oz_patryk
02.03.09, 15:30
Urodził mi się syn przez cesarskie cięcie, przysługuje mi 2 tygodniowe
zwolnienie na opiekę nad żoną, które wydaje lekarz pierwszego kontaktu. Byłem
dzisiaj w Mediq, gdzie leczę się „na co dzień” I ręce mi opadły. Poszedłem
najpierw małemu założyłem kartę. Przy okazji spytałem się o zwolnienie. Pani
wyciągnęła kartę mojej żony, bo to ona musi mieć wpisane w swojej karcie.
Okazało się że lekarz który przyjmował rano ma takie urwanie głowy że nie był
w stanie mnie przyjąć dodatkowo. Zapisując się do lekarza wytłumaczyłem o co
chodzi i spytałem się na kogo mam wyciągnąć „numerek”, na siebie, czy na żonę?
Teoretycznie ona ma mieć wpisane w karcie, którą notabene trzymałem w ręku
tłumacząc że ją już posiadam, bo wcześniej wyciągnęła mi ją inna pielęgniarka.
Pani chciała mnie odesłać do ginekologa, bo to on wystawia żonie zwolnienie.
Jak powiedziałem że żona przecież siedzi na macierzyńskim, jak to każda
kobieta po porodzie a chodzi o zwolnienie dla mnie to się na mnie spojrzała
jak bym spadł z księżyca. Wytłumaczyłem jeszcze raz o co chodzi. Pani
przytaknęła przez zmianę mojej wypowiedzi że zwolnienie wystawi mi lekarz
pierwszego kontaktu, będąc z tego strasznie dumna i chciała zając się
klepaniem na komputerze, jak po raz kolejny zadałem pytanie, na kogo powinna
być wyciągnięta karta, bo wcześniej powiedziano mi że na żonę. Stwierdziła że
moją kartę trzeba wyciągnąć i ona nie nadąża już za zmianami przepisów,
przepisu który notabene istnieje od minimum 3 lat, nie wiem czy w takiej samej
formie, czy innej, ale 3 lata temu kumpel z pracy też rodził i też korzystał
ze zwolnienia pt. opieka nad żoną. Machnąłem ręką już czyja jest racja, nawet
ucieszyłem się że mam kartę żony a moja zostanie wyciągnięta, oznacza to że
będzie komplet kart. Dojechałem do domu i żona mnie uświadomiła z jedną
sprawą. Wyszedłem z kliniki z jej kartą leczenie. Do jej wyciągnięcia nie
pokazałem żadnego dowodu tożsamości. Osób które są w nagłym przypadku i
dostają do łapki kartę leczenie zawsze pod pokojami internistycznymi jest
kilka, sam kilka razy dostałem, nigdy nie musiałem okazywać jakiegokolwiek
dowodu że ja to ja i ta karta jest moja.
Reasumując:
- Panie w rejestracji są delikatnie mówiąc mało zorientowane, nie tylko z
przepisach ale z tym co się dzieje dookoła.
- nie powinno być wyjmowania karty na gębę w nagłym przypadku, bo może dojść
do wycieku danych osobowych. Na marginesie, sam mógł bym teraz iść do kliniki
poprosić o wgląd do karty żony, karty którą mają obowiązek okazać, a jej nie
posiadają i narobić klinice problemów wzywając policję.