Dodaj do ulubionych

Lot nad kukułczym gniazdem

05.11.15, 10:21
Siostra Ratched jako terapeutka pracowała w zamkniętym
zakładzie dla lekko obłąkanych pacjentów.
Siostra Radtched zebrała pensjonariuszy i posadziła ich
w kółku terapeutycznym.
Dziś będziemy opowiadać każdy z osobna jakie powody doprowadziły
do obłędu tu nas.
Z doświadczenia wiem powiedziała siostra Ratched że do obłędu
doprowadzili nas ludzie wredni i dlatego po każdej opowieści
reszta słuchających będzie mówić: skurwysyny skurwysyny skurwysyny.
Zaczniemy od pana Ellis. Pan Eliss opowiedział jak został odrzucony
zniszczony co doprowadziło do tego że tu jest. Zakończył swą opowieść
a reszta zgromadzonych powiedziała: skurwysyny skurwysyny skurwysyny.
Indianin, wieki jak szafa trójka wsparty na na zmiotce przyglądał się kółku
i nie brał udziału i nic nie mówił bo był niemową.
Teraz swoją opowieść niech opowie nam pan Danny.
Pan Danny skręcił się na krześle, łapał się za głowę, zasłaniał oczy
po czym osunął się z krzesła na podłogę i jęki wydawał.
Reszta zgromadzonych wiedziała co chce powiedzieć pan Danny
i wspólnie rzekła: skurwysyny skurwysyny skurwysyny.
Z korytarza dobiegły krzyki, to jeden z pacjentów był prowadzony
przez trzech pielęgniarzy pod zimny prysznic.
Skurwysyny powiedział Indianin choć był był niemową i nic nie mówił.

Vidavil



Obserwuj wątek
    • sorel.lina Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 10:24
      big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

      Vidavilu, naprawdę fajnego dnia Ci życzę! smile
    • ulisses-achaj Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 10:27
      smile Dobrze się to czyta, Vidavilu.. smile THX
      • 1zorro-bis Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 10:30
        big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
        Dobre....smirk
      • blessing_house Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 10:34
        A kto jest McMurphy'm ?
        • wscieklyuklad Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 10:53
          Siostra Ratched, zaskoczona, spojrzała na Indianina, bo choć zawsze liczyła, że nauczy się czegoś od Klientów, to jednak nie przypuszczała, że Wódz-niemowa nauczy ją słowa, którego nie znała i jakie nigdy nie przeszłoby jej przez usta.
          Tymczasem Mc Murphy cedząc przez wargi "skurwysyny", zaszedł zaskoczoną siostrę Ratched od tyłu, a w ręku miał laskę.
          Co to za laska? - zapytała zaskoczona wciąż siostra.
          To laska trotylu - odrzekł Mc Murphy zachrypniętym głosem, a siedzący wokół wykrzyknęli: " skurwysyny!".

    • 1zorro-bis Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 14:22
      skurwysyny, skurwysyn,y skurwysyny powieduial Joe-prokuratow do sedzuiego Mikea.
      Skurwysyny, skurwysyny, skurwysyny powiedzial sedzia do palestry zblzejacej sie krokiem tanecu´znym w todze.
      Skurwysyny, skurwysyny, skurwysyny powiedziala palestra poniewaz niejaka Helga nalozyla mu maske na twarz.....big_grinbig_grinbig_grin
      I maska mu spadla z twarzy na kamienna posadzke sadowa jeczac....skurwysyny, skurwysyny, skurwysyny....big_grinbig_grinbig_grin
      • sorel.lina Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 14:42
        Jak tak dalej pójdzie dzięki vidavilowej opowieści (tele)novela cała powstanie! big_grin
        I dobrze! Śmiech jest najlepszą odtrutką.
        • wscieklyuklad Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 15:21
          Mc Murphy znieruchomiał, gdyż był przyzwyczajony do trzykrotnego wykrzykiwania "skurwysyny", a wszyscy powtórzyli tylko raz, więc Mc Murphy - jako najbardziej tu rozgarnięty - cierpliwie czekał z laską na ciąg dalszy. W ciszy, jaka zapadła, słychać było oddech wzburzonej siostry Ratched, która znów nauczyła się od Klientów nowego słowa, którego sensu nie pojmowała, ale dzięki jednemu z ośmiu tysięcy zmysłów jakimi - jako jedyna w świecie - dysponowała, wczuła, że treść jego jest tak straszliwa, że jej z pewnością nie przejdzie przez gardło. Słychać było trzask ściskanej laski, którą Mc Murphy trzymał na wysokości kolan.
          Słychać było - niemal namacalnie - szmer powiek, których szybkim mruganiem siostra Ratched pokrywała zakłopotanie gdy z nietajonym niepokojem zerkała w kierunku laski. Słychać było niemal jej myśli, którymi zadawała sobie pytanie: cóż on teraz zrobi z tą laską?"
          Obawiała się wezwać sanitariuszy, przeczuwała, że w gdy chodzi o laskę, zamieszanie i chaos prowadzą na manowce.
          • wscieklyuklad Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 15:33
            Znieruchomiawszy przeniosła wzrok na Wodza, ale ten milcząc dłubał w nosie.
            "Żeby choć "hołg" " powiedział, pomyślała z nadzieją. - Żeby dał jakiś znak!
            Albo wyciągnął z kieszeni fajkę, a z drugiej krzesiwko!"
            "Zresztą może lepiej nie, bo krzesiwko raczej źle kojarzy się z laską" - zadrżała na samą myśl o konsekwencjach.
            "Pewnie wszystko zawiera się w sensie słowa, którego nauczyłam się od Klientów! Skurwysyny - tu pewnie tkwi sedno sytuacji! Co to słowo określa?" - nie pierwszy raz stawała przed wyzwaniem, które ją przerastało.
            Nagle ciszę przerwało kukanie. Z zegarowej dziurki wyskoczyła kukułka - była dokładnie 15.00.
            "Piętnasta! Pora na jumanie!" - wyznała łamiącym się głosem.
            Przy ósmym kuknięciu Mc Murphy kilkoma susami podskoczył do zegara. Dokładnie przy jedenastym, wetknął kukułce laskę w dziób.
            Skurwysyny! Skurwysyny! Skurwysyny! - dobiegło uszu siostry Ratched, która odetchnęła z ulgą.
            "Nareszcie wszystko wróciło do normy" - pomyślała patrząc za oddalającymi się na Jumy Klientami.
            • wscieklyuklad Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 18:48
              " A gówno!" - znienacka zakrzyknął Wódz, który był już w połowie korytarza i właśnie przestał dłubać w nosie, bo już wszystko wydłubał.
              Uśmiech zgasł na ustach siostry Ratched, bo sądziła, że Indianin znów zaniemówił, a jeśli nawet nie to potrafi wypowiedzieć tylko jedno słowo "skurwysyn", którego ona za nic nie wypowie choćby nie wiem, nawet pod presją laski Mc Murphego.
              "A gówno" - powtórzył Wódz odwracając się w kierunku siostry Ratched i unosząc ramiona z rozłożonymi dziesięcioma palcami.
              "To jawny bunt" - pomyślała siostra Ratched trzymając w pogotowiu dzwoneczek, by w razie czego przywołać sanitariuszy.
              Wódz stał pośrodku korytarza uparcie wymachując dziesięcioma palcami.
              Siostra nie wiedziała, że Indianin jechał na siwku na czele Komanczów kiedy Dan Evans wiózł na peron Bena Wade'a, okrutnego mordercę, a pociąg do Yumy miał być 15.10 jeśli nie będzie spóźnienia, a tymczasem kukułka co dopiero wykukała pietnastą i wyszło, że lokomotywa miała niezamierzone 10 minut superaty.
              Mc Murphy spojrzał na Wodza. W jego czach dostrzegł desperację oszukanego pół niemowy.
              Klienci przystanęli na progu swych izolatek. Mc Murphy spojrzał w kierunku zegara. Dziób kukułki wystawał z dziury - laska zaklinowała się unieruchamiając mechanizm. Wskazówki znieruchomiały.
              Skurwysyny! Skurwysyny! Skurwysyny! - zakrzyknął Mc Murphy.
              Skurwysyny! Skurwysyny! Skurwysyny! - zawtórowali inni.
              Siostra Ratched zbladła.
              "Ten zegar nigdy nie wskaże 15.10" - pomyślała ze zgrozą.
              "I te skurwysyny nigdy nie pójdą jumać" - dodała niemo, nie łamiąc złożonej obietnicy, że nigdy nie wypowie głośno tego dopiero co poznanego słowa.
              Zasługa tym większa, iż "skurwysyny" myśl podpowiedziała jej nie trzykrotnie, lecz jednorazowo.

              • 1zorro-bis Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 18:57
                Jezu......big_grin
                Skad Ty to bierzesz?!big_grinbig_grinbig_grin
                • blessing_house Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 19:25
                  WU jest dla mnie mistrzem.
                  • wscieklyuklad Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 20:43
                    "Co robić?" - rozpaczliwie szukała wyjścia z matni - Jak uruchomić ten cholerny zegar? Przecież nie mogę tak na ich oczach po prostu podejść i wyjąć laskę z dzioba kukułki. Zresztą któż da gwarancję, że zegar ruszy? - była bliska paniki zdawszy sobie sprawę, że to jedno z najważniejszych dziesięciu minut jej życia. Perspektywa przesunięcia wskazówek w chwili wyszarpnięcia laski byłą kusząca, jednak doświadczenie nauczyło siostrę, iż Klientów nie da się oszukać tak, jak normalnych ludzi
                    "Co za kretyński pedant - żeby tak trzymać się czasu!" - złorzeczyła w myślach, gryząc się w język, gdyż nigdy wcześniej nie pozwoliła sobie na bodaj wyraz krytyki pod adresem Klientów.

                    Wódz tymczasem wciąż wymachiwał rękami nie ujmując palców, co napawało siostrę Ratched przerażeniem. Widać było narastające wzburzenie Indianina, który tak nim napęczniał, iż wielkością dorównywał już szafie "czwórce" i błyskawicznie zbliżał się do parametrów "piątki".
                    Niewątpliwie przywoływał w pamięci scenę, gdy na czele gromady Komanczów pędził co mustang wyskoczy w kierunku stacji, na którą o 15.10 miała wtoczyć się lokomotywa z Oklahomy, a o 15.00 byli jeszcze 2 i pół mili od celu i gdyby pociąg przyjechał wcześniej, to cały misterny plan ległby w gruzach.
                    Wódz przymknął w oczy kołysząc się miarowo na boki, lecz z wciąż z wyciągniętymi ku górze dłońmi.
                    Winchester M rocznik 1866 - był celem Wodza. Powtarzalny, z dwutaktowym zamkiem przeładowywanym za pomocą dźwigni lever-action. Kusiło go zwłaszcza umieszczone po prawej stronie prawej komory zamkowej okno, przez które ładowano stały magazynek rurowy. Mosiężna komora znana w wigwamach pod nazwą Yellowboy miała koić nerwy Indianina. Nienawidził Chińczyków od czasu, gdy w czasie straszliwej suszy jeden z nich poczęstował ojca Wodza sushi ze szczyptą trutki na kojoty, która przypadkiem i niezauważalnie dostała się do kotła z potrawą. Otruty umierał w męczarniach, jednak - jak przystało na prawdziwego Komancza - bez cienia skargi i w całkowitym milczeniu.
                    Nauczony tym przykładem Wódz od tej pory unikał rozmów aż wreszcie uznano go za dotkniętego żałobnym szaleństwem niemowę.
                    Wieść niosła, iż pociąg do Yumy wiezie wersję Rifle z ośmiokątną lufą i 17 nabojowym magazynkiem, regulowanym celownkiem i muszką.
                    "Jak tylko dopadnę tego żelaznego potwora i zdobędę Rifle, to dopiero sobie pobzykam" - miał podobno krzyczeć w trakcie szaleńczej galopady na peron, wysforowawszy się daleko przed resztę zgrai.

                    Pociąg przyjechał punktualnie.
                    Ale zamiast winchesterów przewoził rifle.
                    Rozmiaru Wodza nie było.
                    I to podobno dopiero od tamtej wpadki zaniemówił na dobre.

                    Na samo wspomnienie tych chwil ogarniał go nieopisany gniew.
                    Wpadł do toalety i wyrwał z podłogi muszlę klozetową (bo umywalkę wyrwał kilka dni wcześniej).
                    Szedł korytarzem wprost ku siostrze Ratched, rozczapierzywszy na muszli dziesięć palców - w geście memento.
                    Siostra zmartwiała ze zgrozy. Nie miała nawet siły potrząsnąć dzwoneczkiem, by wezwać pomoc.
                    Chciała się cofnąć, uciec, lecz strach pozbawił ją mobilności. Była jak katatonik stają się z terapeutki Klientką.
                    A Wódz przeszedł obok niej, wprost do zegara. Cisnął muszlą wprost w dziób kukułki wytrącając zeń laskę. Kukułka schowała się w dziupli. Zegar zaczął tykać. Wskazówki nieuchronnie ruszyły ku 15.10.
                    Skurwysyny! Skurwysyny! Skurwysyny! - zakrzyknęła siostra Ratched, która nie byłą już ani siostrą, ani terapeutką tylko Klientką.
                    Skurwysyny! Skurwysyny! Skurwysyny! - dobiegło z głębi korytarza.
                    A Wódz stał pod zegarem patrząc, jak duża wskazówka dobiega "dwójki".
                    "Na mnie już czas!" powiedział, kiwając w kierunku Mc Murphyego.
                    "Idziemy!" - rzekł zastanawiając się w myślach skąd tu wziąć mustanga.
                    Do najbliższej stacji były 4 mile.

                    Minęli siostrę-Klientkę Ratched niknąc za drzwiami.
                    "Pora jumać!" - stwierdziła zduszonym głosem.
                    Skurwysyny! Skurwysyny! Skurwysyny! - opowiedzieli pozostali, patrząc w ślad za oddalającymi się nieustannie Wodzem i Mc Murphym.


                    • ulisses-achaj Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 20:52
                      Hahahahaa smile WU, i to sie nadaje do druku! smile
                      • wscieklyuklad Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 20:59
                        Tak to artysta Vidavil potrafi zapłodnić in vitro.
                        • wscieklyuklad Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 21:18
                          Mam nadzieję, że Ken Kesey też by się uśmiechnął.
                          • 1zorro-bis Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 21:41
                            WU!big_grin
                            Dalej tak!big_grinbig_grinbig_grin
                            • hardy1 Re: Lot nad kukułczym gniazdem 05.11.15, 22:18
                              Wreszcie teraz, w wolnej chwili przed udaniem się na zasłużony nocny wypoczynek, poczytałem big_grin Chciałem na spokojnie, ale nie dało się. Brzuch mnie boli ze śmiechu... i jak ja teraz zasnę, co WU?! big_grin

                              Świetne, naprawdę świetne big_grin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka