1zorro 02.09.08, 07:20 Macierewicz w "nagrode" za utrudnianie wprowadzenia Rosomakow powinien byc karnie wyslany na "misje" do Afganistanu! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
bungo26 Dajcie nam rosomaki 02.09.08, 07:23 Zamieszanie polityczne, jakie nastąpiło po zakupie Rosomaka, było efektem PR firm, które przegrały przetarg. W praktyce widać to, o czym pisali bracia Tofflerowie: że państwo wcale nie jest takie silne, jak się wydaje, w starciu z korporacją. Odpowiedz Link Zgłoś
gajane4 Dajcie nam rosomaki 02.09.08, 09:07 Co taki ignorant i dekownik jak Maciarewicz może wiedzieć o realnych potrzebach żołnierzy na polu walki. Czy wreszcie prokurator weźmie się za krętactwa Szczygły, które teraz kosztują życie naszych żołnierzy? Odpowiedz Link Zgłoś
bard34 Dajcie nam rosomaki 02.09.08, 09:22 Rosomaki i pojazdy inżynieryjne są tylko odpowiedzią na zagrozenia o których wiadomo od pięciu lat z IRAKU. To i tak postęp że nie wysłano tam żołnierzy w pojazdach rolniczych jak to wcześniej bywało. Ale to zamało. Potrzebna jest zmiana taktyki. Siedzeniem w zamkniętej bazie i samymi patrolami wojny z talibami sie nie wygra. Trzeba być zawsze pół kroku przed nimi. Odpowiedz Link Zgłoś
debil13 tu są moze 02.09.08, 11:11 prawa majątkowe projektowe Polski i polskich inżynierów w tych POjazdach ha ha hania Odpowiedz Link Zgłoś
maciej.wnuk.pl Maciej Wnuk odpowiada 02.09.08, 15:33 Nużące jest wyjaśnianie po raz kolejny, jak to było z testami KTO Rosomak. No ale skoro redaktor tak poważnej gazety nie pofatygował się – jak nakazują standardy dziennikarskiej rzetelności – aby uzyskać komentarz od osoby, której działania opisuje – to trzeba się przemóc. Przetarg na dostawę kołowych transporterów opancerzonych rozstrzygnięto w roku 2003. Rok później kontrolowała go Najwyższa Izba Kontroli. Wyniki kontroli można streścić następująco: - przetarg został przeprowadzony zgodnie z przepisami ustawy o zamówieniach publicznych, - wszystkie oferowane pojazdy były prototypami, które nie spełniały w momencie przetargu wymagań specyfikacji technicznej, wymagania te miały spełniać transportery produkowane seryjnie, - NIK uznał, że warto było ponieść ryzyko zakupu pojazdu, który jeszcze nie istnieje, ale jednocześnie zwrócił uwagę, że „wybór pojazdu w wersji prototypu wiąże się z ryzykiem niepozyskania kołowych transporterów bojowych … o parametrach taktyczno-technicznych określonych w umowie”. W związku z tym izba zaleciła Ministrowi Obrony Narodowej, aby „wyegzekwował od podległych komórek organizacyjnych resortu obrony narodowej realizację zadań, wynikających z zapisów umowy (…), dotyczących weryfikacji, określonych w tej umowie, parametrów taktyczno-technicznych dostarczonych wozów”. Mówiąc prościej, aby ministerstwo dokładnie sprawdziło, czy płaci za taki towar, jaki zamówiło, a który producent zobowiązał się dostarczyć. Niestety dalsze wydarzenia w pełni potwierdziły obawy NIK. Transporter przedstawiony do komisyjnego odbioru w roku 2004 nie spełniał ponad 20 wymagań różnej wagi, określonych w specyfikacji i umowie. Co w tej sytuacji powinna zrobić komisja testująca pojazd? Logiczne byłoby odesłanie transportera do producenta z żądaniem dokonania poprawek i dostarczenia pojazdu o takich parametrach, które widniały w umowie. (Tak zrobiłby prywatnie każdy rozsądny człowiek, który np. zamówił sobie wysyłkowo telewizor 42 calowy, a otrzymał 40 calowy). Komisja jednak nie wykazała się asertywnością w stosunku do producenta. Zamiast bronić interesów MON i wojska zgodziła się ...na odstąpienie od niektórych wymagań, uznając je za nieistotne. Tak zrezygnowano m.in. z wymogu „transportowalności” Rosomaka samolotami Herkules. Jeszcze bardziej niepokojące było to, że w trakcie prób odbiorczych nie przeprowadzono testów odporności balistycznej transportera. Nie sprawdzono więc, czy pojazdy zapewniają żołnierzom właściwą ochronę przed pociskami i minami, na poziomie określonym w umowie! W sprawie powyższych nieprawidłowości, jeszcze w roku 2005, śledztwo wszczęła wojskowa prokuratura i żandarmeria. Taki stan rzeczy zastałem, gdy objąłem w MON funkcję pełnomocnika ds. procedur antykorupcyjnych. Logicznym wnioskiem było więc zaproponowanie ministrowi Sikorskiemu przeprowadzenia testów uzupełniających transportera, które by określiły jego rzeczywistą odporność balistyczną, czyli to, jaką ochronę zapewnia on załodze. Było jasne, że jeśli my zaniedbamy jakichś testów, to na pewno „przeprowadzą je” talibowie. Minister wniosek zaakceptował i badania takie – mimo oporu niektórych generałów – zostały przeprowadzone jesienią 2006 roku. Na temat przebiegu testów publikowano różne fantastyczne opowieści (np. o rzekomym „rozstrzelaniu” Rosomaka przez specjalnie ściągniętych snajperów z Gromu). Wspomnę więc tylko, że przeprowadzała je grupa badawcza Wojskowego Instytutu Techniki Pancernej i Samochodowej na podstawie ściśle określonej metodyki, a nadzorowała komisja powołana przez ministra. Testy wskazały na mocne i słabe punkty transportera. (Szczegóły są nadał objęte tajemnicą). Stały się podstawą do przygotowania transportera na misję w Afganistanie. A co najważniejsze zakończyły niebezpieczną dla życia żołnierzy praktykę kupowania uzbrojenia, które wyczerpująco testuje się dopiero w warunkach misji, zamiast na poligonie w kraju. Przekonała się o tym zresztą firma dostarczająca dodatkowe opancerzenie dla KTO: pierwsze testy balistyczne wykazały sporo niedoróbek i dopiera druga wersja dodatkowego pancerza spełniła stawiane jej wymagania. Rosomak w wersji afgańskiej to tak naprawdę już zupełnie inny model transportera, dostosowany do warunków tej misji. Nie pływa, ale w odróżnieniu od swego pierwowzoru zapewnia równomierną ochronę przed pociskami ze wszystkich kierunków. Także z góry, co jest oczywiste ze względu na operowanie w terenie wysokogórskim. Odpukać – na razie skutecznie. Z powyższej historii wynika jeszcze jeden morał: otóż nie warto kupować obietnic, tyko konkrety. Producenci uzbrojenia bardzo często obiecują złote góry (doskonałe parametry za niską cenę), aby tylko załapać się na kontrakt. Na targach prezentują wyroby, które są tylko atrapami (fachowo: demonstratorami technologii). Ich strategia jest taka: jeżeli jakieś ministerstwo podpisze kontrakt i się w niego zaangażuje, to bardzo trudno będzie się mu z niego wycofać i zaczynać procedurę wyboru sprzętu od początku. Zwłaszcza, gdy zaangażowało już dużo czasu i środków. Historia wielu państw zna dziesiątki takich przypadków. Ten morał powinni sobie wziąć do serca wszyscy dziennikarze, opisujący sprawę niedoszłego zakupu opancerzonych samochodów patrolowych Tur, które jakoby świetnie mogły chronić naszych żołnierzy, ale nie można ich kupić przez jakieś bzdurne wymogi antykorupcyjne. Rzeczywiście, latem 2007 roku negatywnie zaopiniowałem pomysł, aby kupić bezprzetargowo Tura, głównie z tego powodu, że – wedle mojej wiedzy – pojazd taki wtedy …nie istniał. Producent obiecywał co prawda złote góry, nawet prezentował się na targach, ale był dopiero na etapie testowania części składowych pojazdu. Kompletny pojazd, spełniający wymagania wojska, miał być gotowy …już wkrótce. Minął rok, a producent nie zdecydował się przedstawić Tura do testów, choć został zaproszony przez MON do składania ofert wraz z trzema innymi firmami. Ostrożność była więc chyba wskazana. Maciej Wnuk Pełnomocnik MON ds. Procedur Antykorupcyjnych w latach 2005-2007, obecnie członek grupy roboczej NATO ds. zapobiegania korupcji w sektorze obronnym. Odpowiedz Link Zgłoś
dean08 Re: Maciej Wnuk odpowiada 02.09.08, 16:40 A może Pan Pełnomocnik wypowie się na temat kto wpadł na pomysł aby "testować" ostrzał na w pełni wyposażonym pojeździe ??? Ciekawym... Odpowiedz Link Zgłoś
maciej.wnuk.pl Re: Maciej Wnuk odpowiada 02.09.08, 20:41 Metodyka i program testów, opracowany jeśli dobrze pamiętam przez Wojskowy Instytut Techniki Pancernej i Samochodowej oraz Departament Polityki Zbrojeniowej MON, przewidywał testowanie losowo wybranego Rosomaka w warunkach maksymalnie zbliżonych do rzeczywistych. Czyli w takiej postaci, w jakiej na codzień funkcjonuje w polskim wojsku i w jakiej "testowaliby" go talibowie. A więc zarówno bez sztucznego "podrasowania" go przed testami, jak i bez demontażu jego wyposażenia. To założenie było w pełni prawidłowe. Zadaniem testów było sprawdzenie nie tylko samego pancerza, ale pojazdu jako całości. W przypadku wybuchu miny lub penetracji pocisku razić żołnierzy mogą przecież nie tylko odłamki, ale także elementy wyposażenia (hipotetycznie: choćby rozpryskujące się elementy optyczne). To tak jak z badaniem bezpieczeństwa samochodów za pomocą "crash-testów". Niby można by z nich wymontować parę droższych części, tylko że tak przeprowadzone testy nie byłyby wiarygodne. pozdrawiam MW Odpowiedz Link Zgłoś
red_adidas Dajcie nam rosomaki 02.09.08, 16:35 Afganistan pokazuje totalną słabość i nieprzygotowanie polskiej armii do jakichkolwiek działań. Polska armia wykazała się brakiem żołnierzy zdolnych odbywać służbę w Afganistanie czy Iraku brakiem procedur,odpowiedniego wyszkolenia w warunkach bojowych,brakiem uzbrojenia,aferami zaopatrzeniowymi. Sam honor to trochę mało. Dobrze że wielki brat wspomógł WP hamerami bo nasi żołnierze siedzieli by w bazach albo patrolowali na piechotę.... Jak ja nie lubię dziadostwa ....i żebractwa, a nasi dowódcy dostają awanse.... To jest polska właśnie... Odpowiedz Link Zgłoś
s.fug Re: Dajcie nam rosomaki 03.09.08, 01:49 No, skoro Pan Pełnomocnik zabrał tu głos, to i ja dorzucę swoje pięć groszy. W artykule jest parę nieścisłóści: - dodatkowy pancerz nie gwarantuje ochrony przed ogniem granatników przeciwpancernych, a tylko osłabia ich działanie. Jego zadanie to ochrona przed pociskami z wielkokalibrowych karabinów maszynowych; - kolumna Rosomaków nie jest „nie do zdjęcia” – to tylko kwestia wielkości ładunku wybuchowego, ukrytego pod drogą. Na szczęście większy ładunek trudniej jest dostarczyć na miejsce i odpowiednio zamaskować; - wieża Rosomaka nigdy nie była „pozbawiona pancerza” – zgodnie z założeniami był on tylko słabszy po bokach i z tyłu; - Rosomaki wysyłane teraz do Afganistanu to nie jest wersja „podstawowa” (a właściwie „bazowa”), ale specjalnie przygotowana „logistyczna”, już z dodatkowym pancerzem. Istotna kwestia to dodatkowy pancerz. Nie jest tak, jak mówi gen. Ojrzanowski, że nie można było z góry przewidzieć takiej potrzeby, bo „Kiedy kupowaliśmy Rosomaka, nikt nie sądził, że będzie on jeździł w Afganistanie” – wymóg przewożenia samolotem C-130 miał sens tylko przy założeniu, że Rosomak będzie przerzucany na misje w odległe rejony. Rosomak jest fabrycznie przystosowany do założenia takich dodatkowych pancerzy, ale ich nie zamówiono, bo... komuś zabrakło wyobraźni. Żeby było ciekawiej, taki pancerz zaprojektowały polskie placówki badawcze. Mógł być produkowany w kraju, po znacznie niższych kosztach niż odpowiedniki zagraniczne. Ale ministerstwo nie zainteresowało się tą sprawą. „Oszczędności” skończyły się tak, że w ostatniej chwili zamówiono pancerz w Izraelu, za dużo większe pieniądze, a i tak nie dotarł na czas i nasi żołnierze zaczynali patrole w Afganistanie na słabiej zabezpieczonych pojazdach. I tu zabrakło wyobraźni po raz drugi – był czas na przetestowanie krajowej konstrukcji, jej dopracowanie i złożenie pierwszego zamówienia. Nie zrobiono nic – i znów trzeba kupować na gwałt po zawyżonej cenie! Z kolei porównanie przez p. Wnuka przetargu na transporter do zakupu telewizora jest „cokolwiek” uproszczone. Transporter jest ciut bardziej skomplikowany, a niektóre wymagania były bardzo wyśrubowane (może za bardzo – dla niektórych parametrów można było ustalić wartość minimalną i naliczać punkty za jej przekroczenie, wymóg transportu w C-130 wstawiono wzorując się na Amerykanach, którzy w międzyczasie z tego zrezygnowali). Szczegóły testów odpornościowych dawno już „wyciekły” do mediów (no, może nie wszystkie), na przykład to, że pocisk karabinowy wniknął w słabsze miejsce przy tylnych drzwiach. W warunkach bojowych szansa na takie trafienie byłaby praktycznie zerowa. Metodyka badań, która doprowadziła do zniszczenie części wyposażenia, moim zdaniem była błędna – przynajmniej na etapie ostrzeliwania wozu z wielkokalibrowego karabinu maszynowego – chyba nietrudno sobie wyobrazić bez żadnych prób, że jak taki kawał metalu przebije pancerz, to rozniesie wszystko na swojej drodze... Z tym, że wcale nie jestem pewien, kto ponosi odpowiedzialność za tę metodykę – jej autorzy z Wojskowego Instytutu Techniki Pancernej i Samochodowej, czy też autorzy postawionych Instytutowi wymagań... Zgadzam się z p. Wnukiem, że żołnierze powinni dostawać sprawdzony sprzęt. Problem w tym, że zagrożenie życia żołnierzy niosą również opóźnienia w dostawach tego sprzętu. Z poważaniem – Stefan Fuglewicz Odpowiedz Link Zgłoś
kapitan.kirk Obrzydliwa hipokryzja 03.09.08, 14:12 W artykule nie ma ani słowa o tym, że całą "sprawę Rosomaka" rozdmuchała własnoręcznie..."Gazeta Wyborcza" właśnie, publikując - co ciekawe, jednocześnie z "Nie" - artykuł pełen kłamstw i ewidentnych bzdur, wyraźnie sponsorowany przez konkurencyjną firmę Steyer (dziwnym trafem dziennikarzom "udawało się dotrzeć do dokumentów" własnie z Steyera pochodzących). Pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
maaac Re: Obrzydliwa hipokryzja 03.09.08, 15:37 Możesz podać link do tego artykułu? Zarówno w NIE jak i w GW? Odpowiedz Link Zgłoś
kapitan.kirk Re: Obrzydliwa hipokryzja 03.09.08, 17:30 Tu było w GW; jak widzisz obok kilka artykułów pokrewnych i równie "prawdziwych": serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,1615222.html A tu w NIE, tego samego zresztą dnia: www.nie.com.pl/art2479.htm Cudów jak widać w tych artykułach było pełno, np. płonąca Patria wyciągana z basenu przez konkurencyjnego Steyer Pandur ("Raport-WTO" ujawnił kilka miesięcy później protokoły z prób, z których wynika że sytuacja była dokładnie odwrotna!) czy zapis o nie mieszczeniu się Patrii w ładowni Herculesa iliustrowany...zdjęciem Patrii w ładowni Herculesa :-/ Srożyłem się więc już wówczas na forach obu gazet (pod moim poprzednim nickiem co prawda ;-) i prawdę mówiąc do dziś nie bardzo mi przeszło. Tak więc kiedy teraz czytam w GW, jaki to Rosomak świetny i jak niesłusznie tudzież tendencyjnie go poprzednie rządy traktowały, to naprawdę nie wiem czy isnieje coś takiego jak szczyt dziennikarskiej hipokryzji :-/ Wstydź się "Gazeto..."!!! Pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
swantevit Dajcie nam rosomaki 03.09.08, 15:23 Prosze nie zapominac ze rosomak w wersji polskiej zostal juz rozbrojony na deskach kreslarskich; jest 2-3 tony lzejszy od wariantu finskiego. Obserwujac z oddali co sie w wojsku polskim dzieje, jak niski poziom moralno-intelektualny reprezentuja najwyzsi urzednicy i generalicja, to strach mnie ogarnia przed wojna z udzialem naszych zolnierzy. Odpowiedz Link Zgłoś