Dodaj do ulubionych

Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotyków

05.03.08, 15:27
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4992077.html
skutki odczuwamy do dzisiaj, w Polsce przyprawiają winkiem (białym
zresztą)potem mówią, że to krew,no i takie tam różne ciekawostki
youtube.com/watch?v=KHoe8S_HF7s&feature=related
Obserwuj wątek
    • nick3 Sacred Mushroom 05.03.08, 16:49
      To jest bardzo ciekawy temat;-)

      Link do sławnej książki prof. J.M. Allegro "Sacred Mushroom and the
      Cross":

      www.amazon.com/Sacred-Mushroom-Cross-Christianity-Fertility/dp/0340128755/ref=pd_bbs_sr_2?
      ie=UTF8&s=books&qid=1204730595&sr=1-2

      Allegro na podstawie swoich wieloletnich badań twierdził ni mniej,
      ni więcej, tylko że Jeszua był... grzybem halucynogennym (a zgoła
      nie człowiekiem:)

      Ktoś jak Mescalito szamanów meksykańskich. Duch Rośliny ("Kto
      spożywa Moje Ciało...")


      Prof. Allegro był liczącym się znawcą kultur starożytnego Bliskiego
      Wschodu i jedynym naukowcem-ateistą w komisji badającej
      przechowywane w watykanie Rękopisy z Qumran (przedchrześcijańskie
      święte teksty nieznanej sekty żydowskiej (?) decydujące, być może,
      dla zrozumienia chrześcijaństwa. Zadziwiające analogie z
      Ewangeliami. Pojawia się w nich np. człowiek zwany Synem Bożym.)

      Krótki filmik o postaci Johna Allegro:

      vids.myspace.com/index.cfm?fuseaction=vids.individual&videoid=12542597


      Allegro po opublikowaniu swojej książki został kompletnie
      zdyskredytowany przez środowisko qumranologów (w zdecydowanej
      większości wierzące). Zmarł w niesławie, choć właściwie nikt nie
      dyskutował z jego teorią.
      • abhaod Re: Sacred Mushroom 05.03.08, 17:12
        Jeszua na grzybach, nono, ciekawa teoria ;)podobno zmarł w Kaszmirze, gdzie do
        dzisiaj pokazują jego grób, do niektórych teorii ludzkość musi dojrzeć :-) i
        dlatego z niektórymi teoriami się nie dyskutuje :-)
        www.racjonalista.pl/kk.php/s,1748/q,Jezus.w.Indiach
      • abhaod Re: Sacred Mushroom 05.03.08, 17:20

        http://images.google.de/imgres?imgurl=http://www.gwiazdy.com.pl/13_02/img/5-3.jpg&imgrefurl=http://www.gwiazdy.com.pl/13_02/5.html&h=220&w=202&sz=28&hl=pl&start=16&um=1&tbnid=LTNgkl-fZ_50wM:&tbnh=107&tbnw=98&prev=/images%3Fq%3Djezus%2Bw%2Bkaszmirze%2Bgr%25C3%25B3b%2Bfoto%26um%3D1%26hl%3Dpl%26rlz%3D1B3GGIC_deDE237DE237%26sa%3DN
      • abhaod Re: Sacred Mushroom 05.03.08, 17:21

        www.gwiazdy.com.pl/13_02/5.html
        • barbara44 teraz wiadomo czym sie mihnik zaprawia 05.03.08, 19:23
          i dlatego pisza takie glupstwa
          • mis22 Może będziemy mieli lepsze kadzidło? 05.03.08, 19:43
            Prof. Shanon odkrył jak zbliżyć się do Boga. Trzeba dodać
            odpowiednie składniki do kadzidła aby wierni podczas mszy mogli też
            mieć podobne odczucia. Gdy młodzież o tym się dowie to kościoły znów
            się zapełnią.
            • nick3 Prorocy hebrajscy zabrali swoje sekrety ze sobą:) 05.03.08, 23:15
              Dobrego kadzidła nie trzeba byłoby ulepszać:)

              Kadzidło, mirra i zapewne jeszcze inne mikstury - to były
              tradycyjnie stosowane w religii hebrajskiej substancje o cechach
              psychoaktywnych.

              Także (a raczej przede wszystkim) w celach religijnych.

              Podnóże drzewa wydzielającego psychodeliczne opary żywiczne
              (sykomory) było tradycyjnym miejscem na prywatne praktyki modlitewne
              świątobliwego żyda. Pamiętasz Natanaela (z Ewangelii Jana 2)?
              (A tak swoją drogą - dlaczego akurat te słowa Jezusa nagle go
              przekonały, że powinien zostać uczniem?)

              Zdziwiłabyś się, jak często temat roślin halucynogennych pojawia się
              w życiu proroków opisanych w Biblii!

              Tylko że my tych szczegółów już nie wyłapujemy, bo ani my,
              czytelnicy, ani nawet sami autorzy dostępnych nam tłumaczeń Biblii,
              nie znamy roślin palestyńskich, ani nie interesujemy się detalami
              tekstu Biblii wskazującymi na dawne praktyki z nimi związane.

              Także opisywane w Biblii wizje proroków często są na tyle
              charakterystyczne dla rozmaitych roślin, że niektórzy dobrze z
              tematem obeznani (jak zapewne prof. Shannon:) potrafią rozpoznać,
              pod wpływem czego powstały.


              To ciągle jeszcze mało zbadany temat, a przecież jakoś ważny.
              • nick3 Choć może nie wszystkie... 07.03.08, 16:18
                Ciekawego przyczynka do tematu dostarcza post internauty
                podpisującego się 'hapita':

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=76617429&a=76652380

                "Drogi bracie w wierze snow21, interes mam nieobrzezany,odwiedziłem
                wszystkie miejsca kultu Maryji w świecie.Tylko Gwadelupa mi
                uciekła,ale się postaram.Rozmawiam z księżmi ale też rabinami i
                imamami.Nie lubię jednak jak religie robią z człowieka przygłupiego
                niewolnika.Tak na marginesie.:Nad Jerycho jest Góra Kuszenia i 2000
                lat temu uprawiano tam roślinki,które tak jak i dzisiaj przynosiły
                największe dochody - oczywiście narkotyki.W teren ten przychodzili
                ludzie z ówczesnych dużych miast,którzy mieli powyżej nosa
                wynaturzeń życia codziennego,na tzw laury pustelnicze.Nie jedli.Pili
                wodę z akweduktu Machabejczyków - istnieje do dzisiaj i dalej
                prowadzi wodę.No i ducha wspomagali tymi roślinkami, musieli mieć
                niezłe widzenia."


                Gdyby zebrać takie rozrzucone, gdzieś tam trwające takie tradycje,
                byłoby naprawdę sporo materiału dowodowego.

                Ponieważ historią tradycji biblijnych zajmowali się do tej pory (i w
                większości nadal się zajmują) głównie teologowie rozmaitych wyznań,
                więc nikt nigdy nie prowadził badań historycznych pod tym kątem.

                Dlatego ilość faktów, na jakie z miejsca napotyka uczony, który
                zajmie się tematem, budzi niedowierzanie.


                (Artykuł o Shanonie we wczorajszym Guardianie:

                www.guardian.co.uk/world/2008/mar/06/religion.israelandthepale
                stinians )
              • uniaeuropejska1 Re: Prorocy hebrajscy zabrali swoje sekrety ze so 10.03.08, 13:21
                Żywiczny opar sykomory halucynogenny? Tylko twoje
                spekulacje.Narkotyki trzeba raczej odpowiednio przygotować,sama
                wydzielina {bezpośrednio wyciekła} z jakiejkolwiek rośliny nie ma
                działania narkotycznego.
                • nick3 Re: Prorocy hebrajscy zabrali swoje sekrety ze so 10.03.08, 16:51
                  uniaeuropejska1 napisał:
                  > Narkotyki trzeba raczej odpowiednio przygotować,sama
                  > wydzielina {bezpośrednio wyciekła} z jakiejkolwiek rośliny nie ma
                  > działania narkotycznego.

                  Nie masz racji.

                  > Żywiczny opar sykomory halucynogenny?

                  Żywica sykomory ze względu na swoje właściwości była przedmiotem
                  zainteresowania ludów Bliskiego Wschodu od czasów bardzo dawnych.

                  Także wśród Żydów. Istniał zawód "nacinacza sykomór" (czyżby kogoś w
                  rodzaju starożytnego dilera?:)

                  W Biblii czytamy, że prorok Ozeasz był takim "nacinaczem sykomór".

                  Natomiast, czy opary żywicy moga mieć wpływ wizyjny? Przyznaję, że
                  to była moja spekulacja.

                  Ale wiadomo, że istniało mnóstwo tradycji praktyk religijnych, które
                  były niespisywane (także wśród Żydów). Często dotyczyło to właśnie
                  szczegółów najistotniejszych.


                  • donq Re: Prorocy hebrajscy zabrali swoje sekrety ze so 11.03.08, 21:16
                    > W Biblii czytamy, że prorok Ozeasz był takim "nacinaczem sykomór".

                    A gdzie, bo nie mogę znaleźć?

                    DonQ
                  • uniaeuropejska1 Re: Prorocy hebrajscy zabrali swoje sekrety ze so 12.03.08, 13:33
                    Piszesz,że nie mam racji,nie przedstawiasz jednak żadnych dowódów na
                    przeciwną tezę.Przez odpowiednie przygotowanie rozumiem także
                    podgrzewanie,suszenie,zmielenie części rośliny bądź jej
                    wydzieliny.Narkotyk nie musi być wyprodukowany w laboratorum w
                    drodze syntezy chemicznej.Otóż z tego,że prorok Ozeasz był
                    nacinaczem {możliwe,że wydzielina z tej rośliny wypływała dopiero po
                    pewnym czasie,stąd nacinacz nie znaczy zbieracz} sykomór nie
                    wynika,że miała jej wydzielina miała jakiekolwiek właściwości
                    halucynogenne.
                    • uniaeuropejska1 Re: Prorocy hebrajscy zabrali swoje sekrety ze so 12.03.08, 13:35
                      Errata:w ostatnim zdaniu wyraz miała zbędnie powtórzony.
                      • nick3 Kadzidło. 12.03.08, 15:10
                        Na wstępie chcę podziękować za racjonalną i spokojną formę
                        zdecydowanego (ale tym razem według mnie bardzo cennego!)
                        sceptycyzmu wobec moich postów.

                        Nie cenię "sceptycyzmu" tam, gdzie sprowadza nas on "do porządku",
                        tj. w utarte koleiny myślenia (np. tak: "Co??? Doświadczenie Boga a
                        odlot narkotykowy???")

                        Taki "sceptycyzm" nazywam zasadnie uprzedzeniem, bo z góry utrudnia
                        zgłębienie nowych perspektyw przedstawiając je jako niewiarygodne (a
                        tak naprawdę - niestosowne, 'tabu').

                        Nowym "obrazoburczym" koncepcjom należy się więc wręcz jakby
                        szczególniejsza uwaga, właśnie dlatego, że mamy wobec nich odruchowe
                        irracjonalne lekceważenie.

                        Ale wobec autentycznego sceptycyzmu czuję się najpoważniej
                        zobowiązany.

                        Primo: pomyliłem się chyba z Ozeaszem. To był Amos. Nie mam 3 tomu
                        Biblii w domu. Szukałem w necie. Jest to bodaj Am 7,14. Może jeszcze
                        gdzieś indziej.

                        Zagadkowy zawód "nacinacza sykomór" połączyłem z dziwnym powołaniem
                        Natanaela, które dokonało się momentalnie, tak jakby Natanael
                        rozpoznał kogoś znanego w Jezusie, gdy ten powiedział "Widziałem cię
                        pod sykomorą". Natanael, jak czytamy, był pod tą sykomorą
                        (tradycyjne miejsce na takie praktyki) na swoim tradycyjnym
                        żydowskim odosobnieniu modlitewnym. Jest zrozumiałe, że jeśli w
                        pewnym momencie rozmowy z Jezusem dokonało się rozpoznanie postaci z
                        wizji - wrażenie mogło być na tyle ogromne, że uzasadniałoby to
                        decyzję Natanaela. Inaczej niezrozumiałą.

                        Nie jestem tylko pewien, czy to drzewo, pod którym tradycyjnie modli
                        się poszcząc pobożny Żyd to sykomora (ale gatunek na pewno jest
                        przez tradycję żydowską wskazany!)

                        Dla teorii psychodelicznej rzeczywiście zdecydowanie bardziej
                        sugestywna byłaby silnie halucynogenna bliskowschodnia odmiana
                        akacji (po hebrajsku 'szita').

                        Bez wątpienia była ona dla Żydów drzewem o ogromnej wartości, gdyż
                        to z jej drewna uczynino Arkę Przymierza, na którą poza akacją
                        składały się tylko najbardziej drogocenne wówczas materiały.

                        Wzmianka w Talmudzie mówi, że Płonący Krzew był właśnie
                        bliskowschodnią akacją.

                        Bliskowschodnia akacja była świętym symbolem nieśmiertelności dla
                        starożytnych Egipcjan. Wyrosła z grobu zabitego Ozyrysa i na trzeci
                        dzień Ozyrys się z niej odrodził. Jej gałąź do dziś jest jednym z
                        głównych symboli masonów.

                        Do dziś Beduini składają sobie przysięgi pod drzewem akacji.

                        Jest wiele szczegółów poszlakowych dowodzących licznych związków
                        hebrajskiego doświadczenia religijnego z halucynogenami:

                        Szczegóły sposobu pojawiania się "manny" do złudzenia przypominają
                        szybkie pojawianie się grzybów psylocybinowych, które rosną na
                        pustyni synajskiej.

                        Pojawiła się na ten temat praca naukowa:

                        Merkur, D., 2001. The Psychedelic Sacrament.
                        Rochester, VT: Park Street Press.

                        Także w kontekście dawnej "manny" w Nowym Testamencie Jezus zachęca
                        do spożywania "jego ciała", które już naprawdę będzie "chlebem
                        żywym" (wątek, który, jak wspomniałem, rozważał Allegro).

                        Inny przykład:

                        Według "Starożytności Żydowskich" Józefa Flawiusza najwyższy
                        Arcykapłan żydowski nosił mitrę którą ozdabiał złoty wizerunek
                        rośliny, której łacińska nazwa brzmi Hyoscyamus. Jest to roślina
                        bardzo silnie halucynogenna.

                        Najważniejsze jest chyba jednak kadzidło. Ofiara kadzielna była
                        podstawowym elementem rytuału kultu żydowskiego. Właściwie bez niej
                        nic się nie obywało.
                        Jeśli chcemy sobie wyobrazić starożytny żydowski kult, to musimy go
                        sobie wyobrażać w nieustających oparach kadzidła.

                        (Także w Nowym Testamencie 'chmura' (dymu) jest atrybutem świętych
                        spraw)

                        Skład kadzidła (ktoret) był tajemnicą rodu kapłańskiego.

                        Palenie kadzidła przez ludzi do tego niepowołanych kilkakrotnie
                        kończy się fatalnie. Np. Ozeasz (tym razem król Północnego
                        Królestwa, a nie wzmiankowany prorok) palił kadzidło przed ołtarzem
                        bez zgody kapłanów i nagle zobaczył, ze cały jest pokryty trądem
                        2Krn 26,19 .

                        Badacze starożytności dotarli jednak do wiadomości ze jednym z
                        ważnych składników kadzidła było coś co się nazywało 'knei bosem'.

                        Juz od dawna dyskutowana jest hipoteza, że to coś bardzo nam
                        znajomego:

                        Benetowa, S., 1967 [1936]. “Tracing One Word
                        through Different Languages,” in G. Andrews and S.
                        Vinkenoog (eds.), The Book of Grass: An Anthology
                        of Indian Hemp (pp. 15–18). New York, NY: Grove
                        Press.

                        Bennett, C., and McQueen, N., 2001. Sex, Drugs,
                        Violence and the Bible. Gibson, British Columbia:
                        Forbidden Fruit.


                        Greckie słowo kanabis i związany z nim czasownik kanabizein
                        (oznaczający czynność palenia marihuany, także u Greków - sakralną)
                        nie brzmią grecko.

                        Wyglądają na zapożyczenie z jakiegoś języka semickiego.

                        Jest całkiem prawdopodobne, że owa hebrajska 'knei bosem' to
                        właśnie 'kanabis' Greków.


                        Ogromną (i nad podziw solidnie uargumentowaną) dokumentacją używania
                        psychodelików w celach sakralnych w Starym i Nowym Testamencie
                        dysponują kościoły koptyjskie i etiopskie.


                        PS. Referencje Shanona zasługują na szacunek:


                        pluto.h..i.ac.il/~bshanon/

                        • abhaod Re: Kadzidło. 12.03.08, 15:27
                          dodam do tego, że wywoływanie stanów mistycznych dokonuje się do dzisiaj w
                          masowej skali, także w społeczeństwach zachodnich, palenie "konopi" popularne
                          jest w olbrzymich kręgach intelektualistów na Zachodzie ( i w Polsce), 80%
                          młodzieży paliło już "trawkę", nie wspomniałeś o LSD, zawartym w sporyszu, Jezus
                          mówi o tym " ja jestem chlebem żywym"...
                          • nick3 Re: Kadzidło. 12.03.08, 16:07


                            '...wiele do powiedzenia, ale na razie znieść nie możecie' ;-)
                          • nick3 'Doświadczenia mistyczne w masowej skali'? 12.03.08, 16:36

                            Jestem egalitarystą i wierzę, że ważne rzeczy mogą i powinny stać
                            się udziałem wszystkich.

                            (Co więcej są dobre świadectwa histroryczno archeologiczne, że
                            niegdyś - były.)

                            Ale mam jednak pewne zastrzeżenie do twoich optymistycznych
                            sformułowań.

                            Profesor Zimbardo w swoim klasycznym kompendium psychologii pisze o
                            doswiadczeniach związanych z psychodelikami i odnotowuje, że obecnie
                            w społeczeństwach zachodnich już tylko ok. 3% doświadczeń wywołanych
                            tymi substancjami ma charakter doświadczenia mistycznego.

                            Tymczasem w latach 60-tych (według tego samego podręcznika) liczba
                            ta wynosiła niemal 50%!

                            A więc (tu jakby pojednawczy ukłon w stronę ludzi sceptycznie
                            nastawionych do mistycznego potencjału psychodelików) mistyczne
                            doświadczenie psychodeliczne nie jest prostym mechanicznym skutkiem
                            samego działania substancji.

                            Działanie substancji psychoaktywnej est w dużej mierze także efektem
                            kultury. I zmienia się wraz z nią.

                            (Wystarczy przypomnieć nawet nasze poczciwe wino, które starożytny
                            Grek - zdrowy dorosły mężczyzna! - musiał rozcieńczać pół na pół
                            wodą, gdyż inaczej groziło mu szaleństwo. Takie jak na przykład było
                            udziałem Bachantek, które właśnie piły wino nierozcieńczone wodą.

                            My dziś możemy się alkoholem nawet kompletnie zamroczyć, ale nikomu
                            nie przychodzi do głowy obawiać się w związku z jego użyciem -
                            szaleństwa;)
                            • abhaod Re: 'Doświadczenia mistyczne w masowej skali'? 12.03.08, 18:47
                              szanowny nicku, znam 70-latków jarających jointy jednego za drugim, i walących
                              obraz za obrazem, i jeszcze nieraz, w ciężkich chwilach, powracam myślą do
                              Amsterdamu, lulek do wyboru, grzybków świecących, różnokolorowych siedzących
                              przy "tece" i bujających w przepaściach transcendencji......przypomina mi się
                              80-cio letni Siwaita idący na 400-u kilometrową pielgrzymkę z dwoma uczniami , w
                              przerwach medytującego i zaciągającego się "fają" podając ją uczniowi
                              ....:)dawne to czasy, ale dzisiaj? kto bierze dziś "tripa" ? ewentualnie wrzuci
                              "ekstaza", młodzież zaprawia się ciężkim towarem, bo i czasy niewesołe, nie
                              chcesz skończyć na ulicy- musisz brać udział w wyścigu szczurów...ale zajrzyj na
                              kursy medytacji, internetowy kurs kabały- to 600 osób z całej Europy, ludzie jak
                              nigdy dotąd szukają wytchnienia w mistyce...bo przecież tak trudno uwierzyć, że
                              po tamtej stronie nic nie ma :-)
                            • abhaod Re: 'Doświadczenia mistyczne w masowej skali'? 12.03.08, 19:05
                              poza tym mała uwaga, to są psychedeliki, psycho jest dla wiadomych osobników
                              ;)ostatnio słuchałem Laudatio prezydenta Szwajcarii na 100-lecie urodzin
                              Hoffmana, odkrywcy LSD, i to on zwrócił, także moją, uwagę :)
                              • nick3 dr Albert Hofmann 16.03.08, 22:20
                                Racjonalizm śiwaicki???;-)

                                no, no, no, abhaod... nie spodziewałbym się...

                                Chyba też jestem jego zwolennikiem:)


                                www.youtube.com/watch?v=XMUknIl6nmg&NR

                                Co do wzmiankowanej przez ciebie nadziei na "coś po drugiej
                                stronie", chcę tylko zwrócić uwagę, że chodzi tu zapewne o "drugą
                                stronę lustra";-)

                                ("Od jednej strony grzyba się rośnie, a od drugiej maleje. A tam
                                jest najpiękniejszy na świecie ogród";-)


                                Ten Lewis Carroll to był swój gość: ksiądz-pedofil, matematyk
                                (badacz logik nieklasycznych!), fotografik (specjalność: akty małych
                                dziewczynek), no i oczywiście pisarz.


                                Najwspanialszą jednak postacią w historii psychodelików jest i chyba
                                juz na zawsze pozostanie doktor Albert Hofmann. Szwajcarski chemik,
                                wieloletni szef działu syntezy koncernu farmaceutycznego Sandoz,
                                odkrywca LSD w 1943 roku.

                                Na zdjęciach z tamtych czasów wygląda jak archetypowy naukowiec,
                                pochylony nad probówkami laborant w białym kitlu, zaprzątnięty
                                całkowicie poszerzaniem obszaru ludzkiej wiedzy.

                                Epopeja zwiazana z błyskawicznie rozprzestrzeniającą się sławą
                                wynalazku całkowicie zmieniła jego życie. A jednak pozostał tym, kim
                                był - człowiekiem o usposobieniu skromnym i pogodnym. I tylko jego
                                zapał badacza chemika przeobraził się, nie bez związku z
                                doświadczeniem psychodelicznym, w o wiele głębszy entuzjazm
                                filozoficzno-mistyczny.

                                Pomimo doskonałego kontaktu, jaki na gruncie wspólnych przeżyć
                                transcendentalnych odnalazł z najrozmaitszymi wariatami z całego
                                świata, Hofmann zachował uroczy styl staroświeckiego niemiecko-
                                języcznego profesora.

                                Oto krótkie wideo z fragmentem wypowiedzi Hofmanna, gdzie odkrywca
                                LSD wygłasza przekonanie (częste wśród wielu wybitnych ludzi, którzy
                                przeżyli doświadczenie LSD), że rzeczywistość odsłaniająca się w
                                przeżyciu psychodelicznym jest najzupełniej realna:


                                www.youtube.com/watch?v=e2AthHmtytk

                                Hofmann w swoim pełnym spokoju stylu nigdy jednakowoż nie krył
                                swojego przekonania o najwyższej wadze, jaką przywiązuje do
                                działania psychodelików i do nadziei, jaką wiąże z nimi na ich
                                przeobrażający wpływ na ludzkość.

                                Wypowiadał się na ten temat wielokrotnie, a także pisał książki.
                                Za zwieńczenie poglądów Hofmanna na tę kwestię można uznać jego
                                przemówienie na poświęconym mu z okazji 100-tnych urodzin Kongresie
                                nt. LSD w Bazylei w roku 2006.

                                Stuletni doktor Hofmann powtórzył w przemówieniu, utrzymanym w
                                niemal proroczym tonie, swoje przeświadczenie, że psychodeliki są w
                                stanie zrewolucjonizować nasze człowieczeństwo, nasze rozumienie
                                tego, kim jesteśmy, czym jest wszechświat i, co za tym idzie,
                                całkowicie przeobrazić istniejące obecnie religie:


                                www.youtube.com/watch?v=dCZDwTQtbDk&feature=related

                                Stuletni doktor Hofmann trzyma się świetnie, cieszy się też, jak
                                widać, doskonałą jasnością umysłu.

                                Zapytany przez dziennikarkę czy uważa, że zażywanie LSD przyczyniło
                                się do długości jego życia i doskonałem formy umysłu, Hofmann odparł
                                z humorem, że jako naukowiec nie może się wypowiadać w tej sprawie,
                                ponieważ musiałby dysponować próbką kontrolną w postaci takiego
                                samego życia - tylko że bez LSD.


                                Żyj dwieście lat, doktorze Hofmannie!!!;-)


                                • abhaod Re: dr Albert Hofmann 20.03.08, 11:55
                                  racjonalizm ? hmm, izmy jak to izmy, niektóre bliższe prawdzie absolutnej...
                                  chciałem tylko zwrócić uwagę, że branie psychedelików, jest praktykowane zarówno
                                  w krk, jak i w siwaizmie i innych religiach, ja nie biorę na "podkręcanie
                                  rzeczywistości" od dawna :-)wystarcza mi codzienność ...i sny :-) wolałem
                                  "Małego Księcia", istnieniem prawdy absolutnej zajmuje się ludzkość od momentu,
                                  gdy pierwszy człowiek zadał sobie pytanie jaki jest cel jego istnienia, i tak
                                  już od tysięcy lat, od Adama ;)przez Hofmanna i nas, będzie sobie to pytanie
                                  zadawała, pytanie odnawiane cały czas, czy to w wyniku spekulacji
                                  intelektualnych, filozoficznych, czy teologicznych, odpowiedź znajduje każdy z
                                  nas osobno...i razem :-)jedną z tych metod jest także to forum ;)
                                  • nick3 Czy forum.gazeta.pl jest aby dobrym snem?;-) 20.03.08, 14:02

                                    Wiem, że nie warto dzielić snów na 'dobre' i 'złe'...

                                    Ale jeśli forum.gazeta.pl to wspólny sen polskiej psychiki, to
                                    przypomina on raczej 'bad trip' niż pozytywne doświadczenie
                                    mistyczne.

                                    Gdyby w moich snach pojawiało się tyle głosów monotonnie
                                    powtarzających do znudzenia te same nieciekawe a sztywne treści,
                                    głosów nastawionych oceniająco i wzgardliwych - to prawdopodobnie
                                    udałbym się na psychoterapię...
                                    • abhaod Re: Czy forum.gazeta.pl jest aby dobrym snem?;-) 20.03.08, 14:41
                                      w zasadzie mam tylko dobre sny :)od jutra śnimy zmartwychwstanie :)))jeżeli nie
                                      potrafię kreować rzeczywistości (jeszcze:) to kreuję trochę forum gazety :)i w
                                      piekle trzeba robić porządki ;)w przerwach między pobytami w niebie...
                                      • nick3 Re: Czy forum.gazeta.pl jest aby dobrym snem?;-) 06.04.08, 21:10

                                        Piekłem - to bym może tego polskiego stanu rzeczy nie nazwał.

                                        Ale Hades jest zupełnie na rzeczy. Miejsce gdzie bytują ludzie
                                        zredukowani do swojej monotonnie powtarzanej czynności-atrybutu
                                        (Tożsamości ;-). Niezdolni do błysku świadomości, do ewolucji, do
                                        przytomnej komunikacji z innymi - jednym słowem do życia.

                                        Cienie.


                                        Taki niestety wyłania się często obraz polskich umysłów z
                                        forum.gazeta.pl

                                        Ale może gdzieś już słychać nieśmiałe wieści o tym zmartwychwstaniu,
                                        o którym piszesz?...

                                        Kto wie... ;-)

                                        • abhaod Re: Czy forum.gazeta.pl jest aby dobrym snem?;-) 07.04.08, 19:01
                                          masz rację, są bardziej piekielne miejsca na ziemi, ale śnić można wszędzie....o
                                          zmartwychwstaniu, rozpiętość snów na forum gw pozwala na swobodne snucie się
                                          snujów :) i ja snujam się czasami dla zapomnienia tożsamości...ewoluując
              • kazik.k Re: Prorocy hebrajscy zabrali swoje sekrety ze so 02.05.08, 12:00
                ciagle nie wiem po co ten bog wodzil ten tlum 4o lat po tej pustyni skoro mogli
                przejsc ta droge przez gora trzy miesiace/czolganiem/?
      • donq Re: Sacred Mushroom 06.03.08, 13:32
        Chyba znowu projekcja, bo kto moze o sobie powiedziec, ze wychowany
        jest na sacred mushroomach i innych srodkach wzmagajacych
        racjonalnosc jak nie najpostypomwszy mistycy?

        Taki mistyk zobaczyl weze dlugie na sto mil po zazyciu odpowiednich
        substancji i od razu, jak lewy umysl nakazuje, doszedl do wniosku,
        ze wszelka mistyka tego rodzaju jest.

        Widzenie swiata przez pryzmat swoich aberracji jest naczelnym
        skladnikiem mysli postympowej. Np. jak postympowiec chce rzadzic
        ludzmi w sposob absolutny, zaraz zarzuca to swoim przeciwnikom.

        Strategia "lapaj zlodzieja", prawdopodobnie swiadoma. Tlumaczyloby
        to wiele agitacji samobojczymi argumentami, jakie ostatnio na forum
        zauwazylem.

        DonQ
        • benek231 Re: Sacred Mushroom 07.04.08, 18:37
          Nie plec bzdur. Od dawna wiadomo, ze mistycy, jak szamani czy czarownicy,
          zazywali sobie grzybka - i stad te ich slynne spotkania IVgo stopnia.
    • kain_brat_abla Re: Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotyk 05.03.08, 20:15
      Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotyków - a ja nie pamiętam jak to z Ablem było.
      • inzynier2 Kain i Abel, narkotyki i alkohol 05.03.08, 21:14
        kain_brat_abla napisała:
        > a ja nie pamiętam jak to z Ablem było.

        Kain i Abel byli dziećmi Adama i Ewy, pierwszych ludzi na Ziemi.
        Kain był pierwszym mordercą w historii ludzkości. Zabił swego brata
        Abla z zadrości, że Bóg bardziej lubił Abla.

        Bóg stworzył alkohol i narkotyki dla ludzi. Badania prof. Sharona
        sugerują, że są one potrzebne ludziom aby mieć niebiańskie odczucia
        i zbliżyć się do Boga. Papież powinien udoskonalić mszę aby nie
        tylko kapłani katoliccy pili wino ale również wszyscy wierni. Prof.
        Sharon może poradzić jak włączyć odpowiednie narkotyki do mszalnego
        rytuału aby katolicy nie byli gorsi od Indian w zbliżeniu do Boga.
    • frank.west Re: Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotyk 05.03.08, 20:47
      A inni naukowcy dowiedli, że Czerwony Kapturek tak naprawde miał zwykłą, flanelową koszule - bez kaptura. Ponadto babcia nie była chora a miała złamaną noge.
      • opt To chyba żadne odkrycie 05.03.08, 22:13
        Od zawsze wiadomo,że cuda,niebiańskie postacie i nie tylko ukazują
        się przygłupom ,pijakom i ćpunom.To,że póżniej na tym inni zbijają
        interes,to już inksza inkszość.
    • eeeee1 Re: Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotyk 05.03.08, 20:58
      to by wyjasnialo gorejący krzew, ktory gadał
    • mg2005 Re: Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotyk 05.03.08, 21:01
      Antysemityzm ?... :0
      • axx611 Re: Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotyk 05.03.08, 21:18
        Nie tyko przewidzenia ale super orgie byly udzialem mojzeszowego
        plemienia. Zatem deprawacja nieletnich,sodomia,gomoria,pedofilia no
        i onanizm jako standart dla wszystkich.Tak trzymac i nie popuszczac.
    • heraldek Religia Zydowska powstala od Cpunow.... 06.03.08, 01:57
      .....Marx mial racje, religia to opium.....
      • 28plk7b Wszystko jasne,naćpani żydzi chcą żadzić światem 06.03.08, 06:06
        narkotyki w genach
        • uniaeuropejska1 Re: Wszystko jasne,naćpani żydzi chcą żadzić świa 06.03.08, 13:59
          Będzie bardziej jasne jak poduczysz się ortografii.
    • witold.us co by lylo gdyby to nie byl zydowski naukowiec 06.03.08, 03:20
      Juz widze nagonka !!!!!!!!!!!!!!!
      gdyby ktos inny sie osmieli watpic, ale to jeden z ich gniazda to wszystko w porzadku. LOL
      • uniaeuropejska1 Re: Ciekawe czy można to mocniej 06.03.08, 14:02
        udowodnić? Np badaniami biochemicznymi zachowanych ciał Izraelitów.
      • uniaeuropejska1 Re: co by lylo gdyby to nie byl zydowski naukowie 12.03.08, 13:39
        Nic by nie było.Zresztą on też pewnie ma w Izraelu przeciwników.
    • nick3 Mistyka "naturalna" i "nadrzyrodzona"? 06.03.08, 17:22
      Jest to rozróżnienie nieuprawnione.


      Doświadczenia mistyczne występują z podobną intensywnością we
      wszystkich tradycjach religijnych świata. A nawet poza nimi.

      To jasne, że teologowie religii Objawienia, uważającego się za
      Jedyne i wyjątkowe, będą musieli dowodzić, że istnieją jakieś
      zasadnicze różnice pomiędzy doświadczeniami mistycznymi ich religii
      a religii giaurów/pogan/gojów.

      Ale im bardziej próbują takie różnice wskazać na materiale
      empirycznym, tym jaśniejsze się staje, że takich różnic nie ma.

      Doświadczenie mistyczne jest zasadniczo jedno, o jednej, dającej się
      wszędzie rozpoznać strukturze.

      Różnice dotyczą jakby 'rozłożenia akcentów' na różne elementy tej
      struktury.

      To zaś zależy od treści mitologii religijnej, w obrębie której dane
      doświadczenie mistyczne miało miejsce.


      Ale ogromny zgromadzony materiał empiryczny zdaje się nieuchronnie
      wskazywać na to, że są to różnice niejako nałożone i drugorzędne
      wobec pewnej wrodzonej zdolności psychiki, która występuje jednako u
      wszystkich narodów i ludzi.


      To ona stanowi źródło wierzeń religijnych, które są wobec niej
      wtórne (tj. są jej następstwem a nie przyczyną).
      • donq Re: Mistyka "naturalna" i "nadrzyrodzona"? 06.03.08, 20:00
        Agitacji nicka3 za pomocą samobójczych argumentów ciąg dalszy.

        Normalnie myślący (racjonalny) człowiek zaobserwowawszy, że przeżycia mistyczne
        są wszędzie podobne, raczej skonstatowałby, że jest to sugestia, że może
        istnieje, jeśli nie Bóg, to chociaż "sfera nadprzyrodzona". Z tego, że przeżycia
        mistyczne są wspólne dla wielu kultur nijak nie wynika, że te przeżycia stanowią
        "źródło wierzeń religijnych".

        Przy okazji wytknijmy raz jeszcze lewą "rzetelność".

        Gdybym ja stwierdził, że ogół ludzkości posiada wspólne cechy, nick3
        zakrzyczałby mnie udowadniając, że "wszystko jest produktem tradycji", czyli, w
        jego rozumieniu, "zamordyzmu". Fruwałyby ludy Trura Bura, Banga Wanga i Utu
        Tutu, u których są jakieś niespotykane gdzie indziej zwyczaje, co ma ponoć
        nieodparcie prowadzić do konkluzji, że "rzeczywistość nie istnieje" (nawiasem
        mówiąc, jeśli tak jest, można by dodać jeszcze inne "ludy", np. z Gwiezdnych
        Wojen czy produkcji fantasy, bo jeśli rzeczywistość nie istnieje, to ich
        rzeczywistość nie istnieje wcale mniej od naszej).

        Wyobraźmy sobie co by było gdyby lewactwo pragnęło zaprzeczyć, że istnieje
        wspólny mistycyzm. Bez wątpienia znalazłyby się ludy amistyczne (jak nie na
        Ziemi, to może na Endorze albo Tatooine - co za różnica), które by poddano
        wszechstronnym badaniom, które nie bez domieszki lewej "rzetelności"
        (pamiętajmy, że dla lewego wszystko jest produktem tradycji, więc lewy nie ma
        powodów by nie tworzyć "faktów" z powietrza a w zgodzie ze swoją tradycją)
        "wykazałyby", że "poprawna wiedzą" jest nieistnienie wspólnego mistycyzmu.

        Tak opracowany materiał (empiryczny jak najbardziej, przecież każdy może
        zapoznać się ogranoleptycznie z "wynikami badań") miałby szansę trafić do
        "najlepszych uniwersytetów", gdzie odpowiednio przeszkoleni studenci pomrukami
        wesołości przyjmowaliby twierdzenia wstecznych rewizjonistów mistycznych, że
        mistyka jest podobna u wszystkich.

        Czy ktoś ma wątpliwości, że to, co nick3 nazywa "nauką" nie zawiera nic więcej
        poza takimi "badaniami"? Ja nie.

        DonQ
        • nick3 Re: Mistyka "naturalna" i "nadrzyrodzona"? 06.03.08, 21:39

          "Bóg, bez cnoty prawdziwej, jest nazwą jedynie." (Plotyn)
          • donq Re: Mistyka "naturalna" i "nadrzyrodzona"? 06.03.08, 22:34
            > "Bóg, bez cnoty prawdziwej, jest nazwą jedynie." (Plotyn)

            Uwaliłeś się grzybkami i to był pierwszy cytat jaki ci wpadł na majaku w rękę?

            Chyba nie uważasz, że ty reprezentujesz "cnotę prawdziwą bez Boga" ani też, że
            ten cytat (jak i wszystko co piszesz) jest jakimkolwiek argumentem za twoimi ydeami?

            DonQ
          • uniaeuropejska1 Re: Mistyka "naturalna" i "nadrzyrodzona"? 10.03.08, 13:11
            Mistyka naturalna czyli jaka? Ponarkotyczna,tak? Osobiście wątpię
            czy to jakakolwiek mistyka,raczej odlot,halucynacje,haj itp.Brak
            dowodów na to,że to co sie widzi czy słyszy w takim stanie to
            przejawy świata nadprzyrodzonego.
            • nick3 Problem obiektywności doswiadczenia mistycznego. 10.03.08, 14:57
              Dowody na "przejawy świat nadprzyrodzonego" w ogóle są kwestią...
              jak by to powiedzieć... dyskusyjną(?) ;-)

              Ale takie "wątpliwości" jak twoje są, przy obecnym materiale
              naukowym, raczej wyrazem utrudniającego poznanie uprzedzenia, niż
              racjonalnego sceptycyzmu.

              Gdybym miał powiedzieć coś krótko na ten temat (o którym wiem
              naprawdę ważkie rzeczy, a także, że są one kroplą w morzu tego, co
              wiedzieć można) - to bym powiedział tak:

              Istnieją mocne naukowe dowody na to, że rozróżnienie na
              doświadczenie "naturalne" vs. "nadprzyrodzone", na "mózgowy odlot"
              vs. "prawdziwą mistykę", a nawet na "spotkanie rzeczywistości
              obiektywnej" vs. "subiektywną halucynację" - okazuje się w
              odniesieniu do coraz szerszego materiału empirycznego zdumiewająco
              nietrafne.

              To temat do fascynującej dyskusji, na którą nie wiem, czy znajdę
              dziś lub jutro czas.

              Zacytuję tylko Eckharta: "Natura jest nadprzyrodzona."

              (Też zapodawał;-) Serio!
              • donq Re: Problem obiektywności doswiadczenia mistyczne 10.03.08, 20:22
                > Ale takie "wątpliwości" jak twoje są, przy obecnym materiale
                > naukowym, raczej wyrazem utrudniającego poznanie uprzedzenia, niż
                > racjonalnego sceptycyzmu.

                Dobre, dobre. Tym się flekować będzie / już się flekuje ludzi.

                Lewak być sceptyk - on racjonalny sceptyk być, postympowy. On nigdy nie być
                uprzedzony. To być dobre.

                Oponent lewaka być sceptyk - ciemny typ to być, utrudniać "poznanie" bo
                uprzedzony być. To być złe.

                Wpisuję do słowniczka - "sceptycyzm" - postawa dostępna wyłacznie umysłom
                postępowym, racjonalnym jak zaleca Rorty i mistycznym jak Dawkins. Polega na
                trudnej sztuce podejrzliwego podchodzenia do argumentów oponentów z jednoczesnym
                całkowitym bezkrytycyzmem jeśli chodzi o własne.

                DonQ
                • abhaod Re: Problem obiektywności doswiadczenia mistyczne 10.03.08, 20:28
                  maleńka dygresja, Dawkins uważa się za agnostyka :-)
                  • nick3 "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 11.03.08, 00:00

                    Coś jak 'giaur' albo 'kafir' u muzułmanów:)

                    "Lewakiem" jest każdy 'poganin', który w chrześcijańskim kraju (USA,
                    Polska:) nie chce ze swoją skazą duchową siedzieć wstydliwie w domu,
                    tylko wychodzi na ulicę i, co gorsza, jeszcze ma coś bezczelnie do
                    powiedzenia.

                    "Lewak" jest to więc klasyczne słowo prześladowcze monoteistów.



                    "Lewakiem" może być socjalista lub anarchista, ale wcale nie przede
                    wszystkim oni! Może nim być też liberał (o ile w porę nie złoży
                    zapewnienia, że jest tylko spokojnym miłośnikiem maksymalizacji
                    zysku korporacji), może być filozof (właściwie każdy mówiący coś
                    nowego od czasów Tomasza z Akwinu:), może być artysta
                    uprawiający "zwyrodniałą sztukę", może być nawet biolog-materialista
                    propagujący ateizm, jak Dawkins.

                    • donq Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 11.03.08, 16:54
                      Mylisz sie bardzo moj drogi. Nie przeprowadzaj projekcji swojego
                      intymnego pojecia "faszysta" na mnie.

                      "Lewak" to ten, ktory cos do kogos mowi twierdzac, ze prawda nie
                      istnieje, zatem nic nie mowi de facto. To ten, ktory twierdzac, ze
                      nie sposob wskazac kryterium wartosciowania i odmawiajac mi
                      zasadnosci przyjecia moich kryteriow twierdzi, ze jego
                      wartosciowania sa lepsze.

                      Jednym slowem - oszust, tandeciarz i hochsztapler intelektualny
                      ostatniego sortu mieniacy sie "intektualista". I co idzie w parze z
                      jego "relatywizmem", agitator i funcjonariusz. Nie moze byc kim
                      innym, bo wierzy w rewolucje _zamiast_ prawdy.

                      Tak, owszem, moze to byc tez filozof (tandeta filozoficzna) lub
                      artysta produkujacy tandetna sztuke, lub "naukowiec" nie wierzacy w
                      prawde. Jesli ci ludzie nie wierza w prawde a wierza w rewolucje nie
                      moga byc nikim innym jak funkcjonariuszami postympu na swoim poletku.

                      Do uczciwych ateistow nic w zaszadzie nie mam, oprocz tego, ze
                      uwazam, ze sie myla. Nie wymagam od nikogo wiary w Boga, ale wymagam
                      braku bezczelnosci intelektualnej od tych, co do mnie mowia. Na
                      marginesie, agnostyk to takie uprzejme okreslenie ateisty, prawda?

                      DonQ
                      • abhaod Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 11.03.08, 17:40
                        "Na
                        > marginesie, agnostyk to takie uprzejme okreslenie ateisty, prawda?"
                        nieprawda, sam się bardzo zdziwiłem, że Dawkins uważany za sztandarowego
                        ateistę, w swoim "Urojonym Bogu ", pisze otwarcie, że jest agnostykiem, w 7-io
                        stopniowej skali postawił się na 6 stopniu, i rozumiem go w pełni, bo nikt jak
                        dotąd nie potrafi wyjaśnić powodu istnienia człowieka :))))religia, ze szczyptą
                        mistyki, próbuje, jak do tej pory, najlepiej wyjaśnić tą tajemnicę :-)polecam
                        przeczytać "Urojonego Boga"...
                        • nick3 Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 11.03.08, 18:53
                          Abhaod, nie rozmawiam z twoim przedmówcą, bo jest to niestety
                          chamski impertynent. Z powodu moich argumentów raczył mnie
                          sympatycznie nazwać "ku.wą intelektualną" i jak przystało na bardzo
                          tradycyjnego monoteistę nie poczuwa się do najmniejszego obowiązku
                          przestrzegania zwykłej ludzkiej przyzwoitości wobec Sługi Zła.


                          Tobie, abhaod, jestem być może winien wytłumaczenia, że te androny,
                          które gość wypisuje, odnoszą się do mojego sformułowania, że nie ma
                          prawdy absolutnej, lecz tylko prawda ludzka, względna, niepełna,
                          prowizoryczna. Nigdzie nie mówiłem mu o "rewolucji" (ale on
                          notorycznie sam wymyśla poglądy). Uważam też - i wielokrotnie mu
                          powtarzałem, że tak uważam - że tę prawdę względną, z którą mamy do
                          czynienia, czuję się jak najbardziej zobowiązany szanować.

                          On po prostu nie chce, choćby na próbę, pomyśleć rozróżnienia
                          pomiędzy "prawdą" a "prawdą absolutną".

                          Dlatego udaje przed sobą samym, że musi mnie traktować jako kłamcę
                          i "myśliciela tandetnego".


                          Mam dla niego tylko jedną bardzo prostą radę: CZŁOWIEKU, UCZ SIĘ!

                          Czytaj! Wyjrzyj z nory swojego umysłu i zapoznaj się z tym, co
                          ludzie na świecie myślą (po Tomaszu z Akwinu:) Nie wmawiaj sobie, że
                          to nic nie warte brednie. Bo tym sposobem można być tylko
                          nieświadomym rozmiarów swej niewiedzy nieukiem!

                          Ale on z pogardą patrzy na tych "cwaniaków", co to przyjechali z
                          miasta i mu mówią, że Ziemia nie stoi na żółwiu, a nawet nie stoi na
                          niczym, bo po prostu stać nie potrzebuje.

                          Mam mu do zadedykowania tylko fragment postu jednego internauty,
                          dobrze oddający tę sytuację:

                          "Jak ktoś nie poznał świata poprzez wykształcenie, to nie wie
                          nawet co stracił, nie jest w stanie sobie wyobrazić tego, co wie
                          ktoś mądry i dlatego tak lekceważy tę wiedzę."


                          Wybacz, abhaod, dziwny post, w którym rozprawiam się z przedmówcą.
                          Niestety - niegodnym rozmowy wprost.
                          • donq Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 11.03.08, 19:35
                            > [...] Z powodu moich argumentów raczył mnie
                            > sympatycznie nazwać "ku.wą intelektualną" [...]

                            I w dodatku do sympatycznosci, jakze prawdziwie.

                            Nie chodzi o to, ze zadam od goscia szanowania "prawdy absolutnej".
                            To pojecie, wydumane w celach propagandowych, stawia w centrum
                            swojej agitacji, samokreujac sie na jej przeciwnika a innych kopiac
                            po kostkach jako jej zwolennikow.

                            Tymczasem juz wiele razy pisalem, ze jezeli traktowac jego
                            wydumana "prawde absolutna" w jedynym sensownym znaczeniu: jako
                            glebokie przekonanie, ze sie ma racje - gosc jest stokroc
                            wiekszym "absolutysta" ode mnie. Mimo wielkiego krzyku o "prawdzie
                            lokalnej".

                            Tak naprawde, rozroznienie miedzy "prawda lokalna" i "absolutna"
                            sluzy mu jedynie do agitacji wg wzorca: to co mowia przeciwnicy
                            mozna z miejsca odrzucic pod zarzutem narzucania "prawdy
                            absolutnej". To co mowi nick3, nalezy przyjac, bo jest reklamowane
                            jako "prawda lokalna". To wlasnie takie zachowanie i taki stosunek
                            do rozmowcy jest nieprzestrzeganiem ludzkiej przyzwoitosci, a nie
                            powiedzenie kilku ostrych, lecz prawdziwych slow. Zatem w istocie,
                            musze go traktowac jako cwaniaczkowatego gracza w
                            intelektualne "trzy karty".

                            Proby deprecjonowania przeciwnikow jako "nieukow" znam dobrze. Gosc
                            troche liznal lewackiej filozofii (na kursach agitatora) i uwaza sie
                            za "wyksztalconego". Wedlug tego schematu czlowiek "wyksztalcony" to
                            zwolennik lewych filozofii, wiec kazdy inny to nieoczytany ciemniak.
                            Niezle cwaniactwo.

                            Role tu gra tez wlasciwosc lewego gnostyckiego umyslu, ktora nie
                            jest w stanie zrozumiec, ze poznac lewe teorie nie znaczy je
                            zaakceptowac. Lewak uwaza, ze niepodobna oprzec sie "swiatlu", ktore
                            bije z jego wymyslow. Tylko glupi lub niespelna rozumu sie opieraja.
                            Zalosna mentalnosc marksistyczna.

                            DonQ





                            • abhaod Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 11.03.08, 20:24
                              panowie, mimo szczerej chęci zajęcia miejsca w "rządzie dusz" (przynajmniej w
                              GW)jestem zdania, że "prawdą absolutną" jest tu niejaki Adam M. i jako takiemu,
                              zwracając honor ( i miejsce) polecam zająć się meritum sprawy, czym zaprawiał
                              się Mojżesz ?
                              • donq Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 11.03.08, 20:32
                                > panowie, mimo szczerej chęci zajęcia miejsca w "rządzie dusz" (przynajmniej w
                                > GW)jestem zdania, że "prawdą absolutną" jest tu niejaki Adam M. i jako takiemu,
                                > zwracając honor ( i miejsce) polecam zająć się meritum sprawy, czym zaprawiał
                                > się Mojżesz ?

                                Ja nie wiem; zapytaj nicka3, on jest tak oczytany, ze nawet martwi prorocy,
                                ktorzy (mozna by pomyslec) zabrali do grobu swoje sekrety, sa pod wrazeniem i
                                decyduja sie na ich udostepnienie temu swiatlemu umyslowi.

                                DonQ
                              • uniaeuropejska1 Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 12.03.08, 14:17
                                Adam M po prostu dużo się udzielał i udziela,ale na prawdę absolutną
                                się nie nadaje.Poglądy Adama M mieszczą się w szerokim spektrum
                                poglądów demokratyczno-przyzwoitych i tyle.Na tle polskich
                                politkołtunów,politcwaniaków itp Adam M po prostu "dobrze wypada".
                                • abhaod Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 12.03.08, 15:13
                                  Nie tylko dobrze wypada, ale w prasie popularnej ma się nadzwyczaj dobrze,
                                  stając się najbardziej masowym "opiniotwórcą" RP, można spokojnie przyjąć za
                                  pewnik, że był głównym grabarzem IV rp, powodując wściekłe ataki ze strony
                                  skrajnej prawicy, czego skutki można do dzisiaj oglądać, codziennie, na tymże forum
                            • uniaeuropejska1 Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 12.03.08, 14:12
                              Dlaczego umysł lewaków{lewy} ma być jeszcze gnostycki? Gnoza to
                              rodzaj wiedzy tajemnej dostępnej tylko wtajemniczonym lewacy
                              lewicowcy uważają raczej,że każdy może być po stronie lewicy{być
                              lewicowcem} nie tylko jacyś wtajemniczeni.
                              • donq Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 13.03.08, 13:31
                                > Dlaczego umysł lewaków{lewy} ma być jeszcze gnostycki? Gnoza to
                                > rodzaj wiedzy tajemnej dostępnej tylko wtajemniczonym lewacy
                                > lewicowcy uważają raczej,że każdy może być po stronie lewicy{być
                                > lewicowcem} nie tylko jacyś wtajemniczeni.

                                Oczywiscie, ze kazdy moze byc po stronie lewicy. A szczegolnie mile
                                widzani sa wyborcy.

                                Gnostycyzm polega na dwoch rzeczach: glebokim przekonaniu, ze
                                poznalo sie klucz do tajnikow tego swiata, niedostepny zbyt wielu
                                innym (jak mowisz; powiazane to jest byc moze z kregami
                                wtajemniczenia). Drugi rys - postrzeganie swiata jako areny walki
                                sil swiatla i ciemnosci.

                                Oba rysy sa zasadnicze dla lewego umyslu. "Czlowiek swiatly" to ten,
                                co dostapil "oswiecenia" (laczy sie z tym glebokie przekonanie, ze z
                                tym, na ktorego splynelo swiatlo bezskutecznie jest cos nie tak -
                                swiatlu nie sposob sie oprzec). Kregi wtajemniczenia tez istnieja -
                                nick3 bedzie mowil co innego kandydatom na neofitow a co innego na
                                spotkaniach agitatorow.

                                Zas swiat jako arena walki swiatla postepu z ciemnoscia
                                reakcji/faszyzmu itp. jest podstawa lewego myslenia. Bez tego lewak
                                nie istnieje, tego odrzucic nie moze.

                                Najsmieszniejsze jest, ze takie postrzeganie swiata zarzuca innym a
                                sam sie od niego w swietych slowach odzegnuje.

                                To samo zreszta mozna powiedziec o rysie pierwszym. Absolutyzm
                                oswiecenia u lewego jest niczym nie macony (ani nie macalny, ze tak
                                powiem), ale nick3 pietnuje swoich adwersarzy jako "absolutystow".

                                DonQ
                          • donq Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 11.03.08, 20:25
                            Jeszcze skomentuje rewolucje.

                            Wedlug nicka3 prawda nauka, sztuka, ogolnie kultura nie zajmuja sie ponoc juz
                            "szukaniem prawdy". No ale czyms sie przeciez zajmuja.

                            Nietrudno dostrzec czym. Zajmuja sie popychaniem do przodu tzw. "postepu", czyli
                            swiadomym powolnym i cierpliwym kierowaniem zmian w ta strone, ktora lewactwo
                            uwaza za wlasciwa. Biora udzial w "emancypacji", sa "zaangazowane".

                            Trafnym okresleniem pokazujacym, czym sie kultura wg nicka3 zajmuje,
                            uswiadamiajacym, z kim "zaangazowana kultura" ma wspolne poglady i tradycje,
                            jest rewolucja. Przeciez ciagle chodzi o to, by "ruszyc z posad bryle swiata",
                            ruszyc w tym samym kierunku, w ktorym ja ruszali historyczni rewolucjonisci.
                            Tyle, ze teraz unika sie mowienia o "rewolucji" z przyczyn PRowych, jako ze
                            rewolucja jest dosc skompromitowana. Obecnie rewolucja to powolny swiadomy
                            rozklad kultury od wewnatrz, duzo skuteczniejszy (choc tylko dla cierpliwych)
                            niz zbrojne rewolucje w "reakcyjnych" spoleczenstwach. Taka taktyka - vide
                            Antonio Gramsci.

                            Oczywiscie, lepsze bycie flakowanym jako ciemniak niz lezenie w masowym grobie z
                            kula w potylicy jako "wrog ludu". I za to nickowi3 i podobnym winnismy gleboka i
                            dozgonna wdziecznosc. Przynajmniej oni tego od nas oczekuja.

                            Do czego prowadzi zajmowanie sie "postepem" zamiast prawdy, widac wyraznie u
                            skazanych przez swoich na smierc w czystkach czerwonych. Dobrze wytresowany
                            czerwony musi myslec tak: "nie jestem (dajmy na to) szpiegiem; ale to nie jest
                            istotne, jako ze "fakty" to burzuazyjny/opresyjny/reakcyjny wymysl; istotne
                            jest, ze postep/rewolucja chce mojej smierci i przez moja smierc bedzie
                            posuniety/a o cal dalej". Podobnie musi myslec (o swoich "badaniach")
                            "zaangazowany" "naukowiec" nieszukajacy prawdy.

                            I jeszcze jedno - ktos sie lapie na proby nobilitacji lewych teorii zapakowanych
                            w produkty "zaangazowanej" "nauki" poprzez podczepienie jej do nauk
                            przyrodniczych (jak fizyka przede wszystkim)? To wlasnie nick3 probuje zrobic
                            mowiac, ze nieprzyjecie jego pogladow rowna sie wierze, ze swiat stoi na zolwiu.
                            Czy naprawde sklonnismy przyjac to za dobra monete?

                            DonQ
                          • abhaod Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 12.03.08, 15:02
                            Z powodu moich argumentów raczył mnie
                            > sympatycznie nazwać "ku.wą intelektualną"
                            Wspomnijmy chociażby księdza Garasse'a, jezuitę bez czci i wiary, któremu
                            dwudziestowieczni propagandyści mogliby czyścić trzewiki. W ponad
                            tysiącstronicowym dziele La Doctrine curieuse des Beaux esprits de ce temps, ou
                            prétendus tels [Osobliwa doktryna tak zwanych Pięknoduchów] (1623), obrzuca on
                            oszczerstwami wolnomyślnych filozofów, opisując ich jako rozpustników,
                            sodomitów, opojów, żarłoków i pedofilów (biedny Pierre Charon, przyjaciel
                            Montaigne'a), oskarżając o wszystkie diabelskie występki, aby odwieść
                            czytelników od studiowania pism tych nikczemnych łajdaków. Rok później ten
                            jezuicki minister propagandy popełnił Apologie pour son livre contre les
                            athéistes et Libertins de notre siècle [Obrona mojej księgi wymierzonej we
                            współczesnych ateistów i libertynów]; do wcześniejszych oszczerstw Garasse
                            dorzucił kolejne kłamstwa, kalumnie, podłości i ataki ad hominem. Zaiste, miłość
                            bliźniego nie ma granic.

                            wyjątki z www.racjonalista.pl/kk.php/s,5781
                            • donq Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 12.03.08, 19:17
                              No i w sposob niezwykle przenikliwy, jak na racjonaliste przystalo,
                              zdemaskowales mnie jako nowe, nie dziwota ze chamskie, wcielenie
                              ksiedza Garasse'a.

                              QED?

                              DonQ
                              • abhaod Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 12.03.08, 19:21
                                nick3 nie używa takich sformułowań, ja też nie, od dawna :)
                                • donq Re: "Lewak" to w katojęzyku znaczy Niewierny. 13.03.08, 13:45
                                  > nick3 nie używa takich sformułowań, ja też nie, od dawna :)

                                  A mi zostalo. Moze wychowalem sie w ciezkich warunkach? W zasadzie
                                  powinienem domagac sie wspolczucia i zrozumienia mojego ciezkiego
                                  losu oraz akceptacji mojego "backgroundu kulturowego" w imie multi-
                                  costam. W koncu gdzie jest powiedziane, ze lewy patos i zadecie
                                  nicka3 jest lepsze niz moje proste, zolnierskie slowa. Ja po prostu
                                  nie umiem inaczej, a nick3 dopuszcza sie na mnie przemocy odmawiajac
                                  rozmowy ze mna i wykluczajac mnie etykietkujac mnie stereotpowo jako
                                  chama. Pieprzony hipokryta, krypto-burzuj podatny na stereotypy,
                                  ukryty niewolnik egzystencjalny...

                                  Swoja droga, nick3 nie powinien uwazac okreslen jak k..wa za
                                  obrazliwe. Powinno to po nim splywac, jako po "wyzwolonym", czyz nie.

                                  Zapewne uwazasz,
                                  ze "faszystoidy", "faszysci", "katofaszysci", "sku...syny" i inne
                                  okreslenia (poszukaj na forum) stosowane przez nicka3 nie sa
                                  obrazliwe? Jest to taktyka obrazania ludzi w ten sposob, by na pewno
                                  poczuli sie dotknieci przy robieniu maslanych oczu "a co sie stalo?"
                                  Znana lewa metoda prowokacji (np. nigdy nie moglem zrozumiec,
                                  dlaczego dajmy na to ludzie celowo ubierajacy sie prowokacyjnie
                                  oburzaja sie, ze wywoluja reakcje?)

                                  DonQ




              • uniaeuropejska1 Re: Problem obiektywności doswiadczenia mistyczne 12.03.08, 13:54
                Nie jest to żadne utrudniające poznanie uprzedzenie lecz wyraz
                dbałości o prawidłowe rozumowanie.Jeżeli każdy stan po zażyciu
                substancji o działaniu narkotycznym{odurzającym} uznamy za stan
                wglądu w "rzeczy nadprzyrodzone" to alkoholicy musieli by być
                zakwalifikowani do elity mistyków.Nie precyzujesz przy tym co jest
                tym materiałem naukowym czy empirycznym.Kwesti czy natura jest
                nadprzyrodzona zależy od definicji pojęcia nadprzyrodzone.Moim
                skromnym zdaniem pojęcie to pochodzi ze zbitki słów-nad przyrodą-
                czyli nadprzyrodzone jest to co jest nad przyrodą nie tyle w sensie
                położone wysoko,wyżej lecz w tym sensie,że jest czymś
                lepszym,pozbawionym ograniczeń świat przyrodniczego.Doświadczenie
                mistyczne choćby w chrześcijaństwie jest z reguły związane z
                doznaniem rzeczywistości doskonalszej niż ziemska.To je rózni choćby
                od doświadczeń mistyki rodem z Ameryki Łacińskiej.
                • nick3 Narkotyki transcendentalne. 12.03.08, 15:51
                  uniaeuropejska1 napisał:

                  > Nie jest to żadne utrudniające poznanie uprzedzenie lecz wyraz
                  > dbałości o prawidłowe rozumowanie.

                  Oby było tym drugim. Niestety jest także chyba w dużym stopniu tym
                  pierwszym.

                  > Jeżeli każdy stan po zażyciu
                  > substancji o działaniu narkotycznym{odurzającym} uznamy za stan
                  > wglądu w "rzeczy nadprzyrodzone" to alkoholicy musieli by być
                  > zakwalifikowani do elity mistyków.

                  "Narkotyk" to słowo worek, do którego wrzucone są rzeczy
                  nieprawdopodobnie odmienne.

                  W dodatku jest to słowo (przynajmniej etymologicznie) nieadekwatne,
                  gdyż z usypianiem (narkozą) wiekszość tzw. narkotyków nie ma nic
                  wspólnego.

                  Niektóre z tzw. narkotyków są uzależniające, ale mnóstwo z nich
                  wcale nie jest.

                  Z kolei substancje uzależniające (i wydatnie skracające życie) np.
                  cukier czy nikotyna - za narkotyki w potocznym odczuciu nie uchodzą.


                  Tak więc na twój zarzut muszę udzielić ci (z drobnym wahaniem)
                  odpowiedzi, której klasycznym autorem jest Aldous Huxley:

                  Większość substancji psychoaktywnych jest kopletnie bezwartościowa z
                  punktu widzenia doświadczenia mistycznego. Powodują one zwykły rausz
                  i/lub halucynacje (ja naprawdę, unioeuropejska, wiem, że to nie to
                  samo, co mistyka!!!:)


                  Istnieje jednak gatunek substancji psychoaktywnych, o niezwykłych
                  właściwościach.

                  Aldous Huxley ze swoimi przyjaciółmi naukowcami poszukiwali dla nich
                  nazwy i w końcu psychiatra Humphrey Osmond wymyslił tę, która
                  przeszła do historii: 'psychedelic'.

                  'Odsłaniający duszę'

                  Czy trafna?

                  Z jednej strony na pewno.

                  (Jeśli znasz film Andreja Tarkowskiego "Stalker" - to "Komnata
                  Prawdy" jest wcale dobry obrazem tego, czym jest psychodelik)

                  Ale czy to wystarczy dla wyczerpującego określenia tego, co jest w
                  tym wszystkim najistotniejsze?

                  Wszak:

                  "Kto pozna siebie, pozna Boga." (Klemens Aleksandryjski)


                  Tutaj naprawdę zaczyna się wyprawa na kontynenty, które czekają na
                  swojego Kolumba (Maine de Biran).

                  Dlatego dziś badacze psychodelików (jest to fach nieco
                  problematyczny, gdyż zażywanie psychodelików w celach naukowych jest
                  praktycznie na całym świecie od 40 lat nielegalne:) używają dziś na
                  specyfiki, które badają, nazwy: 'entheogen' (dosłownie z
                  greki: 'wbóstwiacz' ;-)

                  Ja na użytek dyskusji proponuję neutralne pojęcie "narkotyku
                  transcendentalnego".

                  I słowo "transcendentalny" rozumiem właśnie precyzyjnie (w sensie,
                  jaki nadał temu słowu Immanuel Kant).


                  > Moim
                  > skromnym zdaniem pojęcie to pochodzi ze zbitki słów-nad przyrodą-
                  > czyli nadprzyrodzone jest to co jest nad przyrodą nie tyle w
                  sensie
                  > położone wysoko,wyżej lecz w tym sensie,że jest czymś
                  > lepszym,pozbawionym ograniczeń świat przyrodniczego.


                  "Transcendentalne" działanie psychodelików polega na tym, że zmiana,
                  która wywołują ma charakter poznawczy (dlatego słowo "halucynogen"
                  jest tak nieadekwatne).

                  A poznanie to polega na uświadomieniu sobie, że rzeczywistość, w
                  której żyjemy (i samo nasze życie), jest czymś zupełnie innym, niż
                  nam się na co dzień wydaje... ;-)
                  • uniaeuropejska1 Re: Narkotyki transcendentalne. 13.03.08, 14:01
                    Ze słowa narkotyki przeszedłeś do słowa psychodeliki.Jednak nie
                    sprecyzowałeś co to konkretnie jest,poszerzacz doznań?Jest
                    możliwe,że ludzki umysł,świadomość jest jakby zamknięta.I niektóre
                    substancje powodują poszerzenie pola doznań.Wdzięczny byłbym za
                    jakieś linki do tego tematu,ewentualnie publikacje ksiązkowe.
                    • nick3 The Doors of Perception 15.03.08, 20:59
                      Wybór, od czego zacząć, jest naprawdę trudny;-)

                      Doszedłem do wniosku, że honorowe pierwszeństwo należy się dr
                      Albertowi Hofmannowi, szwajcarskiemu chemikowi, odkrywcy LSD.

                      We fragmencie filmu, który przesyłam, dr Hofmann, wielokrotny
                      użytkownik odkrytego przez siebie specyfiku, wygłasza przekonanie,
                      że bezmierne rzeczywistości odsłaniające się człowiekowi w
                      doświadczeniu psychodelicznym są najzupełniej realne:


                      www.youtube.com/watch?v=e2AthHmtytk

                      Hofmanna uznałem za tego, któremu należy się pierwszeństwo spośród
                      naprawdę wielu wybitnych ludzi XX wieku, zaświadczających to samo.

                      W latach 60-tych, aby rozstrzygnąć interesującą społeczeństwo
                      kwestię, BBC zaprosiła do studia pewnego członka brytyjskiej Izby
                      Lordów, który zgodził się poddać eksperymentowi z LSD publicznie.
                      To, co nastąpiło, badany uznał za realne doświadczenie mistycznego
                      przekroczenia czasu, przestrzeni i ludzkiej kondycji. Swoje
                      przekonanie potwierdzał wielokrotnie po zakończeniu działania
                      substancji i podtrzymuje je po dziś dzień.


                      Także współcześnie wielu najzupełniej poważnych ludzi rozmaitych
                      zainteresowań poświadcza, że doświadczenie psychodeliczne jest (lub
                      może być) mistyczne (tj. pełne najgłębszej treści życiowej,
                      odmieniającej jakoś kondycję ludzką) (jednym z nich na filmie
                      poniżej jest m. in. teolog benedyktyński):


                      www.youtube.com/watch?v=M9A9akfrEjg


                      O poważnym źródle tych przekonań może świadczyć fakt, że
                      doświadczenie psychodeliczne zmienia gruntownie nastawienie ludzi
                      umierających do swojej sytuacji.

                      Zostały na ten temat przeprowadzone porządne badania psychologiczne,
                      których autorem był Walter N. Pahnke (klasyka badań nad
                      psychodelikami):


                      www.erowid.org/entheogens/journals/entheogens_journal1.shtml

                      Spektakularnym przykładem jest tu śmierć Aldousa Huxleya. Gdy już
                      wiedział, że umiera, poprosił żonę, Laurę, by podała mu przygotowaną
                      dużą dawkę LSD.

                      Jak zaświadcza lady Huxley, ostatnie chwile życia jej męża upłynęły
                      w poczuciu głębokiego sensu, a na jego twarzy jeszcze po śmierci
                      malował się wyraz pogody i radości:


                      www.youtube.com/watch?v=5BzvC2t_LeI&feature=related


                      Mistyczne cechy doświadczenia psychodelicznego zostały
                      wyszczególnione i potwierdzone na materiale empirycznym przez
                      wspomnianego Pahnkego:


                      www.erowid.org/entheogens/journals/entheogens_journal3.shtml

                      Zaś ważką filozoficznie kwestię, czy doswiadczenie psychodeliczne
                      może mieć sens religijny rozważał inny znawca psychodelików Houston
                      Smith:


                      www.erowid.org/entheogens/journals/entheogens_journal2.shtml




                      Pytasz mnie czy zmiana psychodeliczna polega na "poszerzeniu
                      doznań". "Poszerzenie doznań" bez wątpienia ma miejsce w
                      doświadczeniu psychodelicznym, ale próba rozumienia go w ten sposób
                      wskazuje na zbyt małe odróżnienie psychodelików od afrodyzjaków;-)

                      To pytanie jest też (zapewne nieuświadomioną) próbą narzucenia
                      tematowi pewnych kategorii (właściwych widzeniu świata przez nasze
                      społeczeństwo).

                      Uważam, że narzucone przez cywilizacje zachodnią schematyzacje
                      szufladkują nam świat w taki sposób, żeby wartości tworzące
                      struktury władzy w naszym społeczeństwie wydawały nam się
                      nieproblematyczne.

                      Jednym z takich podziałów jest podział ludzkiego życia wewnętrznego
                      na intelekt, wolę i doznania.

                      Związana z psychodelikami "zmiana transcendentalna", o której
                      pisałem, polega m. in. na tym, że ten podział zostaje rozpoznany
                      jako konwencjonalny i pozbawiony ugruntowania w konkrecie
                      doswiadczenia.

                      Odtąd nie ma rozgraniczenia na "doznania" i "przekonania", na sferę
                      subiektywną, zmysłową oraz obiektywną, do której jakoby odnosimy się
                      poprzez myśl.

                      Znika konsekwentnie - rozróżnienie na 'ja' i 'nie-ja' (źródło wielu
                      ludzkich problemów;-)


                      Autorem, do którego tytułem swojej książki o doświadczeniu
                      psychodelicznym nawiązywał Huxley był William Blake.

                      Blake, jak sądzę, miał świadomość zbliżoną do psychodelicznej - w
                      sposób naturalny.

                      W odniesieniu do wspomnianego przez ciebie sposobu rozróżnienia
                      na "naturalne" i "nadprzyrodzone" poprzez przeciwstawienie
                      dojmującej skończoności "tu" i spodziewanej nieskończoności "tam" -
                      przytoczę ów sławny i tyle razy cytowany fragment Blake'a:

                      "Gdyby oczyścić drzwi percepcji, każda rzecz ukazałaby się
                      człowiekowi, jaka jest, nieskończona.

                      Bo człowiek sam siebie zamknął, aż ujrzy wszystkie rzeczy przez
                      wąskie szczeliny swej jaskini."



                      • chilum Re: The Doors of Perception 07.04.08, 19:01
                        Nooo :). Respect, Mr.Nick3:). Mnie się nie chce, prawdę mówiąc zanurzać w dyskusje nt. tu na FK. Anyway pozdrawaim, szczerze :).

                        Chilum from [u] ;)
    • yurek11111 Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotykow 06.03.08, 22:49

      <>Nie wiem jak Mojzesz,ale jego lud zachowuje sie, jakby nadal byl
      pod wplywem narkotykow....
      • abhaod Re: Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotyk 06.03.08, 22:51
        ty to potrafisz...
        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,4998017.html
      • uniaeuropejska1 Re: Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotyk 10.03.08, 13:15
        yurek11111 napisał:

        >
        > <>Nie wiem jak Mojzesz,ale jego lud zachowuje sie, jakby nadal byl
        > pod wplywem narkotykow....
        A cóż takiego w zachowaniu Żydów miałoby świadczyć o jakimkolwiek
        byciu "na haju"? Kiepskie fantazje,kolego.
        • yurek11111 Re: Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotyk 10.03.08, 22:37
          <>Trzeba byc "na haju" ,zeby wysnuc rasistowskie stwierdzenie,ze sie
          jest narodem wybranym...
          ****************************************************************
          Odpowiadasz na:
          uniaeuropejska1 napisał:

          > yurek11111 napisał:
          >
          > >
          > > <>Nie wiem jak Mojzesz,ale jego lud zachowuje sie, jakby nadal by
          > l
          > > pod wplywem narkotykow....
          > A cóż takiego w zachowaniu Żydów miałoby świadczyć o jakimkolwiek
          > byciu "na haju"? Kiepskie fantazje,kolego.

          ---------------------------------------------------------------------

          "Ludzie jako zbiorowość w naturalny sposób zmierzają do tyranii jako
          obowiązującego systemu polityczno-społecznego"
          • uniaeuropejska1 Re: Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotyk 12.03.08, 14:26
            Stwierdzenie o byciu narodem wybranym nie jest rasistowskie.Pojęcie
            to jest pojęciem kluczowym religii Izraela {naród wybrany przez
            Boga}.Nie jest też obce teologii katolickiej.Możnaby je porównać do
            wybrania partnera życiowego.Czy to,że wybrałem tę kobietę za żonę
            jest rasizmem w stosunku do innych kobiet?
    • te_rence Re: Mojżesz i jego lud byli pod wpływem narkotyk 16.03.08, 23:31
      narkotyki i w wizje religijne? coś w tym jest

      moja teoria jest taka: u nas część przypadków "objawień" mogła być spowodowana
      przez sporysz - grzyb atakujący zboże... kiedyś zboże zaatakoane sporyszem
      ludzie mielili i jedli z tego chleb szczególnie ci biedni... no i jak taki
      bochenek jest przeładowany sporyszem i tacy pastuszkowie niepiśmienni sie
      objedzą nim to później widują rózne rzeczy a najczęściej takie które w kościółku
      widzialy

      w sporyszu jest alkaloid podobny do LSD z tego co pamiętam...

      ciekawe ze objawienia to zawsze jacys nieksztalceni biedni analfabeci miewali...
      ale to tylko część raczej... druga czesc jazd religijnych to zapewne
      schizofrenie różne
      • nick3 Taniec św. Wita 20.03.08, 11:31
        To, o czym mówisz (spożywanie w średniowieczu chleba ze zboża
        okresowo zanieczyszczonego sporyszem), prowadziło do
        dziwnych "epidemii" zbiorowego tańca konwulsyjnego wśród ludności.
        Nazywało się to "tańcem św. Wita" i przypominało przez daleką jakby
        analogię starożytne praktyki dionizantów - ale jak przystało na
        średniowiecze nie miało rysu erotycznego, lecz religijno-
        konwulsyjny, pasyjny.

        Innym pokrewnym zjawiskiem były "krwawiące hostie". Zarodniki
        sporyszu obecne w mące, kiedy się rozwijały, powodowały pojawianie
        się spektakularnych purpurowych zacieków na hostii.

        Takie hostie również prawdopodobnie były halucynogenne, ponieważ
        zupełnie nieduże ilości substancji typu LSD wystarczą do wywołania
        efektu.

        'Schizofrenie różne'

        "Psychiatryczne" koneksje mistyki nie są dla mnie powodem do jej
        deprecjacji.

        Bo szanuję wariatów:)

        Powiedziałbym w skrócie, że mistyk i schizofrenik odkrywają ten sam
        ocean.

        Tylko, że mistyk potrafi w nim pływać, a schizofrenik tonie.

        Po pierwsze jednak, sprawa nie zależy tylko od jakości osobowości
        jednostki, lecz także w dużej mierze od atmosfery społecznej
        otaczającej ten rodzaj doświadczania. Oraz to, czy specyfika
        indywidualna danych doświadczeń pozwoli im się zmieścić w
        uświęconych w danym społeczeństwie formach.
        (O ile w danej epoce dane społeczeństwo w ogóle otacza pewien rodzaj
        świadomości niekonwencjonalnej prestiżem "mistyki". Nasze
        społeczeństwo przechodzi tu pewien wyraźny kryzys.)

        A po drugie: różnica pomiędzy "tonięciem" a "płynięciem" nie jest
        tak do końca ostra. (Jest wiele stanów pośrednich:)
    • benek231 No wałęsali się jak banda Hipów naćpanych marychą 07.04.08, 18:18
      czy jakimś innym grzybkiem. Bóg ich, znaczy, tak za nosy wodził :O))))))

      Osobiście uważam, tak jak autor tekstu za linkiem, że Jezus to postać zmyślona.
      Nie jest wykluczone, przy tym, że część ustnego przekazu wzięła się prosto z
      narkotycznych wizji ówczesnych meneli, wędrujących sobie od jednego
      historycznego śmietnika do drugiego...


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=314505&s=0
      • nick3 Hej, Benek, odrobina tolerancji dla outsiderów!:) 02.05.08, 01:15

        Nie po to walczę z piętnującymi irracjonalistami, żeby przejść pod
        władzę piętnujących racjonalistów;-)

        Wiesz, w moich oczach obraz plemion izraelskich wędrujących przez
        pustynię na kompletnym haju raczej dodaje uroku i malowniczości temu
        narodowi uchodzącemu za nieskłonny do ekstrawagancji i znanemu z
        posępnej religii.

        A hipów zostaw spokoju, co ci zaszkodzili.

        Są, jak na mój gust, zupełnie OK.

        (Daj spokój z tą małoduszną drobnomieszczańską pogardą klasową:)
        • abhaod Re: Hej, Benek, odrobina tolerancji dla outsideró 02.05.08, 10:49
          posępna religia ....:)
          www.youtube.com/watch?v=goRSWmiEc7Y
          • nick3 Re: Hej, Benek, odrobina tolerancji dla outsideró 02.05.08, 13:48

            Mam bardziej stereotypowe wyobrażenia o religii Jahwe... :)


            www.youtube.com/watch?v=ZNeq2Utm0nU
            • abhaod Re: Hej, Benek, odrobina tolerancji dla outsideró 02.05.08, 13:57
              miałem kolegę, któremu zaszkodziło oglądanie przemyśleń Pythona,
              staram się nie szokować maluczkich
              www.youtube.com/watch?v=01USG9xpnhE&feature=related
    • nick3 Nie tylko Mojżesz, także Jezus - bibliografia 13.05.08, 18:21
      Polecam ważną naukową książkę historyczną o psychodelicznym
      charakterze nie tylko początków judaizmu, lecz także chrześcijaństwa:


      www.amazon.fr/Mystery-Manna-Psychedelic-Sacrament-Bible/dp/0892817720/ref=sr_1_78?ie=UTF8&s=english-
      books&qid=1209161668&sr=1-78

      Wynika z niej, że używanie psychodelików było tradycją w judaizmie i
      że również dla wspólnoty pierwotnego Kościoła ("apostolskiej")
      przeżycia psychodeliczne były sprawą kluczowej wagi, bez której
      religia chrześcijańska by nie powstała.

      Oto jak komentuje treść książki recenzent z księgarni amazon.fr (to
      dość poważna firma):

      >>When Moses fed manna to the Israelites, he told them that after
      eating the miraculous bread they would see the glory of God. And
      indeed they did: "They looked toward the wilderness, and behold, the
      glory of Yahveh appeared in a cloud." In The Mystery of Manna,
      religious historian Dan Merkur provides compelling evidence that
      this was the Israelites' initiation into a psychedelic mystery cult
      that induced spiritual visions through bread containing ergot--a
      psychoactive fungus containing the same chemicals from which LSD is
      made.

      Citing biblical material, as well as later Jewish and Christian
      writings, Merkur reveals the existence of an unbroken tradition of
      Western psychedelic sacraments, from Moses and manna to Jesus and
      the Eucharist. Most important, Merkur shows that this was not a
      heretical tradition, but instead part of a normal, Bible-based
      spirituality, a continuation of the ancient tradition of visionary
      mysticism. Even when this practice became unacceptable to the
      religious orthodoxy, it was perpetuated in secret by gnostics,
      masons, and kabbalists, as well as through the legends of the Holy
      Grail. Merkur traces a long line of historical figures who knew of
      manna's secret but dared only make cryptic references to it for fear
      of persecution. The Mystery of Manna is the strongest contribution
      yet to our growing realization that, contrary to popular belief,
      psychedelics and religion have always gone hand in hand.<<

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka