sorel.lina
15.05.17, 22:38
Madryt.
Gdybym miała pojedynczymi słowami opisać to miasto, użyłabym takich określeń:
monumentalne, imponujące, majestatyczne, pompatyczne, eklektyczne, przesadnie ozdobne, "barokowe" (dosłownie i w przenośni), żywiołowe, ponad miarę ruchliwe, zatłoczone, hałaśliwe, chaotyczne, męczące, radosne, beztroskie, pociągające nieklasyczną urodą, kuszące niebywałą swobodą i otwartością.
Gdybym miała wskazać najbardziej madryckie miejsce, serce tego miasta, wskazałabym
Puerta del Sol - Bramę Słońca. Tej bramy wprawdzie już nie ma - została po niej tylko nazwa i półkolisty plac - ale niegdyś, ukazując się w jej prześwicie, witało madrytczyków wschodzące słońce.
Puerta del Sol - dziś Madrytczycy mówią na nią po prostu Sol - Słońce. I czym jest Słońce dla układu słonecznego, tym jest ten plac dla Hiszpanii.
To tutaj znajduje się kilometr zero, od którego zaczynają się wszystkie drogi i do którego wszystkie drogi prowadzą.
To tutaj, w 1808 roku, rozpoczęło się narodowe powstanie przeciw napoleońskim okupantom.
To tutaj, w 1919 roku, otwarto pierwszą linię madryckiego metra.
To tutaj, w 1930 roku, proklamowano II Republikę.
To tutaj, w Casa de Correos, mają siedzibę władze regionu stołecznego.
To tutaj stoi madrycki niedźwiedź - pomnik-herb stolicy.
To tutaj w noce sylwestrowe gromadzą się madrytczycy, by o północy wysłuchać 12 uderzeń zegara na wieży Casa de Correos połykając 12 winogron, po jednym na każde uderzenie, żeby w ten sposób zapewnić sobie szczęście na każdy miesiąc nadchodzącego roku.
I to tutaj także zbierają się, by manifestować, protestować, popierać, wyrażać sprzeciw...