diabollo
01.07.10, 17:19
Tak brak Tischnera
Magdalena Środa 2010-06-30, ostatnia aktualizacja 2010-06-30 15:42:25.0
Nie chce się wierzyć, że nie ma go wśród nas już od dziesięciu lat. Gdy myślę:
"solidarność", często myślę: "Tischner", gdy myślę: "praca", dorzucam:
"polska" i że: "jest chora", gdy myślę: "prawda", słyszę niby echo: "tyż
prawda" i "gówno prawda". Bo przecież prawd jest trzy
Ks. Tischnera nie ma, a to brak więcej niż osobowy. To tak jakby osunął się
gmach filozofii lub skruszało skrzydło Kościoła. Bo Kościół bez niego to już
nie ten sam Kościół. To warowna twierdza, której zacięły się zwodzone mosty.
Kiedyś na moje pytanie, dlaczego tak mało w Kościele dialogu, Tischner
odpowiedział, że wola rozmowy jest odwrotnie proporcjonalna do posiadanej
władzy, więc o ile w czasach komunizmu Kościół chętnie gadał z innymi, to
teraz, gdy jest beneficjentem przemian, nie ma ani woli, ani potrzeby dialogu.
"Chrześcijaństwu w Polsce nie grozi ani laicyzm, ani ateizm, ale parodia
religii. Co Polska robi z religii? Czyni ją narzędziem do nienawiści bliźniego".
Tischner pisał: "W moim życiu filozoficzno-kapłańskim nie spotkałem kogoś, kto
stracił wiarę po przeczytaniu Marksa, Lenina czy Nietzschego, natomiast na
kopy można zliczyć tych, którzy ją stracili po spotkaniu z własnym
proboszczem". Był krytyczny wobec Kościoła, ale - co zawsze wydawało mi się
niewiarygodne - Kościołowi wierny i głęboko wierzący. Bardzo dziwny był to
rodzaj wiary. Niewzruszonej i nieortodoksyjnej, ciągle przepracowywanej i
przeżywanej od nowa.
O Panu Bogu mówił jak o powietrzu i świetle, bez którego nie sposób żyć i
którego nie sposób nie kochać. I dziwił się tym, którzy tego nie rozumieją. Bo
co prawda bardziej logiczne jest być ateistą, tak jak czymś logicznym jest
stronić od zakochiwania się, ale - na szczęście - ludzie nie są logiczni!
Wobec miłości i wobec Boga nie można być logicznym.
Swobodnie i z oświeceniową swadą rozprawiał o wrogach chrześcijaństwa, takich
jak Nietzsche. Natchnienie czerpał od Żydów, takich jak Levinas czy Husserl.
Świat widział z perspektywy filozoficznej, niezbędnej do zobaczenia
wszystkiego na nowo, od podstaw. "Najpierw jestem człowiekiem - mawiał - potem
filozofem, potem długo, długo nic, a dopiero potem księdzem".
Nigdy go nie widziałam w szatach liturgicznych czy w koloratce, zawsze w
swetrze lub koszuli. Zawsze otoczonego ludźmi, zawsze rozprawiającego,
nauczającego. Nigdy pouczającego.
Mówi się o nim filozof dialogu, filozof wolności, filozof solidarności,
filozof dramatu i górali. Był każdym z tych filozofów. I to nie po trochu, ale
całym sercem. Jego etykę solidarności powinno się czytać co roku, by
przywrócić tej idei jej zasadniczy, sprawczy sens. Jego etyka pracy stała się
tematem zapomnianym, dialog wyszedł z mody. Wolność odnosi się niemal
wyłącznie do konsumpcji lub ograniczeń, jakie nakłada na nią Kościół,
chrześcijańskie pryncypia zawęziły się do sprawy in vitro i aborcji. Język
religii stał się językiem, który mówi o czymś, a nie - jak chciał tego
Tischner - z kimś. Sumienie, które rozumiał jako "gadającą wolność", zostało
zastąpione imperatywem posłuszeństwa.
Dlaczego nie pozostawił po sobie uczniów? Dlaczego w Kościele nie ma
Tischnerów? Dlaczego nie ma ich w polskim życiu publicznym? Strasznie są
potrzebni. Nie dla krzewienia wiary, by tych, co to robią, jest aż nadto, ale
dla krzewienia rozumu, dialogu, miłości i poczucia humoru. Bo Tischner był i
mądry, i zabawny. Choć z ogromną powagą mówił o zobowiązaniach absolutnych. Że
są jak "Westerplatte, którego nie można opuścić". On nie opuszczał.
Magdalena Środa
wyborcza.pl/1,90914,8079563,Tak_brak_Tischnera.html