chotomow72
21.01.06, 17:00
witam,
Jak wszyscy wiedzą, w okolicy grasuje janosik-samozwaniec. Niejaki Marcin M.,
znany w gminie, opisywany w lokalnych mediach. No kawałek suk...syna, kawałek
ledwie, bo postury mikrej on, wręcz nikczemnej. Niczym nie przypomina zbója z
Podhala, czego sam żałuje. Wieść gminna niesie, że osobnik ten nie należy do
przyjaznych i spokojnych, straszny to raptus i pamiętliwiec. Życie mu odpłaca,
i słusznie, bo jak ktoś jest odludkiem i prostakiem, to włamania i
nieszczęścia mu pisane. No, po polsku, to one mu się należą, jak slońce na
niebie. Ten Marcin M. to strasznie sobie ostatnio poczynia - po włamaniu, co
na przednówku 2005 było, miał czelność zwrócić uwagę lokalnemu Paniczowi, co
to w gminie rządzi. Panicz, ludzki pan, nie kazał chłopa wybatożyć, ale jak
zwykle, zbył go byle słowem. Zawszeć pomagało - gawiedź się zbierała, raz
nawet u marcina M. w chałupie, coś tam marudziła, coś chciała od Panicza, ten
naobiecywał i na chwilę miał spokój. Jak to w każdym feudalnym obrządku,
Panicz miał prostaków i wsiórów gdzieś. Obiecał? a kto by tam pamiętał!
Paszoł! A co!
Marcin M. marudził Paniczowi z gminnego pałacu, że będzie źle, jak panicz
słowa nie dotrzyma, bo to jesień idzie i zbójcy wrócą. Panicz za nic to miał,
herolda w spódnicy do niego wysyłał, co to tylko oczy mydlił chłopinie, nic
ponad to. Marcin M. żył, rozglądał się na duktach, z Siłami Porządku
współpraował, starał się, ale to prosty chłop, co innego mógl robić? Sąsiedzi
też mówili, że idzie jesień, czuli, że będa problemy, Marcin M. wciąż meczył
Panicza, Panicz już lękliwe uciekał z pałacu na widok nieszczęśnika.
Janosik-samozwaniec znów został obłupiony przez innych, coraz to sprytniejszch
zbójców. Tak w połowie listopada, jak się chłopinie zdawało, bo toż nietrudno
zostać prorokiem we własnej wsi. Zbójcy ci sami, kradli wciąż bezkarnie dobra
wszelakie, co to jest Marcin M. tak zbierał po targach, co je zwoził ze
świata. Cud, że kiełbasy i syrów spod powały nie zabrali, bo by dzieci
głodować zimą musiały. Gawiedź okoliczna też została ograbiona, w gminie
pojawiło się mnóstwo Sił Sprawiedliwości (strasznie mnie tu korci, by przejść
na język "Gwiezdnych Wojen").
Nic to, Marcin M., pomny pustych zapewnień Panicza, złożył mało zapowiadaną
wizytę Paniczowi lecz ten nie znalazł odwagi do spotkania. Zbójec M. ponoć w
ataku szału, wtargnał był do Paniczowego gabinetu i chcąc zwrócic uwagę na
niebezpieceńtwo w gmienie, szurnął Ważne Papierzyska, co je Panicz na biurku
zwykł trzymać na klepisko wprost. Nie żadna tam zemsta, tylko jasny przekaz
"jest problem Paniczu i papierami panie się nie zasłaniaj, a jak przeszkadzają
miłościwemu, to ja je usunę z drogi szybciorem".
Straszny rejwach się uczynił, były Siły Sprawiedliwości, skończyło się
rozstaniu bez wielkiej urazy. Panicz wyglądał, że zrozumiał problem wśród
gawiedzi. Tak mineła jesień.
Teraz sięgniemy po daty, snadniej będzie opowiadać:
14 stycznia (sobota to była) spotkanie w powiecie. Siły Sprawiedliwości je
zrobiły, bo zbójców chyciły i wielka wódka im za to należna! Amen, ksiądz
dobrodziej też ich chwalił! Panicz chyba pojednał się z Marcinem M, bo grabule
obaj uścisneli na tymże spotkaniu, parę zdań zamienili, zastępca Panicza też
pogadał, ot o tym co to w gumnie słychać. Marcin M. to prosty facet. Może
teraz będzie już lepiej, pomyślał.
Domorosly Janosik miał parę pytań do Panicza. No chciał wiedzieć, co Panicz
zamierza. Zadał je na tym metingu, co je powiat zrobił. Panicz, jak w serialu
z TVP; tam chyba był Margrabia, niewiele konkretów miał do powiedzenia. W
stresie ci on wielkim był, oj wielkim (znaczy stres a nie Panicz), aż głos
Panicza dźwięczał wyżej od skrzypek, co to Marcinowa Baba pogrywa w mieście.
Niewiele się Marcin M. dowiedział, oj niewiele. Minął rocek a Panicz wciąż te
same historyje rozpowiadał, "że to nic pewnego nie wiadomo". Po spotkaniu były
pożegnania i ukłony, niby Wersal a nie wieś spokojna, ech, łza się kręci, jaka
to elegancyja była.
15 stycznia (niedziela) Panicz przepomniał se o marcinoej napaści z listopada
i do Sił Porządku pognał, co by donieienie zrobić na Zbója. Gazeta miejscowa
"Dookoła nas" opisała co następuje:
"Pewnego dnia do gabinetu wójta gminy Jabłonna wtargnął Marcin M. i obwiniając
go o kilkakrotne włamania do swojego domu, dokonał spustoszenia wśród
dokumentów znajdującyh się na biurku. Napastnik odpowie z pararafu 51 kodeksu
wykroczeń".
No i teraz się Marcin M. sumituje: warto to było Paniczowi rękę podawać? Bo
niby prostak Panicza o włamania podejrzewał? Ejże, może to tylko taki błąd co
to go chochlikiem drukarskim zwą? A teraz zbójcem Marcin M. został. Ot, historyja.
I Janosik-amator już wie - wygrał sprawę złodziei w powiecie, bo Siły
namierzyly i capneły zbójów. Przegra z Paniczem, bo... no właśnie, dopiszecie
mi, moi mili, zakończenie tej historyi?
pozdrawiam,
Marcin (M.)
PS. 20 stycznia było drugie spotkanie, tez o zbójcach i co by robić, co by
zbójców pognać precz. Policyja się spisała, nie ma dwóch zdań. A Panicz nie
miał czasu na spotkanie z mieszkańcami. Radni z gminy, łepskie sąsiady, to
mówili, że Panicz ma zaliczenie z jakiegoś "prawa" na swoje sesji, co to na
uniwersytetach w miastach mają. Prosty janosik nie wie co to takiego te
uniwersytety, ale sesyja co jest o 20.00 w piątek, to dziwna się Marcinowi
zdała. Nie mówił już nic, no bo co tu jeszcze dodać mógł.