Dodaj do ulubionych

Platforma pozywa PiS. Za spot

22.04.09, 14:36
Atu Platforma interesów
Piotr Śmiłowicz, Zofia Wojtkowska

Ponieważ „niezależne” media informują wybiórczo …
www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/newsweek_polska/platforma-
interesow,38653,5
PO dochodziła do władzy z hasłem, że skończy upartyjnieniem spółek
skarbu państwa. Tymczasem w czasach jej rządów zjawisko to rozkwitło.
A miało być tak pięknie. W 2007 roku Aleksander Grad zapowiadał, że
po wyborach przygotuje ustawę, która całkowicie wyeliminuje
polityków ze spółek skarbu państwa. Wtórował mu premier Donald Tusk,
który obiecywał nowe standardy w upartyjnionej dotąd polityce
personalnej i deklarował, że każdy przykład kumoterstwa będzie
piętnowany. Dziś z tego nie zostało nic. Nawet pobieżne spojrzenie
na politykę personalną PO w kilku regionach pozwala postawić tezę,
że spółki skarbu państwa opanowane są przez ludzi Platformy. Przez
ludzi, których partyjne plecy są najważniejszą, a często jedyną
rekomendacją do pełnionych funkcji.
Nawet nie ma się co dziwić, że tak jest. Polityka to dyscyplina
zespołowa, w której gra się co prawda na liderów, ale nie można
zapominać o żołnierzach. Nominacje do zarządów lub rad nadzorczych
spółek skarbu państwa są czasem formą podziękowania liderów dla
tych, którzy ciężko pracowali na ich sukces. A także sposobem
budowania wpływów. Nieprzypadkowo za najbardziej wpływowych uważani
są ci liderzy, którzy potrafią załatwić najwięcej intratnych posad.

W przypadku liderów PO praktyka ta może nie byłaby tak godna
napiętnowania, gdyby nie kampanijne frazesy o odpartyjnieniu
państwa. Wszak wszyscy przyzwyczaili się już do innych standardów,
jakimi posługuje się w tej dziedzinie choćby Polskie Stronnictwo
Ludowe. Przykładów politycznych nominacji jest tak wiele, że mogłyby
stanowić nudną wyliczankę.
Przypominamy zatem tylko te najbardziej typowe. Platforma, tak jak
poprzednicy, chętnie zdobywa polityczne łupy w spółkach paliwowych.
Sprawami kadr w PKN Orlen zajmuje się Arkadiusz Kawecki, członek
rady nadzorczej KGHM, wcześniej członek zarządu niesławnej spółki
Work Service senatora Tomasza Misiaka. Prezesem PERN jest Robert
Soszyński, członek rady krajowej PO, a wiceprezesem także związany z
Platformą Marek Litka. W radzie nadzorczej Lotosu był Piotr
Chajderowski, kiedyś wspólnik spółki Signum Promotion, założonej
przez szefa gabinetu politycznego premiera Sławomira Nowaka. Obecnie
jest szefem przeznaczonej do likwidacji LOT-owskiej spółki
Centralwings. Zapewne wszyscy oni zawdzięczają swój awans
kompetencjom, a to, że łączą ich związki z czołówką polityczną PO,
to oczywiście czysty przypadek.
Szczególnie silnie swoimi politycznymi mackami Platforma objęła
spółki Dolnego Śląska. Trudno się dziwić – to region wicepremiera
Grzegorza Schetyny. Nie od dziś przez obsadę spółek buduje on swoje
wpływy. Szczególnie łakomym kąskiem jest tu koncern KGHM Polska
Miedź. Niedawno członkiem zarządu należącej w stu procentach do KGHM
Telefonii Dialog został Robert Banasiak, wieloletni bliski
współpracownik Schetyny, w latach 90. redaktor naczelny
wrocławskiego Radia Eska, a potem w dolnośląskim urzędzie
marszałkowskim. Oczywiście formalnie objął obecną funkcję w wyniku
wygranego konkursu.
„Gazeta Wyborcza” i „Dziennik” opisywały przypadek Arkadiusza
Gierałta, szefa Platformy w Lubinie. Jest w KGHM dyrektorem
nadzorującym grupę kapitałową, a także zasiada w kilku radach
nadzorczych, m.in. Polkomtela. Z kolei były senator PO, a wcześniej
poseł AWS i PO Tadeusz Maćkała został dyrektorem ds. pracowniczych
podległej KGHM kopalni Polkowice-Sieroszowice. Oczywiście bez
konkursu. Także bez konkursu radny PO z Głogowa Karol Szczepaniak
został dyrektorem w spółce zależnej od KGHM – Pol-Miedź Trans.
Takich przykładów jest znacznie więcej.
Szef dolnośląskiej Platformy Jacek Protasiewicz bagatelizuje
zjawisko upolityczniania spółek w jego regionie. – Osoby, które
trafiły do spółek z polityki, można policzyć na palcach dwóch rąk.
Większość to fachowcy, którzy wcześniej pracowali w tych samych
spółkach, ale zostali wyrzuceni przez PiS – przekonuje.
Spółki skarbu państwa są jednak wśród działaczy Platformy bardzo
popularne także na Górnym Śląsku. Intratne stanowiska zajmują nawet
całe klany rodzinne. Jacek Matusiewicz, skarbnik zarządu regionu PO,
jest na przykład prezesem Funduszu Górnośląskiego. Jego brat Adam
Matusiewicz jest wicewojewodą śląskim, a żona – Małgorzata
Matusiewicz-Łącka – dyrektorem wydziału funduszu społecznego w
urzędzie marszałkowskim.
Z kolei Marcin Kędracki, wojewódzki radny PO, jest prezesem
Gliwickiej Agencji Turystycznej. GAT zarządza ośrodkami narciarskimi
w Korbielowie i Szczyrku. Kędracki przeprowadził w spółce czystki –
zwolnił nawet szefów ośrodków i domów wczasowych. Prezesem
Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów jest natomiast Jarosław
Kania – radny PO i przewodniczący Rady Miejskiej w Rudzie Śląskiej.
Platforma wyczyściła z „pogrobowców PiS i SLD” zarówno zarząd, jak i
radę nadzorczą tej spółki i obsadziła swymi ludźmi już wiosną roku
2008.
– Co mam powiedzieć? – pyta lekko zażenowany wiceszef regionu
Grzegorz Dolniak. – Nie sądzę, żeby na Śląsku było gorzej niż gdzie
indziej. W porównaniu ze wszystkimi zmianami personalnymi, które
nastąpiły od przejęcia władzy przez PO, to jest jakiś promil. A
legitymacja partyjna nie może wykluczać kariery w strukturach
gospodarczych – przekonuje.
Dolniak ma rację. Na Śląsku nie jest gorzej niż gdzie indziej.
Niezwykle śmiało w obsadzaniu stanowisk w lokalnej administracji i
spółkach zależnych od władzy PO poczyna sobie choćby na Mazowszu i w
Warszawie. Nepotyzm, obsadzanie stanowisk z partyjnego klucza to
norma. Mimo że prasa lokalna, a zwłaszcza stołeczna „Gazeta
Wyborcza”, dość skrupulatnie o tym pisze, działacze Platformy
najwyraźniej czują się bezkarni. Czasem wyrywa im się, jak
Małgorzacie Kidawie-Błońskiej, szefowej stołecznej PO, pytanej o
zatrudnienie na jednym ze stanowisk w samorządzie żony wpływowego
działacza partii: „Żona też gdzieś musi pracować”.
Zaczęło się od obsadzania stanowisk w warszawskim ratuszu przez
Hannę Gronkiewicz-Waltz. W konkursach zwyciężali po kolei działacze
Platformy lub bliscy współpracownicy pani prezydent. Do rangi
symbolu urosła sprawa konkursu na komendanta straży miejskiej, który
wygrał… kierowca Hanny Gronkiewicz-Waltz z czasów jej prezesury w
Narodowym Banku Polskim. Oczywiście stołeczna Platforma i sama pani
prezydent odrzucają zarzuty o ustawianie konkursów. Jednak raport
Najwyższej Izby Kontroli przeprowadzony w mazowieckich urzędach nie
pozostawia żadnych wątpliwości. Wynika z niego, że między innymi w
stołecznym ratuszu obsadzano „stanowiska urzędnicze bez
przeprowadzania naboru lub z naruszeniem zasady otwartości i
konkurencyjności naboru”.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka