wscieklyuklad
26.03.15, 19:41
samobójstwa.
Pojęcie to stało się zwrotem tyleż modnym, co i przerażającym.
"Dawny" samobójca zamykał się w jakimś pomieszczeniu (pokój, łazienka), kierował w miejsce niekoniecznie odludne (np. jakiś most, wieża Eiffela itd., itp.) po czym podcinał sobie żyły, zarzucał pętlę na szyję, zżerał fiolkę usypiaczy, lub po postu skakał w otchłań niosącą śmierć.
Słabość (???) psychiki byłą tu jednocześnie miernikiem jej siły - ktoś uznawał, iż :wyzwania losu" przekraczają jego możliwości adaptacyjne i w izolacji od innych przecinał raz na zawsze własny stres. Na plan dalszy schodziły wówczas postawy światopoglądowe (w tym religijne) a całe zdarzenie - oceniane z zewnątrz - nie budziło większych emocji. W "dobrym tonie" było nawet zachowanie kawałka sznura wisielca - miało to przynosić szczęście właścicielowi tegoż. (sic!).
Media więc nie opisywały takich wydarzeń - podobnie, jak i dziś nie opisują samobójstw "izolowanych" - te ostatnie nie wywołują ani sensacji, ani nie zachęcają do socjologiczno-medycznych i innych rozważań.
cdn.