jankowski1960 16.10.07, 13:51 do przodu Polsko:) precz z pisowem! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
bambambama Dzieki za info! 16.10.07, 14:17 Wlasnie sie zarejestrowalem do OKW w Dublinie. ps.Bede glosowal na PiS. Odpowiedz Link Zgłoś
inzynier2 Dlaczego nie można głosować przez pocztę? 16.10.07, 14:20 Mieszkam w Dallas w Teksasie. W polskim konsulacie w Los Angeles (mój rejonowy konsulat) powiedziano mi, że aby głosować to muszę tam osobiście się stawić. Niemcy mieszkający w Stanach mogą głosować przez pocztę! Przecież niewiele osób pojedzie 2000 km do konsulatu aby głosować. Jedynie Polacy mieszkający w Chicago i Nowym Jorku mogą łatwo głosować w tamtejszych konsulatach. Odpowiedz Link Zgłoś
osatnia Re: Dlaczego nie można głosować przez pocztę? 16.10.07, 15:20 ...bo Niemcy generalnie moga glosowac listownie, nawet w Niemczech. W Polsce wyborca musi sie stawic osobiscie. Odpowiedz Link Zgłoś
wojtek4567 Dziś ostatni dzień dla Polaków za granicą, by w.. 16.10.07, 14:23 wytarczy wyslac maila do polnocy: wazne by bylo w nim imie, mazwisko, data i miejsce urodzenia, imie ojca, seria i numer dowodu osobistego lub paszportu, data wydania dokumentu, numer PESEL i adres zameldowania w polsce (lub za granica jeli nie posiadacie meldunku w polsce). szkoda, ze mozemy za granica glosowac tylko na liste warszawska. NIE ZMARNUJCIE WASZEGO CENNEGO GLOSU! Odpowiedz Link Zgłoś
rakunica Kto zyw do zniw 16.10.07, 14:45 Wykosic czerwonych i rozowych! Emigranci - to im zawdzieczamy tulanie sie po obczyznie zamiast pracowac i zyc jak ludzie wsrod swoich. Zrobmy kawal sondazom. Wytnijmy partie aferalow. Jej przedstawiciele to dawniejsza UW/UD/KLD z Balcerowiczem na czele. Wszyscy powinni odpowiedziec za wywlaszczenia, nasze emigracje, nadziewanie sobie kieszeni kosztem spoleczenstwa. To skandal, ze w dobie internetu i satelitow ludzie musza jechac kilka tysiecy kilometrow zeby oddac swoj glos. Drugim skandalem jest to, ze ci, ktorzy maja lokal wyborczy pod nosem nie racza podniesc kupra w imie "wszyscy politycy to dziwki". Mysle ze nie wszyscy, a na dziwki rzeczywiscie szkoda naszych glosow nawet jak twierdza, ze sa damy. Powinien byc przymus glosowania w Polsce i grzywny za bojkoty wyborow. Kazdy odpowiada za swoj wybor. Od tego na kogo glosujemy zalezy co zrobia z naszym krajem. A politycznym dziwkom trzeba pozakladac pasy cnoty zeby sprawowaly sie w miare przyzwoicie. Recydywistek nie wybierac. Anna Kozlowska w Ottawie od 1996 weteranka emigracji pomagdalenkowej Odpowiedz Link Zgłoś
asiowy na listę wyborczą? 16.10.07, 14:48 na listę wyborczą, czy raczej do spisu wyborców/głosujących???!!! Odpowiedz Link Zgłoś
moherfucker1 Re: Dziś ostatni dzień dla Polaków za granicą, by 16.10.07, 14:48 olewam te wybory, debaty i politykow. Nie glosuje i jestem z tego dumny. Zaden baran nie bedzie firmowal swojej poselskiej pensji moim nazwiskiem. Odpowiedz Link Zgłoś
wiewioornakrancuswiata Dziś ostatni dzień dla Polaków za granicą, by w.. 16.10.07, 14:49 Seoul zwarty i gotowy - w niedziele pojdziemy glosowac! Odpowiedz Link Zgłoś
rakunica W Anglii glosuja na PO 16.10.07, 17:18 Wg sondazy. Oszczędne gospodarowanie prawdą Niedziela, 7 października 2007 Wyprawy po głosy do Wielkiej Brytanii prezentowane są po powrocie do kraju jako niekończące się pasmo sukcesów. Towarzyszą im w mediach buńczuczne obietnice „zmiażdżenia” przeciwnika „na Wyspach”. Rzeczywistość różni się jednak od prezentacji medialnej. Odwiedzający truchtem Anglię, Szkocję i Irlandię Donald Tusk został wygwizdany podczas spotkania w Polskim Ośrodku Społeczno Kulturalnym w Londynie, gdzie występował z Radkiem Sikorskim u boku. Dostało mu się, gdyż nie zaprezentował żadnych konkretów. Obecni na sali oczekiwali propozycji rozwiązań PO adresowanych do pracujących zagranicą, a nie deklaracji, że mówca chce usłyszeć pomysły emigrantów na powrót do kraju. Spotkaniu w POSK towarzyszyło potężne zainteresowanie i wielu ludzi nie zmieściło się w największej sali, jaką „polski Londyn” ma do dyspozycji. Atmosfera była gorąca i tak bohaterowi dnia nieprzychylna, że zakończył spotkanie z potencjalnymi wyborcami sporo przed czasem, a pod koniec słychać było jak bezradnie szepce do towarzyszących mu osób „Boże... pomóżcie mi”. Dyskretna ewakuacja z budynku nie powiodła się, gdyż przed ośrodkiem czekała na lidera PO liczna grupa tych, którym nie udało się wcisnąć do środka. Tam też padły niewygodne pytania i mało wybredne komentarze oraz zarzut, że przyjeżdża do Londynu, kiedy potrzebne mu są głosy, a wcześniej to go nie było. Odpowiedź, że nie chciał się „narzucać” nie trafiła do przekonania słuchaczy. Raczej ich zniesmaczyła. Nie wiele lepiej było w Szkocji. Nie pomogło wymalowanie na policzkach małych flag Szkocji z krzyżem św. Andrzeja. Atmosfera na biesiadzie w Kirkcaldy była wprawdzie sympatyczniejsza niż w POSK, ale komentarze i zarzuty stawiane po wypowiedziach lidera PO były podobne: brak konkretów, unikanie jasnych odpowiedzi, lekceważenie Polaków pracujących zagranicą. ”Niestety chodzi mu tylko o głosy, a potem żegnajcie mam was gdzieś ....” – napisał jeden z rozżalonych na forum „Szkocja.net”. Innego zirytowała wypowiedź Tuska, że jego wyprawa do Szkocji była „intymna i wzruszająca”. Swej irytacji dał wyraz w barwnym komentarzu: „ jest kampania wyborcza a Tusk jedzie sobie ‘intymnie’ w poszukiwaniu głosów. To nie jest dno. To jest metr pod mułem.” Falstartem rozpoczęło się spotkanie w Glasgow, gdzie lider PO planował wystąpić wspólnie z Arturem Borucem, gwiazdą miejscowego klubu piłkarskiego Celtic i bożyszczem lokalnej Polonii. Boruc odmówił zaszczytu stwierdzając, że nie chce, żeby jego nazwisko kojarzono z jakimkolwiek ugrupowaniem politycznym. W Dublinie nie mogło być wiele lepiej, gdyż sam Donald Tusk porównywał to spotkanie do londyńskiego i nie krył, że było „gorące”. Irlandzkie komentarze nawiązywały raczej do zaproszenia lidera PO przez związek zawodowy SIPTU (The Services, Industrial, Professional and Technical Union). Donald Tusk wystąpił w związkowym Liberty Hall, co dało asumpt do zgryźliwych uwag, że twórcy związku przewracają się grobach widząc jak w ich lokalu przemawia lider partii opowiadającej się za „prywatyzacją wszystkiego, co się rusza i nie rusza”. Oczywiście nie brak też ludzi zadowolonych i pozytywnych komentarzy, ale przechwalanie się w Polsce zamorskimi sukcesami i szumne zapowiedzi „zmiażdżenia” to przesada. Ramy politycznego marketingu są wprawdzie elastyczne, ale za oszczędne gospodarowanie prawdą można słono zapłacić przy urnie. Przynajmniej w brytyjskim życiu politycznym. Rafał Brzeski - Londyn Odpowiedz Link Zgłoś
turpin Re: W Anglii glosuja na PO 16.10.07, 21:50 > Obecni na sali oczekiwali propozycji rozwiązań PO > adresowanych do pracujących zagranicą, To niby czego te siroty po gierkowskim dobrobycie oczekiwały? Że skarb Najjaśniejszej Rzeczpospolitej zacznie im wypłacać becikowe? Darmowej kiełbasy jałowcowej przesyłanej do Londynu i finansowanej z budżetu IV RP? Ludzie -- wyjechaliście, to dbajcie sami o siebie, a jeśli czegoś od jakiegoś rządu wymagacie, to niech to będzie rząd JKM, bo temu płacicie podatki. Dziwną publiczność Donald sobie zgromadził... Swoją drogą 'internetowy sondaż' Gazety jest wzorem partactwa metodologicznego. 'Stara' Polonia w Anglii stoi murem za PiSem, a Londyński Dziennik Polski jest bardziej pro-PiSowski, niż Jacek Kurski. Ci ludzie nie korzystają raczej z internetu, a na wybory mogą stawić się tłumnie, jeśli tylko wygrzebią polskie paszporty. Odpowiedz Link Zgłoś