Dodaj do ulubionych

Widzisz WU?

13.07.20, 12:31
To Twoja wina ze pacynka wygrala, krakales ze wygra? Krakales, no!!
Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: Widzisz WU? 13.07.20, 12:44
      Ja to po prostu Dunajcu WIEDZIAŁEM!
      Nie było innej opcji!
      I Nie będzie na kolejnych wyborach - może z wyjątkiem tych samorządowych, bo jednak własne dupsko jest bliższe ciału niż ogólnowolskie i lokalne społeczności wiedzą ile kto co dla nie niej zrobił.
      Jestem jednak rozczarowany olbrzymią rozbieżnością między moją prognozą a faktami (stawiałem na 54/46 dla psiaka a tu ponad 2% błędu!). Na przyszłości muszę bardziej przykładać się do prognoz!

      Jak już wspominałem tym razem nie odczuwałem ŻADNYCH EMOCJI, gdyż szczegółowo analizowałem historię mafii zagranicznych. Jest to jednak pierwszy kraj w dziejach świata, w którym taka struktura ma umocowanie rządowe!
      Liczę, że prześledzisz jakieś lokalne analizy przebiegu wyborów, gdyż dochodzę do nas informacje, że w regionach zawsze popierających mafię (Czykago, Nju Jork)było superoso, ale już w regionach kontramafijnych już nie całkiem.
      Władza mafijna może się skończyć WYŁĄCZNIE w wyniku TARĆ WEWNĘTRZNYCH! Walka o władzę po JPZICHK może doprowadzić do takiego zamieszania, iż monolit przestępczy ulegnie naruszeniu. W wyniku tego dojdzie do zawirowań gospodarczych (z krachem włącznie) ujawnienia przerażającej skali deficytu finansowego z szansa na protesty społeczne.
      Póki wegetuje JPZICHK NIE MA SZANS NA ZMIANĘ!
      Zwłaszcza, iz mużdżahedini mafijni (vide niejakie kowalskie - szczegóły na innym wątku) już buńczucznie zapowiadają ostateczną demolkę demokracji.
      • wscieklyuklad Re: Widzisz WU? 13.07.20, 12:52
        Zobacz Dunajcu, jak głupki drą szaty po szkodzie.

        Szymon Hołownia skomentował wstępne wyniki II tury wyborów prezydenckich, które mówią, że prezydentem na drugą kadencję zostaje Andrzej Duda. Jego wpis na Facebooku robi furorę, bowiem w godzinę zebrał już ponad 14 tysięcy reakcji! “Tak, to bez wątpienia koniec jednej nadziei. Ale też początek zupełnie nowej. Co się tak naprawdę wczoraj stało? Jasne: emocje, wiara, czynią cuda. Ale nie są w stanie zmienić zasad matematyki. Przecież jeśli do równania wstawiasz od lat te same dane, nie możesz otrzymać nowego wyniku” – rozpoczął.

        “Polski nie da się pogłębić i poszerzyć, poprzez jeszcze większą mobilizację elektoratów PiS i PO. W tej kampanii po obu stronach doszła już do ściany. I co? I nic. Przeciąganie liny o pół procenta, o procent, w nadziei, że druga strona wymięknie, że padnie – nie zbuduje „święta demokracji”. Bo co to za święto, gdy połowa rodziny ma doła, a drugie pół – nie do końca zdrową satysfakcję z doła tamtych?
        Kiedy latem ubiegłego roku zaczynałem pierwsze rozmowy o starcie w wyborach, przygotowałem dwustronnicowy manisfest, esencję tego, dlaczego mam zamiar porwać się na coś podobnego. Pierwsze z założeń brzmiało: “Duda nie powinien być dłużej prezydentem, bo jest fatalny w tej roli”. Drugie: “kandydat PO nigdy nie wygra z Dudą”.
        I nie wygrał. Nie dlatego, że zmobilizował za mało zwolenników. Przeciwnie – zmobilizował całkiem sporo. Pokonał go mur wzniesiony nie przez niego samego: negatywny elektorat jego partii.
        Ten scenariusz przewidzieliśmy zresztą u mnie w sztabie dwa miesiące temu, patrząc na badania, które pokazywały dla jak wielu Polaków przeszkodą nie do przeskoczenia jest etykieta “kandydat Platformy”. Jasne, Duda, jako kandydat PiS, ma jeszcze większy elektorat negatywny. Ale ma też większy bazowy, pozytywny. W tej sytuacji strategicznym rozwiązaniem było zaproponowanie kandydata nie wywołującego alergii u tych, którzy wahali się do końca, a ostatecznie zagłosowali wczoraj na Dudę (mieliśmy na stole badania, które dokładnie pokazały dzisiejszy wynik). Takich ludzi znam, okazało się w tych dniach, takich wielu. Mówili mi, że nie mają wyboru. Że nie kochają PiS, ale nie wyobrażają sobie „powrotu PO”. Wybrali gościa z PiS nie dla niego samego, ale żeby nie wybrać tego z PO.
        PiS rzecz jasna miał te same badania, też bał się nowości, gruntu który nie zna. Otworzył więc PO furtkę do wymiany kandydata, by w drugiej turze skorzystać z opisanego wyżej dopalacza. Tłumaczyliśmy (nie tylko PO, ale również innym partiom), mówiliśmy, pokazywaliśmy, że te wybory są zupełnie inne, że tu trzeba myśleć inaczej, niż w wyborach do Sejmu. Że tu nieważny jest pokaz siły w pierwszej turze, że te wybory wygrywa się w drugiej. Bez skutku.
        Dziś ze strony co bardziej zapalczywych medialnych ministrantów PO zaczynają sypać się oskarżenia: “Gdyby tylko Hołownia mocniej poparł Trzaskowskiego!”. Po pierwsze: prawie 90 proc. moich wyborców (ponad 2 mln osób), jak się okazuje, zagłosowało właśnie na niego (procentowo więcej, niż u któregokolwiek z kontrkandydatów, włączając Kosiniaka i Biedronia). Po drugie – choć Rafał Trzaskowski nie był moim kandydatem – mając świadomość stawki tych wyborów, otworzyłem mu przed drugą turą wszystkie drzwi, bez traktowania moich wyborców (bo oni są wolni, i szanuję ich wszystkich), jak marionetek. Umożliwiłem mu kontakt z nimi w publicznej, merytorycznej rozmowie. Sam zapowiedziałem, jak zagłosuję (i zagłosowałem). W każdym wywiadzie apelowałem o frekwencję. W piątek udostępniłem – bo mnie autentycznie poruszył – jego spot (ten, w którym wypowiada się pani Wanda Traczyk – Stawska)” – kontynuuje.

        “Teraz? PiS znów wygrał 500. tysiącami głosów (podobnie jak w 2015.), PO znów przegrała. A my możemy dalej, co wybory, obijać się o ściany i łkać nad tym, że zabrakło procenta. Taką Polskę uratuje od samej siebie tylko ktoś ze świeżym spojrzeniem, kto zrozumie, że w tej ścianie są drzwi.
        A kluczem do nich jest zrozumienie, że nie wystarczy już osiąganie mistrzostwa w mobilizacji swoich. Bo nie da się skleić Polski debatując z pustym pulpitem. Trzeba przejść na tę drugą stronę. Nie z młotkiem do wybijania z głowy, nie z metkownicą by oznaczyć tych “ciemnych” tak by nie pomylili się z “oświeconymi”, a z rozmową, z uznaniem niektórych racji, propozycją nowej drogi. Trzeba raz a dobrze wysadzić w powietrze robienie z polityki metafizyki, ów pomysł, że to nie PiS walczy dziś z PO i nie PO z PiS, ale samo dobro z samym złem, szatan z samą Najświętszą Panienką. To jest dzisiaj osiowy problem: że z ludzi o po prostu różnych poglądach, czasem z tych samych rodzin, biur, podwórek, politykom i ich medialnym akolitom udało się sformować stające ze sobą w polu wyprawy krzyżowe.
        Bardzo chcę innej Polski, takiej która wie, że jedność to nie jednolitość, a pojednana różnorodność. Dlatego ten post to ogłoszenie. Szukam dziś ludzi gotowych popracować ze mną nad tym, żeby te wybory były ostatnimi w tym stylu.
        Przed nami zaczyna się dziś naprawdę ogromna robota. Musimy zapracować na zaufanie wyborców PiS. Tych, którzy przecież czują, że zmiany można robić też inaczej, niż tepą siłą. Zapracować na zaufanie wyborców PO. Tych, którzy już chyba czują, że jeśli ktoś w ciągu pięciu lat sześć razy przegrywa z PiS-em, to chyba naprawdę jednak czas już na zmianę kuracji.
        Musimy zapracować na zaufanie wszystkich tych, którzy nie chcą, by co parę lat, w wieczór taki jak wczoraj, Polska pękała na pół, i każda z połówek miała poczucie, że ktoś brutalnie wyrywa nam kierownicę. Przegadałem z Wami tysiące godzin w setkach naszych wsi i miast, stąd wiem, że my naprawdę umiemy robić pokój nie przez wojnę, a o szacunku nie mówić językiem pogardy. I naprawdę jesteśmy w stanie zorganizować się nie wokół pudrowanych co wybory, starych mesjańskich zwidów “zjednoczonej prawicy”, “zjednoczonej opozycji”, a wokół świeżego marzenia o zjednocznej Polsce. Zielonej, solidarnej, samorządnej, takiej na XXI, nie na XX wiek. To marzenie połączyło nas, przychodzących z tak różnych światów, te ponad pół roku temu. Ono leży u podstaw powstającego teraz ruchu Polska 2050.
        I wiecie co będzie naszym największym sukcesem? Nie tylko uporządkowanie naszego kochanego kraju na pokolenia: ochrony zdrowia, edukacji, relacji państwo – Kościół. Także to, że kiedyś do demokracji zdecyduje się wrócić trzeci gracz, stojący dziś obok Dudy i Trzaskowskiego, z identycznym jak oni wynikiem: te 10 milionów Polaków, którzy w ogóle na te wybory nie poszli.
        Oraz to, że kiedyś, po przegranych wreszcie przez nas (rzecz jasna po wielu kadencjach) wyborach, różnie głosujący domownicy stukną się pucharami na szczęście, a nie pozamykają się wściekli w pokojach, by uniknąć rozbicia ich sobie na głowie.
        Damy radę.
        Kto dołączy się do roboty? 🙂
        Chodźcie, idziemy stąd dalej!” – zakończył.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka