slamazzar
24.08.11, 01:46
Wiesz, dziękuję Ci za ten list. Bo od jakiegoś czasu się głowię, jak to jest, że tylu moich rówieśników i rówieśniczek powtarza "nie chcę już pasożytować na rodzicach" (podczas gdy owi rodzice w większości by takiego słowa nigdy nie użyli). Taka refleksja, wydawało mi się, musi wynikać z jakiejś wyjątkowej wrażliwości, poziomu duchowego rozwoju, a czegoś takiego - sorry - mojemu pokoleniu absolutnie nie można przypisać. Myślę i myślę, jak rozwiązać tę sprzeczność, a Ty - voila! - właśnie podałaś mi gotową odpowiedź. A więc... jest to BUNT.
I nagle wszystko się zgadza. Ja - osobnik nieskory do buntu na jakimkolwiek dotychczasowym etapie mojego życia - także teraz nie widzę powodu, by bronić się rękami i nogami przed perspektywą bycia na utrzymaniu bliskich jeszcze kilka kolejnych lat. A przynajmniej: są sprawy, które zaprzątają mój umysł w większym stopniu.
W sumie można dostrzec w tym wszystkim jakiś pozytyw. Zewsząd słyszymy - jak u happysad - że "człowiek nie jest taki, co by siedział w cieniu, chciałby się buntować, no, ale nie ma przeciw czemu". A tymczasem okazuje się, że jednak ma. Coś tam się jednak znalazło.
Cóż... JAKIE CZASY, TAKI BUNT.