czlowiek_ksiazka
03.11.07, 13:01
Andriej Piontkowskij jest człowiekiem jaskiniowo nienawidzącym
Putina, a wielu sądzi, że również Rosji - tak w ogóle, za
całkoształt.
Tekścior Piontkowskiego pojawia się z cyklu "Z Rosji o Rosji" i jest
tak samo o tej Rosji wiarygodny, jak wiarygodny byłby np. artykuł
ojca Rydzyka o eutanazji czy liberałach.
Demokratyczny red. Piontkowskij nie rozumie mechanizmów demokracji.
Może dlatego, że kolegą z demokratycznego, anty-putinowskiego obozu
redaktora jest niejaki Limonov - narodowy bolszewik, który zachowuje
specyficzny stosunek do demokracji.
Piontkowskij pisze o Ługowym per: "I za co takie zero ma wejść do
Dumy?" Właśnie w demokracji "takie zero" może wejść do parlamentu,
jeśli wybiorą go ludzie, którzy wiedzą o nim tyle samo co
Piontkowskij. Niestety, demokracja w Rosji nie jest jeszcze
doskonała i skłąd parlamentu nie jest odgórnie ustalany przez
zainteresowanych demokratów, takich jak Piontkowskij czy bolszewik
Limonov. W Polsce też do parlamentu trafiały róże "zera", a
to "zero" Ziobro - jak nazwał (zgodnie z regułami zaawansowanej
demokracji - tej egzotycznej, środkowo- i wschodnioeruopejskiej)
posła partii konserwatywnej były "lewicowy" premier, a to "zera" z
Samoobrony, etc.
Po przeczytaniu wypocin Piontkowskiego dalej nie rozumiem dlaczego
Andriej szydzi z tego zdania:
"Nikomu sprawa Politkowskiej nie przyniosła tyle niezasłużonych
policzków jak Putinowi".
Nie widzę tu przekłamania. Teza jest ciekawa i w przekonywujący
sposób - jasna i oczywista. Cała "postępowa" Europa iImperium Dobra -
głównie ich wolne i niezależne media oraz wszelkiej maści
niezależni, demokratyczni eksperci przez długie miesiące
niezasłużenie krzyczeli, a raczej darli się, że to Putin jest winny.
Czy może było inaczej?
Może jakiś ekspert forumowy wyjaśni gdzie tkwi błąd w moim
rozumowaniu?