05, 10:43 przemek05 napisał: > Ja odczytuje ten tekst jako postulat nadania priorytetu milosci (a wiec naszemu > postepowaniu wobec innych ludzi), przed wiara (a wiec przyjeciu takich czy > innych dogmatow). Nie wiem, czy dla ciebie jest to wystarczający argument, ale kłoci się to z tym, co napisał św. Paweł w I Liście do Koryntiant: "I choćbym rozadał całe mienie swoje, i choćbym cuiało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże". Kto popełnił grzech ciężki, ten bez odpuszczenia wszystkich grzechów nie jest zdolny do prawdziwej miłości: "Gdy zaś sprawiedliwy odwróci się od swojej sprawiedliwości i popełni bezprawie - a Ja doprowadzę go do upaku i on umrze, to jeżeli nie ostrzeżesz go, wtedy on umrze z powodu swej winy, i nie będzie się pamiętało jego sprawiedliwych czynów", jak napisano w księdze Ezechiela. Ponadto "Dlatego z uczynków prawa nie będzie usprawiedliwiony przed nim żaden człowiek, gdyż przez prawo jest poznanie grzechu". "Abraham wbrew nadziei, żywiąc nadzieję, aby stać się ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co powiedziano: Takie będzie potomstwo twoje. I nie zachwiał się w wierze, choś widział obumarłe ciało swoje, mając około stu lat, orza obumarłe łono Sary; I dlatego zostało mu to poczytane za sprawiedliwość." "Przygoda" prawdziwej wiary jest właśnie takim wejściem na drogę Abrahama. Odpowiedz Link Zgłoś
przemek05 Re: Wiara po śmierci Boga 02.08.05, 20:03 Ustosunkowanie sie do Twoich zastrzezen zalezy od tego, jak odczytujemy Pismo Sw, zwlaszcza Stary Testament. Co nalezy odczytywac doslownie, a co interpretowac, a jesli interpretowac, to jak? W jakim stopniu prawda o Bogu zostala znieksztalcona, "przefiltrowana" przez swiadomosc historyczna, konwenanse obyczajowe, ograniczona wiedze jej autorow? To sa ciagle otwarte pytania. Ja, na moj prywatny uzytek, przyjmuje ostrozna hipoteze, ze Biblie napisali ludzie, ze szczerym sercem szukajacy Boga (tzn. autorzy nie chcieli swiadomie oklamac czytelnika). Jednak ich umiejscowienie w okreslonym kontekscie historycznym i obyczajowym, a takze ich ograniczona wiedza np. w zakresie nauk scislych wplynela w wyraznym, byc moze decydujacym stopniu na tekst swietej ksiegi. I jeszcze jedna kwestia: jesli Stary Testament mowi nam wszystko o Bogu, to jaki jest sens misji Jezusa? Przeciez on dokonal "rewolucyjnego" przelomu w interpretacji wielu zapisow Starego Testamentu. Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Re: Wiara po śmierci Boga 07.08.05, 11:32 przemek05 napisał: > Ustosunkowanie sie do Twoich zastrzezen zalezy od tego, jak odczytujemy Pismo > Sw, zwlaszcza Stary Testament. Co nalezy odczytywac doslownie, a co > interpretowac, a jesli interpretowac, to jak? Myślę, że to, co napisano w 3. rozdziale Księgi Ezechiela, należy interpretować dosłownie. Jest to "czysty" przekaz religijny, bez odniesień np. historycznych czy kosmologicznych. > I jeszcze jedna kwestia: jesli Stary Testament mowi nam wszystko o Bogu, to > jaki jest sens misji Jezusa? Nawet Nowy Testament nie mówi wszystkiego o Bogu. Odpowiedz Link Zgłoś
przemek05 Re: Wiara po śmierci Boga 17.08.05, 19:19 Nie jest moim ulubionym zajeciem tlumaczenie wersetow swietych ksiag (z przyczyn wyluszczonych w poprzednim poscie), ale Twoje cytaty mozna odczytac i w taki sposob, aby podeprzec moja teze o tym, ze bedziemy rozliczani z etyki a nie z wiernosci takim czy innym dogmatom. "Gdy zaś sprawiedliwy odwróci się od swojej sprawiedliwości i popełni bezprawie..." Swojej sprawiedliwosci, a wiec tej, ktora jest zapisana w jego sumieniu i nie zalezy od wyznawanej wiary (np. zabojstwo wywoluje sprzeciw sumienia, niezaleznie od wyznawanej religii). Opisano tu sytuacje, gdy ktos rozumie, ze krzywdzi innych ludzi, a tym niemniej, dla doraznej korzysci, popelnia naganny czyn. Bedzie wiec rozliczony z cala surowoscia, czemu sie nie sprzeciwiam. Dalej jest mowa o tym ze "przez prawo jest poznanie grzechu". Jesli przez prawo rozumiec prawo naturalne, to zapisane w sumieniu, to zgadzam sie. A jesli prawo stanowione przez ludzi, chocby i przekonanych, ze zostalo ono kiedys objawione, to mozna podejrzewac, ze tekst ma charakter "polityczny". Wobec takich biblijnych akapitow zachowalbym rezerwe, gdyz sa one owa historyczno- polityczna "nalecialoscia", wymagajaca "filtracji". Odpowiedz Link Zgłoś
przemek05 Re: Wiara po śmierci Boga 02.08.05, 20:17 Jeszcze jedno: co do Abrahama, to "meczyla mnie" kwestia ofiary zlozonej z Izaaka. Skad Abraham wiedzial, ze mysl o zgladzeniu syna pochodzi od Boga (ja na jego miejscu uznalbym taka mysl za chora). Zglosilem nawet zapytanie na jakas katolicka strone internetowa, wywiazala sie dyskusja, w koncu jakis ksiadz odpowiedzial, ze stosunki Abrakama z Bogiem mialy zupelnie inny charakter, niz nasze stosunki z Bogiem (czyli, ze Abraham wiedzial bez najmniejszej watpliwosci, ze nakaz pochodzi od Boga, a my takiej pewnosci miec nie mozemy). No dobrze, ale oznacza to, ze z historii Abrahama (tej i innej, cytowanej przez Ciebie) nic dla nas, dzisiejszych ludzi, nie wynika... Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Re: Wiara po śmierci Boga 07.08.05, 11:36 przemek05 napisał: No dobrze, ale oznacza to, ze z historii Abrahama (tej i innej, > cytowanej przez Ciebie) nic dla nas, dzisiejszych ludzi, nie wynika... To nie jest zupełnie inna "historia", bo spełnienie zapowiedzi o potomstwie licznym jak piasek morski odbyło się za pośrednictwem właśnie Izaaka. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Mistrz Eckhart 30.07.05, 08:51 To wszystko wzięte prosto z Mistrza Eckharta - zwłaszcza kojarzy się z jego Kazaniem 52: "Módlmy się, by Bóg pozbawił nas Boga..." Odpowiedz Link Zgłoś
ubu_roy Re: Wiara po śmierci Boga 30.07.05, 10:01 Badajacy mnie kiedys neurolog powiedzial mojej mamie ze dysleksja jest "laska" i ze widze swiat inaczej niz przecietny smiertelnik. Dziekuje za taka laske. Wolalbym nie miec dysleksji i nie meczyc sie w szkole z nauczycelami debilami niz znajdowac sie na najwyzszym poziomie ewolucji i nosic w glowie neurologiczny wyrostek. Podobnie jest z "wiara". Wystarczy badac i przeciwdzialac anomaliom centralnego ukladu nerwowego a zaniknie w ciagu 2 pokolen. Pytanie tylko z czego beda zyc tysiace oszustow i zlodzieji ktorzy robia niezle pieniadze na tym procederze ? Odpowiedz Link Zgłoś
rozenkranc Re: Wiara po śmierci Boga 30.07.05, 10:30 Jak śpiewał Rosiewicz: "Najgorszy interes lepszy od najlepszej pracy." Odpowiedz Link Zgłoś
gurru wiekszosc filozofow nie ma NIC do powiedzenia 30.07.05, 18:08 to intelektualni pasozyci, miedlacy wkolo stare przetrawione hasla i idee. Nie ma wsrod nich oryginalnych myslicieli, bo naprawde nowa mysl moze sie opierac tylko na nowych faktach, ktorych dostarcza nauka. filozofowie przemysliwuja osobiscie i z namaszczeniem to, co inni przemysliwali tysiace lat przez nimi. Odpowiedz Link Zgłoś
miro17 Re: Wiara po śmierci Boga 30.07.05, 23:04 Od czasu ukazania się, dawno temu, książeczki Kołakowskiego "Jeśli Boga nie ma...", nie przeczytałem "w tym temacie" nic tak poruszającego, jak powyższy tekst. Nie jestem humanistą, nie czytuję Mariona i wielkie dzięki Księdzu Profesorowi za upowszechnienie jego poglądów. Zawsze wydawało mi się, że używanie słowa "Bóg", skoro nie można go (tego słowa) zdefiniować, jest bez sensu, a w sformułowaniu "Bóg jest", równie trudne do zdefiniowania są oba słowa. Można tylko mieć nadzieję (nie wiarę) na istnienie dobra tożsamego z sensem, a więc na to, że wbrew pozorom "nie jest wszystko jedno". Broni jej pewna modyfikacja zakładu Pascala: jeśli byłoby "wszystko jedno", to nie istniałyby również żadne wartości, a więc i takie, jak wierność prawdzie, "honor intelektualny" czy też odwaga spogladania prawdzie w oczy, a tylko one mogłyby nam zabronić taką nadzieję żywić. Miłosć jest pojęciem równie niezdefiniowanym, jak Bóg i podobnie można wątpić w jej istnienie. Bóg, który jest miłością, jest dla mnie jednym z Bogów, najpiękniejszym, odmiennym od tego, który jest zegarmistrzem świata, tego, który jest Sprawiedliwym Sędzią i od wielu innych. Mówiąc językiem nauk przyrodniczych, istnieją różne modele Boga i wszystko, o czym myślimy wymawiając słowo "Bóg", to tylko modele. I podobnie, jak w naukach przyrodniczych, owe modele mają zastosowanie praktyczne. Nawet niewierzący, jeśli jest dostatecznie zdesperowany sytuacją, która go przerasta, może modlić się do takiego modelu (zwykle jak do niewyobrażalnie dobrego i mądrego, kochającego człowieka) wiedząc, że to tylko model, istniejący i nieistniejący równocześnie, podobnie jak atomy, mezony, kwarki, struny i co tam jeszcze... Wyobrażenie sobie, że Adresat takiej modlitwy w jakimś sensie istnieje, może dać siłę, jakiej niesposób uzyskać w inny sposób. Agnostyk, jeden z wielu Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: Wiara po śmierci Boga 31.07.05, 08:47 "ksiedzu profesorowi"?:) Nie, no chyba zapedziles sie, kolego, S. Duda jest osoba swiecka, doktorantem na Katolickim Uniwersytecie w Lowanium. (merytrycznie dodam, ze z punktu widzenia filofiofii Boga mozemy definiowac smialo, wiec prosze sie nie bac "tajemnicy";) Odpowiedz Link Zgłoś
miro17 Re: Wiara po śmierci Boga 31.07.05, 23:48 No pewnie, że się zapędziłem, nie chciało mi się przeczytać notki na końcu artykułu, ale może pan Duda sie nie obrazi. Bywają bardzo mądrzy księża, na przykład autor książki "Język i metoda". A merytorycznie... powiem więcej: słowo "Bóg" nie tylko można zdefiniować, nie ma wprost nic łatwiejszego, ale mozna to zrobić na tysiące rozmaitych, nieraz sprzecznych ze sobą sposobów. I to właśnie czynili liczni filozofowie i teologowie od wielu stuleci. Dalej to już temat na wielogodzinną dyskusję. Pozdrawiam. Miro. Odpowiedz Link Zgłoś
kapitalizm Re: Wiara po śmierci Boga 05.08.05, 20:48 - Zawsze wydawało mi się, że używanie słowa "Bóg", skoro nie można go (tego słowa) zdefiniować, jest bez sensu, a w sformułowaniu "Bóg jest", równie trudne do zdefiniowania są oba słowa. Można tylko mieć nadzieję (nie wiarę) na istnienie dobra tożsamego z sensem, a więc na to, że wbrew pozorom "nie jest wszystko jedno". Broni jej pewna modyfikacja zakładu Pascala: jeśli byłoby "wszystko jedno", to nie istniałyby również żadne wartości, a więc i takie, jak wierność prawdzie, "honor intelektualny" czy też odwaga spogladania prawdzie w oczy, a tylko one mogłyby nam zabronić taką nadzieję żywić. Miłosć jest pojęciem równie niezdefiniowanym, jak Bóg i podobnie można wątpić w jej istnienie. Bóg, który jest miłością, jest dla mnie jednym z Bogów, najpiękniejszym, odmiennym od tego, który jest zegarmistrzem świata, tego, który jest Sprawiedliwym Sędzią i od wielu innych. ...troche sie tu placzesz, mowisz, ze milosc jest dobrem, ale nie mozna jej zdefiniowac - czyzbys rowniez nie umial zdefiniowac dobra? przeciez milosc nie jest trudna do zdefiniowania - jest odpowiedzia na wyznawane wartosci - a wiec jest sama w sobie wielkim i waznym wartosciowaniem, przeciwnie z koncepcja Boga - niedefiniowalnej ideii, w tym kontekscie nie jest wszystko jedno co/kogo sie kocha/wartosciuje - gdyz jest to stosunkowo latwo racjonalnie skategoryzowac - i tak rozumowo pojete dobro jest jaknajbardziej tozsame z sensem, czego nie mozna powiedziec o wyimaginowanym zjawisku zwanym Bog - tu nie ma zastosowanie kategoryzacja w ramach dobra/zla - brak miernikow wartosciujacych cos co nie istnieje, albo istnieje tylko w czyjejs glowie. Odpowiedz Link Zgłoś
creesn Re: Wiara po śmierci Boga 31.07.05, 13:30 Wiara jest łaską,ale trzeba sie na nia otworzyc i odrzucić czasem rozum.Rozum nie udzieli nam odpowiedzi na wszystkie pytania.Owszem Bóg kocha wszystkich tak samo,wszyscy jesteśmy powołani na ten świat w jakims celu wiadomym dla Boga.Ale Bóg ma wymagania wobec człowieka. Milośc bezwarunkowa -tak ,ale ty człowieku jeśli grzeszysz to zaprzestań to robić idż i nie grzesz więcej!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
nonprofit Re: Wiara po śmierci Boga 02.08.05, 23:14 > Wiara jest łaską,ale trzeba sie na nia otworzyc i odrzucić czasem rozum. A cóż to za Bóg, który jednych wyposażył w tę "łąskę", a innych nie. Czy to jakiś eksperymentator, który zorganizował grupy: docelową i kontrolną? I co to za Bóg, który wymaga aby człowiek, chcący w niego uwierzyć, musiał odrzucać rozum, który ów Bóg sam mu darował. Wybacz, ale to wszystko nie trzyma się zupełnie tzw. kupy. Odpowiedz Link Zgłoś
brunschwick Re: Wiara po śmierci Boga 31.07.05, 16:51 A Bóg na to odpowiedział: "Jestem który Jestem", więc filozofom którzy myślą , że skoro pani Środa coś powiedziała i pan Nitsche coś napisał, to trzeba zmienić istotę wiary katolickiej dziękuję za wysiłek, ale nie skorzystam. Marion i Duda powołują się na pseudo-Dionizego Aeropagitę a nawet Tomasza z Akwinu ignorując fakt że obaj mówili o Bogu poprzez negację dopiero po tym jak Go po wielokroc pozytywnie określili. Ta forma mówienia i myślenia o Bogu wynikała u nich nie z "ducha czasu" (czytaj: aktualnej mody) ale z wewnętrznego rozwoju podczas którego dzięki pozytywnym opisom na tyle zbliżyli się do Boga, że mogli porzucić język logike i wszystkie podpórki poznawcze pochodzące z tego świata. Tej drogi duchowego rozwoju nie da się przeskoczyć, zaczynając od ostatniego etapu. Poza tym rzaden ze świętych nie twierdził, że człowiek modlący się do Boga w którego istnienie wierzy i któremu przypisuje szereg cech jest bałwochwalcą. I wreszcie wystarczy bardzo pobieżna znajomość filozofii by wiedzieć, że słowo "jestem" jest jednym z najbardziej zgadkowych słów bowiem zupełnie nie pasuje do naszego doświadczenia, to z tego niedopasowania wyrosła filozofia Parmenidesa a pośrednio, z buntu przeciw niemu także wymienianego w artykule Heidegera. Skoro nie przystaje ono do naszej rzeczywistości to może właśnie dobrze oddaje rzeczywistość Boga, choć oczywiście słowo: oddaje, w żadnym wypadku nie oznacza: obejmuje. Odpowiedz Link Zgłoś
bosski-krzyyss Jeden wielki, katolicki, przeintelektualizowany... 01.08.05, 10:38 BEŁKOT!!! 1.Nasze rozumki są za małe żeby pojać istotę boga. Dlatego nie zadawajmy głupich pytań tylko przyjmijmy, że "nieskończony" dystans między naszym pojmowaniem słowa "wszechmogący" a jego boskim urzeczywistnieniem jest odpowiedzią na wszelkie wątpliwosci niepokornych umysłów. A guzik! Nigdy się nie zgodzę na takie mydlenie oczu. Bóg powiedział, że jest wszechmogący itp. ale wyposażył nas w ulomny czy też nie dość doskonaly aparat poznawczy i nie umiemy pojąć o co mu chodziło? To po co wogóle do nas przemówił skoro nie umiemy pojąć jego słów i intencji?? Mam nadzieję, że wszyscy dostrzegają ten absurd. 2. Dowiedziałem się, że są złote cielce/bałwany be i cacy ikony. Te pierwsze są be bo tylko zawieszamy na nich wzrok bezrefleksyjnie, a te drugie cacy bo są "oknem" ku "Tajemnicy". A czym jest krzyż z Jezusem i skarbonką nieopodal obśliniany przez stare baby na wielkanoc - ikoną czy cielcem? I kto to będzie ustalał? Bo o ile się orientuję w biblii potępione są wszelkie wizualizacje boga. Inna sprawa, że krzyż z Jezusem jako obiekt kultu i adoracji nie pojawił się aż do VI wieku n.e. Zapomniało im się? Czy nowa moda zapanowała po prostu? 3. "Co ciekawe, według Mariona ateista zapamiętale trwający przy swoich pozycjach także oddaje się bałwochwalstwu szczególnego rodzaju. Wszelkie bowiem obstawanie przy utartych poglądach o boskości albo jej braku i czynienie z tego intelektualnego oręża nie wydaje się do końca uczciwe." Większej bzdury dawno nie czytałem. Ten człowiek jest doktorantem??? Gdzie tu logika??? Stek frazesów bez konkretnego znaczenia. 4. Bóg jest miłością - agape - bezgraniczną, bezinteresowną itp. itd. - to ten sam bóg, który w starym testamencie na prawo i lewo niszczył miasta, wywierał "sprawiedliwą" zemstę, przymykał oko na "nie zabijaj" a raz nawet utopił cały świat? Mnie bardziej się widzi jako rzeźnik z tasakiem w zakrwawionym fartuchu niż dobroduszny staruszek z cukierkami dla dzieciaków ;):P:D. Odpowiedz Link Zgłoś
arcykr Re: Jeden wielki, katolicki, przeintelektualizowa 01.08.05, 15:06 bosski-krzyyss napisał: > BEŁKOT!!! To po co wogóle do nas przemówił skoro nie umiemy pojąć jego słów i intencji?? W pewnym zakresie umiemy. > > 2. Dowiedziałem się, że są złote cielce/bałwany be i cacy ikony. Te pierwsze są > > be bo tylko zawieszamy na nich wzrok bezrefleksyjnie, a te drugie cacy bo > są "oknem" ku "Tajemnicy". A czym jest krzyż z Jezusem i skarbonką nieopodal > obśliniany przez stare baby na wielkanoc - ikoną czy cielcem? Zależy, kto jak do krzyą podchodzi. I kto to będzie > ustalał? Bo o ile się orientuję w biblii potępione są wszelkie wizualizacje > boga. Inna sprawa, że krzyż z Jezusem jako obiekt kultu i adoracji nie pojawił > się aż do VI wieku n.e. Zapomniało im się? Czy nowa moda zapanowała po prostu? " target="_blank">www.mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_19.htm> > 4. Bóg jest miłością - agape - bezgraniczną, bezinteresowną itp. itd. - to ten > sam bóg, który w starym testamencie na prawo i lewo niszczył miasta, > wywierał "sprawiedliwą" zemstę, przymykał oko na "nie zabijaj" a raz nawet > utopił cały świat? Mnie bardziej się widzi jako rzeźnik z tasakiem w > zakrwawionym fartuchu niż dobroduszny staruszek z cukierkami dla > dzieciaków ;):P:D. W artykule chodzi właśnie o to, że każde wyobrażenie na temat Boga jest niedoskonałe. Odpowiedz Link Zgłoś
nonprofit Re: Jeden wielki, katolicki, przeintelektualizowa 02.08.05, 23:27 > W artykule chodzi właśnie o to, że każde wyobrażenie na temat Boga jest > niedoskonałe. A jak może być doskonałym wyobrażenie na temat abstrakcji? Odpowiedz Link Zgłoś
wipigaki Re: Wiara po śmierci Boga 01.08.05, 21:27 Taaaaaaaaaaaaaaaaaak. Sobie przeczytałem, co na forum piszą. I sobie przypomniałem artykuł z Wyborczej sprzed kilku lat: dwustronicowy, o poglądach niejakiego Chomsky'ego traktujący. I nasuwa mi się co następuje: a) się czytelnikom dogodzić nie da; b) albo za głęboko i zbyt naukowa (dla mniej oczytanych), albo za prosto i nie do końca (dla tych, co zajrzeli); c)artykuł pana Dudy raczej dla tych pierwszych, w dodatku skażony publicystyką::: wychodzi jednak obronną ręką; d) w porównaniu z tekstem o Chomsky'm, który byłdla nikogo: bełkotliwy dla tych, co czytali i dla tych, co o Chomsky'm nie słyszeli; e) dobra rada: wyłączyć krytykanctwo i cieszyć się, że Wyborcza ma to, co ma teraz raczej niż wcześniej. Odpowiedz Link Zgłoś
artistiker1 Re: Wiara po śmierci Boga 01.08.05, 23:35 Właśnie przeczytałem artykuł o poglądach francuskiego filozofa Jeana Luca Mariona odnośnie „śmierci Boga” (GW 30–31.07), a konkretnie śmierci wyobrażenia Boga jako centralnej postaci religii ściśle przez nią definiowanej i opisywanej za pomocą filozoficznych pojęć i logiki (których produkty to najwyżej „bałwany”, „idole” itp.), i będącej także przedmiotem sporów teistów z ateistami o samo jej istnienie. Myśl zawarta w niniejszej pracy daje się przedstawić jako pogląd, że Bóg nie zginął jednak po pierwsze jako byt sam w sobie, po drugie jako byt przekraczający ludzkie umysły, do którego zbliżyć się można zatem nie przez rozumowe i poznawcze procesy lecz przez ich odrzucenie i poddanie się wierze, dzięki „łasce wiary” jak to nazwała niewierząca (ale o „właściwym” nastawieniu do sprawy) Magdalena Środa. Bóg zaś pozostaje definiowany jedynie jako wszechogarniająca i bezwarunkowa, „prawdziwa” miłość agape, która ma nas usposabiać do odpowiedzi w postaci ufności w sens istnienia świata, w ogólną dobroć stworzenia, i która wynikać ma z bożego samooddawania się swoim stworzeniom, czego obrazem z kolei ma być Jezus z Nazaretu jako Mesjasz, Chrystus, a może także wola podtrzymywania świata przy istnieniu bez względu na jego marność. I tu zarysowuje się szereg idei, z którymi zgodzić się nie mogę, i dobrze aby były one wreszcie gdzieś wyartykułowane. Zacznijmy od szczegółu, a mianowicie pojęcia „łaski wiary”. Razi mnie, jeżeli ludzie niewierzący przyjmują taką postawę zakłopotanego pieska z podwiniętym ogonkiem, i zgadzają się na ich obraz jako istot obciążonych pewnym defektem, od którego wierzący szczęśliwie są wolni. Takie stawianie sprawy znamionuje brak asertywności, poczucia godności i dumy z zajmowanej przez siebie a w pełni filozoficznie uprawnionej ateistycznej lub agnostycznej postawy. Nigdy bowiem nie zostało udowodnione, jakoby wiara była „łaską” a nie np. „przekleństwem” lub po prostu obciążeniem. Wbrew klimatom medialnym tworzonym przez wierzącą (?) większość, a przede wszystkim przez przedstawicieli instytucjonalnych związków wyznaniowych, można całkiem skutecznie dowodzić, że wiara może stanowić w życiu obciążenie albowiem zawęża zakres rozumnych decyzji życiowych, może popychać jednostkę do niepotrzebnego heroizmu (o zgrozo, nierzadko podejmowanego na koszt innych osób!), a także poddawać ją presji moralnych autorytetów z namaszczenia religijnego, których mądrość nie jest bynajmniej gwarantowana, zaś samo wyzwolenie się z zainstalowanego podstępnie w wieku dziecięcym uzależnienia od religii wymaga znacznej siły woli i intelektu, na którą nie każdą ofiarę tego procesu stać. Burzę się także, kiedy ktoś mi twierdzi, że aby dopiero poczuć istnienie i przymioty Boga, to powinienem porzucić moje „ludzkie” i ograniczone do tego świata sposoby myślenia, bo Bóg to taka nieogarniona rzeczywistość, do której za pomocą pojęć i logiki właściwej ludzkim mózgom nie da się zupełnie podejść. Stanowczo odmawiam! Po pierwsze, skoro w ewolucji wykształciło się zwierzę o takich mózgach jak nasze, i te mózgi okazały się przydatne, znaczy to, że istniały i istnieją też w przyrodzie mechanizmy, dla których adekwatne są nasze mózgi i ich sposób analizowania rzeczywistości. Co więcej, za pomocą naszych mózgów odkryliśmy takie prawa fizyki i aspekty rzeczywistości, których działanie sprzeczne jest z naszymi nawykami myślowymi opartymi na codziennym zmysłowym doświadczeniu (por. teorię względności, fizykę kwantową), zatem twierdzenia teologów i innych „natchnionych” osób o rzeczywistościach „nie z tego świata” traktować należy jako rodzaj oszustwa, mydlenia oczu – po co bowiem zajmować się hipotetycznymi bytami i ich jeszcze bardziej hipotetycznymi właściwościami, skoro są one niepoznawalne, a zatem ich istnienie lub nieistnienie nie ma zauważalnego wpływu na jedyną znaną nam rzeczywistość? Od tego jest brzytwa (zdaje się Ockhama). Rozważania o tym, co istnieje „poza” rzeczywistością nam daną są podniecające jako przedmiot nocnych rozmów przy winie lub dzieł literackich, jednak będąc bytami z tego wszechświata nigdy nie wydostaniemy się poza niego, tak jak ufoludki z gry komputerowej nie wyjdą poza komputer. Nie ma też powodów spodziewać się jakichś szczególnych doznań po naszej śmierci, gdy mózg już przestał działać i wmawiać sobie, że w ten sposób „przechodzimy” do innej rzeczywistości: widzę w takim myśleniu przejaw megalomanii gatunkowej, która nie pozwala nam wyobrazić sobie, ze tak jak przed urodzeniem nie istnieliśmy (a konkretnie nie działała nasza osobnicza świadomość) tak też i po śmierci ma miejsce to samo. Znajmy też proporcje: czyż zapis naszych osobniczych doświadczeń może mieć jakiekolwiek znaczenie poza naszym ziemskim „tu i teraz”? Obawiam się, że przenoszenie naszej w pokaźnym stopniu zwierzęcej i uwarunkowanej ograniczoną (a nieraz przeraźliwie głupią!) kulturą świadomości w zaświaty podobne byłoby do umieszczenia tramwaju na orbicie okołoziemskiej. Niby możliwe, ale po co? Po co zatem mamić się wizjami jakichś niedostępnych rzeczywistości i bytów, skoro nic nie wskazuje na konieczność zakładania ich istnienia, bo jedyne wyjaśnienia, które można nazwać wiedzą uzyskaliśmy BEZ odwoływania się do nadprzyrodzonych elementów? Nawet zresztą gdyby miał istnieć taki ponad wszystkim stojący Bóg, to nie ma on prawa oczekiwać od nas, że porzucimy nasz rozsądek, naszą logikę i przyzwyczajenia umysłowe ukształtowane w jedynej dostępnej nam rzeczywistości na rzecz czegoś niepojętego, nieokreślonego i niedowodliwego, a mającego wpływać na nasz sposób życia przez nasze decyzje. W ogóle to nie wiem, po co Bogu cała ta gra, czy zabawa z nami w kotka i myszkę, w której O/on uchyla się od otwartego, uczciwego i niebudzącego wątpliwości kontaktu z nami, a jednak chce, żebyśmy traktowali J/jego istnienie poważnie?! Jeżeli coś ma dla nas być rzeczywistością, to niech zostanie nią uczynione! Kto zaś ze swej woli zachowuje się, jakby nie istniał, zasługuje w pełni by za nieistniejącego go uznano. To uczciwy układ, czyż nie? Uważam też za szkodliwe kształtowanie w ludziach przekonania, że świat ma jakiś ukryty przed naszym rozumem sens, więc pomimo jego brutalnej zbrodniczości powinniśmy z ufnością powstrzymać się od nastrojów buntowniczych i brnąć w życie pokornie przestrzegając przykazań, pło/ro-dząc następnych uczestników tego bytu i podejmując heroicznie zmagania z próbami, jakim Bóg zechce nas poddać. Takie przekonanie pozwala czuć się zwolnionym z przyjmowania do świadomości i przejmowania się ogromem krzywd i cierpień serwowanych na „bożym świecie” różnym istotom niżej położonym w „porządku dziobania” oraz nam samym. Moim zdaniem nie istnieje (a w każdym razie nie można uczciwie o nim mówić) taki sens istnienia świata, który by uzasadniał podtrzymywanie przy istnieniu tego opresyjnego układu generującego każdej chwili piekielne cierpienia, a usposabianie ludzi do godzenia się z nim w imię jakichś poza życiem umieszczonych przesłanek oznacza udział w zbrodniczości stworzenia poprzez jego akceptację. Długo mógłbym zaś wymieniać rutynowe zdarzenia, od opisu których włosy dęba stają, a na które przyzwoity człowiek żadną miarą godzić się nie powinien. Swoją drogą, przeprowadźmy eksperyment: zbuntujmy się i wykrzyczmy z pięścią zwróconą ku niebu naszą niezgodę na potworność bytu. Z jaką reakcją „miłującego” Boga się spotkamy? Jestem pewny, że będzie to obojętne milczenie, to samo milczenie i ta sama obojętność, którą obserwujemy, gdy różni Kainowie podnoszą swe ręce przeciwko Ablom, albo gdy w rezultacie ukrywania się Boga za barierą poznawalności fak Odpowiedz Link Zgłoś
artistiker1 Re: Wiara po śmierci Boga 01.08.05, 23:44 CD. faktem są tragiczne i żenujące konflikty religijne, w tym także to, że jedynymi J/jego przedstawicielami są albo mętni mistycy, albo pokrętni duchowni mówiący sprzeczne rzeczy nawet na temat tego samego Boga i na dodatek mieszający w polityce. W takiej obojętności zarówno na swój wizerunek pośród ludzi, jak i na ich los uwarunkowany religijnymi rozterkami i krwawymi konfliktami o innym podłożu, a także przez przyzwolenie na grasowanie zbrodniarzy i wszelakich krzywdzicieli na świecie Bóg pokazuje swój brak emocjonalnego zaangażowania ze swoim stworzeniem, czyli niedostrzegalność → agape. Znów wypada sięgnąć po tę samą brzytwę: po cóż bowiem zawracać sobie głowę bożą agape, miłością polegającą na oddawaniu samego siebie światu, skoro jej nie ma: obiektywnie – „w akcji” – po prostu jej nie widać Niestety, ale wcielenie się w ludzką postać Jezusa z Nazaretu, który pozwala się skrzywdzić walcząc o pewne wartości i pokazuje jedynie, że można pięknie znosić cierpienie i zwyciężyć, ale dopiero PO śmierci, co nam nic nie daje, bo obiektywnie niczego nie zmienia w realiach życia. Opowieść o Jezusie dostarcza natomiast mrzonek, za pomocą których można poprzez obietnice pośmiertnego raju jeszcze efektywniej wyzyskiwać ludzi tu na ziemi. Współczujący Bóg powinien był w ogóle świata nie stwarzać (nawet, gdyby musiał się przez wieczność nudzić), zwłaszcza jeżeli nie było G/go stać na nic innego poza paradygmat ewolucji opartej na zżeraniu jednych zwierząt przez inne, tudzież powinien był momentalnie i gruntownie zmienić sposób jego działania, gdy tylko zbrodniczy charakter jego dzieła się ujawnił. Pokazywanie natomiast swoim ofiarom, że chociaż ciężko jest, to da się wytrzymać próbę – jest łagodnie mówiąc nietaktem. Kończąc, powiem, że Bóg „umarł” nie tylko jako Bóg filozofów, ale także jako ta wszechogarniająca rzeczywistość miłości typu agape, a to z prostego powodu, że jej sposób istnienia aż nadto przypomina stary dowcip o radzieckiej pomocy dla Polski: „– Co to jest: nie widać, nie słychać, a stale napływa? – Radziecka pomoc dla Polski.” Bóg po prostu „umarł” całkowicie, a być może nigdy w ogóle nie „żył”. Stosując ewangeliczną technikę poznawania po owocach, świat będący J/jego dziełem od początku był piekłem, choć powinno było być możliwe stworzenie go jako raj, skoro wizja raju jest później ludziom przedstawiana jako nagroda za trudy egzystencji i dobre sprawowanie się. Nie rozumiem, jak teologowie mogą nie zauważać tego paradoksu. To chyba rzeczywiście nie na ziemski rozum ;–)))). Pozdrawiam, artistiker1 Odpowiedz Link Zgłoś
nonprofit Re: Wiara po śmierci Boga 02.08.05, 23:57 Niestety, obawiam się, że pańska wypowiedź pozostanie bez komentarzy ze strony uczonych teologów, którzy potrafią jedynie "zaklinać rzeczywistość". Użyte przez Pana proste, logiczne argumenty nie są natomiast godne rozpatrywania, bo pochodzą "z tego świata", będacego dla teologów jedynie opakowaniem zastępczym prawdziwej czyli boskiej rzeczywistości. Fikcja staje się faktem, a rzeczywistość namiastką. Oto hipotetyczna klientela zakładu psychiatrycznego dla nawiedzonych. Odpowiedz Link Zgłoś
artistiker1 Re: Wiara po śmierci Boga 04.08.05, 21:08 Zgadza się, dodam tylko, że wierząc w mityczną rzeczywistość umieszczoną nie- wiadomo-gdzie potrafią oni nader skutecznie zatruć życie tu i teraz. Bombami i ustawodawstwem. To jest dopiero problem! Pzdr, Artistiker1 Odpowiedz Link Zgłoś
miro17 Re: Wiara po śmierci Boga 05.08.05, 00:05 "Zaprawdę, nie spotkałem takiej wiary w Izraelu" - chciałoby się zacytować po przeczytaniu wypowiedzi Artistera. Twój żarliwy sprzeciw wobec zła i okrucieństwa w świecie jest przejawem tej właśnie agape, której istnieniu przeczysz. Ona jest w nas, czasem tylko w formie nadziei, że wbrew sugestiom sceptyków nie jest "wszystko jedno", a czasem, jak u Ciebie, w postaci mocnego i pewnego przekonania (bynajmniej nie rozumowego, bo żadna norma nie wynika ze zdań opisowych), że zło to naprawdę zło i nie można sie na nie godzić. Ta agape nie jest wszechogarniająca i nie ma nawet gwarancji zwycięstwa w przyszłości, ale jej pojawienie się w bezdusznym i okrutnym świecie, który tak trafnie opisujesz, jest być może najważniejszym faktem w historii świata. Rozpatrujesz, jakie stanowisko powinien zająć człowiek przyzwoity, a więc prawdopodobnie wierzysz także w wolną wolę (to przekonanie też nie jest kwestią rozumu). Jesteś więc człowiekiem głęboko i żarliwie wierzącym, chociaż nie jest to i nie musi być wiara w Boga. Bardzo uzasadnione wydało mi się w Twoim tekście powołanie się brzytwę Ockhama. Wydaje mi się, że musimy żywić nadzieję na to, że świat jest sensowny (w aksjologicznym znaczeniu tego słowa) nie wiedząc równocześnie, jak to jest w ogóle możliwe, ale nic nam nie pomoże wprowadzanie nowego pojęcia stanowiącego przyczynę tej sensowności, skoro i ono ma być przedmiotem wiary. To już prościej wierzyć po prostu w sensowność. Zdaję sobie przy tym sprawę, że tysiące ludzi nieporównanie madrzejszych ode mnie znajdują w tym pojęciu głęboki sens - być może rozumieją coś, czego ja w tej chwili nie pojmuję. Z powiedzonkiem o braku łaski wiary bywa różnie. Czasem rzeczywiście jest to wynik politycznego rachunku, aby nie antagonizować przeciw sobie wielu ludzi sugestią, że wierzą w coś niemądrego, ale może też stanowić zdecydowane ucięcie dyskusji i prób nawracania, i to za pomocą argumentu pochodzącego z arsenału partnera. Kurtuazja wobec partnera nie zawsze świadczy o słabosci, czasem wręcz przeciwnie. O niepewności siebie albo o stanie desperacji świadczą raczej pokrzykiwania... Za tym, że wiara nie musi, ale bywa łaską, a nie przekleństwem, przemawia życie Teresy z Kalkuty, M.K. Gandhiego i tysięcy podobnych osób, ale to już banał, chociaż najprawdziwszy. Mądy agnostyk, profesor Kołakowski twierdzi: "Kto mówi, że Boga nie ma i dobrze jest, sobie kłamie". Nie czuję się wierzacy w religijnym sensie tego słowa, bo rozum nie sługa, ale nigdy nie próbowałbym odebrać komuś wiary, bo po pierwsze, nie jestem nieomylny - moze to ja właśnie nie mam racji, a po drugie, co mógłbym takiej osobie oferować w zamian? Ładnie sformułowana i w dużej mierze słuszna opinia o wczesnym, sięgającym dzieciństwa uzależnieniu od religii przypomniała mi Karola Ludwika Konińskiego, oyrginalnego i nieco zapomnianego myśliciela o ogromnej intelektualnej uczciwości, dla którego poszukiwanie światopoglądu religijnego, który by sie z ta uczciwością dał pogodzic, stanowiło centralny punkt zainteresowań. Koniński był wychowywany przez ojca, konsekwentnego ateistę, którego całe życie bardzo szanował, chociaż sie z nim nie zgadzał.. O tym może juz jednak jutro... Odpowiedz Link Zgłoś
kapitalizm Re: Wiara po śmierci Boga 05.08.05, 21:24 ...nie chce byc upierdliwy ale zwrocilem uwage na Twoja uporczywa nienawisc do rozumu: - Ona jest w nas, czasem tylko w formie nadziei, że wbrew sugestiom sceptyków nie jest "wszystko jedno", a czasem, jak u Ciebie, w postaci mocnego i pewnego przekonania (bynajmniej nie rozumowego, bo żadna norma nie wynika ze zdań opisowych), że zło to naprawdę zło i nie można sie na nie godzić. ...jak PRZEKONANIE moze byc nie rozumowe? to takie "czucie przez skore"? - czy jakies inne "widzimisie", samo slowo 'przekonanie' dowodzi ROZUMOWEGO przeprowadzenia analizy, tylko rozumowe przeprowadzenie analizy umozliwia poprawne ocenienie dobra/zla ! ...podobnie tu: - Rozpatrujesz, jakie stanowisko powinien zająć człowiek przyzwoity, a więc prawdopodobnie wierzysz także w wolną wolę (to przekonanie też nie jest kwestią rozumu). ...dodam tu tylko, ze wolna wola jest jaknajbardziej kwestia rozumu/wartosciowania/wyboru - wkoncu nie jestesmy zwierzetami czy roslina, - Jesteś więc człowiekiem głęboko i żarliwie wierzącym, chociaż nie jest to i nie musi być wiara w Boga. ...to zdanie by wyjasnialo ten brak i niechec do ROZUMU w Twoich wypowiedziach. Odpowiedz Link Zgłoś
miro17 Re: Wiara po śmierci Boga 06.08.05, 01:56 O wszystkim nie mogę... Na początek udowodnij rozumowo jakąkolwiek normę moralna, o której słuszności jesteś przekonany, tylko nie przez odwołanie do innej, równiez nie udowodnionej normy, ani też na sposób "należy... , bo lepiej jest, jeśli...). Kiedy już się zmęczysz tym konstruowaniem perpetuum mobile, sięgnij po wspominaną wcześniej książkę L. Kołakowskiego "Jeśli Boga nie ma...". Mozna się z profesorem nie zgadzać, mnie też się wydaje, że nie we wszystkich sprawach ma rację, ale warto nauczyć sie czegoś od wielkiego agnostyka, laureata pierwszego filozoficznego Nobla. Czego? - zobaczysz, jak przeczytasz. Dla jasnosci - nie rozum mnie razi, ani ateizm czy agnostycyzm (sam czuję się agnostykiem), tylko naiwna wiara, że rozum jest wystarczającym warunkiem podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Odpowiedz Link Zgłoś
kapitalizm Re: Wiara po śmierci Boga 06.08.05, 08:09 miro17 napisał: > O wszystkim nie mogę... > Na początek udowodnij rozumowo jakąkolwiek normę moralna, o której słuszności > jesteś przekonany, tylko nie przez odwołanie do innej, równiez nie udowodnionej > normy, ani też na sposób "należy... , bo lepiej jest, jeśli...). prosze bardzo, na poczatek tylko mala uwaga, moralnosc wymaga mozliwosci dokonanywania wyboru - bez tej wolnosci nie nie mozemy mowic o moralnych normach, a wiec: ....wszystko co wzbogaca, polepsza i umozliwia zycie ludzkie jest MORALNE - jest DOBRE, wszystko co temu zyciu zagraza i go deprecjonuje jest NIEMORALNE - jest ZLE, - Kiedy już się > zmęczysz tym konstruowaniem perpetuum mobile, ...jakos mysleniem (znowu ten rozum!) sie nie mecze.... - sięgnij po wspominaną wcześniej > książkę L. Kołakowskiego "Jeśli Boga nie ma...". Mozna się z profesorem nie > zgadzać, mnie też się wydaje, że nie we wszystkich sprawach ma rację, ale warto > nauczyć sie czegoś od wielkiego agnostyka, laureata pierwszego filozoficznego > Nobla. Czego? - zobaczysz, jak przeczytasz. Dla jasnosci - nie rozum mnie razi, > ani ateizm czy agnostycyzm (sam czuję się agnostykiem), tylko naiwna wiara, że > rozum jest wystarczającym warunkiem podjęcia jakiejkolwiek decyzji. ....tytuly mnie nie podniecaja - wielu jest bardzo inteligentnych glupcow - i co z tego? - (to niekoniecznie o L. Kolakowskim), - Dla jasnosci - nie rozum mnie razi, > ani ateizm czy agnostycyzm (sam czuję się agnostykiem), tylko naiwna wiara, że > rozum jest wystarczającym warunkiem podjęcia jakiejkolwiek decyzji. ...rozum jest nie tylko wystarczajacym warunkiem podejmowania decyzji - ale jest J E D Y N Y M, oczywiscie mowimy o czlowieku racjonalnym - rozsadnym, kierujacym sie ROZUMEM - a nie o bezmyslnym prymitywie reagujacym na "czucia". Odpowiedz Link Zgłoś
miro17 Re: Wiara po śmierci Boga 07.08.05, 01:02 Nie zrozumiałeś polecenia. Chodziło o rozumowe u d o w o d n i e n i e jakiejkolwiek normy moralnej. Jeśli chcesz, zapytaj kogoś, co to znaczy, że zdania normatywne nie wynikaja ze zdań opisowych. Nie gniewaj się, ale nie będę już odpisywał. Serdecznie pozdrawiam. Miro. Odpowiedz Link Zgłoś
kapitalizm Re: Wiara po śmierci Boga 07.08.05, 07:54 ...jak bym byl na twoim miejscu tez bym sie wiecej nie odzywal, i nie zapomnij uzywac rozumu, a "czucia" zostaw mistykom, zawsze, szczegolnie w osadach moralnych! Odpowiedz Link Zgłoś
tentegopolubowny "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu a nie... 04.08.05, 00:45 "A cóż to za Bóg, który jednych wyposażył w tę "łąskę", a innych nie..." -- rzczywiście to pojęcie nie jest dobrze zdefiniowane czy ostre w tym artykule i raczej bazuje na potocznym rozumieniu. Przde wszystkim czy łaska jest dana czy też trzeba sobie ją wypracować? To jest stare zagadnienie teologiczne rozpatrywane przez weilu teologów europejskich. Ale tak na zdrowy rozum łaska to możliwość zaakceptowania istnienia Istoty Najwyższej. Taka możliwość akceptacji jest jednocześnie zanegowaniem indywidualizmu, osobistego egoizmu, który uważa że coś wie i że jest podmiotem sprawczym. Ludziom o silnym egoizmie trudno przychodzi wiara w Istotę Najwyższą, ponieważ ich ego nie chce się poddać "innej" niż własna rzeczywistość jaką znają i którą kontrolują. Dlatego tradycyjnie chrześcijaństwo uchodzi za religię "mauluczkich", czyli ludzi którzy zdając sobie sprawę z niedomogów swojego życia kierowanego przez ego nie mają aż takich problemów jak teologowie i filozofowie w akceptacji istnienia Boga. Jaki jest benefit łaski i wiary (o czym artykół nie mówi)? To może być bezpośredniość obcowania z rzeczywistością poza ludzkim ego. Szersza wizja i możliwość głebszego rozumienia. Czy to jest już Bóg? Możliwe że jeszcze nie ale jest to droga do Niego, bo po usunięci przeszkód jakie tworzy ludzkie ego łatwiej jest o kontakt z Nim. Czyli "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu a nie jego istnienia, bo przede wszystkim człowiek nie udowodnił ani istnienia ani nie istenienia Boga. Czyli towszystko to są szarady intelektualistów, teologów, filozofów, znajomość których jest wymagana na fakultetach europejskich uczelni aby otrzymać dyplom, zaliczyć przedmiot i otrzymać gratulacje po ukończeniu studiów, itd. Akademicki Bóg umarł, bo umarły tradycyjne pojęcia o Nim, ale to nie był ani nie jest Bóg jakiego można poznać w sobie i w swoim osobiastym doświadczeniu. Odpowiedz Link Zgłoś
kapitalizm Re: "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu a ni 04.08.05, 19:19 - Ale tak na zdrowy rozum łaska to możliwość zaakceptowania istnienia Istoty Najwyższej. ...zaakceptowanie czegokolwiek bez dowodu, a nawet bez mozliwosci przeprowadzenia jakiegokolwiek dowodu, nazywa sie wiara - slepa wiara, - Taka możliwość akceptacji jest jednocześnie zanegowaniem indywidualizmu, osobistego egoizmu, który uważa że coś wie i że jest podmiotem sprawczym. ...tak, takie zaakceptowanie jest niezgodne z racjonalnoscia i moralnymi wymogami czlowieka rozumnego, - Ludziom o silnym egoizmie trudno przychodzi wiara w Istotę Najwyższą, ponieważ ich ego nie chce się poddać "innej" niż własna rzeczywistość jaką znają i którą kontrolują. Dlatego tradycyjnie chrześcijaństwo uchodzi za religię "mauluczkich", czyli ludzi którzy zdając sobie sprawę z niedomogów swojego życia kierowanego przez ego nie mają aż takich problemów jak teologowie i filozofowie w akceptacji istnienia Boga. ...tak, tylko ludzie nie stawiajacy trudnych pytan sa obdarzeni "laska", oraz wszelcy mistycy poddajacy sie "innej" rzeczywistosci, - Jaki jest benefit łaski i wiary (o czym artykół nie mówi)? To może być bezpośredniość obcowania z rzeczywistością poza ludzkim ego. Szersza wizja i możliwość głebszego rozumienia. ...rzeczywistosc poza ludzkim poznaniem? rzeczywistosc jest jedna - i cala wiedze jaka czlowiek posiada, i moze posiadac, pochodzi z obserwacji tej jedynej rzeczywistosci, nie ma szerszej czy glebszej wiedzy - poza ROZUMOWA, wiedze sie nie zdobywa czuciem, tylko rozumieniem, rozum jest atrybutem indywidualnej jednostki ludzkiej, wiec jego wiedza pochodzi z jego EGO, a nie z powietrza, czy kolektywnego "czucia" - Czy to jest już Bóg? Możliwe że jeszcze nie ale jest to droga do Niego, bo po usunięci przeszkód jakie tworzy ludzkie ego łatwiej jest o kontakt z Nim. ...bez ego (myslenia) nie ma wiedzy, bez ego bylibysmy robotami, - Czyli "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu a nie jego istnienia, bo przede wszystkim człowiek nie udowodnił ani istnienia ani nie istenienia Boga. ...co za pustoslow, jak mozna probawac udowadniac cos co "istnieje" tylko w wyobrazni, cos co nikt jeszcze nawet nie okreslil i nie zdefiniowal, sprobuj udowodnic, ze Piniti* nie istnieje, *Piniti - cudowna istota tworzaca zjawisko teczy, zawsze gdy widzisz tecze masz posredni dowod istnienia Piniti, nawiasem, czy wierzysz w Piniti - jesli nie - to dlaczego? przeciez nie mozesz mi udowodnic, ze on nie istnieje, LUDZIE - M Y S L C I E !! Odpowiedz Link Zgłoś
tentegopolubowny Re: "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu... 05.08.05, 04:35 kapitalizm napisał: > - Ale tak na zdrowy rozum łaska to możliwość zaakceptowania istnienia Istoty > Najwyższej. > > ...zaakceptowanie czegokolwiek bez dowodu, a nawet bez mozliwosci > przeprowadzenia jakiegokolwiek dowodu, nazywa sie wiara - slepa wiara, Nie, istnieje różnica między ślepą wiarą a wiarą opartą na wewnętrznym doświadczeniu. Jednak subiektywizm tej sytuacji powoduje, że nie można przedstawić obiektywnego dowodu na istnienie Boga. Jednak na wiele rzeczy nie ma 100%go dowodu, np. czy masz gwarancję, że słońce wzejdzie jutro rano? Nie, bo tego nie można zrobić, jest tylko prawdopodobieństwo że tak będzie. > - Taka możliwość akceptacji jest jednocześnie zanegowaniem > indywidualizmu, osobistego egoizmu, który uważa że coś wie i że jest podmiotem > sprawczym. > > ...tak, takie zaakceptowanie jest niezgodne z racjonalnoscia i moralnymi > wymogami czlowieka rozumnego, Chodzi o uniknięcie arogancji jaka cechuje racjonalizm, który uważa że o wszystkim może rozsądać na podstawie tego co już zaobserwował. Ta arogancja to właśnie ślepota, bo nie widać wtedy, że człowiek jest czymś więcej niż zbiorem testowalnych cech zenwętrznych. > - Ludziom o silnym egoizmie trudno przychodzi wiara w Istotę Najwyższą, > ponieważ ich ego nie chce się poddać "innej" niż własna rzeczywistość jaką znaj > ą > i którą kontrolują. > Dlatego tradycyjnie chrześcijaństwo uchodzi za religię > "mauluczkich", czyli ludzi którzy zdając sobie sprawę z niedomogów swojego życi > a > kierowanego przez ego nie mają aż takich problemów jak teologowie i filozofowie > w akceptacji istnienia Boga. > > ...tak, tylko ludzie nie stawiajacy trudnych pytan sa obdarzeni "laska", > > oraz wszelcy mistycy poddajacy sie "innej" rzeczywistosci, Znasz inne czy lepsze słowo? > - Jaki jest benefit łaski i wiary (o czym artykół nie mówi)? To może być > bezpośredniość obcowania z rzeczywistością poza ludzkim ego. Szersza wizja i > możliwość głebszego rozumienia. > > ...rzeczywistosc poza ludzkim poznaniem? > rzeczywistosc jest jedna - i cala wiedze jaka czlowiek posiada, i moze > posiadac, pochodzi z obserwacji tej jedynej rzeczywistosci, > > nie ma szerszej czy glebszej wiedzy - poza ROZUMOWA, > > wiedze sie nie zdobywa czuciem, tylko rozumieniem, Twój sposób rozumowania to redukcjonizm, liczy się u ciebie tylko rozum, natomiast gdyby człowiek w sposób naturalny nie miał potrzeb religijnych to dlaczego ciągle dąży do pogłebienia życia wewnętrznego. Czy chcesz uznać ileś tam billionów ludzi na świecie, że postradali zmysły bo szukają odpowiedzi poza racjonalizmem. > rozum jest atrybutem indywidualnej jednostki ludzkiej, wiec jego wiedza > pochodzi z jego EGO, > a nie z powietrza, czy kolektywnego "czucia" > > - Czy to jest już Bóg? Możliwe że jeszcze nie ale > jest to droga do Niego, bo po usunięci przeszkód jakie tworzy ludzkie ego > łatwiej jest o kontakt z Nim. > > ...bez ego (myslenia) nie ma wiedzy, bez ego bylibysmy robotami, Ego jest ważne, ale nie jedyne jeśli chodzi o całośc tego co jest człowiek. > - Czyli "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu a nie jego istnienia, bo przed > e > wszystkim człowiek nie udowodnił ani istnienia ani nie istenienia Boga. > > ...co za pustoslow, Powiedz lepiej czego nie chwytasz, to może się dowiesz. > jak mozna probawac udowadniac cos co "istnieje" tylko w wyobrazni, cos co nikt > jeszcze nawet nie okreslil i nie zdefiniowal, > > sprobuj udowodnic, ze Piniti* nie istnieje, > > *Piniti - cudowna istota tworzaca zjawisko teczy, zawsze gdy widzisz tecze masz > > posredni dowod istnienia Piniti, > > nawiasem, czy wierzysz w Piniti - jesli nie - to dlaczego? > > przeciez nie mozesz mi udowodnic, ze on nie istnieje, > > LUDZIE - M Y S L C I E !! Jeżeli coś nie istnieje to życie samo ci to udowodni. Ja na to nie mam czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
rozenkranc Re: "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu... 05.08.05, 17:39 > Nie, istnieje różnica między ślepą wiarą a wiarą opartą na wewnętrznym > doświadczeniu. Przepraszam, ale to bzdura i dzielenie włosa na czworo. Wiara (o ile jest autentyczna, a nie tylko deklarowana) jest zawsze wynikiem braku wiedzy i jakiegoś wewnętrznego przekonania. Żadna "typologia" wiary nie ma więc sensu, co najwyżej literacki. > Jednak subiektywizm tej sytuacji powoduje, że nie można > przedstawić obiektywnego dowodu na istnienie Boga. Jednak na wiele rzeczy nie ma > 100%go dowodu, np. czy masz gwarancję, że słońce wzejdzie jutro rano? Nie, bo > tego nie można zrobić, jest tylko prawdopodobieństwo że tak będzie. Oczywiście, "na wiele rzeczy nie ma stuprocentowego dowodu", tylko ... jakie to ma znaczenie w kwestii Boga? Czy przez to prawdopodobieństwo istnienia Boga rośnie? Co zaś się tyczy wschodu słońca, jest to przykłąd nietrafny, gdyż zdarzenia warunkowe w czasie przyszłym nie podlegają takiemu samemu dowodzeniu jak np. istnienie bakterii. Zdarzenia przyszłe są zawsze antycypacją i istnieją tysiące powodów (zmiennych czynników), które mogą wpłynąć na ich przebieg. > Chodzi o uniknięcie arogancji jaka cechuje racjonalizm, który uważa że o > wszystkim może rozsądać na podstawie tego co już zaobserwował. Nieprawda, racjonalizm nie rozsądza wszystkiego, a jedynie kwestie poznane. W sprawach niepoznanych zachowuje wstrzemięźliwość formułując hipotezy i podając ich przesłanki lub zgoła milczy. W kwestii Boga racjonalizm zajmuje stanowisko sceptyczne, gdyż istnieniu Boga przeczy poznanie, zaś hipotezie brak jakiechkolwiek przesłanek - praktycznych i logicznych. > Twój sposób rozumowania to redukcjonizm, liczy się u ciebie tylko rozum, > natomiast gdyby człowiek w sposób naturalny nie miał potrzeb religijnych to > dlaczego ciągle dąży do pogłebienia życia wewnętrznego. Czy chcesz uznać ileś > tam billionów ludzi na świecie, że postradali zmysły bo szukają odpowiedzi poza racjonalizmem. Póki co ludność świata nie jest liczona w bilionach, chyba że po amerykańsku, ale to margines. Naturalne potrzeby religijne owych "bilionów" wynikają z o wiele bardziej prozaicznych przyczyn niż "dążenie do pogłębienia życia wewnątrznego". To lęk przed śmiercią i nadzieja na jakąś formę przetrwania skłaniają ludzi do szukania oparcia we "wszechmocnej istocie wyższej". > > - Czyli "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu a nie jego istnienia, bo > przede wszystkim człowiek nie udowodnił ani istnienia ani nie istenienia Boga. To rzeczywiście pustosłowie. Dowodzenie "nieistnienia" jest zaś sprzeczne z logiką. Dlatego twoje "oświadczenie": > Jeżeli coś nie istnieje to życie samo ci to udowodni. Ja na to nie mam czasu. jest również tylko zabiegiem retorycznym bez żadnej polemicznej wartości. Odpowiedz Link Zgłoś
tentegopolubowny Re: "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu... 06.08.05, 03:08 rozenkranc napisał: > > Nie, istnieje różnica między ślepą wiarą a wiarą opartą na wewnętrznym > > doświadczeniu. > > Przepraszam, ale to bzdura i dzielenie włosa na czworo. Wiara (o ile jest > autentyczna, a nie tylko deklarowana) jest zawsze wynikiem braku wiedzy i > jakiegoś wewnętrznego przekonania. Żadna "typologia" wiary nie ma więc sensu, > co najwyżej literacki. "ale to bzdura" Odpowiedz Link Zgłoś
kapitalizm Re: "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu... 05.08.05, 22:25 - Twój sposób rozumowania to redukcjonizm, liczy się u ciebie tylko rozum, natomiast gdyby człowiek w sposób naturalny nie miał potrzeb religijnych to dlaczego ciągle dąży do pogłebienia życia wewnętrznego. ..to wlasnie dlatego, ze czlowiek ma rozum i jest racjonalna istota, moze on miec i rozwijac potrzebe swego zycia wewnetrznego! tylko zwierzeta nie maja takiej potrzeby, - Ego jest ważne, ale nie jedyne jeśli chodzi o całośc tego co jest człowiek. ...calosc tego co jest czlowiek?? czlowieku, czy Ty wiesz co mowisz? czy Ty tajemniczo znasz jakas wieksza calosc czlowieka poza jego cialem i swiadomoscia? podziel sie z nami ta rewelacja, na marginesie, nie odpowiedziales czy wierzysz w istnienie Pinito? wkoncu tez nie mozesz udowodnic, ze on nie istnieje - wiec powinienes wierzyc w niego? Odpowiedz Link Zgłoś
tentegopolubowny Re: "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu... 06.08.05, 03:19 kapitalizm napisał: > - Twój sposób rozumowania to redukcjonizm, liczy się u ciebie tylko rozum, > natomiast gdyby człowiek w sposób naturalny nie miał potrzeb religijnych to > dlaczego ciągle dąży do pogłebienia życia wewnętrznego. > > ..to wlasnie dlatego, ze czlowiek ma rozum i jest racjonalna istota, moze on > miec i rozwijac potrzebe swego zycia wewnetrznego! Słusznie, dlatego nie ma sprzeczności pomiędzy szukaniem racji a wiarą. Wiara nie odrzuca racji umysłu ale zawiesza funkcję umysłu tam gdzie umysł nie ma dojścia do głebszych obszarów świadomości. W wywiadzie z Hellerem padło podbne określenie. > tylko zwierzeta nie maja takiej potrzeby, > > - Ego jest ważne, ale nie jedyne jeśli chodzi o całośc tego co jest człowiek. > > ...calosc tego co jest czlowiek?? > > czlowieku, czy Ty wiesz co mowisz? > > czy Ty tajemniczo znasz jakas wieksza calosc czlowieka poza jego cialem i > swiadomoscia? > > podziel sie z nami ta rewelacja, Dlatego człowiek szuka poznania nadprzyrodzonego ponieważ jest to w jego człowieczeństwie. To jest jego naturalna potrzeba i powołanie. Natomiast racjonalne zaprzeczenie takiej potrzeby jest domeną egoizmu, który zawsze chce mieć rację. Z poczucia racji jest poczucie "siły". Ego się w tym lubuje. A jak ego się już uwielbiło to samouwielbiający racjonalista może wyjść na ulicę i się przedstawić światu ze swoją wiedzą. > na marginesie, nie odpowiedziales czy wierzysz w istnienie Pinito? > > wkoncu tez nie mozesz udowodnic, ze on nie istnieje - wiec powinienes wierzyc w > > niego? Nie podpisywaliśmy kontraktu na udowodnienie, że istnieje czy że nie istnieje Pinito. Ale jak przedstawisz odpowiednią cenę to się mogę zastanowić (płatne najpelpiej w dolarach usa, ale euro też może być z braku laku). Odpowiedz Link Zgłoś
kapitalizm Re: "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu... 06.08.05, 07:37 - Słusznie, dlatego nie ma sprzeczności pomiędzy szukaniem racji a wiarą. ...my tu nie mowimy o szukaniu racji, tylko sposobie poznawania, o tym jakimi srodkami zdobywamy wiedze, wiedza pochodzi z obserwacji i integracji (rozum) danych dostarczonych przez nasze 5 zmyslow, czy wynalazles juz ten 6-ty zmysl poznania? - Wiara nie odrzuca racji umysłu ale zawiesza funkcję umysłu tam gdzie umysł nie ma dojścia do głebszych obszarów świadomości. ...a to co za gniot? glebszych obszarow swiadomosci gdzie umysl nie ma dostepu? czy Ty czytasz co piszesz? SWIADOMOSC - to - UMYSL ! SWIADOMOSC - to - EGO ! - Dlatego człowiek szuka poznania nadprzyrodzonego ponieważ jest to w jego człowieczeństwie. ...?.... moze wogole czlowieczenstwo to nadprzyrodzonosc?????? - To jest jego naturalna potrzeba i powołanie. ...mow za siebie, - Natomiast racjonalne zaprzeczenie takiej potrzeby jest domeną egoizmu, który zawsze chce mieć rację. ...alez Ty wszystko placzesz, egoizm nie ma nic wspolnego z checia posiadania racji, egoista to (encykl. def.) - "czlowiek przedkladajacy interst wlasny nad cudzy" - nic wiecej, - Z poczucia racji jest poczucie "siły". ...tak, prawda jest potega, - Ego się w tym lubuje. ...ego, czyli swiadomosc, powinna sie w tym "lubowac" - poszukiwanie i dochodzenie do prawdy powinno byc celem kazdego z nas, - A jak ego się już uwielbiło to samouwielbiający racjonalista może wyjść na ulicę i się przedstawić światu ze swoją wiedzą. ...co za bzdury... czlowiek racjonalny czyli rozsadny (egoista) nie wpada w samouwielbienie na skutek poznania prawdy, pomylilo ci sie pojecie egoisty z egotysta, widze, ze nie tobie jednemu - wiecej jest tu na forum takich pomieszan. - Nie podpisywaliśmy kontraktu na udowodnienie, że istnieje czy że nie istnieje Pinito. Ale jak przedstawisz odpowiednią cenę to się mogę zastanowić (płatne najpelpiej w dolarach usa, ale euro też może być z braku laku ... to ty pisales, ze niemozliwosc nie/udowodnienia istnienia czegos (Boga), nie oznacza, ze ow nie/istnieje, pytam wiec czy wierzysz w Pinito? rowniez nie mozna go nie/udowodnic, logika, mosci Panie, logika sie klania. Odpowiedz Link Zgłoś
tentegopolubowny Re: "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu... 07.08.05, 01:21 kapitalizm napisał: > - Słusznie, dlatego nie ma sprzeczności pomiędzy szukaniem racji a wiarą. > > ...my tu nie mowimy o szukaniu racji, tylko sposobie poznawania, o tym jakimi > srodkami zdobywamy wiedze, "szukanie racji" jest też poznaniem. Kiedy uważasz, że masz racje to to jest twoja "prawda", chociaż racja i prawda nie zawsze się pokrywa. Np. uważasz, że masz rację na temat racjoalistycznego podejścia do wiary ale nie rozumiesz co to wiara, bo ci brakuej na ten temat doświadczenia. Więc tylko stać cię na wyśmianie zagadnienia. Przylepiłeś się do posiadania racji ale utraciłęś prawdę. > wiedza pochodzi z obserwacji i integracji (rozum) danych dostarczonych przez > nasze 5 zmyslow, > > czy wynalazles juz ten 6-ty zmysl poznania? > > - Wiara > nie odrzuca racji umysłu ale zawiesza funkcję umysłu tam gdzie umysł nie ma > dojścia do głebszych obszarów świadomości. > > ...a to co za gniot? Jak nie rozumiesz to chociaż to wyznaj. > glebszych obszarow swiadomosci gdzie umysl nie ma dostepu? > > czy Ty czytasz co piszesz? > > SWIADOMOSC - to - UMYSL ! > > SWIADOMOSC - to - EGO ! Twoja świadomość to redukcjonizm i duża doza arogancji, której nawet nie zauważasz, bo gdybyś zauważał to chciałbyś się czegoś dowiedzieć a tak to sterczysz w tym samym poletku rzekomej "wiedzy". > - Dlatego człowiek szuka poznania nadprzyrodzonego ponieważ jest to w jego > człowieczeństwie. > > ...?.... > > moze wogole czlowieczenstwo to nadprzyrodzonosc?????? Dlaczego nie? > - To jest jego naturalna potrzeba i powołanie. > > ...mow za siebie, Nie mówię za ciebie. > - Natomiast > racjonalne zaprzeczenie takiej potrzeby jest domeną egoizmu, który zawsze chce > mieć rację. > > ...alez Ty wszystko placzesz, > > egoizm nie ma nic wspolnego z checia posiadania racji, Bo tego nie rozumiesz. > egoista to (encykl. def.) - "czlowiek przedkladajacy interst wlasny nad cudzy" > - > nic wiecej, Twój interes w tym wypadku jest powodowany chęcią posiadania racji. Czyli twój interes własny jest uber alles = ego. > - Z poczucia racji jest poczucie "siły". > > ...tak, prawda jest potega, > > - Ego się w tym lubuje. > > ...ego, czyli swiadomosc, powinna sie w tym "lubowac" - poszukiwanie i > dochodzenie do prawdy powinno byc celem kazdego z nas, > > - A jak > ego się już uwielbiło to samouwielbiający racjonalista może wyjść na ulicę i si > ę > przedstawić światu ze swoją wiedzą. > > ...co za bzdury... Znowu nie rozumiesz. Ale to jest w twojej strony sposob samoobrony, bo gdybyś tego nie uznał za "bzdurę" to byś mógł się zastanowić nad znaczeniem, ale to byłoby niebezpieczne bo mógłbyś uznać rację "przeciwnika", czyli niejako poddać się. Ego interpretując tą dysusję jako zmaganie nie chce się poddać a więc wydaje ci się, że taktycznie lepiej czyjąś rację określić "bzdurą". > czlowiek racjonalny czyli rozsadny (egoista) nie wpada w samouwielbienie na > skutek poznania prawdy, > > pomylilo ci sie pojecie egoisty z egotysta, Nie to tobie się pomyliło, że masz rację. I egoistga i egotysta mają tą samą bazę znaczeniową. > widze, ze nie tobie jednemu - wiecej jest tu na forum takich pomieszan. > > - Nie podpisywaliśmy kontraktu na udowodnienie, że istnieje czy że nie istnieje > Pinito. Ale jak przedstawisz odpowiednią cenę to się mogę zastanowić (płatne > najpelpiej w dolarach usa, ale euro też może być z braku laku > > ... to ty pisales, ze niemozliwosc nie/udowodnienia istnienia czegos (Boga), > nie oznacza, ze ow nie/istnieje, > > pytam wiec czy wierzysz w Pinito? > > rowniez nie mozna go nie/udowodnic, > > logika, mosci Panie, logika sie klania. Pisałem o "nie/udowodnienia istnienia czegos (Boga), nie oznacza, ze ow nie/istnieje" a nie o Pinito. Twoje żądanie udowodninia Pinito jest chwytem retorycznym. Sam sobie to udowadniaj. To nie jest mój problem. To tyle, kończę na tym dyskusję, zdrowia życzę... Odpowiedz Link Zgłoś
kapitalizm Re: "śmierć Boga" odnosi się do pojęć o Bogu... 07.08.05, 08:13 tentegopolubowny napisał: Kiedy uważasz, że masz racje to to jest > twoja "prawda", chociaż racja i prawda nie zawsze się pokrywa. Np. uważasz, że > masz rację na temat racjoalistycznego podejścia do wiary ale nie rozumiesz co t > o > wiara, bo ci brakuej na ten temat doświadczenia. ....jakiego doswiadczenia, cudu? a moze nocnego objawienia? - Więc tylko stać cię na > wyśmianie zagadnienia. ...sorry, ale to Ty mowisz smiesznym jezykiem mistykow, nie ja, - Przylepiłeś się do posiadania racji ale utraciłęś prawdę ...racja to prawda - inaczej nazywamy to nie racja lub falszem, czy Ty masz jakies problemy z rozroznieniem + od - ? - > > wiedza pochodzi z obserwacji i integracji (rozum) danych dostarczonych pr > zez > > nasze 5 zmyslow, > > > > czy wynalazles juz ten 6-ty zmysl poznania? ....to co, znalazles czy nie? > > > > - Wiara > > nie odrzuca racji umysłu ale zawiesza funkcję umysłu tam gdzie umysł nie > ma > > dojścia do głebszych obszarów świadomości. > > > > > > glebszych obszarow swiadomosci gdzie umysl nie ma dostepu? > > > > czy Ty czytasz co piszesz? > > > > SWIADOMOSC - to - UMYSL ! > > > > SWIADOMOSC - to - EGO ! > > Twoja świadomość to redukcjonizm i duża doza arogancji, której nawet nie > zauważasz, bo gdybyś zauważał to chciałbyś się czegoś dowiedzieć a tak to > sterczysz w tym samym poletku rzekomej "wiedzy". ...czy nie stac cie na slownik wyrazow obcych? mozesz tam poczytac co to jest EGO, SWIADOMOSC, EGOIZM, itp. > > > - Dlatego człowiek szuka poznania nadprzyrodzonego ponieważ jest to w jeg > o > > człowieczeństwie. > > > > ...?.... > > > > moze wogole czlowieczenstwo to nadprzyrodzonosc?????? > > Dlaczego nie? ...slowo "nadprzyrodzonosc" rowniez znajdziesz w tym slowniku, > > > - Natomiast > > racjonalne zaprzeczenie takiej potrzeby jest domeną egoizmu, który zawsze > chce > > mieć rację. > > > > ...alez Ty wszystko placzesz, > > > > egoizm nie ma nic wspolnego z checia posiadania racji, > > Bo tego nie rozumiesz. ....a moze jakis argument? > > > egoista to (encykl. def.) - "czlowiek przedkladajacy interst wlasny nad c > udzy" > > - > > nic wiecej, > > Twój interes w tym wypadku jest powodowany chęcią posiadania racji. Czyli twój > interes własny jest uber alles = ego. ...tak jak i kazdego zdrowego czlowieka, czy chcesz powiedziec, ze twoj interes nie jest dla ciebie najwazniejszy?? > > Pisałem o "nie/udowodnienia istnienia czegos (Boga), nie oznacza, ze ow > nie/istnieje" a nie o Pinito. Twoje żądanie udowodninia Pinito jest chwytem > retorycznym. Sam sobie to udowadniaj. To nie jest mój problem. ...jak to nie? przeciez pisalem, ze Pinito to Bog, jak mozesz nie wierzyc w tego Boga - przeciez nie mozna udowodnic, ze on nie istnieje? mam nadzieje, ze teraz juz jasniej ci to wytlumaczylem, ale jak nie to daj znac - rozwine, i nie gniewaj - temat nie jest taki latwy jak sie na pierwszy rzut oka wydaje, masz u mnie cierpliwego racjonaliste! Odpowiedz Link Zgłoś
miro17 Re: Wiara po śmierci Boga 08.08.05, 02:31 (ciąg dalszy komentarza do wypowiedzi Artistikera, już nikt tego pewnie nie czyta, ale słowo sie rzekło). Jeśli dobrze zrozumiałem zagmatwane wywody K.L. Konińskiego, zawarte w jego książkach "Nox atra" i "Ex Labiryntho", to w wielkim uproszczeniu: jest świat i Bóg, który jest czynnikiem dobra, tanscendentną istotą, "pragnącą" wzrostu dobra w tym świecie. Rozumiem, że taki Bóg nie byłby wszechmocny, prawdopodobnie nie jest też stworzycielem świata. Poglądy Konińskiego wpisują się w pewien nurt, który istniał od bardzo dawna w łonie chrześcijaństwa, oraz w innych religiach świata. Pokrewne temu wydają mi sie, w ogólnym zarysie, poglądy Mariona. Nie jestem chrześcijaninem, ale bardzo podoba mi sie taka modyfikacja chrześcijaństwa. Doprecyzowania wymaga Twoje sformułowanie nt. "sensu śwaita ukrytego przed naszym rozumem". Wbrew sceptykom mam nadzieję, że świat jest sensowny, ale na zupełnie innej, bardziej podstawowoej płaszczyźnie. Piszesz gdzie indziej: "Długo mógłbym wymieniać rutynowe zdarzenia, od opisu których włosy dęba stają, a na które przyzwoity człowiek żadną miarą godzić sie nie może". Jeśli to zdanie nie ma być tautologią, to oznacza normę - nakaz moralny: "nie wolno - nie należy godzić sie na takie okropności". Taka norma ma to do siebie, że wynika z subiektywnego przekonania o jej obiektywnej obowiazywalności. Trochę to zagmatwane sformułowanie, ale jestem pewien, że Ty je zrozumiesz. Żadna norma nie może być wywiedziona ze zdań opisowych, a tylko takie zdania stanowią domenę naukowej wiedzy. To szkolna wiedza z propedeutyki filozofii. W istocie, z tego, co jest, nie może wynikać to, co być powinno. Na przykład ze zdania "Wieża Babel miała ileś tam łokci wysokości" nie można wywnioskować, że "Nie należy budować tak dużych obiektów". Normę można rozumowo uzasadnić tylko inną, ogólniejszą normą i tak dalej, ad infinitum. Kończy się zawsze arbitralnie, bez dowodu przyjętą normą uznaną przez nas za ostateczną. Jeżeli słuszności zdania, że coś "powinno się, trzeba, należy" nie można wywnioskować z "naukowych" stwierdzeń, to są dwie mozliwości: - albo słowa "nie powinno się godzić na takie okropności" są rzeczywiście obiektywnie słuszne i naprawdę istnieje świat obiektywnych, w pewnym sensie absolutnych w a r t o ś c i, dobra i zła (chociaz zawsze możemy mylić sie co do oceny tych wartoci tak samo, jak formułujemy niekiedy mylne sądy naukowe). - albo obiektywność ta jest złudzeniem, zło i dobro obiektywnie nie istnieją, a słowa "powinienem", "trzeba" znaczą tyle, co subiektywne emocje, kaprysy czy "czucia", jak to określił jeden z dyskutantów. I to jest dopiero najbardziej pesymistyczna hipoteza. Dopiero wtedy świat byłby rzeczywiscie bez sensu. Nie dysponujac żadnymi dowodami, bo nie sa one możliwe, mam nadzieję (a inni, jak Ty albo Koniński mogą mieć silną, niekoniecznie religijną wiarę), że tak nie jest, że świat jest w tym najbardziej podstawowym znaczeniu sensowny, co sensownymi czyni wszelkie działania (choćby najbardziej buntownicze) mające na celu chociaż małą zmianę rządzących nim okropnych reguł, a przynajmniej niektórych ich skutków. Coś jest zawsze nieskończenie większe, niż nic. Pomimo tych i innych drobniejszych zastrzeżeń bardzo się cieszę, że przczytałem Twój tekst, Artistikerze. Miro. Odpowiedz Link Zgłoś
aaneta Re: Wiara po śmierci Boga 10.08.05, 13:37 A właśnie że czyta, i to z rozkoszą, tyle że dorywczo, bo w pracy, i chwilowo na własny komentarz nie ma czasu, ale może kiedyś... Pozdrawiam Aneta Odpowiedz Link Zgłoś
markmig Re: Wiara po śmierci Boga 18.08.05, 17:04 Największymi wrogami ateizmu i wszelkich religii są dzisiejssi filozofowie... Ich kretyńskie teorie mogą wywołać wymioty u każdego... Odpowiedz Link Zgłoś