wscieklyuklad
04.06.13, 19:16
Coraz dramatyczniejsze wieści dobiegają zza oceanu.
Do nawalania z kałacha już się przyzwyczailiśmy i nie z nami takie numery, Barack!
Do podkładania materii wybuchowej przywykliśmy - nie z nami te numery, Obama!
Do bankructwa, które zmusiło Brata Rusa do produkcji rakiet dostarczających papu na Stację Mieżdunarodnoją, jakoś tam dojrzeliśmy.
Powoli oswajamy się z kolejnymi wypadkami pociągów (czyżby z powodu zrujnowanego taboru? )
Emocje po odważnym przykładzie danym światu przez Boską Angelinę, stopniowo opadają.
ALE ŻEBY KOLEJNA SZEKSZUALNA REWOLUCJA????
ALE ŻEBY MEDYCYNIE W OCZY BRUTALNE PLUCIE????
Oto świat obiegł briefing z udziałem aktora Miśka Do-glassa.
Wychudzony ów ulubieniec kobiet (dziś już raczej niedowidzącychmych) dosiadłszy mikrofonu jak za czasów "Ostatniego kowboja" głosem silnym, dobywanym z uratowanej krtani ostrzegł świat przed zwyrodnialstwem w postaci Szekszu Oralnego!
Wirus brodawczaka w mgnieniu oka okazał się straszliwszym od Al Kaidy, hiroszimsko-nagasaskiej atombomby, a nawet Władimira Władimirowicza Putina w osobie własnej.
Szeksz Oralny sprowadza otóz nieszczęście w postaci raka brodawkowatego!
A, że rak brodawkowaty dobrze koresponduje z wirusem brodawczaka, więc postawiono znak równości między obydwoma "zdarzeniami" obracając w perzynę Całą Radość Baraszkowania.
Co gorsze - można wnioskować, iż to zespół lekarski uspokoił (zaniepokajając aktora równocześnie), że to nie tony używki wtłoczonej w wąską bibułkę, popularnie zwanej "cygaretą", jakie ten przez krtań tęże przepuścił, ale zdradliwe żyjątko upatrzyło sobie organ jego nagłośnią nie dość od otoczenia odizolowany i gdyby nie "cywilizacja śmierci", której uległ, do dziś mógłby sobie Malrboraki kopceniem bezkarnie przykracać.
Rodzime (nasze, znaczy) media zawrzały z emocji. No, bo jakze to tak, igraszka, a na jej horyzoncie dziura w szyi, co najmniej uporczywa chemia i "skóra z kośćmi"?
Jak mąż jeden (ale przecież i żona), każdy do grzesznej pamięci "czuja" zapuścił, podobnego ekscesu się doszukując, po czym szybko pomknął do łazienki, gdzie przed lustrem nalotu wypatrywał, abo guza inszego. Gabinety laryngologów weszwach pewnie zaczną pękać, a jak gen-kandydata raka krtani zidentyfikują, to już przedszkolaki chętnie się w doktora zabawiające, przez rodziców na anamnezę prowadzone będą, by rzecz całą w "zarodku"(sic!!!) ukrócić, a w razie jakby pociecha genu owego była, to organu inkryminowanego się pozbyć.
"Mediewiści" gazetowi, ku prof. Lwu kroki swe skierowali, by tam ostatniej ratunku deskii lęku odegnania szukać.
"Jak to z tym Łoralem"? - wyszeptali tchem ostatniem, pod usta dłonią drżącą mikrofon mu podetknąwszy - " I co z tymi związkami partnerskimi teraz będzie?"
Profesor pochrząkał. "Cóż, każdy kij ma dwa końce, trzeba się liczyć z druga stroną medalu (rozkoszy, znaczy) - dobrotliwie oznajmił, waprośnika tym dobiwszy.
Tedy nic już nam innego nie pozostaje, jak na Mocarstwa Zaoceanicznego upadek czekanie.
Koncerny tytoniowe wprawdzie uratowane, bo jak kto je o raka krtani spowodowanie posądzi, to natychmiast aktora"Miśka" zza pazuchy wywleką i jeszcze przed sądem wysokim na spytki wezmą. A tam żartów nie ma. Łapa na Konstytucji, całą prawdę i tylko prawdę gadać nakazują, żona/mąż wszystko nagrywa i zaraz wyjdzie na wierzch, kto z kim i jak się szlajał.
Koncerny farmazonceutyczne kasę zbiją, szczepionkę p/ko wirusowi promując - teraz już nie dziewczę z grupy starszaków, ale i młodzian chętnie się profilaktycznie kłuć każe, co by wirusem się nie skazić i głosu nie postradać.
Ale tak już jest, że gdzie dwóch się bogaci, trzeci dziadem się staje.
Zatem, nim się na zarażenie rakiem skażecie, sztachnijcie się "Sporciakiem" jakim.
Bezkarnie, całkiem bezkarnie, jako "Misiek" rzecze.