toja3003
10.07.08, 09:19
Jaki „kod kulturowy”? Jaka „humanistyka”? O tym to sobie można w
domu do poduszki przeczytać w wolnym czasie. Uczeń ma znać języki i
znaleźć dobrze płatną pracę. Po co mu bzdury o szczękoczułkach i
nogogłaszczkach i tępe wykłady o roślinach nago czy
pokrytozaklążkowych? Praktyka się liczy. Czyli zabrać ich do lasu
żeby umieli klon od platanu odróżnić. Nauczyć gotowania, rozliczania
kredytów w excelu, przekazywać praktyczną wiedzę o ruchu drogowym,
uczyć brydża, szachów i jeżdżenia na nartach czy gry na gitarze
elektrycznej albo tańca salsa w kontaktach z rówieśnikami z innych
krajów. Bo to są przydatne umiejętności w życiu. To samo z
literaturą. Po co komu knoty z XIX-go wieku. Trzeba znać Władcę
pierścieni czy Gwiezdne wojny, bo to jest współczesny kod kulturowy
a nie jakaś średniowieczna łacina. Jasne, że te śmieszne papierowe
biblioteki trzeba pozamieniać na kawiarenki internetowe gdzie uczeń
może pożytecznie spędzić czas grając w nowoczesne technologicznie
gry komputerowe albo ma dostęp do sprzętu DVD,CD,mp3,mp4 i kina
domowego a nie do pożółkłej makulatury gdzie Konopnicka opisuje
przyrodę nad Niemenem. To było dobre 100 lat temu, bo nie było TV i
urlopów na Majorce. A dziś od opisów przyrody to jest nowoczesna
telewizja i to się widzi na Discovery albo na National Geografic.