08.10.06, 03:10
Wybitnym demagogiem jest Adam Michnik,który,tydzień temu,w artykule "Liberał
w świecie zarazy" przyrównał polityków,rządzących dziś w Polsce do
hitlerowców z lat 30.
Obserwuj wątek
    • maruda.r Demagogia Tworkistanu 08.10.06, 07:27

      Podziwiać trzeba przenikliwość Arystotelesa, który doskonale rozumiał, że
      demagodzy, zdobywając sobie przewagę, rozpętują mechanizm dewastujący
      obywatelską społeczność.

      **********************************

      Do czasu, oczywiście. Prędzej czy później, społeczność zorientuje się, że
      demagodzy nie mają do zaoferowania nic więcej poza bełkotem i strachem.

      I tak jest właśnie w przypadku Tworkistanu stworzonego przez braci Kaczyńskich.


      • janek-007 Ty to swietnie robisz od dosyc dawna juz. 08.10.06, 17:23
        • empirio Polska - raj dla demagogów 08.10.06, 20:01
          Mamy słabo wykształcone społeczeństwo, a więc podatne na manipulacje (bardzo proszę forumowiczów, by nie myśleli od razu o sobie). W takim społeczeństwie będą pojawiać się demagogowie i będą zdobywać poklask. Nic się nie zmieni, dopóki chętniej będziemy dotować budowę świątyń niż bibliotek, a znajomość katechizmu wśród uczniów będzie bardziej ceniona niż znajomość logiki.

          -
          NIEOBOJĘTNI - blogi wolnych ludzi
          • milo_1 Re: Polska - raj dla demagogów 08.10.06, 20:46
            empirio napisał:
            > Mamy słabo wykształcone społeczeństwo, a więc podatne na manipulacje (bardzo pr
            > oszę forumowiczów, by nie myśleli od razu o sobie). W takim społeczeństwie będą
            > pojawiać się demagogowie i będą zdobywać poklask. Nic się nie zmieni, dopóki c
            > hętniej będziemy dotować budowę świątyń niż bibliotek, a znajomość katechizmu w
            > śród uczniów będzie bardziej ceniona niż znajomość logiki.
            ---------------------------------
            Całe szczęście że większość forumowiczów stanowią WYKSZTAŁCIUCHY a więc nie są
            podatni na manipulacje ,ale czy dopiero taka "rozpierducha" jaką zgotowali nam
            "kaczyści" skłania do zastanowienia się, że siedząc wygodnie w domciu ktoś za
            nas podjął decyzję o takim a nie innym stanie rzeczy .Przecież na PiSuar
            głosowało zaledwie 3 mln polskiej społeczności tej właśnie słabo wykształconej,
            bojaźliwej, widzącej w kaczorach ratunek dla swoich frustracji i podsycanych
            nienawiści.Po prostu część społeczeństwa nie rozumiało do tej pory co to znaczy
            "społeczeństwo obywatelskie" ,że od ich zaangażowania zależy końcowy wynik.
            W dobie tak szybkich środków przekazu wystarczył rok czasu aby obudzić ich z
            marazmu.
            Demagodzy jakimi są bracia bliźniacy doskonale rozumieja fakt że szybka
            informacja w tym przypadku np.TVN 24 i internet jest dla ich działania wielkim
            zagrożeniem dlatego tak z nim walczą.Wykorzystują przy tym swoje źródło
            informacji jakim jest TV TRWAM i RM ,które dociera właśnie do tej mniej
            wykształconej części społeczeństwa bardzo podatnej na manipulację.Oni doskonale
            o tym wiedzą a socjotechnika w ich wykonaniu jest wypisz -wymaluj rodem z
            rozważań Arystotelesa.
            Uważam ,że świątynie trzeba budować a dzieci uczyć katechizmu ale muszą to robić
            kapłani którzy nauczą samodzielności w myśleniu.Tego boi się skostniała część
            kościoła bo człowiekiem nie myślącym samodzielnie łatwiej jest sterować.
            ________
            Panie Prezydencie Kaczyński - warto skorzystać z pomocy osobistego kapelana --
            ks.Indrzejczyka,który zawsze cenił w kontaktach ze swoimi podopiecznymi
            samodzielnośc w myśleniu i nigdy jej nie ograniczał.Jest wzorcem postępowego
            kapłana z jakże bogatą przeszłością opozycjonisty.Można to jak widać wspaniale
            połączyć..........
            polskiejutro.com/art.php?p=2742
            Na dobra katechezę nigdy nie jest za późno......
            Chyba,że ks. Indrzejczyk został juz oddelegowany z tej funkcji.....

            ----------------------------------------------

            " nie poszedłeś do urny to wybrał za ciebie naród durny....."
            • empirio Re: Polska - raj dla demagogów 08.10.06, 21:21
              Zasadniczo się z Tobą zgadzam, oprócz dwóch spraw: nie uważam, by uczenie katechizmu i budowanie świątyń było rzeczą dobrą. Religia zawsze była siłą sprzeciwiającą się wolności, dzielącą ludzi, wywołującą nienawiść. Jeśli ktoś koniecznie chce budować świątynie, niech robi to z prywatnych pieniędzy, a religię w szkole publicznej uważam za skandal - wypisz wymaluj, replika PRL-owskiej indoktrynacji, wpajanie dzieciom jedynie słusznej ideologii. Jeśli rodzice chcą tę ideologię wpajać swoim dzieciom - ich wybór, ale nie w szkole.
              Niestety, nie ma takich kapłanów, którzy nauczą samodzielności myślenia, ponieważ wiara religijna oparta jest na wyrzeczeniu się tejże samodzielności. Albo wierzę, albo myślę - tertium non datur.

              -
              NIEOBOJĘTNI - blogi wolnych ludzi
              • milo_1 Re: Polska - raj dla demagogów 08.10.06, 22:32
                Rzeczywistość płata figle i wbrew logice Kaczory zdają sobie z tego sprawę ,że
                możliwe jest trzecie wyjście i tego się najbardziej obawiają wytaczając tak
                cięzkie armaty ......ale "lud ciemny to kupi" jak mawiał Kurski........
              • nick3 Ludzie, nie przypadkiem staruszka nas ostrzega! 08.10.06, 22:42
                Zaufajcie kobiecie, co do której wykształcenia ani patriotyzmu - wypróbowanego
                w najczarniejszych okolicznościach - nie można żywić żadnych zastrzeżeń.

                Jeśli człowiek w tym wieku, o tak ustalonej renomie, trudzi się, by usiąść do
                klawiatury i pisać tak zdecydowany w swojej wymowie tekst, to znaczy, że w
                kraju jest źle!

                Ona widziała najgorsze rzeczy naszego stulecia z bliska. Takiego człowieka w
                takim wieku nie niepokoją drobiazgi.
                • milo_1 Re: Ludzie, nie przypadkiem staruszka nas ostrzeg 08.10.06, 23:22
                  nick3 napisał:

                  > Zaufajcie kobiecie, co do której wykształcenia ani patriotyzmu - wypróbowanego
                  > w najczarniejszych okolicznościach - nie można żywić żadnych zastrzeżeń.
                  >
                  > Jeśli człowiek w tym wieku, o tak ustalonej renomie, trudzi się, by usiąść do
                  > klawiatury i pisać tak zdecydowany w swojej wymowie tekst, to znaczy, że w
                  > kraju jest źle!
                  >
                  > Ona widziała najgorsze rzeczy naszego stulecia z bliska. Takiego człowieka w
                  > takim wieku nie niepokoją drobiazgi.
                  ------------------------------------------------
                  W tym momencie warto przypomnieć artykuł prof.Skargi z początku tego roku -jakże
                  aktualna jest zwłaszcza druga część artykułu w kontekście obecnych poczynań PiSu
                  Szkoda tylko że GW zakwalifikowała ten artykuł do szuflady pt. archiwum.......
                  Można miec nadzieję że cdn. nie nastąpi bo PiSuarowa Polska odejdzie w niebyt...

                  Tekst dość obszerny ale warto przeczytać aby "spuentować" go obecną publikacją
                  prof.Skargi
                  ____________________

                  Inteligencja zamilkła (2)

                  Barbara Skarga* 13-01-2006 , ostatnia aktualizacja 13-01-2006 19:29

                  Mamy więc demokrację, ale w specyficznym wydaniu, jako panowanie gustów ludu. A
                  lud lubi igrzyska. Dziś takim igrzyskiem dla gawiedzi jest lustracja. Do
                  niedawna były nim różne nadzwyczajne komisje sejmowe. Taka widocznie jest natura
                  człowieka, że lubi innym dopiekać do żywego. Nie chodzi mi jednakże o insynuacje
                  padające na forum wspomnianych komisji, które świadczyły przede wszystkim o
                  niskim poziomie kultury, nie tylko politycznej. W tych oskarżeniach, rzucanych
                  bez poważnych podstaw, a rozpowszechnianych przez prasę, zanikło to, co
                  najistotniejsze w kulturze i co zawsze było etosem inteligencji - szacunek dla
                  człowieka, także dla przeciwnika.

                  Skrzynka na donosy

                  I tak zrodziła się nie tylko wzajemna nieufność, lecz również chorobliwa
                  podejrzliwość. Obywatela przestało się traktować jak członka społeczności
                  uprawnionego do politycznego działania i wyrażania swych myśli. Żąda się
                  prześwietlenia całej jego przeszłości, a to znaczy, że zakłada się niejako z
                  góry, że nie ma on czystego sumienia, że popełnił przestępstwo.

                  Nurtuje mnie następne pytanie: czy lustracja jest zgodna z tradycjami prawa
                  europejskiego, wedle którego nie ma winnego, póki mu się winy nie dowiedzie? Mam
                  przekonanie, że temu prawu urąga. Jakże tu łatwo popaść w sprzeczność z
                  wrodzonym poczuciem słuszności i naturalnymi normami uczciwości, czego od
                  każdego prawa domagał się Arystoteles! Jak łatwo można rzucać oskarżenia bez
                  żadnej podstawy i żądać, by oskarżony dowodził swej niewinności! Niszczy się go,
                  więc pytam raz jeszcze: za co? Za to, że ze strachu coś podpisał, za wiele
                  powiedział? Wierzy się notatkom ubeków, ale nie bierze się pod uwagę ani metod
                  bezpieki, ani jej nagminnych kłamstw, ani tego zwykłego faktu, że ludzi mocnych
                  jest mało, że strachowi - zwłaszcza o rodzinę - ulega wielu.

                  Ten, kto sam nie przeszedł przez piekło, nie ma prawa sądzić, a w każdym razie
                  od sądu powinien się wstrzymać. Widziałam w swym życiu zbyt wielu ludzi
                  złamanych, by patrzeć przychylnie na tych, co rzucają kamieniem. Niektórym
                  zresztą wystarczy, że ktoś należał do znienawidzonej partii - już z góry jest
                  winien. Czyżbyśmy przyjęli zasady kodeksu prokuratora Wyszyńskiego (głównego
                  oskarżyciela w procesach stalinowskich)? Czyżby nasze, tak katolickie
                  społeczeństwo tęskniło za szubienicami i nie brało pod uwagę słów wypowiadanych
                  codziennie: "i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom"?

                  W tej atmosferze obsesyjnego pragnienia zemsty nie wiadomo za co, której
                  domagają się najczęściej ludzie mali, którzy sami niewiele przeżyli chwil
                  ciężkich, wystarczy donos. Donosom się wierzy, choć podstawowe prawdy etyki
                  dawno pokazały, że donosowi wierzyć nie wolno, że jest on interesowny i że się
                  go po prostu wrzuca do kosza. Jakże się pod tym względem zmieniła mentalność
                  ludzi! Przypominam sobie, że po wejściu armii sowieckiej do Wilna na budynku
                  dawnych sądów zajętym przez NKWD zawisła skrzynka z napisem: "Skrzynka na
                  donosy". Biegaliśmy ją oglądać, bośmy nie mogli uwierzyć, że jakakolwiek władza
                  państwowa, choćby i sowiecka, może się opierać na donosach.

                  Dla inteligencji miejsca już nie ma

                  Co więc może inteligencja w tej atmosferze małości, podłości i wielkich słów o
                  odrodzeniu moralnym, które brzmią fałszywie? Moralność bowiem nie polega ani na
                  wyśnionej dekomunizacji, bo nie wiadomo, co by to słowo miało dziś znaczyć, ani
                  na osądzaniu przeciwników politycznych pod lada pozorem, ani na tworzeniu
                  superkomisji o specjalnych uprawnieniach, bo niszczą one współżycie społeczne
                  oparte na normalnym, konstytucyjnie ustanowionym prawie, niszczą też zaufanie
                  społeczne - tę delikatną tkankę, która wzmacnia się w dyskusjach, gdzie decydują
                  racje, ale nie w prokuratorskich śledztwach.

                  Etyczność w ogóle podważa sens zemsty i odwetu. Nie znosi siły. Nie ma też
                  zaufania do państwa koncentrującego władzę. Dlatego w pięknych słowach o
                  państwowości, które wygłaszają niektórzy, dostrzegamy wyraźną dwuznaczność. Nie
                  jest bowiem jasne, czy chodzi o państwo jako wspólnotę obywatelską, czy o
                  etatyzm, czy po prostu o totalność władzy. Wiemy dobrze, bośmy to przeżyli, że
                  koncentracja władzy jest zabójcza dla rozwoju gospodarczego kraju, nie mówiąc o
                  tym, że grozi, jeśli tylko ulegnie zideologizowaniu - a ulega wyraźnie -
                  ubezwłasnowolnieniem obywatela, ograniczeniem pola jego działań, a co gorsza,
                  myśli. Nie ma wszak obywatelstwa bez wolności.

                  Powróciły też upiory przeszłości. Ten sam antysemityzm, ta sama ideologia
                  narodowa zamykająca się na wszystko, co inne, grzęznąca w tradycji przykrojonej
                  na miarę gawiedzi. Nie ma się więc co dziwić, że inteligencja zamilkła. Może w
                  ogóle zniknęła, może zamknęła się w swym profesjonalizmie, może zatopiły ją te
                  różne grona ludzi sukcesu? Pozostały co prawda jeszcze niewielkie jej bastiony,
                  ale nie będę wymieniać ich nazw, by nie stały się przedmiotem ataków, może nawet
                  chęci zniszczenia.

                  Głos bowiem perswazji nie jest miły. Nawet głos umiłowanego Papieża nie jest w
                  Polsce słuchany. Kto pamięta, że Jan Paweł II wciąż mówił o pojednaniu i że
                  ostatnia świątynia, jaką poświęcił, nosi wezwanie miłosierdzia?

                  Tak, dla inteligencji nie ma już miejsca. Może się odrodzi w najmłodszym
                  pokoleniu? Może ono zatęskni za innym sposobem życia? Rozmawiając ze studentami,
                  mam czasem taką nadzieję. Ale nadzieje, jak wiemy, bywają złudne.

                  *Prof. Barbara Skarga (ur. 1919) - filozof i etyk, pracownik Instytutu Filozofii
                  i Socjologii PAN. Autorka wielu książek, m.in.: "Narodziny pozytywizmu polskiego
                  1831-1864" (1964), "Kłopoty intelektu. Między Comtem a Bergsonem" (1975), "Czas
                  i trwanie. Studia nad Bergsonem" (1982), "Przeszłość i interpretacje" (1987),
                  "Ślad i obecność" (2002), "Kwintet metafizyczny" (2005). Redaktor naukowy
                  "Przewodnika po literaturze filozoficznej XX wieku" (t. 1-5, 1994-97).
                  Odznaczona Orderem Orła Białego.

                  Była łączniczką AK, w 1944 r. została aresztowana przez Rosjan i skazana na
                  dziesięć lat łagru. Po wyjściu z niego dostała nakaz dożywotniego osiedlenia w
                  kołchozie. Do kraju wróciła w 1955 r. Przeżyciom w ZSRR poświęciła książkę "Po
                  wyzwoleniu... (1944-56)" (1985).

                  Śródtytuły od redakcji
                  Barbara Skarga*
        • maruda.r Re: Ty to swietnie robisz od dosyc dawna juz. 09.10.06, 14:24

          Re: Ty to swietnie robisz od dosyc dawna juz.

          *************************************

          Chybiony zarzut. Nigdy nie głosowałem na Kaczyńskich.

    • m.m5 Idealny opis Kaczystanu! 08.10.06, 07:41
      Dziękuję pani profesor za ten artykuł. Mam wrażenie, jakbym czytała własne sądy
      nt tzw. IV RP. Parażająca zbieżność!
      • abba15 Re: Idealny opis UBekistanu 08.10.06, 09:12
        m.m5 napisała:
        > Dziękuję pani profesor za ten artykuł. Mam wrażenie, jakbym czytała własne sądy
        > nt tzw. III RP. Parażająca zbieżność!

        wogóle łże-UBecja to wybitni demagodzy
        chćby ta łże-pani i inni dychowo ubodzy
        • zgodnik1 abba15.. ty znowu bluzgasz Kaczyńskim! 08.10.06, 10:18
          ty SB-cki chamie!
          • janek-007 Gazeta Wyborcza przechtyrzyla sama siebie... 08.10.06, 17:38
            artykol p.Skargi jak ulal pasuje do okresu 'okroglo stolowego' panujacego w
            Polsce w latach 1989-2005. 'Swietnymi' demagogami sa; Tusk, Lokita, Leper,
            Michnik, Zycinski i wielelu wielu innych obroncow 'Okraglego Stolu'. Tyrania
            upadla po wyborach jesienia 2005 roku. Pani profesor zadaje pytanie, 'Dlaczego
            demagogow lud slucha i popiera?' ano pani profesor; lud przejzal przestal
            popierac demagogow w 2005 a pani nie do konca przemyslala druga czesc swojego
            artykulu.

            Pani artykuł mozna podsumowac: 'Mile zlego pocztki lecz koniec zalosny...'. Co
            do sadow to nie sa one wladza sama w sobie ale maja wladze nadana przez Sejm a
            nie zeslana przez Boga wiec podlegac powinny i podlegaja Sejmowi, tak powinno
            byc w demokracji. Jak sedziowie i sadownictwo sa liche i skorumpowane to nalezy
            im sie przyjzec z dosyc bliska.
            • nick3 Naziści robili to, co robi PiS. 08.10.06, 22:30
              janek-007 napisał:
              Co
              > do sadow to nie sa one wladza sama w sobie ale maja wladze nadana przez Sejm a
              > nie zeslana przez Boga wiec podlegac powinny i podlegaja Sejmowi, tak powinno
              > byc w demokracji.

              Trójpodział władzy, kolego.

              Jak sedziowie i sadownictwo sa liche i skorumpowane to nalezy
              > im sie przyjzec z dosyc bliska.

              Oby tylko nie z za bliska.

              Naziści zmonopolizowali władzę właśnie w ten sposób, że ciągle mówili o
              korupcji każdej instytucji, która mogłaby im stanowić przeszkodę.

              Robili dokładnie to, co robi PiS: uważali, że nic poza nimi nie jest
              reprezentacją narodu i realizowali tak pojętą "wolę narodu".

              Formalnie byli demokracją. Jeszcze w 1943 zrobili zgodnie z prawem wybory, w
              których poparło ich 100% społeczeństwa:)))
              • janek-007 Po do siegac po nazistow... 08.10.06, 23:17
                przypomnij sobie co zrobili komunisci po 1945 roku, duzo lepiej i szybciej od
                nazistow. Obecna koalicja to nie byli nazisci natomiast 'okragly stol' to byla
                kontynuacja komunizmu w wydaniu trockistowskim. Wiec obecna koalicja ma czysta
                karte a insynuacje o nazizmie itd. itp to wyssane z palca brednie nie kogo
                innego jak postkomuny i jej obroncow. Twoje argumenty mijaja sie z
                rzeczywistoscia i sa nie prawdziwe.
                • nick3 ..żeby zobaczyć, jak dziwnie podobnie jest dzisiaj 08.10.06, 23:40
                  janek-007 napisał:
                  > Obecna koalicja to nie byli nazisci [...] Wiec obecna koalicja ma czysta
                  > karte

                  Janku, "byli" - nie. Ale oby nie - "przyszli".

                  Michnik nie rzucał słów na wiatr, kiedy pisał o uderzających podobieństwach
                  (przy pewnych, na pewno ważnych, różnicach) pomiędzy Niemcami '33 a Polską '06.

                  Też czytałem tę książkę z reportażami z Niemiec, co on.

                  Zbieżności (liczne!) naprawdę robią wrażenie.
                  • janek-007 Nie mozna ekstrapolowac sytuacji... 08.10.06, 23:56
                    z lat 30 na lata 2006. Co wyscie sie tak uparli jak male dzieci na analogie z
                    przed 70 lat. Michnik moze sobie pisac co chce ale to wcale nie musi byc prawda
                    chociazby tylko z tego powody ze Michnik nie ma monopolu na prawde. Sytuacja
                    jest chyba bardziej skomplikoweana anizeli sie tobie i Michnikowi wydaje.
                    Michnik przeczytal ksiazke i robi sobie analogie takie jak mu sie podoba i jakie
                    mu odpowiadaja.
                    • nick3 Dobrotliwi PiSfaszyści & wykształciuchy-dzieciuchy 09.10.06, 20:51
                      Taki piar teraz budujecie?:)

                      Słowo "wykształciuchy" na określenie sprzeciwu środowiska akademickiego wobec
                      pisowskich dążeń w kierunku autorytaryzmu - zdaje się na to wskazywać.

                      A także taka retoryka:

                      > Co wyscie sie tak uparli jak male dzieci

                      (Pomijając fakt merytoryczny, że trafną analogię można dostrzec tu nie tylko z
                      tym, co było 70 lat temu, jak to zrobił Michnik, ale i z tym, co było 2400 lat
                      temu, jak to zrobiła Skarga.)
                      • janek-007 Guzik prawda naiwny lewaku... 10.10.06, 00:14
                        Jak Michnik i ty jestescie tacy dobrzy, to tylko wam sie tak wydaje, to trzeba
                        bylo pojsc dalej i robic analogie nie tylko skutkow ale i przyczyn. Jezeli
                        swoimi oglupialymi zmyslami ty i Michnik widzicie dzisiaj w Polsce jakies
                        analogie z lat 30-stych to powinienes takze slepy widziec ich przyczyny. Sam
                        sobie, przez pomylke chyba, udowodniles ze neoliberalna Polska z 1989 - 2005 to
                        tak naprawde Weimarska IIIRP, jezeli dalej podtrzymujesz swoje lunatyczne
                        analogie z lat 1930. Powinienes chyba cos wiedziec, ty i twoj idol, o
                        przyczynach i skutkach zanim zaczniecie ujadac na Polske.
                        • nick3 Weimarska IIIRP :) 10.10.06, 01:01
                          To nie jest takie złe określenie!

                          Tak - ich wady były podobne. Ale i skok demokratyczny w porównaniu do stanu
                          poprzedzającego był w obu podobny. I niepokój części społeczeństwa
                          nieprzygotowanej na daleko idące skutki tej zmiany.

                          I stopień zniesławienia - ze strony propagandy tych, którzy przyszli później.
                          • janek-007 Analogie sytuacji z lat 30 i dzisiaj... 10.10.06, 01:12
                            poprostu nie maj sensu. Sa tylko akcje i ich konsekwencje. Jakie beda te
                            konsekwencje to tak naprawde nikt nie wie. Napewno beda konsekwencje tego co
                            nastapilo w ostatnich 25 latach i to nie tylko w Polsce ale i w skali globalnej.
                            "Medium is the message". Jezeli medium byl neoliberalizm i powszechne
                            zlodziejstwo to wyobraz sobie jaki jest 'the message' tylko nie narob w spodnie.
                            • nick3 PiS - jak NSDAP - jest socjalny tylko w retoryce. 10.10.06, 01:32
                              Narodowi socjaliści wtedy i dziś mają ten sam patent na opanowanie kraju.

                              Wobec mas przejmują retorykę socjalistyczną. A ponieważ jednocześnie odrzucają
                              lewicowy krytycyzm wobec ideologii leżącej u podstaw społeczeństwa (państwo,
                              patriotyzm, Wartości, etc.) - zabierają elektorat lewicy.

                              Następnie kumplują się z Thyssenem i Kruppem, a rzesze bezrobotnych zaganiają
                              do robót drogowych (nader marnie opłacanych:)

                              Oto tekst demaskujący państwo solidarne PiS-u. Te fakty warto znać, by się nie
                              nabrać na pisowskie krzyczenie na neoliberalizm. PiS nie realizuje żadnej
                              polityki socjalnej. Nawet nie wywiązuje się z większości swojego rzekomego
                              programu.

                              TEKST:

                              Solidarna fikcja

                              Od czego próbuje uciec Jarosław Kaczyński

                              Prawo i Sprawiedliwość organizuje wiece w obronie „Polski solidarnej”. Jarosław
                              Kaczyński obiecuje, że kraj rozkwitnie, tylko najpierw trzeba rozbić „układ”. –
                              Możliwy jest sukces w wymiarze praca dla każdego, mieszkanie dla każdego –
                              przekonywał tydzień temu w Gdańsku. Tymczasem hasło „Polski solidarnej” jest
                              puste. Państwo Kaczyńskich nie stało się ani bardziej socjalne, ani
                              sprawiedliwe.

                              Wielkie transparenty na wiecach PiS mają zasłonić niepowodzenia budowniczych IV
                              RP i odwrócić uwagę od niespełnionych obietnic wyborczych. Pod rządami
                              Kaczyńskich umacnia się gmach neoliberalnego państwa, którego symbolem jest
                              wicepremier Zyta Gilowska. Państwo nadal znajduje się na utrzymaniu
                              najbiedniejszych, a zyski z gospodarczego przyspieszenia i integracji
                              europejskiej spływają do portfeli najbogatszych.

                              Sejm pod wodzą PiS uchwalił w ciągu roku 161 ustaw. Oprócz tych, które
                              pozwoliły ekipie Kaczyńskich przejąć władzę nad kolejnymi segmentami państwa –
                              Krajową Radą Radiofonii i Telewizji, mediami publicznymi, Służbą Cywilną i
                              służbami specjalnymi – trudno doszukiwać się pomysłów rewolucjonizujących
                              stosunki społeczne, sprawiających, że tych, którzy uwierzyli w ostatnich
                              wyborach PiS-owi stać będzie choćby na dywan prezentowany w nadawanych w
                              najdroższym czasie antenowym reklamówkach PiS.

                              Projekt przyszłorocznego budżetu – pierwszego w całości stworzonego przez
                              akuszerów IV RP – nadal w 65 proc. utrzymywany jest z podatków pośrednich,
                              czyli obciążających najbiedniejsze warstwy społeczeństwa. Liberalny kurs
                              gospodarki – mimo antyliberalnej retoryki kampanii wyborczej – został
                              zachowany. Zapowiadana szumnie reforma podatkowa zachęcająca firmy do tworzenia
                              nowych miejsc pracy i pomagająca najbiedniejszym rodzinom, poszła w
                              zapomnienie.

                              W czerwcu br. rząd przyjął zmiany podnoszące progi podatkowe i kwoty wolne od
                              podatku, co przyniesie zyski głównie najbogatszym – osoby zarabiające 10 tys.
                              zł miesięcznie i więcej zaoszczędzą rocznie minimum kilka tysięcy złotych.
                              Biedniejsi podatnicy mogą liczyć jedynie na symboliczny upust. W rzeczywistości
                              więc koszt utrzymania państwa, w jeszcze większym stopniu niż dotychczas, spadł
                              na barki najuboższych. O zmniejszaniu podatków pośrednich „solidarna” koalicja
                              nawet nie myśli.

                              Podobnie nie ma mowy o zwiększeniu płacy minimalnej. Mimo że specjaliści
                              ostrzegają przed niebezpieczną dla gospodarki tzw. luką popytową, gdzie
                              wzrostowi wydajności nie towarzyszy odpowiedni wzrost wynagrodzeń, a
                              zatrudnieni zmuszani są do coraz cięższej pracy za takie same pieniądze. PiS-
                              owski rząd nie reaguje na to, że wydajność w Polsce rośnie 3 razy szybciej niż
                              płace.

                              Ekipa Kaczyńskich wyznaje sztandarowe hasło liberałów o wysokich kosztach
                              pracy, mimo że w rzeczywistości są one w Polsce niższe niż w innych krajach –
                              4,5 raza w porównaniu z Francją, 3 razy w porównaniu z Hiszpanią i 5 razy w
                              porównaniu ze Szwecją. Nadal poszerza się rozwarstwienie dochodów społecznych.
                              W „solidarnej Polsce” rośnie liczba osób zmuszonych do zatrudnienia się w
                              więcej niż jednym miejscu pracy – takich ludzi jest już prawie 1,1 mln. Kolejny
                              milion szuka sobie drugiego etatu – to też wzrost w porównaniu z ub. r.

                              Rośnie przeciętna liczba godzin przepracowanych w tygodniu – do prawie 41. Mimo
                              okresowego spadku bezrobocia, którym tak chełpią się rządzący, wydłużył się
                              średni czas poszukiwania pracy – do 19 miesięcy. A ci, którzy ją otrzymują,
                              coraz mniej mogą być pewni swojej przyszłości. W ciągu roku wzrósł bowiem, z 25
                              proc. do 27 proc., odsetek osób znajdujących zatrudnienie na czas określony. W
                              ten sposób rzekomo antyliberalny rząd PiS-u realizuje jeden z kanonów
                              klasycznie liberalnej polityki – postulat uelastycznienia rynku pracy tak, by
                              pracodawca mógł bez większych konsekwencji zwalniać pracowników.

                              Plany ulg podatkowych za tworzenie nowych miejsc pracy zostały zawieszone na
                              kołku. Być może rząd liczy, iż statystyki bezrobocia nadal będą się polepszały
                              dzięki polityce rządów Irlandii, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii, które robią
                              więcej dla polskich bezrobotnych niż gabinet PiS.

                              Wbrew rządowej propagandzie, nie znaleziono pieniędzy na obiecane nauczycielom
                              7-proc. podwyżki. Powinni oni mówić o szczęściu, jeżeli otrzymają symboliczną
                              waloryzację pensji, jak cała budżetówka. W podobnej sytuacji znalazła się
                              służba zdrowia, która liczyła na duże, w niektórych przypadkach nawet 40-proc.,
                              podwyżki, za które ręczył minister zdrowia Zbigniew Religa. Premier Jarosław
                              Kaczyński z rozbrajającą szczerością stwierdził niedawno: „Siła wyższa. Nie
                              jesteśmy teraz w stanie takich środków zdobyć”.

                              Naukowcom też nie będzie się powodziło lepiej. Mimo zapowiedzi z expos?
                              Jarosława Kaczyńskiego, że na naukę popłynie więcej pieniędzy, ponieważ środki
                              na ten cel „są na poziomie zastraszająco niskim”, w rzeczywistości akademicy
                              dostaną mniej niż rok temu – w budżecie na naukę przewidziano tylko 0,1 proc.
                              wzrostu nakładów, czyli o wiele mniejszy niż zakładana inflacja.

                              Główne hasło wyborcze braci Kaczyńskich – trzy miliony mieszkań – realizowane
                              jest tylko w podpunkcie „luksusowe apartamenty dla najbogatszych po
                              nowojorskich cenach”. Ceny mieszkań osiągają oszałamiające poziomy – w
                              Warszawie średnia waha się wokół 6 tys. za mkw. Którą samotną matkę z
                              dzieckiem, reklamującą rok temu PiS, stać w IV RP na 50-metrowe mieszkanie za
                              300 tys. zł? Albo młode małżeństwo na kredyt mieszkaniowy przy zarobkach 1200
                              zł brutto? Wbrew kampanijnym zapowiedziom, liczba mieszkań oddanych do użytku w
                              ciągu roku spadła o ponad 10 proc.

                              Wzrostowi cen nieruchomości towarzyszą niespotykane dotąd koszty wynajmu
                              mieszkań, które w ciągu roku podskoczyły średnio o 30 proc. Nic dziwnego, że
                              ceny nieruchomości galopują, skoro w projekcie budżetu na 2007 r. na wsparcie
                              budownictwa mieszkalnego przeznaczono tylko 0,1 proc. PKB, najmniej od
                              kilkudziesięciu lat.

                              Z projektów rozbudowy sieci autostrad, które miały być zbawieniem dla polskiej
                              gospodarki, nadal nic nie wychodzi. Czego smutnym symbolem jest 6 kilometrów
                              autostrad, jakie w przyszłym roku planuje się oddać do użytku w Polsce. Jak na
                              razie liderzy PiS-u spijają śmietankę ubitą przez rządy SLD-owskie. Tak się
                              stało z oddaniem do użytku, pod koniec lipca br., odcinka autostrady A-2 ze
                              Strykowa do Konina ukończonym w rekordowym tempie i to przed ubiegłorocznymi
                              wyborami parlamentarnymi. Partia rządząca przypisała ten sukces sobie.

                              Obserwatorów życia gospodarczego zaskoczyło, że wielki biznes i giełda nie
                              reagują na zmiany na szczytach władzy. Nie bez powodu. Biznesmeni wiedzą,
                              że „rząd solidarny” nie zrobi nic wbrew ich interesom. Mogą więc spać
                              spokojnie. Polityczny boks między Kaczyńskimi, Lepperem i Giertychem,
                              lustrację, dekomunizację i usuwanie mitycznego układu traktują jedynie jako
                              nieszkodliwą dla nich rozrywkę rządzących, ponieważ gospodarka spokojnie podąża
                              liberalnym kursem.

                              Obecna
                              • janek-007 Nie sadze zeby PiS byli 'socjalni'... 10.10.06, 02:36
                                prospoleczni to tak. "Social" ma negatywne konotacje i to raczej lewica byla
                                prososjalna na poprzednim etapie zanim przepoczwarzyla sie w neoliberalow. W
                                koncu zdecyduj sie co ci bezrobotni maja robic i czy powinni byc bezrobotnymi.
                                Chyba lepiej jest dac bezrobotnym prace i godnosc anizeli trzymac ich na
                                socjalu, faszerowac narkotykami oraz oglupiajacymi ideologiami i pozwolic im sie
                                degenerowac oraz degenerowac cale spoleczenstwa pozwalajac przy tym cwaniakom
                                nabijac sobie kase ich kosztem poprzez odwracanie kota ogonem i fikcyjne
                                programy ktore tak naprawde nic nie zmieniaj na lepsze. W koncu po cos zyjemy na
                                tym swiecie chyba nie tylko po to azeby nabijac sobie kobze cudzym kosztem i
                                opowiadac neoliberalne brednie straszac ludzi PiSem i faszyzmem.
                                • nick3 'Socjalni,solidarni' PiS spełnia się w doborzesłów 10.10.06, 13:40
                                  Jeszcze raz przytoczę fragment cytatu, bo może nie czytałeś:

                                  Projekt przyszłorocznego budżetu – pierwszego w całości stworzonego przez
                                  akuszerów IV RP – nadal w 65 proc. utrzymywany jest z podatków pośrednich,
                                  czyli obciążających najbiedniejsze warstwy społeczeństwa. Liberalny kurs
                                  gospodarki – mimo antyliberalnej retoryki kampanii wyborczej – został
                                  zachowany. Zapowiadana szumnie reforma podatkowa zachęcająca firmy do tworzenia
                                  nowych miejsc pracy i pomagająca najbiedniejszym rodzinom, poszła w
                                  zapomnienie.

                                  W czerwcu br. rząd przyjął zmiany podnoszące progi podatkowe i kwoty wolne od
                                  podatku, co przyniesie zyski głównie najbogatszym – osoby zarabiające 10 tys.
                                  zł miesięcznie i więcej zaoszczędzą rocznie minimum kilka tysięcy złotych.
                                  Biedniejsi podatnicy mogą liczyć jedynie na symboliczny upust. W rzeczywistości
                                  więc koszt utrzymania państwa, w jeszcze większym stopniu niż dotychczas, spadł
                                  na barki najuboższych. O zmniejszaniu podatków pośrednich „solidarna” koalicja
                                  nawet nie myśli.
                                  • janek-007 Zostana rozliczeni w nastepnych wyborach... 10.10.06, 23:23
                                    Cos mi sie wydaje ze uprawiasz nic innego jak tylko tzw. DEMAGOGIE.
                  • donq Re: ..żeby zobaczyć, jak dziwnie podobnie jest dz 09.10.06, 14:22
                    Ja bym tez w analizach historycznych (czy to aby nie "polityka historyczna"?)
                    nie poprzestawal na nazistach. Choc poczytanie sobie o szalenstwie nazistowskim
                    tez jest pouczajace - jest taka nawet dobra ksiazka ostatnio w Polsce napisana
                    przez katalonska germanistke - tytulu nie pomne - rodzaj leksykonu zasadniczych
                    pojec z "kosmosu myslowego" nazisty.

                    Czemu nie poszukac tez materialow przedstawiajacych klimat intelektualny,
                    argumentacje i mentalnosc (moze nawet reportazy z epoki) historycznych ideowych
                    bojownikow o wolnosc - szlachetnych rewolucjonistow? I porownac z tym co z
                    wolnosci wyszlo?

                    Moze sie okazac, ze tezy wyglaszane przez np. nicka3 sa nie tylko zaskakujaco
                    zbiezne z tezami dziewiczych szlachetnych rewolucjonistow, ale i np. z haslami
                    zawartymi w encyklopedii PRL...

                    DonQ

                    • nick3 Nudziarz jesteś, don. 09.10.06, 16:17
                      "A bo mnie się wszystko kojarzy z..." (bolszewią:)

                      Zamiast w kółko powtarzać tę samą insynuację (że nick3 wygląda jak skrzyżowanie
                      Stalina z Bierutem) pomyślałbyś wreszcie coś nowego!

                      Kiedy mówiłem (i mówił Michnik) o zbieżnościach IVRP '06 z III Rzeszą '33 to
                      nie chodziło o jakieś mniej lub bardziej liczne "hasła" i "pojęcia" lecz o całą
                      konstelację zjawisk z różnych dziedzin życia politycznego.
                      (Michnik skupił się na "zgodnej z interesami narodu" ideologizacji prawa, lecz
                      podobieństwo tych wszystkich patologii robi wrażenie zwłaszcza, gdy zagłębić
                      się w epokę Niemiec weimarskich i zobaczyć całokształt klimatu, z którego
                      wynurzył się nazizm.)

                      donq napisał:
                      > Czemu nie poszukac tez materialow przedstawiajacych klimat intelektualny,
                      > argumentacje i mentalnosc (moze nawet reportazy z epoki) historycznych
                      ideowych
                      >
                      > bojownikow o wolnosc - szlachetnych rewolucjonistow? I porownac z tym co z
                      > wolnosci wyszlo?

                      No i to jest jedna z tych twoich wysilonych "symetrii", której ocenienie
                      zostawiam każdemu indywidualnie.
                    • nick3 Re: ..żeby zobaczyć, jak dziwnie podobnie jest dz 09.10.06, 16:21
                      "A bo mnie się wszystko kojarzy z..." (bolszewią:)

                      Zamiast w kółko powtarzać tę samą insynuację (że nick3 wygląda jak skrzyżowanie
                      Stalina z Bierutem) pomyślałbyś wreszcie coś nowego!:)

                      Kiedy mówiłem (i mówił Michnik) o zbieżnościach IVRP '06 z III Rzeszą '33 to
                      nie chodziło o jakieś mniej lub bardziej liczne "hasła" i "pojęcia" lecz o całą
                      konstelację zjawisk z różnych dziedzin życia politycznego.
                      (Michnik skupił się na zjawisku "zgodnej z interesami narodu" ideologizacji
                      prawa, lecz podobieństwo i dziś i wtedy występujących patologii robi wrażenie
                      zwłaszcza, gdy zagłębić się w epokę Niemiec weimarskich i zobaczyć całokształt
                      klimatu, z którego wynurzył się nazizm.)

                      donq napisał:
                      > Czemu nie poszukac tez materialow przedstawiajacych klimat intelektualny,
                      > argumentacje i mentalnosc (moze nawet reportazy z epoki) historycznych
                      ideowych
                      >
                      > bojownikow o wolnosc - szlachetnych rewolucjonistow? I porownac z tym co z
                      > wolnosci wyszlo?

                      No i to jest jedna z tych twoich wysilonych "symetrii", której ocenienie
                      zostawiam każdemu indywidualnie (bo najlepiej zrozumiane wnioski to te, do
                      których doszło się samemu).
                      • donq Re: ..żeby zobaczyć, jak dziwnie podobnie jest dz 09.10.06, 19:08
                        Nie wiem czego skrzyzowaniem jestes drogi nicku, albowiem oczy moje nie
                        widzialy a uszy nie slyszaly Twej szacownej osoby. Ja tylko czytam, co Twoja
                        intelligentsia wypisze za pomoca Twoich palcow na forum najwiekszego (jeszcze?)
                        polskiego dziennika.

                        No coz, "jestem jaki jestem" (ze posluze sie bezpretensjonalnym stwierdzeniem
                        pewnego artysty bez granic).

                        Nie wydaje Ci sie, ze Twoje (i Michnikowe) analogie sa co najmniej "wysilone"?
                        Bo mnie tak.

                        I nieco mnie (jak zwykle) smiesza frazy o "ideologizacji prawa" w ustach ludzi,
                        ktorzy we krwi maja ideologizacje wszystkiego a "zdrowy rozsadek" maja w
                        glebokiej wzgardzie.

                        A argumenty "ad Hitlerum" tzn, ze jesli Hitler lub nazisci cos mysleli lub cos
                        zrobili, to musi to byc ewidentnie zle, jest dosc zalosnym intelektualnie
                        zabiegiem, nie uwazasz?

                        DonQ
                        • nick3 "Zdrowy rozsądek" vs (?) Ideologia 09.10.06, 21:07
                          Nie wydaje Ci sie, ze Twoje (i Michnikowe) analogie sa co najmniej "wysilone"?
                          Bo mnie tak.

                          Cóż. Mnie - nie. Michnikowi - nie. Krzemińskiemu - nie. (I chyba Skardze też -
                          nie)

                          Ale już zanim ci dwaj się wypowiedzieli - kiedy porównanie to uchodziło
                          za "histerię" napisałem tekst bardziej drobiazgowo niż u Michnika dokumentujący
                          sprawę, więc nie jest to powtarzanie cudzej opinii.

                          > I nieco mnie (jak zwykle) smiesza frazy o "ideologizacji prawa" w ustach
                          ludzi,
                          >
                          > ktorzy we krwi maja ideologizacje wszystkiego a "zdrowy rozsadek" maja w
                          > glebokiej wzgardzie

                          He, he! ROZSĄDEK NIE JEST PRZECIWIEŃSTWEM IDEOLOGII.

                          Przeciwieństwem ideologii jest KRYTYCYZM.

                          Może nawet istnieć (i istnieje) ideologiczny kult "zdrowego rozsądku" (w
                          ideologii konserwatyzmu).

                          "Zdrowe rozsądki" różnych kultur to w pewnym sensie sumy żywionych w danych
                          społeczeństwach przesądów.

                          Fetyszyzowanie "zdrowego rozsądku" do celów politycznych przez mentalność
                          prawicową spełnia wszelkie kryteria praktyki ideologicznej!
                          • donq Re: "Zdrowy rozsądek" vs (?) Ideologia 09.10.06, 21:30
                            > Ale już zanim ci dwaj się wypowiedzieli - kiedy porównanie to uchodziło
                            > za "histerię" napisałem tekst bardziej drobiazgowo niż u Michnika dokumentujący
                            > sprawę, więc nie jest to powtarzanie cudzej opinii.

                            No nigdy bym sie nie osmielil sugerowac, ze Twoje analizy zawierajace
                            intelektualne argumentacje nie sa Twojego autorstwa!

                            A pan antropolog znowu o wyspach Trura Bura... Nie mozna byc swoim antropologiem
                            na powaznie...

                            Tak, moj drogi, "zdrowy rozsadek" to sumy zywionych w kulturze, wypracowanych
                            przez nia, przekonan i wartosci (a nie "przesadow"). I za to go lubie! Ze
                            uproszczony i zawodny czasem? Tak - jak wszystko na tym swiecie!

                            Lewacy tez maja swoj zdrowy rozsadek, calkiem chory zreszta.

                            A ideologia (w negatywnym sensie, bo tego slowa uzywa sie czasem na okreslenie
                            po prostu zestawu przekonan) to antytradycjonalistyczne wydumane teorie udajace,
                            ze "wiedza lepiej", "wyzwalaja", "analizuja", "wznosza sie ponad przesady",
                            "tworza nowego czlowieka" itp. Czerwony zabobon.

                            DonQ
                            • nick3 Re: "Zdrowy rozsądek" vs (?) Ideologia 09.10.06, 21:52
                              > [...]Czerwony zabobon

                              "Czerwony" - niedobrze.

                              Ale "zabobon"? Czy to aby nie jest w ustach tradycjonalisty jakiś komplement?:)

                              > Lewacy tez maja swoj zdrowy rozsadek

                              Mają. I nie widzą w tym niczego złego. Zło (ideologiczność) widzą w robieniu
                              ze "zdrowego rozsądku" jakiegoś absolutu.

                              Ideologia ("umysł zamknięty") jest tam, gdzie panuje dogmat odmawiający
                              poddania się krytycznej refleksji (nie ważne czy mieniący się "postępowym"
                              czy "reakcyjnym").

                              Tam, gdzie się fetyszyzuje "zdrowy rozsądek" - tak właśnie się dzieje.

                              donq napisał:
                              > A ideologia (w negatywnym sensie, bo tego slowa uzywa sie czasem na okreslenie
                              > po prostu zestawu przekonan) to antytradycjonalistyczne wydumane teorie
                              udajace
                              > ,
                              > ze "wiedza lepiej"

                              Najlepiej spór rozwiązać powziętą ad hoc definicją:)

                              >to antytradycjonalistyczne wydumane teorie

                              I już wszystko wiadomo. Tradycjonalistyczne - nie mogą być ideologią po
                              prostu "z definicji":)


                              Tak właśnie działa ideologiczność.


                              > Nie mozna byc swoim antropologie
                              > m
                              > na powaznie...


                              Można.

                              Ty negujesz możliwość istnienia humanistyki:)

                              Bo wyobrażasz sobie wszelką naukę na podobieństwo nauki ścisłej jako
                              posiądającą swój przedmiot "przed sobą" jak jakąś "rzecz".

                              Nie każda naukowość na tym polega.

                              Nie jest tak, że człowiek nie może badać swoich uwarunkowań (choć wszystkich -
                              ani nawet większości z aktualnych - oczywiście nie prześwietli).

                              Po prostu KULTURA JEST W RUCHU.

                              Nieustannie się sobie uświadamia w refleksji i od razu tym samym się zmienia
                              (mówiłeś, że znasz te "lewackie":))) teorie, więc ci tego nie tłumaczyłem)

                              Jest to poznanie zawsze otwarte, nieukończone, kontynuowalne, ale przez to
                              wcale nie - daremne.


                              To jest coś czego nierozumienie jest - prawicą.
                              • donq Re: "Zdrowy rozsądek" vs (?) Ideologia 09.10.06, 22:29
                                Zabobon w ustach tradycjonalisty jest obelga zaczernieta z obcego jezyka.
                                Tradycjonalista wie, ze dla "wolnosciowca" to obelga, choc dla tradycjonalisty
                                nic to nie znaczy.

                                > Mają. I nie widzą w tym niczego złego. Zło (ideologiczność) widzą w robieniu
                                > ze "zdrowego rozsądku" jakiegoś absolutu.

                                W posiadaniu nic zlego (kazdy posiada). W zawartosci - kwestia smaku.

                                > Ty negujesz możliwość istnienia humanistyki:)
                                >
                                > Nie każda naukowość na tym polega.

                                Rzeczywiscie neguje, ze tzw. "nauki humanistyczne" sa nauka, w takim sensie jak
                                fizyka. Neguje, ze moga sie powolywac na ten sam "obiektywizm" i ze moga
                                udzielac "udowodnionych" "odpowiedzi". Wszystkie "odpowiedzi" sa oparte na
                                pewnych, arbitralnie przyjetych, "wiarach".

                                Filozofia jest bardzo przyjemna i ciekawa dziedzina ludzkiej dzialalnosci, ale
                                nie jest "nauka" (co zreszta niewiele zmienia).

                                Ale zgodze sie, ze mozna przypatrywac sie sobie.

                                To co mialem na mysli, to to, ze nie mozna w toku rozumowania, ktore ma sens
                                jedynie wtedy, gdy przyjmie sie pewne zalozenia (logiczne i kulturowe) dojsc do
                                wnioskow, ktore tym zalozeniom przecza, nie dyskredytujac tego, co sie
                                wywnioskowalo.

                                Powtorze: "To be civilized is to be able to criticize what we believe without
                                ceasing to believe in it."

                                Lewactwo celuje wlasnie w tym - w tym, ze nie wiedza, skad im nogi wyrastaja.

                                DonQ



                                • nick3 Re: "Zdrowy rozsądek" vs (?) Ideologia 09.10.06, 22:52
                                  donq napisał:
                                  > W zawartosci - kwestia smaku.

                                  A więc przyznajesz, że tradycja nie jest bez reszty determinującym nas
                                  absolutem, skoro podlega osądowi ze strony jakiegoś kryterium.

                                  Skądinąd to nic bardziej niż konserwatyzm prawicy nie sprzeniewierza się
                                  europejskiej tradycji!:)

                                  Tradycją europejską jest Samopodważanie (Krytyka).


                                  Mówiąc w pewnym skrócie: Lewica to Sokrates, a prawica - ci, co go na śmierć
                                  skazali.
                                  • donq Re: "Zdrowy rozsądek" vs (?) Ideologia 09.10.06, 23:10
                                    > Skądinąd to nic bardziej niż konserwatyzm prawicy nie sprzeniewierza się
                                    > europejskiej tradycji!:)

                                    Bzdura. Konserwatyzm probuje ratowac, co sie jeszcze da. Pod naporem lewactwa,
                                    ktorego glownym wrogiem tradycyjnie jest europejska tradycja...

                                    > Tradycją europejską jest Samopodważanie (Krytyka).

                                    Krytyka nie jest "samopodwazaniem". Jeszcze raz wkleje:
                                    "To be civilized is to be able to criticize what we believe
                                    without ceasing to believe in it."

                                    Na pewno nie jest zas "samopodwazaniem" bleblanie lewactwa. Oni podwazaja tylko
                                    kulture tzw. "opresyjna", "patriarchalna" itp.

                                    Nikomu z nich do glowy nie przyjdzie nie tylko "Samopodważanie", ale nawet
                                    zwykla krytyka swoich wymyslow. Nic bardziej trudnego do wyobrazenia, niz
                                    krytykujacy swoich kolegow lewacki fylozof. Chyba ze za "odchylenia prawicowe"...

                                    DonQ


                                    DonQ


                                    • nick3 Re: "Zdrowy rozsądek" vs (?) Ideologia 09.10.06, 23:30
                                      He, he! Krytyka, która "nie podważa"!:)

                                      Coś jak "konstruktywna opozycja":)

                                      > "To be civilized is to be able to criticize what we believe
                                      > without ceasing to believe in it."

                                      "Nie ufaj autorytetom. Zawsze się znajdzie równie poważny autorytet o poglądzie
                                      przeciwnym.":)

                                      Oskarżyciele Sokratesa "próbowali ratować co się jeszcze da".

                                      Ale to nie oni reprezentują główny nurt tradycji europejskiej.

                                      Reprezentuje ją ten, który "psuł młodzież" zarażając ją nihilistyczną "wiedzą o
                                      niewiedzy".

                                      Uświadomianie, że nie jest wiedzą to, co się wiedzą mieni, jest "podważaniem"
                                      tradycji. Znajdź lepsze słowo, lub chociaż powód, dla którego nie chcesz uznać -
                                      tego.
                                      • donq Re: "Zdrowy rozsądek" vs (?) Ideologia 10.10.06, 00:17
                                        Sam sobie wybieram, ktorym autorytetom ufam.

                                        Wyjatkowy talent lewactwo przejawia w kooptowaniu do swoich szeregow zmarlych,
                                        ktorzy nie moga protestowac. Vide Sokrates.

                                        Jak aktywisci gejowscy martwych prawdziwych lub mniemanych homo.

                                        Ja nie przyjmuje Twojego ustawienia mnie jako przeciwnika Sokratesa.

                                        Odpowiedz mi na pytanie: w jaki sposob lewackie teorie sie "samopodwazaja".

                                        Lewak nie jest w stanie sie "samopodwazyc". On moze tylko podwazac, jak juz
                                        pisalem, "patriarchat", "drobnomieszczanstwo" itp. Krytycyzmu nie ma za grosz.

                                        DonQ
                                        • nick3 "Zdrowy rozsądek" vs Sokrates 10.10.06, 00:53
                                          donq napisał:
                                          > Ja nie przyjmuje Twojego ustawienia mnie jako przeciwnika Sokratesa.

                                          Wiem, że to niezbyt piarowo korzystne, ale taka jest prawda.

                                          Dlatego właśnie uważam konserwatyzm za zjawisko rozmijające się z głównym
                                          nurtem tradycji europejskiej (nie przypadkiem święci triumfy głównie w USA,
                                          gdzie intelektualny etos europejski trwa już niemal tylko wśród społeczności
                                          akademickiej)

                                          Sokrates był w rzeczy samej "lewakiem", a jego konserwatywni przeciwnicy
                                          kierowali się tą samą - jakże charakterystyczną - emocją, którą przez stulecia
                                          będzie można wśród "tępicieli lewactwa" rozpoznać.

                                          Przeciwnik Sokratesa nie może uszanować swojego rozmówcy, albo zaprzestać
                                          inwektyw czy demonstracji moralnego oburzenia. Bo wtedy będzie musiał zasiąść
                                          do rozumowania, które zmusi go do wyznania, że nie wie tego, co mieni się
                                          wiedzieć.

                                          Nie ma bardziej wywrotowej społecznie filozofii niż sokratejskie "Wiem, że nic
                                          nie wiem".

                                          Nie miałby racji, kto by sądził, że to co uprawiał Sokrates, to były jakieś
                                          dywagacje "czysto teoretyczne". Gdyby były "czysto teoretyczne", panowie
                                          konserwatyści, którzy nie mają zbytnio głowy do "abstrakcji", w ogóle by się
                                          tym nie zainteresowali.

                                          Tymczasem sokratesowa "niewiedza" miała nader konkretne przełożenia praktyczne
                                          (Grecy zresztą nie znali czegoś takiego jak "teoria oddzielona od praktyki").

                                          Jak najbardziej "antyopresyjne"! (Pytanie zawsze ma rys "antyopresyjny", bo
                                          podważa pewność tego, w imię czego każą cierpieć.)

                                          Czytamy w "Chmurach" Arystofanesa, że pierwsza rzecz, jaką do domu przynosi
                                          chłopiec z lekcji u Sokratesa to pytanie, skąd wiadomo, że rodzice mają go
                                          prawo bić. A sam Sokrates w dialogu "Eutyfron" zadaje kapłanowi pytanie,
                                          dlaczego ten uważa, że to co nakazują bogowie jest dobre i należy to spełniać.

                                          To dlatego musiał zginąć.
                                          • donq Re: "Zdrowy rozsądek" vs Sokrates 10.10.06, 14:02
                                            Jesli przyjac za "prawde jedyna" optyke widzenia swiata wykreowana przez
                                            oswieceniowe legendy, to jak najbardziej masz racje.

                                            Nie jest to jedyna optyka i mozna przyjac inna. Wiem, ze to trudne - czy tego
                                            chcemy czy nie oswieceniowa optyka jest wszedzie, tak ze przyjmuje sie ja za
                                            oczywistosc. A warto poprobowac innych, chocby dlatego, ze owa optyka jest
                                            produktem maksymalnych uproszczen, naduzyc i czystej propagandy.

                                            A praktyka posmiertnego zapisywania ludzi z dawnych czasow do swoich szeregow
                                            to jedno z oszustw intelektualnych lewactwa i swiadczy o skrajnym uproszczeniu
                                            i prymitywizmie lewackiej wizji swiata. Podzial postep/reakcja, przeniesiony
                                            setki lat wstecz za pomoca "praw historii" zakladajacych jej "naukowy" rozwoj.

                                            To jest jedna z rzeczy w lewactwie najbardziej drazniacych czlowieka myslacego.
                                            Prymitywizm i skrajny schematyzm prezentowany jako intelektualizm i, horrendum
                                            zupelne, krytycyzm.
                                            Czy to wskutek prostoty i prymitywizmu podkladu myslowego niezbednego wsrod
                                            lewackiej "spolecznosci akademickiej" tak liczne sa rzesze
                                            lewackich "naukowcow" zaludniajacych nasze uniwersytety? Odpowiedz chyba nie
                                            jest trudna.

                                            DonQ
                                            • nick3 To zgubne Oświecenie:))) 11.10.06, 00:07
                                              donq napisał:
                                              > czy tego
                                              > chcemy czy nie oswieceniowa optyka jest wszedzie, tak ze przyjmuje sie ja za
                                              > oczywistosc.

                                              Ależ don, niemal identycznymi słowami konserwatysta mówi o tradycji!

                                              Jeśli jest tak, jak mówisz, to może Oswiecenie jest naszą tradycją?:)

                                              Czy jednak w takim razie ktoś tak nią przesiąknięty ("czy tego chcemy, czy
                                              nie":) jak współczesny Europejczyk, może złorzeczyć swoim własnym korzeniom:

                                              > owa optyka jest
                                              > produktem maksymalnych uproszczen, naduzyc i czystej propagandy.

                                              To już nie jest źle być "antropologiem własnej kultury"?:)

                                              Inna uwaga:

                                              Może to i w polskich warunkach retorycznie dobre - wciąż przypominać nickowi3,
                                              kim on "naprawdę jest":

                                              > Podzial postep/reakcja, przeniesiony
                                              > setki lat wstecz za pomoca "praw historii" zakladajacych jej "naukowy" rozwoj.

                                              Ale pozwolę sobie zwrócić uwagę, że to nie tylko nijak się ma do postu, na
                                              który ponoć odpowiadasz.

                                              Co gorsza jednak, imputujesz mi poglądy, które - co ci klarowałem - są mi obce.

                                              Głuchy telefon.

                                              Ale to nie szkodzi. Od trudnego zmagania się z argumentami zdecydowanie
                                              bardziej piarowe jest dowalanie "lewakowi", nieprawdaż?

                                              Plus inwektywy. To też retorycznie dobre - być w nieustającym natarciu:)))

                                              • donq Re: To zgubne Oświecenie:))) 11.10.06, 01:04
                                                > Jeśli jest tak, jak mówisz, to może Oswiecenie jest naszą tradycją?:)
                                                >
                                                > Czy jednak w takim razie ktoś tak nią przesiąknięty ("czy tego chcemy, czy
                                                > nie":) jak współczesny Europejczyk, może złorzeczyć swoim własnym korzeniom:

                                                Niestety masz racje, do pewnego stopnia jest, takze dlatego, ze oswieceniowe
                                                myslenie to sprymityzowana i wykoslawiona tradycja przedoswieceniowa. Dla
                                                jasnosci dodam, ze niektorych autentycznych filozofow czy naukowcow, ktorych
                                                umieszcza sie w tej epoce cenie (nawet jesli sie z nimi nie zgadzam).

                                                To co jest odpychajacego w oswieceniu to to, ze dla wspolczesnego lewaka to
                                                "dziedzictwo" to glownie prymitywizm publicystycznych "oswieconych" philosophes.
                                                Trzeba to po prostu odprymityzowac.

                                                > To już nie jest źle być "antropologiem własnej kultury"?:)

                                                Wycofalem sie (tzn. specyzowalem) z tego wczesniej.

                                                Za monologi i samodefiniowanie lewaka - przepraszam. Jednak:
                                                - bardziej wierze temu co widze, a nie zapewnieniom lewackiego PR
                                                - jestes poniekad ofiara tego, ze (juz to mowilem) nie chodzi mi w zasadzie o
                                                rozmowe, ale o wylozenie co mysle
                                                - nie uwazaj tego, ze nie zgadzam sie dyskutowac w obrebie Twojego kosmosu
                                                myslowego za ignorowanie tego co mowisz

                                                DonQ

                          • donq Re: "Zdrowy rozsądek" vs (?) Ideologia 09.10.06, 21:37
                            A co do krytycyzmu: "To be civilized is to be able to criticize what we believe
                            without ceasing to believe in it."

                            DonQ
                            • nick3 Re: "Zdrowy rozsądek" vs (?) Ideologia 09.10.06, 21:57
                              "Także lewica ma swój zdrowy rozsądek" Słusznie napisałeś:)

                              Tyle, że jest to rozsądek/tradycja "skrytykowany", a więc nie - zabsolutyzowany.
      • chloppolski1 Re: Idealny opis Kaczystanu! 08.10.06, 11:10
        ...no wlasnie taka zbieznosc miedzy wami, ze az cie "parazilo"..
      • timoszyk Re: Idealny opis Kaczystanu! 08.10.06, 16:59
        m.m5 napisała:

        > Dziękuję pani profesor za ten artykuł. Mam wrażenie, jakbym czytała własne sądy
        >
        > nt tzw. IV RP. Parażająca zbieżność!

        To przeciez zamierzone! Tak sie wlasnie manipuluje czytelnikiem, by niby to sam
        doszedl do oczekiwanych przez autora artykula wnioskow.
        Zapomina ta pani dodac tylko jeden maly szczegol. Otoz demagog w tych
        dywagacjach moze spelniac swa zlowieszcza role, gdy mu sie da wladze, gdy w
        ogole istnieje mozliwosc skupienia wladzy w indywidualnych rekach. A jak sie juz
        komus da wladze, to zawsze bedzie demagogiem, bo zawsze bedzie walczyl o tej
        wladzy utrzymanie, utrwalenie i rozszerzenie. Dlatego myli sie ta pani, ze
        demagogia wystepuje w demokracji tylko. W dyktaturach jawi sie ona ze zdwojona moca.
        Wiec chodzi o to, by system byl rzeczywiscie demokratyczny, czyli by pod zadnym
        pozorem nie oddawac wladzy w rece jednostek.

        Wac
      • hlim Re: Idealny opis Kaczystanu! 09.10.06, 08:46
        Ja również bardzo dziękuje Pani profesor za ten artykuł.
        Może gdyby takich wypowiedzi płynących z ust niekwestionowanych autorytetów było
        więcej, obecna władza zrozumiałaby swoje naganne postępowanie.
        • adrem63 Re: Idealny opis Kaczystanu! 09.10.06, 18:56
          Poszedłbym jeszcze dalej mówiąc, że gdyby władzę przejęli filozofowie, co zdaje
          sie postulował Arystoteles, to nastąpiłby niewątpliwy okres szczęśliwości
          powszechnej w demokracji możnych i mądrych.
          :-)
    • czynnikmiarodajny Demagogia 08.10.06, 09:04
      Po raz kolejny czytam tekst w którym są sugestie, że za komuny było pod wieloma
      względami lepiej i demokratyczniej niż pod rządami PiSu bo wtedy była
      umiarkowana dyktatura a teraz jest totalna. Bo np jak pisze p.Skarga wtedy
      rządził Generalissimus który był wojskowym, a teraz taki który nie był nawet w
      wojsku.

      Nie wchodząc w szczegóły, jak rozumiem pani Skardze żyło się wtedy lepiej czy
      tak? Poza tym jak ktoś aspiruje do tytułu profesora nie wypada mu większości
      poglądów oponentów kwalifikować jako demagogii.
      • abba15 Re: Demagogia 08.10.06, 09:14
        czynnikmiarodajny napisał:
        > Nie wchodząc w szczegóły, jak rozumiem pani Skardze żyło się wtedy lepiej czy
        > tak? Poza tym jak ktoś aspiruje do tytułu profesora nie wypada mu większości
        > poglądów oponentów kwalifikować jako demagogii.

        wogóle łże-UBecja to wybitni demagodzy
        chćby ta łże-pani i inni dychowo ubodzy
        • r306 Glupie gnojki - nie dorosliscie tej kobiecie... 09.10.06, 22:03
          ... do piet i dokladnie robicie to co opisala:
          "Demagog przeinacza fakty, zwalcza cudze argumenty, przytaczając słowa nigdy
          przez przeciwnika niewypowiedziane"

          I nawet tego nie zauwazacie.... Oblakancy...
      • t-800 Re: Demagogia 08.10.06, 11:47
        perlyprzedwieprze.blox.pl/2006/05/Hitler-moj-blizni-Czytajac-Adama-M.html
    • zgodnik1 abba15 wracaj do szpitala! 08.10.06, 10:19
      • chloppolski1 ...pani profesor... 08.10.06, 11:13
        ...ona nie jest demagogiczna ona jest przerazliwie brzydka...podobnie jak Walec-
        Gronkiewicz i odwrotnie niz Tusek!...
        • maruda.r Re: ...pani profesor... 08.10.06, 16:19
          chloppolski1 napisał:

          > ...ona nie jest demagogiczna ona jest przerazliwie brzydka...podobnie jak Walec
          > -
          > Gronkiewicz i odwrotnie niz Tusek!...

          **************************************

          Jak ci się Tusk tak podoba, to proś go o rękę.




        • zgodnik1 chłoppolski1, obrażasz 87 letnią PaniąProfesor... 08.10.06, 16:42
          jąką trzeba być świnią, by dopuścić sie obelg wobec starego człowieka?
          • pierot6 Re: chłoppolski1, obrażasz 87 letnią PaniąProfeso 08.10.06, 16:45
            to właśnie szkoła Kaczyńskich, z nich biorą przykład tacy, jak ten bydlak
            chłoppolski !
        • vitkabravo chloppolski1..ty bolszewicka gnido! 08.10.06, 16:50
          mówisz o Kobiecie, uhonorowanej najwyższym orderem Orła Białego !
          • janul1 [...] 08.10.06, 19:02
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • nick3 Pisuary - bez przenośni jesteście faszystami. 08.10.06, 22:21
              Bezczelna brutalność i brak względów dla kogokolwiek - choćby najbardziej
              godnego szacunku - kto krytykuje wasze poczynania dowodzi, że jesteście
              bandytami.

              W Polsce istnieje faszyzm.
              • milo_1 Re: Pisuary - bez przenośni jesteście faszystami. 08.10.06, 22:33
                nick3 napisał:

                > Bezczelna brutalność i brak względów dla kogokolwiek - choćby najbardziej
                > godnego szacunku - kto krytykuje wasze poczynania dowodzi, że jesteście
                > bandytami.
                >
                > W Polsce istnieje faszyzm.
                --------------------------------
                KACZYZM = FASZYZM
                • gw_gazeta_ubekistanu Re: Tak uczą stalinowcy, esbecja, Michnik i Kuroń 09.10.06, 12:09
                  wychodzą potem takie podłoty wypisujące kalumnie na Kaczynskich, którzy nigdy
                  nie skundlili się jak Michnik i GW pijąc wode z mordercami komunistycznymi.
                  Ubecko-stalinowskie zagrywki GW i jej sfory porażają.
    • sewa1 Powyzsze komentarze... 08.10.06, 11:38
      ..potwierdzaja jedynie slusznosc tez Pani Profesor.

      tam gdzie pojawiaja sie epitety typu "lze-UBecja" pod adresem elit dawnej
      Solidarnosci, konczy sie miejsce na dialog, a zaczyna walka z faszyzmem.

      bez odbioru

      s.
    • t-800 Demagogia 08.10.06, 11:45
      > Demagog wskazuje ludowi wroga, bo każdy demagog musi mieć wroga. Rzuca więc
      oskarżenia przeciwko wszystkim, których za niebezpiecznych dla siebie uznaje, i
      woła, że lud ich sądzić powinien, co lud na ogół nader chętnie przyjmuje

      O czym to (bo dalej nie czytałem)? O stosunku "GW" i PD do Radia Maryja, LPR i
      o stosunku "GW" do Jaruzelskiego, Kiszczaka, Prezia itd.?
      • tles01 demagogia Kaczyńskich !..prosta prawda... 08.10.06, 12:09
        Kaczyńscy,zawsze i wszędzie,zsyłali gromy na komuchów z byłej PZPR 1.. A co
        mamy w rządzie PIS-u ?.. ministrowie Kryże,Wasserman,..PZPR-owscy prokuratorzy,
        którzy brali czynny udział w oskarżaniu opozycji i wsadzaniu ich do
        więzień!!!..Jasiński, przyjaciel Kaczyńskich..wysoki rangą działacz PZPR,
        Neneman,to samo...to tylko niektórzy, ale baardzo znaczący ludzie PZPR,w
        rządzie Kaczyńskich!...To jest właśnie demagogia i zakłamani!..
        • berno Re: demagogia Kaczyńskich !..prosta prawda... 09.10.06, 08:01
          Na takim właśnie wybieraniu pojedynczych ludzi z różnych partii(dawnych i
          dzisiejszych)polega polityka kadrowa B.K.Człowiek pozbawiony własnego zaplecza
          politycznego lepiej służy nowemu panu ,jest skłonny podporządkować się
          bezwzględnie i całkowicie.Ale taka metoda "pozyskiwania kadr"jest niska,bardzo
          niska.
      • fervex.adult Re: Demagogia 08.10.06, 12:29
        > O czym to (bo dalej nie czytałem)?

        To moze przeczytaj. Glupio jest sie wypowiadac nie przeczytawszy tekstu, osiolku.
      • grzmucin Re: Demagogia 12.10.06, 17:54
        > O czym to (bo dalej nie czytałem)?

        :DDD
        Za ciężki ten tekst dla ciebie?
    • bantus Re: Demagogia faszystów 08.10.06, 13:10
      Bo taka jest prawda. Po 15 latach demokracji w Niemczech Hitler zostaje
      kanclerzem, NSDAP (populistyczna skrajna prawica) przejmuje władzę i zostaje
      proklamowane powstanie III Rzeszy (IV RP). Powstaje tajna policja polityczna
      (kondrwywiad pod dowództwem Macierwicza). Zaczęto palić nieprawomyślne książki
      (walka z "inteligencją") i zdelegalizowano wszelkie partie opozycyjne (próby
      delegalizacji SLD). Zlikwidowano związki zawodowe, Itd. itd.

      Każda demokracja po nastu latach istnienia jest narażona na obalenie przez tyranów.
    • gw_gazeta_ubekistanu Skarga widzi demagów tam, gdzie jej wygodnie 08.10.06, 13:24
      znana z ciągąt lewackich, a biorac pod uwagę jej zyciorys musi to szokować,
      niczego się nie nauczyła, jedynie w miłosci do kłamstwa, i łajdactwa GW
      pozostała stałą.
      • vitkabravo przeczytaj jeszcze raz, i jeszcze raz.,może załap 08.10.06, 17:12
        załapiesz!
        • janul1 Re: Bo jak nie poprzesz bredni tej pani toś kiep 08.10.06, 18:44
          stary ubecki numer GW, jak się nie popiera łajdactwa pseudoprofesorów to
          ćwiercinteligent i larum podniesione
    • adrem63 Re: Demagogia 08.10.06, 15:13
      Tekst, który pani prof. z pomocą Arystotelesa napisała, ma nas przestraszyć
      wizją tyranii
      pod rządami braci Kaczyńskich, bo chociaż nazwiska nie padły, ale to nie o
      Greków chodziło. Opisuje przewidująco co ma się dziać dalej, podobnie pisał
      A.Michnik robiąc niesmaczne porównania do hitleryzmu.

      W tego typu artykułach, aby były wiarygodne, warto byłoby też rozważać dlaczego
      liberalna demokracja III RP odbija się zgagą u dużej większości wyborców.
      Jeśli daje się do zrozumienia, że dlatego, bo demagodzy oszukali lud słowem
      demagogicznym, to oznacza że postrzega się wyborców jako stado baranów i traci
      się kontakt z realizmem.

      Zalecam odwrót od kassandryzmu do realizmu.
      • maruda.r Re: Demagogia 08.10.06, 16:17
        adrem63 napisał:

        Opisuje przewidująco co ma się dziać dalej, podobnie pisał
        > A.Michnik robiąc niesmaczne porównania do hitleryzmu.

        *********************************

        Słusznie, bo powinien porównać do stalinizmu.

        • adrem63 Re: Demagogia 08.10.06, 18:43

          Porównanie do stalinizmu wypada z kolei zbyt groteskowo.

          Chodzi mi o to, że jeśli już straszyć ludzi swoimi wizjami przyszłości to
          trzeba to czynić inteligentnie, a nie w taki sposób z którego wynika, że autor
          ma swoich czytelników za durniów.
          Dużo lepiej straszy swoich czytelników np. J. A. Majcherek w artykule „ Ci
          groźni idealiści”.
          Tak trzymać !
          • nick3 Porównanie IV RP '06 III - Rzesza '33 ma podstawy 08.10.06, 22:13
            Brzmi szokująco i niewiarygodnie, bo wiemy do czego później w Niemczech doszło
            ale zaczynało się "normalnie". Prawie - normalnie. Wcale nie dużo gorzej niż
            dziś pod rządami PiS-u!

            Trochę gorzej. Ale przewaga podobieństw nad rozbieżnościami uderza każdego, kto
            zapozna się uważniej z relacjami z '33-ciego. Zaniepokoiła Michnika, kiedy
            przeczytał reportaże z epoki. I chwała mu za to, że odważył się powiedzieć coś
            tak "histerycznego" (ulubiona inwektywa Goebbelsa przeciwko krytykom nazizmu:))

            Ostatnio zbieżności zaniepokoiły też znanego socjologa, prof. Krzemińskiego,
            czemu dał wyraz na łamach - nie, nie Gazety Wyborczej - Rzeczypospolitej.

            Napisał, że, nie da się ukryć, ewidentnie - są.
            • adrem63 Re: Porównanie IV RP '06 III - Rzesza '33 ma pods 09.10.06, 11:07
              Hi Nick !
              Jeśli znasz jakiegoś jasnowidza, który potrafi przewidzieć konkretnie rozwój
              wydarzeń przyszłości to podeślij mi proszę jego namiary.

              Tylko proszę nie podawaj mi takich, którzy przepowiadają: „ oj sie będzie
              działo”,
              bo takich znam na pęczki.
              :-)
              • nick3 Re: Porównanie IV RP '06 III - Rzesza '33 ma pods 09.10.06, 15:55
                W '33-cim też nikt nie wiedział, co będzie się działo. Choć zgadnąć próbowało
                wielu.
                • adrem63 Re: Porównanie IV RP '06 III - Rzesza '33 ma pods 09.10.06, 16:51
                  Rozumiem, uważasz, że historia ma zdolność powtarzania się, a Kaczyńscy to
                  zmutowany duplikat Adolfa Hitlera w formie jednojajowych bliźniąt.
                  :-)
                  • nick3 Re: Porównanie IV RP '06 III - Rzesza '33 ma pods 09.10.06, 19:02
                    Można pocieszać się myślą, że "historia powtarza się jako groteska".

                    Ale warto wiedzieć, że malarz Adolf też powszechnie uchodził w oczach sceptyków
                    za postać zabawną.

                    (Poza tym - i tu już gospodarcza i militarna słabość naszego kraju nie daje nam
                    wolności od zagrożenia - z demokracją jest trochę jak z pastą do zębów, którą o
                    wiele łatwiej jest wycisnąć z tubki niż wciągnąć spowrotem. A bez demokracji -
                    wierz mi - jest głupio.)

                    • adrem63 Re: Porównanie IV RP '06 III - Rzesza '33 ma pods 10.10.06, 11:16
                      >z demokracją jest trochę jak z pastą do zębów, którą o
                      wiele łatwiej jest wycisnąć z tubki niż wciągnąć spowrotem.<

                      To dość popularna konstatacja i ta wiara w demokrację...

                      Porównanie demokracji do pasty do zębów zabawne, ale mnie kojarzy się raczej z
                      kitem,
                      który się wciska ludziom do głowy, aby wierzyli, że mają coś do powiedzenia w
                      sprawach kraju.
                      Notabene, tego kitu wcale nie trzeba spowrotem do tuby, bo produkują go w
                      nadmiarze beneficjenci liberalnego bałaganu, dogmatyczna część elit, a nawet ci
                      którym ten kit już wciśnięto.

                      >A bez demokracji - wierz mi - jest głupio.<

                      A jeśli demokracja jest ciężko chora ? To może miałbyś rację pisząc:

                      >Gdyby wyeliminować chorych nie byłoby chorób.<
            • czynnikmiarodajny Kaczyńscy to Hitler do kwadratu 09.10.06, 22:12
              Tak, tak Kaczyńscy to niewątpliwie Hitlerzy a ponieważ jest ich dwóch to sprawy
              potoczą się na pewno szybciej i większość nas, razem z dziennikarzami i
              prześladowaną straszliwie inteligencją skończy z pewnością w PiSowskich obozach
              śmierci, które lada dzień powstaną...nie bójmy się o tym mówić na głos. Dziewię
              się z resztą, że nawet takie sławy jak profesorowie Krzemiński czy Śpiewak jakoś
              nie mają śmiałości powiedzieć tego wprost w TV. Każdy wykształcony człowiek
              widzi przecież że podobieństwo III Rzeszy i IV RP jest oczywiste!

              Tymczasem trafiłem właśnie na fragment Dzienników Gombrowicza, który pasuje jako
              komentarz do tekstu pani Skargi, szczególnie w kotekście jej przeżyć w
              Sowietach. W oryginale tyczy on się aregntyńskiej Polonii, która przyjechała po
              II wojnie.

              Pisze Gombrowicz (1953) "Ludzi tych nie mogą zrozumieć. Jest dla mnie zagadką,
              że facet, który przeszedł siedem kręgów piekła, zaznał sytuacji sięgających
              samego dna duszy, wyczerpał ostatcznie sens walki, bólu, rozpaczy, wiary i
              zwątpienia, tu, w Argentynie, wylądowawszy, wstępuje jakby nigdy nic do komitetu
              i zaczyna recytować nieśmiertelny, jak się okazuje, frazes. Wiedza o życiu,
              którą uzyskali, którą musieli uzyskać, jest jak gdyby obok nich - mają ją w
              kieszeni swojej, ale nie w sobie - a zresztą i ta kieszeń zostala zaszyta".
              • nick3 Ale nie mają talentów malarskich... 09.10.06, 22:23
                A Gombrowicz się nie liczy. Był pedziem, a ponadto szkaradnie szydził z Narodu
                & Świętości.
    • milo_1 Co tam Arystoteles-dla demagoga ciemny lud jest 08.10.06, 19:50
      lusterkiem w którym widzi owoce swego działania.
      Kaczyści i oszołomstwo ślepo w nich wierzące i tak nie zrozumie wywodów łżeelit
      p.prof.Skargi nie mówiąc juz o źródłach pochodzących z czasów kiedy "starsi
      bracia w wierze" tworzyli podbudowę ich wiary.....
    • malanov Demagogia 08.10.06, 20:44
      przeczytałem pierwsze zdanie Pani Profesor i dalje nie będę, bo autorka nie
      przywiązuje wagi do słów. Pisze bowiem, że "Demagog wskazuje ludowi wroga, bo
      każdy demagog musi mieć wroga".

      Wiekszość studenów wie, że słowo "każdy" w odniesieniu do ludzkich zachowań,
      intencji itp. nie ma zastosowania. Bo wystarczy, żeby znalazl sie jeden tylko
      demegag, ktory nie musi miec wroga i zdanie profesorki nie bedzie prawdziwe.
      Słowo "kazdy" mozna zastosowac w matematyce, fizyce, ale nie w naukach
      spolecznych.

      Dlaczego niby mam czytac kogos, kto w pierwszym zdaniu pisze bzdury.
    • famessimus53 Re: Demagogia 08.10.06, 21:23
      Nihil novi- nie trzeba być doktorem,by masować plecy tzw ludu-Panem et
      circenses-a jakie uniwersytety ukończył ów Arystoteles-skąd u niegramotnego taka
      wizja.Chętnie podpieramy się zaszłościami,ponieważ Owi koryfeusze są nazwiskami
      bez powłoki cielesnej, i wszystko można mówić i wmawiać w Ich imieniu, ale czy
      za czasów Peryklesa była demokracja-Dubio- Kłamie Ten, kto tak twierdzi. Oida.Z
      administracyjnym pozdrowieniem
      • pmonroe Re: Demagogia 09.10.06, 01:00
        No wlasnie, spolecznstwu wmawia sie , ze ich wrogiem jest PiS i Kaczynscy,
        a przeciez sytauacja gospodarcza ostatniego roku nie jest najgorsza i na arenie
        miedzynarodowej Polska ma o dobra pozycje.
        • quickly Re: Demagogia 09.10.06, 05:56
          pmonroe napisał:

          "...i na arenie miedzynarodowej Polska ma o dobra pozycje."
          --------------------------------------------------------------------------------
          A tego debila skad wypuscili!?

          • quickly List do Pani Barbary Skargi. 09.10.06, 06:20
            Szanowna Pani Basiu,
            wiem, ze po opublikowaniu tego artykulu na lamach Gazety Wyborczej, przeczyta
            Pani kazdy wpis znajdujacy sie pod Pani artukulem (zreszta dokladnie tak, jak
            to robi kazdy autor zamieszczajacy swoj artykul). Czyz to niemilo posluchac
            prawdziwego "glosu ludu", prawda!? Nieskrepowanego, zywego i szczerego, az do
            bolu glosu plebsu...

            Pani Barbaro, stan demagogi to mamy permanentny odkad siega moja pamiec. Czym
            bylo powstanie "Solidarnosci", jak nie jedna Wielka Demagogia!? Kazde dziecko
            wiedzialo wtedy, ze mialo juz byc lepiej i uczciwiej... I co? Jak jest, to
            kazdy wie. Wielki wodz L. Walesa to byl dopiero wirtuoz demagogii! Pamieta
            Pani te 100 mln zl, ktore obiecywal kazdemu Polakowi? A moze szwankuje Pani na
            starosc pamiec?

            A czym jest obecna polityka Stanow Zjednoczonych, jak nie jedna wielka
            demagogia (czyli "wojna z terroryzmem").

            Pani Barbaro, tytul profesorski do czegos zobowiazuje. Pisaniem, ze cytryna
            jest kwasna, a cukier slodki, nie odkrywa Pani zadnej Ameryki. Moze w koncu na
            stare lata uda sie Pani przetrzec oczy i zobaczyc, ze "nie wszystko zloto co
            sie swieci" i znajdzie odwage na miare Pana Chomskiego i walnie cos bardziej
            konkretnego!? Smialo! Przynajmniej cos po Pani zostanie na tym swiecie, Pani
            Profesor.

            Takze Pani Basiu, jezeli ma Pani publikowac takie ogolne, bezbarwne bzdety, to
            proponuje Pani zamiast tego wskoczyc w cieple papcie, zrobic sobie herbatki z
            miodem i dac sobie spokoj z definiowaniem demagogii. My doskonale wiemy, co to
            jest demagogia z doswiadczenia.
            Pani Basiu, a moze tak zamiast ogolnikow, jakies konkretene fakty, przyklady?
            Byloby wtedy znacznie ciekawiej... Mozna by bylo podyskutowac... No tak, ale
            wtedy moze Pani dostac na stare lata w nos, a kto wie, moze nawet odbiora Pani
            ciezko wypracowana w czarnych latach komunizmu emeryture...
            No coz, w takich demagogicznych czasach przyszlo nam zyc...

            Z najwiekszym uszanowaniem dla Pani Profesor,
            quickly
    • donq Brak demokracji -> brak demagoga? 09.10.06, 14:08
      Czy autorce chodzi o to, ze trzeba zlikwidowac demokracje?

      Jesli nie ma demokracji, nie trzeba sie przypodobywac ludowi, prawda? Mozna
      robic to, co sie uwaza za potrzebne i sluszne bez rozpraszania sie na
      utrzymywanie sondazy na przyzwoitym poziomie.

      Wezmy na ten przyklad sytuacje obecna. Moze i panuje mania lustracyjna
      rozpetana przez demogogow, ale chyba nikt nie zaprzeczy, ze sluzby specjalne
      istnieja, dzialaja i historycznie w satelickiej wzgledem Sowietow Polsce mialy
      duzo do powiedzenia, wiec twierdzenia o ich szkodliwej dla Polski dzialalnosci
      w ostatnich czasach moga nie byc bezzasadne. Moze to prawda, ze demagogami sa
      ci, ktorzy bronia tzw. III RP, Ubekistanu czy jak tam zwal. Moze rzeczywiscie
      nalezy radykalnie zmienic te sytuacje.

      Jesli tak jest (a chyba nie tylko mnie nie wystarcza najszczersze zapewnienia
      znanych autorytetow, ze absolutnie nie), to jak przeprowadzic niezbedne zmiany
      w demokracji, gdzie demagogiem moze byc tez np. autorytet majacy w zyciorysie
      tzw. "pogmatwane sciezki".

      Moze lepiej rzeczywiscie przeprowadzic zamach stanu, zrobic swoje, po czym
      mozna demokracje z pompa przywrocic. Moze nawet zyskujac poklask co
      poniektorych autorytetow, ktorzy z ponoc chrzescijanskim zacieciem miluja tych,
      ktorzy zbladzili, ale przejrzeli. Coz - moze to nawet najlepsza droga na
      piedestal?

      A swoja droga, czy sama koncepcja demokracji (tej tzw. liberalnej) nie jest
      lekko trachnieta? Czlowiekowi, ktory przypodobuje sie ludowi zarzuca sie
      demagogie. No nie mowcie mi, ze uwazacie, ze w demokracji nie trzeba sie
      przypodobywac - takie sa reguly gry.

      Zwazcie tez, ze demokracja opisywana przez cytowanego Arystotelesa moze miec
      niepokojaco malo wspolnego z "demokracja liberalna". Arystoteles mowi, ze
      demagog "szukając poparcia ludu, oskarża możnych i mądrych, to jest tych,
      którym zazwyczaj lud zazdrości, tropi ich, wysuwa różne kłamliwe oskarżenia".
      Czy to nie pasuje jak ulal do demagogii lewackich, uczulonych na "moznych i
      madrych"? Tam, gdzie sa mozni i madrzy, nie ma przeciez demokracji, bo
      istnieje "dyskryminacja".

      Moze wiec "demokracja liberalna" jest z definicji demagogiczna?

      DonQ
      • nick3 Re: Brak demokracji -> brak demagoga? 09.10.06, 15:52
        Istnienie "możnych i mądrych" (tj. elit) nie jest żadną dyskryminacją "według
        lewaków" (przynajmniej o ile ja mam być tym "lewakiem").

        Drogi Wielki Insynuatorze, musisz wiedzieć, że mądry egalitaryzm może polegać
        na tym, by umożliwić jak największej ilości ludzi (w perspektywie: wszystkim)
        stanie się elitą.

        I nawet ten nieszczęsny peerel ma tu swoje jasne karty! Tak:) Brzydziłem się
        nim, kiedy był, a teraz niektórych jego stron żałuję!:) Kiedy w latach 90-tych
        we wsi Poświętne, gdzie "klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki" wszedłem do
        chałupy, gdzie mieściła się biblioteka, a wiejska kobiecina otworzyła
        zgrzytając kluczami pokój, w którym mieściły się półki z książkami, na których
        zobaczyłem większość z lektur moich studiów, to się nieco nad minionym ustrojem
        zadumałem, stojąc tak we wsi Poświętne z "Systemem idealizmu
        transcendentalnego" Schellinga w ręku.

        Dziś już tej biblioteki nie ma.

        Dziś, w wolnej Polsce, zasoby tych bibliotek zostały rozkradzione, a książki
        można kupić w stolicy na straganach u "przedsiębiorczych ludzi" po 5 PLN.

        Za to, że te biblioteki były. I za to, że troszczono się o humanistyczne
        wychowanie dzieci (poczytaj podręczniki dla nauczycieli albo dla rodziców z
        tamtego czasu), a nie tylko o to, by były sprawnymi trybikami kapitalistycznego
        społeczeństwa (i "przyzwoitymi ludźmi", he, he!) I za to, że zanim coś
        dopuszczono dla dzieci, to musiało to przejść weryfikację estetyczną. I za to,
        że był Teatr Telewizji w porze największej oglądalności.


        Widzisz wszelki humanizm w krzywym zwierciadle swojej złości i z takim
        przeciwnikiem wojujesz. Właściwie mógłbym ci tylko przytaknąć, gdybyś nie
        twierdził, że ci twoi "lewacy" to realni ludzie, a ja jestem jednym z nich.
        • donq Re: Brak demokracji -> brak demagoga? 09.10.06, 21:02
          Zrobienie z wszystkich elity jest niemozliwe z paru przyczyn:

          1. Logicznych - jesli wszyscy sa elita to elity z definicji nie ma

          2. "Wolnosciowych" - nie chcialbym na Twoim miejscu sprawdzac, ilu ludzi chce
          sie meczyc z Schellingiem (cokolwiek by o nim nie mowic; niech pozostanie tym,
          do ktorego wyrywa sie dusza kazdej elity). Bardzo wielu ludzi pragnie byc
          plebsem i nie ma powodu, aby im to uniemozliwiac. Niech sobie beda.

          3. Naturalnych - nie kazdy ma potencjal, by stac sie elita (to tylko
          stwierdzenie faktu), wiec po co go meczyc albo ludzic ze moze? No chyba ze sie
          bedzie ludzi hodowac tak by byli "immensely superior to droids" - hodowanie
          ludzi kolacze sie gdzies tam po mozgach wszystkich, ktorzy chca "stworzyc nowego
          czlowieka".

          4. Historyczno-zdroworozsadkowych - jak uczy doswiadczenie proby zrobienia
          wszystkich elita prowadza do wyrownania wszystkich w dol; oczywiscie ktos musi
          tym wszystkim zarzadzac, co niektorym (np. mnie) nasuwa brzydkie podejrzenia, ze
          niektore madrze egalitarne swinie planuja od poczatku byc rowniejsze (bez obrazy)

          5. Pragmatycznych - nie ma takiej potrzeby. To co trzeba zapewnic to mozliwosc
          spolecznego awansu zdolnym i ambitnym - to rzeczywiscie jest wazne.

          To rzeklszy, dodam, ze nie widze nic zlego w tym, aby na wsi istnialy
          biblioteki. Slusznie sie oburzasz, ze rozkradli. No ale czego sie spodziewac po
          transformacji zrobionej przez zdrajcow i sluzby :)

          No i mam takie podejrzenia, ze w PRL-u biblioteki wiejskie zakladano w celach
          indoktrynacyjnych a nie by "lud" sie edukowal. Zawartosc bibliotek nie byla
          chyba przypadkowa? Moze sie myle, bo niestety nie dane mi bylo za komuny
          korzystac z wiejskich bibliotek.

          Ale z troska o dzieci juz nieco przesadziles. Oczywiscie - "humanista"
          "humaniscie" reke myje i Towarzystwo Krzewienia Kultury Swieckiej (ktorego bylem
          dumnym, choc nieswiadomym czlonkiem :)) pewnie w Twoich oczach jest cudownym
          edukacyjnym tworem. Nie mowiac juz o Towarzystwie Przyjazni Polsko Radzieckiej
          (ktorego rowniez bylem czlonkiem, ale wcielonym juz na sile), bo na mysl o
          przyjazni z glownym implementatorem "humanizmu" kazdy "humanista" popuszczal z
          wrazenia (a teraz spodnie sie piora...).

          "Weryfikacje estetyczna", powiadasz. Ty naprawde masz (w napadach nostalgii)
          ciagoty zamordystyczne. Ktos ma narzucac dzieciom, co to jest Jedyna Sluszna
          Estetyka?

          A swoja droga to upadek sztuki i kultury (miedzy innymi dla dzieci) to wlasnie
          dzielo "wolnosci". Kto gardluje za p. Nieznalska i innymi "artystami"?

          Ja tez czasami tesknie za PRLem - mlody bylem...

          DonQ

          • nick3 Demagog przeżywa biedaczkę demokrację:) 09.10.06, 21:31
            donq napisał:
            > Zrobienie z wszystkich elity jest niemozliwe z paru przyczyn:
            >
            > 1. Logicznych - jesli wszyscy sa elita to elity z definicji nie ma

            Elementarna dialektyka, don. Chwaliłeś się, że rozumiesz (a jednak nie dałeś
            się zindoktrynować lekturze Schellinga. A może w twojej bibliotece nie było?:)

            Mówiąc o "staniu się wszystkich elitą" mam na myśli zdolność do osobistego,
            autonomicznego, indywidualnego przeżywania świata. Do tego nie potrzeba mieć
            kontrastu w postaci "plebsu" (Jak widzisz, nie o wszystkim myślę dialektycznie:)

            Społeczeństwo szwedzkie, którego trującą próbkę serwował nam peerel w postaci
            Pippi Langstrumpf i innych opowiadań tej lewaczki, Astrid Lindgren, jest pewnym
            drogowskazem kierunku, w którym taki jak ja "lewak" uważa, że należy dążyć.

            donq napisał:
            > No i mam takie podejrzenia, ze w PRL-u biblioteki wiejskie zakladano w celach
            > indoktrynacyjnych a nie by "lud" sie edukowal.

            Ależ Schelling był idealistą! Poza tym w biblitece w Poświętnem były też
            (chyba "reakcyjne"?) "Opowiadania" Czechowa i wiele
            innych "wykształciuchowskich" lektur podstępnie łudzących polskiego rolnika, że
            nie jest przedmiotem szkaradnej manipulacji.

            Nie należałem drogi don do TPPR-u choć "zmuszali" (ano zmuszali, ale nie do
            końca skutecznie) ani do niczego podobnego. Nie byłem na ani jednym pochodzie
            pierwszomajowym (choć sprawdzali obecność:) Nikt mnie nie zabił (choć kłopoty
            nasza rodzina miała).

            Tak więc to nie "humanistom" spodnie się piorą.

            Ci, którym się piorą spodnie, nienawidzą najbardziej (nie wskazuję nikogo
            konkretnie).

            Rozumiem ten odruch.
            • donq Re: Demagog przeżywa biedaczkę demokrację:) 09.10.06, 22:02
              No Schellinga nie czytalem, z zadowoleniem konstatuje. Wiem, wiem, kim byl. Nie
              lubie niemieckich idealistow, a filozofii nie studiuje, wiec nie musze.

              > Nie należałem drogi don do TPPR-u choć "zmuszali" (ano zmuszali, ale nie do
              > końca skutecznie) ani do niczego podobnego. Nie byłem na ani jednym pochodzie
              > pierwszomajowym (choć sprawdzali obecność:) Nikt mnie nie zabił (choć kłopoty
              > nasza rodzina miała).

              A mnie (nas) pani zmusila w nastepujacy prosty sposob - najpierw poprosila,
              bysmy powiedzieli, kto chce nalezec, wiec nikt sie nie zglosil (no chyba, ze
              jacys luzusi cichaczem). Na nastepnej lekcji rzekla, ze wypisala legitymacje
              wszystkim, bo nie chcialy tylko trzy osoby, a ona juz zapomniala kto...

              > Ci, którym się piorą spodnie, nienawidzą najbardziej (nie wskazuję nikogo
              > konkretnie).

              A moze tak byc, moze.

              Ale stara milosc nie rdzewieje, nawet u "humanistow".

              A Astrid Lindgren lubilem, Dzieci z Bullerbyn i Pippi Langstrump byly fajne i
              smieszne, o ile pamietam. Nie wiem, czy byla lewaczka.

              DonQ
              • nick3 Re: Demagog przeżywa biedaczkę demokrację:) 09.10.06, 22:32
                donq napisał:
                > A Astrid Lindgren lubilem, Dzieci z Bullerbyn i Pippi Langstrump byly fajne i
                > smieszne, o ile pamietam. Nie wiem, czy byla lewaczka.

                O, nieświadomy! Padłeś ofiarą lewackiej "inżynierii dusz". Prawdopodobnie
                nosisz w sobie embrion "nowego człowieka" (efekty mogą się ujawnić w
                najbardziej nieprzewidzianych okolicznościach:).

                Ponadto spieszę cię poinformować, że w takim szanującym się konserwatywnym
                towarzystwie jak Opu$ Dei (obecnie w kręgach władzy) książki Astrid Lindgren
                (pospołu z "Mikołajkami" Sempe i Goscinnego:) są lekturami surowo zabronionymi
                dzieciom, które mają niewątpliwe szczęście być potomstwem członków tej oazy
                prawdziwego katolicyzmu w dzisiejszym zepsutym świecie.

                Chyba nie ośmielisz się sądzić, że - bez ważkiego powodu?:)))
                • donq Re: Demagog przeżywa biedaczkę demokrację:) 09.10.06, 22:46
                  No widzisz, czlowiek sie uczy cale zycie.

                  Lewacka inzynieria dusz rzeczywiscie podstepna jest.

                  Moze Opus Dei slusznie zedemaskowalo te knowania, musze sie dowiedziec.

                  A swiat istotnie jest zepsuty...

                  DonQ


                  • nick3 Re: Demagog przeżywa biedaczkę demokrację:) 09.10.06, 23:04
                    Pora go naprawić.
                    • donq Re: Demagog przeżywa biedaczkę demokrację:) 10.10.06, 00:07
                      Wlasnie naprawiam.

                      Zadalem sobie troche trudu i pogooglowalem nieco.

                      Zapytany o Opus Dei + Astrid Lindgren google wiele nie zwraca (glownie
                      ksiegarnie i np. daty zwiazane ze znanymi ludzmi).

                      Szukanie Astrid Lindgren ze slowem catholic produkuje tego typu strony:
                      www.love2learn.net/literature/authors/lindgren.html
                      malygosc.pl/?grupa=6&art=1151915572&dzi=1150730913
                      Klamstwo lewackie? Informacja z tajnego lewackiego podziemia? Agenci tygodnika
                      "Fakty i Mity" wkreceni w tajne struktury zdemaskowali?

                      A moze Opus Dei kontroluje juz nawet google!

                      DonQ

                      • nick3 Opu$ Dei vs Pippi Langstrumpf:))) 10.10.06, 00:25
                        "Kłamstwo lewackie" - oczywiście.

                        Don, aż wstyd to mówić o tak poważnym człowieku jak nie przymierzając Ty, ale
                        zachowujesz się jak wychowanek cywilizacji obrazkowej.

                        Nie cały świat musi być w necie:) (nie mówiąc już np. o tym, że nie jest
                        największym autorytetem wiedzy historycznej Wikipedia)

                        Infromację o stosunku wychowawców Opus do Pippi Langstrumpf i Mikołajka czerpię
                        z artykułu prasowego (nie w GW:), w którym wypowiadali się na ten temat
                        członkowie (współpracownicy?) Opus Dei, mieszkający na warszawskim osiedlu
                        Dzieła.

                        Mogę też zapytać ich osobiście.
                        • donq Re: Opu$ Dei vs Pippi Langstrumpf:))) 10.10.06, 19:01
                          No ze wstydem przyznaje, ze mam lekkie objawy "uwikipediowizowania".

                          Na swoja obrone moge tylko powiedziec, ze Wikipedie traktuje tylko jako
                          poczatek (ksiazke jakas tez w domu mam :))

                          Smialo, smialo, zapytaj, chetnie sie dowiem. A i gazete nie wstyd podac (chyba
                          ze to "Fakty i Mity" lub "Nie").

                          DonQ


                          • nick3 Re: Opu$ Dei vs Pippi Langstrumpf:))) 10.10.06, 23:46
                            Tych pism nie czytuję, więc nawet nie wiem, czy są rzeczywiscie szmatławe, czy
                            też to opinia wyolbrzymiona przez klerykalną propagandę.

                            To musiał być "Newsweek" albo "Wprost" (które czytam w czytelni). Raczej
                            nie "Polityka", bo tę - kupuję. Więc wiedziałbym co i gdzie.
                            • donq Re: Opu$ Dei vs Pippi Langstrumpf:))) 11.10.06, 00:51
                              > Tych pism nie czytuję, więc nawet nie wiem, czy są rzeczywiscie szmatławe, czy
                              > też to opinia wyolbrzymiona przez klerykalną propagandę.

                              Na pewno wyolbrzymiona, bo jest tam zdroj mysli czystej, czego klerykalizm
                              zniesc nie moze, jak powszechnie wiadomo.

                              > To musiał być "Newsweek" albo "Wprost" (które czytam w czytelni). Raczej
                              > nie "Polityka", bo tę - kupuję. Więc wiedziałbym co i gdzie.

                              Dzieki. Dawno?

                              DonQ
        • donq Re: Brak demokracji -> brak demagoga? 09.10.06, 21:05
          No ale wracajac do rzeczy - bez demokracji nie byloby demagogow, prawda?

          DonQ
          • nick3 Ale nie w drugą stronę:) 09.10.06, 23:08
            Gdyby wyeliminować chorych nie byłoby chorób.
            • donq Re: Ale nie w drugą stronę:) 10.10.06, 13:33
              Czyli zgodzilismy sie, ze brak demokracji -> brak demagoga.

              Ale nie zawsze brak demagoga -> brak demokracji, jak twierdzisz.

              Ale zgadzasz sie, ze demokracja zacheca politykow do demagogii, schlebiania
              ludowi? Przeciez by wygrac wybory (a nawet by cokolwiek w nich ugrac) trzeba
              miec kartki w urnie. Jak mozna je zyskac nie glaszczac wrzucajacych?

              Oddeifikuj sobie na chwile swoja demokracje i przyjmij do wiadomosci, ze nie
              jest to jedyny sposob, w jaki moze byc zorganizowane spoleczenstwo. Tzn. nie
              jest to fetysz i cel absolutny. Celem jest takie zorganizowanie spoleczenstwa,
              by bylo stabilne, w okreslonych rozsadnych granicach wolne (a nie wyzwalane
              asymptotycznie do calkowitego zakazu "przymusu").

              Wtedy widzisz, ze demokracja jest dla ludzi a nie ludzie dla demokracji. Twoja
              analogia jest calkowicie chybiona - demokracja nie jest analogiczna do chorych
              ludzi. Tzn. jest tylko wtedy, gdy sie ja zrobi celem samym w sobie zapelniajac
              pustke po ponoc odrzucanych "Prawdach Absolutnych".

              Jest tylko i wylacznie pewnym sposobem organizacji wladzy. To, czy jest czy jej
              nie ma, ma znaczenie czysto pragmatyczne; jesli jest obciazeniem, bo nie ma
              wiekszosci, bo lud glupi ciagle glosuje na demagogow, bo rzad nie jest w stanie
              rozwiazac patowej sytuacji, bo rzad nie panuje nad niczym - trzeba rozwazyc np.
              zamach stanu. Tak jak w Hiszpanii AD 1936.

              Przy okazji smieszne, ale symptomatyczne, jest to, ze dla "humanisty" na
              piedestale znajduje sie "demokracja" nie zas czlowiek. Czy to nam czegos nie
              przypomina? Walk o socjalizm moze?

              DonQ
              • donq Re: Ale nie w drugą stronę:) 10.10.06, 13:46
                > Ale zgadzasz sie, ze demokracja zacheca politykow do demagogii, schlebiania
                > ludowi? Przeciez by wygrac wybory (a nawet by cokolwiek w nich ugrac) trzeba
                > miec kartki w urnie. Jak mozna je zyskac nie glaszczac wrzucajacych?

                Jeszcze do powyzszego dodam, ze jest to wzkazanie na to, ze demokracja niczego
                nie rozwiazuje - aby dzialala sprawnie musi byc wiekszosc ludzi, ktora
                zachowuje pewne wspolne widzenie swiata w zasadniczych kwestiach.

                Gdy takiego wspolnego widzenia swiata nie ma - demokratyczny wybor rzadow
                prowadzacy do stabilnosci jest niemozliwy. W najlepszym razie jest polaryzacja
                (kulturowo-wartosciowa), przerzucanie sie wladza z lewa na prawo, polaryzacja
                sie poglebia i konczy sie np. tak jak we wspomnianej Hiszpanii. Spoleczenstwo
                wielokulturowe jest mrzonka chyba ze jedna kultura niekwestiowanie dominuje a
                inne uznaja ten fakt.

                Istnienie wartosci, na ktorych jest oparte spoleczenstwo jest zatem warunkiem
                istnienia demokracji. Lewacy to wiedza bardzo dobrze, ich wyszydzanie i
                oburzenie na ludzi odwolujacych sie do wartosci, jakoby
                przeciwstawione "demokratycznemu pluralizmowi" przypomina zgorszenie p. Pawlaka
                nagraniami p. Beger. To czego chca lewacy to nie "demokracja" i "wolnosc". Oni
                chca przedefiniowania podstaw, na ktorych jest oparte "opresyjne" spoleczenstwo.

                Bo to jest wazne, a nie techniczne szczegoly organizacji wladzy.

                DonQ
                • adrem63 Re: Ale nie w drugą stronę:) 10.10.06, 17:08
                  Poza drobiazgami, zgadzam sie z tym poglądem na temat demokracji.
                  Zastanawia mnie tylko dlaczego rozważasz zamach stanu i jako przykład dajesz
                  Hiszpanię AD 36, a nie np. Polskę AD 26.
                  Wydaje mi się to zabawne.
                  Zakładam przy tym, że nie kierujesz się zapachem krwi, który w Hiszpanii był
                  znacznie intensywniejszy.
                  • donq Re: Ale nie w drugą stronę:) 10.10.06, 18:58
                    > Poza drobiazgami, zgadzam sie z tym poglądem na temat demokracji.
                    > Zastanawia mnie tylko dlaczego rozważasz zamach stanu i jako przykład dajesz
                    > Hiszpanię AD 36, a nie np. Polskę AD 26.
                    > Wydaje mi się to zabawne.
                    > Zakładam przy tym, że nie kierujesz się zapachem krwi, który w Hiszpanii był
                    > znacznie intensywniejszy.

                    Bo, wstyd sie przyznac, wskutek mojego zainteresowania hiszpanskim tematem wiem
                    o nim wiecej niz o polskim...

                    Poza tym, przypadek Hiszpanii z lat 30 to klasyczny przypadek matni bez wyjscia
                    i konfliktu ideologicznego bez innych rozwiazan niz silowe. Od dawna
                    przesladuje mnie pytanie - czy w ogole mozliwe jest inne wyjscie z takiej matni?

                    Wydaje sie, ze w Hiszpanii nie bylo mozliwe. W Polsce - nie wiem :(

                    Zapach krwi istotnie byl w Hiszpanii intensywny. W Polsce niedlugo potem juz
                    tez, niestety...

                    DonQ
                    • adrem63 Re: Ale nie w drugą stronę:) 10.10.06, 21:21
                      A ja myślałem, że wstydzisz się tego, że w Polsce zamachu dokonało „lewactwo”.
                      A tak poważnie to nie wiem co znaczy u Ciebie słowo lewactwo.
                      Może masz jakąś definicję, ciekawe czy mieszczę się w niej.

                      >Poza tym, przypadek Hiszpanii z lat 30 to klasyczny przypadek matni bez
                      wyjscia i konfliktu ideologicznego bez innych rozwiazan niz silowe. Od dawna
                      przesladuje mnie pytanie - czy w ogole mozliwe jest inne wyjscie z takiej matni?
                      <

                      Myślę, że tak samo mogli mówić ojcowie rewolucji o przypadku Rosji na początku
                      wieku 20.
                      Inne wyjścia zawsze są możliwe, kosztują jednak trochę czasu, ale "jedynie
                      słuszne" rozwiązania nie mogą czekać.:-)
                      • donq Re: Ale nie w drugą stronę:) 11.10.06, 00:48
                        Lewactwo definiuje sobie dosc rozmycie i autystycznie (tzn. nie na podstawie
                        oficjalnych definicji lewackich public relations, ale na podstawie tego co widze).

                        W uproszczeniu - obecna post-modernistyczna "fylozofie", belkot feministek
                        trzeciej czy ktorejs tam fali, "marksizm kulturowy" Gramsciego, marksistow,
                        trockistow i anarchistow, "metne lby" yntelektualystow a la GW, "artystow" od
                        szczynowych Chrystusow, prymitywnych interpretatorow historii wedlug kalek
                        oswieceniowych itp. Sparkobiercow wyszczekanych publicystow francuskiego
                        oswiecenia, na wyrost nazywanych "philosophes".

                        Mimo roznic maja oni wspolna ceche - sa ewidentnie antykulturowi, nienawidza
                        cywilizacji bialego czlowieka (a wiec swego domu) i pragna ja zastapic swoja
                        wydumana teoria, polityczna, kulturowa, plciowa czy jeszcze jakas inna.

                        > Inne wyjścia zawsze są możliwe, kosztują jednak trochę czasu, ale "jedynie
                        > słuszne" rozwiązania nie mogą czekać.:-)

                        Obawiam sie, ze niestety nieprawda jest, ze "inne wyjścia zawsze są możliwe".
                        Jak mozna sie dogadac z kims, dla ktorego najwyzszym celem jest np. spalenie
                        wszystkich Kosciolow? Zawrzec kompromis - spalmy polowe? Kazdy ma swoje granice
                        kompromisu...

                        DonQ
                        • adrem63 Re: Ale nie w drugą stronę:) 11.10.06, 12:22
                          Dziękuję za definicję lewactwa wg. DonQ.
                          Jest dość szeroka i zmieszczą się w niej z pewnością wszyscy, którzy myślą
                          inaczej.

                          Co do istnienia „wyższej konieczności” wymordowania setek tysięcy ludzi, czyli
                          po trupach do jedynie słusznego celu, to jednak zachowam swój sceptycyzm.

                          Zgadzam się z poglądem, że pewien rodzaj demokracji mozna czasowo zastąpić
                          łagodną formą dyktatury dla dokonania sanacji moralnej i sanacji stosunków
                          społecznych.
                          Jednak dokonywanie mordu na demokracji w celu uprzywilejowania określonych grup
                          społecznych trzeba się stanowczo sprzeciwiać.
              • nick3 "Jeden z wielu ustrojów" ??? Reakcyjne cwaniaki!:) 10.10.06, 14:15
                "Lepszy samo-rząd (selfgovernment) niż dobry rząd." Abraham Lincoln

                To jest "definicja" demokracji.


                donq napisał:
                >Celem jest takie zorganizowanie spoleczenstwa,
                >by bylo stabilne, w okreslonych rozsadnych granicach wolne (a nie wyzwalane
                >asymptotycznie do calkowitego zakazu "przymusu").

                CZYIM CELEM? I kto ma prawo podporządkowywać życie całego społeczeństwa swoim
                celom?

                Nie wiem, co to jest "wolność w rozsądnych granicach".

                Wiem, że jest zasadnicza różnica pomiędzy społeczeństwem, które zaakceptuje
                zasadę minimalizacji przymusu międzyludzkiego, a takim, które tego nie zrobi.

                To jest różnica "egzystencjalna".

                Co to bowiem w praktyce znaczy nie zaakceptować tej zasady?

                Pomyślmy.

                Znaczy to, że wszyscy zbiorowo się zgadzają, że w pewnej sytuacji jeden
                człowiek może robi coś drugiemu wbrew jego woli - i to nie obronie własnej ani
                obronie nikogo trzeciego. A wszyscy patrzą na to i co więcej - nie wolno
                przeszkadzać opresorowi.

                Dopuszczanie takiego stanu rzeczy - złe samo w sobie - na dodatek otwiera przed
                opresorami ogromne możliwości. Tama przerwana w jednym miejscu nie zda się już
                na wiele. Ci, którzy mają w społeczeństwie przewagę, mają też środki, by
                przekonać społeczeństwo, że różne kolejne postaci przymusu nie są dla
                ("histeryzującej":) ofiary takie złe. Ba, w gruncie rzeczy mają na celu jej
                dobro.

                Powiedz mi, co może powstrzymać chętnych od skorzystania z takiej możliwości.
                Bo że można na jej drodze osiągnąć korzyści - to jasne.

                Tak - minimalizacja przymusu międzyludzkiego jest "absolutem".


                Przymus jest stosunkiem nieludzkim i niekomunikacyjnym. Jest wyrazem
                nieadekwatnego rozpoznania drugiego człowieka. Jako rzeczy, nie - jako wolności.

                Poza tą zasadą - nie ma humanizmu.

                Ustrojowym wyrazem (koniecznym ale nie - dostatecznym) woli minimalizacji
                przymusu jest demokracja.

                Dlatego nie jest ona "jednym z wielu ustrojów", jak próbują nam wcisnąć
                spragnieni bycia "policjantami swoich bliźnich", reakcyjni demagodzy.
                • donq Re: "Jeden z wielu ustrojów" ??? Reakcyjne cwania 10.10.06, 15:16
                  Hi hi hi, fajni ci pluralisci, "demaskujacy" z oburzeniem poglady istotnie
                  rozne od swoich.

                  > CZYIM CELEM? I kto ma prawo podporządkowywać życie całego społeczeństwa swoim
                  > celom?

                  A Ty masz prawo podporzadkowywac "zycie spoleczenstwa", czyli system wartosci,
                  ktore owo spoleczenstwo przyjmuje, swoim teoriom "antyprzymusowym"?

                  > Nie wiem, co to jest "wolność w rozsądnych granicach".

                  Podobnie ja nie wiem, co to znaczy "likwidacja przymusu".

                  > Wiem, że jest zasadnicza różnica pomiędzy społeczeństwem, które zaakceptuje
                  > zasadę minimalizacji przymusu międzyludzkiego, a takim, które tego nie zrobi.

                  Ta "wiedza" to jedynie Twoja wyobraznia.

                  > Znaczy to, że wszyscy zbiorowo się zgadzają, że w pewnej sytuacji jeden
                  > człowiek może robi coś drugiemu wbrew jego woli - i to nie obronie własnej
                  > ani obronie nikogo trzeciego. A wszyscy patrzą na to i co więcej - nie wolno
                  > przeszkadzać opresorowi.

                  Oczywiscie, ze tak. W obronie podstawowych zasad wszedzie sie to robi, bo nie
                  mozna inaczej - i dobrze.
                  A jesli chcialbys mi wmowic, ze Twoja demokracja w "obronie demokracji" nie
                  jest w stanie zrobic nic zlego nikomu (nie w obronie swojego obywatela, a
                  jedynie w obronie "demokracji"), to takie bajki mozesz opowiadac
                  innym "wolnosciowcom".

                  Jesli Twoja "demokracja" (jak kazdy system zreszta) nie bedzie skutecznie
                  zwalczac wywrotowcow, wkrotce przestanie istniec. Wywrotowiec to nie ktos, kto
                  robi krzywde innym, ale kto otwarcie podwaza i kontestuje podstawy. Pluralizm
                  jest mozliwy tylko wsrod ludzi, ktorzy nie kontestuja. Jak Ty bys powiedzial -
                  nie ma tolerancji dla jej przeciwnikow, co w istocie znaczy - nie ma akceptacji
                  dla pogladow podwazajacych podstawy. Taki brak akceptacji przejawia kazdy
                  porzadek spoleczny, tak ze nie jest zarzutem, ze "wolnosc" tez taki poglad ma.

                  Zarzutem jest, ze twierdzi, ze go nie ma, przykrywajac tym samym "pluralizmem"
                  wprowadzanie w zycie swoich podstaw. Oszustwo.

                  Oczywiscie zabiegiem bezbolesnym dla lewackiego umyslu jest deifikacja i
                  personalizacja "demokracji" w ten sposob, ze dzialania przeciw niej sa
                  odbierane duzo silniej niz bandycka agresja na innego czlowieka: jak
                  swietokradztwo.

                  Nie ma zadnej gwarancji, ze w pewnym ustroju nie grozi nam przejecie wladzy
                  przez szubrawcow.

                  Najlepszym sposobem minimalizacji tego ryzyka (gwarancji nie ma) jest to, by
                  wartosci podstawowe byly wlasciwe, a nie by techniczne rozwiazanie ogranizacji
                  wladzy bylo takie a nie inne. "Wolnosciowcy" tez to wiedza, stad ich
                  prozelityzm i presja kulturowa. Wiedza, ze jesli sie wygra wojne kulturowa, nie
                  bedzie juz znaczenia, czy ustroj jest "demokratyczny" czy nie, bo nawet jesli
                  bedzie, to ludzie wyznajacy wartosci "wolnosciowe" beda
                  wybierac "wolnosciowcow".

                  Ja wiem to samo - jesli w sferze wartosci "wolnosc" zostanie
                  odrzucona, "reakcja" nie musi sie bac demokracji. Bo w demokracji ludzie moga
                  decydowac jedynie o sprawach drugorzednych (i do tego demokracja sie nadaje) -
                  sprawy pierwszorzedne sa zawsze definiowane przez oglad swiata wspolny ludziom.

                  "Pluralizm" jest tylko narzedziem w walce kulturowej, ktora sama w sobie jest
                  dazeniem do zniesienia pluralizmu (ktory odniesiony do spraw zasadnicznych jest
                  niemozliwy w zadnym spoleczenstwie, demokratycznym czy nie). "Wolnosc" wie, ze
                  moze bezpiecznie "pluralizmem" w tej walce szafowac, bo jesli ja wygra, wlasnie
                  to zwyciestwo pluralizm skasuje, a raczej zredukuje do opisu roznic
                  drugorzednych.

                  DonQ
                  • nick3 Re: "Jeden z wielu ustrojów" ??? Reakcyjne cwania 10.10.06, 16:38
                    Do celów polemiki ze mną definiujesz sobie moje poglądy i moje "prawdziwe
                    intencje" tak, jak ja bym tego nie zrobił. I wiesz o tym.

                    Udajesz, że nie rozumiesz sposobu, w jaki próbuję ci pokazać, że wola
                    minimalizacji przymusu w społeczeństwie nie jest jeszcze jednym systemem
                    ideologicznym.

                    Piszesz słowo "wolność" w cudzysłowie i udajesz, że nie da się go rozumieć
                    inaczej niż jako jeszcze jeden "-izm".

                    A ja tymczasem dostarczyłem ci chyba dość dobrych wyjaśnień, dlaczego nie
                    zgadzam się na takie traktowanie sprawy minimalizacji opresji.

                    Spróbuj z tym polemizować. Spodziewałem się po tobie, że weźmiesz się poważnie
                    do dyskusji z tą sprawą.


                    Ty tymczasem uciekasz w erystykę i błędy logiczne.

                    > Hi hi hi, fajni ci pluralisci, "demaskujacy" z oburzeniem poglady istotnie
                    > rozne od swoich.

                    Nie podałeś kwantyfikatora. Duży czy mały?

                    "Niektóre" czy "wszystkie"? Zarzut miałby moc, gdyby było - "wszystkie". Ale
                    jest - "niektóre" (np. antypluralistyczne, totalitarne) - i cóż w tym dziwnego.
                    Z tego, że ktoś jest pluralistą nie wynika, że musi być frajerem!:)

                    > "zycie spoleczenstwa", czyli system wartosci,
                    > ktore owo spoleczenstwo przyjmuje

                    Nie. Życie społeczeństwa to nie "system wartości". Życie społeczeństwa to życie
                    społeczeństwa (jest np. materialne, inaczej niż "system wartości")

                    Ta próba krętactwa jest bardzo znamienna. Tak. Chcę "opresjonować" "hidżaby". I
                    będę je "opresjonować" do skutku!:) Kobiety (resp. życie społeczeństwa) to nie
                    hidżaby.

                    Nie chcę też nikogo swoim teoriom "podporządkować". Chcę tylko (i posługuję się
                    do tego "swoimi teoriami"), aby nikt nie podporządkowywał innych ludzi - swoim.
                    (Różnica między teorią emancypacyjną a ideologiami "wartości" - znów jest tu
                    mniej więcej taka jak pomiędzy apofatyzmem a orzekaniem pozytywnym)

                    Nie odpowiedziałeś na poniższe pytanie:

                    > > CZYIM CELEM? I kto ma prawo podporządkowywać życie całego społeczeństwa s
                    > woim
                    > > celom?

                    Piszesz:

                    > Podobnie ja nie wiem, co to znaczy "likwidacja przymusu".

                    Mówiłem o minimalizacji - żeby być ścisłym (a w tym celu czasem, niestety -
                    mówię to bez satysfakcji - kota pogonić trzeba)

                    Przymus to takie traktowanie ciebie, któremu się sprzeciwiasz, a ono nadal trwa.

                    Kiedy znajdziesz się w takiej sytuacji, będziesz wiedział i co to "przymus" i
                    co to "likwidacja przymusu".


                    > Jesli Twoja "demokracja" (jak kazdy system zreszta) nie bedzie skutecznie
                    > zwalczac wywrotowcow, wkrotce przestanie istniec. Wywrotowiec to nie ktos,
                    kto
                    > robi krzywde innym, ale kto otwarcie podwaza i kontestuje podstawy.

                    Demokracja nie ma innych podstaw niż niekrzywdzenie innych. W tym sensie nie ma
                    ona swoich "wywrotowców" poza tymi, którzy p r a k t y c z n i e podważają
                    zasadę minimalizacji przymusu (teoretycznie - o ile nie jest to społecznie
                    efektywne - wolno to robić w demokracji bez przeszkód. Vide: donq:)

                    Ci jednak, którzy p r a k t y c z n i e podważają zasadę minimalizacji
                    przymusu, właśnie robią krzywdę innym ludziom (a więc nie są "tylko
                    wywrotowcami").

                    > Oszustwo.

                    Lubisz oskarżać "lewactwo". Taka twoja uroda. Ale jeśli moje rozumowanie
                    powyżej jest poprawne, oskarżasz (w tym punkcie) bezzasadnie.

                    deifikacja i
                    > personalizacja "demokracji" w ten sposob, ze dzialania przeciw niej sa
                    > odbierane duzo silniej niz bandycka agresja na innego czlowieka: jak
                    > swietokradztwo.

                    J.w.

                    Jeśli poprawnie rozumowałem - działania przeciwko demokracji są z istoty
                    działaniami gwałtu na skalę społeczną. To jest rodzaj bandytyzmu. Nie jedyny.
                    Ale bardzo poważny.


                    > Najlepszym sposobem minimalizacji tego ryzyka (gwarancji nie ma) jest to, by
                    > wartosci podstawowe byly wlasciwe, a nie by techniczne rozwiazanie
                    ogranizacji
                    > wladzy bylo takie a nie inne.

                    Tak wierzysz. Ja wierzę na odwrót. Empiria historyczna zdaje się być po mojej
                    stronie.

                    Tak czy inaczej, póki nie przedstawisz za tym argumentów, jest to teza
                    arbitralna.


                    > "Pluralizm" jest tylko narzedziem w walce kulturowej, ktora sama w sobie jest
                    > dazeniem do zniesienia pluralizmu (ktory odniesiony do spraw zasadnicznych
                    jest
                    >
                    > niemozliwy w zadnym spoleczenstwie, demokratycznym czy nie).


                    Cynizm totalitarysty. (Twoje społeczeństwo byłoby w istocie monoideologiczne.)


                    "Lewacy" przynajmniej łudzą człowieka nadzieją, że może być inaczej:)
                    • donq Re: "Jeden z wielu ustrojów" ??? Reakcyjne cwania 10.10.06, 17:59
                      Ja uwazam, ze prawidlowo rozumiem Twoje intencje. Ze Ci nie w smak to, ze tak
                      mozna je rozumiec, to nie moja wina. Nie domagaj sie, ze bede z toba rozmawial
                      na wyznaczonej przez Ciebie "rowninie pojeciowej". Jak juz mowilem, legendy
                      oswieceniowe nie sa "faktami".

                      > Udajesz, że nie rozumiesz sposobu, w jaki próbuję ci pokazać, że wola
                      > minimalizacji przymusu w społeczeństwie nie jest jeszcze jednym systemem
                      > ideologicznym.

                      Nic nie udaje, po prostu owa "wola" _jest_, oszczedzajac Ci systemow
                      ideologicznych, produktem jeszcze jednej wizji swiata. Nie pochlebiaj sobie, ze
                      odkryles "meta-metafizyke" lub "metahumanizm".

                      > Piszesz słowo "wolność" w cudzysłowie i udajesz, że nie da się go rozumieć
                      > inaczej niż jako jeszcze jeden "-izm".

                      "Wolnosc" w Twoim rozumieniu to wlasnie jeszcze jeden "-izm", trafiles w sedno.

                      > Ta próba krętactwa jest bardzo znamienna.

                      Kretactwem jest twierdzenie, ze nie probujesz wprowadzic lub nie masz "systemu
                      wartosci". I ze "zycie spoleczenstwa" jest "interpersonalna wypadkowa
                      przezywania swiata przez poszczegolne jednostki". Ktore to jednostki nie
                      posiadaja wspolnych wartosci, a jedynie swoje "pragnienia". Moga oczywiscie
                      zachowywac sie zgodnie z narzuconymi wzorcami, ale od tego nalezy je wyzwalac
                      (ponoc dysponujesz kryteriami pozwalajacymi na odroznianie "swoich"
                      od "nieswoich" pragnien). Nawet jesli ludzie mysla, ze sa wolni i ich
                      pragnienia sa ich, Ty wiesz lepiej - trzeba ich wyzwolic i tak. Oczywiscie nie
                      ma to nic wspolnego z podporzadkowywaniem.

                      To jest cecha charakterystyczna lewactwa i legenda oswieceniowa. Te "wolne
                      szable", ktore wskazywaly droge do wolnosci ludziom, ktorzy nie byli wolni,
                      choc nie zdawali sobie sprawy z tego, a przez to byli niebezpieczni dla
                      wolnosci. Lewak zawsze wie lepiej, co znaczy wolnosc innego, choc bez ustanku
                      gardluje, ze chce, aby nikt nie podporzadkowywal innych ludzi sobie.

                      I to nieustanne przekonanie, ze sie odkrylo recepte, doznalo "oswiecenia",
                      odkrylo "niezmienne prawa historii", ostateczna metafilozofie
                      wolnosci, "bezideowa teorie emancypacyjna", teorie wszystkiego. Jakie to naiwne.

                      > (Różnica między teorią emancypacyjną a ideologiami "wartości" - znów jest tu
                      > mniej więcej taka jak pomiędzy apofatyzmem a orzekaniem pozytywnym)

                      To oczywiscie bzdura. Teoria emancypacyjna ma swoje "wartosci". Co za roznica
                      czy sie je ustali "apofatycznie" czy "pozytywnie". W kazdym przypadku beda
                      przebiegle z teorii wyzierac znienawidzone (znienawidzone oczywiscie jedynie w
                      teorii) "wartosci".
                      Ale to ciekawy aspekt: mniemana "apofatycznosc" "wolnosci" znaczy, ze w rdzeniu
                      teorii jest "tajemnica", "absolut" cos czego dotknac trudno, ale jest. No
                      bo "apofatycznosc" jedynie przyznaje, ze nie potrafi sie opisac owego absolutu,
                      ale silnie zaklada jego istnienie. Lewacka teologia, nieprawdaz?

                      > Przymus to takie traktowanie ciebie, któremu się sprzeciwiasz, a ono nadal
                      > trwa

                      Mon Dieu, czemu to sie ludzie nie beda sprzeciwiac. Placeniu podatkow, na
                      przyklad. Odpowiadaniem za splodzone przez nich potomstwo. Nie ma regul, nie ma
                      spoiwa spolecznego.

                      Zanurzony w "metafilozofii" zapewne nie zauwazasz, ze moga sie sprzeciwic nawet
                      samej "wolnosci". I co wtedy?

                      > Mówiłem o minimalizacji - żeby być ścisłym (a w tym celu czasem, niestety -
                      > mówię to bez satysfakcji - kota pogonić trzeba)

                      Oczywiscie, oczywiscie. A KTO bedzie ustalal kryteria minimalizacji i komu bez
                      satysfakcji "pogonic kota"? Tym prostym zdaniem bez satysfakcji przyznajesz, ze
                      juz nie jestes "meta", co wspolistnieje w sposob zagadkowo bezkonfliktowy z
                      przekonaniem o jednak byciu "meta".
                      A ja sie calkowicie zgadzam - czasem trzeba komus "pogonic kota".

                      > Demokracja nie ma innych podstaw niż niekrzywdzenie innych. W tym sensie nie
                      > ma ona swoich "wywrotowców" poza tymi, którzy p r a k t y c z n i e podważają
                      > zasadę minimalizacji przymusu (teoretycznie - o ile nie jest to społecznie
                      > efektywne - wolno to robić w demokracji bez przeszkód. Vide: donq:)
                      >
                      > Ci jednak, którzy p r a k t y c z n i e podważają zasadę minimalizacji
                      > przymusu, właśnie robią krzywdę innym ludziom (a więc nie są "tylko
                      > wywrotowcami").

                      Oszustwo, oszustwo, oszustwo. Kazdy tyran moze powiedziec, ze "wywrotowcy robia
                      krzywde innym ludziom". Cecha (a i celem podejrzewam) ideologii "wolnosci" jest
                      calkowity brak obiektywnych kryteriow, ktore moglyby wskazac, kto w istocie
                      robi krzywde innym ludziom. Przyjecie ideologii "wolnosci" i "demokracji"
                      oznacza calkowite zdanie sie na kaprys wladzy, ktora bedzie arbitralnie
                      decydowac, kto w tym tygodniu robi krzywde innym ludziom. Obywatele, z powodu
                      zakazu uzywania "opresyjnych" kryteriow obiektywnych sa calkowicie bezsilni i
                      pozbawieni jakichkolwiek mozliwosci argumentacji. Bo jezeli wladza mowi, ze
                      to "krzywdziciel ludzi" (dawniej "wrog ludu"), a ja mam mozliwosc, z braku
                      obiektywnych kryteriow, wypowiadania sie jednoznacznie na temat jedynie _moich_
                      krzywdzicieli, nie mam zadnych mozliwosci sensownego powiedzenia, ze wladza
                      jest tyranska.

                      I o to wlasnie w "wolnosci" chodzi:

                      Oczywiscie nie dostrzezesz nic zdroznego w wypowiadaniu jednym tchem:

                      > Jeśli poprawnie rozumowałem - działania przeciwko demokracji są z istoty
                      > działaniami gwałtu na skalę społeczną. To jest rodzaj bandytyzmu. Nie jedyny.
                      > Ale bardzo poważny.

                      > Znaczy to [przyjecie obiektywnych wartosci], że wszyscy zbiorowo się
                      > zgadzają, że w pewnej sytuacji jeden
                      > człowiek może robi coś drugiemu wbrew jego woli - i to nie obronie własnej
                      > ani obronie nikogo trzeciego. A wszyscy patrzą na to i co więcej - nie wolno
                      > przeszkadzać opresorowi.

                      Oczywiscie odpowiesz, ze demokracja scigajac antydemokratycznych
                      bandytow "dziala w obronie osob trzecich". Jakie to wygodne. I da sie
                      usprawiedliwic wszystko.

                      > Tak wierzysz. Ja wierzę na odwrót. Empiria historyczna zdaje się być po mojej
                      > stronie.

                      To nie empiria, to lewacka legenda.

                      > Cynizm totalitarysty. (Twoje społeczeństwo byłoby w istocie monoideologiczne.)
                      > "Lewacy" przynajmniej łudzą człowieka nadzieją, że może być inaczej:)

                      Tak, byloby monoideologiczne, tzn. wszyscy by sie zgadzali co do podstaw (i tak
                      nie brakowaloby powodow do konfliktow o sprawy niezasadnicze).

                      A lewacy rzeczywiscie tylko "ludza".

                      DonQ


                      • czynnikmiarodajny Re: "Jeden z wielu ustrojów" ??? Reakcyjne cwania 10.10.06, 21:05
                        Brawo! Znakomita polemika, na tle tej wymiany agresji, przyjemnie przeczytać coś
                        znacznie lepszego niż sam artykuł.
                        Od siebie dodam skromną reflexję, że lewacy uwielbiają posługiwać się pojęciami
                        polityczno-potocznymi ubranymi w majestat nauki, by dodatkowo podkreślać swoje
                        bycie "ponad". Irytujące są niebywale te przeróżne "uczone" dywagacje (a czasem
                        całe tomy) na temat definiscji "populistów" i "demagogów", które uzasadniać
                        maja, że nikt poza lewakami nie ma prawa wypowaiadać się na wiele tematów. A
                        defnicje demagoga i populisty sporwadzić się dają do tego, że są to osoby, które
                        zasadniczo nie kłamią (wtedy można by ich bowiem nazwać po prostu kłamcami), ale
                        mają odmienne od nas poglądy i co najgorsze większe poparcie polityczne.
                        • nick3 To, co proponujesz w zamian to w praktyce faszyzm. 10.10.06, 22:53
                          A jak się przekonamy pod koniec, nie tylko - w praktyce. Także całkiem jawnie -
                          w teorii.

                          donq napisał:
                          > Ja uwazam, ze prawidlowo rozumiem Twoje intencje. Ze Ci nie w smak to, ze tak
                          > mozna je rozumiec, to nie moja wina.

                          Coś mi się widzi don, że osiągnąłeś tu poziom samowystarczalności
                          komunikacyjnej, przy którym potrzeba realnego rozmówcy schodzi na plan dalszy:)
                          Wobec autystycznego zachowania jednego z dyskutantów, należałoby tu właściwie
                          rozmowę zakończyć.

                          Pozwolę sobie jednak odpowiedzieć na kilka twoich argumentów, które mogą się
                          wydać bardziej racjonalne:

                          > owa "wola" [minimalizacji przymusu międzyludzkiego] jest, oszczedzajac Ci
                          > systemow ideologicznych, produktem jeszcze jednej wizji swiata.

                          No, cóż. Dla mnie jest to mowa zdająca się wyrażać coś cennego, czego na razie
                          nie potrafię ująć lepiej. Być może i jest ona produktem jakiejś wizji świata.
                          Ty twierdzisz, jak rozumiem, że to źle. Ale właściwie dlaczego - źle? (Nawróć
                          się na Oświecenie!:) Żartowałem. (Na Oświecenie, jeśli ma ono jakiś sens, nie
                          da się "nawrócić". A jeśli jej nie ma - nie warto.) Zachęcam, ale nie zmuszam:)

                          No więc dobrze. Odpowiedz dlaczego - źle. Ano, bo to wizja ci obca. A skoro tak
                          to stosować się do niej mógłbyś tylko pod przymusem. I co? To już wystarczy za
                          argument?:)

                          Ja też myślę, że - wystarczy:)

                          Ale jeśli uważasz inaczej, jestem otwarty na inne powody, dla których nie
                          powinienem narzucać ci "zasady minimalizacji przymusu".


                          > Kretactwem jest twierdzenie, ze nie probujesz wprowadzic lub nie
                          masz "systemu
                          > wartosci".

                          Skoro już raz mi wyjaśniłeś, "kim naprawdę jestem", nic nie stoi na
                          przeszkodzie, byś to zrobił i drugi raz. Bo ja doprawdy nie wiem, jaki
                          to "system wartości" próbuję ci narzucić (wiem, "lewacki":) Coś więcej?:) I
                          prosiłbym jednakowoż z jakimiś odniesieniami do moich postów. Chyba, że
                          dysponujesz innymi źródłami wiedzy.

                          > Nawet jesli ludzie mysla, ze sa wolni i ich
                          > pragnienia sa ich, Ty wiesz lepiej - trzeba ich wyzwolic i tak.

                          W dziedzinie polityki przymusu państwowego ustawodawca ma obowiązek
                          bezwzględnie ograniczyć przymus do dopilnowania wyłącznie tego, by
                          przestrzegali reguł demokracji.

                          Co do "polityki pozapaństwowej" - primo: jest ona wyraźnie ograniczona ramami
                          porządku demokratycznego. Marzenia o palmie męczeńskiej odłóż więc na później.

                          Secundo: także i tu nie należy nikogo traktować przedmiotowo, co mi zarzucasz:
                          > (ponoc dysponujesz kryteriami pozwalającymi na odroznianie "swoich"
                          > od "nieswoich" pragnien)

                          Kryteria takie istnieją. Dostarcza ich między innymi psychologia. Nie byłaby to
                          jednak psychologia humanistyczna, gdyby kryteria te były apodyktyczne i
                          pozwalały definitywnie zdiagnozować sytuację inaczej niż w komunikacji z daną
                          osobą.

                          (Możesz to sobie tłumaczyć na swój język, że są to narzędzia "presji
                          indoktrynacyjnej":)

                          Ale w jakim sensie "presji"? Że muzułmanka definitywnie nie chce rozmawiać o
                          swoim noszeniu hidżabu, a tu ją "lewacy" "nagabują"?

                          Jeśli by tak rzeczywiście postępowała, należałoby z nią spróbować rozmawiać o
                          czymś innym. Zapewne powinny to robić kobiety (wiesz, brygady żeńskich
                          politruków zgniłego skandynawskiego społeczeństwa permisywnego:) Próbować
                          stworzyć więzi społeczne ("bombardowanie miłością":).

                          Nie, nie idzie mi tu o jakieś zabawne działania urzędników. O coś o wiele
                          podstępniejszego - o zwykły dialog społeczny prowadzony przez
                          wszechobecnych "świeckich funkcjonariuszy":) NGO's, lewackich sąsiadów z
                          poczuciem misji, wychowawczynię dzieci w przedszkolu, etc.

                          No, a jeśli i to nasza niezłomna wyznawczyni praw Allacha uznałaby za "agresję
                          kulturową", "nękanie", etc.?

                          Można przecież wyobrazić sobie kogoś, kto od razu przewidująco warczy na
                          każdego podstępnie usiłującego wydrzeć mu zbawienie duszy.

                          Wtedy, drogi don, twój kolega "totalitarysta", nick3, mówi to głośno i
                          wyraźnie: należy ją zostawić.

                          Ona nie chce tworzyć z nami społeczeństwa i należy to uszanować.

                          To jest być może ten przypadek o który pytasz:
                          > Zanurzony w "metafilozofii" zapewne nie zauwazasz, ze moga sie sprzeciwic
                          nawet
                          >
                          > samej "wolnosci". I co wtedy?

                          Tak więc lewak nie wie - jak insynuujesz - co jest "prawdziwą wolnością"
                          innego. On tylko zgodnie ze swoją wiedzą skłonny jest pytać tam, gdzie
                          podejrzewa przejawy świadomości zafałszowanej.

                          A istnieje takowa.

                          Teoria emancypacyjna ma swoje "wartosci". Co za roznica
                          > czy sie je ustali "apofatycznie" czy "pozytywnie".

                          Duża różnica. Bo apofatycznie się niczego nie "ustali". Raczej "od-stali" tam,
                          gdzie coś się wydawało "stać".

                          > Ale to ciekawy aspekt: mniemana "apofatycznosc" "wolnosci" znaczy, ze w
                          rdzeniu
                          >
                          > teorii jest "tajemnica", "absolut" cos czego dotknac trudno, ale jest. No
                          > bo "apofatycznosc" jedynie przyznaje, ze nie potrafi sie opisac owego
                          absolutu,
                          >
                          > ale silnie zaklada jego istnienie.

                          Tym "czymś" jest konkret indywiduum.


                          Kazdy tyran moze powiedziec, ze "wywrotowcy robia
                          >
                          > krzywde innym ludziom".

                          Może. I właśnie dlatego ustrój, który obywa się bez pojęcia "wywrotowca" (a
                          takim ustrojem jest demokracja "bez wartości"), jest ustrojem odcinającym wiele
                          przykrych możliwości.
                          Sam sobie strzeliłeś gola:)

                          No, ale wszystko możliwe póki piłka w grze. Może więc demokracja "bez wartości"
                          (czyli: demokracja) stwarza jakieś inne poważne zagrożenia, przy których
                          państwo policyjne tropiące "wywrotowców" to pikuś?

                          Tak zdajesz się sugerować:

                          > Przyjecie ideologii "wolnosci" i "demokracji"
                          > oznacza calkowite zdanie sie na kaprys wladzy, ktora bedzie arbitralnie
                          > decydowac, kto w tym tygodniu robi krzywde innym ludziom. Obywatele, z powodu
                          > zakazu uzywania "opresyjnych" kryteriow obiektywnych sa calkowicie bezsilni i
                          > pozbawieni jakichkolwiek mozliwosci argumentacji. Bo jezeli wladza mowi, ze
                          > to "krzywdziciel ludzi" (dawniej "wrog ludu"), a ja mam mozliwosc, z braku
                          > obiektywnych kryteriow, wypowiadania sie jednoznacznie na temat jedynie
                          _moich_
                          >
                          > krzywdzicieli, nie mam zadnych mozliwosci sensownego powiedzenia, ze wladza
                          > jest tyranska.

                          Mówisz o jakiejś demonicznej "władzy". "My-oni". Ale jeśli władza w demokracji
                          (a przypominam, że jest to realizacja woli u p r a w n i o n e j
                          większości, mającej walor prawny tylko pod warunkiem przestrzegania nieustannie
                          zabezpieczanych praw mniejszości - wszystkich mniejszości) budzi w tobie taki
                          lęk, to dlaczego ja nie mam się zasadnie bać każdej innej władzy, zwłaszcza tej
                          twojej - nie deklarującej woli minimalizacji przymusu?

                          Przypominam też, don, że mówiąc o demokracji nie mówimy o jakimś ustroju
                          utopijnym (jak twój ustrój "nieliberalny"), lecz o czymś, w czym już żyjemy.
                          Nie jest to okoliczność bez znaczenia dla naszych rozważań.

                          Kluczowym argumentem przeciwko wiszącej rzekomo nad tobą groźbie stania się
                          ofiarą systemu, jest to, że jeśli w jakiejś demokracji w dzisiejszym jej stanie
                          nie ma ludzi wyraźnie dyskryminowanych, to demokracja jest takim ustrojem, że
                          mają oni w nim również środki, by nie pozwolić na zmianę tego stanu rzeczy.



                          > Mon Dieu, czemu to sie ludzie nie beda sprzeciwiac. Placeniu podatkow, na
                          > przyklad. Odpowiadaniem za splodzone przez nich potomstwo.

                          Dlatego też mówiłem o m i n i m a l i z a c j i przymusu (być
                          może "asymptotycznej likwidacji", bo skoro można coś robić pod obopólnym
                          przymusem, to może można nauczyć się i bez).

                          W sytuacji, kiedy ktoś krzywdzi rodzinę niepłaceniem alimentów, minimalizacją
                          przymusu może być jak najbardziej jakaś forma zmuszenia go - ale nie każda - by
                          je płacił.

                          Abyś mógł się bronić przed opresją, nie są ci potrzebne żadne "obiektywne
                          kryteria" (Prawdziwemu despocie mógłbyś machać nimi przed nosem. Wbiłby cię na
                          pal i tyle.) Potrzebny jest ci natomia
                          • nick3 To, co proponujesz w zamian to w praktyce fas, cd. 10.10.06, 23:02
                            Abyś mógł się bronić przed opresją, nie są ci potrzebne żadne "obiektywne
                            kryteria" (Prawdziwemu despocie mógłbyś machać nimi przed nosem. Wbiłby cię na
                            pal i tyle.) Potrzebny jest ci natomiast wpływ na politykę w sprawach, które
                            ciebie dotyczą.
                            Nie sądzę, by w jakimkolwiek ustroju więcej obywateli mogło na raz osiągnąć
                            większy wpływ na swój los - zwłaszcza w aspekcie uniknięcia cierpienia - niż
                            właśnie w ustroju demokratycznym, uznającym zasadę minimalizacji przymusu.


                            Don, tytułem zakończenia. W kółko pozwalasz sobie na język oskarżycielski. Choć
                            argumenty, które przedstawiasz, nie dają ci do nich podstaw. Musisz nieustannie
                            podkręcać atmosferę pozbawionymi rzetelnego uzasadnienia skojarzeniami
                            insynuującymi, typu:
                            > Bo jezeli wladza mowi, ze
                            > to "krzywdziciel ludzi" (dawniej "wrog ludu")

                            Tymczasem twój własny pomysł polityczny jest jawnie bandycki. Piszesz o swoim
                            państwie:

                            > Tak, byloby monoideologiczne, tzn. wszyscy by sie zgadzali co do podstaw (i
                            > tak nie brakowaloby powodow do konfliktow o sprawy niezasadnicze).

                            (Chcę zauważyć, że powodów do "konfliktow o sprawy niezasadnicze" nie brakowało
                            i w NSDAP i w WKPb i w KPCh.)

                            Czegoś tu nie rozumiem. Dlaczego wobec takiej niedwuznaczności twoich poglądów,
                            to akurat ja mam się ciągle tłumaczyć przed podejrzeniami o skłonności
                            totalitarne!?

                            Właściwie już ta, tak jasno przedstawiona przez ciebie alternatywa, wystarcza,
                            by znaleźć właściwy horyzont do oceny pietrzonych przez ciebie zastrzeżeń wobec
                            demokracji.

                            Z faszyzmem się nie dyskutuje.
                            • donq Re: To, co proponujesz w zamian to w praktyce fas 11.10.06, 00:36
                              A na oswiecenie sie nie nawroce, bo obrazaloby mnie budowanie mojej wizji swiata
                              na kanwie dziel kilku francuskich publicystow, na wyrost w autoreklamie i przez
                              klakierow nazywanych "philosophes", ktorzy wygadani istotnie byli jak przekupka
                              na targu (jak to ladnie kiedys ujales), ale glebia mysli rowniez byli do owej
                              przekupki porownywalni.

                              DonQ
                          • donq Re: To, co proponujesz w zamian to w praktyce fas 11.10.06, 00:26
                            Poruszasz sie w ustalonym przez siebie pejzazu ideologicznym, gdzie oczywiste
                            jest a priori, ze jestes szlachetnym wyzwalaczem, a ja podstepnym faszysta. Z
                            ktorym sie nie dyskutuje. Dobrze, ze to zdemaskowales na koniec.

                            Nigdy nie wezme za dobra monete tego aspektu Twojego samozakrecenia, ktory
                            pozwala Ci mowic tyle o potrzebie rozmowy z inna osoba, nienarzucaniu niczego
                            itp. jednoczesnie pozwalajac na stwierdzenie "z tym nie dyskutuje", jesli "temu"
                            przypnie sie latke "faszysta". Ktore to pojecie nic nie znaczy, bo jest celowo
                            rozmyte by mozna bylo atakowac przeciwnika emocjonalnie i okreslic, kogo
                            "humanizm", ze tak powiem, pokrywa, a kogo juz nie.

                            Osoba napietnowana jako "faszysta" najwyrazniej traci swoje czlowieczenstwo i
                            stawia sie poza nawiasem. Jesli sie z nia nie rozmawia, nie mozna przeciez
                            zastosowac w stosunku do niej "psychologii humanistycznej", bo ta polega na
                            "komunikacji z dana osoba".

                            > [...] Ty twierdzisz, jak rozumiem, że to źle. [...]

                            Nie, ja nie twierdze, ze to zle. Ja tylko probuje pozbawic Cie "meta" pozycji,
                            na ktorej calkowicie nieuzasadnienie sie stawiasz i ktora jest Twoja glowna
                            pozycja majaca dac przewage nad "zamordystami".

                            > Wtedy, drogi don, twój kolega "totalitarysta", nick3, mówi to głośno i
                            > wyraźnie: należy ją zostawić.
                            > Ona nie chce tworzyć z nami społeczeństwa i należy to uszanować.

                            Czy to nie jest "wykluczanie"? "Zostawic" w jakim sensie? Jako dalej podmiot
                            troski "humanisty" i demokracji, czy moze jako "faszystke", z ktora juz sie nie
                            rozmawia, i ktorej strach pomyslec co sie dalej robi w imie obrony demokracji?

                            Czy sam pomysl "naszego spoleczenstwa" nie pachnie zamordyzmem? Co to jest
                            "nasze spoleczenstwo"? Niewatpliwie definiuje sie je "apofatycznie" wymieniajac
                            wszystkich, ktorych sie nie lubi, dodajac za kazdym razem "... nie nalezy do
                            naszego spoleczenstwa". Naprawde musze byc autystyczny, bo pojac mimo Twych
                            wyjasnien nie moge, w jaki sposob taka definicja nie jest "wykluczeniem" i
                            definicja (niech bedzie "apofatyczna") wspolnych wartosci "naszego spoleczenstwa".

                            > Tym "czymś" jest konkret indywiduum.

                            Nie, tym czyms jest konkret deifikowanej "demokracji", "tolerancji" itp. Konkret
                            calkowicie antyhumanistyczny i pozbawiony jakiegokowiek juz odniesienia do
                            "indywiduum".

                            > W dziedzinie polityki przymusu państwowego ustawodawca ma obowiązek
                            > bezwzględnie ograniczyć przymus do dopilnowania wyłącznie tego, by
                            > przestrzegali reguł demokracji.

                            Rozumiem, ze nie ma wartosci, ale sa reguly. Dla mnie to jasne - caly ten system
                            "wolnosci" ma prowadzic do tego, by reguly mozna bylo ustalac niezaleznie od
                            jakichkolwiek wartosci, zeby nic nie krepowalo w najmniejszym stopniu
                            ustalajacych reguly w ich ustaleniu tak, jak jest wygodnie w danej chwili.

                            Cala przebieglosc tej koncepcji polega, jak juz napisalem, na pozbawieniu
                            czlowieka mozliwosci oceny owych regul. Sa to reguly demokracji i kropka. Nie
                            podlegaja ocenie obiektywnej, bo wartosci obiektywnych nie ma. O ocenach
                            subiektywnych mozna zas porozmawiac, oczywiscie do momentu, gdy sie zdemaskuje
                            faszyste.

                            > Może. I właśnie dlatego ustrój, który obywa się bez pojęcia "wywrotowca"

                            O nie moj drogi. Wrogowie demokracji sa liczni i bardzo demoniczni. Tego mi nie
                            wmowisz. Oczywiscie nie uzywasz pojecia "wywrotowiec", bo to jest pojecie z
                            "zamordyzmu", ale "wrog demokracji" czy "krzywdziciel ludzi" to wlasnie
                            "wywrotowiec" w demokracji.
                            Gola do swojej bramki bym sobie strzelil, jeslibym przyznal, ze "demokracja bez
                            wartosci obywa sie bez pojecia wywrotowca". A ja tego nie przyznaje.

                            Alez demokracja jak najbardziej moze byc panstwem policyjnym tropiacym
                            wywrotowcow. Oczywiscie uzywajac, zgodnie z zasadami nowomowy, innych okreslen.
                            Np. nie "policja" ale np. "sztafety ochronne demokracji" i nie "wywrotowiec",
                            ale "faszysta".

                            > Mówisz o jakiejś demonicznej "władzy". "My-oni".

                            Aaa, rozumiem, oni sa fajni, bo "nasi"

                            > Ale jeśli władza w demokracji
                            > (a przypominam, że jest to realizacja woli u p r a w n i o n e j
                            > większości,

                            A KTO ustala, co to jest uprawniona wiekszosc? Wiekszosc nie moze, bo nie
                            wiadomo jeszcze, czym jest i czy jest uprawniona.

                            > [...] to dlaczego ja nie mam się zasadnie bać każdej innej władzy, zwłaszcza
                            > tej twojej - nie deklarującej woli minimalizacji przymusu?

                            Dlatego, ze "moja" deklaruje cos znacznie wazniejszego - przywiazanie do
                            wlasciwych wartosci. I (nie majac zludzen, wladza jest wladza) w przypadku
                            naduzyc mozna zbudowac argumentacje pokazujaca, ze wladza czyni zle, bo istnieja
                            kryteria jej obiektywnej oceny. A i istnieje szansa (tym wieksza im silniej sa
                            odczuwane wspolne wartosci), ze te wartosci beda wladze mitygowac automatycznie.

                            Przeciw Twojej wladzy nie da sie zbudowac argumentacji - bo wladza nie
                            reprezentuje zadnych wartosci, wiec nie mozna jej zarzucic ich lamania.

                            To jest prawdziwie mefistofelesowski trik - pod plaszczykiem wyzwolenia
                            przemycic arbitralna wladze, ktorej nie sposob sie sprzeciwic.

                            > Przypominam też, don, że mówiąc o demokracji nie mówimy o jakimś ustroju
                            > utopijnym (jak twój ustrój "nieliberalny"), lecz o czymś, w czym już żyjemy.
                            > Nie jest to okoliczność bez znaczenia dla naszych rozważań.

                            To, w czym zyjemy, jest jeszcze dalekie od idealu "wolnosciowego". Ale
                            prawdziwie "wyzwolonych" spoleczenstw mielismy juz niemalo, wiec to zadna utopia.

                            Jeszcze taka refleksje podrzuce - ideologia "wolnosciowa" jest, w Twojej
                            interpretacji, pijawka. Ona dazy do "minimalizowania przymusu" z jakiegos juz
                            ustalonego poziomu. Sama nie jest w stanie zdefiniowac, jaki poziom przymusu
                            jest konieczny, umie tylko "apofatycznie" ssac - to zminimalizowac, tamto
                            zminimalizowac itp. Bez odniesienia do "zamordyzmu" nie istnieje.

                            > Abyś mógł się bronić przed opresją, nie są ci potrzebne żadne "obiektywne
                            > kryteria" (Prawdziwemu despocie mógłbyś machać nimi przed nosem. Wbiłby cię na
                            > pal i tyle.)

                            Oczywiscie, ze by mnie wbil. W Twojej demokracji nawet nie mialbym czym
                            zamachac, bo demokratyczny despota absolutnie odrzucilby jakiekolwiek "wartosci"
                            z mojej listy (i demokratyczne spoleczenstwo przyklasneloby, bo to ja wtedy
                            bylbym zamordysta i wrogiem "wolnosci" chcacym narzucic moje wartosci z kartki.

                            > Tymczasem twój własny pomysł polityczny jest jawnie bandycki.

                            Tylko dla umyslu "wolnosciowego". Dla normalnego jest jedyny mozliwy. Nie chodzi
                            o to, by nie bylo wartosci, ale by byly wlasciwe wartosci.

                            "Wolnosci" tez o to chodzi, mimo calej otoczki propagandowej o "neutralnosci".

                            DonQ
                            • nick3 Tak jak twój mistrz Franco - jesteś totalitarystą. 11.10.06, 21:50
                              Totalitarystą jesteś - przynajmniej w deklaracjach (implicite, ale obiektywnie
                              jawnie).

                              Primo: Franco, którego system stawiasz za wzór, był totalitarystą. Sam
                              deklarował swoje państwo jako "totalitarne" i to do samego
                              końca. "Totalitaryzm" stanowił wartość programową frankizmu.

                              Secundo: Deklarując "monoideologiczność" swojego państwa deklarujesz wolę
                              używania przemocy wobec wszystkich nieuznających twojej ideologii ("właściwych
                              wartości"). Nie rozstrzygając, czy to dobrze czy to źle - jest to właśnie
                              totalitaryzm.

                              Na moje pytanie:
                              > [...] to dlaczego ja nie mam się zasadnie bać każdej innej władzy, zwłaszcza
                              > tej twojej - nie deklarującej woli minimalizacji przymusu?

                              Odpowiedziałeś:
                              >Dlatego, ze "moja" deklaruje cos znacznie wazniejszego - przywiazanie do
                              >wlasciwych wartosci.

                              Do oceny teorii - na co słusznie zwracają uwagę krytycy marksizmu - wlicza się
                              także to, w jakim stopniu dostarcza wygodnej zasłony dla odbiegających od niej
                              patologicznych praktyk.

                              W twojej utopii (bo takie państwo na razie jest dalekie od realizacji) komuś
                              musi przypaść rola "rozpoznania" "właściwych wartości".

                              Ponieważ są to "wartości tradycyjne" uprawnionym "rozpoznawaczem" jest w dość
                              przewidywalny sposób - kler.

                              Tak więc ustrój, który proponujesz przypominałby formalnie - irański
                              (formalnie - bo materialnie, zamiast "błędnych" wartości muzułmańskich powinny
                              być "słuszne" chrześcijańskie")

                              Tak więc wybory w warunkach braku wolności słowa i permanentnej
                              indoktrynacji "tradycją" - w których "każdy może wybrać kolor, jaki mu się
                              podoba, pod warunkiem, że jest to kolor czarny" - oraz Rada Strażników
                              Rewolucji (duchownych) pilnująca czy, mimo wszystko, lud nie pobłądził.

                              Moim skromnym zdaniem musiałbyś zamknąć granice:)

                              Osobiście - wolę podlegać przymusowi w kraju, w którym wszyscy wierzą w
                              potrzebę minimalizacji przymusu międzyludzkiego, niż w kraju, który nawet w
                              oficjalnych deklaracjach tę potrzebę odrzuca - a w zamian - chce mnie
                              podporządkować "słusznym wartościom" "rozpoznawanym" przez samoodnawiające się
                              gremium.

                              Póki zostawisz ludziom wybór pomiędzy tymi alternatywami - myślę, że twoje
                              państwo nie zaistnieje.

                              O tym dlaczego "Wartości" są ideologią i są, ostatecznie, nie do pogodzenia z
                              humanizmem (zdaje się, że nie chcesz wyrzec się tego słowa jako pozytywnego), o
                              tym będę musiał powiedzieć ci innym razem.

                              Wierzę, że jest to do zrobienia - argumentami.

                              "Rozum przemawia cicho, ale uporczywie." Freud

                              "Kosmosy myślowe" wprawdzie istnieją, ale nie są nie do przejścia!

                              Konserwatysta, wbrew temu co zdaje się sugerować, nie jest innym gatunkiem
                              człowieka od humanisty (po twojemu: "lewaka")

                              Nie bylibyśmy ludźmi!

                              Właśnie na tym, że rozmowa jest nieuchronna - nie na czym innym -
                              polega "jedność rodzaju ludzkiego":)
                              • donq Re: Tak jak twój mistrz Franco - jesteś totalitar 11.10.06, 23:01
                                Pierwsze primo - nie stawiam panstwa gen. Franco za wzor ani nie jest on moim
                                idolem. Podaje go jako przyklad na to, jak moze sie skonczyc konflikt
                                ideologiczny i ze kompromis nie zawsze jest mozliwy.

                                > Secundo: Deklarując "monoideologiczność" swojego państwa deklarujesz wolę
                                > używania przemocy wobec wszystkich nieuznających twojej ideologii ("właściwych
                                > wartości"). Nie rozstrzygając, czy to dobrze czy to źle - jest to właśnie
                                > totalitaryzm.

                                To nie jest prawda. Lewacy nie znaja odcieni i umiaru. "Patriotyzm" wedlug nich
                                to automatycznie szowinizm. Calkowicie naturalna nieufnosc do obcych to
                                "ksenofobia". Dystans wobec "kochajacych inaczej" to "homofobia". Brak zachwytu
                                nad "teoria emencypacji" to "faszyzm". "Wolnosc" oczywiscie nie zna zadnych
                                ograniczen. "Tolerancja" to koniecznie entuzjastyczna akceptacja. Niepodpalanie
                                kosciolow to "klerykalizm". Itp. itd.

                                Ja tylko mowie - spoleczenstwo musi miec podstawy. Musi z koniecznosci nie z
                                wyboru, bo nie moze ich nie miec. Nie moze nie reagowac na zamach na te podstawy
                                (i kazde reaguje). Wobec tego dobrze, jak ma podstawy wlasciwe.

                                Ci, ktorzy owe podstawy kontestuja, jesli sa teoretykami, moga sobie w Hyde
                                Parku wygadywac co im slina na jezyk przyniesie. Jesli sa praktykami, wchodza w
                                konflikt ze spoleczenstwem, co nie jest bez konsekwencji. To jest Twoj wywod
                                dotyczacy demokracji. Z ktorym sie calkowicie zgadzam, bo zadna organizacja nie
                                moze istniec nie reagujac na proby jej zniszczenia. I ja tez to mowie bez
                                satysfakcji, bo nie jestem zadnym krwi potworem, jak twoj nierozrozniajacy
                                odcieni rozowy umysl mniema (bez satysfakcji nie znaczy z ubolewaniem).

                                Zasada Hyde Parku jest banalnie prosta i jedyna mozliwa: "Within this area, a
                                speaker is allowed to talk about any subject without fear of legal
                                repercussions. Only two subjects are off limits: the British Royal Family and
                                the overthrow of the British government."

                                Tak ze nieprawda jest, ze "deklaruję wolę używania przemocy wobec wszystkich
                                nieuznających mojej ideologii" lecz jedynie wobec tych, ktorzy daza do
                                podwazenia podstaw. Dokladnie jak Ty to bez satysfakcji przyznajesz.

                                > W twojej utopii (bo takie państwo na razie jest dalekie od realizacji) komuś
                                > musi przypaść rola "rozpoznania" "właściwych wartości".

                                Tak, jest to oczywiste. Ktos musi rozpoznac "wlasciwe wartosci" (np. w zakresie
                                prawa ustawodawca robi to za kazdym razem gdy ustala przepisy prawne). Tak samo
                                jak w Twojej demokracji, ktorej "reguly" (nie mylic z wrazymi "wartosciami")
                                rowniez nie biora sie z rozdeptanej purchawki. Nie odpowiedziales na moje
                                nagabywania o to samo. W Twoich opisach demokracji jest wyrazny dysonans: z
                                jednej strony twierdzisz, ze nikt konkretny nie ustala regul, z drugiej mowisz
                                np. "a przypominam, że jest to realizacja woli uprawnionej większości" (nie
                                wiadomo przez kogo i na jakiej podstawie uprawnionej), lub ze "kota pogonic
                                trzeba" (znow nie wiadomo komu i jak bardzo i kto ma o tym decydowac) lub po
                                prostu mowiac o "regulach" demokracji, tez nie wiadomo skad wzietych.

                                Ja nie mowie, ze nie masz racji mowiac, ze trzeba "pogonic kota". Ja tylko
                                mowie, ze to pozostaje w nierozwiazywalnym konflikcie z deklaracjami o "braku
                                wartosci". I podejrzewam, ze jest to celowe intelektualne oszustwo "teorii
                                emancypacji", majace na celu przemycenie swoich ideowych wartosci tylnymi
                                drzwiami jako demokratyczne "reguly bez wartosci".

                                Nad analogiami z Iranem przechodze do porzadku dziennego, bo moge ci zarzucic to
                                samo. Ze ci, ktorzy beda "gonic kota" to odpowiednik "Straznikow Rewolucji" i ze
                                formalnie Twoja demokracja nie roznic sie bedzie od kraju ajatollachow. Bo jak
                                kogokolwiek przekonasz, ze "gonienie kota" ma byc w istotny teoretyczny czy
                                praktyczny sposob rozne od dzialalnosci owych straznikow? I ze "reguly"
                                demokracji beda dla dysydentow mniej surowe niz "wartosci" ajatollachow?

                                To co chcesz powiedziec, to jest mniej wiecej tyle: "w liberalnej demokracji
                                ludzie wyznajacy obowiazujaca ideologie beda sie mieli lepiej niz w innym
                                systemie". Jest to banal.

                                > O tym dlaczego "Wartości" są ideologią i są, ostatecznie, nie do pogodzenia z
                                > humanizmem (zdaje się, że nie chcesz wyrzec się tego słowa jako pozytywnego),
                                > o tym będę musiał powiedzieć ci innym razem.

                                Dla mnie jest to belkot. Myslec o "humanizmie" inaczej jak o zestawie pogladow
                                prezentujacym punkt widzenia i wartosciujacym jest calkowicie jalowe. Jesli
                                przyjac za dobra monete brak "wartosci" "humanizmu", staje sie on calkowicie pusty.

                                Ale wiem o co chodzi - przez "wartosci" rozumiesz wartosci, ktorych "humanizm"
                                nie lubi. "Humanizm" nie ma "wartosci" w tym sensie, ze nie ma wartosci, ktorych
                                nie lubi. Znow banal zahaczajacy o tautologie, ale przystrojony w odswietne
                                szaty "neutralnosci".

                                > Konserwatysta, wbrew temu co zdaje się sugerować, nie jest innym gatunkiem
                                > człowieka od humanisty (po twojemu: "lewaka")
                                > Nie bylibyśmy ludźmi!
                                > Właśnie na tym, że rozmowa jest nieuchronna - nie na czym innym -
                                > polega "jedność rodzaju ludzkiego":)

                                Amen. Tak wlasnie jest. I mimo zideologizowania rozumiemy wszyscy, ze istnieja
                                wartosci, prawda, piekno itp. I to obiektywnie - mimo pryncypialnosci
                                ideologicznej mowisz, ze jestem "obiektywnie jawnie" totalitarysta.

                                Nie potrafisz sie wyzwolic ze swojego czlowieczenstwa, aby stac sie w pelni
                                "humanista" - i to jest optymistyczne!

                                DonQ

                              • donq Re: Tak jak twój mistrz Franco - jesteś totalitar 11.10.06, 23:08
                                Odpowiedz mi prosze jeszcze jedno pytanie - zakladam, ze jestes zwolennikiem
                                swieckiego modelu republiki, ktory istnieje we Francji i ze w Twojej optyce jest
                                ona dosc blisko modelu demokracji bez wartosci.

                                Tam bardzo czesto w roznych debatach rozni ludzie powoluja sie na "wartosci
                                republikanskie". Co to wlasciwie jest i jak to rozumiec?

                                DonQ
    • abba15 UBekologia 09.10.06, 16:52
      Wydarzenia ostatnich dni udowadniają, że Polska stanęła na skraju pełzającego
      zamachu stanu wywołanego przez grupy pragnące nie dopuścić do zmian.
      Nie pozwólmy! Bronimy premiera, bronimy rządu!
      Począwszy od jesieni 2005 roku i podwójnego zwycięstwa wyborczego Prawa i
      Sprawiedliwości, Polska wraca do rzeczywistej niepodległości. Zrzuca z siebie
      gorset "okrągłego stołu", kontraktu, który zmienił nasz kraj w państwo
      oligarchii mafijnej, kierowane przez postkomunistyczną nomenklaturę oraz służby
      specjalne.
      Od jesieni 2005 r. realna niepodległość naszego kraju jest odbudowywana mimo
      różnorakich ataków politycznych. Odtwarzane są cywilne i wojskowe służby
      specjalne, które będą służyć nie grupom interesu, ale bezpieczeństwu narodowemu
      i państwu. Wzrost gospodarczy, zmniejszające się bezrobocie, rosnąca produkcja,
      poprawa bezpieczeństwa wewnętrznego - to tylko niektóre ze zmian. W polityce
      zagranicznej twardo stawiamy nasze postulaty m.in. wobec Niemiec i Rosji,
      odchodząc od wasalnej polityki wobec tych państw, prowadzonej przez ekipy
      postkomunistyczne i liberalne - i broniąc niezależności politycznej i ekonomicznej.
      Rządy Prawa i Sprawiedliwości stanowią zagrożenie, gdyż -przeprowadzając reformy
      państwa- odsuwają od władzy wszechobecną do tej pory agenturę kierującą przez
      ostatnie 16 lat naszym życiem politycznym. Odsuwany jest czerwono - liberalny
      "salon" mający do tej pory monopol na prawdę. Polska pozbywa się układu
      nomenklaturowego, narzuconego przez "okrągły stół".
      To jest rzeczywista przyczyna ostatnich nie przebierających w środkach atakach
      na PiS i rząd. Dlatego działania Samoobrony, lewicy postkomunistycznej i
      Platformy Obywatelskiej muszą być traktowane nie inaczej, jak próba
      przeprowadzenia zamachu stanu i obalenia legalnych władz wybranych przez Naród.
      Zerwanie przez Andrzeja Leppera koalicji rządowej, organizowanie przez Platformę
      Obywatelską (przy wsparciu Lecha Wałęsy) ruchu społecznego oporu wobec legalnych
      władz, wpisują się w zaplanowany scenariusz odsunięcia PiS od władzy i powrotu
      postkomuny. Nie możemy na to pozwolić, jeżeli chcemy żyć w państwie demokratycznym!
      Prezydent Lech Kaczyński jest naszym prezydentem. Rząd Jarosława Kaczyńskiego
      jest naszym rządem. Premier Jarosław Kaczyński jest naszym premierem. Ta Polska
      jest naszą Polską. Polską, która wraca do swych tradycji historycznych,
      patriotycznych i umacnia przekonanie, że dumą jest być Polakiem. Obecne władze,
      jak i kierunek zmian, mają nasze całkowite poparcie.
      Współczesna "koalicja strachu": Samoobrona-Platforma Obywatelska-SLD, której
      udziałem były największe afery po 1989 r., dokonaną prowokacją polityczną
      otwarcie występuje przeciwko systemowi demokratycznemu, przeciwko dziedzictwu
      niepodległości i przeciwko dziedzictwu "Solidarności". Chce za wszelką cenę
      wrócić do czasów oligarchii mafijnej.
    • paskudaprawdziwa Demagogia i wolnosc. 10.10.06, 20:00
      Dziekuje Pani Profesor
      za ponowne przypominanie tego, co w tradycji europejskiego myslenia
      bylo jest i bedzie mialo swoja aktualna wage i wielkosc.

      Erystyka, jezyk propagandy,demagogia..., w tym nowowoczense doskonale
      opracowywane amerykanskie techniki oddzialywan slownych (od ktorych wszystkich
      ucza sei np. specjalisci od reklmy)byly i beda zywe w jezyku i kulturze
      mowienia. Nei pozbedziemy sie tego, ale dobrze jest miec przyjanjmniej ogolne
      pojecie o ich "sztuce" i przypominac, badac, idnetyfikowac.

      Pani Profosor Skarga robi to z doskonala dla siebie klasa i za to dzeikuje.

      Sprowokowala tez ciekawa dyskusje, tym bardzeij wyrazy uznania.

      Serdecznei pozdrawiam, Pani wielka fanka,
      PP

      • gw_gazeta_ubekistanu Skarga na służbie jedynie słusznej ideologii GW-SB 11.10.06, 11:18
        a jedynym argumentem jej zwolennikow, że to przeciez pani profesor, że ona musi
        wiedziec najlepiej. A kobiecina ma juz swoje lata i zwyczajnie się pogubila,
        trzeba byc wyrozumiałym, a nie powtarzac jak mantrę popluczyny po mysli rodem z
        GW i TW.
        • paskudaprawdziwa Re: Skarga na służbie jedynie słusznej ideologii 11.10.06, 16:03
          "Kobiecina" jak napisalas/es jest filozofem (filozofka?), w klasycznym
          znaczeniu tego slowa i nie jest to "kobiecina", ale DAMA polskiej (i nie
          tylko polskiej) mysli krytycznej, wysoka klasa profesjonalnego myslenia i
          osiagniec.

          A "ilozofia" to nazwa pochodzaca od philo-sophia, co znaczy "milosc
          madrosci". "Madrosc" to krytyczna wiedza, zawierajaca w sobie, to co
          nieustanne nazwyane jest dazeniem do "prawdy" . Prawda jest nieuchwytna ponoc,
          a jednak wazna jako samo dazenie; jako doskonaly cel niedoskonalej mysli
          ludzkiej ( w tym wiedzy naukowej).

          Jeszcze inaczej : "milosc madrosci" oznacza, ze madrosci nie mozna posiadac,
          zawlaszczyc nia. Mozna tylko do niej dazyc, nie majac zadnych szans na to, ze
          sie ja zupelnie posiadzie. Wazne jednak jest samo dazenie i to ona stanowi o
          historii nie tylko fiolozofii, ale, jak sadze, historii mysli ludzkiej.

          Dal mnie Pani Profesor jest filozofem (filozofka?) w najszlachetniejszym,
          klasycznym znaczeniu tego slowa.

          A ze dotyczy to posrednio obecnej polityki, to inna sprawa. Niestety nie da
          sie odizolowac filozofii od polityki, a moze jednak nie "niestety" ale na cale
          szczescie tej drugiej...


          paskuda.blox.pl



    • piglowacki Re: Demagogia 03.11.06, 17:30

      Ten tekst miesiącami powinien być „na szpicy”.

      = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

      „Opowieść zwolenników IV Rzeczypospolitej to polityczny thriller, w części
      już przetestowany za rządów Jana Olszewskiego. Może być kontynuowany, jeżeli
      jego konstruktorzy zdołają opanować język debaty publicznej, zburzyć
      dotychczasową hierarchię społecznych wartości, czyli znieść panowanie w
      sferze symbolicznej zwolenników III RP. Trzeba na to trochę czasu. Elity
      wyruszyły więc na wojnę.” - Prof. J.Raciborski (11.02.2005)

    • blekitna.rapsodia Demagogia kwitnie tam, gdzie narod 27.11.06, 18:11
      jest oszukiwany, manipulowany, wyzyskiwany i okradany przez oligarchow (jak w
      III RP). Demagodzy obiecuja ciemiezonemu ludowi poprawe losu. Dziwne, ze pani
      profesor tego nie rozumie. Czyzby zaprzeczala, ze Polska nielegalnie
      uwlaszczyly sie esbeckie mafie? Przeciez jest na to mnostwo dowodow, wystarczy
      poczytac prase. Czyzby pani profesor zwalaczala prawo i buyla przeciw
      uczciwosci i sprawiedliwosci?
    • blekitna.rapsodia III RP idealny grunt dla demagogow 27.11.06, 19:24
      bo ona zostala stworzona przez demagogow oraz globalnego tyrana - mafijny
      kapitalizm.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=52978755
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka