galba 21.09.06, 07:09 czy to prawda, że wg IPN ojciec i dziadek pani komisarz byli UBeckimi oprawcami? To by tłumaczyło jej konsekwencję w wyborze najgorszych z mozliwych dla Polski opcji. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
nonieee Ta Pani... 21.09.06, 07:28 ...odkad tylko stala sie zawodowym urzednikiem europejskim, reprezentuje interesy Unii. Ta Pani nie reprezentuje interesow naszego kraju. Odpowiedz Link Zgłoś
toja3003 Politycy, więcej wyczucia! Jak będziecie się co ch 21.09.06, 08:27 Politycy, więcej wyczucia! Jak będziecie się co chwila pytać ludu co sądzi na jaki temat to będziecie dostawać przeróżne odpowiedzi. Po co pytać jak nie trzeba? A po drugie to po co używać drażliwych słów takich jak np. „konstytucja”. Przecież każdy kraj już ma swoją (poza GB). Trzeba podpisać kolejny „traktat” czy „układ” bądź „umowę prawną” i spokój. Przecież UE ma de facto wspólne granice zewnętrzne ale nikt nie krzyczał o zawiązywaniu Stanów Zjednoczonych Europy tylko podpisał „układ szengeński” i spoko. Gdyby wcześniej pod referenda poddawać jakąś „Wspólnotę Obrony Granic” itp., to do dziś nie możnaby przejechać ze Szwecji do Portugalii czy z Islandii do Grecji bez kontroli. Więcej wyczucia politycy! Więc jak chcemy mieć unijnego ministra spraw zagranicznych to nie nazywajmy go ministrem ale jakimś powiedzmy rzecznikiem czy referentem ds. pozaunijnych i nikt tego nie zauważy a efekt będzie taki sam. Tak samo z euro. Po co było Francuzom zabierać franka itp. Trzeba było zamrozić kursy (co zresztą się stało półtora roku przed 1-szym stycznia 2002 i to wtedy wprowadzono ekonomicznie euro) a potem przeprowadzić rewaluację walut w eurostrefie wedle stosownych współczynników, tak że 1 frank byłby warty tyle co np. 1 marka i każdy by się cieszył swoją walutą. A potem tylko podmienić monety żeby miały jedną, neutralną stronę wspólną z nominałem a drugą z ładnymi napisami typu „deucze mark” „viv la france” i co tam kto chce, zresztą tak jest i dzisiaj. Każdy miałby „swoją” walutę i mógłby się tym narodowo podniecać. A tak to Brytyjczyk myśli, że mu się gospodarka rozwija, bo nie ma euro a Irlandczyk myśli, że mu się rozwija, bo... ma euro. Austriak myśli, że ma tylko 5% bezrobocia dzięki euro a Francuz myśli, że ma 10% wskutek euro. Dać ludowi jego zabawki a samemu robić swoją robotę. Inaczej nadal będziemy dreptać z 50 państewkami w Europie a Rosja, Chiny i teroryści się tylko cieszą i mogą nas wykańczać, każdego z osobna, a i dla Ameryki taka pokawałkowana Europa nie jest partnerem, zresztą tą układankę z narodowych państewek przećwiczyliśmy już dobrze - do wojen światowych włącznie. To czy podpiszemy dokument o nazwie "konstytucja europejska" miałoby znaczenie symboliczne ale nie jest najważniejsze. Minimum to wspólna polityka zagraniczna UE w najważniejszych sprawach. Odpowiedz Link Zgłoś