Dodaj do ulubionych

A miało być

16.05.14, 23:20
https://lh6.googleusercontent.com/-idEPBZ3PyWI/U3Z_rY0bIOI/AAAAAAAAXxY/30iV8zuyVvk/w660-h495-no/DSC02280.JPG

TAK PIĘKNIE!!!!
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: A miało być 16.05.14, 23:20
      I BYŁO!!!!
      • hardy1 Re: A miało być 16.05.14, 23:26
        To kangur ? wink Jakiś dziwnie kolorowy...wink
        • llmirka Re: A miało być 16.05.14, 23:32
          Zapewne jest za szybą wink big_grin
          • hardy1 Re: A miało być 16.05.14, 23:46
            Aaaa... pewnie taką, jak w kościółkach, witrażową. Z kolorowych szkiełek wink
            • kicho_nor Re: A miało być 17.05.14, 08:09
              To jest Wojtek Pokora w kabarecie Olgi Lipińskiej
              • 1zorro-bis Re: A miało być 17.05.14, 08:12
                Wojtek?big_grinbig_grinbig_grin
                • hardy1 Re: A miało być 17.05.14, 08:56
                  z tych Wojtków?
                  • wscieklyuklad Re: A miało być 17.05.14, 09:56
                    Oczywiście, nie jest to kangur typowy dla kontynentu.
                    Natmiast znakomicie oddaje klimat panujący na pokładzie "Erbusa" Emiratów Jarabskich, którym to udałem się na drugi koniec świata.
                    Kangurek to jedynie postać z kreskówki, jaką obejrzałem na pokładzie. Erbusy są teges i każdemu z podróżujących oferują wideo o dowolnej tematyce (z wyjątkiem Świerszczyków), toteż wielogodzinny lot rozpocząłem od tej właśnie kreskówki. Główny - czteropalczasty bohater - wprawił mnie w nastrój przyzwoity, natomiast w pełne radosne oszołomienie wpędziły mnie serwowane napoje. Jemiraty są tak nieprzyzwoicie bogatą linią lotniczą, iż co 2 godziny serwują dwudaniowy posiłek - tym samym w jedną stronę (dwie przesiadki) zaliczyłem 8 śniadanioobiadokolacji i tyleż napitków. Te wyskokowe są podawane bez ograniczeń i w całej gamie asortymentu.
                    Niestety, Australia to kraj dziwny. Wolno wwozić jedynie 250 ml. napojów wyskokowych pod groźbą wypoczynku w - zapewne wygodnej - celi. Wina podawano w butelkach 138 ml., piwo 330 ml., wobec czego dokonałem przemytu zaledwie dwóch australo-pit(e)ków, zaspokajając potrzeby na ledwie dobę.
                    Ciąg dalszy opowieści oczywiście nastąpi.
                    Ciekaw jestem Waszych sugestii.
                    Wychowywany na turystyczno-przewodnikowych wątkach Gazetowych, zastanawiam się od czego powinienem zacząć?
                    Może podpowiecie?
                    Postaram się odpowiedzieć na każde zapytanie, w tym: jak tam lokalne parkingi, żarło i swobodny dostęp do "wspólnego" (choć nie okrągłego) stoliczka.
                    • 1zorro-bis Re: A miało być 17.05.14, 10:45
                      byles w Sydney?smirk
                      • wscieklyuklad Re: A miało być 17.05.14, 13:11
                        I nie tylko!
                        Właśnie teraz se wszystko układam w łepetynie.
                        I oczywiście wciąż czekam na kolejne pytania związane z Jawstralijskimi realiami.
                        Będzie o parkingach, żarełku.
                        Ale najpierw:
                        • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 13:12
                          UWIARYGODNIĆ!
                          • 1zorro-bis Re: Trza się będzie 17.05.14, 13:51
                            oj, zarelko to tam maja dobre!big_grin
                          • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 14:42
                            https://lh3.googleusercontent.com/kl0Od7jxzg3XnhQIRvw_FNncn7gcR20Zr8sBPUNPUCeP=w225-h400

                            https://lh6.googleusercontent.com/-Oiw3qzTBveo/U3dXSa48CgI/AAAAAAAAX1o/xtM9pkN9EZU/w702-h395-no/DSC_0007%25281%2529+A-001.JPG

                            • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 14:44
                              https://lh6.googleusercontent.com/-0GIGqf0wDuE/U3dXcRg6vPI/AAAAAAAAX1E/__qQ87i_bvM/w278-h494-no/DSC_0004%25282%2529A-001.JPG

                              https://lh4.googleusercontent.com/-7r7ZWmqbFkI/U3dXJVGy55I/AAAAAAAAX14/ojNh_yLRSuE/w702-h395-no/DSC_0008%25281%2529+A-001.JPG
                              • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 14:45
                                https://lh6.googleusercontent.com/-RW2W6aYV9_U/U3dRfYCBpZI/AAAAAAAAXzM/8cs5lXamLfs/w371-h495-no/DSC02124+A.JPG
                            • 1zorro-bis Re: Trza się będzie 17.05.14, 15:04
                              myslisz ze na slowo nikt nie uwierzy! ?big_grin
                              Ja bym tego tak nie pokazywal.
                              Bo "reakcje" w pewnym miejscu masz murowana.....smirk
                              • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 15:53
                                Wiesz, jak to jest z niedowiarkami i malkontentami - nie wierzą póty, póki w ranę czyją skrzydełka nie wrażą.
                                Rozumiem ból nieistnienia i szarzyzny egzystencji tychże komentatorów, niebywały stres zrodzony furą kompleksów, ale wyobraź sobie, jak ten ból się teraz spotęguje, nie ?
                                Warto zwrócić uwagę na określenie "has granted" zawarte w "uwiarygodnieniu". Ustawiłem się po tenże sponsoring w dłuuuuuuuuuugachnej kolejce (podobno to taka zjazdowa tradycyjka jest, bo i każdy może dostać takie cóś jak się odpowiednio naczeka i nauśmiecha. Zrezygnowałem zatem tym razem z książki z kolejną nic nieznaczącą - bo powszechną - dedykacją imienną, lecz (po kilkugodzinnym staniu i męczybuleniu) wyżebrałem ten grant.
                                Przez moment nie chcieli niczego mi zasponsorować, bom tylko prosty likorz poradniany.
                                Ale ponieważ od połowy 2007 r. (z plenipotencji jednej szanowanej Rodaczki) dostrzeżono moje naukowe osiągnięcia, to postanowiono mnie jednak zaprosić do współpracy na arenie międzynarodnej.
                                To samo jest Zorro z Twoimi obrazami.
                                "Ostatni zajazd na Rusi" -jest bardzo teges. Ale przyjdzie odpowiedniejszy czas, by podyskutować/skomentować o pancernej świni.
                                Największe szczęście, że jedyny (poza mną naturalnie) Polak obecny na światowym zjeździe w Melbourne, ma imię zaczynające się inną niż moje literką.
                                Wprawdzie w Picassie można zmanipulować wszystko (np. wypięknić się nad miarę odmładzając i wygładzając o lat kilkadziesiąt) aleć zawsze "S" to nie "M".
                                Mam nadzieję, że się stanowczo uwiarygodniłem?
                                • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 15:56
                                  Melbourne to ma do siebie, że jest siedliskiem największej liczby Polonusów na australijskim kontynencie, jak i siedzibą polskiego konsula honorowego. Z tego względu pojawiła się niepowtarzalna szansa skorzystania z polskiej "antypodalnej" gościnności.
                                  Ale nie myślcie, że było lekko!
                                  NIE BYŁO!

                                  Ale o tym opowiem w dalszych wspomnieniach z wycieczki.
                                  • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 15:58
                                    zacznijmy od prapoczątku.
                                    Jak dolecieć do Aborygenii?
                                    • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 16:03
                                      https://lh4.googleusercontent.com/-c2DRCtUZZHM/U3doYTnNSAI/AAAAAAAAX2g/SWr6jXYTw3s/w371-h495-no/DSC01652.JPG
                                      • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 16:04
                                        https://lh6.googleusercontent.com/-JCOHnDT-m_M/U3doiBinOrI/AAAAAAAAX2c/474SxpwSVkQ/w660-h495-no/DSC02265.JPG
                                        • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 16:05
                                          https://lh3.googleusercontent.com/-Yhw-y95rkOw/U3doPTOEpSI/AAAAAAAAX2M/EVBWr9-qURA/w371-h495-no/DSC02264.JPG
                                          • wscieklyuklad Re: Otóż 17.05.14, 17:03
                                            Wybierając się do Australii warto uprzednio nabyć Przewodnik po Australii.
                                            Najlepiej jest kupić taki przewodnik, który wydano w języku polskim - zaoszczędzi się sporo czasu na tłumaczeniu i przeklejaniu informacji dotyczących miejsca wycieczki.
                                            Jak już kupimy Przewodnik po Australii, to koniecznie trzeba ustalić, jak tam dotrzeć.
                                            Niestety - Australia leży ok. 13 000 kilometrów od Polski. Można zaryzykować wyprawę pieszą. Przy odrobinie szczęścia dotrzemy jednak nie dalej, niż do południowej granicy Malezji, co wprawdzie przybliży nas do celu podróży o kilka tysięcy kilosów, jednak postawi wobec faktu, iż trzeba w jakiś sposób pokonać Ołszyn.
                                            Podróż piesza do Malezji zajęłaby jednak kilka miesięcy - trzeba coś w międzyczasie wrzucić na ruszt, gdzieś się przekimać, zużyć kilka par walonek i zmienić po wielokroć ubranko.
                                            Pchać to wszystko na wózku znalezionym na szrocie? Nie da rady!
                                            Koszt takiego wariantu położyłby na obie łopatki wyjściowe plany.
                                            • wscieklyuklad Re: Otóż 17.05.14, 17:28
                                              Kiedy planuje się daleką podróż warto zacząć od kosztorysu.
                                              Wobec kryzysu ukraińskiego, podróż piesza przez ten kraj raczej odpada. Zielone ludziki grożą potencjalną dekapitacją, na wizę ruską szans nie ma, przedzieranie się przez Afganistany, Iraki, Irany, czy inszy Bengal - wyłącznie w czarczafie.
                                              Gdyby konkurs piosenki Eurowizji odbył się jakieś pół roku wcześniej, zachęcony austriackim przykładem, wdziałbym jakąś kiecę nie goląc wąsów i pognał ku wschodnim, euroazjatyckim rubieżom jako propagator genderyzmu.
                                              Może nawet ten i ów by mnie ugościł, napoił i dał jakieś szamanie.
                                              Ale tak czy inaczej, wyszło mi, że per pedes nie dam rady.
                                              Postawiłem więc na Airbusa (fota pierwsza) - na samolot znaczy się.
                                              Przykład amerykańskiego chłopaczka, który w luku podwozia mimo minus 60 stopni dofrunął na Hawaje, był mocno kuszący.
                                              Ryzyka takiej skrytki nie podjąłem, jako że w dostępnych mi mediach nie znalazłem informacji odnośnie wysokości, na jakiej frunął odważny chłopczyna - im wyżej tym przecież jest zimniej.
                                              W praniu (locie się znaczy) okazało się, iż pułap maksymalny jaki osiągnął Erbus to 50 tys. fitów, czyli cirkaebałt 13 000 metrów. Termometry na tej wysokości (jak informował personalny komputer pokładowy) wskazywały minus 74 stopnie - instynkt właściwie podpowiedział więc, by postawić na podróż w środowisku bardziej przyjaznym dla zdrowia - na lotnisku Szopena nie da się raczej ukryć w luku podwozia z odpowiednio wypasioną kołderką.
                                              Żeby w toku dalszej wypowiedzi nie powracać do tematu Erbusa, pozwoliłem sobie wkleić model 800, piętrowiec frunący z Melbourne do Dubaju.
                                              Ten "mikrus" ma rozpiętość skrzydeł o 2,5 metra mniejszą, niż wynosi wysokość wyższej z krakowskich wież Bazyliki Mariackiej, poziom zaś skrzydeł tychże sięga sufitu zwykłego Boeinga - co udokumentowałem na kolejnej foci.
                                              Skrzydło ma powierzchnię, na której można grać w bejsbola, jednak stosowny napis wyznacza granicę, do jakiej "można po skrzydle spacerować, jakby kto miał taką ochotę.
                                              Pod każdym ze skrzydeł zainstalowano 10 kół w dwóch podwoziach - szkoda, ze skonstatowałem to dopiero w Emiratach, bo luk takiego kurdupla pomieściłby nie tylko kołdrę, ale pewnie i łóżko z baldachimem - więc o zamarznięciu nie byłoby mowy, gdybym zaryzykował lot tamże,potaniając koszty na maksa.
                                  • k.karen Re: Trza się będzie 17.05.14, 19:00
                                    WU, a możesz mi powiedzieć ile lekarzy z Polski było razem z Tobą na tym Kongresie?

                                    Pewnie nie miałeś dużo czasu wolnego, przeznaczonego na zwiedzanie, ale po obejrzeniu wszystkich fotek, to widzę, że i tak zobaczyłeś sporosmile
                                    • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 19:19
                                      W Kongresie uczestniczyło kilka tysięcy osób z całego świata. Wyróżnionych wybitnych polskich kardiologów, zaproszonych przez WHF było jeszcze kilkunastu - stanowiliśmy grupkę papużek nierozłączek. No i trzeba naturalnie dodać jeszcze Pana Prof. M.Tenderę, którego osoę wybzykały motylki.
                                      • k.karen Re: Trza się będzie 17.05.14, 19:23
                                        Kilkanaście osób z Polski, to duża grupa?

                                        Ale nie myślałam, że było na tym Kongresie aż kilka tysięcy osób... smile
                                        • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 19:44
                                          Wszystkie te kalkulacje finansowe spędzały mi sen z powiek. Próbowałem ustalić, co można przewieźć, żeby się koszty chociaż częściowo zwróciły.
                                          Ale to nie jakieś Chiny, żeby zabrać "góralkę" na opych. Aborygeni też już się na świecidełka nie skuszą. Sztucera, jaki mógłby zastąpić bumerang nie puszczą mi ani w podręcznym, ani nadanym waliszczu. Te niewesołe myśli przyprawiły mnie o atak siwizny.
                                          Żeby nie było, że jakieś dziadzisko wybiera się za ołszyny, skorzystałem z henny - Sorellina wylała mi na łeb czarną farbę - wszystko zdawało się leźć znowu w prawidłowym kierunku.
                                          By wspomóc okrutny los, od połowy lutego soboty i niedziele trawiłem na kościelnych schódkach.
                                          Czapeczka na śliskich marmurach, tekturka odarta z opakowania czipsów, z odręczną uwagą proszalną: "Zbieram na wyrwanie się z tego syfu", nie zamieniły mnie jednak w nababa.
                                          Uciułałem dwie dychy. Skąpy ci ten nasz Naród Wybrany. Nawet na bilet do Warsaw nie uskładałem!
                                          I wtedy nadeszło wybawienie: mailowe zaproszenie do uczestnictwa w Kongresie wraz z elektronicznym biletem. Oraz promessa wizy australijskiej, bo przecież tam nie da się polecieć ot, tak! wyłącznie z chętki.
                                          Szczęśliwie udale ukryłem swą kryminalną przeszłość (Misogino), gdyż w przeciwnym razie mógłbym pokiwać wizie na pożegnanie, jako, że Austrarlia nie życzy sobie na własnym kontynencie żadnych bandziorów, a tym bardziej elektronicznych morderców.
                                      • 1zorro-bis Re: Trza się będzie 17.05.14, 20:13
                                        Tendera chodzil ze mna do jednej szkoly. Byl trzy klasy wyzej. Juz wtedy widac bylo ze duzo osiagnie. Byl wybitnie zdolny. Chlopaki za nim nie przepadaly bo kto kujona lubi? Widac, nie mieli racji.....big_grin
                                        • k.karen Re: Trza się będzie 17.05.14, 20:18
                                          A mnie się to nazwisko skojarzyło z...
                                          Love me tender, love me sweet, never let me go.

                                          big_grin
                                          • tan.nawe Re: Trza się będzie 17.05.14, 21:05
                                            wscieklyuklad napisał:

                                            > Mam nadzieję, że się stanowczo uwiarygodniłem?


                                            Chyba żartujesz???!!!
                                            Żeby się uwiarygodnić musiałbyś zeskanować i powklejać swoją metrykę, dyplom, prawo wykonywania zawodu, zaproszenie na Kongres, paszport, wizę australijską, bilet lotniczy Emirates, no i wyraźne zbliżenie identyfikatora, który nosiłeś na Kongresie. Najlepiej wszystko poświadczone notarialnie.
                                            A i to nie wiadomo, czy by wystarczyło. Bo kto by poświadczył za notariusza, hę? smile
                                            • k.karen Re: Trza się będzie 17.05.14, 21:40
                                              Zapomniałaś, Tanawe, o odciskach palców i badaniach genetycznych WU, ale także notariusza wink
                                              • tan.nawe Re: Trza się będzie 17.05.14, 22:01
                                                Przydałaby się też mapa irydologiczna tęczówek. W celach porównawczo-identyfikacyjnych.
                                              • k.karen Re: Trza się będzie 17.05.14, 22:02
                                                ... ale po namyśle, jednak odradzałabym WU przeprowadzanie tych dowodów, ponieważ mogłyby spowodować u kogoś nasilenie objawów...dolor asini turba tongue_out

                                                big_grin
                                                • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 22:26
                                                  Podsumowując: notariusza nic nie wzrusza
                                                  do dyskusji nie przymusza
                                                  do parteru nie przydusza
                                                  bo motylków waga musza
                                                  • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 17.05.14, 22:30
                                                    w nocy poukładam sobie (naturalnie w trakcie zdrowego snu) kolejne wspomnienia Jawstralijskie.
                                                    Zaczniemy od wrażeń przyokiennolotnych oraz smakowo śniadanioobiadowokolacyjnych.
                                                    Doradzę Wam, jak wydębić od Jemiratów dodatkowy posiłek "lotniskowy".
                                                    Doradzę także czego unikać, by nie pełnić roli wielbłąda.
                                                    Zaprezentuję sceny typowe dla Koala Lumpur.

                                                    Motto na dziś: Czyś siostrą, czyś bratem - lataj z EMIRATEM!

                                                    A wtedy kangur z postu wyjściowego zniebieszczeje znów z zazdrości.
                                                  • 1zorro-bis Re: Trza się będzie 18.05.14, 07:50
                                                    na nic to! "Obrabianie dupy" i tak sie juz zaczelo......smirk
                                                  • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 18.05.14, 09:39
                                                    Sęk w tym Zorro, że motylek nie potrafi sklecić nic rozsądnego, a zwłaszcza treści, która byłaby konstruktywną polemiką. Wypowiedzi w stylu: karzełek, kurdupelek, gruby, łysy, mały, wąsaty, pokryty śluzem, brudas itp., w wydaniu z wykształcenia psycholożki i psiapsiółek świadczą przecież nie o defekcie osoby opisywanej, ale dysfunkcji intelektualnej twórcy szkicu.

                                                    Dowód:

                                                    Oto na jednym z portali mój konkurent w konkursie Weny - Zbyszek Kostrzewa (wygrana w kategorii poezji I edycji) wkleił znakomity, filozoficzny tekst "dedykowany" Leibnizowi.
                                                    Motylek, który chyba nigdy nie przeczytał żadnej filozoficznej dysertacji i o tej dziedzinie wiedzy nie ma krzty pojęcia, kierując się wyłącznie motywem "skomentować wszystko z pozycji Uznanego (bo drukowanego) Krytyka" napisał recenzję, która wywołała szczere rozbawienie tak moje, jak i kolegi.
                                                    Na pierwszy rzut (niekoniecznie szmaragdowych) oczu widać przecież, że pisze intelektualny dyletant.
                                                    Bo gdyby dyletant tenże zapoznał się z teorią monad Leibniza, nie robiłby z siebie publicznego pośmiewiska, tylko albo skomentował zgodnie z faktycznym przekazem, albo - skoro przekracza to intelektualne możliwości - po prostu odstąpił od oceny, aby nie robić z siebie obiektu współczucia.
                                                    Identycznie jest w przypadku oceny "fizis" innych osób.
                                                    Zajmę się dlatego nie wrażeniami, jakie rodzi poziom umysłowy "lekkich, zwiewnych, kolorowych i cośtamcośtam" ale tymi, które płyną z zagranicznych wojaży.
                                                    Do napisania wkrótce.
                                                  • 1zorro-bis Re: Trza się będzie 18.05.14, 10:48
                                                    .....i dlatego jest tylko.......motylkiem.big_grin
                                                  • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 18.05.14, 11:56
                                                    Zatem zamieńmy motylki na maszynę bardziej ciężką i przydatną w życiu codziennym - samolot znaczy się.
                                                    Na pokładzie "Emirackim" za klasę biznesową można uznać właściwie każdy dowolny "kącik". Powiem więcej - w "ekonomiku" jest przytulniej i bardziej "rodzinnie". Biznes/first ma wprawdzie szersze fotele, więcej powierzchni "spacerowej", co jest nie bez znaczenia w przypadku lotu wielogodzinnego, jednak (według mnie naturalnie) jedyną zaletą jest bliskość wyjścia - nie trzeba czekać w wielominutowej kolejce do "wyłazu". Jednak - w odróżnieniu od typowego Boeinga - klasa ta znajduje się nie za "różową firanką", ale w części, przez jaką i tak "ekonomiści" muszą przejść by dotrzeć na własny fotel. W Airbusie ten odcinek sprawiał na mnie wrażenie nieprzytulne i przygnębiające, a poziom bałaganu pozostawionego przez podniebne elity budził grozę. Być może wynika to z "naddopieszczenia" pasażerów przez pokładowy personel, bowiem wśród pozostawionych przedmiotów było sporo nieotwartych nawet butelek mineralki i innych frykasów. Skoro zwykły pasażer jest i tak traktowany po królewsku, to łatwo wyciągnąć wniosek, iż "biznesowcy" otrzymują napitki i posiłki w ilości nie do skonsumowania. W tym miejscu przypominam sobie rogalik "Croissanta" serwowany na pokładzie "Swissairu" w drodze z Genewy do Warszawy (też kilka "h" w powietrzu) - jako całą wyżerkę.
                                                    Innymi słowy - jeśli ktoś zamierza zabrać w podróż podręczną torbę z wyżerką - winien zrezygnować ze zbędnego balastu. Na pokładzie Emirackim naje się do czkawki (którą łatwo przerwie wodą mineralną podawaną w ilości dowolnej). Odradzam zastępowanie czkawki z przejedzenia czkawką powyskokową, choć napoje "procentowe" również serwowane są bez limitu.
                                                    Jedyna wada - po 6-tym "kurczaczku" można nabrać obrzydzenia do tej potrawy na parę dni (obrzydzenie to mija naturalnie już w drodze powrotnej do kraju).
                                                    I ostatnia porada dla lubiących zadymy.
                                                    Jeśli coś nie pasuje w menu, należy wyrazić stanowcze oburzenie poparte odpowiednią gestykulacją.
                                                    Wiedzie to do kilkukrotnych wizyt personelu pokładowego o coraz to wyższej randze z wyrazami ubolewania i przeprosin.
                                                    Nie da się wykluczyć drobnego "gadżetu" (jako rekompensaty) dla "pokrzywdzonego" z chwilą opuszczania pokładu (opisana sytuacja to zapis historyczny scysji na linii: zdesperowana brakiem szansy na konsumpcję ryby Portugalka contra personel). Typu gadżetu nie udało mi się ustalić, gdyż wręczono go w dyskretnym opakowaniu.
                                                  • tan.nawe Re: Trza się będzie 18.05.14, 12:43
                                                    Muszę, bo się uduszę. big_grin

                                                    "naprawde, jest super w Polsce, jesli chodzi o opieke medyczna nie tylko, ze trzeba placic w aptece za leki, to jeszcze za wystawienie recepty."

                                                    "25 lat temu wpłaciłam znaczną sumę na budowę oddziału paliatywnego w pewnym wojewódzkim mieście w Polsce. Oddziału nie ma do dziś, ale lekarze urządzali sobie w tym czasie różne wypady wycieczkowe - kto wie czy nie za moje pieniądze."


                                                    Widział kto większe pieprzenie? big_grinbig_grinbig_grin
                                                  • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 18.05.14, 13:21
                                                    Przyjdzie czas i na bułę - obiecuję, choć dla odbiorcy nastawionego na "bułę własnościową" będzie to prawdziwy (bo fotograficznie potwierdzony) "szokingblu"! (stąd wyjściowy kolor kangurka)! Uzbrój się więc w cierpliwość, Zorro! Czas podsumowań wiedzy "restauracyjnej" zbliża się wielkimi krokami.
                                                    Udowodnię uniwersalizm sawuarwiwru.
                                                    Jeśli chodzi o podwędzanie żarła, to ograniczę się do emirackiego doświadczenia pokładowego.
                                                    W drodze powrotnej po prawej stronie sąsiadowałem z mieszkanką Pekinu.
                                                    Z własnej inicjatywy odstąpiła mi następujące produkty konsumpcji, jej przeznaczone:
                                                    - czekoladka pokładowa o wymiarach 2,5x2,5x0,3cm. opakowana w brązowy papierek,
                                                    - zestaw "śródziemnomorski" w postaci: margarynka "Flora" w małym opakowaniu (jednorazówka),
                                                    - glony śródziemnomorskie (przysmak Sorelliny!) w opakowaniu równie małym,
                                                    - herbatniczek pokładowy o typie "ptiber" w celofanie przeźroczystym.
                                                    Odstępne przyjąłem na modłę chińską - znaczy z należnym skinieniem głowy nad dłońmi modlitewnie wyciągniętym na wysokości piersi (już bez przepustki wejściowej na Kongres). Skinienie przyjęto ze zrozumieniem i odwzajemniono.

                                                    Co do postu Tan.nawe - odpowiedź brzmi: nie, nie widziałem.
                                                  • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 18.05.14, 14:21
                                                    Udający się w wielogodzinną podróż lotniczą zabierają ze sobą nieodłączny kocyk, poduszeczkę pod głowinę a nawet wymodelowany w podkówkę podgłówek przeciwdziałający opadaniu szyi.
                                                    NIE BIERZCIE NICZEGO!
                                                    Na pokładzie Jemiratów dostaniecie kocyk (wiatrem podszyty, ale jednak kocyk), poduszeczkę (rozmiar teges) a podkówkę sami sobie zrobicie, gdyż... zagłówek przytwierdzony trwale do fotela, ma zaginane brzeżki. Fotel jest oczywiście odginany, więc modelując zagłówek oraz okrywając się kocykiem uzyskujecie całkiem wygodne leże.
                                                    Musicie jednak liczyć się z faktem, iż o godz. mniej więcej 2.00 w nocy... obudzą Was w celu konsumpcji pasztecika nadziewanego papryczką.
                                                    Odradzam - zgaga murowana! Za to "małpeczka" jest w tym momoencie jak najbardziej polecana!

                                                    W kolejnych postach zademonstruję tacę lotniczą (buła!!!!) oraz widok zaokienny z komentarzem.
                              • tan.nawe Re: Trza się będzie 17.05.14, 18:01
                                1zorro-bis napisał:

                                > myslisz ze na slowo nikt nie uwierzy! ?
                                > Ja bym tego tak nie pokazywal.
                                > Bo "reakcje" w pewnym miejscu masz murowana.....


                                A słowo Twe, Zorro, faktem (medycznym) się już stało! wink
                                big_grinbig_grinbig_grin

                                • 1zorro-bis Re: Trza się będzie 17.05.14, 18:43
                                  ....."A słowo Twe, Zorro, faktem (medycznym) się już stało!......"big_grin
                                  No, przeca "Kasandra" jezdem.....big_grinbig_grin
                                • hardy1 Re: Trza się będzie 18.05.14, 11:55
                                  Cześć smile No to sobie poczytałem, treści smakowałem big_grin
                                  Piękna wyprawa, Wściekły.

                                  WU, nie licz na potwierdzenie udziału w sympozjum na antypodach. Żadne "dokumenta" ani badania daktylo- czy oczu nie pomogą. Przecież statystyka nie kłamie - możesz mieć sobowtóra "we wszyćkim"... tongue_out
                                  • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 18.05.14, 14:31
                                    https://lh6.googleusercontent.com/-uKtet-tjIVQ/U3inU0I30wI/AAAAAAAAX30/YCgN4zo7rlw/w660-h495-no/DSC02272.JPG
                                    • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 18.05.14, 14:33
                                      https://lh3.googleusercontent.com/-sBFW32nZ72c/U3inSvSRF4I/AAAAAAAAX4A/kB-9EYLoO6Q/w660-h495-no/DSC02267.JPG

                                      https://lh5.googleusercontent.com/-XRduyiQZwS8/U3inT4am9eI/AAAAAAAAX4I/YGVBHUIrKtY/w660-h495-no/DSC02269.JPG
                                      • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 18.05.14, 14:35
                                        https://lh3.googleusercontent.com/-0aNtOzfkjPs/U3inUVIWUAI/AAAAAAAAX4Q/JEwxZYTCHEc/w660-h495-no/DSC02271.JPG

                                        https://lh3.googleusercontent.com/-byKkErgFoAY/U3inWzewYHI/AAAAAAAAX4Y/1wxB3ADdB6Y/w660-h495-no/DSC02279.JPG
                                    • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 18.05.14, 14:41
                                      Oto wspomniana taca lotnicza.
                                      Jak widzisz Zorro, nie jest łatwo zmieścić na niej wszystkiego, co zaserwowano do jedzenia. Z tego też względu fotę strzeliłem po ukryciu w przepastnej czeluści plecaczka "zestawu śródziemnomorskiego" oraz czekoladki (sztuk 2, w tym jedna podarowana).
                                      Trzeba być zaiste "Hero", żeby skonsumować to wszystko. Owocki są mało kaloryczne (lewy górny rożek), ale "Croissant", kurczaczek w ryżu z korniszonkiem, dżemik, wymagają popitki. Ta znajduje się w niebieskim kartoniku - woda mineralna o temperaturze lodówkowej ( na szczęście!).
                                      Naturalnie, oburzony zbyt małą gościnnością konsument, może poprosić o napój procentowy - jednak z przyczyn naturalnych (obawa o posądzenie o alkoholizm) stłumiłem skutecznie chuci.
                                      Waham się: żałować po czasie, czy nie?
                                      • 1zorro-bis Re: Trza się będzie 18.05.14, 17:52
                                        wiesz, ja jedna´k za lotniczym zárelkiem nie przepadam. I to obojetnie w jakich liniach lotniczych. W Australii to najbardziej smakowala mi "chinszczyzna" i "owoce morza". Swiezutkie!!!big_grin No i do tego swieza......bula!big_grin
                                        • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 18.05.14, 19:21
                                          Nim przejdę do opisu słitfoci wykonanych przez nieco spękany (brrrr) iluminator Erbaśny,
                                          porada odnośnie bagażu podręcznego.
                                          Jemiraty niczego nie mierzą, ani nie ważą. Leżąc na ropie naftowej mają w nosie ile samolot spali paliwa - bo o to przecież chodzi wszystkim pozostałym liniom lotniczym.
                                          Gabaryty też są bez znaczenia - rodziny z dziećmi tachają więc na pokład rowery,bajery, kompiutery, których wielkość uniemożliwia wtrynienie tegoż do "nadgłówników".
                                          Stewardesy przyjmują to z należną wyrozumiałością, ale ze względów bezpieczeństwa unieruchamiają w "ogonie" by nie fruwały nad głowami pasażerów. Większość toreb podręcznych przekraczała wymiarami mój skromny bagaż (cały posiadany majątek miałem na sobie oraz w nadwątlonej siateczce).
                                          • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 18.05.14, 19:36
                                            Dolne słitfocie prezentują oddalający się Dubaj z charakterystycznym rządkiem wieżowców w słońcu lśniących.
                                            Zgodnie z sugestiami Ulissesa, pojawiłem się na Szopenie na tyle wcześnie, by wywalczyć miejsce podokienne. Niestety - załapałem się na okno "uskrzydlone" więc mimo, iż wykręcałem się o 275,5 stopnia kątowego w stronę lewą, niewiele widziałem. Jednakowoż skupiłem się nie na lazurze oceanicznym, płynących okrętach, ani rzeźbie terenu, ale na... niebiańskich barankach.

                                            Lot nad Arabią ma charakter bezchmurny. Widać dokładnie ląd (patrz słitfocie), wodę i statki.
                                            Sytuacja zmienia się radykalnie, gdy wlatujemy w przestrzeń powietrzną Jewropy.
                                            Nad Rumunią jest jako tako - trochę baranków, ale Bukareszt do wypatrzenia. Dramat zaczyna się nad południową Ukrainą. Tam obok bieli natkniemy się na ciemnobure plamy. Ale od wschodniej Ukrainy gęsta biel sprawiająca wrażenie mleka (albo arktyczno-antarktycznego lodu z powieści Centkiewiczów - np. "Odarpi syn Enigmy", <czy raczej Egigwy>wink.
                                            Nad Polską - MLEKO z wielkich liter. Tak gęste, że przez sporą chwilę miałem deja-vu "ofiary smoleńskiej" - Erbus wychynął z objęć chmur jakieś 300 metrów nad ziemią i tuż przed pasem lotniska.

                                            Wnioski:
                                            Sytuacja atmosferyczna w pełni oddaje sytuację lokalną.
                                            Arabia - bezchmurne życie w luksusie.
                                            Rumunia - właściwa droga ku Jewropie.
                                            Ukraina południowa - kraj mlekiem i miodem płynący z łyżką dziegciu.
                                            Wszystko co bardziej na wschód/płn.wschód to już wyłącznie mleko.

                                            Miodem niech zatem będzie powyższy komentarz.
                                            • kicho_nor Re: Trza się będzie 18.05.14, 23:22
                                              wspomniano tu o recenzji do Leibniza,
                                              gdzie to można przeczytać
                                              • sorel.lina Re: Trza się będzie 18.05.14, 23:36
                                                Kichonorze, jak by Ci to powiedzieć... U pisarzy. Na "specjalistycznym" portalu. wink
                                              • fenikss.2972 Re: Trza się będzie 18.05.14, 23:44
                                                czytałem
                                                nie warto

                                                kicho_nor napisał:

                                                > wspomniano tu o recenzji do Leibniza,
                                                > gdzie to można przeczytać
                                            • hardy1 Re: Trza się będzie 18.05.14, 23:44
                                              Taaa... dobrze, że to pęknięte okienko w ejrbusie nie pękło od wewnętrzpokładowego nadciśnienia smile
                                              • sorel.lina Re: Trza się będzie 19.05.14, 00:04
                                                Widać spiskowcy się nie spisali! big_grin
                                                • hardy1 Re: Trza się będzie 19.05.14, 00:20
                                                  Taa... ale była i mgła. Ta mgła! A mgła, to wiemy, czym grozi... to spiskowa była mgła. I co? I nic? Nie zadziałała? Okienko nie zadziałało. mgła nie zadziałała... to na pewno był spisek, aby inny spisek nie udał się! CBDU! tongue_out
                                                  • sorel.lina Re: Trza się będzie 19.05.14, 00:39
                                                    Hardy, nie strasz, bo jeszcze mi się spiski jakieś przyśnią!
                                                    Życz mi lepiej pięknych snów, jakich ja Tobie życzę.
                                                    Dobranoc! smile
                                                  • hardy1 Re: Trza się będzie 19.05.14, 00:46
                                                    Na spiski najlepszy jest sen... bez sennych spisków wink

                                                    To tak późno?! A niech mnie... dobranoc, Sorellino smile I
                                                  • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 19.05.14, 21:41
                                                    Typową cechą polskiego podróżnika jest to, iż jak szybko się naje tak równie szybko poczuje głód.
                                                    Jest na to znakomity sposób.
                                                    Lecąc z przesiadką przez Dubaj, wybieramy połączenia, które dzieli odstęp ponad 4 godzin.
                                                    Pokonawszy "bramkę transferową" i przybierając minę w najwyższym stopniu boleściwą, odnajdujemy stanowisko jemirackich Stewardes (blat kilkanaście metrów stronę gejtów), gdzie, trzymając się za brzuch, stwierdzamy, iż do następnego "samka" (po jemiracku "jeroplejn") mamy 4 godz z haczykiem. Grzecznie zapytujemy, gdzie w sposób godny możemy spędzić tych sporo minut.
                                                    Stewardesa natychmiast przybiera minę współczującą oraz dobywa spod lady (któż nie pamięta tych cudnych wybiegów z czasów naszej ukochanej socjalistycznej Oyczyzny?) woł-szer. Jak sama nazwa wskazuje jest to umiłowany sercu kawałek potrawy, na którą zamienić można kartkę papieru. Na kartce wymienione są restauracje, w których (by nie umrzeć czasem z głodu po spożyciu już kilku posiłków na pokładzie poprzedniego statku) można zaszamać do woli ZA ZUPEŁNE FRYKO!
                                                    Potrawa to obiadokolacja w formie szwedzkiego stołu z napitkiem bez/alkoholowym, tak, że wsiadamy na pokład kolejny z wstępnym uczuciem dreszczy na myśl samą, że oto tuż po starcie uszu naszych dobiegnie dyskretny szelest kółek wózka wiozącego posiłek numer 6.

                                                    WNIOSKI: Planujcie podróż rozsądnie. To co zjecie na pokładzie i międzypokładziu - może zapewnić Wam bezgłodowe przeżycie kolejnych dwóch dni.
                                                    PZaoszczędzona w ten sposób kasiora może się przydać. Ale o tem potem.
                                                  • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 20.05.14, 00:02
                                                    https://lh3.googleusercontent.com/-64p74GhDTl8/U3p8ZmOAapI/AAAAAAAAX6Q/PlAVASfAAmE/w371-h495-no/DSC01667.JPG
                                                  • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 20.05.14, 10:35
                                                    W trakcie lotu Jemirackim Erbusem z uwagą śledziłem Światowe Relacje wyświetlane na kompie przed gałą. Naturalnie musiałem korzystać z rozmówek angielsko-angielskich i polsko angielskich, ponieważ (jak już wspomniałem) po angielsku umiem tylko: jesajhevynt oraz noajhev, czasem też na pożegnanie używam sformułowania das widania (tak się pono żegnają oxfordczycy angielscy).
                                                    Gdzieś w połowie drogi do Koala Lumpur (aktualna pozycja nad ziemskim globem jest na bieżąco wyświetlana na mejnekranie) doczytałem się za pomocą tłumacza Gugla, że Szanowny Pan Prezydent Władimir Władimirowicz Putin znowu nęka rdzennie polskie ziemie na Ukrainie.
                                                    Wtedy właśnie pojawiło się niepokojące pytanie: a w czymże ja niby jestem od Dabljudablju Putina gorszy? Dlaczego mam sobie odmówić carskich manier?
                                                    Sięgnąłem więc do słownika i odszukałem wyraz "car". Przyznam się, że w pierwszej chwili doznałem rozczarowania. Słownik nie sugerował azaliż, że "car" wiąże się z choćby drobną formą majestatu. Nie było nic o tronach, gwardiach przybocznych, halabardnikach a zwłaszcza o Audiencjach (co mnie zmartwiło szczególnie).
                                                    Wedle słownika angielski "car" należy tłumaczyć jako "samochód"!
                                                    Tego było mi już za wiele. Na szczęście właśnie nadjechał wózek z "wiadomoczym". Spożywszy kolejną porcję kurczaczka zacząłem główkować.
                                                    Trzeba się będzie czymś poruszać po tej Jaustralii. Może więc "carem"? Wsiadłszy do cara stanę się niejako cara tegoż ujarzmiaczem, treserem, pogromcą nawet. I w ten sposób przewyższę majestat DabljuDablju!.
                                                  • wscieklyuklad Re: Trza się będzie 20.05.14, 10:44
                                                    Już na miejscu - zaraz przy lądowiszczu - zalazłem więc do jakiej rencistki prowadzącej sklep (tam renciści widać nie mają lekko i dlatego zakładają sklepy pod nazwą "rent a car" (wedle Gugla: auto rencisty).
                                                    Postanowiłem wesprzeć miejscowy bisssnes, więc okazawszy paszport (z wbitą wizą czasową, choć gorąco - jako likoza/nielikoza zachęcano mnie do pozostania na stałe - sława zawsze poprzedza odwiedziny!) oznajmiłem: jesajhevnt.
                                                    Rencistka (o dziwo dość młoda (musi- schorowana)) wyrzuciła z siebie potok niezrozumiałych mi (jako aanglojęzycznemu osobnikowi) zdań.
                                                    Wpadłem jej w słowo wyjąkując jesajhevnt car! Wreszcie dobiliśmy targu - wynająłem Tojotę (pewnie dlatego, że ani w to-jotę nie rozumiałem o czym gadamy) na dni 14 czyli tyle ile miałem postać w Jaustralii. Koszt doby wynajmu pominę, żeby kto apopleksji nie doznał (fundowała naturalnie WHF!). Niestety, WHF płaciła tylko za najem, wobec czego stanąłem wobec nie lada wyzwania o nazwie:
                                                  • wscieklyuklad Re: PARKINGI! 20.05.14, 11:01
                                                    Już sam tytuł podwątku mrozi rew w całym krwioobiegu (nie tylko zaś w żyłach).
                                                    Ulice Jaustralijskie to mają do siebie, że nie uświadczych na nich zatoczek, placyków, czy innych miejsc gdzie można zaparkować na "krzywy ryj"! Musisz zajechać na parking PŁATNY!.
                                                    Zdrętwiałem, a po łbie tłukło się tylko; Ło Jezu, Matko Boska, Rany Boskie i o ja... (ocenzurowałem się auto -nomen omen).
                                                    Jakby to była ostatnia chwila mojego jestestwa przeypomniałem sobie (w ułamku sekundy) wszystkie te biadolenia nad koniecznością wnoszenia parkingowych opłat, awantury o 2 jurocenty, koszmar wąskich uliczej, gdzie trzeba składać lusterka boczne, żeby nie porysować murku.
                                                    Poty mnie zimne oblały. Szaliczek mocniej pod szyją zawiązałem, co by gardła nie sfatygować chłodem, bo przecież w Jaustralii jesień parą pełną i deszcz siąpił sążnisty.
                                                    Jeźdźę i jeźdźę "lewostronnie!) co jakiś czas o kolizję hacząc, a miejsca na postój ani widu, ani słychu!
                                                    BOSZEEEEEE - trza będzie dolców parę wyżebranych na dietę wysupłać. Z win jaustralijskich zrezygnować mi przyjdzie konsumpcji!
                                                    Tegom nie przewidział. Nauk z forów wyniesionych do serca żem nie brał, uśmieszkiem politowania kwitował.
                                                    Przez okienkow na lewo i prawo zerkam. Może w jakąś uliczkę wjechać, awaryjne zapalić i auto do dnia następnego opuścić bezkarnie?
                                                    Ale uliczki międzydomne tam wąziuuuuuutkie! A na parterach nieodłączne bistra - jedno, rzy drugim! Nie da rady! Wysiąść pewnie bym i wysiadł, ale żaden zjadacz do knajpki by się nie dostał!
                                                    Wracam na główną arterię ( Elizabeth Str. się znaczy) Jadę w kierunku południowym.
                                                    Przez okienko od strony pasażera (lewe znaczy się) okolicę taksuję!
                                                    I nagle jest!!!!!
                                                    Pnie się gdzieś tam wieżowiec z plakaciskiem ogromnym. Awaryjne włączam, by móc się z treścią ogłoszenia za Gugla pomocą zaznajomić (wstępnie pojąwszy, że o parking chodzi)
                                                    "PARKING DLA RANNYCH PTASZKÓW!" Gugul informuje. Potem znak dolca! (odczułem pierwszy przystęp niepokoju). ALE PO DOLCU ŻÓŁTA PLAMA! NIC TYLKO ZA FRIKO!.
                                                    Zakręcywam więc w przeczniczkę z budowlą tak kierowcy życzliwą.
                                                    Co było dalej - wieczorkiem...
                                                    Poznacie siłę mamiącej reklamy...
                                                  • wscieklyuklad Re: PARKINGI! 20.05.14, 12:36
                                                    https://lh5.googleusercontent.com/jEKq4um_7wVGTvys1eifPT7R3TejBPPunG6pO980UbON=w371-h495

                                                    https://lh5.googleusercontent.com/-_EzY3feIFh8/U3p8ZjDWgGI/AAAAAAAAX5E/Eqh4k6Jz7mg/w371-h495-no/DSC02296.JPG
                                                  • wscieklyuklad Re: PARKINGI! 20.05.14, 20:11
                                                    Zmyła, zwykła ZMYŁA!
                                                    Ta żółta plama na banerze zachęcającym do parkowania "ranne ptaszki" jest po prostu wabikiem!
                                                    Była 6.20 więc ochoczo zajechałem pod szlaban. Wtedy też okazało się, że "żółć" to kwota 10 dolców, która z daleka wyglada jak "zero" a w nocy świeci odblaskiem zachęcając do wczesnego parkowania.
                                                    Faktyczna cena dla "ptaszków długo śpiacych" to 11 dolarów! Innymi słowy - ranne wstanie da oszczędność 1 dolara/24 h - prawda, że warto skracać kimanko?
                                                    Zawróciłem. Nauczony polskim doświadczeniem podjechałem pod melbernską katedrę.
                                                    A tam napis jak na słitfociach: parking zakazany, łamiącemu przepisy odstawią maszynę na jego koszt. Jak chcesz parkować - musisz połączyć się z proboszczem w podanych godzinach. Była sobota, więc nie było szansy na "phony".
                                                    Trzeba było skorzystać z dolarowego upustu.
                                                    Tyle o parkingach.
                                                  • wscieklyuklad Re: PARKINGI! 21.05.14, 22:34
                                                    https://lh4.googleusercontent.com/-6HxOeB3y9hM/U30NIDjVXUI/AAAAAAAAX7M/z28AJEkK04k/w640-h480-no/DSC01946-001.JPG
                                                  • fenikss.2972 Re: PARKINGI! 21.05.14, 23:04
                                                    no normalnie buła big_grin
                                                  • tan.nawe Re: PARKINGI! 22.05.14, 01:27
                                                    Pytanie: czyja?
                                                    Czy kapitalistycznie jednowłaścicielowa, czy może komunistyczno- wspólnotowa? big_grin
                                                  • wscieklyuklad Buły 22.05.14, 17:09
                                                    Buły, ach te buły, człek by je tonami jadł
                                                    gdy ich braknie to z talerza zaraz byś je kradł.
                                                    Likoz POZ co chętnie bierze za róg wóły
                                                    jest jak dziecko słaby wobec smaku buły.

                                                    (żeby nie było, że plagiat, to wiersz jest oparty na przedwojennym przeboju)
                                                  • wscieklyuklad Re: Buły 22.05.14, 17:24
                                                    Jak się człek nabiega, to mu w brzuchu burczy. Ciastko w dowolnej cukierni wielkości odchudzonej kremówki - ponad 3 dolce! Inne też nie tańsze. Całodzienne ganianie po mieście (i naturalnie stres związany z poszukiwaniem jak najtańszego parkingu) wzmocniło kiszek granie. Kurczaczki jemirackie nieosiągalne. Napitki procentowe z mózgu wywietrzały. Kranówa zaspokoić może najwyżej pragnienie ale nie kalorie.
                                                    Co robić? Rozłożyć wzdłuż gazetę zdobytą w hotelowym hallu? Gdyby nie ruch lewostronny - obowiązujący także na chodniku to pewnie bym tak zrobił. Ale tłum wylewający się z miejskiej kolejki zdeptałby mnie na amen. Obserwacja kilkuminutowa wzmaga jeszcze wahanie. Bo siedzącychw tym samym celu jak i ja planuję wcale niemało - średni0 2-3 na każde międzyprzecznicowe 300 m. Australijczycy są hojni. Rzucają wszystko, co może być biedakowi przydatne - od papierosów (całych, nie jakichś tam niedopałków), poprzez coś do jedzenia a wreszcie szmalec - ten brzęczący, ale tam kilkudolarówki też są metalowe.
                                                    Drapię się po łysej pale. Brodę tarmoszę. Wąsy podkręcam. Kurdebalans - mruczę pod krzywym nochalem. Przecież by zaprezentować się jako biedak wcale nie muszę udawać.
                                                    Kieszenie podszyte wiatrem. Buty spękane i na metalowych podkówkach. Łachy wyciągnięte z puszki PCK obok blokowiska. Z Kulczykiem pewnie mnie nie pomylą. Przez łęb przemknęła też myśl: pytać się mnie przecież o nic nie będą. Policja miejscowa stoi tylko na dużych skrzyżowaniach i wyłapuje pieszych mknących na czerownym światełku przez pasy. A nawet - to mam rzecież paszport i na każde pytanie mogę odpowiadać: noajhev (jesajhevynt wykluczam apriori, bo kto wie do czego bym się w ten spoób mógł przyznać ichniej nie pojmując mowy).
                                                    Jak kto co rzuci na gazetę, to powiem sękju, by wdzięczność okazać.
                                                    W godzinkę zbiorę parę dolcó, kupię se hot-doga (6 dolców) albo torcik w cukierni jakby skąpiradła rzucały (4,5 dolca).
                                                    Szczęśliwie odsiecz przyszła ze strony konsula. Proszona kolacja.
                                                  • hardy1 Re: PARKINGI! 23.05.14, 10:24
                                                    Według mnie, ta buła jest komunistyczno - wspólnotowa. Została przecież już pocięta - dla każdego po kawałku.

                                                    Co za czasy! - w Arabii komuna zapanowała... wink
                                                  • 1zorro-bis Re: PARKINGI! 22.05.14, 17:20
                                                    o.....kurde!big_grinbig_grinbig_grin
                                                    Ale bula........smirk
                                                    wscieklyuklad napisał:

                                                    > https://lh4.googleusercontent.com/-6HxOeB3y9hM/U30NIDjVXUI/AAAAAAAAX7M/z28
> AJEkK04k/w640-h480-no/DSC01946-001.JPG
                                                  • wscieklyuklad Re: Buła 22.05.14, 17:35
                                                    Punkt 20.00 zbiórka pod najlepszą ponoć w Melbourne knajpką serwującą "owoce morza".
                                                    Takie słowa padły w telefonie.
                                                    "Owoce morza?" - poczułem niepokój. Znaczy się co niby?
                                                    Jabłko z rafy? Rybi pomidorek? Papryczka rekinia? W myśli przywoływałem "Małą syrenkę" i uczty w tamtejszym podwodnym zameczku.
                                                    Może podadzą syrenkę? Ta myśl wyraźnie dodała mi otuchy.
                                                    Punkt 20.00 zajeżdżam wyciągniętym z parkingu tojotem.
                                                    Restauracja, że ja cię kręcę. Przez środek szeroki zamrażalnik z wystawionymi "owocami morza". Gruszki najwyraźniej już zżarli (zmartwiłem się), po porzeckach też ani śladu, winogronka i owszem, ale na grzbiecie krabików. Sałatka pod małżami. Ciary mi po plechach przeszły.
                                                    Wiadomo - głodnemu po pierwsze zawsze chleb na myśli.
                                                    Siadam więc (w gronie osób kilku) za wąziutkim stolikiem wciśniętym "na wpych" między pełen owoców środek knajpki, a ścianę. Siadam z brzegu - tuż obok kredensiku. Na kredensiku tymże słoiki z napisem muszroms - jeszcze mnie tu muchomorami otrują spanikowałem.
                                                    Ale obok muchomorów jest trochę natki, surowy makaron (zmieści się chyba w kieszeni spodni), jaikieś suchary (z pewnością się zmieszczą), oraz czekoaldki (zanim się zmieszczą pewnie zeżrę z głodu).
                                                    Ale siedzę sztywno wyprostowany, żeby nie robić wiochy.
                                                    Po kilku minutach niecierpliwości, lęków i nadziei poświęconej razgaworom w języku oyczystym, wreszcie są!
                                                  • wscieklyuklad Re: Buła 22.05.14, 17:42
                                                    Cud-kelnerka (imigrantka z Kanady -tam też nie ma lekko) wnosi to co na zamieszczonej na wstępie fotografii!
                                                    Zdrętwiałem. Chciałem wstać i zwiewać. Ale gdy tylkom wzrok w prawo ku kredensikowi dyskretnie zwracał, rozsądek panikę wypierał. "cierpliwości" po łbie się tłukło. "Jak się napiją, to nikt nie zauważy, że makaronik po kieszeniach upychasz, jak czekoladki w gębie skrywasz."
                                                    "Siedź" - mówię sobie, choćby nie wiem co. Ale co w prawo spojrzę dygot mnie zbiera.
                                                    Decha - identyczna na jakiej w domu cebulkę krajam - nie pierwszej już młodości.
                                                    Najwyraźniej bułę niejedną na stoły już donosiła.
                                                    Buła pokrojona na cieniutkie kromeczki. W szczycie mikra miseczka z oliva olivarum (pewnie do zakraplania uszu - myślę - żeby się woskowina nie zbierała - tylko czemu do kolacji?)
                                                    i druga - identycznej wielkości z jakąś pastą (krem antyalergiczny?).
                                                  • wscieklyuklad Re: Buła 22.05.14, 17:54
                                                    RANY BOSKIE! I co teraz? Przed każdą "czwórką stołową" taka sama tacka. Może kto tę bułę zamówił? Może jakieś indywidualne zapotrzebowanie ktoś na bułę zgłosił?
                                                    Poisedzę chwilkę i zobaczę kto sięgnie. "A kto sięgnie - tego buła" - postanawiam ślinkę po brodzie cieknącą czując.
                                                    Niby w ścianę przed sobą ślepia wtryniam. Ale lewym (jak kamelieon) ku bule zezuję.
                                                    Mija minuta i nic. Druga, trzecia i nic. Buła jak czyjąś wyjściowo była, tak niczyją in tractu się stała.
                                                    Oko od tego zezowania już mi wysiadać zaczyna. Ślinka spokoju nie daje. Kichy marsza dudnią. Dłoń się już ku tacy rwie. Woli resztkami chętce na bułę się opieram.
                                                    Bo to ten to owen za telefon sięga, smartfonik podłącza, tablet na "foto" funkcję nastawia.
                                                    Ganiają wzdłuż stolika i trzaskają - na dysku twardym rzecz całą po wsze uwieczniając czasy.
                                                    A co, jak mi łapsko na bule "zdejmą?". A co, jak buły zamawiacz po łapsku onym swoim przeciągnie łapskiem? A tak łapskiem mnie karcąc gębę mi jeszcze kiedy przyprawi?
                                                    Gombrowiczowska Ferdydurke mózg sadystycznie kąsa.
                                                    A jak tu dziedzic jaki przy stole siedzi?
                                                    A jak mnie - parobka polubi, bratać się ze mną - parobkiem zechce?
                                                    A kto to na dysku zapisze, wstydem i hańbą mnie okrywszy?
                                                    Więc siedzę znieruchomiały choć do skoku gotów, do o buły walkę sposobien.
                                                  • wscieklyuklad Re: Buła 22.05.14, 18:07
                                                    Widok mkaronu koi nieco. By nerwy uspokoić na nim wzrok zatrzymuję na chwilkę.
                                                    - Częstujmy się! - słyszę głos Michała.
                                                    "Jak to "częstujmy?"" - kolejna myśl w panikę wpędza. Jak to "my"? I czym niby się częstować mamy, gdy jeno ta buła, oliva olivarum i krem antyaergiczny na desce?
                                                    Michał po bułę z tacy sięga. Iwonka po bułę z tacy tejże samej sięga. Madzia po bułę - skąd już wiecie - sięga. Po czym buły swe w jasyr wziąwszy w oliva olivarum je macza.
                                                    Zgroza mnie zdjęła. Na równe się nogi zerwawszy tablet włączam już nie na "foto" ale "widło" opcję. "Już ja wam pokażę" - w duchu powtarzam. "Już ja was ku pamięci uwiecznię. Już ja was skompromituję jakby co".
                                                    Po czym tablet zestendbajując... po bułę sięgam własną a w oliva olivarum maczam, a do gęby kładę z mlaskiem kontentacji należnym.
                                                    Michał zeżarł trzy kromki buły. Iwonka zeżarłą 2 kromki buły. Madzia - jak Iwonka żarła. Ja skonsumowałem (bo dostojnie) 3 kromeczki. Kremem antyalergicznym smarowaliśmy dopiero ziemniaczki. Kanadyjska cud urody kelnerka patrzyłą na to wszystko z uśmiechem od ucha do ucha.
                                                    Pomyślała se pewnie: ot Polactwo. Jeden zamówił, a pozostali myślą, że na krzywy ryj nie zawadzi.
                                                    Następnym razem buły nie tknąć - z tym solennym zobowiązaniem dane mi było dożyć do dziś.
                                                    Na wszelki wypadek (by kasy nie musieć zwracać) nie spytałem, czyją własnością była w całości buła.
                                                    Już po kolacji zagadnąłem w tej sprawie konsula.
                                                    - Toż to przekąska - wstęp do konkretnych dań. Wspólna dla wszystkich. I prezent od firmy.
                                                    Tak jest rzyjęte we wszystkich krajach z dostępem do morza serwującym dowolny posiłek.
                                                    U was nazywają to elementem diety śródziemnomorskiej. Nam sprzyja w zacieśnieniu kontaktu przy stole - stajemy się współkonsumentami dzięki tej wspólnej bule.
                                                    Że też człek na antypody aż musi jechać, żeby ogłady nabrać.
                                                    Kamień spadł mi z serca.
                                                    Ale widjo zachowam.
                                                    Kto wie jak się kulinarne maniery zmienić kiedyś mogą?
                                                  • fenikss.2972 Re: Buła 22.05.14, 18:47
                                                    WU !!
                                                    dawno się tak nie ubawiłem big_grin
                                                    rzadko mi się to zdarza, ale już czekam na kolejne odcinki big_grin
                                                  • wscieklyuklad Re: Buła 22.05.14, 22:37
                                                    https://lh5.googleusercontent.com/-GUTSRta-1mg/U35esminYEI/AAAAAAAAX70/cCAx6WWVRlg/w640-h480-no/DSC01944.JPG

                                                    https://lh3.googleusercontent.com/-tGHy7VZK_qk/U35etwFAIWI/AAAAAAAAX78/oQ5ECyt4ZZQ/w640-h480-no/DSC01945.JPG

                                                    https://lh5.googleusercontent.com/-SMqX5uUUC1c/U35euxJCaLI/AAAAAAAAX8I/TM7glzn9sWw/w640-h480-no/DSC01947.JPG
                                                  • 1zorro-bis Re: Buła 23.05.14, 07:29
                                                    a gdzie fotka buly?!big_grin
                                                    wscieklyuklad napisał:

                                                    > https://lh5.googleusercontent.com/-GUTSRta-1mg/U35esminYEI/AAAAAAAAX70/cCA
> x6WWVRlg/w640-h480-no/DSC01944.JPG
                                                    >
                                                    > https://lh3.googleusercontent.com/-tGHy7VZK_qk/U35etwFAIWI/AAAAAAAAX78/oQ5
> ECyt4ZZQ/w640-h480-no/DSC01945.JPG
                                                    >
                                                    > https://lh5.googleusercontent.com/-SMqX5uUUC1c/U35euxJCaLI/AAAAAAAAX8I/TM7
> glzn9sWw/w640-h480-no/DSC01947.JPG
                                                  • k.karen Re: Buła 23.05.14, 09:09
                                                    Buła jest tu - forum.gazeta.pl/forum/w,92813,151007465,151079840,Re_PARKINGI_.html?wv.x=2
                                                    - nie zauważyłeś Zorro smile
                                                  • k.karen Re: Buła 23.05.14, 09:10
                                                    WU, dziękuję za doskonałą relację smile Nie pamiętam, kiedy się tak śmiałam big_grin
                                                  • wscieklyuklad Re: Buła 23.05.14, 09:31
                                                    Nie byłoby Ci tak do śmiechu, gdybyś musiała przeżywać identyczne do moich katusze.
                                                    Nie wyobrażasz sobie jak to jest, kiedy uczucie głodu miesza się ze zgrozą podwędzenia komuś opłaconej przezeń buły.
                                                    Zwłaszcza, gdy to co na ostatniej z nocnych słitfoci podano po jakimś "półczasie".
                                                    Słitfocie poprzedzające "full wypas" (zwłaszcza muszlę, którą długo trawiłem, choć uprzednio dokładnie zmieliłem trzonowcami) prezentują opisywany zamrażalnik. Nietrudno stwierdzić, że co do owoców to nie zalewałem. Cytrynki - więcej dla kolorystyki, gdyż w trakcie wieczerzy (nie ostatniej na szczęście o czym potem) ich nie podano, żeby skropić jadło. Winogronka dopełniły mikrości oferty.
                                                    Ale jak się głębiej zastanowić, to ani cytrynka, ani winogronka do buły nie pasują.
                                                    Wieczorkiem postaram się opisać wydarzenia kongresowe. Jak Bóg da - dokleję filmik.
                                                  • 1zorro-bis Re: Buła 23.05.14, 10:37
                                                    nikt nie zezarl?!big_grin
                                                    co za ludzie......smirk
                                                    k.karen napisała:

                                                    > Buła jest tu - forum.gazeta.pl/forum/w,92813,151007465,151079840,Re_PARKINGI_.html?wv.x=2
                                                    > - nie zauważyłeś Zorro smile
                                                  • hardy1 Re: Buła 23.05.14, 10:36
                                                    Ale sknery na tych antypodach... dać wściekle głodnemu człekowi muszelkę po jakiejś małży czy ostrydze i kawałeczek z ogonka rybki maluśkiej... Do tego mamiąc wzrok i soków żołądkowych wydzielanie wzmagając widokiem tych obfitych jedzeniowo bogactw w szafach zamrażalników... niedostępnych, bo dobrze zabezpieczonych za szybą, pancerną pewnie... wink
                                                  • 1zorro-bis Re: Buła 23.05.14, 07:28
                                                    Ty sie tak nie ciesz Kogut, bo Tobie ta bula oscia w gardle jeszcze stanie.....big_grin
                                                    Ja sobie tu i owdzie o tej bule przeczytasz......big_grinbig_grinbig_grin
                                                    fenikss.2972 napisał:

                                                    > WU !!
                                                    > dawno się tak nie ubawiłem big_grin
                                                    > rzadko mi się to zdarza, ale już czekam na kolejne odcinki big_grin
    • witekjs Re: A miało być 23.05.14, 12:26
      Dzień Dobry WU smile
      Z dużą przyjemnością i zainteresowaniem przeczytałem opis Twoich pierwszych dni, w naukowej podróży do Australii.

      Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam, wraz ze wszystkimi z Podwórka, na dalszy ciąg opowiadania.

      Witek }:-})=
      • wscieklyuklad Re: A miało być 23.05.14, 12:54
        • wscieklyuklad Re: A miało być 23.05.14, 19:03
          Oczywiście Witku, że ciąg dalszy następuje.
          Filmik okrojony, końcówka uwieczniła moją facjatę, ale wiecie, jak to jest - a to okaże się, że mam zeza, a to, że farbuję włosy, a to, że wąsy jak szczota, a to, że czupryna nie w stylu majkeladżeksona z lat dziecinnych, a to, że płetwista szyja (choć nie mam nic wspólnego z zespołem Turnera ani transwestycją).

          Kiedy jest się zaproszonym na koszt organizatora, a ma się w perspektywie kilka dni zwiedzania "po fakcie", to aż nie wypada nie wybrać się na kilka przynajmniej wykładów.
          Liczba kongresów jest olbrzymia - nawet tych organizowanych przez gremia międzynarodowe. Nic więc dziwnego, iż właściwie ich tematyka obraca się wokół tych samych problemów - jak leczyć taką czy inną chorobę serca, chirurgia czy farmakoterapia, postępowanie w nagłych przypadkach. W okresie jednego roku niewiele się w tej dziedzinie zmienia, zatem kolejne spotkania powielają te same treści znane już niemal na pamięć - także z zawodowej praktyki.
          Kongres światowej federacji kardiologicznej jest jednak w jakimś aspekcie odmienny. Organizator stawia na wymianę doświadczeń "międzykontynentalnych", starając się dobierać tak tematykę, jak i prezenterów, w sposób taki, by słuchacz mógł poznać głowne problemy, z jakimi styka się świat w obliczu tak wielkiego wyzwania, jakim jest narastająca kaskadowo epidemia chorób serca.
          Na żadnym innym zjeździe kardiologicznym nie ma tylu przedstawicieli krajów biednych, ile na kongresach WHF.
          Czy chce ktoś czytać treść prezentowaną na plakatach?
          Czy ktokolwiek poświęca drogocenny czas na sesje?
          Filmik pewnie odpowiada na zadane pytania.
          Ale przecież obserwowałem radość (dumę wręcz) w oczach Hindusów, Azjatów, przedstawicieli (najmniej licznych) krajów afrykańskich, którzy byli wpuszczani poza czasem (czynne dla pozostałych od 10.00 z zegarkiem w australijskim ręku i ani dudu wcześniej) do działu wystawowego, na zapleczu którego ustawiono stojaki na postery.
          Wieszali plakaty, by zwiedzający stoiska mogli zapoznać się z problemami, jakie muszą pokonywać na co dzień.
          Zatrzymałem się pod kilkoma - wystawca podchodził z uśmiechem zadając pytanie: dujulajkit?
          Rozumiałem, że pyta czy się podoba. Odpowiadałem więc standardowo i niezmiennie: jesajhevnt! Tyle im wystarczało, bo odchodzili na stronę.
          • wscieklyuklad Re: A miało być 23.05.14, 19:10
            Salka wykładowa na filmie, to miejsce sesji poświęconej dostępności do "kardiologii inwazyjnej".
            Wśród prelegentów reprezentanci Indii, Bangladeszu, Australii i... Ameryki.
            Wnioski nietrudne do wyciągnięcia.
            W Indiach jeden lekarz na 10.000 luda. Umieralność "kardiologiczna" nie do oceny - liczby szacunkowo ustalone porażają.
            Naturalnie, pani profesor z Ameryki wyraziła w swym wystąpieniu głębokie współczucie kolegom hinduskim.
            Szału frekwencji (co widać) nie było. Ale to był ostatni "wykładowy" dzień - godzina 15.00 czasu lokalnego. Część luda fruwało już powrotnie Emiratami, część zwiedzała Melbourne, a część (w tym ja) szykowała się do podróży po nudnym kontynencie, wyzbytym (to z netu) jakichkolwiek atrakcji.
            • wscieklyuklad Re: A miało być 23.05.14, 19:16
              Czy warto wspierać australijskich rencistów wynajmując auta? Czy warto dodawać sobie "putinowskiego" blichtru sadowiąc się po prawej stronie autka w ruchu lewostronnym?

              ODPOWIEDŹ BRZMI JEDNOZNACZNIE: W MELBOURNE NIE WARTO!
              Zwłaszcza, że (co już udokumentowałem) PARKINGI POWALAJĄ CENAMI!

              Bogate miasto stać na... zafundowanie turystom BEZPŁATNEGO TRAMWAJU!
              Linia nr 35 - tramwaj pamiętający początki miejskiej komunikacji (co zaprezentuję na jednej z kolejnych słitfoci) jeździ za zupełną darmochę wokół miasta (Melbourne ring), dowożąc do każdego zakątka wartego zwiedzenia (poza ZOO, o czym za dni pewnie parę).
              Odstęp między kursami - 12 min. Można wysiąść, kuknąć np. na gmach Parlamentu lub Katedrę i wsiąść do kolejnego, który dowiezie do następnego zabytku.
              Dlatego w Melbourne nie wspierajcie miejscowych "rent"-cistów. Wybierzcie TRAM nambersertyfajf! Tym bardziej, że w stelażu za plecami motorniczego możecie "zakosić" plan miasta za podobnie zupełną darmochę, a także ulotki, których okazanie w wielu muzeach uprawnia do nawet 25% (i autentycznej a nie tylko obiecanej - jako "od"- zniżki!)
              • wscieklyuklad Re: A miało być 23.05.14, 22:37
                https://lh5.googleusercontent.com/-LbeRviTyJ9Q/U3-v28AhT2I/AAAAAAAAX9Q/C2WTuSRSqWg/w640-h480-no/DSC01742.JPG

                https://lh4.googleusercontent.com/-KSk-mUfIA94/U3-v2IfTYHI/AAAAAAAAX9I/7hbZ83JJ2RI/w640-h480-no/DSC01719-001.JPG

                https://lh6.googleusercontent.com/-x1CDuDWppcM/U3-v1GmhJUI/AAAAAAAAX9A/bUewdmssnw0/w640-h480-no/DSC01693.JPG

                https://lh4.googleusercontent.com/-sZesbxy1CVU/U3-vw1-YfXI/AAAAAAAAX84/E2SKA1fRXUs/w640-h480-no/DSC01987.JPG
                • 1zorro-bis Re: A miało być 24.05.14, 07:26
                  starocie te tramwaje w Melbourne.....smirk
                  Nic sie przez tyle lat nie zmienilo.
                  wscieklyuklad napisał:

                  > https://lh5.googleusercontent.com/-LbeRviTyJ9Q/U3-v28AhT2I/AAAAAAAAX9Q/C2W
> TuSRSqWg/w640-h480-no/DSC01742.JPG
                  >
                  > https://lh4.googleusercontent.com/-KSk-mUfIA94/U3-v2IfTYHI/AAAAAAAAX9I/7hb
> Z83JJ2RI/w640-h480-no/DSC01719-001.JPG
                  >
                  > https://lh6.googleusercontent.com/-x1CDuDWppcM/U3-v1GmhJUI/AAAAAAAAX9A/bUe
> wdmssnw0/w640-h480-no/DSC01693.JPG
                  >
                  > https://lh4.googleusercontent.com/-sZesbxy1CVU/U3-vw1-YfXI/AAAAAAAAX84/E2S
> KA1fRXUs/w640-h480-no/DSC01987.JPG
                  • k.karen Re: A miało być 24.05.14, 08:21
                    Bardzo mi się podobają te stare tramwaje smile
                    • wscieklyuklad Re: A miało być 24.05.14, 09:50
                      Jawstralia nie posiada niestety starożytnych pamiątek, jednak - o czym za jakiś czas - pielęgnuje "starocie". Jak widać na słitfoci - tramwaje z serii "circle city" nie wyglądają, jakby wyjechały prosto z taśmy produkcyjnej - są odrapane, ale schludne i ciche - drzwi otwierają się bezszelestnie, w środku czyściutko - zbędne są tylko kasowniki, które pozostawiono od czasu, gdy przejazd był opłacany. Mimo wszystko nie są przepełnione - jak już wspomniałem, krążą raczej wokół zabytków miejskich, niż biur, więc nie sa okupowane przez lud pracujący. O tej porze roku turystów nie ma nadto - głównymi pasażerami byli więc uczestnicy Kongresu.
                      Egzemplarze pojazdów niezdatne do dalszego użytku nie są jednak mielone na żyletki. Jak widać na słitfoci z beczkami - zielony TRAM przerobiono na restaurację. O TRAM restauracji jeżdżącej aktualnie po "cyrklu" napiszę jeszcze przy innej okazji.
                      Ten z foci -zupełnie nieaktywny, stoi opodal Museum of Art.
                      Jeśli ktoś chce zwiedzić miasto nie zawracając sobie głowy wiecznym wysiadaniem co parę przystanków, można wygodnie rozsiąść się na pierwszym piętrze czerwonego autobusu. Dowiezie tam, gdzie warto.
                      Kursują też tramwaje typowe - warto kupić wówczas w punkcie sieci sklepów "sewenilewen" całodobową kartę zwaną MYKI (ale to nie promocja rodzimych "kształciuchów") - dobowy koszt to zaledwie 6 dolców - możesz jeździć do woli całą dobę - u nas taka zabawa (jeśli nie ma się karty na wszystkie linie) byłaby trudna do realizacji.
                      Naturalnie Jawstralijczycy nie żyją w k-Raju. Mają swoje problemy, które wypowiadają/wykrzykują/wyagitowują na placyku w pobliżu melbernskiego centrum informacyjnego.
                      Po wklejeniu słitfoci opowiem o jednej z takich akcji protestacyjnych.
                    • hardy1 Re: A miało być 24.05.14, 11:47
                      Stare tramwaje, bo stare, ale jeżdżą... i dodają uroku nobliwości smile

                      Miasta w Australii, podobnie jak w USA czy Kanadzie, nie mają długiej historii. Dbają więc o te "starocie", które dla nas są ledwie trochę starsze niż nowe.
                      A urok jest smile
                      • hardy1 Re: A miało być 24.05.14, 11:49
                        PS. O jasny gwint! big_grin Nie przeczytałem wcześniej wpisu Wściekłego z godziny 9:50... i użyłem prawie tych samych słów big_grin
                        Znaczy - myślimy podobnie wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka