Dodaj do ulubionych

Nadmiar matematyki nie szkodzi

17.07.09, 02:08
Mam nadziej doczekać czasów gdy nauka w szkole zaczynać się będzie od nauki
myślenia, zapamiętywania czy prostych technik NLP pomagających osiągać
zamierzone cele. Ja niestety jestem produktem systemu nauczania
niepodważalnych reguł i nieomylnych ludzi. Dopiero jako osoba dorosła odkryłem
świat narzędzi pozwalających szybko i efektywnie zapamiętywać WAŻNE
informacje. Obecnie szaleje czytając filozofów o których tyle słyszałem (że
byli i byli mądrzy). A NLP sprawia że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych
(oprócz tych nierealnych - a;e te potrafię już rozpoznawać).
A szkoła...niestety jest obowiązkowa, n szczęście nie zamierzam skąpić czasu
moim dzieciom by naprawiać na bieżąco i zawczasu szkody przez nią powodowane.
Szkody tylko tego ich czasu, zmarnowanego przez zły system.
Obserwuj wątek
    • c79 Czy Majcherek ma dane na poparcie tez... 17.07.09, 12:02
      Chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy.

      1) Polemika przedstawicieli nauk teoretyczno-empirycznych z przedstawicielami nauk historyczno-opisowych jest pozbawiona celu.

      Majcherek, jak wielu innych, uważa że czytanie i rozmyślanie o tekście jest równoznaczne z badaniem świata rzeczywistego (sic!). "Dowodem" prawdziwości tez jest cytat z innego autora. Kwestionowanie takiego "dowodu" jest równoznaczne z podważaniem autorytetu, a to z kolei jest największą zbrodnią w "środowisku".

      2) Tekst Majcherka jest pokłosiem jego rozprawy habilitacyjnej. Ponieważ praca ta została wydana drukiem, każdy może do niej sięgnąć i odpowiedzieć na ważne pytanie:

      Czy studiowanie *historii* filozofii (idei) i studiowanie filozofii to to samo?

      Albo inaczej: czy opisanie chronologii faktów uprawnia do nazywania siebie filozofem?
      • lemari Re: Czy Majcherek ma dane na poparcie tez... 18.07.09, 01:44
        W mediach, szczególnie elektronicznych, istnieje terror humanistów.
        Bez cienia wstydu mówi się "ja też w szkole nie lubiłem matematyki", "z chemii miałem dwóję" (TVN 24). Wszystkie wydarzenia komentują tylko socjolog, psycholog [ biznesu :) ], politolog, oraz oczywiście "doradcy wizerunkowi". Potoki słów, wypowiadanych z szybkością karabinu maszynowego. Żadnej treści, jak cheesburger w mc donalds, zjadasz i po pięciu minutach jesteś głodny.
      • aegis_of_heart Hahaha, Majcherek i odpowiedzialność za słowo. 19.07.09, 08:35
        Sam opisałeś dobrze zjawisko i wypada tylko przyklasnąć.

        Tzw. nauki humanistyczne w praktyce nie spełniają wymogów metodologii formalnej
        nauk i słowo "nauka" należałoby tam brać w cudzysłów.

        A napisać można dowolną bzdurę. Dowody? Po co dowody? Ja tak mówię i ch**.
        Kiedy będzie trzeba, znajdę dowolny pasujący cytat. A że cytat powstał bez
        dowodu? Tamten autor ma rację - i ch**.

        W końcu jestem autorytetem/żurnalistą/profesorem/...
        Nie co ta swołocz/tłuszcza/plebs/inżynierowie...

        A co do "Majcherka - filozofa"... powiem brutalnie, już teraz mało kto wie, że
        Majcherek istnieje i coś tworzy i ta sytuacja się będzie tylko pogarszać.

        Kotarbińkim, Kołakowskim czy Baumanem to on nigdy nie będzie.
        Ot, lokalny profesorek na podrzędnym "uniwersytecie".
    • yanuss ograniczenie czy cos wiecej 18.07.09, 08:57
      Najdziwniejsze jest to, ze trzeba o tak oczywistych sprawach dyskutowac. To,
      ze kazdy tzw. celebryta czy pismak chwali sie tym publicznie, ze nie wie nic o
      przedmiotach scislych jest takze miara oglupienia tego spoleczenstwa. Jako
      egzaminator pokazuje studentom ksiazki z dawniejszej osmioklasowej szkoly
      podstawowej. Dla zdecydowanej wiekszosci material tam zawarty jest zbyt
      trudny, a sa juz studentami. Gorsze jest jednak to, ze wytworzono mode na
      osmieszanie przedmiotow scislych, glupota jest w tym zakresie bezkarna.
      Likwidacja matematyki na maturze byla najwiekszym sabotazem intelektualnym w
      polskich szkolach. Fakt, ze Majcherek probuje w taki sposob bronic mlodziez
      przed naukami scislymi jest wlasnie miara degrengolady intelektualnej tzw.
      udawanych humanistow. Prawdziwy humanista jest otwarty, wie, ze nauki, przede
      wszystkim scisle, zmieniaja obraz swiata. Tylko ograniczony pismak boi sie
      mematyki i fizyki.
      • korzkwy Re: ograniczenie czy cos wiecej 18.07.09, 09:17
        Czytam te rozważania i dziwię się coraz bardziej obserwując, jak porwani ideą podziału na "humanistów" i "matematycznych" pedagodzy ochoczo likwidują matematykę na maturze. Skutki takiego pomysłu mogą być /już są!/ opłakane, bo utrwalają w świadomości współczesnych uczniów fałszywą alternatywę.
        Przyjęcie założenia, że jakiś przedmiot jest TRUDNY, więc "nie wszyscy muszą zrozumieć" jest porażką pedagogiczną a'priori.Następny krok, czyli likwidacja przedmiotu na maturze /żeby "humaniści" się nie męczyli/, to już jest szkodnictwo społeczne...
        • 1stanczyk To, ze nie ma matematyki na maturze jest wyrazem 18.07.09, 14:23
          podobnego debilizmu, ktory opanowal nasz kraj, jak budowanie prestizu
          miedzynarodowego swiatowym awanturnictwem.
          Trudno w ogole mowic o wyksztalceniu bez znajomosci matematyki na poziomie
          matury + dwa lata matematyki conajmniej politechnicznej i podobnym poziomie
          znajomosci fizyki i chemi.
          Latwizna nikt niczego jeszcze na swiecie ani nie osiagnal ani nie zdobyl.
          Skutki braku znajomosci matematyki, a tym samym brak elementarnego
          wyksztalcenia, wsrod naszych humanistycznych debili po pseudohistoriach, roznych
          filologiach czy socjologiach sa najlepiej widoczne po rezultatach sprawowania
          wladzy w naszym kraju przez tych niedouczonych polglowkow.
          Ograniczaja sie pozniej do nazywania katastrofy sukcesem!

          Re: ograniczenie czy cos wiecej
      • 2-pswiecki Pocieszę Ciebie,brak wiedzy kończy się tak 18.07.09, 18:34
        że topowa gwiazda jak Michael Jackson ma majątek 500 mln i długi
        500 mln; oraz umiera z przedawkoania leków nie mogąc ogarnąć
        całości. Dla wielu krytyków matematyki - to jedynie kwestia czasu,
        kiedy padną.
    • vikmik BRAWO! 18.07.09, 09:29
      podpisuję się rękami i nogami. a gdzie się podpisać wyliczam suwakiem
      logarytmicznym.
      brawo brawo brawo i jeszcze raz brawo.

      prawda jest taka, że głupim narodem łatwiej manipulować. nasz kraj potrzebuje
      dogłębnej zmiany ścieżki edukacji, bo ta reforma od siedmiu boleści, która się
      dzieje - przynosi więcej szkody niż pożytku.

      w nowej reformie powinny wziąć udział takie tęgie głowy jak autor artykułu i z
      tej strony powinna się ona zacząć: od studiów. tu powinny być jasno określone
      wymagania dla studentów/kandydatów i teraz schodząc w dół - szkoły średnie.
      czego uczymy w szkołach średnich, żeby uczelnie były zadowolone. teraz szkoły
      średnie (przedstawiciele) określają swoje potrzeby i wymagania dla
      uczniów/kandydatów i znowu stopień w dół - gimnazja/podstawówki.

      w ten sposób zaczynamy od ustalenia CELU a dopiero potem zastanawiamy się, jak
      go osiągnąć przez poszczególne stopnie edukacji. a dziś? dziś jest na odwrót:
      podstawówka ma cel: egzamin kompetencji i pod niego przygotowuje. gimnazjum ma
      cel: egzamin i pod niego przygotowuje. średnia ma cel: odtworzeniowa matura i
      pod nią przygotowuje. i w ten sposób na studia trafia duża liczba osób
      kompletnie do nich nie przygotowanych. ech... ale co z tego, że my tak sobie
      piszemy...
      • vikmik Re: BRAWO! 18.07.09, 09:31
        "nieprzygotowanych" :)
      • original_hmm Re: BRAWO! 18.07.09, 09:42
        Jako pracownik uczelni - muszę się zgodzić z przedmówcą.
        Poziom kandydatów na studia z roku na rok jest coraz bardziej żenujący. Ale to
        wszyscy wiemy. Mnie osobiście boli najbardziej, że studenci pierwszych lat nie
        umieją myśleć. Uczę przedmiotów związanych z technologiami informacyjnymi - żeby
        mieć o czym rozmawiać ze studentami na pierwszym roku jest to np... excel. OK,
        mogą go nie znać, więc staram się im przekazać ile się da - pokazać, jak
        rozwiązywać problemy za pomocą excela, jak wykorzystać go w prowadzeniu
        działalności (z accessem, albo samego accessa też czasem się uczy). I oni nawet
        czasami tego excela się nauczą, lecz i tak oblewa od 50 do 90% w pierwszym
        terminie. Dlaczego? Bo nie wiedzą, co to jest wartość brutto, netto. Nie mają
        pojęcia o różnicy między ceną zakupu a wartością zakupu. Podatek dodają na
        zasadzie cena+0,22 a nie cena*1,22 lub choć cena+cena*0,22... Nie mają pojęcia,
        co to jest tara. Nie odróżniają znaku < od >.
        Kiedyś mnie ktoś zapytał, dlaczego na studiach uczę excela. A co ja mam z nimi
        robić? Jak zaczynam pokazywać ciekawsze rzeczy z ich zastosowaniami w innych
        dziedzinach - wielkie oczy, bo oni nawet nie wiedzą, o czym mowa. Zostaje tylko
        excel. No jeszcze im można obniżyć wymagania i worda uczyć... Chociaż, gdy
        czasem dostaję eseje, rozprawki, referaty i inne prace - to i nad wordem
        zastanawiam się, czy nie za trudny. Przy pracach pisemnych wychodzi kolejna
        ciekawa rzecz: bibliografia. Wystarczy tego dobrego, bo się załamię, gdy do mnie
        dotrze to, co sam napisałem.

        PS. a w ogóle, to nie cierpię wszystkich "dys-". Jak można robić błędy pisząc na
        komputerze...
        • kpix Niestety się zgadzam... 18.07.09, 13:23
          Uczyłem na przestrzeni kilku ostatnich lat studentów I roku
          Wstępu do Fizyki. Największe tąpnięcie w dół miało miejsce,
          gdy przyszła po raz pierwszy młodzież po reformie (czyli
          mająca za sobą 3 lata gimnazjum+3 lata liceum). Trzeba było
          ich uczyć nie jak studentów fizyki, a jak licealistów.
          Po pół roku takiej nauki, na egzaminie był pogrom: z ok. 120
          osób zdało 39 osób, z czego tylko 3 studentów szło zwykłym
          trybem jako "fizyka": 36 to byli studenci MisMAPu.
          Jedynie decyzją dziekana pozwolono ludziom mających punkty
          powyżej pewnego minimum powtórzyć egzamin z fizyki na niższym
          poziomie. Zdało wówczas dodatkowo 25 osób...
      • original_hmm "po co mi te studia" - do kandydatów na studia 18.07.09, 09:58
        Zajrzałem na gazeta.pl i jeszcze coś muszę dopisać.
        "po co mi były te studia" albo jakoś podobnie krzyczał do mnie jeden z nagłówków
        artykułów. Nawet nie zaglądałem, ale samo zdanie jest bardzo ciekawe. W pełni
        się zgadzam z autorem pytania: po co ci one!

        Nie idź na nie, jeśli choć przez chwilę się nad tym zastanawiasz. Studia nie są
        obowiązkowe.
        Studia nie dają prestiżu i nie mają wpływu w większości branż na zarobki.
        Nie idź, powtarzam, nie idź na studia, jeśli chociaż raz zadajesz sobie takie
        pytanie.
        Nie idź, powtarzam, nie idź na studia, jeśli składasz papiery na 3 uczelnie z
        postanowieniem "gdzie się dostanę, tam idę".
        Nie idź, powtarzam, nie idź na studia, jeśli idziesz tam, gdzie idą znajomi, bo
        sam/a nie wiesz, gdzie iść.
        Nie idź, powtarzam, nie idź na studia, jeśli masz zamiar zawsze się tłumaczyć
        "dys-" przy każdym błędzie, który popełnisz.*
        ...

        Przy tym ostatnim punkcie mnie rozbawiło jakiś czas temu kilka osób. Pracujemy
        przy komputerach, w końcu jedna z nieradzących sobie osób (20 lat): "ja się nie
        znam na tym, nie lubię komputerów, jestem humanistą". Tu z mojej strony wykład o
        słowie "humanista" i jego znaczeniu. Szok na sali. Potem mówię do człowieka: w
        takim razie pan na zaliczenie pisze pracę. Ucieszył się. Oczywiście napisał ją
        na komputerze, oczywiście z błędami wszystkimi możliwymi, oczywiście dostał
        pałę. Jedno mu trzeba przyznać: zrozumiał i PODZIĘKOWAŁ. Potem już zaliczył ;)

        Listę kiedyś rozbuduję.


        *Są słowniki, są komputery, zawsze możesz dać pracę komuś do sprawdzenia.
      • trzy.14 Re: BRAWO! 18.07.09, 18:35
        Kolego, mylisz się bardzo! System edukacji w Polsce ma cel!
        Jaki - odpowiednie miejsce w statystykach europejskich.
        I tak, celem matury jest danie 80% populacji przepustki na studia wyższe. Poziom
        matury z matematyki na poziomie podstawowym będzie obliczony na 80% zdawalności,
        więc tylko kretyni jej nie zdadzą i obecna panika/zachwyty jest/są
        nieuzasadnion(a/e).

        Celem szkół wyższych jest zarabianie pieniędzy poprzez masowe wydawanie nic nie
        znaczących dyplomów matołkom, którzy myślą, że te papierki coś znaczą. Zwróć
        uwagę na to, że gdyby ktoś nie opublikował żenujących wyników polskich uczelni w
        rankingach światowych, pies z kulawą nogą nie zająłby się
        reformą nauki i szkolnictwa wyższego.
        Celem szkoły podstawowej jest przepychanie 100% populacji do gimnazjów.
        Celem gimnazjum jest przetrwanie.
        • aegis_of_heart Otóż to. 19.07.09, 08:50
          Ktoś wymyśli, że "byłoby fajnie, gdyby 50% społeczeństwa miało doktoraty"?

          To obniży się wymagania (doktorat w rok bez widzenia promotora na podstawie
          dwóch wykładów niechcianych profesorów wyrabiających pensum i skopiowanych
          trzech haseł z Wikipedii), pobierze wynagrodzenie i doktoraty będą.

          Fikcja? Fikcja.
          Ale "50% społeczeństwa ma doktorat".
    • zyrtexor Re: Nadmiar matematyki nie szkodzi 18.07.09, 10:21
      podobnie ma się sytuacja z grami losowymi versus matematyka:

      1czerwca.blogspot.com/2009/07/duzy-lotek.html
    • donskar Nadmiar matematyki nie szkodzi 18.07.09, 11:10
      jedyne, co mnie w tym tekscie dziwi, to fakt, ze dr hab. Gora ceni
      publicystyke red. Majcherka
    • kadykianus Matma jest ważna 18.07.09, 19:01
      Matematyki powinno się uczyć na konkretnych przykładach a nie na zapas i na pamięć. Na przykładach z fizyki, astronomii, biologii itp. Wtedy jest ciekawa i rozwija myślenie.

      A biologii powinno się uczyć z punktu widzenia procesów ewolucji. Inaczej cała biologia naprawdę nie ma sensu.

      Literatury powinno się uczyć na podstawie stawiania pytań ważnych, fundamentalnych z dziedziny etyki, moralności - ogólnie filozoficznych i badać co literaci o tym sądzili w różnych epokach, czasach. Tak jest ciekawie.
      • szampans Re: Matma jest ważna 18.07.09, 19:07
        Zgadzam sie w 100%. Ale kto jeszcze potrafi tak uczyc?
        • kadykianus Re: Matma jest ważna 18.07.09, 19:30
          Nie znam niestety osobiście takiego nauczyciela. Wszystko przez idiotyczne programy nauczania. Nie wiem czy to w ogóle jest potrzebne. Wystarczy znać zakres wiedzy wymagany na maturze. Resztę zostawić nauczycielom. Ci, którzy nie umieją tak uczyć niech wylecą z roboty po takiej maturze. Dla wielu byłoby to presją, by się dokształcać i uczyć tak uczyć.
    • szampans Nadmiar matematyki nie szkodzi 18.07.09, 19:05
      W szkole podstawowej matematyka byla dla mnie czystym bezsensem. W
      liceum pani profesor pozwolila nam na poznanie zupelnie innej strony
      matematyki; stala sie ona dla nas mila zabawa. Nie wystarczylo to
      jednak na zdanie przeze mnie egzaminu wstepnego na politechnike.
      Mialem jednak kuzynke, matematyczke, ktora poradzila mi, abym
      przestudiowal pare podrecznikow rosyjskich. Doznalem olsnienia:
      matematyka stala sie moja pasja i fascynujaca rozrywka. Egzamin
      wstepny, jako jedyny kandydat na 1480, zdalem na 5. W jednej z
      ksiazek amerykanskich przytoczone jest moje nazwisko, gdyz
      rozwiazalem cztery problemy matematyczne, choc matematykiem nie
      jestem.
      Matematyka nie jest trudna i moze byc fascynujaca. Niestety, nie
      uczy sie jej tak, jak uczyc sie powinno. Deprecjacja zawodu
      polskiego nauczyciela z powodu niezwykle niskich zarobkow
      doprowadzila do zatrudniania miernot, degradacji polskich szkol i
      obawiam sie, ze przez dziesieciolecia nie da sie tego odrobic.
      Dwa lata temu zaproszono mnie na wyklad na jednej z polskich
      uczelni. Bylem zszokowany; nikt nie rozumial elementarnych procesow
      (z wykladowca wlacznie). Musialbym poswiecic kilkanascie miesiecy,
      jesli nie lat, aby podciagnac ich do poziomu studentow belgijskich.

      Matematyka jest szkola logicznego myslenia. To nie rachunki,
      wkuwanie wzorow na pamiec, lecz przednia zabawa, pelna
      niespodzianek. Jesli nauczyciel nie potrafi przekonac o tym uczniow,
      to nie jest wiele wart.
    • andsol-br Nadmiar matematyki nie szkodzi 18.07.09, 21:04
      To zdanie o zawartości programu szkolnego matematyki:

      "Żadna z rzeczy nauczanych w średniej szkole nie była odkryta po roku 1800. Rzecz nie wygląda odmiennie gdy przechodzimy do wiedzy matematycznej uznawanej za konieczną dla wszelkich gałęzi nauk o naturze poza fizyką."

      pochodzi z pierwszej strony wstępu do książki "Matematyka - muzyka rozumu" (Mathematics
    • waldenburger Nadmiar matematyki nie szkodzi 18.07.09, 21:55
      Fantastycznym jest fakt, iż piszą o powyższym ojcowie niedouczonych kmiotów -
      nie znający ni matematyki, ni nawet polskiego - najbardziej banalnej części
      humanistyki. Żrą oba bydlątka ze żłobu napełnianego za moje pieniądze,
      pieniądze i "matematyków" i "humanistów", za pieniądze tych, których te smętne
      akademickie dysputy de facto obchodzą mniej, niż zapełnienie własnej małej
      miseczki. Z której te akademickie "babilońskie wszetecznice" wyżerają pokarm,
      którym można by nakarmić młódź. Najciekawszym jest, że ni cholery nie pamiętam
      żadnego z dwu nazwisk. Nie przypominam sobie, by jakiś noblista wspomniał te
      dwie wszeteczne persony jako swych mentorów. Lepiej byłoby dać zmarnowane na
      nich pieniądze na kilkaset ton ziarna, zasiać je, przetworzyć i wypić za
      ZDROWY ROZSĄDEK. Coś czego obaj w życiu mieć nie będą...
    • kosa-911 Matematyka w szkole 19.07.09, 05:40
      Strach pomyslec co by bylo gdyby wszyscy byli humanistami.
      Pewnie dalej bysmy chodzili w skorach i mieszkali w jakiniach.
      Gratuluje panu profesorowi jasnosci umyslu.

      Pozdrawiam

      Inzynier
      • horpyna4 Re: Matematyka w szkole 19.07.09, 11:28
        Określenie "humanista" jest nadużywane. Byle matoł twierdzi, że jest
        humanistą.

        Czy Leonado da Vinci był humanistą? Jak go zaklasyfikować? Bo matołem
        z matematyki nie był z pewnością.

        Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach brakuje tzw. "ludzi
        renesansu". Myślących i otwartych na różne dziedziny wiedzy.
    • klasa62 Nadmiar matematyki nie szkodzi 19.07.09, 08:48
      Brawo!
      • gugcia0 matematyka jest kluczem takze do sukcesu 20.07.09, 18:02
        finansowego w zyciu, o tym nie wie wielu uczniow i ich rodzin, ktore
        wydaja krocie na ksztalcenie humanistyczne, po ktorym ciezko sie
        zyje, i w Polsce i na Zachodzie. Sam jestem filologiem i do
        matematyki glowy nie mialem ale wiem jak wiele bym w zyciu zarobil
        gdybym znal te 3 jezyki ale byl do tego inzynierem,bio chemikiem,
        fizykiem,lekarzem,itp. Jezdze do RFN od 1981 roku i wiem jak
        zmienialy sie potrzeby tego kraju, dzis zaplaca tu ogromne pieniadze
        inzynierowi czy innemu specjaliscie.Ludzie ci moga od reki wynajac
        domy, kupic nowe auta na kredyt, przy stalej umowie w wielkich
        firmach z pensja od 5 do 10 tys euro (miesiecznie!) nie ma dla nich
        zadnych trudnosci w zyciu. Moga zapomniec o problemach w Polsce, o
        ciezkim zyciu,deficytach,itp. Takie wyksztalcenie to teraz skarb,
        szczegolnie gdy chce sie wyjechac na Zachod. Humanistow jest
        wszedzie pelno i nie ma dla nich dobrze platnej pracy, w kraju jest
        z tym calkiem zle.Ja ratuje sie wykonujac na Zachodzie calkiem
        proste prace zeby dobrze zarobic ale nigdy nie zarobie tego co ci
        specjalisci. Pamietajcie o tym - mlodzi ludzie.
    • gobi05 Nadmiar matematyki bardzo szkodzi 20.07.09, 19:09
      Nadmiar matematyki bardzo szkodzi.
      Szkodzi wszelkie nadużywanie.
      Nie wszyscy w jednakowym stopniu potrzebują
      matematyki w swoim życiu. Uczenie czegoś
      "na zapas" albo "bo to nie zaszkodzi"
      jest szkodliwe - odbiera czas, który
      możnaby spożytkować na ważniejsze rzeczy.

      Nauczanie matematyki w obecnym kształcie
      jest bardzo ubogie, tzn. wybór jest
      wyjątkowo ograniczony - można uczyć się jej,
      albo nie uczyć. Nie ma matematyki gospodarstwa
      domowego, matematyki fizycznej, matematyki
      społecznej - a mogłyby być takie przedmioty!

      >>Jednym z powodów, dla których ludzie stają się
      bezradni wobec skomplikowanego świata przyrodniczego
      i społecznego i łatwo dają wiarę fałszywym prorokom
      proponującym cudowne recepty, jest kiepskie
      wykształcenie ogólne.<<

      Najpierw o podwórkowej łacinie - pan Miodek stwierdził
      kiedyś, że lepiej mówić, że coś jest ch.jowe niż
      kiepskie. Teraz o powyższym cytacie - można winić
      słabe wykształcenie ogólne, ale powiedzmy sobie,
      że jest to strzelanie do muchy z armaty. Świat
      jest skomplikowany szczególnie wtedy, gdy każdy
      musi na własną rękę zauważać problemy i wymyślać
      sposoby radzenia sobie z nimi. Po to jest szkoła,
      by zapoznała z możliwymi problemami i sposobami
      ich uniknięcia albo naprawienia.

      Szkoła to nie świątynia mądrości!!!

      Tymczasem obecnie celem szkoły jest nauczanie czego popadnie.
    • tt33 Nadmiar matematyki nie szkodzi 22.07.09, 08:00
      Oczywiście nadmiar szkodzi. Mniemam, że umiar to podstawowa
      przesłanka mądrości.
      Tytuł oczywiście jest bałamutny, a artykuł bardzo rozsądny, jeszcze
      do tego wszystkiego ciekawa dyskusja.
      Już myślałem, że w GW można debatować tylko o wyższości donaldyzmu
      nad kaczyzmem (zabawne, donaldyzm edytor wyświetla jako błąd, a
      kaczyzm jest słowem poprawnym).

      Matematyk podobno jest kreatywny do 27 roku życia, potem, to już
      tylko podtrzymanie formy. Jestem starszym dżentelmenem, matematykę
      pokochałem dopiero po 40 i o to mam żal do nauczycieli ( byli do
      dupy). Dzisiaj bawię się matematyką, ale ciągle czuję się niepewnie.
      Przypuszczam, że matematyka była skutecznie mordowana przez lata
      działalności nauczycieli, a teraz biadolą. W zasadzie wszystkiego
      można się nauczyć samemu, ale z matematyką, jak z muzyką (nawet
      Mozart najpierw miał dobre podstawy),
      zatem ciemność widzę, ciemność.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka