Dodaj do ulubionych

Badanie sprawy Litwinienki kosztowało Wlk. Bryt...

17.08.07, 21:31
Prawdziwym sprawcą nie był Ługawoj lecz Putin.
Obserwuj wątek
    • lubat Badanie sprawy Litwinienki kosztowało Wlk. Bryt... 17.08.07, 21:32
      Mam pytanie, czy w tej sumie zawarta jest cena zakupu polonu?
      • onufry.zagloba Juz sie za te wydatki oberwalo winnym w Parlamenci 17.08.07, 21:36
        Na dobra sprawe dobry miesiac temu. GW dopiero dzisiaj sie budzi?
    • czlowiek_ksiazka Re: a może "polon", żeby oczernić Polskę? 17.08.07, 22:21
      Ach te głupki z KGB!
      "polon pozostawią dużo ślądów"
      -
      • eva15 Re: a może "polon", żeby oczernić Polskę? 17.08.07, 23:12
        Nie zapominaj jakie bystrzaki z tych Anglików, skoro nawet do
        kamieni gadają, NIC nie powinno już w ich wykonaniu dziwić.
      • eva15 Re: a może "polon", żeby oczernić Polskę? 17.08.07, 23:12
        Nie zapominaj jakie bystrzaki z tych Anglików, skoro nawet do
        kamieni gadają, NIC nie powinno już w ich wykonaniu dziwić.
      • pagyo Re: a może "polon", żeby oczernić Polskę? 18.08.07, 09:21
        czlowiek_ksiazka napisała:

        > Ach te głupki z KGB!
        > "polon pozostawią dużo ślądów"
        > -
    • pimpus18 They are not stingy 17.08.07, 22:24
      Angole nie są skąpi, oni po prostu są oszczędni.

      I tak mieli dużo szczęścia, ”że polon pozostawia dużo śladów”.
      W takich przypadkach to już raczej za dużo szczęścia. Proboszcz miał nadgodziny?
    • eva15 Brown - nowy model bezzębnego lwa 17.08.07, 23:22
      Brown zaryczał jak lew, odwołał 4 dyplomatów. No i co? Co osiągnął,
      co pokazał, rozdzierając szeroko paszczę? Ze nie ma zębów? To i bez
      tego wiadomo...
      • czlowiek_ksiazka Re: Brown - nowy model bezzębnego lwa 17.08.07, 23:28
        "Wielka Brytania wydała 3 miliony funtów..."

        -
        • eva15 Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne lwy 17.08.07, 23:44
          Tak masz rację, to samograj...

          na inny temat:
          Nie wiem, czy już widziałeś mój wpis o tym, jak Putin w doskonałej
          akcji PR zestawił swą energię i tężyznę fizyczną z przedstawicielem
          tłustego rozlazłego Zachodu w osobie ks. Alberta von Monaco. Tja,
          Putin w topless z klatą jak potężny niedźwiedź (cytat Spiegel) oraz
          Putin na koniu w pozie malboro man.

          Piękne krajobrazy, malownicze zdjęcia, perfekcyjna PR i jak ktoś na
          forum zauważył kompletnie bez fałszu i sztuczności.

          www.spiegel.de/international/zeitgeist/0,1518,499835,00.html
          • czlowiek_ksiazka Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 17.08.07, 23:47
            Chyba nie czytałem twojego wpisu. Bardzo proszę o link, bo to aż
            nieprzyzwoite, że przepuściłem jakiś twój komentarz!

            Książe Monako wydaje mi się sympatyczną osobą. Coś jak Juncker z
            Luksemburga. Albert też jest sportowcem, otwarty na świat, myślący
            polityk europejski...
            • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 17.08.07, 23:57

              Albert jest sympatyczny. Ale sportowiec z niego raczej niedzielny z
              dużym brzuszkiem jak widać na zdjęciach. Ca 6 lat młodszy od Putina
              wygląda na jego starszego kolegę...
              • czlowiek_ksiazka Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 17.08.07, 23:58
                Eva, ale gdzie jest twój wpis??
              • czlowiek_ksiazka Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 17.08.07, 23:59
                Czy nie wolałabyś w Polsce 3 takich Albertów z 2 razy większymi
                brzuszkami od całego PO i armii Tusków-Tyszkiewiczów?
                • eva15 Tężyzna Putina a zachodnie tłuste, bezzębne lwy 18.08.07, 00:18
                  czlowiek_ksiazka napisała:

                  > Czy nie wolałabyś w Polsce 3 takich Albertów z 2 razy większymi
                  > brzuszkami od całego PO i armii Tusków-Tyszkiewiczów?

                  Ależ to na pewno. Mnie te brzuszki specjalnie nie wadzą, najbardziej
                  lubiałam starego ks. Monaco mimo, że z wiekiem wyglądał nienajlepiej.

                  Ale w tym szpiglowym artykule o co innego chodzi. Putin zrobił
                  perfekcyjną pokazówkę, jak może wyglądać 54-letni factet, jeśli
                  tylko jest bardzo zdyscyplinowany i ma się pod pełną kontrolą.
                  Czyli, przekaz mówi: "drżyjcie leniwe wypasiory, bo macie do
                  czynienia z kompletnym twardzielem".
                  Na tle takiego Putina jego zachodni koledzy politycy i mniej więcej
                  równolatkowie wypadają niezwykle blado i rozlaźle. I to pewnie
                  należało udowodnić tymi zdjęciami...

                  Słowem przewaga intelektualna jest tu zharmonizowana z fizyczną.
                  • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnie tłuste, bezzębne l 18.08.07, 09:44
                    eva15 napisała:

                    > Na tle takiego Putina jego zachodni koledzy politycy i mniej
                    więcej
                    > równolatkowie wypadają niezwykle blado i rozlaźle. I to pewnie
                    > należało udowodnić tymi zdjęciami...
                    >

                    Komu udowodnić ? Jak już trzeba uciekać się do takich PR owskich
                    trików, to chyba z meritum nie jest najlepiej.

                    "Słowem przewaga intelektualna jest tu zharmonizowana z fizyczną".
                    To na tych zdjęciach widać też przewagę intelektualną ? Majstersztyk.




                    • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnie tłuste, bezzębne l 18.08.07, 12:40
                      pagyo napisał:
                      > Komu udowodnić ? Jak już trzeba uciekać się do takich PR owskich
                      > trików, to chyba z meritum nie jest najlepiej.

                      W kontekście tych zdjęć meritum była tężyzna fizyczna. I to meriutum
                      Putin otwarcie pokazał. Nie rozumiem więc, czemu piszesz "chyba z
                      meritum nie jest najlepiej"?

                      Uważasz, że wygląda na zdechlaka albo na tłuściocha?
                      • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnie tłuste, bezzębne l 18.08.07, 13:16
                        Wydawało mi się, że prezydenci są od rządzenia (meritum) a nie od
                        demonstrowania muskułów.
                        • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnie tłuste, bezzębne l 18.08.07, 13:24
                          Nigdy nie słyszałeś o mowie ciała?
                          • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnie tłuste, bezzębne l 18.08.07, 13:32

                            Przecież psychologowie kupę niebotycznie drogich kursów na temat
                            mowy ciała uządzają dla managerów, polityków i innych chętnych na
                            wodzów. Putin dał tym wszystkim uczniom pokazową lecję.
                          • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnie tłuste, bezzębne l 18.08.07, 13:32

                            Przecież psychologowie na Zachodzie kupę niebotycznie drogich kursów
                            na temat mowy ciała uządzają dla managerów, polityków i innych
                            chętnych na wodzów. Putin dał tym wszystkim uczniom pokazową lecję.
                            • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnie tłuste, bezzębne l 18.08.07, 13:49

                              urządzają, "r" mi uciekło
                            • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnie tłuste, bezzębne l 18.08.07, 13:52
                              Mowa ciała?

                              Jaką lekcję? Że nie trzeba wydawać kasy na psychologów, tylko na
                              trenerów kulturystyki? :)

                              Czy to jest efektywna metoda zdobywania zwolenników zalezy chyba też
                              od tego, czego od polityka oczekują ludzie w danym kraju. Nie
                              wszedzie sa koniecznie muskuły i tężyzna fizyczna.
                              • eva15 Jedni powinni być sprawni i zdrowi, inni nie? 18.08.07, 14:15
                                Pomysły z kursami o mowie ciała, ustawianie zachowań oraz pomysły z
                                uspartawianiem polityków i managerów, pokazywaniem ich np. podczas
                                jogginów (vide Bush, Sarkozy, Fischer), by udowodnić, że są w pełni
                                władz fizycznych, pochodzą z Zachodu. Podobnie jak personal trainer,
                                survival training itd.. Bush robiący publicznie jogging w krótkich
                                gaciach jakoś nikogo nie razi, prawda?

                                Tja, w czasach współczesnych to Zachód jako pierwszy uznał, że nie
                                tylko głowa ale i tężyzna fizyczna (a przynamniej zdrowie) potrzebne
                                są, by być pod każdym względem sprawnym. Ale widać nie każdy
                                powinien tym dysponować i to pokazywać.

                                Gdy Putin pokazuje swą sprawność przewyższającą tą zachodnią,
                                pojawia się natychmiast problem i zaczynają złośliwości...
                                • pagyo Re: Jedni powinni być sprawni i zdrowi, inni nie 18.08.07, 14:23
                                  Ja sie nie wyzłośliwiam w stosunku do Putina, tylko w stosunku do
                                  ciebie. Jak Bush, czy Sarkozy biegają, to nikt tam nie pisze
                                  bałwochwalczo tak jak ty, jacy oni są wspaniali i że biegaja na
                                  pewno szybciej i wytrwalej od Putina.
                                  • eva15 Re: Jedni powinni być sprawni i zdrowi, inni nie 18.08.07, 14:58
                                    No popatrz biegajcy zachodni politycy ci nie wadzą, a przecież
                                    jeszcze parę postów wcześniej pisałeś: "prezydenci są od rządzenia
                                    (meritum) a nie od demonstrowania muskułów". A tu nagle cisza żadnej
                                    krytyki pod adresem Busha i spółki.
                                    Hmm... Czy to czasm nie bałwochwalczy stosunek do Wuja Sama? A może
                                    po prostu przytomnie widzisz, że oni nie demostrują muskulów, bo ich
                                    po prostu nie mają?


                                    Nie wiadomo, czy Bush i co. biegają szybciej, NIKT nie sprawdził.
                                    Natomiast widać jak byk i to JEST sprawdzone (vide zdjęcia), że
                                    Putin swą tężyzną fizyczną dalece przewyższa ks. Alberta. O tym
                                    napisać nie wolno? Myślisz, że to już bałwochwalstwo?
                                    • pagyo Re: Jedni powinni być sprawni i zdrowi, inni nie 18.08.07, 17:26
                                      "No popatrz biegajcy zachodni politycy ci nie wadzą, a przecież
                                      > jeszcze parę postów wcześniej pisałeś: "prezydenci są od rządzenia
                                      > (meritum) a nie od demonstrowania muskułów". A tu nagle cisza
                                      żadnej krytyki pod adresem Busha i spółki. "

                                      Po pierwsze bieganie to dość popularna forma regeneracji nawet wśród
                                      polityków. Po drugie ja nie widziałem takich sesji zdjęciowych z
                                      biegającymi politykami, które możnaby porównać z tą sesją Putina. Po
                                      trzecie ja już napisałem, że do "wyzłośliwiania się" sprowokowały
                                      mnie nawet nie tyle te zdjęcia Putina, ile twoje komentarze.
                                      Bynajmniej nie pisałaś tylko o księciu Albercie. Ależ o wszystkim
                                      można pisać, można się i trochę ponabijać no nie?
                                • pagyo Re: Jedni powinni być sprawni i zdrowi, inni nie 18.08.07, 14:31
                                  No dobra, trochę się czepiam...
            • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 00:01

              Cóż mój wpis jest jak zwykle podobny do twojego, też mi Kaczki do
              głowy przyszły. Taki widać los ludzi nadających na podobnych falach.

              Ale koro nie czytałeś, to przeczytaj również przynależny do wpisu
              artykuł. Jest b. ciekawy.

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=67563182&a=67588931
              • czlowiek_ksiazka Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 00:02
                Dzięki, zaraz twoje i herra wpisy prześlędzę... kto ta jeszcze
                jest...?
              • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 10:42
                Jest ciekawy, ale parę rzeczy jest tam podanych nieprecyzyjnie.
                Duskutowałem na ten temat wcześniej z Denisem..

                kacap.blox.pl/2007/08/Dolar-a-Chiny.html#ListaKomentarzy
                Twoje wnioski o tym, że Ameryka chyli się ku upadkowi a Rosja zaraz
                ja przegoni (dokładnie tak nie napisałaś, ale sens był podobny)
                trochę mnie rozbawiły. A najbardziej wpis herra, że można sie
                spodziewać zamieszek w USA. To świetne...
            • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 09:11
              Polityk? Chyba playboy
          • czlowiek_ksiazka Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 17.08.07, 23:49
            Super fotki, nie widziałem! :)
            Kurde, ten Putin to naprawdę MAN! :)
            Trafił się "podłym i totalitarnym Ruskom" jak ślepej kurze ziarno...
            Wyobrażasz sobie prezydenta prof. Kaczyńskiego na łonie przyrody i
            bez koszuli? :)))
            • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 09:38
              Ja nie jestem fanem Kaczyńskiego, ale od kiedy to jakość
              prezydentury mierzy się obwodem bicepsu i klatki piersiowej?

              A tak na marginesie - mój stary w jego wieku lepiej wyglądał.
              • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 12:18
                Ty masz niestety uporczywą skłonność do wkładania w usta twych
                rozmówców twoich własnych pomysłów i do częstych nadinterpretacji.
                Kto z nas mówi, że obwodem bicepsu i klatki piersiowej mierzy się
                jakość prezydentury? Możesz wskazać cytat?

                Jak na razie dyskutowaliśmy o tym, że Putin oprócz swoich przewag
                intelektualnych pokazał teraz jeszcze dodatkowo przewagę czysto
                fizyczną nad wypasionymi wodzami świata zachodniego.
                • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 13:20
                  A te przewagi intelektualne też sa gdzieś udokumentowane? Jakieś
                  zestawienie IQ świarowych przywódców rosyjska prasa w ramach
                  ofensywy PR opublikowała ?
                  • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 13:56
                    A ty musisz mieć jakieś dosłowne cyferki(których i tak nikt nie
                    zdobędzie bo Bush nie da się zbadać), myślenie bardziej abstrakcyjne
                    jest ci obce?

                    Nie znasz biblijnego "po owocach ich poznacie"??

                    Porównaj tak np., co zrobił Bush ze swej ojczyzny w ciągu swoich 2
                    kadecji, a co Putin w tym czasie ze swojej. I jaka była sytuacja
                    wyjściowa w obu...
                    • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 14:08
                      No co Bush zrobił ze swej ojczyzny? Chcesz znowu zacząć dyskusję ze
                      mną na tematy gospodarcze, Proszę bardzo. Ale uprzedzam, że jestem
                      dobrze przygotowany. A co do Putina, ja nie tweirdzę, że jest
                      złym "gospodarzem", ale dostał prezent od Boga w postaci
                      niebotycznego wzrostu cen ropy naftowej i gazu. Ot i cała tejemnica
                      rosyjskiego cudu gospodarczego, który przyznaję Putin dość rozsądnie
                      wykorzystuje.
                      • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 14:47
                        Naprawdę jesteś dobrze przygotowany? Zdajesz sobie sprawę z obniżki
                        dochodów realnych ludności, z masowego zastąpienia dobrze płatnych
                        prac w przymyśle podwójnymi MCjobs, z powolnego wymierania klasy
                        średniej?
                        Zdajesz sobie naprawdę sprawę, co leży u źródeł dzisiejszego kryzysu
                        nieruchomości? Czy rzeczywiście rozumiesz, jak bardzo zmieniły się
                        paradygmaty US-gospodarki i polityki? I, że był to proces powolny,
                        który rozpoczął się wraz z upadkiem zasad Bretton Woods (gdy USA
                        potrzebując kasy na wojnę wietnamską zerwały samowolnie z parytetem
                        dolara w złocie) a później proces ten poszedł dalej za Reagana, Bush
                        jest już tylko dotychczasowym ukoronowaniem tego rozwoju. Wątpię,
                        czy znasz i rozumiesz wszystkie te zależności.

                        Czytając ciebie mam wrażenie, że jesteż apologetą tzw. rynku
                        papierów wartościowych, giełdy i jej pochodnych (może pracownikiem
                        banku lub funduszy etc?)i widzisz rzeczywistość wycinkowo. Tymczasem
                        temat potraktowany serio wyrasta tak dalece poza ramy postów,że nie
                        sposób go tu na serio bez nadmiernych uproszczeń "rozebrać".


                        "Cała tajemnica" rosyjskiego cudu gosp. to niebotyczne ceny gazu i
                        ropy? Naprawdę, ceny robią cud gospodarczy? Czy to już twoja cała
                        wiedza o ekonomii i zarządzaniu? Jeśli takie to proste, to czemu A.
                        Saudyjska brnie w długi, Iranowi też daleko do rozkwitu, podobnie w
                        Azerbajdżanie im większe dochody, tym większa nędza ludności (to
                        akurat dobrze znam z mojej pracy). O demookratycznym Iraku pod US-
                        opieką już nawet nie wspomnę. Może oni wszyscy sprzedają ropę i gaz
                        po dolarze?

                        Co znaczy, że Putin "dość rozsądnie" wykorzystuje wysokie ceny? A
                        jak wyglądałoby bardzo rozsądnie? Pewie gdyby zachodni "inwestorzy"
                        mogli się do tej kasy dorwać?
                        • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 15:20
                          Na razie odpowiem ci krótko, bo mam w domu małe przemeblowanie i
                          musze m.in przenieść komputer na nowe miejsce (mam nadzieję, że
                          bedzie na nim działać). Ale zapewniema cię, że wrócę.

                          eva15 napisała:

                          >" Naprawdę jesteś dobrze przygotowany? "

                          Jestem.

                          "Zdajesz sobie sprawę z obniżki
                          > dochodów realnych ludności, z masowego zastąpienia dobrze płatnych
                          > prac w przymyśle podwójnymi MCjobs, z powolnego wymierania klasy
                          > średniej?

                          Realne dochody ludności rosną (tak na marginesie napisałaś to tak,
                          że nie wiadomo czy chodzi ci o ostatnie 30 lat , czy 3 lata, czy 3
                          miesiące).

                          A ty słyszałaś o procesie deindustrializacji, społeczeństwie
                          postindustrialnym ? I o miejscach pracy w nowoczesnych usługach ?
                          Klasa średnia wymiera? To ciekawe.

                          > Zdajesz sobie naprawdę sprawę, co leży u źródeł dzisiejszego
                          kryzysu nieruchomości?

                          Zdaję sobie sprawę.

                          Czy rzeczywiście rozumiesz, jak bardzo zmieniły się
                          > paradygmaty US-gospodarki i polityki? I, że był to proces powolny,
                          > który rozpoczął się wraz z upadkiem zasad Bretton Woods (gdy USA
                          > potrzebując kasy na wojnę wietnamską zerwały samowolnie z
                          parytetem > dolara w złocie) a później proces ten poszedł dalej za
                          Reagana, Bush jest już tylko dotychczasowym ukoronowaniem tego
                          rozwoju. Wątpię,> czy znasz i rozumiesz wszystkie te zależności.
                          >
                          Evo, "paradygmaty US-gospodarki" co za okreslenie. Jeśli dla ciebie
                          kluczowym punktem dla całej historii gospodarczo-politycznej USA
                          jest nadal załamanie się systemu z Bretton Woods to nie jestes zbyt
                          wielkim ekspertem od USA. Wypadałoby poczytac coś więcej niż tylko
                          podręczniki ekonomii politycznej kapitalizmu.

                          "Czytając ciebie mam wrażenie, że jesteż apologetą tzw. rynku
                          > papierów wartościowych, giełdy i jej pochodnych (może pracownikiem
                          > banku lub funduszy etc?)i widzisz rzeczywistość wycinkowo.
                          Tymczasem temat potraktowany serio wyrasta tak dalece poza ramy
                          postów,że nie sposób go tu na serio bez nadmiernych
                          roszczeń "rozebrać"."

                          "Apologeta tzw. rynku papierów wartościowych" ? A co to znaczy?
                          Chyba nie trafiłaś, pracowałem też kiedyś w szacownej instytucji
                          naukowej.
                          >
                          > Naprawdę, ceny robią cud gospodarczy? Czy to już twoja cała
                          > wiedza o ekonomii i zarządzaniu? Jeśli takie to proste, to czemu
                          A. > Saudyjska brnie w długi, Iranowi też daleko do rozkwitu,
                          podobnie w Azerbajdżanie im większe dochody, tym większa nędza
                          ludności (to akurat dobrze znam z mojej pracy). O demookratycznym
                          Iraku pod US-> opieką już nawet nie wspomnę. Może oni wszyscy
                          sprzedają ropę i gaz > po dolarze? "

                          Kpisz? Oczywiście, że ceny robią cud gospodarczy, szczególnie jeśli
                          w ciągi kilku lat rosna z kilkunastu do 70-80 USD za baryłke. I
                          nagle a eksortu ropy dany kraj zaczyna kasować odpowiednio więcej. A
                          jeśli jest to kraj taki jak Rosja, który eksportuje ogromne ilości
                          tych surowców to wystarczy pomnożyć skalę tego wzrostu cen przez
                          ilość sprzedawanych surowców.

                          Pierwsze słyszę o długach Arabii Saudyjskiej, ale sprawdzę. W
                          Azerbejdżanie ropa chyba już sie powoli kończy, to nie jest skala
                          Rosji. Poza tym Azerbejdżan był i jest sporo biedniejszy i
                          cywilizacyjnie zapóźniony.

                          Odowiem na resztę później
                          • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 15:55
                            Daj spokój, jeśli sądzisz, że wszyscy zwolnieni z fabryk robotnicy
                            wykwalifikowani i inżynierowie dostają dobrze płatne prace w
                            usługach i, że dochody realne w USA nie spadają, to znaczy, że nie
                            bardzo wiesz, o czym mówisz, i trudno dalej poważnie dyskutować.

                            Na początek radzę przeczytać analizy P. Krugmana o spadku dochodów
                            realnych. Poważne, naukowe, dokonane za pomocą materiałów urzędów
                            skarbowych. Już dawno, bo w 2002 r. Krugman pisał nie tylko w
                            pracach naukowych ale i dla szerszej publiczności (w NYT) o
                            ZNIKAJACEJ klasie średniej i zakończył swój art. dość złowieszczo:

                            "Income inequality in America has now returned to the levels of the
                            1920's. Inherited wealth doesn't yet play a big part in our society,
                            but given time
                            • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 17:48
                              Czytałem różne teksty Krugmana, ale zdaje się że był on raczej
                              specejalistą od zagadnień związanych z otwartą gospodarką, wymiana
                              międzynarodową, kursem walutowym itp.,

                              Chętnie przeczytam ten artykuł i wrócę do dyskusji.

                              Mnie się wydaje że trudno dyskutować powaznie z kimś, kto rzuca
                              tekst w stylu "dochody realne spadają w USA" nie mówiąc o jaki okres
                              mu chodzi. A może chodzi ci nie o absolutny spadek ale o dynamikę?
                              ja wiem o czym mówię i chętnie przedstawię dane (nie wiem, czy w
                              weekend mi się to uda), ale z tego w jaki sposób ty piszesz
                              wnioskuję, że ty słyszysz, że gdzieś dzwonią, ale nie za bardzo w
                              którym kościele.

                              Chcesz mnie wystraszyć Krugmanem? Cytowany przez ciebie fragment
                              brzmi jak socjologiczno-filozoficzna refleksja i ma sie nijak do tez
                              o których piszesz. Z tego fragmentu wynika tylko, że on ubolewa nad
                              rozwarstwieniem dochodowym w USA (czemu ja nie zaprzeczam), rolą
                              systemu podatkowego w tym procesie i tego możliwymi polityczno-
                              społecznymi konsekwencjami w przyszłości. Ale co to ma wspólnego z
                              aktualną kondycją i siłą gospodarki USA ? Ale przeczytam artykuł i
                              ci odpowiem.

                              • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 20:54

                                Pzecież artykule JEST podane o jakie okresy chodzi. Idę na imprezę ,
                                na drugi post poniżej odpowiem jutro.
                                • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 21:20
                                  Licze na to,

                                  Miłej zabawy!
                              • lubat Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 21:54
                                pagyo napisał:

                                > Mnie się wydaje że trudno dyskutować powaznie z kimś, kto rzuca
                                > tekst w stylu "dochody realne spadają w USA" nie mówiąc o jaki okres
                                > mu chodzi.

                                Ja nie mam tyle czasu, by tak obszernie polemizowac, a w tym konkretnym
                                przypadku odszukiwac danych, które czytałem wiele miesięcy temu w Spieglu. Otóż
                                wedle tych danych, siła nabywcza przeciętnej płacy pracowniczej spadała w USA od
                                wielu lat systematycznie i w roku 2005 osiągnęła poziom wczesnych lat 60-tych.
                                • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 22:10
                                  lubat,

                                  W artkule Krugmana nie ma potwierdzenia tej tezy. Patrz niżej.
                                  • eva15 Hameryka rośnie w siłę, a ludzie żyją dostaniej 20.08.07, 01:13
                                    "Over the past 30 years most people have seen only modest salary
                                    increases: the average annual salary in America, expressed in 1998
                                    dollars (that is, adjusted for inflation), rose from $32,522 in 1970
                                    to $35,864 in 1999. That's about a 10 percent increase over 29
                                    years
                                    • pagyo Re: Hameryka rośnie w siłę, a ludzie żyją dostan 20.08.07, 01:33
                                      Evo, napisałaś, że płace realne w USA spadają . Tak czy nie?
                                      Przytoczony przez ciebie gragment świadzcy, że jednak rosną. Tak czy
                                      nie? Więc kto tu mijał się z prawdą ja czy ty? Żadne Buha ha ci tu
                                      nie pomogą.

                                      • eva15 Re: Hameryka rośnie w siłę, a ludzie żyją dostan 20.08.07, 02:27
                                        Postaraj się czytać UWAZNIE i ze zrozumieniem, co piszę. Poczytaj
                                        więc analizy po 1999r. Albo podaj poważne linki, że jest inaczej,
                                        czy wręcz odwrotnie.
                                        • pagyo Re: Hameryka rośnie w siłę, a ludzie żyją dostan 20.08.07, 02:51
                                          Ja czytam uwaznie. A ty?
                                    • pagyo Re: Hameryka rośnie w siłę, a ludzie żyją dostan 20.08.07, 01:48
                                      A pomijając już fakt, że sie pomyliłaś (dość często ci się to
                                      zdarza) pisząc o spadku realnych dochodów, można znależć czynnik
                                      tłumaczący słaby wzrost dochodów w najbiedniejszych grupach
                                      społecznych w USA, który Krugman zdaje się pomija - imigracja.

                                      Okres o którym pisze Krugman był okresem bardzo intensywnej
                                      imigracji do USA. Nie mam teraz danych, ale to z pewnościa bardzo
                                      znacząca skala o czym , jako "bywalca Zachodu" chyba nie muszą cie
                                      przekonywać. Imigranci jak wiadomo pracuja za niewielkie stawki i
                                      generalnie w tych niższych grupach dochodowych musiało się to odbić
                                      stagnacja płac realnych. Ale z punktu widzenia konkurencyjności
                                      gospodarki USA to nie musiało być wcale negatywne zjawisko. Wręcz
                                      przeciwnie. Nie musiało też wpływać negatywnie na konsumpcję. jesli
                                      ludność USA w wyniku imigracji przyrastała odpowiednio szybko.

                                      Zaryzykowałbym więc twierdzenie, że tym wszystkim ludziom z
                                      dzieciństwa Krugmana, tym "rdzennym amerykanom" się znacznie w tym
                                      czasie poprawiło (i nie mówię tu o tych bogaczach o których on
                                      pisze). Ci w dolnych przedziałach dochodowych to w dużej części nowi
                                      imigranci.

                                • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 22:23
                                  Poza tym Eva nie pisała o konkretnej grupie społecznej, tylko ,
                                  że "dochody realne spadają w USA" jakby chodziło o dane dla całego
                                  kraju.
                                  • eva15 Czytanie ze zrozumieniem 20.08.07, 01:15
                                    Eva podała ci link. Spróbuj go spokojnie, ze zrozumieniem
                                    przeczytać. A później podaj ewentualnie linki do innych POWAZNYCH
                                    analiz które stawiają tezy przeciwne.
                                    • pagyo Re: Czytanie ze zrozumieniem 20.08.07, 01:37
                                      A ty spróbuj ze zrozumieniem i rozwagą formułować swoje wpisy. Jeśli
                                      dochody realne w USA rosną, to nie pisz proszę, że spadają.

                                      Cytuję cię jeszcze raz:

                                      "Zdajesz sobie sprawę z obniżki
                                      dochodów realnych ludności, z masowego zastąpienia dobrze płatnych
                                      prac w przymyśle podwójnymi MCjobs, z powolnego wymierania klasy
                                      średniej?"

                                      • eva15 Pyskówka kontra fakty 20.08.07, 02:45
                                        Zaczynasz bić pianę, jak gekon czy inny zigzaur. Ostatni raz
                                        powtarzam "wzrost" rzędu 0,34% (!) na przestrzeni 29 lat jest
                                        kabaretowy. Po 1999 jest jeszcze bardziej zabawny. Bądź więc łaskaw
                                        wysilić się choć w części tak jak ja, i wstaw do netu poważne dane
                                        naukowe za lata 1999- 2006. Zrób coś zamiast pyszczyć.
                                        • pagyo Re: Pyskówka kontra fakty 20.08.07, 03:03
                                          Evo, jaka pyskówka.

                                          Pytam jeszcze raz - czy na początku dyskusji napisałaś, ze dochody
                                          realne w USA spadają? Chyba przytoczyłem to zdanie powyżej. jak
                                          możesz sie tego wypierać? Ja na to zareagowałem sprzeciwem, a ty mi
                                          odpowiedziałaś linkiem do Krugmana. Przeczytałem Krugmana i nie
                                          znalazłem otwierdzenia o spadających dochodach. W twoim cytacie jest
                                          mowa że dochody wzrosły w cytowanym okresie o 10% realnie. To czy to
                                          jest dużo czy mało, to zupełnie inna sprawa.

                                          Czy ty się dziewczyno nie potrafisz uczciwie przyznać do błędu?. Po
                                          co brniesz i próbujesz mi zarzucać pyskówki. Do tego zarzucasz mi że
                                          dobijam każdą dyskusję uporczywą dosłownością, a la chłop z cepem.
                                          Ekonomista chyba powinien być precyzyjny tak , czy nie?
                                          • eva15 Re: Pyskówka kontra fakty 20.08.07, 10:13

                                            OK - do 1999r była STAGNACJA, później z tego co pamiętam zaczęły
                                            spadać (ale nie w każdym roku). Nie mam teraz czasu na szukanie
                                            danych, może ty coś znajdziesz na dowód, że się mylę?.
                                            • eva15 Najnowsze dane o znikaniu klasy średniej w USA 20.08.07, 17:07
                                              Sprawdziłam sama z zawodowej ciekawości, jak to jest aktualnie z
                                              tymi dochodami w USA. W prasie fachowej najczęściej cytowani są,
                                              jeśli chodzi o najnowsze badania Thomas Piketty i Emmanuel Saez.

                                              Tak samo jak Krugman potwierdzają oni zanik klasy średniej, czyli
                                              rosnącą rozbieżność i dwubiegunowość: z jednej strony bardzo bogaci
                                              z drugiej b. biedni a w środku coraz większa pustka. Taka struktura
                                              była w ostatnich dziesięcioleciach typowa dla krajów III Swiata.

                                              Badania obu są obszerne i sięgają od 1917r do 2005.

                                              Obaj piszą, że struktura dochodów w USA zbliża się niebezpiecznie do
                                              tej sprzed Wielkiej Depresji. Ich publikacje znane są dzięki NYT i
                                              innym gazetom szerszym niż fachowe kręgom. Daję linki (ciekawostka
                                              współpracuje z nimi Polak - W. Kopczuk)

                                              elsa.berkeley.edu/~saez/piketty-saezOUP04US.pdf
                                              elsa.berkeley.edu/~saez/TabFig2005prel.xls
                                              209.85.135.104/search?
                                              q=cache:501jyoWbUwEJ:elsa.berkeley.edu/~saez/+Thomas+Piketty+Emmanuel
                                              +Saez&hl=de&ct=clnk&cd=1&gl=de&lr=lang_en

                                              Streszczenie:

                                              www.cbpp.org/7-10-06inc.pdf
                                              Autorzy często operują również pojęciem dochód gosp. domowych.
                                              Trzeba jednak pamiętać, że jeśli nawet ten rósł nieco, to było to
                                              związane z aktywizacją zawodową kobiet lub pracą na kilka etatów.

                                              www.spiegel.de/wirtschaft/0,1518,454686,00.html

                                              Warto przeczytać też ten artykuł z NYT:

                                              " While total reported income in the United States increased almost
                                              9 percent in 2005, the most recent year for which such data is
                                              available, average incomes for those in the bottom 90 percent dipped
                                              slightly compared with the year before, dropping $172, or 0.6
                                              percent."

                                              Czyli u najbiedniejszych dochody (płace) spadły, choć średnia jest
                                              oczywiście inna. Rzecz w dalszym bogaceniu się bogatych:

                                              " The gains went largely to the top 1 percent, whose incomes rose to
                                              an average of more than $1.1 million each, an increase of more than
                                              $139,000, or about 14 percent.

                                              The new data also shows that the top 300,000 Americans collectively
                                              enjoyed almost as much income as the bottom 150 million Americans.
                                              Per person, the top group received 440 times as much as the average
                                              person in the bottom half earned, nearly doubling the gap from 1980."


                                              Przy takim duszeniu/grabieniu zwykłych ludzi nie jest specjalnie
                                              daleko do wybuchów społecznych i zamieszek:

                                              "If the economy is growing but only a few are enjoying the benefits,
                                              it goes to our sense of fairness," Professor Saez said. "It can have
                                              important political consequences."

                                              www.truthout.org/issues_06/040207LA.shtml
                                              Dla niemieckojęzycznych:

                                              www.spiegel.de/wirtschaft/0,1518,474681,00.html


                                              Jeszcze jedno: przy takim "wzroście" płac szerokich mas społecznych
                                              nie sposób mówić o dużej konsumpcji. Nawet jeśli w niektórych latach
                                              płace wzrosły o 1-3% po uwzględnieniu inflacji, to nie oddaje to
                                              jeszcze realnej siły nabywczej. Zważywszy ile nowych produktów (np.
                                              PC, elektronika domowa etc.,) pojawiło się na rynku, ile zmieniło
                                              swój outfit (i ceny) jest jasnym, że siła nabywcza (ten jedyny
                                              naprawdę realny, bo stojący do dyspozycji dochód) MALAŁA.

                                              Ale jednocześnie cały czas rosła konsumpcja, do której ludność bez
                                              mała siłą naganiano (a do czego ty teraz, neipomny rozwoju sytuacji,
                                              chcesz Niemców przekonywać), więc rosła sobie bańka mydlana złych
                                              kredytów, zwłaszcza na nieruchomości.
                                              Obawiam się, że obecny kryzys dorżnie jeszcze bardziej klasę
                                              średniąw USA.

                                              • eva15 Najnowsze dane o znikaniu klasy średniej w USA 20.08.07, 17:43

                                                Dla znających niemiecki aktualna wersja art. Krugmana:

                                                www.zeit.de/2002/46/200246_krugmann.neu.xml?page=1
                                                • pagyo Re: Najnowsze dane o znikaniu klasy średniej w U 20.08.07, 22:42
                                                  "Jeszcze jedno: przy takim "wzroście" płac szerokich mas społecznych
                                                  nie sposób mówić o dużej konsumpcji. Nawet jeśli w niektórych latach
                                                  płace wzrosły o 1-3% po uwzględnieniu inflacji, to nie oddaje to
                                                  jeszcze realnej siły nabywczej. Zważywszy ile nowych produktów (np.
                                                  PC, elektronika domowa etc.,) pojawiło się na rynku, ile zmieniło
                                                  swój outfit (i ceny) jest jasnym, że siła nabywcza (ten jedyny
                                                  naprawdę realny, bo stojący do dyspozycji dochód) MALAŁA."


                                                  Nie mam teraz dostępu do starszych danych, ale wg danych o PKB
                                                  konsumpcja indywiduwalna w USA w IV kw. 2006 r. i w I kw. 2007 r.
                                                  rosła w tempie 3,8%. Dopiero w II kw. 2007 r. ta dynamika spadała do
                                                  ok. 1 ,4% (mniej wiecej). Znowu nie mam w tej chwili twardych
                                                  danych, ale konsumpcja zdecydowanie największy ma udział w PKB. Więc
                                                  nie bardzo rtozumiem, co ma oznaczac twoje stwierdzenie, że nie
                                                  sposób mówić o dużej konsumpcji. Na to przecież są dane.
                                                  nadal uważam, że dane mówią o tym, że dochody realne w USA nie
                                                  spadały. Jakim cudem cudem PKB w USA rosłoby w tych wszystkich
                                                  latach całkiem przyzwoicie, jeśli dochody realne , które sa głównym
                                                  czynnikiem wzrostu konsumpcji by malały. A konsumpcja jest
                                                  odpowiedzialna za lwia część PKB w USA ? Tak nie sprawdzałem danych
                                                  co do tej lwiej części, ale tak zwykle w gospodarkach jest. W Polsce
                                                  to jakieś z grubsza 80% PKB. Siłą naganiali do konsumpcji? Biedni ci
                                                  Amerykanie, nieboraki.

                                                  A rozwarstwienie w USA to zupełnie inny problem. I rzeczywiście może
                                                  być przyczyna problemów w przyszłości. Powtarzam jednak, duża rolę w
                                                  tej stagnacji dochodów najbiedniejszych odegrała ogromna ostatnio
                                                  imigracja do USA. Globalizacja dosięga wszystkich. A co do
                                                  zamieszek, Herr7 sądził, że mogą być konsekwencją kryzysu
                                                  finansowego. Mnie się jednak wydaje, że najbiedniejsi pieniędzy na
                                                  giełdzie raczej nie inwestują.

                                                  Tak czy inaczej , pozdrawiam i życze dobrej nocy. Swoją drogą trzeba
                                                  być niezłym świrem (mówię o sobie), żeby do 3 w nocy klepać w
                                                  komputer zajadle jakieś refleksje o gospodarce USA (zwłaszcza jak
                                                  się wstaje o 7.00). Przyjemnych snów!
                                                  • eva15 Re: Najnowsze dane o znikaniu klasy średniej w U 21.08.07, 14:40

                                                    Owsze, też piszę, że konsumpcja w USA rosła. Piszę to wyraźnie, że
                                                    wręcz naganiano do niej i rosła. Tyle, że rosła na KREDYT, aż bańka
                                                    mydlana pęka teraz właśnie na naszych oczach.

                                                    Naukowcy (podałam bardzo poważne źródła) piszą wyraźnie, że
                                                    powiększająca się w USA nędza nie jest w 1.rzędzie z przyczyny
                                                    imigracji. Imigracja istnieje odkąd istnieją USA i na ogół zawsze
                                                    imigrowali do USA biedni, więc to NIC nowego.

                                                    Nie, za tą nędzę odpowiedzialna jest rosnąca rozpiętość dochodów i
                                                    skutkiem tego powolna lecz nieubłagana likwidacja klasy średniej. Z
                                                    jednej strony wąska grupa bajecznie bogatych z drugiej rosnąca bieda
                                                    150 milionów Amerykanów. Zdaje się, że nie przeczytałeś podanych
                                                    przeze mnie materiałów amerykańskich.

                                                    Zamieszki mogą być wynikiem kryzysu finansowego, jeśli w jego wyniku
                                                    zbyt wiele milionów ludzi straciłoby dach nad głową (nie mogąc dalej
                                                    spłacać kredytów wziętych ponad ich finansowe siły).
                                                  • pagyo Re: Najnowsze dane o znikaniu klasy średniej w U 21.08.07, 17:31
                                                    Będę odpowiadał w kawałkach

                                                    "Owsze, też piszę, że konsumpcja w USA rosła. Piszę to wyraźnie, że
                                                    > wręcz naganiano do niej i rosła. Tyle, że rosła na KREDYT, aż
                                                    bańka mydlana pęka teraz właśnie na naszych oczach.
                                                    Piszę to wyraźnie, że i rosła. Tyle, że rosła na KREDYT, aż bańka
                                                    mydlana pęka teraz właśnie na naszych oczach."

                                                    Wręcz naganiano do niej? Kto naganiał? Piszesz tak jakby to było
                                                    odkrycie jakiegoś niecnego spisku. W gospodarce rynkowej istnieje
                                                    reklama, ludzie mają swoje aspiracje zyciowe, na tej samej
                                                    zasadzie "nagania sie" ludzi do konsumpcji w Polsce, czy choćby w
                                                    Rosji (w artykule z NYT cytowanym ostatnio przez GW była o tym
                                                    dobitnie mowa). Ludzie mają swój rozum, nie są ubezwłasnowolnieni i
                                                    ponoszą za swoje decyzje odpowiedzialność - podobnie jak firmy.
                                                    Kredyt natomiast jest naturalnym elementem gospodarki rynkowej. Tak
                                                    wiem, w USA nieproporcjonalnie większym niż gdzie indziej - ale nie
                                                    od dzisiaj. Istnieją też instytucje nadzoru bankowego/finansowego
                                                    pilnujące utrzymania reguł ostrożnościowych i jego stabilności.

                                                    Bańka na rynku nieruchomości nie pękła teraz - dostosowanie na rynku
                                                    nieruchomości trwa juz od ponad roku. Ceny domów w USA od jesieni
                                                    juz nawet zaczęły rosnąc, ruszyły w dół znowu wiosną po ujawnieniu
                                                    problemów z subprime mortgages i zacieśnieniu standardów udzielania
                                                    pożyczek hipotecznych. Natomiast nie można mówić na razie o żadnym
                                                    zwijaniu sie głębokim konsumpcji w USA. Pisałem już , że w II kw.
                                                    jej dynamika sie obniżyła. Być może w II półroczu to spowolnienie
                                                    sie któtkookresowo pogłębi (zacieśnienie udzielania kredytów
                                                    hipotecznych, spadek (?) cen akcji), ale Fed już zasygnalizował, że
                                                    jest gotów obniżyć stopę funduszy federalnych jeśli będzie jakieś
                                                    powazne zagrożenie dla konsumpcji i wzrostu, by temu przeciwdziałać.
                                                    Obecne problemy z kredytem (głównie dla firm) są wynikiem wzrostu
                                                    niepewności i obniżki zaufania. Banki centralne mają w ręku
                                                    instrumenty, by to przełamać, podobnie jak w 1998 r. po bankructwie
                                                    LTCM.

                                                    A wbrew temu co piszesz o jakimś ubóstwie 150 mln (czyli połowy)
                                                    mieszkańców USA. Sytuacja na rynku pracy jest obecnie bardzo dobra -
                                                    o czym pisałem wczesniej, Wyraźnie szybko rosna także realne
                                                    dochody pracownicze . Z danych Departamentu Pracy USA wynika, że
                                                    roczną dynamikę funduszu płac (average hourly earnings*index of
                                                    hours worked) w ostatnich miesiącach można szacować nominalnie na
                                                    ok. 7%, przy inflacji . W dodatku cena benzyny w USA zaczęła
                                                    ostatnio silnie się obniżać - a to niezwykle istotny czynnik
                                                    wpływajacy na kieszeń i samopoczucie amerykańskich konsumentów.. te
                                                    czynniki stanowia obecnie istotne wsparcie dla konsumpcji w USA.

                                                    A jeśli chodzi o stopę oszczędności sektora gospodarstw domowych w
                                                    USA, to jest ona ostatnio DODATNIA. Sprawdź w danych US Commerce
                                                    Department
                                                    www.bea.gov/newsreleases/national/pi/pinewsrelease.htm
                                                    (marzec 1,5%, kwiecień 0,6%, maj 0,4%, czerwiec 0,6%). Konsumenci
                                                    zdażyli już wyraźnie ograniczyć swoje zadłużenie i najnowsze analizy
                                                    wskazuja, że obecnie finansuja swoje wydatki w całości z dochodów.
                                                    Więc wyraźne i znaczące spowolnienie konsumpcji wymagałoby albo
                                                    znaczącego spowolnienia wzrostu zatrudnienia i dochodów (na co sie
                                                    nie zanosi), albo pogłębienia sie kryzysu zaufania, co groziłoby
                                                    skokowym wzrostem stopy oszczedności (do czego zdecydowany jest
                                                    niedopuścić amerykański bank centralny).

                                                    Z kolei przedsiębiorstwa amerykańskie maja obecnie duże zyski, a ich
                                                    bilanse są zdrowe. Sa więc dobrze przygotowane, by przetrwać okres
                                                    ewentualnego zaciesnienia kredytowania.
                                                  • pagyo Re: Najnowsze dane o znikaniu klasy średniej w U 21.08.07, 18:12
                                                    "Naukowcy (podałam bardzo poważne źródła) piszą wyraźnie, że
                                                    > powiększająca się w USA nędza nie jest w 1.rzędzie z przyczyny
                                                    > imigracji. Imigracja istnieje odkąd istnieją USA i na ogół zawsze
                                                    > imigrowali do USA biedni, więc to NIC nowego."

                                                    Ale po pierwsze - imigracja do USA przybrała znacznie na sile w
                                                    okresie o którym pisze Krugman w swoim artykule. Po drugie - rozwój
                                                    globalizacji, na światowy rynek pracy weszło w ostatnich latach ok.
                                                    1 mld nowych, tanich pracowników z Indii i Chin (mogę się mylić co
                                                    do dokładniej liczby). To dość dramatycznie zmieniło światową
                                                    funkcję produkcji. Konkurencja taniej pracy w sektorze tradables
                                                    ograniczyła dość powszechnie wzrost płac własnie w tych niśzych
                                                    przedziałach płacowych, w krajach rozwiniętych. Natomiast ja nie
                                                    kwestionuję tego, że bogaci jeszcze bardziej sie bogacą.

                                                    USA maja wiele problemów z polityka socjalną, dostępem do edukacji i
                                                    służby zdrowia etc. Nikt tego nie kwestionuje. Ale pisanie o
                                                    rozszerzaniu się sfery nedzy w USA, tak jakby to były problemy na
                                                    miarę Bangladesz, czy Nigru, jest duża przesadą. Wiem, nigdy nie
                                                    porównywałaś USA do tych krajów. teza o nieubłaganej likwidacja
                                                    klasy średniej, jest dużą przesadą, słusznie piszesz POWOLNA.

                                                    "Rosnąca bieda 150 mln Amerykanów". Chcesz powiedzieć, że połowa
                                                    ludności USA klepie biedę? I to jeszcze coraz większą? Od jakiego
                                                    poziomu dochodów na głowę zaczyna się według ciebie bieda? Bo ja
                                                    najwyraźniej czegoś tu nie rozumiem.

                                                    Nie martw się, ludzie nie stracą dachu nad głową.
                                              • pagyo Re: Najnowsze dane o znikaniu klasy średniej w US 21.08.07, 08:09
                                                "Nawet jeśli w niektórych latach
                                                płace wzrosły o 1-3% po uwzględnieniu inflacji, to nie oddaje to
                                                jeszcze realnej siły nabywczej. Zważywszy ile nowych produktów (np.
                                                PC, elektronika domowa etc.,) pojawiło się na rynku, ile zmieniło
                                                swój outfit (i ceny) jest jasnym, że siła nabywcza (ten jedyny
                                                naprawdę realny, bo stojący do dyspozycji dochód) MALAŁA. "

                                                Moim zdaniem twoje wnioski w powyższym akapicie nie są słuszne. Po
                                                pierwsze, jeśli zmieniły sie ceny - to to jest już raz uwzględnione
                                                w danych o inflacji, które wchodzą do rachunku płac realnych.
                                                Zreszta akurat PC i elektronika domowa dość mocno taniały w
                                                ostatnich latach (o ile nie absolutnie to z pewnością relatywnie),
                                                więc ten przykład nie jest najlepszy. Po drugie, z tym outfitem
                                                (PC,elektronika domowa), to chyba jest tak, że jakość przez te lata
                                                zmieniała sie na lepsze, ta elektronika użytkowa była coraz bardziej
                                                nowoczesna - krótko mówiąc - wartość użytkowa takiego towaru na
                                                przestrzeni lat rosła przy danych cenach uwzględnionych w inflacji
                                                (a w odatku jak wspomniałem akurat w tych towarach trudno mówić o
                                                wzroście cen). Skoro tak, to stosując twoje rozumowanie sprzyjało to
                                                raczej ukrytemu wzrostowi płac realnych a nie spadkowi.

                                                Poza tym cały czas obracamy się tutaj w sferze podziału dochodu
                                                narodowego. Sfera wytwarzania, funkcjonuje w USA nadal całkiem
                                                nieźle.

                                                Gdyby nie ta cała "nadbudowa" finansowa to nie można by byo mówić o
                                                jakiejś strasznej bańce złych kredytów "subprime mortgages" jako
                                                takich, to byłby raczej ograniczony problem - i jeszcze kilka lat
                                                temu jego konsekwencje byłyby stosunkowo ograniczone do tej nie tak
                                                dużej grupy nieszcześliwców, której banki hipoteczne wcisnęły te
                                                kredyty, a którzy nigdy nie powinni ich dostać. (Choć zgadzam sie,
                                                że dzięki różnym technikom finansowych gospodarstwa domowe w
                                                momencie wzrostu cen domów uzyskiwały stosunkowo łatwy dostęp do
                                                finansowania. Wysoka stopa konsumpcji i niska oszczędności w USA to
                                                zresztą nie jest ptoblem ostatnich kilku lat). Problem tych subprime
                                                mortgages został zwielokrotniony i stał się problemem instytucji
                                                finansowych dzieki niskiej awersji do ryzyka (bardzo niskie stopy
                                                procentowe przez kilka lat) i inżynierii finansowej, która
                                                rozproszyła ryzyko i przede wszystkim umożliwiła lewarowanie się na
                                                duża skalę. W warunkach niepewności co do zakresu strat (obligacji
                                                wyeksponowane na to ryzyko kupowały różne instytucje) i kryzysu
                                                płynności, ze strachu nikt nie chce pożyczać i banki/instytucje
                                                finansowe mają kłopoty z krótkoterminowym finansowaniem.

                                                To może uderzyć rykoszetem w konsumentów - bo przez ten odwrót od
                                                ryzyka procedury przyznawania kredytów ulegna zacieśnieniu i spready
                                                rosną (chociaż długoterminowe stopy % spadły i Fed pewnei ebędzie
                                                obniżał podstawową stopę procentową), no i "wealth effect" - wiele
                                                zależy jeszcze jak zachowają się ceny akcji, bo ceny dmów jeszcze
                                                pewnie spadną (reakcja banków utnie dodatkowo popyt na domy). Ale
                                                gdyby nie ten rozwój inżynierii finansowej, hedge fundy i zbyt
                                                swobodne podejście do ryzyka instytucji finansowych, które na wielka
                                                skalę lewarowały się, m.in po to by kupować akcje - te problemy
                                                z "subprime mortgages" nie miałyby tak dużego zasiegu.


                                                Zboczę z tematu trochę - pamiętasz kryzys finansowy w Skandynawii na
                                                początku lat 90-tych i ogromne straty banków które zostały z
                                                taniejącymi silnie domami/mieszkaniami, po fali ogromnej złych
                                                kredytów. Takie rzeczy nie zdarzaja się tylko w USA.
                                                • eva15 Re: Najnowsze dane o znikaniu klasy średniej w US 21.08.07, 15:06
                                                  Specjalnie napisałam, że chodzi o produkty NOWE, lub jako takie
                                                  ufryzowane - a wówwczas nie wchodzą one do inflacji. Czytaj uważnie,
                                                  proszę, bo tak trzeba pisać po dwa razy.
                                                  W elektronice jest szczególnie dużo produktów nowych w ostatnich
                                                  latach. Od mp3 począłszy na plazmach skożczywszy. Chyba tylko
                                                  jeszcze młodzież ogarnia jako tako to wszystko, co się nowego na
                                                  rynku elektronicznym prawie co miesiąc pojawia.

                                                  >ta elektronika użytkowa była coraz bardziej nowoczesna - krótko
                                                  >mówiąc - wartość użytkowa takiego towaru na przestrzeni lat rosła
                                                  >przy danych cenach uwzględnionych w inflacji

                                                  Znów wracasz do tej amerykańskiej hokus-pokus hedonicznej metody
                                                  liczenia wartości produktu. A przecież ZAWSZE w historii nowe
                                                  produkty były (a przynajmniej powinny być) lepsze i nowocześniejsze
                                                  niż stare. Mój ojciec jeździł w latach 60 syrenkami i Fiatem 126p.
                                                  Czy to uprawnai mnie dziś do nadawania moim dzisiejszym autom wyższą
                                                  niż ich oficjalną cena wartość, czyli np. mnożyć tą cenę przez
                                                  faktor k 3 lub 4? Amis tak właśnie robią.
                                                  Ba, wliczają do swego PKB wszystkie dawne i nowe "Enrony" z ich
                                                  kreatywną, niezwykle księżycową księgowością.

                                                  Czy USA skorygowały kiedykolwiek swój PKB w dół po upadku szeregu
                                                  koncernów a la Enrona i zwłacza po upadku new economy ??? Buha, ha.

                                                  Dlatego między innymi prosiłam byś nie dyskutował ze mną o liczeniu
                                                  US PKB. Pisałam już - dane amerykańskie zaczynają przypominać dane
                                                  kremlowskiego biura politycznego z okresu późnego Breżniewa.


                                                  Stopa osczędzania w USA jest oczywiście UJEMNA, a ty piszesz w
                                                  najlepsze:" Wysoka stopa konsumpcji i niska oszczędności". Jak niska
                                                  stopa? Co ty piszesz?

                                                  Ludzi zagnano w kredyty po uszy, po to by zarabiać na nich i na tych
                                                  dla nich kredytach kazano biedakom konsumować, konsumowwać,
                                                  konsumować i brać, brać brać kredyty. Te kredyty odsperzedawano
                                                  później dylej, a żonglerzy finansowi kołysali sie na jachtach na
                                                  Bahama żyjąc z prowizji od takich oszustw. Wiadomo było, że to
                                                  klasyczny "łańcuszek św. Antoniego" tudzież kula śniegowa i, że musi
                                                  to runać.

                                                  W Stanach zadłużone po uszy jest i państwo i naród:

                                                  www.brillig.com/debt_clock/

                                                  W obliczu bogacącej się Azji i Rosji zrujnowane ekonomicznie (i
                                                  moralnie) USA nie mają szans na dalsze utrzymanie swego wymarzonego
                                                  jednobiegunowego świata.
                                                  Takie stwierdzenie nie ma NIC wspólnego z antyamerykanizmem. To jest
                                                  stwiedzenie niewartościujące, lecz przywołujące FAKTY i liczby.

                                                  • pagyo Re: Najnowsze dane o znikaniu klasy średniej w US 21.08.07, 18:56
                                                    ja aż takim specem od liczenia inflacji nie jestem, ale czy
                                                    telewizor jest plazmowy, czy tradycyjny, to jest to telewizor. I
                                                    jego ceny tak czy inaczej wchodzą do indeksu cen jako ceny
                                                    telewizorów. Podobnie jest z MPC. jesteś pewna , że np, nie wchodzi
                                                    to do worka pt. "elektroniczne odtwarzacze muzyki" czy coś w tym
                                                    rodzaju?. Nie ma co kombinować - jeśli chcesz uwzględniać ceny
                                                    zupełnie nowych produktów przy liczeniu wzrostu realnych płac, to
                                                    musiałabyś policzyć tez efekt - wzrostu wartości użytkowej za dana
                                                    cenę już istniejących. Wiec lepiej trzymajmy sie po prostu inflacji -
                                                    dochody realne w USA rosną.


                                                    "Znów wracasz do tej amerykańskiej hokus-pokus hedonicznej metody
                                                    > liczenia wartości produktu".

                                                    Mnie sie wydaje, że te metody (rachunki narodowe, bilans płatniczy,
                                                    standardy rachunkowości, itd) sa dość uniwersalne i
                                                    wystandaryzowane, a pilnuje tego m.in MFW i inne organizacje
                                                    międzynarodowe. Evo, o jakim hokus pokus ty piszesz ?. ja już
                                                    napisałem, że w USA jest cała armia najlepiej na świecie
                                                    wykształconych ekonomistów - spora część z nich nie lubi
                                                    republikanów i jest zupełnie niezalezna - jesli byłby jakiś hokus -
                                                    pokus, to już dawno zostałby wykryty. Może zechcesz opublikować
                                                    jakiś odkrywczy paper na ten temat ? Twoje aluzje do Brezniewa sa
                                                    nie na miejscu.

                                                    O ile dobrze pamiętam ze studiów, PKB nie liczy się jedną metodą. a
                                                    finalny wynik, jest efektem zbilansowania efektów tych metod. Nie
                                                    sądzę, żeby jakieś "Enrony" były w stanie zafałszować amerykańskie
                                                    PKB.

                                                    "Czy USA skorygowały kiedykolwiek swój PKB w dół po upadku szeregu
                                                    > koncernów a la Enrona i zwłacza po upadku new economy ??? Buha, ha"

                                                    Znowu jakies onomatopeje, Musze cię rozczarować USA, bardzo czesto i
                                                    w trybie ciągłym rewiduje dane o swoim PKB, podobnie jak inne
                                                    kraje - w tym Polska, nawet za wiele lat wstecz. Wejdź na strony
                                                    odpowiednich urzedów statystycznych to się o tym przekonasz. A co ma
                                                    upadek "new economy" do PKB. Od kiedy to zmiana wartości rynkowej
                                                    firmy (stock) w jakikolwiek sposób wpływa na PKB (flow)?

                                                    Stopa osczędzania w USA jest oczywiście UJEMNA, a ty piszesz w
                                                    > najlepsze:" Wysoka stopa konsumpcji i niska oszczędności". Jak
                                                    niska > stopa? Co ty piszesz.

                                                    Piszę zgodnie z rzeczywistością. Stopa oszczędności w USA NISKA i
                                                    DODATNIA. To ja zapytam: co ty piszesz? Oto link do danych:

                                                    www.bea.gov/newsreleases/national/pi/pinewsrelease.htm
                                                    "W Stanach zadłużone po uszy jest i państwo i naród"

                                                    Nigdy temu nie zaprzeczałem, że USA sa zadłużone. Na razie jak
                                                    uzgodniliśmy, obsłyga tego zadłużenia nie stanowi dla USA problemu.
                                                    Kontrolowana redukcja redukcja tego zadłużenia lezy w interesie
                                                    całej gospodarki światowej, więc nie sądze, żeby wyniknęły z tego
                                                    jakies większe perturbacje. Ale kto wie? Podtrzymujac to co do tej
                                                    pory napisałem, sądze, jest prawdopodobne, że długofalowo
                                                    międzynarodowa pozycja dolara jako waluty rezerwowej bedzie słabnać.
                                                    Ale bedzie to pewnie proces bardzo stopniowy i długofalowy.

                                                    "Ludzi zagnano w kredyty po uszy, po to by zarabiać na nich i na
                                                    tych dla nich kredytach kazano biedakom konsumować, konsumowwać,
                                                    konsumować i brać, brać brać kredyty."

                                                    Powtarzam jeszcze raz, kto tych nieboraków zagnał i kazał? Nie
                                                    pomyliły ci się czasy i kraje?

                                                    "W obliczu bogacącej się Azji i Rosji zrujnowane ekonomicznie (i
                                                    moralnie) USA nie mają szans na dalsze utrzymanie swego wymarzonego
                                                    jednobiegunowego świata. Takie stwierdzenie nie ma NIC wspólnego z
                                                    antyamerykanizmem. To jest stwiedzenie niewartościujące, lecz
                                                    przywołujące FAKTY i liczby."

                                                    USA nie są ani zrujnowane ekonomiczne, ani moralnie. Chiny rosna w
                                                    siłę i ze względu na swoje rozmiary rzeczywiście zaczynają ważyć.
                                                    Japonia ciągle liże rany. A Rosja ma przed soba jeszcze długa drogę,
                                                    by dogonic USA i wiele pułapek na niej. Natomiast co do marzeń USA -
                                                    ja jestem ekonomista a nie politologiem.

                                                  • yellow_tiger Re: Najnowsze dane o znikaniu klasy średniej w US 22.08.07, 10:58
                                                    Pagyo masz sile! Naprawde podziwiam!
                                                    O liczeniu inflacji metoda HPI juz byla mowa na tym forum i jak latwo mozna
                                                    zgadnac eva15 nie ma zielonego pojecia o czym pisze. Pisze to co pisze, bo tak
                                                    jej ideologia nakazuje a ze nie ma to nic wspolnego z rzeczywistoscia to juz nie
                                                    jej probelm.
                                                    Tu jest link do tej dyskusji:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=57736935&a=57820004
                                                    i posty po tym. Goraco polecam!
                                                    Trzymaj sie.
                            • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 21:17
                              Evo, przeczytałem artykuł Krugmana w NYT. Nie znalazłem tam nic co
                              potwierdzałoby twoje słowa, że w USA płace realne spadają. Artykuł w
                              całości poświęcony jest narastniu rozpiętości w dochodach w USA, ale
                              w cytowanych badaniach nie ma nic o tym że realne płace w USA
                              spadają (zdaje się, że z tych badań wyszło, że realne dochody
                              najbiedniejszych mogły nieznacznie spaść).

                              Stopa bezrobocia w USA, obecnie jest na poziomie 4,6%. To bardzo
                              niski poziom. Mimo spowolnienia dynamiki gospodarczej w USA pomiędzy
                              II kw. 2006 a I kw. 2007, jest to niższy poziom niż przed tym
                              okresem spowolnienia gospodarczego. Zatrudnienie w sektorze
                              przywatnym poza rolnictwem rośnie obecnie w srednim tempie ok. 140
                              tys. osób na miesiąc. Okresowe zmiany zatrudnienia w przemyśle to
                              rzecz normalna w gospodarce rynkowej. Podobnie jak tendencja wzrostu
                              udziału usług w PKB, między innymi kosztem przemysłu w miarę postępu
                              rozwoju gospodarczego. Proces realokacji tradycyjnych gałęzi
                              przemysłu do krajów o niszżych kosztach wytwarzania jest naturalny i
                              korzystny dla ogólnoświatowego rozwoju gospodarczego. Właśnie
                              dzięki temu, że gospodarka USA dość sprawnie przechodzi takie
                              zmiany, sprawia, że odgrywa czołową rolę w świecie. A kraje które
                              takie przemiany hamuja - tracą.

                              A to o czym pisał Krugman (czyli narastanie nierównosci) to zupełnie
                              inna sprawa. To może z czasem rzeczywiście rozsadzić system
                              społeczny. Ale pewnie nieprędko.
                    • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 14:20
                      To miedzy innymi napisałem w odpowiedzi na wasze mowy nad grobem
                      gospodarki USA w dyskusji októrej wspomniałaś

                      eva15 napisała:

                      > Ale, aby nie było zbyt poważnie i aby się czytelnicy zbytnio nie
                      > wystraszyli rosnącą w oczach Rosją, musiał się pojawić choć jeden
                      > rodzynek propagandowo-rozrywkowy:
                      >
                      > Pisanie o tym, że US-gospodarka jest stabilna, jest równe pisaniu
                      o
                      > tym, że w Iraku i Afganistanie panują pokój, dobrobyt i demokracja
                      > oraz miłość i wdzięczność do Hameryki za te cenne dary.
                      >


                      Evo15,

                      Muszę niestety znowy wytoczyć przeciwko tobie działa. Gospodarka
                      amerykańska JEST stabilna. Mylisz się sądząc inaczej. W tej dekadzie
                      to właśnie gospodarka amerykańska ciągnęła za uszy inne gospodarki
                      świata, które dzięki jej dynamizmowi mogły ratować sie eksportem na
                      amerykański rynek. To dzieki niej na początku XXI wieku jaki taki
                      wzrost gospodarczy sie na świecie dokonywał.

                      Taki sie mechanizm wytworzył, że inne kraje, które nie były w stanie
                      same z siebie wygenerować impulsów wzrostu gospodarczego pożyczały
                      Stanom pieniądze, a amerykanie konsumując i inwestując na kredyt
                      generowali popyt dla całej gospodarki światowej. I wszyscy byli
                      zadowoleni. Pomiędzy II kw. 2006 a I kw. 2007 gospodarka amerykańska
                      rzeczywiście zwolniła, bo za dużo nainwestowali i wzrosły im zapasy
                      w firmach, które musieli upłynnić spowalniając produkcję ale mają to
                      już poza sobą. W II kw. 2007 tempo wzrostu PKB wyniosło 3,4% i będą
                      je rewidować w górę - i to pomimo kryzysu w budownictwie
                      mieszkaniowym. Jak dotąd ten kryzys gospodarce amerykańskiej nie
                      przeszkadza. Na II połowę 2007 r. przewiduje się wzrost w granicach
                      3%. Jak na gospodarkę roziniętą to jest już przyzwoite tempo
                      wzrostu. To że Rosja rozwija się szybciej jest naturalne, bo PKB na
                      głowę ma nieporównanie niższe od USA i minie wiele dziesiątków lat,
                      zanim będzie w stanie sie do amerykańskiego poziomu zbliżyć.

                      Taki mechanizm o którym pisałem okupiony został narastaniem deficytu
                      obrotów bieżących USA i narastaniem zadłużenia. Kurs dolara osłabł,
                      ale stopniowo. Nie martwcie się, ucieczki od dolara nie będzie. Jak
                      trwoga do do Boga czyli dolara. nie wiem czy zauważyliście, ale w
                      momentach największej nerwowości na rynkach finansowych światowi
                      inwestorzy kupowali amerykańskie obligacje i dolara. Kurs dolara w
                      takich momentach silnie się umacniał. Czyli Evo15, jakie relacje się
                      zmieniają? Tak naprawdę nic się nie zmienia - dolar rządzi, a
                      amerykańskie obligacje traktowane sa jako safe heaven. Trudno o
                      lepsze argumenty przeciwko "niemądrościom" które wypisujecie.

                      Zresztą jeśli zajrzysz do statystyk, to przekonasz się że deficyt
                      obrotów bieżących w USA i deficyt handlowy w ostatnich kwartałach
                      obniżał się.

                      A obecne zaburzenia na rynkach finansowych też nie oznaczają, że coś
                      strasznie złego (poza problemami na rynku nieruchomości) dzieje się
                      w gospodarce USA. "Fundamenty" gospodarcze absolutnie nie
                      uzasadniają głębokiego spadku cen akcji. To jest problem z braniem
                      nadmiernego ryzyka na rynku papierów komercyjnych. Ale na razie
                      żadnego wielkiego kryzysu finansowego ja nie widzę.

                      • eva15 Ze starychnaliz ex-ante prbujsze wniskować es-ante 18.08.07, 15:29
                        Najwyraźniej po wycinkowyej analizie sądząc pracujesz albo w banku
                        albo w funduszach.

                        Myślisz nie tylko wycinkowo ale i zaklinasz rzezcywistość jak guru
                        od giełdy. Ja naprawdę nie wierzę, że można w krótkich postach
                        rzetelnie przeanalizować US-gosp. i jej powolny upadek, więc
                        odpowiem tylko krótko na podane przez ciebie aspekty, mimo, że,
                        powtarzam, to spojrzenie wycinkowe:

                        1. To, że USA stały się największym importerem świata nie świadczy o
                        ich STABILNOSCI, bo i niby czemu? Swiadczy tylko o tym, że cały
                        świat pracuje na potrzeby Imperium dostarczając mu towarów i usług w
                        zamian za drukowane przez niego zielone, coraz mniej warte
                        paciorki/papierki. Pytanie czemu się nato zgadza i jak długo to
                        jeszcze potrwa?

                        2. W jednym masz rację: niektóre, podkreślam niektóre kraje
                        potrzebowały tych papierków, bo nie były w stanie wygenerować
                        poaważnego popytu wewnątrznego, po wojnie było tak w zrujnowanej E.
                        Zach. (ale krótko), od lat 80. chodzi głównie o Chiny. Tak długo jak
                        długo, jak długo Chiny potrzebują USA jako kraju swego eksportu i
                        jak długo większość transakcji surowcowych odbywa suię w dol. tak
                        długo jeszcze dolar będzie się utrzymywał jako tako na powierzchni.

                        Ale już NIE z własnej mocy, lecz z CUDZEGO nadania, bo tak na razie
                        wygodniej.

                        Chiny planują jednak w najbliższych latach wykorzystać swe
                        niebotyczne rezerwy na reformy krajowe (gł.reforma ubezpieczeń
                        zdrowotnych i emerytalnych/rentowych), planują wielkie odciążenie
                        dochodów ludności, co spowoduje szybki rozwój popytu wewn. To tylko
                        kwestia czasu, a rynek USA przestanie być im do tego stopnia, co
                        dziś potrzebny. Co wtedy piszę poniżej.

                        >Jak trwoga do do Boga czyli dolara. nie wiem czy zauważyliście,
                        >ale w momentach największej nerwowości na rynkach finansowych
                        >światowi inwestorzy kupowali amerykańskie obligacje i dolara. Kurs
                        >dolara w takich momentach silnie się umacniał.

                        No właśnie to wycinkowe myślenie i zaklinanie rzeczywistości. Tak
                        BYŁO owszem, ale już nie jest. Dawniej USA były jedyną największą
                        kotwicą gosp. światowej. Dziś wyrastają inne centra w Azji oraz
                        pojawiło się euro. nie licz na kolejną powtórką z historii.
                        przyjrzyj się raczej, cow w każdej chwili mogłyby zrobić Chiny z
                        USA. Nie robią tylko dlatego, bo uważają, że czas jeszcze nie
                        dojrzał. Nie robią ale OTWARCIE grożą. Oto jak się dzisiaj z uSA
                        rozmawia:

                        "The Chinese government has begun a concerted campaign of economic
                        threats against the United States, hinting that it may liquidate its
                        vast holding of US treasuries if Washington imposes trade sanctions
                        to force a yuan revaluation.(...)
                        Beijing may use its $1.33 trillion (£658bn) of foreign reserves as a
                        political weapon to counter pressure from the US Congress(..)"

                        www.telegraph.co.uk/money/main.jhtml?xml=/money/2007/08/07/bcnchina107a.xml

                        Ty żyjesz przeszlłością i na jej podstawie wyciągasz wnioski na
                        przyszłość. A to błąd.

                        USA wiszą dziś na chińskim włosku i stąd ta nerwowość i najnowsze,
                        zmnasowane ataki na Chiny. Skoro strach przed Chinami hamuje USA
                        przed otwartym protekcjonizmem, skoro Chiny z uporem ani
                        myślą "puścić" jena , to nagle odkryto, że Chińczycy mają niską
                        jakość i trujące propdukty. Każdy powód jest dobry, by choć trochę
                        zmniejszyć chiński poptop i ratować bilandss handlowy.
                        A gdzie byli całymi latami zachodni managerowie produktów i
                        jakości??? Powymierali?
                        • eva15 Ze starych analiz ex-ante próbujesz wniosków na 18.08.07, 15:37
                          Ze starych analiz ex-ante próbujesz wyciganai wniosków na
                          przyszłość.
                          ____________

                          Sorry post mi uciekł zanim skończyłam go tytułować. Od 2 dni mam
                          ogromne kłopoty z wysyłaniem postów. Muszę czekać całymi minutami
                          zanim post wyjdzie, na ekranie nie widać, że wyszedł, więc klikami
                          znów i znów 2-3 min. i nic. Później albo nie pojawia się wcale w
                          wątku (wtedy zabawa od nowa) albo pojawia się kilka postów i tak w
                          kółko, a wszystko trwa dziwacznie długo. Albo coś się skrochmaliło w
                          sieci, albo GBW chce mi uprzykrzyć pisanie..
                        • pagyo Re: Ze starychnaliz ex-ante prbujsze wniskować es 18.08.07, 19:04
                          Evo kochana,

                          Dlaczego dyskutujesz na epitety (wycinkowa analiza, pracownik banku,
                          albo funduszu, żyjesz przeszłością itp.) a nie na fakty? A z faktami
                          masz ogromne problemy moja Ewo. To co piszesz to jest jak
                          powiedziałem wczesniej bardziej ekonomia polityczna, z naciskiem na
                          polityczna, a nie ekonomia.

                          Zacznijmy od końca

                          "USA wiszą dziś na chińskim włosku i stąd ta nerwowość i najnowsze,
                          > zmnasowane ataki na Chiny. Skoro strach przed Chinami hamuje USA
                          > przed otwartym protekcjonizmem, skoro Chiny z uporem ani
                          > myślą "puścić" jena , to nagle odkryto, że Chińczycy mają niską
                          > jakość i trujące propdukty. Każdy powód jest dobry, by choć trochę
                          > zmniejszyć chiński poptop i ratować bilandss handlowy.

                          Po pierwsze Chińska gospodarka nie jest w pełni rynkowa, a
                          kontrolowany przez władze kurs yuana jest ogromnie
                          nedowartościowany. Chinom gospodarka galopuje, sami chcą ja
                          schłodzić, bo widzą że im się to wymyka spod kontroli i grozi
                          wzrostem inflacji, ale nie godza sie na żadne urynkowienie yuana,
                          choć to by im samym rozwiązało szereg problemów. To jest ukryta
                          forma protekcjonizmu.

                          Po drugie, Nie rozśmieszaj mnie tym z tym wiszeniem na chińskim
                          włosku, że niby Chińczycy zaczna gwałtownie wyprzedawać na wielką
                          skalę obligacje amerykańskie i spuszczą dolara wpędzając USA w
                          recesję. Nie stanie się tak z prostego powodu - Chińczycy sami
                          strzeliliby sobie w stopę. Jakby gospodarka amerykańska siadła, to
                          odbiłoby się to na całej gospodarce światowej, ale najbardziej na
                          Ameryce Południowej i Południowo=Wschodniej Azji. Japończycy np.,
                          którzy teraz po latach wreszcie osiągaja jakiś przyzwoity wzrost
                          zawdzięczają go głównie eksportowi w tym przede wszystkim do USA. To
                          są naczynia połączone i ja bardzo wątpię, żeby się to Chińczykom
                          opłacało. Poza tym taki krok kosztowałby ich samych niewyobrażalne
                          pieniądze. Przecież jak zaczną sprzedawać na gwałt te dolarowe
                          obligacje, to zaczną i one i dolar szybko tracić na wartości. Czyli
                          Chińczycy sprzedawaliby dużo poniżej ceny zakupu, nie mówiąc o tym,
                          że wartość ich niesprzedanych rezerw w dolarach tez sie wyraźnie
                          zmniejszy. Wyrzuciliby w błoto ładnych parę miliardów i wykoleiliby
                          przy okazji własną gospodarkę. Opłaca im się to? Wszystko jest
                          oczywiście możliwe, ale taki scenariusz oznaczałby, że na czele Chin
                          stoją ludzie o mentalności Mao. A czasy się chyba jednak zmieniły.
                          Coś mi się wydaja, że to ty Evo zaklinasz rzeczywistość, a twój
                          antyamerykanizm utrudnia ci logiczne myślenie.

                          " To, że USA stały się największym importerem świata nie świadczy o
                          > ich STABILNOSCI, bo i niby czemu? Swiadczy tylko o tym, że cały
                          > świat pracuje na potrzeby Imperium dostarczając mu towarów i usług
                          w > zamian za drukowane przez niego zielone, coraz mniej warte
                          > paciorki/papierki. Pytanie czemu się nato zgadza i jak długo to
                          > jeszcze potrwa?"

                          Głębia twojej analizy jest, że użyje popularnego ostatnio
                          określenia "porażająca". To nie są czasy niewolnictwa ani
                          kolonializmu, ani gospodarki sterowanej. Czemu się na to zgadza
                          świat? Bo to nie żadne rządy o tym decydują tylko prywatne firmy,
                          banki, konsumenci. Nikt nie każe Japończykom ani innym Azjatom tyle
                          oszczędzać, niech sami konsumują i dają w ten sposób kopa swoim
                          gospodarkom. Niemcy i cała Europa dopiero niedawno zaczęła odnosić
                          sukcesy i zmniejszać bezrobocie, wraz z poprawą sytuacji na rynku
                          pracy konsumenci śmielej ostatnio zaczynaja konsumować. Gdyby tak
                          było wcześniej USA z przyjemnością mówiąc twoim
                          językiem "dostarczałyby towary i usługi na potrzeby imperium
                          europejskiego". Ale nie mieli jak dostarczać, bo to imperium nie
                          zgłaszało specjalnie na to zapotrzebowania. A dlaczego? Bo trawiła
                          je euroskleroza - za dużo socjalizmu, za mało rynku. Oni też
                          rozwijali się przez długie lata dzięki eksportowi do USA (w tym
                          szczególnie Niemcy - mylisz się, że tylko Chiny w latach 80-tych
                          potrzebowały amewrykańskiego bodźca.). Dopiero jak się Niemcy wzięli
                          ostatnio za liberalne reformy rynku pracy, coś się zaczęło
                          zmieniać. I deficyt handlowy USA w ostatnich miesiącach zaczął sie
                          zmniejszać, między innymi właśnie dzięki większemu popytowi ze
                          strony Europy.

                          A dolar jest nadal walutą swiatową, na dolary jest popyt między
                          innymi dlatego właśnie, że gospodarka USA w ostatnich latach była
                          wyraźnie bardziej dynamiczna i innowacyjna niz inne, a rynki
                          finansowe USA najbardziej rozwinięte i najbardziej płynne. jest
                          oczywiście możliwe, że świat się wystraszy narastającego zadłużenia
                          USA i przestanie kupować ich obligacje. Ale to raczej mało
                          prawdopodobne, zwłaszcza, że ostatnio deficyt budżetowy w USA zaczął
                          się obniżać, podobnie jak deficyt obrotów bieżących. Po to żeby to
                          zagrożenie wyeliminować potrzebny jest szybki wzrost popytu w
                          Europie i Azji, czego w latach 00-tych nie było , nie z winy USA, i
                          zwiekszenie stopy oszczędności w USA, co zaczyna się właśnie
                          dokonywać i wiązac się pewnie będzie z nieco wolniejszym wzrostem
                          PKB.

                          A z wzrostu popytu wewnętrznego w Chinach USA mogą się tylko
                          cieszyć. Jeśli tak zię stanie dolar poważnie zyska na wartości, bo
                          wtedy nierównowaga płatnicza zacznie się zmniejszać. Spadek popytu
                          Chin na amerykańskie papiery to nie będzie jednak proces gwałtowny i
                          Stany się do tego dostosują.

                          No a tu Ewo dałaś straszną plamę. Jeśli tak wygląda cała twoja
                          wiedza na temat gospodarki USA...

                          Ja napisałem, ze w momentach największej nerwowości na rynkach
                          finansowych światowi inwestorzy kupowali amerykańskie obligacje i
                          dolara. Kurs dolara w takich momentach silnie się umacniał.
                          >
                          A ty mi na to: "No właśnie to wycinkowe myślenie i zaklinanie
                          rzeczywistości. Tak BYŁO owszem, ale już nie jest. Dawniej USA były
                          jedyną największą kotwicą gosp. światowej. Dziś wyrastają inne
                          centra w Azji oraz pojawiło się euro. nie licz na kolejną powtórką z
                          historii."

                          Kochana Ewo strasznie sie mylisz, Tak właśnie JEST TERAZ. Ja mówię o
                          tym jak rynki finansowe reagowały w ostatnich dniach. W chwilach
                          największej nerwowości światowi inwestorzy kupowali amerykańskie
                          obligacje, a dolar z poziomu 1,37 z kawałkiem wzmocnił sie w ciągu
                          zaledwie dnia-dwóch do ok. 1,34 USD za EURO.

                          Więc to ty prezentujesz "wishfull thinking". I do tego nie znasz
                          faktów a wygłaszasz kategoryczne sądy. Ostatnie reakcje rynków
                          finansowych to najlepszy dowód czy gospodarka USA, jak tego
                          chcesz "upada", czy też nadal stanowi dla inwestorów oazę
                          bezpieczeństwa. Oni głosuja własnymi pieniędzmi. To nie byle co.
                          >
                          • pagyo Re: Ze starychnaliz ex-ante prbujsze wniskować es 19.08.07, 15:50
                            Popatrz Evo, nawet rosyjskie źródła informacji podają, że inwestorzy
                            jak teraz trwoga to uciekają do dolara

                            www.newsru.com/finance/17aug2007/trade.html
                          • eva15 US- gospodarka wirtualna a realna równia pochyła 19.08.07, 21:50
                            Mówienie komuuś, że pewnie pracuje w banku lub w funduszach jest
                            epitetem? To nowe dla mnie, ale kto wie, może masz i rację patrząc
                            na dzisiejsze naciągania i oszustwa tych instytucji. Niemniej to
                            ostra ocena, ale skoro tak uważasz....

                            Wycinkowo piszesz, bo twoja analiza jest analizą z pkt. widzenia
                            tzw. rynków i automatycznie jest zawężona do niektórych tylko
                            aspektów. Nie jest to jakiś zarzut lecz stwierdzenie faktu.


                            Jak ty dyskutujesz? Ja piszę, że Chińczycy na razie nie rzucą
                            dolarów na rynek, bo im się to nie opłaca, a ty na to mnie pouczasz,
                            że Chińczycy nie rzucą dolarów na rynek, bo by sobie strzelili w
                            stopę. I tak całkiem często. Ja, że Chiny nie chcą "puścić" yuana,
                            ty mni na to, że kurs yuana jest niedowartościowany... Nie
                            rozumiesz, co ja piszę, czy bawisz się w echo?


                            Zdaje się, że nie lubisz dyskutować na wyższym poziomie abstrakcji.
                            Dla ciebie albo rzeczy muszą być DOSŁOWNE, albo ich nie ma.
                            A przecież, nie trzeba być sensu stricte niewolnikiem lub krajem
                            skolonizowanym wojskiem jak Irak czy Afganistan, by pracować na
                            potrzeby Imperium. Zasada od wieków jest ta sama: TYLKO ten władca,
                            który bije monetę i którego monetą inni płacą ma prawdziwą władzę.
                            Taki "cysorz" siedzi sobie i bije tą monetę (dziś zielony papier), a
                            w zamian za to płyną do niego statki z towarami.

                            USA NIE pomogło obniżenie kursu dolara. Mimo, że dolar stracił w
                            stosunku euro 1/3 swej wartości od punktu zero (wprowadzenie euro),
                            tyle co NIC pomogło to US-gospodarce, jej ujemny bilans w Europą
                            niespecjalnie się zmienił (chodzi tu głównie o bilans z Niemcami).
                            Ujemny bilns h. skurzcył się ciut w handlu z Chinami, ale nie
                            dlatego, że USA zaczęły tam sprzedawać swoje prallki, auta,
                            telewizory, lecz dlatego, że zaczęły ograniczać chiński import.

                            Nawet jeszcze niższy kurs dolara nie zmeini faktu, że USA nie mają
                            atrakcyjnych TOWAROW, którymi mogłyby konkurować na europejskich i
                            światowych rynkach. USA już prawie NIC nie produkują, co na rynkach
                            światowych miałoby siłę przebicia.
                            Ameryka jest mistrzem świata w ciągnięciu kasy z licencji, w
                            zupełnie opętanym patentowaniu każdej pierdółki, w zalewaniu globu
                            tanią (pod każddym wzgl.) popokulturą i w finansowej żonglerce-
                            czyli w tzw. WIRTUALNEJ ekonomii, którą poważny kryzys zdmuchnie
                            niczym wiatr światło świecy.

                            Nie pisz mi o rosnącym US PKB, proszę. Do jego obliczania stosuje
                            się nałogowo netodę hedoniczną (znów kłania się wirtualizm US-
                            ekonomii) oraz dochody takich firm jak różne Enrony,
                            wyspecjalizowane w kreatywnej księgowości.
                            Wiarygodność amerykańskich danych makroekonomicznych zbliża się
                            powoli do wiarygodności meldunków ekonomicznych z Kremla z czasów
                            późnego Breżniewa.

                            Muszę się uśmiechać czytając, jak namawiasz wszystkich Europę do
                            większej konsumpcji. Tak jesteś zapatrzony w takie nauki
                            hamerykańskich pożal się Boże neoliberalnych guru od ekonomii, że
                            nawet NIE WIDZISZ związku przyczynowo-skutkowego między dzisiejszym
                            kryzysem hipotecznym a US-wrzaskami i naganianiem do konsumpcji.
                            Ponad stan i zdrowy rozsądek.


                            Ekonomię skończyłam na Zachodzie ba, uczęszczałam nawet (krótko, ale
                            zawsze)na wykłady w samym mateczniku dzisiejszego neolibealizmu,
                            więc twoje bezradne przycinki o ekonomii politycznej traktuję z
                            należnym temu pobłażaniem i pozdrawiam. Myślę, że nie ma co dalej
                            dyskutować, nie przekonasz mnie, że Hameryka rośnie w siłę, a ludzie
                            żyją dostaniej. USA apogeum rozkwitu mają już za sobą.

                            Przed nimi (jeśli się nic nie zmieni) równia, pytanie tylko, jak
                            bardzo pochyła....
                            • pagyo Re: US- gospodarka wirtualna a realna równia poc 20.08.07, 01:27
                              eva15 napisała:

                              > Mówienie komuuś, że pewnie pracuje w banku lub w funduszach jest
                              > epitetem?

                              W twoich ustach tak, co wyraźnie "wyłazi" z każdego twojego postu.

                              > Wycinkowo piszesz, bo twoja analiza jest analizą z pkt. widzenia
                              > tzw. rynków i automatycznie jest zawężona do niektórych tylko
                              > aspektów. Nie jest to jakiś zarzut lecz stwierdzenie faktu.
                              >
                              Ewo, jakich rynków? Próbujesz ustawić mnie uparcie w narożniku pt.
                              wycinkowa analiza z pkt. widzenia rynków. To nie jest żadna analiza
                              z pkt. widzenia rynków - jesli tak to twój Krugman jest też
                              analitykiem rynkowym, bo on w swoich pracach nt. otwartej
                              gospodarki, kursów walutowych itd. też w taki sposób analizuje.
                              Jeśli tak to ja mogę pozwolić sobie na uszczypliwośc z ekonomia
                              polityczna kapitalizmu, albo z tym, że masz podejście socjologiczno-
                              politologiczne.

                              > Jak ty dyskutujesz? Ja piszę, że Chińczycy na razie nie rzucą
                              > dolarów na rynek, bo im się to nie opłaca, a ty na to mnie
                              pouczasz, > że Chińczycy nie rzucą dolarów na rynek, bo by sobie
                              strzelili w > stopę. I tak całkiem często. Ja, że Chiny nie
                              chcą "puścić" yuana, > ty mni na to, że kurs yuana jest
                              niedowartościowany... Nie > rozumiesz, co ja piszę, czy bawisz się w
                              echo?

                              Ewo, to ty teraz sprytnie usiłujesz odwrócić kota ogonem, czepiajac
                              się pobocznych wątków mojej wypowiedzi a nie meritum. Główną twoja
                              tezą było to, że USA powinny się bać, bo wisza na chińskim włosku,
                              czyli na ich dolarowych rezerwach walutowych. Czy dobrze
                              zrozumiałem? I ja próbowałem udowodnić, że to strachy na Lachy. A
                              teraz wytaczasz przeciwko mnie armaty, ale w tematach pobocznych.
                              Bądźmy poważni. Podobno pisałaś, że im się na razie nie opłaca.
                              Owszem napisałaś: "Nie robią tylko dlatego, bo uważają, że czas
                              jeszcze nie dojrzał". O tym, że się nie opłaca nie było ani słowa,
                              może i oto ci chodziło, ale z tego co napisałaś to wcale
                              jednoznacznie nie wynikało (a kiedy to się im zacznie według ciebie
                              opłacać?). I nie to była twoja główna teza. O niedowartościowanym
                              yuanie napisałem, nie dlatego, że nie zauwazyłem, co na ten temat
                              napisałaś, tylko, żeby podkreślić, że to ukryta forma
                              protekcjonizmu.

                              > Zdaje się, że nie lubisz dyskutować na wyższym poziomie
                              abstrakcji. > Dla ciebie albo rzeczy muszą być DOSŁOWNE, albo ich
                              nie ma. > A przecież, nie trzeba być sensu stricte niewolnikiem lub
                              krajem skolonizowanym wojskiem jak Irak czy Afganistan, by pracować
                              na potrzeby Imperium. Zasada od wieków jest ta sama: TYLKO ten
                              władca, który bije monetę i którego monetą inni płacą ma prawdziwą
                              władzę. Taki "cysorz" siedzi sobie i bije tą monetę (dziś zielony
                              papier), a > w zamian za to płyną do niego statki z towarami.
                              >
                              I to jest ta ekonomiczna, głęboka analiza, do której według ciebie
                              nie jestem zdolny? Czuję się troche rozczarowany.

                              USA NIE pomogło obniżenie kursu dolara. Mimo, że dolar stracił w
                              > stosunku euro 1/3 swej wartości od punktu zero (wprowadzenie
                              euro), > tyle co NIC pomogło to US-gospodarce, jej ujemny bilans w
                              Europą niespecjalnie się zmienił (chodzi tu głównie o bilans z
                              Niemcami). Ujemny bilns h. skurzcył się ciut w handlu z Chinami, ale
                              nie dlatego, że USA zaczęły tam sprzedawać swoje prallki, auta,
                              > telewizory, lecz dlatego, że zaczęły ograniczać chiński import.

                              Evo, kurs walutowy nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na bilans
                              handlowy. W swoich poprzednich postach wyjasniałem dość obszernie
                              skąd się wzięła nierównowaga handlowa i płatnicza USA-reszta świata
                              w ostatnich latach. W dużym uproszczeniu przede wszystkim stąd, że
                              USA mało oszczędzały, a właściwie żyły na kredyt, A reszta świata
                              oszczędzała za dużo nie mogąc wygenerować dostatecznego popytu.
                              Reszta świata kredytowała konsumpcje w USA i korzystała z tego
                              eksportując do tego kraju i w ten sposób zapewniając sobie wzrost
                              gospodarczy. W latach 90-tych korzystała z tego także Europa w tym
                              Niemcy, dla których USA to bardzo ważny rynek eksportowy.(uprzedze
                              cię, to nie jest żadna anliza z pkt. widzenia rynków - to jest
                              mainstream makroekonomii gospodarki otwartej). Ja nie analizowałem
                              ostatniej poprawy amerykańskiego bilansu płatniczego z pkt. widzenia
                              poszczególnych krajów, ale główna przyczyna tej poprawy, było
                              osłabienie tempa wzrostu gosp. w USA pomiędzy II kw. 2006 a I kw.
                              2007, przy jednoczesnym ozywieniu gospodarczym (popytu wewnetrznego
                              na rynkach eksportowych USA. Słabszy dolar tez jakas rolę w tym
                              odegrał. Popyt krajowy w Miemczech zaczął rosnąć szybciej dopiero od
                              niedawna, przyspieszył ostro antycypując podwyżke stawek VAT, a po
                              ich wprowadzeniu siadł chwilowo ostro w I kw., ale bardziej
                              fundamentalnie patrząc - pomogły reformy na rynku pracy i spadek
                              bezrobocia. Nie twierdzę, że akurat Niemcy mają jakiś decydujący
                              wpływ na eksport USA, ale pewnie coś tam bedzie rosnąć.

                              > Nawet jeszcze niższy kurs dolara nie zmeini faktu, że USA nie mają
                              > atrakcyjnych TOWAROW, którymi mogłyby konkurować na europejskich i
                              > światowych rynkach. USA już prawie NIC nie produkują, co na
                              rynkach > światowych miałoby siłę przebicia. Ameryka jest mistrzem
                              świata w ciągnięciu kasy z licencji, w zupełnie opętanym
                              patentowaniu każdej pierdółki, w zalewaniu globu tanią (pod każddym
                              wzgl.) popokulturą i w finansowej żonglerce czyli w tzw. WIRTUALNEJ
                              ekonomii, którą poważny kryzys zdmuchnie niczym wiatr światło
                              świecy.
                              >
                              Evo, czy naprawdę sądzisz że międzynarodowi inwestorzy są tacy
                              głupi? Gdyby było tak jak piszesz. Dolar już zjechałby na łeb i na
                              szyję, a kapitał wyrywałby jak najdalej od USA. USA nie maja już
                              atrakcyjnych towarów, już nic nie produkują? Evo, jak tu z tobą
                              poważnie dyskutować ? Mam ci wyliczyć ? Przynajmniej zauważasz że sa
                              mistrzem świata w ciągnięciu kasy z licencji. Prawda jest taka, jak
                              napisałem w odpowiedzi Lubatowi, że siła gospodarcza danego kraju
                              zalezy dziś przede wszystkim od zdolności do generowania nowych
                              technologii od innowacyjności, od zdolności do zmian. W USA nadal
                              mechanizm rynkowy i nauka działa w tych aspektach chyba
                              najsprawniej (choć rzeczywiście ostatnio jak pisał Krugman owoce
                              tego nie są równomiernie dystrybuowane, ale to zupełnie inna sfera).
                              Czytałaś kiedyś Schumpetera? . Nie ma co ukrywać, że zbrojenia też
                              tu pomagają. Mikroeloktronika wyszła z USA, biotechnologie chyba
                              też. Silicon Valley, okolice Bostonu, to miejsca które kojarzą się z
                              wyznaczaniem nowych horyzontów.

                              Ale pójdę ci Evo na rękę, od 2-3 lat dynamika wydajności
                              pracy/produktywności w USA jakby zmalała. I jeśli już szukać
                              jakiegoś powodu dla którego pozycja USA miałaby ucierpieć, to według
                              mnie taki systematyczny spadek dynamiki wydajności
                              pracy/produktywności - jesli okazałby się trwały - byłby najbardziej
                              niepokojacym sygnałem. Ale akurat o tym Evo - wieszcząc upadek
                              amerykańskiej gospodarki - nic nie piszesz. Używasz tylko jakichś
                              gazetowych argumentów.


                              "Nie pisz mi o rosnącym US PKB, proszę. Do jego obliczania stosuje
                              > się nałogowo netodę hedoniczną (znów kłania się wirtualizm US-
                              ekonomii) oraz dochody takich firm jak różne Enrony,
                              wyspecjalizowane w kreatywnej księgowości. Wiarygodność
                              amerykańskich danych makroekonomicznych zbliża się powoli do
                              wiarygodności meldunków ekonomicznych z Kremla z czasów późnego
                              Breżniewa."

                              A jak to Evo wykryłaś? Pisząc takie rzeczy sama sie ośmieszasz.
                              Według mnie USA mają jedną z najbogatszych statystyk na świecie, w
                              dodatku jest tam taka armia niezaleśnych ekonomistów śledzących te
                              sprawy fachowo, że jestem o te dane spokojny. Poza tym dane są tylko
                              danymi i od tego sa ekonomiści, żeby je rozkładac na czynniki
                              pierwsze i analizować. Dane sa ogólnie dostępne, razem z metodologią
                              ich przygotowania. Jeśli są jakieś błędy - armia niezależnych
                              ekonomistów je wykrywa. Porównanie z czasami Breżniewa może c
                              • eva15 Re: US- gospodarka wirtualna a realna równia poc 20.08.07, 02:24
                                Po kolei:
                                > W twoich ustach tak, co wyraźnie "wyłazi" z każdego twojego postu.

                                1. Interpretacja jest twoja i ty za nią odpowiadasz, bardziej
                                odzwierciedla twoje problemy niż moje zamiary.

                                > Próbujesz ustawić mnie uparcie w narożniku pt. wycinkowa analiza
                                >z pkt. widzenia rynków. To nie jest żadna analiza z pkt. widzenia
                                >rynków - jesli tak to twój Krugman jest też analitykiem rynkowym,
                                >bo on w swoich pracach nt. otwartej gospodarki, kursów walutowych
                                >itd. też w taki sposób analizuje.

                                2. Analiza wycinkowa (partial analysis/ Partialanalyse) jest
                                potrzebna i w pracy ekonomistów wręcz konieczna. Ale nie może być
                                podstawą ocen skomplikowanych, złożonych tematów - to jest
                                NADużyciem. Ty piszesz wycinkowo i uzurpujesz sobie prawo analiz
                                szerszych. Krugman, który nota bene, nie jest "mój", analizuje
                                całość, WSZYSTKIE aspekty makroekonomi. Spróbuj go uważnie czytać
                                (nie tylko ten jeden podany przeze mnie art.). Wtedy może zrozumiesz
                                różnicę między tobą a kandydatem na Nobla.

                                >Podobno pisałaś, że im się na razie nie opłaca. Owszem
                                >pisałaś: "Nierobią tylko dlatego, bo uważają, że czas jeszcze nie
                                >dojrzał". O tym, że się nie opłaca nie było ani słowa, może i oto
                                >ci chodziło, alez tego co napisałaś to wcale jednoznacznie nie
                                >wynikało

                                Dobijasz każdą dyskusję tą niezdolnością do abstrakcji i uporczywą
                                dosłownością, a la chłop z cepem. Powoli, po raz kolejny z tym
                                konfrontowana czuję niejaką bezradność i niechęć ponownego
                                tłumaczenia się. Skoro nie napisałam wszystkiego dosłownie, jak
                                krowie na granicy, to wg. ciebie jest to 1:0 dla ciebie. Wygrywasz
                                bezrefleksyjnym uporem i dosłownością wypowiedzi. Takie zwycięstwa
                                chętnie w twoje ręce oddaję. To nic dla mnie.

                                > Evo, kurs walutowy nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na
                                >bilans handlowy. W swoich poprzednich postach wyjasniałem dość
                                >obszernie (....)

                                Gdzie twierdzę, że jest JEDYNYM??? Poczciwcze, ja twój tok myślenia
                                kumam. Ale proszę nie wciskaj mi kitu, że w ostatnich latach takie
                                np. Niemcy dużo oszczędzały, bo cię po prostu wezmę za wariata.
                                Sorry, sam się prosisz. Tym bardziej, że dalej piszesz o naszej
                                ukochanej Hamryce jako o niezwykle ważnym dla Niemiec rynku. Może
                                byś tak zajrzał, zamiast ćpania US-ideologii jak trawki, do
                                statystyk des Statistischen Bundesamtes? W międzyczasie Polska ma
                                dla Niemiec w handlu podobną pozycję jak Hameryka.
                                (www.destatis.de/jetspeed/portal/cms/)

                                Sorry, na dziś wystarczy.

                                • pagyo Re: US- gospodarka wirtualna a realna równia poc 20.08.07, 02:49
                                  eva15 napisała:


                                  > 1. Interpretacja jest twoja i ty za nią odpowiadasz, bardziej
                                  > odzwierciedla twoje problemy niż moje zamiary.

                                  Jakie problemy? Nie żartuj, twoje intencje widac jak na dłoni.


                                  "Ty piszesz wycinkowo i uzurpujesz sobie prawo analiz
                                  > szerszych."

                                  Daj już spokój. OK. jak chcesz to możesz sobie wziąć ten monopol na
                                  szersze analizy.

                                  Krugman, który nota bene, nie jest "mój", analizuje
                                  > całość, WSZYSTKIE aspekty makroekonomi. Spróbuj go uważnie czytać
                                  > (nie tylko ten jeden podany przeze mnie art.). Wtedy może
                                  zrozumiesz różnicę między tobą a kandydatem na Nobla."

                                  Jezu, jak tu z tobą dyskutować. A ty gdzieś wyczytałaś, że ja
                                  aspiruję do Nobla, albo że się przyrównuje do Krugmana? Pisałem
                                  tylko, że to co napisałem o przyczynach nierównowagi płatniczej USA-
                                  reszta świata, to jest analiza wzięta żywcem z podrecznika/artykułów
                                  Krugmana. Krugman przyczyny tej nierównowagi tłumaczy w ten sam
                                  sposób. W kilku postach przecież pisałem,że Krugman ma pokaźny
                                  dorobek jako specjalista od makroekonomii gospodarki otwartej.
                                  Dotarło ?


                                  > Dobijasz każdą dyskusję tą niezdolnością do abstrakcji i uporczywą
                                  > dosłownością, a la chłop z cepem.

                                  No comments.

                                  "Może byś tak zajrzał, zamiast ćpania US-ideologii jak trawki"

                                  US-wrzaski, US-ideologia, To są właśnie twoje "nieideologiczne"
                                  argumenty.

                                  Rzeczywiście lepiej skończmy tę dyskusję.
                                  • eva15 Re: US- gospodarka wirtualna a realna równia poc 20.08.07, 10:31
                                    Nigdzie nie piszę, że kandydujesz do Nobla, znów wciskasz mi w usta
                                    rzeczy niepowiedziane.

                                    Zanim skończę chcę sprostować własną nieprecyzyjność i przekręcenia.
                                    W liczbach całkowitych USA są dla Niemiec ważniejszym krajem niż
                                    Polska. Eksport do nich jest w ca 3 razy większy niż do Polski (do
                                    USA: 86092978 Euro, do PL: 28820413 euro). Zważywszy, że Polska jest
                                    ca 8 razy mniejsza niż USA, eksport niemiecki liczony na głowę
                                    mieszkańca kraju docelowego jest w przypadku Polski 3 razy WIEKSZY
                                    niż w przypadku USA.

                                    ims.destatis.de/aussenhandel/Default.aspx

                                    Sorry, po nocy byłam zbyt zaczepna. Chciałam iść spać i zamiast to
                                    zrobić, wdawałam się z coraz większym rozdrażniem,(że nie śpię) w
                                    dalszą dyskusję.
                        • pagyo Re: Ze starychnaliz ex-ante prbujsze wniskować es 18.08.07, 22:05
                          ":Najwyraźniej po wycinkowyej analizie sądząc pracujesz albo w banku
                          > albo w funduszach."

                          Otóż nie pracuję ani w banku ani w funduszach. Ale rzeczywiście w
                          sektorze finansowym. Tyle, że jestem ekonomistą, a nie specjalista
                          od rynków finansowych i praca w istytucji finansowej to stosunkowo
                          krótki epizod w mojej karierze zawodowej.

                          Pozwól, że pospekuluję co do twojego miejsca pracy (rozumiem, że w
                          RFN?). Na pewno jestes w opozycji do "liberalnej ekonomiki".
                          Masz "alternatywne" poglądy w stosunku do recept IMF i Banku
                          Światowego. Wspomniałaś coś o zajmowaniu się nierównosciami (w
                          krajach rozwijajacych się)? Twoje podejście jest bardziej
                          socjologiczno/politologiczne niż ekonomiczne. Jakiś lewicowy
                          instytut ?

                          No i chyba miałaś za sobą jakiś epizod związany z ZSRR, Rosją ?
                          Mieszkałaś tam?
                          • eva15 Nietrafne analizy są typowe dla analityków finans. 19.08.07, 21:59
                            1:0 dla mnie. Po twoim pisaniu rozpoznałam natychmiast twój profil z
                            sektora finansowego. Natomiast ty trafiłeś kulą w płot:

                            Zaden lewicowy instytut, żadna socjologia, politologia. Nie trzeba
                            mieć również związków z Rosją, by zachować zdrowy rozsądek,
                            obiektywne podejście do FAKTOW, a przede wszystkim do widzenia
                            ZŁOZONOSCI zjawisk.

                            Nie trafiłeś, ale no cóż, nietrafne analizy są typowe dla anlityków
                            finansowych.
                            Widać tak z całą ostrością w ostatnim czasie.


                            • eva15 Re: Nietrafne analizy są typowe dla analityków fi 19.08.07, 22:32
                              Korekta:

                              Nie trafiłeś, ale no cóż, nietrafne analizy są typowe dla anlityków
                              finansowych.
                              Widać to z całą ostrością w ostatnim czasie.
                            • pagyo Re: Nietrafne analizy są typowe dla analityków fi 19.08.07, 23:41
                              Już myślałem, że zrezygnowałaś.

                              Ale ty też trafiłaś kulą w płot. Przecież napisałem, że w prywatnej
                              instytucji finansowej pracuję od stosunkowo niedawna, a karierę
                              zawodową rozpoczynałem od szacownej instytucji naukowej, gdzie
                              zajmowałem sie bynajmniej nie rynkami finansowymi, tylko zmianami
                              strukturalnymi w gospodarce i wzrostem gospodarczym. Co więcej, ja
                              też pobierałem nauki w różnych miejscach za granicą, i dla równowagi
                              w stosunku do twojego epizodu w jaskinii liberalizmu dodam, że byłem
                              kiedyś na stażu naukowym w znanym lewicującym brytyjskim
                              uniwersytecie.

                              Złośliwościami pod adresem analityków finansowych pokrywasz swoje
                              wpadki merytoryczne? (vide upieranie się, że ucieczka do dolara w
                              okresach niepewności to przeszłość, podczas gdy to sie własnie
                              dzieje w ostatnich dniach, pisanie, że dochody realne w USA
                              spadają)?
                              • eva15 Re: Nietrafne analizy są typowe dla analityków fi 19.08.07, 23:57
                                pagyo napisał:

                                > Ale ty też trafiłaś kulą w płot. Przecież napisałem, że w
                                >prywatnej instytucji finansowej pracuję od stosunkowo niedawna

                                Daj spokój, przecież nie twierdziłam, że pracujesz tam od dawna.
                                Widać jak na dłoni, że argumentujesz, jak ktoś z sektora finansowego
                                i tyle.

                                Jakie znów wpadki merytoryczne? Ty obracasz się w sferze wiary, a ja
                                faktów. Ty wierzysz, np., że dochody realne ludności w USA rosną,
                                ja ci podaję prace NAUKOWCOWE mówiąc, że od lat 70. MALEJA. Ty
                                werzysz, że dolar rośnie w siłę, tymczasem FAKTEM jest, że w ciągu
                                kilku zaledwie lat stracił 1/3 swej wartości w stosunku do euro.

                                Co innego dyskutować o faktach, o co innego o żarliwej werze. Ja z
                                wiarą nie lubię walczyć, każdy ma do niej prawo i każdy ma taką jaką
                                sobie sam uzna za stosowną. Więc zostań i ty przy swoich
                                wierzeniach. Czas sam ci b. szybko pokaże, że to tylko wiara, nie
                                rzeczywistość. Nie będziesz mógł bez końca ignorować faktów.

                                Dla alityków kolejny ciężki tydzień na giełdzie wiary i wciskania
                                kitu..
                                • eva15 Re: Nietrafne analizy są typowe dla analityków fi 20.08.07, 00:01

                                  prace NAUKOWCOW
                                • pagyo Re: Nietrafne analizy są typowe dla analityków fi 20.08.07, 02:15
                                  "Ty wierzysz, np., że dochody realne ludności w USA rosną,
                                  > ja ci podaję prace NAUKOWCOWE mówiąc, że od lat 70. MALEJA"

                                  Evo, brak mi słów. Pozwól, że zacytuję ci jeden z twoich ostatnich
                                  postów, gdzie wyraźnie piszesz, że dochody realne w USA ROSNĄ:

                                  "Over the past 30 years most people have seen only modest salary
                                  increases: the average annual salary in America, expressed in 1998
                                  dollars (that is, adjusted for inflation), rose from $32,522 in 1970
                                  to $35,864 in 1999. That's about a 10 percent increase over 29
                                  years
                                • pagyo Re: Nietrafne analizy są typowe dla analityków fi 20.08.07, 02:20
                                  "Daj spokój, przecież nie twierdziłam, że pracujesz tam od dawna.
                                  > Widać jak na dłoni, że argumentujesz, jak ktoś z sektora
                                  finansowego
                                  > i tyle."

                                  Nie , ja argumentuję jak ekonomista, w przeciwieństwie do ciebie.
                                  • eva15 Re: Nietrafne analizy są typowe dla analityków fi 20.08.07, 02:32
                                    Jeśli tak, to zgoda. Twoje subietywne twierdzenie to obiektywny
                                    dowód. Sprawa staje się bezdyskusyjna. Jak wolne, uczciwe wybory w
                                    Hameryce...
                                    • pagyo Re: Nietrafne analizy są typowe dla analityków fi 20.08.07, 03:15
                                      Sama mnie do tego sprowokowałaś. Choć przyznaje, ze je też w kilku
                                      miejscach nadużyłem a naszej dyskusji emocjonalnych i niepotrzebnie
                                      napastliwych sformułowań
                                      • eva15 Re: Nietrafne analizy są typowe dla analityków fi 20.08.07, 17:44
                                        Ja też niestety nadużyłam, ale była noc i byłam coraz bardziej zła
                                        na siebie, że kradnę sobie sen.
          • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 09:32
            eva15 napisała:

            >
            > Piękne krajobrazy, malownicze zdjęcia, perfekcyjna PR i jak ktoś
            na
            > forum zauważył kompletnie bez fałszu i sztuczności.
            >
            Kompletnie bez fałszu i sztuczności? Mój numer jeden to zdjęcie, na
            którym Putin coś tam pokazuje w dali. Przypomina mi to scenę z filmu
            Barei "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz", tę na dworcu kolejowym.

            • eva15 Ocena Putina przez speca od gry Olbrychskiego 18.08.07, 13:24
              pagyo napisał:

              > Kompletnie bez fałszu i sztuczności?

              Opieram się na zdaniu specjalistów od gry, a ci twierdzą, że podobno
              kompletnie.

              Kilka tyg. temu w jednym z wywiadów Olbrychski powiedział, że jak
              każdy wieloletni aktor, zna wszystkie możliwe techniki gry i
              udawania. Tricki ubierania się w cudze piórka rozpoznaje u każdego
              polityka, widzi kiedy ten gra i a nawet, kto go danych póz i chwytów
              uczy.(Zna widać polskich speców od PR, bo ci pewnie nie obywają się
              bez aktorów i reżyserów jako konsultantów - tak ja przypuszczam).

              Niedawno Olbrychski jechał do Moskwy na przyznanie mu nagrody
              teatralnej z rąk Putina. Mówił, że znając perfekcyjność putinowych
              wystąpień, cieszył się, że będzie mógł przyjrzeć mu się zu bliska i
              wtedy łatwiej mu będzie przeanalizować, kiedy i jak Putin gra,
              wciela się w inne postaci niż naprawdę jest, czyli kiedy pojawi się
              wystudiowany, wyrafinowany fałsz, widoczny może tylko, dla
              specjalisty.

              Olbrychski wystawił Putinowi następujące świadectwo: Putin NIE GRA,
              nie jest szkolony i ustawiany pod publikę/kamery. On JEST sam z
              siebie naprawdę taki jaki jest - suwerenny, rozluźniony, perfekcyjyn
              i bystry(dawał szybkie riposty, na uwagi których przewidzieć z góry
              i przygotować się do nich niesposób).

              W występach Putina nie ma cienia gry, fałszu, czy sztuczności. Tyle
              Olbrychski. No ale może on się nie zna....
              • pagyo Re: Ocena Putina przez speca od gry Olbrychskiego 18.08.07, 13:55
                W występach może nie ma, ale na tym zdjęciu jest jak Nalberczak i
                Łącz z filmu Barei
              • pagyo Re: Ocena Putina przez speca od gry Olbrychskiego 20.08.07, 02:25
                OK. Evo, Putin wygląda naprawdę dobrze. Nie ma co ukrywać.
          • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 10:05
            "Tja,
            > Putin w topless z klatą jak potężny niedźwiedź (cytat Spiegel)
            oraz
            > Putin na koniu w pozie malboro man. "

            Evo, A nie zauważyłąś jakie jaja z tych "malowniczych zdjęć
            kompletnie bez fałszu u sztuczności" robi sobie Spiegel: Poniżej
            zamieszczam podpis Spiegla pod moim ulubionym zdjęciem z Putinem
            wskazującym coś w oddali a'la Nalberczak u Barei, na którym ma
            skórzane rękawiczki bez palców. Spiegel żartuje (w wolnym
            tłumaczeniu), że wygląda jak fan Village People, imitujacy ich "ruch
            sceniczny".

            Here Putin appears to be auditioning for a part in a Village People
            tribute show. We know the 80s are back, Vlads, but can a world
            leader really pull off fingerless leather gloves? And why the
            shrubbery in the belt?
            • eva15 Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 12:27
              Znów nadinterpretujesz. Nigdzie nie twierdzę, że Spiegle nie robi
              sobie jaj. Tam jest wszystko i ironia i podziw i złość i
              uszczypliwość. Dla każdego coś miłego, zresztą jak zwykle u Spiegla.
              Tyle, że ja NIE I SPIEGLU i jego zamiarach tu dyskukuję.

              Putin dobrze zna Spiegla, wie jak pisze, poza tym i wywiad i zdjęcia
              musiały być, jak zawsze u głów państwa, autoryzowane. Skoro Putin
              tak to puścił, to musiał mieć na myśli coś innego niż ty, a takie
              złośliwostki wcale mu widać nie przeszkadzały. Prawdopodobnie
              przeciwnie.
              • pagyo Re: Tężyzna Putina a zachodnei tłuste, bezzębne l 18.08.07, 13:45
                eva15 napisała:

                > Znów nadinterpretujesz. Nigdzie nie twierdzę, że Spiegle nie robi
                > sobie jaj. Tam jest wszystko i ironia i podziw i złość i
                > uszczypliwość. Dla każdego coś miłego, zresztą jak zwykle u
                Spiegla.
                > Tyle, że ja NIE I SPIEGLU i jego zamiarach tu dyskukuję.
                >
                > Putin dobrze zna Spiegla, wie jak pisze, poza tym i wywiad i
                zdjęcia
                > musiały być, jak zawsze u głów państwa, autoryzowane. Skoro Putin
                > tak to puścił, to musiał mieć na myśli coś innego niż ty, a takie
                > złośliwostki wcale mu widać nie przeszkadzały. Prawdopodobnie
                > przeciwnie.


                Ale w Spieglu ten wywiad i zdjęcia to dwie różne sprawy.
                Wydrukowanie zdjęć musiało być autoryzowane? Ejże... Podpisy pod
                zdjęciami musiały być akceptowane? Nie mówię, że nie ale jesteś tego
                taka pewna? To Spiegel poprosił o tę sesję zdjęciową i ją wykonał?
                Ejże chyba nie, świadczą o tym kpiące podpisy pod zdjęciami. Mieliby
                go tak ustawiać a potem z tego żartować? Jeśli ją przedrukowali to
                po co autoryzacja? Wyborcza też musi dawac do autoryzacji podpisy
                pod zdjęciami Putina zanim je wydrukuje ?

                Poza tym nic nie nadinterpretuję, tylko trochę mnie rozbawiła
                ta "ofensywa PR" i ta fala zachwytu i komplementów, którą żeście
                tutaj z c_k zaprezentowali. Z tego co napisałaś można było odnieść
                wrażenie, że też i Spiegel pisze w podobnym tonie. Dlatego z tego
                drwię i przywołuję też drwiny Spiegla, żeby to wyprostować i nie
                dostać nudności od tej słodyczy.

                Ja nie mówię przecież że Spiegel obraża Putina, Putin pewnie nie
                jest też pozbawiony poczucia humoru (chociaż ma zwykle dość ponury
                wygląd). A skąd ty wiesz co ja mam na myśli?
      • pagyo Re: Brown - nowy model bezzębnego lwa 18.08.07, 09:24
        Zachował sie tak, jak musiał się zachować w tej sytuacji.
        • onufry.zagloba Fakt: wypil piwo, ktore Blair nawarzyl:) 18.08.07, 09:37
          Retorsje musialy byc. A Rosje w stosunkach z UK najbardziej boli
          fakt, ze te ichnie miliony - wraz z milionerami - wspomagaja banki
          brytyjskie, nie zas rosyjskie. Amen.
          • eva15 Re: Fakt: wypil piwo, ktore Blair nawarzyl:) 18.08.07, 12:34

            No to podobnie jak pagyo, nie akceptujesz inwestycji zagranicznych i
            nie rozumiesz korzyści z nich płynących, a to poważny błąd. Im
            państwo chce być potężniejsze i mieć wpływ na bieg wydarzeń zagr.
            tym LEPIEJ dla niego, jeśli jego obywatele i biznesmeni uruchamiają
            inwestycje zagraniczne. To nie komunizm, żeby tylko państwo się tym
            zajmowało. Od czego są prywatni inwestorzy?
            • pagyo Re: Fakt: wypil piwo, ktore Blair nawarzyl:) 18.08.07, 14:03
              eva15 napisała:

              >
              > No to podobnie jak pagyo, nie akceptujesz inwestycji zagranicznych
              i
              > nie rozumiesz korzyści z nich płynących, a to poważny błąd. Im
              > państwo chce być potężniejsze i mieć wpływ na bieg wydarzeń zagr.
              > tym LEPIEJ dla niego, jeśli jego obywatele i biznesmeni
              uruchamiają
              > inwestycje zagraniczne. To nie komunizm, żeby tylko państwo się
              tym
              > zajmowało. Od czego są prywatni inwestorzy?

              Evo, Evo...

              I ty mi zarzucasz jakieś nadinterpretacje? Wydawało mi się że się w
              tej sprawie inwestycji zagranicznych porozumieliśmy. Jak możesz mnie
              tak przekręcać? Gdzie ja napisałem, że nie akceptuję polskich
              inwestycji zagranicznych ? Chodziło mi przecież o to, że trudno w
              prognozowaniu salda FDI zakładać, że co roku polska firma będzie
              wydawała tyle kasy na zakup firmy za granica jak Orlen na Możejki.
              Gdzie w tym jakaś niechęć do inwestycji zagranicznych? Nieładnie...
          • eva15 Re: Fakt: wypil piwo, ktore Blair nawarzyl:) 18.08.07, 12:34

            No to podobnie jak pagyo, nie akceptujesz inwestycji zagranicznych i
            nie rozumiesz korzyści z nich płynących, a to poważny błąd. Im
            państwo chce być potężniejsze i mieć wpływ na bieg wydarzeń zagr.
            tym LEPIEJ dla niego, jeśli jego obywatele i biznesmeni uruchamiają
            inwestycje zagraniczne. To nie komunizm, żeby tylko państwo się tym
            zajmowało. Od czego są prywatni inwestorzy?
            • onufry.zagloba Jak to nie akceptuje? Ja sie z tych 18.08.07, 13:24
              ruskich milionow ciesze - min. dzieki temu nam stopy procentowe po
              wariacku nie rosna;)
              • eva15 Re: Jak to nie akceptuje? Ja sie z tych 18.08.07, 13:28

                No właśnie, dzięki "Ruskim". Czyli jak będą chcieli wam przyłożyć
                (np. wycofując kasę), to mogą, bo mają was w ręku a nie odwrotnie.
                • onufry.zagloba Bank Angli przezyl Sorosa, przezyje i 18.08.07, 13:49
                  Abramowicza. A Berezowski to znow tak nie bardzo ma dokad swoja
                  kase wycofac:)))
                  • eva15 przeżył Sorosa, ale z jakim skutkiem 18.08.07, 14:04

                    Bieriezowskiego kasa już się nie liczy. Facet odcina kupony od tego,
                    co kiedyś w Rosji ukradł. Na Zachodzie majątku pomnożyć nie umie,
                    więc mu topnieje to, co ma. Przypuszczam, że ma mniej niż oficjanie
                    podaje, zwłaszcza, że zachciało mu się finansować różne "rewolucje"
                    i "powstańców". Dziś rewolucja na zamówienie jest kosztowna, a wynik
                    jak widać, często niezadowalający..
                    • onufry.zagloba Nie badz naiwna:) On pomnazac nie musi, bank to za 18.08.07, 14:07
                      niego zrobi:)))
                      • eva15 Nie badz naiwny - rewolucje są bardzo drogie 18.08.07, 15:40

    • kapitan.kirk I to wszystko przez nas 18.08.07, 00:05
      Jakby Skłodowska-Curie nie odkryła tego cholernego Polonu,
      Litwinienko żyłby pewnie do tej pory...
      Pzdr
    • lubat pagyo i eva15 18.08.07, 17:56
      Z waszym dyskursem koresponduje rozmowa Andrzeja Lubowskiego, której - niestety
      nie od początku - wysłuchałem dzisiaj w TVN 24. Jest on autorem książki
      "Kontuzjowane mocarstwo". Mowa o USA. Jego tezy idą chyba jeszcze dalej, niż
      przedstawia to eva15.
      Kilka hasłowo ujętych przykładów:
      - USA są lokomotywą gospodarczą świata, ale tylko dlatego, że ten świat
      akceptuje jeszcze "ogólnoświatową zrzutkę" na amerykańską konsumpcję ponad stan.
      Jednak z odejściem zimnej wojny jest coraz mniej powodów do akceptowania tego
      stanu rzeczy, i pewnego dnia znikną wszystkie.
      - Jednym z podstawowych powodów "uwiądu" gospodarki amerykańskiej jest coraz
      bardziej widoczne zanikanie klasy średniej.
      - Globalizacja, która była pierwotnie sojusznikiem USA, ich wytworem, coraz
      bardziej działa na ich niekorzyśc .
      No i takie drobne uwagi jak: "polityka zdrowotna USA - haniebna", "w USA
      istnieją uczelnie o najwyższym poziomie na świecie, ale powszechny system
      edukacyjny jest jednym z najgorszych".
      • pagyo Re: pagyo i eva15 18.08.07, 20:05
        Lubat,

        Dołączyłem powyżej jeszcze jedną replikę dla Evy15.

        1. "USA są lokomotywą gospodarczą świata, ale tylko dlatego, że ten
        świat akceptuje jeszcze "ogólnoświatową zrzutkę" na amerykańską
        konsumpcję ponad stan"

        Pełna zgoda. Tyle, że to "akceptowanie zrzutki" było dla tego świata
        wygodne przez długie lata, bo się inne gospodarki z własnymi
        problemami nie potrafiły uporać. To jast taka sama "zasługa" USA,
        jak i reszty świata. Ja tylko mówię, że to dostosowanie się w sposób
        gwałtowny najprawdopodobniej nie odbędzie, tylko stopniowy, bo
        gwałtowny sposób nie lezy w niczyim interesie - nawet Chin, którymi
        straszy Eva15. podobna sytuacja miała już miejsce w połowie lat 80-
        tych, po "reaganomice" i jakoś sobie z tym i USA i świat poradziły.

        Zresztą już gdzies tak od 2006 r. świat odkrył, że nie wisi tylko na
        USA. Mimo spowolnienia ówczesnego w USA gospodarka światowa nie
        ucierpiała, bo równoczesnie nareszcie wybuchło ożywienie w Europie,
        Japonii i krajach rozwijających się.

        Ja nie jestem bezkrytycznym apologetą USA. Ale od uznania tych
        bolączek do stwierdzenia, że gospodarka USA pada, dolar wisi na
        włosku, droga bardzo daleka. Lubię być adwokatem diabła, tym
        bardziej , że tego diabła bardzo łatwo bronić. Jak czytałem Evę15,
        Herra7 i innych to po prostu nie mogłem wytrzymać, bo tam aż roiło
        sie od uproszczeń półprawd i jakiegoś takiego ideologicznego
        zacietrzewienia. Dlatego zareagowałem.

        Mnie się wydaje, że siła gospodarcza danego kraju, czy siła w ogóle
        zalezy dziś przede wszystkim od zdolności do generowania nowych
        technologii od innowacyjności, od zdolności do zmian. W USA nadal
        mechanizm rynkowy i nauka działa w tych aspektach chyba
        najsprawniej. Chociaż rzeczywiście od 2-3 lat dynamika wydajności
        pracy jakby zmalała. I jeśli już szukać jakiegoś powodu dla którego
        pozycja USA miałaby ucierpieć, to według mnie taki systematyczny
        spadek dynamiki wydajności pracy/produktywności byłby najbardziej
        niepokojacym sygnałem. Ale akurat o tym Eva nic nie pisze.

        USA
        • onufry.zagloba Mysle, pagyo, ze to pulapka owego kryterium 19.08.07, 21:58
          "spadku wydajnosci", bo jest z tym w US zapewne tak samo jak w UK.
          Wiaze sie to z przenoszeniem prac prostych do panstw III Swiata,
          gdzie owe wskazniki wydajnosci (ustalana dla produkcji, powiedzmy to
          sobie bez ogrodek; nie zas dla ruszania glowa) zaczynaja pracowac na
          Chiny, Indie czy Indonezje. Niemniej w kraju pozostaja stanowiska
          pracy dla najlepiej wykwalifikowanych: od projektantow po
          marketingowcow.
          Inna rzecz, ze pozostaja takze owe rzesze bezrobotnych "roboli"
          obciazajacych - przynajmniej w UK - dosc znacznie budzet panstwa.
          Stad i wielki wrzask (choc to musztarda po obiedzie, gdyz przez
          wiele lat polityka spoleczna stawiala sens ksztalcenia pod znakiem
          zapytania) o ksztalcenie owych bezrobotnych "roboli", jakby kazdy z
          nich mogl zostac konstruktorem czy wynalazca:)
        • eva15 Re: pagyo i eva15 19.08.07, 22:30
          Hej, naprawdę brzydko dyskutujesz. To nie eva15 straszy Chinami, i
          to nie jakiś evy wymysł. To Chiny same straszą USA otwarcie i
          najbezczelniej w świecie. Ja ten FAKT przytoczyłam i podałam
          stosowny link źródłowy.
          • pagyo Re: pagyo i eva15 20.08.07, 02:32
            Czepiasz się,

            OK. Przytoczyłaś, ale z przekonaniem, że to jest poważne zagrożenie
            dla USA.

            A ja starałem sie wykazać, że strachy na Lachy.
            • eva15 Re: pagyo i eva15 20.08.07, 02:34

              Ooo, to ty nawet już wiesz, jakie mam przekonania?
              • pagyo Re: pagyo i eva15 20.08.07, 03:18
                Wiem, antyamerykańskie.
                • eva15 Re: pagyo i eva15 20.08.07, 17:48

                  pagyo napisał:

                  > Wiem, antyamerykańskie.

                  Ooo, jesteś z tej inteligentnej frakcji: kto nie z nami ten
                  przeciwko nam? Kto nas krytykuje, jest nienawidzącym nas wrogiem itd?

                  Serio myślisz, że krytyka US-polityki i gospodarki to już
                  antyamerykanizm? Co wobec tego jest krytyką? Pewnie coś takiego NIE
                  istnieje, nie ma prawa istnieć wobec Imperium Dobra twoim zdaniem?
                  • pagyo Re: pagyo i eva15 20.08.07, 22:19
                    Nie, nie myślę
                  • pagyo Re: pagyo i eva15 20.08.07, 22:20
                    Nie, nie jestem z tej frakcji

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka