Dodaj do ulubionych

BÓG UKRYWAJĄCY SWOJE OBLICZE

23.12.06, 12:44
> Trudno przebić się przez taki pancerz pewności, który czyni człowieka
niewrażliwym na odmienną sytuację duchową ludzi szukających, wątpiących lub
niewierzących. Słowa i czyny ludzi opancerzonych swoją pewnością tracą
wówczas swoją wiarygodność.

Oto nowe otwarcie: bez pewności lecz z licznymi dogmatami. Człowiek niepewny
lecz wyposażony w dogmaty. I jaki dyskurs z nim prowadzić? Że wszystkiego nie
wiemy? Że nieomylność ex cathedra jednak jest tutaj na Ziemi?
Obserwuj wątek
    • jabeta Protekcjonalizm 13.01.07, 21:24
      Racja, Kouska.
      Mnie też uderzył ten protekcjonalny ton, choc wiem, że użyty nieświadomie. To
      jeszcze, niestey ukłon w stronę niewierzących.
      • nick3 Re: Protekcjonalizm 03.02.07, 23:14
        Osobiście podejrzewam, że ta wada niestety należy już do "istoty"
        ortodoksyjnego chrześcijaństwa (i chyba wszystkich zinstytucjonalizowanych
        religii Objawienia).

        Ale pomijając tę moją antychrześcijańską ("antychrześcijańską"?) konstatację,
        uważam, że ks. Hryniewicz jak na polskie warunki jest naprawdę człowiekiem
        ogromnej wrażliwości i zdolnym do szczerego szacunku dla odmiennie myślących.

        Bardzo go cenię (i przepraszam za pewien cień pobrzmiewający w owym "jak na
        polskie warunki":)
    • 001radek buk 22.11.07, 14:55
      No tak,bardzo madry tekst, móglbym chyba zaczac w jakiegos boga
      wierzyc. Tylko w którego? Tylu ich jest.A jeszcze wiecej bylo. I
      kazdy jest tym jedynym i prawdziwym. Ciezko sie zdecydowac . Moze
      tacy strasznie madrzy profesorowie od rzeczy nieistniejacych powinni
      wydawac im certyfikaty.Ten jest dobry a ten jest beeee. I koniecznie
      musi byc pieczatka.
    • nick3 Nie wierzę "Obietnicy". I to jest dobrze. 23.11.07, 01:38
      Całe znaczenie, jakie mogę powiązać ze słowem "dobro", wzięło się
      tylko z 'tego-tu' życia. Dobro jako takie (czy szczęście) to są więc
      sprawy wzięte "stąd" (z obecnego, "nieobiecanego", konkretnego życia
      jednostek).

      Kto Obiecuje (Inne Życie), ten nie wzywa do niczego, co mógłbym
      uznać za dobro. Wzywa de facto do samobójstwa (np. wymagana od
      Patriarchy gotowość do zabicia syna, czy owo "tak żyjcie, jakbyście
      nie żyli"). Cały przecież jestem bez reszty "tu".

      A Obietnica - ważne aby to zauważyć - wiąże się z żądaniem
      całkowitej deprecjacji tego, co nią nie jest ("Sprzedał wszystko,
      aby kupić rolę z ukrytym skarbem").

      Obietnica w sumie znaczy: "otrzymasz innego siebie". Ale to absurd
      (niby kto otrzyma?). Ale bogowie lubią absurdy.

      Obietnica jest w rzeczywistości żądaniem bezwarunkowego
      podporządkowania (zwanego chyba tylko dla niepoznaki "zaufaniem") i
      niczym więcej.

      A to można zrobić tylko z motywacji negatywnej (strachu). Choćby
      bardzo dobrze zracjonalizowanej jako "miłość".

      Nie warto.


      Więc jeśli dobra nie ma "tu", jeśli nasze życie "tu" nie może być
      spełnione, nie może być spełnione i żadne - inne.



      Myślę, że pojęcie Boga osobowego to antropomorfizm.

      Ale nawet, gdyby ktoś przy tym pojęciu obstawał i twierdził, że taki
      Absolut może objawić się człowiekowi jako dobro, to i tak ów Bóg nie
      mógłby uczynić tego na drodze Obietnicy i związanego z nią wymogu
      zaufania oraz następujacej po tym próbie lojalności (tak jak to się
      uważa w judeochrystianizmie).

      Z powodów, które wyłożyłem powyżej.

      Być może mógłby to uczynić inaczej.


      Takie nocne (a)teologiczne dywagacje;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka