sekwana2005
04.07.09, 06:12
Gdy pod koniec XX wieku zachodnia Europa integrowała się, w
środkowej mieliśmy odwrotne zjawisko. "Aksamitny" rozwód Czech i
Słowacji. Symboliczne jest dla mnie iż ten Słowak na czeskim
uniwersytecie pracuje - nie że Czesi są lepsi, lecz że to jeden krąg
kulturowy, choć na Słowacji oficjalną walutą jest już euro, a zachód
i północ od niej jeszcze nie. Dla równowagi - dawno temu w Nizkich
Tatrach, więc słowackich, często bywałem u kolegi "jaskiniara",
czyli grotołaza, którego po 1968 roku ojciec z tego samego praskiego
Uniwersytetu Karola był wyrzucony i żył z tłumaczeń zachodniej
literatury.
Dramatyczny i krwawy rozpad Jugosławii - pamiętam kolejne odwiedziny
u mnie tamtejszych przyjaciół gdy jeden mówił do kolegów "wam to
dobrze, jeden Serb, drugi Chorwat - a ja mam w sobie przodków ze
wszystkich naszych republik..."
Dziękuję ci babciu...
Moja teściowa mieszka na Zaolziu. Moja córką zaś u niej rok spędziła
na początku swej szkolnej edukacji. Z zachwytem widziałem jak nawet
nie zauważając zmian języka, na jednym piętrze bloku rozmawia z
sąsiadami - po polsku, czesku, słowacku, cygańsku. Nic dziwnego, iż
potem egzotyczny kierunek skończyła i zna więcej języków niż ja słów
np. po niemiecku. Mój szwagier jak się zakochał, swojej Evicce dał
warunek - wprawdzie oboje po czesku mówią, ale ona nauczy się
polskiego, on w zamian niemieckiego...
Żona chyba już 10 lat czyta książkę Eliasa Canettiego - potomka
hiszpańskich Żydów, którzy na Bałkany uciekli, uznając imperium
ossomańskie za bezpieczniejsze od kraju króla arcykatolickiego.
Dzięki słowiańskiej mamce pozał nasze języki i kulturę, choć
osiadwszy w Wiedniu pisał po angielsku...
Na koniec słowo krytyki - tekst marnie tłumaczony. Szwejka niemal na
pamięć znam i wedle 3 polskich tłumaczeń i w oryginale. Uciekają
konteksty, bo kto zna jego anabasis. To samo dotyczy części
współczesnych kontekstów...