Dodaj do ulubionych

Śnięty bucenty-3

22.05.20, 15:24
Są nowe kontrowersje wokół zakupu respiratorów przez Ministerstwo Zdrowia. Za jedno urządzenie resort Łukasza Szumowskiego miał zapłacić nawet 170 tys. zł. To cena niespotykana na rynku. Za kontraktem ma stać z kolei... handlarz bronią z czarnej listy ONZ.

Sprawę opisuje "Gazeta Wyborcza", która już wcześniej ujawniła, że Ministerstwo Zdrowia kupiło 1,2 tys. respiratorów od firmy E&K z Lublina za kwotę 200 mln zł. Wychodzi na to, że jedno urządzenie kosztowało prawie 170 tys. zł., Według rozmówców dziennika ceny respiratorów już z dodatkowymi opcjami i oprzyrządowaniem to 110-120 tys. zł.

Kontrowersji wokół tego zakupu jest więcej. Firma E&K w internecie oferuje organizowanie nieplanowanych transportów lotniczych i szkolenie pilotów. Można też przeczytać, że produkuje motolotnie. Dlaczego nagle zajęła się handlem respiratorami i dlaczego sprzedaje je tak drogo?
"Od dawna nie zajmujemy się produkcją motolotni. Od wielu lat zajmujemy się (między innymi) obrotem wyrobami medycznymi. Nasza oferta była najtańsza i z najkrótszymi terminami dostaw" – taką odpowiedź dostała "Gazeta Wyborcza".

Spółka E&K powstała w 1994 r. w Lublinie. Jest prezesem był i jest Andrzej Izdebski, człowiek zamieszany w nielegalny handel bronią. Według "Rzeczpospolitej" już w 1991 r., wykorzystując fałszywe dokumenty, pośredniczył w sprzedaży polskich pistoletów maszynowych na Bliski Wschód.

"Firmy, których był współwłaścicielem, są podejrzewane o wielokrotne naruszanie embarga ONZ na dostawy broni" – pisał dziennik w 2002 r. Dodajmy, że rok wcześniej Rada Bezpieczeństwa ONZ wydała dokument piętnujący Izdebskiego. Prezes E&K współpracował m.in. z najsłynniejszym sprzedawcą broni Wiktorem Butem, zwanym "handlarzem śmiercią", dziś odsiadującym wyrok w amerykańskim więzieniu.

Dodajmy, że to kolejne kontrowersje wokół sprzętu medycznego sprowadzanego przez resort Łukasza Szumowskiego. W słynną już sprawę "afery maseczkowej" zamieszane mają być głównie trzy osoby. Pierwszą z nich jest Łukasz G., drobny biznesmen z Zakopanego, instruktor narciarski i przyjaciel rodziny Szumowskich.
To on 16 marca miał skontaktować się z bratem ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego – Marcinem Szumowskim, biznesmenem z branży farmaceutycznej.
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: Śnięty bucenty-3 22.05.20, 15:36
      OKO.press dotarło do wyników kontroli przeprowadzonej przez ministerstwo nauki w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Wynika z niej, że Marcin Szumowski, brat ministra zdrowia, zasiadał w komisjach, które decydowały o przyznaniu prawie 43 mln zł na badania naukowe dla spółki OncoArendi. Jej akcjonariuszami są Marcin Szumowski i - pośrednio - Anna Szumowska, żona ministra.

      Kontrolerzy z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego badali jak w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju oceniano wnioski o dofinansowanie badań naukowych i jak podejmowano decyzje o finansowaniu.

      „Skontrolowaną działalność NCBR (…) ocenia się negatywnie” – napisali w raporcie z kwietnia 2018 roku.

      I wymieniali kilkadziesiąt powodów, dla których wystawili taką ocenę, m.in. to, że:

      - NCBR nierówno traktował wnioskodawców; niektórzy z nich byli w uprzywilejowanej sytuacji, bo nie tylko znali kryteria i preferencje oceniających, ale wręcz je ustalali,
      - kierownictwo Centrum nie reagowało na „występujące w trakcie oceny wniosków o dofinansowanie sytuacje budzące wątpliwość co do bezstronności osób biorących udział w przygotowaniu dokumentów konkursowych oraz w ocenie wniosków o dofinansowanie”,
      -eksperci oceniający wnioski byli związani z firmami, które występowały o dofinansowanie z NCBR i nawzajem oceniali złożone przez siebie wnioski,
      - a w protokołach z konkursów nie odnotowywano okoliczności „budzących wątpliwość co do bezstronności członków Komisji Oceny Projektów”.

      Jedną z firm, której udzielono dofinansowania z naruszeniem przepisów była, według kontrolerów resortu nauki, firma OncoArendi Therapeutics. Wtedy działała ona jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, dziś jest notowaną na giełdzie spółką akcyjną.

      Ponad 9 proc. jej akcji mają Marcin Szumowski oraz spółka Szumowski Investments, której udziałowcem jest spółka SI Assets, a z kolej jej właścicielami są Marcin Szumowski i Anna Szumowska.

      Jak ustalili kontrolerzy, Marcin Szumowski dwukrotnie był członkiem komisji oceniających wnioski o dotacje z NCBR, gdy firma OncoArendi ubiegała się o dofinansowanie. I w obu przypadkach je dostała.

      Na projekt „Badania przedkliniczne i kliniczne kandydata na innowacyjny lek w terapii astmy i nieswoistych chorób zapalnych jelit” przyznano jej 22 789 045 złotych dotacji,
      a na „Opracowanie kandydata na lek „First-in-class” w terapii idiopatycznego włóknienia płuc w oparciu o substancje czynne blokujące chitotriozydazę” – 19 831 953 złotych.

      W pierwszym przypadku, gdy eksperci oceniali wniosek OncoArendi, Szumowski został wyłączony „z powodu zidentyfikowania konfliktu interesów”. Jak ustalili kontrolerzy – „był na panelu [ekspertów oceniających projekty] w godzinach 9.30 – 16”, a wniosek OncoArendi „był oceniany przed godziną 9.30”.

      Brat ministra nie oceniał wniosków swojej firmy, ale konkurentów – już tak.

      Podczas prac ekspertów oceniających drugi wniosek Szumowski był na posiedzeniu i – jak piszą audytorzy – „występował w podwójnej roli, bo jednocześnie w roli eksperta i przedstawiciela wnioskodawcy”.

      Szumowski nie był jednak jedynym biznesmenem, który równocześnie ubiegał się o dotacje z NCBR i występował w roli eksperta oceniającego projekty. Kolejnym – jak wskazują audytorzy – był Marek Orłowski.

      Kontrolerzy odkryli, że „eksperci Pan Marcin Szumowski i Pan Marek Orłowski oceniali sobie wnioski nawzajem”. Orłowski był ekspertem wiodącym – czyli przygotowującym uzasadnienie oceny dla projektu OncoArendi pt. „Kandydat na lek First in class…”. Był także jednym z ekspertów oceniających wniosek OncoArendi dot. „Badań przedklinicznych i klinicznych… ”.

      Szumowski i Orłowski nie oceniali więc wprawdzie sami wniosków swoich firm, ale robili to na krzyż. Oceniali też wnioski konkurentów, ubiegających się o dotacje z tej samej puli.

      Cały artykuł pod linkiem. To się nie mieści w głowie!

      oko.press/brat-szumowskiego-byl-w-komisjach-ktore-ocenialy-wnioski-jego-firmy-o-dotacje-z-ncbr-spolka-dostala-43-mln-zl/?utm_medium=Social&utm_source=Facebook&fbclid=IwAR2Ssb2v902GaTRexo58zZWv33Gcqc19IB3hCaDkQxS-g4uVO-xD6JqB8As#Echobox=1590125801
          • wscieklyuklad Re: Śnięty bucenty-3 27.05.20, 19:40
            Profesor Simon oszołomiony decyzją premiera: Mniej zakażeń? U nas zabrakło miejsc!
            Marcin Rybak

            estem oszołomiony radykalizacją tego wszystkiego – komentuje profesor Krzysztof Simon ogłoszoną dziś przez premiera Mateusza Morawieckiego decyzję o zniesieniu nakazu noszenia maseczek oraz limitów obowiązujących w sklepach czy kościołach. Profesor Simon jest ordynatorem oddziału zakaźnego szpitala przy ul. Koszarowej we Wrocławiu. To pod jego okiem leczone są osoby najciężej przechodzące zakażenie koronawirusem. Ordynator nie wierzył własnym uszom, gdy słuchał dziś premiera i ministra zdrowia o malejącej liczbie zakażeń.
            - U nas liczba zakażeń się nie zmniejsza. Dziś zabrakło mi miejsc na intensywnej terapii. Mam tylko kilka rezerwowych, ale i te się pewnie zapełnią - mówi portalowi GazetaWroclawska.pl Krzysztof Simon.
            Już w poniedziałek, gdy rzecznik ministerstwa zdrowia tryumfalnie ogłaszał na konferencji prasowej, że w ciągu doby w Polsce nie zmarł nikt zakażony koronawirusem, szpital z Koszarowej sygnalizował że prawda jest zupełnie inna. Bo tylko w tym szpitalu zmarło wówczas czterech pacjentów. W kolejnych dniach dwóch następnych. Ministerstwo dotąd poinformowało oficjalnie tylko o jednym z tych zgonów.

            Profesor Simon przyznaje, że epidemia koronawirusa – przynajmniej w niektórych województwach – „wycisza się”. Liczy na to, że być może wirus pomału staje się mniej agresywny. Wciąż jednak jest dużo nowych zakażeń, są nowe ogniska, wielu ludzi przeszło koronawiursa bezobjawowo. - Większość nie zachoruje, ale może zakazić innych, u których choroba będzie miała ostrzejszy przebieg – powtarza profesor przy każdej okazji. - Już wcześniej przypuszczaliśmy, że latem zakażeń może być mniej. Ale nie wiadomo co będzie jesienią - zastrzega.

            Krzysztof Simon dodaje, że poluzowanie reżimów – na przykład w restauracjach – może spowodować gwałtowny nawrót epidemii. - Obym się mylił – dodaje. I przypomina włoski scenariusz, gdzie niezbyt poważne podejście do pierwszych informacji o zakażeniach koronawirusem spowodowało dramat i potężny wzrost liczby chorych oraz przypadków śmiertelnych.

            Gazeta wrocławska

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka