toni25
23.06.07, 22:43
Widać poważny błąd metodologiczny w diagnozie - pani psycholog Kusz robi
jednostronną analizę, chociaż strony są dwie: jednostka - instytucja (grupa
formalna). Powinna, chcąc zachować profesjonalizm, przedstawić analizę całego
systemu, a nie tylko jego części. Skoro opisuje cechy/problemy jednego z
elementów tego systemu (jednostki), powinna dalej przeanalizować
cechy/problemy drugiego, tj. instytucji (grupy) i ich wzajemne relacje.
Brakuje odniesienia do zarzutów stawianych instytucji przez jednostki ją
opuszczające. Np. czy krytyczne opinie T. Bartosia o drugim ogniwie systemu:
"Nadmierny rytualizm, wychowanie w strachu, skupienie Kościoła na sobie samym,
na własnym przetrwaniu, działanie na pokaz. I wreszcie - szkodliwy system
życia duchownych."
"Wadliwe są pewne fundamentalne założenia. Obecny sposób organizacji życia
duchownych w Kościele nie tylko nie redukuje ludzkiej skłonności do zła, ale
ją często wzmacnia (...) W moim przekonaniu obecny system zarządzania
Kościołem, życiem duchownych jest szkodliwy i demoralizujący."
"Celibat obowiązkowy jest czymś wątpliwym także dlatego, że oznacza
instytucjonalną ingerencję w sferę intymną. Symboliczne przejęcie władzy nad
całym życiem duchownego w celibacie osiąga swe apogeum. Szkodliwe apogeum."
"Tylko ktoś, kto życie spędza w takich zamkniętych społecznościach, może
zrozumieć - jeśli stan świadomości mu na to pozwala - jakiego rodzaju presji
wewnętrznej i zewnętrznej jest się tam poddawanym. Bardzo trudno w takich
warunkach o samodzielność myślenia i działania."
"Żyjemy w cywilizacji, w której Kościół, rezygnując ze zmian, bardzo ryzykuje.
Mamy z jednej strony liberalny świat, z wolnością wypowiedzi, działania,
swobodą przemieszczania się, a naprzeciwko stoi scentralizowana, niemal
wojskowa struktura kościelna."(GW "Nie opuszczam Kościoła")
są psychologicznie uzasadnione, czy też są psychologicznie bezpodstawne? Czy
takie ważne psychologiczne wartości jak podmiotowość, samosterowność,
samodzielność myślowa, rozwój indywidualny jednostki są przez Kościół
instytucjonalny utrącane? Czy doświadczenia, jakich dostarczają struktury
kościelne, kształtują bądź osobowości zależne, bierne, niedojrzałe, bądź
autorytarne?
A jeśli "konflikt Stanisława Obirka z Kościołem to konflikt jednostki z
instytucją, która hamuje próby dialogu zarówno na temat wewnętrznych spraw
Kościoła, jak i dotyczących całego społeczeństwa", to jak się jego obraz tej
instytucji ma do jej rzetelnej charakterystyki psychologicznej?
Obirek ma rację, że "problem niewątpliwie tkwi w języku." I że język Kościoła
"nie jest adekwatny, tylko wręcz deformujący rzeczywistość. Że nazywając kogoś
tak, a nie inaczej, np. "bratem odłączonym" dokonuje się wykluczenia czy
wartościowania postaw." ("Przed Bogiem")
Dlatego zamiast w języku kościelnym "bracia odchodzący" powiem za T.Węcławskim
"ludzie idący dalej" - bo tak powiedział w swojej Deklaracji: "teraz dojrzałem
do tego, by pójść konsekwentnie dalej".