Dodaj do ulubionych

Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1)

15.05.17, 22:38
Madryt.

Gdybym miała pojedynczymi słowami opisać to miasto, użyłabym takich określeń:
monumentalne, imponujące, majestatyczne, pompatyczne, eklektyczne, przesadnie ozdobne, "barokowe" (dosłownie i w przenośni), żywiołowe, ponad miarę ruchliwe, zatłoczone, hałaśliwe, chaotyczne, męczące, radosne, beztroskie, pociągające nieklasyczną urodą, kuszące niebywałą swobodą i otwartością.

Gdybym miała wskazać najbardziej madryckie miejsce, serce tego miasta, wskazałabym
Puerta del Sol - Bramę Słońca. Tej bramy wprawdzie już nie ma - została po niej tylko nazwa i półkolisty plac - ale niegdyś, ukazując się w jej prześwicie, witało madrytczyków wschodzące słońce.

Puerta del Sol - dziś Madrytczycy mówią na nią po prostu Sol - Słońce. I czym jest Słońce dla układu słonecznego, tym jest ten plac dla Hiszpanii.
To tutaj znajduje się kilometr zero, od którego zaczynają się wszystkie drogi i do którego wszystkie drogi prowadzą.
To tutaj, w 1808 roku, rozpoczęło się narodowe powstanie przeciw napoleońskim okupantom.
To tutaj, w 1919 roku, otwarto pierwszą linię madryckiego metra.
To tutaj, w 1930 roku, proklamowano II Republikę.
To tutaj, w Casa de Correos, mają siedzibę władze regionu stołecznego.
To tutaj stoi madrycki niedźwiedź - pomnik-herb stolicy.
To tutaj w noce sylwestrowe gromadzą się madrytczycy, by o północy wysłuchać 12 uderzeń zegara na wieży Casa de Correos połykając 12 winogron, po jednym na każde uderzenie, żeby w ten sposób zapewnić sobie szczęście na każdy miesiąc nadchodzącego roku.
I to tutaj także zbierają się, by manifestować, protestować, popierać, wyrażać sprzeciw...



Obserwuj wątek
    • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 15.05.17, 22:53
      El oso y el madrono Niedźwiedź i drzewo poziomkowe - symbol i herb Madrytu. To wspomnienie czasów, gdy w okolicach Madrytu rosły lasy - gęste i bogate w zwierzynę, w tym także w niedźwiedzie. Ale dlaczego akurat drzewko poziomkowe? Chyba ze względu na podobnie brzmiącą nazwę - Madrid, madrono (czyt. madronio).

      http://i64.tinypic.com/3ycth.jpg

      Tak więc na Pl. Puerta del Sol stoi sobie "trójwymiarowy" herb Madrytu. smile
      Na zwykłym, dwuwymiarowym, tzn. malowanym niedźwiadka i drzewko otacza jeszcze 7 gwiazd Wielkiej Niedźwiedzicy, bo wedle legendy pod tym właśnie gwiazdozbiorem leży Madryt.
      • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 15.05.17, 23:15
        Real Casa de Correos, ważny dla Madrytu, osiemnastowieczny budynek dawnej poczty krolewskiej (stąd nazwa). Właśnie tutaj, na chodniku przed budynkiem, wmurowano "kamień milowy" wyznaczający kilometr zerowy wszystkich hiszpańskich dróg, a fasadę zwieńczono sygnaturą ze sławnym "sylwestrowym" zegarem.

        http://i64.tinypic.com/e06azl.jpg

        Budynek ma niestety także i smutniejsze karty w swojej historii.
        W 1808 roku zapadały tu wyroki napoleońskiego trybunału na walczących o wolność powstańców, w 1847 ulokowano w tym budynku ówczesną "bezpiekę" (Ministerstwo Spraw wewnętrznych), w 1912 zamordowano tu liberalnego premiera Jose Canalejasa, w czasach dyktatury Franco były miejscem kaźni dla przeciwników reżimu...
        • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 15.05.17, 23:35
          Nad placem góruje na swym koniu król Carlos III de Borbon, pochodzący z francuskiej - burbońskiej - dynastii, tej samej, z której wywodzili się francuscy królowie Ludwik XIII, Ludwik XIV, XV i XVI i tej samej, która panuje w Hiszpanii do dziś.
          Karol III de Borbon wprowadził w Hiszpanii wiele francuskich, oświeceniowych "nowinek" w architekturze, sztuce, ideach, zwyczajach...
          Mieszkańcy Madrytu zwali go "najlepszym burmistrzem" swojego miasta, zasłużył więc na pomnik i to w tak ważnym miejscu! smile

          http://i65.tinypic.com/jtkiuf.jpg
          • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 16.05.17, 00:03
            Wczesne popołudnie. Plac był jeszcze dość pusty...

            http://i66.tinypic.com/2n0634m.jpg

            ... ale z każdą chwilą coraz bardziej się zapełniał

            http://i64.tinypic.com/24czj1j.jpg

            Zaczęły pojawiać się flagi, transparenty...

            http://i66.tinypic.com/2a947qg.jpg

            ... kartki z napisami "przeciw"...

            http://i66.tinypic.com/2hrigp1.jpg

            No, tak! Jakże by mogło tu zabraknąć jakiejś manifestacji!

            http://i65.tinypic.com/24e5mxg.jpg

            http://i68.tinypic.com/oqabuv.jpg
            "NIE! BORBONI DO MUSEUM", a zatem to antymonarchiści.

            Protestowali nawet ludzie na wózkach inwalidzkich...
            http://i64.tinypic.com/wa68af.jpg

            ...i dzieci...
            http://i66.tinypic.com/rbwtcp.jpg

            http://i67.tinypic.com/21l5xmp.jpg

            "ZWIERZĘTA NIE MOGĄ TAK JAK LUDZIE MANIFESTOWAĆ, PISAĆ PISM, USTANAWIAĆ PRAW.
            NIGDY O TYM NIE ZAPOMINAJMY. ONE MOGĄ TYLKO WYĆ Z BÓLU I CIERPIENIA. JAK DŁUGO JESZCZE?"

            A więc to protest przeciwników corridy. Brawo! Popieram!



            • 1zorro-bis Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 16.05.17, 07:02
              fajna fotki! Do Madrytu jakos nie bylo nam po drodze. Moze innym razem?smirk
              • k.karen Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 16.05.17, 12:15
                Ech, gdybyśmy mogli w przewodnikach turystycznych czytać tak interesujące i piękne relacje, jak Twoje, Sorell, to na miejscu nie byliby potrzebni już żadni przewodnicy.
                ps. I mam na myśli wszystkie Wasze, Sorell i WU, relacje z podróży smile

                Czekam na następne smile
                • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 16.05.17, 13:08
                  Rodowici madrytczycy nazywają siebie "gatos", czyli "koty". Bardzo trafna nazwa, bo - tak jak koty - cenią sobie niezależność, swobodę, nie znoszą ograniczeń i... kochają wieczorno-nocne życie. smile
                  Stosują dewizę, że pracuje się po to, żeby żyć, a nie żyje się po to żeby pracować. Potrafią jednak godzić normalną pracę z zamiłowaniem do świętowania, zabaw i rozrywek wszelkiego rodzaju.
                  Madryckie ulice właściwie nigdy nie pustoszeją, tętnią życiem bez przerwy, no może z wyjątkiem niedzielnych poranków, kiedy to odsypia się całotygodniowe zaległości.
                  Przyjezdni nie mogą się nadziwić, jak oni to robią, kiedy odpoczywają, kiedy śpią? Gdy ich o to zapytać, odpowiadaj ą z uśmiechem: po prostu śpimy mniej! Od dziecka.
                  A zaczęło się to w końcu lat '70, od tzw. movidy. Movida (od mover - ruszać, poruszać) była libertyńską reakcją na surowe ograniczenia obyczajowe dyktatury Franco. Odrzucono wtedy wszelkie zahamowania: społeczne, intelektualne, seksualne, dozwolone stały się wszelkie zachowania. Madrytczycy oddali się nieokiełznanej swobodzie i frywolności. Istne szaleństwo.Wahadło odchyliło się maksymalnie.
                  Dziś movidy już nie ma, zastąpiła ją marcha - sposób zabawy, który polega na tłumnym wyleganiu na ulice, przenoszeniu się do kolejnych bares de tapas, bares de copas, z jednego klubu do drugiego, wspólnym głośnym biesiadowaniu, tańcach, spotkaniach ze starymi przyjaciółmi i poznawaniu nowych. Hiszpanie są bowiem ekstrawertyczni, łatwo nawiązują znajomości, są otwarci na "obcych".

                  "Życie jak w Madrycie" najlepiej widać właśnie w okolicach Puerta del Sol, na Gran Via, w dzielnicach takich jak Malasana, Lavapies, Chueca. Tam z dala od głównych turystycznych zabytków, najlepiej czuje się madryckie ambiente. smile

                  http://i67.tinypic.com/15plnq1.jpg

                  http://i64.tinypic.com/2aha055.jpg

                  http://i64.tinypic.com/2rps048.jpg

                  http://i66.tinypic.com/2hp36vk.jpg

                  • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 16.05.17, 13:33
                    Marcha zaczyna się już w czwartki po południu, a kończy... w poniedziałki rano. smile

                    Rozkosze dla podniebienia i niebezpieczeństwo dla sylwetki smile

                    http://i63.tinypic.com/2mo77gi.jpg

                    http://i63.tinypic.com/2l9kqyq.jpg

                    http://i66.tinypic.com/2u574ma.jpg

                    http://i65.tinypic.com/2i2rr7.jpg

                    http://i65.tinypic.com/2wmmcuf.jpg

                    http://i67.tinypic.com/2qkjaja.jpg http://i68.tinypic.com/287gdx1.jpg

                    http://i68.tinypic.com/2jesnlj.jpg

                    • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 16.05.17, 15:46
                      Między Puerta del Sol a Gran Via - madryckie klimaty

                      http://i64.tinypic.com/noajwj.jpg http://i68.tinypic.com/j0i8pl.jpg

                      http://i66.tinypic.com/4so0fc.jpg

                      http://i67.tinypic.com/2h5jx9g.jpg http://i63.tinypic.com/344836b.jpg

                      http://i64.tinypic.com/2rps048.jpg

                      http://i64.tinypic.com/3480xlj.jpg



                      • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 16.05.17, 16:11
                        Co za termometr! smile

                        http://i68.tinypic.com/a096v.jpg

                        Takie drzwi, to rozumiem! smile

                        http://i65.tinypic.com/2vtuwld.jpg

                        Ulice pełne kolorowych kamieniczek, sklepów, sklepików, barów, kafejek - można nimi spacerować bez końca. Nuda wykluczona!

                        http://i65.tinypic.com/2qlbjev.jpg

                        http://i63.tinypic.com/10sbt4y.jpg

                        http://i65.tinypic.com/23hw2ua.jpg

                        http://i68.tinypic.com/2mhifbd.jpg

                        http://i63.tinypic.com/2n8wo7p.jpg

                        http://i66.tinypic.com/166m2y9.jpg

                        Madrycki eklektyzm...

                        http://i68.tinypic.com/2qxm4ad.jpg

                        http://i63.tinypic.com/16h3kvo.jpg

                        http://i64.tinypic.com/2i22bgj.jpg
                        • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 16.05.17, 16:18
                          Doskonały hiszpański sposób na gorące słońce - rozpięte między domami, lekkie "baldachimy"

                          http://i65.tinypic.com/353b7na.jpg http://i66.tinypic.com/2evgtmv.jpg

                          http://i64.tinypic.com/2v0kew8.jpg http://i64.tinypic.com/293wmc4.jpg

                          • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 16.05.17, 16:29
                            Wieczorne "paseo" po ulicach Madrytu, gdzie na jednego mieszkańca przypada więcej barów, restauracji i różnych i miejsc rozrywki niż w innych europejskich stolicach, pozwala choć trochę zrozumieć, czym jest "hiszpańskość" - dla mnie to ta wspaniała zdolność cieszenia się życiem i czerpania pełnymi garściami z jego uroków.
                            • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 16.05.17, 17:04
                              Hiszpańska stolica nie może się pochwalić ani tak wspaniałymi zabytkami, ani tak długą tradycją jak choćby Toledo, Granada czy Sevilla. Cóż więc jest w tym mieście takiego, co przyciąga doń tłumy turystów? Madrycka ambiente - atmosfera i charakter jego mieszkańców!

                              Madrytczycy, trochę tak, jak Amerykanie, mają kompleks "krótkiej historii", do tego stopnia, że gdy ich miasto stało się stolicą wielkiego katolickiego Imperium, pojawił się pomysł, żeby dodać mu dostojeństwa i szacowności tworząc historię o jego rzekomym pradawnym pochodzeniu, jako miasta Montua Carpetiana, założonego przez starożytnych Rzymian.

                              A jak było naprawdę?

                              Niepotrzebny kompleks! Madryt ma bowiem bardzo starą tradycję, tyle że pogańską - był celtyckim miejscem kultu. Niedźwiedź z madryckiego godła - jako symbol siły i witalności - z tej właśnie tradycji się wywodzi.

                              No i - jak tyle innych miast Hiszpanii - ma Madryt korzenie arabskie, muzułmańskie.
                              Otóż w miejscu, gdzie dziś stoi Pałac Królewski, nad niewielką rzeką Manzanares, Maurowie wybudowali twierdzę (Al-Kasr, alcazar), która miała się stać integralną częścią pasa grodów obronnych, mających bronić Al-Andalus (Andaluzji) przed atakami chrześcijan.
                              Twierdzę tę i powstałą wokół niej osadę nazwali Maurowie
                              "Miejscem życiodajnej wody" - Magerit (Mayrit).

                              Taki był początek Madrytu.
                              • wscieklyuklad Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 16.05.17, 19:53
                                Jak widać na wklejonej przez Sorell słitfoci - pomnik królewski nie cieszył się zbyt wielkim zainteresowaniem ani turystów indywidualnych, ani zbiorowych - tych ostatnich wysadza się z dala od centrum i trzeba do celu dotrzeć per pedes (na szczęście głównie z górki, o czym świadczą zresztą zdjęcia kolejne, na których widać, iż rozchodzące się promieniście od głównego placu uliczki pną się dość stromo).
                                Z tego względu - jako punkt centralny placu - "jeździec" został wyznaczony jako punkt zbiórki po trzech godzinach wolnego czasu na samodzielne zwiedzanie (a jednocześnie labę rezydentki i przewodnika, którzy mogli dać wytchnienie utrudzonym od wzniesionej na wysokości lekkoatletycznej tyczki identyfikującej grupę parasolki - dodam, że "nasi" nie dysponowali nie tylko tym, ale ŻADNYM innym rekwizytem, gdyż w dobie GPS nawet największa fajtłapa trafi do określonego i ustalonego a priori punktu)
                                Udaliśmy się więc z Sorell na zwiedzanie dzielnicy - tłoczno tam niczym na Piotrkowskiej w południe. Atmosfera bliska krakowskiej - co kilkadziesiąt metrów natykamy się albo na muzyczną kapelę (z nieodłączną "skarbonką") albo mimów, których wyczyny powodują odruchowy opad szczęki - czempiona przybliżyła Sorell - ta postać poziomo zawieszona wbrew prawom fizyki to ŻYWY MIM! Oczywiście turyści strzelają natychmiast foty, jednak nie każdy rewanżuje się cencikiem - tu reakcja mima jest natychmiastowa - w odróżnieniu od krakowskich porusza się nie wtedy, gdy "beneficjent sceny" sypnie groszem, lecz wtedy gdy zrobiwszy fotografię oddala się z niewinnym wyrazem buzi.
                                "Złoty motocyklista" wykrzykiwał wówczas wyrazy niezbyt nadające się do cytowania, ale oburzenie w pełni uzasadnione, gdyż potrafił zawisnąć bez ruchu kilka minut!
                                Sklepy powalają cenami - niektóre ciastka były identyczne z dostępnymi w Polsce - jednak w przeliczeniu na naszą walutę zachęcały do rozważenia przyjechania tu TIR-em wypełnionym łakociami - przebicie w przypadku sprzedaży z rabatem wobec miejscowych dawałoby szansę nie tylko zwrotu kosztów podróży, ale i odłożenia sporej kwoty na cięższe czasy.
                                O cenach mięsa pisaliśmy już poprzednio - szczerze mówiąc lokalna szynka nie jjest warta swojej ceny - nasza "chłopska" bije ją na łeb - to także towar wart ulicznej, madryckiej sprzedaży.
                                Wobec wygórowanych cen obeszliśmy się zapachem "jamo(chło)na"(cena PROMOCYJNA IBERIKI 112 JURASÓW ZA KG!) oraz lokalnych kremówek madryckich (Papież raczej by nie rozsmakował się w w nich, a kosztują w przeliczeniu blisko 7 zeta za sztukę!) ograniczyliśmy się do kulki lodów w bocznej uliczce (znacznie taniej!).
                                Najedzeni do obrzydzenia udaliśmy się w kierunku "konia" z niemałym zdziwieniem mijając coraz to liczniejsze szpalery policji oraz migoczące niebieskim światłem radiowozy.
                                Co było dalej - już wiecie.
                                Zwołano wiec "wielotematyczny" - hasła obrony zwierząt dominowały, ale z każdej rozstawionej w różnych miejscach "ambony" mówca wygłaszał inną gadkę - chaos był totalny, a tłum niczym na marszach KOD-u (jak to gdy protestuje się na ostro).
                                Nietrudno wywnioskować, iż szansa odnalezienia się w tym tłumie malała do wartości bliskiej zeru.
                                Telefonia komórkowa - wobec braku rekwizytów u opiekunów - rozwiązała problem bez trudu.
                                Maruderzy (powodem spóźnień był nie tylko tłok, ale dokonywane zakupy) także wykorzystali technologię bezprzewodową.
                                Można więc było udać się na zasłużoną (serwowaną) kolację.
                                Ale w międzyczasie zdążyliśmy zupełnie sporo obejrzeć.
                                Zatem do kolejnej opowieści!
                                • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 18.05.17, 12:18
                                  Madryt - wielka ponad trzymilionowa metropolia - ma tę miłą dla turysty cechę, że niemal wszystkie zabytki godne zobaczenia, skupiają się na obszarze, który z powodzeniem, bez szczególnego zmęczenia da się przemierzyć pieszo. Z Pl. del Sol można dotrzeć na własnych nogach do wszystkich ważnych obiektów w ciągu maximum 30 minut. Madryckie centrum jest zadziwiająco niewielkie.
                                  To, co rzuciło mi się w oczy, podczas spaceru po mieście, to jego kolorystyka.
                                  Każda ze stolic, jakie widziałam, ma własny dominujący kolor, np. Ateny są białe, Paryż szaro-niebieski, Rzym rdzawo różowawy, a Madryt? Madryt jest karmazynowo-różowo-złoty. Te barwy malują fasady kamienic, często dodatkowo zdobnych w azulejos , ceramiczne kafelki ukladające się w barokowe lub secesyjne obrazy, malowane sklepowe szyldy mienią się, intensywnymi barwami, podczas gdy arkadowe podcienia pozostają kamienno-szare,
                                  a nad - nieregularnymi często - chodnikami wznoszą się czarne latarnie.

                                  http://i65.tinypic.com/2qlbjev.jpg

                                  http://i63.tinypic.com/10sbt4y.jpg

                                  http://i64.tinypic.com/5tv3hl.jpg

                                  http://i67.tinypic.com/whjewi.jpg

                                  http://i66.tinypic.com/2vkxjkx.jpg

                                  http://i66.tinypic.com/4so0fc.jpg

                                  http://i66.tinypic.com/2hp36vk.jpg
                                  • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 18.05.17, 13:13
                                    Każde hiszpańskie miasto miało ( i ma) swój Plaza Mayor - Główny Plac, czyli Główny Rynek.
                                    Hiszpańskie rynki główne nie były (nie są) jedynie miejscami, gdzie się handluje, targuje, sprzedaje i kupuje. Były ośrodkiem życia miasta i jego salonem zarazem. Służyły jako scenografia ważnych wydarzeń radosnych, podniosłych i smutnych, ponurych - koronacji, beatyfikacji, egzekucji, fiest, uroczystości i świąt religijnych i państwowych, przedstawień teatralnych, koncertów, turniejów i walk byków...

                                    Madrycki Plaza Mayor, zbudowany za panowania Filipa II, stał się symbolem Madrytu Habsburgów, dynastii, która panowała w Hiszpanii od XVI do końca XVII wieku. Królów z tej dynastii Hiszpanie nazywali Los Austrias, co określało i jakby podkreślało jej obce pochodzenie. Niemniej, okres panowania "Austriaków" był w Hiszpanii "złotym wiekiem"...

                                    Bramy (dwie z dziewięciu) prowadzące na Plaza Mayor

                                    http://i67.tinypic.com/3329o20.jpg

                                    http://i66.tinypic.com/2jbqnv6.jpg

                                    http://i64.tinypic.com/snfgr5.jpg

                                    http://i67.tinypic.com/wmcyn6.jpg

                                    Casa de la Panaderia (Piekarnia), pierwszy wzniesiony w tym miejscu budynek (1590), zanim jeszcze stworzono Plaza Mayor (1619).
                                    Dziś mieści się tu Biuro Informacji Turystycznej, a barokowe freski odnawiane są regularnie co 50 lat.

                                    http://i65.tinypic.com/106aryc.jpg

                                    Pomnik jednego z Los Austrias - Filipa III...

                                    http://i66.tinypic.com/2uq0p6v.jpg

                                    http://i65.tinypic.com/qs7dyx.jpg

                                    ... i wspomnienie dawnych czasów, gdy na Plaza Mayor pojawiali się tak wystrojeni madrytczycy smile

                                    http://i67.tinypic.com/rixn9y.jpg
                                    • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 18.05.17, 13:56
                                      Madryt nie ma zbyt wielu "staroci", a większość z nich zachowała się w okolicach Plaza de la Villa i Calle Mayor.

                                      Calle Mayor - Ulica Główna - wiedzie od Puerta del Sol do Palacio Real (Pałacu Królewskiego), wyznaczał oś i główną arterię średniowiecznego i renesansowegoMadrytu.

                                      http://i67.tinypic.com/whjewi.jpg

                                      Niestety średniowieczna zabudowa Madrytu zniknęła, oprócz tej, którą można zobaczyć na Plaza de la Villa....

                                      Casa de Cisneros - dom zbudowany w XVI wieku dla siostrzeńca kardynała Cisnerosa, fundatora słynnego uniwersytetu w Alcala, a przed nim pomnik zasłużonego w bitwie z Turkami pod Lepanto admirała floty hiszpańskiej, Alvaro de Bazan

                                      http://i67.tinypic.com/2ntb4nb.jpg

                                      Casa de los Lujanes - najstarszy zachowany w Madrycie, XV-wieczny dom rodu Lujanes z wieżą i portalem z elementami stylu mudejar. Z boku wieży najwęższa uliczka w mieście wydaje się wręcz szczeliną między murami

                                      http://i65.tinypic.com/286zp6s.jpg

                                      Mudejarowy portal z herbem rodu Lujanes

                                      http://i63.tinypic.com/255m7ac.jpg

                                      • sorel.lina Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 18.05.17, 15:22
                                        Jeszcze raz - najwęższa uliczka Madrytu. Nazywa się odpowiednio: Calle del Codo - Ulica Łokcia - i kryje ciekawą historyjkę, ale o tym później. smile

                                        https://i65.tinypic.com/286zp6s.jpg

                                        http://i67.tinypic.com/9ad3c9.jpg

                                        • wscieklyuklad Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 18.05.17, 16:39
                                          Ulica Łokcia... Zaprojektowana ściśle w oparciu o dwie długości od czubka palców do wierzchołka stawu architekta. Nie jest to przypadkowa szczelina pomiędzy sąsiednimi kamieniczkami. Ze względu na wąskość i mikrą długość uliczki (ma jedynie 70 metrów do ostrego wirażu pod kątem bliskim prostemu) to tu rozgrywano pojedynki - nie było szansy ucieczki, acz i przestrzeń nie pozwalała na zbytnią inwencję gdy walkę toczono na szpady.
                                          Uliczka łącząca dwa ważne place madryckie ma też i swą legendę związaną z XVII wiecznym hiszpańskim pisarzem Francisco de Quevedo.
                                          Był z niego niezły birbant - codziennie wieczorem krążył między oberżami a gdy już miał mocno w czubie przemierzał ulicę Łokcia w drodze do dzielnicy literatów.
                                          I co wieczór siusiał na ścianę jednej z kamieniczek - zawsze tej samej. Jako, że uliczka wąziutka - przewiew był mierny, dostęp słoneczka też lichy, więc nietrudno wyobrazić sobie zapach uliczki. Mieszkańcy apelowali groźbą i prośbą - na nic zdały się jednak próby wychowawcze. Nie pomogły obrazy świętych wieszane na ścianie.
                                          W końcu jeden z tutejszych wywiesił w tym miejscu namalowany na materiale krzyż w nadziei, iż tak ważny symbol nie zostanie zbezcze"szczony". Niestety i ten fortel spalił na panewce.
                                          Zdesperowany mieszkaniec ul. Łokcia wywiesił więc obok "obrazu" kartkę z napisem; "nie szcza się tam, gdzie wisi krzyż!
                                          Francisco dopisał obok: "tam gdzie się szcza nie wiesza się krzyża!"

                                          "Żywot człowieka niepoczciwego" - to najważniejsze dzieło w dorobku pisarza.
                                          Tytuł adekwatny do powyższej anegdotki.
                                          Był bliskim przyjacielem Lope de Vegi i Cervantesa. Ale nie stronił od zwad z kolegami po piórze - Juana Ruiza de Alarcona nie tylko ośmieszał jako literata ale też ze względu na jego FIZYCZNY WYGLĄD (sic!) A dlaczego? Ano dlatego, iż ten był rudy i garbaty. Niestety biografia milczy na temat długości zębów Ruiza.
                                          Ale natura choć nierychliwa to zawsze sprawiedliwa - przeciwnicy odpłacali mu więc pięknym za nadobne. Quevedo był kuternoogą a ze względu na fatalny wzrok nosił okulary w grubych oprawkach. Przezywany stosownie do wad ma jednak swoje poczesne miejsce w historii... optyki! Typ okularów jakie nosił pierwowzór do dziś nazywa się w Hiszpanii quevedos.
                                          Talent wykorzystywał rozmaicie - ma w swym dorobku wiele zjadliwych satyr pod adresem innych literatów. Niektóre dowodzą jego antysemickich poglądów.
                                          A inne wręcz śmieszą, gdy przypomnieć wstęp niniejszego postu. Poetycko ganił zamiłowanie do hazardu i inne - cechujące rzekomo wyłącznie przeciwników.
                                          Po upadku jego protektora księcia Osuny zostaje wygnany z Madrytu. Zamieszkuje w swym majątku w Torre de Juan Abad (Ciudad Real) gdzie równie dużo czasu poświęca literaturze, co procesom z sąsiadami, podważającymi jego prawo do majątku.

                                          Filip IV wzywa go do Madrytu - to okres najpłodniejszy w twórczość - od traktatów moralnych, przez politykę i teorię literatury. Ale natura tak całkiem się nie zmienia - atakuje anonimowo hrabiego de Olivares - pupilka królewskiego i w efekcie na 4 lata ląduje w areszcie "klasztornym" San Marcos w León. Wilgoć celi rujnuje mu zdrowie - wycofuje się z życia publicznego.
                                          A jak wyglądał nasz bohater? Jakby był do kogoś podobny, co nie że tak???

                                          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/78/Retrato_de_Francisco_de_Quevedo.jpg/262px-Retrato_de_Francisco_de_Quevedo.jpg
                                          • wscieklyuklad Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 18.05.17, 18:01
                                            O ile początkowy odcinek ulicy uzasadnia jej nazwę, to widok z góry (fota z netu) rozwiewa wątpliwości co do "łokciowej" zasadności.

                                            https://vestigiosdemadrid.files.wordpress.com/2012/09/calle-del-codo2.jpg?w=640&h=548
                                            • wscieklyuklad Re: Moje Środziemnomorze - stołeczne impresje (1) 18.05.17, 18:31
                                              Już z lotu ptaka widać jak nieregularny jest układ kamieniczek - nic dziwnego - to zabudowa typowa dla prastarego Mayritu - muzułmanie (a jakże!) wycinali tu prastarą puszczę, by orać ziemię i tworzyć zalążki rzemiosła. Z czasem pojawiły się chaotycznie stawiane budowle i tak już pozostało.

                                              Ale powróćmy jeszcze na chwilę do naszego bohatera z poprzedniego postu.
                                              Uliczka Łokcia - jak wspomniałem stanowiła ulubione miejsce pojedynków i bójek. To tu także grasowali zawodowi mordercy, którzy zarabiali na życie realizacją "zleceń".
                                              A pojedynki były wręcz nieodłącznym elementem codzienności.
                                              Quevedo był mocny nie tylko w słowie pisanym (i mikcji!), ale i w sztuce pojedynkowania się.
                                              Oto wyzywa na pojedynek nie byle kogo, ale... samego don Luisa Pacheco - autora poradnika sztuki szermierki. Nie, nie zabija go w walce - w wąskiej uliczce pokonuje... zerwaniem przeciwnikowi sombrerra z głowy koniuszkiem swej szpady. Trudno było o większą zniewagę - zwłaszcza gdy uwzględnić, iż w pokonanym polu pozostał spec od krzyżowania szpad (jak widać - teoretyk).
                                              A żeby nie było, że tylko Quevedo miał do awantur zamiłowanie, wspomnieć trzeba, iż większość sławnych mieszkańców Hiszpanii miało na swym koncie co najmniej jeden pojedynek w życiu.
                                              I tak... Miguel Cervantes krzyżuje zwycięsko szpadę z Antonio de Segurą, a Diego Calderon de la Barca pokonuje komediopisarza Pedro de Villegasa - cóż, pojedynek na gęsie pióra łatwo jak widać przeradzał się w walkę na inne ostrza.
                                              I jeszcze na zakończenie wątku - strój "Zorro".
                                              To nie tylko filmowy gadżet.
                                              Długa opończa i kapelusz o szerokim rondzie chroniły... przed rozpoznaniem. Był to więc strój tych, którzy niejednokrotnie ukrywali się przed przedstawicielami jurysdykcji.
                                              A to - co widać, miała pełne ręce roboty...
                                              Ale to nie koniec opowieści o Calle del Codo...
                                              • wscieklyuklad Kto pragnie cudu... 18.05.17, 18:40
                                                Calle del Codo to także kościół Corpus Christi.
                                                A w nim obraz Matki Boskiej słynącej z cudu uzdrowień. Pamiątka ukazania się tejże jednej z karbonariuszek, stąd popularna nazwa obrazu "Carboneras". Warto sprawdzić zwiedzając wnętrze - niestety w dniu zwiedzania kościół był zamknięty.

                                                I jeszcze ciekawostka jakże pasująca do naszej (a może i ogólnoświatowej) teraźniejszości, gdy polityka przesiąknięta populizmem dzieli narody, dewastuje i ośmiesza wszystko czego się dotknie.

                                                cdn
                                                • wscieklyuklad a kto Wiedzy? 18.05.17, 19:06
                                                  http://i63.tinypic.com/nlrina.jpg
                                                  Był już wieczór, więc i focia niezbyt wyraźna.

                                                  Miała rację Izabela II, że moralność i polityka nie idą w parze.
                                                  Z jej więc inicjatywy 30.09.1857 roku powstaje (zlokalizowana przy naszej uliczce) Królewska Akademia Nauk Moralnych i... Polityki.
                                                  Ten wyraźny rozdział jednoznacznie dowodzi, iż w pełni ukształtowany działacz społeczny czy państwowy musi doskonalić oba aspekty - moralny i polityczny, poszukiwać jakiegoś konsensusu pomiędzy zakusami jakimi kusi polityka a granicami stawianymi przez moralność.
                                                  Akademia to rodzaj forum dyskusyjnego. Sesje plenarne organizowane raz w tygodniu, gromadzą najwybitniejszych specjalistów w zakresie socjologii, ekonomii, filozofii, prawa oraz klasycznych polityków.
                                                  Nikt tu nie boi się różnicy poglądów - spotkania mają charakter "burzy mózgów", naukowcy spierają się w najważniejszych dla życia kwestiach - owocem spotkań jest wiele inicjatyw o wadze ogólnej.
                                                  O tym jak ważna to instytucja może świadczyć fakt, iż mieści się w najstarszym publicznym budynku madryckim - Torre de los Lujanes. Treść obrad jest dostępna dla każdego. Podobnie jak zgromadzone w tutejszej bibliotece księgozbiory.
                                                  A jest co czytać - biblioteka zgromadziła 140,000 tomów!
                                                  • sorel.lina Stary Madryt, cd. 18.05.17, 21:18
                                                    Plaza de la Villa, czyli Plac Miasta, jeden z najważniejszych w średniowiecznym Madrycie, bo na nim właśnie w kościele Zbawiciela spotykała się rada miasta, gdy w w XIV wieku Alfons XI nadał Madrytowi prawa miejskie. Dwa wieki później na miejscu gdzie stał ów kościół wybudowano pierwszy madrycki Ratusz - Casa de la Villa, który przetrwał do dziś.

                                                    Barokowy, bardzo madrycki w charakterze budynek Casa de la Villa, prawie przylega do Casa de Cisneros

                                                    http://i67.tinypic.com/2ntb4nb.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/2j4bi2w.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/szylvl.jpg

                                                  • sorel.lina Re: Stary Madryt, cd. 18.05.17, 21:36
                                                    Kilka kroków od Starego Ratusza - XVII-wieczny kościół Arzobispal-Castrense...

                                                    http://i63.tinypic.com/2u4rdco.jpg

                                                    ... a przed nim pomnik tych, którzy zginęli podczas zamachu na Alfonsa XIII w 1906 roku. Zamachu tego dokonano w dzień ślubu króla z przyszłą królową Wiktorią Eugenią!

                                                    http://i63.tinypic.com/258csur.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Stary Madryt, cd. 18.05.17, 21:48
                                                    Po drugiej stronie Calle Mayor - piękny budynek w stylu renesansu florenckiego, siedziba Włoskiego Instytutu Kultury...

                                                    http://i67.tinypic.com/2irlmjr.jpg

                                                    ... i też przy Calle Mayor, prawie na przeciw szacownych budynków władz miejskich i kościelnych, takie coś: pan z brązu z wytartymi od głaskania pośladkami. To głaskanie ma podobno zapewniać paniom szczęście w miłości i udany związek. Ot, taka sympatyczna miejska legenda smile

                                                    http://i65.tinypic.com/2eewkdy.jpg

                                                  • sorel.lina Re: Stary Madryt, cd. 18.05.17, 22:28
                                                    Modernistyczne Hale z początku XX wieku, wykonane z kutego żelaza w połączeniu ze szkłem - Targ św. Michała, a w środku... niespodzianka: modna knajpka z wyśmienitymi tapas smile

                                                    Mercado de San Miguel

                                                    http://i67.tinypic.com/2a1253.jpg

                                                    Czar starych uliczek...

                                                    San Gines

                                                    http://i64.tinypic.com/2e0teo7.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/2d6po92.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/346xm53.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/166m2y9.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Stary Madryt, cd. 18.05.17, 22:59
                                                    Kiedy pewnego majowego dnia do Madrytu dotarł królewski list, w którym monarcha - Filip II Habsburg - zawiadamiał lokalną szlachtę, że wraz ze swoim dworem zamierza odwiedzić ich miasto, nikomu nie przeszło przez myśl, że będzie to dlań przełomowe wydarzenie, moment zwrotny w jego historii.
                                                    Wprawdzie już od XIV wieku członkowie wędrującego po całym kraju parlamentu, który nie miał jeszcze stałej siedziby, nieraz zatrzymywali się wraz z królewskim dworem w Madrycie, ale nikt nie spodziewał się, że tym razem król nie zamierza tu gościć tylko przejazdem.
                                                    Tymczasem bogobojny i nieśmiały Filip II nie chciał, jak jego ojciec, Karol, I wciąż podróżować pomiędzy największymi miastami swojego królestwa. Nie bawił go "koczowniczy" tryb życia, odczuwał potrzebę znalezienia dla siebie stałej siedziby - prawdziwej stolicy.
                                                    Ale dlaczego wybrał właśnie Madryt, małą, kastylijską, nic nie znaczącą mieścinę nad rzeczką Manzanares? Mówi się, że na decyzję króla wpłynęła jego fascynacja geometrią, a Madryt znajdował się niemal w geometrycznym środku Hiszpanii...
                                                    Jakkolwiek było, Filip II przeniósł tu swój dwór i urzędy z Toledo do Madrytu. I tak w w 1561 roku Madryt stał się stolicą ogromnego Imperium. Iście zawrotna kariera!
                                                  • sorel.lina Re: Stary Madryt, cd. 19.05.17, 00:04
                                                    Król potrzebował nie tylko stałej stolicy, ale i stałej rezydencji, a w Madrycie zastał jedynie muzułmański alcazar - twierdzę na wzgórzu nad Manzanares. Kazał ją więc przebudować i dostosować do potrzeb nowej, katolickiej monarchii. Zresztą niedługo potem rozpoczął budowę okazałej podmadryckiej siedziby - kompleksu klasztorno-pałacowego - Eskurialu.
                                                    Madrycki Stary Zamek (Antiguo Alcazar), przebudowany arabski fort obronny, był pierwszym stołecznym pałacem królewskim. Niestety, spłonął doszczętnie w 1734 roku... w Wigilię Bożego Narodzenia!
                                                    Ten, który możemy zobaczyć dziś, kazał odbudować w tym samym miejscu pierwszy przedstawiciel dynastii burbońskiej, Filip V - Francuz ożeniony z Włoszką. Jednak kazał wykonać go w zupełnie nowym, wzorowanym na Wersalu, stylu.
                                                    Ten właśnie burboński Palacio Real wciąż jest symbolem hiszpańskiej monarchii, mimo że król już w nim nie mieszka (rodzina królewska przeniosła się do mniejszego pałacu Zarzuela), a w Palacio Real odbywają się jedynie oficjalne ceremonie.

                                                    Wokół Palacio Real

                                                    http://i68.tinypic.com/2mz9lqr.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/2pr8sck.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/20ppvgj.jpg

                                                    Józef Bonaparte (posadzony na tronie Hiszpanii przez Napoleona) wpadł na pomysł wybudowania ogromnego placu, otwierającego perspektywę na Pałac i plan swój zrealizował kosztem wyburzenia 50 domów, kilku klasztorów i kościoła. I tak, przed Palacio Real, powstał Plac Wschodni - Plaza de Oriente.
                                                    Kiedy król, albo ktoś z rodziny królewskiej pokazuje się publicznie, staje na balkonie wychodzącym na ten plac.

                                                    Plaza de Oriente, a w głębi neoklasycystyczny gmach Teatro Real i Opera

                                                    http://i66.tinypic.com/oqyu8n.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/a3lg75.jpg


                                                  • wscieklyuklad Re: Stary Madryt, cd. 19.05.17, 15:51
                                                    Warto wtrącić kolejne anegdotki.
                                                    Filip II nie tylko zafundował sobie Escorial, ale osobiście doglądał postępu prac. Czynił to jednak iście po królewsku a więc z oddali - nie bratał się z budowlańcami, lecz na jednym z okolicznych wzgórz z wygodnego "tronu" spoglądał ku pnącym się coraz wyżej murom, wieczorem indagując majstrów o postęp prac.
                                                    Architekci zostali wstępnie wypytani o położenie kuchni, toalet - zobowiązano ich do zachowania należytej odległości między obu "pomieszczeniami".

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Re: Stary Madryt, cd. 19.05.17, 16:30
                                                    Polityka przeplatana wiarą...

                                                    Escorial pierwotnie miał mieć zupełnie inne przeznaczenie - Filip II czuł się winnym (mimo zwycięstwa nad armią francuską pod St. Quentin 10 sierpnia 1557r) zniszczenia w toku walk kościółka św. Wawrzyńca. Wyrzuty sumienia były tym większe, iż w dniu zburzenia kościółka przypadało... święto jego patrona. Prezent tedy dla świętego dość średni. Filip II składa więc przysięgę, że wybuduje Wawrzyńcowi nową świątynię. A że Wawrzyńca "upieczono" na ruszcie, więc i kompleks cały ma kształt tego narzędzia zbrodni. Olbrzymi kompleks wznoszono bite 21 lat, ale cóż w tym dziwnego skoro zajmuje obszar 20 ha. kryje 1250 drzwi, 2500 okien i blisko 100 klatek schodowych. Długość korytarzy dobiega 16km! (pamiętamy też nasze poprzednie opisy - niektóre zabytki hiszpańskie dopieszczano całe stulecia!)
                                                    Jakże to zdrowy przykład zazębiania się polityki z wiarą!

                                                    Miejsce, które mieści wspaniałą bibliotekę i bezcenne dzieła sztuki. Dawny ośrodek badań nad kontrreformacją (światły umył potrafi rozsądnie przeplatać politykę i wiedzę z wiarą)
                                                    Miejsce pochówku rodzin królewskich - łącznie ośrodek badań na rzecz kontrreformacji.

                                                    Turysta skupi się na artystycznym pięknie grobowców.
                                                    Ale niewielu z nich wie, jaką tajemnicę kryją pochówki. Pogrzeby są jakże odmienne od naszych, tradycyjnych. Zmarłego nie składa się w full-wypasionej trumnie i niesie do krypty.

                                                    26 pięknie zdobionych (także rzeźbami-podobiznami królów) marmurowych grobowców i jeden jedyny "rodzynki" na tronie - Izabeli II de Burbon, kryje szczątki zmarłych i ich małżonków, ale pod jednym warunkiem - jeśli królowa urodziła następcę tronu! (te pochowano w panteonie książąt - wyjątkiem jest Elżbieta Burbon - urodziła księcia, potencjalnego następcę tronu. Jednak książę Baltazar Karol był słabowitego zdrowia i zszedł z padołu przed swym ojcem - królowa zmarła więc na tyle wcześnie, iż została pochowana wstępnie w pełnej zgodzie z tradycją).
                                                    Ale na tym nie koniec niespodzianek. Tradycja pochówku nakazuje umieszczenie ciał zmarłych władców w specjalnym pomieszczeniu mieszczącym się obok panteonu a nazywanym pudridero. I tu obowiązuje jednak hierarchizacja - królowie mają swoje a książęta swoje. Dostęp do nich mają wyłącznie lokalni mnisi. Zmarli zostają złożeni w niewielkiej ołowianej trumnie gdzie... gniją przez półwiecze ulegając kompletnemu rozkładowi. Wtedy mnich daje sygnał do przeniesienia tego co pozostało do właściwego grobowca.
                                                    Specyficzna to forma szacunku dla zmarłych władców!

                                                    Jednak upływ lat modyfikuje tradycje - kolejne grobowce zajmą zmarli hrabiowie Barcelony, którzy sami nie władali Hiszpanią, jako, że żyli w czasach republiki, lecz wydali na świat króla!
                                                    Ale pojawił się pewien problem. Otóż w Escorialskim Panteonie... nie ma już więcej przestrzeni na kolejne grobowce.
                                                    Toczą się zatem spory, gdzie należy ich złożyć po śmierci.
                                                    "Dzielenie skóry na królu" wciąż trwa.
                                                  • wscieklyuklad Re: Stary Madryt, cd. 19.05.17, 16:48
                                                    I ostatnia legenda dotycząca samego Pałacu Królewskiego.

                                                    Oto Napoleon Bonaparte przygotowuje się do podboju Hiszpanii. Wojska francuskie wkraczają do Madrytu. Król Karol IV Burbon wyrusza pod eskortą francuskich żołnierzy. Drzwi zamknięto na cztery spusty. Ale oto pewien ślusarz włamuje się do pałacu i z wysokości balkonu nawołuje do odbicia króla. Wzburzony tłum atakuje eskortę wybijając ją do nogi. Dochodzi do zamieszek w mieście. Francuzi aresztują 23 przypadkowych przechodniów, którzy następnie w odwecie i ku przestrodze zostają rozstrzelani na wzgórzu Moncloa na rozkaz Joachima Murata.

                                                    Któż nie zna arcydzieła Goi upamiętniającego tę ofiarę?

                                                    https://historiasztuki.blox.pl/resource/goya_1_.gif
                                                  • sorel.lina Katedra 22.05.17, 11:06
                                                    Trudno w to uwierzyć, ale stolica Hiszpanii - tego arcykatolickiego królestwa, gdzie w dziesiątkach miast wyrastają wielowiekowe wielkie kościoły, katery, bazyliki - niemal do końca XX wieku nie miała własnej katedry, nie była siedzibą diecezji!
                                                    Była częścią diecezji toledańskiej, a kiedy wreszcie postanowiono utworzyć diecezję madrycką, rozpoczęto w 1883 roku budowę madryckiego kościoła katedralnego, budowę, która trwała ponad 100 lat! A uroczystego poświęcenia odtąd jedynej, oficjalnej madryckiej katedry dokonał w 1993 nie kto inny, jak "nasz" papież, Jan Paweł II, którego pomnik (a jakże!) stanął na placu przed katedralnym. smile

                                                    http://i64.tinypic.com/34g22a1.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Katedra 22.05.17, 11:47
                                                    Katedra madrycka - ni to neobarokowa, ni to neoklasyczna - miesza różne style, jest bardzo eklektyczna i, jak dla mnie, mało interesująca architektonicznie.

                                                    http://i68.tinypic.com/2iu3l9x.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2d8qd1w.jpg

                                                    Jednakże ta niezbyt ciekawa, choć imponująca rozmiarami, budowla stoi w miejscu o długiej historii - jak to zwykle w Hiszpanii - na miejscu, gdzie ponad tysiąc lat temu wznosił się meczet muzułmańskiej osady Mayrit, "praprababki" Madrytu.

                                                    Przywykłam do dziwnych hiszpańskich "odmian" Matki Boskiej zastanawiała mnie nazwa tej katedry: "La Almudena" - "Spichlerzowa".
                                                    Okazało się, że ma ona swoją legendarną (?) tradycję. Otóż, kiedy w 1083 roku chrześcijański król Alfons VI zdobył Mayrit, przy meczecie na wzgórzu zauważył spichlerz - po arabsku - almudin, a przed nim statuetkę dziewicy. Uznał ją oczywiście za podobiznę Dziewicy Maryi, a jej obecność obok meczetu za cudowny znak. Nie zwlekając, kazał więc przekształcić meczet w kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Spichlerzowej, którą ogłosił patronką świeżo zdobytego miasta. I tak - późniejsza katedra
                                                    madrycka otrzymała arabskie "imię" - La Almudena.
                                                  • sorel.lina Re: Katedra 22.05.17, 12:00
                                                    Jan Paweł II - Juan Pablo II smile - zaprasza...

                                                    http://i67.tinypic.com/34fci1i.jpg

                                                    ... również bezdomnych, być może pijaków, być może zagubionych, być może wielkich grzeszników...

                                                    http://i66.tinypic.com/34exbw8.jpg


                                                    Anioły otwierają drzwi katedry przed wszystkimi

                                                    http://i64.tinypic.com/s4w8js.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Katedra 22.05.17, 12:24
                                                    A wewnątrz taka estetyka... Co kto lubi...

                                                    http://i66.tinypic.com/2uoop60.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/6i9smf.jpg http://i63.tinypic.com/k0p5h.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/2d9z3g0.jpg http://i65.tinypic.com/34oafm1.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/1zg6yxl.jpg http://i65.tinypic.com/29le421.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/1607uyq.jpg http://i66.tinypic.com/2ldvml2.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/2w35mqh.jpg]http://i68.tinypic.com/2zs20ow.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/2cdfxgy.jpg

                                                  • 1zorro-bis Re: Katedra 22.05.17, 12:45
                                                    super fotki! Duzo zwiedzaliscie. A mowia, ze wycieczki zbiorowe i autobusem sa do bani.......big_grinbig_grinbig_grin
                                                  • sorel.lina Re: Katedra 22.05.17, 13:22
                                                    1zorro-bis napisał:

                                                    > super fotki! Duzo zwiedzaliscie. A mowia, ze wycieczki zbiorowe i autobusem sa
                                                    > do bani.....


                                                    Nie jest tak źle! smile
                                                    Ja lubię to, że nie muszę się martwić kiedy i jak dojadę, gdzie zaparkuję, czy zdążę, czy będę musiała stać w kolejce po bilety... Leniwa i wygodna jestem! big_grin
                                                    Ale powtórzę: co kto lubi!


                                                  • sorel.lina Plac Hiszpański 22.05.17, 13:14
                                                    Słyszę "hiszpańskość", myślę flamenco, corrida i... Don Kichot! smile
                                                    A jak Don Quijote de la Mancha, to Sancho Pansa, Dulcinea i ich "ojciec" - Cervantes.

                                                    Jeden z głównych placów Madrytu - bardzo popularny, ruchliwy, zielony, a nad nim któż by inny? - Miguel Cervantes! Spogląda z okazałego cokołu na bohaterów swojego opus magna - Don Kichota jadącego na Rosynancie, Sancho Pansa na osiołku i... aż dwie Dulcinee! Jedna z nich to Dulcinea-ideał, druga to Dulcinea-wieśniaczka. Która to ta "prawdziwa"? smile

                                                    Tłem dla tych postaci ( z pomnika wybudowanego w latach trzydziestych XX wieku) jest niezbyt piękny, przysadzisty, acz wysoki, imponujący - Edificio de España, sztandarowy budynek okresu frankistowskiego.

                                                    http://i68.tinypic.com/312ffab.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/24qvi3k.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/j8ism9.jpg

                                                  • sorel.lina Re: Plac Hiszpański 22.05.17, 13:38
                                                    Od czasów dyktatury gen. Franco rozpoczęła się moda na tzw. "torres" - "wieże", czyli "drapacze chmur", których w późniejszych latach powstało w Madrycie wiele, np. Torre de Madrid, Torre de Safyr, Torre de Cristal, Torre Espacio, a całkiem niedawno Torre Caja Madrid czy Kia...
                                                    Te budynki, a także szerokie aleje obramowana imponującymi mniej lub bardzie nowoczesnymi budynkami, nadają Madrytowi prawdziwie wielkomiejski, pełen rozmachu i kosmopolityczny charakter.

                                                    http://i65.tinypic.com/vphu6g.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2rhai5s.jpg http://i64.tinypic.com/o8xxu1.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2rmbixi.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/29hkt3.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2r2oili.jpg




                                                  • sorel.lina Re: Plac Hiszpański 22.05.17, 13:50
                                                    Na koniec jeszcze jedna wizytówka Madrytu Plaza de Cibeles i... niespodzianka!

                                                    Madryt - mimo zamachów takich jak ten, który miał miejsce kilka lat temu na dworcu Atocha - nie boi się "terrorystów", pozostaje otwarty dla coraz liczniejszych imigrantów, zaprasza uchodźców

                                                    Zobaczcie napis na ogromnym budynku Palacio de Cibeles.

                                                    http://i64.tinypic.com/2cn70qv.jpg


                                                  • wscieklyuklad Re: Plac Hiszpański 22.05.17, 15:33
                                                    NA szczęście - w odróżnieniu od sewillskiej - madrycka katedra nie tonęła w rusztowaniach - trudno się dziwić, skoro na tle tamtej to istna "nówka". Wnętrze jest istną plątaniną kapliczek - nie ma tu jakiegoś jednolitego przestrzennego układu toteż łatwo... zgubić drogę do wyjścia!

                                                    http://i68.tinypic.com/5ue87c.jpg

                                                    to nawiązanie do różnorodności sufitu - element "islamski" przytoczyła Sorell, tu z kolei trochę gotyku.

                                                    A tuż obok inna forma artystyczna - każda z tych mozaik góruje nad identycznej wielkości odrębną częścią katedry i stad właśnie wynika ten labirynt. Widać to na drugiej z poniższych fotografii - wszystko oddzielone kolumnami, światło dociera tu praktycznie wyłącznie dzięki witrażom w oknach.

                                                    http://i68.tinypic.com/14e2rnn.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/dzi234.jpg

                                                    Przyznam, iż dopiero "muszla" z wodą święconą stała się dla mnie katedralna nitką Ariadny - wiadomo, że takie naczynie musi znajdować się obok drzwi łączących katedrę z rozpaloną słońcem posadzką na zewnątrz.
                                                  • wscieklyuklad Re: Plac Hiszpański 22.05.17, 15:35
                                                    Tu przykład "trzech w jednym" -

                                                    http://i68.tinypic.com/6i9smf.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Plac Hiszpański 22.05.17, 15:40
                                                    Obok pomnika Donka i Sancha posadzono... oliwki.
                                                    Nieśmiertelny symbol literacki wpisano tym samym w równie nieśmiertelną symbolikę całego kraju - uprawę najbardziej popularnego drzewa hiszpańskiego.

                                                    http://i66.tinypic.com/30tna5k.jpg
                                                  • wscieklyuklad Legendy, legendy, legendy 22.05.17, 16:15
                                                    Warto dodać kilka historyjek związanych z katedrą madrycką. O tym, iż od pomysłu do przemysłu" minęły blisko 3 wieki już wiemy. O tym, że budowa trwała około setki lat też.
                                                    Nieustannie dobudowywane elementy spowodowały, iż katedrę uznano za „projekt bez końca”.
                                                    Od 13 lat nie dodano na szczęście żadnego nowego składnika. Ślub następcy tronu księcia Filipa w 2004 roku zamknął klamrą wszelkie pracy wykończeniowe.

                                                    Co do figurki Najświętszej Maryi Panny Almundena to i tu brak jedności historycznej. Badacze żywotów świętych sugerują, iż figurkę przywiózł do Madrytu sam święty Jakub, lub jeden z jego uczniów mniej więcej w 5 lat po śmierci Jezusa. Tak czy inaczej figura zaginęła a posąg
                                                    dziś dostępny w Katedrze wyrzeźbiono z drewna sosnowego w XVI wieku. Istnieją kroniki sugerujące, iż w środku nadal tkwią oryginalne fragmenty pierwowzoru - brak jednak zgody hierarchów na przeprowadzenie badań, które dałyby ostateczną odpowiedź w tym względzie (co dość częste w przypadku kościelnych eksponatów).

                                                    A co na to legendy? Oto mamy rok 711 - muzułmanie najeżdżają Hiszpanię i wkrótce docierają do Magerit - dzisiejszego Madrytu. Chrześcijanie w obawie o zniszczenie zarówno drogocennych relikwii jak i katolickich wizerunków ukrywają je. Wśród wielu "artefaktów" jest i figurka Matki Boskiej, dzisiaj znana jako Matka Boska Almudena. Miejsce ukrycia oznaczono dwiema zapalonymi świecami. Kolejne pokolenia przekazywały sobie wiedzę o tym miejscu - trzeba było jednak czekać aż do XI wieku by - po wypędzeniu muzułmanów, wydobyć figurkę.

                                                    W MAdrycie mieszkała dziewczyna o imieniu Maria. jej to matka przekazała sekret ukrycia figurki, ale na nieszczęście matka zmarła a Maria zapomniała gdzie szukać figurki.
                                                    Tymczasem król Alfons VI Waleczny,odbiwszy Toledo wraca do Madrytu w nadziei odnalezienia figurki. Dowiedziawszy się iż Maria - powiernica sekretu ukrycia, zapomniała gdzie znajduje się to miejsce, wpada w szał przysięgając, że jeśli w ciągu dwóch tygodni tj. do 9 listopada nie zostanie znaleziona Matka Boska, nakaże zburzyć mury wzniesione przez muzułmanów, aż do momentu kiedy nie zostanie odnaleziona figurka Ceną ma być więc pozbawienie miasta murów obronnych i wystawienie go na potencjalny atak kolejnych najeźdźców.
                                                    Maria ogarnięta paniką całymi dniami wznosi modły z prośbą o cud przypomnienia.
                                                    Król nie pozostaje w tyle - organizuje procesję wzdłuż wałów wznosząc do Boga równie żarliwe modlitwy. Cały Madryt (w tym i nasza Maria) bieży na mury. Procesja przemierzyła całe miasto, lecz Bóg nie zesłał żadnego znaku.
                                                    Wreszcie orszak dociera do wzniesienia Cuesta de La Vega, a kiedy przechodzi obok spichlerza, Maria wydaje z siebie przenikliwy wrzask. Wszyscy przystanęli. Zaskoczony król pyta o powód krzyku - nim pada odpowiedź zapada się kawałek muru, który odsłania nie tylko figurkę Matki Boskiej, ale również... palące się niegasnącym od 400 lat płomieniem dwie świece.
                                                    Nazwa Almudena wywodzić się ma od arabskiego słowa almud – miara zboża (spichlerz!), ale niektórzy znajdują też inną etymologię! Almudayna – to nic innego jak "w murze" lub "w cytadeli".
                                                    Matka Boska w Murze...

                                                    Ach te hiszpańskie legendy.
                                                  • 1agfa Re: Legendy, legendy, legendy 22.05.17, 17:04
                                                    Wspaniałe, ciekawe, interesujące, zanurzone w skomplikowanych dziejach miasta. Dziękuję Sorellino i Wu za przypomnienia madryckie, za fotografie smile
                                                  • wscieklyuklad Re: Legendy, legendy, legendy 22.05.17, 17:21
                                                    Cieszymy się, Agfo, że czytasz z przyjemnością.

                                                    Nawiążę jeszcze do problemu imigracji hiszpańskiej.
                                                    Sorell przywołała już jedną fotografię z zaproszeniem dla uchodźców.
                                                    Takich transparentów jest w Hiszpanii wiele, a w samym 3.5 mln Madrycie kilka.
                                                    Być może historia pomogła Hiszpanom przezwyciężyć strach przed zamachowcami/ gwałcicielami, jako że - aż do czasu wygnania Żydów był to narodowościowy konglomerat - już w poprzednich wspominkach podkreślaliśmy, iż muzułmanie w wielu miejscach żyli w zgodzie z chrześcijanami, a wiele budowli choć o "pogańskich" zalążkach przetrwało.
                                                    Mury okalające Madryt - wzniesione przecież przez najeźdźców dobrze chroniły mieszkańców i kto wie, co byłoby, gdyby król w poszukiwaniu figurki Matki Boskiej faktycznie je zdemolował.
                                                    Przetrwały budowle Rzymian - też o charakterze warownym. Przetrwały dokonania rzemiosła i artyzmu Żydów. Tym straszniej patrzyć na demolkę kraju przez pisony - cały dorobek poprzedników (z identycznego przecież pnia narodowego) jest demolowany, gdyż wszystko trzeba "tworzyć" po pisoniemu.

                                                    18% LUDNOŚCI MADRYTU STANOWIĄ IMIGRANCI - CI AFRYKAŃSCY SĄ NA DRUGIM MiEJSCU POD WZGLĘDEM LICZEBNOŚCI. Nie tylko nikt ich nie bije na ulicy, nie demoluje ich sklepów (mimo zamachów kolejowych z niemałą liczbą zabitych), ale wzdłuż autostrad stawia się znaki drogowe w języku "ciapackim" by przybysz nie miał kłopotów z dotarciem do celu i to mimo tak doskonałego przewodnika jakim jest GPS.
                                                  • wscieklyuklad Re: Legendy, legendy, legendy 22.05.17, 17:56
                                                    Polubiliśmy bardzo Hiszpanów - w trakcie tygodniowego leniuchowania na plaży przegadaliśmy całe godziny.
                                                    I wywnioskowaliśmy, że pod względem poczucia humoru gdy chodzi o opór wobec junty jesteśmy do siebie niezmiernie podobni.
                                                    Jeden ze starszych wiekiem urlopowiczów zaśpiewał nam (na nutę hymnu hiszpańskiego - nie uznawał tego za profanację Świętości) następującą piosneczkę - nuciły ją podobno dzieci w czasach gen Franco:

                                                    Franco, Franco,
                                                    ale dupcia biała!
                                                    Bo mu ja żoneczka
                                                    w Arielu wyprała!

                                                    A potem - był z zawodu aktorem - wyrecytował ponoć najczęściej cytowany utwór "Wzięcie na rogi i śmierć" autorstwa Federica Garcii Lorci.

                                                    W tłumaczeniu na polski (zasługa oczywiście Sorell) brzmi on następująco:

                                                    Zegar wydzwonił piątą po południu.
                                                    Była dokładnie piąta po południu.
                                                    Chłopiec przyniósł czyste prześcieradło.
                                                    O piątej po południu.
                                                    I kosz ze świeżym wapnem.
                                                    O piątej po południu.
                                                    A nad wszystkim tym - śmierć, tylko śmierć.
                                                    O piątej po południu.
                                                    I biodro było przeszyte rogiem.
                                                    O piątej po południu.
                                                    A serce byka tak wściekle waliło.
                                                    O piątej po południu.
                                                    I stała się arena bardziej żółta, niż jodyna.
                                                    O piątej po południu.
                                                    Gangrena utkała żałobny jedwab.
                                                    O piątej po południu.
                                                    Trąby irysów całe w zieleni.

                                                    Opowiedzieliśmy mu o madryckim proteście przeciwko corridzie i wielu innych przejawach niezadowolenia.
                                                    Opowiedzieliśmy mu o demolce naszej kultury.

                                                    A on przypomniał, iż Lorca, który wiele lat mieszkał w Nowym Jorku, pełen nadziei przybył do Hiszpanii gdy ogłoszono kres monarchii i ustanowiono republikę.
                                                    Był wówczas reżyserem teatralnym a zarazem aktorem. I wciąż tworzył literackie arcydzieła.
                                                    Zamordowany 19 sierpnia 1936r. przez skrajnie prawicową bojówkę.
                                                    Powód?
                                                    Wedle jednych wiedząc o grożącej mu śmierci (otrzymywał pogróżki) ukrył się w domu jednego z nacjonalistycznych działaczy. Tam go namierzono i zamordowano.
                                                    Motyw zabójstwa?
                                                    Wedle części biografów - zbrodnia miała charakter polityczny.
                                                    Większość przychyla się do innego uzasadnienia wskazując na motyw obyczajowy.
                                                    Poeta nie tylko miał lewicowe poglądy, lecz także był zdeklarowanym homoseksualistą i utrzymywał kontakty z bratem przywódcy tej bojówki. Pochowano go w nieoznakowanym grobie w pobliżu Grenady...

                                                    Hmmm...

                                                    Wysączyliśmy w milczeniu szklaneczkę ginu. A potem opowiedzieliśmy mu o wolskiej jakże identycznej rzeczywistości.
                                                    Na razie jeszcze nikogo nie zamordowano ani za lewackie poglądy, ani moralne "skażenie".
                                                    Ale kto wie, co przyniosą kolejne miesiące?

                                                    Chwalebna śmierć. Szczęśliwi, którzy jej doczekają. Szczęśliwi, którzy spoczną w łatwym do identyfikacji grobie.
                                                    W święto zmarłych ubrani na czarno staruszkowie palą pewnie w Grenadzie elektryczne znicze (woskowe w obawie przed pożarami są wzbronione) ku chwale nieobecnej już idei...
                                                  • sorel.lina Re: Legendy, legendy, legendy 22.05.17, 18:09
                                                    A potem - był z zawodu aktorem - wyrecytował ponoć najczęściej cytowany utwór "Wzięcie na rogi i śmierć" autorstwa Federica Garcii Lorci.

                                                    W tłumaczeniu na polski (zasługa oczywiście Sorell) brzmi on następująco:


                                                    No nie przesadzajmy z tą moją zasługą! Konkretnie polegała ona na tym, że znalazłam tłumaczenie tego wiersza Lorki - jest ono dziełem Włodzimierza Słobodnika.smile
                                                  • sorel.lina Re: Legendy, legendy, legendy 22.05.17, 18:58
                                                    Kilka dni spędzonych w pięknych "okolicznościach" przyrody...
                                                    http://i63.tinypic.com/x5ee6p.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/s3mulz.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/118nc7d.jpg

                                                    ... w miłym towarzystwie...
                                                    http://i67.tinypic.com/2uh2uxz.jpg

                                                    ... z bliską osobą...
                                                    http://i63.tinypic.com/dmzgq8.jpg

                                                    ... w dobrym humorze, z dystansem do siebie i własnych ułomności...
                                                    http://i64.tinypic.com/2e1f1v5.jpg

                                                    ... nie do przecenienia! smile

                                                  • k.karen Re: Legendy, legendy, legendy 23.05.17, 11:09
                                                    Fantastyczna jest taka forma wypoczynku. Najpierw zwiedzanie, a później leniuchowanie na cudownych plażach smile
                                                  • sorel.lina Re: Legendy, legendy, legendy 23.05.17, 11:30
                                                    k.karen napisała:

                                                    > Fantastyczna jest taka forma wypoczynku. Najpierw zwiedzanie, a później leniuch
                                                    > owanie na cudownych plażach

                                                    Ja mogłabym ostatecznie zrezygnować z "nic-nie-robienia" i tylko zwiedzać, ale WU - po intensywnej, stresującej pracy przez cały rok - musi, przynajmniej w czasie urlopu, mieć choć kilka dni wypoczynku i "nic-nie-robienia" właśnie. smile
                                                  • k.karen Re: Legendy, legendy, legendy 23.05.17, 11:35
                                                    To tak, jak i mój mąż smile

                                                    Wniosek z tego taki, że możemy wybrać się na urlop w czwórkę wink Ale muszę przyznać, że choćby przez trzy dni, to lubiłabym
                                                    plażowe lenistwo smile
                                                  • sorel.lina Re: Legendy, legendy, legendy 23.05.17, 11:44
                                                    k.karen napisała:

                                                    > To tak, jak i mój mąż smile
                                                    >
                                                    > Wniosek z tego taki, że możemy wybrać się na urlop w czwórkę


                                                    Chętnie! smile Musimy o tym pomyśleć. smile

                                                    > Ale muszę przy
                                                    > znać, że choćby przez trzy dni, to lubiłabym
                                                    > plażowe lenistwo
                                                    smile

                                                    Ja też lubię. smile

                                                  • wscieklyuklad Re: Legendy, legendy, legendy 23.05.17, 18:58
                                                    http://i66.tinypic.com/33eizxu.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2cii7ms.jpg

                                                    Przechadzka po Madrycie nie może obyć się bez obejrzenia stadionu piłkarskiego Santiago Bernabeu - w tym roku wybiła mu 70 rocznica od otwarcia. Mieści 81 tys widzów.
                                                    Real godnie uczcił jubileusz spychając z jedynki na podium odwiecznego rywala z Barcelony.
                                                  • 1agfa Re: Legendy, legendy, legendy 29.05.17, 17:07
                                                    WU napisał:
                                                    (...)
                                                    > A on przypomniał, iż Lorca, który wiele lat mieszkał w Nowym Jorku, pełen nadzi
                                                    > ei przybył do Hiszpanii gdy ogłoszono kres monarchii i ustanowiono republikę.
                                                    > Był wówczas reżyserem teatralnym a zarazem aktorem. I wciąż tworzył literackie
                                                    > arcydzieła.
                                                    > Zamordowany 19 sierpnia 1936r. przez skrajnie prawicową bojówkę.
                                                    > Powód?
                                                    > Wedle jednych wiedząc o grożącej mu śmierci (otrzymywał pogróżki) ukrył się w d
                                                    > omu jednego z nacjonalistycznych działaczy. Tam go namierzono i zamordowano.
                                                    > Motyw zabójstwa?
                                                    > Wedle części biografów - zbrodnia miała charakter polityczny.
                                                    > Większość przychyla się do innego uzasadnienia wskazując na motyw obyczajowy.
                                                    > Poeta nie tylko miał lewicowe poglądy, lecz także był zdeklarowanym homoseks
                                                    > ualistą
                                                    i utrzymywał kontakty z bratem przywódcy tej bojówki. Pochowano go
                                                    > w nieoznakowanym grobie w pobliżu Grenady...

                                                    (...)

                                                    W posiadanym przeze mnie małym zbiorku poezji Garcii Lorki, z przekładami Jerzego Ficowskiego, nie ma wzmianki o homoseksualizmie poety ( co jest mi całkowicie obojętne), a - jak to u Ficowskiego - podkreślone cygańskie elementy twórczości Lorki. Oczywiście także lewicowość. Umiłowanie andaluzyjskich miast.
                                                    Trzy romance: "Święty Rafael" - to opisanie najstarszego miasta, Cordoby.
                                                    Rzymianie i muzułmanie pozostawili niezatarty - jednak - ślad. Jest w romancy mowa o "archaniele arabskim" i "leżącym torsie rzymskim".

                                                    "...Ale Cordoba nie zadrży
                                                    pod tajemnicą głęboką,
                                                    gdy jej cień podnosi dymu
                                                    wysoką architekturę -
                                                    ona blaskiem swym potwierdza
                                                    swe narodziny z marmuru..." . Gotyk i rzymski marmur...
                                                    ---
                                                    "Święty Michał" - to Granada.
                                                    "Święty Gabriel" - to Sewilla. Tutaj poeta umiejscawia (jak przystało na ludowe przypowieści) Zwiastowanie, z Matką Boską - Cyganką.

                                                    Jerzy Ficowski tak pisze:
                                                    "...Lorka chroni się w Granadzie u jednego z przyjaciół, jednak na skutek zdrady, ze względu na swe przekonania sprzeczne z wszelkiego rodzaju fanatyzmem, zostaje wydany w ręce frankistów.
                                                    W sierpniu 1936 r. zostaje rozstrzelany przez frankistów i pochowany we wspólnym grobie. ..."

                                                    I jeszcze wiersz Lorki z cyklu "Gęstwiny zegarów"

                                                    Czas
                                                    ma barwę nocy.
                                                    Nocy znieruchomiałej.

                                                    Nad olbrzymimi księżycami
                                                    Wieczność
                                                    wstrzymana o dwunastej.
                                                    I Czas usnął na zawsze
                                                    w swej wieży starej.
                                                    Okłamują nas wszystkie zegary!

                                                    Czas ma swoje horyzonty!

                                                    "Rozmyślanie pierwsze i ostatnie"
                                                  • wscieklyuklad Re: Legendy, legendy, legendy 29.05.17, 18:12
                                                    Oczywiście Agfo, iż preferencje seksualne Lorci są tu bez znaczenia. Tyle, że były nieobojętne tym, którzy wywlekli go z mieszkania i rankiem pozbawili życia.
                                                    Wspominając o tym chciałem zaakcentować powtarzalność historii gdy chodzi o mentalność rządów despotycznych oraz wspierających ją reprezentantów społeczeństwa.
                                                    Jeśli rozważyć powody zamordowania poety, to są one analogiczne do tych, jakimi dziś kierują się nacjonaliści i propisony - dla nich orientacja seksualna jest NACZELNĄ cechą decydującą o prawie do swobód.
                                                    Widzimy co dziś dzieje się w Czeczeni, gdzie stworzono obozy koncentracyjne dla homoseksualistów - tortury i morderstwa są tam na porządku dziennym.
                                                    U nas podobne prześladowania są jedynie kwestią czasu - czarnuchy nie przepuszczą okazji do budowy społeczeństwa ortodoksyjnego a ONR czeka tylko na właściwy moment. Dopiero co umorzono śledztwo w sprawie rasistowskich wypowiedzi bezmózgiego dziewczęcia na jednym z marszów ONR. Scenki z Jasnej Góry uzmysłowiły lewackim odbiorcom co nas czeka.
                                                    Incydent z Teatru wystawiającego "Klątwę" jest kolejnym kamyczkiem do nadchodzącej olbrzymimi krokami lawiny przemocy.
                                                    Gdyby Lorca żył w dzisiejszej Wolsce, jego życie byłoby identycznie zagrożone jak w casach frankistowskiej junty.
                                                  • 1agfa Re: Legendy, legendy, legendy 29.05.17, 19:08
                                                    WU napisał:
                                                    (...)
                                                    > Jeśli rozważyć powody zamordowania poety, to są one analogiczne do tych, jakimi
                                                    > dziś kierują się nacjonaliści i propisony - dla nich orientacja seksualna jest
                                                    > NACZELNĄ cechą decydującą o prawie do swobód.
                                                    > Widzimy co dziś dzieje się w Czeczeni, gdzie stworzono obozy koncentracyjne dla
                                                    > homoseksualistów - tortury i morderstwa są tam na porządku dziennym.
                                                    > U nas podobne prześladowania są jedynie kwestią czasu - czarnuchy nie przepuszc
                                                    > zą okazji do budowy społeczeństwa ortodoksyjnego a ONR czeka tylko na właściwy
                                                    > moment. Dopiero co umorzono śledztwo w sprawie rasistowskich wypowiedzi bezmózg
                                                    > iego dziewczęcia na jednym z marszów ONR. Scenki z Jasnej Góry uzmysłowiły lewa
                                                    > ckim odbiorcom co nas czeka.
                                                    > Incydent z Teatru wystawiającego "Klątwę" jest kolejnym kamyczkiem do nadchodzą
                                                    > cej olbrzymimi krokami lawiny przemocy.
                                                    > Gdyby Lorca żył w dzisiejszej Wolsce, jego życie byłoby identycznie zagrożone j
                                                    > ak w casach frankistowskiej junty.


                                                    Tak jest. Nie będę dublować, bo tak samo widzę sprawę i w tym samym duchu jw. pisałem - ale wcięło nie wiedzieć jak i czemu. Zauważ w moim poprzednim poście dwie sygnaturki! shock
                                                    Za to:
                                                    "...Czarne, czarne są ich konie
                                                    i czarne, czarne podkowy.
                                                    Na ich płaszczach plamy z wosku
                                                    i plamy atramentowe.
                                                    Czaszki mają ołowiane,
                                                    dlatego płakać nie mogą.
                                                    Z sercem polakierowanym
                                                    nadchodzą szeroką drogą.
                                                    Garbaci są i ponocni
                                                    przeto z nich wokół wyrasta
                                                    ciemne, gumowe milczenie,
                                                    przerażenie lotnych piasków.
                                                    Kiedy zapragną, przychodzą
                                                    i ukrywają w swych głowach
                                                    astronomiczne majaki -
                                                    cień pistoletów widmowych..."

                                                    Pierwsza strofa Romancy - wprawdzie o policji hiszpańskiej, ale jakże odpowiednia.
                                                    Wróżebna dla Poety, przeniesiona w czasie do...?
                                                    Tego chcą: lęku. Niedoczekanie.

                                                    Mam nadzieję, że swoim wtrętem nie popsułem Wam wspaniałego madryckiego (Escorial! smile) wątku.
                                                    Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka