japolak
02.07.08, 08:23
Nie tak dawno byłem w Warszawie na jakiejś barce restauracyjnej,
praktycznie bez ścian, gdzie wiaterek swobodnie wiał. Brak wywieszek
o zakazie palenia, stojące na stolikach popielniczki. Zapaliłem. Pan
w pobliżu siedzący powiedział iż dym mu przeszkadza, więc zgasiłem.
Uważam, iz ja miałem prawo w takim miejscu zapalić, on miał prawo
powiedzieć, że mu to przeszkadza. Znaleźliśmy porozumienie.
Pomysły jak wprowadzić zakaz palenia nawet w zamkniętych klubach dla
palaczy to jednak dla mnie "nadmiar dobrobytu".
Lojalnie informuję, iż wprawdzie alkohol szkodzi, lecz wino,
szczególnie czerwone, pomaga na serce, piwo na układ trawienny.
Bardziej ludzcy lekarze pozwalają nawet na jakiś koniaczek...
Nieludzki jest jednak dla mnie laryngolog, grzebiący mi w gardle
łapami śmierdzacymi petami. Jak się ten lekarz "uczłowieczy" -
bardziej będę lekarzom ufał. Nawet takiemu kardiologowi jak Religa,
o którym mawiano, iż dymy nad Zabrzem to nie z fabryk, lecz znak iż
kończy (lub zaczyna)operację.
Są statystyki i naukowe badania, jak szkodliwy jest seks...
Zaś na osiedlowym bazarze nie przejmuję się, jaki stopień krzywizny
dla ogórka czy banana UE uznała za dopuszczalny