Dodaj do ulubionych

Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2)

24.05.17, 02:10
Miała być tylko przystankiem - przerywnikiem w drodze z południowej do północnej Hiszpanii.
Mało znana, niedoceniana.
Traktowana z mniejszą od swej wielkiej sąsiadki atencją, trochę po macoszemu, trochę z pobłażliwym, ale jednak lekceważeniem.
Owiewana wilgotnym oceanicznym wiatrem, o wiele bardziej zielona od tamtej, spalonej suchymi powiewami znad Afryki...
-----------------------------------------------------------------------------
Nieoczekiwany zachwyt... olśnienie... oczarowanie.... Portugalia!
------------------------------------------------------------------------------
Obserwuj wątek
    • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 24.05.17, 02:19
      Tam, gdzie nad starym, rzymskim Mare Nostrum wschodzi słońce i tam, gdzie zachodzi:
      Stambuł i Lizbona - dwie prawdziwe perły w koronie Śródziemnomorza - spinają je niczym klamra spajająca dwa światy, a przecież jeden świat naszej historii, naszej kultury - pomosty między Starym i Nowym, Orientem i Ponentem... Europą, Azją, Afryką, Ameryką...

      Do obu - Stambułu i Lizbony - będę wracać, jeśli tylko los pozwoli.
      • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 24.05.17, 02:52
        A zaczęło się to zwyczajnie, prozaicznie - ot! przejażdżka starym tramwajem wczesnym wrześniowym rankiem. smile
        I czar zaczął działać!
        Miasto budzące się do życia, to światło, ten koloryt, to słońce odbijające się złociście na murach kamienic, na bruku ulic, lśniące na jeszcze nie rozbłękitnionym niebie...
        Ten świeży powiew znad Tagu i oceanu... ten zapach jedyny w swoim rodzaju...

        Żadne zdjęcia, żadne filmy tego nie oddadzą, ale chociaż namiastka tutaj...










        • 1zorro-bis Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 24.05.17, 07:28
          a zamowilas wczesniej bilet tramwajowy ekstra? No, bo w planie wycieczki zbiorowej to tego nie bylo....big_grin
          • 1zorro-bis Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 24.05.17, 07:32
            Sorell.....a ja mialem przyjemnosc byc tez na ZORGANIZOWANEJ wycieczce w USA i mialem rowniez przyjemnosc jechat tramwajem.....w San Francisco! Filmu sam niestety nie nakrecilem ale wygladalo to mniej wiecej tak: www.youtube.com/watch?v=LXcA0-1A5q8 big_grinbig_grinbig_grin
            No coz....straszne sa te wycieczki zorganizowane...big_grin
        • k.karen Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 24.05.17, 12:46
          O, rany! Jak oni tam jeżdżą, strasznie wąskie ulice!
          A dodatkowe atrakcje to jak Roller Coaster w wesołym miasteczku wink big_grin
          • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 24.05.17, 18:46
            No cóż, skoro okazało się, że nie tylko byliśmy w Lizbonie, ale nawet udało nam się pojechać zabytkowym tramwajem, to pozwolę sobie zdradzić tajniki tej podróży.
            Do Lizbony dotarliśmy poprzedniego wieczoru. Po noclegu w full wypasionym hotelu mieliśmy jechać całą grupą pod przewodnictwem pilota nad brzeg morza. O podróży tramwajem mowy być nie mogło, jako że po pierwsze primo nasza grupa liczyła 45 osób a w tramwaju może się pomieścić jedynie ok. 60-cioro. Rano po serwowanym odgórnie w formie stołu szwedzkiego (z 3 porcjami najpyszniejszego w świecie pastel de nata włącznie) pilot oznajmił, iż jedziemy nad morze a zbiórka jest o 7.30 i jest prośba o punktualność.

            http://i63.tinypic.com/10n96qu.jpg

            http://i63.tinypic.com/ip9x94.jpg

            tu focia najsłynniejsze cukierni produkującej ten cud dla podniebienia.

            No to z Sorell postanowiliśmy pokazać grupie fucka i na własna rękę pojechać zabytkowym tramwajem. Było pod górkę, bo bilet nie był najtańszy (2.90 jurasa na łeba), ale ostatecznie postanowiliśmy się szarpnąć i pocwałować po torach. Kiedy tylko nadjechał tramwaj Sorell wparowała do środka i zajęła miejsce nie tylko przy oknie, ale nawet przy otwartym oknie!
            Dzięki temu rewelacyjnemu zajęciu krzesełek przez całą półgodzinną podróż mogłem - wychylając się na zewnątrz - o czym świadczą filmowe kadry, a co nawiasem mówiąc było łamaniem zakazu. Było to o tyle łatwiejsze, że tramwaj nie posiadał lusterka bocznego, więc motorniczy i tak nie wiedział, że aparat tkwi na zewnątrz)
            Podróż super! Wąskie uliczki z wysokimi kamieniczkami bez śladu "erozji", mijanka z samochodami i tramwajami - jeden musiał zatrzymać się z powodu blokowania torów (vide film) Tramwaj dowiózł nas pod jeden z kościołów (będzie jeszcze o nim).
            A grupa? Czekała grzecznie dwie godzinki aż wrócimy.

            A tak naprawdę, to taki scenariusz ułożyć może wyłącznie zakompleksiony, smutny dement indywidualny.
            Bo:
            Wszyscy jechaliśmy tym samym tramwajem. I wszyscy byli zachwyceni.
            I nikt się nie spóźnił.
            A biletów nie kupowaliśmy.
            Nie dlatego, że jechaliśmy na gapę.
            Nie dlatego, że w tym dniu tramwaje były za friko.
            Ale dlatego, że lokalny przewodnik współpracujący z "Itaką" czekał grzecznie na przystanku i skasował bilety dla całej grupy. CAŁY TRAMWAJ BYŁ WYŁĄCZNIE DLA NAS I NIE ZATRZYMYWAŁ SIĘ NA PRZYSTANKACH, więc nie było żadnego przepychania się
            wsiadających i wysiadających.
            Cena biletu była włączona w all inclusive!
            Podaną w poście zaczerpnąłem z netu!
            Z tego prostego względu nie wkleję dla szpanu jego foty. Sam film potwierdza, że siedzimy wygodnie wewnątrz pojazdu.
            • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 24.05.17, 19:33
              Tramwaj też ma swoją historię. Wszystko zaczęło się 144 lata temu, gdy na ulice Lizbony wyjechały pierwsze tramwaje konne - nietrudno domyślić się, iż przystanek początkowy znajdował się przy lizbońskim dworcu kolejowym. Transport wymagał wielkich nakładów - od budowy torowisk tramwajowych po koszty związane z utrzymaniem... 1200 koni. Tak wielka liczba koni pociągowych wynikała z ukształtowania terenu przez jaki pięły się/obniżały trasy przejazdu. To tu przecież znajduje się najbardziej stromy podjazd na świecie mający nachylenie 145 stopni a zwany z tego powodu - ku czci "bliźniaczej sieci po drugiej stronie oceanu - Calcada da Sao Francisco. Wiele innych podjazdów pnie się po stromiźnie sięgającej 120 stopni.
              31 sierpnia 1901 r. na ulice wyjechały pierwsze tramwaje elektryczne. W czasach największego rozkwitu linia miała łącznie 76 km długości , które obsługiwało 27 linii.
              Ciasne uliczki i rozwój motoryzacji zmusiły do likwidacji wielu odcinków - widać je w bocznych uliczkach filmu, który nakręciłem. Między 1959 i 1997 rokiem zlikwidowano 2/3 linii - ocalała jedynie ta w obrębie Starówki i jedyna wzdłuż Tagu. Stare "Americanos" (zwane tak ze względu na fakt, iż projektantami tramwajów byli konstruktorzy amerykańscy) wyparły tramwaje niskopodłogowe - wciąż jednak drewniane.

              Tramwaj lizboński to naprawdę wielka frajda!

              http://i63.tinypic.com/2nltl34.jpg

              http://i63.tinypic.com/2z9beis.jpg

              http://i68.tinypic.com/2vts2so.jpg http://i63.tinypic.com/55s8w5.jpg

              http://i63.tinypic.com/2rfefpg.jpg
            • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 24.05.17, 20:14
              Lizbońskie ciasteczka-pyszności!
              Pierwotnie - Pastel de Belem (Betlejem) - ale ta nazwa przysługuje wyłącznie ciasteczkom produkowanym w jednej tylko cukierni, położonej w dzielnicy Belem, niegdyś leżącej poza granicami Lizbony. I tylko tam wolno je pod taką nazwą sprzedawać. "Wszystkie prawa zastrzeżone" - więc sprytni lizbończycy swoje ciasteczka nazwali: Pastel de Nata (Boże Narodzenie).
              smile
              Betlejem, Boże Narodzenie - jak zwał, tak zwał - smakują cudownie! smile
              • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 24.05.17, 20:18
                P.S. Te z cukierni widocznej na fotce są podobno najlepsze z tych " de Nata". smile
                Zjedliśmy kilka z rozkoszą, chociaż to nie był okres Bożego Narodzenia. smile
              • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 24.05.17, 20:25
                P.S. P.S.
                Z powodu mojego lingwistycznego odchylenia poczuwam się do sprostowania nazwy ciasteczek:
                Pastel - "ciastko", liczba pojedyncza.
                Pasteis - "ciastka", liczba mnoga.
                smile
                • 1zorro-bis Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 24.05.17, 22:33
                  czytam i czytam i jest fajnie. Natomiast buldog z pudlem tez czytaja i.....wiadomo jak komentuja.big_grin
                  Mam pudla odwiedzic? Jak myslicie? Czy jednak szkoda czasu? Podobno mieszka w dzielnicy, gdzie "ciapatych" pelno i dlatego pudel sie boi.....big_grin Bo podobno pudla po nocach nachodza.....big_grinbig_grinbig_grin
                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 24.05.17, 22:42
                    Zorro, może o tym w innym wątku...?
                    • 1zorro-bis Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 25.05.17, 07:47
                      big_grin
                      • 1zorro-bis Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 25.05.17, 07:50
                        Sorell.....a na pewno nie jedliscie "Caldo Verde", wiec na pewno nie byliscie w Portugalii a co dopiero w Lizbonie.big_grinbig_grinbig_grin
                        Ja kangura tez nie zjadlem, wiec moje opowiesci, ze mieszkalem w Australii to tez czysta bujda....big_grinbig_grinbig_grin
                        • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 25.05.17, 08:46
                          1zorro-bis napisał:

                          > Sorell.....a na pewno nie jedliscie "Caldo Verde"


                          Nie, nie jedliśmy! big_grin
                          W Lizbonie byliśmy krótko - za krótko, żeby ją dobrze poznać, ale dość długo, żeby ją pokochać, chcieć do niej wracać i swoimi wrażeniami się dzielić. I raczej średnio mnie interesuje, że komuś tam, gdzieś tam, to nie odpowiada.
                          Praktycznego informatora turystycznego natomiast nie mam ambicji, ani woli pisać - jest ich w necie i na półkach księgarskich dostatek. smile

                          > Ja kangura tez nie zjadlem, wiec moje opowiesci, ze mieszkalem w Australii to t
                          > ez czysta bujda.
                          ...big_grinbig_grinbig_grin

                          big_grin big_grin big_grin
                          • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 25.05.17, 08:57
                            P.S. Jedliśmy w Lizbonie bacalhau i caril de camarao ( to drugie to podobno kolonialny przysmak z Goa). Zdjęć talerzom nie zrobiliśmy. smile
                            A! no i oczywiście piliśmy vinho verde i porto. smile
                          • k.karen Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 25.05.17, 09:04
                            O! Czy to znaczy, że nazwa kolory pastelowe, ma swoją etymologię od tych ciastek "Pastel..."? smile
                            Coś w tym jest smile

                            Ale jestem też ciekawa, co to za słodkości, które na wystawie są pod "Pastel De Nata"? Mają dziwny kształt... Nie wiem, czy dobrze widzę nazwę - Pingos De Tocha?

                            https://i63.tinypic.com/10n96qu.jpg
                            • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 25.05.17, 09:17
                              k.karen napisała:

                              > O! Czy to znaczy, że nazwa kolory pastelowe, ma swoją etymologię od tych
                              > ciastek "Pastel..."?


                              Sądzę, że raczej ma to coś wspólnego z "pasta" - w językach romańskich to słowo - oczywiście w miejscowych wariantach - oznacza "ciasto" i takie na makaron na przykład i takie na słodko, na ciastka. smile

                              > Ale jestem też ciekawa, co to za słodkości, które na wystawie są pod "Pastel
                              > De Nata"?
                              Mają dziwny kształt... Nie wiem, czy dobrze widzę nazwę - Pingos
                              > De Tocha
                              ?

                              Dobrze widzisz, ale nie wiem, jak smakują Pingos de Tocha. Nie jadłam. smile

                              • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 25.05.17, 17:39
                                Nie jedliśmy nie tylko Caldo verde, ale też nie jedliśmy langusty, co nas do teraz niezmiernie stresuje, ale co postaramy się zrealizować w tym roku.
                                Nie jedliśmy - a to z powodu innej pory roku - innego przysmaku portugalskiego, który pojawia się na stole w dzień Bożego Narodzenia.
                                To pyszne podobno ciasto zwane jest Bolo Rei, czyli ciasto królewskie. Jest to ciasto drożdżowe o okrągłym kształcie z mnóstwem kandyzowanych owoców i orzechów na wierzchu.

                                Nawet i kuchnia portugalska ma swe legendy. Ta dotyczy historii wypieku, który ma nazwę nieprzypadkową.
                                Oto trzej królowie wiedzeni gwiazda betlejemską do stajenki, spierają się po drodze, który z nich jako pierwszy wręczy dar noworodkowi. Żaden nie chce ustąpić palmy pierwszeństwa!
                                Po drodze zachodzą do domu piekarza - ten wpada na pomysł rozstrzygnięcia sporu.
                                Oto upiecze ciasto we wnętrzu którego zostanie umieszczony owoc bobu. Kto natrafi na bób w swoim kawałku ciasta, ten będzie tym pierwszym.
                                Legenda milczy, kto "zgarnął" nagrodę, ale na pamiątkę legendy po dziś dzień w królewskim cieście umieszcza się drobniutkie przedmioty i jedno ziarno bobu.
                                Kto trafi na przedmiot - temu los nie poskąpi szczęścia w przyszłym roku.
                                Kto zaś znajdzie w swym kawałku bób, ten... będzie musiał w przyszłym roku zafundować kolejne ciasto.
                                Ot jak historia zmienia wymowę legendy.
                                Kto wie, czy "dałeś bobu" spotykane wśród porzekadeł nie wywodzi się z tej właśnie legendy...
                                • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 25.05.17, 17:40
                                  https://infolizbona.pl/wp-content/uploads/2013/12/Bolo-Rei-Ciasto-Krolewski-Portugalia-%C5%9Awi%C4%99ta.jpg

                                  Mniam, mniam - niestety tylko z netu!
                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 31.05.17, 13:42
                                    "Quem não viu Lisboa, não viu coisa boa" - " Kto nie widział Lizbony, nie widział rzeczy cudnej", mawiają Portugalczycy. I nie ma w tym żadnej przesady.

                                    Miałam szczęście zobaczyć Lizbonę. Pobieżnie, bo nie była głównym celem podróży. Krótko, bo trasa wiodła dalej, do Hiszpanii. Ale "rzut oka" na to miasto wystarczył, by mnie ono zauroczyło.
                                    Wpadłam jak śliwka w kompot, muszę tam wrócić! Może już za rok.

                                    ------------------------------------------------------------------------------------------------

                                    Mało jest na świecie miast tak cudownie położonych, rozciągających przed oczami turysty tak piękne panoramy. Ja znam takie dwa, tylko dwa, które mogą pod tym względem walczyć o palmę pierwszeństwa - położone na antypodach Europy: Stambuł i Lizbonę. Pierwsze z nich to przepiękne okno na wschód, drugie - równie piękne - na Zachód.

                                    -------------------------------------------------------------------------------------------------

                                    "Quem não viu Lisboa, não viu coisa boa"....

                                    Piętrzące się na wzgórzach miasto, a za nim... nie! Nie ocean - rzeka Tejo (Tag).

                                    http://i65.tinypic.com/280nxb4.jpg

                                    http://i66.tinypic.com/1zv4sg7.jpg

                                    Piękno tej panoramy zakłócają nieco liczne dźwigi, ale stanowią znak, że miasto intensywnie się odbudowuje

                                    http://i64.tinypic.com/2d7akqx.jpg

                                    • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 31.05.17, 13:59
                                      W Lizbonie jest kilka punktów widokowych ( tzw. miradouros ), z których można podziwiać miasto - to najlepszy sposób, by wyrobić sobie pojęcie o topografii i charakterze miasta zbudowanego na siedmiu wzgórzach (tak, tak! Niczym Rzym, Stambuł, Paryż...)

                                      My spoglądaliśmy na Lizbonę z Miradouro de Santa Lucia

                                      http://i63.tinypic.com/2mxe3nn.jpg http://i68.tinypic.com/b6vtdg.jpg

                                      http://i63.tinypic.com/5akxur.jpg

                                      • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 31.05.17, 14:16
                                        Taras Miradouro de Santa Lucia sam w sobie jest cacuszkiem. Wyłożony biało-czarną kostką calçado português, zacieniony pergolami, porośnięty trawnikami, żywopłotami i krzewami bougainvilli, ozdobiony pięknymi płytkami azulejos znajdującymi się na ścianie stojącego przy nim kościoła... a w dole dachy starej Alfamy...

                                        http://i67.tinypic.com/9krwb9.jpg

                                        http://i66.tinypic.com/2itspl2.jpg

                                        http://i65.tinypic.com/26440lk.jpg

                                        http://i64.tinypic.com/309myo7.jpg

                                        Schodzimy w głąb tysiącletniej Alfamy

                                        http://i67.tinypic.com/16bhl37.jpg
                                        • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 31.05.17, 14:40
                                          Aj! Przyzwyczajona do hiszpańskiego, popełniłam błąd pisząc: "Santa Lucia". Po portugalsku pisze się "Santa Luzia". Za omyłkę przepraszam.
                                          • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 31.05.17, 15:03
                                            Skoro już o języku mowa, to Mario Soares powiedział:

                                            " Język jest granicą. Mówić po portugalsku oznacza być Portugalczykiem".

                                            Dyskusyjne, ale coś w tym jest.
                                            Coś, co Portugalczycy nazywają "światem portugalskim" - "mundo português" i to wcale nie małym, jako że portugalski jest obecnie ósmym najczęściej używanym językiem na globie, po mandaryńskim (chińskim), angielskim, hindustani, urdu, arabskim, hiszpańskim, francuskim.
                                            Jednak nie sądzę, żeby np. Brazylijczycy albo Angolańczycy czuli się Portugalczykami, tak jak np. Meksykanie nie czują się Hiszpanami, a Amerykanie Anglikami.

                                            Nie znam portugalskiego, chociaż sporo z niego - jako że to język romański - jestem w stanie zrozumieć. Brzmi przyjemnie - choć nie tak przyjemnie, jak np. włoski. Mile głaszcze ucho swoimi - szeleszczącymi niby liście jesienne pod stopami - głoskami... Jakież to podobne do naszych polskich "chrząszczy w trzcinie brzmiących szczęśliwie w Trzebrzeszynie"! smile
                                            • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 31.05.17, 22:11
                                              Plątanina ulic i uliczek często niesamowicie wąskich, wijących się, skręcających pod nieprawdopodobnym kątem, już to wspinających się po wzgórzu, już to schodzących ku brzegom rzeki. Labirynt zaułków - becos - pełen niewysokich, białych kamieniczek, chroniących się przed słońcem pod krytymi czerwoną dachówką dachami... skąpany w niezwykle jasnym, niemal białym świetle, w przejrzystym powietrzu, mimo upału wcale nie dusznym, bo przesączonym wilgocią i zapachem niesionym przez wiatr znad Tagu i pobliskiego Atlantyku...

                                              Alfama... najstarsza, pamiętająca jeszcze Maurów dzielnica miasta... dusza Lizbony.

                                              http://i67.tinypic.com/1zl86df.jpg http://i67.tinypic.com/33kryma.jpg

                                              Zaułek Ducha Świętego

                                              http://i65.tinypic.com/2e5nogo.jpg

                                              Ulica Gueira

                                              http://i63.tinypic.com/smafkp.jpg

                                              http://i63.tinypic.com/315ewiu.jpg

                                              • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 31.05.17, 22:23
                                                Po uliczkach Alfamy można by błądzić bez końca

                                                http://i64.tinypic.com/2nb6qv6.jpg http://i67.tinypic.com/2s8rzwi.jpg

                                                Mauretańską przeszłość miasta dziś jeszcze widać wyraźnie, bo czyż te białe ściśniete ze sobą domy, wąziutke uliczki, zaułki nie przypominają miast Maghrebu? W Tunezji widziałam bardzo podobne

                                                http://i66.tinypic.com/6rr8n8.jpg

                                                http://i64.tinypic.com/330d5bp.jpg

                                                http://i66.tinypic.com/6eivyq.jpg

                                                http://i67.tinypic.com/2w2mu01.jpg http://i68.tinypic.com/23sugig.jpg
                                                • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 31.05.17, 22:38
                                                  Rzeczy chyba najbardziej portugalskie z portugalskich smile

                                                  Balkony pełne suszącego się prania

                                                  http://i67.tinypic.com/15czx8y.jpg

                                                  Ściany kamieniczek zdobione kafelkami azulejos

                                                  http://i68.tinypic.com/21kksvl.jpg

                                                  Biel tynku przerywana barwnymi, jaskrawymi ozdobami i biało-szara kostka brukowa

                                                  http://i67.tinypic.com/2lne6c6.jpg

                                                  Małe sklepiki z rybami i owocami morza, przypominające o rybackich zajęciach mieszkańców i o morskim charakterze kraju

                                                  http://i63.tinypic.com/rmi3rn.jpg

                                                  No i schody, schody schodki... Tu ozdobione girlandami w narodowych barwach

                                                  http://i65.tinypic.com/eb7uah.jpg

                                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 31.05.17, 23:56
                                                    Alfama pamięta Maurów - za ich panowania stanowiła odrębne miasto, Al-Hamma (współcześnie Alfama właśnie) - ale to nie Maurowie zamieszkali pierwsi na wzniesieniach, na których później zbudowano Lizbonę.

                                                    Wcześniej byli tu Rzymianie, przed nimi Grecy, przed Grekami Fenicjanie, a przed Fenicjanami Celtiberowie - Luzytanie. Osady na siedmiu lizbońskich wzgórzach powstawały przez ponad trzy tysiące lat. Dziś - z małym wyjątkiem w dzielnicy Baixa - nic już z nich nie pozostało.
                                                    Oprócz legend i... śladów w nazwie miasta! ( Agfo - ukłony smile )

                                                    Jak zwali swoją osadę Luzytanie nie wiadomo, Fenicjanie swoją nazwali " Łagodną Zatoką" - Ubis Ubbo, którą to nazwę Grecy (prawdopodobnie) przekształcili w Olissipo i oczywiście, jak to Grecy, pełni fantazji i wyobraźni, otoczyli pięknymi mitami: Olissipo stała się w nich krainą odkrytą przez... Odysa-Ulissesa wink Achaja, który zgubiwszy drogę do swej ojczyzny, Itaki, zawędrował na zachodni "kraniec świata" i znalazł tam baśniowy Ogród Hesperyd, pięknych nimf strzegących drzew rodzących złote jabłka. Podobno były to... pomarańcze! smile
                                                    Mit to tylko mit, niemniej prawdą jest, że w wielu językach, np. arabskim, perskim, tureckim, "pomarańcza" to odpowiednio "purtuqaal", "portegal", "portakal"...

                                                    Jednak na rajskim ogrodzie Hesperyd wyobraźnia Greków nie poprzestała. Opowiadali jeszcze, że zakochana w Odyseuszu nimfa Kallipso, chcąc zauroczyć go tą krainą, przemieniła się w węża, którego ciało uformowało siedem pięknych lizbońskich wzgórz...

                                                    Po latach przybyli tu nie obdarzeni podobną greckiej fantazją, za to o wiele bardziej praktyczni Rzymianie, zajęli miasto, którego nazwę przekształcili na łacińską modłę - Olissipum, a później na cześć zwycięzcy Luzytanów, Cezara, nazwali je Felicitas Iulia, co mniej więcej można przetłumaczyć jako Szczęście Iulijskie ( od rodu julijskiego, z którego wywodził się Juliusz Cezar).

                                                    Germańscy Wizygoci, którzy w V wieku zdobyli Luzytanię, nie nadali miastu nowego imienia, lecz wrócili do starej nazwy Olissipo, którą oczywiście wymawiali po swojemu. I tak Olissipo stało się Lispo, Lisboą (Lizboną).
                                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 01.06.17, 13:39
                                                    W historii Portugalii powtarza się schemat znany z historii Hiszpanii: rekonkwista, odbijanie miast z rąk Maurów, zamiana meczetów na kościoły.
                                                    Główny meczet zdobytego miasta z reguły stawał się katedrą, albo - jeśli go zburzono - to na miejscu, gdzie stał, budowano kościół katedralny.
                                                    Tak też stało się w Lizbonie. W 1147 roku, pierwszy król Portugalii, Alfons I Zdobywca odbił Maurom miasto, a już trzy lata później na miejscu starego meczetu wzniósł katedrę dla pierwszego biskupa Lizbony, którym został... Anglik, krzyżowiec, Gilbert z Hastings!

                                                    Lizbońska katedra, a zwłaszcza jej romańska, surowa fasada z wieżami przypominającymi fortece, sprawia wrażenie bardziej twierdzy niż świątyni. A gotyckie wnętrze, prawie całkowicie pozbawione ozdób zaskakuje surowością.


                                                    Kościół czy zamek obronny?

                                                    http://i63.tinypic.com/soaijq.jpg

                                                    Romański portal z piękną witrażową rozetą

                                                    http://i66.tinypic.com/21n4fb5.jpg

                                                    Po przejściu przez portal otwiera się taka perspektywa

                                                    http://i66.tinypic.com/2d2dco6.jpg http://i63.tinypic.com/vsl7uv.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 01.06.17, 14:21
                                                    Każda katedra jest w Portugalii nazywana jest Sé. Krótko, jednoznacznie i wygodniej, niż gdyby się miało używać pełnej, łacińskiej nazwy: Sedes Episcopalis - Siedziba Biskupa.

                                                    Każda niemal katedra w Portugalii jest pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny - Nossa Senhora. (Naszej Pani, podobnie jak Notre-Dame we Francji).

                                                    Każda katedra powinna też mieć swojego świętego patrona, a najlepiej także jego relikwie.
                                                    Sé de Lisboa ma ich aż dwóch: św. Vincentego i św. Antoniego. Obaj zostali ogłoszeni patronami: ten pierwszy Lizbony (chociaż pochodził z Saragossy), a ten drugi, Lizbończyk, (choć nazywany Padewskim) - całej Portugalii.

                                                    Św. Vincenty trafił do Lizbony już po swojej śmierci. Jego szczątki zostały tu w 1173 roku przywiezione z Przylądka Św. Vincentego łodzią, nad którą podobno trzymały straż dwa święte kruki. Dlatego kruk stał się symbolem wyzwolenia Lizbony spod władzy muzułmanów i umieszczony w herbie miasta. Relikwie zaś złożono w skrzyneczce w katedralnym skarbcu.

                                                    Co do świętego Antoniego, to Portugalczycy bardzo się denerwują, jeśli ktoś nazwie go Padewskim, bo ten święty urodził się w Lizbonie i to tuż obok katedry, studiował w Coimbrze, a z Padwą ma tylko tyle wspólnego, że tam przyszło mu spędzić ostatnie dni jego krótkiego, 36 letniego życia.


                                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 01.06.17, 14:28
                                                    W lizbońskiej katedrze

                                                    http://i65.tinypic.com/2e58mde.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2ekt1jq.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2vbwt2x.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/245wl91.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2v28j6x.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/27x4ig0.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/rur78i.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze - stołeczne impresje (2) 01.06.17, 14:32
                                                    Jeszcze parę ujęć...

                                                    http://i68.tinypic.com/24o7vit.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/bhbmf8.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/30ct1ly.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2ymvkug.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2w4n3lz.jpg
                                                  • wscieklyuklad Druga krucjata - niech żyje sukces. 01.06.17, 18:45
                                                    Jest rok 1147. Portugalski król Alfons I zdobywa twierdzę Santarém. Droga do stolicy stoi otworem. Ale wojska królewskie zdziesiątkowane i osłabione walką są zbyt słabe, by zdobyć twierdzę. Ta - zaopatrywana od strony morza - jest zdolna do skutecznego stawiania oporu nacierającym. Oblężenie nie przynosi skutku. Tymczasem Europa szykuje się do rozprawy z muzułmanami. Flota z 13000 zbrojnych wyrusza z angielskiego Dartmouth ku Galicji. Na pokładach statków istna mozaika narodów - od Anglików, Niemców, Flamandów, po Normanów, Szkotów i Fryzów.
                                                    Przed wypłynięciem w dalszą drogę zatrzymują się w Santiago de Compostelli, by na grobie św. Jakuba prosić o łaskę zwycięstwa.
                                                    Tam wita ich biskup Porto, który błaga o wsparcie w odbiciu Lizbony.
                                                    Krzyżowcy godzą się chętnie - bojowo-religijny zapał i przetarcie w boju to kusząca perspektywa. W czerwcu 1147 r docierają pod mury Lizbony otaczając je od lądu i morza.
                                                    Walki trwają już 4 miesiące nie przynosząc sukcesu.
                                                    Kto wie jak długo trwałoby oblężenie, gdyby nie rycerz Martim Moniz, który dostrzegłszy, iż nie domknięto wrót wiodących do zamku Maurów rzucił się by wtargnąć do wnętrza. Obrońcy rażą go mieczem ale bezwładne już ciało śmiałka blokuje wrota na tyle skutecznie, iż oblegający wdzierają się do zamku zdobywając go i zmuszając Maurów do poddania.

                                                    Bohatera uczczono stosownie - ma swój przystanek metra w Lizbonie.

                                                    Legendy, legendy, legendy.

                                                    Zdobycie Lizbony było... jedynym sukcesem II wyprawy krzyżowej!
                                                  • wscieklyuklad Re: Druga krucjata - niech żyje sukces. 01.06.17, 19:08
                                                    Katedra Sé.

                                                    Słów kilka o niej.

                                                    Zbudowana - jak wspomniała już Sorell - na fundamentach meczetu - miała podwójne znaczenie.
                                                    Przede wszystkim stanowiła istotny element murów obronnych miasta.
                                                    Już przy okazji hiszpańskiej opowieści wspominaliśmy, iż taki typ budowy nie był wcale unikalny.
                                                    Nie chodziło tu wcale wyłącznie o wykorzystanie fragmentów poprzedniczki by szybciej wznosić mury chrześcijańskich świątyń.
                                                    Motyw był zupełnie inny: budując kościoły na podwalinach meczetów starano się uzmysłowić pokonanym, iż chrześcijaństwo jest religią dominującą nad islamem!

                                                    Nas pełna nazwa katedry pewnie śmieszy, jako, że kojarzy się nieco komicznie.
                                                    Sé Patriarcal to skrót od SEDES Patriarcal Episcopalis - język potrafi płatać psikusa, a przecież oznacza nic innego, jak Siedziba Biskupia.

                                                    Miejsce religijne, ale czy zawsze?

                                                    Oto rewolucja lizbońska 1383 roku - biskup Dom Martinho Anes zostaje zrzucony z jednej z wież katedry za to iż wspiera decyzje polityczne Dona Leonor Tales - obaj spiskują z Kastylijczykami w dniach oblężenia Lizbony.
                                                    To właściwie pierwsza udokumentowana europejska defenestracja!
                                                    Ale w Portugalii nie jedyna!
                                                    Jest XVII wiek - Hiszpania i Portugalia są odrębnymi państwami jednak jedynie pozornie - oba państwa mają wspólnego króla i... policję. Portugalscy arystokraci podejmują walkę mającą na celu uzyskanie pełnej suwerenności kraju. Przeciwnikiem separacji jest królewski sekretarz stanu Miguel de Vasconscelos. Arystokraci wspierani przez lud wdzierają się do jego siedziby, jednak nie zastają znienawidzonego urzędnika.
                                                    Przetrząsają kolejne pomieszczenia, aż wreszcie znajdują Miguela ukrytego w... szafie i z bronią w ręku. Mordują go, a następnie wyrzucają przez okno.

                                                    Artysta tak uwiecznił to "patriotyczne" wydarzenie:

                                                    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/20/Antonio_Fernandez_-_Restaura%C3%A7%C3%A3o_de_Portugal_e_Morte_de_Miguel_Vasconcelos.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Druga krucjata - niech żyje sukces. 01.06.17, 20:13
                                                    Katedra lizbońska była miejscem chrztu św. Antoniego, a pobliski, niewielki kościół Santo António da Sé stoi rzekomo w miejscu domu, w którym urodził się ten święty. Kościół jest barokowy, po pierwotnym budynku (zniszczonym przez trzęsienie ziemi) pozostała tylko krypta, która symbolizuje miejsce narodzin przyszłego świętego.

                                                    http://i66.tinypic.com/2z8565u.jpg

                                                    Wejście do krypty

                                                    http://i64.tinypic.com/2r37zvc.jpg

                                                    Napis na ścianie krypty głosi: "Tutaj urodził się święty Antoni"

                                                    http://i67.tinypic.com/9uyv7o.jpg

                                                    Wszystko tu przypomina o świętym patronie Portugalii, którego przedstawiano najczęściej z Dzieciątkiem Jezus na księdze (ponoć ukazał mu się tak we śnie, zachęcając do głoszenia Ewangelii ) albo jako wygłaszającego kazanie do ryb na wzór św. Franciszka z Asyżu (Antoni był franciszkaninem), który rozmawiał z ptakami.

                                                    http://i67.tinypic.com/2r5z2aa.jpg http://i67.tinypic.com/c0n5t.jpg

                                                    Św. Antoni przemawiający do ryb - wspaniałe azulejos!

                                                    http://i67.tinypic.com/14ipx82.jpg

                                                  • sorel.lina Re: Druga krucjata - niech żyje sukces. 01.06.17, 20:24
                                                    Z kościoła do krypty z relikwiami świętego Antoniego

                                                    http://i65.tinypic.com/10ctav5.jpg

                                                    Barokowe wnętrze kościoła

                                                    http://i66.tinypic.com/73cdwg.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/zj74ud.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/2nbyue9.jpg

                                                    Cudowne azulejos!

                                                    http://i65.tinypic.com/2i28qrr.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2d2iuer.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/x8yeq.jpg

                                                    "Tu spoczywa św. Justa"

                                                    http://i68.tinypic.com/2j1sbwk.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Druga krucjata - niech żyje sukces. 01.06.17, 20:28
                                                    Przed kościołem figura św. Antoniego, a w głębi - przytulone do ściany kościoła - małe muzeum poświęcone jego patronowi

                                                    http://i64.tinypic.com/2d855v.jpg http://i65.tinypic.com/11kcrwg.jpg
                                                  • wscieklyuklad Uliczkami Lizbony. 01.06.17, 20:45
                                                    Punkty widokowe najlepiej zdobywać per pedes. Po dojechaniu tramwajem pod kościół św. Antoniego już tylko kilka kroków dzieli nas od katedry, a potem kilkaset od punktu, z którego ujęliśmy panoramę "dachów".
                                                    Zejście wąskimi uliczkami Starówki to prawdziwa uczta - okna po stronach przeciwnych są o wyciągnięcie ręki - na wielu balkonach stały staruszki pozdrawiające turystów.
                                                    Uważny Czytelnik zauważył pewnie, iż obok pięknych "dekoracji" we wnękach, są też znane z naszych miast dowody "artystycznego zacięcia" - graffiti na jednym z murów. Na szczęście takich aktów wandalizmu nie było zbyt wiele.
                                                    Kiedy przypomnimy sobie fotografie z miast hiszpańskich - znacznie od Lizbony mniejszych - zwrócimy uwagę na wzorowy stan budynków - brak śladów starzenia się, wszystko lśni świeżością, jakby dopiero przed chwilą oddano budynki do użytku.
                                                    Na jednym z murów lizbońskich przytoczonych przez Sorell, dostrzeżemy spory fragment odpadniętego tynku.
                                                    Takich domów jest w Lizbonie sporo.
                                                    Powód?
                                                    Prozaiczny -... niskie czynsze! Wynoszą one zaledwie 25 euro, co powoduje, że nie ma z czego odkładać na remonty. Budynki więc niszczeją, gdyż właściciele pozostawiają je w stanie do jakiego doprowadzają je lokatorzy, aura i... wandale. Tak, czy inaczej Starówka jest wspaniała. Na punkcie widokowym gromadzą się liczni grajkowie (my spotkaliśmy tam Rosjanina) - podobnie jak w przypadku mimów madryckich, także i ten był wyjątkowo nachalny i dość agresywnie domagał się datków za wybrzękiwane na gitarze kawałki.
                                                  • wscieklyuklad Re: Uliczkami Lizbony. 01.06.17, 20:56
                                                    Zauważyliście pewnie zieloną papugę w klatce - ozdobę sklepu rybnego.
                                                    Chwilę czasu poświęciliśmy na podziwianie jej zdolności akrobatycznych. Wykorzystywała poprzeczkę do wywijania "fikołków". Opadała głową w dół, bo - obróciwszy się o 360 stopni - ponownie powrócić do pionu - jednorazowo wykonywała 4 kółeczka - potem musiała dać odpocząć błędnikowi. Wspaniała kandydatka na lot międzyplanetarny!

                                                    św. Antoni - pomoc w znalezieniu rzeczy zaginionych.
                                                    Niedowiarkom mogę śmiało potwierdzić, iż warto zawierzyć świętemu. Pomaga nie tylko odnaleźć to co zgubione, ale doszukać się tego, co zgubił ktoś zupełnie inny.
                                                    Oto tuż obok "przedkościelnego" pomnika znalazłem... 20 eurocentów, których nie zgubiłem!
                                                    W dodatku bez żadnej modlitwy w tej intencji!

                                                    A skąd wzięła się ta "świątobliwa tradycja"? Oto pewien bogaty lizbończyk czerpiąc wodę zdjął z palca złoty pierścień i położył na obrzeżu studni. Nieuważny ruch i pierścień przepadł w wodzie. Bogacz próżno próbował go odnaleźć. Zrozpaczony przez kilka tygodni modlił się do świętego, by pomógł mu odzyskać zgubę. Jeden z jego służących wydobył pierścień, który przyczepił się do drąga, za pomocą którego wyciągał wiadro i oddał zgubę właścicielowi.

                                                    To nie koniec legend o św. Antonim
                                                  • wscieklyuklad Re: Uliczkami Lizbony. 01.06.17, 21:28
                                                    Historia lubi pęcznieć od przekazów. Te dotyczące świętego Antoniego stanowić by mogły całą księgę.

                                                    Żywoty świętych iberyjskich są wielce podobne. Pamiętacie postaci świętych z Hiszpanii?
                                                    Dzieci - niedoszłych męczenników pragnących oddać życie za wiarę, chętnych nawracania muzułmanów?
                                                    Cóż by się stało, gdyby przyszły święty nie napotkał na swej drodze pięciu franciszkanów, którzy w młodzieńczym zapale udali się do Maroka w celach misyjnych i tam dali gardła?
                                                    Antoni chce iść w ich ślady. Ale misja z przyczyn zdrowotnych pali na panewce.
                                                    Zostaje jednak zakonnikiem - wygłasza kazania tak wspaniałe, iż wygłasza je poza murami kościołów, które nie mieszczą chętnych słuchaczy.

                                                    W niespełna rok po śmierci zostaje uznany świętym.

                                                    Uzasadnienie: Komisja papieska stwierdziła w tak krótkim czasie: 5 uzdrowień z paraliżu, 7 wypadków przywrócenia niewidomym wzroku, 3 głuchym słuchu, 2 niemym mowy, uzdrowienie 2 epileptyków i 2 wypadki wskrzeszenia umarłych.

                                                    Był gigantem nie tylko w mowie. Miał 190 cm wzrostu. Badacze szkieletu znaleźli go w stanie bliskim doskonałości z wyjątkiem... kolan. Prawdopodobnie przyczyną szczelin w obrębie rzepki było... uporczywe klęczenie!
                                                    Był jasnowidzem. Przewidywał nie tylko przyszłość, ale potrafił czytać w ludzkich myślach.

                                                    Oto pewna kobieta pragnie usłyszeć nauki Antoniego, napotyka jednak na sprzeciw męża. Ten pozwala niewieście jedynie spojrzeć przez okno w kierunku miejsca, z którego święty głosił kazanie. Dzielą ich 3 kilometry. A jednak kobieta słyszy dokładnie każde słowo! Kiedy mówi o tym mężowi ten uznawszy ja za szaloną podchodzi do okna. Słyszy każde słowo! Nawraca się i od tej pory codziennie uczestniczy w mszach Antoniego.
                                                    Nawraca i hierarchów - to pod wpływem jego połajanek biskup Bourges żarliwie wypełnia swe obowiązki. To pod jego wpływem nawraca się niedowiarek, który doświadcza "cudu mulicy" -
                                                    ta pod wpływem Antoniego oddaje cześć Najświętszemu Sakramentowi. Kpiarz - niczym niewierny Tomasz oznajmił,iż póki nie zobaczy, nie uwierzy. Wówczas Antoni nakazał mu przyprowadzić mulicę na plac targowy. Pośród tłumu pojawił się Antoni z Sakramentem. Mulica porzuciła wiązkę siana i padła na kolana przed symbolem Zbawiciela. Właściciel zwierzęcia - Żyd (a jakże!) Zachariasz... nawrócił się.

                                                    Miał też dar bilokacji.
                                                  • wscieklyuklad Historia na rozdrożu 01.06.17, 21:40
                                                    Ale żywot świętego Antoniego nie jest tak jednoznaczny.
                                                    Historia z pierścieniem jest wielce prawdopodobna i przy tym materialna, zatem przemawia do adresata, gdyż można w nią wierzyć bez sceptycyzmu.

                                                    Ale co powiecie na taką wersję "patronatu nad rzeczami zagubionymi"?
                                                    Montpellier jedno z nielicznych miast uniwersyteckich wiernych Kościołowi. O kilka zaledwie mil oddalone od już heretyckiego Beziers. Antoni jest uniwersyteckim wykładowcą teologii. Wykłady wygłasza z notatek. Pewnego dnia wszystkie giną. Posądzenie o ich kradzież pada na nowicjusza, który potajemnie opuścił klasztor. Ustalono, iż by zdobyć rozgłos postanowił pod własnym nazwiskiem spisać książkę na podstawie notatek Antoniego.
                                                    Pogrążony w modlitwie święty (stąd pewnie te biedne kolana) wzywa szatana do odzyskania notatek. Ten - uzbrojony w siekierę - natyka się na złodziejaszka gdy ten przeprawia się przez most i grożąc mu zrzuceniem w odmęty zmusza do powrotu do klasztoru i zwrotu pism - misja kończy się sukcesem. To co ukradzione (zgubione?) zostaje odzyskane.
                                                    W którą legendę uwierzyć łatwiej? Ot rozdroża historii.

                                                    Sadzicie, że to koniec legend?
                                                    Eeee tam!
                                                  • wscieklyuklad Re: Historia na rozdrożu 01.06.17, 21:55
                                                    Oto w klasztorze zabrakło cebuli! Antoni wysyła zakonnika do właścicielki warzywniaka. Ta ładuje towar do kosza i niesie do klasztornej spiżarni. Dotarła do niej zupełnie sucha mimo padającego deszczu. Deszcz nie zmoczył również nikogo ze zgromadzonych wówczas na mszy Antoniego słuchaczy.
                                                    A jasnowidzenie? Oto w Limoges wznoszą trybunę dla Antoniego i notabli. Tłumy żądne homilii gromadzą się u stóp trybuny. Antoni ostrzega przed atakiem szatana kaznodziei oraz notabli. Brat Antoni zapowiedział atak szatana zachęcając do zbagatelizowania wydarzenia. I oto nagle trybuna się rozpada a tłum bierze nogi za pas. Szybko jednak wraca na miejsce zdarzenia. Nikt nie ucierpiał.

                                                    Ale pewnego dnia nie było chętnych do udziału we mszy. Antoni by ich skusić obiecał, iż ci, którzy przybędą na plażę zobaczą cud. jak łatwo się domyślić, ściągnęły tłumy. Antoni zwrócił się w kierunku morza i stojąc w wodzie przemówił do ryb: „Choć wy posłuchajcie słowa Bożego, jakim heretycy wzgardzili" Natychmiast podpłynęła doń olbrzymia ławica ryb małych (na czele ) i wielkich (z tyłu) wystawiając łebki ponad poziom fal. Swe kazanie zakończył słowami: Błogosławiony niech będzie przedwieczny Bóg, któremu ryby chwałę oddają lepiej niźli heretycy". Nie trzeba chyba dodawać, iż wszyscy padli na kolana i nawrócili się.
                                                  • wscieklyuklad Legendy legendami ale jest i pierwiastek 01.06.17, 22:09
                                                    PRAWDY!

                                                    A świadczą o tym dzisiejsze lizbońskie tradycje.

                                                    Zacznijmy jednak od kolejnej legendy: "chleba świętego Antoniego" (pewien pison - domowy damski bokser obiecał - jako pokutę i rekompensatę - rozdawanie tego właśnie chleba - pisoni debil nie znał z pewnością legendy)

                                                    Młoda matka wraca do domu po wysłuchaniu nauk Antoniego i ze zgroza stwierdza, iż jej jedyne dziecko jest martwe. Udaje się do świętego i obiecuje rozdanie chleba ubogim, jeśli jej dziecko powróci do życia. "Wracaj do dziecka Pan z pewnością się ulituje”. Po powrocie zastała dziecko pochłonięte zabawą. Obietnicy dotrzymała.
                                                    Do dziś tradycja ta przetrwała - w kościele św. Antoniego w trakcie czerwcowych uroczystości ku czci patrona Lizbony rozdają "chlebki Antoniego"
                                                    A jako, że Antoni to patron nowożeńców - szczęśliwi wybrańcy dostępują zaszczytu zaślubin w trakcie jubileuszu świętego. Dawniej patom tym rada miejska fundowała prezenty. Dziś niestety zwyczaj ten nie jest kultywowany.

                                                    Jak wielką estymą cieszy się Antoni niech świadczy pewien szczegół związany ze zrujnowaniem kościoła przez tragiczne trzęsienie ziemi z 1755roku ( w gruzach legło wówczas 80% lizbońskich budowli!).
                                                    Wśród zbierających datki na budowę nowej świątyni dominowały... dzieci.
                                                    Sprzedawały cegiełki za symboliczny... grosz - kto wie, czy to wydarzenie nie jest źródłem tak przecież znanego do dziś powiedzenia.

                                                    Wierzyć czy nie wierzyć zatem?

                                                    Na wszelki wypadek trzymamy z Sorell przy łóżku obrazek z wizerunkiem świętego przywieziony z Portugalii. Przez tych kilka miesięcy nic nam na szczęście nie zginęło...
                                                    Ale kto wie, czy kiedyś nie przyjdzie prosić Tośka o pomoc?
                                                  • wscieklyuklad Re: Legendy legendami ale jest i pierwiastek 01.06.17, 22:15
                                                    Czas kończyć opowieść o świętym Antonim.

                                                    Gdy w 1263 dokonywano uroczystego przeniesienia jego szczątków, okazało się, że cało ciało uległo rozkładowi oprócz... języka, który w stanie nienaruszonym umieszczono w relikwiarzu.
                                                  • sorel.lina Re: Legendy legendami ale jest i pierwiastek 02.06.17, 00:35
                                                    Na zachód od Alfamy rozciąga się Dolna Dzielnica- Baixa. Bardzo różni się od Alfamy, można by pomyśleć, że to inne miasto! Po części tak właśnie jest. Wąziutkie, kręte, urokliwe uliczki Alfamy ustępują miejsca szerokim, prostym ulicom i przestronnym placom. Szachownica wytyczonych zgodnie z planem architekta ulic, przecinających się pod kątem prostym i zabudowanych jednolicie klasycystycznymi budynkami.
                                                    Porządek, ład, arystokratyczna elegancja i... brak uroku chaotycznej, trochę zaniedbanej, trochę szemranej, "rybackiej "Alfamy.
                                                    Logika i racjonalizm Oświecenia i brak tej szczególnej magii, jaką wywiera nonszalancja i nieuporządkowanie średniowiecznej sąsiadki.
                                                    Cóż, Alfama powstawała przez całe wieki, jej tkanka rozrastała się spontanicznie, nikt nie kreślił jej planów.
                                                    O Baixy nie można powiedzieć, że "powstawała", Baixę zbudowano. Zbudowano ją na nowo, po straszliwym trzęsieniu ziemi, jakie nawiedziło Lizbonę w 1755 roku.
                                                    Baixę - bardzo jak na tamte czasy nowoczesne centrum - postawiono na gruzach miasta zmiecionego z powierzchni ziemi przez niewyobrażalną katastrofę.
                                                    Baixę "wymyślił" i pomysł swój zrealizował jeden człowiek - wykształcony, mądry oświecony, ale też bezwzględny. Człowiek, który przez długie lata sprawował władzę równą, a może i większą od królewskiej, pierwszy minister króla Józefa I - markiz de Pombal.

                                                  • sorel.lina Re: Legendy legendami ale jest i pierwiastek 02.06.17, 01:05
                                                    Praça do Comércio - Plac Handlowy - tak niewyszukanie i jakoś przyziemnie nazywa się teraz ta niegdyś najpiękniejsza "brama" do Lizbony, rozległy plac nad Tagiem (dziś oddzielony od rzeki szeroką i ruchliwą Avenida de Dom Henrique), plac, do którego przybijali na łodziach i na który wstępowali po marmurowych stopniach prowadzących z Tagu władcy i ambasadorowie.
                                                    W tamtym czasie plac nosił ładniejszą nazwę: Terreiro do Paço - Podwórzec Pałacowy, jako że znajdował się na nim pałac królewski, którego trzy pierzeje obejmujące niczym klamrą teren, po ustanowieniu republiki przekształcono w urzędy rządowe. Konny pomnik króla Józefa I znajdujący się po środku placu łaskawie pozostawiono. smile

                                                    http://i64.tinypic.com/2rykc3m.jpg

                                                    Widoczny za pomnikiem monumentalny Łuk Triumfalny otwiera główną ulicę Baixy - Rua Augusta

                                                    http://i63.tinypic.com/2aj5hc1.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Legendy legendami ale jest i pierwiastek 02.06.17, 01:24
                                                    Rua Augusta - najbardziej chyba znana, emblematyczna ulica Lizbony, całkowicie zamknięty dla ruchu samochodowego, tętniący życiem deptak, pełen sklepów, butików, kiosków, kawiarni, restauracji, muzyków, mimów, magików urozmaicających spacer przechodniom... salon pod gołym niebem rozciągajacy się między placami do Comércio i Rossio, serce Baixy

                                                    http://i64.tinypic.com/rsfsx1.jpg

                                                    Charakterystyczny calçado porugueis - portugalski bruk z biało-szarej kostki

                                                    http://i67.tinypic.com/2lcnsm1.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/68fqra.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/23l1ocm.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/30v213k.jpg

                                                  • sorel.lina Re: Legendy legendami ale jest i pierwiastek 02.06.17, 11:00
                                                    Na odchodzącej od Rua Augusta ulicy de Santa Justa - niespodzianka! Po środku ulicy wyrasta dziwna, czarna, ażurowa, żelazna wieża. To jedna z osobliwości Lizbony: miejska winda!
                                                    Dzieło francuskiego architekta, Raoula Mesniera du Ponsard, ucznia Gustava Eiffela.

                                                    http://i67.tinypic.com/xggsg9.jpg

                                                    Po co tam winda? Nie jedna zresztą w tym mieście? Otóż po Lizbonie nie da się chodzić jak po stole - różnice poziomów między dzielnicami są duże. Żeby dostać się z jednej dzielnicy do drugiej, trzeba się czasem nieźle nawspinać!
                                                    Ale po co, skoro wystarczy wsiąść do kolejki kursującej w górę i w dół zboczy, albo do windy, takiej jak ta właśnie: Elevador de Santa Justa i podjechać sobie wygodnie z Dzielnicy Dolnej (Baixa) do Górnej (Bairro Alto)? smile W dodatku, jeśli przyjdzie ochota, można wypić kawusię w kawiarni na szczycie wieży i nasycić oczy pięknymi widokami na ulice i place Baixy, rzekę, zamek na przeciwległym wzgórzu, na ruiny pobliskiego klasztoru do Carmo...



                                                  • sorel.lina Spacerkiem przez Baixę 02.06.17, 11:16
                                                    ... wokół Rua Augusta, Rossio i nie tylko

                                                    http://i64.tinypic.com/snks9w.jpg http://i67.tinypic.com/2lup0jl.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/2eauha8.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/vesu9s.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/1b336.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/35bcy68.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/512a9z.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2na2zj4.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/6qidc0.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/29wny4o.jpg
                                                  • sorel.lina Lizbońskie klimaty 02.06.17, 11:48
                                                    ... zatrzymane w obiektywie

                                                    Neomanueliński Dworzec Rossio

                                                    http://i63.tinypic.com/282er1w.jpg

                                                    Ulice brukowane w rozmaite wzory

                                                    http://i67.tinypic.com/250830m.jpg

                                                    Frontony kamienic wyłożone różnobarwnymi azulejos z żółtą i niebieską dominantą...

                                                    http://i64.tinypic.com/10hk9yf.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/14e5pwm.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/346w8m0.jpg http://i67.tinypic.com/2uqep2w.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/mh555x.jpg

                                                    ... albo z kolorowym tynkiem

                                                    http://i63.tinypic.com/2jba5u.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/15i3o0o.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/21erzw9.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/mct57c.jpg

                                                    ... wszechobecne żeliwne balkony...

                                                    http://i67.tinypic.com/11gimbc.jpg

                                                    Hale targowe

                                                    http://i65.tinypic.com/2rzryv7.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Lizbońskie klimaty 02.06.17, 11:55
                                                    I jeszcze raz Baixa

                                                    http://i64.tinypic.com/240y5i9.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/33k420z.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/11hqlx4.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/339rbjo.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/24llfs6.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Lizbońskie klimaty 02.06.17, 12:01
                                                    W stronę Alfamy...

                                                    http://i65.tinypic.com/24llfs6.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/2mwfcex.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2n16yr4.jpg http://i66.tinypic.com/2nsnjb6.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2pzb0v5.jpg http://i66.tinypic.com/15cndc2.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/3450ymt.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Lizbońskie klimaty 02.06.17, 19:47
                                                    Nie ma miejsca w Lizbonie, które lepiej wyrażałoby to, co Portugalczycy określają jako "mundo português" -"portugalski świat", a co upraszczając można rozumieć jako portugalskość.
                                                    Belém! Położone u ujścia Tagu, skąd karawele wyruszały w podróż w nieznane, w poszukiwaniu lądów i mórz, co do których nie było pewności, ani gdzie leżą, ani nawet czy istnieją. I ta tęsknota za nieznanym, za tajemnicami oceanów, to umiłowanie żeglowania, odkrywania, przygody, to właśnie określa charakter Portugalczyków.
                                                    To z Belém wypłynął w kierunku Indii Vasco da Gama by ustanowić szlaki szlaki handlowe na Oceanie Indyjskim, dając początek zbudowanej na handlu korzennym morskiej potęgi Portugalii...
                                                  • sorel.lina Belém 02.06.17, 20:24
                                                    Wieża wybudowana na początku XVI wieku przez Manuela I - najwspanialsza portugalska budowla militarna, w najczystszym stylu manuelińskim - to miejsce, z którego wyruszali odkrywcy, symbol wielkiej ekspansji Portugalii.
                                                    Mauretańskie wieżyczki strażnicze, blanki w kształcie tarcz, motywy liny rzeźbionej w kamieniu,
                                                    piękna loggia, ażurowe balkony, kryją gotyckie wnętrza: prywatne komnaty na piętrze i magazyny broni i dawne więzienie w podziemiu pod tarasem. Wnętrz niestety nie udało nam się tym razem zobaczyć, może za rok...?

                                                    W czasach imperium kolonialnego Wieża Betlejemska służyła za centrum kontroli statków wypływających i wpływających do lizbońskiego portu. Teraz jest "tylko" wielką atrakcją turystyczną, ozdobą, symbolem, wizytówką Lizbony.

                                                    Tak dziś wygląda Wieża, zwana Betlejemską, od zewnątrz

                                                    http://i67.tinypic.com/sauljo.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/33uenix.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/293agbs.jpg

                                                    Ale 600 lat temu wszystko wyglądało tu inaczej: rzeka sięga sięgała o wiele dalej, tworząc na swych brzegach pas plaży, Wieża ze wszystkich stron oblana była wodami Tagu...
                                                    Aż w 1755 roku przyszedł kataklizm - straszliwe trzęsienie ziemi, które obróciło Lizbonę w gruzy, zmieniło prądy rzeczne, przesunęło koryto Tagu na południe, ale Wieża oparła się żywiołowi i tylko "przesunęła się" - nienaruszona! - ku brzegowi i dziś przedstawia taki widok, jak na zdjęciach powyżej.
                                                  • sorel.lina Re: Belém 02.06.17, 20:47
                                                    Tag obmywa mury Wieży

                                                    http://i65.tinypic.com/2dqnl3k.jpg

                                                    Jak dobrze usiąść nad rzeką wdychając zapach jej wód łączących się niedaleko stąd z wodami oceanu...

                                                    http://i67.tinypic.com/f9pe95.jpg

                                                    ... pozwolić odpocząć oczom zmęczonym jaskrawym słońcem, patrząc na zieleń trawy i drzew na pobliskim skwerze...

                                                    http://i68.tinypic.com/107ky2t.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/t0hhyr.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/2j11yzr.jpg

                                                    ... i znów ruszyć brzegiem Tejo, gdzie można natrafić na niespodzianki, np. na taki drewnainy samolocik smile

                                                    http://i66.tinypic.com/1zc0s21.jpg

                                                    To pamiątka wyczynu dwóch szalonych portugalskich pilotów, którzy w 1922 roku wyruszyli z tego właśnie miejsca do Rio de Janeiro w Brazylii... drewnianym samolotem! I udało im się nim przebyć tę odległość - ponad 8000 km - w 60 godzin!
                                                  • sorel.lina Re: Belém 02.06.17, 21:51
                                                    Miejsce takie, jak nabrzeże Tagu w Belém, po prostu nie może obyć się bez upamiętnienia bohaterów epoki wielkich odkryć i chwały portugalskiego imperium!

                                                    Padrão de Descobrimentos - Pomnik Odkryć, masywny, nieco kanciasty, ale o ciekawej formie karaweli, właśnie sławi takich portugalskich bohaterów - żeglarzy, kartografów, królewskich mecenasów z Henrykiem Żeglarzem na czele, wszystkich którzy mieli udział w portugalskich odkryciach geograficznych, w tworzenie Imperium, także królów, artystów, poetów, a nawet kobiety - Matki-Portugalki wink - oczekujące na powrót swych synów i mężów.

                                                    W związku z historią tego pomnika mam parę skojarzeń. Powstał za czasów dyktatury Salazara, która historię kraju próbowała zmienić w zlepek mitów, mających budować patriotyczną dumę narodu (coś Wam to przypomina?) i stanowić jeden z filarów "polityki historycznej" tworzonego właśnie przez władzę, tzw. Estado Novo - Nowego Państwa ( coś Wam to przypomina?) i przyczyniać się do budowy silnej, suwerennej, "Wielkiej Portugalii" (coś Wam to przypomina?)

                                                    Niestety, nie mogliśmy tego monumentu obejrzeć dokładnie, bo... był akurat w remoncie, zakryty rusztowaniami smile

                                                    http://i65.tinypic.com/149avmf.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Belém 02.06.17, 22:12
                                                    Tak więc nie było nam dane przyjrzeć się Pomnikowi Odkrywców, ale niewielka to strata, bo nie jest to wybitne dzieło. Poza tym ciekawsze rzeczy "dzieją się" na placu u jego stóp.

                                                    Dar Afryki Południowej dla Salazara - olbrzymi kompas, wielka mapa świata w formie, jakże by inaczej! calcada portuguesa!
                                                    Świetnie nadaje się na "tablicę poglądową" do lekcji geografii na temat kolonialnego imperium Portugalii.

                                                    Oto jej fragmenty:
                                                    http://i63.tinypic.com/2vlk7t1.jpg http://i68.tinypic.com/15g4bbc.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/29s6ys.jpg http://i68.tinypic.com/15g4bbc.jpg

                                                    Obok - ciekawe murale także przedstawiające odkrywcow

                                                    http://i65.tinypic.com/292brdj.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/289dkjs.jpg

                                                    Tzw. sfera armilarna instrument nawigacyjny, który stał się emblematem króla Manuela Wspaniałego i... ulubionym motywem w architekturze manuelińskiej

                                                    http://i63.tinypic.com/214xxue.jpg

                                                    No i oczywiście - marina smile

                                                    http://i67.tinypic.com/2pzn2io.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Belém 03.06.17, 00:25
                                                    I wreszcie wisienka na lizbońskim torcie:
                                                    Mosteiro dos Jerónimos, Klasztor Hieronimitów

                                                    Olślniewająco biała, koronkowa budowla, rysująca się ostro na tle intensywnie błękitnego nieba.
                                                    Ogromny kompleks klasztorny zbudowany na życzenie króla Manuela I, który pragnął, by w pobliżu miejsca skąd wypływały statki, wzniesiono klasztor z panteonem rodziny królewskiej, dynastii Aviz. Tak też się stało - w klasztorze spoczęli król Manuel z żoną Marią, Jan II z żoną Katarzyną i innych pięciu królów, siedem królowych i siedemnaścioro królewskich dzieci.
                                                    Pochowano tu także żeglarza-odkrywcę Vasco da Gama, narodowego wieszcza Luisa Camoesa i poetę Fernanda Pessoa.
                                                    Budowę sfinansowano dzięki "pieniądzom z pieprzu", czyli zyskom z handlu korzennego, według projektu Diogo de Boitaca, twórcy stylu manuelińskiego. Prace trwały wiele dziesiątków lat. Król Manuel niestety nie zdążył zobaczyć klasztoru, umarł 30 lat przed ukończeniem budowy...

                                                    http://i65.tinypic.com/10h2e4x.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/ao45kh.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/1znlvz6.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2mobmtf.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/33f440j.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2gtrcld.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Belém 03.06.17, 00:38
                                                    Klasztor zachwyca już przy pierwszym spojrzeniu, a jakie cuda kryje wewnątrz!
                                                    Nic dziwnego, że walą tam tłumy turystów!

                                                    http://i68.tinypic.com/wqyamu.jpg

                                                    Do kas ustawiały się długie kolejki, ale to na szczęście nie było nasze zmartwienie!

                                                    http://i67.tinypic.com/dqj30h.jpg

                                                    Musieliśmy poczekać przed wejściem tylko chwilę, żeby przyniesiono nam "naszyjnych" przewodników smile

                                                    http://i68.tinypic.com/2qbxhde.jpg


                                                  • sorel.lina Re: Belém 03.06.17, 00:57
                                                    I już po chwili znaleźliśmy się w świecie ze snu! Na niewiarygodnie pięknym dziedzińcu.

                                                    http://i64.tinypic.com/iqvac2.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/20kvfwz.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/1j6ia1.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/2rz8nme.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/o9qwig.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2nvs7jd.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/nflmpe.jpg
                                                  • wscieklyuklad Ach te finanse! 03.06.17, 12:57
                                                    Klasztor faktycznie sfinansowano z podatków, jakimi obłożono towary zamorskie.
                                                    Od każdego z nich pobierano 5% cło przeznaczone na wznoszenie murów.
                                                    Stąd wzięło się powiedzenie, iż klasztor sfinansowano "z pieprzu"
                                                    Tyle, że to jedynie część prawdy.
                                                    Pieprz - podobnie jak cynamon i goździki - NIE BYŁY OBCIĄŻONE PODATKIEM!!!!
                                                    A z jakiej to przyczyny?
                                                    Ano dlatego, iż całkowita kontrolę nad handlem tymi towarami sprawował... król.
                                                    A któryż to król byłby skłonny samego siebie obciążać podatkami?

                                                    Miał rację Urban wieki później wygłaszając najoczywistszą oczywistość (jak mawia pison-klasyk) Rząd sam się wyżywi. Pewnie pieprzem, cynamonem i goździkami zbytnio by się nie napasł. Ale za kaskę z ich dystrybucji kupiłby bez wątpienia sporo i to nie tylko jadła.

                                                    Przy okazji warto odnieść się do nagrobka Vasco Da Gamy - wiele źródeł podaje, im tam go pochowano. Większość uznaje, iż szczątki bohatera Portugalii spoczywają w Vidigueira.

                                                    cdn.
                                                  • wscieklyuklad Ach ci wieszczowie 03.06.17, 13:43
                                                    Na miejscu dzisiejszego klasztoru stała niegdyś kaplica Ermida do Restelo ufundowana przez Henryka Żeglarza. To w tym miejscu Vasco da Gama spędził ostatnią noc przed wyruszeniem w drogę do Indii stąd ów nagrobek.

                                                    I słów jeszcze parę o największym poecie (wieszczu!) portugalskim spoczywającym u Hieronimitów.

                                                    Luzjady:

                                                    "Miłość jest to jakieś nie wiadomo co, przychodzące nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak i sprawiające ból nie wiadomo dlaczego."

                                                    Dla współczesnego odbiorcy pewnie to truizm - ale kilkaset lat wstecz - jakże odkrywcze, jakże podchwytywane przez ówczesnych odbiorców!
                                                    A tak niewiele brakowało, by zbrakło autora tych słów. Poety, którego postać jest tak bliska Portugalczykom, iż święto narodowe nazywają Dniem Camoesa.

                                                    Choć lekko nie było. Prekursor baroku, tyle, że wzgardzony za życia. Wzorzec "poetów wyklętych". Pośmiertnie okrzyknięty "księciem poetów". Edukowany przez jezuitów i dominikanów, absolwent uniwersytetu w Coimbrze, w wieku lat ledwie 18-tu zostaje dworzaninem. Na swoje nieszczęście (naturalnie wedle legendy!) zakochuje się w damie dworu a zarazem wybrance samego króla! Banicja jest dlań i tak najłagodniejszą z kar.
                                                    Jedzie do Maroka i tam w bitwie pod Camões traci oko przebite strzałą - ledwie uszedł z życiem. Opuszcza niegościnną Afrykę i jedzie do Goa na wschodzie Indii. Ale król nie wybacza konkurencji do serca niewieściego - wschodnie Indie to ziemie "niezbyt odległe" - zsyłka właściwa to chińskie Makau.
                                                    Kto wie, czy to właśnie nie tęsknota za krajem i ukochaną staja się źródłem weny? Bo właśnie w Makau powstają Luzjady. Wraca do ojczyzny w 1552r. Los wciąż mu sprzyja, gdyż statek, którym podróżował idzie na dno - ocalał jako jeden z nielicznych. Ale król jest pamiętliwy. W obawie przed konkurentem, po niespełna roku zsyła do portugalskiej kolonii Goa (zachodnie wybrzeże Płw. Indyjskiego). Tam - pod pretekstem ciążących na nim - osiem lat spędza w więzieniu. Przebaczenia dostępuje po kolejnych 17-latach na wygnaniu.
                                                    Król przeczytawszy Luzjady... przyznaje mu nawet królewską pensję, zawieszoną po rychłej śmierci władcy. Poeta znów popada w biedę - jedynym źródłem jego zarobku jest... żebranina. Gdyby nie opiekujący się nim służący przywieziony z Indii umarłby z głodu.
                                                    Dlaczego król pokochał Luzjady (=Synowie Luza)
                                                    Ano dlatego, iż utwór nawiązuje do mitycznego Luza i plemienia Luzytanów. Od nich to rzekomo mieli wywodzić się Portugalczycy. Dzieło opisuje podróż Vasco da Gamy do Indii. Camoes sięga do prehistorii począwszy od mitologii przez epokę Cesarstwa Rzymskiego po dalekowschodnie odkrycia i czasy mu współczesne. Utracona ojczyzna wciąż odzyskiwana. Nuta patriotyczna nie mogła pozostać bez echa.
                                                    A całość wzorowana na tekstach Dantego. Petrarki i Wergiliusza.

                                                    Skojarzenia?
                                                    Niemiecki faszyzm budowany na podobnej "narodowej" ideologii.
                                                    Dyktatura Salazara obiema garściami czerpała z dzieł Camoesa.

                                                    Za Wikipedią warto przypomnieć następujący fragment:

                                                    "Wszystkiegom zaznał - i ciągle mnie spala
                                                    żal owdowiały po rzeczach straconych.
                                                    Bunt przeciw cięgom uczy mnie obrony,
                                                    bym się nie cieszył tym, co nie ocala."

                                                    Wygnaniec -geniusz.
                                                    Dekadent?
                                                    Pesymista?
                                                    Piewca piękna?

                                                    Stojąc nad jego grobem uśmiecham się do własnych myśli.
                                                    Życie jest piękne.
                                                    Chroni swoje dzieci...

                                                  • wscieklyuklad Re: Ach ci wieszczowie 03.06.17, 13:48
                                                    Poprawka - gdy mowa o bitwie w Maroko - winno się opuścić "pod".
                                                  • sorel.lina Grób czy tylko nagrobek? 03.06.17, 15:06
                                                    wscieklyuklad napisał:

                                                    > Przy okazji warto odnieść się do nagrobka Vasco Da Gamy - wiele źródeł podaje,
                                                    > im tam go pochowano. Większość uznaje, iż szczątki bohatera Portugalii spoczywają
                                                    > w Vidigueira.


                                                    Sarkofag z nagrobkiem Vasco da Gamy dźwigają kamienne lwy

                                                    http://i67.tinypic.com/24344yr.jpg


                                                    Nagrobki królewskie dynastii Aviz

                                                    http://i68.tinypic.com/2e246d2.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/550610.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/25k1l5d.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/mr4a9u.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/21kw0nb.jpg


                                                    Z bogactwem rzeźb i zdobień nagrobków królewskich kontrastuje prosty kamień nagrobka poety, Fernando Pessoa

                                                    http://i68.tinypic.com/28cm5g8.jpg



                                                  • sorel.lina Re: Grób czy tylko nagrobek? 03.06.17, 15:41
                                                    Kościół przyklasztorny jest - oczywiście! - pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny.
                                                    Jego gotycko-manuelińskie wnętrze uderza surowym, kamiennym pięknem

                                                    http://i63.tinypic.com/fwq0xh.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/33ku8uc.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/1552osj.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/33ku8uc.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/28vynt.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/24g21r5.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/u4shh.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/zmimno.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/11qsndu.jpg

                                                  • sorel.lina Re: Grób czy tylko nagrobek? 03.06.17, 15:59
                                                    Fotografie tylko w niewielkim stopniu oddają wdzięk smukłych kolumn, finezję palmowych sklepień, koronkowych rzeźbień... urzekające piękno manuelińskiej architektury...

                                                    http://i67.tinypic.com/732f4y.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/25ri81k.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/2ik7cqc.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2jetjwn.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/sz7azm.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/dwmjc.jpg

                                                    Delikatny rysunek barwnych azulejos w klasztornym wirydarzu, które opowiadają nie tylko nabożne historie...

                                                    http://i66.tinypic.com/2hex3sn.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/3007aqh.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/2n6t2th.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/nmgm52.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/23mpqxf.jpg



                                                  • sorel.lina Re: Grób czy tylko nagrobek? 03.06.17, 16:06
                                                    Cuda klasztornych krużganków...

                                                    http://i68.tinypic.com/104s3le.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/2ef8bp5.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/2rcwz95.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2qvs0b9.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2ywa912.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/mlo6k0.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2wceloz.jpg http://i64.tinypic.com/2s5xft0.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/rqx46r.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Grób czy tylko nagrobek? 03.06.17, 16:12
                                                    Nie sposób ująć wszystkiego, co ofiarują zwiedzającym klasztorne zabudowania

                                                    http://i66.tinypic.com/fcs51v.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/e28zo.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/11si4qv.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/2mha5xe.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2nvs7jd.jpg
                                                  • 1zorro-bis Re: Grób czy tylko nagrobek? 03.06.17, 16:55
                                                    Sorell.....super masz te zdjecia!big_grin PISdzielec w lakirowanych kozaczkach uczepil sie Ciebie jak rzep psiego ogona i oczywiscie wszystko krytykije. A nie moze sie swojego ufryzowanego pudla uczepic zamiast Ciebie? big_grin To juz jest naprawde nudne.... Ja nie bede moich fotek zamiszczal bo po cholere PISdzielce maja wiedziecgdzie bylem, gdzie spalem, co jadlem i co pilem....big_grin Ale pare fotek z Salzburga, z pewnej "ekskluzywnej" dzielnicy na pamiatke mam! big_grinbig_grinbig_grin Mieszka tam sama....."elyta"....Cymes!big_grin
                                                  • sorel.lina Re: Grób czy tylko nagrobek? 03.06.17, 19:13
                                                    1zorro-bis napisał:

                                                    > Sorell.....super masz te zdjecia!big_grin PISdzielec w lakirowanych kozaczkach uczepi
                                                    > l sie Ciebie jak rzep psiego ogona i oczywiscie wszystko krytykije.


                                                    Zorro, o czymkolwiek bym napisała, gdziekolwiek bym była, dokądkolwiek bym pojechała, jakiekolwiek zdjęcie bym zrobiła, cokolwiek bym na siebie włożyła, zawsze będzie be!
                                                    Więc, no comment! smile

                                                    P.S. A ty już po podróży?
                                                  • wscieklyuklad Re: Grób czy tylko nagrobek? 03.06.17, 19:16
                                                    To typowe Zorro dla bytow w wieku noworodkowo-niemowlęcym.
                                                    Ta z dojczland wszystko widzi do góry nogami, fijołek nieustannie beczy lub ryczy ( zwłaszcza na ludzi przez telefon), a byt z wysp gaworzy, gaworzy, gaworzy i nikt nie wie o czym.
                                                  • 1zorro-bis Re: Grób czy tylko nagrobek? 03.06.17, 21:41
                                                    FAKT. Takie to ty.....byty som. Ja juz po podrozy. Tydzien wystarczy.....big_grin
                                                  • sorel.lina Re: Grób czy tylko nagrobek? 04.06.17, 00:08
                                                    1zorro-bis napisał:

                                                    > FAKT. Takie to ty.....byty som. Ja juz po podrozy. Tydzien wystarczy.....big_grin


                                                    Home, sweet home! smile

                                                    A ja przed podróżą! Trochę dłuższą. A właściwie przed dwiema podróżami. smile
                                                  • wscieklyuklad Re: Belém 03.06.17, 10:18
                                                    https://i66.tinypic.com/1zc0s21.jpg

                                                    Blisko sto lat temu postanowili pokonać Południowy Atlantyk. A przecież awiacja była dopiero w powijakach. Ale któż miałby podjąć się takiej próby, jak nie potomkowie dawnych odkrywców, których chęć przygody, odkrywania świata i umiłowanie ryzyka były silniejsze od lęku przed śmiercią?
                                                    Okazja była nie byle jaka - setna rocznica niepodległości Brazylii (Rio było przez czas jakiś... stolicą Portugalii!)
                                                    Artur de Sacadura Freira Cabral (pilot) i Carlos Viegas Gago Coutinho (nawigator) wsiadają do drewnianego mikrego w porównaniu do dzisiejszych samolotu i 30 marca 1922 o 16.30 startują z Lizbony - z tego miejsca, w którym dziś stoi model-pomnik.
                                                    Jedynym zabezpieczeniem przed ewentualną śmiercią w falach Atlantyku są płozy hydroplanu F Fairey II-D MkII nazwanego "Lusitania" i wyposażonego w pojedynczy silnik Rolls-Royce'a - w razie awarii lub katastrofy zwiększają szansę łagodnego wodowania.
                                                    Nazwa jaką nadano hydroplanowi była nieprzypadkowa i miała być hołdem dla największego po Titanicu i najszybszego statku pasażerskiego Anglii (rozwijał szybkość 48km/h a podróż z Liverpoolu do Nowego Jorku zajmowała ledwie tydzień!), zatopionego przez niemieckiego U-Botta w maju 1915 roku - zginęło wówczas 2/3 pasażerów w tym 90 dzieci.
                                                    Po tym wydarzeniu Niemcy na blisko dwa lata wycofują U-Botty z walki - wedle historyków to miało być jednym z powodów wojennej porażki.

                                                    Ale sam lot nie jest jedynie ryzykowną podróżą śmiałków!
                                                    Nawigator podejmuje pierwszą w świecie próbę wykorzystania w trakcie lotu sztucznego horyzontu, tak dostosowanego do sekstansu, by umożliwiło to ocenę położenia gwiazd.

                                                    Pierwszym etapem podróży są Kanary - dolatują tam jeszcze w dniu startu z niepokojem stwierdzając nadmierne w stosunku do założeń zużycie paliwa. Muszą rozwiązać ten problem, co zajmuje blisko dwa tygodnie - startują dalej dopiero 5 kwietnia. Pokonują kolejne 850 mil zatrzymując się na wyspie Sao Vincente w archipelagu Wysp Zielonego Przylądka. Przegląd maszyny wykrywa kolejną awarię - naprawa zajmuje kolejnych kilkanaście dni.
                                                    Lądowanie w kolejnym punkcie docelowym - archipelagu św.św. Piotra i Pawła wymusza pogoda. Nie udaje się dolecieć do stałego lądu - w trakcie wodowania uszkodzony zostaje pływak. Usterki nie da się naprawić - lotników zabiera krążownik portugalski.
                                                    Łącznie pokonali 1700 mil potwierdzając - a to było najważniejszym celem wyprawy - dokładność metody nawigacyjnej zaproponowanej przez Coutinho.
                                                    Wyprawa już na tym etapie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem opinii publicznej po obu stronach oceanu. Rząd portugalski wykorzystując w tym celu brazylijski statek "Bage do Fernando de Noronha" wysyła kolejny hydroplan identycznego typu - tym razem dumnie nazwany "Patria" lot bowiem rozsławił kraj. Po tygodniowych przygotowaniach lotnicy starują w dniu 11 maja.
                                                    W drodze dochodzi do kolejnej awarii... nad tym samym archipelagiem, gdzie "Lusitania" straciła pływak (widać święci niezbyt wspomagali śmiałków) - tym razem nie dopisuje silnik Rolls-Royce'a i maszyna osiada na falach dryfując do chwili, gdy po 9 godzinach wyłowił ją angielski frachtowiec "Paris City". Dowiezieni do Noronha czekają na kolejny hydroplan - "Santa Cruz" nazwany tak osobiście przez żonę prezydenta Brazylii. 15 czerwca dolatują nim do Zatoki Guanabara w Rio.
                                                    A potem?

                                                    Wyruszają na pierwsze w świecie lotnicze tournee (niczym późniejsi kosmonauci) - w kolejnych brazylijskich miastach są witani jak bohaterowie.
                                                    Pokonali łącznie 8383 km. w 62 godz. i 26 minut.
                                                    Ale łącznie - uwzględniając postoje - podróż zajęła 79 dni!
                                                    Dziś te liczby są nie do pomyślenia. Podobnie jak prędkość przelotu - 115 km/h!
                                                    Ale przetarli szlak kolejnym śmiałkom w 1927r identyczną trasę (już bez przygód) przemierzają Sarmento de Beires, Joan Ribeiro de Barros i sam... Charles Lindbergh.
                                                    "Santa Cruz" stoi sobie do dziś na postumencie. 10.92 metra długości, 3.70 metra wysokości i skrzydła o rozpiętości 14.05 metrów.
                                                    1800kg konstrukcji o nośności 2500 kg.
                                                    Dziś więcej ważą walizki zabierane na pokład pasażerskich samolotów.
                                                    W tej niewielkiej przestrzeni czuć potęgę ludzkiej myśli. Bo kto wie, jak potoczyłyby się losy lotnictwa gdyby nie geniusz Coutinho i umiłowanie ryzyka portugalskich śmiałków?
                                                  • wscieklyuklad Re: Belém 03.06.17, 10:31
                                                    Nim wspomnę o polskim wątku przy okazji Lizbony, warto - w nawiązaniu do postu o przelocie nad Atlantykiem wspomnieć, iż 8.05.1933 Stanisław Skarżyński przeleciał nad Południowym Atlantykiem samolotem RWD5 bis. Trasa wyniosła 3582 km. a Skarżyński pokonał ją w 20,5 godz.
                                                    Był to wyczyn nie lada, gdyż ten turystyczny samolot ważył... 450kg! (porównajcie masę hydroplanu!)
                                                    W TAMTYCH CZASACH BYŁ TO NAJMNIEJSZY NA ŚWIECIE SAMOLOT, JAKI PRZELECIAŁ NAD ATLANTYKIEM!

                                                    BRAWO NASI!
                                                  • wscieklyuklad Re: Belém 03.06.17, 10:39
                                                    I już ostatnia ciekawostka dotycząca lotu.
                                                    Prapraprzodek Coutinho - Diogo de Melo Coutinho był... nawigatorem - współodkrywcą WYSP AZORSKICH!
                                                    Praprzodek Cabrala- Goncalo Velho Cabral - to drugi z uczestników tej wyprawy!
                                                    Ach te geny...
                                                  • wscieklyuklad Belem, czyli 03.06.17, 11:30
                                                    Polska od morza do... oceanu.

                                                    A mogło być tak pięknie.
                                                    Oto cesarz Brazylii Piotr I (ale nie Wielki!) planuje objąć tron portugalski - wysyła swe wojska by siłą zdobyć koronę.
                                                    Józef Bem chce skorzystać z okazji i przybywa z Francji by odpisać z Piotrem I konwencję na mocy której sformowano by Legion Polski.
                                                    W działaniach wspiera go portugalski markiz Palmela - przyjaciel księcia Czartoryskiego.
                                                    Legion miał się składać z 2 tys. żołnierzy. Pełen zapału Bem - bez uprzedniej akceptacji księcia Czartoryskiego rozpoczyna rekrutację wśród paryskich emigrantów. Ci są równie spragnieni walki i równie skłonni do samowoli - pierwsza grupka na własną rękę udaje się do... Porto, jednakże nie spotkawszy tam generała i wobec bariery językowej - powraca do Paryża.
                                                    Chaos organizacyjny i łatwowierność wobec Portugalczyków, a także zakręty polityczne tak w Portugalii jak i samej Francji niweczą plany.
                                                    Bem śle pełne inwektyw i pogróżek listy do "sojuszników" z żądaniem wywiązania się z obietnic finansowego wsparcia przedsięwzięcia. Bem - w nadziei na wsparcie finansowe zaciąga kredyty
                                                    (jak podobno my wszyscy dziś w kraju - wedle mniemania "zorientowanych w temacie"- widać to też taka nasza odwieczna cecha narodowa). Narasta konflikt miedzy dowódcą a żołnierzami.
                                                    A, że - jak już wspomniałem - wielu wśród nich było podobnych Bemowi raptusów (niektórzy wskazują na ruski (a jakże) - podstęp - zamachowiec miał być bowiem szpiegiem) - jeden z nich - ppor. Pasierbski rani Bema, który szczęśliwie uchodzi życiem, a wydobrzawszy udaje się do Piotra I a potem - nie zyskując poparcia - nachodzi królewskiego skarbnika Jose de Carvalho. Skarbnik wyrzuca go za drzwi (szczęśliwie uniknął defenestracji!) a Bem wyzywa go na pojedynek!
                                                    Król zabrania potyczki i nakazuje Bemowi opuszczenie kraju - dodatkową zachętą do spełnienia polecenia ma być tysiąc franków "na drogę".
                                                    Ale Bem nie palcem przecież robiony - nie ma nawet zamiaru opuścić domu w Lizbonie przy Rua Alecrim.
                                                    Tego było królowi aż nadto. W marcu 1834 roku generał zostaje wywleczony siłą przez policję i osadzony w... Wieży Belem! (tej samej, która przesunęła się w trakcie trzęsienia ziemi) Po niespełna dwóch miesiącach zostaje uwolniony i opuszcza Lizbonę na pokładzie angielskiego statku.
                                                    Król przyjmuje to z taką ulgą, iż spłaca nie tylko część długów generała, ale nawet... rachunek krawca, który szył Bemowi generalski mundur podróżny.

                                                    Pomyśleć, że szczęście było tak bliskie i gdyby nie skąpstwo Piotra I - Polska sięgała by być może po Atlantyk?

                                                    Kto wie, czy nazwisko jakie nosił nie budziły w nim kutwy?

                                                    Pedro de Alcântara Francisco António João Carlos Xavier de Paula Miguel Rafael Joaquim José Gonzaga Pascoal Cipriano Serafim de Bragança e Bourbon. - średnio dwa tygodnie w roku musiał świętować "imieniny". Ile musiały kosztować uczty przy tej okazji!

                                                    A tak na serio - to właśnie za jego czasów faktyczną stolicą Portugalii było przez 13 lat Rio (a to za sprawą Napoleona).
                                                    W Portugalii się nie nawładał! Rządził... miesiąc.
                                                    Powrócił do Brazylii, by po latach raz jeszcze podjąć próbę odzyskania tronu portugalskiego - walczył o koronę z własnym bratem! Nic z tego nie wyszło. Gruźlica zabrała go ze tego świata w wieku lat 36.
                                                    A było sypnąć kaską generałowi Bemowi sknero jedna!
                                                  • wscieklyuklad Hieronimici - ciekawostki 04.06.17, 11:28
                                                    O budowie klasztoru wspomniała już Sorell. O lokalizacyjnej poprzedniczce - kaplicy, w której modlił się w przeddzień podróży Vasco da Gama już pisałem.
                                                    Czemu akurat tu się modlił? Ano dlatego, iż mnisi tamtejsi byli jakby ówczesnymi "kapelanami" - modlili się za żeglarzy i polecali ich opiece Bogu na czas morskiej wachty.
                                                    Patrząc na wolską rzeczywistość, gdy pisony na wyścigi rozdają ziemie i szmal czarnuchom, nie sposób podkreślić, iż mimo potencjalnej łatwości przekształcenia kaplicy w tak olbrzymi klasztor, pozostający z pewnością na klęczkach król portugalski - fundator inwestycji - musiał prosić o zgodę samego papieża! Ten łaskawie przyzwolił.

                                                    Jako, że legendy to coś nam szczególnie w trakcie podróży bliskiego, parę słów o samym Hieronimie - patronie klasztoru.
                                                    Życiorys można poczytać w Wikipedii - podaruję go sobie. Grota z nim związana znajduje się obok Bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem - w podziemiach kościoła św. Katarzyny.
                                                    Jeśli tam nawet znajdują się relikwie świętego, to wśród nich z pewnością brakuje głowy.
                                                    Oczywiście jak w przypadku każdej relikwii jest wielu chętnych uznania, iż czaszka Hieronima jest w ich posiadaniu.
                                                    Jednym z kandydatów jest... znany nam już Escorial!

                                                    Kilka słów o wnętrzu kompleksu.

                                                    W zamyśle miał być panteonem kolejnych pokoleń królewskich. Wzorem starożytnych faraonów stawiano sarkofagi jeszcze za życia władców.
                                                    Jeden z nich pozostał jednak na wieki pusty - to ten spoczywający na słoniowych grzbietach (fotografia w poście Sorell) - król Sebastian nigdy nie powrócił z wojennej wyprawy do Maroka - zginął tam w jednej z bitew.

                                                    Zauważyliście też zapewne, iż nagrobek da Gamy spoczywa na grzbietach lwów.
                                                    Czy symbol króla zwierząt jest wyłącznie symbolem potęgi odkrywcy?
                                                    Tu pora na zapowiedzianą legendę.

                                                    Oto święty Hieronim odmawia nieszpory w towarzystwie innych zakonników, gdy do klasztoru wpada lew. Zakonnicy biorą nogi za pas, ale Hieronim wita zwierzę, jak gościa. Lew podnosi opuchniętą łapę z wbitym w nią cierniem. Święty wyciąga cierń i przemywa ranę.
                                                    Ozdrowiały lew staje się oto zwierzęciem domowym - pozostaje z mnichami.
                                                    Hieronim traktuje go jako dar boski. Postanawia wykorzystać zwierzę do pilnowania osiołka dźwigającego na grzbiecie drewno z lasu. Lew okazuje się pilnym opiekunem - nie odstępuje osła choćby na krok i co wieczór odprowadza podopiecznego do klasztoru.
                                                    Pewnego dnia znużony lew zasypia na oślim pastwisku. Kupcy przejeżdżający obok, dostrzegłszy samotnego osła zabierają go. Lew po obudzeniu próżno próbuje odnaleźć zwierzę - ze spuszczoną głową wraca do klasztoru. Było później niż zwykle i lew był sam, więc mnisi uznali, iż zgłodniały lew ni chybi pożarł osła.
                                                    - Idź i pożryj drugą połowę obrzydliwy żarłoku! - powitali go u progu.
                                                    Część braci udała się na pastwisko by tam ustalić, co zaszło.
                                                    - Niczego nie znaleźliśmy - stwierdzają ze smutkiem po powrocie. Kto teraz zastąpi osła w noszeniu drewna? - biadolili. Postanowili, iż to lew - za karę, będzie teraz nosił drewno.
                                                    Pewnego dnia lew po ukończonej pracy pobiegł na pastwisko. Dostrzega tych samych kupców z kawalkadą wielbłądów. Na czele karawany widzi osła - taki był bowiem zwyczaj , że osła traktowano jako przewodnika - szedł zawsze na czele z przewieszonym przez szyję sznurem. Lew z rykiem skacze ku karawanie. Kupcy uciekają pozostawiając cały dobytek. Lew zmusza wielbłądy do marszu ku klasztorowi.
                                                    Hieronim każe czynić przygotowania na powitanie gości - właścicieli wielbłądów. Kupcy wnet przybywają po swoje. Przepraszają za kradzież osła, odzyskują swą prawdziwą własność.
                                                    - Pamiętajcie, by nigdy już nie sięgać po cudze.
                                                    W podzięce kupcy zostawiają butlę oliwy - rokrocznie przywożą ją przez wiele lat po wydarzeniu.

                                                    Lwy pod nagrobkiem są też pamiątką tej legendy.
                                                    Motywy zwierzęce i marynistyczne dominują zresztą w stylistyce architektonicznej - marynarskie liny, motywy zwierząt zamorskich można tu dostrzec na każdym kroku - tym bardziej, iż klasztor - jako jedna z nielicznych tak potężnych budowli przetrwał trzęsienie ziemi z 1755roku - podobnie do Wieży Belem przesunął się jedynie na inne miejsce.

                                                    A co zawdzięczamy mnichom?
                                                    Ano oszczędność, która... pasie nam brzuchy.
                                                    Nie było wówczas krochmal, więc do usztywnienia habitów mnisi używali białka jaj.
                                                    Ale co zrobić z cennym przecież żółtkiem?
                                                    Cukiernicza rewolucja zrodzona oszczędnością stworzyła najwspanialsze ciasto na świecie - natę. Sprzedali recepturę, gdy wyrzucono ich z klasztoru.
                                                    Cukiernia Belem - serwująca te najlepsze - znajduje się ledwie kilkaset metrów od klasztoru.
                                                    Ciągnie się przed nią kolejka bliska długością tej, w której stoją turyści indywidualni by nabyć bilet wstępu do klasztoru.
                                                    My naturalnie weszliśmy nie tracąc czasu na kupno biletów.

                                                    Pora kończyć podróż po tym cudownym miejscu.

                                                    Ważnym i dla nas dzisiaj.
                                                    Bo przecież właśnie tutaj podpisano Traktat Lizboński.
                                                    Jest nawet poświęcona temu okolicznościowa tablica. Jest na niej i polskie nazwisko.
                                                    Obecnego Prezydenta Zjednoczonej póki co Europy.

                                                    Więc żegnaj klasztorze. A może i "do zobaczenia"?
                                                  • sorel.lina Lizbońskie migawki 04.06.17, 15:25
                                                    ... z okien autobusu. Na dobry początek.

                                                    https://i63.tinypic.com/30x7nnb.jpg

                                                    "Co ci przypomina, co ci przypomina widok znajomy ten?"

                                                    https://i68.tinypic.com/55gjmc.jpg

                                                    Chrystus Król ze Świebodzina? Tutaj?!

                                                    https://i66.tinypic.com/2iad18l.jpg (fot. z netu)

                                                    Cristo Rei wita w Lizbonie! Od razu poczuliśmy się swojsko! smile

                                                    https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRgMper7G2DH0_hrXjoUu978dKFsaOUBKnil6kS-jWWuTyvFudW (fot. z netu)

                                                  • sorel.lina Re: Lizbońskie migawki 04.06.17, 15:32
                                                    Pierwszy rzut oka na miasto - Lizbona "nieturystyczna" smile

                                                    http://i66.tinypic.com/2v1qgk0.jpg http://i67.tinypic.com/k00b5e.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2ic79xv.jpg http://i63.tinypic.com/30idwev.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2gt7y52.jpg http://i68.tinypic.com/eqwius.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2v8jzw6.jpg http://i65.tinypic.com/bgu2ht.jpg

                                                  • sorel.lina Re: Lizbońskie migawki 04.06.17, 15:48
                                                    ... i ostatnie spojrzenia

                                                    http://i64.tinypic.com/xf2gt4.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/2qbewsi.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/1id8bq.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/ega3qo.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/pwp6w.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2qtjwgy.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/x6a5b7.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/2rcviiw.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/167ngw0.jpg

                                                    Wyjeżdżamy. Adeus! Do zobaczenia!
                                                  • sorel.lina Re: Lizbońskie migawki 04.06.17, 15:56
                                                    Puenta.

                                                    http://i67.tinypic.com/zsv2gg.jpg

                                                    Amen! smile
                                                  • 1zorro-bis Re: Lizbońskie migawki 04.06.17, 21:50
                                                    big_grinbig_grinbig_grin.......a teraz buldog z pudlem osobiscie ......jadom. big_grin Sprawdzic, czy te fotki Sorell....prawdzie odpowiadaja. big_grin Musza tylko na ciapate burki uwazac, bo te gwalca i gwalca, ze hej!big_grin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka