ateistka1963 29.12.06, 22:01 Intelektualnie ciasno, duszno, nieprzyjemnie. Jak to zmienić? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
sir_elmin powinno być ciekawie 29.12.06, 22:34 Hmmm... Spalić osadę, zabić jej kapłana i wszystkich mężczyzn. Kobiety i dzieci sprzedać ludom wschodu w jasyr. Te pierwsze uprzednio i rzetelnie zaszczycić swoimi genami. Dalej: spalić wszystkie pogańskie krzyże, maryjki, figurki bliżej niesprecyzowanych męczenników. Robimy to, urządzając piękny, ognisty stos w największej chacie w osadzie. Opróżnić dzbany z miodem i wyżreć ukryte zapasy żywności. Potem dorwać wiejskiego głupka, który myślał, że się dobrze ukrył stojąc w środku rzezi... oops, pardąsik... w środku wymiany kulturowej. Przywiązać go do przydrożnej kapliczki i ćwiczyć celność w posługiwaniu się ręcznymi toporkami i włóczniami. Ważne!: kto nie trafi w kapliczkę i rozrąbie łeb niedojdzie, traci prawo do łupienia... errrr... do wojaży turystyczno - poznawczych na miesiąc. Potem odpocząć i stwierdzić, że to dobre (uwidoczniło autochtonom różnicę znaczeniową między "kuriozum" a "horrendum"). Trafić do oślej ławki za dyskryminowanie mniejszości katolickiej w niewybredny sposób ;)). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: powinno być ciekawie 30.12.06, 12:26 To jest niewątpliwie elektryzująca propozycja. Ale koszty znaczące (jeśli się weźmie pod uwagę cenę drewna na rozpałkę choćby), a nie wiem czy dałoby się na to pozyskać środki unijne. Z drugiej strony byłaby to wyjątkowa atrakcja turystyczna. Ale jak to powtarzać co roku? No i wiejskiego głupka trzeba by oszczędzić, bo jego myślenie jest naznaczone przejrzystą logiką, co już jest rzeczą sympatyczną. Może jakieś propozycje modyfikacji? :) Odpowiedz Link Zgłoś
jarl_elmin Re: powinno być ciekawie 30.12.06, 14:11 Jakie koszty? Drewna pod dostatkiem we wsi (np. konfesjonał raczej tęgi bywa). Na środki unijne nie licz - transgresja kulturowa jest robiona na własną rękę (i własnym sumptem militarnym). Głupka znajdziesz w każdej wsi. Nie mówiąc o większych miastach :). Moje zawiłe myślenie strategiczno - taktyczne rozbiła kwestia corocznej powtarzalności... Hmmm... Starcy w Thingu mają takie zapożyczone powiedzenie: "to se ne vrati" :)). Jak się bawić, to się bawić - raz a porządnie :). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: powinno być ciekawie 30.12.06, 15:23 Kościół mały, żeby konfensjonał rozrąbać dużo najemników trzeba, a z tym marnie. Raz się zabawić - to raczej nudne. Wolałabym coś z możliwością kontynuacji. Masz jakiś pomysł? :) Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Konkrety teraz 30.12.06, 18:10 Hmmm... To może rozwijać się intelektualnie w sposób kołowy (nie mam na myśli koła hermeneutycznego). Otóż, mamy centrum - Twoją osadę. Po zapoznaniu się z ludnością chtoniczną ruszamy na północ. Kilka kilometrów i następna osada (tu w znaczeniu: pole aktu poznawczego), potem skręcamy na wschód i nasza epistema wzbogaca się o jakieś miasto, powiedzmy stołeczne. Następnie, z dużym ładunkiem trunków i przeżyć interpersonalnych, ruszamy po łuku na południe i analizujemy (jakościowo) komparatywnie kolejny gród do poprzednich. Zmęczeni neopozytywną szczegółowością badawczą ruszamy ku osadzie na wschodzie (czas płynie, lata lecą). Na wschodzie staramy się wykoncypować czy nasze działania miały charakter eklektyczny czy synkretyczny. Po 7 dniach odpoczynku i stwierdzeniu, że to było dobre, ruszamy w linii prostej na wschód i zgodnie z ruchem wskazówek zegara ponawiamy proces poznawczy. Oczywiście - z bagażem strukturalistyczno - aksjologicznym. Znaczy - przedmiot i jego metodologię badania mamy jasno wykrojoną i sprawdzoną (to i to stałej morfologii i zakresie badawczym), a podmiot poznający nasycony jest na różnych poziomach wartościami i jakościami wartościowościopodobnymi. Dodam, że dzieje się tak, bo podmiot nie jest oderwany od przedmiotu badań. I tyle (w skrócie i kurczowo;) ). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Konkrety teraz 30.12.06, 19:19 Literatura. Niestety nieprzydatna. :) Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: Konkrety teraz 30.12.06, 21:19 Bez epistemicznego głodu i wyobraźni Twoja osada pozostanie osadą. Farvel Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Konkrety teraz 31.12.06, 15:53 E tam, po prostu nic nowego nie przychodzi Ci do głowy. :) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Konkrety teraz 07.01.07, 17:06 ekhm.. tak czytam z zainteresowaniem tą ciekawą rozmowę i jeśli można wtrącić się.. ..................................... >Literatura. Niestety nieprzydatna. >:) często literatura swoje a życie swoje, tak.. >> Bez epistemicznego głodu i wyobraźni Twoja osada pozostanie osadą. >>>E tam, po prostu nic nowego nie przychodzi Ci do głowy. ......................................... W pewnym sensie ma racje:) Zmienić tok myślenia zakorzeniony od pokoleń jest trudno.. Nauczyć np. wiejskie dziecko analizy słowa "dom"... próbowałaś może? Grzecznie powtórzy za Tobą d_o_m ..ale jak wyjdzie za próg szkoły to będzie słyszało i mówiło słowo.."dum" Nie znaczy to, że nie można nic zmieniać i nic robić.. Choć czasem ręce opadają, tak.. Brałam niedawno udział w jednym projekcie, próby zainteresowania sztuką ludności małego miasteczka.. Ludzie byli zachwyceni, zainteresowani bardzo Zaglądali, podglądali, co się dzieje i jak to się dzieje... Pokazywali z dumą swoją ziemię i opowiadali o własnych osiągnięciach Cieszyli się, że ich ziemia została namalowana na obrazach.. Z otwartością wielką i życzliwością przyjmowali dziwaczną, atrakcyjną do oglądania w ich odczuciu grupę innych ludzi.."prawie jak z obcej planety":) Usłyszeliśmy nawet nawoływania na wstępie: "Już przyjechali!!!.. już są, przyjechali!" "Nawet jedna od Wiśniewskiego przyjechała!!!" (to o mojej znajomej plastyczce, która ma farbowane włosy na czerwony kolor) Tak.. Pod koniec mojego pobytu w tym miasteczku przyszedł do mnie jeden człowiek i powiada tak: - "Wie pani, co,.... ja miałbym taka prośbę.. Mam w domu taki obraz już mocno wyblaknięty czy dałoby rade go może odmalować?" Hmm..... Odmalować? jak stary plot to może i nie da rady,.. powiedziałam..ale niech pan przyniesie ten obraz zobaczymy, co da się zrobić... Ciekawa jestem czy zgadniesz, jaki obraz przyniósł do "odmalowania" ten człowiek... Musiałam niestety wyprowadzić go z błędnego mniemania, że to jest obraz.. Jego zdziwiona i zasmucona twarz, kiedy próbowałam mu wytłumaczyć, że nim nie jest.. Był taki z niego dumy.. - "przecież moja go dostała w prezencie od dzieci"... "jak to?.. to nie jest obraz???" Było mi przykro i żal, że musiałam to zrobić.. Mam nadzieję, że wizyta nasza wniosła coś wartościowego do życia tej małej społeczności... Burmistrz miasteczka, zapewnił o kontynuacji tego projektu.. chce zebrać całą kolekcję obrazów na temat tamtejszej ziemi.. Po co? Chce utrwalić w malarstwie krajobrazy tamtej ziemi, architekturę i powoli niszczejące pamiątkowe obiekty... Czasem zachwycamy się zachodnimi dworkami, pałacykami, kościołkami... a w naszym otoczeniu, często na prowincji właśnie, można znaleźć ciekawe, zapomniane perełki.. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Konkrety teraz 08.01.07, 10:25 Fajny ten burmistrz. Tu po gminach takiego ze świecą szukać. Chociaż na przykład 100 km na północ taki facet z miasta kupił sobie chałupę i zaczął się interesować historią tego plastra ziemi i po paru latech razem ze zgrupowanymi wokół niego ludźmi "przejęli władzę". Wygrali w najnowszych wyborach i teraz ciekawa jestem, co z tego wyniknie. Tyle, że tam mała gmina ok. 1500 mieszkańców cała (trzy wsie i kilka osad) i łatwiej chyba ludzi skonsolidować. Zdaję sobie sprawę, że nie ze wszstkimi da się o wszystkim porozmawiać. I dobrze. Lubię różnorodność. Wyboraźmy sobie jednak, że wyjechaliśmy gdzieś np. do Amazonii i zamieszkaliśmy w jakimś plemieniu nieskażonym cywilizacją (załóżmy, że takie jeszcze istnieją), czy warto byłoby coś tam zmieniać. To jest czysto teoretyczne pytanie. To znaczy, kiedy rodzić się może determinacja zmian. Zasadniczo mam sporo kontaktów z inteligentnej półki. Sporo z Berlina na przykład i z nimi mogę się wyżyć intelektualnie. Jednak oni żyją w innych realiach kulturowych i wielu spraw nie czują. Lubię prowincję, zastanawiam się jednak czy prowincje się między sobą różnią? Różnią się w krajach, na pewno angielska prowincja różni się od polskiej. Czy prowincje w Polsce się między sobą różnią? Moja zachodniopomorska prowincja wydaje mi się pozbawiona głębi kulturowej, bo jeszcze bardziej podkreśla tutejszą ciasnotę. Jest tutaj jedynie garstka ludzi, krórzy w ogóle chcą zająć się jakąkolwiek reflekcją. Chciałabym to zmienić. Jest to dla mnie problem egzystencjalny. Dla mnie. Pewnie dla wielu moich współmieszkańców w regionie nie. Być może powinnam poszukać sobie innej prowincji. Myślę, że na Kaszubach jest inaczej. Obrazy z krajobrazem małej ojczyzny są bardzo ważne. Pamiętam jak kiedyś zrobiłam wystawę ze zdjęciami z naszej wsi. Ludziska nie mogły się nadziwić: mówili: to przecież mój dom! Nie wiedziałem, że taki ładny jest. Twoje obrazy na pewno wiele tym ludziom dały :) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Konkrety teraz 08.01.07, 17:55 ateistka1963 napisała: > Fajny ten burmistrz. Tu po gminach takiego ze świecą szukać. Chociaż na > przykład 100 km na północ taki facet z miasta kupił sobie chałupę i zaczął się > interesować historią tego plastra ziemi i po paru latech razem ze zgrupowanymi > wokół niego ludźmi "przejęli władzę". Wygrali w najnowszych wyborach i teraz > ciekawa jestem, co z tego wyniknie. Tyle, że tam mała gmina ok. 1500 > mieszkańców cała (trzy wsie i kilka osad) i łatwiej chyba ludzi skonsolidować. > Zdaję sobie sprawę, że nie ze wszstkimi da się o wszystkim porozmawiać. I > dobrze. Lubię różnorodność. Wyboraźmy sobie jednak, że wyjechaliśmy gdzieś np. > do Amazonii i zamieszkaliśmy w jakimś plemieniu nieskażonym cywilizacją > (załóżmy, że takie jeszcze istnieją), czy warto byłoby coś tam zmieniać. To > jest czysto teoretyczne pytanie. To znaczy, kiedy rodzić się może determinacja > zmian. Myślę, że łatwiej jest skonsolidować, jeśli się ludzi dobrze zna Zna się ich potrzeby, ich pragnienia i troski.. Fajny burmistrz powiadasz.. Tak, bardzo fajny, swój chłop on jest, Jasiek Żaden tam obcy z miasta, który kupił chałupę i przyjechał się bawić w łaskawcę. Jasiek, tam się urodził, wyrósł, poszedł do szkół, wrócił w swoje strony, pracował razem z innymi, zna każdy kamień i każde nowe narodzone dziecko w okolicy. Słucha skarg kobiet na swoich chłopów, łagodzi spory, jest ojcem chrzestnym wielu tamtejszych dzieciaków. I tu masz odpowiedz, na pytanie czy warto zmieniać, czy warto ingerować na siłę.. Bo komuś, kto przybywa z zewnątrz nie podoba się to i owo.. Jeśli chęci zmian wypływają od samych ludzi, jeśli oni odczuwają taką potrzebę, potrzebują jej - to tak. Wtedy można dużo ciekawych projektów zrealizować.. Ale do tego trzeba mieć pasje, serce i brak przy sobie kalkulatora.. Jeśli przybywa ktoś, kto chce zmian, bo jemu się wydaje ze brak kultury, że ciasnota i wydaje cenzurkę, że wszystko ble, że nie ma nic i staje tylko w pozycji oceniającej..hmm nie wiem czy takiemu komuś uda się wnieść nowe wartościowe zmiany.. >Zasadniczo mam sporo kontaktów z inteligentnej półki. Sporo z Berlina na > przykład i z nimi mogę się wyżyć intelektualnie. Co dla Ciebie oznacza wyżycie intelektualne? > Jednak oni żyją w innych realiach kulturowych i wielu spraw nie czują. np. jakich? >Lubię prowincję, zastanawiam się > jednak czy prowincje się między sobą różnią? Różnią się w krajach, na pewno > angielska prowincja różni się od polskiej. Czy prowincje w Polsce się między > sobą różnią? Moja zachodniopomorska prowincja wydaje mi się pozbawiona głębi > kulturowej, bo jeszcze bardziej podkreśla tutejszą ciasnotę. Jest tutaj > jedynie garstka ludzi, krórzy w ogóle chcą zająć się jakąkolwiek reflekcją. > Chciałabym to zmienić. Jest to dla mnie problem egzystencjalny. Dla mnie. > Pewnie dla wielu moich współmieszkańców w regionie nie. Refleksja... kojarzy mnie się osobiście z oceną.. Nie wiem czy to dobra droga do zmian, która ma zaczynać się od cenzurek.. Na prowincji, przyjmowanie od swoich krytyki jest jak przyjęcie uwagi od mamy ale przyjmowanie krytyki od obcych to już inna sprawa.. czy Twój problem, egzystencjalny, wiąże się z Twoim tam istnieniem takim zwyczajnym, codziennym (zarabianiem na chleb) czy duchowym? > Być może powinnam poszukać sobie innej > prowincji. Myślę, że na Kaszubach jest inaczej. Jakaś smutna ta konkluzja, sugeruje, że na tej prowincji jednak poniosłaś klęskę? Myślisz, że w innym miejscu łatwiej będzie przeprowadzić Twoje zapędy niesienia zmian? > Obrazy z krajobrazem małej ojczyzny są bardzo ważne. Pamiętam jak kiedyś > zrobiłam wystawę ze zdjęciami z naszej wsi. Ludziska nie mogły się nadziwić: > mówili: to przecież mój dom! Nie wiedziałem, że taki ładny jest. Twoje obrazy > na pewno wiele tym ludziom dały :) a co wyniknęło dalej z tej fotograficznej wystawy, jakieś dalsze pomysły, kontynuacje?.. czy tylko jednorazowa sprawa a zdjęcia poszły do kosza.. Odpowiedz Link Zgłoś
jarl_elmin Re: Konkrety teraz 08.01.07, 19:57 paleta_barw napisała: > Jasiek, tam się urodził, wyrósł, poszedł do szkół, wrócił w swoje strony, > pracował razem z innymi, zna każdy kamień i każde nowe narodzone dziecko w > okolicy. Słucha skarg kobiet na swoich chłopów, łagodzi spory, > jest ojcem chrzestnym wielu tamtejszych dzieciaków. O, to dokładnie jak mój predecesor, jarl Harald. Może poza załagadzaniem sporów... Toczka w toczkę :). > Jeśli przybywa ktoś, kto chce zmian, bo jemu się wydaje ze brak kultury, że > ciasnota i wydaje cenzurkę [...] Chyba nie mówisz o transpozycji kulturowej czynionej przeze mnie i moją kompanię chyżych (jak lapońskie renifery) berserkerów? Mam nadzieję :). > Co dla Ciebie oznacza wyżycie intelektualne? Mógłbym się dłużej rozwodzić nad znaczeniem słów "wyżycie intelektualne", ale tutaj znajdziesz moją wypowiedź w tej kwestii: tinyurl.com/ygf5on Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Konkrety teraz 09.01.07, 20:48 jarl_elmin napisał: > Mógłbym się dłużej rozwodzić nad znaczeniem słów "wyżycie intelektualne", ale > tutaj znajdziesz moją wypowiedź w tej kwestii: > tinyurl.com/ygf5on z wielką egspresją, malujesz literami obraz (wy)życia też lubię potańczyć:) tinyurl.com/y6g48h Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw errata 12.01.07, 16:23 miałam nie poprawiać, bo wiadomo gdzie błąd się wkradł ale jeśli już tu zaglądam... przez "k" - ekspresja oczywiście:) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Konkrety teraz 09.01.07, 09:59 Moją pasją nie jest robienie zmian na siłę. Moje pasje są różne i niekoniecznie związane z innymi ludźmi. Po prostu jeśli widać potrzebę zmian, to ją widać i tyle. Tutejszy wójt też się tutaj urodził, ale sporów żadnych nie łagodzi, mówi, że to nie jego sprawa, chrześniaków też o ile wiem nie ma. Najwyraźniej Ty mówisz o innej prowincji niż ja. Wnioskować trzeba za tem, że jednak się prowincje różnią. Refleksja nie ma nic wspólnego z oceną. Zastanowić się to po prostu także zatrzymać się i coś z uwagę obejrzeć, wymienić sią spostrzeżeniami. Ja nie oceniam ludzi. Oceniam sytuację. Nie uważam, że na tej prowincji poniosłam klęskę, nie wybierałam się tu jako zdobywca-kolonizator, moim celem nie było szukanie sobie poletka do społeczno-filozoficznych eksperymentów. W ogóle wolałabym nie mieć potrzeby dokonywania zmian w środowisku, w którym mieszkam i żyję. Wyżycie intelektualne to przede wszystkim wymiana myśli. Potrzebuję tego, aby móc rozwijać siebie i moje myślenie. Wiele zdjęć trafiło to ludzi ze wsi. Niektóre wiszą u mnie. Co roku organizuję w ramach stowarzyszenia, które założyłam, trzy duże, jak na naszą wieś, impezy, na których są podobne wystawy. Kilka zdjęć znalazło się w folderach, niektórzy mieszkańcy zrezygnowali ze stawiania betonowego płotu, bo stwierdziło, że drewniany jest jednak bardziej malowniczy. Zbyt wiele nie można wymagać, ale jakieś zmiany są, pozostaje ślad. Zresztą tzw "inni" uważają moją działalność za sukces. Dlatego zapraszana jestem na takie czy inne seminaria i spotkania. Ja osobiście oceniam to inaczej. To są zupełnie inne poziomy. Ten któremu daję wyraz na tym forum jest tym poziomem osobistym. Niekiedy ludzie sami przekazują władzę przyjezdnym. Znam kilka takich przypadków w naszym regionie. Ciekawe jest to, jak inaczej można postrzegać prowincję. Czy Ty nigdy nic nie chcesz zmienić? Kolorowej palety życzę. :)) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Konkrety teraz 09.01.07, 21:04 ateistka1963 napisała: >Refleksja nie ma nic wspólnego z oceną. Zastanowić się to po > prostu także zatrzymać się i coś z uwagę obejrzeć, wymienić sią > spostrzeżeniami. Ja nie oceniam ludzi. Oceniam sytuację. czytając Twój wpis odczuwam jakieś sprzeczne sygnały w porównaniu z tym wcześniejszym wpisem np.: ateistka1963 napisała: " Najwięcej problemów jest z tzw ęteligencją, która jeśli jakieś IQ miała, to je albo sprzedała, albo skonsumowała. Szukam pomysłu na swoistego rodzaju rewolucję, w wyniku której obudzi się chociaż kilka uśpionych owiec i będziemy mogli stać w miarę realną siłą społeczną." owce to kto? i dalej.. piszesz: > To są zupełnie inne poziomy. > Ten któremu daję wyraz na tym forum jest > tym poziomem osobistym. "Intelektualnie ciasno, duszno, nieprzyjemnie.?" Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Konkrety teraz 11.01.07, 10:17 Owcami nazywam osoby bez refleksji idące przez życie. Idą tam, gdzie ich popchną. U nas wygłąda to tak: jest pewna grupa ludzi, która jest uznawana przez pozostałych za elitę, czyli radni, wójt, pracownicy urzędu gminy i związanych z nim instytucji (np. pracownicy biura zakładu komunalnego), nauczyciele, pracownicy banku, poczty itp i która oddzielana jest od tzw. reszty. Reszta to w tzw, przedsiębiorcy (nieliczna grupa, np. właściciele sklepików), która jest swoistego rodzaju elitą reszty, i "zwykli ludzie". Większość tych zwykłych uznawana jest przez elity za głupców . Ja osobiście szanuję sporo przedstawicieli "zwykłych ludzi", mam natomiast złe zdanie o elicie czyli tej ęteligencji. Owce są i wśród "zwykłych" i wśród elit, jednak więcej nadziei wiążę ze zwykłymi, myślę, że jest wśród nich spora grupa osób, która chciałaby się otrząsnąć z owczej pasywności, ale nie bardzo wie, jak to zrobić. Nie ma właśnie czegoś, co by to zapoczątkowało, lub było środkiem pomocniczym. To właśnie pomysłu w tej kwestii szukam. Twoja obrona prowincji była bardzo żarliwa. Co Cię w niej tak urzeka? Co warto zachować, czego nie warto zmieniać i dlaczego? Bardzo mnie to interesuje. Naprawdę! :) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Konkrety teraz 12.01.07, 16:34 ateistka1963 napisała: > Owcami nazywam osoby bez refleksji idące przez życie. Idą tam, gdzie ich > popchną.[..] Uważam, że jeśli ktoś nie potrafi dostrzec faktów, iż społeczność jest zadowolona ze swojej egzystencji ani tez znaleźć w niej jakiś pozytywnych elementów to jest to jego problem a nie tej społeczności, nie innych.. .."człowiek, choć odrobinę rozgarnięty i w świecie otarty, koniecznie i w miarę możliwości stara się poznać fakty zewnętrzne i nieodparte..".. >Owce są i wśród "zwykłych" i wśród elit, jednak >więcej nadziei wiążę ze zwykłymi, myślę, że jest wśród nich spora grupa osób, >która chciałaby się otrząsnąć z owczej pasywności,[..] Myślisz, że łatwiej zwykłymi ludźmi manipulować? Oczywiście, chęć wprowadzania zmian jest pozytywna, ale nie robi się ich zaczynając od oczerniania własnej społeczności i wykpiwania jej złych stron Być może, dlatego Twoja społeczność na zmiany, jakie proponujesz patrzy nieufnie, ponieważ automatycznie czuje Twoją niechęć.. Stare jest powiedzenie ze więcej osiągniesz marchewka a nie batem.. Może trochę więcej zachęty a nie krytyki? Piszesz, że zaczynasz zgłębiać filozofię, jej historię, mam nadzieję, iż wyciągniesz podstawowe wypływające z niej wnioski, iż mądrość nie ma miejsca geograficznego.. Znaleźć ją można i w dużych miastach, ale też i na małej prowincji. Wystarczy tylko dobrze się wsłuchać w innych.. > [..]Bardzo mnie to interesuje. Naprawdę! :) Dlaczego bardzo Cię to interesuje? Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: Konkrety teraz 12.01.07, 18:40 paleta_barw napisała: > Dlaczego bardzo Cię to interesuje? Bo una jezd ukryty tajger & hidden smok ;). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Konkrety teraz 12.01.07, 18:54 Ja ne jezdym tajger, jam baba co robótki rencne zgubiła. Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Konkrety teraz 13.01.07, 08:48 chyba smok "umarlak", któremu ogień nieco przygasł i szuka teraz do konsumpcji gotowe recepty na zmianę swojej jamy Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Konkrety teraz 12.01.07, 18:52 Uważasz, że krytyka jest zła? Skąd wiesz, że oczerniam swoją społeczność? Skąd Twoje przekonanie, że moja społeczność jest po prostu zadowolona, a nie zagubiona? Interesuje mnie, bo szukam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Jak mam je znaleźć bez interesowania się tym, co myślą inni? Pozdrawiam. :) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Konkrety teraz 13.01.07, 08:59 ateistka1963 napisała: > Skąd wiesz, że oczerniam swoją społeczność? w Twoich, napisanych refleksjach zamieszczasz wiele epitetów, które mnie osobiście przez palce by nie przeszły... > Skąd Twoje przekonanie, że moja społeczność jest po prostu zadowolona, a nie > zagubiona? Również z Twoich wielu wypowiedzi wypływają wnioski, iż to Ty poszukujesz i jesteś w jakiś sposób zagubiona.. Społeczność raczej nie, bo gdyby społeczność taka była, to pozytywnie nastawiałaby się na Twoje propozycje,.. i na zmiany bardziej byłaby podatna. A tak jest niechętna a być może jest nawet zadowolona ze swojej tożsamości. Piszesz, że organizowałaś już wiele a jednocześnie nie jesteś zadowolona z efektów swojej działalności. Z drugiej strony zarzucasz swej społeczności brak tworzenia, pasywną postawę.. Ale czy zawsze aktywność przynosi zadowolenie? Tobie, jak sama przyznajesz nie przyniosła.. .."Nie mówię żeby wszyscy, ale żeby nikogo nie było? Robię sporo tu w okolicy i nawet mnie za to chwalą, ale te pochwały wcale mnie nie cieszą, raczej drażnią. Narobię się jak durna, ale takich zmian, o jakich marzę, nie udaje mi się osiągnąć..." Czy jesteś zadowolona z tego, kim jesteś? Czy zmiany, których tak bardzo pragniesz nie są raczej próbą zmiany społeczności, naprawy jej na Twoją modłę, w taki sposób, by ta społeczność pasowała do Ciebie i do Twoich o sobie wyobrażeń? > Interesuje mnie, bo szukam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Jak mam je > znaleźć bez interesowania się tym, co myślą inni? może powinnaś wsłuchać się w głosy swojej społeczności..? Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Konkrety teraz 13.01.07, 19:46 Mam wrażenie, że po prostu chcesz mi dołożyć. Nie jest to zbyt konstruktywne. Może jednak spróbujesz wyobrazić sobie sytuację, o której mówię? Pytasz czy zawsze brak aktywności przynosi zadowolenie? Czy rzeczywiście tak chciałaś skonstruować to pytanie? Ja zagubiona nie jestem, wiem, czego bym chciała. To, że wielu dzisiaj ma kłopoty z tożsamością, jest postrzegane przez wielu, co odnaleźć można w licznych artykułach w prasie lub w dokumentach przygotowywanych dla takiej np. "Strategii rozwoju gminy jakiejśtam". Rzeczywiście moja działalność nie przyniosła takich efektów, jakich oczekiwałam. Czy wszytkie Twoje działania wywołały taki efekt, o jakim marzyłaś? W moim odczuciu byłby to ewenement. Jestem zadowolona z tego, kim jestem. Chcę coś zmienić w otaczającym mnie świecie. Czy rzeczywiście uważasz, że jest to karygodne? Gdyby ludzkość myślała tak, jak próbujesz mi wmówić, że powinnam myśleć, to nigdy nie mogłabyś malować, bo społeczeństwo w Europie byłoby przekonane, że powinnaś wyłącznie obsługiwać męża oraz rodzić i wychowywać dzieci. Dążenie do zmian nie musi oznaczać gwałtu na "innych" ludziach. A moją społeczność interesuje promocja proszku do prania. Wsłuchuję się w to od 9 lat. Dziwi Cię to, że mnie to nudzi? Jeśli tak, to pewnie się nie zrozumiemy. Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Konkrety teraz 13.01.07, 20:27 Ateistko, wybacz,że się wtrącę w waszą rozmowę, ale śledzę ten wątek od początku i już kilka razy miałam ochotę się wypowiedzieć. W zasadzie dużą część tego, co chciałam napisać, powiedziała paleta w poprzednim poście. Generalnie mam nawyki wielkomiejskie (25 lat we Wrocławiu) i takież potrzeby. Los sprawił,że od wielu lat błąkam się po okolicach niewiele z dużym miastem mającymi wspólnego (to już prawie 20 lat).Pierwsza była Jelenia Góra i okolice i to trochę złagodziło szok, bo tam akurat nietrudno o pożywkę intelektualną, nawet na wsi.Od paru lat jednak mieszkam w północnej Wielkopolsce i tu już trudno mówić o jakimkolwiek życiu intelektualnym (w byłej wojewódzkiej Pile nie ma nawet empiku,o teatrze już nie wspominając).Również tu głównym obiektem zainteresowań jest promocja proszku do prania (można sobie wstawić olej, płyn do mycia naczyń, czy co tam kto chce;-),ewentualnie zbliżający się ślub córki burmistrza i związane z tym plotki i spekulacje (zaszła,czy nie zaszła). Ateistko, ci ludzie tacy są, w tym wyrośli, myślą zupełnie innymi kategoriami niż Ty. Mam wrażenie,że marzy Ci się "wsi spokojna,wsi wesoła" we współczesnym wydaniu (ewentualnie można by sparafrazować kilka cytatów z "Wesela").Ci ludzie wcale nie chcą być zmieniani. Zmiany, takie, jakie Ci się marzą, zrobiłyby tylko krzywdę im i ich bliskim. Rozbudzenie potrzeb jest owszem możliwe, chociaż trudne, ale wymaga żmudnej pracy "u podstaw" i raczej z dziećmi. Zresztą, wydaje mi się,że taka "prowincja" jest potrzebna wszystkim (tyle,że z różnych powodów,Tobie chyba po to,żebyś się mogła poczuć lepsza).Pozdrawiam i, mimo wszystko, życzę powodzenia:-) Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Konkrety teraz 13.01.07, 21:51 Haniu i Paleto_Barw...odpowiem wam za siebie (np.) i za Ateistkę. Ateistko - przepraszam za wtręt! W mojej maleńkiej miejscowości, sennym miasteczku jest prowincja totalna, w dodatku nie ....lubiejąca....przyjezdnych. Nie dzieje się nic, albo prawie nic. Miejscowi chcący coś próbują i wychodzi tak, jak to obie znacie z autopsji. Mieszkamy i my - kilka lat. Ktoś mi bardzo bliski postanawia to zmienić ( ja nie, ja wolę stać obok i przyglądać się, bo nie pociąga mnie zbytnio uszlachetnianie innych). Ten mój Bliski zakłada takie stowarzyszenie, początkowo należy kilkanaście - tych, co to zawsze, bo albo chcą, albo muszą. Potem dochodzi kilkanaście nowych - miejscowych, bo są zainteresowani. Dziś na spotkania - różne - potrafi przyjść ponad 100 osób. Więc jednak może drgnąć. Więc jednak ludzie chcą. Piszesz Haniu: " Ateistko, ci ludzie tacy są, w tym wyrośli, myślą zupełnie innymi kategoriami niż Ty. Mam wrażenie,że marzy Ci się "wsi spokojna,wsi wesoła" we współczesnym wydaniu (ewentualnie można by sparafrazować kilka cytatów z "Wesela").Ci ludzie wcale nie chcą być zmieniani. Zmiany, takie, jakie Ci się marzą, zrobiłyby tylko krzywdę im i ich bliskim. Rozbudzenie potrzeb jest owszem możliwe, chociaż trudne, ale wymaga żmudnej pracy "u podstaw" i raczej z dziećmi". Nie masz racji! Nie masz! Albo u was nikt nie umie znaleźć ciekawego sposobu na miejscowych (przepraszam, że w tak mało grzeczny sposób Was, drodzy Miejscowi określam). Albo ...wy nie potraficie. Ja teraz siedzę cicho, bo widze, że można. Nadal mnie to nie interesuje, ale to taki mój charakter. Tyle, że jak trzeba to wstaję z nad książki i idę pomagać. Bo widze, że można. Pewnie, że nie przemienimy wszystkich w Waldorffów czy innych Kaczyńskich (ten od muzyki!... nie tamci!), ale pewne rzeczy udaje się zmienić. Ateistko! Głowa do góry! Można, a ty chcesz! To bardzo dużo. (nie przypuszczałam, że wątek taki może byc az tak obfity) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Konkrety teraz 13.01.07, 23:38 gapuchna napisała: > Haniu i Paleto_Barw.. > W mojej maleńkiej miejscowości, sennym miasteczku jest prowincja totalna, w > dodatku nie ....lubiejąca....przyjezdnych. Nie dzieje się nic, albo prawie >nic. Oczywiście, nikt nie mówi, że nie ma potrzeby zmian ale chodzi o sposób ich wprowadzania.. W dzisiejszych czasach, wszędzie zmiany następują bardzo szybko, i wątpię aby dało się je wstrzymywać:) Nawet tu je widać. Popatrz, nie posługujemy się już nazwą "wieś" tylko "prowincja". > Ktoś mi bardzo bliski postanawia to zmienić ( ja > nie, ja wolę stać obok i przyglądać się, bo nie pociąga mnie zbytnio > uszlachetnianie innych). Gapuchno ujęłaś to świetnie, całą mentalność ludzi przyjeżdżających do małych prowincji.. Uważają, że na prowincji nie ma ludzi szlachetnych i należy miejscowych, zmieniać i uszlachetniać.. Ja, w moim mieście nie mam Teatru przez duże "T" i też czasem żartuję jadąc np. do Warszawy lub Krakowa, na dobrą sztukę czy operę - mówiąc - "jadę się odchamić"...ale jednocześnie nie pakuję na siłę połowy swojego miasta w autokar, żeby obowiązkowo ze mną jechali i się wszyscy "uszlachetniali". Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Konkrety teraz 14.01.07, 12:49 Paleto - nie uzywam określenia "wieś", bo to jest miasteczko, posiadające prawa miejskie od 600 lat, trudno więc nazwać je wsią! I chociaż mieszka tu nawet nie całe 2000 ludzi, to jednak jest to miasto. Nie napisałam w żadnym z postów niczego, co wskazywałby, że odmawiam ludziom z........ szlachetności, ja tylko stwierdziłam, że mnie nie chce się uszlachetniać, a to różnica! Być może użyłam mało fortunnego określenia, ale pewnie i tak mnie zrozumiałaś poprawnie (nie dosadnie...). I na koniec: ta moja Bliska osoba została po po prostu poproszona przez burmistrza, by spróbowała coś interesującego wymyśleć....no i udało się (burmistrz - autochton). A do teatru faktycznie czasem jedzie autokar, tyle że nikt na siłę, a jedynie miesiąc przed wyjazdem zaczynamy zapisy chętnych i wierz mi, nic i nikt na przymus! No, czasem taka się zdarza Prowincja, ze ludzie chcą czegoś nowego. Pozdrawiam, a do Krakowa (mimo że mam coś ze 400km) to co roku jeżdżę, bo kocham to miasto. :}} Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Konkrety teraz 14.01.07, 14:07 Gapuchno:)...przepraszam, wiesz, ja, jako ta paleta wykorzystałam Twoje określenie "uszlachetniać", by namalować karykaturę - obraz człowieka przyjezdnego, tak ogólnie... Nie twierdzę, że wszyscy tacy są i nie twierdzę, że Ty i Twój bliski takimi ludźmi jesteście:) Sama esencja zmian na prowincji zawarta jest w zdaniu, które napisał wyżej sir_elmin. Pozwolisz, że ją tu zacytuję: "Bez epistemicznego głodu i wyobraźni [..] osada pozostanie osadą." Wiem, że są wspaniałe prowincje, rozwijające się, myślące perspektywicznie.. Małe zmiany, jakie opisujesz cieszą, tak.. i małymi kroczkami będą zmieniać prowincje..nic przecież dziś nie jest takie samo jak było wczoraj:) Jednak potyczki o władzę na prowincji, jakie wyczuwam w wypowiedziach Ateistki niczego dobrego nie zbudują... Jeśli ludzie sami nie będą odczuwać potrzeby zmian i sami nie będą w tych zmianach uczestniczyć, to nic na siłę nie zrobi się wartościowego.. Pozdrawiam serdecznie:) ps. jeszcze jedno...ja, gdybym była w Waszej okolicy, zapisałabym się na jedno miejsce w autokarze:) Krakowski klimat, ciepły bardzo jest, tak. Ostatnio byłam w teatrze krakowskim na adaptacji szekspirowskiej sztuki "Miarka za miarkę" ..koresponduje ona w dużej mierze z naszym tu rozważanym tematem - zmian. Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Konkrety teraz 14.01.07, 15:43 Paleto Stubarwna, ależ ja wiem, ja rozumiem, i w sumie to każdy z nas tu się wypowiadających ma swoje racje, swoje przekonania. Ja po prostu chyba miałam szczęście? Dobre trafienie? Ale tez i to, że nie potrzebuję nanoszenia zmian. Mimo to bardzo podziwiam takie osoby jak Atesitka (Siłaczki na miarę naszych czasów). I nie mogę się zgodzić z twierdzenie, ze nie należy polskiej prowincji (sic!) zmieniać. Znam ją i uważam że należy i to w przyspieszonym tempie. "Jeśli ludzie sami nie będą odczuwać potrzeby zmian i sami nie będą w tych zmianach uczestniczyć, to nic na siłę nie zrobi się wartościowego.." - napisałaś i tu masz rację. Właśnie, to chyba jest najistotniejsze zadanie i w tym upatruję największy opór. Jak to złamać? Zmienić? Ha! oto jest pytanie (czyli nawet stary Szekspir już się zastanawiał, hihi). Pozdrawiam serdecznie. A do autokaru i nie tylko - serdecznie zapraszam! Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Konkrety teraz 17.01.07, 11:24 gapuchna napisała: > napisałaś i tu masz rację. Właśnie, to chyba jest najistotniejsze zadanie > i w tym upatruję największy opór. Jak to złamać? Zmienić? Ha! oto jest pytanie odpowiedz znajdziesz gdy odpowiesz sobie sama na swoje wcześniejsze stwierdzenie: > Ja po prostu chyba miałam > szczęście? Dobre trafienie? Ale tez i to, że nie potrzebuję nanoszenia zmian. pozdrawiam:) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Konkrety teraz 22.01.07, 23:41 Droga Paleto Barw, nie wiem, czy jeszcze tu w ten kąt zajrzysz, ale bardzo mi zależy na tym, aby przekonać Cię, że mnie na władzy zupełnie nie zależy. Ja nie myślę, żeby zostawać tu wójtem, czy coś w tym stylu, właśnie z tego powodu, że władza to rzecz, która mnie nie ekscytuje zupełnie. Interesuje mnie, co się zmieni w tamtej gminie, o której pisałam, z czytej ciekawości. A może im się uda? Tam jest naprawdę fajne miejsce i cieszyłoby mnie, gdyby się rozwijało, czy szczęśliwiało, a przede wszystkim, żeby jego mieszkańcy zauważyli jego piękno i je po prostu pokochało. Moja wielka potrzeba zmian wypływa z przede wszystkim z niezgody na dewastowanie tego kawałka, na który mnie wiatr przywiał. Tu się tyle niszczy, nie tylko tego, co jest, ale nawet przyszłość sią niszczy. Dosłownie! Nie potrafię się na to zgodzić po prostu. A do teatru nigdy na siłę nikogo bym nie woziła, już chociażby z szacunku dla sztuki. :) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Do Hani:) 14.01.07, 00:11 Haniu, dziękuję, że napisałaś:) W moim przypadku było odwrotnie.. Urodziłam się w małym miasteczku, właściwie na jego pograniczu tuż pod lasem.. W małym domku na ulicy Polnej. Piękna to była alejka, brukowana polnymi kamieniami Rosły na niej lipy.. Kiedy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam biegać boso po majowym deszczu Goniłam chrabąszcze:) Pod lasem płynęła rzeka, uczyłam się w niej pływać. Trzeba było uważać, bo woda w niej była czysta taka... eh..pijawki do nóg się przyczepiały i na raki można było trafić:) Teraz czasami tam bywam.. Wielkie zmiany w miasteczku nastąpiły, tak. Nie ma już alejki lipowej, lipy prawie powycinane. Asfalt nowoczesny a owszem z dziurami. Rzeka przez przemysł w ścieki zmieniona. A chrabąszczy nie widziałam już dobrych kilka lat.. Tak... Człowiekowi z małego miasteczka łatwiej jest zaadoptować się w dużym mieście. Odwrotnie, trudniej. Dlaczego tak się dzieje? Masz rację, często przyjezdnymi okazują się ludzie, którzy czują się lepsi i mądrzejsi od prowincjuszy, którzy wiedzą lepiej, co prowincji potrzeba a co nie.. W swoich kalkulacjach nie uwzględniając wcale prawdziwych potrzeb miejscowych ludzi.. Latem byłam gościem jednej małej prowincji. Urzekły mnie w niej tamtejsze podwórka:) Obok nowoczesnej kostki na chodnikach i ścieżkach można było zobaczyć, bielone starym sposobem ściany.. Wszystko na podwórkach uporządkowane, poukładane, wszystko ma tam swoje od wielu lat miejsce i przeznaczenie.. To nie są śpiące owce, to są bardzo zorganizowani i mądrzy ludzie..:) Pozdrawiam serdecznie:) ps. przesyłam jedno z "bajkowych" podwórek:) www.wrzuta.pl/obraz/4pXQrN6DlF/ Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Do palety:-) 14.01.07, 09:21 Paleto:-)Bajkowe podwórko urokliwe bardzo:-) Zazdroszczę Ci dzieciństwa.Ja takie miałam okazyjnie, najczęściej w wakacje. Moja babcia mieszkała w takim właśnie sennym miasteczku i ono także odczuło nowoczesność w podobny sposób.Mój mąż natomiast pochodzi z małej wioski na Mazurach. Na większości map trudno jej szukać. Ponieważ wioska jest nieco oddalona od znanych jezior, nigdy nie odczuła skutków desantu turystów, ale tez niewiele miała kontaktu ze zdobyczami cywilizacyjnymi.Nie ma tam szkoły,nie ma kościoła nawet;-) Najbliższe miasto, to maleńkie Szczytno i potem długo nic aż do Olsztyna.Kiedy pojechałam tam pierwszy raz wiele lat temu, zobaczyłam wioskę taką, jaką opisywałaś właśnie.Śliczną dla oka i zaskakującą dla kogoś przyzwyczajonego do widoku wsi dolnośląskich.I tak było przez wiele lat.Ludzie tu zajęci codziennymi czynnościami,zapracowani. Pierwsza moja reakcja była oczywista:-)Wiocha.Nic się nie dzieje. Powoli tych ludzi poznawałam.Mądrzy,taką zwyczajną mądrością,dobra i niewydumaną. Taka mądrość pomaga wrócić na właściwe ścieżki myślom takich osób jak ja:-)Zwyczajnie często sprowadza na ziemię:-)Potem zauważyłam inne rzeczy.W tej codziennej ciężkiej pracy mieli czas czytać (jeździła taka biblioteka na kółkach),mieli czas powolutku budować wspólny (bajkowy) plac zabaw dla dzieci,z uporem remontowali wiejską świetlicę,wyposażali ją (proszę co poniektórych o powstrzymanie uśmieszków politowania,taka świetlica na zapadłej wsi to jest centrum kultury).Prawie w każdej rodzinie,z reguły wielodzietnej,trafiał się ktoś,kto kończył przynajmniej technikum,często studia,wyjeżdżał i po latach wracał.Jeżdżę tam bardzo często,odpoczywam, przyglądam się i nie mam ochoty nic,dosłownie nic zmieniać. Ten post jest skierowany do palety,ale dedykacja jest dla ateistki i gapuchny:-) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw :) 14.01.07, 14:53 nie pozostaje mi zatem nic innego.. jak się tylko pod dedykacją podpisać:) i dodać, że każdy z nas "maluje swój własny portret" przez całe życie.. coś w nim poprawia, coś zmienia, poszukuje syntezy(jak to już było tu wcześniej powiedziane)..z sobą samym i światem. Jeśli my się sami zmieniamy to i rzeczywistość, w której żyjemy ulega zmianom.. Haniu, życzę dużo dobrego..:) tinyurl.com/y36gfb Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Do palety:-) 14.01.07, 21:27 Zazdroszczę Ci takiego miejsca błogiego. Ja również mam miejsca, których zmieniać nie chcę. Nawet przed zmianą bronię. Jednak region (nie tylko moja wieś) potrzebuje zmian. Nie takiej pożogi, jaką odmalował Sir Elmin (chociaż wizja ta była naprawdę wyzwalająca, jak ją czytałam), ale konkretnych zmian. Może czarów? Możesz przy okazji trochę z wiatrem zachodnim z Mazur nad Odrę wysłać. :) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Do palety:-) 15.01.07, 12:55 Odwrotnie, z wiatrem wschodnim na zachód. :) Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: Konkrety teraz 13.01.07, 20:43 ateistka1963 napisała: > Dążenie do zmian nie musi oznaczać gwałtu na "innych" ludziach. Heh, powiedź to moim berserkerskim animatorom kultury ;). Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Konkrety teraz 13.01.07, 23:52 ateistka1963 napisała: > Mam wrażenie, że po prostu chcesz mi dołożyć. Nie jest to zbyt konstruktywne. Dołożyć..a co takiego? Zadając pytania chciałam Cię poznać. Swoimi wypowiedziami malujesz przecież swój własny portret. Dla kogo nie jest konstruktywne? Na forum tylko z Twoich wypowiedzi mogę Ciebie poznać, to chyba oczywiste? Ty, chciałaś poznać refleksje innych ludzi.. na temat zmian na prowincji Przedstawiłam swoją refleksję na ten temat wyżej. Nie godzisz się z nią próbując mnie przekonać, ze zmiany są cudownym lekiem dla małych prowincji..i Ty jako ten wspaniały "lekarz" chcesz uleczyć tą beznadziejnie chorą społeczność, tych "umarlaków" jak ich nazywasz, te "śpiące owce"..tych nic nie robiących ludzi.. > Pytasz czy zawsze brak aktywności przynosi zadowolenie? Czy rzeczywiście tak > chciałaś skonstruować to pytanie? takie chciałam i takie je postawiłam: .."ale czy zawsze aktywność przynosi zadowolenie? Tobie, jak sama przyznajesz nie przyniosła.." > Ja zagubiona nie jestem, wiem, czego bym chciała. Bardzo się cieszę, że wiesz, czego chcesz i życzę Tobie abyś to osiągnęła.. ale ja, osobiście Tobie, w tym nie pomogę, nie podam gotowych recept na zmiany w Twojej społeczności.. i chyba wiesz dlaczego? >Gdyby ludzkość myślała tak, jak próbujesz mi wmówić, że powinnam myśleć, Ja nie próbuję Tobie wmówić niczego.. Mam wrażenie, że jesteś wykształconą osobą a jednocześnie, ze nie potrafisz czytać ze zrozumieniem.. > Dążenie do zmian nie musi oznaczać gwałtu na "innych" ludziach. tak, jak sama piszesz:..oznacza "budzenie umarlaków, śpiących owies.." > A moją społeczność interesuje promocja proszku do prania. Wsłuchuję się w to > od 9 lat. Dziwi Cię to, że mnie to nudzi? Jeśli tak, to pewnie się nie > zrozumiemy. Nie, nie dziwi mnie już... a proszek na prowincji ważna rzecz. Ludziska się natyrają, w ziemi napyprają, uglajdają się, no to i prać trza ...nie wiesz? Pozdrawiam i przepraszam, że tak późno odpowiadam ale sama rozumiesz sobota i pranie musiałam zrobić... Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Wieś sielska anielska 14.01.07, 11:17 Ja urodziłam się na przedmieściach Szczecina. W poniemieckim domu. Na górze mieszkała pięcioosobowa rodzina z Mazowsza (babcia do kościoła chodziła w pasiaku i przy robocie śpiewała piosenki, w podwórzy hodowali świnie i krowy i zwozili siano wozem), na dole ja z mamą i jeszcze jeden "Niemiec", który przybył jeszcze w czasie wojny. Ja zawsze uciekałam na górę, robiłam razem z tamtymi dzieciakami byleby słuchać przypowiastek babci i jej nauk o obronie przed rzucanymi urokami i dlaczego nie wolno o pełni masła solić. Byłam w pierwszej klasie, jak zmarł ojciec tej rodziny. Pół roku później nie było już zwierząt w podwórzu, pojawił się telewizor, matka i najstarszy syn pracowali w "mieście". Szybko znikały pasiaste narzuty z łóżek i suszące się na nich rozwałkowane na makaron koła ciasta. Kilka lat później byliśmy już tylko "dzielnicą willową". Moja obecna wieś jest siedzibą gminy. Nie ma tu domu kultury, Zespół Szkół zamyka wszystko na głucho o 16.00. Jeśli są w nim jacyś fajni młodzi ludzie, którzy coś tam robią (śpiewają, robią kabaret, tańczą czy wygrywają konkursy matematyczne), to obsypuje się ich prezentami na koniec gimnazjum i żegna na zawsze. Maturę robię w mieście takim czy innym i nie wracają. Jeśli przychodzą do mnie, żeby opowiedzieć jak tam jest, to podkreślają zawsze jedno: "tam to jest z kim porozmawiać, tyle rzeczy się dzieje! Tutaj już nie wracają. Tutaj po prostu nie ma ani kultury "folklorytycznej", ani nowoczesnej "paramiejskiej". Piękne domy z palonej cegły oblepiane są steropianem, układ okien niszczony przy okazji wstawiania plastików, ogródki zamieniane na trawniki z iglakami i skalniakami. Nie twierdzę, że ci ludzie są głupi. Wielu stara się, jak może. Dba o dzieci (proszek, promocje), żeby były modnie ubrane, żeby miały angielski w szkole, żeby miały komputer w domu. Odkąd robię te imprezy naszego stowarzyszenia (na tej, którą robiliśmy w 2006 po raz czwarty przyszło 800 osób), zaczepiają mnie ludzie na ulicy i skarżą się, że tu tak mało się dzieje. Chcieliby to i tamto. Tylko z włączaniem się w przygotowania jest różnie. Gmina i nowy starosta nie traktują stowarzyszeń poważnie. Chciałabym, żeby mieszkańcy bardziej interesowali się tym, co chce, a czego nie chce zrobić "władza", aby można było zrobić więcej. Nie jest to proste. Zmiany są potrzebne, inaczej za 10 lat będzie to tylko umierająca wioska z emerytami i pijaczkami. Każda społeczność potrzebuje grupy przewodników, którzy dbać będą o tradycje i je łamać czasami, aby był możliwy rozwój. Ja szukam nowych pomysłów, bo zrobił się zastój jakiś tutaj. To co robiłam do tej pory (imprezy itd), nie wystarcza po prostu. Jeszcze raz chciałaby podziękować za wszystkie Wasze posty. Pomagają zmagać się z materią. Teraz to już zapisałam rzekę :) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Do Gapuchny 14.01.07, 11:22 Czasami myślę sobie, że powinnam sobie usiąść w leżaku i parzyć na chmury, może więcej byłoby z tego pożytku. Jakie ma dla Ciebie znaczenie, że Twój Bliski robi to, co robi, tam gdzie mieszkacie? Cieszysz się, że to robi, czy tylko akceptujesz po prostu? Czy mogłabyś tam mieszkać, gdyby Twój Bliski tego nie robił? Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Do Gapuchny 14.01.07, 15:10 Sama nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. W zasadzie, to przymusiłaś mnie - niechcący :)- Ateistko, do zastanowienia się nad moim miejscem zamieszkania. Napiszę tak, jak czuje. Bardzo często nudzę się, to pewnie i dla ciebie żadne odkrycie. Brakuje mi wieczorów spędzanych między ludźmi, pewnie dlatego weszłam w rzeczywistość netową, czasem mogę sobie sympatycznie porozmawiać. Ale doceniam również to, co tutaj odnalazłam. Mam charakter samotnika, pewnie dlatego sama bym nie szukała....., ale jeśli ktoś robi coś mądrego, pożytecznego, to chętnie kibicuję. Pytasz, czy ma dla mnie znaczenie, że on cos tam robi? Bardzo często jest to miłe, że tak powiem, splendor spływa i na mnie maleńkim strumyczkiem (np. poznaje ciekawych ludzi), ale nie będę się wybielała, raczej stoję obok. Co nie zmienia faktu, że podziwiam tych, którzy mają odwagę zaangażować się! Ktoś wcześniej stwierdził, że "prowincja" czyli mówiąc wprost - "wiocha" (czemu tak jest uczciwiej? tego nie wiem?), wcale nie życzy sobie zmian. Ja się z tym nie mogę zgodzić. Jestem go głębi przekonana, że należy zmieniać. Wiem, że może wielu nie życzyć sobie żadnych zmian, ale tu nie jest najcudowniej! Nie można uparcie stać w miejscu. Jest wiele złych rzeczy które się tu dzieją - to powinno ulec koniecznej zmianie. Ateistko - ale czasem usiądź sobie na leżaczku - nawet teraz, jest czasem tak pięknie tej zimy. O siebie tez należy dbać. Trzeba mieć siły do życia. pomyśl o tym forum dla prowincji - jedna rozmówczynię masz na pewno! A na koniec to przypomniał mi sie taki artykuł o ludziach, którzy zostawili miasto i uciekli na wieś, tylko już nie pamiętam, to było albo w Polityce, albo w Wyborczej. Kanczyl się dość smutnymi wnioskami, niestety. Ciekawa jestem, jakie ty zrobisz dalsze kroki? Jak możesz - dawaj znać. Pozdrawiam Prowincjonałkę....(hihihihi) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Do Gapuchny 14.01.07, 20:54 Najgłupsze jest to, że ja też jestem typem samotnika. Jak mnie pytali, o czym marzę na gwiazdkę, to mówiłam, że miesiąc w klasztorze (hi,hi) z klauzulą milczenia, gdzie miałabym codziennie zamiatać podwórze. Jedno zadanie, trochę przestrzeni, cisza. Z drugiej strony to jakiś rok temu słuchając siebie samą, jak jęczczałam, że nie mam czasu, że to i tamto, że wykończę się i po prostu padnę trupem, to pomyślałam sobie, że chyba mi już się zupełnie w głowie pomieszało. Każdą decyzję podjęłam świadomie, bo uważałam, że tak trzeba, nikt mnie do niczego nie zmuszał i wmamiam sobie nie wiadomo co, jeśli twierdzę, że wolałabym, żebym nic nie musiała robić. To u mnie nie funkcjonuje. Mogę leżeć kilka dni i nie robić nic, ale jak już wstanę, to musi się coś dziać. A najlepiej rewolucja jakaś. To podnosi ciśnienie lepiej niż kawa, w głowie buczy tysiące pomysłów, no i mnie po prostu rozpiera. Niektórzy twierdzą, że ja to żyję trzy życia jednocześnie, a i tak nie zdołam przed śmiercią zrobić tego, co chciałabym. Znam jednak osoby, przy krórych jestem bryła kompletna. O tym forum myślę, ale jak każdy ziemianin mam tylko 24 godziny na dobę, a spać potrzebuję co najmniej 8, więc ciężko jest mi wykroić na wszystko jakiś kawałek. Zapomnieć o Tobie, nie zapomnę - obiecuję :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Ukonkretnijmy konkrety 14.01.07, 21:18 Mam wrażenie, że nie zawsze posługując się tymi samymi pojęciami rozumiemy pod nimi to samo. Poniżej moje "definicje". 1. "uszlachetnianie" - to nie mój termin. Ja na pewno nikogo nie chę uszlachetniać. Jest to zresztą bardzo wzlędne pojęcie. Np. chrześjaństwo "uszlachetniło" miliony ludzi, jednym przyniosło "rozwój" innym "zagładę". Czy jest za tem dobre czy złe? Nasi praprzodkowie przyjmując chrześcijaństwo musieli wyzbyć się całej swojej dotychczasowej pogańskiej kultury, ale w zamian za to zostali w grze, inaczej niż tacy Jaćwiengowie chociażby. A jak ocenić "uszlachetnianie" muzułmanek i zabranianie im noszenia chust? Jak ocenić akcje propagujące zaniechania obrzezań dziewcząt w Afryce? Zmiany te przecież ingerują dramatycznie w ich kulturę. Są więc dobre czy złe? Moim zdanie łączy się to z terminem drugim "rozwój". 2. "Rozwój" - to dla mnie niekończąca się gra, której wynik zmienia się w zależności od tego, w jakich czasach jest on wartościowany. Jednak jest to gra absolutna i egzystencjalna - nie ma od niej ucieczki. W Polsce mamy od kilku lat wielki czas przemian. Zmnienia się wiele, zarówno w mieście, na wsi, w rodzinach, w sypalniach, na talerzach i wszędzie indziej. Jedni załapują zmieniające się reguły i profitują, inni nie. 3. "Zmiany" są nieodłączną częścią rozwoju, mają, jak wszystko, swoje dobre i złe strony. Nigdy nie można zyskać w 100%. Prędzej czy później trzeba też coś stracić. Osobiście uważam, że na mojej wsi zmiany są konieczne. Nie uważam za rozwój asfaltowanie i unicestwianie lipowej alei. Gramy teraz w demokratyczną wspólnotę, a to oznacza, że interesowanie się tylko promocją proszku do prania, nie wróży zadowalającego wyniku w rozgrywce. Na wielu wsiach żyje coraz więcej odartych z rodziny ludzi. Ich wnuki rodzą się np w Anglii, czy będą umiały porozmawiać z babcią? A w ogóle to co ma być z tą babcią? Ma siedzieć przed telewizorem? Nie chce - i o tym mówi. Zmiany muszą nastąpić i nastąpią. Kwestia tylko komu uda się przy nich nie przegrać. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Co mi to pisanie tutaj dało 14.01.07, 21:41 Dużo dało. Ktoś tu powiedział, że powinnam się zająć sobą, żebym była szczęśliwsza, inni twierdzili, że trzeba obcych przygnać (wymiana "jasyrowa", plenery malarskie, goście). Dobry pomysł. Postanowiłam, że sobie pod letnie niebo na swoją prywatną łąkę paru fajnych ludzi zaproszę. Dla mnie. Uszczęśliwię i uszlachetnię siebie samą, a jeśli przy okazji nowe ploty po wsi ruszą, to tylko z korzyścią dla wiejskiego fermentu będzie. (Odnośnie plotek (jak w Pile, w której byłam nawet), to wcale nieprawda, że to tylko na prowincji tak gadają. Nie słyszałam jeszcze o żadnej szacownej instytucji naukowej, w krórej by od plotek nie huczało.) Trochę świeżego powietrza nikomu nie narzucanego. Już się cieszę. Jeśli chodzi natomiast o życie intelektualne prowincji jako takiej (a to jest sfera, którą niekoniecznie chciałam poruszyć, ale jakoś się sama tutaj wepchała), to pomysłów się mało pojawiło. Może jeszcze ktoś tu zagląda i chciałby się włączyć. No zapraszam. :) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Co mi to pisanie tutaj dało 15.01.07, 08:49 Może jeszcze raz ja;-) Z życiem intelektualnym na wsi jest mały problem. Nawet kilka problemów. Po pierwsze (i chyba najważniejsze) takie życie potrzebuje pewnej pożywki. Taka pożywką od zawsze były książki,a właściwie czytanie;-) tych książek. I tu właśnie powstaje problem.W księgarniach książki są raczej drogie (zwłaszcza biorąc pod uwagę dochody przeciętnego mieszkańca wsi).Biblioteki zostały skazane na wymarcie (taka biblioteka na kółkach,o jakiej pisałam wcześniej, przestała jeździć już kilka lat temu).Więc może potrzebny jest na początek jakiś sposób na taką bibliotekę (nazwijmy ją dla uproszczenia "społeczną").Sposobów jest pewnie wiele,mi przychodzi w tej chwili do głowy coś w rodzaju zrzutki:-) Każdy ma w domu jakieś książki,które mógłby oddać do wspólnej puli.Ktoś ofiarowuje pomieszczenie itd. Problem drugi jest trochę typu "byt określa świadomość". Nie wiem czego oczekujesz konkretnie mówiąc o życiu intelektualnym, ale nie sądzę,żebyś chciała namawiać faceta rozrzucającego obornik do dyskusji o heglowskiej wizji świata;-) Myślę, że doprowadzenie do rozmowy na temat prawa człowieka do decydowania o sobie i konsekwencjach tego byłoby już jakimś osiągnięciem. I problem trzeci.Może trywialny,ale nie mniej istotny. Wiąże się on również w jakiś tam sposób z problemem drugim. Chodzi mi o przesądy. Nie o te typu "zabij czarnego kura o północy".Tylko o przesądy typu "nie pójdę do ginekologa". Ginekolog to dla większości kobiet na wsi powód do wstydu. Owszem,będąc w mieście i trafiając na jakąś akcję w rodzaju mammobusu skorzystają z niej (dobre i to),ale już na cytologię do przychodni nie pójdą. Problemów podobnych do problemu ginekologa jest wiele.Biorą się one ze sposobu myślenia wiodącego do stwierdzenia "a co powie żona sołtysa jak mnie tam zobaczy" (tu wracamy do plotek;-).Tyle,że skutki takiego myślenia na wsi są trochę inne niż w każdej instytucji w mieście. W mieście plotki żyją swoim życiem i w minimalnym stopniu wpływają na życie oplotkowywanych. Na wsi bycie oplotkowanym często jest jednoznaczne z pewnym rodzajem wykluczenia. A w małej społeczności to tragedia.Zwłaszcza,że do tego często ksiądz proboszcz dokłada swoje z ambony ( bo on też słucha plotek). Ateistko, takich problemów jest wiele. Część z nich można stosunkowo łatwo rozwiązać jeśli się chce (a Tobie, ja rozumiem, się chce:-).Z innymi trzeba po prostu walczyć. A inne są naturalną konsekwencją życia w takim, a nie innym środowisku i otoczeniu i trzeba się z ich istnieniem pogodzić. Zawsze trafisz na wsi na coś w rodzaju "szklanego sufitu",którego ani nie przebijesz,ani nie ominiesz. I to wcale nie jest źle. Taki sposób myślenia i życia jest też potrzebny. Dobrze jest, jeśli istnieje ktoś,kto w odpowiednim momencie, prostymi słowami, przypomni Ci,że funkcjonowanie blisko ziemi ma swoje i uroki i zapachy;-) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Co mi to pisanie tutaj dało 15.01.07, 12:52 Zgadzam się z Tobą całkowicie. Pomysł z książkami jest ważny. Isnieje takie stowarzyszenie w Berlinie (w tłumaczniu nazywa się "Stół z książkami"), które zbiera dary książek i potem je odsprzedaje za 2 czy 4 euro. Anne zaczęła od swojego mieszkania, teraz mają 3 sklepiki i zatrudniają osoby na 5 etatach. Na naszych imprezach też zawsze są i mają nawet parę polskich książek. Jednak ludzie do czytania się nie garną. We wsi jest bibliotego publiczna, ale wyjątkowo niesympatyczna i nieciekawa. Kierowniczką jest babka w moim wieku, przychodziłam do niej z pomysłami, ale odsyłała mnie z kwitkiem (Czy ty wiesz ile tu jest roboty, samo podlewanie kwiatów zajmuje nam godzinę!). Na czytanie książek (robiłam kiedyś akcję "lampa alladyna" - dostawałam po południu szkolną klasę, przynosiłam ze sobą lampę z abażurem i czytałam na głos przez godzinę) przychodzą jedynie dzieciaki z podstawówki, nawet babć nie da się przyciągnąć. Myślę, że gdyby się udało ściągnąć jakąś nawet małą grupę i pogadać, pogadać naprawdę, a nie słuchać czyjegoś monologu, to może coś by się ruszyło. Strasznie ciężko pod tym względem. Chociaż moja wieś jest wyjątkowa, już te sąsiednie mniejsze są lepsze. O Heglu z nimi rozmawiać nie chcę (no chyba, żeby sami zaproponowali :)), ale na przykład o samotności, albo o lęku, albo o tym, jak wprawić kogoś w humor (w ewangelickich kościołach zajmują się tym pastorzy, jeśli są mądrzy, ale jakoś katolickich kazań takich nie słuszałam - ponieważ interesowałam się religioznawstwem odwiedzałam (i odwiedzam czasem i dzisiaj) msze czy zebrania różnych wyznań). Także tematy polityczne byłyby ważne, np. że warto wspólnie naciskać radę i wójta, żeby powstał jeśli nie dom kultury, to przynajmniej jakaś świetlica, gdzie można by się spotykać. Warto też porozmawiać o przemocy domowej i jej przkładaniu się na przemoc w szkole. Albo o paleniu śmieci w piecach, albo o paleniu łąk. Albo o tym co robić, jeśli pracodawca nie opłaca składek ZUS. Roboty jest więcej niż na jedną chcącą. Tu trzeba kilku nawet stowarzyszeń z prawdziwego zdarzenia, a tu kicha. Wyjęczałam się tu długo. Wierzę w teorię. Myślę sobie, że zawsze można się dokopać do pewnej teoretycznej abstracji i zastanowić się, co jest konieczne. Najpierw może warto poszukać jednego słowa, który opisywałby problem. Mnie się wydaje, że jeśli wieś rozwija się, tzn widzi zmiany zachodzące w otaczającym ją świecie i na nie w w taki, czy inny sposób odpowiada, to wszystko jest w porządku. Problemem jest, że jest wiele wsi, które po prostu wypadły z gry. Utraciły fundament kultury chłopskiej i nie odnalazły nowego fundamentu, albo przyjęły fundament globalno-miejski i spadły na sam koniec rankingu, bo mają zerową infrastrukturę. Jeśli mają mądrze myślących przywódców (wójta czy burmistrza), to zmiany następują i prędzej czy później jakoś na prostą wychodzą, jeśli jednak takich nie mają, to do gry nie wchodzą coraz dłużej i tracą coraz szybciej i coraz więcej mobilizacji potrzeba, aby nadgonić straty. To widać po dawnym DDR, czyli u mnie za miedzą. To przecież tylko 15 lat, a widać, co się tam porobiło, ile jest wiosek widm, ile miasteczek odpadających tym szybciej, im mniej pieniędzy z UE teraz dostają. O je! I znowu siedzę w swoim codziennym sosie, a wypłynęłam na wody netu, aby od niego uciec. Pozdrawiam Cię Haniu serdecznie. A Ty jak myślisz o forum poświęconym prowincji? :) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Co mi to pisanie tutaj dało 15.01.07, 13:34 To, co piszesz o zmianach kulturowych, to prawda.Sama wiele takich wsi widziałam.Jedynym widzialnym elementem kultury miejskiej są tam budujące się "gargamele" i beton wokół podwórka. Słowem opisującym problem (czy może raczej wyrażeniem) może być "utrata tożsamości",ale to wynika z Twojego postu:-) Pytasz o forum poświęcone prowincji.Pomysł jest dobry.Ale...(powoli robię się specjalistką od "ale";-) Na wsi jest jeszcze niewiele komputerów,a dostęp do internetu to tragedia.Nieco lepiej jest w małych miasteczkach i to chyba dla nich byłoby to forum. mam tez obawy,że (przynajmniej początkowo) zaglądałyby na nie tylko osoby zainteresowane problemem od tej strony,co my. A mam wrażenie,że sens miałoby to wtedy, gdyby podmiot tematu uczestniczyłby w nim chociaż biernie. Mimo to jednak,nawet jako miejsce wymiany pomysłów czy inicjowania jakichś większych (wspólnych?) projektów, pomysł jest baaardzo wart zastanowienia:-) W razie czego jestem gotowa do współpracy (nawet jako dostarczycielka różnych "ale";-) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Co mi to pisanie tutaj dało 16.01.07, 08:47 To już baaaaaaaaardzo dużo, razem z Gapuchną byłybyśmy już trzy. W końcu wystarczyły trzy gracje, żeby doprowadzić do upadku Troi. Zaczyn w cieście jest mały. Wydaje mi się, że warto, aby jednostki aktywne (zaglądałyście (-liście) na początek, gdzie Oldpiernik napisał o baranach?) miały wrażenie, że nie są zupełnie same i mają oparcie w jakiejś, nawet jeśli tylko w netowej, grupie. Moja aktywność nie jest stała i niezmnienna. Raz płonę żądzą działania, raz nic mi się nie chce, bo mam wrażenie, że siedzę w babnie (albo jeszcze gorzej wygrzebuję się z bagna po to, aby wpaść w tę samą grząską dziurę). Mnie pomogłaby odkocznia, gdzie byłoby trochę świeżych myśli (nowych "ale" też). Chociaż ten nasz tutaj mały strumyczek bardzo mi się podoba. Taki sympatycznie kameralny. Hej ho! Co myśli kto? :) Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Co mi to pisanie tutaj dało 16.01.07, 18:08 Ateistko mila! To nie strumyczek, tu popłynęła rzeka wszelakich różności! gapuchna :) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Co mi to pisanie tutaj dało 16.01.07, 18:42 Piszę dopiero teraz, bo postanowiłam sprawdzić,czy nie ma już, przypadkiem, forum o takiej tematyce. Nie ma. Posty olda i Twoje czytałam;-). Moja druga połowa (pojawia się pod nickiem usmiechniety.padalec) też deklaruje aktywność. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Do Gapuchny, Hani i jej drugiej połowy 16.01.07, 20:55 W porównaniu z innymi forami (nie mylić z fochami), to jednak jest strumyczek. Zaglądałam tam i się gubię w tym lesie wątków. Wydaje mi się, że czegoś takiego ogarnąć się nie da. No chyba, żeby wymyśleć jakąś inteligentną dyscyplinę, ale czy to by wyszło?.... W ostatniej "Polityce" (nr2, 13.01.07), w rapocie, Natalia Gańko pisze o "ziemiach pozyskiwanych" - Anglicy, Niemcy, Duńczycy zasiedlają prowincję. Ciekawe w kontekście naszej dyskusji. Ciekawe, co by w naszym temacie powiedzieli. Fajnie, że Was poznałam. Szkoda, że Paleta Barw ucichła, trochę wiercenia w brzuchu jest zdrowe dla mózgu. Pozdrowienia gorące jak słońce. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Do Ateistki 17.01.07, 11:20 ateistka1963 napisała: > Szkoda, że Paleta Barw > ucichła, trochę wiercenia w brzuchu jest zdrowe dla mózgu. paleta "maluje" wtedy, kiedy odczuwa taką potrzebę narazie czyta i przygląda się Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Do Ateistki 17.01.07, 13:32 jaki tam ze mnie kapitan?:) choć przyznaję szczerze, kiedyś mały "artysta" namalował postać - kobietę, w wielkim berecie trzymającą w ręce paletę i pędzel, podpisał: "pani generałka" pozdrawiam:) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Haniu.. 19.01.07, 18:46 hania37 napisała: > Pytasz o forum poświęcone prowincji.Pomysł jest dobry.Ale...(powoli robię się > specjalistką od "ale";-) Na wsi jest jeszcze niewiele komputerów,a dostęp do > internetu to tragedia.Nieco lepiej jest w małych miasteczkach i to chyba dla > nich byłoby to forum. mam tez obawy,że (przynajmniej początkowo) zaglądałyby na nie tylko osoby zainteresowane problemem od tej strony,co my. A mam wrażenie,że sens miałoby to wtedy, gdyby podmiot tematu uczestniczyłby w nim chociaż biernie... Masz rację:) Nawet nowe promowane akcje "Internet dla małych wsi i oddalonych dzielnic" bez szkoleń w obsłudze komputera nie przyniosą oczekiwanych efektów.. Ludzie, których przede wszystkim dotyczą problemy prowincji nie zaczną nagle pisać na forum... dlatego, w pierwszej kolejności należy wspomagać szkoły i biblioteki.. tu można znaleźć projekty współfinansowane przez EFS www.men.waw.pl/edu_infor/projekty_efs/projekty_efs.php Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Haniu.. 22.01.07, 23:25 Też uważam, że szeroki dostęp do internetu zmieniłby wiele. Jednak szbko tego się zrobić nie da. U nas jest dostęp i w bibliotece i w Centrum Informacji Gminnej, teoretycznie jest w szkole kawiarenka internetowa, ale nie spełnia to swojej funcji. Ludzie się tym nie unteresują, starsi machają ręką na siebie i ich możliwości wejścia w tę nową technikę, młodsi nie czują sią tam swobodnie, boją sią, że się ośmieszą, bo obsługa nie jest zbyt sympatyczna. Mnie to by się marzyła objazdowa e-kawiarenka (np. autobus taki, jak kiedyś biblioteki). Póki co, myślę, można gadać po prostu. Ploty puszczać, że w internecie jest fajnie. Na przykład u nas, hi, hi. :) Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: powinno być ciekawie 30.12.06, 17:03 Masz rację, jak się bawić, to się bawić.... czy po skandynawsku, czy tez brac przykład z Nerona. Może i czasem trzeba środków ostatecznych? Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: powinno być ciekawie 30.12.06, 17:44 Rzecz nie w zabawie ma być, tylko w osiągnięciu zmian. Czekam na dobre pomysły. :) Odpowiedz Link Zgłoś
delfinek_wannowy Re: powinno być ciekawie 05.01.07, 11:46 ech i znowu "desant" do miasta sie szykuje? Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: powinno być ciekawie 05.01.07, 13:26 Z mojej strony na pewno nie. Odpowiedz Link Zgłoś
milyalbonie Re: życie na prowincji 29.12.06, 23:37 poznaj chlopaka z wiekszego miasta Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 30.12.06, 12:27 Już poznałam i nawet mam z nim dzieci. Zresztą sama jestem z dużego miasta. Siedzę tu z własnej nieprzymuszonej woli. Odpowiedz Link Zgłoś
prov_ Re: życie na prowincji 05.01.07, 09:08 a czy ochrzczone choćby w prawosławiu? Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 22.01.07, 23:17 Niechszczone nigdzie. Chyba że deszczem. Odpowiedz Link Zgłoś
kalina-123 Re: życie na prowincji 30.12.06, 02:05 Przecież wiesz, że niczego nie zmienisz....i nic się nie zmieni......lepiej zmienić temat! :) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 30.12.06, 12:28 Nie wierzę w niezmienność materii. A wiara moja w tym aspekcie gorąca. W żadnym razie nie wolno zmieniać tematu. :) Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: życie na prowincji 30.12.06, 17:01 Można i nie zmieniać (chociaż są fajniejsze), ale sama przyznaj - masz siły do walki pod prąd? Mimo wszystko trzymam kciuki, a nuż się Tobie uda.... :) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 30.12.06, 17:42 Siły to ja mam, tylko sojuszników mało, albo tylko im śmichy w głowie. Odpowiedz Link Zgłoś
ro-bot Re: życie na prowincji 30.12.06, 05:45 > Intelektualnie ciasno, duszno, nieprzyjemnie. Jak to zmienić? zawrzec znajomosc z miejscowym plebanem... Odpowiedz Link Zgłoś
ro-bot Re: życie na prowincji 31.12.06, 01:46 to ciezka sprawa, moze wiec: a) zapraszac gosci b) czesciej wyjezdzac c) zalozyc szybki internet d) zaczac cos hodowac, np. swinki morskie e) zapoznac interesujaca osobe mozna tez obnizyc kryteria, ale zapewne juz to przerabialas. Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: życie na prowincji 31.12.06, 01:54 f) założyć hodowlę owsików (biologiczna broń masowego rażenia) :) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 31.12.06, 15:55 Wyobraźni Ci nie brakuje, ale jak dotąd tylko początek był rzeczywiście ekscytujący. Może jednak jeszcze coś nowego przyjdzie Ci do głowy? :) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 31.12.06, 15:52 To standard, który jest już realizowany, potrzeba jakiegoś nowego świeżego pomysłu, który obudziłby miejscowych umarlaków, bo goście konsumują, nie tworzą. :) Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Re: życie na prowincji 30.12.06, 21:50 Mam podobny problem. Nie znalazłem jednak panaceum. Myślę, że zajęcia w stylu 1001 rzeczy, które można robić na prowincji już przerabiałaś (ja jestem na etapie około 500 – budowa domu). Obawiam się, że pozostanę tu obcy – alienacja w moim przypadku jest galopująca (internet mocno ją przyspieszył!). Podejrzewam też, że kluczem jest akceptacja tego stanu rzeczy lub powrót. Obie możliwości nie do przyjęcia... Póki co dzieci skutecznie wyciągają mnie z tej „opresyjności”. Pozdrawiam. Życzę powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: życie na prowincji 30.12.06, 22:34 El, masz wielką rację. Tez znam to uczucie ....kompletnej alienacji. Obcy są zawsze obcymi, o czym autochtoni nie zapomną w swoim czasie przypomnieć. Ale z drugiej strony może jednak Ateistka ma racje, nie należy się poddawać, tylko zmieniać? Taki drobiazg na zakończenie - nasz dom i jego ogrodzenie zaczęliśmy zamykać na zamek. wywołało to święta obrazę całej ulicy! I nikt nie potrafił zrozumieć, że może człowiek chce się czuć po prostu swobodnie. Dostarczyliśmy zgrozy i emocji równym trzęsieniu ziemi. Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Re: życie na prowincji 31.12.06, 11:26 gapuchna napisała: (...) Ale z drugiej strony może jednak Ateistka ma racje, nie należy się poddawać, tylko zmieniać? (...) Tak. Zmieniam przede wszystkim siebie, bo paradoks polega na tym, że bez korzeni nie jestem sobą a „tutejszym”, ontologicznie rzecz biorąc nigdy nie zostanę. Pamięć akademickich dysput, a szczególnie Heglowskiego ujęcia dialektyki, doprowadziło mnie do przekonania, że konieczna w tej sytuacji jest nowa wartość – jakość sama w sobie czyli: JA jako SYNTEZA (zawierająca w sobie tezę i swoje przeciwieństwo zwane antytezą). To trudne i nie wiem czy się dobrze dla mnie skończy. Dla przykładu (Twój jest również bardzo wymowny;) próbowałem biegać po lesie, szusować na biegówkach po polach i wyprowadzać psa na spacer. Dziś tego nie robię ze względu na rodzinę (perswazja zaczynająca się od słów: „Bój się Boga...” lub „Już tu mieliśmy kiedyś takiego co...”). Zamierzam doprowadzić do sytuacji, że wartości które sobą reprezentuję (i nie chodzi mi o powierzchowność i przyzwyczajenia) będą respektowane i szanowane na tej, skądinąd cudownej prowincji. Wtedy wrócę do pewnych „ekstrawagancji”, bo jak sądzę, zaczynać od nich jest błędem w sztuce i „policzkiem” dla pewnych tradycji, usankcjonowanych przez wieki... Dziś idę na bal sylwestrowy do remizy. Ma być wójt, więc będzie kulturalnie (chyba). P.S. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku dla wszystkich „mieszkańców e_matrixa”. Tutejszy Morfeusz Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: życie na prowincji 31.12.06, 15:55 Morf, nie pisz trudnych słów jak "ontologia" i "heglizm", bo klop i co dzikisi wszyjaciele nie nadążą z googlami i zaś się będzie old boy frustrował na ogóle, że jest przytępawy i nie nadąża ;). Poza tym, nie wyjdziesz poza stereotypową mentalność oraz wzorce kulturowe Morf, nie ma co się oszukiwać. Pewnie dlatego padła etnologia jako taka (i dobrze) :)). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 31.12.06, 16:05 O je, musisz mieć naprawdę dużo czasu. Trochę więcej wiary i odżywiaj się zdrowiej może. .) Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Re: życie na prowincji 31.12.06, 16:58 sir_elmin napisał: "Morf, nie pisz trudnych słów jak "ontologia" i "heglizm" (...) Heh... Elmin, przyzwyczaiłem się jakoś ale pracuję nad sobą. A poza tym wierzę też w ludzi ;) Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: życie na prowincji 31.12.06, 20:12 Wiesz, czasem w somnambulicznym śnie dochodzą mnie trudne słówka różne, nawet te Boyowskie i jakoś dnia następnego ....rozumiem małe co nieco, Sir_Elminie ... :) I jeszcze muszę się nie zgodzić z Tobą - etnologia ma się całkiem, całkiem... Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: życie na prowincji 31.12.06, 19:59 Juz odpisałam Ateistce, ale się powtórzę. Nie zmieniłam przyzwyczajeń, z psem chodzę na spacery mocno po północy, furtkę zamykam, nie żyję życiem innych, bo ich w sumie mało znam i staram się o miły uśmiech dla każdego. Czyli co? Również stałam się swoistą syntezą, jak to utrzymujesz? Chociaz z tez, to wole nieco podebrać treści Epikurowi, któren wraz ze stoikami daje mi to, co chcę: święty, anielski...... Może tak podejdź do sprawy i nie wyrzekaj się szczególnie tych biegówek. Ale wiem, że jestem obca i tak już będzie. Kiedyś miałam nawet pod oknem wykładnię, czym są "obcy" oraz tzw. "obcy pół krwi"! Świetny facet to wykładał, zresztą zakłócający nam życie od rana do wieczora przyjmując zbyt wiele trunków. Nie mogę źle o nim mówić, bowiem ....nie ma go już wśród żywych. Życzę miłej zabawy, oby Pan Wójt był gałązką oliwną sylwestra....mam nadzieję, że udanego! Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Re: życie na prowincji 01.01.07, 18:22 Wskazane przez Ciebie podejście do zagadnienia (epikurejskie i stoickie) jest kuszące i nie wykluczam, że być może jedyne w tej sytuacji. „Swoistość” proponowanej przeze mnie syntezy skazuje ją na subiektywizm a dla „otoczenia”, zsyntetyzowani czy nie - rzeczywiście zawsze będziemy obcy. Ocena procesu zatem nie tylko trudna ale i obiektywnie rzecz biorąc ważna tylko dla konkretnego podmiotu. Mimo wszystko mam ogromną ochotę na interakcje i „swoistą transcendencję” mojej osoby w moim otoczeniu, chociaż traktowany jestem jako ciało obce w tym „organizmie”. To właśnie jest problem. W mieście zostajesz, przelatujesz lub jesteś wydalany przez „organizm” najczęściej niezauważony; tu prowincjonalny „układ immunologiczny” automatycznie, zawsze z ogromną siłą działa... Wiesz próbowałem pewne pomysły sprawdzać w warunkach wirtualnego świata (na tym forum i czacie). Jestem wyjałowiony ale warto było. Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: życie na prowincji 03.01.07, 09:23 Morfi, i znów się z Tobą zgodzić muszę ( kurcze, nie sądziłam że aż taka zgodna jestem). Jeżeli pragniesz interakcji i jednoczesnej transcendencji, to....witaj w moim świecie. Chyba tak właśnie jest najlepiej, albo .....sprzedac dom i już. "iesz próbowałem pewne pomysły sprawdzać w warunkach wirtualnego > świata (na tym forum i czacie). Jestem wyjałowiony ale warto było". - jeśli miałbyś ochotę, to wytłumacz mi to zdanie, no nie pojęłam. A jak zabawa z gałązką oliwną? :) Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Re: życie na prowincji 03.01.07, 15:31 Może łączy nas coś, co umownie można nazwać „prowincjonalną emigracją”;) Sylwester w remizie – rewelacja. Zabawa przednia, zdeterminowana była przez jej uczestników i szampańskie nastroje a sam budynek... cóż, od czego jest wyobraźnia;) I wcale to wszystko nie było zasługą wójta czy sędziego, między którymi siedzieliśmy:) Może pojawić się zarzut: „był pod wpływem” – tak ale... wiesz, widziałem kiedyś „rosyjską prowincję”: pijane miasto Kirowsk. Pół roku dzień, pół roku noc i ludzie, którzy żyli tam „znieczulając się”. To jest jak koszmar, który powstrzymuje mnie przed podobnymi „rozwiązaniami”. Co do eksperymentów Morfensteina... na forum i czacie - to bardzo osobiste ale spróbuję Ci opowiedzieć. Cały projekt polegał na obecności w tym kosmopolitycznym (nie prowincjonalnym) środowisku (od wiosny ubiegłego roku) - „obcego” czyli „el_morfeusza”. Choć środowiska przeciwstawne (realna prowincja i kosmopolityczny e_świat), to poczucie wyobcowania jednak podobne. Zwykle proponowane przeze mnie forumowe wątki miały z definicji prowokować... hmm... co zwykle kończyło się jednak monologami (a na czacie „wiszeniem”). Jednak nie chodziło mi tylko o obserwację moich i „Ich” reakcji ale paradoksalnie o dialog. Wprowadziłem więc moje alter ego: „the_idiot” i czatową wersję „gadającego morfika” - doprowadziło to jedynie do wewnętrznego rozdwojenia. Nie pytaj o wnioski;) Teraz kiedy dochodzi do „swoistej syntezy” (co przejawia się między innymi szczerą rozmową z Tobą), niczym Frankenstein zabijam swoje dzieło, nie przedłużając umowy z tepsą, dającą mi dostęp do tego świata, który pokochałem, który mnie trawi i którego się nie spodziewałem - taka jest cena za „poznanie”. Nie można bezkarnie żyć w żadnym świecie. Każdy z nich, w zamian za możliwość istnienia wymaga uwagi, czasu i zaangażowania i nie wiem co jeszcze... Muszę podobny projekt zrealizować w Realu z tym, że mam nadzieję na ciekawsze zakończenie;) Sylwester Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: życie na prowincji 03.01.07, 20:59 Dziękuje Ci. Szczera rozmowa, tak mi napisałeś. Jestem tu zaledwie od miesiąca (ojej! jak u Pawlikowskiej! wyszło, ale to nic), więc nie mam prawa niczego osądzać, ani krytykować , ani chwalić. Za wcześnie. Może późna jesienią pokuszę się o sąd. Piszesz:"...chodziło mi tylko...o dialog". Morfeuszu, to pragnienie większości z nas. U mnie droga była taka: szukałam kontaktu w sprawach zawodowo-hobbystycznych - znalazłam forum, potem odnalazłam drogę do rozmów czatowych. I tez widze, że najwygodniejsza pozycja to pasek z prawej strony. " ... niczym Frankenstein zabijam swoje dzieło, nie przedłużając umowy z tepsą, dającą mi dostęp do tego świata, który pokochałem, który mnie trawi i którego się nie spodziewałem - taka jest cena za „poznanie" ". Nie pokochałam dzięki Bogu (jeszcze), więc mnie nie spala uczucie, czasem, mocno czasem wyłapuję perełki. Dziś trafiły mi się dwie takie, a przez ostatni miesiąc może wszystkiego było ......pięć. Ale i tak warto. Piękna rozmowa jest jak dobry haust świeżego powietrza. Napełnia płuca i dotlenia krew. Ja to cenie mocno. Tyle że wiem, że to jest rarytas. Tym bardziej dziękuję za Twoje odpowiedzi. Piszesz: "Muszę podobny projekt zrealizować w Realu z tym, że mam nadzieję na ciekawsze zakończenie;)" Spełnij się w realnym istnieniu, jakkolwiek uważam, ze to już jest faktem. Powinnam zakończyć mądrze i właściwie, ale nie wiem jak. Więc mówię: powodzenia! i dobrych zakończeń ( wszelakich). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 31.12.06, 16:10 Znam ten ból. Furtki nie zamykamy, ale jest przy niej dzwonek, którego miejscowi nie respektują. Jeśli dzwonią i nikt nie otwiera, to wchodzą i pukają w drzwi, jeśli dalej nic się nie dzieje, to pukają i zaglądają w okna. Czysta literatura. Nie trzeba się tym zbytnio przejmować. Ludzie nas obcych kochają, bo to właśnie dzięki nam mają nowy materiał na ploty. Już wcześniej wpadłam na pomysł, żeby za tę usługę nam płacili. Ale jeszcze tego nie puściłam w tłum. Dla mnie miejsce jest ważne. Ładnie tu po prostu i chcę mieć prawo do swojego miejsca na ziemi, za które warto byłoby "krew przelać" - taka dzika fanaberia. :) Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: życie na prowincji 31.12.06, 19:39 Ateistko, ja byłam twardsza i się nie ugięłam, A że dom dość rozłożysty i mocno otwarty, to uchroniłam się przed natarczywością obcych oczu. Za to mam bardzo często kakofonię odgłosów mojego dzwonka, który.....mocno kusi swa oryginalnością ( chyba?) przechodniów. Też jakoś angażuję się w miejscowe życie, ale podtrzymam tezę: niewiele można zmienić, bowiem nikt na zmiany nie jest chętny. W tym cały problem. Na drzewa/płoty drewniane faktycznie uważaj, szczególnie roślinki chyba są w cenie (?). Siedzę tu zaledwie kilka lat, ale zaczynam wątpić, czy jest to rzeczywiście moje miejsce na ziemi. Piękno przyrody nie zawsze jest dostateczną rekompensatą. A najbardziej boli mnie to, że czuje się zawsze obca, a szczególnie obca w tłumiku ludzkim, jakkolwiek moje dość osobiste sprawy są dobrze znane miejscowej publice. No nic, faktycznie można by założyć nowe forum....prowincjonalne. A w Nowym życzę ci Ateistko tego co najważniejsze...uśmiechu na buzi, żeby jakoś wszystko z należytym dystansem przeżyć. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 31.12.06, 16:03 Udzielam się społecznie, jak dotąd uniknęłam spalenia na stosie. Nie jest tak źle, w którymś momencie zaczną Cię traktować jak "obcego stąd" i może być interesująco. Najwięcej problemów jest z tzw ęteligencją, która jeśli jakieś IQ miała, to je albo sprzedała, albo skonsumowała. Szukam pomysłu na swoistego rodzaju rewolucję, w wyniku której obudzi się chociaż kilka uśpionych owiec i będziemy mogli stać w miarę realną siłą społeczną. Ale to musi byś coś naprawdę inteligentnego. Dlatego wołam tu w tej maszynie, z nadzieją, że moje wołanie dotrzeć może do naprawdę wielu. :) Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Re: życie na prowincji 31.12.06, 16:51 ateistka1963 napisała: (...) "Dlatego wołam tu w tej maszynie, z nadzieją, że moje wołanie dotrzeć może do naprawdę wielu. :)" Proponuję założenie forum np.: "Prowincja". Chętnie się zaangażuję:) Odpowiedz Link Zgłoś
milyalbonie Re: życie na prowincji 31.12.06, 18:22 a wiesz elmior, ze dziewczeta z prowincji słyną ze swej prostoty i nienachalnosci w odmawianiu wspołzycia seksualnego znalem jedna taka 3 razy w tygodniu do niej pksem 40 minut jezdzilem ale za kazdym razem sie oplacalo Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Re: życie na prowincji 01.01.07, 18:39 Co prawda nie jestem Elminem (chociaż wiele osób nas myli ze sobą, i mam nadzieję, że sirowi to nie przeszkadza, bo podobnie jak ja uwielbia szkołę absurdu w stylu Monty Pythona) to muszę Ci powiedzieć Miły, że moja żona jest z prowincji i po 10 latach nadal uważam, że się opłacało jeździć 5h pekaesem;) P.S. Mam nadzieję kolego, że mieszkasz dalej niż 40 min jazdy pekaesem od Roztocza... Odpowiedz Link Zgłoś
milyalbonie Re: życie na prowincji 02.01.07, 08:26 sorry morf oczywiscie pomylilem cie z elmem wina kilku slicznych drinkow i kilku mocnych kobiet Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: życie na prowincji 01.01.07, 19:06 Si, że skore do igraszek i fikołków to może i tak, miłas, ale zapewne jakichś takich bez polotu (nie obrażając El_Morfeusza i jego Pani [ukłon] :) ) i raczej czysto witalistycznych, niż dogłębnie wstrząsających poznawczo ;). Wiesz, Ja muszę płynąć kilka godzin drakkarem wśród burz, morskich koboldów i z uczuciem ogromnej opresyjności ogólnie. Do Morfeusza (o tym, ze nas mylą): Wiesz, towarzyszu, jak ktoś siedzi 4 - 5 lat na jednym czacie, to ma porządnego oczoje*a i przypomina pomarszczonego, kiszonego ogórka (nie mniam, blee) :). Ja posiedzi taki/taka jeszcze z rok, dwa to będzie dokładnie taki/taka jak Ja - True Veterain [czytaj: nadgniła papaja w omszałych od pleśni batatach] ;). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 03.01.07, 21:50 Takie forum byłoby super. Jeśli chcesz coś takiego zrobić, bo bardzo by mnie to ucieszało. Ja zupełnie nie mam w tym aspekcie doświadczenia. Nie wiem nawet jak zacząć tu nowy wątek. Umiem wysyłać tylko odpowiedzi. Taka zacofana baba jestem. :) Odpowiedz Link Zgłoś
los_slepy Re: życie na prowincji 02.01.07, 13:14 Tak sobie myślę... Gdyby to na mojej wsi pojawiła się taka wygłodniała intelektualistka co bym począł? Jak bardzo zatrzęsłaby moim światem? Czy natrętne myślenie o jej działalności, o niej samej przyczyniłoby się do zmian? Czy pomógłbym w rewolucji, czy tylko obserwował z boku? Podoba mi się, że sprawy toczą się tu swoim torem (czytaj: INNYM), że ludzie TU do bólu osadzeni są w realnym świecie, że krzątają się wokół bardzo przyziemnych rzeczy i że cieszy ich zupełnie co innego. Czy miałbym prawo zaburzać ich harmonię? Jeśli pani A... chce to może zacząć od gazetki - mocno regionalnej. Odpowiedz Link Zgłoś
bachantka z brzegu rzeki 02.01.07, 23:13 racja losie;) nie zawsze trzeba plynac z pradem lub pod prad, aby funkcjonowac w danej rzeczywistosci, warto szanowac osobnosc, czy raczej spacyfike, i cudza, i wlasna, w tym celu mozna np. wyjsc z rzeki... prowincje nie sa nudne, tam jak wszedzie zyja ludzie, czasem moze i nudni, ale zwykle jednak ciekawi, moze nie zawsze intelektualisci, moze nie zawsze tez znajdziesz tam ateistko wyrafinowaną pokarm dla twego zlaknionego umyslu, ale madrosc znalezc mozna wszedzie, daj szanse prowincji, a jesli szukasz odmiany, szukaj jej w sobie, a nie probuj zmianiac otoczenia, to daremne i nawet gdyby sie w jakims stopniu udalo, czy byloby to cenne, jakos watpie;) Synteza Morfeuszu? hm, jest to jakis pomysl, ale kto tak naprawde bedzie wowczas teza, a kto antyteza, ty jako teza, a prowincja jako antyteza? odwrotnie? i z czyjej perspektywy nalezy to ustalic? chcesz byc elementem syntezujacym, ale jak, skoro jestes juz teza lub antyteza? chcesz sie przeistoczyc z tezy w synteze? czy Hegel to przewidzial? i czy to mozliwe? syznteza to twoje dzieci raczej.... hm, tak pytam;) M. Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Re: z brzegu rzeki 03.01.07, 15:51 Droga Hermino. Parafrazując, rzeka o której wspominasz, w moim odczuciu (prowincja) jest „żywym organizmem”, którym się zachwycamy (z perspektywy brzegu) lub zażywamy brodząc lub zanurzając się w niej. Ci którzy, chcieliby w niej żyć (tzw. miastowi) z dużym zaskoczeniem często konstatują, że brakuje powietrza, jest mokro i zimno, wszystko jest inne choć takie piękne a my sami (choć w tak dużej mierze składający się z wody) jesteśmy w niej „sprawni inaczej”. Perspektywy, które wskazujesz, mają znaczenie i paradoksalnie, w gruncie rzeczy (moim zdaniem) nie mają ... bo cóż to za perspektywa, klęczącego „ja” nad brzegiem rzeki, z wzrokiem mętnym, myślami wzburzonymi. Co ja mam wspólnego z rzeką, oprócz określeń mętny i wzburzony? Dramat jest tym większy, że szacunek i zachwyt jakim ją darzę, dla cieczy jest kompletnie „nie kompatybilne” (i vice versa – cokolwiek to miałoby w tej sytuacji oznaczać). Co do dzieci – tak, one mają szansę;) Co do Hegla... hmm... wywoływałem już tu jego „ducha”... Może masz rację, sugerując, że się łudzę ale wciąż mam nadzieję na tak podkreślaną przez niego „świadomość”, która wyobcowuje się i ponownie jedna ze sobą. To jak (;) walka Jakuba – kiedy poznaję samego siebie jako podmiot i jako substancję. Być może ta dialektyka doprowadzi mnie do schizofrenii lub zamieni w kompletnego „idiotę”;) ale... Czy Hegel to przewidział? No nie wiem, ale powiedział: "Każda teza zawiera już w sobie antytezę, obydwie zaś zostają zniesione w syntezie". Oczywiście pytanie brzmi: jak żyć w tej „syntetyzującej” alienacji i konflikcie z innymi ludźmi. Te wszystkie antagonizmy według tego filozofa mają szansę współistnieć kiedy człowiek zda sobie sprawę, że stał się obcym w stworzonym przez siebie świecie i znajduje drogę do samoświadomości. Ja pier... z jednej strony rzeka z drugiej las... wilki jakieś... morfujący „wilk stepowy”;) Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin i na trakcie 03.01.07, 18:01 el_morfeusz napisał: > Ja pier... z jednej strony rzeka z drugiej las... wilki jakieś... To masz pewną iluminację tego, na co ja narażam swoje akty poznawcze :). Las ludzi z jednej strony, a worgi i werewolves z drugiej. Tylko, że ja nie pływam jeno idę - ścieżkami zdecydowanie poheglowskimi (na szczęście) :). No i to jest Real, nie jakaś jego forumowo - czatowa i nic nie warta podróba :). Zeitgeist z Tobą, Mości Panie :). Odpowiedz Link Zgłoś
bachantka Re: z brzegu rzeki 03.01.07, 22:45 Morfeuszu... dlaczego?: zachwyt lub brodzenie, piekno i brak powietrza, metny i wzburzony, szacunek i nieadekwatnosc dlaczego takie albo albo? - oczywiscie wszystko to sa bardzo indywidualne kwestie i kazda z nich moze byc poczatkiem osobnej dyskusji - ale dlaczego po prostu nie pogodzic sie z zastanym? jesli nie jest sie szczesliwym czy nie rozsadniej wyjechac, a jesli sie jest, to po co zmianiac cokolwiek? rozumiem uczucia niezakorzenienia i swego rodzaju niedopasowania, ale czy wynikaja one z prowincji czy z faktu bycia przybyszem, czy nie jest tak,ze wchodzac w jakiekolwiek srodowisko, nowe, inne, obce, doswiadczamy takiej nieadekwatnosci wlasnie, na roznych poziomach, i ze do pewnego stopnia jest ona nieusuwalna. Jestem fanka prowincji, bo jest to miejsce, gdzie uplynelo w swej lwiej czesci moje dziecinstwo. Nie zachwycam sie, ale doceniam. Jestem niepoprawnie miastowa, wiec wracam do cywilizacji, kiedy mi sie przeje urok prowincji lub dopieka jej raczej smetne strony. Moze wiec siedze na brzegu rzeki, mocze sobie nogi, ale od czasu do czasu siegam po martini i odtwarzacz MP3;)? Żadnego albo - albo, jedno i drugie jednoczesnie. Nie klecze. Roztaczasz przede mna Heglowskie perspektywy, ale de facto mi nie odpowidasz:)>. "Te wszystkie antagonizmy według tego filozofa mają szansę współistnieć kiedy człowiek zda sobie sprawę, że stał się obcym w stworzonym przez siebie świecie i znajduje drogę do samoświadomości." - tak piszesz.. wiec co? moze nadajmy temu szerszy kontekst.. nawet wykreowany przez nas samych swiat staje sie przestrzenia obcosci, prowincja skrojona na miare mieszczucha, poddana jego aktywnym wplywom, urobiona na jego modłę, nadal bedzie dla niego przestrzenia obca, bo aby czuc sie u siebie gdzies, trzeba czuc sie u siebie poprzez wlasna swiadomosc, bycie u siebie to stan swiadomosci, dopasowanie, adekwatnosc, nawet mozliwosc rozbicia nudy - to kwestie swiadomosci czy raczej samoswiadomosci. Moze zatem ateistka nie ma poczucia pustki z powodu bycia obca na prowincji czy dlatego,ze brakuje jej tu takich fajerwerkow dla umyslu jakie miala w miescie, moze raczej powinna sobie zadac pytanie, co w niej samej sprawia,ze jest tu nieadekwatna, czemu ona sie nudzi, co by ja z tej nudy wyrwalo, czy ma pewnosc,ze zyjac w miescie nudzialby sie mniej? HM, dawno sie tak tu nie rozpisalam, sciagasz mnie na manowce;) morfeuszu M-H Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: z brzegu rzeki 04.01.07, 10:19 Bywam w mieście, nawet w miastach i czasami tam się nudzę, a czasami nie. Masz rację Bachantko, że moje poczucie ciasnoty nie jest związane wyłącznie z prowincją jako taką. Nie o to chodzi, że tu nie ma postępu czy czegoś w tym rodzaju. Teoretycznie zawsze można wyjechać. Tylko że ja wyjeżdżać nie chcę. Może to dziecinada, ale dlaczego nie mam zmieniać świata, w moim przypadku moim światem z wyboru jest prowincja, jeśli mi nie odpowiada? Mieszkając w mieście, też pewnie dążyłaby do zmian, jeśliby wydawały mi się one potrzebne. Czy prowincja to jakaś świętość? Nawet zgodziłabym się z tym, gdybym miała wrażenie, że mój region jest kulturowo spójny i życie tutajszych ludzi byłoby jakimś sakrum - jednak nie jest. Więc czemu nie zmieniać? Przecież wcale nie jest powiedziane, że nie znaleźliby się ludzie, którzy przyjęliby te zmiany z wdzięcznością. Wydaje mi się, że tak jak w fizyce (z której mało konkretów do dzisiejszego dnia się ostało), wszystko da się sprowadzić to jakiegoś równania. Siła, masa, prędkość lub podobne muszą się jakoś zrównoważyć. Wtedy zawsze można wyliczyć ile trzeba czegoś tam, żeby stało się coś tam. Może być tak, że czegoś tam potrzeba tak wiele, że nie da się czegoś tam zrealizować, ale to nie jest kwestia stała. Wszystko może się zmienić. I zmienia się nieustannie. Dlaczego trzeba stać z boku i się temu tylko przyglądać? Bo co? Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Do Herminy na brzegu rzeki;) 04.01.07, 19:38 Droga Hermino. Pytasz „dlaczego?”. Poza kwestią indywidualizmu, trzymając się obrazu rzeki, proponuję obraz z dzieciństwa: dziewczynki nad brzegiem rzeki i chłopcy, skaczący do wody. One są tu w celach turystycznych, oni w większości zresztą też. Oni skaczą do wody, oczywiście „na główkę” - jak większość chłopców w tym wieku, bo rywalizują między sobą, robią to dla przyjemności lub chcą sobie „coś” udowodnić. Dodam, że woda sięga kolan lub jest głębią z wirami. Część z nich ma nadzieję, że dziewczynki ich widzą a one czekają aż oni sobie pójdą (przy czym część miejscowych oczywiście siedzi w krzakach;). Wszystko się zmienia, kiedy ten ktoś stawia dom nad tą rzeką, jest tu przez cztery pory roku, realizacja pewnych planów jest długoterminowa a ty nie jesteś jedyną osobą od której wszystko zależy. Jesteś więc zależna od poziomu i jakości tej wody, że nie wspomnę o anomaliach pogodowych, nieszczelnych szambach (lub ich braku) oraz miejscowych, którzy nie siedzą w krzakach, nie są już tacy mali ale „atakują” Twoje okna i drzwi... Na koniec obraz z „Rejsu”: Kaowiec, Poeta i Filozof brodzą po rzece, rozprawiając o nowej koncepcji sztuki... Yes! Yes! Yes! Co do poczucia niedopasowania, nieadekwatności i „nieusuwalności” ograniczeń to faktycznie, wymiar jest osobisty (w gruncie rzeczy immanentny) i potrzeba, w pewnym sensie zgody na taki stan rzeczy. Dla mnie jednak to początek – punkt odbicia na brzegu w skoku do rzeki (oczywiście wiem i pamiętam, kto najczęściej trafia na oddział ortopedii;). Nie demonizowałbym też pozycji klęczącej, albowiem różne mogą być jej konotacje, szczególnie nad brzegiem wspomnianego akwenu;) Zdaję sobie również sprawę jak bardzo heglizm jest passe, ale to mój świadomy wybór. Tu gdzie teraz jestem: najpierw mieszkałem a potem rozebrałem dom, pamiętający czasy Hegla (ehh... dziewictwo przyrody i to rozbieranie;). Podobnie jak Ty uważam, że samoświadomość w omawianych aspektach jest kluczowa. Lecę... mam nadzieję, że rzeka nie nazywa się „Manowcanka” czy inna „Utopia” ;) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Do Herminy na brzegu rzeki;) 04.01.07, 20:00 Czy wypada zapytać kim jest Hermiona? Do Hegla zajrzę dzisiaj wieczorem, bo nie bardzo kojarzę, co on ma z tym wszystkim wspólnego. Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Re: Do Herminy na brzegu rzeki;) 04.01.07, 21:11 Hermina jest postacią z książki H. Hessego „Wilk stepowy” – bardzo polecam. Tu zwracam się tak do „bachantki” z pewnych względów;) Co do Hegla, to tylko kwestia moich dawnych fascynacji a w tym wątku jedynie koncepcja albo „antykoncepcja” ;) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Do Herminy na brzegu rzeki;) 05.01.07, 19:34 W zamieszłych czasach licealnych wszyscy z mojej paczki czytali "Wilka stepowego". Ja, o ile pamiętam, nie doczytałam do końca. Zaszufladkowałam jako "babranie się w bebechach". Ponieważ obecnie nie czytam nic z posmakiem dekadencji (nie jestem w nastroju), więc pytam dlaczego warto sięgnąć po tego wilka? Do Hegla zajrzałam, żeby w to wejść dokładnie, najwyraźniej nie starczy jednego wieczoru. Masz na myśli, że mam wejść na poziom, w którym i ja i prowincja będziemy syntezą? Czym byłaby taka synteza? Wyszukałam, że znacie się z Bachantką z innych forów, więc kontekst, rozumiem, jest tylko dla wtajemniczonych. Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Do ateistki. 06.01.07, 15:09 Ja również czytałem Hessego w czasach „dojrzewania” i myślę, że warto mieć własne zdanie na temat tego, co wszyscy czytają. Postać wplotłem w ten wątek bo akurat rozmawiałem niedawno o niej z Herminą ale myślę, że i tak warto przyjrzeć się komuś, kto „ubabrał” się niemal fizycznie dekadencją swoich czasów, był buntownikiem a ciasność i duszność jego świata zamieniła go w „wilka stepowego”. Zadawał podobne do Twoich pytania, pragnął pogodzić wiele sprzeczności, żył wyobcowany między ludźmi, szukał harmonii ale i niezależności... O ile można się nie zgodzić z autorem w wielu kwestiach, to osobiście bardzo biorę pod uwagę jego doświadczenia – pomaga mi to w „regulowaniu” dystansu i przeciwstawiać się atakom „determinantów”;). Nie jest to poradnik, ale wiem, że takiego nie szukasz. Może pomóc w osiągnięciu samoświadomości - a to już krok w kierunku Hegla (i innych „koncepcjonalistów miłujących mądrość”). Nie znam odpowiedzi na Twoje pytanie o syntezę - sam pracuję nad tym (stąd pomysł na „prowincjonalne” forum, żeby podzielić się doświadczeniami i pomysłami w szerszym, zainteresowanym tematem gronie; bo jak zapewne zauważyłaś, tu jesteśmy „aliens”). Ale żeby wspomnianej syntezy nie zostawić całkiem bez odpowiedzi, opowiem Ci o moich dotychczasowych wnioskach na ten temat. O ile w necie czy mieście oryginalność jest niemal warunkiem „zaistnienia” to w mojej, wschodniej prowincji „oryginał” ma znaczenie raczej pejoratywne i szanse raczej na izolację (oddział ortopedii hyhy...) niż integrację. Problem jest również z odczytaniem, wychodzeniem na przeciw czy prowokowaniem potrzeb danego środowiska, gdzie pryzmat własnej osoby, z jednej strony jest niezbędny do swoistej ewolucji a z drugiej może prowadzić do nieporozumień a w najlepszym przypadku – braku zainteresowania (to a propos pomysłu na salon w mojej miejscowości;) Oczywiście gdyby wziąć pod uwagę realne pragnienia moich sąsiadów to w grę wchodziłaby realizacja na ten przykład „Nocy Kupały” z beczkowozem bimbru (na ukraińskiej prowincji widziałem takie z piwem;) dla panów i ciężarówką pełną włoskich kochanków (lub bohaterów serialowej „Dynastii”) dla pań. Oczywiście przesadzam ale wizja rytualnego świniobicia czy rzeźni (bliższa raczej wizjonerstwu Elmina niż Kurta Vonneguta;) mogłaby nas wszystkich postawić na nogi;) Faktem jest, że wiejskie festyny, ogniska, mecze i zawody strażaków gromadzą tu niemal wszystkich ale nie wykluczone, że coś nowego miałoby szansę na sukces. Mam nadzieję, że dobrze znasz siebie i tych ludzi;) Synteza hmm... tu w necie znalazłem wspólny język z kilkoma osobami, wspólne tematy, zostałem w pewnym sensie zaakceptowany (kolor na czacie;) co wymagało od uczestników pewnej zgody na mnie ale i zrozumienia pewnych istotnych faktów przeze mnie. Teraz mógłbym to rozwijać... ale wiesz, na pewno nie da się wszystkiego ze wszystkimi. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: Do El_Morfeusza :) 06.01.07, 23:50 el_morfeusz napisał: > Oczywiście przesadzam ale wizja rytualnego świniobicia czy rzeźni (bliższa raczej wizjonerstwu Elmina Chyba się obrażę ;). Ja mam sprecyzowaną wizję transgresji kulturowej (ew. akulturacji), a nie ordynarne "świniobicie" i "rzeźnia"... pfff No i to nie jest wizja / teoria / koncepcja, a metodologiczny empiryzm i żadnego rytualizmu mi tu nie insynuować, bo to, że jestem bytem transcendentnym nie oznacza, że zahaczam o sferę sacrum... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Do sir_elmina :) 07.01.07, 14:45 Heh... widzę Panie, żeście cytując, zgrabnie przeskoczyli nad podłożoną przeze mnie świnią „a la Kurt”, imputując mi zniewagę jego osoby i rzekome osadzenie na „płyciźnie”;) Nic bardziej mylnego. Kultywowanie „transagresjii” i stan wojny w świecie realnego „Folwarku zwierzęcego”, gdzie jak to mówią polityka sięga DNA jest mi w pewnym sensie bliskie... Sam „passe świnie”, służąc mamonie poza rodzinnym grodem, a to wiem, jak donosi mój wywiad, że Ty bronisz w Realu prawdziwej katedry „metodologicznym empiryzmem” przed „trąbami jerychońskimi” (tak mi się obiło o uszy;) Obserwuję ruchy na północnym szlaku, gdzie trup ścieli się gęsto w promieniu Twojej „transcendencji” ale ja „zapowiedziałem swoim synom, że pod żadnym pozorem nie wolno im brać udziału w rzeziach ani cieszyć się na wieść o masakrze wrogów.”* Przyglądam się temu wszystkiemu i co raz widzę ofiary na drodze a „to, że ktoś leżał martwy, było w jakiś sposób normalne”*. Twoja droga nie jest moją ale obaj w pewnym sensie znajdujemy się w „Rzeźni numer 5”, gdzie rozwinięcie tytułu brzmi: „CZYLI KRUCJATA DZIECIĘCA, CZYLI OBOWIĄZKOWY TANIEC ZE ŚMIERCIĄ...” „Wiecie - powiedział jeszcze pułkownik [brytyjski - w obozie] - my tutaj musieliśmy wyobrażać sobie wojnę i wydawało nam się zawsze, że udział w niej biorą dojrzali mężczyźni, tacy jak my. Zapomnieliśmy, że wojny toczą dzieci. Kiedy ujrzałem te świeżo ogolone twarze, przeżyłem szok...”* Elmin, w moim świecie, masarz z wykształcenia jest moim bezpośrednim przełożonym... Mam nadzieję, że to choć trochę tłumaczy moje zachowanie i „off_sikową” wersję syntezy mojej osoby w tym miejscu;) „Jednym z najważniejszych efektów wojny jest właśnie to, że pozbawia ludzi osobowości. Pochodzę z planety, która od zarania swoich dziejów pogrążona jest w bezsensownej rzezi. Ja sam widziałem ciała uczennic ugotowanych żywcem w wieży ciśnień przez moich rodaków, którzy szczycili się tym, że walczą ze złem (...) Ziemianie są postrachem Wszechświata! Jeżeli na razie nie zagrażają jeszcze innym planetom, to wkrótce do tego dojdzie.”* Myślę też, że zrozumiesz powody dla których nie zahaczę o sferę sacrum;) P.S. Tepsa obiecała mi, że do końca stycznia mnie odetnie hyhy... póki co mam związane ręce... dyndam syntetyzując... --- * Kurt Vonnegut „Rzeźnia numer 5” Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: Do Morfeusza :) 07.01.07, 16:39 el_morfeusz napisał: > Ty bronisz w Realu prawdziwej katedry „metodologicznym empiryzmem” przed „trąbam i jerychońskimi” Nah, to jest Instytut, no i nie przed "trąbami jerychońskimi", a tubami wagnerowskimi :). Masz rację, wojnę zawsze prowadzą dzieci lub osobowości zdehumanizowane i o pofragmentowanej osobowości. Dlatego różnica między "bawić się konwencją wojny", a prowadzić ją naprawdę sprowadza się do tego, że ironia zawsze była karnawałem [Rorty] dla ironisty, bo atakowany zawsze reagował, jakby tańczył do kiczowatej muzyczki lub jakby był w bezpośrednim kontakcie z obecnością Loa (wybacz sakralne nawiązanie :) ). Co do masarza i jego "leadership" - wiesz, doświadczam częściej prawdziwie ludzkich cech właśnie u takich ludzi niż "masarzy" mówiących poprawną polszczyzną akcentującą "ą" i "ę". Moje pojęcie plebsu nie jest tożsame z żadną klasą społeczną, a stanem mentalnym, nuworyszostwem intelektualnym etc. Btw: zawsze chciałem być masarzem, flisakiem, kaletnikiem lub kopernikiem, ale wyszło jak wyszło i moja empiria obejmuje zazwyczaj ynteligencyję <pif paf>. Niby też świnie, ale jakoś szacunku i więzi nie czuję, no i eksterminacja nie cieszy jak kiedyś ;). Co do tepsy (tych psów znaczy) - kupiłem ostatnio udziały w tureckiej fabryce napalmu... Topór, owsiki i horda berserkerów trochę już passe. Się modernizuję i jestem myśli pozytywnej w sumie. Śledź gazety ;)). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Do Morfeusza 07.01.07, 15:07 Dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź. To mój pierwszy kontakt z netem i powoli zaczynam widzieć, że tu wypada tylko lekko i ewentualnie nieobyczajnie. Byłaby bardzo zainteresowana poważniejszym forum "prowincja". Jak to zrobić? Nie chodzi o to, że nie chcę docenić "Wilka stepowego". Po prostu obecnie świadomie unikam "babrania się w bebechach". Po Twojej rekomendacji na pewno zajrzę ponownie do Hessego. Ja swojego czasu lubiłam "Narcyza i złotoustego". Teraz wolę Anne Proulx. Filozofią interesuję się coraz bardziej, do Hegla jeszcze nie doszłam. Robię zbyt wiele rzeczy na raz. Na mojej zachodniej prowincji różnie jest. Zwłaszcza w popegerowskich wioskach najważniejszy jest płynny chleb, ale jest pewna grupa, która najwyraźniej ma niedosyt - dotyczy do przede wszystkim młodych ludzi. Nie ma jednak tu mechanizmów, które pozwalały by na to, aby coś tworzyć. Gminna polityka, niezadowolenie owiec i ślepe dojenie unijnej krowy (z lepszym lub gorszym skutkiem). To jak byłoby z tym forum? Pozdrawiam serdecznie :) Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: Do Ateistki 07.01.07, 16:48 Wejdź na stronę "Forum Prywatne", tu masz linka: forum.gazeta.pl/forum/0,46482.html Po określeniu jego opcji, nazwy tematycznej etc. będziesz miała swoje własne, voila ;). Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Re: Do Ateistki 07.01.07, 17:14 Twoja konstatacja, dotycząca obowiązującego tutaj stylu i „obyczajności” jest bardzo trafna a mój pierwszy kontakt z netem i refleksje na jego temat są bardzo podobnie do Twoich. Sam się zastanawiam czy to kwestia miejsca, trendów czy też naszej prawdziwej, ludzkiej kondycji. Zapewniam, że zaskoczy Cię jeszcze niejedno. Trochę nawet Ci zazdroszczę tych czekających Cię w najbliższym czasie przeżyć. Tego rozglądania się, bagien, plaż, trolli, opów, obcych, swoich, i GOOGLE wiedzą czego jeszcze;) Mimo wszystko uważam, że to cudowny świat i jeżeli będziesz miała szczęście spotkasz tu prawdziwych ludzi. Co do forum „prowincja” to niestety nie mogę podjąć się zobowiązań administratora takiego forum ze względu na brak czasu. Żałuję, że pomysł nie zrodził się wcześniej. Proponuję zacząć od poznania i rozmów na forach regionalnych: forum.gazeta.pl/forum/0,46581,1892241.html?x=1270804 Tam spotkasz ludzi, którzy nie żyją tylko na wspomnianym „żytku”. Zgłoś tam swój projekt bo doświadczenie w administrowaniu takiego forum będzie Ci potrzebne i myślę, że jest duża szansa na sukces. Jeżeli jednak zdecydujesz się założyć takie forum, to technicznie rzecz biorąc nic prostszego (link podany przez Elmina): forum.gazeta.pl/forum/0,46482.html Możesz też liczyć na pomoc Gazety: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=299 „Narcyza i złotoustego” już zamówiłem, bo widzę po recenzjach, że mi się spodoba – dziękuję;). Ja teraz lubię zanurzać się w świat kreowany przez Rogera Żelaznego. Co do filozofii ... hmm... to jeden z powodów dla których jestem na prowincji... zostawiłem ją ale czasami tęsknię za nią i wyję do wirtualnego księżyca;) Nie ma co liczyć na politykę i „mechanizmy” a w wirtualnym „Milczeniu owiec” wolałbym zagrać rolę Dr Hannibala Lestera niż jego ewentualnej ofiary;) Życzę powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz errata 07.01.07, 17:20 Oczywiście kropeczka nad nazwiskiem Rogera jest tam zbędna i pojawiła się tam z pośpiechu;) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Do Ateistki 08.01.07, 10:53 O Zelaznym jedynie słyszałam, wypożyczę, jak bębę następnym razem w biolio. Filozofia rzecz szalenie zajmująca. Doszłam nawet do wniosku, że teraz dopiero wiem, co tak naprawdę powinnam studiować. Przekopuję się powoli przez historię filozofii. Zobaczę, co się da zrobić z tym forum, na razie nie wiem zupełnie na czym polega jego administracja i ile pracy trzeba by w to włożyć. Chcę poszukać też jeszcze gdzie indziej. Może GW wcale nie jest najlepszym punktem wyjścia, jest w końcu dziennikiem typowo miejskim. Pozdtwiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Podziękowania w międzyczasie 08.01.07, 10:56 Dziękuję wszystkim, którzy napisali swoje posty na tym forum. Wiele nowych myśli zrodziło się w mojej łepetynie od czasu, jak powstało. Za długo gotowałam się we własnym sosie. Powiało świeżo i zróżnicowanie. Naprawdę dziękuję i mam nadzieję, że się jeszcze coś tu wykrzesi. :))) Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Do Morfeusza 07.01.07, 18:59 Ateistko ponowne dzień dobry. Ucieszyłaś mnie stwierdzeniem :"To mój pierwszy kontakt z netem i powoli zaczynam widzieć, że tu wypada tylko lekko i ewentualnie nieobyczajnie". Tez jestem nowa, kilka tygodni zaledwie i czasem aż wystraszona...bo nie tego się chyba spodziewałam. Raz, kiedy z kimś próbowaliśmy coś fajnego wzajem powiedzieć, dostałam publiczny ...hm, wiesz, co! Za zakłócanie miłego nastroju. Wiesz, co mnie zastanowiło? Że uwaga była skierowana do mnie, nie do mego rozmówcy.....czyżby jedna płeć miała tu przywileje, a druga żadnych? I tak to bywa ....czasami. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Do Morfeusza 08.01.07, 10:48 Fajnie Gapuchno, że się odezwałaś. Przestraszona to akurat nie jestem, bo często mam tzw. kontrowensyjne poglądy i nie zachuwuję ich dla siebie w związku z tym w realu również spotykają mnie różne "kwiatki". Jakiś czas temu poszłam z sołtysem do wójta w sprawie placu zabaw (jestem w radzie sołeckiej), a ten podaje pierwszemu sołtysowi rękę i mówi: Dzień Dobry Panie Januszu, współczuję Panu, że musi Pan w takim towarzystwie chodzić! Nie przeszkadzało mu to jednak w umieszczeniu w swojej ulotce wybarczej informacji, że jakoby organizowane przeze mnie imprezy realizują jego takie czy inne obietnice przedwyborcze. No cóż ludzie są różni. Ja należę do "hardzieli", jestem słodka jak drożdżówka i raczej spokojna, ale umiem się odpowiednio bronić, jak się ktoś za bardzo pcha. Nie mam nic przeciwko lekkości. Smiech to zdrowie, ale ta wieczna lekkość mnie denerwuje. Taraz coś takiego jak troska to tabu. Dzisiaj nie wypada mieć czas, nie wypada myśleć o ideałach poważnie, nie wypada chcieć robić rzeczy, które są "nieopłacalne", tzn nie dają się przeliczyć na euro. A ja chcę. Uważam się za silną, inteligentną i odpowiedzialną i chcę zrobić z tych cech użytek w sposób, jaki uważam za stosowny. Nie przejmuj się Gapuchno. Pokaż zęby, jak trzeba i już. :))) Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Do Morfeusza 08.01.07, 20:09 No to spróbuje się nauczyć tego pokazywania zębów. A na razie tez je pokazuje, tyle ze szczerząc w uśmiechu! Do zapisania..... Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Do Morfeusza 09.01.07, 09:40 Powodzenia. Otwierają się przed Tobą nowe horyzonty... Napisz o efektach. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
adi_100 Re: z brzegu rzeki 01.02.07, 14:41 witaj dawno nie widziana:) nieustajace pozdrowienia j. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 03.01.07, 21:54 Tygodnik regionalny już u nas jest. Robi go też przyjezdny, którego przywiało tu w 1981. Tygodnik jest naprawdę na poziomie. Znam redaktora naczelnego osobiście i bardzo cenię sobie tę znajomość. Nie chodzi o wymądrzanie się tylko o odrobinę więcej życia. Zaczęłam tu trochę takich różnych rzeczy robić, wielu osobom się to spodobało. Nawet bardziej tzw "prostym" niż tzw ęteligencji. Odpowiedz Link Zgłoś
los_slepy Re: życie na prowincji 05.01.07, 09:03 Poproś zatem o szpaltę albo dwie dla siebie i twojej twórczej, rewolucyjnej grupy. Chciałbym przypomnieć o igrzyskach - fascynują się nimi wszystkie warstwy społeczne. --- życie zaczyna się tam, gdzie kończą się troski Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 05.01.07, 13:32 Prawdziwe życie zaczyna się tam, gdzie jest siła, aby radzić sobie z troskami. Moje artykuły się tam ukazują, więc to już jest, teraz zamierzamy założyć salon, ale nie wiemy, na ile to się uda. Szukam naprawdę oryginalnych pomysłów. Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna A mnie jeszcze ciekawi jedno.... 03.01.07, 11:30 jak sobie radzisz z nudą pozadomową? W ogóle jestem zainteresowana tym właśnie problemem. Co robisz/robicie po opuszczeniu swych obwarowań? Bo że gazetka, że mądrzy ludzie, że spacery, że pies....to wiem, znam. Ale co jeszcze? Odpowiedz Link Zgłoś
milyalbonie Re: A mnie jeszcze ciekawi jedno.... 03.01.07, 13:47 pewnie alkohol i sex narkotyki ciezko dostac na prowincji Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: A mnie jeszcze ciekawi jedno.... 03.01.07, 21:47 Przepraszam, że mnie nie było. To moja pierwsza próba szukania partnerów do dyskusji przez internet. W gruncie rzeczy bardzo nie lubię siedzenia przed rurą, ale Wasze i Twoje Gapuchno odpowiedzi są bardzo ciekawe. Warto było zajrzeć. Siedziałam teraz przez te dni w ogrodzie, bo akurat pogoda kwietniowa, a u mnie wszystko ekologicznie zarosło. Z jednej strony to mnie się tu naprawdę podoba. Tak zwani prości ludzie wcale mi nie przeszkadzają, wielu z nich jest naprawdę mądrych i lubię z nimi porozmawiać. Nie jest też tak, że traktują mnie (czy moją rodzinę) zupełnie jak obcą. Mieszkamy tu już dziewiąty rok. Na początku narobiłam trochę zbyt dużo szumu i dostałam mocno po łbie, bo ludziska się podenerwowały, że przyjechała taka i się mądrzy. Teraz jednak wielu mnie jakoś zaakceptowało nawet jeśli jestem inna niż oni. Mam wrażenie, że podoba się im się to, że się od nich różnie i to konsekwentnie, może nawet są dumni trochę z miejscowej ekstrawagantki. Na zasadzie atrakcji turystycznej: "A to proszę państwa nasza miejscowa wariatka.". Nie przeszkadza mi to, przeciwnie chyba mi nawet pochlebia. Odrobina szaleństwa, taka kropelka, a zauważana. W mieście tego nie ma. Poza tym nie uważam się za lepszą czy mądrzejszą. To nie jest tak. Po prostu: fajnie jest, ale jest też we mnie niedosyt. Też trochę buty. No bo nie urodziłam się tu, ale uważam, że mam prawo, aby zapuścić tu korzenie. Niby dlaczebo nie? I niby dlaczego mam wszystko zostawiać niezmienione, jeśli niektórych rzeczy nie lubię a innych mi tu brak? Dodać należy, że tu są tak zwane "ziemie odzyskane". Tak naprawdę nie ma tu ludzi, którzy rzeczywiście uznawaliby tę ziemię za swoją. To znaczy ich podwórze, jest ich, ale las to już jest państwowy czyli niczyj. A ja chciałabym się zakochać w tej dolinie, w tej glinie, w tym sokole nad głową i w wietrze nad dąbrową. Wiem, że wiele rzeczy nie jest tu spójnych itd. Ale dlatego szukam rozmowy, żeby łatwiej byłoby mi sobie to wszystko poukładać w duszy jakoś. Do i chcę i nie chcę. I kocham i nienawidzę prawie. Zastanawiam się jak dowiedzieć się, czy inni kochają ten kąt na ziemi. Dzisiaj (poza lekcjami patriotyzmu różnej maści) o takiej miłości się nie mówi, bo za nią kupić nic nie można. Byłam ostatnio na kilku konferencjach na temat tożsamości regionalnej, zwłaszcza tu nad Odrą. Ciężko tu jakoś. Rozmowy, które takim konferencjom towarzyszą, mnie jakoś nie satysfakcjonują. Nie udaje mi się dotrzeć do sedna. Coś gdzieś uwiera. Szukam odpowiedzi. Szukam mądrych pytań. Chciałabym tu móc żyć. Nie chodzi o psa przestrzeń itd., chciałabym przejąć odpowiedzialność może. Chciałabym, wrosnąć tu, tu w ten krajobraz, bez skazywania siebie na rezygnowanie z rzeczy dla mnie ważnych i bez odbierania komukolwiek czegokolwiek. Odpowiedz Link Zgłoś
tristan28 Re: A mnie jeszcze ciekawi jedno.... 04.01.07, 10:57 Chciało Ci się tyle pisać? Po co?:) Odpowiedz Link Zgłoś
sirius_et_paper Re: Wies i my 04.01.07, 15:24 Nie wyprowadzac sie z miasta, bron Boze, gdy tego rodzaju problemy wychodza na swiatlo dzienno to sprawa jest przegrana. Dzialke sobie kupic i jezdzic z rodzina codzien na grila, podlac salate, pielic sobie to i owo. Gdy tubylcy nie szanuja dzwonka i stukaja w szyby to skandal. Zapewne na gumiakach naniosa tez gliny. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Wies i my 04.01.07, 19:19 A tam, żaden skandal tylko folklor. Jakbym się chciała odizolować, to mogłam kupić chałupę w środku lasu, albo mieszkać w blokowisku. Czasami zabawnie jest, a glina nie trucizna tylko "cząstka matki natury" :) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: A mnie jeszcze ciekawi jedno.... 04.01.07, 19:15 Chciało. Po to zaczęłam tę całą dyskusję. Zresztą mi się dużo chce. :) Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: A mnie jeszcze ciekawi jedno.... 04.01.07, 22:12 Masz mocno zdrowe podejście do tematu. Podoba mi się to, Ateistko, nawet bardzo. Ja jestem inna. Raczej wolę zamknięcie w sobie. Nie umniejszam ludzi stąd, nie wywyższam tych, których opuściłam. Moim problemem jest po prostu.....nuda prowincjonalna. Może to efekt mojego ja? Działanie - tak, ale tylko tyle, ile muszę, zachowanie siebie samej - bardzo tak! Ale dziękuje ci za wywołanie problemu i dyskusji. Ty i kilka osób uświadamiają mi, jak możliwe jest związanie się ze swoim miejscem na ziemi. Patriotyzm, pojecie powinno być mi oczywiste, nigdy tak nie odbierałam. Zwróciłaś mnie ku zastanowieniu. Ciekawe..... Miło mi, że mogę z Tobą rozmawiać Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: A mnie jeszcze ciekawi jedno.... 05.01.07, 13:24 Do patriotyzmu podchodzę raczej nieufnie. Wiąże się dla mnie z czymś bardzo ostatecznym i wykluczającym jakby mnie jako jednostkę. Ale zależy mi na ukorzenieniu się. Dlatego lubię prowincję. Tutaj jeszcze się można połapać kto jest kto, można nie być obojętnym, jeśli się tego chce oczywiście, bo jest to po prostu świat, który da się ogarnąć. Jednak to ukorzenianie się nie przychodzi mi bez bólu. Dużo rzeczy mnie denerwuje. Najbardziej brakuje mi refleksji. Przecież kiedyś nawet najmniej wyrafinowane społeczności (grupy, klany itd) jakąś refleksję uprawiały. Teraz tylko albo jęki, albo hihi, haha no i bawmy ile się da. Mnie to nudzi. Nie mówię żeby wszyscy, ale żeby nikogo nie było? Robię sporo tu w okolicy i nawet mnie za to chwalą, ale te pochwały wcale mnie nie cieszą, raczej drażnią. Narobię się jak durna, ale takich zmian, o jakich marzę, nie udaje mi się osiągnąć. Szukam pomysłu, bo machnąć ręką też nie chcę, nie umiem (bardzo niepraktyczna właściwość). Dziękuję Ci za miłe słowa Gapuchno i serdecznie pozdrawiam :)) Odpowiedz Link Zgłoś
sarna_z_pola A co robisz 13.01.07, 20:07 Prosze napisz co robisz waznego lub "innego" w Twojej miejscowości? Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Aktyw i barany... 15.01.07, 09:40 Czytałem, przeglądałem i znowu czytałem. Jako przeciętnie uparty baran, w nieprzeciętnie prowincjonalnym stadzie, beknę tylko: NIECH ŻYJĄ AKTYWIŚCI!!! Reszta jest beczeniem. OLDPROWINCJONALNYBARDZIEJ :0) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Aktyw i barany... 15.01.07, 13:06 Z takim bekaniem mam do czynienia. Czy jest jakaś możliwość, żeby skłonić barana do tego, żeba po beknięciu powiedział: A tu to trzeba jeszcze to zrobić i ja to załatwię! Barany mają moc przecież. Czy w dzisiejszych czasach i to już tylko bajka? Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: Aktyw i barany... 15.01.07, 13:39 Jest taka możliwość. Stąd okrzyk, który wzniosłem. :0) Mimo wszystko, statystyka jest nieubłagana. Aktywni stanowią niewielką część stada. Jeśli ilość aktywnych przekroczny "próg krytyczny", stado się rozpada. Jeśli liczba aktywnych spadnie poniżej innego "progu krytycznego" stado wymiera. Ironia polega na tym, że baran uświadomiony, wcale nie musi zostać baranem aktywnym. Podziwiam zapał, wytrwałość i życzę sukcesów. Proszę o wybaczenie, jeśli moje beczenie wywołało choćby niepokój. Moc stada baranów jest nieobliczalna. :0) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Aktyw i barany... 16.01.07, 08:35 A jaka istnieje możliwość, żeby uświadomiony baran został baranem nieobojętnym? Nie wymagam zbyt dużo, nie musi być od razu aktywistą. Zresztą nadmiar aktywistów chyba żadnej sprawie nie służy. Ot taka kropla zainteresowania, co się ze stadem dzieje. Moc stada baranów (chociaż stado baranów to wbrew naturze) potrafię sobie wyobrazić, ale jeszcze na jawie nie przeżyłam. Zawsze mnie zdumiewają amerykańskie filmy. Są one często czymś w rodzaju duszpasterstwa dla (z reguły nisko wykształconych) mas i prezentują najczęściej ten sam schemat - baran (jeden bądź kilku) i owce + problem + powrót do źródła grupowej solidarności - i jeż mamy silną i przenoszącą góry społeczność. Czy polski baran to zupełnie inny gatunek? Pozdrawiam i upraszam wsparcia, także beczącego :) Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: Aktyw, stado i... czarna owca ;0) 16.01.07, 12:41 Obojętność to maska, pod którą łatwiej ukryć się w stadzie. Kiedyś na czacie padł problem stada czarnych owiec. Nagle czarną owcą okazał się baran albinos. Nie wierz w obojętność. Polski baran ZAWSZE jest zaangażowany, nawet jeśli cierpi na paraliż ostrożności. Pozdrawiam ostrożnie OLDMIMIKRA ;0) Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: Aktyw, stado i... czarna baran ;) 16.01.07, 13:46 Czyli Ja, mam cztery rogi, czarnym cały i o frapująco tajemniczej przeszłości... Dla nie kumatych spoiler: Otello :). Odpowiedz Link Zgłoś
eirinn Re: Aktyw, stado i... czarna baran ;) 17.01.07, 16:19 Opowiedz o żyrafach, no opowiedz o żyrafach, plizzzzz... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw czarna baran ;) 19.01.07, 11:19 eirinn napisała: > Opowiedz o żyrafach, no [..] ..i inne, różne egzotyczne stwory, to też dobry pomysł na rozwijające się dziś, "modne gospodarstwa"?:) Odpowiedz Link Zgłoś
jarl_elmin Re: czarna baran ;) 19.01.07, 11:38 Ale tu chodzi o dublińskie Zoo, a nie o zagrody w polskich osadach ;). Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw w polskich osadach.. 19.01.07, 11:59 Domyślam się, że prośba nie dotyczyła zwykłych żyraf.. ale czy nie uważasz, że w polskich osadach nie mogą takowe istnieć?:) Weźmy na ten przykład taką jedną paletę.. popatrzmy na nią z_boku wypisz/wymaluj - to istna żyrafa! głowę nosi w chmurach ale kopytkami po ziemi stąpa:) Odpowiedz Link Zgłoś
jarl_elmin Re: w polskich osadach.. 19.01.07, 12:23 No, jak paleta z_boku, to na pewno "Płonaca Żyrafa" - wiadomo ;). Co do polskich zagród... hmmm.. uważam, że gipsowe krasnoludki, pantery i całe rekonstrukcje rajskich ogrodów wyczerpują ostatecznie możliwości imaginacyjne i kreatywne tejże nacji :). Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: w polskich osadach.. 19.01.07, 13:10 jarl_elmin napisał: > uważam, że gipsowe krasnoludki, pantery i całe rekonstrukcje > rajskich ogrodów wyczerpują ostatecznie możliwości imaginacyjne i kreatywne > tejże nacji :). Jesteś pewny?:) Myślę, że tą akurat twórczość reguluje pobyt i podaż to czysta ekonomia polskich, przygranicznych, zachodnich osad Sztuka nie dla Sztuki, tylko "sztuka" za "sztukę" pieniędzy u naszych zachodnich sąsiadów.. gipsowe krasnoludki idą jak ciepłe bułeczki.. no, ale w interesach o gustach się nie dyskutuje.. ps. w naszych polskich zagrodach już wiele wielbłądów w piasku się ochładza, leżąc na dowolnie wybranym boku:) czekają na żyrafy?:) www.wrzuta.pl/obraz/fEVbG52Izj/ Odpowiedz Link Zgłoś
eirinn Re: w polskich osadach.. 19.01.07, 16:35 Żyrafy są całkiem, najzupełniej normalne, nie to co Młode Barany walczące z psami ;) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw żyrafy całkiem normalne.. 19.01.07, 18:16 eirinn napisała: > Żyrafy są całkiem, najzupełniej normalne,... no właśnie paleta wymalowała całkiem siebie normalną wysoka głowa w chmurach nogi długie a kopytka mocno na ziemi stoją wypisz/wymaluj najzwyklejsza żyrafa! nie jakaś tam.. płonąca - Salvadora choć przyznać trzeba, iż Jego bardzo jest ciekawa a sam Salvador z małej prowincji hiszpańskiej pochodził i płonął ...wieczną kreacją, jednocześnie nie zapominając o swoich interesach Należy do tych nielicznych artystów, którzy za swojego życia dorobili się znacznych pieniędzy oraz własnego muzeum. eirinn dodała: > nie to co Młode Barany walczące z psami ;) czasem jest taka potrzeba, wskoczyć na konia i ścigać się z wiatrem:) www.wrzuta.pl/obraz/r0gbrlEr9R/ a wracając do polskich osad oraz prośby naszej Ateistki ..takie agroturystyczne gospodarstwa z różnorodnymi/ciekawymi dla turystów zwierzętami są jednym z wielu pomysłów na podniesienie atrakcyjności małych miejscowości, wsi i gospodarstw.. www.agro-info.org.pl/index/ www.agro-info.org.pl/files/index.php?id_plik=1471 Odpowiedz Link Zgłoś
eirinn Re: żyrafy całkiem normalne.. 19.01.07, 18:38 paleta_barw napisała: >czasem jest taka potrzeba, wskoczyć na konia i ścigać się z wiatrem:)< Ech... nie ma to jak stanąć na wysokim klifie, ponad kłębiącą się kipielą fal, i poczuć wiatr w splątanych włosach :) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw wiatr... 19.01.07, 18:54 a może dziś, już go nie przywołujmy?:) Lekko dziś przycichł ale wczoraj, potargał fryzur wiele... Odpowiedz Link Zgłoś
eirinn Re: wiatr... 19.01.07, 18:56 Ależ, to zupełnie inny wiatr - zbliżający i budujący :) Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin to nie wiatr, a wichura już ;) 19.01.07, 19:19 Za Eirinn: "Żyrafy są całkiem, najzupełniej normalne, nie to co Młode Barany walczące z psami ;)" & "Ech... nie ma to jak stanąć na wysokim klifie, ponad kłębiącą się kipielą fal, i poczuć wiatr w splątanych włosach :)" O, no i koniecznie czarny z czterema rogami (call me Otello), z czarnogłówką Zorą na klifie, której bobki trafiają w turystów i te "psy" jednakowoż :)). A co do ścigania się na koniu z wiatrem. Nigdym nie próbował, bo albo ja, albo koń się miodu ożłopalim i wiatr nas nokautował tuż po pierwszym kroku :). Odpowiedz Link Zgłoś
eirinn Re: to nie wiatr, a wichura już ;) 19.01.07, 19:24 Grunt, to celnie tymi bobkami strzelać, coby trafiały we właściwych turystów i właściwe "psy" ;) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw ciepły wiatr...:) 20.01.07, 10:47 eirinn napisała: > Ależ, to zupełnie inny wiatr - zbliżający i budujący :) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Aktyw, stado i... czarna owca ;0) 16.01.07, 20:44 E tam, robicie mnie w baranie rogi (ewentualnie czarne). Obojętność to udawał Darcy w "Dumie i uprzedzeniu" i bardzo aktywnie na koniec się zrobiło. Jeśli baranowi zwisa bez przerwy, to jest to czysta obojętność. A jeżeli staje tylko w obliczu słodkiej baranicy - to nie ma to w tym temacie żadnego znaczenia. Więc wiecie coś o tyc baranach, czy tylko udajecie? :-) Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik synteza? 17.01.07, 12:32 Jeśli ma w czymś interes, to jest zaangażowany. ;0) Podstawowe pytanie, które staje przed baranem, beczy mniej więcej w tonie: Po co mi to? Jeśli w swoim stadzie wykrzeszesz iskrę przekonania o celowości działań, może Cię stratować w pogoni za celem. ;0) Oscylując między biernością a fanatyzmem, baran zawsze będzie śmieszny. Jedyna nadzieja w poczuciu humoru pasterza. OLDFAZOWY :0) ps. Bezinteresowność to piękna wada. ;0) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: synteza? 17.01.07, 21:00 Problem w tym, że baran wszystko zdaje się przeliczać na monety. Wtedy potencjalny pasterz ma kłopoty, bo jak przekonać barana, że łąka jest ważna, skoro, z nieznanych właściwie powodów, stwierdził (baran), że ważne jest posiadanie DVD? Czasami zastanawiam się, co by powiedzieli miejscowi obywatele, jakby USA zaanektowały Polskę? Czy wtedy baran ruszyłby do walki? Przekonana nie jestem. Nad tym, co byłoby syntezą mojej osoby i prowincji (wracając do Hegla), zastanawiałam się odrobinę. Mnie wychodzi, że musiałaby to być miłość. Może to jest źródło mojej swędzącej wysypki: nie jestem gotowa, by pokochać. Zaangażować się, działać - tak. Pokochać - nie. Miłość jest stosunkowo ścisłym związkiem. Związać się do tego stopnia z moim obecnym miejscem zamieszkania nie chcę. Barany są różne. Jeśli kochają, to pewnie nie są obojętne. Jeśli nie kochają... jeśli pasterz nie kocha... A może dałoby się jednak jakoś oszukać? Oczywiście dla dobra sprawy. W końcu niektóre małżeństwa z rozsądku podobno uszczęśliwiły co niektórych. Jakoś się w tym strumyczku cicho zrobiło. Muszę pomyśleć do jutra, co by tu bulwersującego do niego wsypać. Pozdrowienia :) Bezinteresowność to obowiązek odważnych (żeby uniknąć słowa "męskich") wojowników. To wynika z analizy kultury Indian północnoamerykańskich (którzy jednak się ostali, pomimo wszytko). Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik bardziej - brak założeń :0) 20.01.07, 09:10 Zmieniając miejsce pobytu, a raczej, miejsce zadomowienia, przenosi się siebie i swoje doświadczenie na grunt czasem zupełnie doń nieprzystający. :0) Zadomowienie, wsiąknięcie w ten grunt, może sprawiać przyjemność. Co robić, kiedy impregnaty nie puszczają? Nie będąc wojownikiem, :0) , oldbaran wsiąka powoli, odciskając bardzo słabe ślady na soim kawałku łąki. Być może, to co piszesz o działaniu i miłości, jest kluczem. Tak, jak z ludźmi. Nie usiłujesz zmieniać kogoś, kogo kochasz. Wiesz, że z Tobą będzie się zmieniał wedle własnych potrzeb i możliwości. Starasz się więc, by czuł się kochany. Pozdrawiam OLDREFLEKSYJNY Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: A co robisz 15.01.07, 13:03 Przepraszam, że ten post znalazłam dopiero dzisiaj. Co robię? Po pierwsze żyję tu i "udzielam się" w imprezach szkolnych chociażby, albo w przygotowywaniu takich czy innych strategii gminnych. Prowadzę stowarzyszenie, którego zadaniem jest dojście do mieszkańców (inicjowanie produktów lokalnych, współpraca z kołami gospodyń wiejskich czy wiejskich świetlic (np. szukanie dla nich kontaktów za granicą, albo wydawanie wspólnych folderów), tłumaczę też bezpłatnie na wszystkich spotkaniach z niemieckimi gośćmi organizowanych oddolnie. Robię mniej więcej to samo, co robią inni działacze w innych miejscowościach. Byłam na Polagrze i najwyraźniej widać, że są regiony w Polsce, które mają więcej do zaoferowania. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Dzisiaj wrócił prąd 19.01.07, 09:16 Hallo, właśnie mamy znowu prąd. Wiało u nas porządnie, zniszczyło też część dachu stodoły. U mnie działo się z tego powodu niemało. Tutaj życie zamarło. Przyszedł czas na to, aby powiedzieć bey, bey? Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Dzisiaj wrócił prąd 19.01.07, 11:15 to optymistyczna wiadomość:) więc dlaczego zaraz "bey, bey"? dzień dobry!:) Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Dzisiaj wrócił prąd 20.01.07, 00:50 Witaj nocą Paleto. Tak, jak obiecałam zrobiłam ponowna analizę. Masz jednak trochę racji - prawda. Wiesz, kiedy się myśli bieżąco, czasem pewne niuanse uciekają sprzed oczu. Miło mi było wtedy, jeśli się znajdziemy, to proszę częściej, lubię takie rozmowy. Opowiedziałam o naszej dyskusji kilku osobom, każdy podkreślał, że najważniejsza jest już sama rozmowa, samo umiejscowienie problemu. Wiesz...w myśl przysłowia.....zrobił połowę, kto już zaczął. Mnie bardzo cieszy zawsze możliwość dyskusji (to jest to, czego mi tu tak bardzo brak). A Szekspira użyłam tylko do jednego zdania - ...oto jest pytanie. Chyba to był jedyny kontekst Dziękuje Ci za piękne linki, nie dość, że miła rozmowa, to jeszcze taka okrasa! Uprzyjemniasz nam chwile tu spędzane. pozdrawiam i do spotkania gapuchna Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: Dzisiaj wrócił prąd 20.01.07, 10:39 Rozmowy zbliżają, tak:) Już wcześniej pisałam, ze należy wsłuchiwać się w ludzi.. a co do Szekspira.. To mądry facet, był On i dobry obserwator ludzi W Miarce za miarkę...odpowiada i owszem, że należy być, istnieć i zmieniać....ale! no właśnie.. ale czynić to zawsze tak, by nie stracić szacunku do siebie i innych bo oliwa sprawiedliwa a za stosowanie złej miarki wobec innych, odpowiednią markę od losu się otrzyma.. Domyślam się, ze chciałabyś wiele zmienić i Twoje intencje dobre są.. Jednak musisz pamiętać zawsze o tym, że na siłę nikogo nie uszczęśliwisz.. Może na początek nie zaraz - wielkie słowa kocham Was ziomkowie moi ale choć staraj się polubić swoją okolice i żyjącące w niej owieczki:) a może nam tu opiszesz ...co choć trochę zyskało w niej Twojej sympatii? Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego weekendu:) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Halo, halo! Znowu jestem. 22.01.07, 10:12 Tak nam wrócił prąd, że musieli go jeszcze "naprawić" i przez to naprawianie, znowu go nie było. Pojechaliśmy do znajomych po drugiej stronie Odry, bo tam jakoś wiatr mniej popsuł, chodziaż tam był najpierw. Najwyraźniej SPECJALNIE to zrobił, żeby biednym dołożyć (jak wiadomo biednemu zawsze wiatr w oczy, co podkreślali wkurzeni panowie z elektrowni). Wprowadziliście tu w międzyczasie tyle różnych zwierzątek, więc pora, aby wykreować przy strumyku lasek jakiś, żeby po bożemu było. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Ankieta 22.01.07, 10:15 Kto jest za stworzeniem odrębnego forum? Dlaczego (to żeby nie było zbyt potocznie)? Ten kto odpowie "jestem za" proszony jest o propozycję nazwy i lokalizacji tegoż. Z góry serdecznie dziękuję za aktywny, obywatelski wkład w tworzenie NOWEGO. Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Ankieta 22.01.07, 10:25 Oczywiście jestem za. Uzasadniać nie będę, bo dość obszernie zrobiłam to wcześniej:-) Co do nazwy,to jestem za czymś bezpretensjonalnym,a jednocześnie czytelnym. W tej chwili mam tylko jeden pomysł. Co powiesz na PROWINCJONAŁKI? Jeśli coś ciekawszego wymyślę,to dam znać:-) A lokalizacja? Myślę, że dział "SPOŁECZEŃSTWO" byłby najodpowiedniejszy. Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Ankieta 22.01.07, 22:38 Również jestem ZA!, ale PROWINCJONAłKI Haniu, to moje! (chyba się nie pogniewasz?) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Ankieta 22.01.07, 23:14 No cieszę się! Cieszę, cieszę, cieszę! "Prowincjonałki" są słodkie, ale może na saaaaaaaaamej górze coś bardziej neutralnego? Może po prostu "Na prowincji"?, a potem w ramach tego forum zrobić kluby jakieś? Chciałybyście być współzałożycielkami i współadministratorkami (chyba tak to się nazywa)? Jaki tekst proponujecie na wstęp? Wirtaulane całusy. Ale tylko dla Was! :) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Ankieta 23.01.07, 09:15 Nie ma sprawy,deklaruję wszelką pomoc.Nad tekstem pomyślę,bo mnie właśnie od kompa odganiają;-) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Ankieta 23.01.07, 09:12 Oczywiście,że się nie gniewam. I oczywiście,że "Prowincjonałki" są Twoje:-) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Siedząc sobie w blasku ognia 22.01.07, 10:58 Siedząc sobie w blasku ognia przy piecyku (tak nowocześnie już tu mamy, że jak prądu zabraknie, to jakoś zajęcia brakować zaczyna po zmroku), zaczęłam przeglądać stos gazet do rozpalania. Wpadły mi w ręce "Wysokie obcasy", gdzie był wywiad z Adamem Wajrakiem (tytuł "Bezkompromisowe święta" - bożonarodzniowe). AW mówi, że nie obchodzi świąt bo "w Polsce przybrało to zbyt wysoki poziom abstrakcji i zakłamania", a "polski katolicyzm jest taki dość wstrętny, zakłamany" i dlatego nie ma co iść z nim i z tradycją na kompromisy. AW: "Strasznie nie lubię obowiązków religijno-rodzinnych. Byłem u komunii, nawet miałem być ojcem chrzestnym dziecka mojej siostry. Z tej okazji musiałem się wyspowiadać, a nie chciałem tego robić u byle kogo, więc pojechałem do znajomego księdza. Podczas podróży mieliśmy potworny wypadek, o mały włos nie zginąłem. (...) Ten wypadek (...) to był wyraźny znak, że nie ma co iść na kompromisy i udawać. Może jak człowiek jest młodszy, to idzie na kompromisy, ale w przyrodzie fatalnie się to kończy. Każdy kompromis, jeśli chodzi o Puszczę Białowieską, z tymi, co wycinają, oznacza tylko to, że oni będą wycinać inaczej. Na tym polegają kompromisy. - Czy walka o Rospudę wyeliminowała kompromisy w Twoim życiu? - Nie, już wcześniej uważałem, że trzeba robić tak, żeby było fajnie, ale bez kompromisów. Z Rozpudą nie daruję. Nawet jeśli będzie wiadomo, że to przegrana wojna (...). W innych krajach Europy i w Polsce takich bagien jak Rospuda już nie ma. (...) Rozpuda jest ewenementem. I to jest tak, jakbyś spotkała mamuta na ulicy. W normalnym kraju, jakby ludzie spotkali mamuta na ulicy, toby powiedzieli: "Mamut, mamut! Jezu, jaki fart, ale super! Mamy żywego mamuta! Cudownie, będzie naszym mamutem, będziemy dbać o niego, chwalić się i w ogóle". Natomiast ci kolesie u nas mówią: "Mamut? On, ku.., jeszcze żyje? Dawaj go tu, Józek, i siekierę!"." Zastanawiam się, ile ja kompromisów próbowałam znaleźć, żeby ruszyć tu trochę coś. Przy czym mieszkańcy mojego regionu "mamutem" nie są, nie ma tu nic, co można by nazwać kulturą (nie myślę o teatrze itd, tylko o tradycji kulturowej). "Mamutem", nawet jeśli nie dorównującym Rozpudzie, można by określić tutejszy krajobraz kulturowy. Z mojego punktu widzenia to właśnie otoczona jestem takimi "Józkami z siekierą" (obu płci), (ale się te barany zmieniły, ale to tylko te, które się "zainteresowały"). To właśnie dlatego napisałam, że mi tu ciasno, duszno i nieprzyjemnie. Starałam się jakoś dopasować do tych "Józków", szłam na tyle kompromisów, żeby nic na siłę, żeby zobaczyli, zrozumieli. I komu to co daje? Nie chcę nikogo uszczęśliwiać na siłę, ale sama chcę móc sobie w oczy spojrzeć. AW: "- Najpierw zmiana mentalności, a potem walka? (to już o feminiźmie (przyp. mój) - Jedno drugiego nie wyklucza, te zmiany po prostu będą trwały wolniej, będzie się bardziej gryzło mur, ale trzeba gryźć ten mur dla przyzwoitości samej. Je nie kalkuluję, wygramy czy przegramy. Ja po prostu wiem o tym tak dużo, że to dla mnie jest kwestia przyzwoitości, to jest tak, jak pozwolić skinowi, żeby skopał kogoś w autobusie. Mam przyzwolić na to? Odwrócić głowę?" No właśnie. Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Siedząc sobie w blasku ognia 22.01.07, 12:26 Ateistko,też czytałam ten artykuł:-)W zasadzie dotyka on mnóstwa problemów, które z grubsza można podciągnąć pod tematykę zasad jakimi kierujemy się w życiu,a uściślając zapytać o to,na ile są one jedynie teorią. a na ile potrafimy (czy raczej chcemy) trzymać się ich w rzeczywistości. To temat raczej na traktat filozoficzny i to dość obszerny;-) Wracając do Twojego postu...Piszesz: > Zastanawiam się, ile ja kompromisów próbowałam znaleźć, żeby ruszyć tu trochę > coś. Przy czym mieszkańcy mojego regionu "mamutem" nie są, nie ma tu nic, co > można by nazwać kulturą (nie myślę o teatrze itd, tylko o tradycji > kulturowej). "Mamutem", nawet jeśli nie dorównującym Rozpudzie, można by > określić tutejszy krajobraz kulturowy. Z mojego punktu widzenia to właśnie > otoczona jestem takimi "Józkami z siekierą" (obu płci), (ale się te barany > zmieniły, ale to tylko te, które się "zainteresowały"). To właśnie dlatego > napisałam, że mi tu ciasno, duszno i nieprzyjemnie. Starałam się jakoś > dopasować do tych "Józków", szłam na tyle kompromisów, żeby nic na siłę, żeby > zobaczyli, zrozumieli. I komu to co daje? Nie chcę nikogo uszczęśliwiać na > siłę, ale sama chcę móc sobie w oczy spojrzeć. Widzisz,ateistko,to wszystko nie jest takie oczywiste.Oczywiście,że należy walczyć o swoje przekonania,o to co uważamy za słuszne. Ale (hehe)...Co rozumiesz przez tradycję kulturową i krajobraz kulturowy? Szeroko rozumiany folklor (tzn.tańce,lokalną "mitologię",tradycję typu wycinanki itd)? Nie da się tego utrzymać w stanie żywym. Można zakładać rozmaite zespoły folklorystyczne, koła gospodyń itp.Tylko najpierw,z reguły, należy to wszystko "odkopać" spod warstw naleciałości i zwyczajnie ludziom przypomnieć.Potem jeszcze trzeba znaleźć takie argumenty,żeby ci ludzie dali się przekonać,że warto. A może architektura? Tu też jest problem. Zwyczajnie nie da się nikogo przekonać do mieszkania w chacie strzechą krytej;-).Jedyne co się da, to pokazać,że kolorowe płoty robione tradycyjną metodą, spadziste dachy domów i inne elementy tej architektury z powodzeniem da się pogodzić z nowoczesnością. Stroje? Tu na ogół i tak nie jest źle. Przy przeróżnych okazjach typu dożynki są wykorzystywane i dzięki temu nie utonęły w mrokach niepamięci:-). I dalej piszesz,cytując Wajraka: - Jedno drugiego nie wyklucza, te zmiany po prostu będą trwały wolniej, > będzie się bardziej gryzło mur, ale trzeba gryźć ten mur dla przyzwoitości > samej. Je nie kalkuluję, wygramy czy przegramy. Ja po prostu wiem o tym tak > dużo, że to dla mnie jest kwestia przyzwoitości, to jest tak, jak pozwolić > skinowi, żeby skopał kogoś w autobusie. Mam przyzwolić na to? Odwrócić głowę?" > No właśnie. Jasne,że ten mur trzeba gryźć.Tylko,że jeśli już ryzykujemy utratę zębów,róbmy to tak,żeby to przyniosło jakiś efekt. Gryzienie dla samego gryzienia jakoś do mnie nie przemawia. Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: Siedząc sobie w blasku ognia 22.01.07, 14:48 Wycinanki i śpiewy, to były zajęcia przy świeczce. Narzekasz na brak prądu. Pogodzić wszystko nie będzie łatwo. :0) Mieszkając w rodzinnej wsi, spotykałem sąsiadów, codziennie, niektórych częściej, innych prawie wcale. Był jednak jeden zwyczaj, który utkwił mi bardzo w pamięci. Te zdawkowe pytania, o codzienność, nie były zdawkowe. Sąsiedzi mieli mnóstwo prac w gospodarstwie, mieli sporo do zarzucenia sobie nawzajem. Zwyczaj zainteresowania rozmową był jednak ponad to. Wiesz, jak pasjonujące sa opowieści o kurzajkach? Plotka, to jest dopiero więź. Tyle możliwości oddziaływania i bycia razem. eeech... :0) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Siedząc sobie w blasku ognia 22.01.07, 16:38 Oldzie, plotka na wsi czasami (przyznam,że rzadko) może mieć skutki błogosławione:-)Właśnie taka plotka biorąca się z tych spotkań sąsiedzkich. Rozmowy o tym, co sołtysowa powiedziała swojej sąsiadce, mogą dać efekt taki, że dzieci drugiego sąsiada przestały chodzić głodne. Bo ten sąsiad wstydził się przyznać, że po śmierci żony sobie nie radzi. A sołtysowa patrząc przez płot się domyśliła.Powiedziała koleżance, koleżanka następnej, ta zadzwoniła do siostry, która w mieście zajmuje się takimi sprawami...Oldzie, to prawdziwa historia,więc nie wyśmiewaj tak bezlitośnie tych wiejskich plotkarek. Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: Siedząc sobie w blasku ognia 22.01.07, 19:07 Haniu, to nie drwina, to nuta sentymentu. Dla mnie tym właśnie różni się osobowa, pełna ludzkich odruchów wieś, od bezimiennego miasteczka, czy też miasta. Piszę o tym z uśmiechem, z nutą nostalgii. Prowincjonalizm jest moim domem, lubię go i cenię, bo jest ludzki. Pozdrawiam OLDPLEBEJSKI :0) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Siedząc sobie w blasku ognia 22.01.07, 20:41 Przepraszam oldzie:-) Zdaje się,że (wzorem baltazara?) wszędzie wietrzę atak;-) Źle Cię zrozumiałam, a może nie do końca uważnie przeczytałam (co mnie wcale nie usprawiedliwia).Nie gniewaj się,proszę. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Siedząc sobie w blasku ognia 22.01.07, 23:09 Lubię prowincję też właśnie z powodu jej ludzkiej twarzy. Po jakimś czasie zna się tu wszystkich, bo każdy jakoś jest z każdym powiązany. Plotki spełniają tu niezwykle ważną rolę i są nieodzowne (chociaż oczywiście każdy kij ma dwa końce i raz plotka może być zbawieniem, innym razem przekleństwem). Jeżdżąc na seminaria poświęcone tożsamości mieszkańców Pomorza Zachodniego, spotykam wielu "wypędzonych" Niemców. Urodziłam się i wychowałam w propagandzie "powrotu do piastowskiej macierzy", więc na początku trudno było mi słuchać ich bez uprzedzeń, ale z czasem przysłuchiwałam się temu, co mówią, coraz ciekawiej. Niemieckie pojęcie "Heimat" ma długi rodowód i poprawnie nie można go przetłumaczyć na "ojczyznę". "Heimat" to przede wszystkim wspólnota mieszkańców danego miejsca (właśnie miejsca - nie regionu, czy państwa, zwykli ludzie rzadko opuszczali swoje miejsce urodzenia, zwłaszcza będąc dziećmi). To właśnie utratę tej wspólnoty opłakują, bo nie udało się im jej stworzyć w nowym miejscu (polscy repatrianci mają podobne uczucia, ale nie mogli, tak jak niemieccy wypędzeni (ci których losy rzuciły do zachodniej części Niemiec), swobodnie o tym opowiadać). To właśnie ta wspólnota mnie bardzo zajmuje. To co Oldpiernik odpisał na moją próbę syntezy, nosiłam w sobie przez te wszystkie dni. Miłość jest różna ("niejedno ma imię"), może mieć siłę twórczą i niszczycielską. Aby mogła tworzyć, musi być powiązana z zaufaniem. Niemieccy wypędzeni opłakują swoją wspólnotę, bo wiedzieli, że mogą jej zaufać. To wielka rzecz. Ja takiego zaufania nie mam. Boję się, że jak zamknę na chwilę oczy, stojąc na swojej łące, żeby po cichu moje racice zostawiły ślad, to mi tę moją łąkę betonem zaleją po prostu. Tak naprawdę, to bardzo się z tym pogodzić nie mogę. Jest to dla mnie coś niezwykle nienormalnego. Dlaczego tak jest? Jak to można zmienić? Czy Wy ufacie swoim wspólnotowcom? Czy macie wrażenie, że u Was taka wspólnota istnieje? Pozdrowienia, pozdrowienia. Niesie wiatr od niechcenia. Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: Siedząc sobie w blasku ognia 23.01.07, 07:59 Miewam wrażenie, że istnieje. Nie tak często jednak, jak chciałbym. Zadomawiam się od 15 lat dopiero.... :0) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Siedząc sobie w blasku ognia 23.01.07, 09:08 Ateistko,rzeczywiście,"Heimat" nie da się na polski dokładnie przetłumaczyć. Opisowo można to próbować oddać jako "moje miejsce na Ziemi", ewentualnie "moje najbliższe otoczenie"(w domyśle-razem z ludźmi i tradycją).A polskiego odpowiednika "Heimat" nie ma, bo w Polsce nie ma takiego zjawiska.Dlatego coś, co u nas określa się jako "patriotyzm lokalny", tak trudno z ludzi wykrzesać.Istnieje to,owszem, na Śląsku. Taka wspólnota, o jakiej piszesz, zdarza się, ale rzadko, w okrojonej formie i raczej szczególnych przypadkach. Rodzinna wieś mojego męża,o której pisałam w jednym z pierwszych moich postów w tym wątku,jest takim właśnie szczególnym przypadkiem, a to dlatego, że większość tamtejszych rodzin, to przesiedleńcy z dwóch wsi z pogranicza Kurpi i Mazowsza. W zasadzie wszyscy są jakoś tam spokrewnieni. Podobne sytuacje trafiają się na ziemiach zachodnich. Takie grupy ludzi trafiających na obcy grunt, pomiędzy (wtedy jeszcze) inny kulturowo i językowo naród,siłą rzeczy musiały wykształcić coś w rodzaju wspólnot. teraz to procentuje- najogólniej mówiąc lepszym funkcjonowaniem takich miejsc. Tam gdzie mieszkam, czegoś takiego nie ma. "Moja chata z kraja", "mój pies,moje pchły" itd. Wszelkie próby zamieszania w tym ustalonym porządku spotykają się w najlepszym razie ze wzruszeniem ramion,ewentualnie, mniej lub bardziej dyskretnym, pukaniem w czoło. Akurat moja okolica jest pod tym względem wręcz patologiczna. Powalił mnie całkiem zwyczaj przyjmowania gości na klatce schodowej. Nie chodzi mi o dwuminutową rozmowę w przelocie. Do mojej sąsiadki wpadała,powiedzmy, koleżanka z dzieckiem i przez pół godziny plotkowały sobie przy otwartych drzwiach,a dzieci biegały po schodach. O jakiejś kawie, czy herbacie mowy nie było. Moja wspólnota została w Szklarskiej Porębie. Tamtej wspólnocie ufałam i tam moje racice(:-) ślad zostawiły.I to pomimo,że mieszkałam tam tylko kilka lat. Tu czuję się obco i nie na miejscu. Prawdę mówiąc, powoli tracę nadzieję, że się to zmieni. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Siedząc sobie w blasku ognia 23.01.07, 10:45 Te pisałki z Wami dają mi naprawdę dużo. Dochodzę do wniosku, że ta moja obecna zawziętość, to nic innego jak bezsilność. Zapędziłam się w jakiś ślepy zaułek. Muszą się jakoś odwrócić i spróbować coś innego. Zasadniczo wiem doskonale, że jeżeli roślina nie pasuje do podłoża, to lepiej zrezygnować z rośliny niż na gwałt zmieniać podłoże. Jednak istnieje trochę homeopatyczno-biodynamicznych hokus-pokusów, aby się takie dwa istnienia jakoś pogadziły. Trzeba tylko takich hokus-pokusów trochę na boku mieć. Mam nadzieję, że może wspólnie coś wymyślimy. A na razie potańczmy sobie trochę raciczkami, niech łąka wie, że się cieszyć życiem potrafimy (tym bardziej, że na szronie lepiej ślady widać ;)). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Coście tak zamilkli? 24.01.07, 19:01 Wiatr ustał, a Was wywiało? Haloooooooooo, gdzie jesteście? Ja tu zamierzam właśnie nowe podejście do prowincji wypróbować, bo dzięki Wam jakbym zaczęła ze ślepego zaułka wychodzić, liczę na Was, a Wy mnie tak zostawiacie. Hej, powiedzcie przynajmniej dlaczego? :( Odpowiedz Link Zgłoś
jarl_elmin Re: Coście tak zamilkli? 24.01.07, 21:53 Hoi Mnie zasypało 15 metrową warstwą śniegu, kobiety, półtorak i pisma Ajdukiewicza się skończyły. Ragnarok i osada w jednym, normalnie ;)). Czas pomyśleć o wyprawie kulturosiewczej i spreadaestetycznej na obczyznę :). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Coście tak zamilkli? 25.01.07, 08:10 Zrzuć trochę na pn-zach! U nas dzieciaki już się nawet z gradu cieszą, bo nic innego nie mają :))A to obczyzna to gdzie? :) Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: Coście tak zamilkli? 25.01.07, 12:06 Pn - zach, to do Eskimosów poleci :). Zresztą to Thrym i giganci lodowi władają śniegiem, mrozem i lodem :). Ateistko, a może te dzieciaki, skoro tak cieszą się z gradu, są lodowymi trollami? Się takie skryły magicznie, zmniejszyły, wygładziły lica i czekają. Kiedy nazbierają dość gradu, zabiją wszystkich mężczyzn w Waszej osadzie, dzieci pożrą z chrzęstem kości i plaskaniem jelit, a kobiety, to nawet nie wiem...? :). I nie mówię tutaj o jakichś mechanizmach prawnych, regulujących życie w Waszej osadzie, a o młodych pokoleniu winożłopców :). Się może dziać nietęgo :) A gdzie popłynę z chłopakami następnym razem, to nie wiem jeszcze. Liczy się zaskoczenie, więc sama rozumiesz :). Może Malezja? ;). Harald by chciał, ale powiedział, że tam za ciepło :). Odpowiedz Link Zgłoś
eirinn Re: Coście tak zamilkli? 25.01.07, 10:10 A ja poszłam wiewiórki karmić w parku - tyle się nazlatywało puchatego towarzystwa, że ledwie radę daję ;). Pomoże kto? :). Aha, wiewióry mieszane są - rude nasze i szare angliczańskie :). Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: Coście tak zamilkli? 25.01.07, 11:54 Kizimizi wiewióreczki (tylko niech która spróbuje czym rzucić w mój garnek z nosalem) ;)). Ergo: pomagam :). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Coście tak zamilkli? 25.01.07, 22:22 Wiewiórki też można pchać na pn-zach, bo tutaj mało. Ptaki tylko mnie rozdziobią, albo dach na stodole mi się od nich zawali. Sir Elmin się odgrażał, a śnieg przyszedł wedle zamówienia! Bialutko u nas, a dzieciaki sobie nawet bazę obronną naszuflowały. Dziękuję, dziękuję! Odpowiedz Link Zgłoś
eirinn Re: Coście tak zamilkli? 26.01.07, 21:17 Nieee, niczym rzucać nie będą, grzeczne są i towarzyskie nad wyraz :). Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Coście tak zamilkli? 24.01.07, 22:16 Witam, jestem, czytam, odezwę się, pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Coście tak zamilkli? 25.01.07, 08:17 No to dobrze, już mi lepiej :) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Coście tak zamilkli? 25.01.07, 07:47 Ateistko,przepraszam. Niestety,chwilowo jestem wyłączona z życia. Jeden zbójca ma wiatrówkę,a drugi, jak znam życie, zaraz też będzie miał. Horyzont mi się zawęził do liczenia kolejnych krostek i pilnowania,żeby nie zostały rozdrapane. Zaglądam tu w biegu i raczej bezrefleksyjnie;-)Pozdrawiam i obiecuję,że się odezwę, jak tylko troszkę odetchnę. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Coście tak zamilkli? 25.01.07, 08:16 No to przesyłam tyle energii pozytywnej, ile przesył wytrzyma. Przy wiatrówce, warto zbójcom pazury obcinać dwa razy dziennie, trochę to pomoga, bo tak drapać rady nie dają. Robiłam też konkurs na muchomora (krosty smarowało się takim białym mazidłem) - wygrywał, kto miał najświeższe punkty. Trzymam kciuki, żeby nie wywaliło na językach, bo wtedy to jest rzeczywiście "zenza". Trzymaj się! Pozdrowienia! :) Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: Coście tak zamilkli? 25.01.07, 11:41 Dziatwa półrocze kończy. Luzik wrzuciła, bo z marszu było nieźle. To się udziela. :0) Jeszce jedna "wywiadówka" i czekanie na ferie. Te zimowe wakacje, to jedyna chwila, kiedy zazdroszczę nauczycielom. :0) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Coście tak zamilkli? 25.01.07, 22:31 U mnie niekoniecznie. Dziatw starszy (IV kl SP) doszedł do wniosku, że jest geniuszem i się na nauczycieli zaczął obrażać, że go nie pytają, jak się zgłasza i terrorek sobie wymyślił. Efekt średnia ocen 5.0, z zachowania "dobry". Zrobiłam akcję całodniowego hospitawania lekcji przez rodziców. Chodziliśmy na dużury przez tydzień. Właśnie wróciłam z podsumowania: obłęd po prostu. Jutro wywiadówka - już teraz przygotowuję się na lincz rodziców "kochanych dzieciątek z dobrych domów", jak im przeczytam swoje notatki o zachowaniu ich pupilków (swojego w akcji też widziałam, chociaż nauczyciel twierdzi, że przy mojej obecności w klasie był spokojniejszy). A ferie kocham! W ogóle się zastanawiam, czy szkoła to nie przeżytek. Może lepiej: komputerek w domu i dwa razy do roku miesięczne obozy integracyjne. Grzecznie, ładnie i tanio. Pozdrawiam! :) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Coście tak zamilkli? 26.01.07, 00:25 Zaglądam tu w zasadzie tylko po to,żeby udowodnić sama sobie,że jeszcze żyję (aczkolwiek nadal mam pewne wątpliwości) ;-) Nie mogę się jednak po Twoim, ateistko, poście powstrzymać przed napisaniem kilku słów. Otóż obawiam się,że lincz to eufemizm w tym przypadku;-) Przygotuj się na wiwisekcję. Też przez coś takiego przechodziłam. Szpony i dzioby pójdą w ruch. Mamusie tych "kochanych dzieciątek" są zaślepione dokumentnie, bezwzględne, a przy tym oporne na wszelką argumentację, jak również głuche i ślepe na fakty (oczywiście dotyczy to wyłącznie ICH dzieci). Będę trzymać kciuki za Ciebie. Teraz idę spać (wreszcie). Dobrej nocy. Ps. Może jakieś kropelki jutro przed?;-) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Coście tak zamilkli? 26.01.07, 13:47 Już stałam pod ścianą, jak syn był w 2 klasie. Wtedy byłam sama, teraz mam za sobą jeszcze 3 inne mamy, które też brały udział w tej akcji, oraz wychowawcę. Zobaczymy. Jestem 100% wojownikiem: trzeba wykazać odwagę, reszta nie ma znaczenia. :)). Byle by tylko coś to dało! Niech się w końcu jakiś bąbel w tym bagnie pojawi. Kciuki trzymaj mocno. Napiszę wieczorem, ile krwi się polało. Pa! Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Bąbel poszedł w górę 26.01.07, 21:22 Linczu nie było, nawet zamiaru! Kolejni rodzice zapisali się na całodzienne wizytacje. Wygląda na to, że coś się zaczyna ruszać. Szczęśliwa prowincjonalna ateistka :) Odpowiedz Link Zgłoś
turms.niesmiertelny Re: Coście tak zamilkli? 27.01.07, 05:45 Tu chyba może pomóc wyłącznie założenie szkółki niedzielnej. Prowadzonej przez "Mamusie". Brawo. Nie ma jak to szkoła, w której wykładowczynią jest Mama. Nieprawdaż? (Przynajmniej drugo- i czwartoklasiści nie będą prześladowani przez Potwornych Nauczycieli z Oz). Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Coście tak zamilkli? 27.01.07, 11:48 O jej! Skąd ja to znam! Rodzice -nauczyciele. Okropieństwo obustronne, moja autopsja aż się skręciła na samo wspomnienie. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Coście tak zamilkli? 28.01.07, 12:47 Nie bardzo wiem, co masz na myśli. Nauczyciele nie są potworni, są absolutnie zagubieni. Dzieciaki siedzą im na głowie i nie mowy praktycznie o jakimkolwiek procesie edukacyjnym. O co Ci chodzi w stosunku do mam? Uważasz, że to błąd, że chcą pomóc nauczycielom w ukróceniu wybryków ich dzieci? Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Coście tak zamilkli? 28.01.07, 16:06 Jeśli to było do mnie, to wyjaśniam, ze mi chodziło tylko o sytuację z mojego dzieciństwa. Moi rodzice byli nauczycielami, i to w dodatku moimi! Dlatego wspominam to z dreszczem....to nie jest dla dziecka dobra sytuacja, gdy mamusia i tatuś są obecni w szkole. Wierz mi, mnie to mocno stresowało. A co do bezradności nauczycieli? Hm, to chyba zależy od osobowości człowieka-nauczyciela. Są tacy, którzy pozwolą wejść na głowę i tacy, którzy na to nigdy nie pozwolą. Wczoraj miałam podobna dyskusję, i nadal podtrzymuje swoją opinię: wszystko zależy od człowieka. A akurat środowisko nauczycielskie jest mi doskonale znane, po prostu doskonale. Odpowiedz Link Zgłoś
turms.niesmiertelny Re: Coście tak zamilkli? 29.01.07, 12:51 jaaasne, wszystko zależy od człowieka... (a człowiek pochodzi od małpy, albo i nie, wjadomo) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Do Nieśmiertelnego 29.01.07, 14:01 Nikiedy wiele zależy też od tego, czy się żyje, czy już nie. Albo czy się rzeczywiście ma coś do powiedzenia, czy nie. A małpy to szalenie inteligentne zwierzęta. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Do Gapuchny 29.01.07, 13:59 Nie było do Ciebie :). Jestem z wykształcenia nauczycielem i kiedyś pracowałam w szkole. Zgadzam się z Tobą absolutnie, że wszystko zależy od człowieka (ludzi), zresztą nie tylko w szkole. Jednak w przypadku klasy mojego syna, nie radzi sobie niestety żaden nauczyciel. :( Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: Do Gapuchny 30.01.07, 00:16 O matko jedyna! współczuje i Tobie i tym biednym nauczycielom :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Coście tak zamilkli? 26.01.07, 13:50 Potrzebujesz atestu, na to że żyjesz? Chętnie Ci go wystawię. :} Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Coście tak zamilkli? 29.01.07, 18:35 No to coś wam opowiem z ostatniej chwili (jak na zamówienie pasuje do tematu:-).Moje najstarsze 17-letnie dziecko wróciło dzisiaj do domu ze szkoły,usiadło w kuchni i milczy (raczej rzadki przypadek). Na moje pytanie, czy coś się stało oznajmił,że był w swoim byłym gimnazjum. Odwiedził swoją wychowawczynię. (Dla jasności opowieści muszę powiedzieć,że do dnia dzisiejszego moje dziecko jest w tej szkole wspominane jako jeden z największych pyskaczy-zawsze miał coś do powiedzenia,na ogół oczywiście w opozycji do nauczyciela).Ta zaproponowała mu wizytę na lekcji. Mój syn wrócił do domu w szoku. "Mamo, to jakieś zwierzaki" oznajmił. Na moje delikatne przypomnienie, że na wywiadówkach był jednym z wiodących tematów, oznajmił z godnością: "Mamo, ale ja pyskowałem KULTURALNIE" ;-) Z trudem zachowałam powagę... Odpowiedz Link Zgłoś
turms.niesmiertelny Re: Coście tak zamilkli? 30.01.07, 01:36 I śmieszno i straszno, zarazem... Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik takie tam, truizmy 30.01.07, 05:51 Dziatwa dorasta. Kolejne pokolenie ma luźniejszą smycz. Wychowanie do wolności wymaga skuteczniejszych kagańców. OLDSZCZEKA ?! ;0) Odpowiedz Link Zgłoś
el_morfeusz Re: Coście tak zamilkli? 30.01.07, 07:36 ateistka1963 napisała: > Wiatr ustał, a Was wywiało? Haloooooooooo, gdzie jesteście? (...) Ja milczę z przyczyn technicznych i dla „zmylenia przeciwnika” – coś jakby świnia albo dzik (znaczy guziec) w owczej skórze na hali we wschodniej prowincji;) Czasami zaglądam tu „niby służbowo” ale ryzyko zdemaskowania mnie przez realnego zwierz_chnika jest kwestią czasu lub rozmowy z firmowymi informatykami. Wiesz, jego ścieżka kariery... rzeźnia... ma ten golfiarski tik, przypuszczam jednak, że kij którym operuje w zaciszu domowym ma kształt styliska... Nawiasem mówiąc, na widok zaciskających się dłoni, unoszonych płynnym ruchem w lekkim zamachu - dostaję kłujących nerwobóli w środkowej części płata czołowego. Czuję, że mi się właśnie przygląda, kiedy przechodzę do tego „FOCZ_matrixa” zamiast pracować... U „nas” też wiało... jednak dom mam solidny; naprawiamy szkody w sąsiedztwie, ramię w ramię... tylko czasami spoglądam na zachód i rozedrganymi nozdrzami... dziś śnieg i mróz... ehh... Z wielu powodów nie mogę teraz aktywnie włączyć do inicjowanych przez Ciebie projektów ale chciałem jeszcze raz życzyć Ci powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Do El Morfeusza 30.01.07, 13:20 Dziękuję! Może z czasem, będziesz miał inne możliwości. Poczekam, (ewentualnlie -my). A wiatrowi zaufać można, od zawsze wieje raz w tę, raz w tamtę - czyli myśli wysyłać dotrą zawsze. Pozdrawiam gorąco :-) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Szkoła 30.01.07, 13:33 Po tej swojej całodziennej wizytacji, doszłam do wniosku, że jakieś mechanizmy przestały działać. Na spotkaniu podsumowującym akcję doszliśmy do wniosku, że problem ma trzy aspekty: 1. techniczny (zła akustyka sal, ciasnota (22-osobowe klasy są za liczne), szkoła zbiorcza), 2. wychowawczy (dzieciaki nie znają podstaw norm zachowania przydatnych w miejscach publicznych) 3. metodyczny (nauczyciele nie znają skutecznych metod potrafiących w "demokratyczny" sposób egzekwować dyscyplinę). Punkt drugi zabił mi ćwieka. Naprawdę nie przypuszczałam, że dzieciaki tak mało wiedzą o normach współżycia w grupie. Także moja latorośl z wielu zależności po prostu nie zdaje sobie sprawy. Wydawało mi się, że zwracam na to uwagę, że razem z mężem jesteśmy wzorem, jak należy się zachować, jednak stwierdziłam, że dzieciaki na wiele rzeczy nie zwracają uwagi. Po prostu nie przyszło im do głowy, że powinni na to uwagę zwrócić. W klasie syna jest trojr dzieci w trudnej sytuacji rodzinnej, które na dodatek są nadpobudliwe, ale jest też siedmiu dominujących, którzy są z tak zwanych "dobrych domów", zdolne inteligentne - i po prostu nie do wytrzymania. Myślą, że należy im się bycie pępkiem świata i nie potrafią wyobrazić sobie, że mogłoby być inaczej. Oni nadają ton. Na szczęście wychowawca klasy jest młodym i stosunkowo zangażowanym człowiekiem, więc może coś się da z tym zrobić. Odpowiedz Link Zgłoś
usmiechniety.padalec Re: Szkoła 01.02.07, 09:23 No to może się w końcu odezwę;-) Ateistko, na punkt pierwszy i trzeci wielkiego wpływu nie mamy (przynajmniej na krótką metę). Natomiast punkt drugi... Za moich czasów (hehe) szczenięcych norm zachowań społecznych uczyło wszystko dookoła. Jeśli kopnąłem nielubianego kolegę w kostkę, częstując go przy tym jakimś wyszukanym epitetem, najbliżej przebywający dorosły brał mnie za ucho i prowadził do domu (po drodze obszernie informując mnie co zrobiłem nie tak) i oddawał w ręce karzącej sprawiedliwości. Sprawiedliwość po raz kolejny obszernie informowała mnie co zrobiłem nie tak, po czym ponownie byłem brany za ucho (czy co tam innego) i prowadzony w celu przeproszenia,obiecania,zadośćuczynienia... Dzisiaj taki dorosły najpierw (na ogół,są chlubne wyjątki) zostałby zmieszany z błotem przez delikwenta przy użyciu słów powszechnie uważanych za..., następnie przez jego rodziców oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej i nie tylko, a następnie komentowany przez kilka dni, w obecności pociechy oczywiście,słowami niewybrednymi. Sami rodzice nie mają na ogół czasu wysłuchać dziecięcych opowieści podwórkowych i naprostować latorośli w ich ocenach i zachowaniach. Nie maja też czasu na wiele innych rzeczy, na przykład zastanowienie się,że coś co dla nas jest oczywiste, dla dziecka wcale takie być nie musi (sam się na tym łapię dość często). Efekty są takie jak widać na każdym kroku. Może wyjściem byłaby umowa między rodzicami, sąsiadami itd, że reagujemy wszyscy na zauważone "przestępstwa". Nawet jeśli włączyłaby się w to niewielka grupa, zawsze jest to dla dzieci jakiś sygnał, że nie są całkowicie bezkarne, że istnieją jakiekolwiek społeczne zachowania i że ktoś się interesuje tym co robią. Zapewne wiele to nie zmieni, ale przecież od czegoś trzeba zacząć:-) Pozdrawiam wszystkich "wątkowiczów". Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: A mnie jeszcze ciekawi jedno.... 04.01.07, 19:36 Naprawdę myślisz, że miałoby to znaczenie? Co Ciebie skłoniło do takiej wypowiedzi? Poza tym nie uważasz, że zawłaszczasz sobie słowo "nasza"? O jakim "my" myślisz? Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: A mnie jeszcze ciekawi jedno.... 04.01.07, 19:57 No to najwyraźniej mogę spać spokojnie. Odpowiedz Link Zgłoś
alpal0 Re: życie na prowincji 30.01.07, 18:13 ateistka1963 napisała: > Intelektualnie ciasno, duszno, nieprzyjemnie. Jak to zmienić? Zaprzyjaznic sie z miejscowym proboszczem, moze byc OK> Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 30.01.07, 19:08 Już było. Proboszcz niestety interesuje się tylko sferami o wysokim stopniu metafizyki. Doczesność jest dla niego zbyt uciążliwa. :) Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: życie na prowincji 01.02.07, 17:07 ateistka1963 napisała: > Już było. Proboszcz niestety interesuje się tylko sferami o wysokim stopniu > metafizyki. Doczesność jest dla niego zbyt uciążliwa. :) Błąd rzeczowy, droga koleżanko - co ma metafizyka do sfery sacrum, transcendencji i religii w ogóle?? Toż to filozofia szukania prazasady, uniwersalizmu. Rozumiem, że posłużyłaś się potocznym pojmowaniem "metaphysis" :). A doczesność dla "wioskowego" klechy zawsze jest ciężka. 300 kg kałduna - i weź to noś po osadzie. Od obiadu do obiadu :)). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 02.02.07, 09:33 A co jest "poza fizyką"? Od obiadu do obiadu - to i owszem (jeśli nie zapomni się o podwieczorku), 300 kg kołduna - uważaj, żeby się nie dowiedział - bo klątwę rzuci. :} Odpowiedz Link Zgłoś
adi_100 Re: życie na prowincji 01.02.07, 14:39 odniesc sie chcialem, bo talent mna targa: po pierwsze primo, ze osobiscie marze skrycie o przeprowadzce na prowincje, pal szesc nawet owa ciasnote; tak sobie mysle, bladzac zapewne i idealizujac, ze ludzi rozgarnietych spotkac mozna wszedzie, a inteligencja niewiele ma wspolnego z madroscia. notowane sa przypadki debili z tytulami i na odwyrtke, ludzie niewyksztalceni bywaja madrzy. biore rowniez pod uwage takie wytlumaczenie, ze sam bedac niespecjalnie rozgarniety wpasowalbym sie w takie srodowisko niczym brakujacy puzzel (ale na max 24 elementy, bo na wiecej nie staje cierpliwosci) po drugie primo, ze rowniez posiadam dzieci w wieku bardzo szkolnym. 16 latek uczeszcza do I klasy liceum, definiowanego jako "renomowane". odsiew egzaminacyjny powoduja, ze klasy w owej szkole skladaja sie wylacznie z indywidualistow, pepkow swiata, najmadrzejszych, najzabawniejszych, najbardziej uzdolnionych itp - przynajmniej w ich wlasnym pojeciu. i jakos kadra nauczycielska radzi sobie z ta tluszcza, na lekcjach cisza jak makiem zasial, atmosfera pracy i wzajemnego zrozumienia. dopiero na przerwach uwidaczniaja sie roznice w wychowaniu, w traktowaniu wartosci, w okazywaniu swych sympatii czy antypatii. ale osobiscie nie dostrzegam w tym nic zdroznego. to odwzorowanie terazniejszosci z ktorej nasi milusinscy czerpia pelnymi garsciami. i wlasnie dlatego po trzecie primo, ze pomijacie panstwo fakt istnienia rzeczywistej globalnej wioski. porownajcie prosze dostepnosc do informacji jaka mielismy "w naszych czasach" z obecna, i pogodzmy sie z tym, ze w roznym stopniu co rodzice i szkola, nasze dzieciaki wychowuje telewizja, internet, literatura... inna telewizja i inna literatura niz nas. nie chce mi sie rozwijac, kto chce to zrozumie ... pozdrawiam j. Odpowiedz Link Zgłoś
usmiechniety.padalec Re: życie na prowincji 01.02.07, 14:52 Co do pierwszego i drugiego primo, nie zamierzam dyskutować, bo i z czym;-) Ale trzecie wraca do jednego z wątków tej (dość rozgałęzionej) dyskusji. Adi,taka wioska, owszem, istnieje, ale raczej w miastach. Na szeroko rozumianej prowincji to czysta teoria. Internet jest w ograniczonym zakresie (chyba posłużyłem się eufemizmem), z telewizji często dostępne są dwa, góra trzy programy, a literatura...pod warunkiem,że ktoś tego wynalazku w ogóle używa. Stąd w ogóle wziął się ten wątek. Szanowni interlokutorzy deliberują (matko,jakiego słownictwa ja używam) nad zmianą tego stanu rzeczy od jakichś dwustu paru postów;-) Odpowiedz Link Zgłoś
adi_100 Re: życie na prowincji 01.02.07, 15:49 czyli (jak w almodovarze), globalna wioska sklada sie z aglomeracji .. prowincja skazana jest na pozostanie prowincja ... jezeli tak, rozroznic zapewne musimy prowincje od prowincji, bo jezeli debata dotyczyc ma, nazwijmy to haslowo, terenow popegeerowskich, to pewnie ratunku znikad (jakies badanie socjologiczne chodzi mi po glowie: na pytanie skierowane do nastolatkow "kim chcialbys byc w zyciu doroslym" cos kolo 80% odpowiedzialo "bezrobotnym"). nie demonizujmy jednak, takie tereny znajduja sie w kazdym kraju, nawet najbardziej rozwinietym (nie bede sie tu poslugiwal przykladem USA, bo pewnie wzbudze tylko radosny rechot u gawiedzi). wiec jezeli mowimy o takiej prowincji, to wypisuje sie z roli wujka dobra rada. ale jezeli rozpatrujemy problem prowincji blizszej cywilizacji, to chyba nie do konca tak. przyklad: jestem szczesliwym posiadaczem dzialki w okolicach szczytna (mazury dla niewtajemniczonych), miasteczko gdzies tak ze 20.000 mieszkancow, trudno wiec nazwac je metropolia. i wszystko jest: ksiegarnie, antykwariaty i tania ksiazka (dla zainteresowanych ofkors), dwie czy trzy sieci tv kablowej, internet zarowno z tpsa jak i miejscowy droga radiowa. powiesz, kogo tam na to stac?? otoz procentowo nie mniej niz mieszkancow wawy, krakowa czy wroclawia. norma. w kazdej spolecznosci mozna sie doszukac zasciankowosci, nie ma to nic wspolnego z miejscem zamieszkania. i jeszcze jedna uwaga: jadac przez zabite deskami wioszczyny zwroc uwage na krajobraz - na kazdej szopie powieszony satelita:) zatem nie do konca sie zgadzam, ale poki co, przynajmniej z definicji, mamy wolny kraj, to se mozemy podyskutowac. a co. i nadal chce na prowincje. bo wiesz, z wiekiem wzrasta zapotrzebowanie na swiety spokoj, a obserwujac mieszkancow takich miasteczek i miescinek jak wlasnie szczytno, nidzica, czy inne nic nikomu nie mowiace, po trosze im zazdroszcze. czas jakos wolniej plynie, szczurow do wyscigow brakuje, usmiech niesztuczny latwiej zoczyc, zyczliwosci od przygodnie spotkanej osoby mozna sie w ciemno spodziewac, panie w urzedach kawa czestuja (!!!). jakos takos ... niespiesznie. niemniej deliberowanie jeszcze nikomu nie zaszkodzilo:) pozdro j. Odpowiedz Link Zgłoś
usmiechniety.padalec Re: życie na prowincji 01.02.07, 19:36 Adi, zaskoczę Cię chyba. Ja się urodziłem pod Szczytnem. Taka wioszczyna,co to na mapie jej nie uświadczysz.Płozy się toto nazywa.Mieszkałem tam przez całe lata,a i teraz bywam często. Wiem,że wiele się zmieniło. Ale w tym moim miejscu na Ziemi (bo nadal jest to moje miejsce) zmieniło się niewiele. Internet dostępny jest wyłącznie dzięki dobroci (hehe) TP-sy i to tylko przez modem. Resztę sobie dopowiedz. A ludek tu niebogaty. Szczęście w przypadku tej akurat wsi polega na ludziach,którym jeszcze się co nieco chce.Tyle,że niewiele mogą. Po prostu nie mają środków. W sumie w większości okolicznych wsi życie kulturalne odpowiada mniej więcej temu, co sir_elmin był łaskaw w tak dowcipny sposób opisać (mam tylko niemiłe wrażenie,że pisał to lekką nutką pogardy). Posiadanie działki w miejscu tak bogatym w dobra wszelakie nie świadczy o tym, że wszędzie w okolicy tak jest. Świadczy jedynie o tym, że ktoś starannie przygotował teren dla mieszczuchów;-). Proponuję Ci dobrze przyjrzeć się miejscu, w którym, jak rozumiem, chcesz kiedyś zamieszkać. Czy zastanawiałeś się dlaczego tam jest wszystko takie tanie? Porównaj sobie ceny. To efekt starannej oceny rynku przez handlowców. Tu każdy liczy najmniejszy grosik. Tzw. siła robocza jest też nieporównywalnie tania. A to dlatego, że bezrobocie jest wręcz katastrofalne. Mówisz o czymś, o czym nie bardzo masz pojęcie. Stoisz z boku i oceniasz bardzo powierzchownie. Pomieszkaj tam trochę (mimo wszystko to dobre miejsce do życia, zwłaszcza jeśli ma się za co żyć),potem pogadamy. Ja stamtąd uciekłem wiele lat temu, ale ciągnie mnie to miejsce nieodparcie:-).Życzę powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
adi_100 Re: życie na prowincji 02.02.07, 13:39 padalcu drogi (smiesznie to brzmi swoja droga) :) pewnie ze tak, stoje z boku i niem mam pojecia ale, odwracajac sytuacje, uwazam to , za swoja przewage w stosunku do twego ogladu, nie skazony bowiem jestem tymi nalecialosciami i problemami, ktore dotykaja ciebie - mieszkanca prowincji (bez zlosliwosci) wpadam sobie od czasu do czasu i obserwuje zycie prowincjonalne. coz widze (okiem mieszczucha)?? otoz dostrzeganm, ze w prawie kazdym sklepie wywieszonna jest kartka o tresci "zatrudnie", widze, ze w ciagu ostatnich 2-3 lat powstalo kilka marketow, a wiec kolejne miejsca pracy, stwierdzam, ze chcac przeprowadzic remont domku letniskowego, firemki (bo trudno je nazwac firmami, jezeli pracuja w nich ojciec, syn i ziec) wstepne terminy okreslaja na "w przyszlym roku, jakos na wiosne...", dostrzegam ludzi oferujacych drewno kominkowe, grzyby, jagody, ciasta wlasnego wypieku i porownujac ceny musze po raz kolejny zaprotestowac, ZAWSZE przewyzszaja te warszawskie. i dobrze, warszawiakow trzeba doic, maja z czego niech placa :) tez place nie majac nic przeciwko. zdaje sobie przeciez sprawe, ze dochody z takiej "wakacyjnej akwizycji" musza wystarczyc na utrzymanie przez caly rok. czyli kreci sie, dzieje sie cos, twoja wizja "katastrofalnego bezrobocia" jest zbytnim czarnowidztwem. mowie to ja, mieszczuch :) i nie mow prosze, ze tak to tylko w miejscowosciach, gdzie znajduja sie skupiska dzialek. przypominam zaznaczone przeze mnie peregrynacje w poszukiwaniu wykonawcy remontu domu - zjezdzilem i obdzwonilem wszystkich mozliwych w promieniu 50 km. roboty maja full .... pozdrawiam j. ps. moja dzialczyna na wschod od szczytna, jakies 25 km od ciebie:) Odpowiedz Link Zgłoś
usmiechniety.padalec Re: życie na prowincji 02.02.07, 17:21 Adi,ja stamtąd uciekłem wiele lat temu. Nadal mieszka tam moja rodzina. W Warszawie też już od paru lat nie mieszkam, więc trudno mi porównywać tamtejsze ceny. W porównaniu z cenami w Wielkopolsce, tam jest dużo taniej. Tyle,że ja nie mówię o drewnie kominkowym (na wsi mało kto takowy posiada), nie mówię też o grzybach czy jagodach (można je nazbierać samemu i jeszcze pohandlować;-)), czy o domowych ciastach (powód oczywisty). Mówię o chlebie, mące, kaszy... o produktach niezbędnych do funkcjonowania. Inna sprawa, że ostatni rok rzeczywiście zmienił Szczytno.Swoje zrobiły pieniądze z Unii i zmasowany najazd mieszczuchów;-).Powstało sporo nowych sklepów i, jak to nazywasz, "firemek". Warszawa daje im zarobić;-)I bardzo dobrze. Jeszcze trzy lata temu to był obraz nędzy i rozpaczy. Ale bezrobocie jest dalej. Owszem pracowników szukają sklepy i firmy budowlane (z ogólnie znanych powodów). Ale poza tym pracy nie ma. Bezrobocie przerasta średnią krajową o ładnych kilkanaście procent, chociaż powolutku się poprawia. Między innymi, dzięki takim amatorom prowincji, jak Ty:-). Pozdrawiam i wstępnie zapraszam latem do Płozów na "rozpoznanie" terenu:-) Odpowiedz Link Zgłoś
adi_100 Re: życie na prowincji 02.02.07, 17:37 nie omieszkam:) jedno zdanie tylko jestem bardzo pozytywnie nastawiony do dalszego rozwoju polskiej wsi (nie mylic z WueSI), sa pieniadze, bedzie praca i kto tylko bedzie mial chec i ciut samozaparcia, bedzie zyl na sensownym poziomie. wszystko przed nami, "ja, wojt, wam to mowie" :) serdeczne pozdro z zyczeniami powodzenia j. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: życie na prowincji 01.02.07, 16:01 Z tym globalizmem, to owszem i nie owszem. Był kiedyś taki artykuł w "Niezbędniku inteligenta" (dodatek do Polityki), który serdecznie polecam. Kultura osobista nie polega na tym, żeby siedzieć jak trusia. Dyskusje są konieczne i oczywiście minęły czasy, gdy dzieci i ryby głosu nie miały. Ja jestem instancją srogą - jeśli moje dzieciaki uważyły coś, co jest "be" - to muszą swoją zupkę wypić do końca z wylizaniem kociołka włącznie. Zgadzam się obsolutnie z Padalcem uśmięchniętym (pozdrowienia, pozdrowienia :)), że gdyby dorośli reagowali na to, co się dzieje wokół, byłoby zdecydowanie lepiej. Zastanawia mnie dlaczego nie chcą tego robić (pomijam na początek fakt, że często jest to dzisiaj akt absolutnie fizycznej odwagi)? Teraz w modzie jest absolutny egozcentryzm. Tak zwane "gwiazdy" (wszelkiej maści) pdkreślają na każdym kroku, że interesuje ich tylko ich racja, ich pogląd, ich sytysfakcja seksualna, ich pieniądze, ich (nagi) tyłek itd.. Dlaczego tylu ludzi daje się na to nabrać? Jaka przyszłość zawodowa marzy im się dla ich latorośli? No bo taki pracownik banku np. kindersztubę mieć musi, bez tego to fora z rozmowy kwalifikacyjnej. Na mikołajki w przedszkolu chłopcy dostali maszyny do zabijania w kształcie dinozaurów (jakaś manipulacja genetyczna chyba), a dziewczyny lalkę "niby Barbi" ubraną w stanik, kusą rozpiętą kurteczkę i miniuwę ledwo zakrywającą wyciśniete na plastikowym tyłku gacie. Tego cudownego zakupu dokonali rodzice z rady rodziców. A mnie zastanawia w co te 6-letnie dziewczynki mają się tymi lalkami bawić? W seks balangę? A może w klub anorektyczek? Nie wiem. Ale na przykład jednocześnie dyrektorka przedszkola mówi dzieciom, że nie wolno przychodzić z rozpuszczonymi włosami do przedszkola. Ja teraz nakupiłam ekranizacji Austen i robię z dzieciakami "angielskie" kolacje. Mam nadzieję, że pokaże to mojej dziatwie, że "maniery" to wspaniałe narzędzie do dobrego międzyludzkiego współżycia. Myślę, że najlepszym sposobem na to, aby nie być w życiu osamotnionym, to po prostu regularne zauważanie innych. Jednak, czy ten rachunek tu na wsi wyjdzie..? Pewna nie jestem. Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: życie na prowincji 02.02.07, 17:35 Witam serdecznie. Ale z tą przeprowadzką, to należy mocno się zastanowić. I dokładnie zajrzeć w głąb siebie - czego potrzeba najbardziej! Odpowiedz Link Zgłoś
mmariak1 Re: życie na prowincji 01.02.07, 15:39 Chyba na prowincji są tez książki, filmy, spacery itd. Ja nie mam czasu na nudę, a też jestem z prowincji. Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin książki, filmy, spacery 01.02.07, 17:16 mmariak1 napisała: > Chyba na prowincji są tez książki, filmy, spacery itd. Ja nie mam czasu na > nudę, a też jestem z prowincji. Prowincjonalne biblioteki są jeszcze gorzej dotowane niż miejskie. A ileż można jakieś narodowo - wyzwoleńcze crapy romantyzmu czytać (plus crapy powojenne i "Harry Pottera" ;) )? Problem jednak nawet nie w tym, że mało książek, tylko ponad połowa Polaków W OGÓLE nie czyta - lol, rotfl, omfg an so on :). Spacery - jasne, po kościele i rosołku niedzielnym, z barku MacDonalda, zostaje stodoła "Antka szwagra zięcia brata" i klasyczna, tradycyjna godzinka, dwie przy bimbrze/piwie etc. Filmy - "Sami Swoi" po raz 666. Ew. ściągnięte z netu pornole, gdy na dworzu dżdży, stodoła się zawaliła i można "do dekorować" szczęśliwą godzinkę, dwie tymi ważnymi kulturowo obrazami :). Ach, no i "Harry Potter" czy inne "Pachnidło" i "S@amotność w sieci" - crap show. I naprawdę współczuję etnografom/etnologom badającym wieś polską... Odpowiedz Link Zgłoś
usmiechniety.padalec Re: książki, filmy, spacery 01.02.07, 19:51 Elminie, sama prawda z twoich ust płynie (świadomie pomijam podtekst). Tak właśnie wygląda prowincjonalne życie kulturalno-towarzyskie. Zgadzam się również, że z czytelnictwem jest tragicznie (ale to nie jest domeną prowincji tylko;-). Nuda podszyta totalnym tumiwisizmem. Powiedz mi tylko, dlaczego na tą zapyziałą prowincję ucieka coraz więcej ludzi. Adi zauważył. Ludek prowincjonalny, mimo wszystkich przywar, jest po prostu ŻYCZLIWY. Czego i Tobie i innym mającym przyjemne poczucie wyższości życzę serdecznie. Pozdrawiam ciepło ateistkę, gapuchnę i paletę (obie obecne gdzieś w tle:-). Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: książki, filmy, spacery 01.02.07, 19:56 Ech,wiedziałam, że w końcu nie wytrzymasz ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Re: książki, filmy, spacery 01.02.07, 22:26 Nigdzie w powyższym poście nie napisałem, że są nieżyczliwi, nie wywyzszam się etc, etc - wcześniej w tym wątku napisałem do Morfeusza - mam o wiele większy szacunek do różnych rzeźników, kołodziejów, siewców/zbieraczy etc, niż do "bywalców wernisaży" czy ludzi z miasta - plebs jest tam, gdzie nie ma "czynnika humanistycznego" - w miastach i elytach czyli i głównie :). Mimo wszystko pozdrawiam :). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: książki, filmy, spacery 02.02.07, 09:59 Aj, ludziska! No nie wkopujcie mnie w dziurę bardziej! Spacery, literatura - no wszystko cacy - u nas w bibiotece Tokarczuk jest (oklejona w folię), jej "Dom dzienny, dom nocny" o prowincji i jej magii jest, a wczoraj to księżyc taki w dziwnych chmurach był, nawet dzieciaki zauważyły (Mama patrz! Jakby w takim kręciołku z chmur był! Albo jakby go taka ośmiornica chciała pożreć, jak ta z Jacka Sparrowa!). Do mnie zaczynają pielgrzymować zaprzyjaźnione stowarzyszenia zza Odry. Nowy sezon w Unii się zaczął - 2007-2013. Przyjeżdżają i roztaczają możliwości współpracy, a we mnie się jakoś żadna iskierka pojawić nie chce. W lokalnym tygodniku opublikowali, że znowu zmniejszyła się liczba mieszkańców (w naszej wsi o 69 osób mniej). Ferie są i dzieciaki się nudzą. Syn chciał pójść do kolegi, ale nie mogli się bawić, bo jego mama jest w pracy i on musi z siostrą zamknięty w mieszkaniu siedzieć (sami, zamknięci na klucz, bez klucza). Szkoła zamknięta, świetlicy nie ma (pieniędzy nie ma, choć się wójt chwalił, że w kasie ma 92 tys. nadwyżki, ale to na kanalizację pójdzie w którejś kolejnej wsi). Przyjeżdzają te Niemiaszki i chwalą, i chwalą, i nie rozumieją, dlaczego ja taka niezadowolona jestem z tego, co zrobiłam. A ja czuję się wyssana ze wszystkiego. Te imprezy, wystawy itd - co to daje? Wieś z roku na rok brzydsza, ciasnota coraz ciaśniejsza (choć tylu do roboty na Zachód jedzie, więc się niby świata napatrzą), perspektywa coraz płytsza. Tak myślę i myślę: co by tych ludzi zainteresowało? Pomyślcie. Poważnie, proszę (choć śmiech to zdrowie, więc wstawki np Sir Elmina są jak najbardziej pożyteczne). Ateistka jak motyl zlany kubłem wody :( Pozdrowienia, bez chlipenia :) Odpowiedz Link Zgłoś
adi_100 Re: książki, filmy, spacery 02.02.07, 17:33 to czymze jest w rezultacie owa "prowincja" ?? kim sa ludzie mieszkajacy poza "prawdziwa cywilacja" ?? konglomeratem pijusow, obibokow, rozplotkowanych bab, zdegenerowanej lub na najlepszej drodze do degeneracji intelektualnej a do tego jeszcze niedomytej holoty - jak chce imc pan sir ?? taka rowniez istnieje, o takiej, powtarzam, nie rozmawiajmy, szkoda czasu i madrzenia (sie). wiec ?? tak se leniwie mysle, ba, upieram sie stanowczo, ze niczym sie nie roznia od innych. srednia krajowa. moze - w porownaniu z miastowymi - nieco mniejszy odsetek czytajacych, z pewnoscia mniejszy odsetek buszujacy w sieci (dostep!!), mniej ich w muzeach, teatrach na wystawach, boc to przeciez cala wyprawa, a nie wsiasc w tramwaj czy taksowke. jasne, nie podlega dyskusji. problem jednak nie polega na tym czy moge, lecz na tym, czy chce. i czy dostrzezemy pozytywy mieszkania na prowincji. ja niezmiennie dostrzegam, bo nigdzie nie ma takiego nieba, jak nad polskimi wsiami, bo nigdzie tak nie pachnie i nigdzie nie uslyszymy takie wrzasku budzacych sie ptakow jak w polskich lasach, bo nie ma nic bardziej urzekajacego jak wschod slonca nad jeziorem, gdy mgla leciutko unosi sie nad jego spokojna tafla, i nigdzie snieg nie jest tak bialy i skrzypiacy. a jezeli koniecznie ktos teskni do zadymionych i rozwrzeszczanych klubow, trendyankulowych wystaw, na ktorych pod pozorem podziwiania takiej czy innej instalacji (boszsz, co za okreslenie) wala tlumy na darmowa lyski, jezeli ktos nie wyobraza sobie funkcjonowania bez plotek, palacowych gierek, robienie z siebie na kazdym kroku swini - zwanych potocznie droga do awansu w strukturach preznej korporacji o kapitale amerykansko-niemiecko-arabsko-izraelskim, jezeli ktos nie potrafi zyc bez biletow na premiere, torebki od prady, pierscionka z brylantem, jezeli dla kogos spelnieniem zyciowego marzenia jest zasiadniecie za kierownica porsche cayenne, posiadania apartamentu na powislu i wlasnej wizytowki w portfelu na ktorej skrza sie litery, ukladajace sie w urzekajace i podniecajace slowo ..... "vi-ce-pre-si-den-tt", to ja nie mam nic przeciwko. a proszsz bardzo, scigajcie sie, walczcie, cieszcie sie swoimi sukcesami i zyjcie nadzieja, ze jezeli juz uda wam sie osiagnac wiek emerytalny, bo jakims cudem nie powali was wczesniej zawal, wylew, nadcisnienie, przedawkowanie, alkoholizm, to wtedy z zadowoleniem bedziecie mogli siasc w fotelu i stwierdzic, zescie wspaniale pozyli, bo juz tylko 7 lat i splacicie kredyt, na ten apartament, co to wlasnie zamieszkujecie. powodzenia. a ja i tak w najblizszym mozliwym czasie spieprzam na prowincje, cieszyc sie bytem nawet z internetem przez modem czy inny gprs. pozdrawiam warsiawiak z krwi i kosci ps. a dzieci nudza sie w czasie ferii pod kazda szerokoscia geograficzna. niekiedy bardziej na tych nibyodjazdowych obozach niz w domu. wiem, bo uslyszalem w domu "jezeli na narty, to tylko z wami". i wlasnie po to mamy dzieci, by uslyszec od czasu do czasu cos, co zapiecze pod powiekami. i co to ma wspolnego z miejscem zameldowania??? - "pieklo jest ponizej nieba" (j.carroll) Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Adi 02.02.07, 19:09 ...zastanawiam się, czy sielskość wyobrażenia nie zasłania Tobie rzeczywistości. Tutaj ściany między ludźmi bywają bardziej nie do przebycia, niz w dużym skupisku, chocby dlatego, ze każda obraza, każdy zatarg, każde słowo ma wymiar mocno osobisty. I jako taki, jest pamiętany...z dziada...pradziada. "...ja niezmiennie dostrzegam, bo nigdzie nie ma takiego nieba, jak nad polskimi wsiami, bo nigdzie tak nie pachnie i nigdzie nie usłyszymy takie wrzasku budzących sie ptakow jak w polskich lasach..." -piszesz. W przykry sposób ochłodzę miły nastrój: do końca życia nie zapomnę widoku masakrowanych piskląt wronich, tylko dlatego, ze ptaki te miały czelność zbudować gniazda w niewygodnym dla miejscowych mieszkańców - miejscu. Powstrzymam się od opisu, byłby zbyt brutalny. Próbowałam jakoś interweniować, chociaż to okrucieństwo mnie po prostu poraziło, ale niczego nie wskórałam. Przepraszam za ten smutny wtręt, ale...pamiętam, po prostu pamietam. W takich sytuacjach nie dostrzegam piękna...prowincji. Jakkolwiek zgodzę się, że są tu ludzie mili i dobrzy, ale to chyba jak wszędzie indziej, także w dużym mieście. Ale przeprowadź się, może dodasz nowe wątki na tym tu forum. Pozdrawiam - stała bywalczyni prowincji i okazjonalna - wielkich miast. Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: książki, filmy, spacery 02.02.07, 17:45 Witam, poczułam chyba więź z Prowincjonałkami.....wracam po kilku dniach i znów fajne odskoczniki. Właśnie to lubię, częste zmiany tematu. Pozdrawiam z uśmiechem mieszczuchów i wieśniuchów i małomiastuszków ( np. siebie, hi hi hi) Odpowiedz Link Zgłoś
paleta_barw Re: książki, filmy, spacery 04.02.07, 09:17 usmiechniety.padalec napisał: > Pozdrawiam ciepło ateistkę, gapuchnę i paletę (obie obecne gdzieś w tle:-). odpozdrawiam niedzielnie, równie ciepło:) Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna Re: książki, filmy, spacery 02.02.07, 17:41 Kurcze....masz rację. Książek praktycznie nie czyta już nikt, poza wyjątkami, potwierdzającymi regułę. Właśnie przeczytałam Samotność...., matko jedyna, co za namieszanie wszystkiego ze wszystkim. Uśmiech. Odpowiedz Link Zgłoś
gapuchna do Sira 02.02.07, 18:39 to było, bom się zgodziła z nieomylnym tegoż forum..... Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik do siebie? ;0) 03.02.07, 08:20 Po co komu czytanie książek? No chyba, że z nudów... Na tej zasadzie, mojemu znudzonemu synalkowi podrzuciłem kiedyś coś. Czytać nie lubił, twierdząc, że to strata czasu (no i co, perswadować może? A jak?) Tedy podrzuciłem dziecięciu książkę, którą sam "łyknąłem" jako nastolatek, nic z "lektury obowiązkowej", czy "zblazowanej półki". Przeczytał i zrujnował mi budżet, bo akurat w bibliotece lokalnej nie było następnych... Koledzy też niespecjalnie do laktury pałali uczuciem szlachetnem. Jednak "słowa uczą, przykłady pociągają". Tato, kończ tego Pilipiuka, bo ... czeka - tego doczekałem, ku uciesze steranej, ojcowskiej troski. :0) Prowincja ma wiele wymiarów, między innymi ten, w którym niewielkie środki mogą uczynić wiele. Niestety, mało kto wie, gdzie te środki ulokować. Zapalony kierownik placówki kulturalnej, powołał do życia (podpierając się młodymi entuzjastami - sztuk kilka) bractwo. Zbierają teraz materiały, biegaja na sobotnie spotkania, będzie się działo. Co? Drużyna halabardników. To taki kwiatek na prowincjonalnych nieużytkach. Może wiosnę trzeba zasadzić? OLDNAMIEDZY :0) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: do siebie? ;0) 03.02.07, 08:26 Oldzie, zdradź, czymś Ty go zaraził?;-) Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik Re: do siebie? ;0) 03.02.07, 08:41 Próbowałem różności. Zaskoczył przy klasyce s-f. :0) Teraz pożera Pilipiuka. Nie muszę chyba opisywać, co czuję, słysząc piętnastolatka zaśmiewajacego się od czasu do czasu nad książką. :0) Oczywiście wyrwa w budżecie rośnie, lokalna biblioteka ma nowości, jednak nie te... :0) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: do siebie? ;0) 03.02.07, 09:03 No proszę:-) Ja swoją latorośl upolowałam przy pomocy najpierw Tolkiena,a potem Dicka:-) Teraz też mamy problemy z ominięciem księgarni. A co do prowincjonalnych bibliotek, to kolejny problem. Jak to zrobić, żeby się skusiły na trochę ambitniejszy repertuar? Ja już się poddałam. Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Ho!H0! 03.02.07, 14:14 Ale się ruch zrobił! Zacierać rączki, zacierać rączki! Moje dzieciaki małe są (10 i 6 lat), ale wyprawa do biblioteki to zawsze wyprawa po złote runo, nigdy nie mniej niż 20 pozycji w worku. Dzieciakom dużo się czyta. (U nas TV, albo film z krążka jest tylko w piątek wieczorem, jeśli nie ma nic lepszego do roboty). Pierwsza książka syna, którą "połknął" to "Joachim Lis, detektyw dyplomowany", potem był Harry Potter, teraz jest Pan Samochodzik. Córka na razie tylko na obrazkach jedzie, ale zawzięcie. Czasami dużo daje rodzinne czytanie na głos, tak robimy latem (przebojem są wybrane kryminały historyczne np. Anne Pery - takie dorosłe i tyle spraw trzeba wyjaśnić i omówić), czeka się wtedy z utęsknieniem na siestę, żeby dowiedzić się dalszego ciągu. Co do sielankowej prowincji Adiego, to pejzaż jest malowniczy, super, bajkowy itd. Rzecz w tym, po co się na prowincję sprowadza. Tylko dla widoków? Po pierwsze trzeba pamiętać, że do widoków na żywo dołączają się zapachy i kulisa dźwiękowo-werbalna. Zwłaszcza to ostanie nie zawsze jest sielskie (np. nocne przejazdy traktorów w żniwa czy wykopki, pomijając wieczorne rozmowy pod oknami). Po drugie - co jest ważniejsze - tego "mniej sielankowego elementu ludzkiego" nie da się wytrzeć z obrazu gumką myszką. Poza tym ważne jest, czy chcemy sobie żyć w zupełnym oberwaniu z lokalną społecznością (państwo zamkowe), czy jednak chcemy być jej częścią. W pierwszym przypadku szybko można żyć praktycznie tak samo, jak na strzeżonym osiedlu w Wa-wie (takie super światy są np. na Kaszubach), w drugim - szybko może się okazać, że sielanka krajobrazowa nie odzwierciedla się w głowach, sercach, duszach i innych organach naszych nowych współmieszkańców (może, ale oczywiście nie musi!). Oldpierniku, chwalisz się, że u Was się dzieje, ale nie bardzo rozumiem co. Sprzedaj pomysł, nie bądź żyła! Nic mi nie podpowiedzieliście na moje troski, nie bądźcie tacy - dajcie ukraść wypalonej aktywistce jakiś pomysł. Fortuna Wam potem wynagrodzi. Pozdrawiam sedecznie (Witaj Gapuchno!)! Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Ho!H0! 03.02.07, 15:19 Ateistko,pisałaś, że Twoja wieś coraz brzydsza. Mam pomysł (nie mój, bezczelnie skopiowałam;-) może mało finezyjny, za to działa bez pudła. Potrzeba tylko troszkę kasy (na takie rzeczy na ogół są jakieś niewykorzystane pieniądze w gminie) i dobry przykład 2-3 osób z odpowiednią propagandą;-)Otóż w padalcowej wsi sołtys wymyślił w swoim czasie konkurs na najładniejsze obejście. Nagrodą była kosiarka lub odśnieżarka-do wyboru. Dodatkowo sołtys umówił się z okolicznym sklepem z materiałami budowlanymi na rabat na farbę dla uczestniczących w konkursie (szli z kwitem od sołtysa, sklep miał zapewniony obrót,a ludzie tańszą farbę). Pod uwagę przy ocenie brano płot i okolice (błyskawicznie zniknęły chwasty przy drodze), widok ogólny (gdzieś się ulotniły pordzewiałe resztki maszyn), pomysł na ogródek (tu niestety zaowocowało to paroma krasnalami;-),dodatkowa premia punktowa była za inwencję (pojawiło się kilka drabiniastych wozów malowniczo ustawionych, odnowiono nieużywane studnie itp). Przy okazji odświeżono elewacje,ponaprawiano dachy,ponaprawiano psie budy (skorzystały zwierzaki). I wyobraź sobie, po jakimś czasie mało kto pamiętał o nagrodzie, każdy chciał, żeby jego było ładniejsze. Czy było ładniej, to rzecz gustu. Ale na pewno zrobiło się czyściej,bardziej kolorowo. Fakt, że zapału w "maniu" ładniej starczyło na dwa lata chyba. Potem sołtys reaktywował konkurs ( z małymi modyfikacjami typu-eksponujemy elementy regionalne). Może warto wypróbować jakąś wariację tego pomysłu u Ciebie? Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Ho!H0! 03.02.07, 23:15 Dziękuję Haniu! Do gminy nie mam po co iść, niestety, choć pomysł jest dobry, już o czymś podobnym myślałam (ale o rabacie w sklepie nie! :)). Teraz chciałabym jakoś wykorzystać niemiecką potrzebę nowych projektów. Tam to trzeba jakoś powiązać z "gadaniem", czyli uczmy się na gwałt demokracji na przykład. Ponieważ gwałtu nikt nie lubi (mniemam), trzeba by to jakoś ciekawie opakować, a mnie nic do mojej popękanej głowy nie przychodzi. Moja wieś to taka niby wieś niby niewieś. Jest siedzibą gminy (1361 mieszkańców, najświeższe dane :)), od XIV w. udokumentowane prawa miejskie, ale po wojnie "zapomniane" i nie odnowione (najpierw naziści zbombardowali, trzymając front na Odrze, potem ruskie film kręcili o wojnie i dla kulisów puścili z dymem centum (teraz tam jest "park" z przystankiem PKS-u). Ja mieszkam na końcu wsi, nad samą rzeką prawie, na zboczu pogórka takiego małego łańcuszka wzniesień. W moim końcu jest malowniczo, ale ludzie (niektórzy) dostatnieją i unowocześniają wszystko, co się da. Rolników prawdziwych tu już prawie nie ma, jedynie moja sąsiadka ma krowy, ale też chce je sprzedać. Takie to ni pies ni wydra. Teraz wieś (niby miasto) nie ma związku z rzeką (przed wojną mieli po drugiej stronie łąki i był ciągły ruch przez rzekę). Domu kultury tu nie ma, jak już pisałam, świetlicy wiejskiej też. Biblioteka jest przy szkole i marna. Ja jeżdżę do biblioteki do pobliskiego niemieckiego miasteczka. Szkoła - zespół szkół (600 uczniów, dojazdy) do kitu, dyrektor (znajoma wójta) bez polotu i zainteresowana tylko stołkiem. To fakty. Ludzie się przyzwyczaili, że tak już jest i tylko koło siebie robić trzeba (jeśli w ogóle robić). Niby tu żyją, ale jakby nie żyli tu w tym miejscu. Tak jakby byli przedmieściem nie wiem czego, jakiegoś wirtualnego miasta może. Globalnej wioski? Przedmieście globalnej wioski - to chyba daje właściwy obraz. Pewnie powinnam sobie poszukać czekoś wdzięczniejszego, ale teraz nie bardzo możemy się ruszyć, bo w okolicy mamy jako taką pracę. Pisałyście,-liście tu o Krakowie. Jak byłam na studiach, to jeździałam do Krakowa, jak miałam chandrę. Jechałam nocą, byłam tam za dnia i wracałam znowu nocnym pociągiem. Kraków to zupełnie inny świat. Może tu nigdy nie będzie ładnie? Ale jak jeżdżę za Odrę, patrzę na te odnowione domki, własnoręcznie ulepione z gliny koty na stopniach przed drzwiami i inne śliczności takie, to sobie myślę, że skoro Niemiaszki pomimo swojej blaszanej fantazji (proszę nie brać tego tak zupełnie dosłowanie oczywiście!) jakoś sobie radzą, to dlaczego nam się tutaj ma nie udać? Hej! Hej! Ludziska, czekam na słowa uskrzydlające. No, dajcie się skusić! Za każdą dobrą radę opowiem bajkę. Czy to jest propozycja, czy nie jest? :}} PS. Haniu, to jak: zmywamy się z prowicjonałkami, czy zostajemy tutaj? Odpowiedz Link Zgłoś
oldpiernik prawa miejskie i... 05.02.07, 07:18 Straż miejska. Nawiązanie do niegdysiejszych porządkowych, o którym pisałem wcześniej. Przy tzw. domu kultury powstał w mojej mieścinie pomysł utworzenia bractwa. Zgłosiły się chętne dzieciaki, wyszperano trochę grosza, większość z kasy zapaleńców i... Tuniki w barwach lokalnych już są. Chłopcy własnym sumptem kombinują kaptury, według pomysłu "zbroi kolczej". Halabardy - póki co, zamówione są, nie znam nazwy fachowej, elementy metalowe. Później dopasuje się drzewce i będzie sprzęt. Po uzyskaniu zgody opiekunów, bo zapaleńcy młodociani, dodane zostaną jeszcze kordy (albo coś w tym stylu). Trwa to wszystko już jakiś czas, a do celu wciąż daleko, jednak wśród dzieciaków budzi wiekie emocje. O to przecież szło... Mam nadzieję, że wiosną zaprezentuje się zastęp halabardników, przy okazji miejscowych imprez. Ktoś wpadł na pomysł wykorzystania mody na średniowieczne zakuwanie łbów. Daj Bóg, wypali. :0) Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Halabardnicy? 05.02.07, 09:05 oldpiernik napisał: > Halabardy - póki co, zamówione są, nie znam nazwy fachowej, elementy metalowe. Żeleźce, oczywiście :). Zamiast kordów czy innych krótkich ostrz załatwcie im półtoraręczne miecze, tzw. bastardy (same klingi można wykuwać z resorów wagonów kolejowych). Porządnie wystylizować głownię i krzyż - może jakieś smoki machnąć na nim. Pamiętać tez należy o głębszym zbroczu - nie wiadomo ilu potencjalnych wrogów przyjdzie im porąbać Niech mają - uczą i bawią zarazem :)). Jeśli halabardy będą za ciężkie i nieporęczne, to polecam glewie, gizarmy bądź proste włócznie :). Acha, do tych półtoraków dokupcie jeszcze miodu o podobnej "miarce rozmajenia" - dla dodania animuszu i ogólnej ogłady bojowej ;). > średniowieczne zakuwanie łbów. Pff - zaraz myślicie o hełmach garnczkowych... Sprawcie im szyszaki, skrzydlate hełmy z nosalami lub (od biedy, i do halabard będą pasować) lekkie moriony - nie będą mieli zakutych łbów :). Dajcie Bogowie, wypali ;). -- „Magia jest krwią płynącą w żyłach wszechświata” Willow Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Halabardnicy? 05.02.07, 13:14 A znasz się na obrzędach słowiańskich? Czy był tytuał, który przeprowadzano w chwili zajęcia nowego miejsca, nowej osady? Noc sobótkowa z wiankami jest zbyt oklepana, co można by zrobić jesienią (wrzesień, październik)? Odpowiedz Link Zgłoś
sir_elmin Ryty 05.02.07, 13:30 Sobótka, czyli Noc Kupały nie jest oklepana, bo polega raczej na chlaniu i orgiach, a wianki to masówka (Kupała to Bóg płodności w jednej z wersji mitologii prechrześcijańskiej) ;). Pod koniec marca możesz zrobić święto jare - bezwstydnie zawłaszczone i sprofanowane przez katoli. Tłuki nazwały to Wielkanocą :). Święto śmierci jeszcze - czyli topienie Marzanny. Jak się przejmuje osadę to się robi jeden rytuał, ale nie słowiański. Wikiński ryt Krwawego Orła - nie polecam :). Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Ryty 05.02.07, 19:24 Czytałam "Barbarzyńską Europę" Modzelewskiego, tam jest mowa o normach zwyczajowych, jakie obowiązywały, gdy ktoś chciał się gdzieś tam osiedlić. Same normy krwawe nie były, tylko czasami ludziska się ze sobą dogadać nie mogli. W książce tej nie ma szczegółowych opisów, bo nie nimi się ta publikacja zajmuje. Nie znęcaj się nad katolikami, bo kler chrześcijański przywłaszczał sobie zwyczaje "dzikich" (typowa rzymska zaradność) i to jeszcze przed schizmą, więc katolików wtedy jeszcze nie było. Mnie marzy się jakiś "event", jakiś projekt, w którym artyści różnych dziedzin zajmują się rytuałem "przyjęcia" lasu, domu, łąki, pola. U nas w zachodniopomorskim (chociaż to "centrala" to stworzyła) mamy taki problem, że nam wmawiali, że my tu do macierzy wrócili, a tu się okazuje, że my obce osadniki jesteśmy, co to dopiero od 60 lat tu mącą, ale jeszcze tak naprawdę to nic swojego (czyt.: regionalnego) nie umącili. Nazywanie rzeczy po imieniu jest u nas sprawą absolutnie niepoprawną politycznie (mnie na poprawności politycznej nie zależy, ale nie zależy mi też na robieniu skandali), jednak ważną. Chiałabym wprowadzić nowe impulsy do tego całego gadania o "tożsamości" i szukam jakiegoś sprytnego klucza. Nie mam czasu niestety na przesiadywanie w czytelni, więc podpytuję u Was. Dziękuję za wszystkie datki. Kto chce bajkę, niech się przyzna. :) Odpowiedz Link Zgłoś
eirinn Re: Ryty 05.02.07, 19:42 Wiesz, mnie takie wprowadzanie jakiejś nowej obyczajowości kojarzy się nierozłącznie z "nową świecką tradycją"... A jeszcze mieszanie w to "artystów"... brrrr... Obyczaje mają to do siebie, że powstają jakby niezależnie od naszej woli, no i musi minąć nie 60, ale dobre kilkaset lat, żeby wtopiły się w otoczenie i "społeczeństwo" zaczęło postrzegać je jako własne. Najczęściej początkiem jest jakieś dramatyczne wydarzenie (ale niekoniecznie tragiczne), które obrasta w legendę, obyczajowość itp. Coby wszystko było jasne, ja też jestem zachodniopomorzanką :) Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Ryty 06.02.07, 12:20 Zasadniczo się zgadzam. Czyli moje tu działanie, łącznie z tym brrrrrrrr- wprowadzaniem artystów może być właśnie takim tragicznym wydarzeniem, które obrośnie w legendę. Nie wydaje Ci się, że to trochę naiwne, gdy się twierdzi, że tradycja rodzi się "sama"? Nawet zakładając, że Bóg stworzył człowieka, to obrzędy ku jego czci ludzie stworzyli sami. Wystarczy popatrzeć np. na USA i ich wszystkie "kościoły". W zachodnioporskim muszą się znaleźć ludzie, którzy będą tworzyć takie czy inne propozycje, a te się będą przyjmowały albo nie. Z samego leżenia to nic się nie stworzy (najwyżej naturalny rozkład). Zachodnioporskie powinno sobie wziąć do serca przypadek dwóch chińczyków, którzy napisali list do poradnika w miesięczniku z prośbą o radę: dziwili się dlaczego nie mają dzieci, jedzą i piją z tych samych naczyń, śpią w tym samym łóżku - i nic. Pozdrawiam! :) Odpowiedz Link Zgłoś
hania37 Re: Halabardnicy? 05.02.07, 13:40 Podaję Ci link do stronki opisującej te obrzędy, które tak barwnie wyliczył sir;-).Niestety, słowiańskie obrzędy są dość słabo udokumentowane, zwłaszcza w Twoich okolicach (za to sporo wiadomo o działalności pobratymców elmina;-) www.ksabak.republika.pl/zwyczaje.htm Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: Halabardnicy? 05.02.07, 19:26 Dziękuję za link. Ciekawa strona - krótka, zwięzła i niezwykle informatywna.:) Jak tam wiatrówka? Wypada się dopytywać, co z prowincjałkami? Pozdrowienia serdeczne! Odpowiedz Link Zgłoś
ateistka1963 Re: prawa miejskie i... 05.02.07, 13:16 Super! :-)U nas było Bractwo Kurkowe, ale niemieckie oczywiście (za to od XIII w.). Nie wiem, czy dałoby się coś z tym zrobić. Odpowiedz Link Zgłoś