Dodaj do ulubionych

Nauka prędko gnije

18.06.06, 00:05
Antropolożka, architektka, psycholożka - GW tak cudownie wazelinuje
feministkom, że normalni ludzie pękają ze śmiechu!Proponuję jeszcze:
psychiatrka, pediatrtka, stomatolożka itp. Niezłe głupoty, co? Dedykuję je
redakcji GW, a zwłaszcza paniom tam pracującym!
Obserwuj wątek
    • poszi Tytuł sobie, treść sobie 18.06.06, 02:44
      Mocny tytuł "nauka prędko gnije", a następnie akapit, jak to nauka staje się
      dogmatyczną religią. Po czym cała treść to polemika z kontrowersyjnymi
      wypowiedziami Zagórskiego oraz na koniec pokazanie, jak to dziennikarze dali sie
      złapać oszustowi z Korei. I to ma być wszystko? Jeśli to mają być argumenty na
      zdogmatyzowanie nauk ścisłych, to wypadły zupełnie nieprzekonywująco.

      Problem polega raczej na tym, że prof. Tokarska-Bakir jest luddytą. Bo jakże
      inaczej niz luddyzmem można określić taką wypowiedź:

      "Z dotychczasowego doświadczenia z nowymi technologiami wynika niezbicie jedno:
      nie ma na świecie takiej władzy, która zagwarantowałaby, że zostaną one użyte do
      właściwych celów."

      To samo można powiedzieć o przemyśleniach humanistów. Czy Nietzsche zdawał sobie
      sprawę, że jego filozofia będzie pożywką dla nazistów? A marksiści? Toż broń
      jądrowa nie przyniosła ludzkości nawet drobnego ułamku tego cierpienia, co
      zatrute ideologie.

      Problemem jest człowiek, a nie nauka. Nauka jest tylko narzędziem.
    • maruda.r Re: Nauka prędko gnije 18.06.06, 03:55
      tales1 napisał:

      > Antropolożka, architektka, psycholożka - GW tak cudownie wazelinuje
      > feministkom, że normalni ludzie pękają ze śmiechu!Proponuję jeszcze:
      > psychiatrka, pediatrtka, stomatolożka itp. Niezłe głupoty, co? Dedykuję je
      > redakcji GW, a zwłaszcza paniom tam pracującym!

      ******************************************

      Następnym razem napisz cos krótkiego, np. "xyz". Osiągniesz swój cel: pierwszy
      wpis w wątku, a dodatkowo unikniesz przemęczenia wszystkich czterech szarych
      komórek (mogą przydać do przełączania kanałów w tv).
      W to, że cokolwiek rozumiesz z artykułów i tak nikt nie uwierzy, więc po co się
      przemęczać?

      • mondokane Re: Nauka prędko gnije 18.06.06, 09:04
        No ale przecież nauczył się składać literki - a to już coś! Ja bym mu dał
        bardziej ambitne zadanie, niech napisze: frustrat, kompensacja i na koniec moze
        obce słowo inferiority complex.
      • grgkh Re: Nauka prędko gnije 27.06.06, 14:00

        > Następnym razem napisz cos krótkiego, np. "xyz".
        > Osiągniesz swój cel: pierwszy wpis w wątku, a dodatkowo
        > unikniesz przemęczenia wszystkich czterech szarych
        > komórek (mogą przydać do przełączania kanałów w tv).

        A ilu komórek użyłeś/aś pisząc powyższe? ;) Gdy braknie argumentów wystarczy krzyk. I na nic więcej nie było Cię stać.

        > W to, że cokolwiek rozumiesz z artykułów i tak nikt
        > nie uwierzy, więc po co się przemęczać?

        Ja wierzę, bo rozumiem to tak samo, a więc to już dwie osoby.
    • a.barbarus banalny tekst, czyli erudycja a myślenie 18.06.06, 08:02
      Przy całym szacunku do niewątpliwej erudycji Pani Profesor (niestety w
      dziedzinach odległych od biologii) zauważyłem, że ani jedno zdanie nie odnosi
      się do meritum. Czy ingerowanie w aparat genetyczny jest groźne, jeśli tak to
      dlaczego? Czy żywność zmieniana genetycznie jest szkodliwa, jeśli tak to
      dlaczego? Zamiast tego przeczytałem o tabu, które jakoby chroni ludzkość przed
      nią samą i dowiedziałem się o odkryciu Pani Profesor, że faszyzm i komunizm były
      złe.
      Natura od milionów lat manipuluje genami, co gorsza - powoduje wymieranie całych
      gatunków, by mogły pojawić się nowe. Skoro człowiek nauczył się manipulować
      genami (pierwszy zdaje się był tu niejaki Miczurin), widocznie natura
      uwzględniła w "swych planach" taką możliwość, a skoro tak - żadne tabu nie
      powstrzyma zapoczątkowanych procesów. Być może manipulacje genetycze przyspieszą
      ewolucję, być może spowodują zagładę gatunku, ale jak widać były nieuchronne.
      Człowiek jest częścią natury i nie jest w stanie zrobić niczego (z definicji) z
      naturą sprzecznego, bowiem to zdolność (z definicji) zastrzeżona dla bogów.
      Teraz z niecierpliwością oczekuję tekstu na temat manipulacji genetycznych,
      który wyszedłby spod pióra filologa klasycznego...
      • a.barbarus ps, czyli przypomniałem sobie 18.06.06, 08:09
        Człowiek, czy się to komuś podoba czy nie, nadal będzie manipulował nie tylko
        instrumentami natury ale także systemami społecznymi i gospodarczymi, bo gdyby
        tego nie robił być może Pani Profesor byłaby dziś czyimś, z całym szacunkiem,
        niewolnikiem lub żyła w systemie wspólnoty pierwotnej, dla któej czonków katar
        często okazywał się schorzeniem śmiertelnym. Zdumiewa naiwna wiara (sic)
        niektórych erudytów w ostateczność rozwiązań, które zastali i w których przyszło
        im żyć.
        • mcewan Re: ps, czyli przypomniałem sobie 18.06.06, 11:54
          Ten artykuł obrazuje intelektualną przepaść jaka istnieje między naukami
          przyrodniczymi i ścisłymi. Autorka, choć oczywiście jest oczytana w różnych
          humanistycznych teoriach, nie potrafi przeprowadzić spójnego wywodu, nie umie
          argumentować, myli założenia z wnioskami, etc.

          1. Ot, choćby to: '(1) Po pierwsze, uczony sądzi, że kwestia dopuszczenia na
          rynek europejski żywności genetycznie modyfikowanej jest poza dyskusją.' Akurat
          to jest normatywny postulat Zagórskiego, a nie opis rzeczywistości. Trzeba mieć
          dużo złej woli albo brak rudymentarnych zdolności rozumienia tekstu, żeby
          uważać, że Zagórski kwestionuje sam fakt, że taki sprzeciw w rzeczywistości
          istnieje. On tylko postuluje (!!!), że decydenci powinni ten sprzeciw zignorować
          jako nieracjonalny i wynikający z mitologicznych przesłanek.

          2. Dalej autorka oskarża, że GMO 'może być interpretowany w jeden tylko sposób'
          i jest to dla niej dowodem na 'dogmatyzm'. Niestety, nie podaje propozycji w
          jaki inny sposób możemy 'interpretować' żywność modyfikowaną genetycznie i kto
          inny mógłby to robić. Antropologowie? Filolodzy klasyczni? Muzycy? Idąc tropem
          autorki można powiedzieć, że to dogmatyzm, że wyłącznie naukowcy zaprojektowali
          samoloty, rakiety kosmiczne, etc. Przecież powinni dopuścić inne 'rodzaje'
          racjonalności...
          Ten błąd wynika z tego, że autorce mieszają się sfery, w których nauka jest i
          powinna być (o ile chcemy być racjonalni) jedyną i ostateczną instancją ze
          sferami, w których taką instancją nie może być (np. duchowe czy religijne
          potrzeby człowieka). Autorka nie rozumie, że jeśli odrzucimy GMO wbrew
          jednoznacznej opinii biologów (zakładam, że ona istnieje), to robimy to z
          podobnych powodów, z których muzułmanie odrzucają jedzenie wieprzowiny (czyli z
          powodów magiczno-religijnych). Trudno kwestionować, że dla niektórych ludzi np.
          niejedzenie wieprzowiny jest ważne: tylko czy UE albo rząd polski powinien o tym
          decydować?

          3. Autorka przytacza tezy publicystyczne, które mieszają jej się z tezami
          naukowymi 'jak wiara w to, że telewizja wyeliminuje wojnę, że internet obali
          dyktatury'. Proszę o nazwiska naukowców, i numery periodyków w których takie
          tezy były bronione przez naukowców-przyrodników.

          4. Autorka pisze: 'W religiach świeckich - stalinizmie, hitleryzmie, maoizmie -
          przeświadczenie to uznano za wsteczne i wyrugowano. W rezultacie pojawiła się
          nowa forma tyranii zaprowadzającej raje na ziemi. Jej zbrojnym ramieniem była
          niemal zawsze (może poza reżimem Pol Pota) nieskrępowana "mitologicznymi"
          skrupułami nauka, dziedzicząca po tradycyjnych religiach wszystkie ich cechy
          najgorsze - dogmatyzm i fanatyzm, zaś świadomie pozbywająca się najlepszych -
          pokory i woli samodoskonalenia.'
          Niestety, dla każdego kto ma elementarne wiadomości o nauce
          stalinowskiej/hitlerowskiej/maozistowskiej jest oczywiste, że była to 'nauka'
          przykrawana do ideologicznych celów rządzących, która pozostawała w jawnej
          sprzeczności z mainstreamem naukowym tamtych czasów (znów: proszę na nazwiska,
          periodyki w których chwalono Łysenkę albo eksperymenty rasowe - oczywiście poza
          USSR i III Rzeszą). Ten akapit niestety świadczy o ignorancji autorki jeśli
          chodzi co historie nauki.

          Mógłbym tak jeszcze długo... Słowem: gdyby to napisał mój student dostałby
          tróję. Nie bardzo rozumiem, dlaczego GW zaakceptowała ten tekst albo nie
          popracowała z autorka. To, że wzbudzi on dyskusję i sprzeciw to oczywiste, tylko
          nie bardzo rozumiem dlaczego GW stawia na dyskusje na poziomie pierwszej klasy
          liceum...
          • inside_dopester Re: ps, czyli przypomniałem sobie 18.06.06, 23:05
            pomijając pewne drażniące cechy stylu i pewne uproszczenia (które trafnie
            wytknąłeś w pkt. 3 i 4), teza artykułu bakir jest dość prosta, by nie rzec -
            banalna. tymczasem ty, jak mi się zdaje, pojąłeś go kompletnie opacznie - jako
            atak na nauki ścisłe w ogóle (?) - i potraktowałeś jako dowód na rzekomą
            intelektualną przepaść (?) dzialącą nauki społeczne od ścisłych.

            chodzi zaś z grubsza o to: jeżeli zasadniczą wartością etosu naukowego jest
            (powinien być) "zorganizowany sceptycyzm", a więc gotowość do rewizji ustaleń
            pod wpływem nowych danych i uwzględnianie we wszelkich działaniach ryzyka błędu
            (a dotyczy to w równym stopniu nauk ścisłych i społecznych), to w oficjalnym
            dyskursie naukowym obserwujemy często coś przeciwnego - właśnie dogmatyzm,
            przekonanie o nieomylności i bagatelizowanie ryzyk, uwiarygodniane autorytetem
            nauki własnie. w ten sposób nauka, która w stosunku do innych form ludzkiej
            wiedzy czy poznania - magii, religii, itp. - zastosowała standardy racjonalnej
            krytyki, odmawia zastosowania ich do samej siebie.

            i bynajmniej nie chodzi o to, żeby na ten przykład biolodzy w kwestiach
            biologii słuchali antropologów (co za absurd!). rzecz w tym, że nawet _w łonie
            nauk ścisłych_ ów rzekomy, oficjalny konsensus jest kompletnym mitem. tam
            również ścierają się różne teorie i interesy, różne szacunki kosztów i ryzyka,
            a uwikłanie nauki w kontekst społeczny oznacza, że "fakty" przez nią
            produkowane są w pewnym stopniu refleksem tychże uwarunkowań i interesów - np.
            tego, jakie pytania postanawiamy zadać i w jaki sposób je chcemy zadać (a to
            znaczy również: jakich pytań zadać _nie chcemy_, np. jeśli chodzi o
            tzw. "skutki uboczne"). dlatego w debacie np. dotyczącej globalnego ocieplenia
            (gdzie notabene konsensus zdecydowanie przesunął się na korzyść zielonych) czy
            GMO to właśnie tzw. ekolodzy często wykazuja postawę bardziej racjonalną -
            posiłkując się wiedzą naukową wskazuja na możliwe ryzyka albo widoczne już
            gołym okiem "skutki uboczne", podczas gdy oficjalni przedstawiciele nauki je
            często dogmatycznie lekceważą (często, choć niekoniecznie, za kasę od koncerów
            paliwowych). zarzucanie im antynaukowości to kompletne kuriozum i zaprzeczenie
            etosu naukowego.

            generalnie - z wypowiedzi zagórskiego, a i z twojego postu, wyłania się dość -
            wybacz - przedpotopowe i zmistyfikowane rozumienie filozofii nauki. a
            wydawałoby się, że po popperze i kuhnie nie ma już doń powrotu wśród ludzi
            rozsądnych.

            zaś co do pkt. 1 - to najlepszy dowód, że i wsród przedstawicieli nauk ścisłych
            niektórzy z logiką i rozumieniem tekstu bywaja na bakier...toż autorka właśnie
            stiwerdza, że zdaniem zagórskiego żadnej dyskusji tutaj być nie powinno i
            należy ją uciąć, bo oponenci do współecześni luddyści! tego typu argumenty
            kompromitują ich autora, ale oddają też niedźwiedzią przysługę nauce.
            • mcewan Re: ps, czyli przypomniałem sobie 19.06.06, 00:20
              Uważam, że ten artykuł jest irracjonalnym atakiem na nauki ścisłe i wezwaniem do
              tego, by decyzje polityczne w sprawie GMO były oparte nie na danych naukowych i
              rachunku ekonomicznym, ale żeby uwzględniały także mity i postulaty różnych
              współczesnych szamanów. Jak inaczej można rozumieć wezwanie do 'dyskusji', skoro
              tak się składa, że nie ma obecnie poważnych biologów, którzy by twierdzili, że
              dopuszczona na rynek GMO jest szkodliwa. To kto z kim ma tu dyskutować?


              jeżeli zasadniczą wartością etosu naukowego jest
              > (powinien być) "zorganizowany sceptycyzm", a więc gotowość do rewizji ustaleń
              > pod wpływem nowych danych i uwzględnianie we wszelkich działaniach ryzyka błędu
              Nigdzie nie zaprzeczyłem, że generalnie wartością w nauce jest sceptycyzm.
              Problem w tym, ze w przypadku GMO:
              1. nowych danych świadczących o szkodliwości GMO z tego co wiem nie ma.
              2. Jakieś ryzyko błędu oczywiście istnieje. I dlatego istnieja niezwykle surowe
              reguły dopuszczania na rynek nowych produktów GMO. Ryzyko istnieje też przy
              lataniu samolotem - a mimo to latamy.


              nauka, która w stosunku do innych form ludzkiej
              > wiedzy czy poznania - magii, religii, itp. - zastosowała standardy racjonalnej
              > krytyki, odmawia zastosowania ich do samej siebie.
              Na czym polega odmawianie krytyki GMO, wytłumacz mi proszę? Czy ktoś odmawia
              biologom posiadającym stosowną wiedzę i laboratoria do krytyki i opublikowania w
              Science albo Nature swoich wyników - wierz mi konkurencja w nauce
              (amerykańskiej) jest taka, że wielu z przyjemnością ogłosiloby i od wielu lat
              nad tym pracują, że prof. X się pomylił i tak naprawdę jakaś GMO jest szkodliwa.


              dlatego w debacie np. dotyczącej globalnego ocieplenia
              > (gdzie notabene konsensus zdecydowanie przesunął się na korzyść zielonych) czy
              > GMO to właśnie tzw. ekolodzy często wykazuja postawę bardziej racjonalną -
              > posiłkując się wiedzą naukową wskazuja na możliwe ryzyka albo widoczne już
              > gołym okiem "skutki uboczne", podczas gdy oficjalni przedstawiciele nauki je
              > często dogmatycznie lekceważą (często, choć niekoniecznie, za kasę od koncerów
              > paliwowych). zarzucanie im antynaukowości to kompletne kuriozum i zaprzeczenie
              > etosu naukowego.
              O globalnym ociepleniu się nie wypowiadam, ta dziedzina została całkowicie
              upolityczniona - częściowo zapewne dzięki samej niejednoznaczności wyników badań
              metereologicznych.
              Na szczęście biologia to nie meteorologia: proszę przytocz jakiś sensowny
              argument ekologów przeciwko GMO, która weszła już na rynek/ma wejść a tym samym
              zostały na niej wykonane wszelkie standardowe procedury.


              > wydawałoby się, że po popperze i kuhnie nie ma już doń powrotu wśród ludzi
              > rozsądnych.
              Co takiego w moim wpisie świadczyło o nieznajomości Poppera, Kuhna (a moze też i
              Lakatosa albo Fayerabenda jeśli zechcesz). Tylko konkretnie proszę. A nie jak JT-B.


              Co do pkt 1 autorki, to podtrzymuję swoje stanowisko. JT-B napisała:
              'Po pierwsze, uczony sądzi, że kwestia dopuszczenia na rynek europejski żywności
              genetycznie modyfikowanej jest poza dyskusją.... Pierwsza zadaje kłam
              rzeczywistości empirycznej, do której wszak należy także dotychczasowy unijny
              sceptycyzm wobec GMO.'
              Ty piszesz:
              'autorka właśnie
              > stiwerdza, że zdaniem zagórskiego żadnej dyskusji tutaj być nie powinno'

              Sorry, przeczytaj jeszcze raz artykuł: autorka nie stwierdza, że zdaniem
              Zagórskiego dyskusji nie POWINNO być. Ona bałamutnie zamienia postulat
              normatywny Zagórskiego na zdanie opisujące i mu zaprzecza twierdząc (prawdziwie
              zresztą), że przecież jakaś dyskusja jest. Jej błąd logiczny polega na tym, ze
              to co dla Zagórskiego jest wnioskiem (przesłanka1: naukowcy opowiadają się
              jednoznacznie za GMO, przesłanka2: w sprawach GMO politycy powinni brać pod
              uwagę zdanie naukowców a nie np. szamanów, wniosek: dyskusja o rzekomej
              szkodliwości GMO nie ma sensu) ona potraktowała jako zdanie opisujące świat
              (jakoby Zagórski miał twierdzić, że dyskusji o GMO po prostu nie ma). Ten błąd
              uważam za jeden ze szkolnych błędów, które niestety dyskwalifikują ten tekst.
              • illiterate Re: ps, czyli przypomniałem sobie 19.06.06, 01:31
                ok, więc powtarzam - nie zgadzam się z twoją oceną tego artykułu.

                na poziomie najbardziej ogólnym bakir pokazuje, że przedstawiciele nauki często
                sprzeniewierzają się jej etosowi, popadając w irracjonalny dogmatyzm. w tym ma
                niewątpliwie rację - i w tym sensie broni ideału nauki! nie zauważyłem tam
                bynajmniej kwestionowania "naukowej racjonalności" jako takiej, czy postulatu,
                by problemy nauk ścisłych rozwiązywała antropologia itp.

                teraz co do gmo - zaznaczam, że wg mnie głównym niebezpieczeństwem jest tu nie
                tyle zagrożenie ekologiczne, ale możliwość niespotykanej wcześniej w historii
                monopolizacji produkcji zywności przez kilka korporacji.

                tak czy inaczej, wobec rzekomego konsensusu mamy prawo miec watpliwości -
                jeżeli np. w ciałach opiniodawczych brytyjskiej rządowej rady naukowej BBSRC,
                pod której auspicjami przeprowadzono testy nad gm, roi się od ekspertów z
                Syngenty, GlaxoSmithKline, AstraZenecy, Mercka, Pfizera, Celltech itp. itd., a
                nie ma żadnego przedstawiciela organizacji konsumenckich czy ekologicznych...

                mówisz: "oparte na danych naukowych i rachunku ekonomicznym". czy ty naprawdę
                nie zdajesz sobie sprawy, jak rozciągliwe są to pojęcia? (kłania się lakatos)
                że "rachunek ekonomiczny" konkretnego ekonomicznego aktora lub grupy aktorów -
                np. branży lotniczej - może stać w sprzeczności z bardziej długofalowymi
                konsekwencjami czy interesem ogólnospołecznym?

                "mimo to latamy samolotem" - jeżeli istnieją podstawy by sądzić, że dalszy
                obłędny rozwój lotnictwa cywilnego może mieć katastrofalne skutki dla klimatu,
                a mimo to latamy, to jest tak m.in. dlatego, że ktoś zarabia na tym pieniądze,
                a zwiazku z tym ma interes w bagatelizowaniu ryzyka. w imię, a jakże, "rachunku
                ekonomicznego".

                podsumowaując: jeżeli ktoś jest przeciwnikiem broni chemicznej, to
                niekoniecznie musi być wrogiem chemii...
              • inside_dopester Re: ps, czyli przypomniałem sobie 19.06.06, 09:38
                jescze a'propos pkt. 1 - otóż nadal się nie zgadzam.

                prawda, sformułowanie autorki jest tu dość niejasne, ale moim zdaniem jedyna
                logiczna jego interpretacja - przy założeniu minimum dobrej woli ze strony
                interpretatora i przy uwzględnieniu całego kontekstu i ogólnej logiki wywodu -
                jest następująca:

                zagórski (jak sam słusznie piszesz) rozumuje, że ponieważ (1) żaden powazny
                naukowiec, a jedynie jacyś współcześni wyznawcy szamanizmu i myślenia
                magicznego, nie sprzeciwia się gmo, zatem (2) debata wokół tematu jest
                bezprzedmiotowa. tymczasem przesłanka jest fałszywa, ponieważ w samych
                instancjach ue trwa na ten temat merytoryczny spór, ścierają się różne
                _naukowe_ ekspertyzy, itp. - a zatem rzekomy naukowy konsensus nie istnieje,
                trwa za to debata.

                zauważ, że interpretacja twoja jest znacznie mniej logiczna _w kontekście
                całego wywodu_: że co, że bakir zarzuca zagórskiemu negowanie faktu debatyo
                gmo, w której on sam przecież właśnie zabiera głos? przeciez to absurd!

                więcej dobrej woli, mniej belferskiej pedanterii proponuję.
            • grgkh Re: ps, czyli przypomniałem sobie 27.06.06, 14:36
              > chodzi zaś z grubsza o to: jeżeli zasadniczą wartością
              > etosu naukowego jest (powinien być) "zorganizowany sceptycyzm",
              > a więc gotowość do rewizji ustaleń pod wpływem nowych danych
              > i uwzględnianie we wszelkich działaniach ryzyka błędu
              > (a dotyczy to w równym stopniu nauk ścisłych i społecznych),
              > to w oficjalnym dyskursie naukowym obserwujemy często coś
              > przeciwnego - właśnie dogmatyzm, przekonanie o nieomylności
              > i bagatelizowanie ryzyk, uwiarygodniane autorytetem
              > nauki własnie. w ten sposób nauka, która w stosunku do innych
              > form ludzkiej wiedzy czy poznania - magii, religii, itp. -
              > zastosowała standardy racjonalnej krytyki,
              > odmawia zastosowania ich do samej siebie.

              Nie rozróżniasz "działalności człowieka w ogóle" od tego, co w ramch tej działalności, dopiero później, po weryfikacji, można zakwalifikować jako naukę. Nauka ma na celu poznawanie, odnajdowanie, co jest prawdziwe, a wykorzystanie tego nie jest już nauką lecz wykorzystywaniem nauki. Prawda istnieje obiektywnie obok nas i możemy unikać jej poznania, bo mogłaby okazać się szkodliwa, ale wciąż jesteśmy w środku drogi poznawania i nie wiemy, odstępując od poznawania na wszelki wypadek, co tracimy. A odstępując poddajemy się dogmatowi, który twierdzi, że coś na pewno będzie szkodliwe.
          • alina112 Re: z czytania ze zrozumieniem trójka 19.06.06, 00:23
            Nie wiem kim są Pańscy studenci, ale im współczuję. Przecież z czytania ze
            zrozumieniem Panu należy się 3minus . Toż cały tekst jest o tym, ze nauki
            (nawet ścisłe, ale głównie przyrodnicze) nie są absolutnie wolne. Podlegają
            uwarunkowaniom społecznym (jak Łysenko własnie) modom i trendom
            (cywilizacyjnym, politycznym, ideowym)
            Stąd wezwanie do ostrożności. I takim wezwaniem jest artykuł o którym
            dyskutujemy
      • irenik1 Re: banalny tekst, czyli erudycja a myślenie 18.06.06, 09:46
        Do Barbarusa, który napisał:
        Teraz z niecierpliwością oczekuję tekstu na temat manipulacji genetycznych,
        który wyszedłby spod pióra filologa klasycznego...
        Proszę bardzo.
        A Jakub to niby na czym się dorobił dwu żon u swojego wuja Labana, jak nie na krzyżowaniu, czyli mieszaniu „tego, co Bóg stworzył oddzielnie” (jak napisał pewien "katolik" na innym forum? patrz: Ks. Rdz 30. Dorobił się zresztą sióstr, z którymi owocnie sypiał (z ich niewolnicami takoż): Ks. Rdz 29-30).
        Wystarczy? Więcej - z genetyki - nie umiem...
        Pozdrawiam - też barbarus, choć sine barba (jeśli to ma jakieś znaczenie).

    • mondokane Re: Nauka prędko gnije 18.06.06, 08:54
      Obalenie argumentu trzeciego jest po prostu śmieszne.
      Jasne, że magia etc. odróżniają nas od zwierząt. I co z tego? Jaki to ma związek
      z racjonalnością, która podobno jest fundamentem naszej kultury (a nauki w
      szczególności) - NB to tez nas odroznia od zwierzat. Wydawało mi się, że
      dyskusja o GMO powinna być starciem dwóch racji a nie dwóch systemów wierzeń.
      Czy o to chodzi pani JT-B? Aby przeciwstawić "wierzenia" nauk przyrodniczych
      wierzeniom nauk humanistycznych? Do tego się skłaniam, bo w jej tekscie nie ma
      sladu merytorycznych argumentow.
    • mondokane Re: Nauka prędko gnije 18.06.06, 09:14
      Jeszcze raz się doczepię ;-)
      Pani JT-B pisze:
      "Nauki ścisłe nigdy nie wyzwoliły się od tego, co w socjologii bywa nazywane
      społecznym uwarunkowaniem wiedzy, czyli wpływem, jaki na umysł badacza wywiera
      świat zewnętrzny (np. polityka, ambicje czy źródła finansowania)."

      Czy to oznacza, że istnieją nauki wolne od takich uwarunkowań??? Niech zgadnę,
      chodzi o antropologię kulturową?
      Jasne, że mogą mieć one negatywny wpływ na rozwój nauki, że trzeba je
      identyfikować i im się przeciwstawiać. Ale wiara, że można się z takich
      uwarunkowań, jak pisze JT-B "wyzwolić", jest sporą naiwnością.
    • nfa05 Re: Nauka prędko gnije 18.06.06, 09:34
      Patologie środowiska akademickiego
      www.nfa.pl/articles.php?topic=1
      • maniek.kilof Re: Nauka prędko gnije 18.06.06, 10:27
        www.naukowcy.republika.pl/profesorpirat.html
        a to jest samo życie...
    • tzetze1 Re: Nauka prędko gnije 18.06.06, 10:57
      Chybiony ten artykul.

      "(1) Po pierwsze, uczony sądzi, że kwestia dopuszczenia na rynek europejski
      żywności genetycznie modyfikowanej jest poza dyskusją."

      Skad pani prof. wysnula ta teza? Czytalem komentowany artykul - nie o tym mowil.
      To przeciwnicy GMO ucinaja dyskurs, dezawuujac metodologiczna mozliwosc zbadania
      wplywu GMO na czlowieka a nie na odwrot!

    • koloratura1 Chapeau bas, Tales! 18.06.06, 12:52
      AŻ tyle z tego artykułu wyniosłeś!
    • navaira Ach, tales... 18.06.06, 12:54
      Twój komentarz jest taki mądry, rzeczowy i związany z treścią artykułu! Aż
      prawie widać, jak Ci się męskość wydłuża. Dowaliłeś feministkom, nie ma co!
    • pjpb Re: Nauka prędko gnije 18.06.06, 14:52
      powyzszy tekst jest pomieszaniem z poplataniem a ma w najlepszym przypadku
      peryferyjny zwiazek z artykulem, na ktoryt rzekomo odpowiada
      1 i owszem, dla wielu ludzi rozwoj nauki jest dowodem na nieistnienie boga.
      pytanie tylko, co bylo pierwsze - jajko czy kura. czy to nauka staje sie nowa
      religia dogmatyczna - czy moze raczej ludzie, ktorzy sa przekonani o braku
      potrzeby wprowadzenia bylow nadprzyrodzonych do wyjasnienia zlozonosci swiata
      dzieki rozwoju nauki dostaja po prostu nowe argumenty?
      2 dobry naukowiec _jest_ otwarty na teorie sprzeczne z obowiazujacym kanonem.
      aby jednak te teorie zostaly powaznie potraktowane musza w sposob spojny
      opisywac pewna rzeczywistosc. tak na przyklad kreacjonizm trudno traktowac
      powaznie, skoro tlumaczy wszystko 'przyszla bozia i tak poukladala wszystko aby
      utrzec nosa przemadrzalym i pysznym nie wierzacym w jej wielkosc'
      3 nauki przyrodnicze daja wiele odpowiedzi - ale komplikacja tychze zazwyczaj
      przewyzsza ciekawosc swiata przecietnego przezuwacza. w spoleczenstwie
      funcjonuje wiec raczej przetrawiona, obrazkowa wersja teorii, a w dyskusji
      slyszani sa zazwyczaj nie ci, ktorzy teorie znaja, ale 'zaangazowani'
      specjalisci od prostych odpowiedzi na trudne pytania. dzieki prostocie [a co za
      nia zazwyczaj idzie - nieadekwatnosci] jezyka dyskusji, bardzo szybko argumenty
      staja sie nie tyle naukowe co mitologiczne. i o tym wlasnie pisal w swym
      artykule p. zagorski
      4 nauka jako nowa religia.... coz, liczaca sie religia powinna miec charakter
      masowy. dzisiaj na rynku mamy raczej targowisko idei, niz monoteizm naukowy.
      znacznie wieksze emocje budza feng shui, medycyna niekonwensjonalna, diety-cudy,
      rozdzki i inne tego typu cudenka niz odkrycia nauki czy dyskusja o
      dopuszczalnosci czy bezpieczenstwie ich stosowania. a jak juz wspomnialem, nawet
      jesli do takiej dyskusji dojdzie, do glosu czesciej dochodza sprzedawcy idei,
      niz ludzie uzywajacy wynikow konkretnych badan do uzasadnienia swych tez
      5 i owszem - jest w nauce problem z etyka. elitarnosc nauki kreowala przekonanie
      o uczciwosci jej czeladnikow. przez co w procesie opracowywania wynikow w grupie
      badawczej czy czasopismie przykladano duzo wage do analizy niepewnosci - i w
      konsekwencji istotnosci naukowej otrzymanych wynikow. natomiast w ostatnich
      latach konkurencja i slabosc sklonila wielu ludzi do falszowania wynikow - a
      tego rodzaju bledy sa wyjatkowo trudne do wykrycia dzieki zaufaniu do
      profesjonalizmu i uczciwosci badacza jak rowniez zwyklego podzialu pracy. jest
      to problem jednak z ucziwoscia ludzi i interakcji nauki ze 'swiatem
      zewnetrznym'. nowe spektakularne wyniki sa w srodowisku naukowym traktowane z
      podejrzliwoscia tak dlugo, jak nie zostana odtworzone przez inna grupe badawcza
      - co nastepuje flugo po wielkiej fecie w gazetach masowych
    • stopzionism biochemia jest nauka raczej ścisłą i jako taka 18.06.06, 16:03
      musi stosować zasade weryfikacji hipotez w praktyce na drodze experymentów.
      zagórski nie ma racji i mysli jakby nauka opierała sie na wierze.
      skoro nie przedstawił badań wpływu na ludzi zywności zmutowanej to nie ma prawa
      twierdzic że takiego wpływu ta żywnośc nie niesie ze sobą.
      wprost przeciwnie raczej małoprawdopodobne jest twierdzenie że zmutowana
      żywnośc nie będzie miała żadnego wpływu na zdrowie człowieka i zachodżace w tym
      ciele mutacje.jedzenie to jeden z podstawowych czynników mutujących.
      autorce zas nauka nie może kojarzyc sie z religia bo od dawna wiadomo że sa
      dwie prawdy naukowa i religijna przy czym ta pierwsza musi byc weryfikowalna
      poprzez doświadczenie.prawda religijna nie jest a nawet nie mozę byc
      weryfikowalna czego najlepszym dowodem jest mitologia hebrajska.
      np. "darowanie przez jahve" palestyny pytanie z palestyńczykami czy tez bez nich
      jak widac na tych urojeniach syjoniści zrobili realne ludobójstwo dla narodu
      arabów palestyńskich , które trwa juz ponad 60 lat. to jest prawda
      zweryfikowana przez doświadczenie to ludobójstwo i co z tym świat robi?
      • w11mil jesz truskawki? 18.06.06, 21:01
        stopzionism napisała:
        > skoro nie przedstawił badań wpływu na ludzi zywności zmutowanej to nie prawa
        > twierdzic że takiego wpływu ta żywnośc nie niesie ze sobą.

        truskawki sa poziomkami zmutowanymi genetycznie
        • grgkh A pszenica też... 27.06.06, 14:07
          Haploidalna pszenica i w ogóle znaczna większość naszego pożywienia, to wynik eksperymentów z kodem genetycznym w wykonaniu naszych przodków. Nie robiono tego dawniej w laboratorium lecz żmudnie i powoli, na polach i w hodowli, ale metoda jest ta sama. Poziomy transfer genów w przyrodzie jest znanym zjawiskiem i nikt z tego powodu nigdy nie stosował restrykcji wobec nowych odmian i gatunków.
    • paskudaprawdziwa Nauka prędko gnije, z Raju juz raz zostalismy wygn 18.06.06, 17:29
      Dobra dyskusja - dopowiada to, co w eseju jest „polem do wypelnienia”.

      Esej interesujący, pobudzjacy,
      ale
      Autorka pisze tak jakby nie chciala powiedziec „calej prawdy”, brak pewnej
      precycyzyjnosci wywodu, wysilku w strone perfekcyjnej jasności swojego
      stanowiska, jakby tresc wymagala jakiegos artystycznego „kamuflażu”, choc
      może slowo kamuflaz jest za mocne…i może nie najlepsze, ale nie przychodzi mi
      teraz do glowy nic innego W każdym razie dziwia mnie te „niedowykonczenia”
      mysli krytycznej. Ale esej nie jest nudny, zdecydowanie pobudzacy,

      choc wcale nie,

      „obrazuje intelektualną przepaść jaka istnieje między naukami przyrodniczymi i
      ścisłymi. „ --jak to napisal/la mcewan. Dla mnie Autorka po prostu nie
      prowdzi do konca, nie prowadzi do maksymalnej precyzji swojego stanowiska, nie
      ojasnia do konca widzenia problemu .

      Rzecz ciekawa, teksty z przeprowadzona perfekcyjnie jasno mysla, swietnie
      uargumentowana, często nie maja zadnego odzewu, nie pobudzaja dyskusji.
      Przykładem niedawny, moim zdaniem doskonaly, esej (w dwu czesciach) Adama
      Michnika "Wobec pogromu kieleckiego: dwa rachunki sumienia."

      Tu z kolei sklonnosc do maksymalnej precyzji wywodu doporwadzila do tego, ze
      esej stal się dlugachnym tasiemcem i nie sposób go czytac go bez
      wydrukowania, a tym samym „na goraco” wypowiedziwec się. A rzecz jest wazna
      i potrzebna w debacie politycznje i szerzej spolecznej, zwlaszcza dzisisaj . A
      ta „rzecz” to szukanie zrodel antysemityzmu, a raczej uprzedzen, tak Polakow do
      Zydow, jak Zydow do Polakow i jeszcze szerzej - naszej ludzkie bariery wobec
      Innego, Obcego.

      W tym eseju Autorka podejmuje z tej samej rubryki problem - ludzkich oporow
      wobec Nowego, niby stary problem, ale jak w kazdej epoce i dzisiaj trzeba
      uporac się z tym, przy tym nie tylko na poziomie formalnej poprawosci myslenia
      o problemie, ale tez praktyczneych aplikacji, tutaj zdrowotnych.

      Kazda ze stron (zwolennikow modyfikowanej zywnosci i przecienikow) ma swoje
      racje. Ostroznosc nie zaszkodzi, zwlaszcza dzisiaj, gdy tempo zmian nie tyle
      wyzwala ile wrecz przytłacza, a w gre wchodzi przeciez nie spor o kanoan
      naukowy, ale o szlachetne zdrowie, ba! nawet zmiany w zapisie genotypu, a wiec
      chyba jest to otwieranie furtki w strone tworzenia nowego „gatunku”
      człowieka. A już raz zostaliśmy wygnani z Raju.
    • timoszyk Re: Nauka prędko gnije 18.06.06, 20:19
      Przy odrobinie wysilku ten artykul da sie przeczytac do konca, a nawet byc moze
      i zrozumiec, ale po co?
      Autorka zrobila wszystko, by nie za bardzo bylo wiadomo o co w nim chodzi i by
      przez to nabral pozorow naukowosci. Jesli juz porywa sie jednak na pisanie o
      zywnosci zmodyfikowanej genetycznie, to by warto bylo czegos sie z tego
      artykulu o tym niezwykle waznym problemie dowiedziec. Fakt, nie doczytalem, byc
      moze poswiecila temu ostatnia strone.

      Wac
    • eutrapelia Autorka ma sporo racji 18.06.06, 21:47
      tales1 napisał:

      > Antropolożka, architektka, psycholożka - GW tak cudownie wazelinuje
      > feministkom, że normalni ludzie pękają ze śmiechu!Proponuję jeszcze:
      > psychiatrka, pediatrtka, stomatolożka itp. Niezłe głupoty, co? Dedykuję je
      > redakcji GW, a zwłaszcza paniom tam pracującym!

      Przeczytaj talesie1 raz jeszcze, może coś cię oświeci - jakaś mała iluminacja
      etc? Autorka krytykuje pozytywistyczne podejście do nauki, które określa
      współczesnym terminem - fundamentalistyczne. W końcu pozytywizm jest takim
      scjentystycznym fundamentalizmem. Z tego punktu widzenia wielu krytyków religi z
      pozycji nauki, na ogół nie wiedząc o tym, faktycznie stoi na gruncie pewnej
      odmiany fundamentalizmu. Autorka ma sporo racji sugerując, że w nauce nie ma
      nic "raz na zawsze". Dzisiejsze tezy są weryfikowane, obalane lub precyzowane
      przez kolejne pokolenia ludzi nauki, które dysponują lepszymi narzędziami i
      metodami, a także wiedzą i doświadczeniem poprzednich pokoleń uczonych. Tak było
      zawsze, historycy nauki coś o tym wiedzą. W tym kontekście gadanie, że żywność
      modyfikowana genetycznie jest całkiem bezpieczna to tylko gadanie. Zobaczymy co
      nauka powie o tym za 30 lub 130 lat. Przypominam, że w średniowieczu upuszczanie
      krwi uważano za całkiem sensowną terapię leczniczą. Pytanie, jak się oceni
      stosowanie współczesnych farmaceutyków ze znanymi i nieznanymi niepożądanymi
      działaniami za lat 100? Podejrzewam, że podobnie jak upuszczanie krwi. A
      przecież za przemysłem farmaceutycznym stoi dziś poważna nauka i zastępy
      uczonych. Tak więc, talesie1, więcej pokory, więcej zrozumienia dystansu
      czasowego w jakim rozwija sie nauka. Autorka ma sporo racji i jest mniej ważne,
      że nie pisze tego, jak bym wolał, w "Dzienniku".
      • wari Re: Autorka ma sporo racji 19.06.06, 07:33
        eutrapelia napisał:

        Przypominam, że w średniowieczu upuszczani
        > e
        > krwi uważano za całkiem sensowną terapię leczniczą.

        Przykład nietrafiony. Jest to wciąż podstawowa metoda leczenia np. porfirii.
    • summertime3 Zgadzam sie z autorka 19.06.06, 02:35
      I mowie to jako osoba z branzy nauk przyrodniczych. Do wszystkich nowosci bio-
      medycznych takze do zywnosci GM trzeba podchodzic z wielka ostroznoscia, bo
      nigdy nie wiemy do konca jakie beda dlugofalowe efekty ich stosowania. Miliony
      ludzi na swiecie zostaly zabite lub okaleczone przez oficjalne leki. Nie bez
      kozery rowniez bogaci jedza tylko zywnosc organiczna. Oni wiedza od NAUKOWCOW,
      ze ona jest bezpieczniejsza i zdrowsza. Dlatego do GM zywnosci nalezy
      podchodzic z wielka ostroznoscia. W Polsce nie brakuje zywnosci. Polacy
      umieraja z glodu w wyniku mafijnego kapitalizmu.
      • wari Re: Zgadzam sie z autorka 19.06.06, 07:39
        Też jestem biologiem pracujacym w nauce i w życiu bym tego świństwa GMO do
        Europy nie wpuścił. Niestety opłacani przez koncerny "naukowcy" mają większą
        siłę przebicia. GMO zaszkodzi nie człowiekowi bezpośrednio, ale posrednio przez
        negatywny wpływ na otaczajacą przyrodę (tak jak się to już dzieje w USA).O
        fatalnych skutkach ekonomicznych i społecznych nie wspomnę, bo to nie moja
        działka.

        Jeśli ktoś wierzy we wszystko co pisze Nature to współczuję, już tyle bzdetów
        napisali (bakterie z Marsa - he he). Nawet do tego zalecałbym ostrożność.
        • la.paloma do nauki trzeba podchodzic z dystansem 19.06.06, 18:16
          jej piekno tkwi w jej ewolucji i zmianach teorii, pogladow itp. To fakt, ze
          przekupieni przez korporacje "naukowcy" i lekarze sa posrednikami smierci. Ja
          tez w zyciu bym nie wziela do ust zywnosci GM. W USA, jak wiemy, rosliny GM
          zakontaminowaly pylkiem plantacje zdrowych roslin i pojawil sie ogromny
          problem. Rolnicy i konsuymenci sa przerazeni. Zywnosc GM to wielki bizens dla
          globalnych mafio-korporacji takich jak Monsanto, bo one chca zapanowac nad
          swiatowa zywnoscia. Chca ja opatentowac. Wtedy glodowac bedzie 90% ludnosci
          swiata. I o to chodzi, wylacznie o KASE dla mafio-korporacji!
    • toja3003 Jeśli ktoś chce uprawiać naukę "dla sztuki i zabaw 21.06.06, 10:07
      Jeśli ktoś chce uprawiać naukę "dla sztuki i zabawy",
      proszę bardzo ale dlaczego za moje podatnicze pieniądze?
    • sofanes Androny Pani Profesor 21.06.06, 20:56
      Tekst Szanownej Pani Profesor przeczytalem z duzym zaciekawieniem.
      Niestety, pomimo misternego jezyka i znakomitych cytatow, a takze probom
      doprecyzowania glownych tez profesora Zagorskiego, do ktorych Pani Profesor sie
      odnosi, mam nieodparte wrazenie, ze podstawowy sens artykulu Pani Profesor
      umknal (czy byc to w ogole moze...?!).
      Rzecz jasna, przywolanie "klasyka dziedziny" uprawianej przez pania profesor
      przez przedstawiciela nauk scislych jest, powiedzmy to sobie szczerze, w
      najlepszym razie naduzyciem, przestepstwem niemalze, po coz sie mitygowac...
      Pewnie daruje Pani Profesor prostemu studentowi ten ironiczny ton, a moze i
      nie; w koncu prof. Zagorskiemu i jego zartobliwemu odniesieniu do Frazera
      darowane nie zostalo...
      Wrocmy jednak do zywego tesktu Pani profesor:

      "1) Po pierwsze, uczony sądzi, że kwestia dopuszczenia na rynek europejski
      żywności genetycznie modyfikowanej jest poza dyskusją. (2) Jedyna możliwa
      rozmowa na ten temat sprowadza się do właściwego zrozumienia, czym
      jest „transformacja genetyczna”, a każdy, kto to naprawdę pojmie, automatycznie
      stanie się zwolennikiem GMO. (3) Ktokolwiek postępuje inaczej, ulega myśleniu
      magicznemu i przyczynia się do „tworzenia nowego tabu pokarmowego, niemającego
      nic wspólnego z GMO, za to dużo z magicznym stosunkiem do rzeczywistości”. (4)
      Summa summarum: „Przeciwnicy żywności modyfikowanej genetycznie to nowe plemię
      dzikusów wierzących nie w naukę, lecz w magię”, i można ich słusznie przyrównać
      do „nomenklaturowych półinteligentów” spod znaku Trofima Łysenki.

      Powyższe enuncjacje są dosyć zdumiewającym przykładem argumentacji naukowej."

      Rzecz w tym, ze zebrane w tych trzech punktach glowne tezy artykulu prof.
      Zagorskiego nie sa, i zdaje sie, ze nie mialby byc, "argumentacja naukowa".
      Sa one, w moim przekonaniu, jak najbardziej trafnym opisem rzeczywistosci.
      A pisze te slowa jako absolwent biotechnologii na jednej z lepszych polskich
      uczelni, w tym momencie pracujacy zawodowo za granica.
      ***
      Jesli chodzi o biotechnologie, moge zapewnic Pania Profesor, ze jesli chodzi o
      argumentacje naukowa, nie tylko pylek glupi, jak magister biotechnologii, ale i
      sam profesor Zagorski chetnie argumentacje naukowa jest w stanie na dowolne
      zadane pytanie (tematu dotyczace) przedstawic; rzecz w tym, ze NIKT z
      przeciwnikow biotechnologii i GMO, czy tez "obiektywnych" obserwatorow, ktorzy
      wszak probuja jedynie "rownowazyc racje", naukowych argumentow nie chce sluchac
      ani dyskutowac, a to z jednego, prostego powodu - ich wiedza dotyczaca genetyki
      oraz biologii molekularnej jest praktycznie zerowa.
      Z tego to kpi profesor, z tej dziwnej (z naukowego punktu widzenia) i
      nieopanowanej checi wypowiadania sie ignorantow na tematy, o ktorych pojecia
      nie maja; o ktorych za to maja ugruntowane (a jakze), poglady.
      ***
      "Freudowskie przejezyczenie", wedlug ktorego w nauke mozna 'wierzyc' o ktorym
      wspomina Pani Profesor, nie bylo zadnym przejezyczniem, jak sadze.
      Ja odebralem je jako uproszczenie tezy, ze skoro juz ignoranci decydowac chca o
      sprawach na ktorych sie nie znaja (np. wprowadzajac takie czy inne ograniczenia
      dotyczace badan), dziwacznym jest to, ze tak niskie zaufanie pokladaja w
      naukowcach i nauce; w koncu mozna byc ignorantem w danej dziedzinie (ja np.
      takim jestem w naukach humanistycznych) a nie czuc potrzeby "tlumaczenia"
      humanistom, czemu to np. fliozofia jest po stokroc lepsza niz socjologia,
      prawda ?

      Pani profesor dokonuje tu rzeczy niebywalej - przedstawia Pana Profesora jako
      twardoglowego zwolennika pokladajacego bezkrytyczne nadzieje w postepie
      technicznym (jak inaczej rozumiec caly akapit-przestroge przed
      nowymi "swieckimi mitami"...?), czlowieka patrzacego "ze zgroza" na witalnosc
      religii, jako przykladu myslenia irracjonalnego, ktorego wrecz nie moze
      zniesc...
      Nie chce zachowywac sie jak Pani Profesor i tworczo wzbogacac, rozwijac i
      interpreptowac (nad-interpretowac...?) tekt Prof. Zagorskiego, ale mam
      wrazenie, ze Pani Profesor zupelnie tu rzeczonego tekstu nie zrozumiala, badz
      jeszcze gorzej - z premedytacja wykorzystala jego wyrwane z kontekstu fragmenty
      (wciaz mowie o "wierze" w nauke) i dkoladnie odwrocila jego wymowe.
      A wymowa jest prosta - swiatopoglad naukowy i racjonalizm nie sa moze panaceum
      na wszystkie bolaczki tego swiata (a takie twierdzenie przypisuje Pani
      Profesorowi), ale na pewno lepszy jest taki swiatopoglad, niz myslenie
      irracjonalne...przynajmniej, jesli chodzi o postep technologiczny.

      Nikt nie odmawia prawa do krytyki, watpliwosci i dyskusji na tematy zwiazane z
      nowymi technologiami, w tym takze tymi "bio", takze etykom, filozofom, rolnikom
      i monterom, kazdy jednak z uczestniczacych w dyskusji powinien posiadac
      niebedne instrumentarium (tutaj podstawy biologii i genetyki), by dyskusja
      mogla w ogole sie odbyc. I z pewnoscia domaganie sie tego minimum i wysmiewanie
      ignorantow nie jest wyrazem bezkrytycznej i fanatycznej "wiary w postep".

      ***

      Ponizsze stwierdzenie za to jest juz kuriozum naprawde rzadko spotykanym,
      pozwole sobie zacytowac:

      "Z dotychczasowego doświadczenia z nowymi technologiami wynika niezbicie jedno:
      nie ma na świecie takiej władzy, która zagwarantowałaby, że zostaną one użyte
      do właściwych celów.(...).Jeśli więc nie jest w ludzkiej mocy skontrolowanie
      skutków biotechnologii, obawa i ostrożność przy jej wprowadzaniu okazuje się
      słuszna i w najwyższym stopniu racjonalna. Tylko ona może bowiem oddalić (nie
      unicestwić) perspektywę możliwej katastrofy, tak jak czyni to po dziś dzień
      konwencja o nierozprzestrzenianiu broni masowej zagłady"

      Pyszne, po prostu pyszny ciag rozumowania - skoro nie jestesmy w stanie
      zapewnic w 100% "dobrego" wykorzystania danej technologii (a przeciez nigdy w
      dziejach ludzkosci tak nie bylo, nie jest i wiecej - nie bedzie!!!), nalezy
      wykazywac "obawy i ostroznosc" (bo, jak powszechnie wiadomo, lze-naukowcy jak
      Prof. Zagorski i jego lze-poplecznicy, takze studenci biotechnologii, nawoluja
      do lekkomyslnosci i sa fanatykami nowej swieckiej technokratycznej religii), a
      to moze oddali katastrofe i masowa zaglade...

      Jeszcze o obawach i ostroznosci - racjonalne obawy zawsze towarzysza ludziom
      zajmujacym sie nowymi technologiami, bo w koncu oni najlepiej zdaja sobie
      sprawe, z jakim potencjalem maja do czynienia.
      Cala nauka dzisiaj opiera sie na kontroli, otwartosci i swobodnym przeplywie
      idei; Pani Profesor doskonale zdaje sobie z tego sprawe.

      Profesor Zagorski i wielu innych, w tym nizej podpisany, nie opowiada sie za
      bezkrytyczna fascynacja technologia, ale za tym, by dyskusja o potencjalnych
      zagrozeniach czy obawach byla prowadzona na RACJONALNYCH podstawach.
      Pani profesor, bez urazy - byc moze Pani przestrogi wynikaja ze slusznych
      pobudek (jak i "zielonych" niszczacyh uprawy GMO), ale jesli chce sie Pani
      wypowiadac w tej dyskusji, niech sie Pani troche douczy innego przedmiotu.

      Komunaly w rodzaju zadania "100% gwarancji, ze nikt nie uzyje technologii w
      zlym celu" ja i moi koledzy biotechnolodzy, ktorzy nie moga znalezc pracy w
      Polsce, slyszelismy juz tyle razy, ze juz mamy dosc...











Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka