Dodaj do ulubionych

To my, nowi młodzi, witajcie

29.01.06, 22:12
Hm, najpierw poczułam dreszcz na plecach, pozniej odetchnelam z ulga...
autor pisze:
Rozebrane na czynniki pierwsze wyobrażenia yeppies o szczęściu okazują się
więc w końcu identyczne jak ich rodziców. Chcą żyć tak samo, tyle że niczego
nie zostawią przypadkowi, a cała otaczająca ich rzeczywistość ma być od
początku do końca uszyta przez nich samych na miarę. W garniturze swojego
życia muszą czuć się perfekcyjnie, rękawy nie mogą być ani o milimetr za
długie, koszula musi idealnie pasować do krawata, a faktura materiału - do
paska i butów. Yeppies postępują w życiu jak w centrum handlowym i nie
zawahają się zwrócić do sklepu któregokolwiek z elementów swej życiowej
garderoby, jeśli niewystarczająco dobrze spełni ich wymagania.
... czy nie znaczy to wiec, ze yeppi to po prostu kolejny blyskotliwy (?)
pomysl socjologow, by przyciagnac uwage szerszej publicznosci do ich wywodow?
Mozna sie oczywiscie spierac, czy owo poszukiwanie doskonalosci wynika z
dazenia do profesjonalizmu i checi uczynienia sobie zycia podleglym, czy jest
po prostu manifestacja niedojrzalosci emocjonalnej i spolecznej.
Na szczescie, zycie jest bogatsze niz wskazuja na to raporty i nie daje sie
tak prosto sklasyfikowac - inaczej jako tzw. osoba w srednim wieku - ktora juz
zadne badania sie wlasciwie nie interesuja - powinnam popasc chociazby w
przygnebienbie,
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • bogdantadus Masz racje. To pusta szufladka. 29.01.06, 22:52
      irca napisała:

      > Hm, najpierw poczułam dreszcz na plecach, pozniej odetchnelam z ulga...
      > autor pisze:
      > Rozebrane na czynniki pierwsze wyobrażenia yeppies o szczęściu okazują się
      > więc w końcu identyczne jak ich rodziców. Chcą żyć tak samo, tyle że niczego
      > nie zostawią przypadkowi, a cała otaczająca ich rzeczywistość ma być od
      > początku do końca uszyta przez nich samych na miarę.

      Cos jak postmodernizm: wszystko mozna sobie wyjac z jednej szufladki, do innej
      przelozyc i tez pasuje! Wszystko z nadzieja, ze jakis zasobny koncern to
      lyknie, wynajmie designerow, a ci uszyja przesliczne "nowe" uniformy. Dla
      jednych kasa, dla drugich slawa prorokow... i tez kasa.
      • bankbank a ja wiem!! :)) proste jak drut 30.01.06, 00:10
        po prostu ludzie są różni!
        Ani badania Pani Klein ani Pani Fox,
        nie mozna rozciągnać na wybory i postawy wszyskich,
        nie można też powiedzieć ze teoria jednej wyklucza teorie
        drugiej, no tak ale wtedy to może nie byłoby sensacji..
    • maruda.r Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 00:08
      irca napisała:

      Mozna sie oczywiscie spierac, czy owo poszukiwanie doskonalosci wynika z
      dazenia do profesjonalizmu i checi uczynienia sobie zycia podleglym, czy jest
      po prostu manifestacja niedojrzalosci emocjonalnej i spolecznej.

      *****************************

      Można też się spierać, czy sama próba zakreślenia i zdefiniowania nie jest
      przypadkiem zużycia się innych modeli kariery w tym sensie, że pisanie o nich
      stalo się już nudne i nie przynosi domorosłymm socjologom stosownych profitów.

      W micie pucybita, yuppie i yeppie nie dostrzegam niczego nadzwyczajnego,
      związanego z teraźniejszością. Opisane postawy istnieją od zawsze.

      • sirus_curse Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 06:09
        Hi!
        Jest bardzo prawdopodobne, ze takie typy istnialy, byc moze od starozytnosci
        poprzez sreniowiecze po dzien dzisiejszy. Jednak analiza jakosciowa jest
        zadaniem psychologii spolecznej (dzialu psychologii) czy tez mikrosocjolgii
        (dziedziny wprawdzie z obszaru socjologii, ale nie najistotniejszej). Socjologia
        mierzy zjawiska spoleczne ilosciowo i kresli aktualne trendy. Trend to nie tylko
        ilosc osob zyjacych w przypisany sposob, ale takze osob orientujace sie w jakims
        kierunku. W latach 70-tych nie kazdy uprawial zbiorowy sex grajac rewolucyjne
        piesni na gitarze i palac jointa, ale taki nam pozostal obraz tamtego okresu.
        Podobnie przyszli socjolodzy (a za nimi badacze z innych dziedzin zajmujacych
        sie badaniem stosukow spolecznych) narysuja z naszych dziesiecioleci jakis
        obraz, w ktorym trendy beda wyraznie rozdzielone. Co w zaden sposob nie odbiera
        nikomu indywidualnego prawa, by zyl sobie w demokracji tak, jak mu to
        najbardziej odpowiada, olewajac wszelkie trendy. W koncu po to jest demokracja.
        • bogdantadus Toz to czysta scholastyka, albo nadmiar... 30.01.06, 07:39
          ...zaufania do naukawego belkotu, zeby leczenie sylwestrowego kaca na plazy w
          Sydney (patrz: fotka) porownywac z antymieszczanskim buntem pokolenia
          wzrastajacego w warunkach "gospodarczych cudow", a mimo to rozsadzajacym prawie
          wszystkie ramy i na tyle masowym. ze zdolnym (jak we Francji) do zmiany systemu
          politycznego.

          sirus_curse napisał:

          > kierunku. W latach 70-tych nie kazdy uprawial zbiorowy sex grajac rewolucyjne
          > piesni na gitarze i palac jointa, ale taki nam pozostal obraz tamtego okresu.
          > Podobnie przyszli socjolodzy (a za nimi badacze z innych dziedzin zajmujacych
          > sie badaniem stosukow spolecznych) narysuja z naszych dziesiecioleci jakis
          > obraz, w ktorym trendy beda wyraznie rozdzielone.

          Ogolnie racja. W tym jednak konkretnym przypadku jest to typowe rozdzielanie
          wlosa na czworo.

          • sirus_curse No dobra 31.01.06, 06:34
            Ale temat wyrasta ponad powszechnosc i terazniejszosc...
            Zasadniczo moj post odnosil sie do stosowanych metod. Musze stwierdzic, ze
            bardzo lubie posty Marudy i to byla tylko przyjacielska uwaga, by za bardzo nie
            skupial sie na tym "co", ale tez zwrocil uwage na "ile".
            We wszystkich naukach spolecznych, a do tych zalicza sie takze ekonomia, trudno
            znalezc we wspolczesnosci wyrazne linie podzialu miedzy poszczegolnymi trendami.
            Znajduja je potem historycy. A i tak dzisiejsi historycy moga przedstawic okres
            po 1968 jako uzasadniony bunt mlodziezy przeciwko wojnie w Wietnamie,
            krzepnieciu establishmentu (wraz z eliminowaniem mozliwosci slabszych klas do
            awansu w spoleczenstwie) czy tez przeciw ogolnie pojetej obyczajowej bigoteri.
            Historycy z drugiej strony odczytuja ten okres jako dowod na niezwykla odpornosc
            spoleczenstwa obywatelskiego w starciu z rozroslym elementem chuliganskim.
            Zmiana prycypiow politycznych we Francji byla zreszta konieczna. Gaulizm
            opierajacy sie na oporze przeciw nazizmowi (w duzej czesci byl ten opor zreszta
            zidealizowany) i przestawal miec zwiazek z rzeczywistoscia.
            Analogicznie dzisiejsi europejscy (nie mylic z amerykanskimi) yuppies wyrastaja
            z Thatcheryzmu, ktory ma korzenie w wydobywaniu sie z glebokiego brytyjskiego
            kryzysu lat 70-tych. A ten dla mlodych pokolen jest juz historia i dlatego
            wydaje sie byc dosyc niezrozumialy.
            Prawdopodobnie jednak nasza dekada bedzie w przyszlosci przez jednych
            przedstawiana jako okres swietnosci anty(alter)globalistow i ich zacietych walk
            w obronie pokrzywdzonych, a przez innych jako ostateczny tryumf dobrze
            zarabiajacych.
            • sirus_curse Uzupelnienie 31.01.06, 06:50
              do ostatniego akapitu.
              Pozwolilem sobie na to sformulowanie opierajac sie na uniwersalnej zasadzie,
              zgodnie z ktora gorsze wypiera lepsze (jesli mu na to pozwolic).
    • unrealtournament Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 06:44
      Dlaczego w artykułach Gazety nigdy nie podają linków do źródeł??? Więc zapodaję:
      www.sirc.org/publik/Yeppies.pdf
      • luckybudda Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 08:18
        halo,
        jakbym czytal o sobie, myslalem ze jest cos ze mna nie tak, bo wiekszosc moich rowiesnikow w polsce
        zajetych jest glownie kariera i zakladaniem rodziny, tymczasem ja jako 25-latek w ogole o tym mysle,
        chce sie cieszyc zyciem, sprobowac jak najwiecej nowych rzeczy zwiedzic jak najkwiecej nowych miejsc,
        itd itd,
    • ar.co Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 10:10
      A może po prostu autorzy nowej teorii jak zwykle za bardzo skupili się na
      deklaracjach tych "nowych młodych", a za mało na rzeczywistości? Nie potrafią
      na czas skończyć studiów - więc wymyślają sobie samousprawiedliwienia
      o "szukaniu doskonałości"; nie potrafią zbudować trwałych i odpowiedzialnych
      związków - więc szukają "idealnego partnera"; nie potrafią znaleźć
      interesującej i dobrze płatnej pracy - więc pracują "poniżej swoich możliwości"
      i za marne pieniądze; nie stać ich na wynajęcie samodzielnego mieszkania - więc
      mieszkają u rodziców. A ogólnie - grupa niedokształconych, niesamodzielnych,
      uwiązanych spódnic mamuś nieudaczników pracujących na najniższych i najgorzej
      płatnych stanowiskach i dorabiający sobie do tego ideologię - a w
      rzeczywistości marzący wyłącznie o ciepłej posadce, nudnej żonie/mężu i
      ciepełku mieszczańskiego mieszkanka. Żałosne.
      • przemyslslaw Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 10:19
        Ar.co.. pieeekna teoria ;)
        Pozostale tez sa zreszta urocze.

        Artykul zaskoczyl mnie tym, ze gdzies tam sa ludzie podobni do mnie. W duzej
        mierze identyfikuje sie z yeppis.
        • bogdantadus Wszystko juz bylo x-razy. 30.01.06, 10:50
          przemyslslaw napisał:

          > Artykul zaskoczyl mnie tym, ze gdzies tam sa ludzie podobni do mnie. W duzej
          > mierze identyfikuje sie z yeppis.

          Skonczy sie Mundial i trzeba bedzie sprzedawac jakies inne gadzety. Jestes
          potencjalnym klientem tych fabrykantow "image". Jezeli Ci to naprawde
          potrzebne: na zdrowie!
      • santorina Re: To my, nowi młodzi 30.01.06, 11:37
        ar.co napisała:

        > A może po prostu autorzy nowej teorii jak zwykle za bardzo skupili się na
        > deklaracjach tych "nowych młodych", a za mało na rzeczywistości?

        Ar.co - a skąd Ty wiesz jaka jest rzeczywistość?? W jaki sposób tak szybko
        odróżniasz obiektywną rzeczywistość od ułudy??? Obawiam się, że
        >rzeczywistością< mylnie nazywasz Twoją prywatną, subiektywną opinię...
        Moim zdaniem - prawdziwa rzeczywistość bywa skomplikowana i żeby poznać prawdę
        o niej warto czasem wysłuchać nawet >deklaracji tych nowych młodych<, jak to
        dość pogardliwie napisałaś.
      • reanimator Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 15:48
        Skąd u Ciebie to zgorzknienie? Żałosne jest to, że tacy jak Ty - którzy nie
        mieli odwagi wyłamać się z konwencji "szkoła -> rodzina + kariera", rozczarowani
        życiem, patrzą z zazdrością na niezależność ludzi o otwartych umysłach.
        • reanimator Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 15:50
          reanimator napisał:

          > Skąd u Ciebie to zgorzknienie? Żałosne jest to, że tacy jak Ty - którzy nie
          > mieli odwagi wyłamać się z konwencji "szkoła -> rodzina + kariera", rozczar
          > owani
          > życiem, patrzą z zazdrością na niezależność ludzi o otwartych umysłach.

          (komentarz do wypowiedzi ar.co)
        • ar.co Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 16:42
          I tu się akurat mylisz - ani nie jestem rozczarowany, ani zgorzkniały, a z
          konwencją "szkoła-rodzina-kariera" nie mam akurat nic wspólnego; tyle tylko, że
          od wczesnego dzieciństwa wiedziałem, co chcę w życiu robić, i jak dotąd - z
          dużym powodzeniem to realizuję; potrafiłem w porę skończyć studia (te o których
          marzyłem i na tym uniwersytecie, na którym chciałem), zrobić w ciągu paru lat
          doktorat, pracuję naukowo, piszę książki (może niespecjalnie dochodowe, ale nie
          o to chodzi) i habilitację, robię to, co lubię, jestem człowiekiem wolnym -
          choćby dzięki temu, że w każdej chwili mogę wyjechać na obóz naukowy, nie
          oglądając się na koszty czy związki rodzinne. Jeżeli natomiast "otwarty umysł"
          ma polegać na marnowaniu kolejnych lat nie tak znowu długiego życia na kolejne
          nieudane próby, jak również pozostawanie na garnuszku rodziców - to ja naprawdę
          dziękuję za taką otwartość. Co jest niezależnego w nieumiejętności podjęcia
          decyzji lub godzeniu się na pracę poniżej własnych możliwości? To jest
          minimalizm okraszony piękną teorią.
      • kaazam Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 23:34
        to teraz pojechales po calosci kolego czy jak wolisz panie doktorze..
        niedouczeni nieudacznicy, szukajacy usprawiedliwienia dla swojej
        niesamodzielnosci ...prrr!!!!
        A ja ci mowie ze ludzi wyksztalconych, poszukujacych swego miejsca i
        wstrzymujacych sie z najwazniejszymi zyciowymi decyzjami jest calkiem sporo. Na
        najlepszych kierunkach wsrod osob z wysokimi srednimi, wyjezdzajacych latem do
        pracy (calkiem zaradnych) jest cale mnostwo. Fajnie jest przeczytac ze taka
        sytuacja jest charakterystyczna nie tylko dla mojego najblizszego otoczenia ale
        jest zjawiskiem globalnym. Analizowanie przyczyn takiej sytuacji to juz zupelnie
        inna sprawa. Ty pracujesz naukowo, realizujesz sie na swoj sposob...nawet nei
        wiesz jak ci zazdroszcze ze wiedziales co chcesz robic od poczatku.
        Ja mimo tego ze jestem jzu na 5 roku wciaz nei wiem co chce robic po zakonczeniu
        studiow. Nie postrzagam sie rowniez jako nieudacznika ale bardzo boje sie
        wpieprzyc w jakies gowno z ktorego nie bede mogl sie wygrzebac. Wcale nie marze
        o nudnej, dobrze platnej robocie i wiernej nudnej zonie. Ufam ze za rok po
        planowanych wojazach po swiecie znajde prace ale w tym momencie naprawde nie
        wiem co mogloby to byc.
        W kazdym badz razie poki co stoje z boku i obserwuje kolegow ktorzy przedwczoraj
        zaczeli wyscig szczorow.
        Pozdrawiam niezdecydowanych a zdecydowanych prosze o zrozumienie!
    • waclaw_grzyb Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 19:39
      ty autor co miałeś z polskiego? pewnie szóstke. to fajnie ale k..wa pisz dla
      ludzi a nie zeby sie pochwalic przed mamusią że jestes w gazecie! ktoś wie o co
      chodzi w tym artykule?
      • obywatelpiszczyk Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 20:01
        O co chodzi?
        Bardzo proste. Rosnie coraz liczniejsze pokolenie ludzi ktorym rodzice wmawiali
        cos w stylu "ucz sie a bedziesz KIMS i bedziesz mial w zyciu DOBRZE".

        A ze szkola nie nauczyla jeszcze nikogo niczego pozytecznego, teraz maja
        problem ze zrozumieniem dlaczego nikt ich nie docenia. Przeciez sa tacy
        wspaniali, niecodzienni, elokwentni i sprawiajacy dobre wrazenie.

        Wiem to bardzo dobrze, poniewaz sam mialem taki problem i dopiero niedawno
        zrozumialem, ze zycie wcale nie bylo, nie jest i nigdy nie bedzie LATWE.
        Nigdy.

        Zeby cokolwiek osiagnac, w jakiejkolwiek dziedzinie, trzeba dawac z siebie
        WSZYSTKO, robic to co sie robi z pasja i zaangazowaniem. To nie jest latwe. To
        jest cholernie i niesamowicie trudne na dluzsza mete.

        Takie zaangazowanie i podejscie do pracy wynosi sie z domu (jak ktos ma
        szczescie), jak nie, uczy sie tego na wlasnej potluczonej i obolalej dupie.
        • obywatelpiszczyk Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 20:04
          A jesli sie w dodatku ma rodzine, to jedynym ratunkiem, jest jechanie non-stop
          na maxa. I dawanie z siebie wszystkiego takze jesli chodzi o rodzine. A nawet
          wiecej.
          • maria-anna Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 20:28
            "Miej marzenia i działaj"; żyj tak,abyś nie miał kiedyś poczucia,że życie
            przeszło obok.Jesli masz ochotę na podróże,to podróżuj,dokąd oczy poniosą,ale
            jeśli wolisz stabilizację-to tez-Twój wybór.
    • sweetnighter Re: To my, nowi młodzi, witajcie 30.01.06, 23:36
      artykul jest dość niedorzeczny, zwlaszcza jesli chodzi o autorska interpretacje
      wynikow owego badania, i polemike z "no logo". szum wokol "yeppies" to w duzej
      mierze marketingowa i ideologiczna hucpa.

      znamienne jest tutaj nastepujace zdanie: "fox szuka przyczyn zachowań yeppies w
      ich wnętrzu, a Klein - na zewnątrz." no wlasnie - to jest przeciez podstawowa
      roznica miedzy podejsciem psychologistycznym a socjologicznym. to naomi klein,
      a nie "znana socjolozka" p. fox reprezentuje tu z poznawczego puktu widzenia
      znacznie dojrzalsza postawe.

      przeciez formy swiadomosci i zachowan obserwowane wsrod "yeppies" dadza sie
      łatwo wytłumaczyć wlasnie jako odbicie szerszych zjawisk spolecznych, o ktorych
      pisze naomi klein (i nie tylko oczywiscie ona) jak np. bezrobocie, niepewne
      warunki pracy, upowszechnianie sie pracy czasowej, mcjobs, itp.

      czy rzeczywiscie "wiekszosc mlodych" takie nieustatkowane zycie - kalejdoskop
      podle platnych prac "zastepczych" - sobie dobrowolnie "wybiera"????

      nie. cała ta ideologia "przygody" ma po prostu legitymizowac stan rzeczy, w
      ktorym dla wielu ludzi lepszej oferty nie ma i nie bedzie. to jest prosta
      racjonalizacja: po co mi stabilna praca (na ktora i tak nie mam szans) - ja
      wole "przygode"!
      • canx Jak to jest po 24 latach zycia?ano, tak: 30.01.06, 23:55
        to sobie uswiadom, droga kolezanko, czy kolego, ze istneiją wokol ciebie tacy
        ludzie, dla ktorych nie jest najwazniejsze, zeby nabijac sobie kieszenie
        pieniedzmi zarobionymi w trudzie i w boju jako przedstawiciele handlowi,
        menedzerzy jakichs radosnych korporacji czy sprzedajne panienki na posylki w
        mega firmach. W ogole nam na tym nie zalezy.

        Ani na super pieniadzach (ktore, oczywiscie ze przyjemne, zle nie sa celem
        samym w sobie), ani na pseudo prestizu wynikajacym z tego, ze sie pracuje we
        wzglednie dobrej firmie (o ktorej pozycji swiadcza wyniki sprzedazy i
        ugruntowana marka), albo jeszcze udzialy w licznych szkoleniach, firmowe
        samochody, laptopy, komorki, i co tam jeszcze kto sobie zyczy.

        W ogole mnie nie obchodzi taka sciezka kariery, o ile nie bedzie ona zbiezna w
        znacznej wiekszosci z tym, co mnie w zyciu interesuje. Pozostaje zapytac, na
        ile jestem w stanie siebie okreslic w tym kontekscie, ale to juz inna sprawa -
        w kazdym razie nie musze siebie zmuszac do dzialania, z ktorego przed samym
        soba sie potem bede musial tlumaczyc.

        Idac dalej - mam juz dosyc tego calego wyscigu szczurow, pogoni za pieniadzem i
        tanimi bzdetami ktore maja mi dawac namiastke szczescia w postaci dobrze
        wyposazonego domu, plazmy na scianie i tym podobnych. To po prostu nie jest moj
        priorytet. Ja chce dobrze przezyc wlasne zycie, chce w nie wejsc swiadomie i
        robiac to na co mam ochote (i nie chodzi tu o niedojrzale kierowanie sie
        emocjami, popedami i jakimis ubogimi w przemyslenia koncepcjami niedoroslymi),
        tylko o to, ze mam juz dosyc ogladania zarzynajacych sie znajomych i ludzi ode
        mnie starszych, ktorzy w pustych slowach upatruja wlasnego szczescia. Chwala im
        za to, niech kazdy robi, co do niego nalezy, ale rzygac mi sie chce jak patrze
        na moich rowiesnikow zabiegajacych czasem jak dziwki o to, zeby ich ktos
        zauwazyl, wypchnal na glebokie wody i uczynil asystentem, przedstawicielem
        handlowym, sekretarzem kierownika albo sprzedawca w salonie komorek (bo z tego
        sie awansuje, bo perspektywy, bo to bo sramto bo owamto).

        Studiowalem swego czasu dwa kierunki, i najbarzdiej mnie rozwalalo, jak
        widzialem jak sie zmienia sposob postrzegania mnie przez innych ludzi. Im
        wiecej robisz - tym bardziej ludziom sie wydaje, ze jestes KIMS. I nie ma
        znaczenia, ze robie cos wbrew sobie - ooo on bedzie mial pieniadze, on walczy,
        on chce konsumowac rzeczywistosc i patrzec na nia zza okularow marki Ray Ban. A
        po co mi te okulary?

        Po 5 latach studiow odkrywam, ze nie nudze sie szczegolnie w zyciu, mam szereg
        pasji, ktore chce rozwijac, i w ten sposob inwestowac w siebie. Swiat jest
        wielki, warto to zobaczyc, odczuc na wlasnej skorze, przyjrzec sie blizej i
        wziac udzial w tym wlasnie swiecie - ale nie poprzez bezmyslne konsumowanie (bo
        i tak zawsze jest ktos, kto ma wiecej) tylko np wg mnie przez zobaczenie, jak
        zyja inni, i zbieranie w ten sposob doswiadczen. Mysle, ze predzej czy pozniej
        dojde do ladu ze soba.

        Bo to jest tak, ze najpierw jestem ja, a dopiero potem jest jakas tam praca, a
        nie odwrotnie. Najpierw sa moje priorytety, a dopiero potem jakies tam
        stanowiska, premie, i walka w boksach korporacji o najlepszy wynik kazdego
        tygodnia. Zalosne.

        Bo to jest tak, ze wole pracowac przez pare miesiecy, odkladac forse, i za to
        rozwijac siebie tak, jak mam ochote, niz podpisywac umowy na dlugi okres, z
        ktorych nie mam nic poza podziwem innych, podkaroznymi oczami i kolejnym
        groszem na koncie, za ktory od firmy bede mogl odkupic samochod jak mnie juz
        wyrzuca, bo uznaja ze sie wypalilem.

        Bo to jest tak wreszcie, ze historia sie powtarza i jest cykliczna, czy sie
        komu podoba, czy nie, i pokolenie Kerouaca predzej czy pozniej wroci do zycia,
        ludzie, ktorzy kontestuja otaczajaca ich rzeczywistosc w sposob konstruktywny.
        Ludzie, ktorzy wymagaja od siebie, od rzeczywistosci, i nie godza sie na
        porzadek zastany w otoczeniu. Nie przyjmuja slepo zalecen szarych mas
        i "spoleczenstwa", ktore jako jedyne dobrze wie, co jest najlepsze dla mlodego
        czlowieka (ucz sie, walcz, zdobywaj prace, pnij sie do gory po trupach a
        bedziesz mial mercedesa). Zdaje sobie sprawe, ze w jakis tam sposob
        trywializuje, ale tak wlasnie jest. niestety.

        I wiesz co? jestem naprawde szczesliwy, ze przede mna wlasnie wejscie w dorosle
        zycie, gdzie bede mogl robic co chce i zajmowac sie wlasnie rozwijaniem samego
        siebie.

        pozdrawiam znad mojego 24 letniego zycia.
        • canx I wiecie co? 30.01.06, 23:58
          nie chce sobie tlumaczyc za 20 lat, ze jak bylem mlody, to chcialem cos tam
          zrobic, no ale plany, plany, plany, kariera, kariera, kariera. siedzac na
          skorzanej kanapie w pokoju w stylu art deco z hiper kinem domowym.
          • sweetnighter Re: I wiecie co? 31.01.06, 08:36
            alez ja wcale nie neguje, ze jest rosnaca grupa mlodych ludzi, ktorzy chca sie
            wylaczyc z wyscigu szczurow. mowie tylko, ze ta postawa wytworzyla sie jako
            efekt konkretnych warunkow spolecznych. ze, jednym slowem, przyczyn tego
            zjawiska nalezy upatrywac "na zewnatrz", a nie wewnatrz - no chyba, ze sie
            szuka ideologicznych upiekszen i zasadnien dla kapitalizmu w jego obecnej
            postaci.

            caly twoj poprzedni post jest nieswiadomym potwierdzeniem tej tezy.

            ciao
            • canx Re: I wiecie co? 31.01.06, 11:27
              sweet nighter napisal:

              >czy rzeczywiscie "wiekszosc mlodych" takie nieustatkowane zycie - kalejdoskop
              >podle platnych prac "zastepczych" - sobie dobrowolnie "wybiera"????

              >nie. cała ta ideologia "przygody" ma po prostu legitymizowac stan rzeczy, w
              >ktorym dla wielu ludzi lepszej oferty nie ma i nie bedzie. to jest prosta
              >racjonalizacja: po co mi stabilna praca (na ktora i tak nie mam szans) - ja
              >wole "przygode"!


              alez ja calkowicie dobrowolnie wybieram sobie taki, a nie inny scenariusz na
              dalszych pare lat. nie jestem przeciez skazany ani na jedno, ani na drugie.
              rownie dobrze moglbym isc do pracy, jak i bawic sie klockami, robic kariere,
              odkladac pieniadze, albo robic cokolwiek innego, podrozowac, zajmowac sie
              fotografia, muzyka, snowboardem, i szeregiem roznych innych rzeczy.
              dobrowolnie, dobrowolnie:)

              i czemu piszesz "stabilna praca na ktora nie mam szans" ??? alez ja mam szanse,
              jak najbardziej, tylko ze to zalezy ode mnie czy ja chce tej pracy. to jest
              tutaj kluczowe zdanie. nie, nie chce, bo nie godze sie na taki ksztalt tego,
              jaki mi sie proponuje, bo stac mnie na wiecej, bo stac mnie na to, zeby
              pracowac, owszem, ale na warunkach ktore to mnie beda odpowiadaly, a nie na
              zasadzie sprzedawania siebie kawalek po kawalku jakiejs mdlej firmie. JEsli
              tylko dam sobie rade i uda sie znalezc prace adekwatna do moich oczekiwan (i
              nie mowie o tych finansowych), to swietnie. ale to na pewno nie tak,z e ja nie
              mam szans, albo ze jestem skazany na banicje bo nie ma dla mnie pracy. Ja po
              prostu nie ide z prądem.

              pzdr
              • sweetnighter Re: I wiecie co? 31.01.06, 13:15
                naprawde sadzisz, ze to, czy i w jakiej mierze mozesz "podrozowac, zajmowac sie
                fotografia, muzyka, snowboardem, i szeregiem roznych innych rzeczy" nie
                pozostaje w zadnym zwiazku z mozliwosciami finansowymi, a zatem ze sfera pracy
                zarobkowej?

                ty widzisz te dwie sfery jako calkowicie autonomiczne - co prawda nie do konca
                konsekwentnie, stad raz z twoich wypowiedzi przebija minimalizm, innym razem -
                czesciej - wybujale marzenia i smiale plany. ta sama niekonsekwencja (i szereg
                innych) wystepuje w opisie "yeppies", co ktos juz tu trafnie wytknal.

                jest tak, ze kazdy mlody czlowiek - zwlaszcza nie majacy oparcia np. w
                rodzicach - musi przede wszystkim miec materialne srodki utrzymania. ogromna
                wiekszosc ludzi, tym bardziej przy obecnej stopie bezrobocia, nie ma komfortu
                pracy "na warunkach ktore to mnie beda odpowiadaly". w ogole zdecydowana
                wiekszosc ludzi nie ma luksusu wyboru "pracowac - nie pracowac".
                oczywiscie, z toba moze byc inaczej - byc moze, dysponujesz wyjatkowo
                pozadanymi na rynku pracy kwalifikacjami i zwiazku z tym mozesz swobodnie
                wybierac i stawiac warunki odnosnie zycia zawodowego, nie masz zadnego problemu
                ze znalezieniem pracy i zyjac z oszczednosci mozesz spokojnie szukac tej
                wymarzonej, badz akceptowac gorsze tymczasowe niejako "z pozycji sily". ale
                wowczas jestes w znikomej mniejszosci. a twoja samoswiadomosc tez jest
                refleksem twojej sytuacji spoleczno-ekonomicznej.




        • kaazam Re: Jak to jest po 24 latach zycia?ano, tak: 31.01.06, 00:01
          Amen!
        • juzeklobuzek Re: Jak to jest po 24 latach zycia?ano, tak: 31.01.06, 12:18
          Gdyby życie było takie proste... Mam identyczny punkt widzenia, jak Twój i
          szczerze życzę Ci, żebyś miał możliwość życia tak, jak chcesz. Jestem po 30-tce,
          żona nie pracuje, mam małe dziecko. I co, mam mu powiedzieć, że przez najbliższe
          3 m-ce nie będzie jadło, bo tato chce pojechać rowerem do Chin albo pieszo
          przejść Saharę? Nie zrozumie. Teraz jesteś młody i Twoje problemy ograniczają
          się do kwestii, jaki gatunek piwa wybrać na imprezę. Sorry, bez obrazy - ale też
          niedawno byłem w Twoim wieku i jeszcze pamiętam, jak to wygląda. Ale kiedyś
          wybierzesz małżeństwo, kiedyś zdecydujesz, że chcesz mieć dziecko i okaże się,
          że droga życiowa nagle stanie się wąską ścieżką, na której nie masz żadnej
          możliwości manewru. :)

          Pozdrowienia,

          Juzek
          • kaazam Re: Jak to jest po 24 latach zycia?ano, tak: 31.01.06, 22:13
            Juzek tez sie nie obraz ale ty juz sila rzeczy nie kwalifikujesz sie do miana
            mlodego! Masz zone i dziecko i grzechem byloby gdybys im teraz powiedzial: sorry
            was bardzo ale jade na polroczna wycieczke realizowac wlasne ja. Nie mowimy o
            postawie skrajnie egocentrycznej w ktorej dazysz do zaspokajania swoich potrzeb
            za wszelka cene. Ja mam na mysli o taka w ktorej w wieku 24 lat koncze studia,
            mam troche kasy na koncie by kupic bilet, nie jestem z nikim zwiazany a rodzice
            nie cisna bym koniecznie znalazla jakas robote od zaraz. Zgodze sie ze takiej
            mozliwosci nie maja wszyscy mlodzi, z powodow finansowych lub nazwijmy to
            osobistych. Ale jest bardzo duza grupa tych dla ktorych nei jest problemem
            wysuplanie 500 zl na bilet do UK by tam zarobic po reszte potrzebna do dolszych
            wojazy. Rzeczywiscie najlatwiej osobom z wielkich miast ze znajomoscia jezykow i
            doswiadczeniem wczesniejsszych wyjazdow ale nie jest tak ze jest nas raptem garstka.
            Cala dyskusja jest dosc ciekawa i tez sie przyjemnie obserwuje jak sie
            postrzeganie mlodych przez innych i przez samych siebie zmienia. Pare lat temu
            na lamach gazety wrzala dyskusja na temat Generacji NIC. To mieli byc ci
            wyautowani na boczny tor i bez mozliwosci robienia kariery przez obecne
            pokoloenic trzydziesto paro latkow. Przyznam ze dosc uwaznie sledzulem wszytkie
            wypowiedzi w tamtej dyskusji i tez nie mialem zbyt optymistycznego podejscia.
            Nie spieszy mi sie do wchodzenia w dorsole zycie nie dlatego ze nei widze dla
            siebie szans na rynku pracy tylko wlasnie dlatego ze pozniej moge juz nie miec
            szansy na to by poszukac tego co naprawde chcialbym w zyciu robic.
            Zgaduje po wypowiedziach innych forumowiczow ze w wiekszosci so to wlasnie ludzi
            kolo 30 a wiec przykrow to mowic wlasnei o pare lat za starzy!
            Mam nadzieje ze za kilka lat przy okazji nastepnej takeij dyskusji dotyczacej
            niezpelninych mlodych bede mogl zabrac glos z pozycji takiego wlasnei mentora
            jak wy dzisiaj. Tylko roznica moze byc taka ze ja okres watpliwosci bede juz
            mial za soba a was moze dopiero dopasc.
            Pozdrawiam
    • julll Re: To my, nowi młodzi, witajcie 31.01.06, 00:58
      Mam wrażenie, że autor nie dokońca przeczytał raport pani Fox przystępując do
      pisania artykułu, albo nie do końca go zrozumiał, bo niektóre fragmenty
      wypaczają sens tego raportu. Pisze n.p. "W określeniu "eksperymentujący" nie bez
      powodu brzmi nuta odwagi. Młodzi nie boją się zmian.", podczas gdy we wnioskach
      pani Fox podkreśla, że paradoksalnie są ostrożniejsi, niż pokolenie ich rodziców
      "we found that the 16-24 year olds are in many respects considerably more
      sensible and risk-averse than their parents' generation, the 45-54 year olds."
      (s. 19)
      Według niej jest to pokolenie, które nie chce spędzić całego życia zdobywając
      nowe doświadczenia, ale jest to dla nich pewien etap przed podjęciem ważnych
      decyzji życiowych: ostatecznego wyboru kariery zawodowej czy partnera życiowego.
      Ten etap szukania wydłuża się w porównaniu z poprzednimi pokoleniami, a poprzez
      to opóźnia się także wejście w dorosłość. I o tym, a nie o zgodzie na marną
      pensję mówi raport pani Fox. Przyznaję, że nie czytałam "No Logo", ale nie
      rozumiem zestawienia tych dwóch tekstów, zwłaszcza w sposób w jaki to zrobił
      autor artykułu. Jeśli chciać je zestawić to raczej podkreślając pewną zgodność,
      a nie różnice. Otóż pani Fox porównuje podejmowanie ważnych decyzji ze
      strategiami robienia zakupów: decyzję o ważnym zakupie poprzedzają przymiarki,
      próby, poznawanie całego asortymentu, rozważanie zysków i strat, zwracanie
      niepasującego towaru... Wszystko w myśl sloganów reklamowych serwowanych nam
      przez zwalczane w "No Logo" koncerny: "bądź sobą", "wybierz siebie". Jednym
      słowem młode pokolenie, mające we wszystkim ogromny wybór, wymaga idealnego
      dopasowania tego, co "kupuje". Nie chce przy tym "rezygnować z siebie", z
      żadnego kawałka siebie, wszystko jedno, czy wybiera koszulę, czy żonę - jedno i
      drugie musi doskonale pasować.

      I tekst ten jest raczej negatywny dla młodego pokolenia, poszukiwaczy
      doskonałości odwlekających podjęcie jakichkolwiek poważnych decyzji i
      wymagających więcej od świata, niż od siebie. I wydaje mi się, że artykuł
      24-letniego Jakuba Jaworowskiego jest raczej próbą usprawiedliwienia siebie i
      swoich przedłużanych studiów (wnioskuje z notki pod tekstem, nie znam autora), a
      nie rzeczową analizą tekstu, której uczy się w Instytucie Historycznym UW, gdzie
      także studiuję, jako typowy przedstawiciel Yeppies, dłużej, niż wskazywał by na
      to program studiów.

      p.s. przy okazji, studia historyczne uczą też podawania danych
      bibliograficznych, na forum link dodał unrealtournament:
      www.sirc.org/publik/Yeppies.pdf ułatwiając mi dotarcie do źródła, o co normalnie
      powinien zadbać autor artykułu...
    • bogdantadus "Ośla ławka" m_crassusa! Niezłe jaja! 31.01.06, 12:01
      Sprobujcie dostac sie na forum pod tym artykulem - obowiazuje tam gloszenie
      jedynie slusznych opinii!!!
      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,3139417.html

      Prose Pana, prose Pana: Craszusz nie wpusca do swojej lawki!!!
    • enki79 Re: To my, nowi młodzi, witajcie 31.01.06, 12:15
      hmm toczka w toczkę ja. Tylko, że ja nie mogę wytrzymać w jednej robocie czy w
      jednym miejscu dłużej niż rok. I non stop zmieniam pracę :) Ciekawe czy na
      dobre to mi wyjdzie. Obecnie rozstałem się z szefem w bradzo dobrych stosunkach
      i planuję wycieczkę do Japonii odwiedzić znajomych, ewentualnie popracować tam
      trochę. Czy dobrze robię?? Wiem, że na to mam ochotę :)
    • poet Re: To my, nowi młodzi, witajcie 31.01.06, 13:02
      ćoś w tym jest, bo pewni dwaj bracia, urodzeni akurat we wspomnianych okresach
      pokoleń yuppies i yeppies pokazują oto charakterystyczne dla nich działania.
      Dla pierwszego (jest po studiach) właśnie status i pieniądze stały się podstawą
      życia,pomnaża je i używa na wakacje i inne przyjemności..Umie to wszystko
      pogodzić, ma rodzinę, ale obserwuję też jego ciężką pracę - dłubaninę
      prawie."Zbudował" wszystko sam i trzyma się tego.Jest zadowolony z życia, ale i
      smutny jakiś. Drugi jest poszukującym, rozgląda się mimo, że jest po
      przedłużonych studiach,że się ożenił, powiela działania kolegów, robi różne
      kursy na wyjazdach, po drodze odwiedza (sam!) świat, bawi się w różne
      stanowiska, rozmienia na drobne.Wygląda to na jakiś układ właśnie. Nawet powrót
      na łono rodziny jest "jakby nigdy nic". Nie wiadomo,na długo czy w przerwie...
      Pomiędzy tymi dwoma jest właśnie taka czasu przestrzeń, jaka spowodowała
      powstanie owych unikalnych pokoleń. Nie są tacy, bo mają różne charaktery, są
      jakby typowi dla swoich grup znajomych. Nie dziwi mnie zatem ów artykuł. Ja to
      obserwuję z bliskiego boku. Coś w tym jest.
    • divak2 Re: To my, nowi młodzi, witajcie 01.02.06, 13:42
      "...tyle że niczego nie zostawią przypadkowi, a cała otaczająca ich
      rzeczywistość ma być od początku do końca uszyta przez nich samych na miarę."

      Jak wykazała praktyka, gospodarka planowa jest pomysłem do bani. Ktoś powiedział
      "oczekuj zawsze nieoczekiwanego" :)
    • divak2 Poszukiwacze doskonałości? wiec doskonaly dzien :) 01.02.06, 13:50
      Young experimtnting prefection seekers - so
      just a perfect day
      drink Sangria in the park.
      ... and so on :)
    • markmig Re: To my, nowi młodzi, witajcie 01.02.06, 20:34
      To są pieprzone głupki, a pan redaktor powinien puknąć się w czoło zanim napisze
      o nich z cielęcym zachwytem i zaproponuje taki sposób życia...
    • rafaelista Re: To my, nowi młodzi, witajcie 16.02.06, 17:58
      a ja z zupelnie innej beczki - pisze na etnologii prace magisterska o zderzeniu
      wizerunku/"stereotypu" zycia yuppies z faktycznym stylem zycia mlodych
      warszawskich "beznesmenow"/ludzi wolnych zawodow.

      1.szukam baaardzo pilnie ;) mlodych biznesmenow do krotkich wywiadow/rozmow w
      ramach pisania magisterki

      2.bardzo by mi zalezalo na kontakcie z autorem tego artykulu w celuwymiany
      bibliografii, spostrzezen na temat yuppies etc. - wiec jesli cud spowoduje ze
      autor przeczyta moj post to mam prosbe o kontakt - Rafal, moj mail:
      rafaelista@wp.pl :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka