walter62
14.06.08, 12:49
W piątkowym wydaniu Dziennika ukazał się artykuł, sugerujący, że „historycy z
Kremla fałszują naszą historię”. Autorzy, powołując się na informacje uzyskane
od członków polsko-rosyjskiej komisji najzwyczajniej w świecie kłamali. Tą
fałszywkę natychmiast podchwyciła nasza telewizja, rozpowszechniając w każdym
serwisie informacyjnym. Wiadomość uzupełniono odpowiednim materiałem
dokumentalnym, a także stosownymi wypowiedziami naszych historyków
(zaskakujące, że dali się tak "wmanewrować").
Przygotowanie takiego materiału wymaga czasu, w związku z tym można
przypuszczać, że ta propagandowa akcja była zawczasu starannie przygotowywana.
Była to najzwyczajniejsza prowokacja, przede wszystkim podważająca
wiarygodność naszych historyków, uczestniczących w rozmowach z Rosjanami.
Jeżeli dopuszczamy się tak prymitywnych fałszerstw to nie powinniśmy oczekiwać
by strona rosyjska poważnie traktowała naszą argumentację w sprawach trudnych,
bolesnych i wymagających zachowania elementarnej przyzwoitości. Przyzwoitości
wynikającej chociażby z szacunku dla naszych ofiar komunistycznych zbrodni.
W dzisiejszym wydaniu Dziennika o tej ewidentnej manipulacji nie wspomina się
ani słowem. Czyżby redaktorzy tej gazety uważali, że
"nic się nie stało"?