Dowódca policyjnej operacji "Jesień 5" ODPOWIE za PORWANIE i UWIĘZIENIE aktywistów
Rozkaz uwięzienia aktywistów jadących na strajk kobiet wydał wiceszef stołecznej policji Marek Ch. - twierdzi prokuratura. To najwyżej postawiony oficer policji z zarzutami za polityczne represje w czasie rządów PiS.
30 października 2020 r. policjanci z Warszawy i Pruszkowa porwali i uwięzili pięciu aktywistów z Poznania, by uniemożliwić im udział w proteście kobiet przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Było to bezprawie, ale w czasie rządów PiS prokuratura umorzyła śledztwo. Wznowiła je po zmianie władzy.
Na postawienie zarzutów pokrzywdzeni czekali cztery lata, trzy miesiące i 22 dni.
Rozkaz: Uwięzić aktywistów
Tę sprawę zaczęliśmy opisywać w "Wyborczej" dzień po porwaniu. Ujawniliśmy nazwiska zamieszanych w to policjantów oraz inspirację służb specjalnych – Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Teraz ustaliliśmy, że w piątek 21 lutego Prokuratura Okręgowa w Warszawie zarzuciła przekroczenie uprawnień Markowi Ch., byłemu wiceszefowi komendy stołecznej policji, który 30 października 2020 roku dowodził policyjną operacją pod kryptonimem "Jesień 5".
W zarzucie czytamy, że tego dnia w siedzibie warszawskiej komendy przy ul. Nowolipie Marek Ch. wydał podwładnym polecenie zatrzymania pięciu osób przy "braku podstaw faktycznych i prawnych".
– Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień – mówi nam rzecznik warszawskiej prokuratury Piotr Skiba.
Porwanie, rewizja, zdejmowanie butów
Pokrzywdzonymi w tej sprawie są działacze niewielkiego związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza, który bronił m.in. wyzyskiwanych kobiet: sprzątaczek w publicznych instytucjach, pracownic żłobków. Jesienią 2020 roku związkowcy wsparli też Strajk Kobiet. Mieli przemawiać na proteście w Warszawie, ale nie dojechali.
Po drodze policjanci zatrzymywali ich samochód do kontroli trzy razy. Sprawdzali dokumenty, szukali usterek technicznych, rozwijali transparenty schowane w bagażniku, by poznać ich treść.
Za trzecim razem, gdy nie było się już do czego przyczepić, wyciągnęli związkowców z samochodu, zakuli im ręce z tyłu kajdankami i zawieźli do komendy w Pruszkowie.
W akcji uczestniczyło pięć radiowozów, a nad autostradą A2 latał policyjny helikopter.
Policjanci: To nie było zatrzymanie
W komendzie związkowców więziono przez cztery godziny. Policjanci rozdzielili ich, rewidowali, kazali zdejmować buty. Każdego badali alkomatem. Kazali wyłączyć telefony, nie pozwolili skontaktować się z adwokatem. Powodów zatrzymania nie podali.
Porwanych wypuszczono z komendy dopiero wieczorem, gdy protest, który zgromadził w Warszawie 100 tys. ludzi, już się kończył. Gdy ponownie zapytali o powody zatrzymania, usłyszeli od policjantów: – To nie było żadne zatrzymanie.
Policjanci nie sporządzili protokołów zatrzymania, mimo że to obowiązek, gdy pozbawia się obywatela wolności.
Protokoły nie powstały, bo policjanci zorientowali się, że nie było podstaw do więzienia związkowców.
Kierowca i pasażerowie samochodu nie popełnili żadnego przestępstwa ani wykroczenia.
W nagraniach rozmów, które policjanci prowadzili przez radiostację, pojawiło się polecenie "zatrzymania prewencyjnego". Prawo pozwala zatrzymać osoby, które stwarzają "w sposób oczywisty bezpośrednie zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzkiego, a także dla mienia".
Tyle że związkowcy jadący na strajk kobiet takiego zagrożenia nie stwarzali. Nie byli uzbrojeni, a w bagażniku wieźli jedynie transparenty.
Policjanci o tym wiedzieli, bo zatrzymywali auto do kontroli trzy razy. Mimo to za trzecim razem porwali i uwięzili związkowców.
Sąd w Pruszkowie uznał potem, że zatrzymanie "odbyło się bez podstawy prawnej" i było "nielegalne, bezzasadne i nieprawidłowe".
"W tym czasie [związkowcy] byli pozbawieni możliwości swobodnego, zgodnego z ich wolą decydowania o miejscu, gdzie będą przebywać" – podkreśliła sędzia Katarzyna Tomczak.
Związkowcy wystąpili też do sądu w Warszawie o zadośćuczynienie od skarbu państwa. Sąd przyznał im po 2 tys. zł zadośćuczynienia – w sumie 10 tys. zł.
Piotr Żytnicki - Gazeta Wyborcza (fragmenty)
Cały artykuł:
poznan.wyborcza.pl/.../7,36001,31717914,porywacze...