Dodaj do ulubionych

SŁOŃCE W TUNELU!

05.04.20, 09:17
Suweren nie docenił gonitwy za świnką Piggy na Tik Toku!

Najnowszy sondaż CBOS przyniósł zaskakujące wyniki. W marcowym badaniu liderem jest nie urzędujący prezydent, ale kandydat ludowców, Władysław Kosiniak-Kamysz. Z kolei Andrzej Duda znalazł się... na ostatnim miejscu z jednocyfrowym wynikiem.

W marcowym sondażu Centrum Badań Opinii Społecznej prosiło respondentów o wskazanie, na kogo ewentualnie byliby w stanie zagłosować, gdyby wybrany przez nich kandydat nie startował w wyborach prezydenckich lub zrezygnował z udziału w tym wyścigu. Wyniki są zaskakujące.

Jak pokazało badanie, największym zainteresowaniem jako "drugi wybór", cieszy się kandydat PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. "Możliwość głosowania na lidera PSL-Koalicji Polskiej brał pod uwagę blisko co czwarty (23 proc.) zdeklarowany uczestnik wyborów o sprecyzowanych preferencjach" - czytamy w komunikacie CBOS.

Duda na ostatnim miejscu?
Według sondażu, ewentualne poparcie kandydatki Koalicji Obywatelskiej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej rozważałoby 12 proc. badanych. Skłonnych oddać swój głos na Szymona Hołownię jest 10 proc. ankietowanych. 6 proc. respondentów mogłoby oddać głos na Roberta Biedronia, a 5 proc. - na Krzysztofa Bosaka.

"Najmniejsze szanse na powiększenie swego stanu posiadania o głosy wyborców innych kandydatów miałby aktualny prezydent Andrzej Duda (4 proc. wskazań)" - stwierdzono w komunikacie CBOS.

Jak zaznacza Centrum, prezydent Duda ma najbardziej skoncentrowany na nim elektorat, który jest najmniej skłonny do zmiany wyboru.

"Ponad dwie piąte jego zwolenników (43 proc.) nie znajdowało poza nim żadnych innych kandydatów godnych ich głosów, a dalsza jedna siódma nie wiedziała, kogo innego mogłaby ewentualnie poprzeć. W elektoratach pozostałych kandydatów odsetki takich wskazań były dużo mniejsze" - poinformowano.

Żródło Od Rzeczy!
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: SŁOŃCE W TUNELU! 05.04.20, 09:36
      Długo się dziś o to MODLIŁEM

      Jutro upadnie rząd Morawieckiego?

      W czasie gdy media prowadzą skomplikowane analizy polityczne, sytuacja w polskiej polityce jest dużo prostsza niż komukolwiek się wydaje. Rząd PiS kompletnie przegrał walkę z koronawirusem a Jarosław Kaczyński, od dłuższego czasu już popełniający błędy, przegrał walkę o poparcie społeczne. Dzisiaj każdy rozsądny człowiek zdaje sobie bowiem sprawę z faktu, że polityczne gierki w czasach tak potężnego kryzysu skończą się dla partii rządzącej źle.

      Kaczyński popełnił mnóstwo błędów i stracił też poparcie wewnątrz własnego ugrupowania. Jego ludzie mieli się w weekend zajmować wyciąganiem poparcia posłów z innych ugrupowań a w tym czasie jego posłowie z PiS rozmawiają… z opozycją. Bo tak naprawdę wiele z tych osób zwyczajnie się boi o los swój i swoich najbliższych. Doskonale widzą jak ogromne zaniechania popełniono w zakresie przygotowań do epidemii koronawirusa. Lokalne konflikty o szpitale rozpalają emocje lokalnych struktur i nawet najtwardszy elektorat Kaczyńskiego zaczyna widzieć zagrożenie utraty wszystkiego co ma.

      Koronawirus nie jest jakimś tam zwykłym kryzysem. Już położył polską gospodarkę, położył edukację, za moment położy polską służbę zdrowia. Rząd miota się bezradnie, bo nie ma ani pieniędzy ani ludzi ani pomysłów – pięć lat kiedy PiS był u władzy to czas stracony kompletnie.

      Upadek rządu jutro jest bardzo prawdopodobny. Kaczyński nikogo nie okiwał, nikomu nie jest w stanie zagrozić, nikogo już nie przekonuje – tylko mała grupka wokół niego jeszcze wierzy, że polityka jaką zawsze prowadził, ma jakiekolwiek znaczenie. To jednak kompletny brak znajomości ludzkich emocji – dzisiaj wszyscy jesteśmy zagrożeni w sposób do tej pory nieznany – epidemia zniszczyła Polskę jaką znaliśmy jeszcze kilka tygodni temu.

      Kaczyński popełnił jeszcze jeden duży błąd – zapomniał o małych i średnich przedsiębiorcach. Oni mu nie wybaczą zostawienia na lodzie. Nie wybaczą tego, że w innych krajach przedsiębiorcy już dostali pomoc a w Polsce system się zatkał ilością wnioski. Nie wybaczą mu już nie tylko braku pomocy ale także zamknięcia ich biznesów. Czas tolerancji się skończył.

      Dzisiaj jest czas na polityków wielkich oraz odpowiedzialnych. Ludzi, którzy potrafią powiedzieć społeczeństwu prawdę o trudnej sytuacji. Utrzymywanie fikcji i tak nic nie daje: miliony Polaków są zagrożone utratą pracy i obniżeniem zarobków. Wiele osób dostało już wypowiedzenia, wielu pracowników odesłano na bezpłatne urlopy. Gospodarka stanęła i bez radykalnych oraz odważnych działań, do których nawołuje m.in. Konfederacja, nie ruszy. Socjalistyczny rząd Kaczyńskiego nic tutaj nie zrobi.

      Rozsądni ludzie to doskonale wiedzą. Zaplątany w polityczne intrygi Kaczyński najwyraźniej nie. Władza dla władzy skończy się tragedią dla polskiego narodu. Jutro może czekać nas polityczne trzęsienie ziemi, ale priorytet pozostaje bez zmian: ratować gospodarkę, firmy, miejsca pracy i rozruszać ją na nowo. A przepis na to jest bardzo prosty: systemowe wstrzymanie poboru ZUS, podatków, rozliczeń i pozwolenie gospodarce na funkcjonowanie na ile w takich warunkach się da. Za 3-4 miesiące można przywrócić wszystko, ale dzisiaj musimy ratować płonący kraj a nie zajmować się polityką!


      Wieści24

      • wscieklyuklad Re: SŁOŃCE W TUNELU! 05.04.20, 09:42
        Gdy za sprawą koronawirusa państwo przeżywa największe kłopoty w ostatnim 30-leciu, obóz władzy zajęty jest wojną wewnętrzną — najpoważniejszą od czasu przejęcia władzy przez PiS
        Zarzewiem konfliktu stała się data wyborów prezydenckich. Kaczyński prze do głosowania 10 maja, mimo że do tego czasu nie cofnie się epidemia. Gowin nie chce się na to zgodzić
        Kompromisem miało być odłożenie wyborów o dwa lata poprzez zmianę Konstytucji. Gowin miał dla tego rozwiązania zdobyć poparcie opozycji, ale mu się to nie udało
        W tej sytuacji Kaczyński wniósł do Sejmu projekt głosowania 10 maja w formie listownej i postawił na czele Poczty Polskiej wiceministra obrony
        Był gotów nawet wyrzucić Gowina z rządu, ale dał mu czas na kapitulację do poniedziałku
        Gowin zapewnia, że nie ustąpi. Jego upór może doprowadzić nawet do przyspieszonych wyborów sejmowych
        Tak poważnego kryzysu politycznego w obozie Zjednoczonej Prawicy nie było od momentu nawiązania współpracy między PiS, Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry oraz Porozumieniem Jarosława Gowina w 2014 r. Nasi rozmówcy z obozu władzy zgodnie podkreślają, że kryzys ten może doprowadzić do rozpadu rządu, a nawet przedterminowych wyborów. Na taki scenariusz — jak słyszymy ze źródeł w obozie władzy — ma być gotowy prezes PiS Jarosław Kaczyński.

        Zobacz również: Koalicja rządowa w kryzysie. Jarosław Gowin odrzuca ultimatum Kaczyńskiego
        Kaczyński chce wyborów jak najszybciej lub jak najpóźniej

        Zarzewiem konfliktu stała się data wyborów prezydenckich. Według informacji Onetu głosowaniu 10 maja początkowo sprzeciwiała się znacząca grupa polityków PiS na czele z premierem, którego wspierał minister zdrowia Łukasz Szumowski. Przekonywali oni Kaczyńskiego, że wysłanie 30 mln ludzi do urn podczas epidemii to ogromne ryzyko. Wycofali się, gdy Kaczyński tupnął nogą.

        Wtedy do gry wkroczył Gowin. Korzystając z sytuacji — bez 18 posłów jego partii PiS nie ma większości w Sejmie — postawił weto. Nie przekonało go nawet to, że Kaczyński zaproponował głosowanie 10 maja wyłącznie korespondencyjnie.

        W piątek Gowin zaproponował własne rozwiązanie: zmianę Konstytucji przedłużającą kadencję Andrzeja Dudy do siedmiu lat. Po tej kadencji, kończącej się w 2022 r., Duda nie mógłby się ubiegać o reelekcję.

        Taki wariant był dla PiS do przyjęcia. Czemu? Bo Kaczyński chce wyborów jak najszybciej lub jak najpóźniej. Spodziewa się spadku notowań PiS za kilka-kilkanaście miesięcy, dlatego wybory na jesieni lub wiosną przyszłego roku go nie interesują. Dodatkowo lider PiS chce mieć pełnię władzy na czas kryzysu, gdy trzeba będzie podejmować niepopularne decyzje.

        — Gdyby wybory odbywały się za pół roku czy za rok, to przez cały ten czas trwałaby ostra kampania i rząd nic nie mógłby zrobić, żeby nie zaszkodzić Dudzie — tłumaczy nasz rozmówca z PiS. — Kaczyński chce mieć rząd i prezydenta, by władza była skonsolidowana w czasie kryzysu.

        Gowin ograny przez PSL

        Gdy w piątek po południu Gowin przedstawił publicznie swój projekt zmiany Konstytucji, rzeczniczka PiS Anita Czerwińska napisała na Twitterze: "Mając na uwadze interes Polski, popieramy i będziemy popierać propozycję premiera Gowina, oczywiście jeśli znajdzie się większość w Sejmie i Senacie dla poparcia takiego rozwiązaniA”
        tym momencie wyglądało na to, że Gowin ma pełne poparcie Kaczyńskiego i że obaj zaczną lobbować za zmianą Konstytucji. Czemu do tego nie doszło? Kłopoty zaczęły się, gdy Gowin nie zrealizował swoich zapowiedzi. Otóż we wcześniejszych rozmowach obiecał on Kaczyńskiemu poparcie części opozycji dla zmiany Konstytucji. Opozycja, zwłaszcza Koalicja Obywatelska, jest niezbędna do zmiany ustawy zasadniczej.

        Jak ustaliliśmy, Gowin rozmawiał m.in. z szefem PSL Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. — Gowin obiecywał Kaczyńskiemu poparcie ze strony ludowców. To ułatwiłoby nam nacisk na pozostałe partie opozycyjne — tłumaczy nasz rozmówca z PiS. Dlatego kiedy w piątek po prezentacji przez Gowina projektu zmiany Konstytucji Kosiniak-Kamysz z miejsca się od niego odciął, Kaczyński był oburzony. Uznał, że po pierwsze Gowin jest niewiarygodny, a po drugie, że nie ma szans na zmianę Konstytucji.

        Nasi rozmówcy w PSL przekonują, że Kosiniak niczego Gowinowi nie obiecywał. Ale w otoczeniu wicepremiera panuje przekonanie, że ludowcy dokonali wolty pod wpływem najnowszych sondaży prezydenckich. Dają one Kosiniakowi drugie miejsce, po Andrzeju Dudzie. Ludowcy liczą, że ich lider znalazł się w sondażowej windzie i może zagrozić kandydatowi PiS. — W naszym interesie są wybory wcześniej niż za dwa lata — przyznaje jeden z liderów PSL.
        • wscieklyuklad Re: SŁOŃCE W TUNELU! 05.04.20, 09:43
          Gowin ma czas na kapitulację

          Gdy już było jasne, że ludowcy zostawili Gowina na lodzie, Kaczyński postanowił działać. Jego zaufany szef struktur PiS Krzysztof Sobolewski wniósł do Sejmu czekający w partyjnej zamrażarce projekt zorganizowania wyborów 10 maja wyłącznie w wersji korespondencyjnej. Jak twierdzą nasi rozmówcy w PiS, Kaczyński już w piątek wieczorem miał ochotę poddać ów projekt pod głosowanie. Wówczas Gowin musiałby zająć jednoznaczne stanowisko, a w razie sprzeciwu miał zostać wyrzucony z rządu.

          Ostatecznie jednak prezes PiS przełożył obrady Sejmu na poniedziałek i dał Gowinowi kilkadziesiąt godzin na ukorzenie się. Liderzy obu partii zerwali jakiekolwiek kontakty. "Jest dla mnie oczywiste: wybory nie mogą odbyć się 10 maja. Będę do tego przekonywał cały obóz Zjednoczonej Prawicy, bo Polska potrzebuje naszej jedności" - napisał w sobotę na Twitterze Gowin, potwierdzając, że nie zamierza zmieniać swojego stanowiska.
          PiS kusi gowinowców

          W całej tej rozgrywce Gowin popełnił zasadniczy błąd. Założył, że bez względu na jego harce, Kaczyński nic mu nie zrobi w obawie przed rozpadem koalicji, upadkiem rządu i przyspieszonymi wyborami.

          Pomylił się. Zarówno nasze rozmowy w obozie władzy, jak i działania Kaczyńskiego — w tym ultimatum wobec Gowina w sprawie poparcia wyborów 10 maja — wskazują na to, że prezes PiS jest gotowy na wszystkie warianty, w które Gowin nie wierzył.

          Zobacz także
          Gowin: termin wyborów jest dziś w rękach opozycji
          Konstytucjonalista: propozycja Jarosława Gowina jest bezprzedmiotowa
          Są politycy opozycji, którzy popierają propozycję Gowina
          Rozpad koalicji? Kaczyński już się przygotowuje. Według naszych informacji, od piątku wielu z posłów Porozumienia jest przekonywanych przez emisariuszy z Nowogrodzkiej do poparcia projektu wprowadzającego głosowanie korespondencyjne. Niektórym z nich oferowane są stanowiska w rządzie, inni słyszą groźby pożegnania się z dotychczasowymi funkcjami.

          Z rozmów Onetu z posłami Porozumienia wynika, że większość z nich jest gotowa stanąć murem za Gowinem. — Jesteśmy zdecydowani zablokować wybory 10 maja. Zaproponowaliśmy racjonalny kompromis, licząc, że PiS go przyjmie. W ostatniej chwili został on odrzucony. Jedno jest pewne: nie zgodzimy się na majowy wybory nawet za cenę wyrzucenia z rządu — mówi Onetowi wpływowy polityk Porozumienia.

          Ale w razie rozwodu, Gowin nie ma gwarancji pełnej lojalności swych ludzi. Według szacunków Onetu kilku posłów Porozumienia rozważa wsparcie PiS. Żeby utrzymać większość, Kaczyński musiałby jednak także wyciągać posłów z Konfederacji lub z PSL. Całej Konfederacji Kaczyński w rządzie nie chce, z kolei PSL do rządu nie wejdzie.

          A może wybory do Sejmu?

          Gdyby mimo to nie było większości, co groziłoby upadkiem rządu, to Kaczyński ma być gotowy nawet na przyspieszone wybory sejmowe. — Sondaże pokazują, że poparcie dla PiS przekracza 50 proc. Kaczyński wyszedłby z takich wyborów wzmocniony, choć oczywiście dołożenie kolejnego głosowania w obecnej sytuacji byłoby ogromnym kłopotem — mówi jeden z posłów klubu PiS, zaangażowany w konflikt z koalicjantem.

          Ludzie Gowina przekonują, że opozycja oferuje mu fotel premiera. — Jarek dostał propozycję ze strony opozycji zostania premierem nowego rządu, składającego się z głównych sił opozycyjnych w Sejmie. Odrzucił ją — mówi nam bliski współpracownik Gowina.

          Dziennikarze Onetu sprawdzali te informacje. Nie potwierdziliśmy ich jednak w żadnym źródle. — To nieprawda. Musiałby powstać rząd PO, PSL i Lewicy z gowinowcami. To byłaby niestabilna koalicja, co w sytuacji epidemii skończyłoby się dla nas wszystkich katastrofą — mówi nam lider jednej z partii opozycyjnych.

          Co prawda propozycję "Gowin na premiera" publicznie rzucił wicemarszałek Senatu i nestor PO Bogdan Borusewicz, ale w politycznym światku ta wypowiedź została odebrana jako próba podgrzania konfliktu w obozie władzy.

          Wariant rządu PO-Lewica-PSL-Porozumienie zakłada, że z Gowinem odchodzą wszyscy jego posłowie. Tylko takie rozwiązanie daje nowej koalicji przewagę w Sejmie — i jest to większość jednego głosu. A zatem jeśli Kaczyński wyciągnie od Gowina kilku posłów, to nie musi się obawiać odsunięcia od władzy przez taką egzotyczną koalicję.

          Kaczyński się zemści

          Wszystkich naszych rozmówców — z PiS, z Porozumienia, z PO, z PSL — pytaliśmy, o co tak naprawdę gra Gowin, doprowadzając do najpoważniejszego kryzysu w obozie władzy i to w tak trudnym momencie. Nikt nie potrafił tego powiedzieć.

          REKLAMA

          Może to ideały, prawdziwa obawa o zdrowie i życie Polaków, zaganianych przez Kaczyńskiego do wyborów? Nasi rozmówcy w PiS w to nie wierzą. Przypominają wypowiedź Gowina sprzed wojny o wybory. Mówił wówczas z dystansem o wprowadzanych przez rząd epidemicznych ograniczeniach, które mają być receptą na ograniczenie zachorowań i zgonów. Ich zdaniem, bliższa mu była wówczas gospodarka.

          — Do normalności musimy wracać w tempie możliwie jak najszybszym. Dlatego, że codziennie polska gospodarka, a więc my wszyscy, tracimy wiele miliardów złotych. W przypadku przetrzymywania takiego stanu przez czas dłuższy niż kilka najbliższych tygodni, wówczas przedawkowane lekarstwo mogłoby się okazać dużo groźniejsze niż choroba — twierdził.

          A więc może autopromocja? Wszak Gowin pokazuje, że jest jedynym politykiem obozu władzy, który potrafi postawić się Kaczyńskiemu. To byłaby inwestycja w przyszłość, na czas po PiS.A może jednocześnie pragmatyka? Wszak powirusowy kryzys może zdmuchnąć rząd i PiS, więc zawczasu lepiej się ewakuować z tego okrętu — tak jak w 2013 r. Gowin uciekał z tonącej Platformy.

          W jednym nasi rozmówcy są zgodni. Kaczyński Gowinowi nie wybaczy. Politycy PiS twierdzą wręcz, że traktuje go jak zdrajcę, który zawiódł w najtrudniejszym momencie. To znaczy, że zemsta jest tylko kwestią czasu — może zostać wymierzona już w poniedziałek, albo zostanie odłożona w czasie.

          Onet.wiadomości

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka