Dodaj do ulubionych

życie na prowincji

29.12.06, 22:01
Intelektualnie ciasno, duszno, nieprzyjemnie. Jak to zmienić?
Obserwuj wątek
    • sir_elmin powinno być ciekawie 29.12.06, 22:34
      Hmmm...

      Spalić osadę, zabić jej kapłana i wszystkich mężczyzn. Kobiety i dzieci sprzedać
      ludom wschodu w jasyr. Te pierwsze uprzednio i rzetelnie zaszczycić swoimi
      genami. Dalej: spalić wszystkie pogańskie krzyże, maryjki, figurki bliżej
      niesprecyzowanych męczenników. Robimy to, urządzając piękny, ognisty stos w
      największej chacie w osadzie. Opróżnić dzbany z miodem i wyżreć ukryte zapasy
      żywności. Potem dorwać wiejskiego głupka, który myślał, że się dobrze ukrył
      stojąc w środku rzezi... oops, pardąsik... w środku wymiany kulturowej.
      Przywiązać go do przydrożnej kapliczki i ćwiczyć celność w posługiwaniu się
      ręcznymi toporkami i włóczniami. Ważne!: kto nie trafi w kapliczkę i rozrąbie
      łeb niedojdzie, traci prawo do łupienia... errrr... do wojaży turystyczno -
      poznawczych na miesiąc. Potem odpocząć i stwierdzić, że to dobre (uwidoczniło
      autochtonom różnicę znaczeniową między "kuriozum" a "horrendum").

      Trafić do oślej ławki za dyskryminowanie mniejszości katolickiej w niewybredny
      sposób ;)).
      • ateistka1963 Re: powinno być ciekawie 30.12.06, 12:26
        To jest niewątpliwie elektryzująca propozycja. Ale koszty znaczące (jeśli się
        weźmie pod uwagę cenę drewna na rozpałkę choćby), a nie wiem czy dałoby się na
        to pozyskać środki unijne. Z drugiej strony byłaby to wyjątkowa atrakcja
        turystyczna. Ale jak to powtarzać co roku? No i wiejskiego głupka trzeba by
        oszczędzić, bo jego myślenie jest naznaczone przejrzystą logiką, co już jest
        rzeczą sympatyczną.
        Może jakieś propozycje modyfikacji?
        :)
        • jarl_elmin Re: powinno być ciekawie 30.12.06, 14:11
          Jakie koszty? Drewna pod dostatkiem we wsi (np. konfesjonał raczej tęgi bywa).
          Na środki unijne nie licz - transgresja kulturowa jest robiona na własną rękę (i
          własnym sumptem militarnym). Głupka znajdziesz w każdej wsi. Nie mówiąc o
          większych miastach :). Moje zawiłe myślenie strategiczno - taktyczne rozbiła
          kwestia corocznej powtarzalności... Hmmm... Starcy w Thingu mają takie
          zapożyczone powiedzenie: "to se ne vrati" :)). Jak się bawić, to się bawić - raz
          a porządnie :).
            • sir_elmin Konkrety teraz 30.12.06, 18:10
              Hmmm... To może rozwijać się intelektualnie w sposób kołowy (nie mam na myśli
              koła hermeneutycznego). Otóż, mamy centrum - Twoją osadę. Po zapoznaniu się z
              ludnością chtoniczną ruszamy na północ. Kilka kilometrów i następna osada (tu w
              znaczeniu: pole aktu poznawczego), potem skręcamy na wschód i nasza epistema
              wzbogaca się o jakieś miasto, powiedzmy stołeczne. Następnie, z dużym ładunkiem
              trunków i przeżyć interpersonalnych, ruszamy po łuku na południe i analizujemy
              (jakościowo) komparatywnie kolejny gród do poprzednich. Zmęczeni neopozytywną
              szczegółowością badawczą ruszamy ku osadzie na wschodzie (czas płynie, lata
              lecą). Na wschodzie staramy się wykoncypować czy nasze działania miały charakter
              eklektyczny czy synkretyczny. Po 7 dniach odpoczynku i stwierdzeniu, że to było
              dobre, ruszamy w linii prostej na wschód i zgodnie z ruchem wskazówek zegara
              ponawiamy proces poznawczy. Oczywiście - z bagażem strukturalistyczno -
              aksjologicznym. Znaczy - przedmiot i jego metodologię badania mamy jasno
              wykrojoną i sprawdzoną (to i to stałej morfologii i zakresie badawczym), a
              podmiot poznający nasycony jest na różnych poziomach wartościami i jakościami
              wartościowościopodobnymi. Dodam, że dzieje się tak, bo podmiot nie jest oderwany
              od przedmiotu badań.

              I tyle (w skrócie i kurczowo;) ).
                    • paleta_barw Re: Konkrety teraz 07.01.07, 17:06
                      ekhm..
                      tak czytam z zainteresowaniem tą ciekawą rozmowę
                      i jeśli można wtrącić się..

                      .....................................
                      >Literatura. Niestety nieprzydatna.
                      >:)

                      często literatura swoje a życie swoje, tak..

                      >> Bez epistemicznego głodu i wyobraźni Twoja osada pozostanie osadą.

                      >>>E tam, po prostu nic nowego nie przychodzi Ci do głowy.

                      .........................................
                      W pewnym sensie ma racje:)
                      Zmienić tok myślenia zakorzeniony od pokoleń jest trudno..
                      Nauczyć np. wiejskie dziecko analizy słowa "dom"... próbowałaś może?
                      Grzecznie powtórzy za Tobą d_o_m ..ale jak wyjdzie za próg szkoły to będzie
                      słyszało i mówiło słowo.."dum"
                      Nie znaczy to, że nie można nic zmieniać i nic robić..
                      Choć czasem ręce opadają, tak..
                      Brałam niedawno udział w jednym projekcie,
                      próby zainteresowania sztuką ludności małego miasteczka..
                      Ludzie byli zachwyceni, zainteresowani bardzo
                      Zaglądali, podglądali, co się dzieje i jak to się dzieje...
                      Pokazywali z dumą swoją ziemię i opowiadali o własnych osiągnięciach
                      Cieszyli się, że ich ziemia została namalowana na obrazach..
                      Z otwartością wielką i życzliwością przyjmowali dziwaczną, atrakcyjną do
                      oglądania w ich odczuciu grupę innych ludzi.."prawie jak z obcej planety":)
                      Usłyszeliśmy nawet nawoływania na wstępie:
                      "Już przyjechali!!!.. już są, przyjechali!"
                      "Nawet jedna od Wiśniewskiego przyjechała!!!" (to o mojej znajomej plastyczce,
                      która ma farbowane włosy na czerwony kolor)
                      Tak..
                      Pod koniec mojego pobytu w tym miasteczku przyszedł do mnie jeden człowiek i
                      powiada tak:
                      - "Wie pani, co,.... ja miałbym taka prośbę..
                      Mam w domu taki obraz już mocno wyblaknięty czy dałoby rade go może odmalować?"
                      Hmm.....
                      Odmalować? jak stary plot to może i nie da rady,.. powiedziałam..ale niech pan
                      przyniesie ten obraz zobaczymy, co da się zrobić...
                      Ciekawa jestem czy zgadniesz, jaki obraz przyniósł do "odmalowania" ten
                      człowiek...
                      Musiałam niestety wyprowadzić go z błędnego mniemania, że to jest obraz..
                      Jego zdziwiona i zasmucona twarz, kiedy próbowałam mu wytłumaczyć, że nim nie
                      jest..
                      Był taki z niego dumy..
                      - "przecież moja go dostała w prezencie od dzieci"...
                      "jak to?.. to nie jest obraz???"
                      Było mi przykro i żal, że musiałam to zrobić..
                      Mam nadzieję, że wizyta nasza wniosła coś wartościowego do życia tej małej
                      społeczności...
                      Burmistrz miasteczka, zapewnił o kontynuacji tego projektu..
                      chce zebrać całą kolekcję obrazów na temat tamtejszej ziemi..
                      Po co?
                      Chce utrwalić w malarstwie krajobrazy tamtej ziemi, architekturę i powoli
                      niszczejące pamiątkowe obiekty...
                      Czasem zachwycamy się zachodnimi dworkami, pałacykami, kościołkami...
                      a w naszym otoczeniu, często na prowincji właśnie, można znaleźć ciekawe,
                      zapomniane perełki..
                      • ateistka1963 Re: Konkrety teraz 08.01.07, 10:25
                        Fajny ten burmistrz. Tu po gminach takiego ze świecą szukać. Chociaż na
                        przykład 100 km na północ taki facet z miasta kupił sobie chałupę i zaczął się
                        interesować historią tego plastra ziemi i po paru latech razem ze zgrupowanymi
                        wokół niego ludźmi "przejęli władzę". Wygrali w najnowszych wyborach i teraz
                        ciekawa jestem, co z tego wyniknie. Tyle, że tam mała gmina ok. 1500
                        mieszkańców cała (trzy wsie i kilka osad) i łatwiej chyba ludzi skonsolidować.
                        Zdaję sobie sprawę, że nie ze wszstkimi da się o wszystkim porozmawiać. I
                        dobrze. Lubię różnorodność. Wyboraźmy sobie jednak, że wyjechaliśmy gdzieś np.
                        do Amazonii i zamieszkaliśmy w jakimś plemieniu nieskażonym cywilizacją
                        (załóżmy, że takie jeszcze istnieją), czy warto byłoby coś tam zmieniać. To
                        jest czysto teoretyczne pytanie. To znaczy, kiedy rodzić się może determinacja
                        zmian. Zasadniczo mam sporo kontaktów z inteligentnej półki. Sporo z Berlina na
                        przykład i z nimi mogę się wyżyć intelektualnie. Jednak oni żyją w innych
                        realiach kulturowych i wielu spraw nie czują. Lubię prowincję, zastanawiam się
                        jednak czy prowincje się między sobą różnią? Różnią się w krajach, na pewno
                        angielska prowincja różni się od polskiej. Czy prowincje w Polsce się między
                        sobą różnią? Moja zachodniopomorska prowincja wydaje mi się pozbawiona głębi
                        kulturowej, bo jeszcze bardziej podkreśla tutejszą ciasnotę. Jest tutaj jedynie
                        garstka ludzi, krórzy w ogóle chcą zająć się jakąkolwiek reflekcją. Chciałabym
                        to zmienić. Jest to dla mnie problem egzystencjalny. Dla mnie. Pewnie dla wielu
                        moich współmieszkańców w regionie nie. Być może powinnam poszukać sobie innej
                        prowincji. Myślę, że na Kaszubach jest inaczej.
                        Obrazy z krajobrazem małej ojczyzny są bardzo ważne. Pamiętam jak kiedyś
                        zrobiłam wystawę ze zdjęciami z naszej wsi. Ludziska nie mogły się nadziwić:
                        mówili: to przecież mój dom! Nie wiedziałem, że taki ładny jest. Twoje obrazy
                        na pewno wiele tym ludziom dały :)
                        • paleta_barw Re: Konkrety teraz 08.01.07, 17:55
                          ateistka1963 napisała:

                          > Fajny ten burmistrz. Tu po gminach takiego ze świecą szukać. Chociaż na
                          > przykład 100 km na północ taki facet z miasta kupił sobie chałupę i zaczął
                          się
                          > interesować historią tego plastra ziemi i po paru latech razem ze
                          zgrupowanymi
                          > wokół niego ludźmi "przejęli władzę". Wygrali w najnowszych wyborach i teraz
                          > ciekawa jestem, co z tego wyniknie. Tyle, że tam mała gmina ok. 1500
                          > mieszkańców cała (trzy wsie i kilka osad) i łatwiej chyba ludzi skonsolidować.
                          > Zdaję sobie sprawę, że nie ze wszstkimi da się o wszystkim porozmawiać. I
                          > dobrze. Lubię różnorodność. Wyboraźmy sobie jednak, że wyjechaliśmy gdzieś
                          np.
                          > do Amazonii i zamieszkaliśmy w jakimś plemieniu nieskażonym cywilizacją
                          > (załóżmy, że takie jeszcze istnieją), czy warto byłoby coś tam zmieniać. To
                          > jest czysto teoretyczne pytanie. To znaczy, kiedy rodzić się może
                          determinacja
                          > zmian.

                          Myślę, że łatwiej jest skonsolidować, jeśli się ludzi dobrze zna
                          Zna się ich potrzeby, ich pragnienia i troski..
                          Fajny burmistrz powiadasz..
                          Tak, bardzo fajny, swój chłop on jest, Jasiek
                          Żaden tam obcy z miasta, który kupił chałupę i przyjechał się bawić w łaskawcę.
                          Jasiek, tam się urodził, wyrósł, poszedł do szkół, wrócił w swoje strony,
                          pracował razem z innymi, zna każdy kamień i każde nowe narodzone dziecko w
                          okolicy. Słucha skarg kobiet na swoich chłopów, łagodzi spory,
                          jest ojcem chrzestnym wielu tamtejszych dzieciaków.
                          I tu masz odpowiedz, na pytanie czy warto zmieniać, czy warto ingerować na
                          siłę..
                          Bo komuś, kto przybywa z zewnątrz nie podoba się to i owo..
                          Jeśli chęci zmian wypływają od samych ludzi, jeśli oni odczuwają taką potrzebę,
                          potrzebują jej - to tak.
                          Wtedy można dużo ciekawych projektów zrealizować..
                          Ale do tego trzeba mieć pasje, serce i brak przy sobie kalkulatora..
                          Jeśli przybywa ktoś, kto chce zmian, bo jemu się wydaje ze brak kultury, że
                          ciasnota i wydaje cenzurkę, że wszystko ble, że nie ma nic i staje tylko w
                          pozycji oceniającej..hmm
                          nie wiem czy takiemu komuś uda się wnieść nowe wartościowe zmiany..


                          >Zasadniczo mam sporo kontaktów z inteligentnej półki. Sporo z Berlina na
                          > przykład i z nimi mogę się wyżyć intelektualnie.


                          Co dla Ciebie oznacza wyżycie intelektualne?


                          > Jednak oni żyją w innych realiach kulturowych i wielu spraw nie czują.


                          np. jakich?


                          >Lubię prowincję, zastanawiam się
                          > jednak czy prowincje się między sobą różnią? Różnią się w krajach, na pewno
                          > angielska prowincja różni się od polskiej. Czy prowincje w Polsce się między
                          > sobą różnią? Moja zachodniopomorska prowincja wydaje mi się pozbawiona głębi
                          > kulturowej, bo jeszcze bardziej podkreśla tutejszą ciasnotę. Jest tutaj
                          > jedynie garstka ludzi, krórzy w ogóle chcą zająć się jakąkolwiek reflekcją.
                          > Chciałabym to zmienić. Jest to dla mnie problem egzystencjalny. Dla mnie.
                          > Pewnie dla wielu moich współmieszkańców w regionie nie.


                          Refleksja... kojarzy mnie się osobiście z oceną..
                          Nie wiem czy to dobra droga do zmian, która ma zaczynać się od cenzurek..
                          Na prowincji, przyjmowanie od swoich krytyki jest jak przyjęcie uwagi od mamy
                          ale przyjmowanie krytyki od obcych to już inna sprawa..
                          czy Twój problem, egzystencjalny, wiąże się z Twoim tam istnieniem takim
                          zwyczajnym, codziennym (zarabianiem na chleb) czy duchowym?


                          > Być może powinnam poszukać sobie innej
                          > prowincji. Myślę, że na Kaszubach jest inaczej.

                          Jakaś smutna ta konkluzja, sugeruje, że na tej prowincji jednak poniosłaś
                          klęskę?
                          Myślisz, że w innym miejscu łatwiej będzie przeprowadzić Twoje zapędy niesienia
                          zmian?

                          > Obrazy z krajobrazem małej ojczyzny są bardzo ważne. Pamiętam jak kiedyś
                          > zrobiłam wystawę ze zdjęciami z naszej wsi. Ludziska nie mogły się nadziwić:
                          > mówili: to przecież mój dom! Nie wiedziałem, że taki ładny jest. Twoje obrazy
                          > na pewno wiele tym ludziom dały :)

                          a co wyniknęło dalej z tej fotograficznej wystawy, jakieś dalsze pomysły,
                          kontynuacje?.. czy tylko jednorazowa sprawa a zdjęcia poszły do kosza..
                          • jarl_elmin Re: Konkrety teraz 08.01.07, 19:57
                            paleta_barw napisała:
                            > Jasiek, tam się urodził, wyrósł, poszedł do szkół, wrócił w swoje strony,
                            > pracował razem z innymi, zna każdy kamień i każde nowe narodzone dziecko w
                            > okolicy. Słucha skarg kobiet na swoich chłopów, łagodzi spory,
                            > jest ojcem chrzestnym wielu tamtejszych dzieciaków.

                            O, to dokładnie jak mój predecesor, jarl Harald. Może poza załagadzaniem
                            sporów... Toczka w toczkę :).

                            > Jeśli przybywa ktoś, kto chce zmian, bo jemu się wydaje ze brak kultury, że
                            > ciasnota i wydaje cenzurkę [...]

                            Chyba nie mówisz o transpozycji kulturowej czynionej przeze mnie i moją kompanię
                            chyżych (jak lapońskie renifery) berserkerów? Mam nadzieję :).

                            > Co dla Ciebie oznacza wyżycie intelektualne?

                            Mógłbym się dłużej rozwodzić nad znaczeniem słów "wyżycie intelektualne", ale
                            tutaj znajdziesz moją wypowiedź w tej kwestii:

                            tinyurl.com/ygf5on
                            • paleta_barw Re: Konkrety teraz 09.01.07, 20:48
                              jarl_elmin napisał:
                              > Mógłbym się dłużej rozwodzić nad znaczeniem słów "wyżycie intelektualne", ale
                              > tutaj znajdziesz moją wypowiedź w tej kwestii:
                              > tinyurl.com/ygf5on



                              z wielką egspresją, malujesz literami obraz (wy)życia

                              też lubię potańczyć:)

                              tinyurl.com/y6g48h
                              • paleta_barw errata 12.01.07, 16:23
                                miałam nie poprawiać, bo wiadomo gdzie błąd się wkradł
                                ale jeśli już tu zaglądam...

                                przez "k" - ekspresja oczywiście:)
                          • ateistka1963 Re: Konkrety teraz 09.01.07, 09:59
                            Moją pasją nie jest robienie zmian na siłę. Moje pasje są różne i niekoniecznie
                            związane z innymi ludźmi. Po prostu jeśli widać potrzebę zmian, to ją widać i
                            tyle. Tutejszy wójt też się tutaj urodził, ale sporów żadnych nie łagodzi,
                            mówi, że to nie jego sprawa, chrześniaków też o ile wiem nie ma. Najwyraźniej
                            Ty mówisz o innej prowincji niż ja. Wnioskować trzeba za tem, że jednak się
                            prowincje różnią. Refleksja nie ma nic wspólnego z oceną. Zastanowić się to po
                            prostu także zatrzymać się i coś z uwagę obejrzeć, wymienić sią
                            spostrzeżeniami. Ja nie oceniam ludzi. Oceniam sytuację. Nie uważam, że na tej
                            prowincji poniosłam klęskę, nie wybierałam się tu jako zdobywca-kolonizator,
                            moim celem nie było szukanie sobie poletka do społeczno-filozoficznych
                            eksperymentów. W ogóle wolałabym nie mieć potrzeby dokonywania zmian w
                            środowisku, w którym mieszkam i żyję.
                            Wyżycie intelektualne to przede wszystkim wymiana myśli. Potrzebuję tego, aby
                            móc rozwijać siebie i moje myślenie.
                            Wiele zdjęć trafiło to ludzi ze wsi. Niektóre wiszą u mnie. Co roku organizuję
                            w ramach stowarzyszenia, które założyłam, trzy duże, jak na naszą wieś, impezy,
                            na których są podobne wystawy. Kilka zdjęć znalazło się w folderach, niektórzy
                            mieszkańcy zrezygnowali ze stawiania betonowego płotu, bo stwierdziło, że
                            drewniany jest jednak bardziej malowniczy. Zbyt wiele nie można wymagać, ale
                            jakieś zmiany są, pozostaje ślad.
                            Zresztą tzw "inni" uważają moją działalność za sukces. Dlatego zapraszana
                            jestem na takie czy inne seminaria i spotkania. Ja osobiście oceniam to
                            inaczej. To są zupełnie inne poziomy. Ten któremu daję wyraz na tym forum jest
                            tym poziomem osobistym.
                            Niekiedy ludzie sami przekazują władzę przyjezdnym. Znam kilka takich
                            przypadków w naszym regionie. Ciekawe jest to, jak inaczej można postrzegać
                            prowincję. Czy Ty nigdy nic nie chcesz zmienić? Kolorowej palety życzę. :))
                            • paleta_barw Re: Konkrety teraz 09.01.07, 21:04
                              ateistka1963 napisała:

                              >Refleksja nie ma nic wspólnego z oceną. Zastanowić się to po
                              > prostu także zatrzymać się i coś z uwagę obejrzeć, wymienić sią
                              > spostrzeżeniami. Ja nie oceniam ludzi. Oceniam sytuację.

                              czytając Twój wpis odczuwam jakieś sprzeczne sygnały
                              w porównaniu z tym wcześniejszym wpisem np.:

                              ateistka1963 napisała:
                              " Najwięcej problemów jest z tzw ęteligencją, która jeśli jakieś IQ
                              miała, to je albo sprzedała, albo skonsumowała. Szukam pomysłu na swoistego
                              rodzaju rewolucję, w wyniku której obudzi się chociaż kilka uśpionych owiec i
                              będziemy mogli stać w miarę realną siłą społeczną."


                              owce to kto?

                              i dalej.. piszesz:
                              > To są zupełnie inne poziomy.
                              > Ten któremu daję wyraz na tym forum jest
                              > tym poziomem osobistym.

                              "Intelektualnie ciasno, duszno, nieprzyjemnie.?"
                              • ateistka1963 Re: Konkrety teraz 11.01.07, 10:17
                                Owcami nazywam osoby bez refleksji idące przez życie. Idą tam, gdzie ich
                                popchną. U nas wygłąda to tak: jest pewna grupa ludzi, która jest uznawana
                                przez pozostałych za elitę, czyli radni, wójt, pracownicy urzędu gminy i
                                związanych z nim instytucji (np. pracownicy biura zakładu komunalnego),
                                nauczyciele, pracownicy banku, poczty itp i która oddzielana jest od tzw.
                                reszty. Reszta to w tzw, przedsiębiorcy (nieliczna grupa, np. właściciele
                                sklepików), która jest swoistego rodzaju elitą reszty, i "zwykli ludzie".
                                Większość tych zwykłych uznawana jest przez elity za głupców . Ja osobiście
                                szanuję sporo przedstawicieli "zwykłych ludzi", mam natomiast złe zdanie o
                                elicie czyli tej ęteligencji. Owce są i wśród "zwykłych" i wśród elit, jednak
                                więcej nadziei wiążę ze zwykłymi, myślę, że jest wśród nich spora grupa osób,
                                która chciałaby się otrząsnąć z owczej pasywności, ale nie bardzo wie, jak to
                                zrobić. Nie ma właśnie czegoś, co by to zapoczątkowało, lub było środkiem
                                pomocniczym. To właśnie pomysłu w tej kwestii szukam.
                                Twoja obrona prowincji była bardzo żarliwa. Co Cię w niej tak urzeka? Co warto
                                zachować, czego nie warto zmieniać i dlaczego? Bardzo mnie to interesuje.
                                Naprawdę! :)
                                • paleta_barw Re: Konkrety teraz 12.01.07, 16:34
                                  ateistka1963 napisała:

                                  > Owcami nazywam osoby bez refleksji idące przez życie. Idą tam, gdzie ich
                                  > popchną.[..]

                                  Uważam, że jeśli ktoś nie potrafi dostrzec faktów, iż społeczność jest
                                  zadowolona ze swojej egzystencji ani tez znaleźć w niej jakiś pozytywnych
                                  elementów to jest to jego problem a nie tej społeczności, nie innych..
                                  .."człowiek, choć odrobinę rozgarnięty i w świecie otarty, koniecznie i w miarę
                                  możliwości stara się poznać fakty zewnętrzne i nieodparte.."..

                                  >Owce są i wśród "zwykłych" i wśród elit, jednak
                                  >więcej nadziei wiążę ze zwykłymi, myślę, że jest wśród nich spora grupa osób,
                                  >która chciałaby się otrząsnąć z owczej pasywności,[..]

                                  Myślisz, że łatwiej zwykłymi ludźmi manipulować?
                                  Oczywiście, chęć wprowadzania zmian jest pozytywna, ale nie robi się ich
                                  zaczynając od oczerniania własnej społeczności i wykpiwania jej złych stron
                                  Być może, dlatego Twoja społeczność na zmiany, jakie proponujesz patrzy
                                  nieufnie, ponieważ automatycznie czuje Twoją niechęć..
                                  Stare jest powiedzenie ze więcej osiągniesz marchewka a nie batem..
                                  Może trochę więcej zachęty a nie krytyki?
                                  Piszesz, że zaczynasz zgłębiać filozofię, jej historię,
                                  mam nadzieję, iż wyciągniesz podstawowe wypływające z niej wnioski,
                                  iż mądrość nie ma miejsca geograficznego..
                                  Znaleźć ją można i w dużych miastach, ale też i na małej prowincji.
                                  Wystarczy tylko dobrze się wsłuchać w innych..


                                  > [..]Bardzo mnie to interesuje. Naprawdę! :)

                                  Dlaczego bardzo Cię to interesuje?











                                  • ateistka1963 Re: Konkrety teraz 12.01.07, 18:52
                                    Uważasz, że krytyka jest zła? Skąd wiesz, że oczerniam swoją społeczność? Skąd
                                    Twoje przekonanie, że moja społeczność jest po prostu zadowolona, a nie
                                    zagubiona?
                                    Interesuje mnie, bo szukam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Jak mam je
                                    znaleźć bez interesowania się tym, co myślą inni?
                                    Pozdrawiam. :)
                                    • paleta_barw Re: Konkrety teraz 13.01.07, 08:59
                                      ateistka1963 napisała:

                                      > Skąd wiesz, że oczerniam swoją społeczność?

                                      w Twoich, napisanych refleksjach zamieszczasz wiele epitetów, które mnie
                                      osobiście przez palce by nie przeszły...

                                      > Skąd Twoje przekonanie, że moja społeczność jest po prostu zadowolona, a nie
                                      > zagubiona?

                                      Również z Twoich wielu wypowiedzi wypływają wnioski, iż to Ty poszukujesz i
                                      jesteś w jakiś sposób zagubiona..
                                      Społeczność raczej nie, bo gdyby społeczność taka była, to pozytywnie
                                      nastawiałaby się na Twoje propozycje,.. i na zmiany bardziej byłaby podatna.
                                      A tak jest niechętna a być może jest nawet zadowolona ze swojej tożsamości.
                                      Piszesz, że organizowałaś już wiele a jednocześnie nie jesteś zadowolona z
                                      efektów swojej działalności.
                                      Z drugiej strony zarzucasz swej społeczności brak tworzenia, pasywną postawę..
                                      Ale czy zawsze aktywność przynosi zadowolenie?
                                      Tobie, jak sama przyznajesz nie przyniosła..

                                      .."Nie mówię żeby wszyscy, ale żeby nikogo nie było? Robię sporo tu w okolicy i
                                      nawet mnie za to chwalą, ale te pochwały wcale mnie nie cieszą, raczej drażnią.
                                      Narobię się jak durna, ale takich zmian, o jakich marzę, nie udaje mi się
                                      osiągnąć..."

                                      Czy jesteś zadowolona z tego, kim jesteś?
                                      Czy zmiany, których tak bardzo pragniesz nie są raczej próbą zmiany
                                      społeczności, naprawy jej na Twoją modłę, w taki sposób, by ta społeczność
                                      pasowała do Ciebie i do Twoich o sobie wyobrażeń?

                                      > Interesuje mnie, bo szukam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Jak mam je
                                      > znaleźć bez interesowania się tym, co myślą inni?

                                      może powinnaś wsłuchać się w głosy swojej społeczności..?


                                      • ateistka1963 Re: Konkrety teraz 13.01.07, 19:46
                                        Mam wrażenie, że po prostu chcesz mi dołożyć. Nie jest to zbyt konstruktywne.
                                        Może jednak spróbujesz wyobrazić sobie sytuację, o której mówię? Pytasz czy
                                        zawsze brak aktywności przynosi zadowolenie? Czy rzeczywiście tak chciałaś
                                        skonstruować to pytanie? Ja zagubiona nie jestem, wiem, czego bym chciała. To,
                                        że wielu dzisiaj ma kłopoty z tożsamością, jest postrzegane przez wielu, co
                                        odnaleźć można w licznych artykułach w prasie lub w dokumentach
                                        przygotowywanych dla takiej np. "Strategii rozwoju gminy jakiejśtam".
                                        Rzeczywiście moja działalność nie przyniosła takich efektów, jakich
                                        oczekiwałam. Czy wszytkie Twoje działania wywołały taki efekt, o jakim
                                        marzyłaś? W moim odczuciu byłby to ewenement.
                                        Jestem zadowolona z tego, kim jestem. Chcę coś zmienić w otaczającym mnie
                                        świecie. Czy rzeczywiście uważasz, że jest to karygodne? Gdyby ludzkość myślała
                                        tak, jak próbujesz mi wmówić, że powinnam myśleć, to nigdy nie mogłabyś
                                        malować, bo społeczeństwo w Europie byłoby przekonane, że powinnaś wyłącznie
                                        obsługiwać męża oraz rodzić i wychowywać dzieci. Dążenie do zmian nie musi
                                        oznaczać gwałtu na "innych" ludziach.
                                        A moją społeczność interesuje promocja proszku do prania. Wsłuchuję się w to od
                                        9 lat. Dziwi Cię to, że mnie to nudzi? Jeśli tak, to pewnie się nie zrozumiemy.
                                        • hania37 Re: Konkrety teraz 13.01.07, 20:27
                                          Ateistko, wybacz,że się wtrącę w waszą rozmowę, ale śledzę ten wątek od początku
                                          i już kilka razy miałam ochotę się wypowiedzieć. W zasadzie dużą część tego, co
                                          chciałam napisać, powiedziała paleta w poprzednim poście. Generalnie mam nawyki
                                          wielkomiejskie (25 lat we Wrocławiu) i takież potrzeby. Los sprawił,że od wielu
                                          lat błąkam się po okolicach niewiele z dużym miastem mającymi wspólnego (to już
                                          prawie 20 lat).Pierwsza była Jelenia Góra i okolice i to trochę złagodziło szok,
                                          bo tam akurat nietrudno o pożywkę intelektualną, nawet na wsi.Od paru lat jednak
                                          mieszkam w północnej Wielkopolsce i tu już trudno mówić o jakimkolwiek życiu
                                          intelektualnym (w byłej wojewódzkiej Pile nie ma nawet empiku,o teatrze już nie
                                          wspominając).Również tu głównym obiektem zainteresowań jest promocja proszku do
                                          prania (można sobie wstawić olej, płyn do mycia naczyń, czy co tam kto
                                          chce;-),ewentualnie zbliżający się ślub córki burmistrza i związane z tym plotki
                                          i spekulacje (zaszła,czy nie zaszła).
                                          Ateistko, ci ludzie tacy są, w tym wyrośli, myślą zupełnie innymi kategoriami
                                          niż Ty. Mam wrażenie,że marzy Ci się "wsi spokojna,wsi wesoła" we współczesnym
                                          wydaniu (ewentualnie można by sparafrazować kilka cytatów z "Wesela").Ci ludzie
                                          wcale nie chcą być zmieniani. Zmiany, takie, jakie Ci się marzą, zrobiłyby tylko
                                          krzywdę im i ich bliskim. Rozbudzenie potrzeb jest owszem możliwe, chociaż
                                          trudne, ale wymaga żmudnej pracy "u podstaw" i raczej z dziećmi.
                                          Zresztą, wydaje mi się,że taka "prowincja" jest potrzebna wszystkim (tyle,że z
                                          różnych powodów,Tobie chyba po to,żebyś się mogła poczuć lepsza).Pozdrawiam i,
                                          mimo wszystko, życzę powodzenia:-)
                                          • gapuchna Re: Konkrety teraz 13.01.07, 21:51
                                            Haniu i Paleto_Barw...odpowiem wam za siebie (np.) i za Ateistkę. Ateistko -
                                            przepraszam za wtręt!
                                            W mojej maleńkiej miejscowości, sennym miasteczku jest prowincja totalna, w
                                            dodatku nie ....lubiejąca....przyjezdnych. Nie dzieje się nic, albo prawie nic.
                                            Miejscowi chcący coś próbują i wychodzi tak, jak to obie znacie z autopsji.
                                            Mieszkamy i my - kilka lat. Ktoś mi bardzo bliski postanawia to zmienić ( ja
                                            nie, ja wolę stać obok i przyglądać się, bo nie pociąga mnie zbytnio
                                            uszlachetnianie innych). Ten mój Bliski zakłada takie stowarzyszenie, początkowo
                                            należy kilkanaście - tych, co to zawsze, bo albo chcą, albo muszą. Potem
                                            dochodzi kilkanaście nowych - miejscowych, bo są zainteresowani. Dziś na
                                            spotkania - różne - potrafi przyjść ponad 100 osób. Więc jednak może drgnąć.
                                            Więc jednak ludzie chcą.

                                            Piszesz Haniu:
                                            " Ateistko, ci ludzie tacy są, w tym wyrośli, myślą zupełnie innymi kategoriami
                                            niż Ty. Mam wrażenie,że marzy Ci się "wsi spokojna,wsi wesoła" we współczesnym
                                            wydaniu (ewentualnie można by sparafrazować kilka cytatów z "Wesela").Ci ludzie
                                            wcale nie chcą być zmieniani. Zmiany, takie, jakie Ci się marzą, zrobiłyby tylko
                                            krzywdę im i ich bliskim. Rozbudzenie potrzeb jest owszem możliwe, chociaż
                                            trudne, ale wymaga żmudnej pracy "u podstaw" i raczej z dziećmi".

                                            Nie masz racji! Nie masz! Albo u was nikt nie umie znaleźć ciekawego sposobu na
                                            miejscowych (przepraszam, że w tak mało grzeczny sposób Was, drodzy Miejscowi
                                            określam). Albo ...wy nie potraficie.
                                            Ja teraz siedzę cicho, bo widze, że można. Nadal mnie to nie interesuje, ale to
                                            taki mój charakter. Tyle, że jak trzeba to wstaję z nad książki i idę pomagać.
                                            Bo widze, że można. Pewnie, że nie przemienimy wszystkich w Waldorffów czy
                                            innych Kaczyńskich (ten od muzyki!... nie tamci!), ale pewne rzeczy udaje się
                                            zmienić.
                                            Ateistko! Głowa do góry! Można, a ty chcesz! To bardzo dużo.

                                            (nie przypuszczałam, że wątek taki może byc az tak obfity)


                                            • paleta_barw Re: Konkrety teraz 13.01.07, 23:38
                                              gapuchna napisała:

                                              > Haniu i Paleto_Barw..
                                              > W mojej maleńkiej miejscowości, sennym miasteczku jest prowincja totalna, w
                                              > dodatku nie ....lubiejąca....przyjezdnych. Nie dzieje się nic, albo prawie
                                              >nic.

                                              Oczywiście, nikt nie mówi, że nie ma potrzeby zmian ale chodzi o sposób ich
                                              wprowadzania..
                                              W dzisiejszych czasach, wszędzie zmiany następują bardzo szybko, i wątpię aby
                                              dało się je wstrzymywać:)
                                              Nawet tu je widać. Popatrz, nie posługujemy się już nazwą "wieś"
                                              tylko "prowincja".

                                              > Ktoś mi bardzo bliski postanawia to zmienić ( ja
                                              > nie, ja wolę stać obok i przyglądać się, bo nie pociąga mnie zbytnio
                                              > uszlachetnianie innych).

                                              Gapuchno ujęłaś to świetnie, całą mentalność ludzi przyjeżdżających do małych
                                              prowincji..
                                              Uważają, że na prowincji nie ma ludzi szlachetnych i należy miejscowych,
                                              zmieniać i uszlachetniać..
                                              Ja, w moim mieście nie mam Teatru przez duże "T" i też czasem żartuję jadąc np.
                                              do Warszawy lub Krakowa, na dobrą sztukę czy operę - mówiąc - "jadę się
                                              odchamić"...ale jednocześnie nie pakuję na siłę połowy swojego miasta w
                                              autokar, żeby obowiązkowo ze mną jechali i się wszyscy "uszlachetniali".

                                              • gapuchna Re: Konkrety teraz 14.01.07, 12:49
                                                Paleto - nie uzywam określenia "wieś", bo to jest miasteczko, posiadające prawa
                                                miejskie od 600 lat, trudno więc nazwać je wsią! I chociaż mieszka tu nawet nie
                                                całe 2000 ludzi, to jednak jest to miasto. Nie napisałam w żadnym z postów
                                                niczego, co wskazywałby, że odmawiam ludziom z........ szlachetności, ja tylko
                                                stwierdziłam, że mnie nie chce się uszlachetniać, a to różnica! Być może użyłam
                                                mało fortunnego określenia, ale pewnie i tak mnie zrozumiałaś poprawnie
                                                (nie dosadnie...). I na koniec: ta moja Bliska osoba została po po prostu
                                                poproszona przez burmistrza, by spróbowała coś interesującego wymyśleć....no i
                                                udało się (burmistrz - autochton). A do teatru faktycznie czasem jedzie autokar,
                                                tyle że nikt na siłę, a jedynie miesiąc przed wyjazdem zaczynamy zapisy chętnych
                                                i wierz mi, nic i nikt na przymus!
                                                No, czasem taka się zdarza Prowincja, ze ludzie chcą czegoś nowego.
                                                Pozdrawiam, a do Krakowa (mimo że mam coś ze 400km) to co roku jeżdżę, bo kocham
                                                to miasto.
                                                :}}
                                                • paleta_barw Re: Konkrety teraz 14.01.07, 14:07
                                                  Gapuchno:)...przepraszam, wiesz, ja, jako ta paleta wykorzystałam Twoje
                                                  określenie "uszlachetniać", by namalować karykaturę - obraz człowieka
                                                  przyjezdnego, tak ogólnie...
                                                  Nie twierdzę, że wszyscy tacy są i nie twierdzę, że Ty i Twój bliski takimi
                                                  ludźmi jesteście:)
                                                  Sama esencja zmian na prowincji zawarta jest w zdaniu, które napisał wyżej
                                                  sir_elmin. Pozwolisz, że ją tu zacytuję:
                                                  "Bez epistemicznego głodu i wyobraźni [..] osada pozostanie osadą."

                                                  Wiem, że są wspaniałe prowincje, rozwijające się, myślące perspektywicznie..
                                                  Małe zmiany, jakie opisujesz cieszą, tak.. i małymi kroczkami będą zmieniać
                                                  prowincje..nic przecież dziś nie jest takie samo jak było wczoraj:)
                                                  Jednak potyczki o władzę na prowincji, jakie wyczuwam w wypowiedziach Ateistki
                                                  niczego dobrego nie zbudują...
                                                  Jeśli ludzie sami nie będą odczuwać potrzeby zmian i sami nie będą w tych
                                                  zmianach uczestniczyć, to nic na siłę nie zrobi się wartościowego..
                                                  Pozdrawiam serdecznie:)
                                                  ps.
                                                  jeszcze jedno...ja, gdybym była w Waszej okolicy, zapisałabym się na jedno
                                                  miejsce w autokarze:)
                                                  Krakowski klimat, ciepły bardzo jest, tak.
                                                  Ostatnio byłam w teatrze krakowskim na adaptacji szekspirowskiej sztuki "Miarka
                                                  za miarkę" ..koresponduje ona w dużej mierze z naszym tu rozważanym tematem -
                                                  zmian.
                                                  • gapuchna Re: Konkrety teraz 14.01.07, 15:43
                                                    Paleto Stubarwna, ależ ja wiem, ja rozumiem, i w sumie to każdy z nas tu się
                                                    wypowiadających ma swoje racje, swoje przekonania. Ja po prostu chyba miałam
                                                    szczęście? Dobre trafienie? Ale tez i to, że nie potrzebuję nanoszenia zmian.
                                                    Mimo to bardzo podziwiam takie osoby jak Atesitka (Siłaczki na miarę naszych
                                                    czasów).
                                                    I nie mogę się zgodzić z twierdzenie, ze nie należy polskiej prowincji (sic!)
                                                    zmieniać. Znam ją i uważam że należy i to w przyspieszonym tempie.


                                                    "Jeśli ludzie sami nie będą odczuwać potrzeby zmian i sami nie będą w tych
                                                    zmianach uczestniczyć, to nic na siłę nie zrobi się wartościowego.." -
                                                    napisałaś i tu masz rację. Właśnie, to chyba jest najistotniejsze zadanie
                                                    i w tym upatruję największy opór. Jak to złamać? Zmienić? Ha! oto jest pytanie
                                                    (czyli nawet stary Szekspir już się zastanawiał, hihi).

                                                    Pozdrawiam serdecznie. A do autokaru i nie tylko - serdecznie zapraszam!
                                                  • paleta_barw Re: Konkrety teraz 17.01.07, 11:24
                                                    gapuchna napisała:
                                                    > napisałaś i tu masz rację. Właśnie, to chyba jest najistotniejsze zadanie
                                                    > i w tym upatruję największy opór. Jak to złamać? Zmienić? Ha! oto jest pytanie

                                                    odpowiedz znajdziesz gdy odpowiesz sobie sama na swoje wcześniejsze
                                                    stwierdzenie:

                                                    > Ja po prostu chyba miałam
                                                    > szczęście? Dobre trafienie? Ale tez i to, że nie potrzebuję nanoszenia zmian.

                                                    pozdrawiam:)

                                                  • ateistka1963 Re: Konkrety teraz 22.01.07, 23:41
                                                    Droga Paleto Barw, nie wiem, czy jeszcze tu w ten kąt zajrzysz, ale bardzo mi
                                                    zależy na tym, aby przekonać Cię, że mnie na władzy zupełnie nie zależy. Ja nie
                                                    myślę, żeby zostawać tu wójtem, czy coś w tym stylu, właśnie z tego powodu, że
                                                    władza to rzecz, która mnie nie ekscytuje zupełnie. Interesuje mnie, co się
                                                    zmieni w tamtej gminie, o której pisałam, z czytej ciekawości. A może im się
                                                    uda? Tam jest naprawdę fajne miejsce i cieszyłoby mnie, gdyby się rozwijało,
                                                    czy szczęśliwiało, a przede wszystkim, żeby jego mieszkańcy zauważyli jego
                                                    piękno i je po prostu pokochało. Moja wielka potrzeba zmian wypływa z przede
                                                    wszystkim z niezgody na dewastowanie tego kawałka, na który mnie wiatr
                                                    przywiał. Tu się tyle niszczy, nie tylko tego, co jest, ale nawet przyszłość
                                                    sią niszczy. Dosłownie! Nie potrafię się na to zgodzić po prostu. A do teatru
                                                    nigdy na siłę nikogo bym nie woziła, już chociażby z szacunku dla sztuki. :)
                                          • paleta_barw Do Hani:) 14.01.07, 00:11
                                            Haniu, dziękuję, że napisałaś:)
                                            W moim przypadku było odwrotnie..
                                            Urodziłam się w małym miasteczku, właściwie na jego pograniczu tuż pod lasem..
                                            W małym domku na ulicy Polnej.
                                            Piękna to była alejka, brukowana polnymi kamieniami
                                            Rosły na niej lipy..
                                            Kiedy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam biegać boso po majowym deszczu
                                            Goniłam chrabąszcze:)
                                            Pod lasem płynęła rzeka, uczyłam się w niej pływać.
                                            Trzeba było uważać, bo woda w niej była czysta taka...
                                            eh..pijawki do nóg się przyczepiały i na raki można było trafić:)
                                            Teraz czasami tam bywam..
                                            Wielkie zmiany w miasteczku nastąpiły, tak.
                                            Nie ma już alejki lipowej, lipy prawie powycinane.
                                            Asfalt nowoczesny a owszem z dziurami.
                                            Rzeka przez przemysł w ścieki zmieniona.
                                            A chrabąszczy nie widziałam już dobrych kilka lat..
                                            Tak...
                                            Człowiekowi z małego miasteczka łatwiej jest zaadoptować się w dużym mieście.
                                            Odwrotnie, trudniej.
                                            Dlaczego tak się dzieje?
                                            Masz rację, często przyjezdnymi okazują się ludzie, którzy czują się lepsi i
                                            mądrzejsi od prowincjuszy, którzy wiedzą lepiej, co prowincji potrzeba a co
                                            nie..
                                            W swoich kalkulacjach nie uwzględniając wcale prawdziwych potrzeb miejscowych
                                            ludzi..
                                            Latem byłam gościem jednej małej prowincji.
                                            Urzekły mnie w niej tamtejsze podwórka:)
                                            Obok nowoczesnej kostki na chodnikach i ścieżkach
                                            można było zobaczyć, bielone starym sposobem ściany..
                                            Wszystko na podwórkach uporządkowane, poukładane,
                                            wszystko ma tam swoje od wielu lat miejsce i przeznaczenie..
                                            To nie są śpiące owce, to są bardzo zorganizowani i mądrzy ludzie..:)
                                            Pozdrawiam serdecznie:)

                                            ps. przesyłam jedno z "bajkowych" podwórek:)

                                            www.wrzuta.pl/obraz/4pXQrN6DlF/


                                            • hania37 Do palety:-) 14.01.07, 09:21
                                              Paleto:-)Bajkowe podwórko urokliwe bardzo:-)
                                              Zazdroszczę Ci dzieciństwa.Ja takie miałam okazyjnie, najczęściej w wakacje.
                                              Moja babcia mieszkała w takim właśnie sennym miasteczku i ono także odczuło
                                              nowoczesność w podobny sposób.Mój mąż natomiast pochodzi z małej wioski na
                                              Mazurach. Na większości map trudno jej szukać. Ponieważ wioska jest nieco
                                              oddalona od znanych jezior, nigdy nie odczuła skutków desantu turystów, ale tez
                                              niewiele miała kontaktu ze zdobyczami cywilizacyjnymi.Nie ma tam szkoły,nie ma
                                              kościoła nawet;-) Najbliższe miasto, to maleńkie Szczytno i potem długo nic aż
                                              do Olsztyna.Kiedy pojechałam tam pierwszy raz wiele lat temu, zobaczyłam wioskę
                                              taką, jaką opisywałaś właśnie.Śliczną dla oka i zaskakującą dla kogoś
                                              przyzwyczajonego do widoku wsi dolnośląskich.I tak było przez wiele lat.Ludzie
                                              tu zajęci codziennymi czynnościami,zapracowani. Pierwsza moja reakcja była
                                              oczywista:-)Wiocha.Nic się nie dzieje. Powoli tych ludzi poznawałam.Mądrzy,taką
                                              zwyczajną mądrością,dobra i niewydumaną. Taka mądrość pomaga wrócić na właściwe
                                              ścieżki myślom takich osób jak ja:-)Zwyczajnie często sprowadza na
                                              ziemię:-)Potem zauważyłam inne rzeczy.W tej codziennej ciężkiej pracy mieli czas
                                              czytać (jeździła taka biblioteka na kółkach),mieli czas powolutku budować
                                              wspólny (bajkowy) plac zabaw dla dzieci,z uporem remontowali wiejską
                                              świetlicę,wyposażali ją (proszę co poniektórych o powstrzymanie uśmieszków
                                              politowania,taka świetlica na zapadłej wsi to jest centrum kultury).Prawie w
                                              każdej rodzinie,z reguły wielodzietnej,trafiał się ktoś,kto kończył przynajmniej
                                              technikum,często studia,wyjeżdżał i po latach wracał.Jeżdżę tam bardzo
                                              często,odpoczywam, przyglądam się i nie mam ochoty nic,dosłownie nic zmieniać.
                                              Ten post jest skierowany do palety,ale dedykacja jest dla ateistki i gapuchny:-)
                                              • paleta_barw :) 14.01.07, 14:53
                                                nie pozostaje mi zatem nic innego.. jak się tylko pod dedykacją podpisać:)
                                                i dodać, że każdy z nas "maluje swój własny portret" przez całe życie..
                                                coś w nim poprawia, coś zmienia, poszukuje syntezy(jak to już było tu wcześniej
                                                powiedziane)..z sobą samym i światem.
                                                Jeśli my się sami zmieniamy to i rzeczywistość, w której żyjemy ulega zmianom..
                                                Haniu, życzę dużo dobrego..:)


                                                tinyurl.com/y36gfb
                                              • ateistka1963 Re: Do palety:-) 14.01.07, 21:27
                                                Zazdroszczę Ci takiego miejsca błogiego. Ja również mam miejsca, których
                                                zmieniać nie chcę. Nawet przed zmianą bronię. Jednak region (nie tylko moja
                                                wieś) potrzebuje zmian. Nie takiej pożogi, jaką odmalował Sir Elmin (chociaż
                                                wizja ta była naprawdę wyzwalająca, jak ją czytałam), ale konkretnych zmian.
                                                Może czarów? Możesz przy okazji trochę z wiatrem zachodnim z Mazur nad Odrę
                                                wysłać. :)
                                        • paleta_barw Re: Konkrety teraz 13.01.07, 23:52
                                          ateistka1963 napisała:

                                          > Mam wrażenie, że po prostu chcesz mi dołożyć. Nie jest to zbyt konstruktywne.

                                          Dołożyć..a co takiego?
                                          Zadając pytania chciałam Cię poznać.
                                          Swoimi wypowiedziami malujesz przecież swój własny portret.
                                          Dla kogo nie jest konstruktywne?
                                          Na forum tylko z Twoich wypowiedzi mogę Ciebie poznać, to chyba oczywiste?
                                          Ty, chciałaś poznać refleksje innych ludzi..
                                          na temat zmian na prowincji
                                          Przedstawiłam swoją refleksję na ten temat wyżej.
                                          Nie godzisz się z nią próbując mnie przekonać, ze zmiany są cudownym lekiem dla
                                          małych prowincji..i Ty jako ten wspaniały "lekarz" chcesz uleczyć tą
                                          beznadziejnie chorą społeczność, tych "umarlaków" jak ich nazywasz, te "śpiące
                                          owce"..tych nic nie robiących ludzi..

                                          > Pytasz czy zawsze brak aktywności przynosi zadowolenie? Czy rzeczywiście tak
                                          > chciałaś skonstruować to pytanie?

                                          takie chciałam i takie je postawiłam:
                                          .."ale czy zawsze aktywność przynosi zadowolenie?
                                          Tobie, jak sama przyznajesz nie przyniosła.."

                                          > Ja zagubiona nie jestem, wiem, czego bym chciała.

                                          Bardzo się cieszę, że wiesz, czego chcesz i życzę Tobie abyś to osiągnęła..
                                          ale ja, osobiście Tobie, w tym nie pomogę, nie podam gotowych recept na zmiany
                                          w Twojej społeczności.. i chyba wiesz dlaczego?

                                          >Gdyby ludzkość myślała tak, jak próbujesz mi wmówić, że powinnam myśleć,

                                          Ja nie próbuję Tobie wmówić niczego..
                                          Mam wrażenie, że jesteś wykształconą osobą a jednocześnie, ze nie potrafisz
                                          czytać ze zrozumieniem..

                                          > Dążenie do zmian nie musi oznaczać gwałtu na "innych" ludziach.

                                          tak, jak sama piszesz:..oznacza "budzenie umarlaków, śpiących owies.."

                                          > A moją społeczność interesuje promocja proszku do prania. Wsłuchuję się w to
                                          > od 9 lat. Dziwi Cię to, że mnie to nudzi? Jeśli tak, to pewnie się nie
                                          > zrozumiemy.

                                          Nie, nie dziwi mnie już...
                                          a proszek na prowincji ważna rzecz.
                                          Ludziska się natyrają, w ziemi napyprają, uglajdają się, no to i prać
                                          trza ...nie wiesz?

                                          Pozdrawiam i przepraszam, że tak późno odpowiadam ale sama rozumiesz sobota i
                                          pranie musiałam zrobić...






                                          • ateistka1963 Wieś sielska anielska 14.01.07, 11:17
                                            Ja urodziłam się na przedmieściach Szczecina. W poniemieckim domu. Na górze
                                            mieszkała pięcioosobowa rodzina z Mazowsza (babcia do kościoła chodziła w
                                            pasiaku i przy robocie śpiewała piosenki, w podwórzy hodowali świnie i krowy i
                                            zwozili siano wozem), na dole ja z mamą i jeszcze jeden "Niemiec", który
                                            przybył jeszcze w czasie wojny. Ja zawsze uciekałam na górę, robiłam razem z
                                            tamtymi dzieciakami byleby słuchać przypowiastek babci i jej nauk o obronie
                                            przed rzucanymi urokami i dlaczego nie wolno o pełni masła solić. Byłam w
                                            pierwszej klasie, jak zmarł ojciec tej rodziny. Pół roku później nie było już
                                            zwierząt w podwórzu, pojawił się telewizor, matka i najstarszy syn pracowali
                                            w "mieście". Szybko znikały pasiaste narzuty z łóżek i suszące się na nich
                                            rozwałkowane na makaron koła ciasta. Kilka lat później byliśmy już
                                            tylko "dzielnicą willową".
                                            Moja obecna wieś jest siedzibą gminy. Nie ma tu domu kultury, Zespół Szkół
                                            zamyka wszystko na głucho o 16.00. Jeśli są w nim jacyś fajni młodzi ludzie,
                                            którzy coś tam robią (śpiewają, robią kabaret, tańczą czy wygrywają konkursy
                                            matematyczne), to obsypuje się ich prezentami na koniec gimnazjum i żegna na
                                            zawsze. Maturę robię w mieście takim czy innym i nie wracają. Jeśli przychodzą
                                            do mnie, żeby opowiedzieć jak tam jest, to podkreślają zawsze jedno: "tam to
                                            jest z kim porozmawiać, tyle rzeczy się dzieje! Tutaj już nie wracają. Tutaj po
                                            prostu nie ma ani kultury "folklorytycznej", ani nowoczesnej "paramiejskiej".
                                            Piękne domy z palonej cegły oblepiane są steropianem, układ okien niszczony
                                            przy okazji wstawiania plastików, ogródki zamieniane na trawniki z iglakami i
                                            skalniakami. Nie twierdzę, że ci ludzie są głupi. Wielu stara się, jak może.
                                            Dba o dzieci (proszek, promocje), żeby były modnie ubrane, żeby miały angielski
                                            w szkole, żeby miały komputer w domu. Odkąd robię te imprezy naszego
                                            stowarzyszenia (na tej, którą robiliśmy w 2006 po raz czwarty przyszło 800
                                            osób), zaczepiają mnie ludzie na ulicy i skarżą się, że tu tak mało się dzieje.
                                            Chcieliby to i tamto. Tylko z włączaniem się w przygotowania jest różnie. Gmina
                                            i nowy starosta nie traktują stowarzyszeń poważnie. Chciałabym, żeby mieszkańcy
                                            bardziej interesowali się tym, co chce, a czego nie chce zrobić "władza", aby
                                            można było zrobić więcej. Nie jest to proste. Zmiany są potrzebne, inaczej za
                                            10 lat będzie to tylko umierająca wioska z emerytami i pijaczkami. Każda
                                            społeczność potrzebuje grupy przewodników, którzy dbać będą o tradycje i je
                                            łamać czasami, aby był możliwy rozwój. Ja szukam nowych pomysłów, bo zrobił się
                                            zastój jakiś tutaj. To co robiłam do tej pory (imprezy itd), nie wystarcza po
                                            prostu.
                                            Jeszcze raz chciałaby podziękować za wszystkie Wasze posty. Pomagają zmagać się
                                            z materią.
                                            Teraz to już zapisałam rzekę :)
                                            • ateistka1963 Do Gapuchny 14.01.07, 11:22
                                              Czasami myślę sobie, że powinnam sobie usiąść w leżaku i parzyć na chmury, może
                                              więcej byłoby z tego pożytku. Jakie ma dla Ciebie znaczenie, że Twój Bliski
                                              robi to, co robi, tam gdzie mieszkacie? Cieszysz się, że to robi, czy tylko
                                              akceptujesz po prostu? Czy mogłabyś tam mieszkać, gdyby Twój Bliski tego nie
                                              robił?
                                              • gapuchna Re: Do Gapuchny 14.01.07, 15:10
                                                Sama nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. W zasadzie, to przymusiłaś mnie -
                                                niechcący :)- Ateistko, do zastanowienia się nad moim miejscem zamieszkania.
                                                Napiszę tak, jak czuje. Bardzo często nudzę się, to pewnie i dla ciebie żadne
                                                odkrycie. Brakuje mi wieczorów spędzanych między ludźmi, pewnie dlatego weszłam
                                                w rzeczywistość netową, czasem mogę sobie sympatycznie porozmawiać. Ale doceniam
                                                również to, co tutaj odnalazłam. Mam charakter samotnika, pewnie dlatego sama
                                                bym nie szukała....., ale jeśli ktoś robi coś mądrego, pożytecznego, to chętnie
                                                kibicuję. Pytasz, czy ma dla mnie znaczenie, że on cos tam robi? Bardzo często
                                                jest to miłe, że tak powiem, splendor spływa i na mnie maleńkim strumyczkiem
                                                (np. poznaje ciekawych ludzi), ale nie będę się wybielała, raczej stoję obok. Co
                                                nie zmienia faktu, że podziwiam tych, którzy mają odwagę zaangażować się!
                                                Ktoś wcześniej stwierdził, że "prowincja" czyli mówiąc wprost - "wiocha" (czemu
                                                tak jest uczciwiej? tego nie wiem?), wcale nie życzy sobie zmian. Ja się z tym
                                                nie mogę zgodzić. Jestem go głębi przekonana, że należy zmieniać. Wiem, że może
                                                wielu nie życzyć sobie żadnych zmian, ale tu nie jest najcudowniej! Nie można
                                                uparcie stać w miejscu. Jest wiele złych rzeczy które się tu dzieją - to powinno
                                                ulec koniecznej zmianie.
                                                Ateistko - ale czasem usiądź sobie na leżaczku - nawet teraz, jest czasem tak
                                                pięknie tej zimy. O siebie tez należy dbać. Trzeba mieć siły do życia. pomyśl o
                                                tym forum dla prowincji - jedna rozmówczynię masz na pewno!
                                                A na koniec to przypomniał mi sie taki artykuł o ludziach, którzy zostawili
                                                miasto i uciekli na wieś, tylko już nie pamiętam, to było albo w Polityce, albo
                                                w Wyborczej. Kanczyl się dość smutnymi wnioskami, niestety. Ciekawa jestem,
                                                jakie ty zrobisz dalsze kroki? Jak możesz - dawaj znać.
                                                Pozdrawiam Prowincjonałkę....(hihihihi)
                                                • ateistka1963 Re: Do Gapuchny 14.01.07, 20:54
                                                  Najgłupsze jest to, że ja też jestem typem samotnika. Jak mnie pytali, o czym
                                                  marzę na gwiazdkę, to mówiłam, że miesiąc w klasztorze (hi,hi) z klauzulą
                                                  milczenia, gdzie miałabym codziennie zamiatać podwórze. Jedno zadanie, trochę
                                                  przestrzeni, cisza. Z drugiej strony to jakiś rok temu słuchając siebie samą,
                                                  jak jęczczałam, że nie mam czasu, że to i tamto, że wykończę się i po prostu
                                                  padnę trupem, to pomyślałam sobie, że chyba mi już się zupełnie w głowie
                                                  pomieszało. Każdą decyzję podjęłam świadomie, bo uważałam, że tak trzeba, nikt
                                                  mnie do niczego nie zmuszał i wmamiam sobie nie wiadomo co, jeśli twierdzę, że
                                                  wolałabym, żebym nic nie musiała robić. To u mnie nie funkcjonuje. Mogę leżeć
                                                  kilka dni i nie robić nic, ale jak już wstanę, to musi się coś dziać. A
                                                  najlepiej rewolucja jakaś. To podnosi ciśnienie lepiej niż kawa, w głowie buczy
                                                  tysiące pomysłów, no i mnie po prostu rozpiera. Niektórzy twierdzą, że ja to
                                                  żyję trzy życia jednocześnie, a i tak nie zdołam przed śmiercią zrobić tego, co
                                                  chciałabym. Znam jednak osoby, przy krórych jestem bryła kompletna.
                                                  O tym forum myślę, ale jak każdy ziemianin mam tylko 24 godziny na dobę, a spać
                                                  potrzebuję co najmniej 8, więc ciężko jest mi wykroić na wszystko jakiś kawałek.
                                                  Zapomnieć o Tobie, nie zapomnę - obiecuję :))))
                                          • ateistka1963 Ukonkretnijmy konkrety 14.01.07, 21:18
                                            Mam wrażenie, że nie zawsze posługując się tymi samymi pojęciami rozumiemy pod
                                            nimi to samo. Poniżej moje "definicje".
                                            1. "uszlachetnianie" - to nie mój termin. Ja na pewno nikogo nie chę
                                            uszlachetniać. Jest to zresztą bardzo wzlędne pojęcie. Np.
                                            chrześjaństwo "uszlachetniło" miliony ludzi, jednym przyniosło "rozwój"
                                            innym "zagładę". Czy jest za tem dobre czy złe? Nasi praprzodkowie przyjmując
                                            chrześcijaństwo musieli wyzbyć się całej swojej dotychczasowej pogańskiej
                                            kultury, ale w zamian za to zostali w grze, inaczej niż tacy Jaćwiengowie
                                            chociażby. A jak ocenić "uszlachetnianie" muzułmanek i zabranianie im noszenia
                                            chust? Jak ocenić akcje propagujące zaniechania obrzezań dziewcząt w Afryce?
                                            Zmiany te przecież ingerują dramatycznie w ich kulturę. Są więc dobre czy złe?
                                            Moim zdanie łączy się to z terminem drugim "rozwój".
                                            2. "Rozwój" - to dla mnie niekończąca się gra, której wynik zmienia się w
                                            zależności od tego, w jakich czasach jest on wartościowany. Jednak jest to gra
                                            absolutna i egzystencjalna - nie ma od niej ucieczki. W Polsce mamy od kilku
                                            lat wielki czas przemian. Zmnienia się wiele, zarówno w mieście, na wsi, w
                                            rodzinach, w sypalniach, na talerzach i wszędzie indziej. Jedni załapują
                                            zmieniające się reguły i profitują, inni nie.
                                            3. "Zmiany" są nieodłączną częścią rozwoju, mają, jak wszystko, swoje dobre i
                                            złe strony. Nigdy nie można zyskać w 100%. Prędzej czy później trzeba też coś
                                            stracić.
                                            Osobiście uważam, że na mojej wsi zmiany są konieczne. Nie uważam za rozwój
                                            asfaltowanie i unicestwianie lipowej alei. Gramy teraz w demokratyczną
                                            wspólnotę, a to oznacza, że interesowanie się tylko promocją proszku do prania,
                                            nie wróży zadowalającego wyniku w rozgrywce. Na wielu wsiach żyje coraz więcej
                                            odartych z rodziny ludzi. Ich wnuki rodzą się np w Anglii, czy będą umiały
                                            porozmawiać z babcią? A w ogóle to co ma być z tą babcią? Ma siedzieć przed
                                            telewizorem? Nie chce - i o tym mówi. Zmiany muszą nastąpić i nastąpią. Kwestia
                                            tylko komu uda się przy nich nie przegrać.
                                            • ateistka1963 Co mi to pisanie tutaj dało 14.01.07, 21:41
                                              Dużo dało. Ktoś tu powiedział, że powinnam się zająć sobą, żebym była
                                              szczęśliwsza, inni twierdzili, że trzeba obcych przygnać (wymiana "jasyrowa",
                                              plenery malarskie, goście). Dobry pomysł. Postanowiłam, że sobie pod letnie
                                              niebo na swoją prywatną łąkę paru fajnych ludzi zaproszę. Dla mnie.
                                              Uszczęśliwię i uszlachetnię siebie samą, a jeśli przy okazji nowe ploty po wsi
                                              ruszą, to tylko z korzyścią dla wiejskiego fermentu będzie. (Odnośnie plotek
                                              (jak w Pile, w której byłam nawet), to wcale nieprawda, że to tylko na
                                              prowincji tak gadają. Nie słyszałam jeszcze o żadnej szacownej instytucji
                                              naukowej, w krórej by od plotek nie huczało.) Trochę świeżego powietrza nikomu
                                              nie narzucanego. Już się cieszę.
                                              Jeśli chodzi natomiast o życie intelektualne prowincji jako takiej (a to jest
                                              sfera, którą niekoniecznie chciałam poruszyć, ale jakoś się sama tutaj
                                              wepchała), to pomysłów się mało pojawiło.
                                              Może jeszcze ktoś tu zagląda i chciałby się włączyć. No zapraszam. :)
                                              • hania37 Re: Co mi to pisanie tutaj dało 15.01.07, 08:49
                                                Może jeszcze raz ja;-) Z życiem intelektualnym na wsi jest mały problem. Nawet
                                                kilka problemów. Po pierwsze (i chyba najważniejsze) takie życie potrzebuje
                                                pewnej pożywki. Taka pożywką od zawsze były książki,a właściwie czytanie;-) tych
                                                książek. I tu właśnie powstaje problem.W księgarniach książki są raczej drogie
                                                (zwłaszcza biorąc pod uwagę dochody przeciętnego mieszkańca wsi).Biblioteki
                                                zostały skazane na wymarcie (taka biblioteka na kółkach,o jakiej pisałam
                                                wcześniej, przestała jeździć już kilka lat temu).Więc może potrzebny jest na
                                                początek jakiś sposób na taką bibliotekę (nazwijmy ją dla uproszczenia
                                                "społeczną").Sposobów jest pewnie wiele,mi przychodzi w tej chwili do głowy coś
                                                w rodzaju zrzutki:-) Każdy ma w domu jakieś książki,które mógłby oddać do
                                                wspólnej puli.Ktoś ofiarowuje pomieszczenie itd.
                                                Problem drugi jest trochę typu "byt określa świadomość". Nie wiem czego
                                                oczekujesz konkretnie mówiąc o życiu intelektualnym, ale nie sądzę,żebyś chciała
                                                namawiać faceta rozrzucającego obornik do dyskusji o heglowskiej wizji świata;-)
                                                Myślę, że doprowadzenie do rozmowy na temat prawa człowieka do decydowania o
                                                sobie i konsekwencjach tego byłoby już jakimś osiągnięciem.
                                                I problem trzeci.Może trywialny,ale nie mniej istotny. Wiąże się on również w
                                                jakiś tam sposób z problemem drugim. Chodzi mi o przesądy. Nie o te typu "zabij
                                                czarnego kura o północy".Tylko o przesądy typu "nie pójdę do ginekologa".
                                                Ginekolog to dla większości kobiet na wsi powód do wstydu. Owszem,będąc w
                                                mieście i trafiając na jakąś akcję w rodzaju mammobusu skorzystają z niej (dobre
                                                i to),ale już na cytologię do przychodni nie pójdą. Problemów podobnych do
                                                problemu ginekologa jest wiele.Biorą się one ze sposobu myślenia wiodącego do
                                                stwierdzenia "a co powie żona sołtysa jak mnie tam zobaczy" (tu wracamy do
                                                plotek;-).Tyle,że skutki takiego myślenia na wsi są trochę inne niż w każdej
                                                instytucji w mieście. W mieście plotki żyją swoim życiem i w minimalnym stopniu
                                                wpływają na życie oplotkowywanych. Na wsi bycie oplotkowanym często jest
                                                jednoznaczne z pewnym rodzajem wykluczenia. A w małej społeczności to
                                                tragedia.Zwłaszcza,że do tego często ksiądz proboszcz dokłada swoje z ambony (
                                                bo on też słucha plotek).
                                                Ateistko, takich problemów jest wiele. Część z nich można stosunkowo łatwo
                                                rozwiązać jeśli się chce (a Tobie, ja rozumiem, się chce:-).Z innymi trzeba po
                                                prostu walczyć. A inne są naturalną konsekwencją życia w takim, a nie innym
                                                środowisku i otoczeniu i trzeba się z ich istnieniem pogodzić. Zawsze trafisz na
                                                wsi na coś w rodzaju "szklanego sufitu",którego ani nie przebijesz,ani nie
                                                ominiesz. I to wcale nie jest źle. Taki sposób myślenia i życia jest też
                                                potrzebny. Dobrze jest, jeśli istnieje ktoś,kto w odpowiednim momencie, prostymi
                                                słowami, przypomni Ci,że funkcjonowanie blisko ziemi ma swoje i uroki i zapachy;-)
                                                • ateistka1963 Re: Co mi to pisanie tutaj dało 15.01.07, 12:52
                                                  Zgadzam się z Tobą całkowicie. Pomysł z książkami jest ważny. Isnieje takie
                                                  stowarzyszenie w Berlinie (w tłumaczniu nazywa się "Stół z książkami"), które
                                                  zbiera dary książek i potem je odsprzedaje za 2 czy 4 euro. Anne zaczęła od
                                                  swojego mieszkania, teraz mają 3 sklepiki i zatrudniają osoby na 5 etatach. Na
                                                  naszych imprezach też zawsze są i mają nawet parę polskich książek. Jednak
                                                  ludzie do czytania się nie garną. We wsi jest bibliotego publiczna, ale
                                                  wyjątkowo niesympatyczna i nieciekawa. Kierowniczką jest babka w moim wieku,
                                                  przychodziłam do niej z pomysłami, ale odsyłała mnie z kwitkiem (Czy ty wiesz
                                                  ile tu jest roboty, samo podlewanie kwiatów zajmuje nam godzinę!). Na czytanie
                                                  książek (robiłam kiedyś akcję "lampa alladyna" - dostawałam po południu szkolną
                                                  klasę, przynosiłam ze sobą lampę z abażurem i czytałam na głos przez godzinę)
                                                  przychodzą jedynie dzieciaki z podstawówki, nawet babć nie da się przyciągnąć.
                                                  Myślę, że gdyby się udało ściągnąć jakąś nawet małą grupę i pogadać, pogadać
                                                  naprawdę, a nie słuchać czyjegoś monologu, to może coś by się ruszyło.
                                                  Strasznie ciężko pod tym względem. Chociaż moja wieś jest wyjątkowa, już te
                                                  sąsiednie mniejsze są lepsze. O Heglu z nimi rozmawiać nie chcę (no chyba, żeby
                                                  sami zaproponowali :)), ale na przykład o samotności, albo o lęku, albo o tym,
                                                  jak wprawić kogoś w humor (w ewangelickich kościołach zajmują się tym pastorzy,
                                                  jeśli są mądrzy, ale jakoś katolickich kazań takich nie słuszałam - ponieważ
                                                  interesowałam się religioznawstwem odwiedzałam (i odwiedzam czasem i dzisiaj)
                                                  msze czy zebrania różnych wyznań). Także tematy polityczne byłyby ważne, np. że
                                                  warto wspólnie naciskać radę i wójta, żeby powstał jeśli nie dom kultury, to
                                                  przynajmniej jakaś świetlica, gdzie można by się spotykać.
                                                  Warto też porozmawiać o przemocy domowej i jej przkładaniu się na przemoc w
                                                  szkole. Albo o paleniu śmieci w piecach, albo o paleniu łąk. Albo o tym co
                                                  robić, jeśli pracodawca nie opłaca składek ZUS. Roboty jest więcej niż na jedną
                                                  chcącą. Tu trzeba kilku nawet stowarzyszeń z prawdziwego zdarzenia, a tu kicha.
                                                  Wyjęczałam się tu długo. Wierzę w teorię. Myślę sobie, że zawsze można się
                                                  dokopać do pewnej teoretycznej abstracji i zastanowić się, co jest konieczne.
                                                  Najpierw może warto poszukać jednego słowa, który opisywałby problem.
                                                  Mnie się wydaje, że jeśli wieś rozwija się, tzn widzi zmiany zachodzące w
                                                  otaczającym ją świecie i na nie w w taki, czy inny sposób odpowiada, to
                                                  wszystko jest w porządku. Problemem jest, że jest wiele wsi, które po prostu
                                                  wypadły z gry. Utraciły fundament kultury chłopskiej i nie odnalazły nowego
                                                  fundamentu, albo przyjęły fundament globalno-miejski i spadły na sam koniec
                                                  rankingu, bo mają zerową infrastrukturę. Jeśli mają mądrze myślących przywódców
                                                  (wójta czy burmistrza), to zmiany następują i prędzej czy później jakoś na
                                                  prostą wychodzą, jeśli jednak takich nie mają, to do gry nie wchodzą coraz
                                                  dłużej i tracą coraz szybciej i coraz więcej mobilizacji potrzeba, aby nadgonić
                                                  straty. To widać po dawnym DDR, czyli u mnie za miedzą. To przecież tylko 15
                                                  lat, a widać, co się tam porobiło, ile jest wiosek widm, ile miasteczek
                                                  odpadających tym szybciej, im mniej pieniędzy z UE teraz dostają. O je! I znowu
                                                  siedzę w swoim codziennym sosie, a wypłynęłam na wody netu, aby od niego uciec.
                                                  Pozdrawiam Cię Haniu serdecznie. A Ty jak myślisz o forum poświęconym prowincji?
                                                  :)
                                                  • hania37 Re: Co mi to pisanie tutaj dało 15.01.07, 13:34
                                                    To, co piszesz o zmianach kulturowych, to prawda.Sama wiele takich wsi
                                                    widziałam.Jedynym widzialnym elementem kultury miejskiej są tam budujące się
                                                    "gargamele" i beton wokół podwórka.
                                                    Słowem opisującym problem (czy może raczej wyrażeniem) może być "utrata
                                                    tożsamości",ale to wynika z Twojego postu:-)
                                                    Pytasz o forum poświęcone prowincji.Pomysł jest dobry.Ale...(powoli robię się
                                                    specjalistką od "ale";-) Na wsi jest jeszcze niewiele komputerów,a dostęp do
                                                    internetu to tragedia.Nieco lepiej jest w małych miasteczkach i to chyba dla
                                                    nich byłoby to forum. mam tez obawy,że (przynajmniej początkowo) zaglądałyby na
                                                    nie tylko osoby zainteresowane problemem od tej strony,co my. A mam wrażenie,że
                                                    sens miałoby to wtedy, gdyby podmiot tematu uczestniczyłby w nim chociaż
                                                    biernie. Mimo to jednak,nawet jako miejsce wymiany pomysłów czy inicjowania
                                                    jakichś większych (wspólnych?) projektów, pomysł jest baaardzo wart
                                                    zastanowienia:-) W razie czego jestem gotowa do współpracy (nawet jako
                                                    dostarczycielka różnych "ale";-)
                                                  • ateistka1963 Re: Co mi to pisanie tutaj dało 16.01.07, 08:47
                                                    To już baaaaaaaaardzo dużo, razem z Gapuchną byłybyśmy już trzy. W końcu
                                                    wystarczyły trzy gracje, żeby doprowadzić do upadku Troi. Zaczyn w cieście jest
                                                    mały. Wydaje mi się, że warto, aby jednostki aktywne (zaglądałyście (-liście)
                                                    na początek, gdzie Oldpiernik napisał o baranach?) miały wrażenie, że nie są
                                                    zupełnie same i mają oparcie w jakiejś, nawet jeśli tylko w netowej, grupie.
                                                    Moja aktywność nie jest stała i niezmnienna. Raz płonę żądzą działania, raz nic
                                                    mi się nie chce, bo mam wrażenie, że siedzę w babnie (albo jeszcze gorzej
                                                    wygrzebuję się z bagna po to, aby wpaść w tę samą grząską dziurę). Mnie
                                                    pomogłaby odkocznia, gdzie byłoby trochę świeżych myśli (nowych "ale" też).
                                                    Chociaż ten nasz tutaj mały strumyczek bardzo mi się podoba. Taki sympatycznie
                                                    kameralny. Hej ho! Co myśli kto? :)
                                                  • hania37 Re: Co mi to pisanie tutaj dało 16.01.07, 18:42
                                                    Piszę dopiero teraz, bo postanowiłam sprawdzić,czy nie ma już, przypadkiem,
                                                    forum o takiej tematyce. Nie ma. Posty olda i Twoje czytałam;-).
                                                    Moja druga połowa (pojawia się pod nickiem usmiechniety.padalec) też deklaruje
                                                    aktywność.
                                                  • ateistka1963 Do Gapuchny, Hani i jej drugiej połowy 16.01.07, 20:55
                                                    W porównaniu z innymi forami (nie mylić z fochami), to jednak jest strumyczek.
                                                    Zaglądałam tam i się gubię w tym lesie wątków. Wydaje mi się, że czegoś takiego
                                                    ogarnąć się nie da. No chyba, żeby wymyśleć jakąś inteligentną dyscyplinę, ale
                                                    czy to by wyszło?.... W ostatniej "Polityce" (nr2, 13.01.07), w rapocie,
                                                    Natalia Gańko pisze o "ziemiach pozyskiwanych" - Anglicy, Niemcy, Duńczycy
                                                    zasiedlają prowincję. Ciekawe w kontekście naszej dyskusji. Ciekawe, co by w
                                                    naszym temacie powiedzieli. Fajnie, że Was poznałam. Szkoda, że Paleta Barw
                                                    ucichła, trochę wiercenia w brzuchu jest zdrowe dla mózgu. Pozdrowienia gorące
                                                    jak słońce. :-)
                                                  • paleta_barw Do Ateistki 17.01.07, 11:20
                                                    ateistka1963 napisała:
                                                    > Szkoda, że Paleta Barw
                                                    > ucichła, trochę wiercenia w brzuchu jest zdrowe dla mózgu.

                                                    paleta "maluje" wtedy, kiedy odczuwa taką potrzebę
                                                    narazie czyta i przygląda się
                                                  • paleta_barw Re: Do Ateistki 17.01.07, 13:32
                                                    jaki tam ze mnie kapitan?:)

                                                    choć przyznaję szczerze, kiedyś mały "artysta" namalował postać -
                                                    kobietę, w wielkim berecie trzymającą w ręce paletę i pędzel,
                                                    podpisał: "pani generałka"

                                                    pozdrawiam:)
                                                  • paleta_barw Haniu.. 19.01.07, 18:46
                                                    hania37 napisała:

                                                    > Pytasz o forum poświęcone prowincji.Pomysł jest dobry.Ale...(powoli robię się
                                                    > specjalistką od "ale";-) Na wsi jest jeszcze niewiele komputerów,a dostęp do
                                                    > internetu to tragedia.Nieco lepiej jest w małych miasteczkach i to chyba dla
                                                    > nich byłoby to forum. mam tez obawy,że (przynajmniej początkowo) zaglądałyby
                                                    na nie tylko osoby zainteresowane problemem od tej strony,co my. A mam
                                                    wrażenie,że sens miałoby to wtedy, gdyby podmiot tematu uczestniczyłby w nim
                                                    chociaż biernie...


                                                    Masz rację:)
                                                    Nawet nowe promowane akcje "Internet dla małych wsi i oddalonych dzielnic" bez
                                                    szkoleń w obsłudze komputera nie przyniosą oczekiwanych efektów..
                                                    Ludzie, których przede wszystkim dotyczą problemy prowincji nie zaczną nagle
                                                    pisać na forum...
                                                    dlatego, w pierwszej kolejności należy wspomagać szkoły i biblioteki..
                                                    tu można znaleźć projekty współfinansowane przez EFS

                                                    www.men.waw.pl/edu_infor/projekty_efs/projekty_efs.php

                                                  • ateistka1963 Re: Haniu.. 22.01.07, 23:25
                                                    Też uważam, że szeroki dostęp do internetu zmieniłby wiele. Jednak szbko tego
                                                    się zrobić nie da. U nas jest dostęp i w bibliotece i w Centrum Informacji
                                                    Gminnej, teoretycznie jest w szkole kawiarenka internetowa, ale nie spełnia to
                                                    swojej funcji. Ludzie się tym nie unteresują, starsi machają ręką na siebie i
                                                    ich możliwości wejścia w tę nową technikę, młodsi nie czują sią tam swobodnie,
                                                    boją sią, że się ośmieszą, bo obsługa nie jest zbyt sympatyczna. Mnie to by się
                                                    marzyła objazdowa e-kawiarenka (np. autobus taki, jak kiedyś biblioteki). Póki
                                                    co, myślę, można gadać po prostu. Ploty puszczać, że w internecie jest fajnie.
                                                    Na przykład u nas, hi, hi. :)
    • el_morfeusz Re: życie na prowincji 30.12.06, 21:50
      Mam podobny problem. Nie znalazłem jednak panaceum. Myślę, że zajęcia w stylu
      1001 rzeczy, które można robić na prowincji już przerabiałaś (ja jestem na
      etapie około 500 – budowa domu). Obawiam się, że pozostanę tu obcy – alienacja
      w moim przypadku jest galopująca (internet mocno ją przyspieszył!). Podejrzewam
      też, że kluczem jest akceptacja tego stanu rzeczy lub powrót. Obie możliwości
      nie do przyjęcia... Póki co dzieci skutecznie wyciągają mnie z
      tej „opresyjności”.
      Pozdrawiam. Życzę powodzenia.
      • gapuchna Re: życie na prowincji 30.12.06, 22:34
        El, masz wielką rację. Tez znam to uczucie ....kompletnej alienacji. Obcy są
        zawsze obcymi, o czym autochtoni nie zapomną w swoim czasie przypomnieć. Ale z
        drugiej strony może jednak Ateistka ma racje, nie należy się poddawać, tylko
        zmieniać? Taki drobiazg na zakończenie - nasz dom i jego ogrodzenie zaczęliśmy
        zamykać na zamek. wywołało to święta obrazę całej ulicy! I nikt nie potrafił
        zrozumieć, że może człowiek chce się czuć po prostu swobodnie. Dostarczyliśmy
        zgrozy i emocji równym trzęsieniu ziemi.
        • el_morfeusz Re: życie na prowincji 31.12.06, 11:26
          gapuchna napisała:
          (...) Ale z drugiej strony może jednak Ateistka ma racje, nie należy się
          poddawać, tylko zmieniać? (...)

          Tak. Zmieniam przede wszystkim siebie, bo paradoks polega na tym, że bez
          korzeni nie jestem sobą a „tutejszym”, ontologicznie rzecz biorąc nigdy nie
          zostanę. Pamięć akademickich dysput, a szczególnie Heglowskiego ujęcia
          dialektyki, doprowadziło mnie do przekonania, że konieczna w tej sytuacji jest
          nowa wartość – jakość sama w sobie czyli: JA jako SYNTEZA (zawierająca w sobie
          tezę i swoje przeciwieństwo zwane antytezą). To trudne i nie wiem czy się
          dobrze dla mnie skończy. Dla przykładu (Twój jest również bardzo wymowny;)
          próbowałem biegać po lesie, szusować na biegówkach po polach i wyprowadzać psa
          na spacer. Dziś tego nie robię ze względu na rodzinę (perswazja zaczynająca się
          od słów: „Bój się Boga...” lub „Już tu mieliśmy kiedyś takiego co...”).
          Zamierzam doprowadzić do sytuacji, że wartości które sobą reprezentuję (i nie
          chodzi mi o powierzchowność i przyzwyczajenia) będą respektowane i szanowane na
          tej, skądinąd cudownej prowincji. Wtedy wrócę do pewnych „ekstrawagancji”, bo
          jak sądzę, zaczynać od nich jest błędem w sztuce i „policzkiem” dla pewnych
          tradycji, usankcjonowanych przez wieki...
          Dziś idę na bal sylwestrowy do remizy. Ma być wójt, więc będzie kulturalnie
          (chyba).

          P.S.
          Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku dla wszystkich „mieszkańców e_matrixa”.
          Tutejszy Morfeusz
          • sir_elmin Re: życie na prowincji 31.12.06, 15:55
            Morf, nie pisz trudnych słów jak "ontologia" i "heglizm", bo klop i co dzikisi
            wszyjaciele nie nadążą z googlami i zaś się będzie old boy frustrował na ogóle,
            że jest przytępawy i nie nadąża ;).

            Poza tym, nie wyjdziesz poza stereotypową mentalność oraz wzorce kulturowe Morf,
            nie ma co się oszukiwać. Pewnie dlatego padła etnologia jako taka (i dobrze) :)).
          • gapuchna Re: życie na prowincji 31.12.06, 19:59
            Juz odpisałam Ateistce, ale się powtórzę. Nie zmieniłam przyzwyczajeń, z psem
            chodzę na spacery mocno po północy, furtkę zamykam, nie żyję życiem innych, bo
            ich w sumie mało znam i staram się o miły uśmiech dla każdego. Czyli co?
            Również stałam się swoistą syntezą, jak to utrzymujesz? Chociaz z tez, to wole
            nieco podebrać treści Epikurowi, któren wraz ze stoikami daje mi to, co chcę:
            święty, anielski...... Może tak podejdź do sprawy i nie wyrzekaj się szczególnie
            tych biegówek.
            Ale wiem, że jestem obca i tak już będzie. Kiedyś miałam nawet pod oknem
            wykładnię, czym są "obcy" oraz tzw. "obcy pół krwi"! Świetny facet to wykładał,
            zresztą zakłócający nam życie od rana do wieczora przyjmując zbyt wiele trunków.
            Nie mogę źle o nim mówić, bowiem ....nie ma go już wśród żywych.
            Życzę miłej zabawy, oby Pan Wójt był gałązką oliwną sylwestra....mam nadzieję,
            że udanego!
            • el_morfeusz Re: życie na prowincji 01.01.07, 18:22
              Wskazane przez Ciebie podejście do zagadnienia (epikurejskie i stoickie) jest
              kuszące i nie wykluczam, że być może jedyne w tej sytuacji. „Swoistość”
              proponowanej przeze mnie syntezy skazuje ją na subiektywizm a dla „otoczenia”,
              zsyntetyzowani czy nie - rzeczywiście zawsze będziemy obcy. Ocena procesu zatem
              nie tylko trudna ale i obiektywnie rzecz biorąc ważna tylko dla konkretnego
              podmiotu. Mimo wszystko mam ogromną ochotę na interakcje i „swoistą
              transcendencję” mojej osoby w moim otoczeniu, chociaż traktowany jestem jako
              ciało obce w tym „organizmie”. To właśnie jest problem. W mieście zostajesz,
              przelatujesz lub jesteś wydalany przez „organizm” najczęściej niezauważony; tu
              prowincjonalny „układ immunologiczny” automatycznie, zawsze z ogromną siłą
              działa... Wiesz próbowałem pewne pomysły sprawdzać w warunkach wirtualnego
              świata (na tym forum i czacie). Jestem wyjałowiony ale warto było.
              • gapuchna Re: życie na prowincji 03.01.07, 09:23
                Morfi, i znów się z Tobą zgodzić muszę ( kurcze, nie sądziłam że aż taka zgodna
                jestem). Jeżeli pragniesz interakcji i jednoczesnej transcendencji, to....witaj
                w moim świecie. Chyba tak właśnie jest najlepiej, albo .....sprzedac dom i już.

                "iesz próbowałem pewne pomysły sprawdzać w warunkach wirtualnego
                > świata (na tym forum i czacie). Jestem wyjałowiony ale warto było".
                - jeśli miałbyś ochotę, to wytłumacz mi to zdanie, no nie pojęłam.

                A jak zabawa z gałązką oliwną?
                :)
                • el_morfeusz Re: życie na prowincji 03.01.07, 15:31
                  Może łączy nas coś, co umownie można nazwać „prowincjonalną emigracją”;)
                  Sylwester w remizie – rewelacja. Zabawa przednia, zdeterminowana była przez jej
                  uczestników i szampańskie nastroje a sam budynek... cóż, od czego jest
                  wyobraźnia;) I wcale to wszystko nie było zasługą wójta czy sędziego, między
                  którymi siedzieliśmy:)
                  Może pojawić się zarzut: „był pod wpływem” – tak ale... wiesz, widziałem
                  kiedyś „rosyjską prowincję”: pijane miasto Kirowsk. Pół roku dzień, pół roku
                  noc i ludzie, którzy żyli tam „znieczulając się”. To jest jak koszmar, który
                  powstrzymuje mnie przed podobnymi „rozwiązaniami”.
                  Co do eksperymentów Morfensteina... na forum i czacie - to bardzo osobiste ale
                  spróbuję Ci opowiedzieć. Cały projekt polegał na obecności w tym
                  kosmopolitycznym (nie prowincjonalnym) środowisku (od wiosny ubiegłego roku) -
                  „obcego” czyli „el_morfeusza”. Choć środowiska przeciwstawne (realna prowincja
                  i kosmopolityczny e_świat), to poczucie wyobcowania jednak podobne. Zwykle
                  proponowane przeze mnie forumowe wątki miały z definicji prowokować... hmm...
                  co zwykle kończyło się jednak monologami (a na czacie „wiszeniem”). Jednak nie
                  chodziło mi tylko o obserwację moich i „Ich” reakcji ale paradoksalnie o
                  dialog. Wprowadziłem więc moje alter ego: „the_idiot” i czatową
                  wersję „gadającego morfika” - doprowadziło to jedynie do wewnętrznego
                  rozdwojenia.
                  Nie pytaj o wnioski;)
                  Teraz kiedy dochodzi do „swoistej syntezy” (co przejawia się między innymi
                  szczerą rozmową z Tobą), niczym Frankenstein zabijam swoje dzieło, nie
                  przedłużając umowy z tepsą, dającą mi dostęp do tego świata, który pokochałem,
                  który mnie trawi i którego się nie spodziewałem - taka jest cena za „poznanie”.
                  Nie można bezkarnie żyć w żadnym świecie. Każdy z nich, w zamian za możliwość
                  istnienia wymaga uwagi, czasu i zaangażowania i nie wiem co jeszcze... Muszę
                  podobny projekt zrealizować w Realu z tym, że mam nadzieję na ciekawsze
                  zakończenie;)

                  Sylwester
                  • gapuchna Re: życie na prowincji 03.01.07, 20:59
                    Dziękuje Ci. Szczera rozmowa, tak mi napisałeś. Jestem tu zaledwie od miesiąca
                    (ojej! jak u Pawlikowskiej! wyszło, ale to nic), więc nie mam prawa niczego
                    osądzać, ani krytykować , ani chwalić. Za wcześnie. Może późna jesienią pokuszę
                    się o sąd.
                    Piszesz:"...chodziło mi tylko...o dialog". Morfeuszu, to pragnienie większości
                    z nas. U mnie droga była taka: szukałam kontaktu w sprawach
                    zawodowo-hobbystycznych - znalazłam forum, potem odnalazłam drogę do rozmów
                    czatowych. I tez widze, że najwygodniejsza pozycja to pasek z prawej strony.
                    " ... niczym Frankenstein zabijam swoje dzieło, nie
                    przedłużając umowy z tepsą, dającą mi dostęp do tego świata, który pokochałem,
                    który mnie trawi i którego się nie spodziewałem - taka jest cena za
                    „poznanie" ".

                    Nie pokochałam dzięki Bogu (jeszcze), więc mnie nie spala uczucie, czasem, mocno
                    czasem wyłapuję perełki. Dziś trafiły mi się dwie takie, a przez ostatni miesiąc
                    może wszystkiego było ......pięć. Ale i tak warto. Piękna rozmowa jest jak dobry
                    haust świeżego powietrza. Napełnia płuca i dotlenia krew. Ja to cenie mocno.
                    Tyle że wiem, że to jest rarytas. Tym bardziej dziękuję za Twoje odpowiedzi.

                    Piszesz:
                    "Muszę podobny projekt zrealizować w Realu z tym, że mam nadzieję na ciekawsze
                    zakończenie;)"
                    Spełnij się w realnym istnieniu, jakkolwiek uważam, ze to już jest faktem.

                    Powinnam zakończyć mądrze i właściwie, ale nie wiem jak. Więc mówię: powodzenia!
                    i dobrych zakończeń ( wszelakich).





        • ateistka1963 Re: życie na prowincji 31.12.06, 16:10
          Znam ten ból. Furtki nie zamykamy, ale jest przy niej dzwonek, którego
          miejscowi nie respektują. Jeśli dzwonią i nikt nie otwiera, to wchodzą i pukają
          w drzwi, jeśli dalej nic się nie dzieje, to pukają i zaglądają w okna. Czysta
          literatura. Nie trzeba się tym zbytnio przejmować. Ludzie nas obcych kochają,
          bo to właśnie dzięki nam mają nowy materiał na ploty. Już wcześniej wpadłam na
          pomysł, żeby za tę usługę nam płacili. Ale jeszcze tego nie puściłam w tłum.
          Dla mnie miejsce jest ważne. Ładnie tu po prostu i chcę mieć prawo do swojego
          miejsca na ziemi, za które warto byłoby "krew przelać" - taka dzika fanaberia.
          :)
          • gapuchna Re: życie na prowincji 31.12.06, 19:39
            Ateistko, ja byłam twardsza i się nie ugięłam, A że dom dość rozłożysty i mocno
            otwarty, to uchroniłam się przed natarczywością obcych oczu. Za to mam bardzo
            często kakofonię odgłosów mojego dzwonka, który.....mocno kusi swa
            oryginalnością ( chyba?) przechodniów. Też jakoś angażuję się w miejscowe życie,
            ale podtrzymam tezę: niewiele można zmienić, bowiem nikt na zmiany nie jest
            chętny. W tym cały problem. Na drzewa/płoty drewniane faktycznie uważaj,
            szczególnie roślinki chyba są w cenie (?). Siedzę tu zaledwie kilka lat, ale
            zaczynam wątpić, czy jest to rzeczywiście moje miejsce na ziemi. Piękno przyrody
            nie zawsze jest dostateczną rekompensatą. A najbardziej boli mnie to, że czuje
            się zawsze obca, a szczególnie obca w tłumiku ludzkim, jakkolwiek moje dość
            osobiste sprawy są dobrze znane miejscowej publice. No nic, faktycznie można by
            założyć nowe forum....prowincjonalne. A w Nowym życzę ci Ateistko tego co
            najważniejsze...uśmiechu na buzi, żeby jakoś wszystko z należytym dystansem przeżyć.
      • ateistka1963 Re: życie na prowincji 31.12.06, 16:03
        Udzielam się społecznie, jak dotąd uniknęłam spalenia na stosie. Nie jest tak
        źle, w którymś momencie zaczną Cię traktować jak "obcego stąd" i może być
        interesująco. Najwięcej problemów jest z tzw ęteligencją, która jeśli jakieś IQ
        miała, to je albo sprzedała, albo skonsumowała. Szukam pomysłu na swoistego
        rodzaju rewolucję, w wyniku której obudzi się chociaż kilka uśpionych owiec i
        będziemy mogli stać w miarę realną siłą społeczną. Ale to musi byś coś naprawdę
        inteligentnego. Dlatego wołam tu w tej maszynie, z nadzieją, że moje wołanie
        dotrzeć może do naprawdę wielu.
        :)
        • el_morfeusz Re: życie na prowincji 31.12.06, 16:51
          ateistka1963 napisała:
          (...) "Dlatego wołam tu w tej maszynie, z nadzieją, że moje wołanie dotrzeć
          może do naprawdę wielu. :)"

          Proponuję założenie forum np.: "Prowincja". Chętnie się zaangażuję:)
          • milyalbonie Re: życie na prowincji 31.12.06, 18:22
            a wiesz elmior, ze dziewczeta z prowincji słyną
            ze swej prostoty i nienachalnosci w odmawianiu
            wspołzycia seksualnego
            znalem jedna taka
            3 razy w tygodniu do niej pksem 40 minut jezdzilem
            ale za kazdym razem sie oplacalo
            • el_morfeusz Re: życie na prowincji 01.01.07, 18:39
              Co prawda nie jestem Elminem (chociaż wiele osób nas myli ze sobą, i mam
              nadzieję, że sirowi to nie przeszkadza, bo podobnie jak ja uwielbia szkołę
              absurdu w stylu Monty Pythona) to muszę Ci powiedzieć Miły, że moja żona jest z
              prowincji i po 10 latach nadal uważam, że się opłacało jeździć 5h pekaesem;)

              P.S.
              Mam nadzieję kolego, że mieszkasz dalej niż 40 min jazdy pekaesem od Roztocza...
            • sir_elmin Re: życie na prowincji 01.01.07, 19:06
              Si, że skore do igraszek i fikołków to może i tak, miłas, ale zapewne jakichś
              takich bez polotu (nie obrażając El_Morfeusza i jego Pani [ukłon] :) ) i raczej
              czysto witalistycznych, niż dogłębnie wstrząsających poznawczo ;). Wiesz, Ja
              muszę płynąć kilka godzin drakkarem wśród burz, morskich koboldów i z uczuciem
              ogromnej opresyjności ogólnie.

              Do Morfeusza (o tym, ze nas mylą): Wiesz, towarzyszu, jak ktoś siedzi 4 - 5 lat
              na jednym czacie, to ma porządnego oczoje*a i przypomina pomarszczonego,
              kiszonego ogórka (nie mniam, blee) :). Ja posiedzi taki/taka jeszcze z rok, dwa
              to będzie dokładnie taki/taka jak Ja - True Veterain [czytaj: nadgniła papaja w
              omszałych od pleśni batatach] ;).
          • ateistka1963 Re: życie na prowincji 03.01.07, 21:50
            Takie forum byłoby super. Jeśli chcesz coś takiego zrobić, bo bardzo by mnie to
            ucieszało. Ja zupełnie nie mam w tym aspekcie doświadczenia. Nie wiem nawet jak
            zacząć tu nowy wątek. Umiem wysyłać tylko odpowiedzi. Taka zacofana baba jestem.
            :)
        • los_slepy Re: życie na prowincji 02.01.07, 13:14
          Tak sobie myślę...
          Gdyby to na mojej wsi pojawiła się taka wygłodniała intelektualistka co bym począł?
          Jak bardzo zatrzęsłaby moim światem? Czy natrętne myślenie o jej działalności, o
          niej samej przyczyniłoby się do zmian? Czy pomógłbym w rewolucji, czy tylko
          obserwował z boku?

          Podoba mi się, że sprawy toczą się tu swoim torem (czytaj: INNYM), że ludzie TU
          do bólu osadzeni są w realnym świecie, że krzątają się wokół bardzo przyziemnych
          rzeczy i że cieszy ich zupełnie co innego. Czy miałbym prawo zaburzać ich harmonię?

          Jeśli pani A... chce to może zacząć od gazetki - mocno regionalnej.
          • bachantka z brzegu rzeki 02.01.07, 23:13
            racja losie;)
            nie zawsze trzeba plynac z pradem lub pod prad, aby funkcjonowac w danej
            rzeczywistosci, warto szanowac osobnosc, czy raczej spacyfike, i cudza, i
            wlasna, w tym celu mozna np. wyjsc z rzeki...

            prowincje nie sa nudne, tam jak wszedzie zyja ludzie, czasem moze i nudni, ale
            zwykle jednak ciekawi, moze nie zawsze intelektualisci, moze nie zawsze tez
            znajdziesz tam ateistko wyrafinowaną pokarm dla twego zlaknionego umyslu, ale
            madrosc znalezc mozna wszedzie, daj szanse prowincji, a jesli szukasz odmiany,
            szukaj jej w sobie, a nie probuj zmianiac otoczenia, to daremne i nawet gdyby
            sie w jakims stopniu udalo, czy byloby to cenne, jakos watpie;)

            Synteza Morfeuszu? hm, jest to jakis pomysl, ale kto tak naprawde bedzie
            wowczas teza, a kto antyteza, ty jako teza, a prowincja jako antyteza?
            odwrotnie? i z czyjej perspektywy nalezy to ustalic? chcesz byc elementem
            syntezujacym, ale jak, skoro jestes juz teza lub antyteza? chcesz sie
            przeistoczyc z tezy w synteze? czy Hegel to przewidzial? i czy to mozliwe?
            syznteza to twoje dzieci raczej.... hm, tak pytam;)


            M.
            • el_morfeusz Re: z brzegu rzeki 03.01.07, 15:51
              Droga Hermino.
              Parafrazując, rzeka o której wspominasz, w moim odczuciu (prowincja)
              jest „żywym organizmem”, którym się zachwycamy (z perspektywy brzegu) lub
              zażywamy brodząc lub zanurzając się w niej. Ci którzy, chcieliby w niej żyć
              (tzw. miastowi) z dużym zaskoczeniem często konstatują, że brakuje powietrza,
              jest mokro i zimno, wszystko jest inne choć takie piękne a my sami (choć w tak
              dużej mierze składający się z wody) jesteśmy w niej „sprawni inaczej”.
              Perspektywy, które wskazujesz, mają znaczenie i paradoksalnie, w gruncie rzeczy
              (moim zdaniem) nie mają ... bo cóż to za perspektywa, klęczącego „ja” nad
              brzegiem rzeki, z wzrokiem mętnym, myślami wzburzonymi. Co ja mam wspólnego z
              rzeką, oprócz określeń mętny i wzburzony? Dramat jest tym większy, że szacunek
              i zachwyt jakim ją darzę, dla cieczy jest kompletnie „nie kompatybilne” (i vice
              versa – cokolwiek to miałoby w tej sytuacji oznaczać).
              Co do dzieci – tak, one mają szansę;)
              Co do Hegla... hmm... wywoływałem już tu jego „ducha”... Może masz rację,
              sugerując, że się łudzę ale wciąż mam nadzieję na tak podkreślaną przez
              niego „świadomość”, która wyobcowuje się i ponownie jedna ze sobą. To jak (;)
              walka Jakuba – kiedy poznaję samego siebie jako podmiot i jako substancję. Być
              może ta dialektyka doprowadzi mnie do schizofrenii lub zamieni w
              kompletnego „idiotę”;) ale...
              Czy Hegel to przewidział? No nie wiem, ale powiedział: "Każda teza zawiera już
              w sobie antytezę, obydwie zaś zostają zniesione w syntezie". Oczywiście pytanie
              brzmi: jak żyć w tej „syntetyzującej” alienacji i konflikcie z innymi ludźmi.
              Te wszystkie antagonizmy według tego filozofa mają szansę współistnieć kiedy
              człowiek zda sobie sprawę, że stał się obcym w stworzonym przez siebie świecie
              i znajduje drogę do samoświadomości.
              Ja pier... z jednej strony rzeka z drugiej las... wilki jakieś...

              morfujący „wilk stepowy”;)
              • sir_elmin i na trakcie 03.01.07, 18:01
                el_morfeusz napisał:
                > Ja pier... z jednej strony rzeka z drugiej las... wilki jakieś...

                To masz pewną iluminację tego, na co ja narażam swoje akty poznawcze :). Las
                ludzi z jednej strony, a worgi i werewolves z drugiej. Tylko, że ja nie pływam
                jeno idę - ścieżkami zdecydowanie poheglowskimi (na szczęście) :). No i to jest
                Real, nie jakaś jego forumowo - czatowa i nic nie warta podróba :).

                Zeitgeist z Tobą, Mości Panie :).
              • bachantka Re: z brzegu rzeki 03.01.07, 22:45
                Morfeuszu...
                dlaczego?:
                zachwyt lub brodzenie,
                piekno i brak powietrza,
                metny i wzburzony,
                szacunek i nieadekwatnosc
                dlaczego takie albo albo? - oczywiscie wszystko to sa bardzo indywidualne
                kwestie i kazda z nich moze byc poczatkiem osobnej dyskusji - ale dlaczego po
                prostu nie pogodzic sie z zastanym? jesli nie jest sie szczesliwym czy nie
                rozsadniej wyjechac, a jesli sie jest, to po co zmianiac cokolwiek? rozumiem
                uczucia niezakorzenienia i swego rodzaju niedopasowania, ale czy wynikaja one z
                prowincji czy z faktu bycia przybyszem, czy nie jest tak,ze wchodzac w
                jakiekolwiek srodowisko, nowe, inne, obce, doswiadczamy takiej nieadekwatnosci
                wlasnie, na roznych poziomach, i ze do pewnego stopnia jest ona nieusuwalna.
                Jestem fanka prowincji, bo jest to miejsce, gdzie uplynelo w swej lwiej czesci
                moje dziecinstwo. Nie zachwycam sie, ale doceniam. Jestem niepoprawnie
                miastowa, wiec wracam do cywilizacji, kiedy mi sie przeje urok prowincji lub
                dopieka jej raczej smetne strony. Moze wiec siedze na brzegu rzeki, mocze sobie
                nogi, ale od czasu do czasu siegam po martini i odtwarzacz MP3;)? Żadnego albo -
                albo, jedno i drugie jednoczesnie. Nie klecze.

                Roztaczasz przede mna Heglowskie perspektywy, ale de facto mi nie odpowidasz:)>.
                "Te wszystkie antagonizmy według tego filozofa mają szansę współistnieć kiedy
                człowiek zda sobie sprawę, że stał się obcym w stworzonym przez siebie świecie
                i znajduje drogę do samoświadomości." - tak piszesz.. wiec co? moze nadajmy
                temu szerszy kontekst.. nawet wykreowany przez nas samych swiat staje sie
                przestrzenia obcosci, prowincja skrojona na miare mieszczucha, poddana jego
                aktywnym wplywom, urobiona na jego modłę, nadal bedzie dla niego przestrzenia
                obca, bo aby czuc sie u siebie gdzies, trzeba czuc sie u siebie poprzez wlasna
                swiadomosc, bycie u siebie to stan swiadomosci, dopasowanie, adekwatnosc, nawet
                mozliwosc rozbicia nudy - to kwestie swiadomosci czy raczej samoswiadomosci.
                Moze zatem ateistka nie ma poczucia pustki z powodu bycia obca na prowincji czy
                dlatego,ze brakuje jej tu takich fajerwerkow dla umyslu jakie miala w miescie,
                moze raczej powinna sobie zadac pytanie, co w niej samej sprawia,ze jest tu
                nieadekwatna, czemu ona sie nudzi, co by ja z tej nudy wyrwalo, czy ma
                pewnosc,ze zyjac w miescie nudzialby sie mniej?


                HM, dawno sie tak tu nie rozpisalam, sciagasz mnie na manowce;) morfeuszu



                M-H

                • ateistka1963 Re: z brzegu rzeki 04.01.07, 10:19
                  Bywam w mieście, nawet w miastach i czasami tam się nudzę, a czasami nie. Masz
                  rację Bachantko, że moje poczucie ciasnoty nie jest związane wyłącznie z
                  prowincją jako taką. Nie o to chodzi, że tu nie ma postępu czy czegoś w tym
                  rodzaju. Teoretycznie zawsze można wyjechać. Tylko że ja wyjeżdżać nie chcę.
                  Może to dziecinada, ale dlaczego nie mam zmieniać świata, w moim przypadku moim
                  światem z wyboru jest prowincja, jeśli mi nie odpowiada? Mieszkając w mieście,
                  też pewnie dążyłaby do zmian, jeśliby wydawały mi się one potrzebne. Czy
                  prowincja to jakaś świętość? Nawet zgodziłabym się z tym, gdybym miała
                  wrażenie, że mój region jest kulturowo spójny i życie tutajszych ludzi byłoby
                  jakimś sakrum - jednak nie jest. Więc czemu nie zmieniać? Przecież wcale nie
                  jest powiedziane, że nie znaleźliby się ludzie, którzy przyjęliby te zmiany z
                  wdzięcznością.

                  Wydaje mi się, że tak jak w fizyce (z której mało konkretów do dzisiejszego
                  dnia się ostało), wszystko da się sprowadzić to jakiegoś równania. Siła, masa,
                  prędkość lub podobne muszą się jakoś zrównoważyć. Wtedy zawsze można wyliczyć
                  ile trzeba czegoś tam, żeby stało się coś tam. Może być tak, że czegoś tam
                  potrzeba tak wiele, że nie da się czegoś tam zrealizować, ale to nie jest
                  kwestia stała. Wszystko może się zmienić. I zmienia się nieustannie. Dlaczego
                  trzeba stać z boku i się temu tylko przyglądać? Bo co?
                • el_morfeusz Do Herminy na brzegu rzeki;) 04.01.07, 19:38
                  Droga Hermino.
                  Pytasz „dlaczego?”. Poza kwestią indywidualizmu, trzymając się obrazu rzeki,
                  proponuję obraz z dzieciństwa: dziewczynki nad brzegiem rzeki i chłopcy,
                  skaczący do wody. One są tu w celach turystycznych, oni w większości zresztą
                  też. Oni skaczą do wody, oczywiście „na główkę” - jak większość chłopców w tym
                  wieku, bo rywalizują między sobą, robią to dla przyjemności lub chcą
                  sobie „coś” udowodnić. Dodam, że woda sięga kolan lub jest głębią z wirami.
                  Część z nich ma nadzieję, że dziewczynki ich widzą a one czekają aż oni sobie
                  pójdą (przy czym część miejscowych oczywiście siedzi w krzakach;).
                  Wszystko się zmienia, kiedy ten ktoś stawia dom nad tą rzeką, jest tu przez
                  cztery pory roku, realizacja pewnych planów jest długoterminowa a ty nie jesteś
                  jedyną osobą od której wszystko zależy. Jesteś więc zależna od poziomu i
                  jakości tej wody, że nie wspomnę o anomaliach pogodowych, nieszczelnych
                  szambach (lub ich braku) oraz miejscowych, którzy nie siedzą w krzakach, nie są
                  już tacy mali ale „atakują” Twoje okna i drzwi...
                  Na koniec obraz z „Rejsu”: Kaowiec, Poeta i Filozof brodzą po rzece,
                  rozprawiając o nowej koncepcji sztuki... Yes! Yes! Yes!
                  Co do poczucia niedopasowania, nieadekwatności i „nieusuwalności” ograniczeń to
                  faktycznie, wymiar jest osobisty (w gruncie rzeczy immanentny) i potrzeba, w
                  pewnym sensie zgody na taki stan rzeczy. Dla mnie jednak to początek – punkt
                  odbicia na brzegu w skoku do rzeki (oczywiście wiem i pamiętam, kto najczęściej
                  trafia na oddział ortopedii;). Nie demonizowałbym też pozycji klęczącej,
                  albowiem różne mogą być jej konotacje, szczególnie nad brzegiem wspomnianego
                  akwenu;)
                  Zdaję sobie również sprawę jak bardzo heglizm jest passe, ale to mój świadomy
                  wybór. Tu gdzie teraz jestem: najpierw mieszkałem a potem rozebrałem dom,
                  pamiętający czasy Hegla (ehh... dziewictwo przyrody i to rozbieranie;).
                  Podobnie jak Ty uważam, że samoświadomość w omawianych aspektach jest kluczowa.
                  Lecę... mam nadzieję, że rzeka nie nazywa się „Manowcanka” czy inna „Utopia” ;)
                    • el_morfeusz Re: Do Herminy na brzegu rzeki;) 04.01.07, 21:11
                      Hermina jest postacią z książki H. Hessego „Wilk stepowy” – bardzo polecam. Tu
                      zwracam się tak do „bachantki” z pewnych względów;)
                      Co do Hegla, to tylko kwestia moich dawnych fascynacji a w tym wątku jedynie
                      koncepcja albo „antykoncepcja” ;)
                      • ateistka1963 Re: Do Herminy na brzegu rzeki;) 05.01.07, 19:34
                        W zamieszłych czasach licealnych wszyscy z mojej paczki czytali "Wilka
                        stepowego". Ja, o ile pamiętam, nie doczytałam do końca. Zaszufladkowałam
                        jako "babranie się w bebechach". Ponieważ obecnie nie czytam nic z posmakiem
                        dekadencji (nie jestem w nastroju), więc pytam dlaczego warto sięgnąć po tego
                        wilka?
                        Do Hegla zajrzałam, żeby w to wejść dokładnie, najwyraźniej nie starczy jednego
                        wieczoru. Masz na myśli, że mam wejść na poziom, w którym i ja i prowincja
                        będziemy syntezą? Czym byłaby taka synteza?
                        Wyszukałam, że znacie się z Bachantką z innych forów, więc kontekst, rozumiem,
                        jest tylko dla wtajemniczonych.
                        • el_morfeusz Do ateistki. 06.01.07, 15:09
                          Ja również czytałem Hessego w czasach „dojrzewania” i myślę, że warto mieć
                          własne zdanie na temat tego, co wszyscy czytają. Postać wplotłem w ten wątek bo
                          akurat rozmawiałem niedawno o niej z Herminą ale myślę, że i tak warto
                          przyjrzeć się komuś, kto „ubabrał” się niemal fizycznie dekadencją swoich
                          czasów, był buntownikiem a ciasność i duszność jego świata zamieniła go
                          w „wilka stepowego”. Zadawał podobne do Twoich pytania, pragnął pogodzić wiele
                          sprzeczności, żył wyobcowany między ludźmi, szukał harmonii ale i
                          niezależności... O ile można się nie zgodzić z autorem w wielu kwestiach, to
                          osobiście bardzo biorę pod uwagę jego doświadczenia – pomaga mi to
                          w „regulowaniu” dystansu i przeciwstawiać się atakom „determinantów”;).
                          Nie jest to poradnik, ale wiem, że takiego nie szukasz. Może pomóc w
                          osiągnięciu samoświadomości - a to już krok w kierunku Hegla (i
                          innych „koncepcjonalistów miłujących mądrość”). Nie znam odpowiedzi na Twoje
                          pytanie o syntezę - sam pracuję nad tym (stąd pomysł na „prowincjonalne” forum,
                          żeby podzielić się doświadczeniami i pomysłami w szerszym, zainteresowanym
                          tematem gronie; bo jak zapewne zauważyłaś, tu jesteśmy „aliens”).
                          Ale żeby wspomnianej syntezy nie zostawić całkiem bez odpowiedzi, opowiem Ci o
                          moich dotychczasowych wnioskach na ten temat. O ile w necie czy mieście
                          oryginalność jest niemal warunkiem „zaistnienia” to w mojej, wschodniej
                          prowincji „oryginał” ma znaczenie raczej pejoratywne i szanse raczej na
                          izolację (oddział ortopedii hyhy...) niż integrację. Problem jest również z
                          odczytaniem, wychodzeniem na przeciw czy prowokowaniem potrzeb danego
                          środowiska, gdzie pryzmat własnej osoby, z jednej strony jest niezbędny do
                          swoistej ewolucji a z drugiej może prowadzić do nieporozumień a w najlepszym
                          przypadku – braku zainteresowania (to a propos pomysłu na salon w mojej
                          miejscowości;) Oczywiście gdyby wziąć pod uwagę realne pragnienia moich
                          sąsiadów to w grę wchodziłaby realizacja na ten przykład „Nocy Kupały” z
                          beczkowozem bimbru (na ukraińskiej prowincji widziałem takie z piwem;) dla
                          panów i ciężarówką pełną włoskich kochanków (lub bohaterów
                          serialowej „Dynastii”) dla pań. Oczywiście przesadzam ale wizja rytualnego
                          świniobicia czy rzeźni (bliższa raczej wizjonerstwu Elmina niż Kurta
                          Vonneguta;) mogłaby nas wszystkich postawić na nogi;)
                          Faktem jest, że wiejskie festyny, ogniska, mecze i zawody strażaków gromadzą tu
                          niemal wszystkich ale nie wykluczone, że coś nowego miałoby szansę na sukces.
                          Mam nadzieję, że dobrze znasz siebie i tych ludzi;)
                          Synteza hmm... tu w necie znalazłem wspólny język z kilkoma osobami, wspólne
                          tematy, zostałem w pewnym sensie zaakceptowany (kolor na czacie;) co wymagało
                          od uczestników pewnej zgody na mnie ale i zrozumienia pewnych istotnych faktów
                          przeze mnie. Teraz mógłbym to rozwijać... ale wiesz, na pewno nie da się
                          wszystkiego ze wszystkimi.
                          Pozdrawiam.
                          • sir_elmin Re: Do El_Morfeusza :) 06.01.07, 23:50
                            el_morfeusz napisał:
                            > Oczywiście przesadzam ale wizja rytualnego świniobicia czy rzeźni (bliższa
                            raczej wizjonerstwu Elmina

                            Chyba się obrażę ;). Ja mam sprecyzowaną wizję transgresji kulturowej (ew.
                            akulturacji), a nie ordynarne "świniobicie" i "rzeźnia"... pfff

                            No i to nie jest wizja / teoria / koncepcja, a metodologiczny empiryzm i żadnego
                            rytualizmu mi tu nie insynuować, bo to, że jestem bytem transcendentnym nie
                            oznacza, że zahaczam o sferę sacrum...

                            ;)
                            • el_morfeusz Do sir_elmina :) 07.01.07, 14:45
                              Heh... widzę Panie, żeście cytując, zgrabnie przeskoczyli nad podłożoną przeze
                              mnie świnią „a la Kurt”, imputując mi zniewagę jego osoby i rzekome osadzenie
                              na „płyciźnie”;) Nic bardziej mylnego. Kultywowanie „transagresjii” i stan
                              wojny w świecie realnego „Folwarku zwierzęcego”, gdzie jak to mówią polityka
                              sięga DNA jest mi w pewnym sensie bliskie... Sam „passe świnie”, służąc mamonie
                              poza rodzinnym grodem, a to wiem, jak donosi mój wywiad, że Ty bronisz w Realu
                              prawdziwej katedry „metodologicznym empiryzmem” przed „trąbami jerychońskimi”
                              (tak mi się obiło o uszy;)
                              Obserwuję ruchy na północnym szlaku, gdzie trup ścieli się gęsto w promieniu
                              Twojej „transcendencji” ale ja „zapowiedziałem swoim synom, że pod żadnym
                              pozorem nie wolno im brać udziału w rzeziach ani cieszyć się na wieść o
                              masakrze wrogów.”*
                              Przyglądam się temu wszystkiemu i co raz widzę ofiary na drodze a „to, że ktoś
                              leżał martwy, było w jakiś sposób normalne”*. Twoja droga nie jest moją ale
                              obaj w pewnym sensie znajdujemy się w „Rzeźni numer 5”, gdzie rozwinięcie
                              tytułu brzmi: „CZYLI KRUCJATA DZIECIĘCA, CZYLI OBOWIĄZKOWY TANIEC ZE
                              ŚMIERCIĄ...”
                              „Wiecie - powiedział jeszcze pułkownik [brytyjski - w obozie] - my tutaj
                              musieliśmy wyobrażać sobie wojnę i wydawało nam się zawsze, że udział w niej
                              biorą dojrzali mężczyźni, tacy jak my. Zapomnieliśmy, że wojny toczą dzieci.
                              Kiedy ujrzałem te świeżo ogolone twarze, przeżyłem szok...”*
                              Elmin, w moim świecie, masarz z wykształcenia jest moim bezpośrednim
                              przełożonym... Mam nadzieję, że to choć trochę tłumaczy moje zachowanie
                              i „off_sikową” wersję syntezy mojej osoby w tym miejscu;)
                              „Jednym z najważniejszych efektów wojny jest właśnie to, że pozbawia ludzi
                              osobowości.
                              Pochodzę z planety, która od zarania swoich dziejów pogrążona jest w
                              bezsensownej rzezi. Ja sam widziałem ciała uczennic ugotowanych żywcem w wieży
                              ciśnień przez moich rodaków, którzy szczycili się tym, że walczą ze złem (...)
                              Ziemianie są postrachem Wszechświata! Jeżeli na razie nie zagrażają jeszcze
                              innym planetom, to wkrótce do tego dojdzie.”*
                              Myślę też, że zrozumiesz powody dla których nie zahaczę o sferę sacrum;)

                              P.S.
                              Tepsa obiecała mi, że do końca stycznia mnie odetnie hyhy... póki co mam
                              związane ręce... dyndam syntetyzując...
                              ---
                              * Kurt Vonnegut „Rzeźnia numer 5”
                              • sir_elmin Re: Do Morfeusza :) 07.01.07, 16:39
                                el_morfeusz napisał:


                                > Ty bronisz w Realu prawdziwej katedry „metodologicznym empiryzmem” przed
                                „trąbam i jerychońskimi”

                                Nah, to jest Instytut, no i nie przed "trąbami jerychońskimi", a tubami
                                wagnerowskimi :).

                                Masz rację, wojnę zawsze prowadzą dzieci lub osobowości zdehumanizowane i o
                                pofragmentowanej osobowości. Dlatego różnica między "bawić się konwencją wojny",
                                a prowadzić ją naprawdę sprowadza się do tego, że ironia zawsze była karnawałem
                                [Rorty] dla ironisty, bo atakowany zawsze reagował, jakby tańczył do kiczowatej
                                muzyczki lub jakby był w bezpośrednim kontakcie z obecnością Loa (wybacz
                                sakralne nawiązanie :) ).

                                Co do masarza i jego "leadership" - wiesz, doświadczam częściej prawdziwie
                                ludzkich cech właśnie u takich ludzi niż "masarzy" mówiących poprawną
                                polszczyzną akcentującą "ą" i "ę". Moje pojęcie plebsu nie jest tożsame z żadną
                                klasą społeczną, a stanem mentalnym, nuworyszostwem intelektualnym etc. Btw:
                                zawsze chciałem być masarzem, flisakiem, kaletnikiem lub kopernikiem, ale wyszło
                                jak wyszło i moja empiria obejmuje zazwyczaj ynteligencyję <pif paf>. Niby też
                                świnie, ale jakoś szacunku i więzi nie czuję, no i eksterminacja nie cieszy jak
                                kiedyś ;).

                                Co do tepsy (tych psów znaczy) - kupiłem ostatnio udziały w tureckiej fabryce
                                napalmu... Topór, owsiki i horda berserkerów trochę już passe. Się modernizuję i
                                jestem myśli pozytywnej w sumie. Śledź gazety ;)).
                          • ateistka1963 Do Morfeusza 07.01.07, 15:07
                            Dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź. To mój pierwszy kontakt z netem i
                            powoli zaczynam widzieć, że tu wypada tylko lekko i ewentualnie nieobyczajnie.
                            Byłaby bardzo zainteresowana poważniejszym forum "prowincja". Jak to zrobić?
                            Nie chodzi o to, że nie chcę docenić "Wilka stepowego". Po prostu obecnie
                            świadomie unikam "babrania się w bebechach". Po Twojej rekomendacji na pewno
                            zajrzę ponownie do Hessego. Ja swojego czasu lubiłam "Narcyza i złotoustego".
                            Teraz wolę Anne Proulx.
                            Filozofią interesuję się coraz bardziej, do Hegla jeszcze nie doszłam. Robię
                            zbyt wiele rzeczy na raz. Na mojej zachodniej prowincji różnie jest. Zwłaszcza
                            w popegerowskich wioskach najważniejszy jest płynny chleb, ale jest pewna
                            grupa, która najwyraźniej ma niedosyt - dotyczy do przede wszystkim młodych
                            ludzi. Nie ma jednak tu mechanizmów, które pozwalały by na to, aby coś tworzyć.
                            Gminna polityka, niezadowolenie owiec i ślepe dojenie unijnej krowy (z lepszym
                            lub gorszym skutkiem).
                            To jak byłoby z tym forum?
                            Pozdrawiam serdecznie :)
                            • sir_elmin Re: Do Ateistki 07.01.07, 16:48
                              Wejdź na stronę "Forum Prywatne", tu masz linka:

                              forum.gazeta.pl/forum/0,46482.html
                              Po określeniu jego opcji, nazwy tematycznej etc. będziesz miała swoje własne,
                              voila ;).
                              • el_morfeusz Re: Do Ateistki 07.01.07, 17:14
                                Twoja konstatacja, dotycząca obowiązującego tutaj stylu i „obyczajności” jest
                                bardzo trafna a mój pierwszy kontakt z netem i refleksje na jego temat są
                                bardzo podobnie do Twoich. Sam się zastanawiam czy to kwestia miejsca, trendów
                                czy też naszej prawdziwej, ludzkiej kondycji. Zapewniam, że zaskoczy Cię
                                jeszcze niejedno. Trochę nawet Ci zazdroszczę tych czekających Cię w
                                najbliższym czasie przeżyć. Tego rozglądania się, bagien, plaż, trolli, opów,
                                obcych, swoich, i GOOGLE wiedzą czego jeszcze;) Mimo wszystko uważam, że to
                                cudowny świat i jeżeli będziesz miała szczęście spotkasz tu prawdziwych ludzi.
                                Co do forum „prowincja” to niestety nie mogę podjąć się zobowiązań
                                administratora takiego forum ze względu na brak czasu. Żałuję, że pomysł nie
                                zrodził się wcześniej. Proponuję zacząć od poznania i rozmów na forach
                                regionalnych:
                                forum.gazeta.pl/forum/0,46581,1892241.html?x=1270804
                                Tam spotkasz ludzi, którzy nie żyją tylko na wspomnianym „żytku”. Zgłoś tam
                                swój projekt bo doświadczenie w administrowaniu takiego forum będzie Ci
                                potrzebne i myślę, że jest duża szansa na sukces.
                                Jeżeli jednak zdecydujesz się założyć takie forum, to technicznie rzecz biorąc
                                nic prostszego (link podany przez Elmina):
                                forum.gazeta.pl/forum/0,46482.html
                                Możesz też liczyć na pomoc Gazety:
                                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=299
                                „Narcyza i złotoustego” już zamówiłem, bo widzę po recenzjach, że mi się
                                spodoba – dziękuję;). Ja teraz lubię zanurzać się w świat kreowany przez Rogera
                                Żelaznego.
                                Co do filozofii ... hmm... to jeden z powodów dla których jestem na
                                prowincji... zostawiłem ją ale czasami tęsknię za nią i wyję do wirtualnego
                                księżyca;)
                                Nie ma co liczyć na politykę i „mechanizmy” a w wirtualnym „Milczeniu owiec”
                                wolałbym zagrać rolę Dr Hannibala Lestera niż jego ewentualnej ofiary;)
                                Życzę powodzenia.
                                • ateistka1963 Re: Do Ateistki 08.01.07, 10:53
                                  O Zelaznym jedynie słyszałam, wypożyczę, jak bębę następnym razem w biolio.
                                  Filozofia rzecz szalenie zajmująca. Doszłam nawet do wniosku, że teraz dopiero
                                  wiem, co tak naprawdę powinnam studiować. Przekopuję się powoli przez historię
                                  filozofii. Zobaczę, co się da zrobić z tym forum, na razie nie wiem zupełnie na
                                  czym polega jego administracja i ile pracy trzeba by w to włożyć. Chcę poszukać
                                  też jeszcze gdzie indziej. Może GW wcale nie jest najlepszym punktem wyjścia,
                                  jest w końcu dziennikiem typowo miejskim.
                                  Pozdtwiam :)
                                • ateistka1963 Podziękowania w międzyczasie 08.01.07, 10:56
                                  Dziękuję wszystkim, którzy napisali swoje posty na tym forum. Wiele nowych
                                  myśli zrodziło się w mojej łepetynie od czasu, jak powstało. Za długo gotowałam
                                  się we własnym sosie. Powiało świeżo i zróżnicowanie. Naprawdę dziękuję i mam
                                  nadzieję, że się jeszcze coś tu wykrzesi. :)))
                            • gapuchna Re: Do Morfeusza 07.01.07, 18:59
                              Ateistko
                              ponowne dzień dobry. Ucieszyłaś mnie stwierdzeniem :"To mój pierwszy kontakt z
                              netem i powoli zaczynam widzieć, że tu wypada tylko lekko i ewentualnie
                              nieobyczajnie". Tez jestem nowa, kilka tygodni zaledwie i czasem aż
                              wystraszona...bo nie tego się chyba spodziewałam. Raz, kiedy z kimś próbowaliśmy
                              coś fajnego wzajem powiedzieć, dostałam publiczny ...hm, wiesz, co! Za
                              zakłócanie miłego nastroju. Wiesz, co mnie zastanowiło? Że uwaga była skierowana
                              do mnie, nie do mego rozmówcy.....czyżby jedna płeć miała tu przywileje, a druga
                              żadnych?
                              I tak to bywa ....czasami.
                              • ateistka1963 Re: Do Morfeusza 08.01.07, 10:48
                                Fajnie Gapuchno, że się odezwałaś. Przestraszona to akurat nie jestem, bo
                                często mam tzw. kontrowensyjne poglądy i nie zachuwuję ich dla siebie w związku
                                z tym w realu również spotykają mnie różne "kwiatki". Jakiś czas temu poszłam z
                                sołtysem do wójta w sprawie placu zabaw (jestem w radzie sołeckiej), a ten
                                podaje pierwszemu sołtysowi rękę i mówi: Dzień Dobry Panie Januszu, współczuję
                                Panu, że musi Pan w takim towarzystwie chodzić! Nie przeszkadzało mu to jednak
                                w umieszczeniu w swojej ulotce wybarczej informacji, że jakoby organizowane
                                przeze mnie imprezy realizują jego takie czy inne obietnice przedwyborcze. No
                                cóż ludzie są różni. Ja należę do "hardzieli", jestem słodka jak drożdżówka i
                                raczej spokojna, ale umiem się odpowiednio bronić, jak się ktoś za bardzo pcha.
                                Nie mam nic przeciwko lekkości. Smiech to zdrowie, ale ta wieczna lekkość mnie
                                denerwuje. Taraz coś takiego jak troska to tabu. Dzisiaj nie wypada mieć czas,
                                nie wypada myśleć o ideałach poważnie, nie wypada chcieć robić rzeczy, które
                                są "nieopłacalne", tzn nie dają się przeliczyć na euro. A ja chcę. Uważam się
                                za silną, inteligentną i odpowiedzialną i chcę zrobić z tych cech użytek w
                                sposób, jaki uważam za stosowny.
                                Nie przejmuj się Gapuchno. Pokaż zęby, jak trzeba i już. :)))
          • ateistka1963 Re: życie na prowincji 03.01.07, 21:54
            Tygodnik regionalny już u nas jest. Robi go też przyjezdny, którego przywiało
            tu w 1981. Tygodnik jest naprawdę na poziomie. Znam redaktora naczelnego
            osobiście i bardzo cenię sobie tę znajomość. Nie chodzi o wymądrzanie się tylko
            o odrobinę więcej życia. Zaczęłam tu trochę takich różnych rzeczy robić, wielu
            osobom się to spodobało. Nawet bardziej tzw "prostym" niż tzw ęteligencji.
            • los_slepy Re: życie na prowincji 05.01.07, 09:03
              Poproś zatem o szpaltę albo dwie dla siebie i twojej twórczej, rewolucyjnej grupy.
              Chciałbym przypomnieć o igrzyskach - fascynują się nimi wszystkie warstwy społeczne.
              ---
              życie zaczyna się tam, gdzie kończą się troski
              • ateistka1963 Re: życie na prowincji 05.01.07, 13:32
                Prawdziwe życie zaczyna się tam, gdzie jest siła, aby radzić sobie z troskami.
                Moje artykuły się tam ukazują, więc to już jest, teraz zamierzamy założyć
                salon, ale nie wiemy, na ile to się uda. Szukam naprawdę oryginalnych pomysłów.
    • gapuchna A mnie jeszcze ciekawi jedno.... 03.01.07, 11:30
      jak sobie radzisz z nudą pozadomową? W ogóle jestem zainteresowana tym właśnie
      problemem. Co robisz/robicie po opuszczeniu swych obwarowań? Bo że gazetka, że
      mądrzy ludzie, że spacery, że pies....to wiem, znam. Ale co jeszcze?
        • ateistka1963 Re: A mnie jeszcze ciekawi jedno.... 03.01.07, 21:47
          Przepraszam, że mnie nie było. To moja pierwsza próba szukania partnerów do
          dyskusji przez internet. W gruncie rzeczy bardzo nie lubię siedzenia przed
          rurą, ale Wasze i Twoje Gapuchno odpowiedzi są bardzo ciekawe. Warto było
          zajrzeć. Siedziałam teraz przez te dni w ogrodzie, bo akurat pogoda kwietniowa,
          a u mnie wszystko ekologicznie zarosło.
          Z jednej strony to mnie się tu naprawdę podoba. Tak zwani prości ludzie wcale
          mi nie przeszkadzają, wielu z nich jest naprawdę mądrych i lubię z nimi
          porozmawiać. Nie jest też tak, że traktują mnie (czy moją rodzinę) zupełnie jak
          obcą. Mieszkamy tu już dziewiąty rok. Na początku narobiłam trochę zbyt dużo
          szumu i dostałam mocno po łbie, bo ludziska się podenerwowały, że przyjechała
          taka i się mądrzy. Teraz jednak wielu mnie jakoś zaakceptowało nawet jeśli
          jestem inna niż oni. Mam wrażenie, że podoba się im się to, że się od nich
          różnie i to konsekwentnie, może nawet są dumni trochę z miejscowej
          ekstrawagantki. Na zasadzie atrakcji turystycznej: "A to proszę państwa nasza
          miejscowa wariatka.". Nie przeszkadza mi to, przeciwnie chyba mi nawet
          pochlebia. Odrobina szaleństwa, taka kropelka, a zauważana. W mieście tego nie
          ma. Poza tym nie uważam się za lepszą czy mądrzejszą. To nie jest tak. Po
          prostu: fajnie jest, ale jest też we mnie niedosyt. Też trochę buty. No bo nie
          urodziłam się tu, ale uważam, że mam prawo, aby zapuścić tu korzenie. Niby
          dlaczebo nie? I niby dlaczego mam wszystko zostawiać niezmienione, jeśli
          niektórych rzeczy nie lubię a innych mi tu brak? Dodać należy, że tu są tak
          zwane "ziemie odzyskane". Tak naprawdę nie ma tu ludzi, którzy rzeczywiście
          uznawaliby tę ziemię za swoją. To znaczy ich podwórze, jest ich, ale las to już
          jest państwowy czyli niczyj. A ja chciałabym się zakochać w tej dolinie, w tej
          glinie, w tym sokole nad głową i w wietrze nad dąbrową. Wiem, że wiele rzeczy
          nie jest tu spójnych itd. Ale dlatego szukam rozmowy, żeby łatwiej byłoby mi
          sobie to wszystko poukładać w duszy jakoś. Do i chcę i nie chcę. I kocham i
          nienawidzę prawie. Zastanawiam się jak dowiedzieć się, czy inni kochają ten kąt
          na ziemi. Dzisiaj (poza lekcjami patriotyzmu różnej maści) o takiej miłości się
          nie mówi, bo za nią kupić nic nie można. Byłam ostatnio na kilku konferencjach
          na temat tożsamości regionalnej, zwłaszcza tu nad Odrą. Ciężko tu jakoś.
          Rozmowy, które takim konferencjom towarzyszą, mnie jakoś nie satysfakcjonują.
          Nie udaje mi się dotrzeć do sedna. Coś gdzieś uwiera. Szukam odpowiedzi. Szukam
          mądrych pytań. Chciałabym tu móc żyć. Nie chodzi o psa przestrzeń itd.,
          chciałabym przejąć odpowiedzialność może. Chciałabym, wrosnąć tu, tu w ten
          krajobraz, bez skazywania siebie na rezygnowanie z rzeczy dla mnie ważnych i
          bez odbierania komukolwiek czegokolwiek.