Dodaj do ulubionych

Apel Antygony

26.04.07, 02:27
Wsrod dzieci dabrowszczakow nie widze nazwiska Ireny Lasoty, dyrektora
instytutu IDEE w Waszyngtonie oraz czolowej dzialaczki demokratycznej.
Niedopatrzenie?
Obserwuj wątek
    • sygne Apel Antygony 26.04.07, 08:04
      Powoływanie się na Orwella i Weil jest w najwyższym stopniu niestosowne. Czy
      dąbrowszczacy poparli Orwella, kiedy protestował przeciw mordowaniu bojowników
      POUM przez stalinistów ? Weil pojechała do Hiszpanii wierząc w najlepsze
      intencje republikanów, wróciła głośno potępiając popełniane przez nich zbrodnie.
      Za czyją wolność walczyli dąbrowszczacy ? Na pewno nie za wolność Hiszpanów
      i nie za demokrację. W republice politycy prawicowi (np. Calvo
      Sotelo), "posiadacze", księża i zakonnice byli mordowani, partie prawicowe nie
      miały prawa do działania, a kościoły zamknięte. Czy państwo, w którym nie ma ma
      wolności politycznej, wolności religijnej i w którym nie szanuje się prawa
      człowieka do życia, jeśli ten człowiek ma niewłaściwe poglądy (nawet
      trockistowskie, nie tylko prawicowe) może byc nazwane demokracją ? Republika
      była demokracją w tym samym stopniu, cp państwo frankistowski, to znaczy w
      żadnym. A gdyby republikanie zwyciężyli, a władzę przejęli najbardziej
      bezwzględni i najlepiej zorganizowani wśród nich, tj. staliniści, to ich
      Hiszpania byłaby jeszcze mniej wolna od tej frankistowskiej.
    • sygne Antygona 26.04.07, 08:10
      Ponadto odwołanie się do Antygony jest nietrafne. Antygona chciała po prostu
      pochować swojego brata. Nie usiłowała z faceta, który dla własnej ambicji
      sprowadził na rodzinne miasto armię wrogów,robić bohatera i patrioty.
    • jacek2235 Kwestie prawnicze 26.04.07, 08:17
      Polska nie ma PRAWNEGO obowiązku wypłacania rent kombatantom armii
      hiszpańskiej, wypłaca je tylko z dobrej woli. Autorzy Apelu moim zdaniem
      powinni jednocześnie wystąpić z apelem do rządu Hiszpanii aby przyznał prawa
      kombatanckie i wypłacał renty także zagranicznym ochotnikom na zasadach
      powszechnie obowiązujacych w Hiszpani dla kombatantów pochodzenia
      hiszpańskiego. Pan Edelman powinien się także zająć wyjaśnianiem roli
      Żydowskiego Związku Wojskowego podczas powstania w gettcie Warszwskim ( Plac
      Muranowski) - pisze o tym Moczulski w "Rozmowach z katem"
      • marcinbird Re: Kwestie prawnicze 27.04.07, 11:19
        Nie Moczulski ale Moczarski, kretynie !!!
    • maaax lista komunistow oraz 26.04.07, 10:59
      komunistycznych useful idiots.
      polscy i zydowscy komunisci walczyli w Hiszpanii w imie sowieckich interesów,
      posłani tam zostali przez struktury moskiewskiej centrali Kominternu i KPP.
      Słusznie rzad RP pozbawił w latach 30. tych zdrajców obywatelstwa.
      • 5.5stopy Re: lista komunistow oraz 26.04.07, 11:40
        > polscy i zydowscy komunisci walczyli w Hiszpanii w imie sowieckich interesów,
        > posłani tam zostali przez struktury moskiewskiej centrali Kominternu i KPP.

        Po stronie republikańską zupełnie jawnie walczyli sowieccy dowódcy wojskowi,
        którzy siali terror nawet we własnych szeregach.

        Rząd II RP w latach 30. pozbawił obywatelstwa zarówno 5 tysięcy dąbrowszczaków
        jak i garstkę polskich ochotników gen. Franco. Wiązało się to z zakazem służby w
        obcej armii.
    • donq Apel Antygony 26.04.07, 14:29
      >My, dzieci i potomkowie dąbrowszczaków, ich przyjaciele oraz byli harcerze
      >Jacka Kuronia z drużyn walterowskich

      Dobrze, ze chociaz wiadomo, kto protestuje...

      Czas rozmontowac czerwone legendy o obronie "wolnosci" i "demokracji" w domowej
      wojnie hiszpanskiej.

      DonQ
    • jan_r_k Kochani "walterowcy" 26.04.07, 14:29
      Walterowcy - czy wasz guru Jacek Kuroń zapoznał was z życiorysem patrona waszej
      drużyny? Czy powiedział wam, że Karol Świerczewski zgłosił się na ochotnika do
      Armii Czerwonej aby walczyć w 1920 roku przeciwko Polsce? Czy opowiedział wam,
      że podczas wojny domowej w Hiszpanii Karol Świerczewski był wiernym agentem
      NKWD i ubrany tylko w gacie strzelał "wrogom ludu" w tył głowy z ulubionego
      pistoletu marki Walther? Tak wiernie wykonywał polecenia swoich mocodawców, że
      był jednym z nielicznych weteranów hiszpańskiej wojny domowej, którzy po
      powrocie do ZSRR nie zostali aresztowani przez NKWD? Czy opowiedział wam, że w
      czasie II Wojny Światowej "Wyróżnił się" w 1941 roku nad Wiaźmą jako dowódca
      248 dywizji piechoty Armii Czerwonej tym, że po paru dniach z 10 000 żołnierzy
      zostało mu 5 (pięciu!). Dowództwo, widząc przerażającą niekompetencję i
      pogłębiający się alkoholizm "Waltera", na dwa lata przesunęło go do szkolenia
      rezerw. W 1942 r. został dowódcą zapasowej brygady strzeleckiej w Syberyjskim
      Okręgu Wojskowym, a następnie komendantem Kijowskiej Szkoły Oficerskiej. W
      początkach 1943 r. wrócił do Akademii Wojskowej im. Frunzego, gdzie został
      wykładowcą taktyki i sztuki operacyjnej. Chyba lepiej byłoby, gdyby Kuroń dał
      wam za patrona Feliksa Dzierżyńskiego czy Himmlera.

      Jest wstrząsające, że podpisani pod tym listem nawet na moment nie zastanowią
      się, że ich rodzice brali udział w potwornych mordach na ludności cywilnej
      Hiszpanii a także, że dali się oszukać w młodym wieku przez Kuronia i przejęli
      bezkrytycznie legendę Waltera.

      Poczytajcie sobie robaczki Wikipedię:

      pl.wikipedia.org/wiki/Karol_%C5%9Awierczewski
      Jan K.


      • wieslaw68 Re: Kochani "walterowcy" 28.04.07, 13:20
        > Poczytajcie sobie robaczki Wikipedię:

        poczytali sobie, ale niestety Wikipedia nie jest dla "robaczkow" autorytatywnym
        zrodlem.... pozatym "robaczki" ewidentnie _olewaja_ wszelkie apele w jedna czy
        wdruga strone... z prostego powodu iz dzieje sie to w kraju w ktorym holubi sie
        Dmowskiego... Hallera ... wiec dlaczego nie Franko... tak jak by ten ostatni
        nie popelnial mordow na cywilnej ludnosci... Mordy popelnialy obydwie strony...
        jedna ze stron bronila demokratycznie wybranego rzadu ... druga to pucz
        wojskowy z udzialem Watykanu ... i Berlina... Moskwa tez maczala w tym jak
        wiadomo palce... wiec co? Faszysci w Hiszpani uwielbiaja Franko ... dlaczego
        wiec Walter nie ma byc uwielbiany.... mnie to zwisa... - bawi mnie tylko
        ta "glebokosc" argumentacji ...

        pozdr.
        byly Walterowiec
        • 137jastr Re: Kochani "walterowcy" 09.11.08, 23:15
          ...szkoda tylko, że twój idol Świerczewski podczas wojny domowej w Hiszpanii
          będąc wiernym agentem
          NKWD, strzelał "wrogom ludu" w tył głowy z ulubionego pistoletu marki
          Walther...TO PLAMA BYĆ Walterowcem.
      • 137jastr Re: Kochani "walterowcy" 03.11.08, 22:21
        "Jest wstrząsające, że podpisani pod tym listem nawet na moment nie zastanowią
        się, że ich rodzice brali udział w potwornych mordach na ludności cywilnej
        Hiszpanii">>>>>>>>ZNAM KILKORO Z DZIATWY W POLSCE I NA ŚWIECIE>>>>>>>mają ten
        sam "szwung" co ich "zasłużeni rodziciele"
        M_A_K_A_B_R_A!

        Gaudi z Żoliborza
    • l.o.r.t.e.a Bezczelność! Mordercy tysięcy księży, zakonnic, 26.04.07, 15:03
      działączy prawicowych, a także mordercy tysięcy samych siebie w wyniku walk
      frakcyjnych, najwierniejsze sługusy Stalina, TAK, STALINA A NIE ŻADNEJ
      DEMOKRACJI wmawiają nam teksty rodem z broszurek propagandowych z lat 50-tych.

      HAŃBA, HAŃBA I POSTOKROĆ HAŃBA dla wszystkich mających cokolwiek wspólnego z
      tym stalinowskim apelem.
      • bosman_plama Re: Bezczelność! Mordercy tysięcy księży, zakonni 26.04.07, 15:16
        Jeżeli Hiszpania czuje się zobowiązana do placenia swoim "bohaterom", to proszę
        bardzo. Polska płacić ludziom, którzy służyli jednej z dwóch ścierających się w
        Hiszpanii dyktatur nie ma obowiązku. Ci, którzy protestują, czytali, być może,
        Hemingwaya, ale lektura Churchilla ("Czas dyktatorów") najwyraźniej im umknęła.
    • nick3 Przynajmniej widać, czym jest "antykomunizm":) 26.04.07, 15:43
      - faszyzmem.

      Ale dopóki jest wolność słowa, nie uda się katofaszystowskiej propagandzie
      odwrócić na opak całej historii Hiszpańskiej Wojny Domowej i zrobić z Franco
      bohatera, a z narodu rozpaczliwie walczącego o swoją wolność przed interwencją
      faszystowską (ogromne wsparcie Mussoliniego i Hitlera, bez którego Franco by
      przegrał) - "komunistów".

      O tym, że lud hiszpański (oprócz kleru i arystokracji, oczywiście) był szczerze
      przeciwny zamachowi Franco, niech świadczy to, że pierwszy przypuszczony przez
      wojska falangistów atak po desancie w Andaluzji został zatrzymany przez opór
      zdeterminowanej ludności!
      (katofaszystowska propaganda nazwie tę ludność pewnie "bandytami":)

      Faktem jest, że wojska Franco zostały zmuszone do odwrotu i gdyby nie szybko
      wezwane na pomoc dywizje pancerne Mussoliniego, pewnie zostałyby zepchnięte z
      powrotem do morza.

      Tak to Franco bronił woli "katolickiego ludu hiszpańskiego" przed ciemiężącą
      ten lud "stalinowską" Republiką:)

      Kłamstwo zarzucające Republice "stalinowski komunizm" samo jest godne równać
      się z propagandową gadką stalinowską najlepszych lat 50-tych!

      1. W rządzie Republiki, w chwili desantu Franco był bodaj jeden komunista
      (niestalinista) na jakimś śmiesznym stanowisku wiceministra rolnictwa czy coś
      takiego. Resztę rządu dzieliła pomiedzy siebie mniej więcej równo demokratyczna
      lewica z liberałami (ale papieżowi to wystarczyło, by błogosławić reakcyjną
      inwazję:)

      2. Stalin był jednym z najpoważniejszych niszczycieli Republiki i przyczyną jej
      upadku! (Wysłał do Hiszpanii chyba połowę swojego NKWD, by wyeliminować
      fizycznie lub skłócić ze sobą co bardziej wybitnych przywódców hiszpańskiej
      lewicy!)
      Bał się jak ognia, tego że powstanie lewicowa alternatywa dla systemu
      sowieckiego i że nadzieja na socjalistyczne społeczeństwo nie będzie na
      Zachodzie już musiała wiązać się z usprawiedliwianiem bez końca coraz
      brutalniejszych poczynań wujka Joe.


      Z tych i z jeszcze wielu innych powodów - dzisiejsza katofaszystowska
      propaganda jest wyjątkowo podłym kłamstwem.
      • donq Re: Przynajmniej widać, czym jest "antykomunizm": 26.04.07, 21:51
        Nikt nie odwraca "historii Hiszpańskiej Wojny Domowej", a jedynie koryguje
        lewackie legendy dotyczące tych wydarzeń, które zajmują w mentalności i
        propagandzie lewackiej poczesne miejsce. Przyzwoitość wymaga zerwania z nawykami
        myślowymi wpojonymi przez propagandę sowiecką i lewacką posowiecką, która dąży
        do uzasadnienia na wątkach historii wojny domowej przeciwstawienia dobrych
        "niestalinowskich" lewaków, ("wolnościowych" i w ogóle) złym "stalinistom",
        przez których piękny zryw "ludu hiszpańskiego" upadł (patrz np. film
        propagandowy Kena Loacha "Ziemia i Wolność"). Ten element propagandy jest jednym
        z głównych elementów recyklingu lewackich autorytetów i idei.

        "Opór zdeterminowanej ludności" w Andaluzji to oczywiście glównie anarchistyczne
        ekscesy (zainteresowani niech zapoznają się np. z wydarzeniami w miejscowości
        Baeza bodajże a także z jakimś w miarę rzetelnym opisem rozwoju sytuacji).
        Oczywiście, że anarchizm to "politicization of banditry".

        Jeszcze raz napiszę to co pisałem wiele razy, nie żeby przekonywać nicka3, bo
        jego się nie da, ale gwoli prostowania legend lewackich.

        Oto sprostowania:

        1. "Lud hiszpański" wsparł rebelię wystarczająco. Gdybym mial czerwone
        skrzywienie mogłbym np. powiedzieć, że jedną z ważnych składowych sił
        rebelianckich były "szerokie masy chłopskie" z Nawarry. Cała wojna domowa była
        kulminacją pęknięcia społeczeństwa na "dwie Hiszpanie" (pęknięcie, jak można się
        spodziewać w takiej sytuacji, nie było gładkie jak cięcie nożem i miało wiele
        akspektów). Propagandą jest ględzenie o "ludzie" z jednej i "klerze z
        arystokracją" z drugiej strony. Dla przykładu, wyniki wyborów z 1936 roku (kilka
        miesięcy po których wybuchła rebelia): Front Ludowy 34.3%, Front Narodowy 33.2%,
        5.4% Centrum. Sporo kleru i arystokracji...

        2. Propagandą są bajania o słabości komunistów w miesiącach sprzed rebelii.
        Zabieg propagandowy polega na wskazywaniu na słabości frakcji promoskiewskiej (w
        propagandzie "komunista" oznacza takiego lewaka), w sytuacji gdy była to tylko
        jedno z wielu ugrupowań lewackich (i to nie najbardziej destrukcyjne).

        3. Propagandą są bajania o "demokratycznej" republice bronionej przez dzielnych
        "demokratów" i hydrze "faszystowskiej", która zamachnęła sie na "wolność".
        Republika w 1936 roku była w stanie rozkładu, a wśród zwycięzców wyborów było
        tyle samo "demokratów" jak wsród rebeliantów. Wiecie, chciano rrywolucji a nie
        "burżuazyjnej demokracji". Dla zdolnego propagandzisty nie stanowiłoby problemu
        wykazanie, że Franco "bronił demokracji" przez bezhołowiem rewolucji :)

        4. Co do Stalina jako niszczyciela szlachetnej lewackiej alternatywy pisałem
        wyżej. Ten mit jest szczególnie ważny dla dzisiejszego lewactwa, jako stanowiący
        bazę dla przeciwstawienia "stalinowców" szlachetnym "alternatywnym komunistom" -
        klasyczna gadka o "błędach i wypaczeniach".

        Z tych a i jeszcze innych powodów lewacka propaganda jest kłamstwem (oczywiście
        podłym, ale nie wyjątkowo, bo kłamstwami lewacka propaganda stoi).

        DonQ





        • nick3 Re: Przynajmniej widać, czym jest "antykomunizm": 26.04.07, 22:43
          Myślę, że najlepszym komentarzem do tego postu jest jego własny fragment:

          >Dla zdolnego propagandzisty nie stanowiłoby problemu
          >wykazanie, że Franco "bronił demokracji" przez bezhołowiem rewolucji :)

          Oczywiście, że można wszystko ponazywać słowami odpowiednimi do swojego
          szablonu propagandowego (na tym w 99% polega twoja polemika, donq)


          Co do nielicznych konkretów:

          > Front Ludowy 34.3%, Front Narodowy 33.2%
          > 5.4% Centrum.

          Oczywiście, że tak było.

          Tylko mam jedno pytanie: czy to oczywiste, że jeżeli ktoś głosował (w
          republikańskich było nie było wyborach) na prawicę, to znaczy to tym samym, że
          był stronnikiem puczu prowadzonego w dużej mierze siłami Mussoliniego (oraz
          Hitlera)?

          Czy to oczywiste, że wszystkich zwolenników prawicy można automatycznie
          przepisać na konto puczu Franco? Czyżby więc nie było czegoś takiego, jak
          zwolennik prawicy akceptujący reguły demokracji?

          Z tą "strasznie rewolucyjną" lewicą było inaczej. Bądź co bądź, poprzednie
          wybory, które wygrała prawica, zostały przez opozycję (w większości) uznane.


          Strasznie ciekawi mnie też, na czym polegał ten okropny "rozkład" Republiki,
          który zdaniem apologetów Franco miał czynić faszystowski pucz czymś
          niemal "naturalnym".
          • donq Re: Przynajmniej widać, czym jest "antykomunizm": 27.04.07, 02:30
            > Oczywiście, że można wszystko ponazywać słowami odpowiednimi do swojego
            > szablonu propagandowego (na tym w 99% polega twoja polemika, donq)

            Wajs wersa, mój drogi oponencie...
            Twoja nie tylko polemika, ale w ogóle sposób myślenia polega na nazywaniu rzeczy
            słowami ze swojego szablonu propagandowego. U rasowego lewaka (do którego to
            grona mam przyjemność Cię zaliczać) myślenie = propaganda.

            > Co do nielicznych konkretów:

            Znudzon jestem wielce tym odprawianiem argumentów jako niekonkretne (ale
            życzliwie przyjmuję, że to takie przyzwyczajenie wolnomyśliciela). Wszystkie
            były konkretne (na ile powinny być takie na forum). Zabawny jesteś jeśli uważasz
            swoją forumową paplaninę za "konkrety".

            > Tylko mam jedno pytanie: czy to oczywiste, że jeżeli ktoś głosował (w
            > republikańskich było nie było wyborach) na prawicę, to znaczy to tym samym, że
            > był stronnikiem puczu prowadzonego w dużej mierze siłami Mussoliniego (oraz
            > Hitlera)?

            Dobre pytanie. Moim zdaniem raczej tak (polaryzacja i zacietrzewienia polityczne
            raczej nie pozwalały na zmianę frontów). Jak chcesz, to poszukam takich spekulacji.
            Oczywiście argumentacja lojalnościowa na pewno była dobrym argumentem przeciw
            rebelii. Tyle tylko, że (jak słusznie napisano w linku, który już Ci wysyłałem)
            określenie "lojalistyczny" jest mylące, bo np. duża część Frontu Ludowego nie
            była lojalna w stosunku do republiki (oni tylko rrywolucje przed oczami mieli).

            > Z tą "strasznie rewolucyjną" lewicą było inaczej. Bądź co bądź, poprzednie
            > wybory, które wygrała prawica, zostały przez opozycję (w większości) uznane.

            Daj sobie spokój z banalizowaniem problemów czy zagrożeń, które Ci są nie w
            smak. Tak, lewica była "strasznie rewolucyjna".
            Po pierwsze: wybory wygrane przez prawicę nie zostały uznane. Próbę lewicowej
            rebelii (przeciw republice jak by nie patrzeć; w Twojej propagandowej głowie
            pucz ten figuruje zapewne jako "zryw wolnościowy") podjęto w 1934 roku, została
            stłumiona.
            Po drugie: w 1936 roku lewica wprost zapowiadała, że ewentualnej wygranej
            prawicy w wyborach nie zaakceptuje. No fue posible la paz.

            > Strasznie ciekawi mnie też, na czym polegał ten okropny "rozkład" Republiki,
            > który zdaniem apologetów Franco miał czynić faszystowski pucz czymś
            > niemal "naturalnym".

            Poczytaj sobie trochę literek spoza czerwonych broszurek propagandowych to się
            dowiesz. Ja już nie mam siły powtarzać i wyszukiwać Ci linków.

            DonQ
            • nick3 "Mordercy księży" i "księża-mordercy" 28.04.07, 16:33
              Wbrew temu, co może sobie wyobrażasz, nie należę do owych małych ludzi, którzy
              szczególną przyjemność czerpią stąd, że wszędzie tam, gdzie można
              powiedzieć "zbrodnicza masakra", można też powiedzieć "przywracanie porządku" i
              na odwrót, "ideologię" zastąpić "przyzwoitością", a "przyzwoitość" -
              "ideologią" itd.

              Natomiast ilość rozstrzygnięć wartościujących, dokonywanych przez ciebie na
              poziomie doboru słów, nie daje mi takiej samej pewności co do ciebie.

              Moja wiedza o Hiszpańskiej Wojnie Domowej jest dostateczna, by wiedzieć, że
              próby przewartościowań dokonywane przez apologetów Franco, nawet jeśliby któryś
              z nich znał akurat więcej ode mnie faktów - nie są wywiedzione z tych faktów,
              lecz wynikają z potrzeb światopoglądowych.


              Ustrój, w imię którego Franco podniósł bunt, był faszystowski oraz świadomie i
              celowo totalitarny (totalitaryzm aż do lat 70-tych był dla propagandy rządowej -
              "wartością"!)

              Republika taka nie była. Znaczna część rządu Republiki nie była lewicowcami,
              lecz liberałami (chyba po połowie!). Znaczna część lewicowców w tym rządzie to
              byli lewicowcy demokratyczni, a nie totalitarni. Z tych, dla których demokracja
              nie była wartością ostateczną samą w sobie, znaczna część nie była komunistami.
              A wśród komunistów (których wszystkich łącznie razem na poczatku niewielu)
              praktycznie nie sposób było uświadczyć stalinisty!

              Robienie z faszystów wybawicieli bazuje na stereotypach emocjonalnych typu:
              anarchiści rozstrzelali gdzieś księży - zgroza! antychrysty!:)
              A może księża też dopuszczali się zbrodni (nie mówiąc o notorycznym
              szpiegowaniu na rzecz faszystów), więc rozstrzeliwanie ich konfratrów, choć
              szpetne, było jednakowoż wojenną koleją rzeczy? (Dla ciekawości: dopuszczali
              się! (podam fakty, jak ty podasz, na czym polegał "rozkład" Republiki, który
              usprawiedliwiałby zniszczenie państwa siłą przy obcej pomocy:)

              Natomiast fakt, że faszyści "oczyszczali" każdą zajętą miejscowość jest
              medialnie nudny (naturalna kolej rzeczy: faszyści - rozstrzeliwują, to ich
              zawód. Nieksięży. Wiadomo przecież, że życie "nieksiędza" na wojnie mało
              waży:) "Wojna to wojna.")
              • donq Re: "Mordercy księży" i "księża-mordercy" 29.04.07, 00:01
                > Natomiast ilość rozstrzygnięć wartościujących, dokonywanych przez ciebie na
                > poziomie doboru słów, nie daje mi takiej samej pewności co do ciebie.

                Po pierwsze, jaką masz pewność czy niepewność w stosunku do mnie nie interesuje
                mnie w najmniejszym stopniu.
                Po drugie, manipulacja słowami to domena raczej Twoja niż moja ("obrona
                demokracji", "lud się przeciwstawił" itp.), propagandzisto. Co do Ciebie też nie
                mam "pewności", choć moja pewność czy niepewność nie jest istotna.

                > Moja wiedza o Hiszpańskiej Wojnie Domowej jest dostateczna, by wiedzieć, że
                > próby przewartościowań dokonywane przez apologetów Franco, nawet jeśliby
                > któryś
                > z nich znał akurat więcej ode mnie faktów - nie są wywiedzione z tych faktów,
                > lecz wynikają z potrzeb światopoglądowych.

                Naturalnie, Ty wiesz swoje. Czysty przypadek sprawia, że to co wiesz zgadza się
                co do joty w propagandowymi czerwonymi broszurkami, bo oczywiście do swojego
                "wiedzenia" doszedleś własnym tzw. "rozumem", który u lewaka jest organem
                służącym do przyswajania właściwego "wiedzenia".

                A to, że każdy poglądy i że patrzy na różne rzeczy przez ich pryzmat, to banał.
                Ty jako zapamiętany relatywista powinieneś to wiedzieć. Jednak relatywizm
                wyparowuje przy "obrońcach demokracji", "wolności" i "ludzie". Żałosny to
                relatywizm.

                > Ustrój, w imię którego Franco podniósł bunt, był faszystowski oraz świadomie i
                > celowo totalitarny (totalitaryzm aż do lat 70-tych był dla propagandy rządowej
                > - "wartością"!)

                Banały i tautologie. Definiujemy sobie totalitaryzm jakoś tam, przypisujemy
                mniej czy bardziej arbitralnie tego czy owego do owej definicji i już hajda
                tłumaczyć, że Franco był totalitarystą, więc żadnemu tzw. "rozumnemu
                człowiekowi" nie powinna przyjść do głowy żadna myśl, która pozbawiała by Franco
                odium szatana lub/i zdejmowała "odore sanctitatis" z dzielnych bojowników o
                "wolność" i "demokrację".

                Jak zwykle jest to typowe dla Ciebie rozmywanie i ideologizowanie pojęć dla
                potrzeb propagandy - to co mi zarzucasz.

                > Republika taka nie była. Znaczna część rządu Republiki nie była lewicowcami,
                > lecz liberałami (chyba po połowie!). Znaczna część lewicowców w tym rządzie to
                > byli lewicowcy demokratyczni, a nie totalitarni. Z tych, dla których
                > demokracja
                > nie była wartością ostateczną samą w sobie, znaczna część nie była
                > komunistami.
                > A wśród komunistów (których wszystkich łącznie razem na poczatku niewielu)
                > praktycznie nie sposób było uświadczyć stalinisty!

                A cóz mnie to wszystko obchodzi? To są argumenty dla różowego umysłu jedynie
                znaczące. Wartościowanie postaw ideologiczno-politycznych na podstawie
                kryterium, czy dla kogoś "demokracja" jest "wartością sama w sobie" jest
                całkowicie bzdurne. Ci, dla których "demokracja" jest "wartością sama w sobie"
                to szaleńcy i jest to oczywiste. Dla mnie to tyle co powiedzieć, że "wartością
                samą w sobie" jest pewna procedura polityczna.

                Lewackie makagigi polegające na zlokalizowaniu i zneutralizowaniu zła na lewicy
                przez wydzielenie "stalinistów" (i tym samym recykling "niestalinistów", czyli
                np. dobrych komunistycznych rewolucjonistów) też nie robi na mnie wrażenia. Nie
                chce mi się już szukać szczegółowych wyników wyborów z 1936 roku, ale pamiętam,
                że najbardziej znaczącą siłą byli socjaliści, których przywódca Largo Caballero
                właśnie zapowiedział, że niepomyślnych wyników wyborów nie zaakceptuje. Ta sama
                partia była głowną chyba organizatorką antyrepublikańskiego puczu z 1934 roku.

                > Robienie z faszystów wybawicieli bazuje na stereotypach emocjonalnych typu:
                > anarchiści rozstrzelali gdzieś księży - zgroza! antychrysty!:)
                > A może księża też dopuszczali się zbrodni (nie mówiąc o notorycznym
                > szpiegowaniu na rzecz faszystów), więc rozstrzeliwanie ich konfratrów, choć
                > szpetne, było jednakowoż wojenną koleją rzeczy? (Dla ciekawości: dopuszczali
                > się! (podam fakty, jak ty podasz, na czym polegał "rozkład" Republiki, który
                > usprawiedliwiałby zniszczenie państwa siłą przy obcej pomocy:)

                Jaka aktobatyka, gratuluję. Pewnie obejrzałeś ze zrozumieniem propagandowy
                (nawiasem mówiąc znakomicie zrobiony) film Kena Loacha "Land and Freedom", gdzie
                szlachetni bojownicy z POUM rozstrzeliwują księdza za denuncjacje równie
                szlachetnych "młodych anarchistów", których w wyniku denuncjacji rozstrzelano;
                opowiada o tym ze łzami w oczach człowiek w czerwonej chuście po czym wszyscy
                śpiewają (też ze łzami w oczach) Międzynarodówkę. Jakie to wzruszające. I
                emocjonalne - czyżby stereotyp?

                Steretyp i bzdura. Akcje przeciw Kościołowi i księżom były obecne w Hiszpanii od
                dawna, grubo przed wojną i miały motywację czysto antyreligijną (bajanie o
                "antyklerykaliźmie" przeciwstawionym "antyreligijności" to czyste bzdury)
                bezpośrednio wynikającą ze "światopoglądu wolnościowego". Jest niezliczona ilość
                dowodów na to. Rozstrzeliwanie pomnika Chrystusa, palenie kościołów, wywlekanie
                z katakumb koscielnych i wystawianie na widok publiczny trupów zakonnic i tańce
                z nimi to typowe objawy lewackiego barbarzyństwa. Na terenach co bardziej
                wyzwolonych zlikwidowano (fizycznie, żeby nie było niedomówień) prawie cały
                kler. Oczywiście wszyscy byli zdrajcami (ale to wynikało już ze "światopoglądu
                wolnościowego" a nie z tego co ów "kler" zrobił czy nie zrobił.

                Bardzo charakterystycznym wydarzeniem była próba spalenia Sagrady Familii w
                Barcelonie (słabo palna była) i zmarnotrawienie na ten cel ponoć znacznych
                ilości cennej w warunkach wojennych benzyny. Można jedynie się domyślać ile jej
                poszło na skuteczne spalenie reszty.

                Ale chętnie poznam Twoje fakty. Na tyle chętnie, że nawet mogę ci ów rozkład
                opisać (znowu...) Ale to nie dzisiaj, sorry.

                > Natomiast fakt, że faszyści "oczyszczali" każdą zajętą miejscowość jest
                > medialnie nudny (naturalna kolej rzeczy: faszyści - rozstrzeliwują, to ich
                > zawód. Nieksięży. Wiadomo przecież, że życie "nieksiędza" na wojnie mało
                > waży:) "Wojna to wojna.")

                Ciekawe jaki jest zawód "bojowników o wolność", bo wszyscy zgodnie twierdzą, że
                ilość ofiar po obu stronach była podobna.

                Mnie w ogóle ciekawi lewacki sposób żonglerki liczbą ofiar. Nie mają oni
                wielkich szans na wykazanie swojej czystości, bo kto przyjmie za dobrą monetę
                zwalanie win na złych "stalinistów" i w recyklingowanie w ten sposób dobrych
                innych lewaków. Z drugiej strony czasami w przypływie szczerości oświadczają, że
                "czasami nie liczba ofiar jest najważniejsza" (hmmm... kto to powiedział tu na
                forum, chyba niejaki nick3).

                Interesuje mnie jakiego gwałtu na myśleniu trzeba dokonać, by wojnę, w której
                obie strony popełniały zbrodnie (jak już mówiłem, mniej więcej równe ilościowo)
                móc przerobić na walkę dobrej "wolności" ze złym "faszyzmem" używając argumentu
                liczby ofiar. No tylko tak, że "liczba ofiar jest najważniejsza", czyli niektóre
                ofiary liczą się oczywiście mniej. To oczywiście "wrogowie ludu", jak zawsze.

                DonQ
                • nick3 Re: "Mordercy księży" i "księża-mordercy" 29.04.07, 01:18
                  Mówił dziad do obrazu... :)

                  Nie twierdzę, że nie występują u mnie schematyzacje wartościujące. Ale staram
                  się nie przesadzać. Mając do wyboru "lud się przeciwstawił" albo "margines
                  anarchistycznych bandytów się zbuntował" - wybieram to pierwsze. Jest bliższe
                  prawdy.
                  Odrzucam więc metkę "propagandzisty" ('czerwonego', oczywiście, zbrodniarza
                  szkaradnego:)

                  > to co wiesz zgadza się
                  > co do joty w propagandowymi czerwonymi broszurkami

                  To twoje "co do joty" jest grubą przesadą. A częściowo się zgadza. No, cóż,
                  nawet propaganda może powiedzieć coś prawdziwego, kiedy prawda jest bardziej
                  wymowna od fikcji.

                  > Definiujemy sobie totalitaryzm jakoś tam, przypisujemy
                  > mniej czy bardziej arbitralnie tego czy owego do owej definicji i już hajda
                  > tłumaczyć, że Franco był totalitarystą

                  Franco, jak powiedziałem, sam uważał się za totalitarystę. "Totalitaryzm" nie
                  schodził z ust frankistowskiej propagandy do końca jej istnienia. Był
                  wartościowany pozytywnie i broniony do upadłego.

                  Czy faszyści hiszpańscy "rozumieli inaczej" totalitaryzm? Nie. Rozumieli go
                  tak, jak rozumiano totalitaryzm w Europie powszechnie w czasach, gdy był realną
                  alternatywą dla "demoliberalizmu". W takimż sensie wychwalali go jego
                  zwolennicy i zwalczali przeciwnicy. I w takim - przeszedł do historii idei.

                  To właśnie twój zarzut "arbitralności" wobec mnie jest z powietrza wzięty (kto
                  pierwszy wypowie dany zarzut, ten wygrywa?:)))

                  > Jak zwykle jest to typowe dla Ciebie rozmywanie i ideologizowanie pojęć dla
                  > potrzeb...

                  Bla, bla, bla

                  ("jak zwykle":)

                  >pamiętam,
                  > że najbardziej znaczącą siłą byli socjaliści, których przywódca Largo
                  Caballero
                  > właśnie zapowiedział, że niepomyślnych wyników wyborów nie zaakceptuje. Ta
                  sama
                  > partia była głowną chyba organizatorką antyrepublikańskiego puczu z 1934 roku.

                  O! To jest konkret (jak nie wiesz, co to konkret). Z tym można dyskutować.


                  >Akcje przeciw Kościołowi i księżom były obecne w Hiszpanii o
                  > d
                  > dawna, grubo przed wojną

                  Przemoc kleru, jego nienawiść do lewicy, niekiedy posunięta do działań
                  zbrodniczych (o czym obiecałem napisać, gdy ty napiszesz o
                  przejawach "rozkładu" Republiki) też była obecna grubo przed wojną.

                  > i miały motywację czysto antyreligijną

                  Tylko z punktu widzenia religii jest to motywacja wysoce naganna:)

                  Religia jest formą władzy sprawowanej nad jednostką nie tylko ze strony kleru.
                  Więc nieuzasadnine jest wymaganie od walki z religią, by ograniczała się do
                  antyklerykalizmu.

                  > Oczywiście wszyscy byli zdrajcami (ale to wynikało już ze "światopoglądu
                  > wolnościowego" a nie z tego co ów "kler" zrobił czy nie zrobił.

                  Byłoby ci wygodnie, gdyby tak było. Ale czy było? (Nie było. Zdjęcia Episkopatu
                  Hiszpańskiego robiącego zbiorowo hajhitla nie wzięły się znikąd. I jego
                  podwładni też wiedzieli, jakie mają wytyczne. Kościół był stroną w tej wojnie.)

                  > Interesuje mnie jakiego gwałtu na myśleniu trzeba dokonać, by wojnę, w której
                  > obie strony popełniały zbrodnie (jak już mówiłem, mniej więcej równe
                  ilościowo)
                  > móc przerobić na walkę dobrej "wolności" ze złym "faszyzmem".


                  1. Chyba jednak nie "równe ilościowo" (ekshumacje, które wyraźnie zaczęły
                  pokazywać co innego, przerwano na polecenie Aznara "dla zachowania pokoju
                  społecznego")

                  2. Wbrew pospolitemu, "antyideologicznemu" moralizmowi - oprócz liczby ofiar
                  przy ocenie działania stron walczących liczy się też świat, o jaki obie strony
                  walczą.

                  Życie nie jest wartością jedyną (choć na pewno szafowano nim zdecydowanie
                  nadmiernie).
                  • janek-007 Wybory w Hiszpanii w 1936 roku... 30.04.07, 00:01
                    Wybory w Hiszpanii, w 1936, roku to odpowiednik wyborów w Polsce z roku 2005.
                    Tak tam jak i tutaj, w Polsce, lewactwo ich nie uznało i nie przyjęło do
                    wiadomosci. Wtedy w Hiszpanii lewactwo odwoływało się do wujaszka Joe po pomoc z
                    bylego ZSRR a dzisiaj w Polsce lewactwo odwołuje się do siostrzyczki Brukselki i
                    PE, Parlamentu Eurokolchozu. Widać to golym okiem jak eurokolchozowy Komintern
                    staje murem za nowymi walterowcami lewackich 'Nowych Brygad Międzynarodowych'
                    które reprezentuje dzisiejsza lewica w Polsce i dzisiejsi byli walterowcy a
                    wczorajsi staliniści w osobach panów Geremka, Mazowieckiego, Kwasniewskiego i
                    całej plejady innych. Różnica jest tylko taka ze to już nie to miejsce i nie ten
                    czas chociaż metody stosują bardzo podobne. Polskie lewactwo do dzisiaj nie
                    zaakceptowało demokratycznych wyborów z 2005 roku i robi wszystko co w ich mocy
                    ażeby Polskę kompromitować wszędzie gdzie się tylko da po to ażeby unieważnić te
                    wybory i gdyby dzisiaj mogli to na pewno nie zawahaliby się 'poprosić' o
                    międzynarodowa zbrojna pomoc w walce z 'odradzającym' się w Polsce, według nich,
                    faszyzmem-stalinizmem, brakiem tolerancji i homofobia.

                    Hiszpańskie lewactwo miało tak samo w głębokim poważaniu hiszpańskiego chłopa
                    czy robotnika w jakim go miało i ma do dzisiaj polskie lewactwo po i w czasie
                    transformacji systemowej w Polsce. Jedynym usprawiedliwienie takiego 'braku
                    czasu i powazania' może tylko być to ze oni wtedy mieli pełne ręce 'roboty'
                    czyli szmalu który kradli w imie 'solidarności' klasowej i o poprawę bytu
                    ucisnionych.

                    być może ze ci nieliczni ideowcy którzy dali się załapać na lewackie hasła z
                    tamtych, hiszpańskich czasów, może i byli naiwni ale dzisiaj, w 2005 kiedy to
                    widac jak na dłoni o co w tym wszystkim chodziło i chodzi' jeżeli ktoś dalej
                    daje się nabierać na stare lewackie sztuczki to jest skończonym łajdakiem i
                    kretynem.
                  • donq Re: "Mordercy księży" i "księża-mordercy" 30.04.07, 01:11
                    Oczywiście, że odrzucasz metkę propagandzisty. Odrzucaj sobie - ja, jak wiesz,
                    ani nie przyjmuję tego za dobrą monetę ani nawet nie uważam tego za istotne.

                    I oczywiście nigdy nie przestanie mnie zadziwiać relatywista, którego relatywizm
                    ulatuje przy rozstrzelanych pobratymcach ideowych i wtedy okazuje się, że jednak
                    istnieje "prawda" (przy rozstrzelanych wrogach "prawda" już tak bardzo nie
                    istnieje, a kto wie, może nawet nie da się jej dociec?)

                    "Siła prawdy", która jest tak przemożna, że nawet czerwona propaganda jej się
                    nie oprze to piękne stwierdzenie (szczególnie "siła prawdy" w ustach
                    relatywisty). Za dobry nastrój, w który mnie wprawiasz powinieneś dostać Order
                    Uśmiechu.

                    A niechże sobie Franco był totaliratystą z samochcenia. Cóż z tego (nie
                    zapominaj, że nie podzielam ani twej teologii politycznej, ani też deifikacji j
                    "demokracji". Był również demokratą z podobnego samochcenia - system nazywał się
                    oficjalnie "demokracją organiczną". To tylko słowa.

                    Mówiąc o "historii idei" masz na myśli lewacką teologię polityczną, nie
                    zapominaj proszę to precyzować.

                    > Tylko z punktu widzenia religii jest to motywacja wysoce naganna:)

                    Mnie to brzydko mówiąc zwisa czy taka motywacja jest dla lewaka naganna czy nie.
                    Jedyne co chciałem zrobić to zakwestionować lewackie paplanie o
                    "antyklerykaliźmie", który nijak nic wspólnego nie ma z "antyreligianctwem".
                    Cieszę się, że się ze mną zgadzasz w tym punkcie.

                    > > Oczywiście wszyscy byli zdrajcami (ale to wynikało już ze "światopoglądu
                    > > wolnościowego" a nie z tego co ów "kler" zrobił czy nie zrobił.
                    >
                    > Byłoby ci wygodnie, gdyby tak było.

                    Jest jasne jak słońce, że tak było.

                    > Ale czy było? (Nie było. Zdjęcia Episkopatu
                    > Hiszpańskiego robiącego zbiorowo hajhitla nie wzięły się znikąd. I jego
                    > podwładni też wiedzieli, jakie mają wytyczne. Kościół był stroną w tej
                    > wojnie.)

                    Zimny pot na twarzy po ujrzeniu episkopatu robiącego "hajhitla" w tamtych
                    czasach spływa tylko po skroni lewaka. Co za żałosne argumenty - Ty się w
                    przedszkole bawisz?

                    Oczywiście Kościół powinien ustawić się w kolejce do podrzynania gardeł a
                    najlepiej sam popodpalać kościoły. Tylko wtedy zyskałby w lewackich oczach
                    uznanie. Pytanie - po co zyskiwać w lewackich oczach uznanie?

                    > 1. Chyba jednak nie "równe ilościowo" (ekshumacje, które wyraźnie zaczęły
                    > pokazywać co innego, przerwano na polecenie Aznara "dla zachowania pokoju
                    > społecznego")

                    Z naciskiem na chyba.

                    > 2. Wbrew pospolitemu, "antyideologicznemu" moralizmowi - oprócz liczby ofiar
                    > przy ocenie działania stron walczących liczy się też świat, o jaki obie strony
                    > walczą.

                    Dziekuję za tak jasne wyartykułowanie tego, czego inni lewacy z powodów
                    piarowych boją sie artykułować wprost - to jest jedna z deklaracji, dla
                    otrzymania których w ogóle się bawię w pisanie literek na forum.

                    Przy okazji dodam, że to w zasadzie prawda - pomijając to, że lewactwo lubi
                    bardzo argument z liczby ofiar, ale staje się on "pospolity" gdy liczy się
                    ofiary "wolności".
                    Co do "też", to jak ważymy? Ile razy liczba ofiar "obrońców demokracji"
                    musiałaby być większa od ofiar Franco aby stali się jacyś niemili? Czy w ogóle
                    istnieje taki multiplikator czy liczy się jednak jedynie ów potencjalny
                    wspaniały świat, który by zaistniał, gdyby nie "fazyzm"? Istnieją jakieś
                    wytyczne czy lewacy to po prostu czują? Czy całkowicie przypadkowa zbieżność z
                    nieuniknionymi ofiarami "wytopu historii" wynika znów tylko z nieodpartej mocy
                    nieistniejącej "prawdy"?

                    Nawiasem mówiąc jednak nie to, że swoje ofiary opłakuje się bardziej (to jest
                    wybaczalne) jest w lewactwie odrażające. Najbardziej odrażająca jest wiara, że
                    owi "szlachetni bojownicy" walczyli o "lepszy świat", mimo wielokrotnego i
                    każdorazowego bankructwa wszystkich "lepszych światów", które niestety udało się
                    zbudować.

                    DonQ





    • l.o.r.t.e.a I jeszcze jedno. Wyzywajcie mnie za te słowa ile 26.04.07, 19:12
      chcecie, ale jeśli się przejrzy listę owych "dzieci dąbrowszczaków", i potem
      listę podpisanych, to nie może być najmniejszej wątpliwości: zjawisko
      polityczne zwane żydokomuną było faktem.
      • drojb Czy można ten list podpisać? 26.04.07, 19:36
        Gdzie ten list jest zawieszony?

        A co do dużej części dyskutantów - zero wiedzy historycznej, strasznie
        dużo "dusznej" ideologii - i kompletny brak instynktu samozachowawczego!

        Jeżeeli komunizm był zły, to z tego nie wynika, że faszyzm był dobry. Był
        równie zbrodniczym ustrojem, mordował tysiące swoich obywateli i większość
        gnębił. Czy wiecie, że Franco wprowadził dla kobiet zakaz uczenia się? To stąd
        w filmach Aldomowara powtarzający się wątek niepiśmiennych kobiet.
        • l.o.r.t.e.a List pewnie można podpisać - może w domu Adama 26.04.07, 19:45
          Humera albo Kiszczaka.

          Komunizm, mój drogi, owszem, był zbrodniczy, jakieś 50 miionów ofiar.

          Faszyzm - parę setek ofiar. Gdzie jest dziś Hiszpania i Portugalia, a gdzie
          Polska?
          • ar.co Re: List pewnie można podpisać - może w domu Adam 27.04.07, 10:02
            Jak rozumiem, twoje słowa zachwytu można przenieść również na hitleryzm - gdzie
            dziś Niemcy, gdzie Polska? A w jaki sposób liczysz te "parę setek ofiar"
            faszyzmu, to już pozostanie zapewne twoją słodką tajemnicą - skoro w samej
            hiszpańskiej wojnie domowej liczba ofiar fasazystów sięgała setek tysięcy; o
            armii włoskiej popełniającej zbrodnie wojenne w Afryce też oczywiście nie
            słyszałeś?
    • melhior22 Apel Antygony 26.04.07, 22:12
      Szanowni Państwo, Autorzy "Apelu"
      Nie jestem ani dzieckiem dąbrowszczaków, ani wychowanką jacka Kuronia. Sądzę
      jednak, że jako polski obywatel mam prawo wypowiedzieć się w tej sprawie,
      bezpośrednio w godność polskich obywateli godzącej.Nie chcę się wstydzić swej
      polskości i dlatego całym sercem przyłączam się do "Apelu". Nie mogę zrobić
      wiele więcej, jak tylko przyłączyć moje "Nie" do Waszego sprzeciwu wobec
      małostkowej krótkowzroczności ludzi, uzurpujących sobie prawo przemawiania w
      naszym imieniu.
      Dorota Zamojska
      • noelkabat Re: Apel Antygony 27.04.07, 02:27
        Brawo Pani Danuto! Jest Pani jedyna odwazna osoba bioraca udzial w tym forum -
        odwazna tak samo jak ci co podpisali sie pod apelem Antygony: pelnym
        nazwiskiem. Wszyscy krytycy natomiast to tchorze chowajacy sie za pseudonimami.
        Sprawa historii XX wieku, skomplikowana i okrutna, nie jest taka prosta jak sie
        moze wydawac, a historia hiszpanskiej wojny domowej jest szczegolnie okrutna i
        nie do zrozumienia dla zwolennikow kaczyzmu w IVRP, i dzisiejszej
        sprawiedliwosci a la Ziobro-Dzierzynski.
    • despair1 Kuriozalny apel fałszerzy historii 27.04.07, 04:37
      Autorzy tego tekstu fałszują historię,fałszują życiorysy dąbrowszczaków. Np.
      nie informują o tym,że Wacław Komar,w latach 1947 - 50,był dyrektorem
      departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego,czyli był
      wysokim oficerem UB. Inną białą plamą w życiorysie Komara jest jego praca w
      MSW lat 60. na stanowisku dyrektorskim.
      Wysokimi oficerami UB byli też Mieczysław Broniatowski i Leon Rubinsztejn.
    • pichcik Apel polskiego emigranta 27.04.07, 06:07
      Ja, walczylem za Polske. Bralem udzial w demonstracjach bedac studentem. Bilem
      sie z ZOMO. W 1995 wyjechalem z Polski majac dosc rzadow pseudokomuchow, tych
      wszystkich zlodziei, ktorzy rozkradali panstwo i okradali najubozszych w
      Polsce. Tych wszystkich z michnikowszczyzny, ktorzy legitymowali system
      zlodziejski. Zajelo mi 10 lat, aby przyjal mnie jako obywatela daleki kraj.
      Zanim trafilem do tego kraju, bedac nielegalem pracowalem w Szwecji, Anglii i
      USA. Wszyskie te kraje okradaly mnie, placac mizerne pieniadze, gdyz pracowalem
      nielegalnie, bo niby moja ojczyzna byla wolna. Oskazamj wszystkich z
      michniokowszyzny, tych wszystkich grubasow wypasionych na ludzkiej
      krzywdzie,ktorzy bogacili sie w latach dziewiecdziesiatych, ktorzy mieli
      Polakow za smieci, oskarzam ich o wspieranie ukladow szemranych. I nie zal mi
      wcale tych potomokow pseudokomochow, ktorzy z taka lekkoscia okradali narod i
      cieszyli sie na jego emigracje. Nie zal mi tych potomkow dabrowszczakow.
    • jan_r_k Ręce precz od naszych rodziców! 27.04.07, 14:13
      (choć byli to agenci Kominternu i zwykli mordercy)
      Doskonale ujął to Rafał Ziemkiewicz: "Dąbrowszczacy - żołnierze niesłusznej
      sprawy"

      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/opinie_070427/opinie_a_1.html
      Jan K.
      • pjpb Re: Ręce precz od naszych rodziców! 27.04.07, 14:51
        dokladnie tak :-P probuje sie nas wszystkich egzaltowac ponownie komunistyczna
        propaganda - nieskalani rycerze dobrej republiki, pelnej demokracji, atakowanej
        przez bestie franco mussoliniego i hitlera. swiadectwa historyczne swiadcza
        jednak, ze hiszpania lat 30-tych to tygiel wieku xx - tworzacy mieszanke ktora w
        koncu wybuchla barbarzystwem obu stron. zas miedzynarodowi ochotnicy polscy
        ochotniy byli glownie marionetkami stalina - czego najlepszym swiadectwem jest
        ich pozniejsza rola jako utrwalaczy wladzy ludowej [i to ten okres ich zycia
        moze i powinien spowodowac ich obnizenie swiadczen - od czego sie wszystko zaczelo].
        nie widze powodu, dla ktorego panstwo polskie mialoby premiowac trzymanie narodu
        za morde. argumentujacych o starych ludziach, pozbawianych srodkow do zycia,
        odsylam do przecietnego emeryta, ktory nikogo nie gnoil. dlaczego takiemu
        przecietniakowi mialoby wystaczac to, co utrwalaczowi ma nie starczac?
    • irenalasota Irena Lasota - Apel Antygony 27.04.07, 16:34
      Nieznany mi "stachporaj" napisal: Wsrod dzieci dabrowszczakow nie widze nazwiska
      Ireny Lasoty, dyrektora instytutu IDEE w Waszyngtonie oraz czolowej dzialaczki
      demokratycznej. Niedopatrzenie?
      Odpowiadam - mysle ze zadne niedopatrzenie. Nie ma tez mojego brata Jana Piotra
      mieszkajacego w Paryzu, astrofizyka.
      Wiele osob ktore podpisalo ten apel zna i moj i mojego brata adres. Wiedza ze
      moj ojciec byl dabrowszczakiem, ze ja bylam w druzynie walterowskiej, i moga
      nawet pamietac (choc nie powinni) ze zdarzalo mi sie pomagac im w osiaganiu ich
      bohaterskich demokratycznych zaslug. Nikt sie do nas nie zglosil. Jesli chodzi
      o mnie to mysle, ze chodzilo o to, ze a nuz moglabym podpisac (podpisalabym,
      mimo patetycznego i grafomanskiego stylu). A gdybym podpisala to po pierwsze
      zbeszczeszczylabym waskie grono "srodowiska" - po drugie zadalabym klam
      dogmatowi panujacemu wsrod asow tego srodowiska, ze antykomunisci sa po prostu
      faszystami wyzbytymi poczucia sprawiedliwosci, uczciwosci i godnosci. Wstyd
      panowie antygonisci, ale niczego wiecej nie mozna sie spodziewac po ludziach
      ktorym z ust kapia bezustannie wartosci i imponderabilia. irena Lasota
    • martino A o to Antyteza to Antygony 27.04.07, 22:27
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/opinie_070427/opinie_a_1.html
      • grba Re: A o to Antyteza to Antygony 27.04.07, 23:12
        Węgrzy też mają swoich "Hiszpanów", np. Ernő Gerő agent INO NKWD wykorzystał
        swoje hiszpańskie doświadczenia jako "rządziciel" na Węgrzech w latach 1945-
        1956... utopił we krwi powstanie węgierskie 1956.
    • niemiec.niemiec Apel Antygony 28.04.07, 02:56
      "Chodzi nam o honor Polski. Dawnych żołnierzy republikańskiej Hiszpanii nie ma
      już wśród nas."

      Czy oni wstydu nie maja?!
      Tak po prostu przeklamywac historie i z siepaczy stalinowskich robic obroncow
      demokracji?
      • grba Żołnierz wolności 28.04.07, 14:04
        Erich Mielke Minister Bezpieczeństwa Państwowego NRD, szef STASI, też walczył
        w "międzynarodowych brygadach"...
    • wladkuch Apel Antygony 29.04.07, 08:13
      Piekny humanistyczny i ludzki dokument.W tym krajun obecnym gdzie władza
      pochodzi od "czrnych okupantów"/Boy/,jest amoralna i nikczemna bo rzadzi przy
      pomocy kryminalistów i faszystów taki dokument pokazuje Europie,że Polska to nie
      tylkokarzeł fizyczny i psychiczny.Noj podpis nic nie znaczy ale sercem jestem z
      Wami.Dziękuję za ożywczy powiew ideałów.
    • zlotymanolo Apel Antygony 03.05.07, 09:43
      Wielka szkoda, ze Irena Lasota nie zostala skontaktowana aby podpisac
      apel "Antygon". Ale tez wielka szkoda, ze obrazona, "beszta" zmiast zajac jasna
      pozycje w sprawie szaragania pamieci o ochotnikach z Brygad. Moze z Waszyngtonu
      lub Paryza nie widac tak jasno jak na miejscu jakiej "historycznej" nagonce
      jestemy swiadkami i to nie tylko w kwestii Dabrowszczakow. Przeklamywanie,
      cyniczne skroty w opisywaniu historii, wymahiwanie przeszloscia w sprawach
      doraznych, a juz najlepiej historia w Polsce nieznana, pleni sie obecnie w
      sposob wrecz nieprzyzwoity : lustracyjna logika rozstrzeli kazdego. Wiekszosc
      glosow na tym forum jak i polskich komentatorow
    • przedwieczorny Apel Antygony 07.05.07, 13:13
      "wychowani w poczuciu dumy, że garstka polskich obywateli przedarła się do
      rozdartej wojną domową Hiszpanii, aby na polu bitwy bronić demokratycznie
      obranego rządu Republiki Hiszpańskiej,"
      A co z wychowanymi w poczuciu dumy z "Czeka", czy NSDAP?
      Oni musieli zweryfikować swoje poczucie dumy. Może czas na weryfikację poczucia
      dumy z "Dąbrowszczaków"?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka