cezzio
10.04.07, 16:28
Smutne to, ale prawdziwe. Na początku lat 90. żyło się ciężej, każdy dzień
oznaczał wyrzeczenia, więcej wciąż było przed nami niż za nami, ale z
podniesioną głową, z pogodnym obliczem parło się do przodu. Potem różnie
bywało - coraz większa liczba afer i brutalizacja języka budziły sprzeciw i
irytację, ale problem pozostawał jakby poza sceną życia prywatnego - był
roztrząsany medialnie, a jego wyrazicielem byla opinia publiczna. Od
ostatnich wyborów zrobiło się duszno i nieprzyjemnie. Zaufanie do tych, do
których się je miało, jakby osłabło, a reszta - to już tylko złworogo lśniące
oczy i kły. Za te winy PiS będzie najdłużej przeklinany, bo w przestrzeni
społecznej wywołują największe spustoszenie. Jednym słowem, jednym
dmuchnięciem dokonują koalicjanci zabójstwa języka kompromisu, rozsądku, a
nade wszystko - zaufania. A zaufanie buduje się latami.
A mogło być tak pięknie... Sprzyja czas, sprzyja Europa, a my tacy jacyś
odpychający. Niestety, tak zapamiętam ten czas.
Pani Krystyno, dziękuję za wnikliwą analizę. I nadzieję, że gdzieś żyją
ostatni Mohikanie życzliwości. Pozdrawiam.