Dodaj do ulubionych

Jak rozmawiać z konserwatystami?

06.05.06, 09:09
no, nie jestem przekonany, że liberałowie mają zrezygnować ze swoich idei i
szukać innego języka - to byłaby już klęska idei wolności w Polsce; ja
uważam, że potrzebna jest edukacja, czym jest liberalizm i jakie są jego
pozytywne strony - bo wbrew powszechnemu poglądowi liberalizm to idea bardzo
pozytywna i twórcza, nakierowana na dobro człowieka - i to postrzeganie
trzeba zmieniać a nie abdykować - może potrzebny jest jakiś cykl reklam
społacznych w TV publicznej? może liberałowie powinni wyjść bardziej do ludzi
i tłumaczyć im, czym jest liberalizm?
Obserwuj wątek
    • maaax Kpiny sobie robisz człowieku? 06.05.06, 11:07
      wolność słowa gwarantująca względną niepodatność na zapędy cenzorskie---

      ha ha - wolnosc słowa? zapędy cenzorskie? Chyba mówisz o cenzurze politycznej
      poprawnosci kneblującej od 1990 r. głowne media, prawda?
    • gauche Re: Jak rozmawiać z konserwatystami? 06.05.06, 11:13
      Sadurski ustawia sobie liberalizm, jako ideologię, która nie odwołuje sie do
      jakigos systemu wartosci. Smieszne zaiste. A polityczna poprawnosc i narzucanie
      jej mediom,ba, wprowadzanie do kodeksów, to co?
      --
      Od liberałów w Polsce należy oczekiwać podwójnego wysiłku, przynajmniej
      intelektualnego.
      --
      Na próżno, panie Sadurski, na prózno!
      • belaqua Re: Jak rozmawiać z konserwatystami? 06.05.06, 12:11
        Jestem z przekonania konserwatystą. Mam znajomego, który podziela moje poglądy.
        Ale on jest abstynentem (nad czym ubolewam). Ale najlepiej pije mi się wódkę z
        zagorzałym liberałem. Alkohol przełamuje uprzedzenia ideologioczne. I tego
        Sandurski nie wziął pod uwagę; oto pole do manewru:)))
    • melba24 szacunek zamiast nieustajacej przepychanki 06.05.06, 12:18
      >W dyskusji między liberałami a konserwatystami należy więc stawiać jako
      kryterium >zasadę równych praw: czy jakaś regulacja, przepis lub polityka
      respektują zasadę >równego szacunku dla wszystkich obywateli? To zasada
      naczelna, główny kanon >pojęcia obywatelstwa. Na tym gruncie spotkać mogą się
      uczestnicy sporów o granice >i formy przymusu państwowego, gdy w grę wchodzą
      fundamentalne kontrowersje >moralne.

      Panie Wojciechu! Swietny tekst. To własnie jest sedno naszych kłopotów, ze
      zarówno liberałowie jak i konserwatysci nie zauważaja, że oprócz nich na świecie
      sa i beda inni - a wszyscy musimy sie pomiescic w jednej przestrzeni. Ktos musi
      zacząć proces wzajemnego dostrzegania się. Ktos musi zaczac upowszechniac metode
      dochodzenia do rzeczywistego, z równym szacunkiem traktujacego wszystkie strony
      - consensusu. Moze bysmy razem przygotowali pare warsztato-seminariów dla
      polityków? Zawodowo zajmuje sie rozwiazywaniem konfliktów i zawsze mówie moim
      klientom: skoro Amerykanie juz dawno zapisali w konstytucji, ze wszyscy ludzie
      sa równi, jakie prawo ma jeden z nas, by narzucac cokolwiek drugiemu? Dojsc do
      wzajemnego porozumienia - to naprawde jedyna sensowna droga.

      Droga Gazeto! Swietnie, ze wydrukowałas ten tekst. Barfdzo Cie ostatnio nie
      lubie za tworzenie pozycji liberalnej oblezonej twierdzy ale tym tekstem sie
      zrehabilitowałaś.

      Pozdrowienia.
      • belaqua Tylko maszyny mogą być "równe" 06.05.06, 12:29
        Tylko maszyny mogą być "równe". Podstawą rozwoju cywilizacji jest "nierówność"
        ludzi. Nierówność jest motorem, który zmienia świat. "Równość" to nic innego jak
        czysta "mechanizacja" stosunków międzyludzkich. Nic bardziej obrzydliwego.
        Faszyzm i socjalizm "równał" wszystkich, że aż się rzygać chciało...
        • melba24 Re: Tylko maszyny mogą być "równe" 06.05.06, 12:43

          To rozumiem, ze społeczeństwo amerykańskie jest modelowo wprost
          faszystowsko-socjalistyczne.
          • belaqua Re: Tylko maszyny mogą być "równe" 06.05.06, 12:48
            Zważywszy na poziom inflirtacji obywateli USA przez ich służby specjalne,
            zidiociałą indoktrynację medialną - to w dużej mierze tak...:) Nie mówiąc o
            "kuchni" amerykańskiej:)))
            • melba24 Re: Tylko maszyny mogą być "równe" 06.05.06, 13:24
              W pewien sposób masz oczywiscie rację... hi...hi...
              Ale wiosna jest dla wszystkich taka sama - ide na spacer
              Pozdrowienia
          • pjpb Re: Tylko maszyny mogą być "równe" 07.05.06, 01:39
            nie wiem gdzie w konstytucji amerykanskiej jest zapis o rownosci obywateli. wiem
            tylko ze jednym ze standardow panstwa prawa jest rownosc obywateli wobec prawa
            [w konstytucji amerykanskiej np. 6 poprawka]. a te dwie rownosci mozna
            porownywac jak demokracje z demokracja ludowa.
            • y.y Re: Tylko maszyny mogą być "równe" 08.05.06, 05:06
              pjpb napisał:

              > nie wiem gdzie w konstytucji amerykanskiej jest zapis o rownosci obywateli.

              W wielu miejscach

              Np:

              Article XIV. (1866, 1869)
              Section 1. All persons born or naturalized in the United States, and subject to
              the jurisdiction thereof, are citizens of the United States and of the State
              wherein they reside. No State shall make or enforce any law which shall abridge
              the privileges or immunities of citizens of the United States; nor shall any
              State deprive any person of life, liberty, or property, without due process of
              law; nor deny to any person within its jurisdiction the equal protection of the
              laws.

              1 poprawka:
              Article [I.] (1789, 1791)
              Congress shall make no law respecting an establishment of religion, or
              prohibiting the free exercise thereof; or abridging the freedom of speech, or of
              the press; or the right of the people peaceably to assemble, and to petition the
              Government for a redress of grievances.

              5 poprawka:
              Article [V.]
              No person shall be held to answer for a capital, or otherwise infamous crime,
              unless on a presentment or indictment of a Grand Jury, except in cases arising
              in the land or naval forces, or in the Militia, when in actual service in time
              of War or public danger; nor shall any person be subject for the same offence to
              be twice put in jeopardy of life or limb; nor shall be compelled in any criminal
              case to be a witness against himself, nor be deprived of life, liberty, or
              property, without due process of law; nor shall private property be taken for
              public use, without just compensation.


              Nie przypominam sobie konstytucji, w której napisanoby "Wszyscy ludzie są równi
              wobec prawa." To truizm, bo jak inaczej, mieli by nie być równi? W konwencji
              praw człowieka o ile pamietam pojawił się taki zapis dopiero.

        • nick3 Tylko ludzie mogą być równi! 06.05.06, 21:09
          Równość jako podstawa prawodawstwa jest sposobem, w jaki prawo wyraża swój
          szacunek dla absolutnej indywidualności każdego człowieka.

          Ogłasza w ten sposób, że wszelkie miary, którymi potocznie porównujemy i
          szufladkujemy ludzi, nie potrafią dotknąć tego, co w jednostce jest podstawą do
          prawnego szacunku wobec niej.

          Równość oznacza uznanie przez państwo naszej nieporównywalności w tym, co w nas
          ludzkie.

          Tak więc równość nie ma nic wspólnego z totalitaryzmem.

          Właśnie prawo, które stawiałoby na pierwszym planie w człowieku tylko jakąś
          jego wymierną wartość (status materialny, użyteczność zawodową, etc.) - byłoby
          z ducha totalitaryzmem.
        • aquinus Re: Tylko maszyny mogą być "równe" 06.05.06, 21:31
          belaqua napisał:

          > Tylko maszyny mogą być "równe". Podstawą rozwoju cywilizacji jest "nierówność"
          > ludzi. Nierówność jest motorem, który zmienia świat. "Równość" to nic innego
          ja
          > k
          > czysta "mechanizacja" stosunków międzyludzkich. Nic bardziej obrzydliwego.
          > Faszyzm i socjalizm "równał" wszystkich, że aż się rzygać chciało...
          To oznacza tylko tyle, że niczego nie rozumiesz. Nie ma zgody na to, że jest
          jakaś jedna "ogólnie obowiązująca prawda". Każdy ma prawo do jakichś przekonań
          nawet błędnych), w tym sensie ludzi są równi.
          Istotnie, komunizm równał wszystko w dół, pozostawiając
          niektorych "równiejszych", ale nie taką rownosc chodzi.
          • mg2005 Liberalizm = anarchia ? 07.05.06, 08:53
            aquinus napisał:

            >, Nie ma zgody na to, że jest
            > jakaś jedna "ogólnie obowiązująca prawda".


            A więc co jest "prawdą" ? Anarchia?...

            • babaqba Re: Liberalizm = anarchia ? 09.05.06, 01:31
              mg2005 napisał:

              > aquinus napisał:
              >
              > >, Nie ma zgody na to, że jest
              > > jakaś jedna "ogólnie obowiązująca prawda".
              >
              >
              > A więc co jest "prawdą" ? Anarchia?...

              Symptomatyczny a jednocześnie przerażający dialog. Takie właśnie jest nasze społeczeństwo:
              rozpaczliwie niewykształcone, zagubione, wystraszone i pożądające pasterza, który powie, który
              wskaże i poprowadzi... Pośród tej dusznej ciemnoty nie ma miejsca na wolność. Wolność wyboru,
              wolność własnej drogi. Jest wolność OD wyboru. Marazm umysłowy. Kmieca prostota bez głębi i
              refleksji. Reszta jest konsekwencją tego stanu.
              • mg2005 Re: Liberalizm = anarchia ? 09.05.06, 19:45
                babaqba napisała:

                >Wolność wyboru,
                > wolność własnej drogi.


                Wolność bez ograniczeń to właśnie anarchia.
                W tym kontekście Twoja 'diagnoza' jest zabawna , ale chybiona...))
                Lekarzu - lecz się sam...))
        • vivian.darkbloom nie chodzi o równość w sensie faktu empriycznego 07.05.06, 18:29
          jeśli ktos mówi o równości w kontekście doktryn filozoficznych czy ideologii
          politycznych to nie ma na mysli empirycznego faktu - bo w tym sensie ludzie
          rzeczywiscie nie są równi - jeden jest inteligenttniejszy drugi mniej
          inteligentny, jeden jest silniejszy drugi słabszy fizycznie, jeden ładniejszy
          drugi brzydszy etc. Równośc w dyskusjach filozoficznych to pewna zasada etyczna,
          to aprioryczne załozenie - tak jak niektórzy zakładają, że Bóg istnieje,
          niektorzy, ze człowiek jest wolny, tak niektórzy sądzą, że ludzie są równi.
      • mg2005 Re: szacunek zamiast nieustajacej przepychanki 07.05.06, 08:57
        melba24 napisała:

        >Ktos musi zaczac upowszechniac metode
        > dochodzenia do rzeczywistego, z równym szacunkiem traktujacego wszystkie
        strony
        > - consensusu.


        Konsensus z 'wojującymi' pederastami ?...))


        • melba24 Re: szacunek zamiast nieustajacej przepychanki 07.05.06, 10:50
          mg2005 napisał:

          > Konsensus z 'wojującymi' pederastami ?...))
          Jesli kogos tak okreslisz to rzeczywiscie mozesz go tylko posłac do gazu. Kropka.

          Ale jeśli rozmowe sprowadzimy do praktycznego poziomu - moze sie okazac ze
          "wojujacym pederastom" wcale nie chodzi o wolnosc gwałcenia dzieci - jak mogłes
          sądzic - tylko na przykład o prawo do rozliczenia sie z podatku wspólnie z
          zycoiwym partnerem. Wtedy masz inna rozmowę. Za przeproszeniem Jasia
          Pospieszalskiego- choc wedle Twoich definicji pewnie on bogobojny konserwatysta
          a ja wojujaca liberałka - warto rozmawiać.
          Pozdrowienia.
          • mg2005 Re: szacunek zamiast nieustajacej przepychanki 07.05.06, 19:57
            melba24 napisała:

            > mg2005 napisał:
            >
            > > Konsensus z 'wojującymi' pederastami ?...))
            > Jesli kogos tak okreslisz to rzeczywiscie mozesz go tylko posłac do gazu.


            ?? no, to 'pojechałaś po całości'...))

            Żeby dialog był prawdziwy, a nie fikcyjny - trzeba zgodnie z prawdą określić
            'sytuację wyjściową'. Co jest nieprawdziwego w określeniu p.Biedronia
            'wojującym pederastą'?

            A propos: termin 'pederasta' wymyślili ZWOLENNICY pederastów...))

            Pozdrawiam.

    • deszcz.jesienny Re: Jak rozmawiać z konserwatystami? 06.05.06, 13:33
      sobekx napisał:

      >ja
      > uważam, że potrzebna jest edukacja
      > może liberałowie powinni wyjść bardziej do ludzi
      > i tłumaczyć im, czym jest liberalizm?


      Do rozmowy potrzebna jest przede wszystkim... rozmowa.
      Nie monolog, ale także przysłuchanie się racjom drugiej strony.
      Jeśli zakładasz jednostronną edukację, to zacznij od zmiany tytułu postu.
      • sobekx Re: Jak rozmawiać z konserwatystami? 06.05.06, 15:36
        artykuł napisał liberał, który właśnie szuka wspólnego języka z
        konserwatystami, więc nie wiem, o co chodzi z tym tytułem;
        rozmowa jest konieczna, ale jest trudna, jeśli słowo liberał jest epitetem w
        Polsce; uważam się za liberała, który ceni sobie pluralizm społeczny i twórczą
        dyskusję, konserwatyzm i lewicowość nie są dla mnie wyrazami pejoratywnymi,
        każda z tych idei ma wiele pozytywnych cech, godnych szacunku, z
        konserwatystami i lewicowcami na pewno można się dogadać, weźmy takiego
        Aleksandra Halla czy Ryszarda Bugaja - pełen szacunek; doczekam się dnia, że
        liberałowie nie będą postrachem dzieci? że będą szanowani? po co był ten
        podział na Polskę liberalną i solidarną - jedno nie przeczy drugiemu, po co
        było to skłócenie społeczeństwa?
        • deszcz.jesienny Re: Jak rozmawiać z konserwatystami? 07.05.06, 22:02
          sobekx napisał:

          > uważam się za liberała, który ceni sobie pluralizm społeczny i twórczą
          > dyskusję, konserwatyzm i lewicowość nie są dla mnie wyrazami pejoratywnymi,
          > każda z tych idei ma wiele pozytywnych cech, godnych szacunku, z
          > konserwatystami i lewicowcami na pewno można się dogadać


          Więc w czym problem, skoro wiesz, że mozna się dogadać?
    • noelkabat Re: Kaczyzm to nie konserwatyzm 06.05.06, 18:57
      To jest oczywiste, ze liberalizm jest zjawiskiem pozytywnym. W Polsce tak jak
      go przedstawiaja Rydzyk i Wodz Kaczor to nie jest liberalizm, to jest
      karykatura liberalizmu tak jak karykatura konserwatyzmu jest Kaczyzm
      reprezentowany przez Jaroslawa.
      Realizacja idei Kaczyskich to prawdziwe nieszczescie dla Polski: pod
      przykrywka "konserwatyzmu" zaprowadzaja, poprostu, nowy kaczy bolszewizm z
      jego "czrezwyczajnymi" komisjami i komisarzami typu Dorn i Wassermann, z
      nienawiscia do wszystkich co mysla inaczej i z checia wyeliminowania ich.
      A kacza rzadza wladzy czy to nie przypomina bolszewickiego: "raz zdobytej
      wladzy nigdy nie oddamy" i w tym celu brataja sie ze zlodziejami i
      kombinatorami typu Lepppera oraz neandertalczykami typu Gertycha. A ten zalosny
      Prezydent co nie ma wlasnego zdania tylko powtarza za swoim madrzejszym, a
      raczej, cwanszym braciszkiem Jaroslawem... E, szkoda gadac - tylko Polski zal>

    • donq Re: Jak rozmawiać z konserwatystami? 07.05.06, 00:07
      Pan Sadurski oczywiście powtarza wszystkie zabobony liberalizmu (w amerykańskim
      znaczeniu, tak jak rozumieją go gwiazdy Holywood o głębokim umyśle).

      A że to on jest odmienny, bo "neutralny". Jeśliby był neutralny, to co to są
      "liberalne zasady"? I jak ma się do "neutralności" uwaga "Potrzebny jest więc
      jednym słowem liberalizm bardziej ekumeniczny, mniej integralny, mniej
      misyjny.", która sugeruje, że obecnie liberalizm jest "nieekumeniczny,
      intergralny i misyjny"? Jak można wykazywać te cechy będąc "neutralnym"?

      "Neutralność moralna" to zupełne horrendum.

      Jeżeli "normy stanowione przez państwo, które opierają się na argumentacji z
      góry będącej nie do przyjęcia przez pewnych obywateli [...] nie mogą być uznane
      za prawowite w społeczeństwie demokratycznym.", nigdy żadna norma nie zostałaby
      ustanowiona, a przynajmniej nie byłaby "prawowita" wg p. Sadurskiego.

      W jednym artykuł ma rację (i to nie jest akurat wymysł pana Sadurskiego), że aby
      ludzie o innych poglądach mogli żyć razem, powinni współdziałać i ustalać na
      poziomie praktycznym życiowe rozwiązania, biorąc pod uwagę wszystkie poglądy
      ustalających. Bez toczenia bojów ideologicznych, bo ich się argumentami wygrać
      nie da. Z tym się zgadzam, innej drogi nie ma (tzn. jest - wojna domowa).

      Z małym dodatkiem, z którym nikt rozsądny chyba spierał się nie będzie, że
      minimum zasad trzeba przyjąć autorytatywnie jako wspólną platformę, bo bez tego
      nic się już absolutnie nie da ustalić. Oczywiście zawsze będą niezadowoleni
      nawet z minimum, ale nie można tego uniknąć.

      I jeszcze jedna refleksja - pan, który wymyślił "współdziałanie praktyczne" był
      Amerykaninem. Oni tego potrzebują - taki mają kraj. Polska tego nie potrzebuje,
      bo jest krajem nieporównanie bardziej spójnym i homogenicznym. Co nie jest wadą,
      którą trzeba zwalczać, ale darem niebios niemalże, bo zapewnia brak problemów
      generowanych przez społeczeństwa "multikulturalne". Dlatego niepojęte jest dla
      mnie, dlaczego w Polsce niektórzy ludzie podniecają się i promują
      "multikulturalność" czasami próbują w imię "pluralizmu" sztucznie ją generować.
      O ile się da, należy bronić naszej jednolitości jako najlepszego gwarantu spokoju.

      P. Sadurski przeciwstawia sobie "liberalizm" i "konserwatyzm". Kto to jest w
      takim razie zwolennik poglądów konserwatywno-liberalnych - w Polsce są tacy?

      P. Sadurski rozmyty do granic możliwości termin "liberalny" zawęża po prostu do
      liberalizmu w rozumieniu Julii Roberts (w Ameryce "liberal" znaczy po prostu
      lewacki).

      DonQ





      • panna_z_polskiego_dworku Re: Jak rozmawiać z konserwatystami? 07.05.06, 04:00
        > A że to on jest odmienny, bo "neutralny". Jeśliby był neutralny, to co to są
        > "liberalne zasady"?

        "Liberalne zasady" to pogląd że państwo powinno pozostawić jednostkom jak
        najwięcej wolności (tyle ile to możliwe bez naruszania wolności innych osób). W
        takim państwie jest miejsce dla osób o bardzo różnych poglądach, dlatego mówi
        się że jest ono "neutralne".

        > Z małym dodatkiem, z którym nikt rozsądny chyba spierał się nie będzie, że
        > minimum zasad trzeba przyjąć autorytatywnie jako wspólną platformę, bo bez tego
        > nic się już absolutnie nie da ustalić. Oczywiście zawsze będą niezadowoleni
        > nawet z minimum, ale nie można tego uniknąć.

        Owszem, ale różnica polega na tym że liberałowie starają się żeby to było
        rzeczywiście minimum, natomiast inni często mnożą te zasady co prowadzi do tego
        że coraz większa liczba osób może się z tym "minimum" nie zgodzić.

        Polska tego nie potrzebuje,
        > bo jest krajem nieporównanie bardziej spójnym i homogenicznym.

        To ciekawe skąd te podziały, i głęboka niechęć na wielu płaszczyznach -
        komuniści vs. solidarnościowcy, katolicy vs. antyklerykałowie, rm vs. reszta
        katolików, konswerwatyści vs. liberałowie, itd...

        Spójność na płaszczyźnie etniczno-lingwistyczno-religijnej nie zawsze przekłada
        się na spójność na płaszczyźnie politycznej. Scena polityczna w takiej np.
        Francji czy Włoszech długo była, a może i jest o wiele bardziej podzielona i
        wybuchowa niż w USA czy w Kanadzie.

        > którą trzeba zwalczać, ale darem niebios niemalże, bo zapewnia brak problemów
        > generowanych przez społeczeństwa "multikulturalne"

        Społeczeństwa multikulturalne mogą być bardzo spokojne i bezkonfliktowe - vide
        Kanada.

        > P. Sadurski przeciwstawia sobie "liberalizm" i "konserwatyzm". Kto to jest w
        > takim razie zwolennik poglądów konserwatywno-liberalnych - w Polsce są tacy?
        Alternatywnie to może być ktoś taki jak ja który prywatnie ma poglądy bardziej
        konswerwatywne ale wolałby żeby państwo kierowało się zasadami liberalnymi.

        Zwykle jest to ktoś kto ma liberalne poglądy względem gospodarki a konserwatywne
        względem społeczeństwa. Taka hybryda.

        > P. Sadurski rozmyty do granic możliwości termin "liberalny" zawęża po prostu do
        > liberalizmu w rozumieniu Julii Roberts (w Ameryce "liberal" znaczy po prostu
        > lewacki).

        Nie do końca. Zasady o których mówi to rzeczywiście zasady liberalne, choć masz
        rację, można u niego wyczuć że w praktyce najcieplej myśli o antyklerykałach,
        gejach i lesbijkach ;) i w tym sensie zbliza się do amerykańskiego znaczenia
        słowa "liberał". Nawiasem mówiąc w USA prawdziwi liberałowie (np. ci z Cato
        Institute) mówią o sobie "klasyczni liberałowie" lub "libertarianie" i są o
        wiele bardziej wyważeni w swoich preferencjach...
        • donq Re: Jak rozmawiać z konserwatystami? 07.05.06, 21:59
          > "Liberalne zasady" to pogląd że państwo powinno pozostawić jednostkom jak
          > najwięcej wolności (tyle ile to możliwe bez naruszania wolności innych osób).
          > W takim państwie jest miejsce dla osób o bardzo różnych poglądach, dlatego
          > mówi się że jest ono "neutralne".

          > Owszem, ale różnica polega na tym że liberałowie starają się żeby to było
          > rzeczywiście minimum, natomiast inni często mnożą te zasady co prowadzi do
          > tego że coraz większa liczba osób może się z tym "minimum" nie zgodzić.

          Tak pojęty liberalizm jest hasłem chwytliwym, ale całkowicie pustym.

          Po pierwsze, oczywiście cały problem w tym minimum. Kto ma je ustalić i na bazie
          czego, jeśli zawsze będą niezadowoleni? Co to znaczy "rzeczywiście minimum" i
          skąd liberałowie wiedzą, że jest to "rzeczywiste" minimum? Czy kryterium minimum
          niezadowolonych jest tu wyznacznikiem? Jeśli tak, to może minimum ma w ogóle nie
          istnieć, bo wtedy będzie minimum niezadowolonych (tzn. żadnych)? Co z
          niezadowolonymi?

          Po drugie, "neutralne" państwo nie istnieje. Co to znaczy, że jest miejsce dla
          osób o bardzo różnych poglądach? Co to znaczy "bez naruszania wolności innych"?
          Jeśli obok siebie żyją ludzie o bardzo różnych poglądach, to będą mieli również
          bardzo różne poglądy na temat wolności, która jest pojęciem jeszcze o kilka
          rzędów mniej precyzyjnym niż liberalizm. Co to więc znaczy "naruszyć wolność kogoś"?

          Po trzeci, liberalizm, jako pogląd "pusty", tzn. minimalne przekonanie, że
          wolność (jakkolwiek pojęta) należy się ludziom, nie generuje ani nie pociąga za
          sobą żadnych innych poglądów. Stąd zawsze ludzie wyznają poglady
          liberalno-jakieś, np. liberalno-konserwatywne lub liberalno-lewackie.

          Moim zdaniem cały liberalizm sprowadza się do tego, o czym pisał cytowany przez
          p. Sadurskiego pan Rawls, a co ująłbym nastepująco w formie stwierdzenia pełnego
          rezygnacji: "nie zmienisz faktu, że ludzie mają różne poglądy; jeśli mimo to
          musicie żyć koło siebie, spróbujcie na płaszczyźnie praktycznej znaleźć z nimi
          możliwość niezbędnego współdziałania; zrezygnujcie z nawrócenia innych, to i tak
          się nie uda".

          To nie jest żadna szczytna ideologia, do której należy dążyć, ale próba
          przekonania ludzi, że ideologiczne zacietrzewienie do niczego nie prowadzi. Moim
          zdaniem najlepsza pod każdym względem jest sytuacja, gdy koło siebie żyją
          ludzie, którzy mają poglądy co najwyżej tylko "różne" a nie "bardzo różne". W
          tym drugim przypadku i tak się prawdopodobnie skończy albo dominacją jednych i
          asymilacją drugich, albo gettoizacją albo ostrym konfliktem.

          Jeśli zaś "liberalizm" ma oznaczać zakaz posiadania jakichkolwiek poglądów poza
          "liberalnymi", czyli de facto nie liberalnymi, tylko drugiego członu z
          liberalno-jakichś poglądów (w przypadku p. Sadurskiego lewackich), to ja bym
          serdecznie podziękował.

          Co do Polski, duża część problemów ma charakter ewidentnie importowany lub
          sztucznie zaszczepiony, nie wynikający z głębokich różnic między Polakami.
          Oczywiście takie różnice również są konfliktogenne, ale daleko im raczej do
          autentycznych różnic mieszkańców USA.

          Kanada w moich oczach (nie znam jej z autopsji) jest małym kraikiem o ogromnej
          powierzchni, z taką ilością ludzi nie dziwota, że ostrych konfliktów być może
          nie ma. Przecież oni się prawie ze sobą nie widują :) I naprawdę u nich nie ma
          problemów?

          > Nawiasem mówiąc w USA prawdziwi liberałowie (np. ci z Cato
          > Institute) mówią o sobie "klasyczni liberałowie" lub "libertarianie" i są o
          > wiele bardziej wyważeni w swoich preferencjach...

          Wiem. Aby konfuzję powiększyć, określenia "libertarianie" używa się też na
          określenie anarchistycznych komunistów (tych od Bakunina, Kropotkina, Machno i
          Buenaventury Durruti)...

          DonQ


    • kamajkore Re: Jak rozmawiać z konserwatystami? 07.05.06, 00:29
      nieee, ja już zwątpiłam w sens rozmowy z nimi.
      po co rozmawiać z kimś, kto chce cię zniszczyć lub 'nawrócić'?
      ty do niego z szacunkiem i tolerancją, a on do ciebie z mordą pełną ideologicznych frazesów... no way! :)
    • pjpb Re: Jak rozmawiać z konserwatystami? 07.05.06, 01:23
      im dalej w artykul tym, ciekawiej - az pod ostatnimi paragrafami podpisuje sie
      oboma rekoma. szkoda tylko ze te pierwsze paragrafy nie otworzyly artykulu, a
      cala reszta nie byla proba analizy poszczegolnych wymienionych w tekscie
      konfliktow przez pryzmat 'wywazenia rangi uprawnien spierajacych sie stron'.
      jest to idea skrzetnie ignorowana w dialogu wyznawcow obydwu podejsc - panuje
      taktyka okopania sie na swych pozycjach. autor zreszta prezentuje sam taka
      taktyke w pierwszej czesci tekstu - sama idea nadrzednych praw czlowieka
      wyznawanych przez liberalow kontra dyktat mas uznawanych przez konserwatystow
      jest w moim odczuciu naduzyciem. obie strony odwoluje sie intensywnie do
      wolnosci obywatelskich - tylko rownie wartosciuja wolnosc roznych podmiotow w
      dyskurcie. wezmy standardowy przyklad - kwestia aborcji. naprzeciwko argumentu o
      ochronie wolnosci o samostanowieniu kobiety jest argument o ochronie
      podmiotowosci bezbronnego plodu. obie strony [hmm w wiekszosci przypadkow]
      zgadzaja sie z istota obydwu argumentow. inne jest tylko wartosciowanie obydwu
      wolnosci.
    • rmstemero Doskonaly tekst, niestety 07.05.06, 03:04
      oparty jednak na nieprawdziwym zalozeniu ze front konfrontacji przebiega
      pomiedzy liberalnym i konserwatywnym sposobem widzenia swiata i ze jest to
      konfrontacja dwoch swiatopogladow. Trudno jednak oprzec sie wrazeniu,
      szczegolnie uwzgledniajac ostatni rozwoj wypadkow, ze an liberalizm nie jest w
      Polsce liberalizmem ani konserwatyzm konserwatyzmem w klasycznym sensie tych
      dwoch pojec. Konfrontacja ma raczej miejsce pomiedzy wizja permisywna a
      utylitarna. Przy czym permisywizm posluguje sie liberalna gramatyka a
      utylitaryzm siega do arsenalu uprzedzen, fobii i lekow. Z konserwatysta mozna
      prowadzic dialog, z cynicznym utylitarysta poslugujacym sie populistycznymi
      haslami w imie zdobycia i zachowania wladzy rozumianej jako cel do uzyskania
      srodkow, niestety nie. Podobnie jak trudno prowadzic dyskusje z pijakiem
      uzbrojonym w klonice. I przemyslenie na nowo argumentow nic tu nie zmieni gdy
      przeciwnik nie tyle jest zainteresowany tym aby nas przekonac ile zeby wybic nam
      zeby.
    • janek-007 No dobrze, ale jak pisze W.Sadurski: 07.05.06, 03:05
      No dobrze, ale jak pisze W.Sadurski:
      "W toczacej sie obecnie wojnie kulturowej w Polsce dzisiejsza odslona nalezy
      zdecydowanie do moralizatorskich konserwatystów. Fundamentalne zasady
      liberalne, które z mniejszymi lub wiekszymi oporami przyjeto w III RP:..."
      nasuwaja sie pytania; czy moralizator to konserwatysta oraz czy to co
      dotychczazs bylo w Polsce to liberalizm.

      Artukul W.Sadurskiego jest poprostu 'bezplciowy' poniewaz mowi o pojeciach
      ktorych celowo nie definiuje. Sadurskiemu wydaje sie ze wszyscy wiedza i
      rozumieja pojecia liberalizmu i konserwatyzmu. Wydaje mi sie jednak ze Sudurski
      nie jest az taki beztroski w swoich kretackich rozwazaniach na temat
      przyszlosci i 'wspozycia' jakiegos tam liberalizmu i jakiegos tam
      konserwatyzmu. Moim zdaniem rozwazania Sudurskiego to totalna i calkowita
      utopia graniczaca z oszolomstwem i lunatyzmem.

      Sudurski celowo nie definiuje co wedlug niego jest liberalizmem a co
      konserwatyzmem po to tylko zeby macic, sciemniac i nic nie wyjasniac.
      Prawdziwym celem rozwazan Sudurskiego jest tak naprawde wprowadzenie 'jakiegos
      tam polskiego liberalizmu', cokolwiek mialoby to znaczyc, jako osla
      trojanskiego do dyskusji jaka w tej chwili ma miejsce w Polsce. Polski
      liberalizm juz dawno sie zdegenerowal i zadne 'osly trijanskie' i metamorfozy
      nic mu nie pomoga. Potrzebne sa definicje pojec a nie mowienie o wszystkim i o
      niczym po to tylko azeby zapelniac szumem przestrzen medialna.
      • euromir Propozycja - zacznijmy od definicji 07.05.06, 07:18

        W prowadzonej tu rozmowie - w celu jej zdyscyplinowania - warto niewątpliwie
        pamiętać, iż (wg definicji encyklopedycznych) podstawowymi wartościami
        liberalizmu są; "indywidualizm, wolność człowieka, nadrzędność jednostki nad
        społeczeństwem, ograniczenie roli państwa, prawo do zdobywania i posiadania
        własności i swoboda działalności gospodarczej."
        Konserwatyzm natomiast "to orientacja, która bazuje na hasłach (...)
        zachowywania i umacniania tradycyjnych wartości, takich jak: religia, naród,
        państwo, rodzina, hierarchia, autorytet, własność prywatna."
        Tedy konserwatyści "chcą bronić starego porządku ze względu na przekonanie o
        ewolucyjnym charakterze zmian społecznych." Liberalowie zaś będąc zwolennikami
        indywidualistycznego egoizmu, a priori nie poddają swej ideologii ograniczeniom
        myślenia w kategoriach narodu, "kolektywu", "stada".

        Tak dwie różne ideowo sfery, nieprzemakalne, gdyż w nieadekwatnych wymiarach, z
        natury rzeczy szybować muszą obok siebie.
        • mg2005 Dwa liberalizmy 07.05.06, 08:46
          Myślę,że należy dokonać rozróżnienia : liberalizm gospodarczy
          i liberalizm aksjologiczny/moralny (libertynizm).

          Pierwszy da się pogodzić z konserwatyzmem, drugi - nie.
          • mg2005 p.Sadurski a likwidacja ZUS... 07.05.06, 08:49
            Czy liberał powinien domagać się likwidacji przymusu ubezpieczeń w ZUS
            i obowiązku pasów bezpieczeństwa (dla dorosłych) ?
            • mg2005 Re: p.Sadurski a parady zboczeńców... 07.05.06, 09:01
              Czy parady pederastów to przejaw liberalizmu czy przeciwnie (ograniczanie
              wolności innych osób)?
          • sobekx Re: Dwa liberalizmy 07.05.06, 09:29
            poczytaj lepiej, czym jest a właściwie był libertynizm, zanim zaczniesz
            wypisywać głupoty - czytanie nie boli (z reguły) - idąc twoim tokiem
            rozumowania i przypinania łatek mógłbym konserwatywną ideę budowania wspólnoty
            narodowej nazwać faszyzmem - i byłbym bliżej rzeczywistości niż Ty porównując
            liberalizm społeczny do libertynów - wyznawców kultu powrotu do natury,
            pochwały seksu i nagości
            • melba24 Zamiast sie spierac o terminy, 07.05.06, 10:43
              zamiast sie szufladkowac, etykietowac, definiować i oceniac, prosciej jest
              przyjąc, ze ten drugi ma po prostu RÓŻNYod mojego punkt widzenia, INNE od moich
              poglady. Jesli załoze ze chce sobie z ta innoscia i róznoscia konstruktywnie
              poradzic - tylko dlatego ze i ja i ten inny zyjemy w tej samej chwili obok
              siebie na swiecie - bede mogła rozmawiać i znaleźć w końcu praktyczne
              rozwiazanie mozliwe do przyjęcia dla mnie i dla tego innego. To jest mozliwe,
              tylko trzebe "wypuscic" z siebie ciut powietrza, przestac sie tak sztywno
              trzymac "swojego".
              • sobekx Re: Zamiast sie spierac o terminy, 07.05.06, 11:02
                i właśnie liberalizm społeczny zakłada i akceptuje istnienie różnych punktów
                widzenia, współpistnienie ich obok siebie, akceptację dla inności, pluralizm -
                gdzie tu widać libertynizm, ruch z XVII-XVIIIw? osobiście staję w obronie prawa
                gejów do demonstrowania jak i w obronie prawa Radia Maryja do istnienia, z całą
                gamą poglądów wyrażanych w tej stacji - to wewnętrzny problem i sprawa
                instytucji Kościoła - jeśli tak chce być Kościół postrzegany, to jego sprawa;
                podobnie w sprawie gejów - jeśli chcą prowokować swoją kulturą większość
                społeczeństwa to mają do tego demokratyczne prawo, zaś społeczeństwo ma prawo
                ich oceniać krytycznie - ale nie może im odbierać wolności i praw
                obywatelskich; jeśli damy każdemu człowiekowi prawo do godności i wyrażania
                siebie w ramach prawa to będzie dobrze
              • mg2005 Re: Zamiast sie spierac o terminy, 07.05.06, 20:53
                melba24 napisała:

                >rozmawiać i znaleźć w końcu praktyczne
                > rozwiazanie mozliwe do przyjęcia dla mnie i dla tego innego. To jest mozliwe,
                > tylko trzebe "wypuscic" z siebie ciut powietrza, przestac sie tak sztywno
                > trzymac "swojego".


                2 + 2 = 4
                Nie, 2 + 2 = 5
                Konsensus społeczny: 2 + 2 = 4.5 ...)))

                Czy np. pederastia może być jednocześnie dewiacją i normą ?
                Liberał twierdzi,że tak...
                Wojujący pederasta chce narzucic społeczeństwu to drugie.
                Konserwatysta mówi: "tak-tak, nie-nie"

                Czy aborcja może być jednocześnie zabójstwem i 'prawem wyboru'?
                itd...
                • melba24 Re: Zamiast sie spierac o terminy, 07.05.06, 23:57
                  2 + 2 = 4
                  > Nie, 2 + 2 = 5
                  > Konsensus społeczny: 2 + 2 = 4.5 ...)))
                  >
                  > Czy np. pederastia może być jednocześnie dewiacją i normą ?
                  > Liberał twierdzi,że tak...
                  > Wojujący pederasta chce narzucic społeczeństwu to drugie.
                  > Konserwatysta mówi: "tak-tak, nie-nie"
                  >
                  > Czy aborcja może być jednocześnie zabójstwem i 'prawem wyboru'?
                  > itd...


                  Nie musimy sie dogadac co do wartosci - to najczęściej niemozliwe. Mozemy sie
                  dogacac co do praktycznych rozwiazań prawnych, które ureguluja zycie obok siebie
                  ludzi dla których rózne wartosci sa wazne.

                  Ja moge uwaząc ze aborcja jest zabójstwem, Ty, ze "prawem wyboryu" - lub
                  odwrotnie - a mimo to mozemy dogadac sie co do jakiegos prawnego uregulowania
                  tej kwestii. Warunek niezbedny: i jedni rózni i drudzy musza miec wewnetrzne
                  przekonanie ze warto - poniewaz jednak dalej będziemy zyc obok siebie - odpuscic
                  nieco "swojego". Wtedy mamy rzeczywi`scie consensus - kiedy na ustepstwa ida
                  obie strony.

                  Matko jedyna, toz na tym własnie ta nieszczesna demokracja polega.
                  • donq Re: Zamiast sie spierac o terminy, 09.05.06, 01:28
                    Moc liberalizmu/demokracji/jakkolwiek to nazwać rozwiązywania sporów przez
                    kompromis jest jednak ograniczona - jest to możliwe tylko wtedy, gdy poglądy czy
                    interesy stron są tylko "różne" a nie "bardzo różne".

                    Jaki kompromis można wypracować we wspomnianym przez Ciebie problemie aborcji,
                    jeśli jedna strona uważa ją za morderstwo? Zabijać 20% dzieci?

                    Jaki kompromis można wypracować z ludźmi, którzy uważają, że Żydów należy
                    wysyłać do gazu? Gazować 10% losowo wybranych?

                    Jaki kompromis można wypracować z ludźmi, którzy uważają, że jesteś "burżujem"
                    do odstrzału, bo masz np. mieszkanie? Pozwolić im odstrzelić 1/3 właścicieli
                    mieszkań i ową 1/3 oddać "ubogim"?

                    Dlatego bez spójnych założeń fundamentalnych nie podlegających dyskusji
                    stabilność jest niemożliwa, jeśli istnieją rzeczywiście poglądy / interesy
                    "bardzo różne". Sam liberalizm / demokracja niczego nie załatwia, potrzebne są
                    fundamenty, na których się opiera.

                    DonQ
                  • mg2005 Czy można być "częściowo w ciąży"?... 09.05.06, 19:37
                    Droga Melbo

                    Kompromis jest możliwy w takich kwestiach jak: Podatek 19% czy 22%?

                    Jeśli ktoś uważa , że człowiek istnieje od poczęcia, to czy może pójść na
                    kompromis - 'aborcja tylko do 12 tyg.'?

                    Jeśli ktoś uważa,że 'homo' to dewiacja, to czy może zaakceptować promocję
                    dewiacji na ulicach, legalizację zboczonych związków , adopcję dzieci?
                    Prawo nie powinno legalizować rzeczy nagannych moralnie (prostytucja,dewiacje)
                    ponieważ to psuje autorytet prawa i niszczy moralność społeczną (jeśli państwo
                    legalizuje prostytucję, tzn.,że prostytucja jest czymś dobrym...)

                    Liberał mówi: "Ja uważam,że 2+2=4, ale mogę zaakceptować jako równoprawny
                    pogląd,że 2+2=5 - i pójść na kompromis,że 2+2=4,5 "
            • mg2005 Re: Dwa liberalizmy 07.05.06, 20:26
              Rzeczywiście, trochę 'pojechałem'...)) Zamiast 'libertynizm' powinienem
              napisać 'relatywizm'.
              'Liberał aksjologiczny' nie musi być libertynem, ale w praktyce przeważnie nim
              jest...(negacja konserwatywnej aksjologii)

              Pytanie: czy na relatywiźmie można zbudować trwały ład społeczny i silne,prężne
              społeczeństwo?


              sobekx napisał:

              > libertynów - wyznawców kultu powrotu do natury,
              > pochwały seksu i nagości

              Ciekawe,że często 'liberalizm moralny' sprowadza się do tego...
          • vivian.darkbloom wypadałoby sięgnąć przynajmniej po słownik... 07.05.06, 13:08
            czym innym jest liberalizm czym innym libertynizm a jeszcze czym innym
            libertarianizm.
            libertynizm w znaczeniu zwartej doktryny światopoglądowej należy już do przeszłości.
            warto tez dodać, że liberalizm nie oznacza tego samego w USA i w Europie. w USA
            liberał to mówiąc z grubsza zwolennik demokratów.
            choc muszę sie zgodzić, że wazne jest rozróżnienie na liberalizm jako taki i
            liberalizm gospodarczy, bo nie każdy kto wyznaje liberalizm gospodarczy jest
            liberałem w ogólności (w normalnych krajach - czytaj: nie w Polsce -
            konserwatyści są tego przykładem)
        • janek-007 OK zgoda co do definicji.... 07.05.06, 20:47
          OK zgoda co do definicji piszesz:
          "Tak dwie różne ideowo sfery, nieprzemakalne, gdyż w nieadekwatnych wymiarach,
          z natury rzeczy szybować muszą obok siebie."
          Moim zdanie wcale nie musza szybowac obok siebie. Problem jest wtym ze jest
          generalny brak kultury dyskusji i argumentacji. Po to zeby dyskutowac na jakis
          temat musi byc spelniony podstawowy warunek; dyskutanci musza chciec osiagnac
          kompromis w danej sprawie oraz przestrzegac regul argumentacji. W Polsce w
          dyskusjach na tematy polityczne czy ekonomiczne ten warunek nigdy nie jest
          spelniany i na ogol chodzi tylko i wylacznie o to azeby kompletnie zniszczyc
          oponenta, przyklad; rozmowy koalicyjne PiSu z Platforma Obywatelska o utworzenu
          rzadu a obecnie zachowanie calej tak zwanej opozycji. Im nie chodzi o
          znalezienie rozwiazania-kompromisu takiego ktore byloby dobre dla Polski oni
          poprostu chca zniszczyc PiS i koalicje konsekwencje ich nie obchodza, kropka. W
          ich zachowaniach nie ma jakiego kolwiek sladu refleksji czy rzeczowej
          argumentacji. Dla obecnej opozycji minione 17 lat i rezultaty przemian nie maja
          najmniejszego znaczenia faceci podpieli sie pod ortodoksje neoliberalizmu i nic
          innego ich nie obchodz zadnej refleksji zadnej weryfikacji.

          Polscy 'liberalowie' czytaj neoliberalni ortodoki sa gdzies na etapie rzwoju 4-
          letnigo Jozia ktory idac ulica co rusz przystaje pod jakims oknem wystawowym i
          wszysto chce miec i to zaraz, a jak nie to kladzie sie na ulicy i wali nogami o
          chodnik albo straszy ze sie zabije. Tak wlasnie zachowuje sie dzisiejsza polska
          opozycja.

          Myslacy i odpowiedzialni ludzie w Polsce powinni poprzec PiS, koalicje i
          Kaczynskich bo jak na razie to to jest jedyna szansa na jakies zmiany a dopiero
          po 4 latach ich rozliczyc w nastepnych wyborach. Obecna koalicja rzadzaca daje
          szanse azeby wyeliminowac z Polski myslenie bolszewickie i komunistyczne oraz
          odsunac od wladzy raz na zawsze ludzi spapranych komunizmami i
          internaconalizmami wszelkiej masci. Komunista w kazdym wydaniu i wcieleniu
          nigdy nie byl i nie bedzie demokrata czy liberalem to nie ta tradycja myslowa i
          kulturowa.

          Dyskusja na temat polskiej demokracji i liberalizmu powinna sie toczyc ale
          zgodnie z regulami i pomiedzy ludzmi ktorzy chca osiagnac kompromis ktory sie
          sprawdzi w Polsce a nie slepo i bezmyslnie imitowac i wykonywac rozkazy innych.
          Jak do tej pory polscy 'liberalowie' nic konstruktywnego i rozsadnegoe do
          dyskusji nie wniesli i nie wnosza.
          • euromir Re: OK zgoda co do definicji.... 08.05.06, 02:46
            Szanowny Panie Janku-007,

            napisal Pan:
            "Po to zeby dyskutowac na jakis temat musi byc spelniony podstawowy warunek;
            dyskutanci musza chciec osiagnac kompromis w danej sprawie oraz przestrzegac
            regul argumentacji."

            Pańskie twierdzenie uważam za blędne. Szkoda, iż Pan go nie uzasadnia. Tym
            bardziej ciekawi mnie - na jakiej podstawie Pan tak sądzi?
            Chęć prowadzenia rozmowy bowiem w żaden sposób nie musi być związana z
            oczekiwaniem osiągnięcia (jedynie) kompromisu. Sądzę, iż zachowaniu temu inne
            jeszcze mogą patronować cele.
            Zwracam uwagę, iż pośrednio przyznaje Pan memu rozumowaniu rację pisząc, że "(w
            rozmowach koalicyjnych PIS - przyp.mój) z Platforma Obywatelska o utworzenu
            rzadu (...) nie chodzi o znalezienie rozwiazania-kompromisu takiego ktore
            byloby dobre dla Polski oni poprostu chca zniszczyc PiS i koalicje konsekwencje
            ich nie obchodza, kropka. W ich zachowaniach nie ma jakiego kolwiek sladu
            refleksji czy rzeczowej argumentacji."

            Tyle o różnicach. Popieram Pana natomiast bez rezerwacji w opisie: " Myslacy i
            odpowiedzialni ludzie w Polsce powinni poprzec PiS, koalicje i Kaczynskich bo
            jak na razie to to jest jedyna szansa na jakies zmiany a dopiero po 4 latach
            ich rozliczyc w nastepnych wyborach. Obecna koalicja rzadzaca daje szanse azeby
            wyeliminowac z Polski myslenie bolszewickie i komunistyczne oraz odsunac od
            wladzy raz na zawsze ludzi spapranych komunizmami i internaconalizmami
            wszelkiej masci. Komunista w kazdym wydaniu i wcieleniu nigdy nie byl i nie
            bedzie demokrata czy liberalem to nie ta tradycja myslowa i kulturowa."


            Pozdrawiam Pana serdecznie:

            Euromir
            • janek-007 Re: OK zgoda co do definicji.... 08.05.06, 03:42
              Pisze Pan:
              ""Po to zeby dyskutowac na jakis temat musi byc spelniony podstawowy warunek;
              dyskutanci musza chciec osiagnac kompromis w danej sprawie oraz przestrzegac
              regul argumentacji."

              Panskie twierdzenie uwazam za bledne. Szkoda, iz Pan go nie uzasadnia. Tym
              bardziej ciekawi mnie - na jakiej podstawie Pan tak sadzi? "

              Wlasciwie powinienem napisac i to jest moj blad; "zeby argumentowac"
              zamiast "zeby dyskutowac".
              Dyskusja i argumentacja to dwie rozne rzeczy chociaz argumentacja to dyskusja
              ale dyskusja to nie argumentacja.

              Dyskusja to:
              1."An extended communication (often interactive) dealing with some particular
              topic" ( rozszerzona comunikacja (czesto interaktywna) dialog majacy do
              czynienia z partykularnym tematem).
              2."An exchange of views on some topic" (wymiana pogladow na jakis temat).

              Argumentacja natomiast to:
              1."A discussion in which reasons are advanced for and against some proposition
              or proposal"( dyskusja w ktorej wysuwane sa 'racjonalne argumenty' za i przeciw
              jakies propozycji czy twierdzeniu).
              2."The methodical process of logical reasoning" (metodyczny proces w logicznym
              mysleniu).

              Dyskutowac mozna sobie o tym czy o tamtym przy kawie czy winie ale to wcale nie
              musi prowadzic do jakichs definitywnych konkluzji. Argumentacja natomiast to
              logiczny proces udowadniania nie naukowych stwierdzen. W naukach scislych
              udowadnia sie jakies twierdzenie uzywajac logiki formalnej czyli albo cos
              jest 'prawda' albi nia nie jest. W naukach nie scislych nigdy nie mozna
              powiedziec ze cos jest tylko prawda albo tylko falszem; argument zwykle ma
              pewne prwdopodobienstwo jest tak albo nie w jakims stopniu. Dlatego powinienem
              napisac ze:
              "Po to zeby argumentowac na jakis temat (w sesie udowadniac swoja hipoteze)
              musi byc spelniony podstawowy warunek; adwersarze (dyskutanci) musza chciec
              osiagnac kompromis w danej sprawie oraz przestrzegac regul argumentacji" w
              przeciwnym wypadku argumentacja czy dyskusja nie ma najmniejszego sensu i
              zamienia sie w zwykla pyskowke.

              Pozdrawiam,
              janek-007
              • euromir Niezgoda co do definicji... 08.05.06, 04:44
                Szanowny Panie Janku 007,

                dziękuję za rychłą i wyczerpującą odpowiedź. Jest godzina 4:15 nad ranem. Toteż
                muszę siłą rzeczy odpowiedzieć Panu krótko.

                Rónica między argumentacją a dyskusją.

                Argumentacja - również wg encyklopedii - to element tylko dyskusji.
                Niezbywalny. Jednakowoż tylko element, bez którego racjonalna dyskusja odbyć
                się w żaden sposób nie może. Inaczej pozbawioną siły "the methodical process of
                logical reasoning" tylko będzie. Zatem gołą tylko wymianą poglądów.

                (Poza wszystkim sądzę, iż angielsko-amerykańskie lingwistyczne definicje,
                którymi się Pan posługuje w prowadzonej przez nas rozmowie o tyle mało są
                przydatnymi, o ile tlumaczy je Pan często błędnie.)

                Pozdrawiam Pana serdecznie:

                Euromir
        • deszcz.jesienny Re: Propozycja - zacznijmy od definicji 07.05.06, 22:08
          euromir napisał:

          > Liberalowie zaś będąc zwolennikami
          > indywidualistycznego egoizmu, a priori nie poddają swej ideologii
          ograniczeniom
          >
          > myślenia w kategoriach narodu, "kolektywu", "stada".


          A jednak listy protestacyjne ślą stadnie.


          > Tak dwie różne ideowo sfery, nieprzemakalne, gdyż w nieadekwatnych wymiarach,
          z
          >
          > natury rzeczy szybować muszą obok siebie.


          Obawiam się, że spotrzeżenie o nieprzystających do siebie orbitach
          - aczkolwiek z gruntu słuszne - wymagałoby jednak argumentacji
          bardziej przekonującej, niźli przedstwiona powyżej.
          • euromir Re: Propozycja - zacznijmy od definicji 08.05.06, 03:54
            Mily Panie deszcz.jesienny,

            postuluje Pan, abym me mało konkretne, b.poetyckie i górnolotne sformułowanie: -
            "Tak dwie różne ideowo sfery, nieprzemakalne, gdyż w nieadekwatnych wymiarach,
            z natury rzeczy szybować muszą obok siebie." - doprecyzował, gdyż
            wymaga "argumentacji bardziej przekonującej, niźli przedstwiona powyżej."

            Postaram się pańskiemu życzeniu jak najlepiej sprostać.

            W poście będącym obiektem naszego wspólnego obecnie zainteresowania pisałem o
            encyklopedycznych definicjach ideii liberalnej i konserwatywnej. Na tej
            podstawie przyjąłem za pewnik, iż:
            "podstawowymi wartościami liberalizmu, wg definicji encyklopediycznych są;
            indywidualizm, wolność człowieka, nadrzędność jednostki nad społeczeństwem,
            ograniczenie roli państwa, prawo do zdobywania i posiadania własności i swoboda
            działalności gospodarczej."
            Konserwatyzm natomiast "to orientacja polityczna, która bazuje na hasłach (...)
            zachowywania i umacniania tradycyjnych wartości, takich jak: religia, naród,
            państwo, rodzina, hierarchia, autorytet, własność prywatna."

            Z powyższego twierdzenia wyciągnąłem dość banalny wniosek, że:
            "konserwatyści "chcą bronić starego porządku ze względu na przekonanie o
            ewolucyjnym charakterze zmian społecznych." Liberałowie zaś będąc zwolennikami
            indywidualistycznego egoizmu nie poddają swej ideologii ograniczeniom myślenia
            w kategoriach "stada".
            Sądzę, iż całkiem celnie prezentuję nieadekwatność obu sfer dowodząc, że
            egzystując ideowo w dwu różnych etycznie światach żadnych ze sobą nie mogą mieć
            punktów stycznych.

            Pozdrawiam Pana serdecznie:

            Euromir


            • mg2005 p.Sadurski a poligamia 08.05.06, 22:51
              Czy liberał powinien zaakceptować legalizację związków poligamicznych?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka