Dodaj do ulubionych

Habilitacja - niestety, potrzebna

25.03.08, 09:48
jakim podniesieniem jakosci jest zatrudnienie kogos, kto przyjedzie odwali
wyklad i wyjedzie? jak autor zauwazyl, popyt na dr hab. jest spory - wiec
prywatne uczelnie zatrudniaja takowych volumenowo. ciekaw jestem opinii
studentow prywatnych niezbyt suzych uczelni: czy rzeczywiscie jakosc wykladow
dr hab. przewyzsza jakosc wykladow dr. autor probuje wolnorynkowo uzasadnic
potrzebe habilitacji - ja rownie wolnorynkowo takiego uzasadnienia nie widze:
o ile dr moze zostac wywalony z uczelni za nedznej jakosci wyklady czy
cwiczenia, dr hab. dzieki regulacjom jest nietykalny nawet jesli mowi nie na
temat, jest niekompetentny czy uzywa notatek sprzed 30 lat w wykladzie na
temat najnowszych osiagniec nauki.
w praktyce polskiej nauki habilitacja jest czesto batem na niepokornych -
przedluzeniem braku samodzielnosci mlodego pracownika nauki. w waskich
dziedzinach specjalizacji jest skonczona ilosc ludzi, ktorzy mogliby zostac
recenzentami - i mozliwosc uwalenia recenzji wisi nad kazdym mlodym adiunktem.
szczegolnie, ze z tego co wiem w praktyce jedna negatywna recenzja potrafi
calkowicie lamac kariere [odrzuconego tematu habilitacji nie mozna uzupelnic -
trzeba zaczynac od nowa w innym obszarze; niech ktos mnie poprawi jesli tak
nie jest]
w krajach zachodnich mlody doktor zmienia kilkakrotnie osrodki i grupy
wspolpracownikow, probujac jednoczesnie zdobyc stala posade pokazujac swe
wyniki i przekonujac, ze jest dla uczelni dobra inwestycja. w polsce grzeznie
w kolach wzajemnej adoracji
Obserwuj wątek
    • eryk2 Re: Habilitacja - niestety, potrzebna 25.03.08, 12:48
      Zgadzam się z przedmówcą. Co z tego, że ktos ma tytuł dr hab., jeśli
      pracuje naraz na 10 uczelniach? Nawet, gdyby napisał świetną
      habilitację, to teraz odwala chałturę - taką samą, jaka może odwalać
      doktor. Co do bata na młodych - tak, w polskich warunkach
      dobiegający czterdziestki doktor, piszący habilitację i prowadzący
      zajęcia za dwóch (tj. jako adiunkt i jako asystent - bo po
      likwidacji asystentur ktoś musiał przejąć ich godziny) jest dalej
      NIESAMODZIELNYM pracownikiem. Nie może inicjować badań w takim
      zakresie jak profesura, nie może kierować zespołami, a jego wpływ na
      życie uczelni (jednostki naukowej) jest nierzadko słabszy
      niż ...studentów (znam przypadki, gdy przedstawicieli studentów jest
      więcej w senacie uczelni niż przedstawicieli pracowników
      niesamodzielnych - to zakrawa na żart, ale taka jest rzeczywistość
      polskiej nauki, feudalnej, niedoinwestowanej i zakłamanej, niestety).
      • przemek05 samodzielni "niesamodzielni" 25.03.08, 15:32
        Na moim wydziale adiunkci kieruja zespolami badawczymi, ktore
        utworzyly sie po uzyskaniu grantow z UE. Zdobyli grant, maja
        pieniadze - to zatrudniaja studentow, daja zlecenia kolegom z
        zakladu. W Brukseli nikt nie sprawdza czy wnioskodawca
        jest "samodzielny".
        Adiunkt bez habilitacji nie moze jedynie promowac doktorow, tak samo
        jak mgr nie moze byc opiekunem studenta piszacego prace magisterska
        (mgr moze za to wypromowac inzyniera). Chyba ma to sens, bo kto by
        chcial uczyc sie w liceum, gdzie kadra nauczajaca nie posiadalaby
        wyzszego wyksztalcenia, jedynie mature :-)

        • pegazus001 Re: samodzielni "niesamodzielni" 08.06.08, 20:33
          przemek05 napisał:

          > jak mgr nie moze byc opiekunem studenta piszacego prace magisterska
          > (mgr moze za to wypromowac inzyniera). Chyba ma to sens, bo kto by
          > chcial uczyc sie w liceum, gdzie kadra nauczajaca nie posiadalaby
          > wyzszego wyksztalcenia, jedynie mature :-)
          >

          Mgr może wypromować magistra, dotyczy to osób pracujących na stanowisku
          starszego wykładowcy.
      • stachkonwa Re: Habilitacja - niestety, potrzebna 25.03.08, 23:56
        "Zgadzam się z przedmówcą. Co z tego, że ktos ma tytuł dr hab., jeśli
        pracuje naraz na 10 uczelniach?"

        Obecnie zgodnie z prawem można być pracownikiem tylko dwóch uczelni i tylko dwa
        kierunki wspierać w minimum kadrowym

        "w polskich warunkach
        > dobiegający czterdziestki doktor, piszący habilitację i prowadzący
        > zajęcia za dwóch (tj. jako adiunkt i jako asystent - bo po
        > likwidacji asystentur ktoś musiał przejąć ich godziny)"

        o ile wiem to adiunkci zwykle biją się o nadliczbówki zwłaszzca na wydziałach,
        gdzie jest dużo studentów i porządne stawki. Poza tym znam wielu bardzo wielu
        adiunktów dwuetatowców
        • ford.ka Re: Habilitacja - niestety, potrzebna 26.03.08, 00:40
          > o ile wiem to adiunkci zwykle biją się o nadliczbówki zwłaszzca na
          wydziałach, gdzie jest dużo studentów i porządne stawki. Poza tym
          znam wielu bardzo wielu adiunktów dwuetatowców

          Tak dla porządku (mało rozgarnięty jestem) tak jest to fakt, ale to
          jest dobrze czy źle?
          • dalatata Re: Habilitacja - niestety, potrzebna 26.03.08, 01:09
            to ja widocznie innych adiunktow znam.

            to a co do pytania: to zalezy, czego pan chce od nauki. a z tym
            malym rozgarnieciem, to niepotrzebne bylo.

            ford.ka napisał:

            > > o ile wiem to adiunkci zwykle biją się o nadliczbówki zwłaszzca
            na
            > wydziałach, gdzie jest dużo studentów i porządne stawki. Poza tym
            > znam wielu bardzo wielu adiunktów dwuetatowców
            >
            > Tak dla porządku (mało rozgarnięty jestem) tak jest to fakt, ale
            to
            > jest dobrze czy źle?
        • itd-gw Re: Habilitacja - synonim bezkarnosci!!! 26.03.08, 18:34

          > Obecnie zgodnie z prawem można być pracownikiem tylko dwóch uczelni
          ???
          prosze sprawdzic baze OPI i samodzielnych z miejsca pracy adiunkta Leszczynskiego...

          > o ile wiem to adiunkci zwykle biją się o nadliczbówki zwłaszcza na wydziałach,
          > gdzie jest dużo studentów i porządne stawki.

          ????
          to kolejna ciekawostka - prosze o KONKRETNE uczelnie zamiast 'o ile wiem'. Byc moze bija sie na tych uczelniach gdzie nauka i tak sie nikt nie zajmuje a zwlaszcza kadra profesorska :-(
          Z moich rozmow z adiunktami wynika, ze MUSZA pracowac za chalturnikow samodzielnych, a to zastapic na wykladzie, a to przeprowadzic za nich egzamin, bo wiecie rozumiecie i nikt z adiunktow slowa nie pisnie, bo wszystkie oceny i awanse sa czysto uznaniowe...

          Skonczmy ta dyskusje o habilitacji a zajmijmy sie opisem CO POWODUJE WIELOETATOWOSC i jak poprawic jakosc ksztalcenia, bo nauka polska i tak statystycznie jest niestniejaca!!!

          To szczyt bezczelnosci by twierdzic, ze wieloetatowosc habilitowanych jest gwarancja JAKOSCI - jest dokladnie wrecz przeciwnie...

          Porozmawiajmy o tym, ze rola profesorow jest UCZENIE, SWIECENIE przykladem i WYCHOWYWANIE - bycie do dyspozycji swoich podopiecznych od rana do wieczora.
          W praktyce zas domniemani 'nauczyciele iw ychowawcy' sa NIEOBECNI, w rozjazdach, maja znizki godzinowe, brak nadgodzin - nikogo nie wychowuja, ani nie ksztalca tylko DEMORALIZUJA bo ich mottem jest byle szybciej. To oczywiscie opinia statystyczna i dotyczy w pierwszym rzedzie wieloetatowcow....

          Dodajmy do tego poziom nieuczciwosci recenzji, brak jakiejkolwiek wizji i zadan dla uczelni. Kompletna samowola i calkowite poczucie bezkarnosci!

    • wiosneczka Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej wersji 25.03.08, 13:55
      Nie popieram wersji dotychczasowej habilitacji oraz propozycji autora artykułu. Moim zdaniem - powinien liczyć się dorobek naukowy oraz konkursy na stanowiska profesorskie powinny decydować o osobach podejmujących prace w konkretnych ośrodkach akademickich. Niestety, tak jak do tej pory - profesorowie "osiadają na laurach" po zrobieniu habilitacji właśnie przez fakt, że podejmują pracę na wielu etatach, nie mają obowiązku przedstawiania swojego dalszego dorobku naukowego, a stają się jako samodzielni pracownicy naukowi tylko formalnymi "KONTROLERAMI" młodszych kolegów, którzy starają się często bardziej intensywnie pracować od swoich SZEFÓW-PROFESORÓW, a nie są dopuszczani np. do:
      1) międzynarodowych konferencji
      2) badań naukowych
      3) wygłaszania wykładów dla studentów w obcych językach
      4) publikowania różnych artykułów, wyników badań, a nawet monografii bez uzyskania pozytywnych recenzji profesorskich.
      Nie twierdzę, że każdy adiunkt jest lepszy merytorycznie od profesora - ale nie w każdym przypadku jednak jest tak, że tytuł prof. dr hab. jest jednoznaczny z tym, że niesamodzielny pracownik naukowy czyli dr to jest człowiek mało znaczacy naukowo. Dajmy szansę adiunktom - przynajmniej tym ze znacznym dorobkiem naukowym - zróbmy taką próbę, a od profesorów też starajmy się wymagać uaktualniania wiedzy, dawania dobrego przykładu studentom i innym pracownikom nauki.
      • dalatata Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 25.03.08, 15:18
        tak i jeszcze maja rogi i chwostem bija biednych adiunktow.

        chcialbym uslyszec o jednym miedzynarodowym pismie, ktore wymaga
        recenzji profesrskiej do publikacji? Wydyla Pani artykul, idzie do
        splepych recenzji i jak sa pozytywne to artykul drukuja, a jak nie,
        to nie drukuja.

        narzekanie, ze nie mozna opublikowac bo profesor nie da recenzji, to
        narzekanie na to, ze sie nie da zalatwic. ze pan profesor nie bedzie
        mily i nie podpisze. bo wyslanie do porzadnego czasopisma jest
        trudne. bo moga tam odwalic. a tu? pan profesor podpisze to juz
        kazdego knota i juz nie trzeba sie martiwc.

        jak juz Pani narzeka na nauke polska i na tych koszmarow profesorow,
        to moze niech Pani nie narzeka ze niewystarczajaco, jak dla pani,
        korumpuja caly system.
        • ford.ka Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 25.03.08, 17:09
          Uwaga o recenzji dotyczyla monografii a nie artykulu. Oczywiscie, w
          UK wydaje sie ksiazki w wydawnictwach naukowych bez zadnych
          recenzji, bo i po co.
          • dalatata Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 25.03.08, 18:30
            kurde no.
            jasne ze sie wydaje ksiazki z recenzjami, jednak to nie sa recenzje
            szefow czy, ogolnie, zlych profesorow. co wiecej, jako ze w UK
            takiemu przecietnemu diablowi profesorskiemu zalezy na reputacji i
            wie, ze jego recenzja bedzie jedna z 2-3, zastanowi sie trzy razy
            zanim napisze tendencyjna, bo moze wyjsc na kretyna.

            co wiecej, wydawnictwu zalezy przede wszystkim na dobrej ksiazce,
            wiec pyta rowniez autora, co sadzi na temat recenzji. a jako ze taki
            comissioning editor z reguly calkiem madry czlowiek, ktory nie chce
            uwalic tylko chce miec dobra ksiazke. i ja wiem ze trzeba sie
            nauczyc pisac book proposal, ale to nie jest wiedza tajmena i ja
            osobiscie nikomu jeszcze nie odmowilem wgladu w moje. jednak nie ma
            tez kolejki po te porady, bo zawsze latwiej jest narzekac na zlo
            wcielone - profesora. i choc nie mam watpliwosci ze sa tacy ktorzy
            utrudniaja zycie w stopniu najwyzszym ( i nie daja forsy na
            konferencje na przyklad), ale w tym wypadku akurat mozna sobie dac
            rade.

            wiec, bardzo prosze o odrobine umiaru w tym potepianiu w czambul
            tych wszystkich diablow ktorzy sie ukrywaja pod tytulami
            profesorskimi. bo glos wiosneczki jest w rzeczywistosci glosem o
            latwiejsze zalatwianie,a nie o to, zeby publikowac dobry dorobek.
            • poetria Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 09:05
              Hm, wie Pan moj profesor napisal rezenzje wydawnicza do ksiazki, ktora moim zdaniem nie powinna sie ukazac bo jest zupelnie odtworcza i zawiera bledy przed wiekami skorygowane, a autorka je powiela poniewaz nie zna pozniejszej obcojezycznej literatury na ten temat. Na domiar zlego niekiedy robi wrazenie jakby oceniala teksty zrodlowe na podstawie jedynie opracowan.
              Problem polega na tym, ze u nas sie wszyscy znaja i recenzje sa niekiedy wyciagane :( ja tobie a ty mnie :(

              Co do pism zachodnich sie zgadzam, he he takie recenzje sa najbardziej wartosciowe, bardzo sie przydaja :)
              • dalatata Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 10:49
                i widzi Pani dla mnie to wlasnie to jest problemem polskiej nauki. a
                dyskusja na temat habilitacji jest dyskusja wtorna. jak juz bedziemy
                potrafili uczciwie powiedziec: polskie recenzje w duzej wiekszosic
                sa rzetelne, bedzie mozna sie zastanawiac nad habilitacja. w
                przeciwnym razie ten nowy system tez zostanie skompromitowany. nie
                zmieni sie nic. jednak o ile zlikwidowanie habilitacji jest latwe i
                proste, o tyle wymuszenie uczciwosci recenzyjnej jest trudne. i
                diziaj habilitacja jest dla mnie reszta systemu, ktory moze
                przeciwdzialac takim knotom, o kotrych Panipisze.....no ale lawiej
                powiedziec, ze jestem za zachowaniem status quo....

                poetria napisała:

                > Hm, wie Pan moj profesor napisal rezenzje wydawnicza do ksiazki,
                ktora moim zda
                > niem nie powinna sie ukazac bo jest zupelnie odtworcza i zawiera
                bledy przed wi
                > ekami skorygowane, a autorka je powiela poniewaz nie zna
                pozniejszej obcojezycz
                > nej literatury na ten temat. Na domiar zlego niekiedy robi
                wrazenie jakby oceni
                > ala teksty zrodlowe na podstawie jedynie opracowan.
                > Problem polega na tym, ze u nas sie wszyscy znaja i recenzje sa
                niekiedy wyciag
                > ane :( ja tobie a ty mnie :(
                >
                > Co do pism zachodnich sie zgadzam, he he takie recenzje sa
                najbardziej wartosci
                > owe, bardzo sie przydaja :)
                • itd-gw Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 11:09
                  dalatata napisał:

                  > i widzi Pani dla mnie to wlasnie to jest problemem polskiej nauki. a
                  > dyskusja na temat habilitacji jest dyskusja wtorna. jak juz bedziemy
                  > potrafili uczciwie powiedziec: polskie recenzje w duzej wiekszosic
                  > sa rzetelne, bedzie mozna sie zastanawiac nad habilitacja.

                  W jednym zgoda - problem habilitacji dla reform nauki polskiej jest wtorny. Natomiast stanowczy sprzeciw, ze nie nalezy juz teraz zastanowic sie nad habilitacja i jej wplywem na stan nauki polskiej.
                  Habilitacja niech sobie chwilowo zostanie jako formalny PAPIER, ale pozostawiajac ja nalezy:
                  1/ natychmiast zmienic sposob jej nadawania czyli zamiast glosowan RW na podstawie czesto nierzetelnych recenzji na sformalizowana procedure oceny dorobku a nie ksiazeczki do kosza;
                  2/ NAJWAZNIEJSZE - odejsc od automatyzmu, ze posiadanie habilitacji jest synonimem wiedzy i kompetencji bo NIE JEST, o czym najlepiej swiadczy wupowiedz dalataty

                  To co proponuje dalatata to kwadratura kola. Recenzentami sa w tym kraju habilitowani i nie rozwiaze sie problemu nierzetelnych recenzji bez zmiany warunkow koniecznych do zostania recenzentem. Warunek posiadania habilitacji nalezy zastapic prostymi warunkami bibliograficznymi z danej dziedziny. Podobnie z prawem do promotorstwa....

                  Dyskusja nad habilitacja jest NIEZBEDNA, ale nie w kontekscie jej zniesienia (przynajmniej na tym etapie reform), lecz pod katem oceny nad wplywu wyzszosci formalnego papierka nad rzeczywistymi kompetencjami na OBECNY stan nauki polskiej.

                  Pierwsze pytanie: Co maja wspolnego habilitacja i minima kadrowe z nierzetelnoscia polskich recenzji?

                  odpowiedz: BARDZO WIELE!!! Zapewniaja poczucie calkowitej BEZKARNOSCI, niezbednosci, etc...
                  • dalatata Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 11:21
                    to co proponuje od dawna dalatata na tym forum to:

                    1.natychmiastowe zniesienie pensum kadrowego jako najwiekszego
                    problemu poslkiej nauki, zapewniajacego totalne bezpieczenstwo
                    miedzy innymmi profsorom, ktorych jedyna mysla oryginalna jest mysl
                    o dodaniu oregano do zupy pomidorowej.

                    2. wprowadzenie miedzynarodowych recenzji habilitacyjnych, a
                    szczeoglnie profesorskich.

                    tylko ze wtedy dalatata jest oskarzany o gnojenie polskiej nauki....

                    a jak wprowadzicie 1 i 2, to mozecie zaczac sie zastanawiac nad
                    zmiana systemu.

                    to co Pan proponuje to brytyjskie 'metrics'. wedle mnie polska nauka
                    nie jest gotowa na takie rozwiazanie. chyba ze wymyslicie sobie
                    swoje wlasne i zeszyty humanistyczne alma mater pcimniensis nadal
                    beda na tym samym poziomie co Nature. jesli z kolei wprowadzic
                    scisle metrics wedle LF, to to jest droga to wywrocenia poslskiej
                    humanistyki i nie tylko. to co proponuje jest kompromisem -
                    poczatkiem wprowadzania koniecznosci elementow miedzynarodowych do
                    dorobku 'saodzielnych'.
                • mensura Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 11:45
                  Czegoś nie rozumiem. Jeśli na sercu Pańskim leży dobro nauki
                  polskiej, to w jaki sposób habilitacja (w postaci nam znanej) ma się
                  do tego przyczynić/przyczyniać? Jeśli to właśnie "habilitowana"
                  profesura doprowadziła naszą naukę do tak mizernej kondycji, to
                  dlaczego chce Pan ten stan rzeczy utrzymywać? Uwagi dotyczyły
                  przecież fikcyjnej recenzji pisanej ręką "habilitowanego" (a więc
                  poddanego mechanizmom kontroli) naukowca (?), a nie wolnego od
                  procedur weryfikacyjnych doktora.

                  dalatata napisał:

                  > i widzi Pani dla mnie to wlasnie to jest problemem polskiej nauki.
                  a dyskusja na temat habilitacji jest dyskusja wtorna. jak juz
                  bedziemy
                  > potrafili uczciwie powiedziec: polskie recenzje w duzej wiekszosic
                  > sa rzetelne, bedzie mozna sie zastanawiac nad habilitacja. w
                  > przeciwnym razie ten nowy system tez zostanie skompromitowany. nie
                  > zmieni sie nic.

                  W słowach tych dostrzegam zdolność profetyczną równą tej, z jaką
                  niektórzy politycy wyciągają konsekwencje przyjęcia traktatu
                  europejskiego... Miał Pan jakąś wizję tego, co nastąpi po usunięciu
                  habilitacji, czy jest to może przedmiotem badań (wtedy chętnie
                  poznałabym jakieś szczegóły). Załuję jednak, że nie dostrzega Pan
                  pewnych antynomicznych składników swej interretacji/przepowiedni. A
                  przecież przynajmniej błędne koło, w którym Pan swą myśl zamyka
                  powinno ukazać sie w całej swej krasie - habilitację będzie można
                  znieść jedynie wtedy, gdy pojawiać się będą rzetelne recenzje, te
                  zaś pisane są rękami samodzielnych, a więc są nierzetelne, stąd:
                  habilitację będzie można znieść jedynie wtedy, kiedy nierzetelni
                  zaczną pisać rzetelnie, etc. To, oczywiście, nieco ironii. W
                  rzeczywistości ja sama mam nieco lepsze zdanie o
                  naszych "habilitowanych" (w swych indywidualnych "wcieleniach", nie
                  en masse)...
                  Swojego czasu próbowano ukuć dla takiej argumentacji
                  termin "mniejszego zła", ale i tutaj bym polemizowała...
                  • dalatata Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 11:52
                    choc zgadzamy sie co do diagnozy, nie zgadzamy sie co do przyczyn.
                    otoz to nie habilitacja sie przyczynila do czegokowliek. podobne
                    recenzje pisze sie w wypadku dokotratow (nikt nie postuluje ich
                    zniesienia!). pisze sie takie recenzje profesorskie, wydawnicze -
                    czyzbysmy powinni przestac wydawac ksiazki i artykuly?

                    ja nie potrafie powiedziec, dlaczego jest tak jak jest. jednak
                    stwierdzenie, ze to habilitacja jest zrodlem wszystkiego zla, jest
                    dla mnie wielkim uproszczeniem. natomiast likwidowanie habilitacji
                    jako panaceum na zapasc nauki polskiej, jest tematem zastepczym.


                    mensura napisała:

                    > Czegoś nie rozumiem. Jeśli na sercu Pańskim leży dobro nauki
                    > polskiej, to w jaki sposób habilitacja (w postaci nam znanej) ma
                    się
                    > do tego przyczynić/przyczyniać? Jeśli to właśnie "habilitowana"
                    > profesura doprowadziła naszą naukę do tak mizernej kondycji, to
                    > dlaczego chce Pan ten stan rzeczy utrzymywać? Uwagi dotyczyły
                    > przecież fikcyjnej recenzji pisanej ręką "habilitowanego" (a więc
                    > poddanego mechanizmom kontroli) naukowca (?), a nie wolnego od
                    > procedur weryfikacyjnych doktora.
                    >
                    • mensura Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 12:22
                      Staram się podążać w miarę szybko za całym tym
                      argumentacyjnym "orężem". I coraz bardziej przekonuję się, że
                      przesłanki te mnożone są wyłącznie w celu uzasadnienia znanej już
                      tezy - habilitacja powinna być zachowana i już. A dlaczego powinna
                      być zachowana? Ponieważ nie jest jedynym złem nauki polskiej. Jeśli
                      więc nie jest jedyną i wyłączną przyczyną nieszczęść (a tylko jedną
                      z wielu), to nie należy jej "ruszać".
                      Przypomina to nieco pacjentkę, która zastanawia się, czy najpierw
                      pójść do stomatologa, okulisty, czy ginekologa, a w konsekwencji
                      nigdzie się nie udaje, czekając na cudowne (ale "kompleksowe")
                      rozwiązanie swoich problemów.
                      Habilitacja wydaje mi sie taką "stomatologiczną" bolączką - choć sie
                      z tego powodu nie umiera, to ból jest dokuczliwy i nie pozwala
                      funkcjonować...
                      Poza tym odwraca Pan porządek wczesniejszych sądów - pomstował Pan
                      przecież na jakość polskich recenzji, ja zaś nie wymagałam
                      zniesienia ich przedmiotu (artykuł, książka, etc.), a jedynie
                      instytucjonalnego kontekstu.

                      dalatata napisał:

                      > choc zgadzamy sie co do diagnozy, nie zgadzamy sie co do przyczyn.

                      Otóz, co do diagnozy - też sie nie zgadzamy. Koncentrowanie się na
                      procedurach wydawniczych, czy akademickim rytuale nie jest dla mnie
                      tak istotne, jak dystrybucja władzy, a habilitacja sankcjonuje jej
                      anachroniczność. Habilitacja więc nie ustala porządku wiedzy (jak
                      raczy Pan sugerować), lecz porządek władzy.
                      Wraz z jej zniesieniem młodzi pracownicy naukowi zyskaliby olbrzymi
                      potencjał decyzyjny, co wywołuje chyba najmocniejszą alergiczną
                      reakcję wśród obecnej "starszyzny". Cały argumentacyjny sztafaż jest
                      więc wyłącznie próbą ukrycia lęku przed utratą potwierdzanego
                      instytucjonalnie prestiżu.
                      • dalatata Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 13:33
                        z calym szacunkiem, odpowiadalem na Pani teze ze warto habilitacje
                        znisc, bo recenzje sa nierzetelne.

                        zeby zostac przy analogii medycznej: Pani argument jest taki,
                        pacjent jest chory, nie mam zielonego pojecia, jak lekarswo
                        zadziala, ale jestesmy przekonani ze bedzie dobrze.a moze lepiej:
                        pacjent umiera na raka i ma przy okazji katar - wyleczmy mu katar i
                        miejmy poczucie dobrze spelnionego obowiazku. i takie analogie mozna
                        snuc do woli.

                        argument o potencjale decyzyjnym jest atrakcyjny, jednak jakos nie
                        wiem, do czego ten potencjal decyzyjny jest potrzebny. zeby sie
                        wziac do pracy? a jako osoba, ktora od prawie 20 lat pracuje w
                        systemie, w ktorym wszyscy sa na ty (choc to inne ty), argument
                        o 'starszyznie' (nawiasem, mi jest znacznie blizej do 40tki, niz
                        50tki) odrzucam.

                        co kontekstow instytucjonalnych - tego to zupelnie nie rozumiem. co
                        to znaczy ze zniesiemy kontekst instytucjonalny? ze ocena dorobku
                        bedzie nastepowala przy piwie? wsrod kolegow? nie ma oceny dorobku,
                        habilitacyjnego czy innego, bez ram instytucjonalnych, bez
                        formalnych recenzji - jakkolwiek bysmy je nazwali.

                        ja mysle ze habilatacja powinna byc zachowana, jednak, powtarzam, bo
                        sie nie zrozumielismy, dyskusja na temat habilitacji jest dyskusja
                        zastepcza. jej zniesienie - poza tym wyzwoleniem niejasnym dla mnie -
                        nie zmieni nic. przeniesie sie wszelkie praktyki korupcji
                        akademickiej na inne procedury akademickie.

                        a co do porzadku wladzy - jasne ze habilitacja jest czescia porzadku
                        dziobania. no ale co z tego? czyz to ocena na 'tenure', na readera w
                        UK nie jest czescia przesuwania sie w tymze akademickim lancuchu
                        zywieniowym? czyz profesor amerykanski nie ma wiecej praw,
                        przywilejow niz assistant profesor w jego departamencie? oczywiscie
                        ze ma i powinien miec. problem polega na tym, zeby na to stanowisko
                        dostawal sie, ktos, kto swoim dorobkiem na to jakos tam zasluguje.
                        merytokracja a nie plutokracja akademicka, zatem. a mnie caly czas
                        nikt nie potrafi wytlumaczyc, w jaki sposob zniesienie habilitacji
                        zniesie ukaldy, kolesiosttwo, owa akademicka plutokracje.
                        • mensura Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 14:18
                          Przepraszam, ale miałam nadzieję, że pamięta Pan swoje
                          wcześniejsze "dysputy" na Forum, gdzie m.in. kwestia tzw.
                          przywilejów została wyjaśniona (przytoczę jedynie fragment z
                          komentarza Magika222, który ilustruje moje stanowisko: "na pensjach
                          te przywileje powinny sie konczyc. W Polsce sie nie kończą, a
                          zniesienie habilitacji moze tylko przyblizyc sytuacje, w ktorej beda
                          sie konczyly"). Wielu wątków nie rozwijałam/powtarzałam, sądząc, że
                          zostały już "wyeksploatowane". Brak miejsca także na szersze
                          uzasadnienie wielu stawianych tez. Skrótowa formuła komentarza to
                          uniemożliwia. Można jedynie liczyć na błyskotliwość i wyrozumiałość
                          interlokutora. Tu niestety się zawiodłam. Co więcej, dopuszcza się
                          Pan praktyk niegodnych naukowca, niezależnie pod jaką szerokością
                          geograficzną wyedukowanego. Przypisuje mi bowiem wypowiedzi, które
                          nia miały miejsca. Insynuacja? Czy to dobra broń w walce o (byle?)
                          jakość nauki polskiej/światowej? Jakość "analogii" także nie
                          zachwyca. Pisze Pan: "Pani argument jest taki,
                          pacjent jest chory, nie mam zielonego pojecia, jak lekarswo
                          zadziala, ale jestesmy przekonani ze bedzie dobrze.a moze lepiej:
                          pacjent umiera na raka i ma przy okazji katar - wyleczmy mu katar i
                          miejmy poczucie dobrze spelnionego obowiazku. i takie analogie mozna
                          snuc do woli". No, no. Mocne słowa, szkoda, że nijak się mają do
                          treści naszej polemiki. I znów pozostawiają wiele do życzenia, jeśli
                          chodzi o ich logiczną poprawność. Rozumiem, że jeśli pacjent umiera
                          na raka (żeby trzymać się medycznej retoryki), to lepiej iżby
                          umierał zakatarzony? O to Panu chodziło? Jeśli bowiem przyjąć taką
                          optykę - nauka polska cierpi na nieuleczalną chorobę, a więc
                          wszelkie negatywne zjawiska w jej obszarze należy ignorować - to
                          rzeczywiście jakikolwiek trud reformatorski będzie skazany na
                          niepowodzenie. W konsekwencji bowiem każdy wysiłek będzie prowadził
                          do klęski. Może więc eutanazja w postaci kolejnej superregulacji,
                          czy też ekstraweryfikacji? Zastanawia mnie, skąd wzięło się u Pana
                          takie "graniczące z pewnością przekonanie ", że zniesienie
                          habilitacji jest pomysłem chybionym, bowiem bądź otworzy bramy
                          piekielne, bądź też niczego (lub niewiele) na lepsze nie zmieni?
                          Prorocze wizje, czy też przeprowadzona (rzetelnie) symulacja?
                          • dalatata Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 14:58
                            no coz, bardzo mi przykro ze zawiodlem Pania moim brakiem
                            blyskotliwosci. i praktykami niegodnymi, nie mowiac o braku
                            zachwytu. jesli to sa te godne argumenty, dziekuje, postoje.

                            odpowiem na jedna kwestie. habilitacje zniesiono juz w Polsce raz. w
                            1968 roku. skonczylo sie na docentach marcowych. do tej pory nie
                            ulsyszalem zadnego arugmentu, ktory by mnie przekonal, ze zniesienie
                            habilitacji bedzie mailo jakikowliek pozytywny skutek.

                            jedyna godna rozwagi propozycja to wprowadzenie 'metrics', a zatem
                            algorytmmowego przeliczania publikacji na punkty. wedle mnie polska
                            nauka jest niegotowa na to, nie mowiac o tym, ze w humanistyce one
                            dzialaja (my publikujemy rowniez ksiazki, ktore nie sa ujmowane na
                            LF). mozna zatem metrics wprowadzic jedynie na poziomie ilosci
                            cytatow, jak w nowym systemie brytyjskim. w systemie polskim, w
                            ktorym problemem jest, zeby ludzie zaczeli w ogole publikowac,
                            kwestia cytatow jest jeszcze oddalona o 20 lat.

                            mozna by wprowadzic system oparty na polskiej parametryzacji
                            • mensura Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 15:37
                              Rozumiem tę erystyczną grę uników. Ponawiam prośbę o przedstawienie
                              jakiejkolwiek (choć szkicowej, nierzetelnej) symulacji klęsk
                              związanych z zniesieniem habilitacji. Przywoływanie marca'68 sobie
                              darujmy, ja zaś (obiecuję!) nie będę wyliczała "zasług" uświęconych
                              habilitacją "akademików" zamierzchłych reżimów... Nie toczymy
                              przecież dysputy politycznej (mam nadzieję)? Przypominam jednak, że
                              niedługo jedynym naszym "bratem w habilitacji" pozostanie Federacja
                              Rosyjska. Może więc - jako, że do Europy nie wstyd nam już się
                              przyznawać - spojrzelibyśmy za miedzę? Może też poczekajmy na
                              przyszłe propozycje powołanego zespołu d/s reform, zanim je w
                              czambuł potępimy?

                              dalatata napisał:
                              > natomiast mnie arugmenty o uwolnieniu mocy decyzyjnych, tudziez
                              > wszelkich innych nie przekonuja.to jest retoryka nie podparta
                              > jakimikolwiek faktami czy dowodami. to propozycja by 'cos
                              zrobic'.
                              > a ja mysle, ze robienie 'czegos', zeby pokazac ze sie 'cos robi',
                              > nie ma wiekszego sensu.

                              No, to ciekawe spostrzeżenie... A pisał Pan, że nie jest taki
                              stary... Widać teraz jak habilitacja zmienia i "stabilizuje".
                              Przywoływany przez Pana potencjał (nie zaś moce) decyzyjny dotyka
                              omawianego przeze mnie wcześniej problemu władzy i jest
                              reglamentowany m.in. w oparciu o istniejące obecnie regulacje -
                              vide: kwestia promowania, wykładania, uczestniczenia w pracach rad
                              wydziałów i innych organów kolegialnych, zajmowania stanowisk, czyli
                              rzeczywistej dystrybucji władzy.
                              A może rzeczywiście raczej nic nie robić, niźli robić "coś"? Choć
                              nie chodziło mi (z czego oczywiście zdaje Pan sobie sprawę) o
                              dowolne (byle spektakularne) działania...
                              • dalatata Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 16:27
                                pomine fakt, ze to ci kotrzy chca zniesienia, a zatem zmiany powinni
                                dowodzic, dlaczego tak bedzie lepiej. alez prosze sie nie krepowac:
                                dzisiejszy system jest fatalny! jednak to nie powod zeby zastepowac
                                czyms nieprzemyslanym typu: zniesmy habilitacje.

                                blagam, prosze chociaz w tej dyskusji mowic o faktach. Rosja nigdy
                                nie miala habilitacji, majac kandidatska i doktorska. nomenklaturowo
                                to nam zostanie towarzystwo Niemiec i Austrii, choc ci pierwsi maja
                                zniesc nazwe.

                                natomiast to co jest kluczowe to to , ze wszedzie na swiecie sa
                                systemy oceny doktorow po 5-9 latach pracy. my to nazywamy
                                habilitacja, USA nazywa przejsciem na tenure - gdzies juz byla moa o
                                podobienstwach i roznicach. podobienstw, wedlug mnie, jest wiecej.

                                ale zeby nie bylo ze ja jestem sztywna nieblyskotliwa starszyzna.
                                niniejszym oglaszam ze jestem za znienisieniem habilitacji i za
                                wprowadzeniem amerykanskiego systemu przechodzenia na 'tenure'? Po
                                polsku 'tenura'. co Pani na to? i teraz juz bedzie nowoczesnie i
                                amerykansko. i wreszcie bedziemy wszyscy zadowoleni i nie bedzie nam
                                wstyd, bo to przeciez wazny argument. ja zreszta juz kilkukrotnie
                                proponowalem juz system ciamciurinek (calosciowa i amerykanska
                                ciurkiem implementowana narodowa ewaluacja kadr). bo sie habilitacja
                                zle kojarzy. i teraz juz tylko trzeba wymyslic, jak to zrobic.

                                juz lepiej?
                                • mensura Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 17:20
                                  Habilitacja nie ze względu na asocjacje jest anachronizmem i złem,
                                  co próbowałam uzasadnić. Zgoda, co do konieczności oceny naukowego
                                  (i dydaktycznego - o którym raczy Pan zapominać) dorobku, jakkolwiek
                                  by się ona zwała (nawet infantylną "pipcie", "ciumcie", czy "żabcie"
                                  jestem w stanie zaakceptować, jeśli będzie funkcjonalna). Jej
                                  kształt jednak musi zostać ustalony nie poprzez proste
                                  przekopiowanie obcych rewelacji, ale też nie w oparciu wyłącznie o
                                  rodzimy folklor akademicki (złoty środek?).

                                  dalatata napisał:

                                  > blagam, prosze chociaz w tej dyskusji mowic o faktach. Rosja nigdy
                                  > nie miala habilitacji, majac kandidatska i doktorska.

                                  Domyślam się, że próbuje Pan zaczarować ponownie świat nazw
                                  różnicując nomenklaturowo języki etniczne. Przecież musi Pan
                                  wiedzieć, że rosyjski kandydat i doktor są odpowiednikami doktora i
                                  doktora habilitowanego. Rosja nie miała habilitacji, jeśli przyjąć,
                                  że po USA nigdy nie biegały psy, jeno "dogi"...

                                  Jeszcze tylko odpowiedź na ostatnie z pytań. Lepiej.
                                  • dalatata Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 18:03
                                    nie. usiluje wykazac, ze myli sie Pani ze tylko w Rosji jest juz
                                    habilitacja - z pewnoscia umknelo Pani to, ze odpowiadalem na Pani
                                    stwierdzenie o tym,ze Polska jest ostatnim krajem z habilitacja.
                                    Przezornie tez nie zauwazyla Pani Niemiec i Austrii, gdzie nie dosc,
                                    ze jest habilitacja, to na dodatek nazywa sie habilitacja. Podobnie
                                    nie zauwaza Pani argumentu o 'tenure' w USA, ktory wskazuje na
                                    funkcjonalna habilitacje w USA. ale przeciez juz Pani raczyla
                                    zauwazyc, ze jestem malo blyskotliwy, wiec pewnie nie doceniam
                                    subtelnosci Pani argumentu.

                                    ja znow zapewne nie doceniam niuansow wywodu, jednak nie zauwazylem
                                    tych przygwazdzajacych argumentow w kwestii zla habilitacji. to
                                    jest, poza uwolnieniem mocy decyzyjnych, ktore doceniam, rzecz jasna
                                    (ktozby nie docenil?!), jednak umyka mi nieco ich konkretnosc
                                    (jednak to znow pewnie moje moce intelektualne daja o sobie znac).

                                    podsumowujac, ja bym chcial rzetelnych ocen na dobrych
                                    uniwerystetach, a nie walki z symbolami, bo sie kojarza. nie
                                    odpowiada mi pozorowanie dzialan typu: zniesmy habilitacje i juz te
                                    anioly adiunkckie trzymane w okowach przez lucyferow profesorskich
                                    ukaza nam rozpostarte skrzydla dorobkow wielkich, a slonce zgasnie w
                                    cieniu skrzydel jak zagli....

                                    cieszac sie jednak, ze to nie ja bede cierpial na brak witaminy D w
                                    ciemnosciach skrzydlatych, jako ze nie mieszkam w naszym pieknym
                                    kraju (tak umeczonym habilitacja, przez ktora jak feniks z popiolu
                                    nie moze nauka polska wstac i stac sie Wilkenriedem nauk),
                                    pozdrawiam Pania i pozostaje w nieustajacym, choc malo blyskotliwym,
                                    szacunku.
                                    • mensura Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 18:50
                                      To jednak oznaka posthabilitacyjnej nonszalancji i nierzetelności.
                                      Nigdy nie twierdziłam, że jedynie w Rosji habilitacja obowiązuje.
                                      Napisałam jedynie, że "niedługo jedynym naszym "bratem w
                                      habilitacji" pozostanie Federacja Rosyjska". Proszę więc dokładnie
                                      przytaczać. Mam nadzieję, że więcej uwagi poświęca Pan tekstom
                                      swoich studentów i doktorantów? Jeśli zaś przywołuje Pan Niemcy, to
                                      zapewne ze świadomością, że i tam habilitacja wędruje do lamusa? Zaś
                                      tenura - dość swobodnie określana przez Pana mianem "habilitacji
                                      funkcjonalnej" (pomimo sprostowań - vide: komentarz "lata tata bez
                                      habilitacji", który polecam do ponownej lektury) w jej anglosaskiej
                                      wersji póki co nie daje sie zaimplantować na polskiej tkance, choć
                                      można dyskutować o jej "słowiańskiej" modyfikacji... Z kolei radość
                                      z pomieszkiwania poza granicami swojej (?) ojczyzny dyplomatycznie
                                      bym ukrywała.
                                      • dalatata Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 19:55
                                        Pani wygrala!!! nie dosc ze malo blyskotliwy, to na dodatek
                                        nierzetelny (fakt ze napialem ze w Nimeczech rezygnuja z nazwy
                                        habilitacja jest dowodem) i jeszcze niedyplomatyczny. zupelnie nie
                                        wiem dlaczego mialbym ukrywac mieszkanie poza Polska (mnie akurat
                                        sie to podoba, co wiecej moge z czystym sumieniem powiedziec, ze
                                        poznalem rowniez nauke brytyjska, zeby juz nie kluc oczu
                                        miedzynarodowa). a moi doktoranci z pewnoscia przeklinaja dzien,
                                        ktorym sie urodzli.

                                        na to 'sprostowanie' (bo to post byl, a nie sprostowanie) byc moze
                                        Pani zauwazyle moja odpowiedz, jednak znow laskawie przemilczala.

                                        wiec jeszcze raz: poddaje sie! Pani wygrala, nie dosc, ze nie mam
                                        arugmentow, to na dodatek jestem niezwykle podejrzanej konduity
                                        nonszalacnkim posthabilitacyjnym szwarccharakterem.

                                        caluje raczki szanownej Pani, wirtualnie rzecz jasna, bo w realu bym
                                        sie nawet nie osmielil podjesc.
                                    • hohvar Re: Habilitacja - czy naprawdę w niezmienionej we 27.03.08, 20:20
                                      podsumowujac, ja bym chcial rzetelnych ocen na dobrych
                                      > uniwerystetach, a nie walki z symbolami, bo sie kojarza. nie
                                      > odpowiada mi pozorowanie dzialan typu: zniesmy habilitacje i juz te
                                      > anioly adiunkckie trzymane w okowach przez lucyferow profesorskich
                                      > ukaza nam rozpostarte skrzydla dorobkow wielkich, a slonce zgasnie w cieniu
                                      skrzydel jak zagli....

                                      Otóż to. Z pewnością takoż i będzie. Bo przecież teraz oni muszą te swoje
                                      genialne prace chować po kątach albo szufladach, coby ich zawistny hab. nie
                                      dostrzegł i (niepotrzebne skreślić:) zniszczył/zabronił publikować/utajnił gdzie
                                      można to opiblikować/dopisał się do listy autorów...

    • przemek05 Re: Habilitacja - niestety, potrzebna 25.03.08, 15:23
      Co do tej nietykalnosci i nieusuwalnosci, to starzy adiunkci
      korzystaja z niej w tym samym stopniu co profesura. Zwiazki zawodowe
      wywalczyly dla nich dozywotnie kontrakty.

      Co do prowadzenia wykladow, to najczesciej czynia to wlasnie
      adiunkci, zarowno w uczelni panstwowej jak i prywatnej (znam problem
      z autopsji). Odpowiednia liczba zatrudnionych "samodzielnych" jest
      potrzebna do uzyskania przez uczelnie prawa do dyplomowania,
      doktoryzowania, itp. Musi byc jakis regulator, zeby uniknac
      sytuacji, ze kilkunastu doktorow bez wiekszego dorobku po doktoracie
      zaklada sobie uczelnie i wydaje dyplomy, doktoryzuje... Niemal
      codziennie dostaje spam, gdzie proponuje mi sie dyplom, nawet PhD,
      bez jakiejkolwiek aktywnosci z mojej strony, poza uiszczeniem
      oplaty :-) Czy chcemy tez mnozyc takie "uczelnie"?

      Co do recenzowania habilitacji, to sytuacja sie poprawila, bo 2
      recenzentow jest narzuconych przez CK bez jakiejkolwiek konsultacji
      z Rada Wydzialu, dopiero 2 pozostalych moze byc wyznaczonych przez
      Rade. Negatywne recenzje zdarzaja sie bardzo rzadko, bo uczelnia nie
      dopusci do recenzowania slabej pracy - bedzie sklaniac habilitanta
      do uzupelnienia i podniesienia poziomu rozprawy. Sama obrone mozna
      powtarzac, jesli recenzje sa dobre a wynik glosowania na Radzie
      Wydzialu niepomyslny.
      Podstawa habilitacji jest zgromadzenie dorobku nauk. - nawet
      rozprawy nie trzeba koniecznie pisac, wystarczy przewodnik po
      publikacjach habilitanta.

      Oczywiscie system trzeba doskonalic, ale rewolucja w postaci
      likwidacji stopnia nauk. nie jest, moim zdaniem, potrzebna.


      • dalatata Re: Habilitacja - niestety, potrzebna 25.03.08, 15:31
        zgadzam sie o do konkluzji.

        2 rzeczy jednak. dochodza mnie co jakis czas wiadomosci o
        habilitacjach przepchnietych sila dwoch recenzetnow wewnetrznych,
        przy tych z CK negatywnych.

        co do pensum kadrowego - to o tych adiunktach bez dorobku, nie
        zgadzamy sie calkowicie. otoz powienien to regulowac rynek. malo mam
        watpliwosci ze owi adiunkci sprawdza sie swietnie przygtowujac
        licenjantow zarzadania rolnictwem w szkole wyzszej w Zupie Goracej,
        glownie na potrzeby gminy Zupa Goraca, z okolicznymi wsiami i
        przysiolkami. z kolei UJ bedzie chcial miec kadre lepsza i z tzw.
        dorobkiem.

        i przy rzetelnej ocenie PAKi, sprawa jest zalatwiona. a przy okazji
        usuwamy stada nieprodukujacych profesorow - piszacych glownie swoje
        listy ze sprawunkami.
        • przemek05 Re: czy mozna przepchnac hab... 25.03.08, 15:52
          przy negatywnej recenzji? Nie spotkalem sie z tym, w kazdym razie na
          moim wydziale. Spotkalem sie tylko z powtorzeniem kolokwium, bo zbyt
          duzo czlonkow Rady wstrzymalo sie od glosu i nie bylo 50% poparcia.
          Czesciej zdarza sie wstrzymywanie przewodu, gdy dorobek jest
          niewystarczajacy lub rozprawa ma istotne wady (zdaniem komisji RW).
          RW nie chce sie wstydzic przed recenzentami zewnetrznymi, wiec woli
          byc ostrozna (choc moze i krzywdzi w ten sposob habilitanta, ktory
          moglby sie obronic, przy odrobinie szczescia). Moze lekarstwem
          byloby wyprowadzenie calego procesu do CK, przy zmniejszeniu roli
          RW?

          Co do pensum kadrowego - jesli termin "wyzsze wyksztalcenie" ma miec
          jakis sens, to musi istniec kontrola nad odpowiednim poziomem
          uczelni.
          • dalatata Re: czy mozna przepchnac hab... 25.03.08, 16:17
            przy dwu negatywnych z CK, a dwu pozytywnych z wydzialu (znam sprawy
            z pierwszej reki).

            no to sie bedziemy roznic pieknie. ja mysle ze nie ma czegos takiego
            jak 'wyzsze wyksztalcenie'. jest wyzsze wyksztalcenie z wyzszej
            szkoly w Ropczycach (kolo ktorej przejezdzam jadac na wakacje) i z
            UJ, ktory skonczylem. Co wiecej, realia sa takie, w takich
            Ropczycach profesorowie sa tylko na papierze i nie zjawiaja sie (sam
            mialem propozycje tego typu, choc nie z Ropczyc :-) ). i w efekcie
            nauczaniem zajmuja sie i tak adiunkci. pensum kadrowe to ubior
            nagiego krola. nie wiem, nawiasem mowiac, czy pensum kadrowe gdzies
            jeszcze wystepuje, czy to tylko polski koloryt wynikajacy z
            wieloetatowosci.

            natomiast tak, PAKA powinna miec piecze nad poziomem nauczania
            zdajac sobie sprawe z tego, ze oczekiwania rynku wobec absolwentow z
            Ropczyc (to na Podkarpaciu, tak w ogole) sa mocno inne od oczekiwan
            wobec absolwentow z UJ, przy jakims tam poziomie ponizej ktorego nie
            da sie zejsc (ang. graduateness).
    • sendivigius Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebna 25.03.08, 16:37
      Habilitacja spelnia na uczelniach role "fali" w wojsku poborowym.
      Nie spelnia zadnej innej roli. Mowi sie o publikacjach w
      zagranicznych czasopismach, ale te czasopisma sa redagowane przez
      ludzi bez habilitacji, nadeslane artykuly sa tez recenzowane przez
      ludzi bez habilitacji. Jak zapewnic poziom "bez habilitacji" tez
      uczelnie zagraniczne wiedza. Jakos caly naukowy swiatek sie bez tego
      obywa a w Polsce wciaz skansen i park jurajski. Przypominam
      uprzejmie ze po zniesieniu kartek na mieso w 89 roku nie tylko miesa
      nie zabraklo ale wrecz przeciwnie. Kiedys naukowcy wyrozniali sie
      rozumem i umiejetnoscia analizy rzeczywistowsci, teraz tzw. "polscy
      naukowcy" przypominaja krzyzowke scholastykow debatujacych o tym ile
      diablow zmiesci szpilki z kapralem LWP. Zenada. I nie warto by o tym
      pisac gdyby nie to ze to podatnik placi.
      • dalatata Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 25.03.08, 17:00
        jasne.i na calym swiecie nie zadnych procedur przechodzenia w gore
        kariery. i wszyscy od razu sa profesorami.

        a amerykanska ocena na 'tenure' jest tak sakramencko rozna od
        poslkiej habilitacji, w ktorej ocenia sie dorobek kandydata, ze
        bardzo nie moze byc. bo tam sie ocenia piekne oczy i przynaleznosc
        partyjna.

        zgadzam sie z jednym habilitacja spelnia role fali, ale glownie
        dlatego, ze sa kolesie. i prosze mi odpoweidziec, czy zlikwidowanie
        habilitacji zlikwiduje kolesiow i te wszystkie akademicko-korupcyjne
        uklady i ukladziki w Polsce? i nagle profesorami beda zostawac ci
        adiunkci, ktorzy tak naprawde naprawde naprawde zasluguje, a nie
        tylko ci, ktorzy zasluguja tylko naprawde.

        no wiec ja nie wierze w to. ale nie mam watpliwosci ze to ja sie
        myle i samo zniesienie habilitacji jest calkowitym panaceum na
        wszystkie uklady i ukladziki. magiczna rozdzka habilitacji.
      • komentator4 Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 25.03.08, 18:00
        Fanatyczni wrogowie habilitacji, produkujący się na tym forum, nie
        dostrzegają jednego z kilku nieszczęść, do jakich doprowadziłoby
        zniesienie habilitacji. Skutkiem byłoby nie tylko uruchomienie
        karier cwaniaczków na podrzędnych uczelniach typu "Polsko-Japońska
        Wyższa Szkoła Technik Komputerowych" (nazwa autentyczna). Gdyby to
        był jedyny skutek, te dziadowskie "akademie" szybko zyskałyby złą
        sławę i ich dyplomy straciłyby wszelką wartość. Niestety, po
        zniesieniu habilitacji, cwaniaczkowie wypromowani przez kolesiów
        zajęli by wysokie stanowiska w organach w rodzaju Centralnej Komisji
        (bo przecież jakaś ocena dorobku w celu awansu musiałaby pozostać) i
        wtedy mieli by szansę utrącać awanse lepszych od siebie w skali
        całego kraju. To byłoby nieszczęście monumentalne i chyba niemożliwe
        do odwrócenia bez wprowadzenia dyktatury. O zniesieniu habilitacji
        można dyskutować tylko równocześnie z projektem innej metody oceny
        dorobku. Taka metoda musiałaby wymuszać poszanowanie reguł na
        wszystkich uczestnikach. Problemy z obecnie istniejącymi
        habilitacjami nie kryją się w samych habilitacjach, tylko w
        powszechności cwaniactwa i nawyku obchodzenia reguł w polskim
        społeczeństwie. Bardzo rozsądnie na ten temat mówi
        dyskutant "dalatata" - przeczytajcie jego argumenty zanim się znowu
        odezwiecie.
        • dalatata Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 25.03.08, 18:13
          absolutnie tak!
          i dziekuje za mile slowa.
        • ford.ka Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 25.03.08, 21:37
          PJWSTK zajęła w roku 2007 1 (pierwsze) miejsce w rankingu Polityki w
          kategorii Uczelnie Niepubliczne - Informatyka (na 31).
          PJWSTK zajęła w roku 2007 1 (pierwsze) miejsce w rankingu Wprost i
          dodatkowo została wyróżniona "Złotym Indeksem" w
          kategorii "Niepaństwowe uczelnie niebiznesowe".
          W poprzednich latach podobnie.
          Współpracuje z 18 uniwersytetami w UK, Irlandii i Japonii (na moje
          oko żadne cuda, ale jest wymiana studentów).
          Rozumiem, że nazwa brzmi ko(s)micznie, ale wypada najpierw
          sprawdzic, co się wypisuje, choćby anonimowo na forum, czcigodni
          Koledzy. A można by pomyśleć, że takie wpady zdarzają się wyłącznie
          młodym posłom PiSu ;)
          • komentator4 Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 15:44
            ford.ka - powołujesz się na źródła zewnętrzne, o których mało wiesz.
            Od kiedy to tygodnik "Polityka" jest autorytetem w dziedzinie nauki
            i edukacji? i dlaczego jakieś jego "rankingi" miałyby mieć
            jakąkolwiek obiektywną wartość? "Wprost" to dla ciebie autorytet?
            Nie kompromituj się. Ja natomiast znam niektórych ludzi prowadzących
            PJWSTK i niektórych jej wykładowców (wstyd powiedzieć, ale są wśród
            nich moi dawni koledzy ze studiów) i stąd wiem, że to są po prostu
            cwaniacy-naciągacze, nie mający żadnych kwalifikacji do nauczania
            czegokolwiek poza prymitywnym rzemiosłem. To jest szkółka zawodowa,
            a nie "szkoła wyższa". Wybrałem ten przykład całkowicie świadomie.

            Przykład jednego kwiatka: jeden z zaproszonych "wykładowców" PJWSTK,
            zaproszony po znajomości, który nigdy przedtem w ciągu swojej 30-
            letniej pracy zawodowej nie pracował ze studentami, chwalił się
            później, że jego wykład trwał 8 godzin, z jedną przerwą w połowie.
            • ford.ka Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 16:20
              Poprosze zatem o linki do wiarygodnych rankingow szkol wyzszych w
              Polsce. Ja moze mam kwalifikacje do oceny zrodel zewnetrznych w
              swojej dziedzinie, ale nie w sprawie rankingow.
              Przyznam, ze tego "kwiatka" nie rozumiem. Czy jak ktos nie uprawial
              nigdy dydaktyki, to nie nalezy go dopuszczac do studentow? Kazdy
              czlowiek z mlekiem matki wysysa wiedze o tym, jak sie robi wyklady i
              ile powinny trwac? Mnie w Irlandii uczyli, ze absolutne maksimum to
              godzina - 50 minut wykladu i 10 minut na pytania. Ale tak nie jest
              nigdzie w Polsce, bo wszedzie kaza gledzic przez 90 minut.
              Pewnie durny jestem, ale uklad taki, ze sie organizuje visiting /
              guest speaker, ktory wpada na jeden/trzy/cztery dni i prowadzi
              jednym ciagiem n.p. seminarium, nie jest czyms rzadkim i kosmicznym.
              Zwykle zaprasza sie po znajomosci, bo to jest (a przynajmniej byc
              powinna) opcja dla naprawde wybitnych, a tacy nie maja czasu na
              zabawy z dziecmi w buszu. Zastrzegam sie - nie znam przypadku, nie
              chce oceniac, moze to zdarzenie rzeczywiscie nie mialo zadnego sensu.
              No i jeszcze clou programu. Tym razem nie chce mi sie sprawdzac, ale
              na moje oko to PJWSTK to tzw. wyzsza szkola zawodowa czyli
              sformulowanie "szkolka zawodowa" nie jest obrazliwe (o co, byc moze
              ze zlej woli podejrzewam komentatora4) ale opisuje stan rzeczy. Oni
              nie sa od tworzenia nauki, tylko od uczenia "prymitywnego rzemiosla"
              (o ile informatyka moze byc prymitywna) co chyba robia calkiem
              niezle.
              To jest jakies ogolnonarodowe pomieszanie z poplataniem - na UW
              studenci domagaja sie, zeby na wykladzie o tlumaczeniach dawac im
              praktyczne porady do zastosowania w pracy zawodowej, a tutaj chca
              zeby szkola zawodowa otwierala nowe horyzonty nauki i zatrudniala
              samych noblistow. Pewnie z medycyny, bo z informatyki nie daja ;)
              Żeby nie bylo na mnie - nic mnie z tą szkola ani jakakolwiek inna
              uczelnia informatyczna nie laczy ;)
              • komentator4 Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 16:44
                ford.ka, zbaczasz z tematu. Zapomniałeś już, w jakim kontekście
                PJWSTK pojawiła się tu pierwszy raz. To oczywiście jest szkółka
                zawodowa, której kadra, przy obecnym systemie, nie odgrywa żadnej
                roli w zarządzaniu polską nauką. Ale po zniesieniu habilitacji
                oczywiście mieliby otwartą drogę do tego, żeby pozować na uczonych i
                brać udział w ocenianiu innych. W odróżnieniu od ciebie ja po prostu
                wiem, że oni się do tego nie nadają i na szczęście nie mają tej
                szansy.

                A co do konkretów: skoro wiesz, że wykład nie może trwać dłużej niż
                50 minut, skoro narzekasz na "ględzenie" przez 90 minut, to dlaczego
                udajesz, że nie rozumiesz, że nie można do studentów gadać przez 4
                godziny bez przerwy? A tamten facet był z tego dumny - i to właśnie
                dowodzi jego zerowych kwalifikacji.
                • ford.ka Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 17:00
                  PJWitd jest szkola zawodowa. W murach tej szkoly wszyscy moga sie
                  tytulowac magnificencjami i nic nam do tego. To komercyjne
                  przedsiewziecie, ktorego celem jest przekazywanie kwalifikacji z
                  dziedziny informatyki. Zyjemy w takim swiecie, gdzie poswiadczeniem
                  kwalifikacji jest dyplom i tytul zawodowy. Poki sa klienci, bedzie
                  kwitlo. Jak klienci sie skoncza, otworza tam oddzial Millenium czy
                  innego banku.
                  Nie beda pozowac, a oceniac beda mogli swoich kolegow i niech im
                  bedzie na zdrowie. Do zarzadzania nauki polskiej przedstawiciele
                  PJitd moga wejsc albo przez Krajowa Rade Rektorow itd albo zdobycie
                  stanowiska ministra nauki i czegos tam jeszcze. To drugie udalo sie
                  juz Podlaskiej Sorbonie, wiec chyba gorzej sie nie da. Zreszta
                  zadnego zarzadzania nauka polska nie ma i pewnie nigdy nie bylo.
                  Nie wiem, skad sie wzielo to przekonanie, ze jak sie skasuje
                  habilitacje, to UW, UJ, SGH natychmiast zatrudnia wszystkich
                  petajacych sie po Polsce doktorow na stanowiska profesorskie. Nie
                  zatrudnia. W wersji bialej zaczna robic konkursy, w wersji czarnej
                  beda (jak dotychczas) zatrudniac krewnych i znajomych krolika. Czyli
                  likwidacja habilitacji nic tu nie zmieni na gorsze.
                  Nie udaję, ze mozna, choc sam mam podobne wyczyny w swojej biografii
                  (planisci potrafia wszystko ;). Pisze, ze ja o tym wiem, bo mialem
                  przez semestr zajecia z dydaktyki, a ten, ktory mial parogodzinny
                  wyklad, ich najwyrazniej nie mial. Sam Pan napisal, ze nie mial
                  kwalifikacji ani doswiadczenia jako dydaktyk. Ale (to tylko
                  podejrzenie, prosze mnie poprawic, jesli sie myle) nie zaproszono go
                  jako wielkiego dydaktyka tylko specjaliste od informatyki. Gdyby
                  pieprzyl bez sensu, studenci zwyczajnie by wyszli w trakcie wykladu
                  albo nie wrocili z przerwy. Wyszli? Moze jednak mial im cos do
                  powiedzenia?
                  • komentator4 Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 19:20
                    ford.ka, jakie właściwie tezy ty bronisz? Ja przywołałem przykład
                    PJWSTK jako instytucji zatrudniającej słabych naukowców i marnych
                    dydatktyków w celu wyciągania pieniędzy od studentów. Chodziło mi o
                    to, że przy obecnym systemie awansu naukowego nie mają oni szansy
                    wpływania na politykę naukową innych instytucji - i bardzo dobrze,
                    że nie mają. Gdyby habilitacje zostały zniesione, "uczeni" tacy jak
                    oni nagle stali by się równorzędni z profesorami uniwersytetów. To
                    była tylko marginesowa uwaga do problemu, czy znosić habilitacje czy
                    nie. Ty zrobiłeś z PJWSTK osobny temat dyskusji i teraz chcesz mnie
                    utopić w powodzi słów. W równoległej dyskusji na drugim forum sam
                    podałeś statystykę publikacji przedstawicieli różnych zawodów
                    naukowych. Przypomnę ci:

                    "Cale UW ma 959 publikacji w pismach z LF. W tym (kilka wybranych
                    wydzialow):

                    Fizyka 379
                    Chemia 280
                    Matematyka 151
                    Biologia 81
                    Psychologia 16
                    Ekonomia 7
                    Neofilologia 3
                    Historia 2
                    Prawo 1
                    Polonistyka 0"

                    Otóż jedną z przyczyn, dla których fizyka stoi tak mocno, jest
                    właśnie izolowanie groszorobów i symulantów, takich jak personel
                    PJWSTK, od wpływu na kariery ludzi uprawiających rzeczywiste badania
                    naukowe. Drugą przyczyną jest powszechny obyczaj przymierzania
                    naszych osiągnięć do najlepszych, przez posyłanie prac do publikacji
                    w dobrych międzynarodowych czasopismach. "Rankingi" Polityki i
                    Wprost nic dla nas nie znaczą. Bierzcie, poloniści, przykład.
                    • ford.ka Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 19:39
                      Bronię tezy, że uczelnie prywatnesą autonomiczne i powinny móc robić
                      co chcą. Szkoły zawodowe (wyższe też) mają uczyć zawodu. Jakość
                      oferty prywatnych przedsiębiorstw weryfikuje rynek. Nie probuję
                      oceniac oferty PJitd, bo nie mam do tego kwalifikacji. Rynek
                      zweryfikowal ich pozytywnie i chyle przed nim czoła.
                      Rankingi Polityki i Wprostu maja charakter komercyjno-
                      publicystyczny, ale do moich celow nadaja sie idealnie -
                      potwierdzaja, ze rynek "kupil" PJitd. Tylko tyle i az tyle. Dostane
                      tego linka do jakichs "prawdziwych rankingow"?
                      Profesorowie Pitd nie beda nigdy "rowni" profesorom uniwersytetow,
                      chyba ze jak wpadna z wizyta do cioci w Pcimiu i sie pochwala, ze sa
                      profesorami. Dla cioci beda. Dla reszty nie.
                      Na nic tez nie beda wplywac - juz pojawiaja sie mechanizmy
                      usuwajacych prof-ow roznych Sorbon z uniwersytetow. Na UW n.p. nie
                      wolno laczyc pracy na etacie z pelnieniem funkcji wybieralnych.
                      Chcesz byc rektorem Pitd, wypadasz z UW. Od razu mogę podrzucić
                      pomysł - chcesz być prof. Pitd, rezygnujesz z etatu na UW.
                      A jak beda chcieli wplywac na rozwoj nauki promujac doktorow, to
                      albo sie przyloza, albo sie przykro zdziwia. Bo prawa nadawania
                      doktoratow tak z marszu (czytaj: nigdy) nie dostana, a prawdziwe
                      uczelnie raczej sie nie beda spieszyc, zeby ich gwiazdeczki
                      doktoryzowac. Magistrow i licencjatow juz moga promowac, czy moze
                      kolega planuje ograniczyc te rozpasane przywileje?
                      Z tej statystyki wynika przede wszystkim, ze lista filadelfijska
                      obejmuje wszystkie pisma z dziedziny fizyki i paru innych nauk
                      scislych, a nie obejmuje ekonomii, historii, prawa itd. Co nie jest
                      dla nikogo poważnego jakimś zaskoczeniem. I pewnie dlatego fizycy
                      przeforsowali ja w roli idola prawdziwej nauki.
                      • dalatata Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 19:58
                        z teza ze uczelnie prywatne sa prywatne i moga robic co im sie
                        podoba, nie mam wiekszych problemow. tyle ze jest pare ale....

                        inzynier od budowy mostow bedzie musial zdac sensowny egzamin, bo ja
                        wole jechac po moscie co sie nie zawali.

                        co wiecej, dopoty dopoki uczelnia prywatna daje tylko cerytfikat
                        ukonczenia szkoly, to jak dla mnie moga uczyc ze na marsie mieszkaja
                        krasnoludki ktore wyrastaja z ziemi.

                        jesli jednak chca dawac tytul magistra, musza spelniach pewne
                        warunki, o ktorych decyduje panstwo - bo to tytul 'panstwowy', ze
                        sie tak wyraze, w gestii pasntwa. podobnie jest z doktoratami....

                        a jesli idzie o reszte, hulaj dusza piekla nie ma.
                        • ford.ka Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 21:56
                          Hm... Zgubilem trzy slowa: "w granicach prawa".
                          Moze to moja mlodziencza naiwnosc, ale zupelnie sie nie boje lekarzy
                          czy inzynierow po prywatnych uczelniach. Takie nie istnieja i nie
                          powstana, bo koszta ksztalcenia sa tak ogromne, ze nie da sie ich
                          pokryc z czesnego. Niestety, na ksztalcenie lekarzy i inzynierow
                          bedziemy dalej musieli sie wszyscy skladac z podatkow. Choc pewnie
                          raczej "na szczescie" niz "niestety".
                          Wiedza ekonomiczna kasjera w oddziale banku czy wiedza jezykoznawcza
                          nauczycielki angielskiego w przedszkolu (jakkolwiek ograniczona i
                          niekompletna) nie wplywa w znaczacy sposob na moje dobre
                          samopoczucie.
                          Z tymi magistrami moze byc gorzej (bo moga n.p. uczyc na wyzszych
                          stopniach edukacji) ale na szczescie niewiele szkol ma odpowiednie
                          uprawnienia i wiecej ich nie bedzie, bo gorka demograficzna sie
                          skonczyla i szkoly prywatne beda sie raczej zwijac niz rozwijac.
                          • dalatata Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 22:28
                            fordzie.ka, ja nie napisalem nigdzie ze sie boje. ja napisalem, ze
                            chce sie upewnic.... a to co innego. a inzynierow to sie juz
                            prywatnie chyba ksztalci, prawie jesem przeonany ze sa rozne szkoly
                            inzynierskie.

                            a co do tytulu 'panstwowego' (bo magister to tytul po ukonczeniu
                            studiow i nie mozna sobie go ot tak nadac) , to ja chyba jestem
                            bardizej obywatelsko nastawiony. moze tez dlatego ze w UK pare lat
                            temu rzad wymusil na nas eksplicytne rozumienie tego, czym
                            jest 'graduatness' - czego oczekujemy, w sensie minimum, od
                            absolwenta. nie wiem czy nam sie powiodlo, ale wiem zesmy sie
                            zastanawiali.

                            no ale wiem, kto by sie w Polsce studentem przejmowal....
                            • ford.ka Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 22:38
                              Wyzsze szkoly prywatne istnieja tak naprawde w szesciu kategoriach:
                              ekonomia, prawo, informatyka, pedagogika, politologia, nauki
                              spoleczne - no i siodma grupa to dziwactwa w rodzaju szkol
                              kosmetologii i urzadzania wnetrz - spis prosze: biznes:
                              szkoly.wprost.pl/?e=49&c=13 i reszta:
                              szkoly.wprost.pl/?e=49&c=14 . W ramach zadnej z nich nie da
                              sie wyksztalcic inzyniera, o magistrze inzynierze nie wspominajac.
                              Ja sie akurat dowiedzialem, czego sie oczekuje od absolwenta mojej
                              uczelni, ale nie bede wchodzil w szczegoly, bo mi sie plakac chce.
                              • dalatata Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 22:56
                                wierze na slowo, choc techniczno ekonomiczne i technologii
                                telekomunikacyjnej wygladaja na inzynierskie.ale pewnie nie na
                                budowe mostow.....

                                niech pan sobie poplacze....:-)
                      • komentator4 Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 21:56
                        ford.ka, twoje domaganie się linku do rankingu dowodzi tylko
                        dyletanctwa. Nie istnieją poważne rankingi całych uczelni, bo nie
                        mają żadnego sensu. Forumowicze uwielbiają powoływać się na "chińską
                        listę" i traktują ją jak wyrocznię - to właśnie na niej polskie
                        uniwersytety są w czwartej setce. Ale ta chińska lista została
                        stworzona nie po to, żeby ustawić światowe uniwersytety w
                        hierarchię, tylko po to, żeby CHIŃSKIM kandydatom na studentów dać
                        wstępną informację przy podejmowaniu decyzji o wyborze uczelni.
                        Rankingi mogłyby mieć jakiś sens przy porównywaniu pojedynczych
                        wydziałów, ale tego nikt nie robi. W "rankingu ogólnym" słabe
                        wydziały mogą zepsuć cały efekt wypracowany przez wydziały dobre -
                        ot właśnie tak, jak poloniści i prawnicy na UW są kulami u nóg
                        fizyków, chemików i matematyków. Na nasz prywatny użytek my, fizycy,
                        wiemy gdzie są dobre wydziały fizyki, a gdzie marne, ale nawet taka
                        klasyfikacja nie jest absolutna, bo na przykład jedni są świetni w
                        cząstkach elementarnych, ale nie istnieją w teorii pola, a drudzy na
                        odwrót. Przestań więc ekscytować się rankingami i po prostu weź się
                        do roboty na swoim polu, żeby nie było taką pustynią.
                        • ford.ka Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 22:24
                          Czyli rankingi Wprost i Polityki sa najlepsze w Polsce z tej prostej
                          przyczyny, ze w ogole sa... Mnie tam wszelkie rankingi czochraja,
                          przeciez od zawsze wiadomo, ze dobre sa takie, gdzie jestesmy na
                          gorze, a zle takie, gdzie jestesmy na szarym koncu ;)
                          Pare godzin temu napisalem chyba na innym forum, ze fizycy sa co
                          prawda swietni, ale nie powiedza, jak do tego doszli. No to mam
                          teraz dowod: "na nasz prywatny uzytek wiemy"...
                          Wspolczuje Oxfordowi i Cambridge, chlopaki pewnie nie spia po
                          nocach, bo a nuz ich "slabe wydzialy" sciagna ich w dol ;)
                          Nie do konca wiem, jak mam sie wziac do roboty, zeby walczyc z ta
                          pustynia? Wysylac artykuly z literaturoznawstwa do "Nature" w
                          nadziei, ze zrozumieja, ze nie zajmowali sie tym co trzeba?
                          Do maja moja ksiazka wychodzi w Oksfordzie (nie w vanity press ;)
                          ale przeciez nic z tego dla rankingu nie wyniknie, bo licza sie
                          journale. Czyli zmarnowalem dwa lata, poglebiajac tylko pustynie.
                          Obecne zasady oceny sa takie, jakby Malysza i Jedrzejczak wywiezc na
                          pustynie Gobi i stwierdzic na miejscu autorytatywnie, ze sa ciezarem
                          dla wyprawy archeologicznej, bo ani zadnego dinozaura nie potrafia
                          odkopac, ani chociaz nie zdobywaja zlotych medali, zeby archeologom
                          kopalo sie przyjemniej. A punkty liczone sa wylacznie od sztuki
                          wykopanego dinozaura. Po prostu kula u nogi.

                          PS Rozumiem, ze moje domaganie sie rankingu jest jedyna kwestia
                          warta poruszenia. We wszystkich pozostalych sie zgadzamy. No to OK -
                          moge sobie byc dyletantem.
                          • dalatata Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 22:46
                            he he.....to fajnie ze wychodzi. gratuluje!

                            ale argumentuje Pan nieuczciwie. My tez mamy na swoj prywatny uzytek
                            naz ranking departamentow nie?

                            a rankingi sa fajna zabawa, ale niczym wiecej. dam przyklad -
                            niedawno moj Uni zajal sie strategicznie kwestia rankingu, bo
                            okazalo sie ze w jakims parametrze wypadal za slabo na swoj gust.
                            zbadano sprawe i okazalo sie ze powodem byla organizacja
                            uniwesrytetu. czesc pieniedzy, ktore liczono w tymze rankingu bylo
                            nie na poziomie departamentu tyklko na poziomie centralnym.
                            powiedzmy - liczy sie ilosc forsy na studenta i w wiekszosci
                            uniwersytetow kazdy departament zaiwaudje budzetem w ktorym jest
                            rowniez budzet biblioteczny. w moim uniwersytecie budzet
                            biblioteczny byl w bibliotece centralnie. rektor podjal decuzje o
                            przekazaniu budzetu departamtentom (na papierze rzecz jasna) i nam
                            nastepnym razem podskoczy. to autentyczna historia.

                            a historia z Malyszem - dokladnie tak!!! bo my musimy grac w gre w
                            jaka nam kaza grac. od tygodnia siedze nad porpozycja granotwa na
                            badania ktore mnie nie interesuja w ogole. mam je w nosie. totalnie,
                            jesli dostaniemy te forse to bedzie sie tym zajmowal kolega ktorego
                            to interesuje, a ja jestem potrzebny ze wzgledu na perspektywe
                            badawcza. szlag mnie trafia jak cholera, ale takie sa zasady gry.
                            ocenia mnie sie za to jakie granty zdobywam, a nie za to,czy jestem
                            szczesliwym kroliczkiem robiacym tylko to na co mam ochote. a jako
                            ze granty zdobyc trudno, no to sie nie wybrzydza, szczeoglnie ze
                            mamy tu duze szanse. my tez mamy pod gorke, tylko inna.

                            nas juz nikt nie rozlicza za publikacje - bo publikuje wszyscy
                            ktorzy sie chca liczyc w czymkolwiek. ci co nie publikuja siedza
                            cicho i bulgocza...i zapierpzaja zajecia za reszte. nowe research
                            assessment exercise ktore do tej pory ocenialo jakosc publikacji
                            glownie, teraz bedzie ocenialo tylko ilosc cytowan, forsy i
                            dokotratow. nic wiecej. i juz nie trzeba tylko publikowac, trzeba
                            pubikowac tak zeby inni docenili.....my wchodzimy na inny poziom
                            gry, fordzie.ka. i ja sie chetnie bym z wami zamienil na system.
                            tyle ze mi sie moja pensja podoba.
                            • ford.ka Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 23:08
                              A dziekuje, dziekuje... Wspolautor twierdzi, ze to bedzie nasze
                              dzielo zycia i do smierci, a nawet jeszcze troche po, tylko to beda
                              cytowac (oczywiscie zainteresowani - czyli malutka nisza...), ale
                              mam nadzieje, ze zrobie jednak jeszcze cos lepszego ;)
                              Jaki system? To u nas jest jakis system? W zyciu zadnego systemu nie
                              zauwazylem, ale moze to dlatego, ze mam pokoj na samym koncu
                              korytarza.
                              Ale takie pytanie - na serio mysli Pan, ze wlasnie cos takiego
                              powinnismy sobie urzadzic w Polsce? Bedzie nam od tego lepiej?
                              Samopoczucie narodowe nam sie polepszy, jak bedzie obiektywnie
                              wiadomo, ze Olsztyn bije Bialystok na glowe o 3,2? Wszelkie
                              wskazniki skocza jak Malysz, ale czy w nauce na pewno chodzi o
                              wskazniki?
                              Bo ja (tak sie tu przyznam) chyba wole byc niedoinwestowanym ale
                              jednak szczesliwym kroliczkiem, ktory robi to, co lubi, niz tygrysem
                              polujacym na coraz to nowe granty.
                              • dalatata Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 26.03.08, 23:32
                                no mam nadzieje ze to nie bedzie opus magnum....tylko jedno z kilku.

                                tkai system w Polsce? nie. Polska nie jest gotowa. mysle ze w Polsce
                                nalezy wprowadzic sytem podobny do wlasnie odchodzacego RAE w UK. a
                                zatem system oparty na ocenie jakosci 4 'najlepszych' publikacji za
                                okres 5-6 lat. do tego granty i tzw. esteem indicators. rozne funkce
                                akademickie ktore wyznaczaja staus wsrdo srodowiska (typu plenarne
                                wystapienia na waznych konferencjach) itd. problem, jak zwykle, z
                                retelnoscia. podejrzewam ze ilosc przekretow w polsce byla
                                powalajaca.

                                a ja roznie. widzi pan, presja jest duza (ale bez jaj, da sie zyc),
                                ale tez fajnie jest miec z tego pewne zyski, typu powiedzmy jakiegos
                                niewielkiego poziomu rozpoznawalnsoci....
                          • komentator4 Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 27.03.08, 21:58
                            ford.ka, bezmyślne posługiwanie się "rankingami" prowadzi do
                            katastrofy. Pułapki takiego postępowania zostały niedawno ciekawie
                            opisane w tygodniku "Science" w artykule pod tytułem "Who will grade
                            the graders?", albo jakoś podobnie. Próbowałem dla Ciebie znaleźć
                            link, ale niestety w domu mam ograniczone możliwości (a w pracy nie
                            mogę klepać w komputer tak długo jak Ty - ja mam tam co robić). Ale
                            spróbuję znaleźć jutro i posłać Ci zeskanowany tekst
                            (ford.ka@nospam.gazeta.pl? popraw, jeśli trzeba). Może da Ci do
                            myślenia. W największym skrócie: "rankingi" mogą być użyteczne tylko
                            przy uważnym uwzględnieniu kryteriów, według których zostały
                            zrobione. Bez analizy kryteriów można dojść do kompletnie fałszywych
                            wniosków.

                            > fizycy sa co prawda swietni, ale nie powiedza, jak do tego doszli.

                            A po co mieliby mówić? Jak myślisz, kto fizykom powiedział? Uczeni
                            są przecież od tego, żeby sami rozwiązywali problemy, a nie od tego,
                            żeby brali korepetycje. Ale dwie wskazówki miałeś w moim poście: 1.
                            Tępić i izolować miernoty i cwaniaków; 2. Mierzyć się z najlepszymi.

                            > Wspolczuje Oxfordowi i Cambridge, chlopaki pewnie nie spia po
                            > nocach, bo a nuz ich "slabe wydzialy" sciagna ich w dol ;)

                            Oxford i Cambridge są wśród tych nielicznych szczęśliwych
                            uniwersytetów, na których nie ma słabych wydziałów.

                            > Nie do konca wiem, jak mam sie wziac do roboty, zeby walczyc z ta
                            > pustynia?

                            To zmień zawód.

                            > Do maja moja ksiazka wychodzi w Oksfordzie (nie w vanity press ;)
                            > ale przeciez nic z tego dla rankingu nie wyniknie, bo licza sie
                            > journale.

                            To znaczy, że rankingi są do dupy, co napisałem już wcześniej. Poza
                            tym to nieprawda, że liczą się tylko journale. Nawet jeśli Twój
                            instytut nie premiuje Ciebie indywidualnie za książkę wydaną w
                            dobrym wydawnictwie (ja mam ten sam problem - dotychczas dwie
                            książki w Cambridge UP), to instytut zbiera za to punkty w rankingu
                            (znowu ten cholerny ranking) KBN czy jak ta instytucja teraz się
                            nazywa. Będziesz miał punkt zaczepienia do negocjacji z dyrektorem.

                            > PS Rozumiem, ze moje domaganie sie rankingu jest jedyna kwestia
                            > warta poruszenia. We wszystkich pozostalych sie zgadzamy.

                            Nie, jest o wiele więcej punktów, w których się nie zgadzamy, ale
                            nie mam cierpliwości polemizować z Tobą, bo ta dyskusja rozrasta się
                            bez kontroli jak jakiś polip. Z każdej dygresji robisz nowy temat i
                            topisz mnie w powodzi gadulstwa. Reaguję tylko na najbardziej rażące
                            nonsensy. Nie mam czasu odpowiadać na wszystko - ja w pracy robię
                            coś innego niż dyskutowanie na forum gazety wyb., a wieczorem w domu
                            chce mi się spać.
                            • ford.ka Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 28.03.08, 08:45
                              Prosze laskawie zwrocic uwage, ze jestem humanista... Ja sie nie
                              posluguje bezmyslnie rankingami, ja sobie robie z nich jaja, bo w
                              mojej dziedzinie ich wartosc jest w najlepszym razie nikla (to jest -
                              niewiele okreslaja i niewielu sie nimi nie przejmuje) i religijny
                              don stosunek panujacy wsrod scientists budzi we mnie rozbawienie
                              polaczone z przerazeniem. Smiech to najlepsza bron.
                              Jak siedze przed komputerem, to znaczy, ze poprawiam licencjaty i
                              magisterki, czyli pracuje. Nie naukowo, niestety, ale ja jestem
                              pracownikiem naukowo-dydaktycznym, ktoremu dydaktyka sie rozlazla na
                              pol zycia. Wlasnie nadszedl deadline na pierwszy rozdzial. Norme
                              krajowa promocji wyrabiam trzy razy, wiec musze siedziec. Nudne sa,
                              wiec sie rozrywam na forum.
                              ford.ka@gazeta.pl z przyjemnoscia poczytam. Z tytulu czuje, ze
                              prawdziwi naukowcy odkryli to, co dla mnie jest oczywiste bez badan -
                              rankingi suck ;)
                              Kocham to zdanie "a po co mieliby mowic". Taka wlasnie jest polska
                              nauka - sam sobie znajdz, nikt Ci nie pomoze. Kto ma szczescie,
                              trafi na mistrza, kto nie ma, niech sie idzie gonic. Moj mistrz
                              zmarl w pierwszym roku mojego doktoratu. Potem pracowalem sam, a moj
                              instytut sporo sie przykladal, zeby mi w tym przeszkadzac. Pierwsze
                              dziesiec lat spedzasz na ustalaniu, jak sie to robi, a potem mozesz
                              juz sobie badac.
                              Ale ja lubie swoj zawod, a jako produkt uboczny wytwarzam
                              potrzebnych naszemu pieknemu krajowi absolwentow. Fajnie by ci
                              wszyscy scientists wygladali, gdyby przyszli do roboty i odkryli, ze
                              odczynnikow ze Stanow nie ma i nigdy bedzie, bo w zwiazku z brakiem
                              swiatowego dorobku naukowego neofilologow pozamykano neofilologie i
                              nie ma w Polsce tlumaczy, ktorzy potrafia przelozyc fakture dla
                              urzedu celnego (tlumacz przysiegly musi miec magistra czyli musi byc
                              dr hab neofilologii zeby go wypromowac - wlasciwie w komisji powinno
                              byc ich trzech). Mieliby wtedy (owi scientists) mnostwo wolnego
                              czasu, by uczyc swoje dzieci angielskiego, bo nauczycieli przeciez
                              tez by nie bylo (nauczyciel tez musi byc mgr - patrz wyzej). Fakt,
                              iz funkcjonujemy w tym samym systemie i mamy byc oceniani wedlug
                              tych samych norm jest niepowazny, ale to jest fakt empiryczny, wiec
                              naukowiec scisly chyba nie powinien go podwazac.
                              A rozlazenie sie naszej dyskusji jest cudownym dowodem na to, ze
                              humanisci pisza ksiazki a scientists artykuly. Dla nas opisanie
                              przejscia z puntu A do B jest niepowazne, bo nie uwzglednia
                              szerokiego kontekstu, dla was kontekst to rozdrabnianie sie na
                              pierdoly. "East is East and West is West, and never the twain shall
                              meet" napisal stary Rudyard Kipling i chyba mial na mysli science i
                              arts ;)
                              • komentator4 Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 28.03.08, 16:19
                                Wysłałem Ci plik pdf artykułu o rankingach. Niedokładnie
                                zapamiętałem jego tytuł, stąd wcześniejsze trudności ze znalezieniem
                                linku. Naprawdę nazywa się on "Who ranks the university rankers?" i
                                był w Science 24 August 2007: Vol. 317. no. 5841, pp. 1026 - 1028.
                                Dla tych, którzy mają prenumeratę elektroniczną, tu jest link:

                                www.sciencemag.org/cgi/content/summary/317/5841/1026
                                > Prosze laskawie zwrocic uwage, ze jestem humanista... Ja sie nie
                                > posluguje bezmyslnie rankingami, ja sobie robie z nich jaja
                                > ... i religijny
                                > don stosunek panujacy wsrod scientists budzi we mnie rozbawienie
                                > polaczone z przerazeniem.

                                Nie wyglądało na to - użyłeś rankingu "Polityki" do całkiem poważnej
                                obrony pewnej dziadowskiej pseudo-wyższej szkółki. Z nas dwóch to
                                właśnie ja, scientist, nawoływałem do krytycyzmu wobec rankingów.

                                > Kocham to zdanie "a po co mieliby mowic". Taka wlasnie jest polska
                                > nauka - sam sobie znajdz, nikt Ci nie pomoze. Kto ma szczescie,
                                > trafi na mistrza, kto nie ma, niech sie idzie gonic.

                                Dobry mistrz oczywiście może wiele ułatwić, a zły wiele popsuć. Ale
                                dobry stan sciences w Polsce jest zasługą tych wszystkich, którzy od
                                kilkudziesięciu lat robili najlepszą robotę jaką potrafili, nie
                                czekając na korepetycje mistrzów - bo pierwsi z nich żadnych
                                mistrzów w Polsce nie mieli. Oczywiście mieli trudniej i dopiero
                                uczniowie tamtych pionierów dogonili resztę świata, ale ktoś musi
                                pierwszy zdobyć się na odwagę robienia rzeczy trudnych
                                i "niemożliwych". Narzekaniem i czekaniem na wskazówki niczego nie
                                osiągniecie.

                                > odczynnikow ze Stanow nie ma i nigdy bedzie, bo w zwiazku z
                                brakiem
                                > swiatowego dorobku naukowego neofilologow pozamykano neofilologie
                                i
                                > nie ma w Polsce tlumaczy, ktorzy potrafia przelozyc fakture dla
                                > urzedu celnego

                                To jest informacja o tym, jak mały Jasio wyobraża sobie uprawianie
                                nauki. Nie znam fizyka, który musiałby korzystać z tłumacza. Całą
                                obcojęzyczną korespondencję każdy z nas załatwia sam. Tłumaczy
                                angażuje się tylko wtedy, gdy zmusza nas do tego biurokracja. Ja na
                                przykład kiedyś musiałem zapłacić takiemu darmozjadowi chyba 150 zł
                                za "przetłumaczenie" jednej stroniczki (dyplomu doktorskiego). Tytuł
                                pracy i tak ja musiałem przetłumaczyć dla niego, bo on nie umiał,
                                ale potrzebna była jego pieczątka na tłumaczeniu i to właśnie
                                kosztowało 150 zł.
                                • ford.ka Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 28.03.08, 18:52
                                  Dzięki, artykuł dotarł. Zajrzałem na razie, zapowiada się ciekawie.
                                  Do rankingów P i W odwoływałem się jako do oceny rynkowej, bo w
                                  przypadku szkol zawodowych inne oceny nie mają wiekszego sensu.
                                  Kilka razy pisałem, że nie mam kwalifikacji do oceny merytorycznej
                                  PJitd i takiej sie nie podejmuje. Z pierwszej strony artykulu w
                                  Science wynika zreszta niezbicie, ze nie trzeba byc jakims
                                  szczegolnym wyjatkiem, zeby traktuje takie rankingi serio. Mozna byc
                                  n.p. rektorem Freie Universitaet Berlin ;)
                                  Potrafie zrozumiec niechec prawdziwego naukowca do szkoly zawodowej,
                                  ale stojac w rozkroku jako naukawiec i opiekun naukowy takiej szkoly
                                  (z zupelnie innej dziedziny) podchodze bez sympatii do totalnej
                                  krytyki takich "uczelni". Zarzut, ze szkola zawodowa uczy zawodu, a
                                  nie robi "nauki" naprawde jest niepowazny. Gdyby zaczela robic (a
                                  niektore poprawiaja sobie humor, organizujac konferencje naukowe i
                                  publikujac potem proceedings...) znaczyloby, ze swiat stanal na
                                  glowie.
                                  Na chlopski rozum (czyli bez naukowych ambicji) zakladam, ze jesli
                                  dwa rozne rankingi wielokrotnie daja tej samej szkole 1. miejsce na
                                  ponad 30, to moga sie troche mylic, ale bez przesady. Aczkolwiek
                                  moze to oznaczac tylko tyle, ze wszystkie pozostale sa jeszcze
                                  gorsze...
                                  No to ja wlasnie przecieram te szlaki (taki zart!) - przynajmniej
                                  jak sie wrzucam w te wszystkie super wyszukiwarki, to cos tam
                                  wychodzi. Zadne cuda, ale na tle i w porownaniu jednak cos.
                                  Oj, bo sie zdenerwuje... Zdarza mi sie poprawiac artykuly
                                  biochemikow do publikacji po angielsku, a i robilem kiedys na
                                  konferencjach za tlumacza, wiec moze bez tych opowiesci o
                                  powszechnym jezykowym geniuszu scientists. Wszyscy sobie radza ze
                                  wszystkim, co ich bezposrednio dotyczy. Dalej robi sie trudno, wiec
                                  z tym uczeniem dzieci angielskiego tez bylyby problemy. Scientists z
                                  uprawnieniami tlumacza przysieglego jeszcze nie spotkalem. Moze za
                                  krotko zyje.
                                  • komentator4 Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 28.03.08, 19:16
                                    Raz traktujesz rankingi poważnie, a raz piszesz, że je lekceważysz,
                                    zależnie od tego, co Ci lepiej pasuje do aktualnie wygłaszanej
                                    figury retorycznej. A ja uprzejmie Ci donoszę po raz kolejny:
                                    ranking może mieć sens tylko z punktu widzenia jakiegoś konkretnego
                                    kryterium. Powoływanie się na rankingi bez przywoływania kryteriów
                                    jest demagogią i dezinformacją. Rankingi sporządzane przez
                                    pseudoznawców takich jak redakcja "Polityki" nie mają żadnej
                                    wartości.

                                    Tłumacze, przysięgli czy nie przysięgli, i językoznawcy są może
                                    ekspertami w swoich językach, ale prawie zawsze na poziomie języka
                                    potocznego. Mam bez przerwy problemy z redaktorami technicznymi w
                                    redakcjach (amerykańskich) i w wydawnictwie (szacowne Cambridge UP),
                                    którzy, za przeproszeniem, wpieprzają się do moich tekstów, chociaż
                                    nie mają pojęcia o matematyce i fizyce nawet na poziomie szkolnym.
                                    Skutek jest taki, że każda publikacja jest poprzedzona kłótniami z
                                    tymi pacanami, które w przypadku książki rozciągają całą procedurę
                                    na długie miesiące. Resztki włosów jeżą mi się na głowie na myśl o
                                    tym, że gdybym nie był pewny swojego, to mógłbym tym bałwanom zaufać
                                    i pozwolić im na proponowane zmiany - i wyjść na głupca przed całym
                                    światem. Dlatego proszę nie przekonuj mnie o przydatności lingwistów
                                    w pracy naukowej.
                                    • ford.ka Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 29.03.08, 21:14
                                      Traktuje rankingi powaznie: jako narzedzie. Mam swiadomosc, ze
                                      tworzy sie je w konkretnym celu. Rankingi Polityki i Wprostu maja
                                      ten sam cel co Szanghaj - wskazac przyszlym studentom, gdzie warto
                                      studiowac - jest to ocena rynkowa.
                                      Ta dyskusja chyba donikad nie doprowadzi, ale nie rozpatrywalismy w
                                      ogole kryteriow, jakie zastosowano w rzeczonych rankingach.
                                      Zajrzałem do Polityki:
                                      www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead33&news_cat_id=977&news_id=221235&layout=18&forum_id=10530&
                                      fpage=Threads&page=text
                                      i tak na moje oko, trudno stwierdzic, ze jest to "demagogia i
                                      dezinformacja". Czy mam przez to rozumiec, ze wygrywajacy w
                                      wiekszosci kategorii UW tak naprawde depcze po pietach
                                      Bialemustokowi ale Polityka popiera Warszawe, bo tu sie miesci jej
                                      redakcja? Moze bez przesady z ta krytyka?
                                      Jako ze jest to jednak watek calkowicie poboczny, proponuje go
                                      zamknac.
                                      "Tak sobie mały Kazio wyobraża tłumaczy..." Taka drobna małostkowość
                                      z mojej strony ;) Tlumacze przysiegli nie znają języka potocznego,
                                      bo i po co? Znają glownie język prawa i ekonomii, bo od tego są i na
                                      tym można zarobić. Trafiaja sie jeszcze pojedynczy specjalisci n.p.
                                      od medycyny czy informatyki. Językoznawcy znają język opisu swojej
                                      dziedziny, potoczny raczej hobbystycznie chyba ze mieszkali dluzej
                                      w "swoim" kraju. Jesli jacys tlumacze znaja jezyk potoczny, to
                                      stawialbym na tlumaczy literatury pieknej.
                                      Trochę się zdziwiłem tymi doświadczeniami z redakcją... Może
                                      wydawnictwa naukowe zajmujące się naukami ścisłymi zatrudniają
                                      jakichś lamerów, w humanistyce moje doświadczenia są dokładnie
                                      odwrotne. Moje własne teksty nigdy nie są tak piękne jak po
                                      porządnej angielskej redakcji ;)
                                      Nigdy w życiu nie zamierzałem nikogo przekonywać o przydatności
                                      lingwistów w pracy naukowej poza lingwistyka! Słowo harcerza!
                                      Twierdziłem jedynie, że są tak w ogóle potrzebni, a pogonienie ich
                                      pod pretekstem, ze "nie prowadzą badań i nie publikują na światowym
                                      poziomie" moze sie na dluzsza mete okazac klopotliwe takze dla nauk
                                      scislych. Proszę łaskawie zjechać na dół - konieczność zamówienia
                                      tlumaczenia przysieglego FAKTURY NA ODCZYNNIKI (czy, co juz Pan
                                      wspominal, dyplomu) nie ma chyba wiele wspolnego z samymi badaniami,
                                      ale brak takiej faktury moze badania skutecznie uniemozliwic.
                                      • komentator4 Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 29.03.08, 21:40
                                        OK, no to możemy w końcu się zgodzić.

                                        Tylko mała poprawka: nie zamierzałem twierdzić, że wyniki rankingów
                                        są zawsze fałszywe. Przypadkiem może się okazać, że liderem jakiegoś
                                        rankingu szkół wyższych jest naprawdę najlepsza (z naukowego punktu
                                        widzenia) szkoła. Chciałem tylko podkreślić, że zrobienie uczciwego
                                        i fachowego rankingu wymaga kwalifikacji, których
                                        redakcja "Polityki" nie ma (a prostackie "Wprost" nie ma ich tym
                                        bardziej). Zwycięstwo PJWSTK w rankingu Polityki dowodzi
                                        prawdziwości mojej tezy.

                                        > Moje własne teksty nigdy nie są tak piękne jak po
                                        > porządnej angielskej redakcji ;)

                                        To mnie nie dziwi. Redaktorzy są Twoimi kolegami po fachu i
                                        rozumieją, co piszesz, więc ich poprawki są do rzeczy.
                                        Językoznawcy "poprawiający" teksty matematyczno-fizyczne nie
                                        rozumieją, co czytają i robią głupstwa. Mógłbym podać rozmaite
                                        przykłady, ale nie chcę Cię zanudzić.
        • mensura Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebna 27.03.08, 11:15
          Czytałam ze zdumieniem - zarówno artykuł, jak i komentarze - ale ten
          wpis (komentator4) potwierdza wszystkie alarmujące diagnozy. Pośród
          wielu głosów rozsądku, wskazujących archaiczność i anachroniczność
          habilitacji (owszem - nie ona jedna winna wszelkiego zła w nauce
          polskiej, ale może by tak zacząć właśnie od niej naszej
          nauki "modernizację"?)ta rejtanowska i logicznie przewrotna obrona
          najbardziej zaskakuje. Jako konsekwencję zniesienia habilitacji
          wskazuje możliwość pojawienia się podrzędnych i prowincjonalnych
          uczelni, tak, jakby ich - właśnie z dobrodziejstwem habilitacji -
          jeszcze nie było. Przypomina to zaklinanie wolnego rynku na
          przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wtedy też
          straszono wyimaginowanymi rezultatami gospodarczych przemian.
          Zresztą, jeśli nawet (w co osobiście wątpię) powstałyby
          nagle "tysiące" wyższych szkół, to rynek usług edukacyjnych posiada
          znacznie szersza ofertę i przede wszystkim od tych, którzy chcą z
          niej skorzystać winny wszelkie jej modyfikacje zależeć. Jeśli więc
          ktoś chce kończyć Wyższą Szkołę Gotowania Na Gazie, nie zaś
          Uniwersytet Warszawski, to nie można mu tego zabronić, tak jak nie
          wyznaczamy jakości produktów spożywanych na codzień w polskich
          domach. Ostatecznie, rynek pracy zweryfikuje słuszność takich
          wyborów. Posługiwanie się zaś terminami "cwaniaczka" i "kolesia"
          jest nie tyle nieeleganckie, co całkowicie niezrozumiałe, zwłaszcza
          w odniesieniu do młodych, energicznych, jeszcze nie "skorygowanych"
          przez akademicki "układ" naukowców. Przypominam też, że nie można
          być "fanatycznym wrogiem" (no, chyba że istnieją "mądrzy idioci"), a
          co najwyżej fanatycznie oddanym idei habilitacji, co czytam pomiędzy
          wierszami komentatora4 (może to świeży habilitacyjny narybek, stąd
          ten zapał neofity?).
        • chimp Re: Habilitacja - niestety, nam kolesiom potrzebn 01.04.08, 20:39
          Zabawne.. Jestem absolwentem dobrego ścisłego wydziału renomowanej państwowej
          uczelni wyższej, pracownikiem innej i studentem pjwstk:) Mówię serio - dla mnie
          to dobra okazja na podniesienie kwalifikacji, a poza tym jestem młody i jakoś
          daję radę. I powiem tyle, że bardzo chciałbym żeby na wydziałach informatycznych
          polskich uczelni technicznych był taki poziom jak na PJ. I mówię tu zarówno o
          poziomie zajęć (który jest czasem zbyt wysoki dla studentów, średnio jednak
          słabszych od studentów np Elektroniki PW) jak i o poziomie nauki na tej uczelni.
          Nie chcę sypać nazwiskami, ale jak ktoś chce to znajdzie.
          Po prostu skostniały jesteś człowieku, nie potrafisz wyjść ze stereotypów. Nie
          żeby mnie to bolało, ale warto wiedzieć że można zrobić w tym kraju
          przedsięwzięcie edukacyjno naukowe które zarabia na siebie i tworzy coś
          rzetelnego. Nie wiem czy są jeszcze jakieś inne przykłady sukcesów w tej
          dziedzinie w kraju, ale nie wątpię że każdy ewentualny byłby podobnie
          storpedowany przez podobnych Tobie.
    • ford.ka Taki młody a taki stary 25.03.08, 17:17
      Autor jest młodym adiunktem i politologiem, czyli niby człowiekiem
      wykształconym i otwartym na świat. A tymczasem nadaje jak stary
      profesor:
      - habilitacja to dla niego nie nagroda za dorobek, ale blokada na
      niefajnych. Czyli wszyscy mają sie męczyć bez większego sensu, żeby
      tylko tych kilku niefajnych się nie prześlizgnęło. Zabijcie
      wszystkich Bóg rozpozna swoich!
      - świata nie widzi poza swoim malutkim poletkiem. Gdzie są te
      prywatne szkoły, których radosny rozwój blokują habilitacje z
      medycyny, ornitologii, fizyki, matematyki, biologii...? Brak takich.
      No to czemu służy habilitacja w tych dziedzinach. Proponuję
      rozszerzyć postulat - w ramach walki z nepotyzmem wśród adwokatów
      obowiązkowy celibat dla wszystkich absolwentów prawa.
      Niepraktykujacych też!
      • osa5 Re: Taki młody a taki stary 25.03.08, 18:07
        człowieczek wie, że podlizywanie się jest opłacalne
        • adaml -->>> OD AUTORA Re: Taki młody a taki stary 25.03.08, 22:26

          Szanowna kolezanko (badz szanowny kolego),

          uprasza sie o czytanie ze zrozumieniem i nie przypisywanie z gory autorowi zlych
          intencji. Napisalem - jak slusznie jeden z przedmowcow zauwazyl - ze samo
          zniesienie habilitacji nie uzdrowi polskiej nauki z "ukladow". I ze zanim ja
          zniesiemy, trzeba miec racjonalny (lepszy od obecnej hab.) system oceniania.
          Tylko tyle.

          Pozdrawiam, Adam Leszczynski

          adam.leszczynski (malpa) agora.pl
          • ford.ka -->>> OD AUTORA Re: Taki młody a taki 25.03.08, 23:18
            Drogi Panie Adamie,

            Ja od tego jestem literaturoznawca (i mam na to papier) zeby czytac
            niekoniecznie po wierzchu. Po wierzchu to ja sie zgadzam, zniesienie
            okresowej oceny (habilitacja do smieci, to naprawde nie ma sensu,
            chocby dlatego, ze utrzymywanie sytuacji, w ktorej rozne nauki mniej
            lub bardziej luzno traktuja zapisy ustawowe, zeby dostosowac je do
            swoich potrzeb, jest demoralizujace) nie ma sensu, a stala ocena
            (oceniana jest kazda publikacja, a trzeba miec ciagle nowe, zeby sie
            utrzymac na stanowisku czyli "publish or perish") moze sie okazac
            zbyt luznym systemem jak na Polske. Ale na razie wystarczy
            traktowana serio ocena okresowa, a potem mozemy zaczac budowac
            system punktowy w oparciu o publikacje.
            Ale Pan nie napisal "tylko tyle". Napisal Pan n.p. "[Habilitacja] to
            często ostatni moment, kiedy można zagrodzić drogę do praktycznie
            dożywotniej posady komuś, kto jest ewidentnie kiepski, a kto do tej
            pory radził sobie dlatego, że był sympatyczny, koleżeński i dobrze
            ustawiony w instytutowej czy wydziałowej polityce."
            I tu pojawia sie pytanie, ktore juz postawilem - czy znaczy to, ze
            uwaza Pan, ze polska nauka pelna jest ludzi ewidentnie kiepskich,
            ktorych w zaden inny sposob nie da sie usunac, czy zaklada raczej,
            ze jest ich wprawdzie niewielu, ale ich istnienie jest czyms tak
            potwornym, ze trzeba wszystkich sprawdzic. Taka lustracyjna
            mentalnosc wychodzi - pachnie Ziobra: "kto jest dobry, ten sie nie
            ma czego bac". Czesto ma, bo staje przed sadem kapturowym.
            Co wiecej wynika z tego fragmentu (dobor slow jest bardzo znaczacy!)
            jest to, ze traktuje Pan habilitacje jako zapore, kare, rite of
            passage, a nie nagrode za zaslugi. Jeste Pan w tym wyrazicielem
            calego grona adiunktow, dla ktorych to jest choroba na "h", a nie
            ukoronowanie kolejnego etapu ich pracy naukowej. Nie pomyle sie
            jakos szczegolnie, ze czesciej wpada Pan w panike "co bedzie, jak
            sie nie wyrobie" niz cieszy sie "pracuje swietnie i ciezko, dostane
            za to zasluzona nagrode".
            Dalej, drogi kolego, wykazuje sie Pan niegodna publicysty Gazety
            Wyborczej (acz standardowa w dziennikarstwie) ignorancja. Obecna
            ustawa uniemozliwia prace na wielu etatach - mozna miec dwa, ale sa
            uczelnie n.p. UJ ktore stawiaja pracownika pod sciana: jeden etat
            albo won. "Wiele etatow" skonczylo sie jakies trzy lata temu. To
            znaczy - pracowac czyli wykladac mozna w wielu uczelniach, ale do
            kadry liczy sie tylko w tzw. pierwszym i drugim miejscu
            zatrudnienia, czyli w praktyce wykladaja doktorzy. Troche to
            oczyscilo sytuacje z "profesorow dziesieciu katedr", ale
            jednoczesnie zwiekszylo popyt na "samodzielnych", przywracajac do
            pracy "naukowej" legiony emerytow. Czy nauka naprawdę straci tak
            wiele, jeśli zastąpią ich doktorzy?
            I trzecie - za zalete habilitacji podaje Pan, ze dorobek habilitanta
            oceniaja specjalisci spoza wydzialu. Jesli poczyta Pan forum dowie
            sie pewnie, jacy to specjalisci i od czego. A ich obiektywnosc nie
            rozni sie jakos szczegolnie od tej, ktora znalezc mozna w calej PT
            Nauce Polskiej - czyli jak kto ma plecy, to go komisja nie ruszy.
            Jak ma wrogow, komisja nie jest swieta. Zdarza sie tez, ze
            habilitant pada ofiarom tarc, w ktorych nie bral udzialu - jest n.p.
            z nielubianej uczelni. Ze niby dr hab odwali habilitacje doktoranta
            profesora, od ktorego bedzie zalezec jego profesura belwederska? Jak
            to ladnie pisza w Gazecie - nie mozna od nikogo wymagac postaw
            heroicznych.
            Krotko mowiac - daje Pan trzy argumenty za utrzymaniem habilitacji.
            Pierwszy jest mocno naciagany (choc popularny) bo jakos tak dziwnie
            sie dzieje, ze opisani przez Pana ludzie "ewidentnie kiepscy, ktorzy
            do tej pory radzili sobie dlatego, bo sa sympatyczni, koleżeńscy i
            dobrze ustawieni w instytutowej czy wydziałowej polityce" problemow
            nigdy nie maja, jesli tylko zdolaja z siebie wycisnac ksiazke na w
            miare niegrozny temat. A maja na to nawet cwierc wieku, jak im wolno
            idzie.
            Drugi argument jest falszywy, bo prawo sie zmienilo i to dosc dawno.
            Trzeci tez jest bardzo mocno dyskutowany, rowniez dlatego ze nauka
            podzielila sie na bardzo male nisze i znalezienie w Polsce czterech
            specjalistow na jakis konkretny temat (z zalozenia niszowy, bo tylko
            tam mozna zrobic cos naprawde nowego) bywa czesto niemozliwe.
            Czyli jakie wlasciwie mial Pan intencje? Jest Pan za, ale nie wie
            sam dlaczego? A moze tak naprawde jest Pan przeciw, ale jest Pan to
            w stanie wyrazic jedynie poprzez (jak to nazywa Derrida czy inny
            Riffaterre) subtext?

            Pozdrawiam
            • dalatata -->>> OD AUTORA Re: Taki młody a taki 25.03.08, 23:58
              z tym UJ to troche nie tak. zabronil miec drugiego etatu, ALE TYLKO
              W KRAKOWIE. u bezposredniej konkurencji....
              • ford.ka -->>> OD AUTORA Re: Taki młody a taki 26.03.08, 00:41
                Dziękuję za cenną uwagę do mojej wypowiedzi. To rzeczywiście zmienia
                całą sprawę.
                • dalatata -->>> OD AUTORA Re: Taki młody a taki 26.03.08, 00:46
                  no widze ze juz wchdozimy na poziom sztyletow z oczu i zlosliwosci,
                  ale ja oddam przy najblizszej okazji :-). calej sprawy nie zmienia.
                  nie chcialo mi sie odpowiadac na calego maila, bo juz to
                  walkowalismy na edukacji...

                  natomiast co do tego swietlanego przykladu UJ ktory pan pokazuje
                  jako tego Katona, ktory wymaga pelnego profesjonalizmu od swych
                  pracwonikow (tak to interpretuje).....to nie do konca tak. i ustwa
                  ustawa, ja nie znam nikogo w Polsce (poza moja dokotroantka), ktory
                  ma jeden etat. powaznie. ale pewnie mam pecha....

                  i znow, co z tym zrobic, przy takich a nie innych pensjach, to jest
                  inna sprawa. jednak panski arugment o UJ nie zachodzi.
                  • ford.ka -->>> OD AUTORA Re: Taki młody a taki 26.03.08, 01:24
                    Jak sie rozpisalem na pol strony, to liczylbym na jakis komentarz, a
                    nie czepianie sie detali.
                    UJ nie jest dla mnie sprawiedliwym Katonem. Wprost przeciwnie - jest
                    wyjatkowo wrednym pracodawca, bo w odroznieniu od calej Polski dla
                    doktorow ma pensje asystenta, dla dr habow adiunkta, a profesorskie
                    dla prof. belwederskich, czyli tych zalosnych minimow jeszcze skapi,
                    a do tego zabrania dorabiac. Oczywiscie, dla podniesienia poziomu i
                    dlatego, ze ma kadre w nadmiarze.
                    Ja znam cale mnostwo adiunktow, ktorzy nie maja drugiego etatu.
                    Biochemik, dendrolog, ornitolog - ta trojka mi pierwsza przychodzi
                    do glowy - nie maja drugiego etatu, bo w calej pieknej Polsce nie ma
                    ani jednej szkoly, ktora by im taki mogla i chciala dac. Zreszta
                    kiedy mieliby ten etat wykonywac, jak siedza caly dzien przy
                    komputerze czy w labie?
                    "Drugi etat" to zjawisko ograniczone do tych kierunkow, ktore mozna
                    latwo i w duzej ilosci sprzedac przy niklych nakladach czyli zadnych
                    sciences.
                    • zagadeknaukowy -->>> OD AUTORA Re: Taki młody a taki 26.03.08, 13:44
                      piszesz bardzo ciekawie. Problemem jest nepotyzm i/lub brak
                      pieniedzy. Jezeli dzisiaj uda ci sie wymyslic baterie samochodowa
                      napedzana czterema biedronkami (jako katalizator- powinny byc juz
                      humanitarnie usmiercone) i tuzinem malych cytrynek to czy myslisz ze
                      ktos sie z tego powodu tak naprawde ucieszy poza toba, mna i twoja
                      rodzina? Zaklad ze wlasciciele/inwestorzy w zakaldy produkujace
                      baterie (i finansujace badania na np baterie olowiowe) postaraja sie
                      abys dostal szybkiego zatrucia olowiem co zwykle zdarza sie prawie
                      natychmiast po uderzeniu gaz rurka z wlasciwego metalu... Chyba ze
                      jako dr habilitowany wezmiesz sie za ten biedronkowy projekt i
                      wymyslisz taka baterie do ktorej bedzie doczepiony licznik
                      wysylajacy dane do centrum logujacego w Krakowie, z twoim nr PSL,
                      oczywiscie, tak aby pod koniec miesiaca twoj bank mogl przeslac
                      pieniadze na wlasciwe konto. Pozornie jest moja odpowiedz oderwana
                      od rzeczywistosci ale jako literaturoznawca z pewnoscia znajdziesz
                      po moim poscie chwile zadumy nad paskudnie niskiej jakosci poziomem
                      ludzkosci w ogole, a tej habilitowanej- w szczegolnosci.
            • dalatata -->>> OD AUTORA Re: Taki młody a taki 26.03.08, 13:00
              no to sie ustosunkuje. moze do tych zalozen autorskich

              czy nauka jest pelna ludzi kiepskich? to zalezy jakie kryteria
              przyjmiemy. jesli na jednak, wedle danych ktore przytoczyles na
              forum edukacja, filologowie na UW w 2005 roku nie opublikowali ani
              jednego tekstu w czasopismach z LF (przy calej jej ulomoscnosci) a
              fizycy ponad 300, to daje nam pewien poglad na przyklad na standing
              filoglogii w Polsce wobec fizyki. nie da sie juz latwo poweidziec: w
              Polsce sie nie da.

              porownanie do Ziobry jest atrakcyjne, ale malo uczciwe. nauka to
              merytokracja. ktos to nie publikuje, nie ma wynikow (na przykad
              mierzonych reakcja studentow) w nauczaniu, powineien sie zaczac
              martwic. ja mam wrazenie ze posada akademicka to taka fajna
              synekurka dla naukowcow. a wyrazenie 'wieczny adiunkt' nie wzielo
              sie ze ci ludzie zyja wiecznie. naprawde.

              na innych watkach to mysmy mowili o problemach z ocena rozprawy
              habilitacyjnej. i ja coraz bardziej widze ze ksiazka nei jest
              konieczna, choc ja nie widze tylu problemow co inni. bo saksiazki i
              ksiazki. i wezmy sobie habilitacje takiego Ludwika Stommy:
              Antorpoliogia wsi polskiej XIX wieku sprzed 20 lat. naprawde to
              ksiazka nikomu niepotrzebna? przeciez to jeden z kamieni milowych
              polskiej antropologii. moze warto zwracac uwagi na porzadne ksiazki
              a nie dofinansowywane przez wszystkich, bo nikt bez forsy by tego
              nie dotknal nawet kijem. habilitacja, co wiecej, jest rowniez ocena
              dorobku, o czym wiekszosc przecwinikow zapomina. i nigdzie na
              swiecie nie jest tak, ze po dokotracie ludzie przestaja byc
              oceniani. my nazwalismy to habilitacja. mozemy nazwac egzaminem na
              wejsice do klubu zla...

              a co do tych wszystkiich przekretow, to ja juz napisalem. wedle mnie
              to jest najwieszy problem polskiej nauki. kolesiostwo. recenzje
              pisane bo kolega, bo kolezanka.zlikwidujcie habilitacje i pieklo na
              ziemi sie stanie (w 1968 roku juz tak bylo, pamietacie docentow
              marcowych?).

              mnie najbardziej irytuje we wszystkich dyskusjach na ten temat to,
              ze choc wszycy sa gotowi do ustrzelenia habilitacji malo jest
              propozycji w zamian. i co do punktacji, ktora wiem ze pan proponuje.
              wedle mnie punktacja ma wiele wad, bo jest akonktestowa. i nia tez
              bedzie mozna manipulowac - beda sie adiunkci dopisywac do zaleznych
              od siebie asystentow. profesorem jest ten kogo inni profesorowie
              uznaja za profesora - tak jest na calym swiecie.w Polsce tez powinno
              byc. tyle ze jakos nam sie nie udaje. i dlatego wedle mnie bez
              wsparica recenzjami miedzynarodowymi (w tym wypadku habilitacja musi
              byc tylko ocena dorobku) nie da sie tego zrobic. a ja mysle ze
              profsor polski, ktory publikuje tylko w lokalnych czasopismach
              (czytaj: u kolegow) nie powinien byc profesorem.
          • khmara -->>> OD AUTORA Re: Taki młody a taki 26.03.08, 13:19
            adaml napisał:

            > uprasza sie o czytanie ze zrozumieniem i nie przypisywanie z gory autorowi zlyc
            > h
            > intencji. Napisalem - jak slusznie jeden z przedmowcow zauwazyl - ze samo
            > zniesienie habilitacji nie uzdrowi polskiej nauki z "ukladow".

            To zostalo napisane.

            > I ze zanim ja
            > zniesiemy, trzeba miec racjonalny (lepszy od obecnej hab.) system oceniania.

            Tego w tym artykule NIE MA.

            Opracowanie takiego systemu wcale nie jest takie trudne, wystarczy tylko chciec,
            a nie straszyc szkolami prywatnymi. Bo co, bo profesura uniwersytecka i panowska
            straci zrodlo dochodu? Trudno.
          • magik222 Do Autora tekstu 27.03.08, 00:06
            Witam Kolego,

            Jestem doktorantem z politologii w Trinity College w Dublinie, w prawdopodobnie
            jednym z trzech najlepszych (jesli nie najlepszym) instytucie politologicznym w
            Europie. Mam kilka krytycznych (czytaj "krew mnie zalewa") uwag do Twojego tekstu.
            Po pierwsze, skoro tak slabi naukowcy jak twierdzisz przeciskaja sie w Polsce
            przez sito doktoratu, to dlaczego ja swoj (potencjalny) doktorat z Trinity bede
            musial nostryfikowac, jesli bede chcial pracowac w Polsce? Zaznaczam, ze wg
            polskiego prawa nostryfikacja moze oznaczac powtorna obrone doktoratu w polskiej
            jednostce. Tymczasem polski doktorat jest w Irlandii i w calym cywilizowanym
            swiecie uznawany bez zadnych przeszkod. Ale to drobiazg.
            Po drugie, jestes przedstawicielem szeroko rozumianej humanistyki, ze strony ISP
            PAN wnioskuje, ze historykiem. Ale tez zapewne po czesci politologiem, skoro to
            ISP PAN. Powinienes zatem wiedziec, ze polska humanistyka w zasadzie jest
            trupem, a politologia ten kondukt zalobny dumnie otwiera. Prace polskich
            politologow (tzn. chodzi o pracujacych w Polsce) w zasadzie nie ukazuja sie w
            zadnych przyzwoitych miedzynarodowych czasopismach politologicznych, z wyjatkiem
            moze kilku publikacji R. Markowskiego. Nie bede tu oczywiscie wliczal artykulu
            J. Wiatra w "American Political Science Review", bo to byly chyba lata
            szescdziesiate. Wlasciwie tylko socjologia polska jest jakos rozpoznawana na
            swiecie, a i to raczej dzieki uczonym starszej juz generacji (jak Piotr Sztompka
            czy Henryk Domanski) lub wrecz juz niezyjacym (przedwczesnie zmarly Jacek
            Szmatka). Wiecej, najlepsze prace politologiczne o wspolczesnej Polsce zostaly
            napisane przez Amerykanow, Irlandczykow czy Holendrow (i ukazaly sie w
            miedzynarodowych czasopismach), a nie przez Polakow. Z tego co pamietam, zadne
            polskie czasopismo politologiczne nie znajduje sie w Social Science Citation
            Index, choc jest tam np. "Polish Sociological Review". Wiec jako przedstawiciel
            tej dziedziny wiedzy (chocby z racji afiliacji instytucjonalnej) powinienes
            wykazywac wiecej pokory wypowiadajac sie na kwestie ogolne, jak system oceny
            pracownikow naukowych.
            Po trzecie wreszcie, co wiaze sie z punktem drugim, skoro te prace habilitacyjne
            sa, jak piszesz "wieksze" (tzn. wiecej waza czy co?) i, jak mowia niektorzy
            zwolennicy zachowania habilitacji, stanowia "znaczny wklad w dana dziedzine
            wiedzy", interesuje mnie czy nie zamierzasz swojej przyszlej habilitacji wyslac
            do Cambridge University Press, Oxford University Press lub innego prestizowego
            wydawnictwa, gdzie publikuje sie prace bedace znacznym wkladem do humanistyki i
            jednoczesnie majace forme ksiazki? Czy raczej bedzie to jakies lokalne polskie
            wydawnictwo? Jesli to drugie, to musisz wiedziec, ze sa w politologii ludzie,
            ktorzy nie boja sie calkowicie orientowac swoich wysilkow na publikowanie w
            czasopismach, ktorych "rejection rate" jest powyzej 90%. Niektorzy z nich
            uzyskuja pelne profesury majac 7-8 publikacji. Ale ty wolisz mowic o pracach
            wiekszych, mniejszych, srednich, a ktorych i tak nikt nie czyta. I to jest
            powazny problem, bo pozniej producenci makulatury promuja nastepnych producentow
            makulatury i tak sie to kreci.
            Zanim wiec znowu wezmiesz sie do obrony stanu rzeczy, wg ktorego juz niedlugo
            wsrod krajow UE wylacznie Polska bedzie miala system akademicki kompatybilny z
            systemem Federacji Rosyjskiej (bo nawet Niemcy i Francuzi zniosa habilitacje do
            2010 roku), wez pod uwage te trzy skromne powyzsze uwagi.

            Maciek, email: goreckim@tcd.ie
          • magik222 jeszcze raz do Autora 27.03.08, 00:20
            A wg Google Scholar Twoje egzystencja jest sprawa wielce watpliwa, co po
            doktoracie jest niewybaczalne.

            M.
            • ford.ka Re: jeszcze raz do Autora 27.03.08, 00:23
              Drogi Panie Macieju,

              Wiem, ze Pana roznosi, ale sugeruje przeczytanie tego forum od
              poczatku. Juz tu zdazylismy dokonac wiwisekcji i artykułu i jego PT
              Autora ;)

              • magik222 Re: jeszcze raz do Autora 27.03.08, 00:49
                Najmocniej przepraszam. Tego typu wypowiedzi ze strony profesorow mnie zwyczajnie bawia. Chca (przynajmniej ogromna wiekszosc) zachowac swoje nieuzasadnione przywileje, wiec opowiadaja brednie, bo co im innego zostalo? Ale jesli tzw. "mloda kadra" tez nie ma ochoty zrozumiec, na czym polega nauka, to rece opadaja. Jestem przerazony, a w tej sytuacji latwiej pisac niz czytac ze skupieniem.

                M.
                • ford.ka Re: jeszcze raz do Autora 27.03.08, 00:57
                  Nie ma za co przepraszać. Spojrzal Pan swiezym okiem i znalazł kilka
                  nowych słabych punktów tego cennego artykułu.
                  Ale tak podpowiem, że jest śmieszniej, bo kilka dni wcześniej trafił
                  się profesor, który jest przeciwko habilitacji
                  www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5048355.html
                  Tyle ze jego argument przeciw jest taki, ze "procedura trwa bardzo
                  dlugo". I nie wiadomo - smiac sie czy plakac?
                  • dalatata Re: jeszcze raz do Autora 27.03.08, 01:18
                    on tylko proponuje 'ocene dorobku'. ja sie z tym zagadzam. i
                    proponuje ja nazwac ciamciurinek (calosciowa i amerykanska ciurkiem
                    implementowana narodowa ewaluacja kadr).

                    a do magika: prosze mi pokazac uniwersytet - nawet Panska Trinity -
                    w ktorym profesor nie ma przywilejow. na tym polega profesura miedzy
                    innymi, zeby miec przywileje. na przyklad dwukrtonie - w naukach
                    humanistycznych ciezko o wiecej - wyzsza od lecturera. dlaczego to
                    jest nieuzasadnione? naprawcowalem sie to mam nie? tak jak i profy w
                    pana dept.

                    problem polega na tym, ze profesorami zostawali ludzie, ktorzy maja
                    przyzwoity dorobek, a nie uklady, a nie o to ze maja przywileje.

                    i zamiast krzyczec ze te straszne bacmary chca dla siebie, niech sie
                    pan zastanowi, jak zmienic system, zeby UJ byl bardziej na Trinity a
                    nie ja Minsk i czy na pewno zniesienie habilitacji to zalatwia.

                    a co do nostryfikacji, to akurat sie zgadzam. mam tez nadzieje, ze
                    pana pewnosc siebie co do jakosci pana doktoratu bedzie uprawniona,
                    czego pan szczerze zycze.
                    • magik222 Re: jeszcze raz do Autora 27.03.08, 01:52
                      Co do pensji jako przywileju, to sie zgadzam. I na pensjach te przywileje
                      powinny sie konczyc. W Polsce sie nie koncza, a zniesienie habilitacji moze
                      tylko przyblizyc sytuacje, w ktorej beda sie konczyly. Pozdrawiam i dziekuje za
                      zyczenia.
    • osa5 Habilitacja jest tak samo potrzebna jak PGRy 25.03.08, 18:07
      upadające
      • zagadeknaukowy Rnie zgadzam sie 26.03.08, 14:02
        bo habilitacje sa tak samo potrzebne jak choroba, taka mniej wiecej
        pomiedzy syfilisem a AIDS.
        • dalatata Re: Rnie zgadzam sie 26.03.08, 14:45
          no to tak mocnego argumentu jeszcze nie slyszalem. jest niezwykle
          cenny.

          zagadeknaukowy napisała:

          > bo habilitacje sa tak samo potrzebne jak choroba, taka mniej
          wiecej
          > pomiedzy syfilisem a AIDS.
          • zagadeknaukowy Re: Rnie zgadzam sie 26.03.08, 15:18
            dziekuje ale nie tylko argument jest cenny ale temat tez, gdyz
            umozliwi caly szerego habilitacji w celu opracowania leczenia tej
            nowo powstalej choroby, zapewnie w laboratorium faceta bez takiej
            habilitacji i przemyslnie puszczonej w obiek wsrod proostytutek
            filipinskich praktykujacych zawod w Tunezji.

            Zastanow sie nad drobnym faktem ze co ciekawsze choroby rozwijaj sie
            wlasnie tam gdzie nieszczesliwie nia dotknieci mieli pecha miec
            ubezpieczenie. Pod rozwage o habilitacjach, pozornie niezwiazanych z
            tematem :)
    • itd-gw potrzebna jest rzetelna ocena a nie papierek 26.03.08, 12:59
      Zgadzam sie z opinia NFA, ze artykul jest zwyczajnie NIERZETELNY.

      Do tej pory korporacji samodzielnych udawalo sie przesterowywac kazda dyskusje o
      reformie polskiego szkolnictwa wyzszego na problem habilitacji i doczepiac
      osobom postulujacym zmiany latke 'frustratow i nieudacznikow'. Moim skromnym
      zdaniem, powyzszy artykul wpisuje sie w dokladnie ta sama taktyke - czekam
      spokojnie na kolejny o 'docentach marcowych' lub cos w tym stylu...

      Otoz problem habilitacji jest calkowicie WTORNY, a ma znaczenie tylko w tym
      sensie, ze habilitacja jest narzedziem sluzacym do szachowania ludzi prawych,
      ktorzy wystepuja przeciwko dosc powszechnym zachowaniom nieetycznym.
      Sprzeciwiasz sie - my cie 'zalatwimy'.

      Polskie szkolnictwo wyzsze cierpi na nieudolnosc zarzadzania i zwyczajna
      NIEKOMPETENCJE gremiow oceniajacych. Nie ma problemu habilitacji - jest problem
      doboru gremiow oceniajacych i stosowanych kryteriow oceny. Jakos nikt nie
      napisze, ze za poziom dokrtoratu odpowiedzialny jest promotor i recenzenci, a na
      ostatecznym etapie zatwierdzajaca go Rada Wydzialu. Na kazdym etapie za decyzje
      o przyznaniu stopnia DOKTORA NAUK odpowiadaja w tym kraju tzw. 'samodzielni'.
      Twierdzenie, ze doktoraty sa slabe dla mnie sprowadza sie do twierdzenia, ze
      nadajacy te doktoraty habilitowani sa niekompetentni lub zwyczajnie nieuczciwi i
      dowodem wprost na to, ze problemem poziomu doktoratow jest pochodna problemu
      'habilitowanych'. Bez rozwiazania tego ostatniego nie da sie poprawic jakosci
      doktoratow.

      Mamy brak efektow dzialanosci naukowej mierzonej cytowanymi przez renomowane
      osrodki publikacji; brak patentow, brak wdrozen, niedostosowanie absolwentow do
      potrzeb rynku pracy i w konsekwencji ich bezrobocie i emigracje... Mozna wiele
      spoleczenstwu wmawiac, ale mamy dwa miliony studiujacej mlodziezy, ktora w duzej
      czesci jest traktowana nonszalancko przez swoich wykladowcow. Mamy nierzetelne
      ocenianie, przekazywanie na wykladach wiedzy z polowy ubieglego wieku. Zadne
      czarowanie GW o habilitacji nie przesloni tych problemow.

      Sterowane 'przecieki' o planowanych reformach to proba przestraszenia politykow,
      ze moga miec srodowisko przeciwko sobie, proba urabiania opini spolecznej,
      podpierania sie autorytetami 'profesorskimi'.

      Poczekajmy na oficjalne propozycje zespolu powolanego przez minister Kudrycka, a
      potem je komentujmy.

      Ja swietnie rozumiem blady strach autorytetow, ze zamiast 'uznaniowergo
      papierka' moga zaczac sie liczyc 'twarde' wyniki potwierdzone pozycja naukowa w
      swiecie. Moze sie wtedy okazca jak bardzo krol jest NAGI i zaden artykulw GW
      tego nie zmieni.

      Zanim zostanie zakupiona pelna licencja do Web of Knowledge polecam dostepne
      serwisy:
      scholar.google.com
      Harzig's Publish or Perish
      a przede wszystkim jesienny raport OECD 'Tertiary Education in Poland', ktory wg
      prof. Lutego (wypowiedz w FA) winien stac sie baza do dyskusji o planowanych
      reformach polskiego szkolnictwa wyzszego.
      • dalatata Re: potrzebna jest rzetelna ocena a nie papierek 26.03.08, 13:12
        no to jeszcze raz...bo ja sie zgadzam ze habilitacja rowniez sluzy
        do szachowania. w jaki sposob zniesienie habilitacji zabezpieczy nas
        przed szachowaniem na poziomie doktoratu? albo na poziomie tej oceny
        dorobku? bo ja tak sobie mysle, ze ocene dorobku beda prowadzic ci
        sami ludzie, ktorzy teraz szachuja. bo o ile pamietam habiltacja to
        rowniez ocena dorobku - to nie jest papierek, ktory daje
        delikwentowi dziekan za piekne oczy.

        i przerzucenie sie na te twarde oceny - przepraszam kto to bezdie
        robic?

        mnie irytyuje do potegi to zalozenie, ze kazdy czlwoiek, kto
        przechodzi przez prog habilitacji to jakis leser i du...poliz, ktory
        swa pozycje zawdziecza glwonie ukladom. a ci wszyscy adiunkci,
        ktorzy nie maja jeszcze habilitacji to biedne owieczki ktore sa
        sekowane przez profsorow-pastuchow. one chca rozwinac skrzydla i
        zamienic sie w aniolki o dorobku noblistow, a te staruchy
        profsorskie (zeby pokazac te starosc: profesure w UK mialem mialem w
        38 roku zycia, tytul profsorski, po przejsciach, w Polsce w 42gim)
        nie pozwalaja im. a wyrazenie 'wieczny aidunkt' ja napisalem w
        sasiednim poscie to dlatego wlasnie ze to aniolki o zyciu wiecznym.

        i jeszcze co do rzetelnosci czy nierztelnosci. jak moze byc opinia
        rzetelna lub nie? autor powiedzial nam co mysli, tak jak teraz,
        kryterium nierzetelnsoci nie stosuje sie, jak dla mnie. a dla NFA
        nierzetelne jest wszystko to, co nie zgadza sie z NFA.
        • itd-gw Re: potrzebna jest rzetelna ocena a nie papierek 26.03.08, 13:35
          dalatata napisał:


          >
          > i przerzucenie sie na te twarde oceny - przepraszam kto to bezdie
          > robic?
          >

          To jest wlasnie PROBLEM nauki polskiej... Brak kompetentnych gremiow
          oceniajacych i jakiejkolwiek polityki panstwa, ktora ma okreslic czemu te oceny
          maja sluzyc.


          > mnie irytyuje do potegi to zalozenie, ze kazdy czlwoiek, kto
          > przechodzi przez prog habilitacji to jakis leser i du...poliz, ktory
          > swa pozycje zawdziecza glwonie ukladom.

          Pelna zgoda. Natomiast by sie 'z grubsza' dowiedziec who is who ja nie patrze na
          stopien/tytul tylko na poczatek siegam po dostepne bazy ze stosownymi
          informacjami...

          Dyskusje na temat habilitacji - bez wzgledu na intencje - budza moje wspolczucie
          i zwykle zazenowanie

          • dalatata Re: potrzebna jest rzetelna ocena a nie papierek 26.03.08, 14:05
            nie mam zadnego problemu z tym, zeby oceniac ludzi jedynie po
            dorobku. i juz mogloy to wystarczyc, gdyby nie drobny fakt, ze ja
            jestem profesorem rowniez dlatego, ze zarabiam przynajmniej
            dwukrotnie wiecej niz lecturer (powiedzmy adiunkt) na mojej uczelni.
            i do tego potrzebna jest ocena. czy nazwiemy ja habilitacja czy nie,
            mnie to jest rybka. a zazenowanie niczego nie rozwiazuje.

    • itd-gw Leszczynski naukowiec 26.03.08, 13:28
      Panu Leszczynskiemu proponuje przedstawiac sie raczej jako dziennikarz GW a nie dr, gdyz jest to stopien za ktorym dokladnie nic nie stoi wg Harzing's Publish or Perish.
      Search na Social sciences, arts, humanities i nazwisko A Leszczynski zwraca wynik ZERO. Trudno w ogole pisac o cytowaniach skoro nie ma nawet JEDNEGO artykulu, zrodla, ktore jest rozpoznawalne w nauce swiatowej...

      Czytelnikom rowniez polecam baze OPI i sprawdzenie na ilu etatach sa zatrudnieni pracownicy 'samodzielni' z www.isppan.waw.pl
      To wiele wyjasni...

      Trudno w tej sytuacji sie dziwic, ze dr Leszczynski bedzie/jest oredownikiem tzw. 'nauki polskiej', polskiego systemu stopni i tytulow, ktory jest posmiewiskiem calego swiata...
      • zagadeknaukowy Re: Leszczynski naukowiec 26.03.08, 13:58
        moze i racja
      • ford.ka Re: Leszczynski naukowiec 26.03.08, 14:51
        Ja chyba naprawdę kiedyś przejdę z naukawca w naukowca. Już bym się
        przyłączył do nagonki, ale poszedłem za linkiem i wpisałem:

        Ludwik Stomma

        2 artykuly (za okres 1960-2008) cytowań 0 (zero) czyli żaden tam z
        niego profesor tylko dziennikarz Polityki. Siedzi w tym Paryzu i
        nijak sie nie wlacza w swiatowy obieg nauki...

        PS A taki Jacek Fisiak (wybralem, bo lingwista z chwalonego tu
        Poznania, a przy okazji nazwisko rzadkie ;)
        96 artykulow (za okres 1960-2008) cytowan 287.
        • dalatata Re: Leszczynski naukowiec 26.03.08, 15:36
          kurde, nie cierpie jak sie zmienia wielkosc bramki w czasie gadania.
          ja dalem przyklad sensownej habilitacji,a nie czlwoieka z wielkim
          dorobkiem (bo tegoz nie znam). poza tym, wie pan, jak sie je na
          katedrze na ktorej siedzial jaks czas temu Levi-Strauss to mozna
          wszystko.

          przyklad IFA UAM to moj przyklad dobrego instytutu anglistyki.
          Fisiak nie wypada niesamowicie, ale nichby wsyscy profsorowie mieli
          taki dorobek nie?
          • ford.ka Re: Leszczynski naukowiec 26.03.08, 15:55
            Czyli katedre po Levi-Straussie na Sorbonie mozna dostac z zerowym
            dorobkiem, a na polska habilitacje trzeba miec dorobek jak na Yale.
            QED?
            Poznanska IFA to ja akurat znam, ale nie moge o tym pisac, bo zaraz
            zaczynam toczyc piane z pyska.
            • dalatata Re: Leszczynski naukowiec 26.03.08, 17:05
              jeszcze raz: nie znam sie na dorobku Stommy. mowilem o dobrej
              habilitacji, bo ciagle slysze o tym ze habilitacje sa nikomu
              niepotrzebne. i tyle.

              ja tez. i rozumiem w czesci. jednak oni odniesli sukces. nie
              miedzygalaktyczny, ale sukces. i tyle (drugie)

              ford.ka napisał:

              > Czyli katedre po Levi-Straussie na Sorbonie mozna dostac z zerowym
              > dorobkiem, a na polska habilitacje trzeba miec dorobek jak na
              Yale.
              > QED?
              > Poznanska IFA to ja akurat znam, ale nie moge o tym pisac, bo
              zaraz
              > zaczynam toczyc piane z pyska.
              • ford.ka Re: Leszczynski naukowiec 26.03.08, 17:19
                No to będzie szok.
                Ja też się nie znam dorobku naukowym Stommy, czytałem wprawdzie parę
                jego książek, ale nauka to nie była. Wrzuciłem w wyszukiwarkę
                pierwsze nazwisko, jakie przyszło mi do głowy (OK - szukałem
                rzadkiego, żeby nie trzeba było za dużo odsiewać ;) i wyszło, co
                wyszło. A potem drugie dla porównania (też rzadkie i pojawiające się
                w dyskusji).
                A zrobiłem to wyłącznie w tym celu, by obronić dr Leszczyńskiego
                (proszę nie pytać, po co, sam nie wiem) przed zarzutem, że nie jest
                naukowcem, bo nie ma go w bazie.
                • dalatata Re: Leszczynski naukowiec 26.03.08, 17:40
                  a ja z kolei ani nie mam ochoty go bronic, ani nie mam ochoty bornic
                  Sorbony za zatrudnianie go. rybka mi.

                  a Antropologie wsi polskiej XIX wieku polecam to jest naprawde
                  doskonala ksiazka. choc 'tylko' habilitacja.
                  • ford.ka Re: Leszczynski naukowiec 26.03.08, 17:55
                    To nie jest "tylko habilitacja" to prostu dobra ksiazka, ktorej uzyl
                    w celu otrzymania tytulu doktora habilitowanego.
                    • dalatata Re: Leszczynski naukowiec 26.03.08, 18:15
                      niemozliwe.... no kurde niemozliwe. nie wierze wlasnym oczom..
                      toz ja to mowie od 100 lat o habilitacji. habilitacja powinna byc
                      skutkiem ubocznym tego co robimy. a my robimy badania i piszemy o
                      nich. ja nigdy 'nie robilem habilitacji'. ja po prostu napisalme
                      ksizke i pomyslalem ze fajne jakby to byla moja habilitacja (slowo
                      zucha, trzy palce na sercu, tak wlasnie bylo).
          • sendivigius lata tata bez habilitacji 26.03.08, 16:18
            Mily panie dalatata, ktory jestes profesorem w Angli i nie tylko
            wiec my chudopacholki z zabitej amerykanskiej wiochy powinnismy w
            pokorze jedynie nasze krowy doic i czasami Indian oskalpowac,
            tymczasem ja nie spotkalem zadnego angielskiego profesora ktory by
            nie wiedzial co to jest tenure, ani zadnego ktory by twierdzil ze to
            jest to samo co polska habilitacja. Poniewaz jest nadzieje ze GW
            czyta tez naukowa mlodziez na jej uzytek wyjasnie roznice.

            1. Habilitacja wymaga przedstawienia kompletnej pracy na jakis
            temat, nawet gdy jest oparta na wczesniejszych publikacjach, terure
            nic takiego nie wymaga.

            2. Habilitacja jest ocena naukowa, tenure jest ocena calosciowa,
            takze dydaktyki, zadan administracyjnych, prowadzenia sie moralnego
            i last but not least umiejetnosci zdobywania grantow.

            3. Habilitacja jest na caly kraj, tenura jest tylko na uniwersytecie
            gdzie ja przyznano, nie ma czegos takiego ze nowy uniwersytet przy
            przeniesieniu MUSI uznac tenure, MOZE jak zechce.

            4. Habiliacje zatwierdza centralny urzad, tenure daja kolesie z
            wydzialu, w zwiazku z tym nikt na Springfield College nie stawia
            takich wymagan jak na Yale, i naprawde sie nie przejmuje ze poziom
            Springfield College ucierpi, prosze zauwazyc jaka wladze tu maja,
            moga wypromowac miernote i uwalic geniusza.

            5. Osoba bez (lub raczej przed) tenure moze promowac doktorow, bez
            habilitacji nawet nie moze magistrow.

            6. Osoba bez (lub raczej przed) tenure jest pod kazdym wzgledem
            takim samym samodzielnym profesorem jak i ten po tenure, bez
            habilitacji jest... (pomine brzydkie wyrazy).

            7. Osoba bez (lub raczej przed) tenure jest pelnoprawnym czlonkiem
            rady wydzialu czy czegokolwiek innego osoba bez habilitacji...
            (pomine brzydkie wyrazy).

            8. Osoba bez (lub raczej przed) tenure w zasadzie jesli nie zrobi
            nic strasznie zlego ani glupiego to tenure na bank dostaje,
            zrobienie habilitacji to z kolei zadanie na pograniczu magii, PRu,
            polityki biurowej i szkoly przetrwania. Dlatego wlasnie
            przeterminowanych adjunktow tu nie ma.

            Chwilowo wiecej mi nic nie przychodzi do glowy ale juz jasno widac
            ze roznica jest tak wielka jak tylko byc moze w granicach tego czym
            jest uniwersytet, wiec prosze angielski profesorze przeniesc swoje
            mysli do Izby Lordow, tam nie takie rzeczy juz slyszeli.
            • ford.ka mini poprawka dla mlodziezy naukowej 26.03.08, 16:47
              Malutkie ad vocem.
              Rada wydzialu moze zezwolic doktorowi niezrehabilitowanemu na:
              a) przeprowadzanie egzaminow,
              b) prowadzenie wykladow
              c) promowanie prac licencjackich i magisterskich.
              Oczywiscie, robi sie to tam, gdzie habilitowanych jest niedobor. De
              facto zatem robi sie takich adiunktow pol-habilitowanych, ale placi
              im sie jak jak zwyczajnym. Jedyna roznica (oprocz kasy) jest taka,
              ze rada nie moze zezwolic na promowanie doktoratow.
            • dalatata Re: lata tata bez habilitacji 26.03.08, 17:24
              drogi sendivigiusie. jesli mi pokazesz, gdzie napisalem, ze tenure i
              habilitacja to to samo, posypie glowe popiolem. napisalem, mam
              nadzieje, ze funckja jest taka sama. jest to ocena dorobku czlowieka
              pare lat po dokotracie (5-7?). mysle ze tez napisalem, ze tenure
              jest ostrzejsza, bo przy ocenie dydaktycznej polowa naszy habow by
              wymiekla w przedbiegach.

              to nieprawda ze habilitacja wymaga ksiazki w ustawie wyraznie jest
              napisane o dorobku, ktory musi byc monotemtaczyny (w praktyce 5-7
              artykulow). to ze w humanistyce wymaga sie ksiazki to jest praktyka
              a nie przepis.

              rzeczywiscie habilitacja to na caly kraj, a w USA to ciagle od nowa
              trzeba robic ak? no to prosze mi pokazac tych wszystkich Associate
              Professors, kotrzy przechodza przez caly proces jeszcze raz? a w UK,
              taki Reader ktory aplikuje o profesure na innym uniwersytcie,
              najpierw musi jeszcze Reader dostac tak? . a to ze hab jest na caly
              kraj, zapewniam pana ze nie kazdy hab dostanie prace na kazdym
              poslkim uniwersytecie, tylko dlatego ze ma hab. wiem z pierwszej
              reki. poprosze o odrobine uczciwosci.

              i rzeczywicie glwona roznica to to ze hab zatwierdza centralny
              urzad.... tylko ze to sie zmienilo pare lat temu....wedle mnie zle
              ze sie tak stalo, ale teraz sie zmienilo. tyle panski argument to
              taki troche ze jak juz pisac doktoraty to najlepiej w Backwater
              colorado,bo tam to trzy strony doktratu trzeba napisac, a w yale to
              prawdziwy doktorat....mysle ze to troche bardiej skomplikowane (choc
              profsur profesurowi nierowny, nie mam waptliwosci).

              adiunkci promuja magistrow. ale to drobnostka. no wiec to jest
              roznica z dokotratami, ale ja nei wiem czy to dobry pomysl zeby
              assistant professor promowoal doktorty,a le pewnie to zalezy od
              przypadku. nie mam jednak silnnych przekonann na tenat temat.

              co do magii i habilitacji nie zgadzam sie zupelnie. mysle ze czasem
              tak jest. mysle tez ze czasami tak nie jest. jak sie ma do tej
              sytuacji zniesienie habiltiacji i wprowadzenie takiego tenure w
              polsce, ktore beda prowadzone przez tych samych ludzi co dzisiaj
              magii wymagaja, nie wiem.

              i ja nic na temat chudopacholkow nie mowilem. a krowy pewnie pan
              wydoic recami nie umie,a ja umiem, bo mnie p. Stasia nauczyla.
              hej. :-)
        • itd-gw jeszcze trzeba umiec interpretowac infromacje... 26.03.08, 16:07
          polecam porownanie:
          www2.ephe.sorbonne.fr/enseignants/5Stomma.htm
          ifa.amu.edu.pl/fa/Fisiak_Jacek

          a Czeslaw Milosz ma w PorP 186 cytowan.

          I co to wszystko ma wspolnego z 'niestety potrzebna habilitacja' w naukach
          humanistycznych?

          Adam Leszczynski stawia pytanie "Tylko co to wtedy będą za szkoły?"
          No wlasnie! Co to za szkola, w ktorej wyklada Milosz bez habilitacji? Szefowie
          naukowca Leszczynskiego chetnie zapewnia w tej szkole 'minima kadrowe' by mogla
          ona zatrudnic Czeslawa Milosza i podobnych mu magistrow/doktorow... Jak im
          pozwola to nawet zapewnia te minima w 3 uczelniach i wtedy bedzie to na pewno
          JAKOSC - szkoda, ze dla studentow de facto w przestrzeni wirtualnej czyli bez
          mozliwosci nieograniczonego kontaktu ze swoimi nauczycielami tak jak to jest
          norma na dobrych uczelniach swiatowych.
          • ford.ka Re: jeszcze trzeba umiec interpretowac infromacje 26.03.08, 16:34
            Szkoła na której profesorem był magister prawa Czesław Miłosz
            (doktoraty miał tylko honoris causa, jak jakiś Wałęsa) to University
            of California, Berkeley. Warto to mieć w pamięci, kiedy się stawia
            za wzór amerykańskie journale, tenury i inne barachło ;)
            • dalatata Re: jeszcze trzeba umiec interpretowac infromacje 26.03.08, 17:28
              tak, tylko ze czeslaw milosz nie jest takim pierwszym lepszym
              facetem z ulicy. podobnie jak Michnik w Princeton.i to sa argumenty
              troche nieuczuciwe.

              ford.ka napisał:

              > Szkoła na której profesorem był magister prawa Czesław Miłosz
              > (doktoraty miał tylko honoris causa, jak jakiś Wałęsa) to
              University
              > of California, Berkeley. Warto to mieć w pamięci, kiedy się stawia
              > za wzór amerykańskie journale, tenury i inne barachło ;)
              • ford.ka Re: jeszcze trzeba umiec interpretowac infromacje 26.03.08, 17:38
                Heureka! Doznalem oswiecenia!
                Kochany Panie Profesorze! W koncu dotarlo do mnie, dlaczego my sie
                nie dogadamy. Pan jest odporny na ironie. Prosze sie nie martwic, to
                typowe u lingwistow. Kazdy potrafi odpowiednim drzewkiem opisac
                zdanie, ale w zyciu nie pomysli, ze jest smieszne.
                To z tym Miloszem to byl zart. Co zostalo w odpowiedni sposob (zeby
                nie bylo!) zaznaczone, tu cytat ";)".
                • dalatata Re: jeszcze trzeba umiec interpretowac infromacje 26.03.08, 18:07
                  wredna malpa Pan jestes :-) nic sie juz nie odezwe.....

                  poza tym, ze u kogo jak u kogo, ale u Pana ironii to bym sie nie
                  spodziewal :-)

    • 2ib Re: Habilitacja - niestety, potrzebna 26.03.08, 16:26
      Caly problem habilitacji rzeczywiscie wydaje sie wtorny a to dlatego, ze wszyscy
      zapominaja ze uczelnie powinny byc autonomiczne. I to uczelnie same powinny
      decydowac o tym kto jest doktorem, profesorem czy beda nadawac stopien doktora
      habilitowanego czy nie
    • toporowa zlikwidować drogi, a zwłaszcza ekspresowe!!!! 26.03.08, 17:37
      Podkusiło mnie dziś licho i wybrałam się autem do Krakowa.
      W Pcimiu zaczął się korek sięgający Borku Fałęckiego.
      Jechałam coś ze trzy godziny.
      Drogi, a szczególnie drogi ekspresowe nie spełniają oczekiwań i dlatego postuluję aby je
      zlikwidować.
      Tak jak habilitacje.
      W ten sposób nastąpi poprawa sytuacji zarówno w drogownictwie jak i w nauce polskiej.
      Do celu dojadą tylko ci, którzy naprawdę na to zasługują...
      • rutaga Re: zlikwidować drogi, a zwłaszcza ekspresowe!!!! 26.03.08, 18:09
        He, he, dobre:-)
        ponadto ci z dróg expresowych blokują wjazd tym z dróg powiatowych i gminnych:-)
        Prawda jest taka, że stado wygłodniałych (ale: znakomitych naukowo, twórczych,
        znających języki i publikujących na LF) doktorów bez hab. tylko czeka, aż p
        kolesiowskich układach wskoczy na stanowiska profesorskie, zwłaszcza w
        przywoływanych tu Akademiach w Ropczycach. Ale skoro hab. rob sie tez p
        układach, to w czym problem?
        Problem w tym, że jednak trzeba się porządnie napracować nad tą nieszczęsną
        hab., trzeba się poddać całej niezbyt chwalebnej procedurze (ach, to odpytywanie
        przed Radą, te uroki kolokwium...). A że jak wiadomo, wszędzie zły pieniądz
        wypiera dobry, więc zamiast tego lepiej popróbować zrobić "rewolucję w nauce".
        Kudrycka Leninem nauki polskiej.
        Nawiązując do wypowiedzi dalataty (DG?), też uważam, że układy i tak zostaną,
        tylko przeniesione na poziom doktoratów i co gorsza obsadzanych (no właśnie,
        jak? przez kogo?) "nowych" stanowisk profesorskich przez kolesi dr nie-hab. jak
        pisałam gdzie indziej, nauka nie jest w POlsce samotną wyspą syfu i
        nierzetelności, wystarczy popatrzeć na administrację (brak nepotyzmu
        zupełny!!!:-), tzw. służbę zdrowia (sama czystość i uczciwość) czy inne
        dziedziny życia.
        • dalatata Re: zlikwidować drogi, a zwłaszcza ekspresowe!!!! 26.03.08, 18:21
          ano wlasnie.....ciesze sie ze sie zgadzamy....
          wyslalalem maila na rutaga....
    • nfa05 Artykuł - niestety, nierzetelny 26.03.08, 18:09
      Co prawda argument autora" Samo zniesienie habilitacji nie wyciągnie
      z bagna polskiej nauki" jest uzasadniony, ale reforma Kudryckiej nie
      sprowadza się do samego zniesienia hab !
      Autor pisze "Zniesienie habilitacji ma sens tylko wtedy, kiedy
      równocześnie ustanowi się bardzo surowe i, co ważniejsze, zewnętrzne
      kryteria ocen doktoratów. A także wprowadzi prawdziwe, a nie
      fikcyjne, konkursy na etaty - dobro w nauce polskiej najbardziej
      pożądane. O tych problemach - niewygodnych dla środowiska, które się
      do patologii przyzwyczaiło - w projekcie min. Kudryckiej nie
      słychać. Bez ich załatwienia zniesienie habilitacji sprawi, że
      kumoterstwo tylko rozkwitnie, bo padnie ostatnia - co z tego, że
      niedoskonała - zapora. " Jest to niezgodne z prawdą. Kontrargumenty
      są nierzetelne bo w reformie Kudryckiej jest podniesiona sprawa
      rzetelnych konkursów ( tak jak postuluje od dawna NFA
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?topic=48 i jest sprawa
      zewnętrznej kontroli doktoratów. Jak widać przeciwnicy zniesienia
      hab w obecnej formie manipulują jak mogą, a nawet więcej.
      • dalatata Re: Artykuł - niestety, nierzetelny 26.03.08, 18:45
        nfa05:
        Panie DOktorze, wielokortnie juz Pan slyszal, ze to, ze sie ktos z
        Panem i NFA nie zgadza, nie znaczy ze ten ktos manipuluje. co
        wiecej, my zwykli smiertelnicy mozemy sobie tylko pogadac o min
        Kudryckiej z daleka.....pan z nia za pan brat. i ja bardzo ciekawy
        jestem w jaki to sposob min Kudrycka wprowadzi rzetelne konkursy
        (bo konkursy to mamy od lat).

        i my teraz nie mowimy o doktoratach, tylko o habilitacjach. chociaz
        Pan nie ma habilitacji, co czyni Pana rzecz jasna bezstronnym i
        anielsko uczciwym, nie znaczy to ze ci, co ja maja to takie straszne
        bacmary koszmarne, mordercy, manipulanci i zboje podle. bo nawet jak
        zniesiemy te habiltacje to i tak musi byc jakis system oceny
        pracownika, ktory chce stac sie profesorem i konkurs o stanowisko
        nie ma tu nic do rzeczy. chyba ze pan uwaza ze profsorem bedzie od
        czasu zniesienia habilitacji nie kazdy adiunkt, tylko ten co chce.
        to jest pomysl dobry, miedzy innymi dla pana, ale niekoniecznie dla
        poziomu nauki plskiej.

        wiec ja bym chetnie posluchal jaki to system pan propopnuje i w jaki
        sposob zapewni pan ze bedzie rzetelny. i jeszcze jaka nazwe
        wprowadzi pan dla tej nowej oceny, bo habilitacja sie panu zle
        kojarzy.

        • nfa05 Re: Artykuł - niestety, nierzetelny 26.03.08, 19:17
          Wielce Szanowny Panie Profesorze,
          Moje zarzuty kieruje do autora tekstu - adiunkta od 2007 r. w
          Instytucie Studiów Politycznych PAN i publicysty "Gazety".
          Rzetelny dziennikarz nie wali w autora reform jeśli nie ma pojęcia
          co te reformy zawierają. Musi umieć zasięgnąć języka, najlepiej
          bezpośrednio u źródła, do ktorego ma blizej niż ja. Hoża znajduje
          sie w centrum Warszawy więc od PKiNu czy Metra pieszo mozna i w 10
          minut dotrzeć, zanim sie przeznaczy 10 min na napisanie takiego
          tekstu po którym ludziska godzinami dyskutuja myśląc, ze on ma
          jakąkolwiek wartość. Nie jest to ani rzetelne ani polityczne a
          autor chce być hab z polityki jak wielu innych pożal sie Boze
          habilitowanych. Ma podobno jeszcze 5 lat na to uhabilitowanie sie
          wiec może jeszcze sie unaukowi i urzetelni ale nadzieja w tym mala
          bo wielu jest hab którzy i nauką i rzetelnością wcale nie grzeszą.
          Co do informacji, że obecnie sa konkursy - o czym Pan Profesor
          raczy zawiadamiac czytającą te wpisy młodziez - to ja stwierdzam,
          ze jest to dezinformacja, lub inaczej informacja o podobnej wartości
          jak informacja o tym ,ze w PRLu byla demokracja i to w dodatku
          ludowa, więc niby co oni (te warchoły, rzecz jasna ) chcieli
          zmieniać ? !
          • dalatata Re: Artykuł - niestety, nierzetelny 26.03.08, 19:47
            i skoro sie zagdzamy co do diagnozy konkursow, to ja bym sie
            chetnie dowiezdial w jaki sposob urzetelnic je i jak sie ma do tego
            zniesienie habilitacji.

            bo juz o ten system zasteujacy habilitacje - czyli system:
            ciamciurinek*) (bo habilitacja sie zle kojarzy), nie bede pytal.

            a dziennikarz i publicysta sobie moze pisac co mu sie podoba.
            zarzucac nierzetelnosc opinii nie ma sensu.

            *)calosciowa i amerykanska ciurkiem implementowana narodowa
            ewaluacja kadr.
        • rutaga Re: Artykuł - niestety, nierzetelny 26.03.08, 19:23
          zaraz pewnie będzie odpowiedź: gotowe rozwiązania są na NFA, wystarczy tylko
          skopiować i wcielić w życie...
          Prawda jest niestety banalna, leży w niedoskonałości "materiału ludzkiego".
          Rzetelne konkursy, hmmm...
    • itd-gw Potwierdzam tendencyjnosc artykulu 26.03.08, 19:30
      Nierzetelnosc polega na PROBIE ZDYSKREDYTOWANIA PRZYSZLYCH PROPOZYCJI zespolu ds
      reform poprzez dziennikarskie kaczki dotyczace domniemanego skoku uczelni
      prywatnych na kase i proby powtornego sprowadzenia srodowiskowej dyskusji do
      tematu za lub przeciw hablitacji. Tematu zastepczego i okresowo podsycanego
      przez zwolennikow status quo.

      Siegnijmy do zrodel czyli do
      www.nauka.gov.pl/mn/index.jsp?place=Lead08&news_cat_id=908&news_id=6018&layout=2&page=text
      Polecam tekst wystapienia minister Kudryckiej przedstawiajacy wyzwania stojace
      przed polskim szkolnictwem wyzszym i nauka. Prosze tez poczytac wystapienia
      przedstawicieli srodowiska i zastanowic sie nad tym CO MAJA DO ZAPROPONOWANIA
      poza kosmetyka status quo...

      Polecam tez raport OECD, o ktorym wspomina minister Kudrycka w swoim wystapieniu.

      Natomiast tym, ktorzy mimo wszystko nie potrafia dyskutowac o niczym innym poza
      'modelem kariery akademickiej, polecam lekture:
      Biuletynu Informacyjnego Krajowej Sekcji Nauki NSZZ nr 9-10 2007r. str.6-10
      www.solidarnosc.org.pl/~ksn/Bullet/nr9_10(138_139).pdf
      Natomiast tym, ktorzy mimo wszystko nie potrafia dyskutowac o niczym innym poza
      'modelem kariery akademickiej, polecam lekture:
      Biuletynu Informacyjnego Krajowej Sekcji Nauki NSZZ nr 9-10 2007r. str.6-10
      www.solidarnosc.org.pl/~ksn/Bullet/nr9_10(138_139).pdf
      A na koniec odsylam do lektury ostatniego numeru Forum Akademickiego i wywiadu z
      minister Orlowska:
      forumakad.pl/archiwum/2008/03/20_znacznie_wyzsze_wymagania.html
      Tamze rowniez wstepniak redaktora Swiecia, ktory zawiera miedzy innymi ocene
      styczniowych artykulow w GW poprzedzajacych wspomniana wyzej konferencje:
      forumakad.pl/archiwum/2008/03/01_wstep.html
    • nfa05 Habilitacja - niestety, potrzebna 26.03.08, 20:16
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=399
      Postulat rekrutacji pracowników na podstawie otwartych konkursów
      przy zachowaniu zasady równego traktowania kandydatów


      Kodeks Postępowania przy rekrutacji pracowników naukowych
      ec.europa.eu/eracareers/pdf/kina21620b8c_pl.pdf
      zalecany przez Komisję Europejską a przyjęty w Polsce przez NFA i
      KRASP jasno określa, że "Pracodawcy i/lub grantodawcy powinni
      ustalić otwarte, efektywne, przejrzyste procedury rekrutacji, które
      zapewniają wsparcie, są możliwe do porównania na poziomie
      międzynarodowym, a także dostosowane do rodzaju oferowanego
      stanowiska."

      W Polsce zatrudnianie na uczelniach publicznych na stanowiska
      akademickie ma miejsce w drodze konkursów, których zasady określane
      są w statutach uczelni, ale jednocześnie powszechna jest wiedza, że
      są to konkursy ' lipne', 'fikcyjne', 'ustawiane'. Tak nawet mówią
      członkowie społeczności akademickiej szczebla rektorskiego czy
      ministerialnego. Konkursy są co prawda otwarte, ale głównie
      dla 'swoich'. Procedury rekrutacji mogą być nawet przejrzyste, bo
      przy rozpisywaniu wielu konkursów jasno wiadomo na kogo ten konkurs
      rozpisano i kto go wygra, nawet jak by się znalażł jakiś niepowołany
      śmiałek i do konkursu przystąpił. Rekrutacja na stanowiska naukowe (
      tak na uczelniach, jak i w pozauczelnianych instytutach naukowych)
      jest jedną z największych patologii polskiego życia akademickiego.
      Bez zmian w zakresie rekrutacji pracowników naukowych żadne
      pozytywne reformy nauki nie są możliwe. Często można usłyszeć glosy,
      że nie można wprowadzać w Polsce systemu anglosaskiego, bo np. w USA
      na jedno stanowisko akademickie zgłasza sie nawet ponad 100
      kandydatów a u nas zwykle jeden. I dalej - dopiero jak i u nas na
      stanowiska będzie dużo zgłoszeń wtedy można się pokusić o zmiany w
      kierunku anglosaskim. Jest to argument cyniczny stosowany przez
      zwolenników status quo. Nic sie nie robi w tym kierunku aby stworzyć
      taki system konkursów aby dawały one szanse wielu kandydatom, z
      których ten najlepszy stanowisko obejmie.
      Oczywiście nie ma żadnych przeszkód prawnych (Porównanie zgodności
      przepisów prawa polskiego z zapisami Europejskiej Karty i Kodeksu.
      Analiza prawna www.eracareers-poland.gov.pl/page.html?
      kid=450:3379&sct=402:5248
      aby wprowadzić w tym zakresie zalecenia Europejskiej Karty Naukowca
      i Kodeksu . Problem w tym, że nie ma tez nakazów prawnych, aby to co
      jest możliwe i zalecane było standardem.

      ZIELONA KSIĘGA.Europejska Przestrzeń Badawcza: Nowe
      perspektywy .Bruksela, dnia 4.4.2007
      ec.europa.eu/research/era/pdf/era_gp_final_pl.pdf
      tak charakteryzuje problem rekrutacji kadry naukowej odnoszący się
      także do praktyki w Polsce:
      "W praktyce rekrutacja na stanowiska akademickie wciąż pozostaje w
      dużej mierze ograniczona do kandydatów wywodzących się z kadry
      krajowej lub nawet z kadry wewnętrznej poszczególnych uczelni.
      Przejrzysta konkurencja w tym zakresie jest raczej wyjątkiem niż
      regułą" ......czytaj dalej
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=399
      • pisubek Doktorze Wieczorek! Napiszcie habilitacje zamiast 26.03.08, 21:59
        zawracac glowe jakims fikcyjnym NFA. Do roboty!!!
        • hohvar Re: Doktorze Wieczorek! Napiszcie habilitacje zam 26.03.08, 23:46
          :-)

          napisanie habilitacji (notabene, nie chodzi tu o samo NAPISANIE, co o pozyskanie
          i posiadanie odpowiedniego dorobku) to jest jednak, jak napisała rutaga, duży
          problem dla rewolucjonistów zatroskanych stanem nauki polskiej:-)
          A nie wystarczy po prostu (tak, po prostu....) normalnie się rozwijać w nauce, a
          habilitacja sama przyjdzie jako NATURALNY etap rozwoju? Tu przeciez nie trzeba
          czegoś specjalnego (superspecjalnego, wyjątkowego, galaktycznego?) tworzyć,
          tylko w sposób naturalny sie rozwijać, publikując artykuły i (ewentualnie)
          wydając książki. Trudno mi uwierzyć, że takiemu dobremu doktorowi jakiś szef
          blokuje ścieżkę awansu (co, niszczy jego teksty zanim ujrzą one światło dzienne
          i oczy recenzenta? nie ujawni mu adresów czasopism?), że istnieją jakiekolwiek
          obiektywne (sic!) przeszkody w rozwoju naukowym. Poza chorobami i wypadkami
          losowymi, rzecz jasna.
      • dalatata Re: Habilitacja - niestety, potrzebna 26.03.08, 22:15
        to sa cudne postulaty. i my je wszyscy znamy, jednak Polak potrafi,
        panie Dokotrze.i nie powiezdial Pan nic co by wskazywalo na to, jak
        zmienic litere prawa na praktyki akademickie. a to o to sie sprawa
        rozbija. bo mowic ze konkursy sa ustawiane to jest nic nowego.
        zrobic zeby nie byly - to jest sztuka. i Pan nie ma na to pomyslu. a
        gotowce ze stron NFA juz czytalem kilkukrotnie.
    • feltrix Habilitacje trzeba zlikwidowac! 26.03.08, 23:49
      Może warto w koncu przestac narzekac i obrzucac się epitetami? Nizej kilka
      nienowych propozycji, moze ulomnych, ale poszukujmy lepszych.

      1) Habilitacja powinna być zastapiona oceną dorobku przed powolaniem na
      stanowisko profesora (pomocniczego, nadzwyczajnego, zwyczajnego).
      2) Ocenie dorobku podlega dorobek publikacyjny z LF, wyrażany wskaźnikiem
      Hirscha h (omowienie można znalezc w Googlu, baza Web of Science podaje wartość
      h bezposrednio w Citation Report), praca dydaktyczna, wysokość finansowania
      badan z grantow i kontraktow.
      3) Wymierność wskaźnika h pozwala na ustalenie klarownych wymagan (np. h ≥ 4 aby
      w naukach technicznych mieć możność awansu na profesora nadzwyczajnego).
      4) Konkursy publiczne na wszystkie stanowiska profesorskie sa realizowane przez
      Rady Wydzialu. Warunek: na kandydata mogą glosowac (tajnie) wylacznie osoby
      majace takie samo lub wyższe stanowisko niż proponowane. Wyniki wymagaja
      zatwierdzenia przez Senat.
      5) Konkursy publiczne na dziekanow i rektorow. Nie ma wyborow! Konkursy są
      prowadzone przez Rady Patronackie uczelni (np. 2 osoby z senatu, 2 z
      ministerstwa, 2 z samorządu, 2 z biznesu, 2 wybitnych naukowcow (h > 10) z
      zewnatrz).
      6) Do uzyskania doktoratu trzeba mieć – oprocz rozprawy - minimum 1 publikacje z
      LF lub 3 prezentacje na prestiżowych konferencjach międzynarodowych, z
      nazwiskiem na pierwszym miejscu na liscie. Egzamin doktorski jest polaczony z
      obrona. Rozprawy sa dostępne w Internecie, w naukach ścisłych i przyrodniczych
      preferowane po angielsku. Recenzenci wyłącznie spoza jednostki, preferowani
      zagraniczni.
      7) Nie ma profesorow belwederskich ani CK.
      8) Do oceny jednostki i nadania jej uprawnienia do nadawania stopnia doktora nie
      uwzglednia się liczby profesorow/dr hab. lecz wyłącznie sume wskaźników h
      wsyzstkich pracownikow jednostki, którzy maja h > 0. Np. w naukach technicznych,
      jeśli ta suma > 50, to OK.
      • dalatata Re: Habilitacje trzeba zlikwidowac! 27.03.08, 00:01
        nie wiem co to ten wskaznik Hirscha....ja niescisly....

        habilitacja juz jest ocena dorobku, ale mozemy ja nazwac inaczej -
        wczesniej proponowalem system ciamciurinek (calosciowa i amerykanska
        ciurkiem implementowana narodowa ewaluacja kadr). bo sie habilitacja
        zle kojarzy. ja tez bym sie bronil przed metryzacja, szczeoglnie w
        naukach humanistycznych - nie dziala.

        te konkursy sa fajne, choc ja uwazam ze wybieralnosc dziekanow itd m
        aswoje wielkie zalety (nie ma jak dziekan kkotry za pare lat wraca
        do swojego instytutu). konkursy tworza system managerow
        akademickich. w UK tacy sa w bylych politechnikach (z roznym
        skutkiem nalezy dodac).

        strasznie pan zawyza poziom doktoratu (nawet ja oskarzony o gnojenie
        naukowcow polskich tego bym nie proponowal)

        jesli wprowadzamy wsakzniki, musi byc organ kontrolny. no musi.
        kurcze. ja akurat bym przeksztalcil CK w superurzad majacy prawo do
        kontrolowania kazdego elementu wszelkich procesow akademickich. jest
        pewien problem z obsada. ale ja znam przynajmniej pare osob w
        Polsce, ktore jak rotweilery trzymalyby sie przepisow.
        • itd-gw Re: Habilitacje trzeba zlikwidowac! 27.03.08, 00:23
          dalatata napisał:

          > nie wiem co to ten wskaznik Hirscha....ja niescisly....

          To sobie 'niescisly' doczytaj...
          Jeszcze inaczej! Skoro pracujesz w UK to masz zapewne poprzez Arthens dostep do pelnej Web of Knowledge obejmujacej takze bazy dla nauk humanistycznych (Arts & Humanities Citation Index to 1975 oprocz SCI expanded). Prosze wylicz sobie h-index ze swoich cytowan i podaj tutaj na forum zanim napiszesz kolejnych kilkadziesiat postow o tym samym...
          • dalatata Re: Habilitacje trzeba zlikwidowac! 27.03.08, 00:31
            wirtualnie strzelam obcasami. i juz znikam w tej dziurze z ktorej
            wypelznalem, przepraszajac bardzo, ze osmielilem sie miec swoje
            zdanie i je wypowiedziec.

            a na razie to h mi na (c)h potrzebne.... a jak bedzie potrzebne to
            sobie policze :-) choc podejrzewam ze to zrobic jakis software
            wymyslony przez scislych.

            na wypadek wszelki: w ustawieniach jest taka opcja: nieprzyjaciele,
            prosze wpisac dalatata i znikne.

            mam ochote zapytac co cie boli i czy chcesz o tym porozmawiac....
            ale jeszcze jestes na etapie zaprzeczania i agresji, wiec to jeszcze
            nie to pytanie. powiem tylko: wiem ze ci zle. ale to minie (moze).
            itd-gw napisała:

            > dalatata napisał:
            >
            > > nie wiem co to ten wskaznik Hirscha....ja niescisly....
            >
            > To sobie 'niescisly' doczytaj...
            > Jeszcze inaczej! Skoro pracujesz w UK to masz zapewne poprzez
            Arthens dostep do
            > pelnej Web of Knowledge obejmujacej takze bazy dla nauk
            humanistycznych (Arts
            > & Humanities Citation Index to 1975 oprocz SCI expanded). Prosze
            wylicz sobie h
            > -index ze swoich cytowan i podaj tutaj na forum zanim napiszesz
            kolejnych kilka
            > dziesiat postow o tym samym...
        • ksmx Re: Habilitacje trzeba zlikwidowac! 27.03.08, 11:02
          > habilitacja juz jest ocena dorobku, ale mozemy ja nazwac inaczej -
          > wczesniej proponowalem system ciamciurinek (calosciowa i amerykanska
          > ciurkiem implementowana narodowa ewaluacja kadr). bo sie habilitacja
          > zle kojarzy.

          Mi osobiście habilitacja nie przeszkadza ale jestem za jej zniesieniem w imię
          liberalizacji naukowego rynku. W chwili obecnej system jest postawiony na
          głowie, aż się odechciewa. Pal licho nepotyzm, kumoterstwo, ustawiane etaty...to
          wszystko było, jest i będzie w pewnym sensie.
          To co mi się nie podoba to olbrzymia liczba zajęć pozanaukowych, które spadają
          na adiunktów w momencie otrzymania etatu. Przeszkadza mi to i uważam, że to
          zabija Polską naukę. Najlepszy okres młodych na badania tj. wiek do powiedzmy
          czterdziestki, jest marnowany. System nosi wyraźne znamiona masochizmu, rozrywa
          w dwie strony. Habilitacja to zamiatanie pod dywan w takiej sytuacji bo jest
          oczywiste, że nie można robić dobrej nauki, a symulacja jest konieczna.
          Symulacja polega na puszczaniu mnóstwa małych publikacyjek po 1-2 strony, jeden
          wykres...prędzej czy później pójdzie. Nagminne dopisywanie się, z
          wzajemnością....BICIE PIANY. Wystarczy spojrzeć na liczbę cytowań. Nie jeden dr
          hab ma 20-30 publikacji i 5-10 cytowań w ogóle, a jeśli ma więcej to znaczy, że
          najprawdopodobniej sam się cytował ;)

          > strasznie pan zawyza poziom doktoratu (nawet ja oskarzony o gnojenie
          > naukowcow polskich tego bym nie proponowal)

          Poziom doktoratów to kwestia osobna. Sam nie jestem zadowolony ze swojego ale
          wyprułem z "siebie flaki". Nie spalono mnie na stosie ale wiem, że praca była
          zbyt obszerna, badania były chaotyczne, a wnioski banalne. Czegoś się jednak
          nauczyłem, opanowałem warsztat, i o to w gruncie rzeczy chodziło.

          > jesli wprowadzamy wsakzniki, musi byc organ kontrolny. no musi.
          > kurcze. ja akurat bym przeksztalcil CK w superurzad majacy prawo do
          > kontrolowania kazdego elementu wszelkich procesow akademickich.

          Dobry pomysł.
    • syn_jana MUSI zrobić w 5 lat to BRONI 26.03.08, 23:50
      Proste - Pan redaktor musi zrobić habilitację, bo wyleci z pracy. W związku z
      czym likwidacja habilitacji jest mu nie w smak, bo jak już zrobi, a mu odejmą
      literki "hab.", no i zdegradują do poziomu zwykłych doktorów...
      Nie twierdzę, że nie ma Pan w niczym racji, jednak interes wydaje się być jasny.
      • hohvar Re: MUSI zrobić w 5 lat to BRONI 27.03.08, 07:32
        niekoniecznie. ja to odebrałem raczej tak, że to go uwiarygadnia jako osobe,
        która jest PRZED i broni, a nie PO i broni. Bo jak jest się przed, to wcale nie
        trzeba być po...
        • itakdalej.itakdalej Re: Bardzo prosty mechanizm 27.03.08, 08:38
          hohvar napisał:

          > niekoniecznie. ja to odebrałem raczej tak, że to go uwiarygadnia
          jako osobe,
          > która jest PRZED i broni, a nie PO i broni.

          Niech Pan nie będzie dzieckiem. Chodzi o wypromowanie się jako
          obrońca status quo. Tym chętniej poprą, dobrze zrecenzują rozprawę,
          ci, którzy będą decydować o dopuszczeniu do swego grona. Władza nie
          lubi niepokornych, a pokornych umie nagrodzić.
          Swoją drogą człowiek idzie na całość: jak może się wypowiadać się
          kompetentnie w tej sprawie ktoś, kto w nauce jest od kilku miesięcy?
          • hohvar Re: Bardzo prosty mechanizm 27.03.08, 09:32
            jesli ja jestem "dzieckiem", to Pan jest zwolennikiem spiskowej teorii. Mnie nie
            przekonuje taka interpretacja, ze autor to napisal zeby lizac d... ewentualnym
            przyszlym recenzentom czy czlonkom Rady naukowej. Pewnie im jeszcze zrobil
            prenumerate GW, zeby przypadkiem nie przeoczyli jego glosu:-)
            • ford.ka Obrona trwa! 27.03.08, 10:32
              Obrona habilitacji przez GW trwa:
              serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,52282,5059441.html
              Ciekawe jak Pan wytlumaczy to zjawisko: Leszczynski wysuwa
              argumenty, ktore moze zbic dziecko, a Klejnocki w ramach wielkiej
              reformy proponuje nazwac kolokwium dyskusja i skasowac wyklad
              habilitacyjny.
    • itakdalej.itakdalej Dzięki hab. świat wie że Polacy to tępy naród 26.03.08, 23:57
      Z Wikipedii:
      "W USA oficjalne stanowisko władz zajmujących sie ekwiwalencją
      tytułów i stopni naukowych porównuje polski stopień doktora nauk do
      amerykańskiego master of science, a polski stopień doktora
      habilitowanego do amerykańskiego doctor of science (D.Sc.) lub
      doctor of philosophy (Ph.D.). Podawane jest wytłumaczenie, że w USA
      D.Sc./Ph.D. jest najwyższym stopniem naukowym i jest to samodzielny
      pracownik nauki mający prawo samodzielnego prowadzenia prac
      doktorskich, a w Polsce uprawnienia do samodzielnej pracy naukowej,
      aczkolwiek nie do prowadzenia prac doktorskich, maja dopiero
      doktorzy habilitowani. Niektóre uniwersytety amerykańskie uważają,
      kontynuując to rozumowanie, że polski magister musi więc odpowiadać
      amerykańskiemu bachelor."
      pl.wikipedia.org/wiki/Habilitacja
      Nie jest z nami dobrze, skoro bachelora uzyskuje się po 4,5-5 latach
      studiów, magisterium po następnych 4-6 latach, a doktorat w
      najbardziej ekspresowym tempie po kolejnych 7 latach, najwcześniej
      koło 40-tki. W świecie anglosaskim dąży się do tego, żeby od razu po
      bachelorze robić doktorat, czyli polski profesor będzie miał
      niedługo kwalifikacje porównywalne z amerykańskimi czy angielskimi
      27-latkami.

      A co do artykułu p. Leszczyńskiego, to chyba chodzi o uzyskanie
      przychylności tych którzy będą go wkrótce - 5 lat to krótki okres -
      oceniać. W podobnym, panegirycznym, tonie, tuż przed habiliitacją,
      pisała na łamach GW jakaś kobieta z UW, powracająca ze stażu w USA
      (chyba współpracująca z prof. Węgleńskim), tak samo p. Kubiak
      w "Polityce".
      • dalatata Re: Dzięki hab. świat wie że Polacy to tępy naró 27.03.08, 00:10
        to prosze poprawic Wikipedie. PhD nie ma nic wspolnego z DSc. DSc
        jest tytularnym stopniem (wystepujacym rowniez w UK), ktory dzisiaj
        sie nadaje bardzje honorowo ludziom z duzym dorobkiem. DSc jest
        zatem wyzszym stopniem od PhD.

        a argument o promowaniu dokotratow jest falszywy. to jest
        zestawianie dwoch systemow, z zalozeniem ze konstansem jest
        promowanie doktoratu. a to falszywe zalozenie. w UK, dla przykladu,
        doktorat moga promowac ludzie bez dokotratu - znam takaich
        osobiscie. ba, doktorat moga promowac ludzie jedynie z licencjatem
        (znam takiego profesora jedynie z licencjatem, ale ma dorobek, ktory
        powala na kolana). mysle ze to wystarczajace przyklady zeby pokazac
        ze zestawienie habilitacji z PhD nie ma sensu. z DSc, jako stopniem
        wyzszym od PhD, ma.
        • itakdalej.itakdalej Promowanie doktoratów to clou 27.03.08, 00:26
          dalatata napisał:

          > a argument o promowaniu dokotratow jest falszywy. to jest
          > zestawianie dwoch systemow, z zalozeniem ze konstansem jest
          > promowanie doktoratu. a to falszywe zalozenie.

          Nie zgadzam się. Promowanie doktoratów to istota sprawy: to oznacza
          posiadanie współpracowników, zespołu wokół siebie, rozwinięcie
          skrzydeł. Dla rozwoju naukowego, publikacji, itp., uczestnictwo w
          Radzie Wydziału ma znaczenie drugorzędne. Dziwię się, że ktoś to
          podaje w wątpliwość.
          W Polsce w ramach dalszej infantylizacji i potwierdzenia sposobu
          myślenia przedstawionego w Wikipedii ma być zakazane promowanie
          magisteriów przez ludzi bez habilitacji.
          • ford.ka Re: Promowanie doktoratów to clou 27.03.08, 00:30
            Przepraszam, ale jest dokładnie na odwrót. Coraz częściej dopuszcza
            się osoby bez habilitacji do promowania magisteriów, co zasadniczo
            jest zastrzeżone dla samodzielnych. Dla zachowania pozorów w takiej
            sytuacji wymaga się, by recenzentem był dr hab.
            Doktorów dopuszcza się też do wykładów i egzaminów - za każdym razem
            wymagana jest zgoda Rady Wydziału, ale jak nie ma samodzielnych, to
            co mają, biedacy, zrobić? Muszą się zgodzić...
            • itakdalej.itakdalej Wikipedia ma rację z obniżeniem rangi stopni w PL 27.03.08, 01:14
              ford.ka napisał:

              > Przepraszam, ale jest dokładnie na odwrót. Coraz częściej
              dopuszcza
              > się osoby bez habilitacji do promowania magisteriów, co zasadniczo
              > jest zastrzeżone dla samodzielnych.

              Ale rozumiem że jest to jakaś anomalia.
              Jest zatem zgoda z tym co napisała Wikipedia, że stopnie polskie są
              mniej warte niż światowe, czyli hab. w PL = dr. za granicą., mgr w
              PL = bachelor za branicą; licencjat, inżynier w PL = nic za
              granicą.
              A zatem Polacy są głupsi, bo te kwalifikacje uzyskują 2-3 razy
              dłużej niż inni i mają jakieś podstopnie nieznane gdzie indziej.
              • dalatata Re: Wikipedia ma rację z obniżeniem rangi stopni 27.03.08, 01:20
                nie! mowicie o czym innym. i za chwile sie okaze ze hamerykanska
                matura to jak polskie magisterium. bez jaj. konczy sie wino,
                doktorat w polowie przeczytany, czas isc poczytac.

                dziekuje za mile rozmowy.
                • itakdalej.itakdalej Re: Wikipedia ma rację z obniżeniem rangi stopni 27.03.08, 01:26
                  dalatata napisał:

                  > nie! mowicie o czym innym. i za chwile sie okaze ze hamerykanska
                  > matura to jak polskie magisterium.

                  Mówimy o tym samym. Amerykańska matura to polski licencjat/
                  inżynier, tak jak M.Sc. w USA = dr w PL. Taki stosunek do stopni
                  mają polscy samodzielni tacy jak ford.ka.
                  • ford.ka Re: Wikipedia ma rację z obniżeniem rangi stopni 27.03.08, 01:27
                    Wypraszam sobie! Nie jestem żadnym samodzielnym! Na znak protestu
                    kładę się spać!
                    Dobranoc wszystkim ;)
          • dalatata Re: Promowanie doktoratów to clou 27.03.08, 00:37
            ale ja niespecjalnie z czym to niezgazdanie sie? ja tylko
            powiedzialem ze to co w Wikipedii to nieprawda.

            natomiast tak ogolnie to ja sie zgadzam ze promowanie dokotratow
            jest waznym elementem 'kultury badawczej' (w UK to pozostaje jednym
            z trzech elementow oceny badawczej delikwenta). i jesli jest element
            systemu ktory mi nie odpowiada w Polsce to jest przypisanie doktratu
            jedynie habilitowanym. ja sobie mysle ze promorwac doktorat
            powienien robic ktos kto to umie robic (ja mysle na przyklad ze
            niespejalnie sie nadaje do tego),a nie ktos kto ma stopien.
      • komentator4 Re: Dzięki hab. świat wie że Polacy to tępy naró 27.03.08, 16:44
        itakdalej.itakdalej napisał:

        > a w Polsce uprawnienia do samodzielnej pracy naukowej,
        > aczkolwiek nie do prowadzenia prac doktorskich, maja dopiero
        > doktorzy habilitowani.

        Otóż jest to nieprawda. Doktor habilitowany oczywiście MA prawo
        prowadzenia prac doktorskich. Wypromowanie przynajmniej jednego
        doktora było do niedawna ustawowym warunkiem awansu na profesora.
        Teraz już przepisy tego nie wymagają, ale takie wymaganie jest nadal
        tradycją prawie wszystkich instytucji naukowych. Jeśli chcesz
        poważnie dyskutować o nauce, to nie powołuj się na Wikipedię.
        Autorzy haseł w Wikipedii nie muszą mieć żadnych kwalifikacji.
        • itakdalej.itakdalej Re: Dzięki hab. świat wie że Polacy to tępy naró 27.03.08, 23:49
          komentator4 napisał:

          > itakdalej.itakdalej napisał:
          >
          > > a w Polsce uprawnienia do samodzielnej pracy naukowej,
          > > aczkolwiek nie do prowadzenia prac doktorskich, maja dopiero
          > > doktorzy habilitowani.
          >
          > Otóż jest to nieprawda. Doktor habilitowany oczywiście MA prawo
          > prowadzenia prac doktorskich.

          Jest to drobna pomyłka Wikipedii świadcząca o tym, że nasz system
          jest niezrozumiały dla osób z innych krajów (sądzę, że notatkę tę
          pisał ktoś z USA, znający polski). Jest niekompatybilny, przez co my
          bardzo tracimy. I indywidualnie młodzi ludzie wyjeżdżający i
          powracający z zagranicy, i jako kraj, marnując talenty.

          > Autorzy haseł w Wikipedii nie muszą mieć żadnych kwalifikacji.

          Autorzy Linuxa także, ale jest to wspaniałe osiągnięcie. I jako
          projekt i jako produkt. Rozumiem, że Pan ma na ten temat inne zdanie.

          > Jeśli chcesz
          > poważnie dyskutować o nauce, to nie powołuj się na Wikipedię.

          Nie prowadzimy dyskusji naukowej, tylko o polityce naukowej w
          państwie. W najlepszych książkach i artykułach, także naukowych,
          można znaleźć błędy. Ten jest drobny i nie zmienia wymowy.
          Średnio inteligentny człowiek potrafi ocenić wartość informacji w
          sieci. Wikipedia (oczywiście po angielsku) jest nieoceniona w
          obszarze nowych technologii, zawiera niezłe opracowania
          wprowadzające i świetne, aktualne linki. Jest coraz szerzej
          cytowana, także na seminariach i konferencjach naukowych we
          wprowadzeniach.
          Naukowiec nie powinien mieć problemów z korzystaniem z niej, ale
          jeśli uważa że jest nic nie warta, to nikt go nie zmusza.
        • itakdalej.itakdalej Naukowcy a Wikipedia 28.03.08, 15:34
          komentator4 napisał:

          > Jeśli chcesz
          > poważnie dyskutować o nauce, to nie powołuj się na Wikipedię.
          > Autorzy haseł w Wikipedii nie muszą mieć żadnych kwalifikacji.

          Podaję bez komentarza wiadomość jakby na zamówienie:

          Fundacja Arthura P.Solana (mająca zadanie finansowania prac
          badawczych i naukowych, utworzona w 1934 roku przez prezesa firmy
          General Motors) przekaże trzy miliony dolarów Wikimedia Foundation.
          Jest to najwyższa dotacja jaką kiedykolwiek dostała Wikipedia.
          ...
          Dotacja zostanie przeznaczona na utrzymanie, promocje i dalszy
          rozwój Wikipedii.
          ...
          Dotacja ma dofinansować Wikipedia Academy, dzięki której w
          redagowanie i tworzenie artykułów zaangażowani zostaną naukowcy i
          eksperci z różnych dziedzin.

          wiadomosci.onet.pl/1718349,18,najwyzsza_w_historii_dotacja_dla_wikipedii,item.html
    • azaharito Re: Habilitacja - niestety, potrzebna 27.03.08, 08:31
      Piszecie dużo o nierobach w polskiej nauce, o kumoterstwie,
      odwalaniu wykładów, braku czasu dla studentów itd. Wszystko to
      prawda, ale nikt zdaje się nie zauważać innego aspektu sprawy -
      jakość nauczania zależy także od STUDENTÓW i ich podejścia. Przez
      pierwsze trzy lata mojej asystentury, prowadząc ćwiczenia
      korzystałam ze wszystkich chyba mozliwych pomocy naukowych,
      podpierałam się filmami, szykowałam prezentacje, pokazywałam
      zdjęcia - przedmiot nie jest przedmiotem kierunkowym, jednak jest w
      minimach programowych dla tego kierunku, ale robiłam wszystko, żeby
      ich zainteresować tematem. Po 4 latach odechciewa mi się zbyt
      starannego przygotowywania, z roku na rok jest coraz gorzej, a
      studenci maja coraz bardziej "olewjące" podejście. Do całych
      studiów. Inna sprawa, że programy nauczania są fatalnie ułożone,
      przedmioty powtarzają się właściwie tylko pod inną nazwą.
      Co do wieloetatowości...Teraz jestem świeżo upieczonym adiunktem i
      niestety będę musiała poszukać drugiego, albo i trzeciego etatu. z
      pensji adiunkta nie spłacę kredytu na mieszkanie. Porównajcie
      zarobki na zachodzie czy w Stanach - ale tak w odniesieniu do innych
      zawodów. Wykładowca jest dużo bardziej szanowany i ceniony niż u
      nas. U nas niestety jeszcze ciągle krąży opinia, że na uczelni
      zostają nieudacznicy, którzy sobie w życiu miejsca nie potrafią
      znaleźć.
      I wreszcie o habilitacji - jestem jak najbardziej za zniesieniem
      tego udziwnionego tworu. Jednoczesnie zgadzam się z autorem
      artykułu, że samo jej zniesienie niczego nie zmieni. Inne kryteria
      oceny, weryfikacja również uczelnianych "świętych krów", odejście od
      fikcyjnych konkursów na stanowiska, pisanych specjalnie pod
      kandydata i wreszcie wieksza kasa. No i odejście od fabrykowania
      magistrów na studiach zaocznych i wieczorowych. nie może być tak, że
      ze względu na kasę, jaką przynosza studenci zaoczni i wieczorowi
      przyjmuje się wszystkich, a potem jeszcze nie wstawia dwójek z
      egzaminów, żeby na siłę ich na roku utrzymać.
      Pozdrawiam.
      • itd-gw Re: Habilitacja - niestety, potrzebna 27.03.08, 10:53
        > jakość nauczania zależy także od STUDENTÓW i ich podejścia. Przez
        > pierwsze trzy lata mojej asystentury, prowadząc ćwiczenia
        > korzystałam ze wszystkich chyba mozliwych pomocy naukowych,
        > podpierałam się filmami, szykowałam prezentacje, pokazywałam
        > zdjęcia - przedmiot nie jest przedmiotem kierunkowym, jednak jest w
        > minimach programowych dla tego kierunku, ale robiłam wszystko, żeby
        > ich zainteresować tematem. Po 4 latach odechciewa mi się zbyt
        > starannego przygotowywania, z roku na rok jest coraz gorzej, a
        > studenci maja coraz bardziej "olewjące" podejście.

        a co na temat Twojego przedmiotu, Twoich zajec napisali studenci w ankietach?
        Moze tam nalezy szukac odpowiedzi na nurtujace Cie pytania.
        Ja nie zgodze sie z opinia, ze jakosc nauczania zalezy od 'studentow' -
        uogolniajac wychodzi ze polska szkola jest fatalna bo dzieci jakies nie takie i
        sciagaja... Ciekawe kto ich nauczyl, ze taka postawa sie oplaca?

        > Co do wieloetatowości...Teraz jestem świeżo upieczonym adiunktem i
        > niestety będę musiała poszukać drugiego, albo i trzeciego etatu. z
        > pensji adiunkta nie spłacę kredytu na mieszkanie.

        Lepiej poszukaj pracy poza uczelnia i domysl sie dlaczego (hint - nie z powodow
        finansowych)...
    • ewa9823 Habilitacja - niestety, potrzebna 27.03.08, 11:25
      miska pełna żarcia za pieniądze podatnika
    • ford.ka Zrobieni w habilitacyjnego balona 31.03.08, 08:56
      Debata wygasla, a wiec pojawila sie pokusa, by ja zamknac.
      Dzisiaj rano wpisałem w wyszukiwarke Gazety slowo "habilitacja",
      zeby zobaczyć, kto następny się wypowie. I znalazłem:
      www.gazetawyborcza.pl/8,75476,1935117.html
      Wtedy zaczęliśmy dyskutować w lutym 2004. Oczywiście, padło pytanie,
      czy likwidować habilitację.
      Następnie znalazlem:
      www.gazetawyborcza.pl/1,75248,3222096.html
      debatowalismy w marcu 2006. Oczywiscie, ze nad likwidacja
      habilitacji.
      A teraz (coz za przypadek) w polowie marca 2008 Gazeta puszcza
      kolejnego "weza morskiego" i prowokuje kolejna debate. Wystarczyly
      trzy artykuly tak durne, ze dyskutanci zapominali o nich przy
      trzecim poscie.
      Ostatnia podwyzka w szkolnictwie wyzszym byla w styczniu 2005. Nie
      ma nawet planow na nastepna, bo przeciez nie strajkujemy, czyli jest
      nam super. Od tamtej pory oddajemy sie debatom, roznica jednak jest
      taka, ze od wejscia do Unii ucieka z Polski coraz wiecej mlodych
      naukowcow. Pewnie by sobie swietnie poradzili z habilitacja, ktora
      jest dobra i piekna, nieskomplikowana i sprawiedliwa, ale im sie nie
      chce. Wola bezhabilitacyjna beznadzieje za granica, gdzie rozpacz z
      niemoznosci uzyskania habilitacji tlumi sie pieniedzmi. Ale przeciez
      nam najbardziej brakuje sprawiedliwego systemu oceny...
      Pozdrawiam wszystkich dyskutantow! Do widzenia w marcu 2010,
      chlopaki i dziewczyny!
    • nfa05 Habilitacja jak sie zmieni system - niepotrzebna 31.03.08, 10:32
      Habilitacja jak sie zmieni system - niepotrzebna
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?topic=48
      Lepiej dyskutować w szerokim kontekście
      • pisubek Doktorze Wieczorek! Piszcie habilitacje!!!!!! 03.04.08, 09:47

    • malgorzata-4 Habilitacja - niestety, potrzebna 31.03.08, 14:10
      Habilitacja niestety zupełnie niepotrzebna. Nie brońmy starego
      postsovieckiego wymysłu którego celem było zawsze i na wieki
      uzależnienie każdego od "Aparatu". A jak lubimy starocie to
      wprowadźmy wielowiekowy system amerykański gdzie nie istnieje i
      nigdy nie istniała habilitacja, co jakoś specjalnie Amerykanom nie
      przeszkadza w rozwoju nauki i corocznych Noblach. Oczywiście ze
      zniesieniem habilitacji musi nastąpic również zmiana systemu
      oceniania uczelni, a więc i finansowania( najpierw trzeba ponownie
      ocenić która uczelnia jest dobra a która słaba - a później
      przyznawać forsę),zmiana sposobu uprawnień do doktoryzowania inna
      lista czasopism punktowanych zmiana zasad punktowania tzw publikacji
      zwartych a co wzbudzi największy sprzeciw - zmiana pensji profesorów
      wzgl. adiunktów.Tu będa główne awantury -jak ustawa wejdzei w życie
      to 90% "starych"profesorów pójdzie na emeryturę i problem sam się
      rozwiąże. Ale będzie i tak straszna awantura - współczuję PO i
      niedowierzam.
      • ewa9823 Re: Habilitacja - niestety, potrzebna 08.06.08, 22:36
        malgorzata-4 napisała:

        > Habilitacja niestety zupełnie niepotrzebna. Nie brońmy starego
        > postsovieckiego wymysłu którego celem było zawsze i na wieki
        > uzależnienie każdego od "Aparatu". A jak lubimy starocie to
        > wprowadźmy wielowiekowy system amerykański gdzie nie istnieje i
        > nigdy nie istniała habilitacja, co jakoś specjalnie Amerykanom nie
        > przeszkadza w rozwoju nauki i corocznych Noblach. Oczywiście ze
        > zniesieniem habilitacji musi nastąpic również zmiana systemu
        > oceniania uczelni, a więc i finansowania( najpierw trzeba ponownie
        > ocenić która uczelnia jest dobra a która słaba - a później
        > przyznawać forsę),zmiana sposobu uprawnień do doktoryzowania inna
        > lista czasopism punktowanych zmiana zasad punktowania tzw
        publikacji
        > zwartych a co wzbudzi największy sprzeciw - zmiana pensji
        profesorów
        > wzgl. adiunktów.Tu będa główne awantury -jak ustawa wejdzei w
        życie
        > to 90% "starych"profesorów pójdzie na emeryturę i problem sam się
        > rozwiąże. Ale będzie i tak straszna awantura - współczuję PO i
        > niedowierzam.

        ta ustawa powinna wejść w życie jak najszybciej
    • mrzorba Habilitacja - niestety, potrzebna ale komu? 08.06.08, 22:41
      Na pewno nie studentom i na pewno nie polskiej nauce....
    • mrzorba Habilitacja - niestety, potrzebna 09.06.08, 10:26
      1. Europa to nie USA, stad Strategia Lizbonska (dogonienia owego
      USA).
      2. Finansowanie i zarzadzanie Oxbridge jest zupelnie inne niz
      polskich wyzszych uczelni. Oxford to jest wlasciwie nie jeden
      uniwersytet, a federacja ekskluzywnych koledzow (podobnie jak Lloyds
      of London nie jest takim samym towarzystwem ubezpieczeniowym jak np.
      PZU).
      3. Wniosek? Diabel siedzi w szczegolach, ale tez nie nalezy a priori
      odrzucac postulatu prywatyzacji edukacji na poziomie akademickim.
      Nie jestem za bezkrytycznym kopiowaniem modelu amerykanskiego, ale
      fakt, ze przytlaczajaca wiekszosc najlepszych amrykanskich
      uniwersytetow jest prywatna, powinien nam dac sporo do myslenia...
    • hugow aby wymagac trzeba placic 15.07.08, 14:46
      Asystent ze stopniem doktora - pensja brutto: 1740 (rozporzadzenie ministra
      okreslajace stawki - prosze sprawdzic)
      Kasjerka z Biedronki (piszaca licencjat u tego asystenta) 2100 brutto.

      Udajecie ze placicie - nie dziwcie sie ze ludzie udaja ze pracuja.
      Nie mozna wymagac od doktora wiekszego wkladu w rozwoj Polski niz od Pani
      kasjerki z biedronki - ma prawo dac wklad na poziomie tylu procent wkladu pani z
      biedronki ile procent jej pensji wynosi jego pensja (albo jeszcze mniej - efekt
      dzwigni).

      Pensje (a raczej ich smiesznie niski poziom) to zrodlo wieloetatowosci. Asystent
      ze stopniem doktora miesiecznie powinien miec zagwarantowane tyle ile teraz
      dostaje rocznie. To sciagnie do nauki najlepszych - nawet profesorowie z USA
      beda uczyc sie polskiego i robic polska habilitacje - i wplynie to na wzrost
      poziomu nauki w Polsce.
      Aby wymagac wiecej niz od sprzataczki trzeba placic wiecej niz sprzataczce.
      • chilly Re: aby wymagac trzeba placic 15.07.08, 15:08
        Hugow - jestem pod wrażeniem! Odgrzałes wszystkie stare wątki.
        Wątki, w których pogadaliśmy sobie, ponarzekali, a pensje jak stały,
        tak stoją (od czterech już lat).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka