Dodaj do ulubionych

Dobra uczelnia to bogata uczelnia

17.08.09, 00:33
Mam porownanie pomiedzy dobrymi uczelniami w USA i w Polsce.

Polskie uczelnie nie sa w stanie funkcjonowac przy dodtatkowych
funduszach. Cale zaplecze administracyjne nie jest do tego
przygotowane. Uczelnie polskie na tle dobrych w USA to jak kombinaty
z lat 50 w porownaniu z firmami typu Google. Tu trzeba rewolucji w
zarzadzaniu, a nie pieniedzy, ktore powinny byc pompowane po
reformie.

Na dodatek bez reformy kadry naukowej, ktora powinna przejsc
weryfikacje miedzynarodowa (od profesora do adiunkta)i na tej
podstawie byc zatrudniona, nie ma sensu pompowania pieniedzy
podatnikow w szkoly wyzsze.

Ratowanie prowizorki jakim obecne szkolnictwo wyzsze i nauka
pieniedzmi podatnika czy prywatnymi jest marnotrastwem i na dluzsza
mete krzywdzace. Przedsiebiorcy, fundacje, jak i osoby prywatne o
tym wiedza, i nie daja.

Nie wie tylko rzad, i Pan Redaktor.

Polska jest za biedna by wydawac pieniadze na cos co nie dziala.
Obserwuj wątek
    • pfg Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 17.08.09, 10:22
      Gadomski stawia trafne diagnozy, ale proponuje zupełnie fałszywe
      recepty. To, że Gadomski w swoich receptach staje się eksponentem
      interesów szkół niepublicznych, nie czyni jeszcze z niego liberała.
      tnij.org/d21i
    • mr_kagan Dobra uczelnia to bogata uczelnia? 17.08.09, 10:29
      Znow sie Wyborcza przyczepila do AHE. Pan Gadomski sam
      sobie przeczy
      , bowiem zamiast wzmocnic AHE, aby stala sie
      polskim Harvardem, chce ja likwidowac. Niech sie wiec Pan Gadomski
      zdecyduje, czy chce aby w sektorze wyzszej edukacji to rynek
      decydowal, czy tez aby raczej decydowali urzednicy, ktorzy ostatnio
      wzieli sie za niszczenie AHE, a przy okazji prywatnego sektora w
      polskiej wyzszej edukacji?
    • mr_kagan Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 17.08.09, 10:33
      Otoz to - adam02138 napisała: Na dodatek bez reformy kadry naukowej,
      ktora powinna przejsc weryfikacje miedzynarodowa (od profesora do
      adiunkta)i na tej podstawie byc zatrudniona, nie ma sensu pompowania
      pieniedzy podatnikow w szkoly wyzsze.
      - Jestem adiunktem AHE, a pracuje na AHE, a nie np. na UW, poniewaz
      mam doktorat zweryfikowany za granica (PhD z Monash University w
      Melbourne), ktorego w Polsce mi nie chca nostryfikowac, bowiem na
      UW (i nie tylko) obawiaja sie konkurencji ze strony naukowcow
      wyksztalconych i uformowanych na Zachodzie...

      lech.keller@gmail.com
      • chilly Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 17.08.09, 11:24
        forum.gazeta.pl/forum/w,904,99014002,99014002,Witold_Gadomski_Wolny_rynek_nie_rozwiaze_problemu.html
    • katmoso Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 17.08.09, 11:09
      studia medyczne powinny byc finansowane ze srodków publicznych, bo w
      interesie państwa leży, by mieć stały napływ solidnie wykształconych
      lekarzy, ratowników medycznych, pielęgniarek i położnych oraz
      techników medycyny. pan Gadomski zapomniał zaproponować pomoc w
      sfinansowaniu studiów tym, których rodzin na to nie stać. czy tylko
      potomkowie lekarzy oraz właścicieli firm handlujących sprzętem
      medycznym mają mieć szansę studiować medycynę? a może zdolne dzieci
      urzędniczki pocztowej i robotnika fabrycznego też powinny dostać
      taką szansę? wprowadzenie odpłatności za studia zamknie takim osobom
      drogę na kosztowne studia w dobrym ośrodku naukowym. i nie pomogą
      kredyty studenckie ani stypendia.
      poza tym mitem jest sukces finansowy lekarzy. przez pierwsze lata
      haruje się po kilkanaście godzin na dobę za stawki, jakie dostają
      przedstawiciele handlowi za znacznie mniejszą wiedzę i zaangażowanie
      (nie wspominając o odpowiedzialności). trzeba też doksztalcać się,
      być na bieżąco z trendami w swojej dziedzinie oraz zrobić
      specjalizację (sporo nauki, stresujące egzaminy). dopiero po
      kilkunastu latach praktyki zarabia się naprawdę dużo. zwłascza jak
      sie zostaje ordynatorem...
    • wlwl Dobra uczelnia to bogata uczelnia 17.08.09, 12:50
      Gdyby wprowadzić bon edukacyjny, z którym student przychodziłby na uczelnię (a
      wraz z nim dotacja) i gdyby uczelnie publiczne przyjęły wszystkich kandydatów
      bez limitu, w rok nie byłoby szkół prywatnych...
      • mr_kagan Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 17.08.09, 20:14
        A skad panstwo wzielo by pieniadze na finansowanie studiow na
        panstwowych uczelniach dla kazdego chetnego?
    • pfg Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 17.08.09, 12:54
      Polemika z Gadomskim - część pierwsza:
      pfg.blox.pl/2009/08/Trafna-diagnoza-falszywa-recepta-I.html
    • trzy.14 Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 17.08.09, 12:55
      Niestety, adam02138 ma całkowitą rację. Głównym problemem
      polskiej edukacji wyższej jest wadliwe zarządzanie wynikające z braku
      odpowiedzialności kadry zarządzającej za cokolwiek poza własną kieszenią, co z
      kolei wynika z błednie rozumianej "niezalezności akademickiej" i z
      nieefektywnego ("carskiego") systemu kontroli ministerialnej skupionego na
      kwestiach formalnych (formalne kwalifikacje *naukowe* kadry, nigdy
      *dydaktyczne*) a nie merytorycznych (jakość absolwentów).

      Moim zdaniem ministerstwo powinno wpompowac pieniądze nie w wyższe uczelnie
      takie, jakie są, lecz w
      a) głęboką, niemal rewolucyjna reformę systemu szkolnictwa wyższego
      b) stworzenie publicznego (czyli jak najbardziej jawnego) systemu monitoringu
      jakości kształcenia
      (np. dane o zarobkach absolwentów danego wydziału danej uczelni
      5 i 10 lat po ukończeniu studiów - średnia, mediana, procent osób pracujących w
      zawodzie wyuczonym, procent osób pracujących w kraju).
      To powinno sie łatwo zrobić po połączeniu danych z PIT-ów, PESEL-i
      i danych z uczelni o absolwentach.
      • pfg Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 17.08.09, 14:08
        trzy.14 napisał:

        > (np. dane o zarobkach absolwentów danego wydziału danej uczelni
        > [...]
        > To powinno sie łatwo zrobić po połączeniu danych z PIT-ów, PESEL-i
        > i danych z uczelni o absolwentach.

        Ha, a Wielki Brat już się cieszy. A jeśli ktoś nie będzie sobie
        życzył, żeby dane z jego PITa nie były ani upubliczniane, ani nawet
        udostępniane innym służbom, niż tylko skarbówce? A co z ludźmi,
        którzy wyemigrują i podatki będą płacić poza Polską (dotyczy to
        całkiem sporej części absolwentów niektórych kierunków studiów). To
        jest czysty socjalizm: państwo ma zadbać o wysoki poziom uczelni, a
        więc musi zapewnić sobie większy zakres kontroli nad obywatelami. A
        ilu urzędników trzeba będzie zatrudnić do obsługi tego systemu, ile
        przetargów na systemy informatyczne i wyposażenie biur rozstrzygnąć.
        Etatystyczny raj!

        A mówiąc poważnie, to gdyby jakość wykształcenia wpływała na
        wysokość zarobków, opinia publiczna i tak by o tym wiedziała i żadne
        państwowe mechanizmy kontroli nie byłyby potrzebne. Problem Polski
        polega (między innymi) na tym, że jakość wykształcenia ma z
        przyszłymi zarobkami niewiele wspólnego.
        • sanmartino Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 17.08.09, 14:44
          Tak, tak..., ale poza finansowaniem.... to nie wszystko. Dopóki nawet dobre
          uczelnie publiczne, nie będą działały na zasadzie przejrzystości, jawności i
          rzetelności konkursów - to będą uczyły całe czas te same postacie, które często
          z jakąkolwiek nauką mają mało wspólnego...
        • mr_kagan Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 17.08.09, 20:16
          Otoz to: Problem Polski polega (między innymi) na tym, że jakość
          wykształcenia ma z przyszłymi zarobkami niewiele wspólnego (pfg).
    • mr_kagan Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia! 17.08.09, 20:18
      Wedlug mnie to nalezy sprywatyzowac cale polskie szkolnictwo
      wyzsze
      , jako iz:
      - dostarcza ona dobro luksusowe, jakim jest wyzsze
      wyksztalcenie, a wiec ten sektor gospodarki moze byc z powodzeniem
      kontrolowany przez rynek (w odroznieniu od szkolnictwa na poziomie
      podstawowym czy srednim czy tez ochrony zdrowia, ktore to sektory
      dostarczaja dobra podstawowe, do ktorych powinien miec dostep kazdy
      obywatel);
      - najlepsze uczelnie wyzsze swiata sa prywatne (mowa tu
      glownie o tych z USA) a takze
      - uczelnie wyzsze powinny byc jak najmniej biurokratyczne,
      zas ich kontrola przez panstwo wymusza owe biurokratyczne struktury,
      ktore skutecznie uniemozliwiaja osiagniecie przez polskie czolowe
      wyzsze uczelnie poziomu swiatowego.
      • mr_kagan Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia! 17.08.09, 20:19
        Nalezy takze zmienic kadre, ktora de facto kontroluje
        polskie panstwowe wyzsze uczelnie
        . Chodzi tu glownie o
        pozbycie sie profesorow, ktorzy doktoraty i habilitacje robili w
        PRLu, oraz o zniesienie takich PRLowskich przezytkow jak dozywotnia
        belwederska profesura i habilitacja
        , ktore tylko opozniaja
        rozwoj mlodej kadry naukowej.
        Nie stac nas na to, aby tolerowac obecnosc na polskich panstwowych
        wyzszych uczelniach, ktore sa przeciez utrzymywane przez podatnikow,
        takich pseudonaukowcow jak np. 'prof.' Niesiolowski, ktory ma co
        prawda 9 publikacji w bazie danych Publish or Perish (PoP),
        ale w tym takie pseudonaukowe buble jak:
        - "Lustracja totalna" na lamach "Wyborczej",
        - "Szkoda Polski" tez na lamach "Wyborczej",
        - "Prosta droga: o Polske z Bogiem" - PAX plus
        - dwa (2) artykuly na lamach LADU.
        Zostaja wiec 3 (slownie trzy) naukowe publikacje w
        ciagu 30 lat kariery naukowej
        (jedna listowana 2 razy przez
        PoP). Nieco za malo jak na prof. zw. dr hab. !
        • chilly Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia! 17.08.09, 22:25

          miasta.gazeta.pl/lublin/1,48724,6922221,UMCS_oszczedza__czyli_wiekszy_tlok_na_wykladach.html
        • bugmenot2008_2 Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia! 18.08.09, 12:53
          POWIEDZCIE CZEMU PROF. NIESIOŁOWSKI - OD NAUKI OWADÓW JEST TAKI AROGANCKI,
          przecież ten jego kierunek studiów jest śmieszny.

          Można powiedzieć że chowa do każdego innego kierunku czy zawodu : prawnika,
          chirurga, programisty, architekta idp.

          Niech pan N. weźmie siatkę na motylę i wraca do Kałęczewa bo zachowuję się jak
          największy burak
          • mr_kagan Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia! 19.08.09, 11:26
            Uwazam, ze badanie pasozytow czy tez szkodliwych owadow typu much
            plujek jest bardzo waznym zajeciem. Tyle, ze do tego trzeba dobrego
            naukowca, a nie takiego typa jak Niesiolowski...
        • bugmenot2008_2 Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia! 18.08.09, 12:58
          profesora od nauki owadów który został politykiem i wszystkich obraża i
          przegrywa sprawy w sądzie o zniesławienie nie można traktować poważnie tylko dla
          tego że go pokazują w telewizji i piszą o nim w gazecie
    • bugmenot2008_2 Przypadki Stefana Niesiołowskiego (cytaty) 18.08.09, 13:20
      Badacz owadów, poseł Stefan Niesiołowski, popularnie zwany "profesorem od
      robaków", od lat wyróżnia się niebywałymi napadami politycznej agresji. Można
      wręcz podziwiać jego wyjątkową "hojność" w obdarzaniu przeciwników
      politycznych wyzwiskami. Postępowanie Niesiołowskiego najlepiej
      scharakteryzował satyryk Marcin Wolski, pisząc parę lat temu: "Senator
      Niesiołowski tak długo zbierał muchy-plujki, aż sam się upodobnił do jednej z
      nich". Za swoje tak staranne opluwanie wszystkich inaczej myślących niż
      politycy z PO Niesiołowski doczekał się upragnionej nagrody - został
      wicemarszałkiem obecnego Sejmu.

      Ostatnio w programie Tomasza Sekielskiego w TVN z 7 grudnia 2007 r. nowy
      przykład tej pasji w wykonaniu świeżo upieczonego wicemarszałka Sejmu RP.
      Radio Maryja, powszechnie uważane za najważniejszy w mediach bastion obrony
      wiary i polskości, zostało oczernione przez Niesiołowskiego jako rzekomo
      szkodzące Polsce. Z równą furią zaatakował Niesiołowski ojca dyrektora
      Tadeusza Rydzyka, apelując o jego jak najszybsze usunięcie jako rzekomego
      "szkodnika". Nie zabrakło też epitetów pod moim adresem. Stefan Niesiołowski
      zarzucił mi kłamstwo, choć nie znalazł, bo nie mógł znaleźć, żadnego przykładu
      mego rzekomego rozmijania się z prawdą. Najbardziej oburzający jednak był atak
      na księdza biskupa Józefa Zawitkowskiego. Ten wspaniały hierarcha, słynny z
      jakże pięknej poetyckiej formy wyrażania swego głębokiego zatroskania o
      Kościół i Naród, "naraził się" Niesiołowskiemu jakże wzruszającą homilią,
      wygłoszoną podczas uroczystości 16-lecia Radia Maryja w dniu 7 grudnia 2007
      r., a zwłaszcza stwierdzeniem, że w Toruniu "powiało polskością"! Niesiołowski
      napiętnował słowa księdza biskupa jako rzekomy wyraz "niepojętego zaślepienia,
      ślepoty na fakty", bo Radio Maryja "szkodzi Polsce".
      Powie ktoś, po co zajmuję się tu kolejną nieobliczalną napaścią posła
      Niesiołowskiego? Niestety, jest on dziś wicemarszałkiem Sejmu RP i pewno
      będzie jeszcze długo zaniżał poziom polskiej debaty parlamentarnej. I będzie
      nadal wprowadzał - zamiast Norwidowskiej zasady "różnienia się pięknie" -
      zwyczaj równania z ziemią wszystkich inaczej myślących.

      W konspiracyjnym "Ruchu"
      Karierze Stefana Niesiołowskiego szczególnie mocno służył upowszechniany przez
      niego na każdym kroku mit o swojej bohaterskiej przeszłości, konspiracji i
      więzieniu. Niesiołowski wielokrotnie pisał o swej roli w działalności
      niepodległościowego "Ruchu" (m.in. w książkach "Wysoki brzeg", Poznań 1989;
      "Ruch przeciw totalitaryzmowi", Warszawa 1989 - wydany pod pseudonimem Ewy
      Ostrołęckiej) oraz w publikacjach prasowych. Prawdą jest to, że Niesiołowski
      konspirował i siedział w więzieniu, ale ta prawda jest jakże niepełna bez
      towarzyszących jej faktów, ilustrujących załamanie się Niesiołowskiego już w
      pierwszym dniu śledztwa i nagminne sypanie kolegów i koleżanek z konspiracji,
      począwszy od własnej narzeczonej. Przypomnijmy konkretne świadectwa na ten temat.
      Współorganizowany przez Stefana Niesiołowskiego w drugiej połowie lat 60.
      konspiracyjny "Ruch" miał program jednoznacznie nastawiony na dążenia w
      kierunku odzyskania niepodległości Polski, i to było jego najważniejszą
      zaletą. Dużo mniej zachęcające były przyjęte przez działaczy "Ruchu" metody
      zdobywania środków na konspiracyjną propagandę celów niepodległościowych. I
      tak np. prawdziwą ślepą uliczką działań konspiracyjnych wydaje się, opisany
      przez S. Niesiołowskiego, pomysł zdobycia pieniędzy dla "Ruchu" przez napad na
      ekspedientkę. Jak zeznawał Niesiołowski: "W rezultacie przeprowadzonych
      obserwacji podjęliśmy próbę przejęcia pieniędzy, odnoszonych do banku przez
      ekspedientkę z tego sklepu [przy ul. Źródłowej w Łodzi - J.R.N.], co miało
      miejsce w styczniu lub lutym 1969 roku. Z tym, że idąc na miejsce, z góry
      byliśmy ograniczeni naszym podstawowym założeniem w tego rodzaju poczynaniach
      - nie mogliśmy pod żadnym pozorem używać przemocy. Gdyby użycie przemocy
      okazało się konieczne, akcję mieliśmy odwołać. Tak też się stało, ponieważ
      bezpośrednio działająca osoba - Andrzej Czuma - jak mi później powiedział,
      podszedł do tej kobiety, ale kiedy zorientował się, że odebranie pieniędzy
      wiąże się z koniecznością użycia siły, z zamiaru tego zrezygnował" (cyt. za E.
      Ostrołęcka [S. Niesiołowski - J.R.N.] "'Ruch' przeciw totalitaryzmowi",
      Warszawa 1989, s. 191).
      Ostatecznie "Ruch" zrezygnował z metod zdobywania pieniędzy przy zastosowaniu
      środków przemocy. Mówił o tym S. Niesiołowski w swym zeznaniu z 1 lipca 1970
      r., stwierdzając m.in.: "Doszliśmy do wniosku, że należy zaprzestać napadów i
      włamań ze względów natury moralnej, ponieważ takie działania mogą doprowadzić
      do wyrządzenia krzywdy jednostkom" (cyt. za E. Ostrołęcka [S. Niesiołowski -
      J.R.N.], op. cit., s. 192). Stosowano natomiast, by zabezpieczyć możliwości
      konspiracyjnej pracy propagandowej, kradzież maszyn do pisania w różnych
      częściach Polski. Stefan Niesiołowski zeznawał, że brał udział w kradzieży
      maszyn do pisania: z Katedry Fizjologii Roślin Uniwersytetu Łódzkiego, z
      lokalu redakcji, z Biblioteki Uniwersyteckiej w Łodzi, z Prezydium WRN w
      Łodzi, z Katedry Nauk Politycznych PL, z Rady Narodowej dla dzielnicy Łódź
      Śródmieście (por. E. Ostrołęcka: op. cit., s. 192). Sam Niesiołowski popisał
      się wielką zręcznością w kradzieży maszyn do pisania, dwukrotnie osobiście
      wynosząc je z pomieszczeń (por. tamże, s. 192).
      Warto dodać, że niezależnie od tych trudnych do pochwalenia metod "Ruch"
      wyróżnił się wydawaniem dwóch pism: ogólnopolskiego "Biuletynu" pod redakcją
      Emila Morgiewicza i łódzkiego lokalnego "Informatora" pod redakcją S.
      Niesiołowskiego i Stefana Turschmida (por. S. Niesiołowski, "Niepodległość,
      antykomunizm", "Ozon" z 5 lipca 2006 r.).
      Według zeznań Niesiołowskiego udało mu się zniszczyć, umieszczoną na Rysach,
      tabliczkę ku czci Lenina. Co najważniejsze, Niesiołowski zniszczył tę tablicę
      w najodpowiedniejszym momencie - w dzień po wkroczeniu wojsk państw Układu
      Warszawskiego do Czechosłowacji (por. E. Ostrołęcka: op. cit., s. 194).
      Konspiratorom z "Ruchu" nie udało się jednak doprowadzić do realizacji
      zaplanowanych przez nich dużo ambitniejszych celów - wysadzenia w powietrze
      pomnika Lenina i spalenia Muzeum Lenina w Poroninie. Donosy położyły kres
      działalności "Ruchu". Wtedy doszło jednak do mało heroicznego, wręcz
      tchórzliwego, zachowania Stefana Niesiołowskiego w śledztwie, jego sypania na
      współwięźniów, począwszy od pierwszych dni przesłuchań.
      Zacytujmy tu konkretne dowody na to, w oparciu o protokoły z przesłuchań
      działaczy z konspiracyjnego "Ruchu", znajdujące się w Instytucie Pamięci
      Narodowej (nr sprawy II 3 Ds. 25/70, tom VI). Przesłuchującym był por. Dariusz
      Borowczyk z KW MO w Łodzi. Oto fragmenty tych przesłuchań:
      1. Na s. 11-12 wspomnianego zbioru protokołów dowiadujemy się, pod datą 20
      czerwca 1970 r. o godz. 15.10, iż "Stefan Myszkiewicz - Niesiołowski przyznaje
      się do tego, że istniał 'Ruch', że był organizacją konspiracyjną. Twierdzi, że
      nie było przywódców".
      2. W tym samym VI tomie zbioru protokołów przesłuchań, na s. 11-20, pod datą
      21 czerwca 1970 r. czytamy zeznanie Niesiołowskiego, otwarcie informujące:
      "Przyznaję się do winy w przedmiocie przedstawionego mi zarzutu i wyjaśniam,
      co następuje..." - i tu padają nazwiska najbliższych i przyjaciół, w tym brata
      S. Niesiołowskiego - Marka, Andrzeja i Benedykta Czumów, Andrzeja Woźnickiego.
      3. Pod datą 25 czerwca 1970 r. Niesiołowski odsłania przesłuchującemu go
      oficerowi rozszyfrowane przez niego pseudonimy działaczy "Ruchu": "Emila"
      (Emila Morgiewicza), "Jurka" (Benedykta Czumę) i innych. Równocześnie
      Niesiołowski starał się wyraźnie maksymalnie pomniejszyć swoją rolę w "Ruchu",
      zaprzeczał swojej przynależności do "Ruchu" i współredagowania tajnego
      "Biuletynu" (por. A. Echolette: "Niesiołowski sypie 'Ruch'", "Nasza Polska" z
      5 grudnia 2006 r.).
      4. 28 czerwca 1970 r. następuje totalne załamanie się S. Niesiołowskiego w
      czasie przesłuchania,
    • bugmenot2008_2 cdn 18.08.09, 13:22
      prowadzonego przez kpt. mgr. Leonarda Rybackiego z Biura Śledczego MSW w
      Warszawie (por. tom VI wspominanego zbioru protokołów, s. 11-76). Niesiołowski
      przyznaje: "Wyjaśnienia, jakie wówczas [przed 28 czerwca 1970 r. - przyp.
      aut.] składałem, odnośnie mojej przynależności i działalności w nielegalnym
      związku, częściowo były nieprawdziwe... Pragnę dziś wyjaśnić mój udział w
      nielegalnej organizacji w sposób szczery i zgodny z prawdą...".
      5. 29 czerwca 1970 r., w czasie zeznania złożonego przesłuchującemu go kpt.
      mgr. Leonardowi Rybackiemu, Niesiołowski sypie własną narzeczoną Elżbietę
      Nagrodzką, podając m.in. jakże ciężki w ówczesnej sytuacji dowód przeciw niej
      - informację, że Nagrodzka miała - wg planu działań "Ruchu" - uczestniczyć w
      akcji podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie. Odpowiedni fragment zeznania S.
      Niesiołowskiego brzmi: "(...) Pragnę jeszcze wyjaśnić, że pozyskałem, wiosną
      1969 roku, jako członka naszej nielegalnej organizacji, również Elżbietę
      Nagrodzką, zam. w Łodzi przy ul. Bydgoskiej 30 m. 39. Nagrodzką zorientowałem,
      kto jest członkiem organizacji na terenie Łodzi oraz poznałem z Andrzejem
      Czumą z Warszawy. Wiadomym mi jest, że Nagrodzka miała wziąć udział w akcji
      podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie".
      6. Pod datą 8 lipca 1970 r. czytamy w zbiorze protokołów, że Niesiołowski
      wymienia z nazwiska Andrzeja Czumę, ujawniając, iż: "Andrzej Czuma był bardzo
      aktywnym członkiem naszego 'Ruchu' i inicjatorem różnych akcji (...)".
      7. Szczególnie wymowny jest tekst zeznań S. Niesiołowskiego, zaprotokołowany
      pod datą 11 lipca 1970 r. (s. 11-24 zbioru protokołów): "Pragnę uzupełnić oraz
      sprostować pewne wyjaśnienia, jakie złożyłem do protokołów w czasie
      poprzednich przesłuchań, na temat podjętej przez nasz 'Ruch' akcji spalenia
      Muzeum Lenina w Poroninie. Celowo zatajałem pewne fakty, ażeby uchronić
      niektóre osoby od odpowiedzialności karnej. Dziś całkowicie zrozumiałem swoje
      niewłaściwe stanowisko w tej kwestii i dlatego pragnę, tak jak i w innych
      sprawach, mówić tylko szczerą prawdę...".

      Sprawa b. narzeczonej S. Niesiołowskiego
      Osobą, która szczególnie ciężko przeżyła załamanie się Stefana Niesiołowskiego
      w śledztwie i jego sypanie na najbliższych, była jego ówczesna narzeczona
      Elżbieta Nagrodzka. W dramatycznym liście do redaktora naczelnego tygodnika
      "Ozon" Grzegorza Górnego, wystosowanym 1 lipca 2006 r., E. Nagrodzka tak
      pisała na ten temat: "Stefan Niesiołowski zbudował swoją pozycję polityka oraz
      image nieugiętego herosa na kłamstwie. Załamał się już pierwszego dnia
      śledztwa i sypał nas, swojego brata Marka, przyjaciół Andrzeja i Benedykta
      Czumów, i mnie, swoją narzeczoną od pierwszego przesłuchania! Podczas gdy ja,
      kobieta i szeregowy członek organizacji, przez wiele dni śledztwa twierdziłam,
      że 'nic nie wiem o Ruchu' (...) Stefan Niesiołowski nie wprowadzał mnie do
      żadnej organizacji, (...) znałam Czumów wyłącznie towarzysko (patrz protokół z
      przesłuchania 30.VI.1970 r.), on - mężczyzna i jeden z przywódców, sypał nas
      od pierwszego przesłuchania (20.VI.), nie szczędząc detali. (...) Kiedy po
      wielu dniach przesłuchań (30.VI.) kolejny raz zaprzeczyłam, że istnieje
      'Ruch', śledczy pokazał mi protokół z 20.VI., podpisany ręką Niesiołowskiego,
      w którym podaje szczegóły mojej działalności. Dostałam wtedy parę innych
      protokołów z zeznań kolegów, z których wynikało, że Wojciech Mantaj zaczął
      zeznawać już 22.VI., Marek Niesiołowski - 25.VI., a Benedykt Czuma - 28.VI.
      Dla pikanterii dodam, że na podobną okoliczność 'Ruch' zalecał bezwarunkowe
      milczenie i ja miałam odwagę się do tego zalecenia zastosować. Załamanie
      Stefana i paru innych kolegów przeżyłam boleśnie. Wyobrażałam sobie
      idealistycznie, a może naiwnie, że jeśli wszyscy będą milczeli, SB będzie
      musiała nas wypuścić. Przecież jeszcze wtedy nie wiedziałam, że miała wtyczki
      i sporo informacji o grupie. W tym samym czasie otrzymywałam od Stefana listy
      z propozycją 'ślubu w więziennej kaplicy'. Co za hipokryzja. W furii napisałam
      list, w którym nazwałam Niesiołowskiego i tych, którzy sypali, tchórzami i
      zdrajcami".
      W liście wystosowanym w dniu 4 grudnia 2006 r. do marszałka Senatu Bogdana
      Borusewicza Elżbieta Nagrodzka pisała m.in.: "(...) Z rzadka mówi się o tym
      etapie historii grup niepodległościowych, który jest początkiem końca, kiedy
      ktoś zaczyna sypać i wszystko rozpada się jak domek z kart. Tym kimś w naszym
      procesie był Stefan Niesiołowski - będąc współzałożycielem, stał się zarazem
      grabarzem 'Ruchu'" [podkr. - J.R.N.].
      Skazana w procesie uczestników konspiracyjnego "Ruchu" na 2 lata więzienia
      Nagrodzka i tak miała dużo szczęścia. Na skutek przeciągania się śledztwa do
      procesu doszło już za czasów Gierka - w 1971 roku. W rezultacie wyroki były
      bez porównania łagodniejsze, niż byłyby w przypadku przeprowadzenia go jeszcze
      za rządów Gomułki. Wówczas groziłoby jej nawet 10 lat więzienia. Pani Elżbieta
      po wyjściu na wolność miała wielkie problemy ze zdobyciem pracy. Będąc
      dziennikarką, faktycznie straciła wszelkie szanse uprawiania zawodu. Przez
      kolejnych 8 lat nie mogła dostać pracy w tym zawodzie i żeby przetrwać,
      zatrudniała się jako archiwistka, instruktorka w dzielnicowym domu kultury etc.
      W 1990 r. Nagrodzka wyjechała do Wielkiej Brytanii, gdzie pracując jako
      publicystka i krytyk filmowy, wydała kilka książek o brytyjskim filmie. W 1992
      r. E. Nagrodzka (E. Królikowska) z zaskoczeniem dowiedziała się o
      nieprzyjemnym komentarzu Stefana Niesiołowskiego na temat jej postawy w
      śledztwie. Natychmiast przekazała sprawę swojemu przyjacielowi mecenasowi
      Karolowi Głogowskiemu, znanemu działaczowi opozycji demokratycznej. Głogowski,
      w oparciu o jej upoważnienie, skontaktował się z Niesiołowskim i zażądał od
      niego natychmiastowych przeprosin za oszczercze pomówienie. Zagroził również,
      że w przypadku nieuzyskania przeprosin ze strony Niesiołowskiego skieruje
      przeciw niemu do sądu sprawę o naruszenie dóbr osobistych.
      Niesiołowski najpierw wyparł się wszystkiego (wg A. Echolette, "Niesiołowski
      sypie 'Ruch'", "Nasza Polska" z 5 grudnia 2006 r.). Później jednak,
      przyciśnięty do muru przez mecenasa Głogowskiego, bojąc się skutków rozprawy
      sądowej i nagłośnienia całej historii, przeprosił Nagrodzką w obecności
      adwokata. Podpisał wówczas (9 listopada 1992 r. w Łodzi) oświadczenie o
      następującej treści: "Oświadczam, że cofam słowa wypowiedziane w dniu 1
      stycznia 1992 r. w Muzeum Kinematografii w Łodzi m.in. wobec małż. Teresy i
      Bogusława Kobierskich, a dotyczące p. Elżbiety Królikowskiej, którą
      przepraszam. Mając powyższe na uwadze, zobowiązuję się równocześnie do
      usunięcia z mojej książki pt. 'Wysoki brzeg' fragmentów, odnoszących się do
      Agnieszki, które mogą być kojarzone z osobą p. Elżbiety Królikowskiej, a nadto
      w przyszłości powstrzymywać się od wypowiedzi na temat p. E. Królikowskiej w
      kontekście wspomnianej sprawy. Tytułem dania moralnej satysfakcji zobowiązuję
      się wpłacić dwa i pół mil. złotych na Dom Samotnej Matki, w okresie dwóch
      miesięcy od daty podpisania niniejszego oświadczenia". W moim posiadaniu
      znajduje się zarówno ksero cytowanych wyżej oficjalnych przeprosin ze strony
      S. Niesiołowskiego, jak i ksero podziękowania dyrektora Domu Samotnej Matki p.
      Ireny Kaproń, złożonego Niesiołowskiemu 18 stycznia 1993 r., po wpłaceniu
      przezeń sumy dwóch i pół miliona zł na potrzeby wspomnianego Domu.
      Pomimo konieczności przeproszenia Elżbiety Nagrodzkiej w 1992 r., po
      kilkunastu latach - w 26. numerze tygodnika "Ozon" z 2006 r. - Niesiołowski
      kolejny raz wystąpił przeciw niej (teraz już Elżbiecie Królikowskiej-Avis) z
      pomówieniem, umieszczającym jej nazwisko w dwuznacznym kontekście. Pani
      Elżbieta od wielu lat przebywa w Anglii (wyszła za mąż za brytyjskiego
      dziennikarza). Być może Niesiołowski mniemał, że jego była narzeczona -
      dziennikarka w Anglii - nie zauważy jego publikacji w niezbyt szeroko
      rozpowszechnionym tygodniku "Ozon". Niesiołowski przeliczył się jednak, bo
      jego tekst dotarł do
    • bugmenot2008_2 cdn 2 18.08.09, 13:24
      p. Elżbiety, która natychmiast napisała do naczelnego "Ozonu" red. Grzegorza
      Górnego sprostowanie, z żądaniem opublikowania oraz złożyła w sądzie sprawę o
      naruszenie jej dóbr osobistych.
      Dziennikarz "Gazety Wyborczej" Marcin Masłowski, komentując w numerze z 13
      grudnia 2006 r. wystąpienie Elżbiety Nagrodzkiej na drogę sądową, pisał m.in.:
      "Nagrodzka poczuła się urażona stwierdzeniem senatora w lipcowym 'Ozonie'
      (...) - 'Niesiołowski naruszył moje dobra osobiste, moją cześć i godność -
      mówiła wczoraj w sądzie. Nie miał prawa sugerować, że zachowałam się niegodnie
      w śledztwie, bo to on sypał już na pierwszym przesłuchaniu swoich przyjaciół,
      rozszyfrowywał pseudonimy. My milczeliśmy, a on, przywódca - wszystko im
      mówił. A teraz oskarża mnie o niegodne zachowanie!' (...). Nagrodzka na dowód
      pokazała protokoły przesłuchań Niesiołowskiego, które dostała z IPN. Wynika z
      nich, że Niesiołowski w rozmowach z oficerami SB rozszyfrowuje pseudonimy
      działaczy 'Ruchu', mówi, kto działał w organizacji".
      Redaktor M. Masłowski, informując o sposobie, w jaki Niesiołowski bronił się
      przed zarzutami E. Nagrodzkiej, przytaczał jego słowa: "Mówiłem im to, co i
      tak wiedzieli. Zeznawałem, i to było błędem. Trzeba było milczeć, ale na to
      zdobył się tylko Andrzej Czuma".
      W tym samym numerze "Wyborczej" z 13 grudnia 2006 r. znalazł się komentarz do
      całej sprawy, napisany przez dziennikarkę Joannę Szczęsną, która sama niegdyś
      była uwięziona za konspirację w "Ruchu". Szczęsna przytoczyła słowa Jana
      Kelusa, wspominającego proces "taterników" z 1970 r. w wywiadzie-rzece pt.
      "Był raz dobry świat". Kelus pisał tam jakże realistycznie o przebiegu
      śledztwa w sprawie "taterników": "'(...) Jedyną osobą, która konsekwentnie
      odmówiła zeznań, był Jakub Karpiński (...). Cała reszta w śledztwie zeznawała.
      Jedni od razu, drudzy trochę później, jedni kajając się, jak na świętej
      spowiedzi, inni kręcąc, kombinując, składając deklaracje ideowe, odcinając się
      (od rzekomych zwykle) pomówień, etc. Czyniąc to, każdy znajdował sto
      pięćdziesiąt usprawiedliwień czy racjonalizacji takiego postępowania.
      Natomiast trochę później, zwykle zaraz po wyjściu na wolność, a czasem jeszcze
      w więzieniu, zaczynał tego żałować, dostrzegać prawdziwe powody, dla których
      dał się wyciągnąć na zwierzenia - własny strach, głupotę i naiwność. No i jak
      to ludzie... Zamiast być surowym w ocenie siebie i wielkodusznym wobec innych,
      każdy znalazł sobie kogoś, kto - jego zdaniem - zachował się w śledztwie jak
      wyjątkowa szmata, głupek, tchórz... Czyli jednym słowem, gorzej niż on sam'".
      Święte słowa i odnoszą się również do procesu 'Ruchu'. Spośród kilkudziesięciu
      oskarżonych zeznań w śledztwie odmówili jedynie Andrzej Czuma i Jan
      Kapuściński; wszyscy inni (w tym niżej podpisana) zeznania składali. Te
      proporcje między ludźmi, którzy dali się złamać czy ogłupić w śledztwie, a
      tymi, którzy zachowali milczenie, zmienią się radykalnie dopiero w czasach
      KOR-u (...)".
      Jak z cytowanego tekstu wynika, nawet dziennikarka "Gazety Wyborczej", z którą
      tak intensywnie współpracuje Stefan Niesiołowski, nie potwierdziła lansowanych
      przez niego twierdzeń o swoim wyjątkowym heroizmie i przypomniała, że on też
      należał do tych osób, które dały się złamać w śledztwie i złożyły zeznania.
      Warto dodać, że sam S. Niesiołowski w swej książce pt. "Wysoki brzeg", będącej
      skądinąd bardzo panegiryczną próbą wybielenia swej przeszłości i upozowania
      się na herosa w jednym miejscu, najwyraźniej przez niedopatrzenie, opublikował
      kilka prawdziwych zdań o swej dawnej postawie w więzieniu: "Próbowałem coś
      kręcić, ale to prowadziło donikąd. Musiałem się decydować - albo zaprzeczyć
      wszystkiemu i odmówić zeznań, albo zeznawać wykrętnie. Nie miałem odwagi ani
      sił odmówić zeznań i to był błąd największy. Potem nie rozumiałem, dlaczego.
      Nic mnie właściwie nie usprawiedliwiało, poza strachem. Pewnie, że byli tacy,
      co zeznawali gorzej, ale marna to satysfakcja" (por. S. Niesiołowski, "Wysoki
      brzeg", Poznań 1989, s. 113).

      Polityczna kariera
      Warto tu przypomnieć słowa napisane przez p. Elżbietę w liście do marszałka
      Senatu RP Bogdana Borusewicza z 4 grudnia 2006 r. w związku z kolejnymi,
      godzącymi w nią przekłamaniami S. Niesiołowskiego: "Wnioskując także rewizję
      kwalifikacji moralnych Stefana Niesiołowskiego jako senatora, który zbudował
      swój autorytet na kłamstwie - jestem przekonana, że gdyby jego wyborcy oraz
      media w 1989 roku znali jego tchórzliwą przeszłość, nigdy nie zostałby posłem,
      ani z pewnością senatorem". Jakże wymowny komentarz do całej sprawy
      niechlubnego zachowania się rzekomego herosa S. Niesiołowskiego w śledztwie
      nt. "Ruchu" zamieściła Elżbieta Nagrodzka w końcowej części swego listu do
      naczelnego redaktora tygodnika "Ozon" Grzegorza Górnego, pisząc m.in.: "W
      międzyczasie Niesiołowski robił karierę polityka i kreował swój wizerunek
      herosa, który nie ugiął się w śledztwie. Jego przyjaciele nie oponowali,
      mieszkałam już za granicą (...). Wiem tylko, że przed ostatnimi wyborami
      parlamentarnymi i prezydenckimi, kiedy PiS reprezentujący drogie mu niby
      wartości narodowo-chrześcijańskie odmówił mu miejsca na swojej liście
      wyborczej, zameldował się do jego konkurencji - Platformy Obywatelskiej! I
      następnie, wypłacając się PO, zaakceptował rolę pierwszego pałkarza Platformy,
      w jednym szeregu z 'Gazetą Wyborczą' i innymi liberalnymi mediami, TVN,
      Polsatem, Tok FM czy Radiem Zet. Zaiste, długa droga - od najemnika do
      wojownika! (...) Mam nadzieję, że po kolejnych przeprosinach i opłaceniu
      kolejnej nawiązki, drogi moje i tego byłego wojownika, a dziś najemnika, nigdy
      już się nie spotkają".
      Niesiołowski zrobił ogromnie wiele dla zatajenia opisanych powyżej ciemnych
      plam ze swojego życiorysu. Przypuszczalnie jednak pamięć o tamtych ponurych
      dniach załamania i strachu powraca do niego wciąż w postaci męczących
      koszmarów sennych i budzi w nim potrzebę bezustannej agresji jako jedynej
      szansy dowartościowania!
    • mr_kagan Dobra uczelnia to bogata uczelnia 18.08.09, 19:56
      I am of opinion, that is also supported by such institutions as
      OECD, World Bank, IMF and the EU, that Poland needs urgent reforms
      in its science and higher education sectors, as without such reforms
      it would be impossible to improve competitiveness of Polish economy.
      Thus we need urgently in Poland:
      - reform of taxation system, in order to lessen the tax burden
      on workers and firms and encourage private financing of science,
      R&D, and tertiary education,
      - reform of welfare state in order to encourage people to work
      (but this will require drastic reduction of unemployment to a level
      well below 5% of the work force) and last but not least
      - drastic reform of Polish scientific (including R&D) and
      tertiary education sectors.
      The last reform should include:
      - abandonment of such outdated (‘feudal-communist’) institutions as:
      o State Academy of Science (PAN), that was long time ago
      ceased to be a source of scientific discoveries and is now mostly a
      bureaucratic apparatus, that is doing more harm than good to Polish
      science,
      o habilitation (a kind of second doctorate) that is slowing
      the scientific development of young scientists and maintains feudal
      relations in Polish ‘academia’,
      o life-time, state invested professorship, in favour of
      university professorship, as in the US or UK;
      - improvement of mobility among Polish scientists (both vertical,
      i.e. advancing the steps of scientific career, as well as
      horizontal, i.e. moving between scientific and tertiary education
      institutions), that will require:
      o full opening of Polish scientific and tertiary education
      institutions for foreign scientists (that will, above all, require
      full and unreserved acceptance in Poland of the Western scientific
      degrees, such as PhD) and
      o full and honest acceptance in Poland such international
      standards as the European Charter for Researchers and the
      Code of Conduct for the Recruitment of Researchers
      .
      Without such reforms, any increase in public funding for Polish
      scientific and tertiary education sector (that is even now seen as a
      panaceum for this sector’s illnesses) will give no good
      results, as this money will be simply wasted.
    • bugmenot2008_2 Gazeta wyborcza = wielka fabryka tanich sensacji 18.08.09, 23:09
      GAZETA WYBORCZA = WIELKA FABRYKA TANICH SENSACJI

      WASZE MOTTO TO : WCIŚNIEMY WSZELKIE GÓWNO W IMIĘ ZYSKU
      SPRZEDAJEMY SIĘ I SPRZEDAMY KAŻDEMU - KTO NAS DOBRZE OPŁACI.
      NIE OBCHODZI NAS ŻE NISZCZYMY LUDZI JESTEŚMY NIEOMYLNI, NAJMĄDRZEJSI
      WSZYSTKIE NASZE PRZEGRANE PROCESY TO PRZYPADEK BO GAZETA WYBORCZA JEST
      NIEOMYLNA ALE Z WAS PIEPRZENI HIPOKRYCI


      • ford.ka Re: Gazeta wyborcza = wielka fabryka tanich sensa 18.08.09, 23:32
        Właściwie co tutaj robisz? Przecież brzydzisz się tym miejscem.
        • mr_kagan Re: Gazeta wyborcza = wielka fabryka tanich sensa 19.08.09, 11:27
          Parazytolog tez sie brzydzi pasozytami, a mimo to je bada...
          Kryminolog tez nie jest milosnikiem popelniania zbrodni!
    • drglass Dobra uczelnia to bogata uczelnia 19.08.09, 16:50
      Moich parę myśli, mam nadzieję że Pan Gadomski przeczyta.

      Cieszę się że że się na ten temat pisze. To ważniejsze niż kopalnie; to
      przyszłośc tego kraju i konkurencyjnośc i bogactwo. Jeszcze lepiej gdyby
      powstała stał sekcja w gazecie (coś jak Męska Muzyka) gdzie by dyskutowano i
      naświetlano sprawę do bólu. Aż wszyscy by poczuli że budowanie układu
      nerwowego tego kraju jest krytyczne...

      Mam kilka obserwacji z poziomu ulicy, bylem w polskim systemie uczelnianym i w
      najlepszych jednostkach w USA, razem ponad 10 lat. Główne założenie to takie
      że uczelnie wyższe bez konkurencyjnej nauki (lub innej weryfikacji intelektu
      jak np pisania ksiązek na rynek masowy itd) nie mają sensu. Dobrzy akademicy =
      dobrzy studenci. No i rynek musi być aby absolwenci byli zasysani. Mamy
      wydziały biotechu a rynku brakuje nadal więc po co kształcić nowych.

      Same pieniądze sprawy nie załatwią; we Francji ponoć na głowe akademika
      jest więcej pieniędzy niż w USA a w 50 najlepszych szkól nie ma ani jednej
      francuskiej i jest 48 amerykanskich...no Francuzi zrozumieli i poprosili
      amerykanski NIH o przygotowanie raportu naprawczego francuskiej nauki (jakość
      nauki to bardzo dobry wskaźnik poziomu uczelni); też w newsweeku 34/2009
      podają jakieś badania na poparcie tej tezy...

      problem jest inny: system nie ma prostej recepty która mozna
      zaimplementowac od tak, ale warto mówić i działac az dojdzie się do rozsądnego
      systemu. jest kilka elementów które muszą się zetknąć sensownie ze sobą. mamy
      łatwiej-premia zapóźnienia ale czy z tego korzystamy w ogóle??? nawet jeśli to
      zbyt wolno i łagodnie także tego nie widać: ruchy Browna..............

      problem #1 czyli odpowiedzialność czyli urzędnicy vs. akademicy:
      ci pierwsi próbują rządzić i zapanować nad czymś o czym nie mają pojęcia, ci
      drudzy bronia przywilejów branzowych własnej republiki i sami sie nie zreformują;
      rozwiazanie: rozmawiać, negocjować slowem dialog ale podejmować
      jakieś decyzje lepsze lub gorsze , jakiekolwiek, te gorsze sie skoryguje, byle
      ruszyć do przodu...inicjatywa powinna być po stronie urzedników i jeśli oni
      nie pogonią naukowców to czy pogonią związkowców przy innej okazji; więcej jaj
      panowie..co z tego że się jakiś pan profesor zbulwersuje, 10 adiunktów powie tak..

      problem#2: brak pomysłow lokalnych wynika pewnie z powyższego
      konfliktu i anihilacji lub po prostu z inercji...
      rozwiązanie: jest coś takiego jak premia zapóźnienia, mam wrażenie że
      niespecjalnie z niej korzystamy; co stoi na przeszkodzie zęby się zebrać w
      jakimś rozsądnym gronie, przejrzeć rozwiązania ze świata który był tam gdzie
      my teraz i zaproponową coś co będzie dobre; rach ciach ciach; poziom głupoty w
      narodzie rośnie, nie macie takiego poczucia?...

      problem #3: małe nakłady, bez wątpienia negatywna selekcja sie
      dokonuje; ale uczelnie są sobie winne czekajac na pieniadze z ministerstwa;
      Columbia University w NYC ma na czysto $200 mln z licencji patentów i inncyh
      opłat związanych z IP; a u nas tylko żebrzą o dotacje i pieniądze publiczne;
      to w jaki sposób implementuje sie i psuje idee transferu technologii na kilku
      uczelniach gdzie sie to robi od kilku lat woła o pomstę do nieba.........
      rozwiazanie: wiedza to pieniadze; inwestowanie w wiedzę to
      umiejętność, wiedza zarabia na siebie jak jest dobra; na Zachodzie
      powstał dobry system gdzie uczelnie są ściśle sprzężone z przemysłem (patrz
      Silicon Valley i Stanford), trzeba go TYLKO umiejętnie przejąc i zastosować z
      głową;; czego ja wymagam głowy od akademików i profesorów, ups, jak śmiem...

      problem #4: (mój ulubiony) kultura doskonałości; w nawiązaniu do
      #3 na polskich uczelniach NIE ma kultury doskonałości,jest za to kultura
      przeciętności; owszem mówi się dużo centrach doskonałości i innnowacyjności
      ale większośc akademików szybko ucieka w niszowe tematy gdzie są bezpieczni bo
      zawsze coś opublikują i nie ma za dużo konkurencji i mogą sobie dłubać dla
      siebie głownie; tylko dlaczego podatnicy mają fundować im hobby....
      rozwiązanie:uwolnić system finansowania naukowców; finansowani powinni
      być indywidualni akademicy/naukowcy a nie instytuty; każdy kompetentny po
      doktoracie mógłby aplikować o niezależne od profesorów granty badawcze z
      których by się utrzymywali; oceniać powinny komisje z zagranicy aby wyrwać się
      z polskiego piekiełka złożonych układzików (skorzystajmy z tego że jesteśmy w
      EU) są kraje które tak robią, żadna hańba; dobrzy dostaną przedłużenie, słabi
      odpadną; na świecie nauka/akademia jest dla najlepszych i ambitnych to
      nie jest poczekalnia dla niepewnych...

      problem#5: jak mierzyć postęp reform systemu: łatwiej nie było dzięki
      IT robić eksperymentów na mikroskalę,
      rozwiązanie: dobry wskażnik to wskaźnik rynkowy|: ile osób po
      ukończeniu szkoły dostalo pracę w tzw. zawodzie i z jaką pensją....

      jeszcze bym coś znalazł ale muszę zając się pracą..

      pozdrawiam i dziękuję za uwagę

      D.R. Glass
      • mr_kagan Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 19.08.09, 17:14
        Prosze Pana: to wszystko bardzo ladnie, ale u nas w Polsce nie ma
        juz praktycznie przemyslu! W tym sensie, ze nie ma fabryk z wlasnymi
        biurami konstrukcyjnymi, a sa tylko montownie, korzystajce w 100% z
        importowanej mysli technicznej
        (tzw. know how).
        Podziekujmy wiec Balcerowiczowi za zniszczenie polskiego przemyslu
        maszynowego, elektronicznego, komputerowego, zbrojeniowego i
        srodkow transportu, a przy okazji tez za zniszczenie polskiej
        mysli technicznej i polskiej nauki
        . Bowiem jesli nie mamy w
        Polsce wlasnego, nowoczesnego przemyslu
        wytwarzajacego
        dobra "high tech", to nie ma tez w Polsce zapotrzebowania na
        patenty, wynalazki i takze nie ma zapotrzebowania na absolwentow
        uniwersyteckich wydzialow fizyki, chemii czy tez politechnik
        .
        Czyli ze w dzisiejszej Polsce nie ma zapotrzebowania na nauke
        , i po 20 latach tzw. transformacji stalismy sie typowym krajem
        III swiata, z niskimi placami, marna nauka i krajem eksportujacym
        glownie niskokwalifikowana sile robocza... :(
        lech.keller@gmail.com
        • drglass Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 19.08.09, 18:29
          Czy mógłby Pan rozwinąć wątek prof. Balcerowicz? Nie było mnie w kraju i może
          coś pzregapiłem. Fakt jest, że prof. Balcerowicz był kiedyś przed laty (5-6) w
          moim instytucie, i otwarcie powiedział że inwestowanie (państwa) w naukę nie ma
          sensu, trzeba budować drogi itd...czyli przeciwnie niż cały świat teraz ale żeby
          tak zniszczyć cały technologiczny przemysł, kto by pomyślał....To tylko wzmacnia
          moją wizję żęby akademie przestły się mazgalić i żebrać i zaczęły robić swoje
          dobrze.

          Co do Pana końcówki, to niestety poczucie jest takie niestety, tektura i karton
          2D cczyli piana i szum medialny i wicepremier Waldemar wymachujący słowem
          innowacyjność (już sam fakt że to on przejmuje dreszczem).

          Pozdrawiam,

          D.R. Glass
          • mr_kagan Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 20.08.09, 09:08
            Balcerowicz moze mowil cos o budowaniu drog, ale nic nie zrobil w
            tym kierunku, a wrecz przeciwnie: za jego rzadow infrastruktura (w
            tym drogowa) sie wrecz dekapitalizowala.
            I bez nowoczesnego przemyslu nie moze byc przeciez w Polsce dobrze
            rozwinietej nauki, gdyz po prostu nie bedzie na nia zapotzrebowania!
            Kilka cyctatow z mego oprcowania na temat finnsowania nauki, ktore
            bedzie wkrotce opublikowane:
            This case (of Poland) illustrates how easy is to lose competitive
            advantage due to improper economic policy, or, as in case of Poland,
            its absence. According to popular in the post-1989 Poland extreme
            liberal idea, defended by such politicians as Mr. L. Balcerowicz
            (former Deputy Prime Minister, Finance Minister and Chairman of the
            Central Bank and especially Tadeusz Syryjczyk, former Minister for
            Industry and Infrastructure in cabinets of Mr. Mazowiecki, Miss
            Suchocka and Mr. Buzek), “the best economic policy is lack of
            economic policy”. Unfortunately, attractiveness of this idea is
            based only on its simplicity, and implementation of it resulted in
            Poland’s in loss of its competitive advantage in numerous sectors of
            economy and in almost total disregard for its infrastructure.
            The decline of Polish science and higher education is a direct
            consequence of the industrial decline in this country, especially in
            years 1989-1994.
            It is obvious, that there cannot be highly developed science without
            a real need for it. It is also obvious that such a need can be
            generated not by bureaucrats, but only by a high technology (high-
            tech) sector of industry. Unfortunately, privatisation of Polish
            industry, that was one of main elements of the Balcerowicz Plan,
            virtually destroyed its high-tech sector (Jarosz 2001, Staszyński
            1997, Tittenburn 2007). The reasons behind such a destruction was
            that the foreign owners of newly privatised Polish industrial
            enterprises were interested only in short-term profits, not in a
            long term development of Polish industry, that could become in the
            future highly competitive to the industry in the West. Those foreign
            owners preferred also, for various reasons (including their
            nationalistic feelings), to make development and research at their
            own countries, who also frequently had better scientific traditions
            and facilities than Poland. Thus by privatising Polish industry
            (especially manufacturing), the post-1990 Polish governments
            effectively destroyed Polish R&D facilities, and this way also
            destroyed, as a consequence, Polish science.
          • mr_kagan Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 20.08.09, 09:14
            I prosze o jakis plan pozytywny, bo jak na razie, to potrafi pan
            tylko atakowac ad personam... :(
          • mr_kagan Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 20.08.09, 09:14
            If we dream about “Polish Harvard” we should first think of the ways
            of financing tertiary education (Gadomski 2009). For example yearly
            income of Harvard University was 3.2 bln USD and its assets were
            valued in year 2007 at roughly 36.9 bln USD, while the total income
            of the whole tertiary sector in Poland was in the same year 6.6 bln
            USD (less than 16% of this was coming from the private sector).
            According to Stephan & Ehrenberg (2007) actual yearly spending per
            faculty member increased in the leading American Universities from
            $70,000 in the 1970s to more than $140,000 in the early 21st century
            and the share of non-institutional funds increased in this period
            from 11.2% to 20.7%. In the US the leading universities are
            receiving less and less funds from the federal budget (for example
            they received in year 1997 more than 8% less such support than in
            year 1983). Although in year 2003 federal government spent more than
            22 billion USD on financing the academic research, its share of
            total financing of this sector is presently only around 25% (Stephan
            & Ehrenberg 2007). The result is that undergraduate students in the
            US bear the cost of increasing financing for research by the way of
            not only higher student/faculty ratios and substitution of lectures
            for professors, but also by higher tuition fees (Stephan &
            Ehrenberg, 2007). Obviously, higher student/faculty ratios and
            substitution of lectures for professors is not a good idea, as it
            leads to lower education quality, while such solution as higher
            tuition fees is simply not realistic for present-day Poland.
            • mr_kagan Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 20.08.09, 09:19
              So how to improve this situation, especially during the recession?
              Obviously, at the moment it is impossible to follow in Poland the
              American model, where the best universities are heavily financed by
              private sector, which, in turn, is frequently financed by the budget
              (as in case of defence sector, very important in the US, that is
              financing the greatest part of American R&D ). In Poland we have
              thus only such alternatives as (Gadomski 2009):
              - public (i.e. budget) donations for all institutions in the
              scientific and tertiary education sector or
              - jointly financing science and especially higher education by
              the business (employers) and students.

              In the first case it is obvious that all institutions in the
              scientific and tertiary education sector should be financed this
              way, disregarding their ownership (i.e. state or private). This way
              private universities will have a chance to compete with their
              public counterparts, which is now impossible due to their limited
              access to capital. In the second case there is a strong argument
              against public financing of such expensive studies, as in medicine,
              where there are generally very good chances for stable and well-paid
              employment for the graduates.

              Unfortunately, almost all scientific and higher education policies
              of the Polish “postcommunist” governments, especially
              the “Solidarity” based Polish governments of the early 1990s (i.e.
              from Mazowiecki to Suchocka) have failed miserably in the area of
              proper financing of the science and tertiary education. The major
              reason of this was an orthodox, mostly one dimensional (chiefly
              financial) monetarist-neoliberal approach to a very complex problem
              of scientific and educational development. It is also closely
              related to the failure of liberal economic, and especially
              employment policies. For example, due to collapse of manufacturing
              and mining (as well as state-run agricultural enterprises) during
              the rule of the first “Solidarity”-based governments, unemployment
              in Poland reached in 1994 approximately 3 million or 16% of labour
              force and remained virtually unchanged until 2005, when it decreased
              only because of mass emigration. Poland was for a long period a
              leader in unemployment rates in the EU, and it easily overtook
              the “traditional” Western European leaders such as Spain and
              Ireland. Even in very good year 2008 unemployment rate in Poland was
              very close to 10%.

              Because Polish unemployment is not only very high, but also mainly
              structural (and therefore likely to be long term) the social
              consequences of it are very serious indeed. Even worse – as
              unemployment in Poland dropped, due to mass emigration, after 2004,
              it was no longer seen as an urgent and important problem. But it has
              returned, and, as in the past, Polish ruling elites do not know what
              to do, as they are locked in the magic circle of neoliberal-
              monetarist orthodoxy, that incorrectly treats the unemployment as a
              government, not market failure. Thus, without radical abandonment of
              this false neoliberal- monetarist orthodoxy, there are no prospects
              for any significant improvements in the functioning of the Polish
              labour market. As without a strong, modern manufacturing sector and
              low unemployment, it is impossible to have in a long term enough
              funds to support R&D, “pure” science and higher education, it is not
              enough to commence program of reform in the science and higher
              education sectors. The inconvenient truth is that any real,
              sustainable and long-lasting effects in improving those sectors can
              be achieved only as a result of long-term economic policy that is
              focused on making Poland not only a rich country, but, above all, a
              smart country.
              • mr_kagan Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 20.08.09, 09:22
                Thus I am of opinion, that is also supported by such institutions as
                OECD, World Bank, IMF and the EU, that Poland needs urgent reforms
                in its science and higher education sectors, as without such reforms
                it would be impossible to improve competitiveness of Polish economy.
                Thus we need urgently in Poland:
                - reform of taxation system, in order to lessen the tax burden
                on workers and firms and encourage private financing of science,
                R&D, and tertiary education,
                - reform of welfare state in order to encourage people to work
                (but this will require drastic reduction of unemployment to a level
                well below 5% of the work force) and last but not least
                - drastic reform of Polish scientific (including R&D) and
                tertiary education sectors.

                The last reform should include:
                - abandonment of such outdated (‘feudal-communist’) institutions as:
                o State Academy of Science (PAN), that was long time ago
                ceased to be a source of scientific discoveries and is now mostly a
                bureaucratic apparatus, that is doing more harm than good to Polish
                science,
                o habilitation (a kind of second doctorate) that is slowing
                the scientific development of young scientists and maintains feudal
                relations in Polish ‘academia’,
                o life-time, state invested professorship, in favour of
                university professorship, as in the US or UK;
                - improvement of mobility among Polish scientists (both vertical,
                i.e. advancing the steps of scientific career, as well as
                horizontal, i.e. moving between scientific and tertiary education
                institutions, especially outside Poland), that will require:
                o full opening of Polish scientific and tertiary education
                institutions for foreign scientists (that will, above all, require
                full and unreserved acceptance in Poland of the Western scientific
                degrees, such as PhD) and
                o full and honest acceptance in Poland such international
                standards as the European Charter for Researchers and the Code of
                Conduct for the Recruitment of Researchers .
                Without such reforms, any increase in public funding for Polish
                scientific and tertiary education sector (that is even now seen as a
                panaceum for this sector’s illnesses) will give no good results, as
                this money will be simply wasted.
                lech.keller@gmail.com
    • s3tonline ich profil 19.08.09, 21:17
      PRZYKRE jest OCENIANIE ludzi PO WIDZI MISIE JAKIŚ DZIENNIKARZY POLITYKÓW I
      ZAZDROSNYCH WYKŁADOWCÓW ponieważ w zaistniałej sytuacji nie są to autorytety
      godne do naśladowania - kiedy zachowanie tych ludzi skupia się wokół
      narzucania swojego destrukcyjnego światopoglądu innym. Mam na myśli opinie
      publiczną, do której to -skierowali wszystkie negatywne skojarzenia i sugestię
      względem AHE.
      Technika ta przypomina kampanie wyborczą czyli wzajemne opluwanie.
      Nie przystaje poważnym ludziom robić takich rzeczy




      • mr_kagan Re: ich profil 20.08.09, 09:32
        Ktos niezle zaplacil dziennikarzom GW za szkalowanie AHE, jednej z
        niewielu prywatnych polskich wyzszych uczelni uwzglednianych w
        rankingach Rzeczypospolitej:
        www.rp.pl/artykul/303794,303972_Jagiellonski_o_wlos_przed_Warszawskim.html
    • bugmenot2008 Dobra uczelnia to bogata uczelnia 19.08.09, 21:41
      Sporo Dziennikarzy z GW poprostu miało do czynienia albo siedziało w polityce.
      Dlatego ciężko pisać obiektywnie koniec tamatu
    • pfg Re: Dobra uczelnia to bogata uczelnia 21.08.09, 22:30
      Dla porządku - polemika z Gadomskim, część druga:
      pfg.blox.pl/2009/08/Trafna-diagnoza-falszywa-recepta-II.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka